- Opowiadanie: Bolly - Coś wspaniałego

Coś wspaniałego

Tekst miał pójść na empikowy konkurs na szorta fantasy, ale nie zdążyłem ukończyć go w terminie, no i odrobinę wyszedłem poza limit znaków. Zdaję sobie sprawę, że – wbrew tytułowi – nie jest to bynajmniej nic wspaniałego, ale chyba daje się czytać bez zażenowania.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Coś wspaniałego

To prawda, że stłukł miskę, ale przecież nie zrobił tego specjalnie. Nie wiedział, jak i kiedy wypadła mu z osłabionych ciężką pracą rąk i rozprysła się na kawałki. To nie był powód, by pochwyciwszy go za włosy, wyrzucić na trzaskający mróz odzianego jedynie w zgrzebne łachmany niedające żadnej ochrony przed wiatrem i chłodem. Na próżno łomotał w drzwi, płakał i prosił, na próżno obiecywał, że się poprawi. Serca rodziców pozostały twarde jak zmarznięta ziemia pod jego bosymi stopami.

Dygocąc na całym ciele, zwinął się w kłębek na progu. Zimno przeszywało go do szpiku kości, lecz, o dziwo, z czasem zobojętniał na nie. Ani się spostrzegł, jak przestał czuć cokolwiek i zaczęła go ogarniać przemożna senność. Przyszło mu na myśl, że powinien przespać się w stodole, na sianie, wciąż jednak tliła się w nim nadzieja, że matka i ojciec litościwie wpuszczą go do izby, przyjemnie rozgrzanej buchającym na kominku ogniem. Na pewno w końcu to zrobią, na pewno przebaczą mu i wpuszczą go do środka…

Trwał tak bez ruchu w gęstniejących ciemnościach, aż zasnął, a w tym śnie odszedł – niezauważalnie, cicho i bez skargi.

Drogą nadchodziła właśnie Noc w granatowym płaszczu skrzącym się od gwiazd, w kapturze nasuniętym na czoło. Krocząc przez wieś, z daleka już dostrzegła drobny, ciemny kształt skulony na progu jednej z chałup i domyśliła się, z czym ma do czynienia. Z żalem pochyliła się nad chłopcem, rozgarnęła białymi palcami jego kędzierzawe włosy i uroniła kilka łez na wynędzniałą, obsypaną piegami twarzyczkę, stężałą w wyrazie nieziemskiego spokoju. Obrzuciwszy przelotnym spojrzeniem drzwi domu, z gniewem pomyślała o jego mieszkańcach, zasługujących na karę za ten haniebny, zbrodniczy postępek, za ten gwałt przeciwko odwiecznym prawom natury. Od wymierzenia złym ludziom sprawiedliwości ważniejsze było jednak naprawienie zła, które wyrządzili.

Ponownie popatrzyła na zimne, zesztywniałe ciałko spoczywające u jej stóp. Wskrzesić chłopca nie leżało, rzecz jasna, w jej mocy, lecz wciąż wiele mogła dla niego zrobić – jeśli tylko nie było za późno…

Wytężyła wzrok w poszukiwaniu tego, co niewidzialne dla śmiertelników, i już po chwili ujrzała unoszące się nad dzieckiem wątłe, białe światełko, drobniejsze niż najdrobniejszy robaczek świętojański, błądzące bezradnie tam i z powrotem. Szepcząc uspokajające słowa, zbliżyła do światełka koniec swojej różdżki, a ono momentalnie przylgnęło do niej i zabłysło z nową siłą. Wydawało się, że w jego wnętrzu uwięzione jest coś żywego – maleńka, utkana z błękitnego ognia postać.

„Już dobrze, mój mały. Jesteś bezpieczny. Nie będziesz się tułał sam jeden po świecie, nie owładnie cię zło, nie staniesz się mściwym widmem ani błędnym ognikiem zwodzącym wędrowców na moczarach. Ja sprawię, że zmienisz się w coś pięknego. Coś wspaniałego”.

Niosąc troskliwie tę ostatnią iskierkę zgasłego życia, Noc skierowała swe kroki do najbliższego lasu. Tam odszukała drzewo, którego kwiaty otwierały się o zmroku, a zamykały nad ranem. O tej porze roku było ono nagie, ale nie miało to znaczenia. Koniec różdżki przytknęła ostrożnie do jednej z gałęzi, a wówczas uczepione go światełko zniknęło w nagłym rozbłysku, zaś w jego miejsce na gałązce pojawił się okryty sztywnymi łuskami pączek.

– Śpij teraz, dziecino – wyszeptała Noc – a na wiosnę zbudź się do nowego życia.

To mówiąc, odeszła, powiewając gwiaździstym płaszczem.

 

*

 

Gdy w majowym zmierzchu rozchyliły się po raz pierwszy aksamitne płatki jego kwietnego schronienia, przebudził się z dręczącego snu, w którym otaczały go zimno i ciemność. Zimno, okrutne i bezlitosne, napawało go lękiem, ale ciemność była dobra i kochająca, i wcale nie taka ciemna, gdyż rozjaśniał ją, jak i teraz, migotliwy blask gwiazd.

Ze zdziwieniem stwierdził, że sam także jarzy się cały łagodną, osnuwającą go niczym zwiewna szatka błękitną poświatą. Oglądając i badając dotykiem swe filigranowe ciałko, odkrył na czole parę giętkich czułków, a na plecach przezroczyste skrzydełka, krótkie, miękkie i zmięte jak u motyla, który dopiero co wyszedł z poczwarki, jednak z wolna prostujące się i nabierające sprężystości. Gdy tylko osiągnęły właściwą długość i sztywność, postanowił wprawić je w ruch, ostrożnie, na próbę, lecz wbrew jego obawom okazały się silne i rozmywszy się w świetliste smugi, bez trudu uniosły go w powietrze, wydając przy tym donośny furkot. Ogarnięty nagłą euforią, wzbił się wysoko ponad korony drzew, pod rozgwieżdżone niebo, upajając się wolnością, jaką dawał mu ten nocny lot.

„To jest coś pięknego! – radował się w duchu, wykonując na tle Drogi Mlecznej najwymyślniejsze akrobatyczne figury. – Coś wspaniałego!”

Nie miał pojęcia, kim jest i skąd się wziął, ale czuł, że gdzieś tam jest więcej podobnych mu istot i wiedział, jak je odnaleźć. Razem z nimi wiódł będzie życie bez trosk i smutków, odkryje sekrety otaczającego świata i przeżyje wiele niesamowitych przygód. „To twoje prawo, którego nikt ci nie odbierze, i przeznaczenie, którego nikt nie odmieni” – szeptał słodko brzmiący, matczyny głos w jego głowie, a on wierzył mu bez zastrzeżeń.

Ostatnie mgliste, niewyraźne wspomnienie strasznego snu o zimnie zatarło się w jego pamięci. Pozostał tylko przyjemny chłód wiosennej nocy i roje gwiazd mrugających do niego wesoło.

Koniec

Komentarze

Ciekawy szort, w pierwszej części odrobinę melancholijny i poetycki, a w drugiej niepokojący i pozostawiający czytelnika z kilkoma pytaniami. W co zmienił się bohater, jak wyglądał i w jakim świecie się znalazł itp.

A odnośnie tego empikowego konkursu to kojarzysz czy były gdzieś jego wyniki?

Cześć, Bolly!

Mocno melancholijna ta historia, a rodzice wredniejsi od macochy Kopciuszka, ale w baśniach tak już bywa. Druga część o nowym życiu chłopca zdecydowanie bardziej mi podeszła, bo przemienienie bohatera w świetlika czy też pszczółkę (czy może był to inny robaczek?) jest niesamowicie fajnym pomysłem na odwrócenie jego losu. 

W kwestii konkursu podbijam za Belhajem, bo a nuż ktoś wpadł na właściwego linka i się nie chwali.

Pozdrawiam

Przykro mi, ale nie umiem ocenić szorta, bo nie znam założeń konkursu, na który był pisany, a w dodatku nie zrozumiałam, co miałeś nadzieję opowiedzieć. Bo chyba nie chodzi o to, że lepiej umrzeć na mrozie, niż żyć ze złymi rodzicami.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej,

 

ładna historia, płynnie napisana. Co do przesłania, zawsze mam problem, kiedy historia dotyka jestestwa, tożsamości bohatera. No bo z jednej strony chłopak zamienił się w piękny kwiat, motyla, nimfę, czy czym tam się stał, ale z drugiej strony zapomniał o swojej wcześniejszej egzystencji. Dla mnie pamięć jest ważna.

Tak czy inaczej – podoba mi się, zgłaszam do biblio.

 

Jeszcze kilka drobiazgów:

 

buchającym na kominku ogniem.

A nie “w kominku”?

 

drobniejsze niż najdrobniejszy robaczek świętojański,

Hmmm, czy światło może być drobne? Wydaje mi się, że nie, raczej nikłe, słabe…

 

maleńka, utkana z błękitnego ognia[+,] postać.

Exit light

Hmm. Całość rzeczywiście jest bajkowa, zarówno w stylu, jak i wydźwięku. Styl zdaje się kierowany raczej do młodszego czytelnika. Pomysł z personifikacją Nocy fajny, napisane też przyjemnie – w ramach konwencji, bo jednak to nie moje gusta.

Bo chyba nie chodzi o to, że lepiej umrzeć na mrozie, niż żyć ze złymi rodzicami.

Ależ w warstwie fabularnej to trochę wariacja Dziewczynki z zapałkami. Dziecko umiera na mrozie, ale anieli zabierają je do nieba/Noc przemienia w pączek drzewa (rym niezamierzony). A jednak trudno powiedzieć, aby przesłaniem baśni Andersena było to, że lepiej umrzeć na mrozie, niż sprzedawać zapałki. :P

I kolejny, melancholijny szort, jaki pojawił się na NF w ostatnich dniach :) Ładnie napisane, momentami poetycko, ale bez przesady. Jak napisała Silva, personifikacja Nocy ciekawa, choć na początku zdawała mi się być elementem, który nie pasuje. Ale jednak pasuje. Podobałosie, chociaż też daleko od moich klimatów :)

Garść subiektywnych uwag:

 

Dygocąc na całym ciele, zwinął się w kłębek na progu.

Usunąłbym.

 

Drogą nadchodziła właśnie Noc w granatowym płaszczu skrzącym się od gwiazd, w kapturze nasuniętym na czoło.

Nie wiem, czy nie byłoby lepiej: z kapturem nasuniętym na czoło.

 

O tej porze roku było ono nagie, ale nie miało to znaczenia.

Usunąłbym, bo wiemy, że o drzewo chodzi.

 

Gdy tylko osiągnęły właściwą długość i sztywność, postanowił wprawić je w ruch, ostrożnie, na próbę, lecz wbrew jego obawom okazały się silne i rozmywszy się w świetliste smugi, bez trudu uniosły go w powietrze, wydając przy tym donośny furkot.

A to rozbiłbym na dwa zdania.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Dziękuję za wszystkie komentarze.

 

W co zmienił się bohater, jak wyglądał

przemienienie bohatera w świetlika czy też pszczółkę (czy może był to inny robaczek?)

chłopak zamienił się w piękny kwiat, motyla, nimfę, czy czym tam się stał

Gwoli ścisłości, chłopiec zamienił się w takie coś:

 

Przeważnie mówi się na to “wróżka” lub “elf” (ang. fairy/pixie), ja nazywam toto różnie – pixem, elfikiem, kwiatowym duszkiem. Trochę zamieszania wprowadziły pewnie te owadzie czułki.

 

Przykro mi, ale nie umiem ocenić szorta, bo nie znam założeń konkursu, na który był pisany

Nie było żadnych założeń – ot, należało napisać szorta fantasy na nie więcej niż 5000 znaków (parę osób pytało w komentarzach na fejsie, czy ze spacjami, czy bez, ale organizatorzy koniec końców chyba tego nie doprecyzowali). Gdy dowiedziałem się o konkursie, opowiadanie miałem już rozpoczęte i pomyślałem, że w te kilka dni zdążę je ukończyć i wysłać, ale wolałem posiedzieć nad nim nieco dłużej i je doszlifować, niż oddawać niedoróbkę.

 

a w dodatku nie zrozumiałam, co miałeś nadzieję opowiedzieć

Jak by to powiedzieć… Jakoś mnie to nie dziwi. ;-D

 

A odnośnie tego empikowego konkursu to kojarzysz czy były gdzieś jego wyniki?

W kwestii konkursu podbijam za Belhajem, bo a nuż ktoś wpadł na właściwego linka i się nie chwali.

Nie wiem, nie śledziłem.

 

buchającym na kominku ogniem.

A nie “w kominku”?

Można pisać i tak, i tak. Ja jestem przyzwyczajony do tej pierwszej wersji.

 

Drogą nadchodziła właśnie Noc w granatowym płaszczu skrzącym się od gwiazd, w kapturze nasuniętym na czoło.

Nie wiem, czy nie byłoby lepiej: z kapturem nasuniętym na czoło.

Jak wyżej.

 

drobniejsze niż najdrobniejszy robaczek świętojański,

Hmmm, czy światło może być drobne? Wydaje mi się, że nie, raczej nikłe, słabe…

Jeśli przez “światło” rozumiemy “punkt świetlny”, to jak najbardziej może. Widoczny w mroku robaczek świętojański jest przecież mniejszy niż płonąca zapałka, a zapałka z kolei mniejsza od zapalonej lampy.

 

maleńka, utkana z błękitnego ognia[+,] postać.

Broń Boże! Nie powinno być tutaj przecinka.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Bardzo piękna i miła historia. Bardzo piękne obrazy. Pomimo tego, że chłopiec zmarł, w historii nie ma nic negatywnego ani smutnego. Kończy się pozytywną nutą. Widzę tutaj ten pomysł: nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji będzie wyjście i będzie coś dobrego.

Pozdrawiam!

Ładnie i z klimatem. Niestety do pełnej satysfakcji brakuje mi tu jakiejś mocniejszej puenty. 

Okrutni to rodzice tak traktujący dziecko, które zaledwie rozbiło miskę. Ale wiem, że w wiekach średnich i nieco późniejszych (czyli najbliższych realiami tradycyjnej fantasy) dzieci traktowano surowo, rzeczywistość nie rozpieszczała małoletnich, a miski były cenny sprzętem w biednej chałupie. Nawet współcześnie (polecam uwadze „Chrobot” Tomka Michniewicza) są na Ziemi liczne miejsca, gdzie dzieci wychowuje się surowo i bez obcyndalania, aby nauczyły się sztuki przetrwania w bezlitosnym świecie.

Po tak okrutnym wstępie dowiadujemy się jednak, że czytamy bajkę (najpierw myślimy, że bajkę, potem, że bajkę z czarami Nocy, a na końcu, w komentarzach dowiadujemy się, że to bajka fantasy, bo występują w niej elfy), w której nie wszystko stracone, a zmarły chłopczyk może jeszcze wiele przeżyć pod postacią insekta. A właściwie elfa, czy pixie, jak nas przekonuje w Autor, bo po lekturze mamy wrażenie, że chodziło o coś bardziej paskudnego ze skrzydłami i czułkami (i tutaj pomyślałem: jaka wredna ta Noc, wpakowała chłopca w ciało np. jętki jednodniówki i tyle sobie pożyje biedaczyna, a już miałem nadzieję, że zrobi z niego gwiazdę na niebie) .

To nie jednak niejedyny zgrzycik, jaki zauważyłem w fabule. Otóż wcześniej pojawia się w niej Noc, w płaszczu i z …. różdżką. Personifikacja Nocy mi nie przeszkadza, wszak to bajka, Noc ma nawet stosowny płaszcz z gwiazdami. Ale ta różdżka? Hmm to jakby nieco naciągane, bo okazuje się ta Noc wróżką jakąś lub czarodziejką, zamiast być sobą, czyli Nocą z Mocą. Oczywiście to tylko moje odczucia, wszak (to Twoja) bajka rządzi się swoimi (Twoimi) prawami. Licentia poetica.

À propos poetica. Poetycka to trochę opowiastka w warstwie stylistycznej, napisana nawet ładnym językiem i zapewne skierowana do małych dzieci, a nie starych zgrzybiałych marasów. Dlatego nie wzruszyła, nie obeszła i nie zaskoczyła, bo i obowiązkowego dla bajki morału tutaj nie ma za bardzo (bo przecież nie mają racji przedmówcy, że ów morał brzmi: nie martw się dziecino, nawet jak cię rodzice wystawią za drzwi na pewną śmierć z zimna, to zawsze możesz liczyć na czarodziejską Noc, która zamieni cię w insekta, sorry, elfika i przeżyjesz jeszcze mnóstwo przygód).

W sumie historyjka prowadzi nas od punktu a do punktu b i zostawia bez wspomnianego morału i puenty. Chłopiec stracił rodzinę (wyrodną) i życie, ale nic z tego nie zapamięta, więc nie ma się czym przejmować (?). Grozę budzi tylko wizja, jaka majaczy gdzieś za bajkowymi dekoracjami – a co jeśli tak właśnie, w tym bajkowym świecie, powstają wszystkie elfiki i duszki kwiatowe? Horror. 

Klika dam, przede wszystkim za dobre wykonanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Okrutni to rodzice tak traktujący dziecko, które zaledwie rozbiło miskę.

A co się mają patyczkować, jak w chałupie jeszcze pięcioro takich, i to silniejszych, lepiej nadających się do pracy w obejściu.

 

Po tak okrutnym wstępie dowiadujemy się jednak, że czytamy bajkę

Baśń, jeśli już. Choć przyznam szczerze, że ten tekst nie był na nią świadomie stylizowany. Jestem właśnie w trakcie pisania bardziej “klasycznej” baśni, z morałem i w ogóle, i raczej nie umieściłbym z nią tego szorta w jednym zbiorze.

 

najpierw myślimy, że bajkę, potem, że bajkę z czarami Nocy

A to czary Nocy już nie mieszczą się w ramach gatunkowych bajki/baśni?

 

a na końcu, w komentarzach dowiadujemy się, że to bajka fantasy, bo występują w niej elfy

Nie bardzo rozumiem, czym miałaby być “bajka fantasy”. Ogólnie rzecz biorąc, granica między baśnią (jeśli nie ludową, to przynajmniej literacką) a fantasy jest dość płynna. Elfy, wróżki, krasnoludki i takie tam spotyka się i w baśniach, i w Epickich Sagach Fantasy (TM). Baśniowy jest tutaj nieokreślony czas i miejsce akcji, ale ja z reguły ograniczam światotworzenie do minimum. Bo czy to by coś zmieniło, gdybym napisał, że rzecz dzieje się w krainie Tghoygnjkouhnaum, nad wypływającą z gór Bhmkopagyun rzeką Uiopjhysalkopmą, za panowania króla Erghjoomnhahnomana, syna Rthnjhjkuma itd.?

 

a już miałem nadzieję, że zrobi z niego gwiazdę na niebie

Jako gwiazda chłopiec mógłby sobie tylko być i mrugać. A jako elfik ma wreszcie szansę robić to, co szczęśliwe dziecko w jego wieku robić powinno, a czego w poprzednim życiu perfidnie mu zabraniano. Na tym właśnie polega naprawienie wyrządzonego mu zła.

 

To nie jednak niejedyny zgrzycik, jaki zauważyłem w fabule. Otóż wcześniej pojawia się w niej Noc, w płaszczu i z …. różdżką. Personifikacja Nocy mi nie przeszkadza, wszak to bajka, Noc ma nawet stosowny płaszcz z gwiazdami. Ale ta różdżka? Hmm to jakby nieco naciągane, bo okazuje się ta Noc wróżką jakąś lub czarodziejką, zamiast być sobą, czyli Nocą z Mocą. Oczywiście to tylko moje odczucia, wszak (to Twoja) bajka rządzi się swoimi (Twoimi) prawami. Licentia poetica.

Ot, taką miałem wizję – idącej drogą kobiety w gwiaździstym płaszczu z kapturem, podpierającej się różdżką. Jakie może ta różdżka mieć zastosowania, poza robieniem za środek transportu dla duszy zmarłego chłopca, pozostawiam wyobraźni czytelnika.

 

À propos poetica. Poetycka to trochę opowiastka w warstwie stylistycznej, napisana nawet ładnym językiem

Dziękuję.

 

obowiązkowego dla bajki morału tutaj nie ma za bardzo

W sumie historyjka prowadzi nas od punktu a do punktu b i zostawia bez wspomnianego morału i puenty.

Ten szort nie miał niczego uczyć, miał być po prostu nastrojową, rzewną opowiastką z otwartym, słodko-gorzkim zakończeniem. Gdyby kazano mi streścić jej przesłanie, brzmiałoby ono: “Są na świecie źli ludzie i są dzieci, które cierpią. Niektórzy wierzą, że śmierć to nie koniec, że istnieje życie po życiu, które może wynagrodzić cierpienie na ziemi. Chcesz, to wierz”.

 

Grozę budzi tylko wizja, jaka majaczy gdzieś za bajkowymi dekoracjami – a co jeśli tak właśnie, w tym bajkowym świecie, powstają wszystkie elfiki i duszki kwiatowe? Horror.

Bingo. Zamysł był taki, że kwiatowe duszki to dusze dzieci zmarłych gwałtowną śmiercią, które miały to szczęście, że zaopiekowała się nimi Noc. Te, które tego szczęścia nie miały i nie odnalazły drogi w zaświaty, łatwo dają się owładnąć złu i kończą jako widma, błędne ogniki lub inne zmory, mszczące się na całej ludzkości za swoje krzywdy. Bynajmniej nie jest więc tak, że…

zawsze możesz liczyć na czarodziejską Noc, która zamieni cię w insekta, sorry, elfika i przeżyjesz jeszcze mnóstwo przygód).

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Po tak okrutnym wstępie dowiadujemy się jednak, że czytamy bajkę

 

Baśń, jeśli już. Choć przyznam szczerze, że ten tekst nie był na nią świadomie stylizowany. Jestem właśnie w trakcie pisania bardziej “klasycznej” baśni, z morałem i w ogóle, i raczej nie umieściłbym z nią tego szorta w jednym zbiorze.

Może i tak, ale jak dla mnie jest tutaj za mało cech baśni jak na baśń, a jak na bajkę, to brakuje właśnie wyraźnego morału. Znam też definicje baśni jako bajko magicznej, ale wszak baśń też zazwyczaj zawiera jakieś prawdy moralne (najczęściej ludowe), a u ciebie z tym krucho. Co do bajki i bajki fantasy – bajką jest na przykład historyjka o kocie Filemonie, a w bajce, którą pozwoliłem sobie nazwać bajką fantasy, mamy magiczne istotu z folkloru czy mitologii, jak na przykład elfy czy pixie. I zauważ, że u Ciebie występuje zarówno postać klasycznie, pojawiające się w takich źródłach (duszek/elf/pixie – chociaż naprawdę o tym, że nie chodzi o robala jakiegoś latającego , dowiedziałem, się dopiero z Twojego koemantarza) jak i całkiem wymyślona przez Ciebie i nieklasyczna w gatunkach epiki ludowej Noc w płaszczu w gwiazdy i z różdżką. 

Jeśli więc ten szort miał być zaledwie “po prostu nastrojową, rzewną opowiastką z otwartym, słodko-gorzkim zakończeniem” to oferuje niewiele, jeszcze mniej niż czytelnik oczekiwał. Gdybyś go zaopatrzył w morał byłoby znacznie ciekawiej.

A co do zamieszczonego przez Ciebie “przesłania.” Nie tylko ja widzę tutaj nieco inne przesłanie i trochę ono zgrzyta. Chyba najlepiej ujęła je Reg. Z kolei twierdzenie, że “Zamysł był taki, że kwiatowe duszki to dusze dzieci zmarłych gwałtowną śmiercią, które miały to szczęście, że zaopiekowała się nimi Noc. Te, które tego szczęścia nie miały i nie odnalazły drogi w zaświaty, łatwo dają się owładnąć złu i kończą jako widma, błędne ogniki lub inne zmory, mszczące się na całej ludzkości za swoje krzywdy” jest nieco życzeniowe, bo tego wszystkiego w tekście zwyczajnie nie ma, a ja sobie tylko konfabulowałem jakieś ukryte podszyte grozą tło nieco na siłę…

Po przeczytaniu spalić monitor.

o tym, że nie chodzi o robala jakiegoś latającego , dowiedziałem, się dopiero z Twojego koemantarza

To rzeczywiście problem, mający pewnie swoje źródło w tym, że po raz pierwszy próbowałem bardziej oszczędnej, mniej dosłownej, nieco onirycznej narracji. Zwykle wykładam wszystko kawa na ławę i unikam niedomówień. Sądziłem, że ta szatka z błękitnej poświaty da dość jasno do zrozumienia, że chodzi o magiczne stworzenie (BTW, w pierwotnej wersji była wzmianka o tym, że poza tym elfik jest nagi, ale jeden z beta-czytelników uznał, że brzmi to trochę perwersyjnie, dlatego dokonałem w tym fragmencie pewnych zmian). No i gdyby to był owad, pewnie wspomniałbym coś o sześciu kończynach.

 

Z kolei twierdzenie, że “Zamysł był taki, że kwiatowe duszki to dusze dzieci zmarłych gwałtowną śmiercią, które miały to szczęście, że zaopiekowała się nimi Noc. Te, które tego szczęścia nie miały i nie odnalazły drogi w zaświaty, łatwo dają się owładnąć złu i kończą jako widma, błędne ogniki lub inne zmory, mszczące się na całej ludzkości za swoje krzywdy” jest nieco życzeniowe, bo tego wszystkiego w tekście zwyczajnie nie ma, a ja sobie tylko konfabulowałem jakieś ukryte podszyte grozą tło nieco na siłę…

Jest ten oto ustęp: „Już dobrze, mój mały. Jesteś bezpieczny. Nie będziesz się tułał sam jeden po świecie, nie owładnie cię zło, nie staniesz się mściwym widmem ani błędnym ognikiem zwodzącym wędrowców na moczarach. Ja sprawię, że zmienisz się w coś pięknego. Coś wspaniałego”, a poza tym wspominam, że na świecie jest więcej kwiatowych duszków, nie podając zarazem żadnych alternatywnych sposobów ich powstawania. Zgodzę się, że to trochę mało, zauważ jednak, że mimo wszystko z powodzeniem dopowiedziałeś sobie to, czego brakuje. Nawiasem mówiąc, dlaczego to tło miałoby być “podszyte grozą”? Czy to nie budujące, że chociaż część tragicznie zmarłych dzieci ma szansę na drugie, beztroskie życie w postaci elfów?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Nieźle napisane, melancholijne, ale nie bardzo wiem, co chciałeś tym tekstem przekazać. Mocno kojarzy mi się z Dziewczynką z zapałkami, a to bajka, której wyjątkowo nie lubię. Taki uspokajacz sumień. Dziecku źle się działo, miało wrednych rodziców, albo nie miało wcale, albo jeszcze coś tam, ale za to po śmierci będzie mu dobrze.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ładne, poetyckie, jednakże w moim odczuciu bardzo smutne, bo… Sama nie wiem, ukojenie po śmierci, może… Hm, może czasem lepiej się pożegnać z naszym ziemskim życiem :) Tak czy inaczej, poruszający tekst, moim zdaniem, jak najbardziej zasługujący na bibliotekę :)

Klikam.

Krótkie, przyjemne do czytania. Urocza, choć smutna z początku bajka z morałem. Mścić jest prosto, ale nie pomoże to tym, którzy zostali skrzywdzeni, dlatego jest ważniejsze naprawienie tych krzywd. Parę drobnych błędów, których nie zauważyłem, gdyby nie wcześniejsze komentarze nie przeszkodziły mi w odbiorze tekstu. Można ją czytać starszym dzieciom. 

Ostatnio się tak czułem po zjedzeniu paczki karmelowych ciągutek… ;)

No cóż, mamy tutaj nieswoistą grę na emocjach opartą na smutnym losie dziecka. Tak określiłbym wymowę tekstu. Niestety emocje, które autor próbuje zaoferować czytelnikowi bez sensownego ukierunkowania, zawsze będą zdawać się puste… żeby nie powiedzieć zmarnowane.

Gdyby tylko nadać temu sens, wdrukować morał….

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny :)

Wzruszające i napisane ładnym językiem. Naprawdę mi się podobało. Pozdrawiam

Hmmm. Mnie też zabrakło jakiegoś morału albo ukarania złych.

A tak właściwie… Jeśli Noc zamienia chłopca w elfika, nie pozwalając mu zostać mściwym widmem, to tak naprawdę ratuje tyłki rodzicom i całej wiosce.

Ale napisane ładnie.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka