- Opowiadanie: TYRANOTYTAN 3000 - Krótka opowiastka o papieżu i dziecku

Krótka opowiastka o papieżu i dziecku

Nie lękajcie się tagów, kochani. Pierwszy raz się w to bawię, więc proszę o wyrozumiałość w kwestii formatowania, bo ja to nie wiem jak to ma wyglądać do końca. Życzę miłej zabawy każdemu, kto zechce przeczytać, a tym, co nie zechcą też.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Krótka opowiastka o papieżu i dziecku

 

 

– Ojcze Święty… – sekretarz wsadził głowę do gabinetu papieskiego. – Ja nie chcę Ojca poganiać, ale pół godziny temu zaczęło się doroczne spotkanie Ojca z dziećmi… i Ojca na nim w pewnym sensie nie ma.

-Co?

Papież Piotr II przestał bawić się gumką recepturką i spojrzał w stronę drzwi.

– Dzieci? Jakie dzieci? Przyszło jakiekolwiek dziecko?

– Tak, jedno.

– Po cholerę?

Sekretarz zrobił minę, która miała wyrażać to, że nie ma pojęcia, po cholerę jakieś dziecko przyszło na spotkanie z papieżem.

– Ojciec się nim zajmie?

– Tak, tak, już idę.

Papież wstał i ruszył w kierunku drzwi.

– Duże to dziecko?

– Takie raczej w granicach przedszkolnych.

– Aha. 

Dziecko siedziało samotnie na jedynym krześle w wielkiej komnacie obwieszonej barokowymi obrazami.

 Papież wszedł. Drzwi się zamknęły.

– Szczęść Boże – powiedziało dziecko.

– Szczęść Boże – powiedział papież.

Zapadło niezręczne milczenie.

– Jestem papieżem.

Dziecko dało do zrozumienia, że o tym wie.

– Coś chcesz wiedzieć? O coś zapytać?

– Czy widział papież Boga?

– Nie, nie osobiście.

– Ale jest ojciec papieżem.

– Jestem.

Dziecko zdawało się oczekiwać w związku z tym jakichś mistycznych rewelacji.

– Widzisz. Bóg jest nieodgadniony. Nie zawsze, nawet jeśli bardzo tego chcemy…

W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.

– Proszę! – zawołał papież.

Przez drzwi weszła kobieta.

– Ojcze Święty, mamy gotową wersję „Kosmicznego pogromcy”, którą chcemy wysłać do dystrybutorów. Za jakieś – mrugnęła dwa razy, sprawdzając godzinę wyświetlaną na gałce ocznej – trzydzieści minut. Chcielibyśmy, żeby Ojciec ją ocenił.

– Tak, tak już idę – odparł papież, kierując się do wyjścia – A! Dziecko!

 Zatrzymał się i spojrzał na siedzące na krześle dziecko.

– Chcesz iść ze mną, zobaczyć jak pracuje papież?

– Tak, bardzo.

Dziecko wstało, a po chwili ono, kobieta i papież wyszli na korytarz.

Szli przez niekończący się ciąg komnat. W każdej komnacie siedziały za biurkami tłumy ludzi.

 Ludzie byli młodzi i raczej niezadowoleni z życia. Wgapiali się zmęczonymi oczyma w ekrany komputerów.

– Co się tu dzieje, panie papieżu? – zapytało dziecko, które dreptało za stawiającym długie, zamaszyste kroki Piotrem II.

– Ci ludzie, drogie dziecko, pracują dla dobra Kościoła i na chwałę bożą.

– A co robią?

– Filmy animowane.

 W tym momencie zza pobliskiego biurka poderwał się otyły mężczyzna lat około trzydziestu i podbiegł do papieża, kobiety i dziecka.

-O! Ojcze Święty! – wydyszał. – Co Ojciec o tym myśli? To do projektu 360.

 Pokazał jakiś obrazek na trzymanym w ręku wyświetlaczu. Obrazek przedstawiał piękną, młodą kobietę we wspaniałych okularach, ubraną w rozpiętą sutannę papieską. Pod sutanną była całkowicie naga.

– Wspaniale – powiedział papież, przyglądając się obrazkowi.

 Po czym bez słowa ruszył dalej. Dziecko nadal tuptało za nim z jeszcze większym zdziwieniem na twarzy.

 Papież popatrzył na dziecko.

– Co tak wytrzeszczasz oczka, dziecko?

– Czemu ta pani…

– Bo to Matka Boska – odparł papież szybko – uosabia piękno i pierwotną rajską czystość człowieka nagiego. Jak mawiał święty Tomasz… a zresztą jesteś jeszcze za młode, żeby pojąć tajemnice Boga i Kościoła.

– Tak mówił święty Tomasz?

– Nie, to ja tak mówię.

Szli dalej. Dziecko w milczeniu obserwowało świat, który je otaczał. Świat ten diametralnie różnił się od obrazu Kościoła, który prezentowała dziecku jego mama.

Do papieża podeszła jakaś kobieta.

– Ojcze Święty, ja się nazywam Skarobova. Ja panu…Ojcu, znaczy, przesłałam propozycję scenariusza… to było o alternatywnej wersji rewolucji francuskiej, w której to kobiety…

– Tak, tak jestem w trakcie lektury…

– Z całym szacunkiem, ale Ojciec jest w trakcie lektury od pół roku.

Papież pierwszy raz w trakcie trwania tej wymiany zdań popatrzył na Skarobovą.

– Acha! Przypomniałem sobie – syknął, spoglądając na nią morderczym wzrokiem. – Czytałem. Uważam, że jest wtórny, pretensjonalny i niedojrzały.

 Skarobova stała przygnieciona gruzami swoich marzeń, a papież, kobieta i dziecko poszli dalej.

– Dlaczego oni to robią?

– Piszą scenariusze? Ponieważ sztuczna inteligencja nie jest w tym wystarczająco dobra.

– Nie no, że robią animacje. Bo mama mi mówiła, że Kościół zajmuje się rozmowami ludzi z panem Bogiem.

„Pan” było powiedziane ewidentnie małą literą. Tak jak się mówi na pana Waldka z warzywniaka.

 Papież chciał powiedzieć, że zamienił centralę telefoniczną na studio animacji, ale uznał, że żart nie jest ani trochę śmieszny. Zamiast tego zapytał:

– Dziecko, wiesz, co to są liczby? – nie był pewien, jaką wiedzę posiadają dzieci.

– Tak.

– Podam ci teraz parę liczb, nie musisz ich rozumieć, ale możesz. Na końcu będzie wniosek. Dobrze?

– Dobrze.

I papież zaczął mówić, idąc wraz z kobietą i dzieckiem przez pełne ludzi komnaty Watykanu.

– W roku 2011 na Ziemi żyło 1,2 miliarda katolików przy 7 miliardach ludzi ogółem, w roku 2066 katolików było już tylko 500 milionów przy 10,8 miliardach ludzi na Ziemi i 1227 w kolonii marsjańskiej. W 2154 30 milinów przy 11 miliardach ludzi na Ziemi i 100 tysiącach na Marsie. Natomiast w roku 2237, kiedy to wstępowałem na tron Piotrowy, katolików było niespełna 20 tysięcy przy 13 miliardach ludzi na Ziemi, 250 tysiącach na Marsie i 15 w drodze na Tytana. Przy tym, jestem pewien, połowa z tych 20 tysięcy ludzi deklarowała katolicyzm dla żartu, tak się złożyło, że było to podówczas na topie, że się tak wyrażę. Nikt już nie potrzebował religii, bo wszystkim żyło się dobrze. Rozumiesz wszystko?

– Nie. – Dziecko zgubiło się w liczbach.

– Mniejsza o to. W każdym razie było mało katolików, więc było mało pieniędzy. Rozumiesz?

– Tak.

– Kościół potrzebował pieniążków, żeby kochać Boga.

– Uhm.

– Wszystkie pozostałe oszczędności kościelne trzeba było zainwestować w coś dochodowego, żeby uratować Watykan. Tak się złożyło, że miałem znajomych zajmujących się animacją. Nie wiem, czy wiesz, ale kiedyś, kiedy ja zaczynałem swój pontyfikat, animacja nie stała na aż tak wysokim poziomie, jak teraz. Jeszcze można było ją odróżnić od filmu aktorskiego. Ale rozwijała się prężnie i wielu uważało, że niedługo wyprze klasyczne filmy. Była tańsza i szybsza w produkcji, a zapotrzebowanie na rozrywkę rosło wraz ze wzrostem bezrobocia, powodowanego przez mechanizację wszystkich dziedzin życia. Zainwestowałem. I słusznie zrobiłem. Teraz w roku 2254 Watykan radzi sobie jak za najlepszych lat.

– A co na to pan Jezus? – zapytało dziecko, patrząc na papieża maślanymi oczami.

– Pan Jezus się cieszy.

– To dobrze. – Dziecko było wyraźnie usatysfakcjonowane.

Doszli do ostatniej komnaty, na której drzwiach wisiała plakietka z napisem „Sala projekcyjna”.

 Papież, kobieta i dziecko weszli do środka. Kobieta zaczęła rozmawiać z papieżem, a o dziecku zapomniano. Siadło w pierwszym rzędzie foteli, bo tylko z niego mogło widzieć ekran.

 Sala projekcyjna była tradycyjną salą kinową (papież jako głowa Kościoła cenił tradycję), w klimacie połowy wieku XXI, z tym że fotele były rekonstrukcjami mebli rokokowych. Dziecku bardzo się to podobało.

– Puśćcie mi wersję klasyczną – mówił papież do kobiety. – Od rzeczywistości wirtualnej kręci mi się w głowie, tylko mi powiedzcie, czy wirtualna jest dobra.

– Dario uważa, że tak.

– Zaufam Dario. No już, już nie mam całego dnia.

Papież usiadł obok dziecka. Przez moment zdawał się zastanawiać, skąd ten mały człowieczek na krześle obok się wziął, ale po chwili się zreflektował.

– Bardzo lubię widzieć ostateczny produkt – powiedział. – Zawsze go oglądam tutaj, w moim kinie. Dziecko było kiedyś w kinie?

 Dziecko pokręciło głową.

– No tak… nikt nie chodzi już do kin, ale ja lubię, lubię… To będzie pilot nowego serialu – wyjaśnił, wskazując palcem z pierścieniem rybaka na ekran.

Na ekranie pojawił się film. Mimo klasycznej oprawy oglądanie okazało się nie być bynajmniej zwyczajne. Papież co chwila wołał, żeby przewinąć dalej, tak, że cały seans trwał może dziesięć minut.

 Film opowiadał o byłym komandosie kosmicznych służb specjalnych, alkoholiku i kobieciarzu w średnim wieku. Komandos dostał zlecenie od bogatego właściciela farmy naftowej na odległej planecie. Zlecenie miało polegać na zabiciu kogoś. Komandos latał po kosmosie i mordował ludzi, z których żaden najwyraźniej nie był tym, którego szukał, bo ciągle leciał dalej i dalej, mordował i mordował, bił i bił, pił i pił. Czasami uprawiał też seks.

 Dla zwykłego dziecka nie były to obrazy szokujące, bo widywało je codziennie w różnego rodzaju przekaźnikach medialnych.

Ale dziecko siedzące z papieżem w watykańskiej sali kinowej było wychowywane pod katolickim kloszem i nigdy podobnie brutalnych i obrazoburczych scen nie widziało.

Cały czas miało jednak na uwadze słowa papieża, który stwierdził, że pan Jezus się cieszy z twórczości watykańskiego studia. Ono też się zatem cieszyło.

Wyszło z sali z uśmiechem.

– Fajny film? – zapytał papież.

Dziecko pokiwało głową.

– Mnie też się podobał. Akceptuję, możecie wysyłać.

Kobieta, która czekała po drugiej stronie drzwi odeszła. Papież i dziecko wyszli na balkon, bo Piotr II stwierdził, że potrzeba mu powietrza. Stali tak i patrzyli na panoramę Rzymu niezmienioną od setek lat. Słońce zachodziło.

Właściwie to papież patrzył, dziecko było za niskie. Widziało tylko balustradę i białą sutannę papieską.

Wtedy przez drzwi balkonowe zaglądnęła kobieta.

– Ojcze Święty, potrzebujemy Ojca przy pracy nad tym filmem o trzech braciach sprzątających rzymskie toalety publiczne.

– Już idę.

Papież ruszył w stronę drzwi, ale wcześniej spojrzał na dziecko i powiedział:

– Dziecko, czy twoja mama przyjdzie po ciebie?

– Tak.

– Dobrze, miło było cię poznać.

– Panie papieżu.

– Tak, dziecko?

– Mam dla pana prezent.

I dziecko wyciągnęło malutki, zrobiony z wykałaczek krzyżyk, zawieszony na różowym sznureczku.

– Bardzo ładny – powiedział papież, biorąc krzyżyk.

– O! To moja mamusia!

Za drzwiami stała uśmiechnięta kobieta. Dziecko podbiegło do niej i rzuciło jej się w ramiona. Kiedy po chwili razem z matką ruszyło w głąb budynku, odwróciło się i pomachało papieżowi małą rączką.

Papież uśmiechnął się pod nosem. Z sentymentem pomyślał o czasach, kiedy do Ojca Świętego przychodziły całe hordy takich dzieci, po czym wyrzucił krzyżyk do kosza i poszedł pracować nad filmem o trzech braciach sprzątających rzymskie toalety publiczne.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Dzień doberek. 

 

– Ojcze Święty… – sekretarz wsadził głowę do gabinetu papieskiego. – Ja nie chcę Ojca poganiać, ale pół godziny temu zaczęło się doroczne spotkania Ojca z dziećmi…

→ zaczęło się doroczne spotkanie 

 

– Szczęść Boże – powiedziało dziecko.

– Szczęść Boże – powiedział papież.

> Powtórzenia – może drugie “powiedział”, zamienić na odpowiedział/odrzekł? 

 

Za jakieś – mrugnęła dwa razy, sprawdzając godzinę wyświetlaną na gałce ocznej – 30 minut.

-> Cyferki w tekstach zapisujemy słownie – trzydzieści minut.

 

– Tak, tak już idę – odparł papież, kierując się do wyjścia – A! Dziecko!

 Zatrzymał się i spojrzał na siedzące na krześle dziecko.

Dziecko! Chcesz iść ze mną, zobaczyć jak pracuje papież?

– Tak, bardzo.

Dziecko wstało, a po chwili ono, kobieta i papież wyszli na korytarz.

→ Nie za dużo trochę tego “dziecko”? 

 

– Nie. – dziecko zgubiło się w liczbach.

→ Dialogi w tekście nieco kuleją. 

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

Nie. – Dziecko zgubiło się w liczbach. 

 

– To dobrze – dziecko było wyraźnie usatysfakcjonowane.

→ To dobrze. – Dziecko było wyraźnie usatysfakcjonowane. 

 

Papież co chwila wołał, żeby przewinąć dalej, tak, że cały seans trwał może 10 minut.

→ Dziesięć minut. 

 

No mnie niestety tekst nie przekonał. Popracowałbym trochę nad nim, bo tych błędów dosyć sporo. Fabularnie też nie podeszło. Może następnym razem coś bardziej mnie wciągnie. Był jakiś zamysł, ale no… niestety nie me gusta. 

Pozdro! 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

ND już nieco zgłosił uwag, ale nie wszystkie:

 

– A co na to pan Jezus? – zapytało dziecko, patrząc na papieża maślanymi oczami.

– Pan Jezus się cieszy.

– To dobrze – dziecko było wyraźnie usatysfakcjonowane.

To fajne :)

 

oglądnie okazało się nie być bynajmniej zwyczajne.

Literóweczka ;)

 

Podobnie jak ND, nie przekonuje mnie ta fabuła. Czy to jest atak na kościół? Nie widzę tutaj za bardzo sensu. Owszem trafiło się kilka smaczków, jest potencjał, ale zabrakło, dla mnie przynajmniej, jakiegoś głębszego sensu. Może po prostu nie potrafię go odnaleźć, może zaraz ktoś przyjdzie i powie: doskonałe! IMO, to jest trochę o niczym. Że kościół ma hajs i go inwestuje w różny sposób? Banał. Że jest coraz mniej wierzących? No okej.

No i jeszcze na koniec najbardziej popularna doczepka na portalu: do fantastyki. IMO, śladowe ilości jej są w tym tekście ;)

Martwe liście i brudna ziemia

Podziękowania za lekturę i opinie. 

 

Błędy oczywiście poprawione, ach wynikły z karygodnego niedbalstwa (zły TYRANOTYTAN! be!).

 

Co do treści. Cóż c'est la vie. Rozumiem zastrzeżenia. Może następnym razem napiszę coś, co Wam bardziej podejdzie. Pożyjemy zobaczymy.

Postaram się także o więcej fantastyki!

 

Pozdrowionka:*

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

Widzisz, trochę się czepiamy :) Nie zrażaj się i pisz dalej, chętnie przeczytam Twoje kolejne dziełko.

 

Poza tym napisałem przecież, że liczę się z tym, że ktoś zaraz przyjdzie i inaczej oceni powyższy tekst ;)

Martwe liście i brudna ziemia

Czołem Tytan,

 

Jak dla mnie opko całkiem spoko, co prawda na końcu rzeczywiście przydałaby się jakaś puenta. Może to by było dziecko papieża, które przyszło po alimenty? Chociaż to trochę zgrana karta. Albo papież pod wpływem dziecka nawróciłby się i przywrócił świetność Kościoła, tym razem opierając się na wierze?

 

Swoją drogą też ostatnio myślałem o czymś w tym temacie, przypominając sobie wers z “12 groszy” Kazika: “Nowa powieść science fiction, Jan Paweł dwieście drugi”.

 

Co do błędów, to przede wszystkim “aha”, a nie “acha”.

 

Pozdrawiam i czekam na następne opowiadania ;)

 

 

Swoją drogą też ostatnio myślałem o czymś w tym temacie, przypominając sobie wers z “12 groszy” Kazika: “Nowa powieść science fiction, Jan Paweł dwieście drugi”.

Interesujące, pisz, Helmucie :)

Martwe liście i brudna ziemia

Helmucie!

 

Miło mi, że “całkiem spoko”.

 

Albo papież pod wpływem dziecka nawróciłby się i przywrócił świetność Kościoła, tym razem opierając się na wierze?

 Też o tym myślałem. Uznałem jednak, że wpasowanie się w nurt opowiadań pesymistycznych może przynieść pewne możliwości w przyszłości. Bo popatrzmy, pisze sobie taki pisarzyna 10 opowiadań, w których jest wszystko źle i ojojoj jak źle, a potem hop! opowiadanie z bardzo optymistycznym może nawet naiwnym zakończeniem.

Uważam, że to może być zabawne…

 

Również czekam na Jana Pawła dwieście drugiego :*

 

Uszanowanko!

 

 

 

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

To prawda, optymistyczne zakończenia czasem wydają się jakieś takie naiwne i napisać dobry “happy end” to chyba większe wyzwanie.

 

W sumie powinienem rozwinąć to “całkiem spoko” – podoba mi się Twój styl, przypomina trochę pasty, ale takie lepsze. Na pewno tkwi w nim potencjał. Więcej nie mogę powiedzieć, bo sam nie jestem żadnym ekspertem ;)

 

A coś o papieżu przyszłości pewnie napiszę kiedyś. Kiedyś… :)

Dlaczego to napisałeś? 

Po tytule liczyłem na harde, bezpardonowe cenzo, ale całość okazała się bardzo lekka, strawna dla większości żołądków. Moim zdaniem bez smaku, chociaż oczywiście można czytać między wierszami :D

Bo potrzebuje tekstów fantastyczno naukowych o przyszłości kościoła, żeby napisać pracę semestralną, a swój tekst można dowolnie nadinterpretować i wyciągać z niego to wszystko, co się chce nawet jak tego tam nie ma… żart chociaż w sumie…. pomyślałem o tym jak najpewniej skończy kosciół i to opisałem ot tak bez przesadnych ambicji. i przy okazji się nudziłem??? czy taka odpowiedź na Twoje pytanie Cię zadowala??? Patelnio??? No, no Piotrze ja wiem czego się spodziewałeś, taki był zamysł tytułu!

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

wybaczcie formę komentarza, ale jestem na telefonie i tutaj entery nie mają chyba żadnych praw.

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

Moim zdaniem przez tekst, opowieść coś z reguły chce się przekazać. Ponieważ nie umiałam odszyfrować tego w Twoim opowiadaniu to postanowiłam zapytać. Kiedyś przeczytałam książkę Lema o podróżach socjalistów w Kosmos. Ciekawe, czy tak naprawdę wyobrażał sobie przyszłość ? :) 

Podobało się. Ciekawa, okraszona humorem wizja Kościoła przyszłości, a w zasadzie i teraźniejszości trochę też. Lekka i przyjemna lekturka. Co do strony technicznej, to gdzieniegdzie zauważyłem dywizy zamiast myślników plus brakujące spacje na początku dialogów, a poza tym jeden czy dwa zgubione przecinki. Zgrzyta mi trochę, że dziecko raz zwraca się do papieża per “ojcze”, a innym razem mówi mu na “pan” – rozważyłbym ujednolicenie tego.

 

> Powtórzenia – może drugie “powiedział”, zamienić na odpowiedział/odrzekł?

Mnie uczono w szkole na polskim, że powtórzenie to również środek stylistyczny i może być użyte intencjonalnie. I wydaje mi się, że w tym przypadku miało wywołać efekt komiczny.

 

No i jeszcze na koniec najbardziej popularna doczepka na portalu: do fantastyki. IMO, śladowe ilości jej są w tym tekście ;)

Chyba inne teksty czytaliśmy. Mamy odległą przyszłość, nowoczesne technologie i towarzyszące im zmiany społeczne. Mnie to wystarcza, żeby opowiadanie uznać za s-f.

 

Jak dla mnie opko całkiem spoko, co prawda na końcu rzeczywiście przydałaby się jakaś puenta. Może to by było dziecko papieża, które przyszło po alimenty? Chociaż to trochę zgrana karta. Albo papież pod wpływem dziecka nawróciłby się i przywrócił świetność Kościoła, tym razem opierając się na wierze?

Jak dla mnie zakończenie jest satysfakcjonujące i czytelnie komunikuje przesłanie tekstu, po lekturze nie miałem poczucia niedosytu.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Opowiadanie czytało się całkiem miło. Są smaczki, trochę ironii, chociaż tematyka dość wyeksploatowana.

Miałam nadzieję, że dziecko okaże się jakąś istotą nadprzyrodzoną. W zakończeniu zabrakło mi niespodzianki, tzw. twistu. Popracuj też nad opisami miejsc i osób, żeby przekazywały więcej informacji. Wtedy łatwiej wyobrazić sobie akcję i postacie. Ale ogólnie – jest potencjał, pisz. :)

Cześć, Tyronotytanie 3000. :-)

A dlaczego mam się bać tagów? Co, Twoim zdaniem, może budzić niepokój czytelnika? Absurd, clerical fiction, chrześcijaństwo, religia, futurologia? ;-)

 

Przeczytałam.

Pomysł może i jest, ale warsztat leży. Niezgrabne. Spróbuj przekuwać swoje emocje, opinie, zdanie na historie, opowieści. Za chwilę będzie manto, więc się trzymaj i nie zrażaj, bo pisać, formułować zdania zdecydowanie warto. Słowa nas rozwijają: te błędne, te w punkt, te nietrafione, bo sama czynność jest twórcza i logiczna. Jednak, cóż, nasze myśli nie stają się z rzeczy samej literaturą. Trzeba potrenować i poćwiczyć. Choć pewnie podzielałabym część wirujących w tle tekstu poglądów/przekonań to sposób ich przedstawienia ma naprawdę duże znaczenie. 

 

Na “nie”:

*Realizm

Czy wiesz, jak nawet najbliżsi współpracownicy kontaktują się z Papieżem? I, że sytuacja z wsadzeniem głowy i opuszczeniem przez papieża spotkania jest „czystą fantastyką”. Dlaczego nazywasz pomieszczenia „komnatami”, dlaczego nie po prostu pokój, sala, apartament itp.

*Dialogi

Dialogi są bardzo wyobrażone i niespecjalnie mają kontakt z rzeczywistością. Dodatkowo czasami grzeszą naiwnością. Musisz potrenować, IMHO. 

Widziałam, że przedpiśćcy wstawili już Ci odnośnik do pisania dialogów. Przejrzyj go.

*infodumpy

Wreszcie pojęłam, czym są. Tekst konstruujesz w określony sposób: dialog – wyjaśnienie – dialog – wyjaśnienie itd. Nie opowiadasz historii. Pokazujesz nam spotkanie dziecka z Papieżem przerywane ciągiem pytań, które możemy od biedy nazwać „podejmowaniem decyzji zarządczych”. 

Z czyjego punktu widzenia opowiadasz tę historię? Co ma nas (czytelników) tutaj poruszyć, zdziwić, zaszokować, zastanowić? Papież, dziecko, naga madonna, wypuszczanie gier i zarabianie pieniędzy przez instytucję Kościoła, nieczułość głowy Kościoła wyrzucającego do kosza krzyżyk z wykałaczek? Tak, ten ostatni obraz jest ogromnie smutny, przejmujący, jednak bez dobrego zarysowania postaci, przedstawienia ich punktu widzenia, ich nadziei i przekonań mamy do czynienia z powierzchowną karykaturą.

*bohaterzy

Dziecko nie jest dzieckiem, a papież nim samym. Mamy do czynienia z bardzo dalekim obrazem, wyobrażeniem ich obojga. Coś podobnego do odbicia w tysiącach luster, z których każde ujmuje (odejmuje) jakąś cechę i na końcu otrzymujemy bohomaz mający niewiele punktów stycznych z oryginałem.

Jeśli chciałeś opowiedzieć historię o Kościele, który jest potężną organizacją biznesową i przemysłem oraz zderzyć go z pierwiastkiem duchowym, wiarą i naiwnością dziecka w wieku przedszkolnym to przykro mi, lecz próba się nie powiodła. 

 

Na “plus”: pomysł i chęci. 

 

Poczytaj trochę opowiadań z forum, pokomentuj, sprawdź, które teksty się Tobie podobają, które nie i dlaczego. Temat, o który zahaczyłeś w opku jest poważny i istotny, więc tym bardziej warto byłoby go tak nie spłaszczać i pozbawiać siły.

Hmm, fantastyki w tekście raczej nie ma, ponieważ produkcja gier, gadżetów i sprawdzanie przez implant oczny lub nakładkę etapu  procesu wypuszczania nowej zabawki na rynek  to zdecydowanie za mało.

 

Pozdrawiam serdecznie :-)

piątkowa asylum komentująca w niedzielę

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum – twoje zarzuty dotyczące braku realizmu w tekście, który posługuje się groteską i ewidentnie nie każe traktować się śmiertelnie poważnie, wydają mi się nietrafione. Do opowiadania, które ma w tagach “absurd”, należałoby jednak przykładać nieco inne kryteria. “Ferdydurke” też pewnie zarzuciłabyś, że jest nierealistyczne, bo przecież dorośli ludzie nie chodzą do szkoły. :-)

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Nie kochany. :-) Gombrowicza kofam! znaczy kocham! Jeśli się pisze groteskę o Kościele to, należy go pi razy oko znać i kumać. Przedstawiona sytuacja mogłaby się zdarzyć i zdarza obecnie, stąd brak realizmu, miał być absurd.

 

Edit: Tak, brak znajomości Watykanu dla mnie przeszkodą, risercz. W tym momencie potrzebuję większego absurdu i groteski.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum!

 

Podziękowania za opinię i przeczytanie.

 

Czy wiesz, jak nawet najbliżsi współpracownicy kontaktują się z Papieżem? I, że sytuacja z wsadzeniem głowy i opuszczeniem przez papieża spotkania jest „czystą fantastyką”.

Hmm… no i o to chodzi! Przecież akcja dzieje się za ponad 200 lat! Kościół się zmienia. Porównajmy to jak wygląda pontyfikat Franciszka, jego zachowanie, zwyczaje, oprawa z pontyfikatem jakiegoś papieża przedsoborowego!

Kościół (nie wszędzie…) zdał sobie ostatnio sprawę z tego, że musi się zmieniać wraz ze światem. Te zmiany, jak sądzę, będą postępować w przyszłości, a jeśli sytuacja dojdzie do podobnej jak ta przedstawiona w opowiadaniu, to niewiele pozostanie ze znanych nam tradycji.

Zwłaszcza jak papież definitywnie porzuci wypasanie bożych owieczek i przetransformuje się w coś w rodzaju zwykłego szefa firmy producenckiej ubranego w fajne ciuszki.

Nie będzie już przedstawicielem Boga na Ziemi, a tytuł Ojca Świętego utraci swoją sakralność i stanie najzwyklejszym tytułem honorowym.

Gdybym pisał opowiadanie osadzone we współczesnym Watykanie zrobiłbym risercz ,obiecuję!

 

O, a Spotkanie opuścił, bo po pierwsze myślał, że żaden dzieciak nie przyjdzie, po drugie z pewnością miał ciekawsze rzeczy do roboty niż niańczenie dzieci ostatnich wiernych.

 

 

Bohaterowie może rzeczywiście mogliby być lepsi, ale przynajmniej dla mnie są tacy jacy być powinni.

Dialogi miały być naiwne i delikatnie odrealnione.

Ale oczywiście przemyśle Twoje uwagi na tych polach!

 

Nie opowiadasz historii

A tutaj to chyba masz rację, też uważam, że to najsłabszy punkt. To chyba słabo zważywszy na to, że jest to opowiadanie…

 

 

Bolly!

 

Bardzo mi miło! Rozważę ujednolicenie zwrotów.

 

ANDO!

Popracuję, popracuję!

 

Dziękuję wszystkim bardzo :*

 

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

Tyrano, wygląda chyba na to, że nie wiesz jak wygląda od dawna biznes w stolicy W. Nie ma znaczenia, czy przed, czy posoborowy (tzn. ma ale akurat nie w tym aspekcie). Nie, Kościół nie zdał sobie sprawy, po prostu jest to niemożliwe w stolicy. I nawet najlepszy człowiek – Papież nie jest w stanie wiosłować pod prąd, sam. Nie ten model biznesowy i marketingowy. Niestety. To jest okrutne i bardzo bolesne.

Odpuszczam dyskusję, jeśli kiedyś się spotkamy możemy o tym pogadać. ;-) Teraz, ma to umiarkowany sens i nie jest najważniejsze. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tekst ciekawy, nawet jeśli dyskutowałbym z tezami ;) Spokojne tempo, ale wyważone. Powiedziałbym nawet, że dobrze dobrane pod długość. Puenta wybrzmiewa wyraźnie, co zwłaszcza w takiej długości jest ważne.

Tekst odebrałem jako z lekka przerysowany, dlatego nie wymagam jakiegoś realizmu czy to w kreacji postaci czy formy dialogów. Ale Asylum ma rację w formie infodumpów – dajesz sporo szczegółów, któe koniec końców nie mają aż takiego znaczenia dla puenty tekstu.

Technicznie czasem coś chrobocze podczas czytania – a to zdanie z lekka problematyczne, a to jakaś dziwna konstrukcja. Chwytaj więc przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hmmm. To, co opisujesz, jest w gruncie rzeczy bardzo statyczne. To scena pokazująca stan kościoła za ileś tam lat. Przydałaby się jakaś fabuła, IMO.

No i nie podoba mi się przesłanie. Czy kościół, jeśli chce wzrostu liczby wiernych, powinien zająć się produkcją pornografii i szmiry? Nie wydaje mi się.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka