- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Dzieje druida z Rodos

Dzieje druida z Rodos

Witam szlachetnych czytelników. Tekst pełen wulgaryzmów, trochę prześmiewczy i niezbyt poważny. Adresowany raczej do dorosłych czytelników. Lekkość bytu, poczucie humoru oraz dystans wysoce wskazane. Nie, akcja nie dzieje się w Grecji. Trochę rapu, znacznie więcej blokerstwa z domieszką ludzkiej paranoi. Jest też trochę gówna, dosłownie. W opowiadaniu został wykorzystany fragment piosenki „Miasto jest nasze” zespołu Abradab oraz jedna z kwestii Adama Miałczyńskiego z filmu „Dzień świra”. Zapraszam do lektury. Przy okazji gorąco pozdrawiam wszystkich druidów z Rodos*.

*Rodos - Rodzinne ogrody działkowe otoczone siatką.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Dzieje druida z Rodos

Na sali sądu okręgowego panował potworny zaduch. W gęstym powietrzu dało się też wyczuć nieprzyjemny, kwaśny odór.

– Czy oskarżony przyznaje się do zarzucanych mu czynów?

Krzepki staruszek o bystrych, gniewnych oczach nic nie odpowiedział. Spoglądał tylko hardo i nerwowo przestępował z nogi na nogę.

– Ponawiam pytanie. Czy oskarżony…

– Niezbyt, wysoki sądzie.

– Proszę jaśniej – westchnęła zmęczona całą tą farsą sędzina. – Czy oskarżony rozumie…

– A pierdol się, stara brukwio!

– Za kolejną już zniewagę sądu…

– Pierdol się! – krzyknął oskarżony i pierdnął donośnie.

– Spokój! Pouczam ponadto oskarżonego, że…

– A poucz ogrowa matko swoją kosmetyczkę, bo z takim pyskiem tylko dzieci straszysz na dzielnicy! Ty, ty… Przepraszam, wysoki sądzie.

– Proszę wyprowadzić oskarżonego!

Policjanci zdecydowanie chwycili dziadka i zaczęli go ciągnąć w stronę drzwi.

– Zesrałem się, wysoki sądzie. Przepraszam bardzo, już nie te lata.

Kałuża brązowej, grudkowatej brei poczęła szybko rosnąć wokół staruszka.

– Kurwa! Człowieku, co ty zrobiłeś!? – Jeden z mundurowych odsunął się by nie wdepnąć w fekalia.

Krewki dziadunio tylko na to czekał. Błyskawicznie sięgnął do tylnej kieszeni, która nie do końca była kieszenią i wydobył z niej ciemnobrązową grudę.

– To cię uleczy! Moc ziemi pozwoli ci pozbyć się wągrów z pyska, matko ogrów, i rozum odzyskasz! – wykrzyknął ciskając w stronę sędziny fekalnym pociskiem. Lecąc, cuchnąca gruda rozdzieliła się na twardy, kiełbasiany sabot oraz chmarę lepkich, tłuszczowych odłamków. Skład orzekający przyjął na siebie cały ciężar tego niespodziewanego uderzenia.

– Kurwa, koniec rozprawy! – ryknęła sędzina podrywając się z krzesła. Jej wściekłą twarz zdobiły małe, brązowe kropeczki i ciemna smuga na policzku.

Policjanci szybko spacyfikowali śmiejącego się oskarżonego.

– Moc matki ziemi! Wetrzyj to sobie, wysoki sądzie. I zapamiętaj, nic tak leczy jak gówno druida! – krzyczał jeszcze, gdy wyciągali go na korytarz.

 

***

 

29 kwietnia

Dziś rano, gdy wracałem z lasu, spotkałem Antoniego. Opowiedziałem mu o Wielkim Jeleniu. Antoś poradził mi, bym przestał pić. Po południu nawrzucałem mu trochę śmieci na działkę. W tym kilka pieluch i butelkę po Atomie.

 

30 kwietnia

W nocy znów śnił mi się Jeleń! On świeci. Mam wrażenie, że on jest kluczem. Wiła powiedział, że nie potrafi wytłumaczyć, jak go znaleźć. Mam go szukać, a wtedy on mnie znajdzie. Jeżeli jestem godzien. Wieczorem piliśmy z Antonim na jego działce, skubany już posprzątał śmieci.

 

1 maja

Święto jego mać! Znów cały jebany motłoch najechał działki. Pierdolone orki! Nic tylko żrą, piją i nie dają odpocząć. Z nerwów dostałem zatwardzenia. Nic nie szkodzi, Wielki Jeleń zapewne schował się głęboko w lesie przed tym jebanym plugastwem.

 

3 maja

Znowu! Kurwa! Święto! Ile można. Do roboty, buce, kraj w ruinie, a wy się opierdalacie! Na działkach tylko gryll i gryll, a w lesie ogniska. I jeszcze ta muzyka. Bum, bum, bum … ! Gówniarze zamiast drzewa sadzić siedzą i słuchają muzyki. I drą się niemiłosiernie! Antonii z tego wszystkiego został w domu. Skorzystałem z okazji i naniosłem mu więcej śmieci na działkę. Tym razem głównie plastiki i psie gówna. Będzie na gnojków z lasu. Wiem, że to nie miło z mojej strony, ale to i tak lekka kara dla pana milicjanta za znieważenie Jelenia!

 

5 maja

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu… Cisza, spokój, motłoch zarabia gdzieś na moją emeryturę. Rano opieliliśmy z Antosiem jego nasadzenia tegoroczne, a później opierdoliliśmy baryłkę Atoma. Jego siostrzenica przywiozła z Ukrainy. Lesie i wodo, jak to kopie! Antek jak zawsze zasnął potem, a ja polazłem na spacer. Może Jeleń już wrócił, myślę sobie, a tu zamiast niego gówniarze w lesie. No kurwa! Co za czasy, siedzą i palą jakieś śmierdzące fajki. Od tego smrodu aż mi się w głowie zakręciło. Stałem więc oparty o sosnę i patrzyłem na jałowiec. Ale Jelenia nie było w jałowcu. Przeniosłem więc wzrok na sosnę. Jelenia nie było w sośnie. Chciałem poszukać go w krzakach, ale zrobiło się ciemno i zachciało mi się srać, więc polazłem do domu.

 

6 maja, rano

Miałem sen! Kurwa! Jeleń do mnie przemówił! Przyszedł w glorii i rzekł, bym szanował młode wilki na ich nowych ścieżkach. Moc od niego biła jakaś tak nieziemska. Co on pierdoli, mędrkuję sobie, aż myśl mi podeszła raptem… gówniarze! To o nich chodzi, to o nich mówił. Młode wilki, muszę ich obserwować. Czy Jeleń chodzi ich ścieżkami, albo oni jego? Nic nie rozumiem, strasznie to wszystko pojebane. Muszę poprosić Wiłę o radę, i to szybko, póki jest trzeźwa.

 

6 maja, południe

Ogry na nas napadły! Pierdoleni troglodyci w mundurkach, przyjechali i zabrali Wiłę! Bez zapowiedzi, bez ostrzeżenia, bez szansy na ucieczkę. Próbowali mnie zwieść mówiąc że to na leczenie, do ośrodka, ale ja swoje wiem. Wiła nie jest chora, i zdecydowanie nie nazywa się Bożena, tylko Wiła. Przez resztę dnia planowaliśmy z Antkiem zemstę. Z braku pomysłów i środków skupiliśmy się na Atomie. Rozsypaliśmy też nawóz, tylko że w altance. Ziemio i wodo, gdybym był druidem, obronił bym Wiłę przed ogrami. A tak pozostaje nam tylko mózgotrzep i zemsta.

 

6 maja, wieczór

Ogrowie wrócili! Antek przestraszył się, że po nas, i o mało co nie zesrał ze strachu, ale nie. Jeleniu niech będą dzięki! Oni tropią młode wilki! Nawet nas o nich pytali, czy aby nam muzyka nie przeszkadza, bo podobno się działkowcy skarżyli. Skierowaliśmy tępaków na fałszywy trop i z drabiny podglądaliśmy, jak chodzą wokół bagna. Jeden troglodyta nawet się poślizgnął, zemsta jest słodka! Muszę ostrzec gówniarzy młode wilki. Tylko jak do nich podejść, by mnie nie zagryzły, nim przemówię?

 

7 maja

Poranne plany pokrzyżowało mi zatwardzenie. Dopiero około południa wyruszyłem na poszukiwania. Bałem się, nie miałem dobrego planu, musiałem więc improwizować. Antek nie przyszedł, stawy go bolą. Wilki siedziały, jak zawsze, w swym mateczniku. Śmierdziało tam tymi ich dziwnymi fajkami. Podszedłem poprosić o ogień, a oni w śmiech. Okrążyli mnie i zaczęli śpiewać. Masz zajebistą czapkę, wyli. Ci gówniarze weseli młodzi chłopcy chodzili tak jakoś dziwnie, prawie jak Antek po Atomie, ale nie śmierdzieli gorzałą. Dali mi nie tylko ognia, ale i te swoje szlugi. Fajka pokoju, myślę sobie, szacunek dla starszych. Znak Jelenia. Zapaliłem, zaciągnąłem się… o kurwa! Świat zbledł a po chwili pojawił się Jeleń w całej swej chwale. Kroczył wśród drzew, dostojnie i dumnie. Biło od niego lekkie niebieskie światło. Padłem więc na kolana i zacząłem go wołać wznosząc ręce ku niebu. Wilki zaniemówiły, a potem zaczęły robić mi zdjęcia swoimi pudełkami. One nie znają go, nic o nim nie wiedzą, ale on do nich przyszedł! Opowiedziałem więc o Jeleniu słów kilka, a oni to nagrali i obiecali pomóc. Mówili, że zostanę gwiazdą. Niektóre z wilków też wołały zwierza, ale on już odszedł.

Gdy targany zawieją wracałem przez las, Jeleń znów się pojawił. Jestem godzien! Tym razem podszedł do mnie i przemówił. Tak jak mówiła Wiła, znalazłem go, a on mnie znalazł! Dystyngowany duch lasu wyznaczył mi zadanie. Muszę odnaleźć i uleczyć matkę ogrów. Gdy tego dokonam, mundurowi odejdą a ja zostanę druidem! Jeleń rozleje na mnie swą chwałę, i będę kroczyć razem z nim po ukrytych ścieżkach.

 

8 maja

Ogry węszą. Cudem dotarłem na ogrody. Antek chory, ma sraczkę, nie pomoże mi dzisiaj. Ziemio i wodo, co robić? Jak ją odnaleźć? Sam jeden, przeciw rzeszom plugastwa. Prawie jak wiedźmin… Nie, kurwa, ja chcę zostać druidem! A te wilki tylko wyją i piedrolą rozprawiają o jakiejś beznadziei. Co oni wiedzą, kurwa, w czterdziestym pierwszym, wtedy to była beznadzieja. Żona wścieka się, że za dużo bluzgam.

 

10 maja

Antek ciągle nie wierzy w Jelenia, psi syn, ale przynajmniej podsunął mi pomysł. Wiedziony jego radą, ze wsparciem Atomu, zapytałem wędrującą parę ogrów o ich chorą matkę. Bestie się rozgniewały, coś musi być na rzeczy. Skuli mnie i zawieźli do piekielnej łaźni pełnej pijanych idiotów. I jeszcze zabrali mi czapkę, pierdoleni małpoludowie! Kochałem to poroże. Ale było warto, bo dowiedziałem się czegoś ważnego. Muszę rzekomo jeszcze bardziej dowalić tym troglodytom, to wtedy zabiorą mnie do swej matki. Tak rzekł mi mędrzec więziony przez te potwory. Wyglądał jak reszta idiotów, ale miał brodę i okulary, więc musiał być mądry.

Wieczorem wróciłem wreszcie na działkę i wysadziliśmy z Antosiem jego pomidorki w naszej szklarni. W drodze do domu wstąpiłem jeszcze do matecznika. Młode wilki były pod wrażeniem mego męstwa. W dowód uznania znów dały mi te swoje fajki. Zapaliłem i już po chwili pojawił się Jeleń. Tym razem wyglądał jednak mniej dostojnie. Siedział na drzewie i biadolił, że rodzice nie chcą mu kupić fury. Gdy go zapytałem o mędrca, zbeształ mnie i beknął doniośle. A potem kazał mi spuścić spodnie do kostek i skakać w kucki. Młodzież wyła z zachwytu obserwując mój dziki taniec. Bycie druidem wymaga wyrzeczeń i pokory.

 

11 maja

Znowu zatwardzenie. I w dodatku pada.

 

12 maja

Ciągle pada. Antek siedzi w domu. Ja wbrew przeciwnościom dzielnie działkuję. Pielę, kopię nie wadząc nikomu, a tu raptem taka heca! Krzyki jakieś słyszę. Patrzę, a tu wilki biegną od stawu, zestrachane, a pierdolone ogry za nimi. Jeden z uciekinierów zauważa mnie, przeskakuje przez furtkę i tratuje mi skalniak. Gówniarz! Zamiast przeprosić i posprzątać rzuca tylko coś na kompost, po czym pryska. Pilnuj, krzyczy jeszcze na odchodne, jak do psa! No kurwa! A pierdolone ogry są coraz bliżej. W gniewie rzucam więc na ścieżkę grabie i motykę. Czekam. Pierwsi dwaj troglodyci omijają moją pułapkę. Gruba ogrzyca nie ma już tyle szczęścia. Pada na ziemię, rażona trzonkiem, klnąc przy tym i rycząc ze złości jak wieprz na świniobiciu. Zemsta jest słodka! Chichoczę w niebogłosy. Bestia wstaje, pysk ma jak pomidor, ale zamiast gonić wilka, to na mój kompost rusza. No tego już za wiele! Jaki współudział, jakie utrudnianie pościgu?!

 

13 maja

Wreszcie! Wczoraj ogry zabrały mnie do swojej twierdzy! Strasznie tam później śmierdziało, postarałem się o to, he he. Jestem oskarżony o znieważenie troglodytki i pomaganie młodym wilkom. Za kilka dni będę musiał stawić się w innej twierdzy na sąd. O losie, już po mnie. Jeleniu ratuj!

 

14 maja

Za trzy dni sąd, chwytam dzień. Antek przestał się do mnie odzywać. Twierdzi, że nie zadaje się z kryminalistami. A ja przecież podejrzany jestem tylko. A on – były milicjant – nazywa mnie kryminalistą. Poczekaj Antoś, zrobię ci remanent na ogrodzie.

Poszedłem po pomoc do młodych wilków. Dali mi szluga i kazali się wyluzować. Zawiodłem ich, Jeleniu wybacz. Rzekłem im, niby przypadkiem, że Antonii oszczędności na działce trzyma, ukryte gdzieś w altanie. Gdy odeszli szukać skarbów, ja zapaliłem. Świat się zatrzymał, las nagle ucichł, a zza krzaka wyłonił się on, król, Jeleń Pradawny, kroczący po ukrytych ścieżkach. Na jego grzbiecie siedziała wąsata dziewica. Duch lasu kazał mi być odważnym. Powiedział, bym mu zaufał i za wszelką cenę uleczył matkę ogrów mocą ziemi. Obiecał wesprzeć mnie w najczarniejszej godzinie.

 

15 maja

Za dwa dni wszystko stanie się jasne. Jeleniu, prowadź mnie! Nie zmieniłem skarpet od dwóch dni i nie zrobię tego aż do rozprawy. Antka altanka splądrowana że aż miło popatrzeć. Wezwał ogry, gnida pierdolona! Kto mu rzekomo rozgrabił ten jego zakisły psi domek, oczywiście podejrzany jestem ja! Wszak jestem kryminalistą. Ale dowodów brak. Po tylu latach pięknej przyjaźni tak mi odpłaca.

Wieczorem gorliwie i intensywnie kontemplowałem ścianę lasu. Niestety, Jeleń nie objawił się. Może miał ważniejsze sprawy, może musiał się zająć wąsatą dziewicą, biedaczek. Z transu wyrwało mnie delikatne uderzenie w ramię. Jakiś ptak mnie osrał, a może to błogosławieństwo od niego, może… Kurwa, wiem! Wiem! Wiem, wiem już wiem, jak ją uleczę! Dzięki ci panie sekretnych ścieżek.

 

16 maja

Antonii ciągle nie chce ze mną rozmawiać. Kupiłem węgiel, dwa opakowania. Drugie na zapas, jakby jedno nie wystarczyło. Jem od rana jak najęty, głównie kiszone i kiełbasę. Moc matki ziemi sama się nie zrobi. Już czuję, jak nieśmiało kiełkuje w mych trzewiach.

Ciśnie, ale nie poddam się. Trafiła kosa na kamień, że tak powiem, nie złamie się. Tylko chodzę przez to jakoś tak dziwnie, poskakuję tak trochę. Wieczorem, by pokrzepić się, odwiedziłem matecznik. Był tam tylko jeden wilk, niewyraźny jakiś. Przedstawiłem mu swój odważny plan. Zapalił i poczęstował mnie. Do wieczora dyskutowaliśmy o bólu istnienia. Zachowałem resztkę skręta na jutro.

 

17 maja, rano

Magia ziemi dojrzewa szybciej, niż zakładałem. Na szczęście miałem drugie opakowanie wungla. Trwam niezłomnie. Przerobiłem trochę spodnie, z zewnątrz nic nie widać, nie zorientują się. Muszę tylko mieć miejsce, by załadować i wziąć zamach. Później wszystko w rękach Jelenia.

Zaraz wyruszam w nieznane, nie planuję wracać. Żona mówi, że mnie popierdoliło na stare lata. Zmusiła mnie do zmiany skarpet i zamówiła mi taksówkę, sama zamierza się modlić. Ale gaci nie zmieniłem. Niech i złotówa wie, z kim ma do czynienia. Jeleniu, prowadź mnie! Jeszcze tylko zapalę i w drogę! Zwycięstwo albo kraina wiecznych łowów!

 

***

 

Dwóch zdenerwowanych policjantów wywlekało właśnie starszego mężczyznę z sali sądu okręgowego.

– Przegiąłeś dziadu! Do małpiarni za to pójdziesz.

– Nie rozumiecie, ja to dla was i dla niej zrobiłem – zaszlochał staruszek. – Jeleniu! Ratuj mnie, wszak twoją wolę uczyniłem!

– Cicho być – krzyknął jeden z policjantów i zaczął się rozglądać, czy są jeszcze w zasięgu kamer. – Zaraz ci pokażę…

– Zostawcie go! Wypierdalać! On do mnie należy, nie do was! – ryknął Jeleń, wychodząc zza rogu. Krok jego był jak księżyc w pełni a ryk, jak grom burzy czerwcowej.

Policjanci zamarli zobaczywszy promieniejącego niebieskawą aurą zwierza.

– Przyszedłeś po mnie! – krzyknął przez łzy dziadunio i padł na kolana.

– A ty kto!? Do… do.. dokumenty proszę! – wyższy z funkcjonariuszy pierwszy odzyskał rezon.

– Okazałeś mi oddanie i wierność, jesteś godzien. Wsiadaj, czas na nas! – Jeleń kompletnie zignorował pytanie mundurowego.

Zwierz przysiadł tylko i czekał. Jeden z funkcjonariuszy głośno wzywał Jelenia do okazania dowodu lub paszportu, drugi chwycił za radio.

– Korytarz F, drugie piętro, prośba o wsparcie!

Druid zorientował się, że nikt na niego nie patrzy, wstał i dobiegł do swego wybawiciela. Wdrapał się niezdarnie na jego ciepły, lśniący grzbiet.

– Wracaj tu pajacu! – wrzasnął funkcjonariusz z radiem w dłoni. Drugi z mundurowych wyciągnął paralizator.

– Ruszajmy! – ryknął Jeleń. Jego poroże pojaśniało na chwilę, powietrze zaskwierczało, a policjanci raptem zmienili się w jamniki. Zwierz elegancko podbiegł do nich i energicznymi kopnięciami zrzucił piszczące parówki ze schodów.

– To za Wiłę, troglodyty w dupę jebane! – oczy dziadka błyszczały tryumfalnie.

– Co tam się kurwa wyprawia! – trzeszczało leżące na ziemi radio.

Jeleń dystyngowanie pochylił łeb przy urządzeniu i rzekł niskim głosem.

– Miasto jest nasze. Pizdo! A pieski same spadły ze schodów.

Po tych słowach zwierz zerwał się do biegu. Cóż to była za galopada. Błyskawicznie znaleźli się na parterze, Jeleń pędził bowiem jak koń wyścigowy. Każdy, na kogo natrafili po drodze zaczynał nabierać zwierzęcych cech. Po chwili gmach był więc pewien kaczko-owiec, krokokrów oraz innych koczkodanów. Z podłogi i ścian zaczęły też wyrastać kwiaty i zioła. Ich zapach przypominał Druidowi szlugi młodych wilków. Zaczynał lubić ten zapach. Przy wejściu natrafili na barykadę przygotowaną przez ogry. Jeleń uderzył w nią na pełnej prędkości i robił na atomy. Staranowani troglodyci rozbiegli się na wszystkie strony przeraźliwie kwicząc. Nie zwalniając, zwierz rozbił potężne drzwi wyjściowe. Wypadli na zewnątrz. Byli wolni.

– Miasto jest nasze! – zawodził Druid szaleńczo.

Zwierz z rozpędu przewrócił jeszcze kilka samochodów, latarnię oraz wykoleił tramwaj. Następnie zwinnie zmienił kierunek i ruszyli dalej alejami śmiejąc się. Drzewa kłaniały im się, rozśpiewane ptaki starały się za nimi nadążyć, napotkane psy zrzucały obroże. Przerażeni ludzie pierzchali gdzie popadnie, samochody odmawiały posłuszeństwa. Miasto było ich. Minęli starówkę, a po chwili byli już po drugiej stronie rzeki. Tam Jeleń przestał galopować i przeszedł w elegancki kłus. W blasku południowego słońca dotarli wreszcie do lasu. Druid zwinnie zeskoczył, rozejrzał się a następnie zaległ na ziemi. Ta podróż zdecydowanie odjęła mu lat. Zwierz zatrzymał się tuż obok by niespiesznie skubać wyrastającą zewsząd trawkę. Mężczyzna zwinął skręta i zapalił, delektując się każdym kolejnym buchem. Białe obłoki na niebie płynęły coraz szybciej, słońce poczęło chylić się ku zachodowi. A młode wilki, elfy, rusałki oraz Asterix z resztą tatałajstwa tańczyli radośnie wokoło nich.

Koniec

Komentarze

Mam słabość do takich "fekallicznych" opowiadań, przez co lektura była przyjemna. :) Znalazłem kilka literówek, ale jako, że nie mam dostępu do komputera przez najbliższą dobę, skupiłem się wyłącznie na fabule. Jak widać, można zrobić opowiadanie w klimacie rapowej psychodeli bez użycia rapu stricte (nie licząc Abradaba). :)

He, he, he, nie jest tak źle.

Pierwszy koment, i nie zostałem zmieszany z czymś tam. Rad jestem bardzo, że się tekścik spodobał. Nie każdemu pewnie przypadnie do gustu, ale taki mi się ułożył. Jakbyś miał chwilę i ochotę spisać literówki, będę zobowiązany i poprawię niezwłocznie.

Postaram się usiąść koło 14:00. Cieszę się, że się cieszysz :D

Dobra, spróbuję na telefonie bo nie usiądę do 14:00. Moc ziemi pozwoli ci pozbyć się wągrów w pyska – chyba miało być "z pyska". Wieczorem wróciłem wreszcie działkę – miało być pewnie "na działkę". Za dwa wszystko stanie się jasne – za dwa dni? Tyle wyłapałem przy drugim czytaniu :).

Dzięki Chruszczu, poprawki wprowadzone, kury nakarmione, pozostaje tylko czekać na kolejnych czytelników chcących poznać dzieje druida z rodos ;-)

Witaj!

 

Będzie na gnojków w lasu.

→ “z lasu”

 

Zwiodłem ich, Jeleniu wybacz.

→ “Zawiodłem”

 

Antka altanka splądrowana że aż miło popatrzeć.

→ Tu bym zmienił szyk na “Altanka Antka” i trzeba dodać przecinek przed “że”

 

I interpunkcja też trochę szwankuje.

W tagach dałbym bizarro.

 

Gdyby nie zakończenie, to właściwie nie wiadomo czy jest tu fantastyka, czy tylko urojenia dziada i efekty palenia zielska. A w sumie może tu wcale nie ma fantastyki, tylko bijąc dziada tak mu łeb na końcu uszkodzili, że odpłynął totalnie.

Po drugie nie ma tu rapu.

Przekleństw sporo, okej, taka przyjęta konwencja. Kału sporo – są ludzie, których to cieszy i bawi, mnie tym razem mało.

Poza tym, dziad druid, jak go ciśnie w lesie na sranie, to biegnie do domu? A pod drzewem zrobić nie łaska?

Napisane przyzwoicie.

Dzięki za poprawki i ocenę. Rapu i fantastyki faktycznie niewiele, ale pomysł się pojawił i ubrałem go trochę w obce szaty. Mam świadomość, że język, tematyka i punkt widzenia nie każdemu podejdzie, ale pomysł urodził się i domagał realizacji. To chyba faktycznie będzie bizarro.

PS W lesie, srać, no ale jak to, jeszcze Jeleń by zobaczył… ;-)

Przecie to dla Jelenia sprawa naturalna!

Humor niskich lotów, ale i tak śmieszny.

Tylko czy matkę ogrów faktycznie uzdrowiło?

Rapu rzeczywiście mało jak na taki konkurs, acz rozumiem, że czasem pomysł nie chce negocjować, i co mu zrobisz?

że to nie miło z mojej strony,

Niemiło.

@Mytrix

 

Dla jelenia może tak, ale dla Jelenia już nie.

 

@Finkla

 

Witaj Finkla. Humor nie za wysokich lotów, ale taki pomysł się zrodził, a że na rapie znam się słabo, to zaadoptowałem, pożeniłem i jestem ciekaw odbioru. Literówkę już poprawiam. No i oczywiście dzięki wielkie za klika, spostrzegawczość i ocenę.

Nowa Fantastyka