- Opowiadanie: Niebieski_kosmita - Igrzyska wstydu

Igrzyska wstydu

Chyba jesz­cze nigdy nie prze­la­łem w tekst tylu emo­cji, co tym razem.

Tekst be­to­wa­li fi­zy­k111 i jap­kie­wicz, któ­rym dzię­ku­ję ser­decz­nie!

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Igrzyska wstydu

Jeden na jed­ne­go

 

Kiedy do meczu po­zo­sta­ły trzy mi­nu­ty, Paul za­czął mieć wąt­pli­wo­ści. Prze­wa­ga jego prze­ciw­ni­ka wy­no­si­ła przy­naj­mniej pół mi­lio­na punk­tów – na pewno nie był ama­to­rem, w od­róż­nie­niu od go­ścia z pierw­szej rundy.

Nie za­mie­rzał się jed­nak wy­co­fy­wać. Prze­gra­na drę­czy­ła­by go kilka dni, ale uciecz­ka z pola bitwy… Paul nie­pręd­ko zdo­łał­by za­snąć po takim upo­ko­rze­niu.

Spró­bo­wał ode­pchnąć od sie­bie nie­po­trzeb­ne myśli. Mie­rzył się już z gra­cza­mi, któ­rzy stali wyżej w ran­kin­gu, i cza­sem wy­gry­wał. Za­wsze do­ce­niał każ­de­go ry­wa­la.

Przy­naj­mniej do jego pierw­sze­go krzy­ku.

Póź­niej nie mie­wał już więk­szych pro­ble­mów.

– Druga faza tur­nie­ju Men­tal Wars o pu­char stanu Nowy Jork. Po­je­dy­nek: de­ku­ria czter­dzie­sta piąta, gracz A, kon­tra de­ku­ria pięć­dzie­sią­ta druga, gracz B. Ze­spo­le­nie neu­ro­no­we za trzy… dwa… jeden.

 

*

 

– Jeśli to zro­bisz, wy­dzie­dzi­czę cię. Nie żar­tu­ję – oświad­czy­ła trzy mie­sią­ce wcze­śniej De­ni­se, matka Paula.

– Mamo, nie masz po­ję­cia, o ja­kich staw­kach jest mowa. Za każdy zwy­cię­ski mecz, który jest trans­mi­to­wa­ny na żywo, płacą…

– Gówno mnie to ob­cho­dzi! – krzyk­nę­ła ko­bie­ta i spró­bo­wa­ła wstać z fo­te­la, ale mię­śnie ra­mion nie spro­sta­ły wy­zwa­niu. Sto pięćdziesiąt ki­lo­gra­mów ży­we­go ciała zwa­li­ło się z po­wro­tem na sie­dze­nie z okrop­nym mla­śnię­ciem; Paul aż się skrzy­wił. – Gówno… Jezu, nie mogę się pod­nieść, ręce mi się trzę­są! Wszyst­ko przez cie­bie!

Po­ma­cha­ła chło­pa­ko­wi przed nosem po­wy­krzy­wia­ną dło­nią.

– Po pro­stu po­win­naś iść do le­ka­rza, już od dawna to mó­wi­łem. Masz do­pie­ro czter­dzie­ści sie­dem lat, a wy­glą­dasz…

– Milcz!

De­ni­se wy­po­wie­dzia­ła ostat­nie słowo tak ka­te­go­rycz­nym tonem, że jej syn – mimo bun­tow­ni­cze­go na­stro­ju – po­słusz­nie ucichł.

– Paulu Har­man. Oznaj­miam ci, że jeśli się do­wiem – a na pewno się do­wiem, ho, ho, mo­żesz być spo­koj­ny – że bie­rzesz udział w tym… tych…

– Za­wo­dach? – pod­su­nął Paul.

– W tym cyrku! – wrza­snę­ła ko­bie­ta. – Grze­ba­niu w mó­zgach! Psy­chicz­nej orgii, po­żyw­ce dla po­je­bów… jeśli tylko się do­wiem… prze­sta­niesz być moim synem. Wyrok osta­tecz­ny, bez moż­li­wo­ści ape­la­cji. Czy wy­ra­żam się jasno?

Le­piej nie wspo­mi­nać, że ro­ze­gra­łem już sześć me­czów. A tym bar­dziej, że trzy z nich prze­je­ba­łem – po­my­ślał po­nu­ro chło­pak.

– Mamo, po­słu­chaj. Płacą ty­siąc dwie­ście do­la­rów, plus dru­gie tyle w ak­cjach swo­ich spół­ek, które bez prze­rwy idą w górę. A to i tak nic w po­rów­na­niu z tur­nie­ja­mi. Za tytuł mi­strza kraju do­sta­je się do­ży­wot­nią pen­sję, ponad dzie­sięć ty­się­cy, i dom w pół­noc­nych pro­win­cjach…

– Po­wie­dzia­łam, co mia­łam do po­wie­dze­nia. A nie, jesz­cze jedno. Jesz­cze jedno! – De­ni­se z tru­dem ob­ró­ci­ła się w fo­te­lu, by móc po­ka­zać dło­nią por­tret ojca Paula. – Spójrz na niego. Wi­dzisz, jakie ma za­tro­ska­ne spoj­rze­nie? Nie jest z cie­bie dumny, o nie. Prze­cież mia­łeś stu­dio­wać na Ha­rvar­dzie!

Wie­dział, że matka się­gnie po wszyst­kie do­stęp­ne ar­gu­men­ty, ale i tak za­bo­la­ło. To był cho­ler­ny cios po­ni­żej pasa.

– Nie przy­ję­li­by mnie – wy­ce­dził. – Skoro nie dałem rady nawet na sta­no­wym uni­wer­ku, jakie miał­bym szan­se tam?

– Wy­rzu­ci­li cię, bo je­steś le­niem! – krzyk­nę­ła De­ni­se.

– Wy­rzu­ci­li mnie, bo to skur­wy­sy­ny bez serca! – od­krzyk­nął Paul. – I teraz mam szan­sę, żeby się odkuć. Psy­cho­log po­wie­dział, że zdo­by­łem drugi naj­wyż­szy wynik, jaki kie­dy­kol­wiek wi­dział na…

– Dosyć! Wy­no­cha, i nie po­ka­zuj mi się tutaj przez ty­dzień. Co naj­mniej!

Oboje umil­kli. Je­dy­nym dźwię­kiem roz­le­ga­ją­cym się w po­ko­ju po­zo­stał świsz­czą­cy od­dech De­ni­se, wy­raź­nie sy­gna­li­zu­ją­cy, że ze sta­nem jej zdro­wia nie jest naj­le­piej… ła­god­nie rzecz uj­mu­jąc.

– No tak. – Paul po­wo­li od­wró­cił się i skie­ro­wał do wyj­ścia. – Po cho­le­rę przy­cho­dzi­łem – mruk­nął jesz­cze, za­my­ka­jąc za sobą drzwi, ale nie wie­dział, czy matka usły­sza­ła jego słowa.

Wkrót­ce do­szedł do wnio­sku, że ma to gdzieś.

 

*

 

– Ze­spo­le­nie ak­tyw­ne.

Dwa umy­sły po­ja­wi­ły się na wir­tu­al­nej are­nie, cho­ciaż ich fi­zycz­ne ciała znaj­do­wa­ły się w zu­peł­nie róż­nych po­ko­jach. Hełmy na gło­wach gra­czy do­star­cza­ły da­ne kom­pu­te­ro­wi, który przed­sta­wiał je pu­blicz­no­ści. Kil­ka­na­ście czuj­ni­ków zbie­ra­ło in­for­ma­cje o tęt­nie, uło­że­niu ciała w fo­te­lu i wszel­kich dźwię­kach, wy­da­wa­nych przez obu gra­ją­cych.

Kiedy Paul otrzy­mał star­to­we sto punk­tów, na­tych­miast wy­strze­lił w stro­nę prze­ciw­ni­ka głę­bo­ką sondę struk­tu­ral­ną. Zo­sta­ły mu jesz­cze dwa­dzie­ścia trzy punk­ty; uru­cho­mił czat i wy­słał wia­do­mość, zu­ży­wa­jąc ko­lej­ny punkt.

<Cza­sa­mi tro­chę mi szko­da, że muszę was aż tak bar­dzo upo­ka­rzać>

– Pięt­na­ście dla B za ruch dło­nią – po­in­for­mo­wał kom­pu­ter.

Uniósł brwi ze zdzi­wie­nia. Wy­star­czy­ła lekka prze­chwał­ka, żeby za­ro­bić pierw­sze punk­ty?

<Nie chcesz mnie de­ner­wo­wać, go­ściu. Uwierz> – brzmia­ła od­po­wiedź.

Teraz już był pe­wien, że tam­ten go pod­pusz­cza – będąc wy­so­ko w ran­kin­gu, nie mógł być aż tak głupi, ja­kie­go pró­bo­wał uda­wać. Paul przej­rzał wy­ni­ki son­do­wa­nia struk­tu­ral­ne­go, które opi­sy­wa­ło do­kład­ną bu­do­wę mózgu prze­ciw­ni­ka.

To ko­bie­ta.

– Pięt­na­ście dla B za płeć.

Ma ja­kieś…

– Pięt­na­ście dla A za płeć.

dwa­dzie­ścia sie­dem lat.

– Trzy­dzie­ści pięć dla B za przybliżony wiek, czter­dzie­ści dla A za imię.

Od­ga­dła jego imię, co ozna­cza­ło, że wzię­ła sondę pa­mię­cio­wą, czyli miała teraz dzie­więć­dzie­siąt czte­ry punk­ty. Mu­siał szyb­ko nad­ro­bić.

Bar­dziej roz­wi­nię­ta prawa pół­ku­la, nie­wie­le neu­ro­nów w ośrod­ku mowy… chyba… me­lan­cho­lik?

– Zero dla B za typ oso­bo­wo­ści, zero dla A za orien­ta­cję sek­su­al­ną.

Cho­le­ra.

Jest w de­ku­rii… druga.

– Zero dla B za miej­sce w de­ku­rii. Po­zo­sta­ła jedna próba.

Trze­cia?

– Zero po raz drugi dla B za miej­sce w de­ku­rii, zero dla A za na­ro­do­wość.

Nie wi­dział już żad­nych punk­tów za­cze­pie­nia, więc rów­nież mu­siał kupić sondę pa­mię­cio­wą. Przy­naj­mniej był pe­wien, że prze­ciw­nicz­ka nie miała tar­czy, bo nie by­ło­by jej stać na wy­sła­nie wia­do­mo­ści cza­tem.

Po krót­kiej chwi­li umysł Paula za­la­ły ob­ra­zy i słowa, po­bra­ne ze wspo­mnień prze­ciw­ni­ka, po­cho­dzą­cych z ostat­niej doby.

 

Uśmiech­nię­ta, ła­god­na twarz mło­de­go męż­czy­zny, i imię „Tre­vor”.

 

Karta dań w re­stau­ra­cji. „Nie mają so­jo­wych?”.

 

Plac gdzieś w cen­trum mia­sta. „Dam radę”.

 

– Trzy­dzie­ści pięć dla A za przybliżony wiek.

Jest he­te­ro, ma chło­pa­ka Tre­vo­ra.

– Czter­dzie­ści dla B za orien­ta­cję sek­su­al­ną i dzie­więć­dzie­siąt pięć za imię part­ne­ra.

Jest we­ge­ta­rian­ką.

Na­stą­pi­ła dłuż­sza prze­rwa – wszyst­kie nie­wy­mie­nio­ne w re­gu­la­mi­nie rze­czy były punk­to­wa­ne przez pu­blicz­ność.

– Trzy­dzie­ści dwa dla B za in­for­ma­cję do­dat­ko­wą, po­zo­sta­ły dwie próby. Sie­dem­dzie­siąt jeden dla A za in­for­ma­cję do­dat­ko­wą, po­zo­sta­ły dwie próby.

Nie­do­brze. Co mogło ozna­czać trze­cie wspo­mnie­nie?

Pra­cu­je w… w kor­po­ra­cji?

– Zero dla B za miej­sce pracy.

Zbyt ogól­nie, kurwa! Koń­czy­ły się moż­li­wo­ści. Mu­siał przejść do ataku, zanim…

Nagle Paula ogar­nę­ła pa­ni­ka, tak silna, że spa­ra­li­żo­wa­ła wszyst­kie myśli. Miał wra­że­nie, że hełm zaraz zgnie­cie mu czasz­kę, ścia­ny po­ko­ju i sufit zwalą się na fotel, a cały wszech­świat wpad­nie do czar­nej dziu­ry.

Mi­mo­wol­nie jęk­nął i drgnął nie­znacz­nie, ale ze wszyst­kich sił trzy­mał po­rę­cze fo­te­la; już nie­raz był bom­bar­do­wa­ny klau­stro­fo­bią i wie­dział, że to szyb­ko mija.

– Dwa­dzie­ścia dla A za jęk, dwa­dzie­ścia pięć za przy­spie­sze­nie tętna i po pięt­na­ście za dwa ruchy: dłoni i stopy.

Wię­cej już nie do­sta­niesz, suko – po­my­ślał, kiedy pa­ni­ka za­czę­ła ustę­po­wać. Szyb­ko oce­nił sy­tu­ację: miał pra­wie dwie­ście punk­tów, pod­czas gdy jego prze­ciw­nicz­ka wy­da­ła w za­sa­dzie wszyst­ko na atak klau­stro­fo­bii.

Uśmiech­nął się.

– Zero dla A za miej­sce w de­ku­rii. Po­zo­sta­ła jedna próba.

Uśmiech­nął się jesz­cze sze­rzej.

 

*

 

Z po­cząt­ku pod­cho­dził scep­tycz­nie do po­my­słu spo­tka­nia się w realu, Ni­ki­ta na­le­ga­ła jed­nak tak długo, aż w końcu uległ. Umó­wi­li się w piz­ze­rii „Kursk”; Paul wy­brał ją, bo przy­naj­mniej nie obo­wią­zy­wał tam zakaz uży­wa­nia omni­fo­nów – nawet tra­dy­cjo­na­list­ka Ni­ki­ta mu­sia­ła przy­znać, że to głupi prze­pis, i zgo­dzi­ła się na pro­po­zy­cję Paula.

Wła­ści­ciel do­sto­so­wał lokal do klien­te­li, ja­kiej ocze­ki­wał: znaj­do­wa­ły się tu pra­wie wy­łącz­nie sto­li­ki jed­no­oso­bo­we, wy­po­sa­żo­ne w porty do ła­do­wa­nia wszel­kie­go sprzę­tu.

Paul przy­szedł pierw­szy i usiadł przy jed­nym z trzech sto­li­ków dla par, znaj­du­ją­cych się na samym końcu sali. Stra­te­gia piz­ze­rii naj­wy­raź­niej dzia­ła­ła do­sko­na­le, po­nie­waż pra­wie wszyst­kie miej­sca były za­ję­te przez sa­mot­ni­ków, wpa­trzo­nych w coś, co tylko oni sami wi­dzie­li na swo­ich so­czew­kach, i jed­no­cze­śnie pa­ła­szu­ją­cych pizzę.

Szyb­ko do­łą­czył do po­zo­sta­łych, z tą róż­ni­cą, że za­mó­wił tylko szklan­kę soku. Wy­słał do dziew­czy­ny pro­stą wia­do­mość – „cze­kam” – i za­brał się do oglą­da­nia filmu.

„Zaraz będę”, mi­gnę­ło na wir­tu­al­nym ekra­nie. „Z góry prze­pra­szam za to, co zo­ba­czysz”. Ostat­nie słowa za­nie­po­ko­iły Paula, ale nie za­da­wał żad­nych pytań.

Po kilku mi­nu­tach po­czuł, że ktoś do­ty­ka jego ra­mie­nia. Od­wró­cił się i spoj­rzał na Ni­ki­tę – od­dy­cha­ła szyb­ko i wy­glą­da­ła na prze­ko­na­ną, że sam jej widok musi być strasz­ny.

– O to cho­dzi­ło? – za­chi­cho­tał. – A my­śla­łem, że ukry­wasz coś na­praw­dę okrop­ne­go… bałem się, że zo­ba­czę ja­kie­goś spa­sio­ne­go wie­lo­ry­ba…

– Och, spie­przaj – rzu­ci­ła dziew­czy­na, ale po chwi­li rów­nież się uśmiech­nę­ła i usia­dła na­prze­ciw­ko Paula.

Wy­glą­da­ła pra­wie tak samo, jak jej awa­tar w świe­cie wir­tu­al­nym. Je­dy­ną róż­ni­cą była długa bli­zna na szyi. Chło­pak nie miał wąt­pli­wo­ści, skąd się wzię­ła.

– Kiedy? – spy­tał Ni­ki­tę. Wie­dzia­ła, o co cho­dzi.

– Zanim się po­zna­li­śmy, pół­to­ra roku temu. Le­ka­rze ledwo mnie ura­to­wa­li. Ja… – umil­kła.

– Nie chcesz o tym roz­ma­wiać, praw­da?

– Umie­ram z głodu, weź­mie­my coś?

Paul uznał, że le­piej chwi­lo­wo nie drą­żyć te­ma­tu. Za­czę­li prze­glą­dać ka­ta­log, szyb­ko zde­cy­do­wa­li się na pizzę „Chi­stia­ko­vską” i zło­ży­li za­mó­wie­nie.

– Ro­zu­miem, dla­cze­go nie zak­tu­ali­zo­wa­łaś awa­ta­ra… Ile kosz­to­wa­ła­by ope­ra­cja pla­stycz­na?

– Nie wiem. Nie chcę jej usu­wać.

– Twój wybór.

Za­pa­dła nie­zręcz­na cisza.

– W realu to… trud­niej­sze – za­uwa­żył Paul.

– Co? Roz­mo­wa? – prych­nę­ła Ni­ki­ta. – Na to wy­glą­da. Skoro nie chcę opo­wia­dać o pró­bie sa­mo­bój­czej, zbiór te­ma­tów się wy­czer­pu­je?

– Nie­zu­peł­nie. Jeśli je­ste­śmy przy draż­li­wych spra­wach… też chcia­łem ci coś po­wie­dzieć.

– Słu­cham uważ­nie – od­par­ła, za­cie­ka­wio­na.

Paul wziął głęb­szy od­dech. Po kolei, nie wszyst­ko naraz.

– Za dwa ty­go­dnie biorę udział w mi­strzo­stwach stanu.

– Świet­nie! O jakie za­wo­dy cho­dzi?

– Men­tal Wars.

Przez ko­lej­ne dzie­sięć se­kund żadne z nich się nie po­ru­szy­ło. Paul ocze­ki­wał naj­gor­sze­go.

– Nie… nie wiem, czy byłam go­to­wa na taki po­ziom szcze­ro­ści – ode­zwa­ła się wresz­cie Ni­ki­ta.

– Nie ucie­kłaś – za­uwa­żył z na­dzie­ją w gło­sie chło­pak.

– Tylko… jeśli ja i ty… za­czę­li­by­śmy ze sobą… – dziew­czy­na stop­nio­wo uświa­da­mia­ła sobie, w co się wpa­ko­wa­ła. – Kurwa, nie, nie ma mowy!

Gwał­tow­nie po­de­rwa­ła się z krze­sła.

Inni gracze by mnie zo­ba­czy­li – w two­ich my­ślach! A mi­strzo­stwa oglą­da­ją mi­lio­ny ludzi… Pier­do­lę to!

Paul po­czuł, że ogar­nia go roz­pacz. Mu­siał szyb­ko coś zro­bić.

– Ja nie ucie­kłem! I co do­sta­ję, kurwa, w za­mian?! – za­wo­łał, kiedy Ni­ki­ta zmie­rza­ła już do wyj­ścia. Po tych sło­wach przy­sta­nę­ła, roz­pa­la­jąc raz jesz­cze pło­myk na­dziei w trze­wiach chło­pa­ka.

– Nie dam rady – wy­mam­ro­ta­ła jed­nak po chwi­li, nie od­wra­ca­jąc się, i wy­bie­gła z piz­ze­rii.

Zaj­ście za­re­je­stro­wa­ło bar­dzo nie­wie­le osób – więk­szość nadal bez­myśl­nie pa­trzy­ła przed sie­bie. Tylko kil­ko­ro bar­dziej uważ­nych po­sła­ło Pau­lo­wi współ­czu­ją­ce spoj­rze­nie.

– Nic ci to nie da, zło­ciut­ka – szep­nął. – I tak zo­ba­czą.

We­wnętrz­ny głos stwier­dził, że są też dobre stro­ny sy­tu­acji – miał teraz pizzę za pół ceny.

Chcia­ło mu się wyć.

 

*

 

– Zero po raz drugi dla A za miej­sce w de­ku­rii.

<Było mało? Może chcesz wi­dzieć, jak twoją Ni­ki­tę roz­jeż­dża po­ciąg?>

Paul skrzy­wił się. „In­for­ma­cją do­dat­ko­wą” za ponad sie­dem­dzie­siąt punk­tów była Ni­ki­ta! Mógł to prze­wi­dzieć.

Styl wia­do­mo­ści wy­raź­nie po­ka­zy­wał, że jej nadaw­ca oszczę­dzał na zna­kach, byle tylko za­pła­cić mniej punk­tów. Na­strój chło­pa­ka od razu się po­pra­wił.

<Nie stać cię, mała> – wy­słał.

– Dwa­dzie­ścia pięć dla B za przy­spie­sze­nie tętna.

Teraz Paul mógł sobie po­zwo­lić na naj­głęb­szą sondę pa­mię­cio­wą. Wy­strze­lił ją bez wa­ha­nia – było coraz mniej czasu do de­ath­mat­chu, któ­re­go na­le­ża­ło za wszel­ką cenę unik­nąć.

Tym razem zo­ba­czył trzy inne, dłuż­sze sceny, dużo wy­raź­niej niż po­przed­nio.

 

Uczest­ni­czy w wy­ciecz­ce szkol­nej, zwie­dza mu­zeum. Dzie­cia­ki mają czter­na­ście, może pięt­na­ście lat. Znu­dzo­na glę­dze­niem prze­wod­ni­ka krąży po sali, wy­pa­tru­jąc cze­goś cie­ka­we­go. Za­trzy­mu­je się nad jedną z ga­blot, pod­pisanej ta­ki­mi sło­wa­mi: „Sta­cja księ­ży­co­wa Ga­te­way, model w skali jeden do stu. Pro­jekt anu­lo­wa­ny w roku 2025, krót­ko przed wstrzy­ma­niem fi­nan­so­wa­nia ISS”.

– Plany były jesz­cze roz­le­glej­sze – sły­szy zna­jo­my głos. – NASA przed­sta­wi­ła roz­pi­skę na dwa­dzie­ścia lat na­przód.

Pod­no­si głowę i widzi… kogo?

Prze­cież tyle już razy prze­cho­dził obok, witał się, uśmie­chał. Jak mogła nie za­uwa­żyć? Jak mogła się nie zo­rien­to­wać?

Ian mówi dalej, opo­wia­da o po­dró­żach ko­smicz­nych, które się nie od­by­ły, i nie­uda­nych pro­jek­tach. A ona coraz bar­dziej czuje, że wła­śnie się za­ko­cha­ła – po raz pierw­szy w życiu.

 

– Pięć­dzie­siąt dwa dla A za typ oso­bo­wo­ści.

 

Ma nie wię­cej niż dzie­sięć lat, ale jest sama w drew­nia­nej chat­ce po­środ­ku lasu – oj­ciec za­brał mamę do szpi­ta­la, bo użą­dli­ło ją coś pa­skud­ne­go. Po­wie­dział: „Manda, nie chcę, żebyś mu­sia­ła to oglą­dać. Nie bę­dzie nas parę go­dzin, dasz sobie radę”.

Słowa były po hisz­pań­sku – Paul nie znał za do­brze tego ję­zy­ka, ale do­sko­na­le po­słu­gi­wa­ła się nim „Manda”, więc ro­zu­miał wszyst­ko.

Do tej pory rze­czy­wi­ście da­wa­ła sobie radę, ale niebo szyb­ko ciem­nie­je. Zbie­ra się na burzę. Dziew­czyn­ka za­my­ka drzwi i okna, za­ko­pu­je się w po­ście­li i czeka na roz­wój wy­da­rzeń.

Kilka pierw­szych bły­ska­wic roz­świe­tla mrok, po oko­li­cy prze­ta­cza­ją się grzmo­ty – wy­da­ją się znacz­nie gło­śniej­sze niż w mie­ście, przy ro­dzi­cach. Po­wta­rza sobie jed­nak, że nie spa­ni­ku­je.

Zmie­nia zda­nie, kiedy wy­ła­do­wa­nie tra­fia w pio­ru­no­chron chat­ki. Jest pewna, że cały świat się roz­trza­skał – jesz­cze przez kilka minut krzy­czy, za­ty­ka­jąc pal­ca­mi uszy, a burza cią­gle przy­bie­ra na sile.

Kiedy po dłu­gim cza­sie grzmo­ty za­czy­na­ją stop­nio­wo cich­nąć, dziew­czyn­ka nie ma od­wa­gi nawet pod­nieść się z łóżka.

 

– Zero dla A za fobię.

 

Tłum tań­czą­cych, mło­dych ludzi, mu­zy­ka roc­ko­wa z wiel­kich gło­śni­ków, nie­sa­mo­wi­te efek­ty ho­lo­gra­ficz­ne. Tre­vor cią­gnie dziew­czy­nę za rękę, usi­łu­jąc prze­ko­nać, że warto po­dejść bli­żej. To ich trze­cia rand­ka, pra­wie dwa lata przed dniem meczu.

– Chcesz po­dejść do samej sceny, wa­ria­cie?! – krzy­czy, ale głos ginie w zgieł­ku. Sama sie­bie nie sły­szy. Tre­vor uśmie­cha się, na­chy­la i wrzesz­czy jej do ucha: – Jesz­cze tro­chę bli­żej!

W końcu ulega. Stop­nio­wo basy wy­peł­nia­ją jej płuca, za­to­ki i wszyst­kie inne wolne prze­strze­nie we­wnątrz ciała, kiedy prze­su­wa­ją się przez roz­e­mo­cjo­no­wa­ną…

 

W tej chwi­li wy­szedł z wspo­mnie­nia, bo już wie­dział, że nie uzy­ska z niego żad­nych przy­dat­nych in­for­ma­cji. Czas ucie­kał, a trze­ba było jesz­cze przy­go­to­wać szcze­gó­ło­we ha­lu­cy­na­cje i bomby emo­cjo­nal­ne, być może nie­zbęd­ne okażą się po­ci­ski bó­lo­we.

Za­czął wy­mie­niać:

Ma na imię Aman­da, lubi rocka…

– Czter­dzie­ści dla B za imię i trzy­dzie­ści za upodo­ba­nia.

jej pierw­szą mi­ło­ścią był Ian…

– Sto je­de­na­ście dla B za imię pierw­szej mi­ło­ści.

boi się burzy, czyli ma bron­to­fo­bię…

– Osiem­dzie­siąt jeden dla B za fobię.

Coś jesz­cze? Skoro oj­ciec mówił do niej po hisz­pań­sku…

naj­pew­niej jest Mek­sy­kan­ką.

– Trzy­dzie­ści dla B za na­ro­do­wość i dwa­dzie­ścia pięć za przy­spie­sze­nie tętna.

La­wi­na punk­tów zdo­by­tych przez Paula tak ze­stre­so­wa­ła jego prze­ciw­nicz­kę, że otrzy­mał ich jesz­cze wię­cej. Per­fec­ta­men­te.

<Mó­wi­łaś coś o po­cią­gu? To nawet nie­zły po­mysł.>

<jesz­cze zba­oczy­my>

Stłu­mił chi­chot i za­czął two­rzyć wizję:

Wcho­dzi na tra­wia­sty wzgó­rek i od­wra­ca się. Tre­vor sie­dzi na opusz­czo­nych to­rach ko­le­jo­wych, uśmiech­nię­ty. Po nie­bie prze­su­wa­ją się chmu­ry – coraz ciem­niej­sze, ale to chwi­lo­wo nie­waż­ne.

– Sześć­dzie­siąt dla A za uza­leż­nie­nie.

Cu­dow­nie tak być tylko we dwoje. Prze­łą­cza omni­fon w tryb apa­ra­tu, żeby zro­bić zdję­cie.

Wtedy czuje drże­nie pod sto­pa­mi. Ale to prze­cież nie­moż­li­we, po to­rach od dawna nic nie jeź­dzi. Pa­trzy w dal…

Paul zer­k­nął szyb­ko na wskaź­nik kosz­tów – im bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne ha­lu­cy­na­cje, tym droż­sze. Ale jako że miał jesz­cze sto pięć­dzie­siąt punk­tów za­pa­su, bez­zwłocz­nie wró­cił do pracy.

i widzi roz­pę­dzo­ny po­ciąg, zmie­rza­ją­cy w ich stro­nę. Bły­ska­wi­ca prze­ci­na niebo, zrywa się wiatr, Manda czuje ude­rze­nia kro­pel desz­czu. Zie­mia pod sto­pa­mi zmie­nia się w błoto…

Chło­pak po­czuł silne ukłu­cie na przed­ra­mie­niu, jakby z fo­te­la wy­su­nął się kolec i wbił w jego ciało. Syk­nął z bólu i od­ru­cho­wo uniósł rękę.

– Sie­dem­dzie­siąt pięć dla A za ruch ręki i dwa­dzie­ścia za syk.

Omal nie gwizd­nął z nie­do­wie­rza­nia. Stał się zbyt pewny sie­bie i nie za­uwa­żył nawet, że prze­ciw­nicz­ka zgro­ma­dzi­ła dość punk­tów, by znów za­ata­ko­wać – tra­fi­ła nawet uza­leż­nie­nie… czyli ten kre­tyn, Co­oper, miał rację…

Szczę­śli­wie dla Paula atak się nie zwró­cił, jako że wszyst­kie ude­rze­nia ofen­syw­ne kosz­to­wa­ły ponad stówę.

Chło­pak przyj­rzał się też two­rzo­nej przez sie­bie wizji i za­uwa­żył, że po­peł­nił głupi błąd, mo­gą­cy za­bu­rzyć sta­bil­ność ha­lu­cy­na­cji. Tra­wia­sty wzgó­rek nie po­wi­nien prze­cież zmie­niać się w błoto. Na­pra­wił nie­do­pa­trze­nie, po pro­stu usu­wa­jąc słowo „tra­wia­sty” – mniej szcze­gó­łów, mniej­sze kosz­ty.

Mu­siał się sku­pić.

w któ­rym grzę­zną jej nogi. Pró­bu­je ru­szyć na ra­tu­nek, ale tylko za­pa­da się głę­biej w bło­cie. Krzy­czy do Tre­vo­ra, żeby uwa­żał. Grzmot za­głu­sza ostrze­że­nie.

Pa­trzy po­now­nie w stro­nę po­cią­gu i do­strze­ga ma­szy­ni­stę. To Ian. W jego oczach pło­nie wście­kłość.

Zo­sta­ło tylko kil­ka­na­ście punk­tów, trze­ba koń­czyć.

Lo­ko­mo­ty­wa pędzi tak szyb­ko, że zaraz wy­pad­nie z torów. Tre­vor w końcu do­strze­ga nie­bez­pie­czeń­stwo i wsta­je, ale w tej samej chwi­li ude­rza­ją w niego ty­sią­ce ton stali, a dziew­czy­na krzy­czy, krzy­czy i…

Wskaź­nik kosz­tów zmie­nił kolor na czer­wo­ny. Paul wy­czer­pał całą swoją pulę.

– Trzy­dzie­ści sześć dla A za in­for­ma­cję do­dat­ko­wą, po­zo­sta­ła jedna próba.

Skle­ił wszyst­kie frag­men­ty wizji w jedną ca­łość i ci­snął w stro­nę ry­wal­ki, nie­pew­ny, czy to wy­star­czy. Aman­da nie spra­wia­ła wra­że­nia trud­ne­go prze­ciw­ni­ka, więc dla­cze­go była tak wy­so­ko w ran­kin­gu?

– Sie­dem­dzie­siąt dla B za znacz­ne przy­spie­sze­nie tętna, dwa­dzie­ścia pięć za ruch dło­nią i sie­dem­dzie­siąt pięć za ruch ręką, pięć­dzie­siąt pięć za wrzask oraz sto dwa­dzie­ścia pięć za unie­sie­nie ple­ców – roz­le­gło się po dłuż­szej chwi­li.

Tylko tyle?!

Ledwo od­zy­skał kosz­ty, a za­sto­so­wał praw­dzi­wy ar­se­nał nu­kle­ar­ny! I nawet nie pod­nio­sła się z fot…

A jeśli nie może?

Chło­pa­ka ogar­nę­ły złe prze­czu­cia. Przej­rzał po­now­nie ob­ra­zy, które do­stał z pierw­szej sondy pa­mię­cio­wej – po­cho­dzą­ce z ostat­nie­go ty­go­dnia. Czy kształt w re­stau­ra­cji, na skra­ju pola wi­dze­nia, to nie wózek in­wa­lidz­ki? A kost­ka bru­ko­wa na placu, czy nie jest tro­chę za bli­sko pa­trzą­ce­go? Na pierw­szym pla­nie widać było nie­wiel­ki scho­dek – wła­śnie tego mu­sia­ła do­ty­czyć myśl Aman­dy „dam radę”…

Za cał­ko­wi­tą utra­tę kon­tak­tu ciała z fo­te­lem da­wa­no trzy­sta punk­tów, naj­wię­cej w całej grze. Jeśli ry­wal­ka była spa­ra­li­żo­wa­na od pasa w dół, to od sa­me­go po­cząt­ku miała sporą prze­wa­gę. Paul nawet nie wie­dział, że tacy lu­dzie biorą udział w tur­nie­ju.

Co robić?

– Upły­nę­ła połowa czasu pod­sta­wo­we­go…

 

*

 

Po­ża­ło­wał, że w ogóle zna­lazł się na do­mów­ce u Karla Co­ope­ra.

Więk­szo­ści zna­jo­mych nie spodo­ba­ło­by się, że Paul bie­rze udział w tur­nie­ju – za­pew­ne za­czę­li­by pra­wić mu ka­za­nia o mo­ral­no­ści. Dla­te­go po­wie­dział tylko Kar­lo­wi, któ­re­go miał za idio­tę i pry­mi­ty­wa.

– To za­je­bi­ście, mordo! Sko­piesz im tyłki? – za­py­tał Karl.

Wy­ra­ził opi­nię, że praw­do­po­dob­nie tak bę­dzie.

– No, i pra­wi­dło­we po­dej­ście. A kiedy mecz?

Po­wie­dział.

– O, tym le­piej! Dwa dni wcze­śniej robię im­prez­kę, wpa­daj, wy­lu­zu­jesz się.

Więc wpadł, ale już po go­dzi­nie zro­zu­miał, że po­peł­nił błąd. Oprócz Co­ope­ra znał spo­śród obec­nych tylko dwie osoby, a i to z wi­dze­nia; po­zo­sta­li byli zu­peł­nie obcy. Więk­szość uczest­ni­ków do­mów­ki uwiel­bia­ła – i chęt­nie pusz­cza­ła – rap, któ­re­go szcze­rze nie­na­wi­dził. W do­dat­ku go­spo­darz cią­gle gdzieś zni­kał, więc Paul wresz­cie uznał, że musi go po­szu­kać.

Wkrót­ce zna­lazł Karla na ze­wnątrz domu, pa­lą­ce­go sa­mot­nie przy bra­mie wjaz­do­wej.

– Co ro­bisz? – za­py­tał kum­pla.

– Do­tle­niam się, chcesz macha?

– Czemu nie. – Paul wzru­szył ra­mio­na­mi. Na trzeź­wo pew­nie by się nie zgo­dził, bo fajki rzu­cił kilka lat temu, ale teraz był już po kilku drin­kach, więc wziął pa­pie­ro­sa. Za­cią­gnął się i kaszl­nął.

– Sporo czasu mi­nę­ło od ogól­nia­ka – za­re­cho­tał Karl. – Pa­mię­tam, że wtedy ja­ra­łeś jak smok.

– Zmą­drza­łem – od­burk­nął Paul. – Ale widzę, że ty nie zmie­ni­łeś na­wy­ków. Nie prze­szka­dza ci nawet to, że tu­czysz sko­ru­pia­ka bez żad­ne­go to­wa­rzy­stwa?

– Sko­ru­pia­ka… zna­czy raka?

– Zga­dłeś.

Karl za­my­ślił się.

– My­ślisz, że je­steś lep­szy ode mnie, praw­da? Przy­znaj.

Ta­kie­go py­ta­nia Paul się nie spo­dzie­wał, ale w gło­sie kum­pla nie sły­szał nie­na­wi­ści czy po­gar­dy. On po pro­stu był cie­kaw.

– Chyba tak – od­parł po chwi­li.

– Ale ty też je­steś uza­leż­nio­ny, wiesz?

– Niby od czego? – za­pe­rzył się chło­pak. – Nie palę, nie ćpam, piję oka­zjo­nal­nie. Konia też nie walę, w ogóle je­stem asek­su­al­ny…

– Cho­dzi­ło mi o coś in­ne­go. – Karl prze­rwał na chwi­lę. – Nie je­stem wy­ga­da­ny, nie wiem, jak to się na­zy­wa… ale za­uwa­ży­łem, że lu­bisz udo­wad­niać innym, że są słabi. Że je­steś bar­dziej za­je­bi­sty. Kon­kur­sy, olim­pia­dy, potem MMO, teraz Mor­tal Wars…

– Men­tal – po­pra­wił go od­ru­cho­wo Paul.

– Może i tak. Parę razy wi­dzia­łem frag­men­ty… jak się wła­ści­wie wy­gry­wa?

– Trze­ba psy­chicz­nie zmal­tre­to­wać prze­ciw­ni­ka tak bar­dzo, żeby prze­rwał mecz. Naj­le­piej w ciągu pierw­szych dzie­się­ciu minut, bo potem uru­cha­mia się de­ath­match. Wtedy obaj gra­cze do­sta­ją po ty­siąc punk­tów, i liczy się już tylko re­fleks.

– Dobry je­steś?

– Gram mniej niż pół roku, a mam pięć­set dzie­więt­na­ste miej­sce w sta­nie. Na czter­dzie­ści ty­się­cy.

– No tak. Tyle nie mogło ci wy­star­czyć.

Paul mil­czał.

– Pie­nią­dze są spoko i tak dalej, ale przede wszyst­kim chcesz udo­wod­nić, kto jest lep­szy. Mam rację?

Nadal mil­czał.

– Może jesz­cze jed­ne­go macha?

– Dawaj.

 

*

 

Czasu było zde­cy­do­wa­nie za mało – mu­siał kupić przy­spie­szacz. Po­czuł lek­kie ukłu­cie w szyję; chwi­lę póź­niej jego zmy­sły wy­ostrzy­ły się, a mózg za­czął pra­co­wać na pod­wyż­szo­nych ob­ro­tach, kiedy nar­ko­tyk po­bu­dził neu­ro­ny. Skon­cen­tro­wał się.

Wy­pa­dek mu­siał się wy­da­rzyć nie­daw­no, bo we wspo­mnie­niu sprzed dwóch lat była jesz­cze spraw­na.

Cho­ciaż… nie obej­rzał go do końca, praw­da? Dla­cze­go ślad zwy­kłe­go kon­cer­tu wyrył się tak bar­dzo w umy­śle Aman­dy, że zo­stał uchwy­co­ny przez sondę pa­mię­cio­wą? Od­two­rzył wspo­mnie­nie po­now­nie.

kiedy prze­su­wa­ją się przez roz­e­mo­cjo­no­wa­ną ludz­ką masę. Pod­nie­ce­nie, cie­ka­wość, eu­fo­ria, strach – wszyst­ko to kłębi się w gło­wie dziew­czy­ny. Tłum gęst­nie­je, scena jest coraz bli­żej, po­ziom ha­ła­su ro­śnie.

W pew­nej chwi­li Aman­da od­no­si wra­że­nie, że głosy do­bie­ga­ją­ce z lewej stro­ny zmie­ni­ły ton, brzmią teraz bar­dziej jak okrzy­ki pa­ni­ki. Ob­ra­ca głowę… i widzi fur­go­net­kę, pę­dzą­cą pro­sto na nich.

Tłum ogar­nia sza­leń­stwo. Ręka Tre­vo­ra wy­śli­zgu­je się z dłoni Aman­dy, dziew­czy­na upada, cięż­kie bu­cio­ry dep­czą jej ręce, nogi, a potem wiel­ki i gło­śny cień wy­peł­nia cały świat… sły­chać trzask…

Wizja urwa­ła się.

Przez pół se­kun­dy roz­wa­żał, czy wy­ku­pić cho­ciaż krót­ki do­stęp do In­ter­ne­tu. Im bar­dziej szcze­gó­ło­we fakty by podał, tym wię­cej punk­tów przy­zna­ła­by pu­blicz­ność – ale szan­se na zna­le­zie­nie cze­go­kol­wiek w sieci były nie­wiel­kie. Nie znał ani daty, ani miej­sca, ani nazwy kon­cer­tu. Jeśli zaś nawet część in­for­ma­cji by­ła­by nie­praw­dzi­wa, nie do­stał­by nic. Dla­te­go rzu­cił je­dy­nie:

Stra­ci­ła wła­dzę w no­gach po kon­cer­cie roc­ko­wym, gdzie po­trą­ci­ła ją fur­go­net­ka.

Ocze­ku­jąc na wer­dykt pu­blicz­no­ści, Paul roz­wa­żał na­stęp­ne po­su­nię­cie. Gdyby tak przy­po­mnieć ry­wal­ce tam­ten dzień…

– Sto sie­dem­na­ście dla B za in­for­ma­cję do­dat­ko­wą, pozostała jedna próba.

Li­czył na wię­cej, miał jed­nak pra­wie tyle samo punk­tów, co przed przy­go­to­wa­niem ha­lu­cy­na­cji. Za­brał się do two­rze­nia cze­goś bar­dziej sub­tel­ne­go, skom­po­no­wa­ne­go nie z ob­ra­zów, ale z emo­cji.

Wy­wo­łał uczu­cie stra­chu przed czymś ogrom­nym i szyb­ko zbli­ża­ją­cym się, wy­izo­lo­wał ta­jem­ni­czy trzask ze wspo­mnie­nia – praw­do­po­dob­nie pę­ka­ją­cy krę­go­słup – i wzmoc­nił. Do­rzu­cił wra­że­nie cia­sno­ty, a po na­my­śle także spo­wol­nie­nie su­biek­tyw­ne­go upły­wu czasu.

– Sto je­de­na­ście dla A za imię pierw­szej mi­ło­ści.

Aman­da zbie­ra­ła ko­lej­ne punk­ty, Paul nie za­mie­rzał jed­nak dać jej szan­sy na atak. Prace nad dru­gim po­ci­skiem emo­cjo­nal­nym trwa­ły znacz­nie kró­cej dzię­ki przy­spie­sza­czo­wi, i do­bie­gły końca, kiedy kom­pu­ter podał:

– Trzy­dzie­ści dla A za upodo­ba­nia.

Faj­nie było, ale się znu­dzi­ło, po­my­ślał, po czym zrzu­cił bombę na umysł ry­wal­ki.

 

*

 

Go­rącz­ko­wo prze­szu­ki­wa­ła wspo­mnie­nia Paula, wy­szar­pa­ne z jego mózgu przez sondę pa­mię­cio­wą śred­nie­go za­się­gu.

Muszę wy­grać. Muszę. Bo nie wy­star­czy nawet na za­le­głe ra­chun­ki za leki.

Wie­dzia­ła już, że kil­ku­krot­nie schrza­ni­ła spra­wę. Zbyt po­chop­nie okre­śli­ła orien­ta­cję Paula – prze­ko­na­ła się, że nie krę­ci­ły go ani dziew­czy­ny, ani chłop­cy, a Ni­ki­tę trak­to­wał bar­dziej jak przy­ja­ciół­kę, cho­ciaż bał jej się to po­wie­dzieć. Fobię też po­da­ła na chy­bił tra­fił, a gdyby za­cze­ka­ła, do­sta­ła­by tę in­for­ma­cję na ta­le­rzu: chło­pak wpa­dał w pa­ni­kę, kiedy zo­ba­czył pa­ją­ka.

Ze wspo­mnień udało się jed­nak wy­do­być to i owo.

Lubi gry sie­cio­we, szcze­gól­nie MMO.

– Trzy­dzie­ści dla A za upodo­ba­nia.

Była już bli­sko. Gdyby prze­bi­ła się głę­biej, do­wie­dzia­ła się, dla­cze­go Paul tak boi się pa­ją­ków…

I wtedy:

 

o mój Boże nie tylko nie to

je­dzie na mnie znowu tak jak wtedy nie!

ucie­kać nie mogę ucie­kać sa­mo­chód moje nogi moje życie nie nie nie!!!

 

Nie wy­trzy­ma­ła. To było za dużo, za mocno, za szyb­ko. Ze­rwa­ła po­łą­cze­nie.

– Gracz A za­koń­czył mecz. Gracz B awan­su­je do de­ku­rii czter­dzie­stej szó­stej, gracz A spada do de­ku­rii czter­dzie­stej ósmej.

Aman­da ukry­ła twarz w dło­niach, szlo­cha­jąc. Ty dra­niu… podła gnido, śmie­ciu…

– Ja jesz­cze do­bio­rę ci się do dupy, zła­ma­sie – wy­szep­ta­ła. – Mo­żesz być tego pewny.

 

Pa­ra­no­ja

 

Po meczu Paul wró­cił do ho­te­lu, gdzie był za­kwa­te­ro­wa­ny na czas tur­nie­ju.

Po­dą­żał naj­krót­szą moż­li­wą trasą, którą za­pa­mię­tał za pierw­szym razem. W stru­mie­niu ludzi przy­spie­szał kroku, ile­kroć za­uwa­żył tro­chę miej­sca, by kogoś wy­prze­dzić. Po­sta­rał się, by trasa za­wie­ra­ła jak naj­mniej przejść dla pie­szych, ale dwa oka­za­ły się nie­zbęd­ne – po­ko­nał je po prze­kąt­nej, by za­osz­czę­dzić czas, pra­wie zu­peł­nie nie zwra­ca­jąc uwagi na sa­mo­cho­dy. Wie­dział, że in­te­li­gent­ne opro­gra­mo­wa­nie za­ha­mu­je, jeśli bę­dzie taka po­trze­ba.

Szedł swo­bod­nie, lekko, pra­wie pod­ska­ku­jąc. Czuł, jak jego buty ze sprę­ży­stą po­de­szwą rwą się do biegu. Pa­trzył z po­gar­dą na ludzi, któ­rych mijał – ludzi zmę­czo­nych, stłam­szo­nych przez życie, ma­ją­cych je­dy­ną roz­ryw­kę w bez­war­to­ścio­wych fil­mi­kach z in­ter­ne­tu. Wes­tchnął na widok że­bra­ka, ale rzu­cił mu do­la­ra – nie dla­te­go, że chciał pomóc, tylko dla­te­go, że inni tego nie ro­bi­li.

Będąc w dwóch trze­cich drogi, za­mówił pizzę do ho­te­lo­we­go po­ko­ju.

Do­tarł na miej­sce i w ostat­niej chwi­li prze­ci­snął się po­mię­dzy skrzy­dłem ob­ro­to­wych drzwi a ścia­ną. Minął windy – nie ko­rzy­stał z nich, od kiedy zo­rien­to­wał się, że za każdy prze­jazd sys­tem po­bie­ra od niego pół dolca. Wej­ście na dwu­na­ste pię­tro nie było aż tak mę­czą­ce, a po­nad­to na czte­rech po­zio­mach po­ma­gał sobie scho­da­mi ru­cho­my­mi.

Rów­nież i na nich nie stał cier­pli­wie, tak jak wszy­scy, tylko pruł w górę, nie zwa­ża­jąc na gniew­ne po­mru­ki. Kiedy sta­nął pod drzwia­mi swo­je­go po­ko­ju, otwo­rzy­ły się drzwi windy i wy­jechał z nich wio­zą­cy pizzę au­to­mat. Paul od­ebrał za­mó­wie­nie, od­blo­ko­wał zamek klu­czem elek­tro­nicz­nym i wszedł do po­ko­ju. Spoj­rzał na ze­ga­rek – usta­no­wił nowy re­kord trasy, o dwa­na­ście se­kund lep­szy od po­przed­nie­go. Uniósł kciuk do lu­stra.

 

*

 

Zjadł już po­ło­wę pizzy, kiedy wró­ci­ło wspo­mnie­nie z Ni­ki­tą, które ode­bra­ło mu ape­tyt. Spę­dził tro­chę czasu w sieci, po­oglą­dał te­le­wi­zję, po­ćwi­czył, znowu wró­cił do sieci. Wie­czo­rem do­stał ofi­cjal­ne po­wia­do­mie­nie z sys­te­mu tur­nie­jo­we­go, że prze­szedł do fazy trze­ciej – po­da­no też do­kład­ną go­dzi­nę na­stęp­ne­go meczu, który miał się odbyć za dwa dni.

Przez cały czas od­py­chał od sie­bie myśli, po­ja­wia­ją­ce się pod wpły­wem dzi­siej­sze­go star­cia z Aman­dą. Do­pó­ki nie po­ło­żył się spać, jakoś dawał radę.

Ale gdy zga­sił świa­tło i zwi­nął się w kłę­bek, tsu­na­mi ru­nę­ło na niego z całą mocą.

Prze­sta­niesz być moim synem. Wyrok osta­tecz­ny, bez moż­li­wo­ści ape­la­cji.

Inni gracze by mnie zo­ba­czy­li – w two­ich my­ślach!

Lu­bisz udo­wad­niać innym, że są słabi.

Te i wiele in­nych myśli krą­ży­ły w jego umy­śle, od­bi­ja­ły się od czasz­ki i wra­ca­ły, wra­ca­ły, i wy­sy­łał je w ko­smos, na dno oce­anu, gdzie­kol­wiek, ale one cią­gle kurwa wra­ca­ły, i pró­bo­wał je znisz­czyć, uci­szyć, wy­łą­czyć, niech one się już skoń­czą, niech prze­sta­ną… a tsu­na­mi wciąż prze­wa­la­ło się po umy­śle Paula tam i z po­wro­tem.

Cho­ciaż wcale nie było mu zimno, owi­nął się szczel­niej koł­drą.

 

*

 

W ciągu na­stęp­nych dni Paul Har­man prze­szedł fazę trze­cią i czwar­tą, zmia­ta­jąc prze­ciw­ni­ków z po­wierzch­ni ziemi.

Bły­ska­wicz­nie zde­wa­sto­wał psy­chi­kę dziew­czy­ny w fazie trze­ciej, która mar­twi­ła się o ojca, prze­by­wa­ją­ce­go w szpi­ta­lu. W fazie czwar­tej miał odro­bi­nę trud­niej­sze wy­zwa­nie – do końca nie zdo­łał od­gad­nąć nawet imie­nia prze­ciw­ni­ka, ale za­sto­so­wał tak silne ude­rze­nie bó­lo­we, że tam­ten ze­rwał po­łą­cze­nie na mi­nu­tę przed de­ath­mat­chem.

I tak, po czte­rech zwy­cię­stwach, do­stał się do czo­ło­wej szes­nast­ki za­wod­ni­ków.

 

*

 

Ben Stock­ton, rów­nież po­zo­sta­ły jesz­cze w tur­nie­ju, lenił się przez cały dzień po­prze­dza­ją­cy fazę piątą. Im bar­dziej pusty miał umysł, tym mniej wspo­mnień mógł z niego wy­drzeć prze­ciw­nik – ta pro­sta stra­te­gia jak na razie oka­za­ła się bar­dzo sku­tecz­na.

Był więc za­ję­ty nic­nie­ro­bie­niem, kiedy otrzy­mał po­wia­do­mie­nie z sys­te­mu tur­nie­jo­we­go.

Tę treść zo­ba­czą wszy­scy za­wod­ni­cy, któ­rzy po­zo­sta­li w grze, oprócz za­wod­ni­ka z de­ku­rii trzy­dzie­stej dru­giej.

Wła­ma­łam się do sys­te­mu. Moje in­for­ma­cje umoż­li­wią jed­ne­mu z was wy­gra­nie meczu z Pau­lem.

Ben zmarsz­czył brwi. Jakaś pro­wo­ka­cja?

Szczę­śli­wiec ma po­dzie­lić się ze mną zy­ska­mi z wy­gra­nej, pół na pół, albo ujaw­nię oszu­stwo w me­diach.

Paul ma około dwu­dzie­stu trzech lat. Jest asek­su­al­ny, miał nie­daw­no nie­uda­ną rand­kę (no, coś w tym ro­dza­ju, bo za­mie­rzał jej po­wie­dzieć, że z ru­cha­nia nici) z panną o imie­niu Ni­ki­ta. Nie wy­szło, bo po­wie­dział jej o tur­nie­ju. Boi się pa­ją­ków, ale to wszyst­ko bled­nie w po­rów­na­niu z uza­leż­nie­niem. Paul jest uza­leż­nio­ny od WY­GRY­WA­NIA.

Tym bar­dziej mu­si­cie go wdep­tać w zie­mię. Za­słu­żył sobie.

 

Jeden na dwoje

 

– Piąta faza tur­nie­ju Men­tal Wars o pu­char stanu Nowy Jork. Po­je­dy­nek: de­ku­ria trzy­dzie­sta druga, gracz A, kon­tra de­ku­ria trzy­dzie­sta szó­sta, gracz B. Ze­spo­le­nie neu­ro­no­we za trzy… dwa… jeden. Ze­spo­le­nie ak­tyw­ne.

Tym razem Paul był gra­czem „A”, czyli sto­ją­cym wyżej w ran­kin­gu. To da­wa­ło po­czu­cie prze­wa­gi – fał­szy­we i nie­bez­piecz­ne, ale nie po­tra­fił się go po­zbyć.

Za­czął od wy­strze­le­nia pod­sta­wo­wej sondy pa­mię­cio­wej.

– Sonda gra­cza A od­bi­ja się od tar­czy gra­cza B. Tar­cza gra­cza B znika.

Wy­traw­ny prze­ciw­nik.

Co praw­da otrzy­mał zwrot po­ło­wy kosz­tów po uru­cho­mie­niu się tar­czy, ale kiedy wy­strze­lił tę samą sondę po raz drugi, zo­sta­ło mu już tylko dzie­sięć punk­tów. Cze­ka­jąc na wy­ni­ki son­do­wa­nia ukła­dał wia­do­mość na cza­cie, kiedy roz­brzmiał głos kom­pu­te­ra.

– Pięt­na­ście dla B za płeć, czter­dzie­ści za imię…

Szyb­ki gość.

– …i czter­dzie­ści za orien­ta­cję.

Cho­le­ra, pra­wie sto punk­tów w pół mi­nu­ty?

– Dwa­dzie­ścia pięć dla B za przy­spie­sze­nie tętna.

Spo­kój. Od­dech. Spo­kój.

Przy­szły wy­ni­ki son­do­wa­nia. Dwa wspo­mnie­nia były bez­na­dziej­ne, prze­ciw­nik wy­raź­nie po­sta­rał się, by nic cie­ka­we­go nie utrwa­li­ło się w jego pa­mię­ci: jedno ze wspo­mnień przed­sta­wia­ło widok z po­ko­ju ho­te­lo­we­go, a dru­gie – pro­gram te­le­wi­zyj­ny.

Ale trze­cie.

Trze­cie…!

 

Wia­do­mość z sys­te­mu tur­nie­jo­we­go, i po­wią­za­na z tym myśl „Pro­wo­ka­cja? Czy praw­da?”

 

Obraz był odro­bi­nę nie­wy­raź­ny, czego na­le­ża­ło się spo­dzie­wać po naj­tań­szej son­dzie pa­mię­cio­wej. Roz­po­znał jed­nak po­wta­rza­ją­ce się słowo „Paul”, a także kilka uryw­ków, które naj­moc­niej wy­ry­ły się w pa­mię­ci prze­ciw­ni­ka – „wła­ma­łam się”, „uza­leż­nio­ny od WY­GRY­WA­NIA”, oraz „mu­si­cie go do­je­bać”.

Chło­pak przez kilka se­kund nie był w sta­nie my­śleć. Szok do­słow­nie go spa­ra­li­żo­wał. Kom­pu­ter tym­cza­sem kon­ty­nu­ował wy­li­czan­kę.

– Trzy­dzie­ści pięć dla B za przybliżony wiek, sześć­dzie­siąt za uza­leż­nie­nie…

 

*

 

– A jak prze­grasz? – za­py­tał Karl.

Im­pre­za do­go­ry­wa­ła, obaj byli już mocno pi­ja­ni.

– Nie-e – Paul bek­nął – nie prze­gram.

– No dobra. Spoko. Ale jak jed­nak?

– No to, kurwa, nie wiem. Za­strze­lę się może. – Prze­rwał na chwi­lę. – Nie mam pi­sto­le­tu… ej, ko­niec, trze­ba po­zy­tyw­nie my­śleć!

– Czyli za wy­gra­ną! – ryk­nął Karl.

Stuk­nę­li się kie­lisz­ka­mi, wy­le­wa­jąc znacz­ną część za­war­to­ści.

– Ta jest! Za wy­gra­ną. Za mi­strzo­stwo!

 

*

 

– …i osiem­dzie­siąt jeden za fobię.

On OSZU­KU­JE! Wszyst­kie te rze­czy o mnie wy­czy­tał wczo­raj, ktoś zha­ko­wał sys­tem tur­nie­jo­wy!

Na­stą­pi­ła długa prze­rwa.

– Dwie­ście trzy­dzie­ści dwa dla A za in­for­ma­cję do­dat­ko­wą, po­zo­sta­ły dwie próby. Sie­dem­dzie­siąt pięć dla B za in­for­ma­cję do­dat­ko­wą, po­zo­sta­ły dwie próby.

Paul nie mógł w to uwie­rzyć. Kom­pu­ter po­trak­to­wał jego roz­pacz­li­wy apel jako zwy­kłą próbę zdo­by­cia punk­tów! A pu­blicz­ność ją bez­re­flek­syj­nie oce­ni­ła! Dla­cze­go mecz nie zo­stał jesz­cze prze­rwa­ny?!

Cho­ciaż, z dru­giej stro­ny… grubo ponad dwie­ście punk­tów…

<hehe pier­dol się> – przy­szło cza­tem.

Chło­pak, nie my­śląc o tym, co robi, uniósł ręce w nie­mym akcie pro­te­stu.

– Sto pięć­dzie­siąt dla B za ruchy dwóch rąk.

Do kurwy nędzy! Prze­cież to jakaś farsa, a nie mecz! Nie wi­dzi­cie?!

– Dwa­dzie­ścia pięć dla A za przy­spie­sze­nie tętna.

Tym razem prze­ciw­nik tak bar­dzo pod­nie­cił się swo­imi zdo­by­cza­mi punk­to­wy­mi, że jego serce za­czę­ło bić szyb­ciej. Mógł sobie jed­nak po­zwo­lić na drob­ne stra­ty, skoro miał ponad dwu­krot­ną prze­wa­gę…

Kom­pu­ter nie od­po­wia­dał.

Paul po­pa­dał w coraz więk­szą roz­pacz, ale do głowy mu nawet nie przy­szło, żeby się odłą­czyć. Po­pchnię­ty do osta­tecz­no­ści, ude­rzył naj­więk­szą bombą, jaką mógł kupić – bólem zęba.

– Sie­dem­dzie­siąt dla A za wrzask i sie­dem­dzie­siąt pięć za ruch ręki.

Za mało. Za słabo. Prze­cież typ zaraz mnie zab…

W tym mo­men­cie na­de­szła kontr­ofen­sy­wa.

 

Je­steś nikim.

Nic nie po­tra­fisz. Wy­rzu­ci­li cię ze stu­diów, bo nie mo­głeś zmu­sić się do nauki. Twoja matka jest cięż­ko chora, a ty nie masz od­wa­gi, żeby umó­wić ją na wi­zy­tę le­kar­ską. Twój oj­ciec wie­dział, jak bar­dzo je­steś ża­ło­sny, i umarł ze zgry­zo­ty.

 

Wizja zwa­li­ła Paula z nóg, wgnio­tła w pod­ło­gę, roz­dar­ła oso­bo­wość na ka­wał­ki.

 

Wmó­wi­łeś sobie asek­su­al­ność, żeby uspra­wie­dli­wić fakt, że nie mo­żesz zna­leźć dziew­czy­ny. Ni­ki­tę znie­chę­ci­łeś do sie­bie po kilku wy­po­wie­dzia­nych zda­niach. Nigdy nikt cię nie po­ko­cha. Nigdy nawet na cie­bie nie spoj­rzy.

Nie masz przy­ja­ciół i nie bę­dziesz miał. Nawet Karl, któ­re­go na­zy­wasz „kum­plem”, gar­dzi tobą. Zro­zu­miał, jakim po­two­rem się sta­łeś, i pró­bo­wał ci to uświa­do­mić, ale po­sta­no­wi­łeś pu­ścić jego słowa mimo uszu.

To już le­piej idź się zabij. Świat bę­dzie lep­szy bez ta­kie­go…

 

– Mecz PRZE­RWA­NO, po­wta­rzam: mecz PRZE­RWA­NO. Zgło­szo­no, że jeden z za­wod­ni­ków nie­le­gal­nie zdo­był in­for­ma­cje. Pro­szę po­zo­stać na miej­scach.

Paul czuł się pusty, jakby wy­ssa­no z niego wszyst­kie myśli i emo­cje, po­zo­sta­wia­jąc próż­nię, która zgnia­ta­ła klat­kę pier­sio­wą i czasz­kę od środ­ka. Zsu­nął się z fo­te­la i po­ło­żył na pod­ło­dze, łka­jąc.

Tak zna­leź­li go ochro­nia­rze.

 

Notka pra­so­wa z na­stęp­ne­go dnia:

 

Pro­te­sty w Nowym Jorku. Setki za­trzy­ma­nych, po­li­cja ape­lu­je o roz­są­dek

 

Z każdą go­dzi­ną przy­bie­ra­ją na sile pro­te­sty prze­ciw­ko or­ga­ni­za­to­rom tur­nie­ju w kon­tro­wer­syj­nej grze „Men­tal Wars”. Jak pi­sa­li­śmy rano, w nocy po­wie­sił się jeden z uczest­ni­ków tur­nie­ju, Paul Har­man. To nie pierw­sze sa­mo­bój­stwo, któ­re­go bez­po­śred­nią przy­czy­ną była wspo­mnia­na gra, ale przy­pa­dek jest o tyle szcze­gól­ny, że do­ko­na­no oszu­stwa, które znacz­nie zwięk­szy­ło szan­se prze­ciw­ni­ka Paula. Kro­pla prze­peł­ni­ła czarę; tłum do­ma­ga się zde­le­ga­li­zo­wa­nia roz­gry­wek.

Koniec

Komentarze

Bardzo fajny pomysł na… turniej? Sport? Krwawą rozrywkę dla mas? Dla mnie bomba. Myślę, że warto to jeszcze wykorzystać – dorobić resztę świata i pozasportową fabułę. Przecież w to muszą być zaangażowane setki osób, technologie… Może nawet religie, sekty nielegalnie szkolące zawodników. Olbrzymi potencjał.

Bohatera kupuję psychologicznie. Acz nie znam się na tym specjalnie.

Fabuła. Niby nic, zwyczajne starcie, ale trzymało w napięciu. Zakończenie niezupełnie mi siadło – za łatwo się poddał – ale niech Ci będzie.

Technicznie całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Fi, dzięki za przeczytanie, klika i komentarz!

Szczerze nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek napisała mi taką opinię – że wręcz “za mało”. Nie myślałem jeszcze o dorobieniu jakiegoś większego uniwersum do tego świata, ale zobaczymy, jaki będzie odbiór tekstu :)

Moglibyśmy toczyć dyskusje o tym, czy poddał się za łatwo, czy nie za łatwo, ale skoro “niech mi będzie”… no to nie toczmy :)

Pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

Kiedyś musi być ten pierwszy raz… Pomysł bardzo mi się spodobał.

Babska logika rządzi!

Niebieski_kosmito, ale to dobre było!:-)

Sponiewierałeś mnie psychicznie:-)

Wiesz, czasami jak czytam tutaj dobre opowiadania, to zastanawiam się, kurcze, czemu ja na to nie wpadłam? I właśnie teraz tak pomyślałam:-)

Świetny koncept! Walka psychiczna, wygrywa ten, kto odkryje wszystkie słabe strony przeciwnika. A słabości ma każdy. Postać Paula autentycznie przeraża. Jemu wcale nie chodzi o pieniądze, po prosty chce być najlepszy. Czuje się silny, gdy niszczy i maltretuje psychicznie przeciwnika. Ale i on nie jest ze skały. Zdawał sobie sprawę ze swoich słabości, ale co innego usłyszeć o nich od innych.

Zakończenie nie mogło być inne. Porusza i zmusza do myślenia.

Jedyne o co mogę się przyczepić to naiwność Bena. W takich rozgrywkach powinien się domyślić, że oszustwo szybko wyjdzie na jaw. Ale może chęć zwycięstwa była po prostu silniejsza.

Jeśli były jakieś błędy językowe, to ja ich nie wyłapałam:-) chyba tylko w którymś zdaniu powtarza się trochę o tu:

<Czasami trochę mi trochę szkoda, że muszę was aż tak bardzo upokarzać>

Moim zdaniem opowiadanie jest warte biblioteki, a nawet i więcej:-)

pozdrawiam serdecznie

Dobre! NFowe! Piórkowe! Bardzo dobre! Gratki!

Edit – uzupełnienie:

No to teraz pora na komentarz przedpiórkowy.

Przede wszystkim – ogromny plus za futurologię. Przemyslaną i po mojemu trafną. Już mamy pierwsze wszczepy pozwalające na łączność z Siecią. Od dawna powtarzam, że przyszłość wykoncypowana nam zarówno przez Lema (Fantomatyka w licznych działach sprzed 60-70 lat) ) jak i Dukaja (Czarne Oceany) nadchodzi i jest nieunikniona. Zatem – Skoro zmieni się technologia i obieg informacji, zmienią się także gry i rozrywki. A przy szybko idąc ej dehumanizacji ludzkości – nie mam wątpliwości że właśnie na takie w stylu opisanym w powyższym opku.

Po drugie – poprowadzenie akcji i bohatera – linearne, nieprzekombinowane, czytelne i jasne. Idzie się przez tekst normalnie, z zainteresowaniem, bez zgrzytów.

Po trzecie – wiarygodność psychologiczna bohatera (ale i bohaterów drugoplanowych) – zgodna z prostą regułą – technologia się zmienia, postawy nie. Czyli wiarygodnie.

Po czwarte – igranie z emocjami czytelników – na początku bohatera w miarę tolerujemy, pod koniec – przestajemy, w finale – żałujemy…

Po piąte – wiarygodność w motywacji i przebiegu akcji – oszustwo? A dlaczego nie? Tak właśnie to w branzy rozrywkowej i dzisiaj często działa. Jak się nie da normalnie, to…

No i po szóste – wrażenie ogólne – antycypowana przyszłość może tak wyglądać, a historia podana atrakcyjnie.

Ode mnie będzie wniosek o piórko – tak jak już jako pierwszy zapodałem, zachęcając wszem i wobec do lektury.

I (taki żart) cieszę się (osobiście, a co, pora upiec i swoją pieczeń przy tym ognisku ;D ), że na tym forum hasło “Rrybak poleca” zaczyna mieć markę typu “Stanisław Lem poleca” (znając rzecz jasna proporcje.

Jeszcze raz gratki, pozdrowienia i życzenia nominacji oraz wyboru przez Lożę (aczkolwiek może być i tak, że moja rekomendacja dla części członków Loży jest jak pocałunek śmierci dla Autora, ale tym się Autorze nie przejmuj. Loże przychodzą i odchodzą, Literatura pozostaje. ;D )

P.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Olciatko,

drobne niedopatrzenie (2x trochę) naprawione :) Tekst wiele przeszedł i poprawiałem niektóre zdania tyle razy, że gdzieś mogło się jeszcze jakieś powtórzenie uchować.

 

Sponiewierałeś mnie psychicznie:-)

Dokładnie taki był zamiar :-)

 

Jedyne o co mogę się przyczepić to naiwność Bena. W takich rozgrywkach powinien się domyślić, że oszustwo szybko wyjdzie na jaw. Ale może chęć zwycięstwa była po prostu silniejsza.

Moja interpretacja jest podobna. Czasami po prostu nie można się powstrzymać, emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem…

 

rrybaku,

 

co mogę powiedzieć, to: smiley

 

Dziękuję za dobre słowa i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Zacznę od tego, że to chyba była najprzyjemniejsza beta, jaką robiłem. Z pierwotnej wersji, która była czymś w rodzaju obdarzonego potencjałem zalążka, zrobiłeś mega solidne opowiadanie z nieźle dopieszczoną treścią i niegłupim przesłaniem.

Najbardziej podoba mi się realizacja pomysłu. Zbyt często w SF zamysł jest tylko pretekstem do poprowadzenia sztampowej fabuły, a tutaj fabuła z settingiem są mocno splątane i jedno wspiera drugie. Do tego bohater jest ładnie zarysowany i nieprzezroczysty, co również wybija się na tle większości scifi.

No i tak zwyczajnie czuć w tym opowiadaniu serce i radość tworzenia.

Jak już wcześniej mówiłem, jedyne co mi zazgrzytało to melodramatyczne zakończenie.

 

Bardzo mi się podobało.

<jeszcze zbaoczymy>

Czy literówka celowa? Pasowałoby do kontekstu, ale nie spowodowało dodatkowej punktacji.

 

"– Upłynęła POŁOWA czasu podstawowego…"

Czy wersaliki tutaj z czegoś wynikają? Bo akcent lub pogłośnienie tego konkretnego słowa dziwnie tu wypada.

 

"– Sto jedenaście za imię dla A pierwszej miłości."

Do przeredagowania. Chyba, ze to mistrz Yoda dorwał do mikrofonu chwilowo się.

 

"Westchnął na widok żebraka, ale rzucił mu dolara – nie dlatego, że chciał pomóc, tylko dlatego, że inni tego nie robili."

A to jedno zdanie mocno obrazuje bohatera.

 

"Również i na nich nie stał cierpliwie, tak jak wszyscy, tylko pruł w górę, nie zważając na gniewne pomruki"

(Offtopic) Heh, te schody to jakieś takie ogólnoświatowe dziwactwo :D Chociaż podobno w niektórych krajach standardem jest, że osoby, którym nie chce się iść, stają po jednej stornie schodów, idącym zostawiając drugą. W Polsce zdaje się tylko w Warszawie to sensownie funkcjonuje.

 

Dobra… Co odnośnie opowiadania?

Przede wszystkim zadziwiająco lekko leci się przez tekst. W ogóle nie czuć jego długości – a przecież patrząc na liczbę znaków można by się spodziewać kobyły. Tymczasem lektura poszła szybciej niż niejedno opowiadanie o połowie objętości Twojego tekstu. Brawo!

Przedmowę przeczytałem dopiero teraz i… dobrze zrobiłem. Nie nastawia zbyt mocno, mimo że pasuje do treści.

Wizja… ciekawa. Z potencjałem. I to potencjałem do wykorzystania na różne sposoby. Ty zadziałeś tu od strony lajtowej, prawie że akcji. Gdyby ten sam pomysł wykonać od strony filmowej, pewnie by można było nałożyć efekty wizualne podobne jak w incepcji.

I tak nawiasem, przed moją lekturą opowiadania rozmawialiśmy o Rollerballu. Okazuje się, że mimo wszystko jest tu jakieś powiązanie (ze starszą wersją filmu). Co prawda Rollerball jest dużo bardziej dynamiczny, ale chodzi społeczne w tle. Wątki, których… nie wykorzystałeś. Choć miałeś je zdaje się z tyłu głowy, o czym świadczy wzmianka o zamieszkach na końcu (nawiasem mówiąc zamieszki dla odmiany pojawiają się w remaku Rollerballa, mimo ze ma wypłukane pozostałe wątki społeczne).

No, ale to skojarzenie na boku, bo sam film o czymś innym, bohater z innymi dylematami, tylko właśnie gdzieś tam w trakcie lektury pojawia się pewne odległe skojarzenie.

No dobra, był pomysł, jest płynność, a jednak finał wyszedł tak, jakbyś nagle stwierdził, ze nie ma czasu, trzeba kończyć, już, natychmiast, byle szybciej.

Nie wiem, kartek w edytorze zabrakło albo co?

I nie, to nie chodzi o nagły zwrot, nagłe zderzenie ze ścianą. Takie zabiegi lubię czytać, a i sam chętnie stosuję, bo w głowie wydają mi się często zasadne. Choćby ze względu na ich życiowość. Tylko tu nie mam wrażenia nagłego przyspieszenia, ani nagłego zwrotu. Mam tu wrażenie jakbyś Ty, autor, miał więcej treści tego opowiadania w głowie, niż przelałeś do pliku.

Efekt jest taki, że to wygląda jak koniec opowiadania, a po nim epilog. Ale ten epilog nie wygląda jak komentarz do opowiadania (fajnym przykładem takiego dobrze pasującego komentarza do dzieła mogą być teksty po napisach w filmie “Moon” – zupełnie inny ton, niż sam film, a pasuje doskonale). Nie jest to tez nagły zwrot perspektywy. A taki nagły zwrot perspektywy byłby tu doskonały. Pokazanie dlaczego doszło do wybuchu. Jakie emocje się w tym mieszają. Czy wybuch sam w sobie nie jest równie płaski jak rozrywka.

Takie coś mogłoby być nawet bardzo krótkie, ale nieźle skontrastować z resztą tekstu. Albo przeciwnie – mógłbyś z tego zrobić dłuższa rozbudowę treści, wpasowaną w resztę opowiadania i też byłoby nieźle (mi bardziej podobałby się kontrast, ale to już subiektywne). Zamiast tego mamy jednak tylko dość letnie zwieńczenie, które można by podrasować jakimś ostrym zdaniem albo łagodną, ale wymowną sentencją.

Znaczy się – wszystko świetnie biegło do mety, ale metr przed metą zatrzymało się rozglądając którędy do jej linii.

Mimo to – tekst jest dobry, bo niezależnie od jego płynności (o której konsekwencjach w następnym akapicie) zadbałeś tez o bogactwo postaci. W świecie totalnego spłycenia okazują się zadziwiająco wielowątkowe. Mają historię, charakter, emocje i… Łatwo je błędnie lub płytko ocenić, choć po chwili zastanowienia mają w sobie więcej. Nawet te drugoplanowe, jak Karl. W sumie nawet nie jestem pewien czy tak wyszły w sposób zamierzony, czy czystym przypadkiem, ale jednak wyszły. Poniekąd jeśli to przypadek, to ukłon spory, bo uzyskanie czegoś takiego mimochodem świadczy o pewnym wyczuciu.

Miało być o konsekwencjach płynności… Ten pomysł w połączeniu z tym sposobem wykonania, ma dobre rokowania do rozwinięcia go nawet w nowelę (imho warto spróbować). Zwłaszcza, że tu jest co rozwijać. I dylematy głównego bohatera i wątki społeczne.

Natomiast wracając do mojego wrażenia urwania tekstu… W zasadzie wrażenie to pogłębia pierwsza scena i padająca tam wzmianka o setkach tysięcy punktów przewagi. Podejrzewam, że mogło chodzić o punkty w rankingu, ale… Podejrzenie to przyszło później. W czasie lektury najpierw rzuca się w oczy kontrast z setką punktów na start, a potem od razu kojarzy się z wzmianką o tysiącu punktów na początku deathmatchu. I w ten sposób wygląda to jak na zabieg wstawienia na start sceny, która ma się rozwinąć potem, ale ostatecznie jej nie ma. A mogłaby być. I pewnie mogłaby sporo wnieść. A zamiast tego dezorientuje.

Podobało się, lektura przyjemna.

Bardzo dobry tekst. Najbardziej przypadł mi do gustu opis pojedynku – udało się tam zmieścić sporo interesujących pomysłów. Bohater i fabuła też są OK (szczególnie bohater), jednak to właśnie idea Mental Wars wybija tekst na wyższy poziom.

Językowo sprawnie, kilka dobrze trafionych zdań, jak np.:

 

o mój Boże nie tylko nie to

jedzie na mnie znowu tak jak wtedy nie!

uciekać nie mogę uciekać samochód moje nogi moje życie nie nie nie!!!

Naprawdę mocne. Po mojej konwersji do mobi całość stała się jednym wierszem, co dało chyba jeszcze lepszy efekt :)

 

<hehe pierdol się> – przyszło czatem

Sporo masz takich wstawek, nawet zabawnie wychodzą.

 

Mam jednak trzy zastrzeżenia, które – o ile nie zmazały pozytywnego wrażenia – pozostawiły mały niedosyt:

1) Nie do końca rozumiem podejście do Mental Wars jak sportu i tworzenia typowego sportowego rankingu. Podczas czytania zastanawiało mnie, czy na najwyższych szczeblach zawodnicy nie powinni się już znać z innych pojedynków (bo chyba można oglądać walki konkurentów)? Przecież masa ludzi ogląda transmisje, przez co kojarzy już najlepszych zawodników. Każdy będzie znał gościa z 1 miejsca rankingu, a co za tym idzie – po odkryciu jego cechy charakterystycznej zna już wszystkie jego dane. Pewnie dałoby się to wytłumaczyć, ale takiego wytłumaczenia mi w tekście zabrakło.

2) Zgadzam się też z opiniami, że bohater trochę łatwo się poddał, wizja zesłana dziewczynie w walce była wielokrotnie „mocniejsza” niż wyłożenie kilku prostych faktów o bohaterze w ostatnim pojedynku. Ale to szczegół, bardziej mam na myśli to, że można było w bardziej złożony sposób opisać proces uświadamiania bohaterowi, kim się stał. Końcowy atak w poprzedniej walce na pewno wywołuje większe wrażenie na czytelniku.

3) Kompozycja wydaje mi się nieco zaburzona – bardzo dużo miejsca zajął opis pierwszego pojedynku (to jest zresztą najlepszy fragment), a później turniej i fabuła szybują już w zawrotnym tempie. Rozbudowa mogłaby zadziałać na plus dla kompozycji właśnie.

 

To tyle z czepialstwa, całość mimo wszystko uważam za znakomitą. To tylko świadczy o tym, jak ciekawy jest sam pomysł, a opowiadanie wciągające i z pewnością „zapamiętywalne”. Brawo! Mam nadzieję, ze loża doceni Twoje opko ;)

 

PS. O co chodzi z tym “niedokładnym wiekiem”? Miałeś na myśli, że udało się podać przybliżony wiek przeciwnika? Mnie to trochę zatrzymywało, bo sprawia wrażenie, że dostajemy punkty za niedokładnie wyznaczoną wartość (słowo “niedokładny” mi nie do końca pasowało).

Dzień dobry, cześć i czołem!

 

@japkiewiczu, dzięki po raz n-ty za betę! Tylko troszkę się rozciągnęła w czasie, bo przez kilka miesięcy nie mogłem wymyślić, jak dalej pociągnąć opowiadanie…

 

@wilku-zimowy

 

Czy literówka celowa? – jak najbardziej. Specjalnie bije po oczach, żeby nie było wątpliwości, że jest celowa, bo czegoś takiego nie sposób przeoczyć :)

 

Czy wersaliki tutaj z czegoś wynikają? – w zasadzie nie, odwersalikowane.

 

Do przeredagowania. Chyba, ze to mistrz Yoda dorwał do mikrofonu chwilowo się. – my bad :) Od Yoda odsunięty mikrofonu.

 

Przedmowę przeczytałem dopiero teraz i… dobrze zrobiłem. Nie nastawia zbyt mocno, mimo że pasuje do treści. – w zasadzie to była stara przedmowa, z bety, nie chciało mi się wymyślać nowej :( Większość tego badziewia usunięta. Po co komu przedmowy?

 

a jednak finał wyszedł tak, jakbyś nagle stwierdził, ze nie ma czasu, trzeba kończyć, już, natychmiast, byle szybciej.

Nie wiem, kartek w edytorze zabrakło albo co? Oraz podobne, pojawiające się dalej minizarzuty.

 

Nie za bardzo wiem, co Ci odpowiedzieć. Jest szansa, że podświadomie próbowałem to zakończyć przedwcześnie, bo miałem już tego tekstu troszkę dosyć – pracowałem nad nim, z przerwami, od listopada. Natomiast mnie to aż tak nie uderza w oczy.

 

padająca tam wzmianka o setkach tysięcy punktów przewagi. Podejrzewam, że mogło chodzić o punkty w rankingu, ale… Podejrzenie to przyszło później. W czasie lektury najpierw rzuca się w oczy kontrast z setką punktów na start, a potem od razu kojarzy się z wzmianką o tysiącu punktów na początku deathmatchu.

 

Tutaj z kolei nie bardzo wiem, o co Ci chodzi :( Punkty w rankingu to z reguły nie te same punkty, które się bezpośrednio zdobywa w grze (patrz ranking FIFA, ATP). Jakiej sceny nie ma?

 

Tym niemniej, skoro podobało się, to jestem ukontentowany.

 

@Perrux

Po kolei, zastrzeżenia.

 

1)

Podczas czytania zastanawiało mnie, czy na najwyższych szczeblach zawodnicy nie powinni się już znać z innych pojedynków (bo chyba można oglądać walki konkurentów)?

 

Żeby utrudnić zawodnikom rozpoznanie się, wdrożyłem wiele mechanizmów.

– podawana jest tylko „dekuria”, czyli dziesiątka rankingu, a nie konkretne miejsce. Konkretne miejsce można tylko zgadywać;

– nie pojawiają się dane takie jak nazwisko, adres, wygląd zewnętrzny;

– do informacji publiczności nie trafiają liczby, imiona itp. Można taki mecz obejrzeć później, ale jedyne, czego się dowiemy jako publiczność, to to, że zawodnik „dostał N punktów za odgadnięcie imienia/wieku/etc przeciwnika”, a nie, jak to imię brzmi, ile ma lat. Publiczność ma do wglądu tylko „informacje dodatkowe”, ale bardzo charakterystyczne cechy, umożliwiające jednoznaczne rozpoznanie przeciwnika w ten sposób, są dość rzadkie. Ktoś z taką cechą na pewno nie zajmowałby pierwszego miejsca w rankingu, właśnie dlatego, że zbyt często byłby rozpoznawany.

Zawodników są tysiące i ranking jest bez przerwy aktualizowany, więc ciągle się zmienia.

Niemniej, jeśli zawodnicy spotkają się kiedyś po raz drugi – co może się zdarzyć – sytuacja będzie symetryczna, bo obaj będą znać informacje o sobie nawzajem. Nie będzie sprawiedliwa, bo lepszy z nich będzie znał więcej informacji, ale to już kwestia indywidualnych zdolności.

 

2)

bohater trochę łatwo się poddał, wizja zesłana dziewczynie w walce była wielokrotnie „mocniejsza” niż wyłożenie kilku prostych faktów o bohaterze w ostatnim pojedynku.

 

Tu można polemizować. Wizja zesłana dziewczynie była „tylko” przypomnieniem wydarzenia z przeszłości. Wizja zesłana Paulowi była, w moim założeniu, taranem niszczącym mur, którym Paul odgrodził się od świata. Nie nazwałbym tego „kilkoma prostymi faktami”.

 

3)

Kompozycja wydaje mi się nieco zaburzona – A to już częsty problem u mnie :( Do końca pierwszego pojedynku tekst był napisany w kwietniu. Długo rozmyślałem, jak go dokończyć, i wymyśliłem coś takiego. Jeśli czytelnik uważa, że za mało, to… dobrze, bo sugeruje, że czytelnik chce więcej :D

 

i jeszcze to:

 

O co chodzi z tym “niedokładnym wiekiem”? Miałeś na myśli, że udało się podać przybliżony wiek przeciwnika? – dokładnie o to chodziło. Poprawię na „przybliżony”.

 

A teraz łechtanie mojego napuszonego ego.

 

Bardzo dobry tekst.

to właśnie idea Mental Wars wybija tekst na wyższy poziom.

Naprawdę mocne.

Sporo masz takich wstawek, nawet zabawnie wychodzą.

całość mimo wszystko uważam za znakomitą.

 

Właśnie dla takich zdań człowiek pisze.

 

Dzięki wszystkim!

Precz z sygnaturkami.

“Tutaj z kolei nie bardzo wiem, o co Ci chodzi”

Pół miliona punktów przewagi w systemie, w którym punkty idą zwykle w dziesiątkach, góra setkach. To ogromna różnica, ile rozgrywek musiałby wykonać ktoś, kto uzyskał tyle punktów? Chyba ze algorytm przewiduje rozkręcenie się deathmetchy. Chyba, ze ktoś rozegrał mnóstwo rozgrywek na tym etapie – ale z treści wynika, że to raczej ostateczność. Ewentualnie ktoś od wielu sezonów jest w grze…

 

Edit:

Tak więc z tej sceny wychodzi skojarzenie, że nie tylko był deathmatch, ale wręcz się rozkręcił i stąd ta różnica punktowa.

 

Ok, to jeszcze kilka zdań ode mnie w sprawie punktu “1)”. Od razu zaznaczam, że nie chcę się czepiać, po prostu temat pod dyskusję jest ciekawy i fajnie wyjaśnić kilka kwestii ;)

 

do informacji publiczności nie trafiają liczby, imiona itp.

 

No proszę, nie pomyślałem o tym rozwiązaniu, że do publiczności trafiają tylko ogólniki i liczba przyznawanych punktów. Ale rozumiem, że wizje z sond są dostępne publicznie (”Mistrzostwa oglądają miliony ludzi. Wszyscy by mnie zobaczyli – w twoich myślach!”)?

Kupuję Twoje wyjaśnienia i myślałem nad takim scenariuszem już wcześniej, ale jeśli wizje są publiczne, taka opcja wymaga konkretnego warunku – Mental Wars nie mają swoich gwiazd (najlepszych graczy, którzy należą przez dłuższy czas do ścisłego topu). I pod tym warunkiem Twoje wyjaśniania są logiczne i sensowne.

No bo w innym przypadku (kiedy mielibyśmy kogoś naprawdę świetnego i popularnego), jeśli finał turnieju oglądała masa ludzi – wszyscy widzieli jakiś charakterystyczny obraz z wizji (np. taką twarz Trevora). Takich punktów zaczepienia z wizji może być sporo, więc udział w popularnym meczu znacznie zmniejsza szanse na przyszłe zwycięstwa.

 

Czyli… wychodzi na to, że Twoja wizja dotyczy masowej rozgrywki, w której osoby docierają na szczyt i spadają dość dynamicznie, a duża liczba graczy gwarantuje sens całej gry. Dobrze rozumiem?

No proszę, nie pomyślałem o tym rozwiązaniu, że do publiczności trafiają tylko ogólniki

Nie do końca, skoro dziewczyna, z nieudanej randki bohatera wspomina, ze wszyscy by ją zobaczyli. Chociaż to też można wyjaśnić, że np. jest zamazywana tylko twarz.

 

Spokojnie, po kolei.

 

Wilku, ciągle się nie możemy zrozumieć… no dobrze, zgadzam się, że tak czy siak te “pół miliona punktów” może wprowadzać w zakłopotanie. Zmienię na “kilkadziesiąt miejsc w rankingu” albo coś w tym guście.

 

Z założenia do publiczności trafiają tylko ogólniki, OPRÓCZ “informacji dodatkowych”, bo to nad nimi głosuje i to zresztą za te informacje można zgarnąć najwięcej punktów (maksymalnie 250). To natomiast nie to samo, co fragment wizji. Publiczność tych fragmentów nie widzi, widzi tylko to, co gracz przekaże komputerowi, im bardziej wstydliwa i bardziej prywatna informacja, tym lepiej:

“jest wegetarianką” – mało punktów

“ciężarówka złamała jej kręgosłup” – więcej punktów

“oszukiwał, żeby zdobyć punkty” – mnóstwo punktów.

 

Publiczność nie widzi natomiast ani restauracji, ani ciężarówki, ani wiadomości od Amandy do Bena. Nikita ujmuje to trochę niefortunnie (przeredaguję to delikatnie), ale gdyby chodzili ze sobą i Paul miał więcej myśli na jej temat – zapewne natury erotycznej – do wiadomości publiczności mogłoby trafić coś na przykład takiego:

 

“jego dziewczyna lubi być wiązana i biczowana po plecach” – prawdopodobnie około 200 punktów.

 

Zrozumiałe, że nie chciała ujrzeć takiej informacji w mediach, nawet jeśli pojawiłaby się bez jej twarzy czy imienia. Dodajmy do tego fakt, że całą scenę – z twarzą, imieniem i innymi detalami – zobaczyliby przeciwnicy Paula.

 

Czyli… wychodzi na to, że Twoja wizja dotyczy masowej rozgrywki, w której osoby docierają na szczyt i spadają dość dynamicznie, a duża liczba graczy gwarantuje sens całej gry. Dobrze rozumiem?

 

Dobrze rozumiesz :) Mental Wars z założenia stanowi zaprzeczenie dzisiejszego sportu czy e-sportu, bo jest anonimowe. To okrutna rozrywka dla mas, im bardziej okrutny jesteś, tym większe masz szanse, by wygrać. Sławy “gwiazdy” takich rozgrywek raczej nie chciałby nikt.

Precz z sygnaturkami.

Klikam z przyjemnością, bo to świetny tekst. Bardzo dobra koncepcja i wykonanie. Mogłabym podpisać się pod komentarzem Olciatki. Ogromny plus za wykreowanie bohatera.

No i jestem, a wraz ze mną komentarz napisany dziś rano w pociągu:

To na pewno ma 35k znaków? Wciąż mam nieodparte wrażenie, że maksymalnie 15, no w porywach od dwudziestu. Wiesz, Kosmito, w tych twoich opowiadaniach zawsze jest element, którego zazdroszczę, ale jasno nie mogę go wskazać. Chciałbym móc podebrać ci nieco całokształtu, kolorytu tych tekstów, mam wrażenie, że jestem targetem pod którego te opowiadania piszesz. Bardzo nienachalnie zarysowujesz emocje postaci, cegła po cegle budujesz mur, na którym rozbijasz czaszkę czytelnika, a później rzucasz jego sztywnym ciałem po korytarzu. Podoba mi się to, szczególnie dlatego, że mało opowiadasz, a te emocje po prostu widać i czuć. Bohaterowie też kupili mnie psychologicznie, szczególnie Paul i to jak narrator ukrywa jego mniemanie o sobie, dopóki sam bohater się do tego nie przyznał.

Pomysł jest niezły, przez tekst się płynie, ale mam wrażenie, że głównie uchwyciło mnie samo przeżycie. Że za kilka tygodni jak sobie pomyśle o tym opowiadaniu, to będę pamiętał, że świetnie mi się czytało, przypomnę sobie te emocje, ale o samej treści mógłbym zapomnieć.

Niemniej jedno ze zdecydowanie lepszych opowiadań, a jedno z najlepszych jeżeli chodzi o same czytelnicze doznania, a to zdecydowanie wystarczy, żeby mierzyć wyżej niż biblioteka.

Uniósł kciuk do lustra

Oczywiście przynajmniej jeden czep musi być. Cholernie karykaturalnie to wygląda. Tak obrzydliwie makabrycznie karykaturalnie, że aż się skrzywiłem czytając. Zmieniłbym, choć to oczywiście tylko sugestia.

Końcówkę tekstu przypadkiem czytałem z tym w tle. Bardzo się wpasowało. Naprawdę kawał dobrego opowiadania Ci wyszedł.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Witam ponownie kolejnych czytaczy :)

 

Wpierw, to, co obiecałem, czyli przeredagowanie słów Nikity. Zmienione z

 

Mi­strzo­stwa oglą­da­ją mi­lio­ny ludzi. Wszy­scy by mnie zo­ba­czy­li – w two­ich my­ślach! Pier­do­lę to!

 

na

 

Inni gracze by mnie zo­ba­czy­li – w two­ich my­ślach! A mi­strzo­stwa oglą­da­ją mi­lio­ny ludzi… Pier­do­lę to!

 

Dalej.

 

@Rossa, dziękuję za bibliotekę i miłe słowa :)

 

@Maskrolek

 

Wiesz, Kosmito, w tych twoich opowiadaniach zawsze jest element, którego zazdroszczę, ale jasno nie mogę go wskazać. – Tu ci nie pomogę, bo też nie wiem, co to za element…

 

mam wrażenie, że jestem targetem pod którego te opowiadania piszesz – nie pochlebiasz sobie zbytnio? :P

 

Że za kilka tygodni jak sobie pomyśle o tym opowiadaniu, to będę pamiętał, że świetnie mi się czytało, przypomnę sobie te emocje, ale o samej treści mógłbym zapomnieć. – To chyba… dobrze? Na pewno lepiej, niż gdybyś miał sobie nie przypomnieć niczego…

 

Oczywiście przynajmniej jeden czep musi być. Cholernie karykaturalnie to wygląda. Tak obrzydliwie makabrycznie karykaturalnie, że aż się skrzywiłem czytając. – Ależ właśnie o to chodzi. Czytelnik od początku kibicuje głównemu bohaterowi w pojedynku, ale stopniowo opowiadanie ujawnia, jakim człowiekiem jest Paul, i ma to z założenia wywołać niesmak w czytelniku, że kibicował komuś takiemu. To, że się aż skrzywiłeś, napawa mnie dumą.

 

Niemniej, i tak najbardziej podoba mi się to:

Bardzo nienachalnie zarysowujesz emocje postaci, cegła po cegle budujesz mur, na którym rozbijasz czaszkę czytelnika, a później rzucasz jego sztywnym ciałem po korytarzu.

Polecam się :)))))

Precz z sygnaturkami.

Wpierw, to, co obiecałem, czyli przeredagowanie słów Nikity.

Noo, od razu wszystko lepiej się klei. Mnie właśnie to zdanie wprowadziło w błąd, następni czytelnicy będą mieli łatwiej :)

Chociaż przyznam, że oglądanie wizji przez publiczność by się mogło sprzedać o wiele lepiej niż tylko suche informacje ;)

Tu ci nie pomogę, bo też nie wiem, co to za element…

No chodzi głównie o to wyważenie emocji, ale chciałem to ładnie napisać XD

nie pochlebiasz sobie zbytnio? :P

Proszę mi tu z takimi nie wyskakiwać, jak tak Ci słodzę! Nie wypada :P

No ale może i schlebiam.

To chyba… dobrze? Na pewno lepiej, niż gdybyś miał sobie nie przypomnieć niczego…

Dobrze tylko inaczej… z większości opowiadań, jeśli coś już zapamiętuję, to treść. Więc jesteś na swój sposób wyjątkowy XD

Ależ właśnie o to chodzi. Czytelnik od początku kibicuje głównemu bohaterowi w pojedynku, ale stopniowo opowiadanie ujawnia, jakim człowiekiem jest Paul, i ma to z założenia wywołać niesmak w czytelniku, że kibicował komuś takiemu. To, że się aż skrzywiłeś, napawa mnie dumą.

Ale nie w tym sensie. Ja się nie brzydziłem tym człowiekiem, nie jego zachowaniem w kontekście, tylko reakcją (która sama w sobie była bardzo fajna, gdyby pokazać ją jakoś inaczej niż tym kciukiem). No po prostu jakoś mi przez banie nie może przejść, że ktoś mógłby tak zrobić do lustra, taki trochę cringe, bo to się nie wydaje normalną reakcją będąc samemu w pokoju. Choć też się nie znam i to subiektywna opina. Bardziej pasowałby mi jakiś cień uśmiechu lub pełny uśmiech, ale w sumie teraz dochodzę powoli do wniosku, że tylko czepiam się na siłę szczegółu, albo mam jakąś tramę związaną z kciukiem.

Polecam się :)))))

I to była najmocniejsza strona tekstu, którą wcale nie jest łatwo znaleźć w opowiadaniach. :D

A ja bardzo lubię.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ależ właśnie o to chodzi. Czytelnik od początku kibicuje głównemu bohaterowi w pojedynku, ale stopniowo opowiadanie ujawnia, jakim człowiekiem jest Paul, i ma to z założenia wywołać niesmak w czytelniku, że kibicował komuś takiemu.

 

Niebieski_kosmito, kurcze, ja mu wcale nie kibicowałam. Od początku nie wywoływał we mnie pozytywnych emocji. 

 

 

No cóż, nie u każdego można osiągnąć 100% zamierzonych efektów… ale będę zadowolony, jeśli u połowy czytelników wywołam przynajmniej połowę zamierzonych efektów :)

 

Precz z sygnaturkami.

Czyli przyklęk na jedno kolano? ;-)

Babska logika rządzi!

Paul od początku wydał mi się zdeterminowany, widziałam w nim tę chęć zwycięstwa za wszelką cenę, bez względu na wszystko i matkę i dziewczynę. Dlatego właśnie ta końcówka zrobiła na mnie takie wrażenie. Do tego rozmowa z kolegą o uzależnieniu. Odczytałam go raczej jako wyniosłego, zadufanego w sobie. Wybacz Niebieski_kosmito…

Co nie zmienia faktu, że i tak jestem zachwycona lekturą:-)

To opowiadanie jest świetne! Ja akurat kibicowałam Paulowi, przynajmniej do fragmentu pisanego z perspektywy Amandy. W ogóle moim zdaniem to jest najlepszy moment, najbardziej emocjonalny. Na początek, kiedy myślała, że jej nie starczy na leki, zdenerwowałam się na Paula, ale kiedy powiedziała o zemście miałam już zupełny mętlik w głowie i nie miałam pojęcia, komu w końcu mam kibicować. Z całego opowiadania i z tego, jak wykreowałeś bohaterów płynie wniosek, że nikt nie jest idealny.

W dodatku wszystkie emocje są podane w taki naturalny, nienachalny sposób, że nie zastanawia się, “jaki jest ten bohater?”, tylko tak podświadomie się to wie. Tylko po to, żeby okazało się, że jest zupełnie inaczej.

Podsumowując – jest genialnie.

Pozdrawiam :)

Nie wiem czy można coś dodać po przedmówcach, bohater – nolife nieźle wykreowany, nazwa opowiadania trafnie dobrana. Lekko się czyta, co prawda nie zdążyłem na jeden raz ale wciąga fabuła. Bezlitosny świat bez skrupułów pokazany tym bardziej bez ranienia fizycznego. Kawał dobrego opowiadania :>

Hejo!

 

@Oluta

 

Na początek, kiedy myślała, że jej nie starczy na leki, zdenerwowałam się na Paula, ale kiedy powiedziała o zemście miałam już zupełny mętlik w głowie i nie miałam pojęcia, komu w końcu mam kibicować.

Właśnie o to mi chodziło, kiedy pisałem o zamierzonych efektach :) Mętlik w głowie i wątpliwości do własnego osądu to jest to, co Niebiescy Kosmici lubią najbardziej.

 

@LuluXVIII

 

Zawsze można coś dodać, a jeśli wydaje ci się, że przedmówcy powiedzieli już wszystko… to nie czytaj przedmówców :D Na przykład ja staram się tak robić – kiedy czytam opowiadanie, to najpierw piszę, co o nim sądzę, a dopiero potem czytam komentarze. I nawet jeśli już ktoś pisał to samo – albo prawie to samo – nie przejmuję się tym XD

 

Dzięki wam za pozytywne opinie, polecam się i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

O, kurde. To najciekawsze opowiadanie jakie tu ostatnio czytałam. Chyba polubię cyberpunk. ;) Przede wszystkim ciekawy pomysł, dobrze przedstawiony.

Tekst wciągnął mnie już na samym początku. Scena, w której Paul rozmawia z matką jest bardzo obrazowa, ale nie przerysowana. Zresztą, cała reszta też. Zbudowałeś mały, cyberpunkowy świat, nie stosując rozbudowanych opisów, ale wszystko wyszło cacy i nietrudno było zobaczyć bohaterów, świat Paula, te wszystkie drobne sceny (np. w pizzerii) i na koniec sam turniej. 

Dalej karmisz czytelnika emocjami, po trochu ujawniasz tajemnice uczestników Mental Wars, grasz na uczuciach. W ogóle nie odczułam tych 36k

Learning Reading GIF – Learning Reading BabyReading – Discover & Share GIFs

 

Technicznie bardzo dobrze. 

Noo… Jest się nad czym zastanowić przez te dwa dni. ;)

Ech, Kosmito, opisałeś osobliwe igrzyska.

Opowiadanie przykuło moją uwagę i przeczytałam je jednym tchem, a to mi się ostatnio raczej nie zdarza. Z zaciekawieniem obserwowałam poczynania Paula, sprzyjając mu, jednak z czasem, kiedy dowiadywałam się o nim coraz więcej, sympatia gasła. Aż zgasła.

Gratuluje bardzo dobrego pomysłu i takiegoż wykonania. To była szalenie satysfakcjonująca lektura.

 

– Paulu Har­man – za­czę­ła – oznaj­miam ci, że jeśli się do­wiem – a na pewno się do­wiem, ho, ho, mo­żesz być spo­koj­ny – że bie­rzesz udział w tym… tych… ―> Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach; sprawiają że zapis staje się mniej czytelny.

Wtrącenie w didaskaliach i wypowiedziach (półpauzy)

Wtrącenie w didaskaliach i wypowiedziach (przecinki)

 

szyb­ko zde­cy­do­wa­li się pizzę „Chi­stia­ko­vską”… ―> Tu chyba miało być: …szyb­ko zde­cy­do­wa­li się na pizzę „Chi­stia­ko­vską”

 

–Pięć­dzie­siąt dwa dla A za typ oso­bo­wo­ści. ―> Brak spacji po półpauzie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mordka cieszy mi się coraz bardziej :)

 

@SaraWinter

 

Chyba polubię cyberpunk. – Tu bym nie szarżował, bo nadal nie jestem pewien, czy taki tekst w ogóle liczy się jako cyberpunk. Ekspertem nie jestem i cyberpunka wcześniej nie pisałem ;)

 

Gif uroczy.

 

@Regulatorzy

 

Z zaciekawieniem obserwowałam poczynania Paula, sprzyjając mu, jednak z czasem, kiedy dowiadywałam się o nim coraz więcej, sympatia gasła. Aż zgasła.

 

Pełny sukces :D Granie na emocjach czytelnika – checked.

 

Odpółpauzowane, do-na-owane, dospacjowane.

 

Dzięki za komentarze i miłe słowa, polecam się i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Bardzo proszę, Niebieski Kosmito, i obiecuję, że za dwa dni zgłoszę opowiadanie do piórka. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mówiłem?! Mówiłem! I to pierwszy! :D

No to teraz pora na komentarz przedpiórkowy.

Przede wszystkim – ogromny plus za futurologię. Przemyslaną i po mojemu trafną. Już mamy pierwsze wszczepy pozwalające na łączność z Siecią. Od dawna powtarzam, że przyszłość wykoncypowana nam zarówno przez Lema (Fantomatyka w licznych działach sprzed 60-70 lat) ) jak i Dukaja (Czarne Oceany) nadchodzi i jest nieunikniona. Zatem – Skoro zmieni się technologia i obieg informacji, zmienią się także gry i rozrywki. A przy szybko idąc ej dehumanizacji ludzkości – nie mam wątpliwości że właśnie na takie w stylu opisanym w powyższym opku.

Po drugie – poprowadzenie akcji i bohatera – linearne, nieprzekombinowane, czytelne i jasne. Idzie się przez tekst normalnie, z zainteresowaniem, bez zgrzytów.

Po trzecie – wiarygodność psychologiczna bohatera (ale i bohaterów drugoplanowych) – zgodna z prostą regułą – technologia się zmienia, postawy nie. Czyli wiarygodnie.

Po czwarte – igranie z emocjami czytelników – na początku bohatera w miarę tolerujemy, pod koniec – przestajemy, w finale – żałujemy…

Po piąte – wiarygodność w motywacji i przebiegu akcji – oszustwo? A dlaczego nie? Tak właśnie to w branzy rozrywkowej i dzisiaj często działa. Jak się nie da normalnie, to…

No i po szóste – wrażenie ogólne – antycypowana przyszłość może tak wyglądać, a historia podana atrakcyjnie.

Ode mnie będzie wniosek o piórko – tak jak już jako pierwszy zapodałem, zachęcając wszem i wobec do lektury.

I (taki żart) cieszę się (osobiście, a co, pora upiec i swoją pieczeń przy tym ognisku ;D ), że na tym forum hasło “Rrybak poleca” zaczyna mieć markę typu “Stanisław Lem poleca” (znając rzecz jasna proporcje.

Jeszcze raz gratki, pozdrowienia i życzenia nominacji oraz wyboru przez Lożę (aczkolwiek może być i tak, że moja rekomendacja dla części członków Loży jest jak pocałunek śmierci dla Autora, ale tym się Autorze nie przejmuj. Loże przychodzą i odchodzą, Literatura pozostaje. ;D )

P.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

aczkolwiek może być i tak, że moja rekomendacja dla części członków Loży jest jak pocałunek śmierci

Loża ocenia konkretne opowiadanie danego autora, a nie komentarz strony trzeciej.

 

Bardzo, bardzo, bardzo dobre opowiadanie.

Wyczuwam w nim Dicka, wyczuwam w nim Gibsona – o ile drugi jest mi znany bardzo pobieżnie, o tyle pierwszy to jeden z moich ulubionych twórców i nie umiem przejść obojętnie wobec tekstów, które biją w podobne tony. 

Warsztatowo w moim odczuciu bez zarzutu. Co prawda nie wyłapałem zdań-perełek, tekst jest napisany prostym językiem, trochę potocznym, nie silisz się na poetyckość – ale tak napisane opowiadanie czyta się samo, nie ma momentów, o które czytelnik się rozbija, styl jest równy w całym tekście i to atut. Mignął mi przed oczami chyba jeden zbędny przecinek, ale już nie pamiętam gdzie. ;)

Kompozycyjnie tez nie ma się do czego przyczepić. Tekst jest bardzo przemyślany, właściwie nie ma w nim zbędnych fragmentów. Dostajemy masę postaci, choć sam nie jestem zwolennikiem nadmiaru bohaterów, którzy pojawiają się tylko po to, by zagrać epizod, to tutaj zajmują oni potrzebne miejsce. Pewnie gdybym sam miał pisać ten tekst, to zrezygnowałbym z fragmentów obserwowanych z perspektywy mściwej dziewczyny i nowego rywala Paula, ale mam tendencję do ukrywania pewnych faktów i zostawiania tego czytelnikowi do domyślenia się, co nie każdemu się podoba. :P

Podoba mi się światotwóstwo. Odmalowałeś piękny cyberpunk – scena w restauracji bardzo klimatyczna, podobnie scena z chorobliwie otyłą matką. Trochę gorzej wypada tutaj impreza, jest taka bardzo współczesna, mógłbyś to podkręcić np.:

Większość uczestników domówki uwielbiała – i chętnie puszczała – rap, którego szczerze nienawidził.

Tu bym dał jakiś inny gatunek muzyczny, albo jakiś miks współczesnych gatunków: może jakiś neuro-trans albo coś? żeby brzmiało bardziej cyberpunkowo.

 

Wkrótce znalazł Karla na zewnątrz domu, palącego samotnie przy bramie wjazdowej.

Tu podobnie. Palenie już powoli staje się pieśnią przeszłości, ludzie przerzucają się na e-papierosy i ich wariacje. Wykorzystałbym to. Mały szczegół, a zbuduje klimat sceny.

 

…ale to tylko takie narzekanie, bo pomysłem na turniej i to rozgrywany w taki sposób zrobiłeś całą robotę.

Puenta świetna. Ta obojętna na tragedię Paula publicznośc, która nawet informację o oszustwie potraktowała jako elementy rozrywki, ta atmosfera którą tworzysz pod koniec, nim bohater zostaje uratowany, by sam ze sobą skończyć – cos pięknego.

 

Będę do Piórka nominował… jeśli zdążę, bo widzę, że jest sporo chętnych. ;)

 

Geki, piórko to nie biblioteka. Z piórkiem jest tak, że im więcej nominacji, tym lepiej, więc nominuj! (choć nawet …dylion entuzjastycznych nominacji od czytelników (jako mniej ważnej “strony trzeciej” ) może nie wystarczyć, jeśli Loża zdecyduje inaczej ;)

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Geki, piórko to nie biblioteka. Z piórkiem jest tak, że im więcej nominacji, tym lepiej, więc nominuj! (choć nawet …dylion nominacji od czytelników może nie wystarczyć, jeśli Loża zdecyduje inaczej ;)

No raczej Piórka za głosy publiczności nie ma, a z tego co widzę, to już do głosowania Loży opko się dostanie. :)

Ale tam przy Piórku 5 głosów czytelników zdaje się, że robi za jeden głos bardziej ważny (stąd te 4/5. 5/5 itd. Im więcej tym lepiej, powtórzę…

5/5 to NA PEWNO za mało ;D (przetrenowałem na “Córeczce”;)…

Ale już np. 10/5?… Ciekawy eksperyment… Jak daleko może się Loża oderwać od gustów czytelników, bez ryzyka utraty autorytetu… ;D

 

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Ale już np. 10/5?… Ciekawy eksperyment… Jak daleko może się Loża oderwać od gustów czytelników, bez ryzyka utraty autorytetu… ;D

 

Piórko piórkiem, biblioteka biblioteką, a uznanie większości uznaniem większości – przecież zawsze można próbować z tekstem przebić się do druku, jeśli jest powszechnie chwalony, nawet, jeżeli piórka nie zdobył. :)

Jak daleko może się Loża oderwać od gustów czytelników, bez ryzyka utraty autorytetu… ;D

Rrybaku, mówię to na podstawie własnych doświadczeń, zdobytych w czasie wieloletniego lożowania – Loża, oceniając nominowane opowiadania, nigdy nie kierowała się gustem nawet mnóstwa nominujących użytkowników i nie wydaje mi się, aby to zachwiało jej autorytet.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Geki, no to moim zdaniem Niebieski zrobił błąd publikując tu, a nie posyłając najpierw do MC.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Jak widzę, Rrybaku, ciągniesz dalej ten wątek i nie zamierzasz przestać. Nie przypominam sobie, żebyś tak narzekał na kompetencje Loży przed publikacją "Córeczki…".

Loża to dziewięć osób, wybranych w demokratycznych wyborach, za każdym z lożan stoi spora grupa głosujących. Kilka głosów na nominację spośród kilkudziesięciu czytelników opowiadania ma się mniej więcej (powiedzmy) do rozkładu głosów na Tak lub Nie w Loży. Do tego są też głosy potrójne dyżurnych i nominacje bezpośrednie lożan. Wiec sytuacja gdy tych głosów nominujących jest więcej niż lożan zdarza się rzadko.

Zatem powstrzymałbym się z tym konfrontowaniem głosów czytelników, nominujących czasem teksty po prostu fajne ich zdaniem, z głosowaniem Loży, która kieruje się i bardziej surowymi kryteriami (najlepsze z najlepszych na portalu) i większą odpowiedzialnością za swój głos. Piszę to już kolejny raz, ale to wciąż ignorujesz.

Dodam jeszcze, że autorytetu Loży nie podważają jej decyzje piórkowe (moim zdaniem) tylko jeden portalowicz, który nie może przeboleć, że nie dostał piórka, a inne mu odebrano przy okazji bana za chamskie komentarze na temat nowych portalowiczów.

 

Edit. Wybacz, Niebieski Kosmito, ten offtop. Wrócę niebawem z właściwym komentarzem. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Piórko dla Sów i skowronków z Keplera! Uwolnić Snuffa!!! :P

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Piórko dla Sów i skowronków z Keplera! Uwolnić Snuffa!!! :P

Rrybaku, to już nie jest zabawne. Mnie to wygląda na obsesję.

 

Niebieski Kosmito, wybaczysz offtop?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie na poczucie rażącej niesprawiedliwosci. Pozdr. Reg. I znikam z offtopu, sorki Kosmito.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Działo się. Oj, działo.

Po kolei.

 

Bardzo proszę, Niebieski Kosmito, i obiecuję, że za dwa dni zgłoszę opowiadanie do piórka. ;)

bardzo dziękuję, reg :)

 

@rrybak

 

A mówiłem?! Mówiłem! I to pierwszy! :D – niby prawda, ale nie do końca. Dosłownie dwie linijki nad twoim pierwszym komentarzem, rybaku, są słowa Olciatki:

 

Moim zdaniem opowiadanie jest warte biblioteki, a nawet i więcej:-)

 

także, no, nie ekscytuj się za bardzo z tego pierwszeństwa…

 

Po czwarte – igranie z emocjami czytelników – na początku bohatera w miarę tolerujemy, pod koniec – przestajemy, w finale – żałujemy…

 

Kolejny dowód na to, że mój podstawowy założony efekt – czyli granie na emocjach czytelnika – został osiągnięty. I to mnie cieszy.

 

aczkolwiek może być i tak, że moja rekomendacja dla części członków Loży jest jak pocałunek śmierci dla Autora, ale tym się Autorze nie przejmuj. Loże przychodzą i odchodzą, Literatura pozostaje – no i się zaczęło…

 

@wilk-zimowy – pozostaję w nadziei, że tak jest i zawsze będzie.

 

@Gekikara

 

nie silisz się na poetyckość – to nigdy nie było moją mocną stroną. Mam zbyt ścisły umysł, by móc być „poetyckim” :P

 

Odmalowałeś piękny cyberpunk – czyli jednak! To ciekawe, bo ja cyberpunka nie tylko nie pisałem wcześniej, ale nawet i za wiele nie czytałem… Znajduje to zresztą potwierdzenie w Twoich uwagach. Przemyślę te sugestie.

 

@rrybak – again, more and more

 

(choć nawet …dylion entuzjastycznych nominacji od czytelników (jako mniej ważnej “strony trzeciej” ) może nie wystarczyć, jeśli Loża zdecyduje inaczej ;) – mogło się skończyć na poprzednim komentarzu. Ale się nie skończyło. Brniemy dalej w ten las.

 

no to moim zdaniem Niebieski zrobił błąd publikując tu, a nie posyłając najpierw do MC. – z całym szacunkiem, ale wolałbym jednak o tym sam decydować. Opublikowałem tu, a nie wysyłałem do _mc_, bo takie miałem życzenie. Nie uważam, żebym robił błąd.

 

Piórko dla Sów i skowronków z Keplera! Uwolnić Snuffa!!! :P

 

To fajnie, ale chyba żeśmy zapomnieli już, że to nie shoutbox.

 

Offtopy wybaczam, ale USILNIE proszę, żeby takich dyskusji tutaj więcej nie prowadzić.

Precz z sygnaturkami.

Niebieski_kosmito,

takżeno, nie ekscytuj się za bardzo z tego pierwszeństwa…

 

heart

:D

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Świetne, wciągające, dynamiczne i przede wszystkim, bardzo dobry pomysł na ‘rozrywkę dla mas’. Jedyne, co mi zgrzytnęło, to zakończenie. Paul musiał być silny psychicznie, skoro miał predyspozycje i skoro ‘rozwalał’ przeciwników. Musiał umieć się ‘otorbić’, bo nie przeszedł by pierwszej rundy ;) Nie kupuję, że te kilka informacji, z których raczej zdawał sobie sprawę, pchnęło go do samobójstwa, to nie ten typ. A mecz wszak wygrał – przeciwnika zdyskwalifikowano za oszustwo.

Przybywam i ja! Łyknąłem całość właściwie na raz, co nie zdarza mi się często. Bardzo lekko napisane, w ogóle nie czuć metrażu. Brutalne realia sobie wymyśliłeś, ale, cholera, mam wrażenie, że coś właśnie takiego świetnie by się sprzedawało nawet w niedalekiej przyszłości. Punkty dla Niebieskiego za dobry zmysł obserwacji. ;D

Porządne postaci. Zwłaszcza Karl przykuł moją uwagę – niby Paul traktuje go z góry, ale odebrałem go jako nad wyraz prawdziwego, który pod płaszczykiem półgłówka kieruje się pewną życiową mądrością. Z drugiej strony matka Paula z początku wypada na neurotyczną, nieco zbyt przerysowaną.

Czepnę się finału. Jest przyspieszony, do tego niewiele wskazywało mi na to, że gra w Mental Wars wywołuje u Paula jakieś problemy psychiczne. Rozterki moralne? Tak. Ale wszystko poważniejsze mi umknęło, stąd to samobójstwo, ciut pospiesznie wprowadzone i niejasno umotywowane, pozostawiło mnie z lekkim niedosytem.

No i szkoda, że nie pokazałeś deathmatchu. Brzmi cholernie ciekawie – materiał na sequel? ;)

Przyszłam trochę pomarudzić. Bo jak się widzi te wszystkie nominacje (wyjaśnienie techniczne na końcu komentarza), to oczekiwania rosną. A mnie na kolana nie rzuciło.

Masz dobry pomysł, udało Ci się dodać coś nowego do tematu dość ogranego, i masz pomysł na te swoje igrzyska w sensie szczegółów (i opisałeś to tak, że nie chciało mi się liczyć tych punktów, czy to ma sens ;)). Ino że piórka nie tylko pomysłami stoją, a jak dla mnie cała reszta kuleje.

Tekst czyta się dobrze, gładko, choć parę miejsc zgrzyta językowo/stylistycznie, ale wszystko za wyjątkiem pierwszej części z opisem meczu, jest jak dla mnie potraktowane po łebkach. Z postaci pobocznych najlepiej wypada Karl i w zasadzie jemu wystarcza takie zarysowanie, jakie zrobiłeś, jest spoko napisany. Matka – tu już mniej mnie przekonałeś. Poszedłeś po stereotypach, nie wiem, po co jej te dwieście kilo żywej wagi? W pewnym momencie myślałam, że będzie wewnętrzny red herring, że Paul pomyśli, że to matka jest przykutym do fotela graczem – mam wrażenie, że tu zmarnowałeś potencjał tego, co napisałeś.

Niemniej moim zdaniem zarżnąłeś ten tekst dając inne punkty widzenia niż Paula. Po pierwsze od momentu, kiedy ujawniłeś, że ktoś podpowiada drugiemu graczowi oszustwo (to na dodatek całkowicie oczywiste, kto jest tym tajemniczym podpowiadaczem), wiadomo, jak to się musi skończyć – i tu pada suspense, zaskoczenie, fabuła, wszystko. Na dodatek Amanda wypada nagle strasznie blado – a jej wątek mógł być znacznie ciekawszy. Ona przecież tak naprawdę od początku oszukuje – bo paradoksalnie choroba daje jej przewagę (to jest fajny wątek, ale nierozwinięty) – i to mogłeś rozwinąć w coś, co by było realnym fabularnym i psychologicznym problemem. A ona, podobnie jak matka, jest bardzo sztampowa, jedynie to, że z osoby niepełnosprawnej nie zrobiłeś anioła, się broni i za to masz u mnie punkta. Ben – właściwie jest tylko narrative device, a to, jak poprowadziłeś wątek oszustwa zniweczyło u mnie zawieszenie niewiary, bo to wszystko jest dość mało przemyślane: na tym poziomie gracze powinni działać ostrożniej, profesjonalniej itd., a Ben zachowuje się jak idiota, co nie ma żadnego uzasadnienia w kreacji jego postaci. Fajny jest ten moment, kiedy komputer bierze oskarżenie o oszustwo za reakcję, ale jako całość ten konkretny wątek fabularny wypada słabo.

I tu wchodzi ta kwestia punktów widzenia: gdybyś pozostał przy punkcie widzenia Paula (plus “obiektywna” koda po jego samobójstwie), to potraktowanie po łebkach pozostałych postaci byłoby uzasadnione: czytelnik miałby prawo wiedzieć o nich tylko tyle, ile wyszpera z nich Paul. Zmiana punktów widzenia była pójściem na łatwiznę, a przecież dałoby się to przepisać na narrację z punktu widzenia Paula.

No i przede wszystkim: mogłeś mieć efekt zaskoczenia (i jak dla mnie, być może, efekt wow), gdybyśmy się o oszustwie dowiedzieli dopiero z opisu drugiego meczu. Może np. lepiej byłoby skrócić pierwszy (bo tam usiłujesz pokazać wszystko, co dotyczy igrzysk, a można to było rozłożyć na dwa epizody) i napisać dłuższy drugi, w którym czytelnik stopniowo dowiadywałby się, że coś tu nie gra, a wtedy kwestia oszustwa i rozkminienia, kto za nim stoi, byłaby rzeczywiście uderzeniem obuchem w łeb.

Tak więc moim zdaniem niezły i całkiem nie najgorzej przemyślany pomysł na świat i główny element fabularny poległ na nieprzemyślanej kompozycji, konstrukcji fabuły. Na dodatek to przyspieszenie pod koniec sprawia wrażenie, jakby cała para poszła w opis pierwszego meczu (jak dla mnie osobiście w ogóle nieco za długi i za szczegółowy), a potem już chciałeś jak najszybciej skończyć z fabułą i opowiadaniem – nie opisałeś nawet, o co chodzi w deathmatchach i to jest taka strzelba, której niewypalenie akurat zgrzyta. Szkoda.

Ogólnie: rozumiem całkowicie, co tu się może podobać, ale w konkurencji piórkowej to jak dla mnie ten tekst jest od piórka dość daleko.

 

* A teraz obiecane technikalium nominacyjne: liczba zgłoszeń “zwykłych” użytkowników (nie-dyżurnych) nie ma żadnego znaczenia dla ostatecznego wyniku. Pięć głosów użytkowniczych nie liczy się jako TAK ani nawet pół-TAKa (a przypomnę, że akurat ja byłam za tym, żeby się liczyło, ale ten pomysł nie przeszedł). Może się raczej przekładać na to, że oczekiwania wobec tekstu wzrastają ;)

http://altronapoleone.home.blog

Wincyj ludzi!

 

@bellatrix i @MrBrightside potraktuję łącznie, bo Wasze komentarze są bardzo podobne.

Jedyne, co mi zgrzytnęło, to zakończenie.

oraz

Czepnę się finału.

 

To może ja jeszcze raz podsumuję to wszystko, co mówiłem o finale.

Jeśli jest przyspieszony, wydaje się za krótki, zbyt gwałtowny, to przepraszam. Nie robiłem tego wcale świadomie, ale jest spora szansa, że brała tu udział moja podświadomość. Opowiadanie pisałem od listopada zeszłego roku; kiedy kończyłem je we wrześniu, na pewno była jakaś część mnie, która krzyczała: „No, kończ już, chłopie, ileż można!”.

 

Natomiast nie uważam, żeby Paul poddał się za łatwo. Sam mówił, że jest aseksualny, wiedział, że jego matka nie jest okazem zdrowia, że jego ojciec nie żyje. Ale Ben pokazał mu te fakty od innej perspektywy:

– to jego wina, że ojciec nie żyje, umarł ze zgryzoty, kiedy zobaczył, jaki jest syn.

– to będzie jego wina, kiedy matka zejdzie na zawał albo zapalenie płuc, bo mógł robić więcej, żeby uświadomić jej swój stan zdrowia, a w ostateczności umówić na wizytę domową.

– aseksualność to jego wymysł, do którego sam siebie przekonał, bo nie potrafił znaleźć partnerki.

– w dodatku nie ma przyjaciół (celowo nie używałem wcześniej tego słowa, bo Paul naprawdę nikogo nie uważa za przyjaciela – ma tylko „znajomych” i „kumpla”, którego uważa za „idiotę i prymitywa”.)

– no i jeszcze to: Zrozumiał, jakim potworem się stałeś, i próbował ci to uświadomić, ale postanowiłeś puścić jego słowa mimo uszu.

 

To wszystko tkwiło zapewne w podświadomości Paula, ale nie dopuszczał on tych myśli do wypłynięcia „na wierzch”, ponieważ się „otorbił”. W poprzednich meczach też się nie zdarzyło, by ktoś pokazał mu to wszystko w aż tak brutalny sposób, bo nikt wcześniej nie miał takiej przewagi punktowej, jaką zdobył Ben dzięki oszustwu.

 

Niemniej, skoro tekst Wam się generalnie podobał, to dziękuję :)

 

@drakaina

Przyszłam trochę pomarudzić. Bo jak się widzi te wszystkie nominacje (wyjaśnienie techniczne na końcu komentarza), to oczekiwania rosną. A mnie na kolana nie rzuciło.

 

Jestem naprawdę wdzięczny za to, że nareszcie przyszedł ktoś, komu się opowiadanie nie spodobało, bo moje ego zaczęło już puchnąć poza granice Układu Słonecznego.

 

Ino że piórka nie tylko pomysłami stoją, a jak dla mnie cała reszta kuleje.

 

Czyli krytyka „całościowa”, tym lepiej! Mimo wszystko spróbuję się trochę obronić.

 

Poszedłeś po stereotypach, nie wiem, po co jej te dwieście kilo żywej wagi? – czy przy Karlu nie poszedłem po stereotypach? Patologia, imprezowanie, nałogowe palenie papierosów?

Może i dwieście kilo to trochę za dużo… ale to, że Amerykanie są grubi, to już nawet nie jest stereotyp. To jest fakt. I należy się spodziewać, że w przyszłości będą raczej jeszcze grubsi, niż dzisiaj.

 

Niemniej moim zdaniem zarżnąłeś ten tekst dając inne punkty widzenia niż Paula. – tak jak już napisałem, odmienny punkt widzenia zawsze mile widziany, ale żeby aż „zarżnąłeś”?

 

Ben zachowuje się jak idiota, co nie ma żadnego uzasadnienia w kreacji jego postaci. – Czy nigdy nie zachowałaś się impulsywnie? Czy nigdy, pod wpływem silnych emocji, nie zrobiłaś niczego, co na trzeźwo wydaje się idiotyczne? Ben znajduje się przecież właśnie w takiej sytuacji.

 

Zmiana punktów widzenia była pójściem na łatwiznę, – w założeniu miała być urozmaiceniem. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że zmieniając punkt widzenia, idę na łatwiznę.

 

Ogólnie – nie będę się z Tobą kłócił, każdy ma prawo przecież do swojego zdania. Co więcej,

 

proszę (nie zmuszam, ale proszę), żeby każdy, kto czytał opowiadanie, przeczytał też komentarz drakainy.

 

Nie nakręcajmy się za bardzo. Jeśli opowiadanie jest aż tak „zarżnięte”, jak pisze drakaina, a Wy wszyscy, którzy czytaliście to wcześniej, ulegliście jakiemuś złudzeniu, to nie warto zgłaszać go do piórka…

 

 

Precz z sygnaturkami.

Ben pokazał mu te fakty od innej perspektywy

To imho nie wybrzmiewa, a szkoda, bo sam pomysł zacny.

 

czy przy Karlu nie poszedłem po stereotypach?

Też, ale Karlowi dałeś więcej, to jest bardzo fajnie paroma kreskami zarysowana postać, która właśnie ponad ten stereotyp wychodzi :)

 

w założeniu miała być urozmaiceniem. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że zmieniając punkt widzenia, idę na łatwiznę.

Tu się wytłumaczę, o co mi chodzi z tą łatwizną. Potrzebowałeś wprowadzić pewne informacje i wprowadziłeś je bez wysiłku, po prostu zmieniając punkt widzenia. A teraz wyobraź sobie, że to wszystko nadal oglądamy oczami Paula: z początku tak jak on nie wiemy, co się dzieje, powoli zaczynamy to rozumieć, może nawet z początku nie dowierzamy, że Amanda to zrobiła. To jest trudniejsze do napisania, ale literacko byłoby ciekawsze. Tu na dodatek jak dla mnie nie zagrało to, że Paul jest punktem widzenia przez ogromną większość tekstu, więc te zmiany wyglądają właśnie jak poddanie się przez autora: nie mam pomysłu, jak pokazać pewne fabularne zwroty z punktu widzenia głównego bohatera, więc myk, zrobię zmianę perspektywy. Ale ona jest wyłącznie narrative device, ponieważ ani Amandzie, ani Benowi nie poświęcasz więcej uwagi, ich perspektywa jest wyłącznie nośnikiem informacji, najprostszym możliwym. Może gdyby dysproporcja punktów widzenia nie była taka duża, gdybyś pozostałym graczom poświęcił więcej uwagi, to nie miałabym wrażenia, że pisząc opowiadanie o Paulu i z punktu widzenia Paula nagle nie radzisz sobie z tym, że dalsze wydarzenia też powinny być przefiltrowane wyłącznie przez jego perspektywę, i wrzucasz deusexmachinowo inne punkty widzenia, żeby czytelnik wiedział, co się dzieje. A tu akurat byłoby lepiej, gdyby dłużej nie wiedział.

 

zarżnąłeś

Okej, to była trochę metafora, bo jak napisałam – podoba mi się pomysł i dbałość (na 95%) o wymyślenie szczegółów rozgrywki. Co do pochwał futurystyki, to już bym była ostrożna, bo świata nam nie pokazujesz w ogóle poza tym jednym elementem, więc światotwórstwa futurystycznego tu nie ma. Co więcej, powiedziałabym wręcz, że w ogóle nie ma poza tą grą futurystyki, bo wszystkie elementy wspomnień osób przecież raczej młodych są całkiem jak z naszej współczesnej rzeczywistości.

Przez “zarżnąłeś” miałam na myśli to, że w chwili, kiedy podajesz wprost, kto i w jaki sposób oszukuje, opowiadanie w moim osobistym odbiorze zdechło jak przekłuty balonik :( To nie jest tak, że opowiadanie przez to staje się beznadziejne i ten komentarz o piórku jest trochę nie fair. Natomiast mimo pewnych niedociągnięć, uważam, że z tego pomysłu mógł się urodzić znacznie lepszy tekst, gdyby był kompozycyjnie i fabularnie lepiej skonstruowany.

 

Czy nigdy, pod wpływem silnych emocji, nie zrobiłaś niczego, co na trzeźwo wydaje się idiotyczne?

Mnóstwo razy. Ale 1) literatura to nie życie, 2) Ben jest wysoko w rankingu tych graczy, więc nie bardzo wierzę, że zachował się tak głupio ;) To kwestia wewnętrznej logiki Twojego świata.

http://altronapoleone.home.blog

Z tym “Ben jest wysoko w rankingu tych graczy, więc nie bardzo wierzę, że zachował się tak głupio” – absolutnie się NIE zgadzam. Imo to właśnie bardzo celna obserwacja natury ludzkiej. Ben dostał szansę “łatwej wygranej” więc z niej skorzystał, nie myśląc o konsekwencjach – to jest do bólu prawdziwe. Przykład? Z powodu pandemii dużo zawodów brydżowych jest rozgrywanych online. Niedawno światkiem brydżowym wstrząsnęła wiadomość, że niezwykle utytułowany zawodnik młodego pokolenia, Mistrz Świata, żyjący z brydża, któremu sponsorzy płacili niemałe pieniądze przyznał się do oszukiwania w brydżu internetowym – bo to było łatwe (podglądał ręce kibicując sobie z drugiego konta). I na pewno nie jest jedynym, który tak zrobił. Konsekwencje? Bardzo bolesne, zarówno finansowo jak i wizerunkowo. Stracił więcej niż Ben, a jednak to zrobił.

Bella, ale mi nie chodzi o to, że postanowił skorzystać z okoliczności, tylko o to, jak to rozegrał. Był wysoko w tym całym światku gry, więc chyba byłby w stanie zastosować lepszą strategię – nie tak natychmiast pokazać przewagę, co wzbudziło podejrzenia? To wymagałoby rozbudowania tego drugiego meczu, co akurat ogólnie opowiadaniu wyszłoby na dobre, zwłaszcza gdyby pierwsze skrócić i część informacji o tym, jak to przebiega, przerzucić do tej drugiej części.

Powtarzam: dla mnie w tym tekście szwankuje głównie kompozycja i struktura opowieści, nawet nie fabuła sensu stricto.

http://altronapoleone.home.blog

Ciekawe zagadnienie. Coś jest w tym, co pisze Drakaina. Ale facet mógł nie opracować sobie strategii, bo prawdopodobieństwo, że to akurat on trafi na Paula, było za niskie, żeby inwestować w specjalne przygotowania.

Acz zgoda, że uwzględnienie tego elementu wzbogaciłoby tekst.

Babska logika rządzi!

@Drakaina, no właśnie o tym piszę – oszukujący w internecie brydżyści (bo się okazało, że to wierzchołek góry lodowej) również mogli pomyśleć czy o konsekwencjach, czy o zakamuflowaniu, żeby oszukiwanie nie było ‘oczywiste’ – ale wszystkim się wydawało, że nikt się nie zorientuje.

Bella, może to i się zdarza, ale często to, co w życiu się zdarzyło, niekoniecznie sprawdzi się jako “prawdopodobieństwo” w literaturze. Mnie to nie przekonało ;)

 

prawdopodobieństwo, że to akurat on trafi na Paula, było za niskie, żeby inwestować w specjalne przygotowania

Ja wiem, czy tu trzeba się bardzo przygotowywać? Jak już się zorientował, z kim ma do czynienia, to mógł parę innych zagrań zrobić, żeby te rzekome trafienia się rozmyły wśród innych zagrywek.

 

A tak nawiasem mówiąc, pytanie o detal do autora – tego jednego nie zrozumiałam w systemie gry: co znaczy “pozostały dwie próby”? To pada po przyznaniu punktów czyli trafieniu. Co to za próby? Ciągle zapominałam, że w tym nieźle przemyślanym systemie, na którym zasadniczo się nie potykałam, nawet jeśli są tam jakieś dziury, to jedno wydało mi się niejasne.

http://altronapoleone.home.blog

Na początku

Siedemdziesiąt jeden dla A za informację dodatkową, pozostały dwie próby.

 

później

Trzydzieści sześć dla A za informację dodatkową, pozostała jedna próba.

 

“Informacje dodatkowe” można zgadywać trzy razy :) Ale dobrze, że o to zapytałaś, bo zauważyłem, że nie dopisałem tej informacji o “jednej próbie” w pewnym miejscu.

 

Precz z sygnaturkami.

A tak nawiasem mówiąc, pytanie o detal do autora – tego jednego nie zrozumiałam w systemie gry: co znaczy “pozostały dwie próby”? To pada po przyznaniu punktów czyli trafieniu. Co to za próby? Ciągle zapominałam, że w tym nieźle przemyślanym systemie, na którym zasadniczo się nie potykałam, nawet jeśli są tam jakieś dziury, to jedno wydało mi się niejasne.

Każdy zawodnik mógł tylko trzy razy otrzymać punkty za informację dodatkową, ja tak to zrozumiałem. 

 

Niebieski, o ile zgadzam się z Drakaina, że przedstawienie różnych punktów widzenia nie było dobrym pomysłem (też zwróciłem na to uwagę, choć nie raziło mnie to w takim stopniu, co Drakaine), to bez obaw, po to wprowadzono zasadę dwóch dni, by nie nominować do piórka w porywie serca, więc wszystkie głosy jakie otrzymałeś, są w pełni zasłużone. :) 

po to wprowadzono zasadę dwóch dni, by nie nominować do piórka w porywie serca, więc wszystkie głosy jakie otrzymałeś, są w pełni zasłużone. :) 

Gekikara ma rację, Niebieski_kosmito. 

Moim skromnym zdaniem Twoje opowiadanie zasługuje na piórko.

pozdrawiam serdecznie

Przykro mi, ale nie zostałam kupiona. Przeczytałam z zainteresowaniem, ale nic ponadto. O ile sam pomysł na turniej jest ciekawy i podoba mi się motyw z przegraną zawodniczką, która chce dokonać zemsty, to całość jakoś po prostu nie chwyciła. Może dlatego, że miałam wysokie oczekiwania związane z licznymi polecajkami. Ogólnie jednak przede wszystkim siadło mi zakończenie – takie jakby napisane na szybko, bo limit się kończył. Skąd to nagłe urwanie fabuły? Czemu bohater się zabił, skoro nie przegrał, bo rozgrywka została przerwana przez podejrzenie oszustwa? Dla mnie to bez sensu, niestety.

 

„– Chcesz podejść do samej sceny, wariacie? – krzyczy, ale głos ginie w zgiełku.” – Skoro krzyczy, to brakuje wykrzyknika.

 

– Czemu nie[+.] – Paul wzruszył ramionami.

 

„– Chodziło mi o coś innego. – Przerwał na chwilę.” – Brak dookreślenia podmiotu. Ostatnim był „chłopak” wskazujący na Paula.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O, nawet nie zauważyłem, a przesłaliśmy z Gekikarą prawie ten sam komentarz w prawie tym samym momencie :)

 

Ale tak, macie rację z tymi dwoma dniami. Wcześniej nie do końca rozumiałem, po co zostały dodane, a teraz to widzę.

 

@joseheim

 

Najbardziej smuci mnie nie fakt, że “nie zostałaś kupiona”, tylko to:

Może dlatego, że miałam wysokie oczekiwania związane z licznymi polecajkami.

 

Przykro mi, że zostałaś oszukana, ale przynajmniej w tej materii mam czyste sumienie, bo sam swojego opowiadania nie polecałem.

 

Ogólnie jednak przede wszystkim siadło mi zakończenie

Again, and again…

No dobra, to dodam coś jeszcze do moich poprzednich wypowiedzi na ten temat – myślę, że gdybym nie “przyspieszył” w ten sposób, to nigdy bym opowiadania nie skończył.

 

Niesamowite, że po tylu przeczytaniach ciągle jeszcze można wyłapać błędy! Poprawione.

 

Mimo wszystko dzięki za kilka miłych słów, polecam się i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Ależ ja nie mam do nikogo pretensji, że poleca opowiadanie i oczywiście, że sam swojego nie polecałeś, a ja przeczytałam tekst z zainteresowaniem. Szkoda jednak tego zakończenia ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To bardzo dobre, dynamiczne opowiadanie, Niebieski Kosmito. Stworzyłeś ciekawy świat i widać, że dobrze się w nim czujesz. Dzięki temu utwór zyskał na wiarygodności. Jeśli zaś chodzi o treść, już mnie tak nie chwycił, ale zaraz wyjaśnię dlaczego.

Imię pierwszej dziewczyny, jako skrywana tajemnica, w ogóle trudności ze znalezieniem dziewczyny, czy też kłótnia z mamą, co wolno robić a co nie, to nie są problemy dorosłych ludzi i stąd też niewiele się u mnie zadziało w sferze emocjonalnej. To ja mówię mojemu młodemu, co mu wolno, a czego nie. :) Przyznaję, czytałem z ciekawością, ale nie przeżywałem tekstu. Wrzucasz co prawda w tekst kilka poważniejszych spraw, ale ukazujesz je oczami nastolatków, i to jest ok. Bo dobrze komponuje się jako całość. Przeczytałem też przedmowę, i wiem że przelałeś w utwór wiele emocji. Widzę to, choć nie czuję. To świetna literatura młodzieżowa, i chciałbym od razu zaznaczyć, że nie mam na myśli – gorsza. Nie dzielę tak słowa pisanego. Jest literatura dziecięca, młodzieżowa i dla dorosłych, a właściwe to dzieli się jeszcze nie wiele subkulturowych odmian, ale nie o to chodzi. Takie opowiadania jak powyższe, czy w ogóle powieść, postawiłbym okładką do przodu w empiku, właśnie na półce z literaturą młodzieżową. Ale to jednocześnie oznacza, że nie sięgnąłbym po nią. Nie jestem targetem.

Pisać umiesz, a dogodzić każdemu przecież się nie da.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

O rany, w 1/3 lektury tego opowiadania obudziła mi się podopieczna. Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie cierpiałam, że obudziła się akurat w danym momencie. Wróciłam do czytania niezwłocznie po skończeniu pracy. Gratulacje, Ziemianinie. Bawiłam się doskonale. Jedno z najlepszych opowiadań, jakie czytałam na forum w ostatnich miesiącach.

 

Na pierwszy plan wybija się oczywiście pomysł – dopracowany, wielopoziomowy, oryginalny. Świetne jest też całe światotwórstwo: tworzysz wizję przyszłości, którą łatwo kupić, a jeszcze łatwiej się w nią wkręcić. Nie jest rzeczą najłatwiejszą, by wziąć średni pomysł i świetnie go rozegrać, ale jeszcze trudniej jest wpaść na pomysł oryginalny. Powiedziałabym nawet, że zdarza się to naprawdę rzadko.

 

Na kolejne komplementy zasługują bohaterowie, których dzięki fabule mieliśmy okazję poznać naprawdę dobrze. Ze świetnym wyczuciem dodajesz retrospekcje, nie ma tu nadmiaru, każda scena jest niezbędna dla zrozumienia aktualnej sytuacji. Nikt nie jest tu rekwizytem czy imieniem bez treści. Raz jeszcze, jest to zarówno zasługa doskonale rozegranych wydarzeń w teraźniejszości, jak i wyborów, które podjąłeś, sięgając po sceny z przeszłości. Wszystko się pięknie zazębia.

 

Zakończenie mnie nie zachwyciło, ale jest to już kwestia gustu. Technicznie nie mogę tu na nic narzekać.

 

Językowo jest poprawnie, ja z tych co lubią seksapil, więc nie odnalazłam tu większej satysfakcji, ale też nie powiem złego słowa – jest poprawnie. Chwilami trochę szorstkawo, kilka akapitów można by wygładzić w redakcji, ale to już drobiazg przy całościowej ocenie tekstu.

 

To jak, Ziemianinie, myślisz, że będę pamiętać twój tekst dobrze dwudziestego listopada…? Wkrótce się przekonamy ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dżem dobry.

 

@Darcon

 

Stworzyłeś ciekawy świat i widać, że dobrze się w nim czujesz. – pytanie, czy to aby na pewno dobrze o mnie świadczy…

 

Imię pierwszej dziewczyny, jako skrywana tajemnica, w ogóle trudności ze znalezieniem dziewczyny, czy też kłótnia z mamą, co wolno robić a co nie, to nie są problemy dorosłych ludzi – takiego zarzutu jeszcze nie było, urozmaicenie zawsze w cenie.

 

No cóż, moją pierwszą linią obrony jest to, że to mogą być problemy dorosłych ludzi, o ile ci ludzie są niedojrzali.

Co zaś do „kłótni z mamą” – to nie do końca tak. Co wolno robić, a czego nie, to może nie być problem dorosłego człowieka, ale to, że syn maltretuje psychicznie innych ludzi dla korzyści majątkowych – to już może stanowić problem dla matki, niezależnie od wieku syna.

 

dogodzić każdemu przecież się nie da.

Trudno byłoby się z tym nie zgodzić.

Także pozdrawiam.

 

@kam_mod

 

Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie cierpiałam, że obudziła się akurat w danym momencie. – źródłem cierpienia jest przywiązanie, powiedział Budda, o ile się nie mylę. Czyli to chyba komplement.

 

Zakończenie mnie nie zachwyciło, ale jest to już kwestia gustu. – chyba jednak niezupełnie, bo zgłasza to ponad połowa czytających…

 

ja z tych co lubią seksapil, więc nie odnalazłam tu większej satysfakcji – a ja z tych, co zawsze musieli się zastanawiać na lekcjach polskiego, czym wypełnić dolny limit słów na wypracowanie, jeśli już opisałem wszystko, co chciałem, a tu nawet połowy wymaganego tekstu jeszcze nie ma XD „Kwiecisty” styl nigdy mi nie wychodził i nie próbuję udawać, że jest inaczej.

 

To jak, Ziemianinie, myślisz, że będę pamiętać twój tekst dobrze dwudziestego listopada…? Wkrótce się przekonamy ;)

 

Przekonamy, przekonamy ;)

 

Dzięki wam obojgu za dobre słowa, pozdrawiam cieplutko!

Precz z sygnaturkami.

takiego zarzutu jeszcze nie było

To nie był zarzut, tylko spostrzeżenie.

to mogą być problemy dorosłych ludzi, o ile ci ludzie są niedojrzali.

Słuszna uwaga, ale nie zauważyłem tego w tekście. To znaczy nikt z bohaterów biorących udział w grze i otoczce gry nie wykazywał oznak pełnej dojrzałości. I trudno to było skonfrontować. Ale też nie mówię, że tego oczekiwałem. Moje spostrzeżenia są takie, że czym bardziej rozwinięta cywilizacja i panujący dobrobyt, tym dalej przesuwa się granica (wiekowa) osiągnięcia dojrzałości. I to mi pasuje do Twojego świata. Gdybyś jednak coś szepnął pomiędzy zdaniami, pogłębił sferę psychologiczną, miło byś mnie tym połechtał. ;)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Hej,

 

bardzo dobry tekst do samej końcówki. Świetnie ukazujesz pogoń za tanią rozrywką, emocje na sprzedaż i bohatera, który dąży po trupach do celu, bo liczy się wygrywanie.

Trochę widzę tutaj nawiązań także do Igrzysk śmierci, choć pojedynek inny, ale podobny odbiór rozgrywki przez widzów, wpływ na nastroje społeczne. Z tego co pamiętam, w tamtej historii też było kilka ciosów poniżej pasa.

 

Przyczepię się na koniec (notabene) do końcówki, jak wielu pooprzedników tutaj. Za łatwo poszło. Jakieś włamanie do systemu, otwarty komunikat do wszystkich rywali Paula. No i sam mecz, dlaczego Paul tak po prostu przyjął do siebie te wykrzyczane przez rywala oskarżenia? Piszesz, że była tam jakaś wizja, która zwaliła go z nóg, ale ilustrujesz to ciągiem zdań. Pewnie był potencjał, żeby jakąś wizję stworzyć, żeby nie mówić, tylko pokazać, ale nie skorzystałeś z tego rozwiązania. Dlaczego?

No i jeszcze kuriozalne są te ostatnie zdania: “To już lepiej idź się zabij. Świat będzie lepszy bez takiego…” I co robi Paul? Ano zabija się.

 

 

W mojej opinii Twój tekst ociera się o świetność, wzbudził moje emocje, nie miałem problemu, żeby zidentyfikować się z bohaterem. Jestem zły na Ciebie, tylko i aż, za tę końcówkę!

Exit light

Witaj, BasementKey!

 

bardzo dobry tekst do samej końcówki. – dobre i tyle :)

 

Trochę widzę tutaj nawiązań także do Igrzysk śmierci

To ciekawe, że o tym mówisz. Nie myślałem świadomie o IŚ przy pisaniu, ale rzeczywiście nawiązań jest sporo – zauważyła to pewnie moja podświadomość i dlatego wpadła na taki, a nie inny, tytuł.

 

Za łatwo poszło.

Ale komu?

Raczej nie Paulowi, który się zabił. Raczej nie Benowi i Amandzie, którzy zostali zdemaskowani przez zapędy Bena. Raczej nie organizatorom Mental Wars, na których spada teraz gigantyczna fala krytyki. No i wreszcie, raczej nie mnie, bo męczyłem się z tym opowiadaniem cały rok :P

 

No i sam mecz, dlaczego Paul tak po prostu przyjął do siebie te wykrzyczane przez rywala oskarżenia? Piszesz, że była tam jakaś wizja, która zwaliła go z nóg, ale ilustrujesz to ciągiem zdań. Pewnie był potencjał, żeby jakąś wizję stworzyć, żeby nie mówić, tylko pokazać, ale nie skorzystałeś z tego rozwiązania. Dlaczego?

 

Trudno jest mi wykrzesać odpowiedź na to pytanie, tak jak i trudno zobrazować porządnie taką wizję. “Nie mówić, tylko pokazać” – niestety, to nie malunek ani film, tylko opowiadanie, więc “pokazuje” się w nim słowami, ale nawet i malunek czy film nie byłyby tu odpowiednią formą przekazu. Wizja była przekazywana bezpośrednio do mózgu Paula, bez pośrednictwa zmysłów, i tylko jako taka ukazywała swoją pełną “siłę”. Opisałem ją niedoskonałymi słowami najlepiej, jak umiałem. Tyle.

 

I co robi Paul? Ano zabija się.

Ano. Co na ten temat uważam, pisałem już kilkukrotnie, ale widzę, że moje “przekonywania” nikogo nie przekonują. Niemniej, ja i tak zdania nie zmieniam, dopóki ktoś nie udowodni mi, że jest to psychologicznie nieprawdopodobne. Ty za wielu argumentów nie używasz, a jedynie gifa “bullshit”, więc siłą rzeczy mnie to nie przekonuje.

 

Niemniej, pomimo tego “bullshitu”, i tak pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Hej,

 

przepraszam, jeżeli Cię uraziłem – podmieniłem gifa, na, mam nadzieję, mniej kontrowersyjnego. <Spogląda przez ramię, czy Arnubis nie czai się z banem.>

 

Mój komentarz był bardzo emocjonalny, bo duże emocje czułem czytając Twój tekst. Jakoś tak związałem się z głównym bohaterem i nawet nie tyle poczułem do niego sympatię, co wręcz się z nim utożsamiłem. Dlatego napisałem, że jestem zły na Ciebie, bo byłem (i to jak!). Dziś już mi trochę przeszło.

Myślę, że to nie lada wyczyn wywołać takie emocje w czytelniku, chylę czoła.

 

Końcówka pewnie jest kwestią gustu, Twoja autorska wola, żeby tak poprowadzić historią, moja czytelnicza, żeby się burzyć i nie zgadzać. Inni czytelnicy być może mają inną opinię, nie roszczę sobie pretensji do bycia wyrocznią (choć mogłem tak brzmieć, ach te emocje :/).

 

Pisząc “za łatwo poszło” miałem na myśli ten włam do systemu i poinformowanie wszystkich przeciwników o słabościach Paula. No i to, co nastąpiło potem: przegrana i samobójstwo. Patrząc na Twoją odpowiedź, wnoszę, że chciałeś przez tę końcówkę pokazać upadek tego systemu rozrywki i myślę, że ten aspekt udało Ci się całkiem nieźle ukazać.

 

Trudno jest mi wykrzesać odpowiedź na to pytanie, tak jak i trudno zobrazować porządnie taką wizję. “Nie mówić, tylko pokazać” – niestety, to nie malunek ani film, tylko opowiadanie, więc “pokazuje” się w nim słowami, ale nawet i malunek czy film nie byłyby tu odpowiednią formą przekazu. Wizja była przekazywana bezpośrednio do mózgu Paula, bez pośrednictwa zmysłów, i tylko jako taka ukazywała swoją pełną “siłę”. Opisałem ją niedoskonałymi słowami najlepiej, jak umiałem. Tyle.

Dzięki za odpowiedź. Oczywiście to nie jest łatwe, wybacz takie roszczeniowe pytanie z mojej strony. Wydaje mi się, że w tej historii postawiłeś sobie (albo czytelnik Ci postawił) bardzo wysoko poprzeczkę. Lepsza końcówka, dla mnie sprawiłaby, że byłoby to jedno z najlepszych opowiadań jakie przeczytałem w ostatnim czasie.

Ano. Co na ten temat uważam, pisałem już kilkukrotnie, ale widzę, że moje “przekonywania” nikogo nie przekonują. Niemniej, ja i tak zdania nie zmieniam, dopóki ktoś nie udowodni mi, że jest to psychologicznie nieprawdopodobne. Ty za wielu argumentów nie używasz, a jedynie gifa “bullshit”, więc siłą rzeczy mnie to nie przekonuje.

Ano, jest to pewnie kwestią interpretacji. Moja jest następująca: jeżeli matka, która nim gardzi i go wydziedziczyła nie sprawiła, że popełnił samobójstwo. Podobnie jak pamięć o ojcu, który przewraca się w grobie, pustka emocjonalna i aseksualność (brak odczuwania uczuć) oraz samotność (nie tylko dosłowna, brak towarzystwa kogoś bliskiego, ale także świadomość, że jest się innym i ktoś bliski po prostu nie istnieje na tym świecie). Jeżeli to wszystko nie sprawiło, że skończył ze sobą, to kilka zdań wykrzyczanych na turnieju, w moim przekonaniu, też by tego nie sprawiło.

Bo patrząc z drugiej strony – co go trzymało przy życiu, co nadawało sens jego egzystencji, co sugerowało, że pustka, którą czuje, brak emocji i samotność są czymś normalnym? Że matka z ojcem się mylą? Wygrywanie w Mental Wars. Bo dzięki temu wiedział, że jest inny, że jest lepszy. Startował z dołu tabeli, ale wszystkich ich dojechał, bo jest Paulem i nikt go nie pokona. W mojej interpretacji tylko jedna rzecz mogłaby zachwiać jego pewnością siebie i poczuciem własnej wartości – przegrana. Ale przecież nie przegrał.

 

Jeszcze chciałbym się z Tobą podzielić pomysłem na zmienione zakończenie. Nie jest to sugestia do Ciebie, żebyś je zmienił, wymyśliłem je, bo bardzo chciałem, żeby ta historia inaczej się skończyła ;) Pomysł jest następujący: przerwanie meczu i załamanie Paula, jest iluzją, którą ten stworzył, żeby pokonać przeciwnika. Przeciwnik jest zszokowany reakcją Paula i wyjściem na jaw jego nieuczciwości, podnosi się z fotela. Paul wygrywa i ostatecznie zostaje mistrzem Mental Wars. Dalej, pewnie można by podbić to wszystko, o czym pisałem wcześniej, że wygrana to tylko dowód na to, że Paul na zawsze będzie samotny, że nie ma nikogo bliskiego, że niczego nie czuje i pewnie nie poczuje. Wtedy, po tych wszystkich wygranych, kiedy zostaje mistrzem, kiedy już nie ma z kim wygrać, bo wszystkich pokonał, mógłby popełnić samobójstwo.

 

Sorki, że tak się rozpisałem. Dzięki za stworzenie tego tekstu, bo jest naprawdę niezwykły. Powodzenia w walce o piórko!

 

Pozdrawiam!

 

 

 

Exit light

Świetny tekst.

Po pierwsze jest niezwykle miodny. Czyta się płynnie i wyjątkowo szybko, nie ma żadnych zgrzytów.

Po drugie pomysł jest naprawdę dobry. Ludzie zawsze uwielbiali podglądać innych, patrzyć jak innym się źle dzieje, jak coś się komuś nie udaje. Więc takie zawody lub jakaś ich odmiana wydaje się tylko kwestią czasu. Przecież tutaj są same “fajne” i "medialne" rzeczy: wyciąganie brudów, poniżanie przeciwnika, odkrywanie najgłębszych tajemnic. W sam raz, żeby to puścić w czasie o największej oglądalności, oby tylko znaleźć dobry moment, na wrzucenie reklam. 

(Pomyślałem sobie nawet, że to mogłoby pasować do tamtego świata, gdybyś to wrzucił w opowiadanie. Np. jakaś kolorowa reklama leku na depresję i nerwicę w przerwie, albo przed zawodami.)

Po trzecie umiejętnie wplatasz te wątki obyczajowo-psychologiczne. To nadaje ludzki charakter tej historii i pokazuje wpływ jaki mogą mieć te zawody na psychikę uczestników.

Po czwarte bohater. I pierwsza kwestia to ten ciekawy zabieg, że bohater jest coraz bardziej antypatyczny, a my dalej mu kibicujemy nawet kiedy bardziej poznajemy jego niezbyt szlachetną osobowość. Może trochę z rozpędu, ale jednak. 

Ponadto dla mnie jest też postacią tragiczną. W pewnym sensie to ofiara czasów w których się znalazł. Bo nie jest to oczywiście miły gość ani człowiek z którym chciałbym się kolegować. Ale jest też zagubiony, odrzucony, próbuje coś udowodnić innym, ale przede wszystkim sobie. Może też w dużej mierze sam jest sobie winny, ale nie zmienia to faktu, że nie czuje się sam ze sobą dobrze (chce mu się wyć, nie może zasnąć po jednym z zawodów etc.).

A że używa brzydkich chwytów, jasne zgadzam się. Tylko kto z tych uczestników tego nie robi? Przecież na tych zawodach wszyscy wiedzą na co się piszą, a już z pewnością ci których opisałeś, którzy są wysoko w rankingu. I z pewnością też mają niejedno na sumieniu. Więc jasne, bohater i ci z którymi walczy to w jakimś stopniu bohaterowie negatywni (nawet jeśli niektórzy mają dobre powody by brać w tym udział), ale to dalej ludzie, na których to wszystko wpływa.

To chyba tyle, gratuluję tekstu.

Powodzenia w walce o piórko!

Boże, ile już tych komentarzy…

 

@BasementKey

 

przepraszam, jeżeli Cię uraziłem – podmieniłem gifa, na, mam nadzieję, mniej kontrowersyjnego. <Spogląda przez ramię, czy Arnubis nie czai się z banem.>

 

Nie gniewam się :) <Odwołuje Arnubisa i eskadrę antyterrorystów.>

 

Mój komentarz był bardzo emocjonalny, bo duże emocje czułem czytając Twój tekst. Jakoś tak związałem się z głównym bohaterem i nawet nie tyle poczułem do niego sympatię, co wręcz się z nim utożsamiłem. Dlatego napisałem, że jestem zły na Ciebie, bo byłem (i to jak!). Dziś już mi trochę przeszło.

Myślę, że to nie lada wyczyn wywołać takie emocje w czytelniku, chylę czoła.

 

Cały ten tekst to taki trochę eksperyment psychologiczny na was wszystkich – i widzę, że działa nieźle. Wszyscy są albo zachwyceni, albo zdenerwowani, ale wywoływanie gwałtownych emocji to coś, na co liczyłem, pisząc Igrzyska.

 

Jeżeli to wszystko nie sprawiło, że skończył ze sobą, to kilka zdań wykrzyczanych na turnieju, w moim przekonaniu, też by tego nie sprawiło.

 

To ja powtórzę moją interpretację, którą przedstawiłem wyżej:

 

To wszystko tkwiło zapewne w podświadomości Paula, ale nie dopuszczał on tych myśli do wypłynięcia „na wierzch”, ponieważ się „otorbił”. W poprzednich meczach też się nie zdarzyło, by ktoś pokazał mu to wszystko w aż tak brutalny sposób, bo nikt wcześniej nie miał takiej przewagi punktowej, jaką zdobył Ben dzięki oszustwu.

 

Niemniej muszę przyznać, że Twój pomysł na zakończenie jest niezły… szkoda, że nie byłeś moim betującym. Tylko że wtedy musiałbym Cię uznać za współautora, a z kolei mnie się nie podoba! <zazdrośnie łypię na innych, czyhających na mój dobytek>

 

@Edward Pitowski

 

Świetny tekst. – to świetnie :)

 

Pomyślałem sobie nawet, że to mogłoby pasować do tamtego świata, gdybyś to wrzucił w opowiadanie. Np. jakaś kolorowa reklama leku na depresję i nerwicę w przerwie, albo przed zawodami.

 

Kolejny genialny pomysł! Kurde, aż się zastanawiam, czy nie zacząć pisać jakiejś kontynuacji, gdzie bym Wasze sugestie uwzględnił…

To prawda, że Paul jest w tym tekście najważniejszy. Sama gra jest oczywiście ważna, i poświęciłem jej wymyślaniu mnóstwo czasu, ale jeszcze więcej poświęciłem głównemu bohaterowi i jego psychice. Miło mi, kiedy widzę takie zdania, jak np. to:

Bo nie jest to oczywiście miły gość ani człowiek z którym chciałbym się kolegować. Ale jest też zagubiony, odrzucony, próbuje coś udowodnić innym, ale przede wszystkim sobie.

 

No i wreszcie coś, o czym wspomnieliście obaj, czyli:

Powodzenia w walce o piórko!

 

Ja tam o piórko nie walczę, bo to oznaczałoby chyba, że próbuję jakoś wpłynąć na decyzje Lożan… jak dostanę, to fajnie, a jak nie, to trudno :) Walki nijakiej nie będzie.

Precz z sygnaturkami.

Niemniej muszę przyznać, że Twój pomysł na zakończenie jest niezły… szkoda, że nie byłeś moim betującym. Tylko że wtedy musiałbym Cię uznać za współautora, a z kolei mnie się nie podoba! <zazdrośnie łypię na innych, czyhających na mój dobytek>

Dzięki. Jeżeli chcesz wykorzystać – proszę bardzo. Polecam się w przyszłości do bet ;)

Exit light

Znalazłem fajnego gifa, dla życzenia powodzenia w rywalizacji o piórko i sympatię Lożan. Powodzenia man!

 

 

 

Exit light

Hunger-Games-Club Blog | DeviantArt

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka