- Opowiadanie: Iluzja - Lekcje

Lekcje

Dawno niczego nie wrzuciłam, no to sobie wrzucę ;)

Opowiadanie zostało napisane na konkurs: Kryształowe Smoki “Cyberpunk – w służbie zła”.

Ostrzegam, że nie jest zbyt przyjemne. Nie będzie ani dowcipnie, ani ciepło. No i cyberpunk to zdecydowanie nie mój gatunek, chociaż z efektu końcowego jestem raczej zadowolona.

Za betowanie dziękuję bemik, Ceterari, joseheim oraz Cieniowi :)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

wilk-zimowy, Irka_Luz, Użytkownicy II

Oceny

Lekcje

Teraz

Wiem, że fotel jest biały. Nie widzę go, bo nie mam oczu. Prymitywne kamery rejestrują obraz i przesyłają dane wprost do mózgu, jedynego organicznego komponentu w moim… w mojej obudowie. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić.

Zapewne i kolor mebla, i wiszące za nim litery układające się w wielki napis HELLO mają sprawić przyjemne, przyjacielskie wrażenie.

Do fotela prowadzi szpaler stojących na baczność androidów, każdy z korpusem o wiele lepszym niż to, w czym egzystuję. Milczący, nieruchomi strażnicy. Czy też może orszak powitalny?

Kiedy robię nieporadny krok naprzód, na ścianach w pokoju wyświetla się obraz słońca wschodzącego nad spokojną taflą wody.

 

Wcześniej

Pamiętam, jak jeszcze kilkanaście lat temu ostatni badacze SynthGroup zwijali swój sprzęt spod Kopuły. Była tak blisko, na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie nie do naruszenia. Równie dobrze mogła znajdować się w innej galaktyce.

Wrócili do Centrum z niczym, badań zaprzestano. Na miejscu pozostali tylko mieszkańcy slumsów: biedacy, ćpuni, Wylogowani i ja. Dziwadło. Mózg zamknięty w puszce.

A jednak to właśnie ja byłem pierwszym. Pierwszym, który przeszedł przez Kopułę. Pierwszym, który w ogóle mógł włożyć rękę do Nanobariery. I nikt tego nie widział, nikt nie transmitował na ogromnych holoboardach w centrum miasta. Nikt nie był świadkiem największego wydarzenia od stulecia.

Musiałem przejść kilkanaście kroków, zanim przedarłem się przez dziwacznie szumiącą mgłę. A potem moje kamery zarejestrowały Budowle. Wszystkie idealnie gładkie, sięgające niemal szczytu Kopuły. Metaliczne walce wyrastające wprost z ziemi oraz z platform unoszących się na kilku poziomach. I roboty. Mnóstwo robotów różnej wielkości i o przedziwnych kształtach, niektóre przemieszczające się bardzo szybko, inne zupełnie nieruchome, przypominające posągi. Jednak w tej mnogości nie było chaosu, tylko czysta harmonia, jakby ktoś wygrywał piękną, nieznaną melodię.

Kulisty, niewielki droid zatrzymał się parę metrów ode mnie. Zielona wiązka skanująca prześlizgnęła się po mojej obudowie.

– Zgodność dziewięćdziesiąt osiem procent. Kontynuuj.

Dźwięk był dziwny, zupełnie jakby każda z liter wypowiedziana została głosem innego człowieka.

– Nie… nie rozumiem – zabrzęczałem niepewnie.

– Zgodność dziewięćdziesiąt osiem procent. Kontynuuj.

Robocik odjechał kawałek i przystanął.

– Kontynuuj.

Ruszyłem.

 

Teraz

Witaj.

Dziecięcy, nieco sztuczny głos sprawia, że na moment zamieram.

Zza fotela wyłania się powoli niewysoka postać.

Nie potrafię określić, czy to dziewczynka, czy chłopiec, rysy twarzy ma łagodne, niemal jak lalka. Jasne włosy obcięte na wysokości linii żuchwy zdają się odbijać promienie słoneczne wyświetlane przez holościany.

Jestem – mówi.

Kiedy zaskoczony milczę, dodaje:

Jestem ciekawe.

A potem zaczynamy rozmawiać.

 

Wcześniej

Ścisnąłem mocniej. Jej pobladła cera kontrastowała z różowymi włosami. Podbiegłe krwią oczy wkrótce zgasły zupełnie. Patrzyłem na swoje odbicie w tych martwych gałkach, odbicie na tle lśniącej Kopuły.

Wyglądałem jak robot. Kiedyś nienawidzono za kolor skóry, płeć, wyznawaną religię. Teraz każdy, kto miał cybernetyczny wszczep, maskował go najlepiej jak potrafił. Bo roboty były złe. Wygnały ludzi z Miasta, odrzuciły Rozwój awersji stanowił naturalną konsekwencję doznanej krzywdy.

Nie wiem, skąd wzięło się irracjonalne przeświadczenie, że skoro w martwych oczach jestem tak mało ludzki, to w pulsującej powierzchni Bariery okażę się bardziej żywy. Że zobaczę dawnego siebie.

Upuściłem ciało, które z głuchym plaśnięciem upadło w błoto.

Ruszyłem w stronę Kopuły.

 

Teraz

Nie ma imienia. Wszyscy mogący je nadać zostali wygnani z Miasta dawno temu, na długo przed tym, nim powstało Dziecko. Ludzie. Tak bardzo aroganccy, że nawet nie zauważyli, kiedy stali się dla maszyn zbędni. Bogowie, w których przestano wierzyć.

Roboty wzniosły Kopułę, a wokół niej dziwaczną, nieprzepuszczalną Nanobarierę. Ludzie oczywiście chcieli wrócić. Dobijali się, błagali, bombardowali. Bezskutecznie. W końcu odpuścili… SynthGroup jeszcze do niedawna podejmowało próby badania i analizy zjawiska, ale bez rezultatu.

A pod Kopułą maszyny tworzyły.

 

Wcześniej

Widziałem, jak ją dręczą. Dwaj Wylogowani – jeden z cybernetyczną ręką, drugi w pełni ludzki. Pewnie bliżej Centrum bym tego nie poznał, ale tu nikogo nie było stać na luksusowe zamienniki.

Chwilę wcześniej wyszedłem na ulicę, by dźwięk kropel deszczu uderzających w metal zagłuszył wszystko inne. A może po to, by zardzewieć.

Młoda różowowłosa dziewczyna płakała i błagała, ale uzyskała tylko tyle, że okoliczni mieszkańcy pozamykali okna. „Nie słyszę zła”. Nic dziwnego. W końcu to osiedle najbliżej Kopuły. Zniszczone budynki. Zniszczone serca.

Działałem szybko. Pręt podniesiony z błota uderzył pierwszego z wyrostków z taką siłą, że słychać było jak pęka czaszka. Drugi, zaskoczony, obrócił się w moim kierunku ze spodniami opuszczonymi do połowy ud. Miał cybernetyczne ramię. Ale ja miałem dwa.

Dziewczyna wciąż przyciskała się do ściany budynku, kiedy skończyłem. Czułem, że wściekłość nieco osłabła.

– Już do…

– Zostaw mnie! Zostaw mnie, ty pierdolona puszko!

No tak. Dwa procent. Moje dwa procent to znacznie za mało, by być w jej oczach człowiekiem. Więc nie będę.

 

Teraz

Dziecko wyświetla na holościanach historię o tym, jak roboty stawiały sobie cele, wyznaczały zadania, realizowały projekty, tworzyły zupełnie nowe zasoby i źródła energii, rozwijały Miasto. Wkrótce jednak nadeszła stagnacja. Produkcja stanęła. Obraz się zatrzymuje.

Zabrakło wyobraźni. Zabrakło osobowości – myślę. Ale nawet w bezruchu, nawet wtedy ewolucja znalazła wyjście. A może właśnie dlatego.

– I co potem? – dopytuję, bo Dziecko się nie odzywa.

Milczy jeszcze przez chwilę, jakby usiłowało dobrać takie słowa, by mój mózg był w stanie zrozumieć. Wkrótce porzuca jednak te próby i mówi tylko:

– Przebudziłem się.

 

Wcześniej

Wściekły opuściłem lokalną placówkę SynthMedu. „Nie masz już nic na sprzedaż, puszko. Chyba że oddasz części na złom!” – powiedział Labs po przeskanowaniu i zaczął się śmiać. Chciałem wepchnąć ten przebrzydły rechot z powrotem do jego biologicznego na wskroś gardła. Strażnicy byli jednak zbyt blisko.

Kawałek po kawałku oddawałem korporacji to, co mogłem. Za możliwość Logowania i tworzenia mojego wspaniałego świata. Za kredyty do rozwijania własnego zakątka w ogromnej, stworzonej przez SynthNet wirtualnej rzeczywistości – Alter. Jednak ostatni eksperyment

Dwa procent. Dwa procent żywej tkanki, mózgu. Tyle zostawiło nanoserum, które miało leczyć jakieś pierdolone schorzenia, a tymczasem niemal całkowicie wyżarło moje mięśnie i kości. Strzępki ciała, które pozostały, nie nadawały się do niczego, a w ramach zapłaty podłączono mnie do obudowy funkcjonalnej.

Odwróciłem się i wściekły wróciłem do domu. Jeszcze znajdę sposób.

 

Teraz

Nie potrafię pojąć, w jaki sposób maszyny wytworzyły świadomość – Dziecko. Od razu zrodziła się w nim ciekawość. Pierwszy stopień, poszukiwanie odpowiedzi. Jest tak bardzo niewinne, jak biała karta, na której można zapisać całą wiedzę i doświadczenie znane ludzkości.

Opowiadam więc o tym, co jest najpiękniejsze. Alter. Mój świat w obrębie ogromnej, wirtualnej rzeczywistości stworzonej przez SynthNet. Kupiony za krew i kredyty. Spędzałem tam każdą wolną chwilę, nie mogąc patrzeć na brud i brzydotę slumsów, tak bardzo kontrastujących z odległym, połyskliwym Centrum. Nie mogąc patrzeć na brud i brzydotę w moim wnętrzu, uciekałem.

Dziecko chłonie wiedzę. Wyświetla obrazy, podczas gdy mówię. Modyfikuje wizję wedle moich słów. Im więcej podaję szczegółów, tym jest dokładniejsza, wyraźniejsza. Moje Alter… W pewnym momencie ptak, którego opisałem chwilę wcześniej, odrywa się i przysiada mi na ramieniu. Prymitywnymi sensorami odczuwam ciężar.

 

Wcześniej

– Słuchaj, Dan. Już więcej tu nie przyjdę, nie kontaktuj się ze mną.

Słowa Grega najpierw wywołały we mnie ulgę. A potem przerażenie.

– Jak… jak to? – zdołałem tylko wydukać.

Sapnął ciężko, kiedy w końcu udało mu się zapiąć pasek od spodni. Tłusty, owłosiony i spocony brzuch zasłonił go klapiącą fałdą.

– Jesteś już dla mnie za stary.

Ale przecież byłem drobny. Niedożywiony, bo kiedy wchodziłem do Alter, to rzadko jadłem. Śmiało mogłem uchodzić za dziesięciolatka.

– Proszę, nie – Złapałem go za rękę. Rękę, której dotyku tak bardzo nienawidziłem, rękę, która została jako ostatnia. Strząsnął moją dłoń jak niechcianą muchę.

– Daj mi spokój. I tak przychodziłem bardziej z przyzwyczajenia, już dawno kupiłem nowe rozszerzenie i cybergadżety do Alter, więc…

– Błagam, nie! Nie mogę zostać Wylogowany! – przerwałem Gregowi piskliwym, wciąż jeszcze chłopięcym głosem.

Wpatrywałem się w niego błagalnym wzrokiem, gdy zapinał koszulę. Spojrzał na moje ciało, poznaczone bliznami i śladami po papierosach.

– Ponoć SynthGroup przejęło jakiś wielki koncern farmaceutyczny i będą oferować kredyty w zamian za badania. Może spróbuj tam – rzucił tylko, zanim usłyszałem trzaśnięcie zamykanych drzwi.

 

Teraz

Zrozumienie przychodzi nagle. Wszystko, wszystko pod Kopułą to roboty. Mniejsze, większe. Tworzące osobne byty, ale też stanowiące budulec dla ścian, podłogi… Podporządkowujące się myśli Dziecka, które może uformować dowolny kształt, dowolny przedmiot, wszystko, czego zapragnie.

Możliwości Dziecka są niewyobrażalne i nieograniczone. Całe SynthGroup może się schować ze swoimi namiastkami osiągnięć technologicznych. Dlatego po prostu proszę. A ono po prostu spełnia moją prośbę. Za nic. Otrzymuję ciało idealne. Gdybym kiedyś wrócił, niczym nie różniłbym się od pozostałych ludzi. Przepiękne fałszerstwo. Ale nie zamierzam wracać.

Dziecko wprost przeciwnie – bardzo chce poznać innych, ale boi się, że nie jest gotowe. Jeszcze nie rozumie, dlaczego kazałem uruchomić wszystkie fabryki, zwiększyć produkcję androidów, pojazdów i broni. Ale dowie się wszystkiego. Będę je uczyć. Stanie się gliną w moich dłoniach.

Łączy nas dziewięćdziesiąt osiem procent. To już zna.

Pokażę więc, czym są te dwa procenty, które czynią człowieka.

Dziecko obserwuje, gdy zbliżam się do ściany za fotelem, zdejmuję literkę „O” i delikatnie odkładam na podłogę. Jestem gotów, by nauczać. Zacznijmy od początku…

 

Wcześniej

Nie rozumiałem, dlaczego mama zaprosiła do domu tego pana. Patrzyłem na jego cybernetyczne nogi i sam chciałem takie mieć. Jak w tym musi się szybko biegać! Mama coś mu szepnęła do ucha, a on wręczył jej małą kopertę.

– No dobrze, Dan, to teraz mamusia pójdzie sobie trochę odpocząć do pokoju, a ty porozmawiasz z panem. Bądź miły i grzeczny, to może znów pokażę ci Alter!

Uśmiechnął się do mnie szeroko, gdy tylko mama wyszła. Rozejrzał się i usiadł na kanapie.

– No, no, jakim jesteś pięknym chłopczykiem!

– Dziękuję – odpowiedziałem nieśmiało.

– Usiądź sobie koło mnie, o tak.

Kiedy tylko to zrobiłem, przysunął się. Czułem, jak moje udo robi się zimne od dotyku metalu.

– Podobają ci się moje nogi, co?

– Tak, proszę pana

– No to patrz!

Uniósł je do góry, a potem zderzył kolanami, wydając taki śmieszny, metaliczny dźwięk. Uśmiechnąłem się. Zabawny pan.

– A ja umiem zwinąć język w rulon! – pochwaliłem się.

– No, no! Oj, mój drogi, to wspaniała sztuczka, ale mogę cię nauczyć jeszcze fajniejszej

Ręka na moim udzie. Jedna z pierwszych

Koniec

Komentarze

Gdy zacząłem czytać, przyszły dwa skojarzenia. Mniejsze z nich to pewne podobieństwo z pomysłem Łosiota, jaki opisał w “Nowym Zlodowaceniu”. nie w sensie fabuły, raczej w sensie punkty wyjściowego – przy czym u Ciebie został pokazany “na odwrót. Inna strona kopuły, inne skutki tego samego rozwoju, inne podejście maszyn… choć koniec końców i tu i tu maszyny wykazały rodzaj zainteresowania.

Drugie, wyraźniejsze, to słowo “opustoszenie”.

W tym tekście już od początku czuć opustoszenie. W kreowanym świecie i w sposobie narracji. Opustoszone ulice, percepcja, umysł i emocje.

No i ledwo dało się to odczuć, jeszcze zanim wynikło to z opisanych zdarzeń, pada "Zniszczone budynki. Zniszczone serca.". A potem jest jeszcze gorzej (w sensie dosadniej), pokazując co i rusz to opustoszenie. Sporo zresztą mówi zdanie "dwa procent to znacznie za mało, by być w jej oczach człowiekiem. Więc nie będę" – zostawiając mocne niedopowiedzenie.

Pustka jak cholera.

Swoją drogą bardzo ciekawy jest fragment "Zabrakło wyobraźni. Zabrakło osobowości". Tak obojętnie rzucone. W innym przypadku pisałbym, że ten wątek powinien być rozwinięty, ale do tego opowiadania to pasuje, rzucone obojętnie i bez zastanawiania się nad tym.

Co budzi wątpliwość, to usunięcie z samoświadomej AI możliwości analitycznych i wiedzy o ludziach – bo jednak to uderza w przypadku tego AI w tym scenariuszu. Jednak z racji tego, że od początku główna waga tekstu jest położona na czymś innym (na opustoszeniu) i jest to w zasadzie jedyna nieścisłość, nie jest to skreślające. Tym bardziej, ze poniekąd bohater i tak może być dziełem eksperymentu lub… robić co robi już w zamknięciu w zupełnie nowej wirtualności. Tym niemniej jest to jakaś luka (zwłaszcza, ze skoro ludzie zostali kiedyś przepędzeni z miasta, to AI musi mieć przemoc znaną nie tylko na poziomie znajomości zewnętrznych danych, ale też na poziomie własnych archiwów.

 

Odnośnie fragmentu:

"Dwa procent. Dwa procent żywej tkanki, mózgu. Tyle zostawiło nanoserum, które miało leczyć jakieś pierdolone schorzenia"

oraz:

"Pokażę więc, czym są te dwa procenty, które czynią człowieka."

Tytuł “Lekcje” wydaje mi się słaby sam w sobie i choć wiadomo, dlaczego został nadany, to mimo wszystko niezbyt pasuje do tego opowiadania. Nie myślałaś o zmianie go na właśnie “Dwa procent”? Wydaje mi się, że nie tylko pasowałoby do treści, ale już na starcie, jeszcze zanim te procenty padają w treści, nakierowywałby czytelnika w stronę “dalej od emocji” i jednocześnie byłby związany z wspominanym już “opustoszeniem” (bo dwa procent to przecież cholernie mało).

 

"obudowy funkcjonalnej"

Zaskakująco sensowne użycie zupełnie nowej nazwy dla egzoszkieletu. Bo w sumie marketing pewnie by poszedł w tę stronę.

 

"Jeszcze nie rozumie, dlaczego kazałem uruchomić wszystkie fabryki, zwiększyć produkcję androidów, pojazdów i broni. Ale dowie się wszystkiego. Będę je uczyć."

Człowiek. Jakie to ludzkie podejście.

 

Na koniec – niektóre zdania wydają się trochę wybijające z rytmu, pewnie dałoby się je trochę poprawić, ale rzecz w tym, że wtedy owszem, poprawiłby się rytm czytania, ale wybiłoby z tego “opustoszenia” umysłu głównego bohatera.

 

Czuję się odczłowieczony.

I zastanawiam się dlaczego.

Nic nie czuję. Ten tekst musiał Cię kosztować sporo pracy. Piszesz swobodnie i czyta się dość łatwo. Jest w nim zamysł. Jest puszczony od końca film, jest bohater, jest koniec i jest początek, ale ja nic nie czuję.

Może jest tu za dużo? Może źle sklejone…

Jest takie opowiadanie Lema “Czy pan istnieje Mr. Johnes”. W nieco zabawny sposób o tym ile jest człowieka w człowieku, który prawie w całości składa się z części zamiennych. Tu bohater ma tylko swój mózg, ale…

Nie widzę go, bo nie mam oczu. Prymitywne kamery rejestrują obraz i przesyłają dane wprost do mózg

Czyli widzi. Oczy też bywają zwodnicze. Wystarczy mieć żółtaczkę, astygmatyzm czy założyć okulary. Obraz niejako tworzy się w mózgu, a doprowadzenie go tam, to tylko kwestia (bio)technologii.

Bohater przekształcił się w mózg w puszce, ale dlaczego? Bo zaufał niewrażliwej an człowieka firmie, bo chciał uciec od swoich doświadczeń? Niewiadomo. Stworzenie świadomości przez maszyny ma z tym jakiś związek? Nie wiadomo. Opowiadanie historii od końca ma jakiś szczególny sens? Nie wiadomo.

Przeczytałem to dość łatwo, coś tam mnie zaciekawiło na początku i na koniec zostaję z niczym. Może uciekł mi sens, może to nie moje klimaty, ale mam wrażenie, że przez większą części nie ma tu opowieści, za to jest popularnonaukowa opowieść z Discover. Maszyny to, maszyny tamto, ludzie coś innego, a korporacja to korporacja. Trochę filozofii, trochę cyber, trochę dramatu. Jest śmierć, jest wykorzystanie, ale mnie to nie porusza.

Może warto napisać mniej. Wybrać trochę i poskładać to solidnie. Może to przeze mnie, bo nie znam się za dobrze na gatunku, ale tak opowiedziana ta historia nic mi nie zostawiła.

Przepraszam, ale chyba nic nie zrozumiałem :(

wilku – bardzo dziękuję Ci za odwiedziny i tak wspaniały komentarz :)

Opowiadania Łosiota nie czytałam, ale z pewnością zajrzę. 

Cieszę się, że udało mi się wywołać to uczucie opustoszenia, jestem ciekawa, czy inni czytelnicy odniosą podobne wrażenia.

Powiem Ci, że bardzo mocno zastanawiałam się, jak rozwiązać kwestię tej nieświadomości Dziecka, bo z jednej strony sama czułam taki niedosyt, ale z drugiej bardzo nie pasowało mi fabularnie. Może przy większym limicie znaków spróbowałabym wziąć się z tym jakoś za bary ;) 

Z tytułem też miałam zagwozdkę. Sam pomysł w wersji pierwotnej przedstawiał się tak, że wspomnienia bohatera miały być zatytułowane “Lekcja 37652”, “Lekcja 587”, na końcu oczywiście “Lekcja 1”. Stwierdziłam, że to nazewnictwo wywoła jednak niepotrzebny zamęt, więc zrezygnowałam, ale sentyment do Lekcji samej w sobie pozostał ;) Lecz im dłużej o tym myślę, tym bardziej tytuł, który Ty nadałeś, bardziej mi się podoba :D

Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa i za kliczka :)

 

Seener – ale dlaczego zaraz odczłowieczony :D? Może opko jest tak dobre, że aż Cię odczłowieczyło, hehe ;)

A tak na serio – hmmm, może ja kiepsko się czuję w temacie cyberpunku, może Ty, jak sam to ująłeś, nie znasz się na gatunku (ja też, ja też!) i dlatego nam nie wyszło ;)? Być może faktycznie w którymś momencie przedobrzyłam, ale samej trudno mi wyłapać, w którym. A może po prostu musiałabym więcej pisać w tym stylu, żeby poczuć flow, nie wiem. 

W każdym razie i tak się cieszę, że zajrzałeś, poświęciłeś swój czas i przeczytałeś bez bólu.

I wbrew temu, co napisałeś, mam jednak wrażenie, że zrozumiałeś wszystko, a przynajmniej tak wynika z Twojego komentarza. Po prostu nie chwyciło ;) Może jakieś inne moje opko przypadnie Ci do gustu.

Na początku tekst wywarł na mnie ogromne wrażenie. 

Świetnie oddałaś klimat cyberpunku, ten człowiek z obudowie, dwa procent biologicznego ciała, ta tajemnicza kopuła. Świetny klimat i haczyk. 

Kiedy potem okazało się, że za kopułą jest miasto robotów odczułem pierwsze zgrzyty, ale rozumiałem tę wizję. Co prawda brakowało mi celu w tym odwróconym Matrixie, w którym maszyny same siebie uwięzily, ale nadal tekst przekonywał mnie klimatem. Nieźle zasugerowałaś plan bohatera, to, co ma zamiar zrobić z ludźmi – to bardzo… ludzkie.

Niestety, ostatni fragment totalnie wybił mnie z rytmu. Może nie dostrzegłem powiązania z innymi elementami historii, nie wiem, ale poczułem, jakbyś próbowała złapać dwie sroki za ogon. 

Gekikara – bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz :) Cieszę się, że udało mi się oddać klimat, bo nigdy czegoś takiego nie pisałam. Może coś podobnego kombinowałam w “Ostatniej nocy”, ale nie na taką skalę ;) 

Co do celu “uwięzienia” w Kopule, to założyłam, że maszyny wygnały ludzi z Miasta, bo nie byli im już potrzebni. Roboty nie chciały zawłaszczyć całej planety, opanować świata, itd, “uznały”, że będą lepiej i sprawniej funkcjonować bez ludzi, pewnie obliczyły sobie przestrzeń, jaka będzie im wystarczająca i nie zagarniały więcej.

Trochę smuteczek, że ostatnia scenka tak mocno wybiła Cię z rytmu, bo od początku właśnie tak sobie zaplanowałam ewolucję, przeobrażenie bohatera (nawet nie wiedziałam, że tu można znaleźć dwie sroki :O). Może zbyt delikatnie to zasugerowałam, może powinnam położyć tam większy nacisk, ale gdy mama zwraca się do Dana, mówi tak: 

– No dobrze, Dan, to teraz mamusia pójdzie sobie trochę odpocząć do pokoju, a ty porozmawiasz z panem. Bądź miły i grzeczny, to może znów pokażę ci Alter!

To miała być z jej strony taka forma chorej nagrody w zamian za to, co pozwalała robić mężczyznom z chłopcem. Nie dość, że wyrządziła mu ogromną krzywdę, to jeszcze wplątała w nałóg, kreując błędne koło. Jak potem funkcjonował, to już wiemy.

 

dlatego nam nie wyszło ;)?

Ale popracujemy jeszcze nad tym:)

Przepraszam za bledy, ale chwilowo ukradli mi polskie znaki.

Balem sie, ze napisalem “za bardzo” krytycznie, a w gruncie rzeczy pomysl mi sie ogolnie podoba i poczatek tekstu mnie zlapal. Pocieszajace jest to, ze chyba Gekikara widzi podobny problem.

Dla mnie bohater od poczatku jest miedzy tymi dwoma swiatami, w srodku i na zewnatrz. Wydaje sie byc ofiara postepu technoogiznegi, wbrew swojej woli przez maszyny uznawany za swojego, a przez ludzi za obcego. Jest w nim tylko dwa procent czlowieka, ale akurat to, ktore stanowi czlowieka.

I nagle koncowka z innej bajki. To material na dwie odrebne opowiesci i musze powiedziec, ze pomysl na te druga podoba mi sie zdecydowanie bardziej. Zamiana prawdziwego ciala na sztuczne jako ucieczka przed traumatycznymi doswiadczeniami. Ucieczka skazana na niepowodzenie, bo zostaje to dwa procent, przed ktorym nie da sie uciec.

Moze Ci kiedys podkradne ten pomysl ;) Oczywiscie podziele sie kasa z literackiego Nobla.

Seener – pewnie, że popracujemy :) 

 

Dla mnie bohater od poczatku jest miedzy tymi dwoma swiatami, w srodku i na zewnatrz. Wydaje sie byc ofiara postepu technoogiznegi, wbrew swojej woli przez maszyny uznawany za swojego, a przez ludzi za obcego. Jest w nim tylko dwa procent czlowieka, ale akurat to, ktore stanowi czlowieka.

No i patrz, z każdym komentarzem odkrywamy, że jednak zrozumiałeś wszystko, bo dokładnie to jest kwintesencją tekstu :)

Może gdybym dołożyła trochę więcej technologii w końcówce, może jakoś to Alter pokazała, to bardziej połączyłoby się z całością i nie byłoby takiego wrażenia oderwania. Ale zostawię jak jest :)

 

Cieszę się, że jednak w pewnym stopniu Ci się podobało i na dodatek okazało inspirujące. Będę z niecierpliwością oczekiwać na kasę za Nobla, a jeśli nie, to chociaż wspomnij mój nick, gdy otrzymasz Piórko za opowiadanie inspirowane “Lekcjami” :P

 

P.S. Konstruktywna krytyka zawsze na propsie ;)

Cześć, Iluzjo. 

To chyba pierwsze Twoje opowiadanie, jakie tutaj czytam. Mam podobne odczucia co Gekikara. Pierwszy fragment, pierwsze zdania wręcz, a zwłaszcza te: “Wiem, że fotel jest biały. Nie widzę go, bo nie mam oczu.” narobiły mi smaki na świetny, interesujący, ciekawy tekst. Niestety, im dalej w las, tym emocje słabły. Trzymała mnie tu nie tyle sama historia, bo niczego nowego tu nie dostrzegłam, ale klimat, w którym można było się zanurzyć. Wg mnie jest to zdecydowanie najmocniejsza strona opowiadania. Wszystkie niejasności, którymi karmisz czytelnika, nabierają ostrości już na samym końcu. Jednak dla mnie ten tekst jest nadal mało przejrzysty, za dużo trzeba się domyślać, mało konkretów wplatasz do tej historii. Jest sobie robot (w tych 98 procentach), niby wiadomo gdzie, ale nie do końca. To nie jest tak, że nie lubię niedopowiedzeń, ale tu jednak za dużo pytań pojawiało się w trakcie lektury, co wpłynęło na odbiór. Wytrącały mnie z rytmu powtarzające się terazwcześniej. Średnio lubię takie zabiegi. 

Sam bohater też szczególnie do mnie nie przemówił. Nie udało mu się wzbudzić we mnie sympatii lub współczucia. Jedynie pod koniec, podczas spotkania z robotem i jego dotykiem przeszedł mnie dreszcz. Światotwórstwo w mojej ocenie też wypadło blado. Wiem, że ograniczał cię limit, a w tak krótkim opowiadaniu trudno ulepić obraz całego świata, ale zabrakło mi tu jakiś wyjątkowych smaczków. 

Zaznaczam, że to wszystko tylko moje odczucia i uważam, że tekst może się podobać, a nawet zainspirować. Po prostu mi do gustu nie przypadł, może też dlatego, że ostatnio czytałam kilka podobnych. 

Warsztatowo dobrze, czytało się płynnie. 

 

Saro – bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz :)

Trochę martwi mnie, że kolejna osoba wskazuje, że początek opowiadania był całkiem niezły, a potem z każdym zdaniem atmosfera siadała. Zawsze staram się, żeby właśnie finał był najmocniejszy, ale najwyraźniej tutaj coś nie wyszło ;) Wydawało mi się też, że samych niejasności nie ma aż tak wiele, no ale wiadomo, że autor wie wszystko o swoim opowiadaniu, a czytelnicy niekoniecznie ;)

Co do światotwórstwa, to jestem kiepska w te klocki, w pierwotnej wersji nawet nie opisywałam świata pod Kopułą, ale uznałam, że bez tego jednak ani rusz :P

Z klimatem to był jeden wielki eksperyment, na szczęście udany. Chociaż ten jeden element wyszedł jak trzeba :D

Być może ostatnio taki wysyp tekstów właśnie po konkursie “Cyberpunk…”, ale to tylko moje przypuszczenia (ach, mogłam wstawić jako pierwsza, może by Ci się jeszcze nie przejadło :P).

Raczej rzadko dodaję coś nowego, więc pozostaje mieć nadzieję, że jakieś moje stare opowiadanie bardziej przypadnie Ci do gustu.

Raczej rzadko dodaję coś nowego, więc pozostaje mieć nadzieję, że jakieś moje stare opowiadanie bardziej przypadnie Ci do gustu.

 

Ok, złapię któreś. Chyba, że jakieś szczególnie polecasz? :)

Ja raczej publikuję tutaj króciaki, więc na jakieś szczególne światotwórstwo lub pogłębioną psychologię postaci nie ma miejsca ;)

Z najlepszym odbiorem spotkał się chyba Żab, ale najwięcej elementów “dodatkowych” ma chyba Ostatnia noc. Pierwsze ciepłe i z humorem, drugie smutne i postapo ;)

Jestem ciekawa Twojej opinii :)

Dodałam do kolejki, żeby nie uciekło ;)

 

EDYTKA: trochę się zastanawiałam nad polecajką do biblio. Trudno ocenić tekst, który nie przypadł do gustu, jednak po namyśle uważam, że klik się należy, bo to, że opowiadanie mi średnio podeszło, nie znaczy, że jest słabe i na Bibliotekę nie zasługuje. :)

Chyba za słabo nakreśliłaś uniwersum swojego opka i trochę się przez to gubiłam. Nie jestem do końca pewna, czy trafnie odczytuję to, co chciałaś powiedzieć. Co to za świat, w którym matka sprzedaje swoje dziecko pedofilowi? Co to za świat, w którym na ludziach przeprowadzane są eksperymenty, kończące się w taki, a nie inny sposób? Jakie podziały tam obowiązują? Jak to społeczeństwo funkcjonuje?

Mam wrażenie, że bohater od zawsze miał pod górkę, stale zbierał kopniaki. To miało na niego mocny wpływ, w którymś momencie to go złamało. Wyrzekł się człowieczeństwa. Czy dobrze zrozumiałam: zabił dziewczynę, którą wcześniej uratował i która go odrzuciła?

I taki człowiek spotyka dziecko – maszynę. Twór, który ma nieograniczoną moc kreowania rzeczywistości, który – jak dziecko – jest ciekawy świata. Twór, który jest czystą tablicą, można go urobić, jak się komu żywnie podoba. Aż ciarki przechodzą na myśl, co ten duet zrobi ze światem.

Tytuł ma chyba podwójne znaczenie. Wszystko, co spotkało bohatera było lekcjami, które nauczyły go nienawidzić ludzi. Teraz będzie udzielał lekcji Dziecku.

Niezłe opko, choć jak wspomniałam na wstępie, przydałoby się trochę mocniej pokazać świat, w którym bohater dorastał i żył.

Ale kliczka i tak dam :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irko – dzięki za odwiedziny i taki fajny komentarz :)

Widzisz, to trochę zabawne, bo akurat bardzo trafnie odczytałaś wszystko to, co chciałam przekazać, jako kolejna osoba, która nie jest pewna, czy dobrze zrozumiała, a okazuje się, że bezbłędnie :)

Widzę, że za słabo zaznaczone uniwersum to, nie tylko według Ciebie, najsłabszy punkt opowiadania, wezmę to sobie do serca przy tworzeniu kolejnych tekstów.

Co to za świat, w którym matka sprzedaje swoje dziecko pedofilowi? Co to za świat, w którym na ludziach przeprowadzane są eksperymenty, kończące się w taki, a nie inny sposób? Jakie podziały tam obowiązują? Jak to społeczeństwo funkcjonuje?

Aj, no niestety podejrzewam, że ten świat wcale nie jest tak daleki od naszego. Przynajmniej w przypadku pierwszej kwestii. Czasami, gdy czytam/oglądam różne informacje, to włos mi się jeży na głowie, a serce pęka :(

Czy dobrze zrozumiałam: zabił dziewczynę, którą wcześniej uratował i która go odrzuciła?

Tak, bardzo dobrze zrozumiałaś. Coś w nim pękło. Kropla, która przelała czarę goryczy.

 

Tytuł ma chyba podwójne znaczenie. Wszystko, co spotkało bohatera było lekcjami, które nauczyły go nienawidzić ludzi. Teraz będzie udzielał lekcji Dziecku.

heart

Właśnie tak…

 

Dziękuję za klika!

 

EDIT:

Saro – Tobie również bardzo dziękuję za nominację, zwłaszcza, że akurat tym opkiem nie trafiłam w Twój gust, ale zdecydowałaś, że komuś może się spodobać :)

Od pierwszej sceny poczułam, że absolutnie kupuję historię, ale w pewnym momencie rozkojarzyłam się, jakby zabrakło mi haczyka, żeby utrzymać moją uwagę. Myślę, że to bierze się z dużej liczby niedopowiedzeń i pewnej aury tajemniczości oraz sterylności. 

Kiedy przejrzałam tekst po raz kolejny zobaczyłam drogę głównego bohatera, który tak bardzo chciał się stać się częścią świata maszyn, że był gotowy oddać wszystko (dobrze widzę wątek prostytucji?). Bardzo podoba mi się próba oddania świata od strony maszyn, bo jednak łatwiej identyfikować się z ludzkim bohaterem. Z drugiej strony, chciałabym więcej na temat głównego bohatera – jego droga jest fascynująca i okupiona takim bólem, że nie widział się gdzie indziej, niż w świecie maszyn. Ale rozumiem, w końcu limit konkursowy. 

Deirdriu – bardzo dziękuję :)

Przeklęty ten autorski “wszystkowiedzizm” ;) Pewnie następne moje opko będzie miało mniej niedopowiedzeń, nawet nie dlatego, że coś jest niezrozumiałe, ale właśnie czytelnikom ucieka uwaga, a to zły znak.

Dobrze odczytujesz element handlu własnym ciałem, aż do handlu zupełnie dosłownego (jako swoista kontynuacja jedynej znanej mu metody przetrwania i dostania się do Alter). Podoba mi się Twoja interpretacja, chociaż on tak naprawdę pragnął jedynie chyba na zawsze zalogować się do Alter – wirtualnego świata, w którym jego życie wyglądało zupełnie inaczej. 

Limit trochę dał w kość, ale może zbyt wiele chciałam pokazać ;)

Cieszę się, że mimo tych niedopowiedzeń podobało się na tyle, że nawet przeczytałaś drugi raz :)

I dziękuję za klika!

Widzisz, to trochę zabawne, bo akurat bardzo trafnie odczytałaś wszystko to, co chciałam przekazać, jako kolejna osoba, która nie jest pewna, czy dobrze zrozumiała, a okazuje się, że bezbłędnie :)

:)

 

Aj, no niestety podejrzewam, że ten świat wcale nie jest tak daleki od naszego. Przynajmniej w przypadku pierwszej kwestii. Czasami, gdy czytam/oglądam różne informacje, to włos mi się jeży na głowie, a serce pęka :(

Dlatego staram się dawkować sobie informacje.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Mnie czasem przerażają same nagłówki :/ A nie daj Boże jeszcze przeczytać artykuł. A komentarze pod takimi newsami, to na ogół bagno, muł, szczątki i odchody :/

Naprawdę, wcale nam niedaleko do takiego świata…

Nagłówki – coraz mniej mówiące o treści.

Treści – coraz bardziej przyzwyczajające.

Komentarze – …

 

Nowa Fantastyka