- Opowiadanie: Piotr. W. K. - Śpiący królewicz

Śpiący królewicz

Prosty zabieg: zamiana płci bohatera może sprawić, że pewne sceny znanych historii stają się dziwne, ciężkie czy niesmaczne w odbiorze. Dlatego właśnie spodobał mi się temat konkursu. Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie baśni takich jak wzięta przeze mnie na warsztat Śpiąca królewna inspirowana głównie historią „Sole, Luna e Talia” oraz historią o Troilusie z Royalville.

 

Zapraszam do lektury i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami na temat mojej próby re-tellingu. Taka formuła ma dla mnie swój urok, dlatego w przyszłości będę próbować roszad w innych znanych historiach :)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Śpiący królewicz

Dawno dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma warowniami i siedmioma murami żyła sobie doświadczona, stara królowa.

Jej mąż zginął w straszliwej wojnie rozgrywanej przez Teę, będącą w koalicji z pozostałymi górskimi królestwami przeciwko potężnemu królestwu Troilus i jego podległym wasalom. Armie południowców, karmione na żyznych i bogatych nizinach, występowały hardo i często przeciwko kolejnym ubogim, uciekającym na krawędź świata królestwom, z których Tea była najbogatsza. Miała ona w swej historii dzieje zarówno dominacji nad górskimi sąsiadami, jak i druzgoczących wojen z południowcami z Troilus i ich sojuszników.

Dzielny władca Tei padł w ostatniej wielkiej wojnie: górskiej koalicji przeciwko frontowi dolin. Wtedy właśnie, po tragicznej śmierci męża, królowa Tei podpisała pokój z wrogami. Następnie, po powrocie do stolicy, odziana w żałobną czerń, zarządziła:

– Od dziś zamykamy wszystkie granice. Wybudujemy trzynaście fortec i zamkniemy handel. Żaden obcy nie może stanąć na naszej ziemi, takoż nikt z moich poddanych nie może opuścić mej dziedziny. Tea będzie bezpieczna i samowystarczalna! Czas na embargo i zamknięte bramy!

Królowa uderzyła złotym berłem i stało się wedle jej życzenia. Zbudowano nieprzebyte mury, zalano fosy i zerwano mosty, i nikt nie poznał sposobu na przekroczenie granic Tei. Najważniejszy doradca, wierny przyjaciel dynastii rady, wyraził wątpliwości rycerzy i dworu

– Moja Pani! A co z naszymi sojuszami? Zarówno z dolin, jak i z górskich krain otrzymujemy kondolencje. Zewsząd przybywają posłowie od zalotników.

Królowa przełknąwszy gorzkie łzy żałoby odpowiedziała smutno:

– Na tronie zasiadał mój mąż. Teraz w całej swej mądrości ja przejmę ten ciężar. Zadbam, by już nigdy więcej żadna kobieta nie opłakiwała swego ojca, brata albo kochanego!

*

Mijały lata, a stara królowa obleczona w smutne całuny nie chciała słuchać o otwieraniu kraju czy szukaniu nowego męża. Wieczorami siadała przy stawie i wzdychała, mówiąc tylko wtedy, gdy słyszał ją jedynie księżyc:

– Ach, jakże pięknie byłoby mieć syna.

Pewnego razu, kiedy staw rozświetlony był silnym blaskiem księżyca w pełni, po wypowiedzeniu życzenia królowa ujrzała żabę wyskakującą z wody. Stworzonko podskoczyło w kierunku niewiasty i przemówiło ludzkim głosem:

– Królowo, będziesz mieć syna. Nazwij go Helios.

Oszołomiona królowa od razu poczuła, że płaz mówi prawdę. Wzruszona nie potrafiła nic odpowiedzieć. Żaba zapytała:

– Będziesz dbać o dziecko, które urodzisz dzięki cudowi?

Kobieta zrobiła długi wdech, próbując uspokoić ciało i umysł targane burzą emocji. Drżącym głosem odparła:

– Tak! Jednego mężczyznę straciłam. O drugiego będę dbać najmocniej na świecie! Otulę go opieką, jakiej nie zaznało żadne dziecko. Dam mu tyle miłości, że nie braknie mu ojca.

*

Wkrótce kobieta zaszła w ciążę. Wtedy to wreszcie zdjęła żałobę po mężu i zarządziła przygotowanie pięknej uczty. Wieść o szykowanym bankiecie i narodzinach dziedzica dynastii szybko rozeszła się po całym państwie oraz, mimo szczelnie zamykanych granic, w jakiś sposób razem ze sprytnymi przemytnikami wydostała się na szeroki świat. Zewsząd spływały liczne dary, które zamierzano wykorzystać do uczynienia balu z okazji narodzin Heliosa bardziej uroczystym. Nawet sąsiednie państwa za pomocą posłańców i pośredników próbowały przesyłać prezenty i gratulacje. Na to jednak nie pozwolono. Wszyscy żołnierze, strażnicy pogranicza a nawet rycerze bali się gniewu i niełaski swej patronki. Dlatego, chociaż kraina wybudziła się z długiego, otępiającego letargu, pewne rzeczy szły szlakiem wytyczonym po tragicznej śmierci dawnego króla. Kiedy wręczano prezenty dla panującej, w kuluarach dyskutował o tym stary doradca razem z wieloma dzielnymi rycerzami, którzy do owych dysput zaprosili nawet cechy rzemieślnicze. Ich przedstawiciele utyskiwali na nowe prawa, marudząc, że nie mogą korzystać z prawa składu.

– Miłościwy doradco, szlachetni wojownicy – zaczął przedstawiciel stanu średniego – czas nam i potrzeba, by otworzyć bramy przed innymi kupcami. Słyszeliśmy plotki, że kupcy z południa wędrują na północ, zostawiając nowe rodzaje butów i ubrań, mocne liny i barwne płótna. Nasz kraj jest za mały, byśmy mogli się tu wyżywić.

Stary doradca westchnął ciężko, pokiwał ze zrozumieniem i odpowiedział:

– Liczę, że cudowne rodzicielstwo tchnie nowego ducha w naszą Panią. Wiem, że czas już byśmy ruszyli dalej, jednak… – ostrożnie ważył słowa, by nie skończyć na językach ludu – priorytetem królowej jest bezpieczeństwo. Kto chce wchodzić w konszachty z obcymi, ten ściąga na nas ich uwagę. Oficjalna doktryna Tei to ignorować i być ignorowanym. Jeżeli – tu jego głos załamał się lekko, ale posłuszeństwo wygrało z poglądami – jeżeli my zapomnimy o innych, oni też nie będą wtrącać się w nasze sprawy. A teraz chodźmy, cieszyć się bo dzień jest szczególny. Patrzmy na chwałę brzemiennej i cieszmy się darami, jakie otrzymuje!

*

– Królowo – zaczął rozentuzjazmowany szambelan – dostaliśmy dwanaście złotych talerzy od rycerzy, instruktorów szermierki i jazdy konnej, zapasów, nauczycieli historii i zasad dobrego wychowania, a także trzynasty złoty talerz, od poetów, artystów i pieśniarzy.

Królowa spojrzała swoimi zmęczonymi oczami na podekscytowanego mężczyznę i popadła w zadumę, obracając w dłoni złote jabłko, będące jednym z trzech insygniów królewskiej władzy. W końcu powiedziała:

– Dwanaście talerzy schowamy jako okup dla wrogich państw, na czas kiedy będą rościć sobie prawa wobec naszych ziemi. Trzynasty talerz umieścicie na honorowym miejscu. Bowiem na ucztę zaprosimy Trzynastego Czarnoksiężnika!

Stary doradca zasępił się, słysząc taki rozkaz. Podszedł do tronu, z trudem nachylił się do ucha swojej pani i wyszeptał:

– Powinniśmy zaprosić też pozostałych Dwunastu. Pani, swą zachowawczością możesz ściągnąć zgubę na królewicza i Teę!

Królowa rzuciła mu ostre, gniewne spojrzenie, po czym warknęła:

– Może jeszcze mam zarządzić otwarcie bram i wpuszczenie posłów z darami od naszych sąsiadów?

Na te słowa starzec zareagował drapiąc czuprynę przyprószoną siwizną. Cicha sprzeczka wywołała konsternację w zatłoczonej, wreszcie tętniącej życiem sali tronowej, dlatego mędrzec nie chciał przeciągać rozmowy. Westchnął i powiedział:

– W rzeczy samej uważam, że nie byłoby to złym pomysłem. Skoro jednak pani moja nie życzy sobie takiej rady, usłużnie zamilknę i udam się rozliczyć ile mięsiwa potrzebujemy do obchodów nadchodzącego święta narodzin dziecka.

*

W dniu balu wyprawionego na cześć urodzin księcia stolica mieniła się kolorami. Na ulicach wykwitły gąszcze kramów, na których sprzedawano słodkie bułki i pieczone kasztany. Karczmy pękały od beczułek alkoholu i spasionych brzuchów tłumnie przybyłej szlachty. Z dalekich gór zjechali nawet pasterze, którzy rozłożyli się pod miastem i szykowali dary dla nowo narodzonego Heliosa. Stolica śpiewała ustami trubadurów, wesołym gwarem przekupek i uroczystymi dzwonami świątyń. Gorycz przeszłości została przesłonięta przez obietnicę słodkiej przyszłości.

Wieczorem, gdy królewski ogród zapłonął tysiącem pochodni, w sali tronowej zjawili się najznamienitsi goście. Wreszcie zarządzono początek uczty i goście zasiedli przy długich ławach, uginających się od pieczystego, sosów, ociekających sosem kapłonów i zajęczych pasztecików. Kiedy podczaszy jął rozlewać gościom wybornego wina, drzwi komnaty otwarły się. Oczom biesiadników ukazał się Trzynasty Czarnoksiężnik, witany entuzjastycznie przez herolda i licznie zebranych muzyków, z których każdy chciał przypodobać się królowej matce. Mag odgarnął z czoła swoje długie, jasne włosy i uśmiechnął się koncyliacyjnie. Poprawił różowy kubrak i lekkim ruchem popłynął w kierunku zdobionej kołyski. Szambelan klasnął trzy razy, a herold zrozumiawszy ten znak, uderzył w bęben. Goście i ciżba sług ucichli, wyczekując.

– Zacni goście! Przywitajcie Trzynastego Czarnoksiężnika! – ryknął herold.

W odpowiedzi salę wypełniły oklaski, na które mag odpowiedział uśmiechem, podniesioną prawicą i uniesieniem swej różowej peleryny. Królowa podała mu swą dłoń, a najznamienitszy z gości ujął ją i pocałował.

– Witajcie drodzy goście – zaczął śpiewnie, otulając gości swoim jedwabnym, słodkim głosem – przybyłem, by wręczyć królewiczowi Dary w imieniu mocy księżyca. Mały Heliosie – w tym momencie nachylił się nad kołyską i ucałował niemowlę – daję ci Dary pięknego lica, wrażliwego serca, cnotliwości i bogactwa.

Królowa wstała z tronu, poruszona hojnością Czarnoksiężnika.

– O mędrcze! Cała Tea dziękuje ci i raduje się prezentami dla Heliosa. Korona zawsze będzie sprzyjać twej osobie. A teraz zapraszamy do honorowego miejsca, obok naszej osoby. Pij, jedz i baw się z nami!

Wtem wszyscy usłyszeli tumult. Trzasnęły okiennice, odsłaniając zaczernione niebo. Świecący jasno księżyc był teraz ukryty za kotarą gęstych chmur, a do wnętrza sali wdarł się zimny wicher. Pociemniało, strwożeni goście zaczęli instynktownie szukać schronienia. Fruwać zaczęły sute zastawy, od których uginały się stoły. Włócznicy okrzykiwali się, szukając otuchy u pozostałych strwożonych żołnierzy, przez krótki moment wszyscy zapomnieli nawet o bezpieczeństwie królowej i płaczącego noworodka.

Po chwili żywioł uspokoił się. Czujni paziowie na nowo rozpalili ognie. I wszystko byłoby znowu dobrze, gdyby nie to, że w drzwiach stało dwunastu srogich, gniewnych Czarnoksiężników, którzy wycelowali swoje laski w kołyskę królewicza. Królowa zasłoniła syna własnym ciałem, nakazując strażnikom, by utworzyli mur włóczni między nimi a nieproszonymi intruzami.

– Miałaś czelność wzgardzić nami i zaprosić tylko trzynastego z nas! – huknął barczysty przywódca groźnej zgrai. Cała dwunastka jednocześnie uderzyła swoimi laskami, chóralnie śpiewając, a ich głosy odbijały się od kolumn i ścian, wzbudzając trwogę w sercach – Kiedy królewicz skończy trzynaście lat, ostrze zbroczone krwią przyniesie chłopcu kres!

Rozzłoszczeni mędrcy odwrócili się i wyszli, zostawiając za sobą ciszę.

*

Ostatnim Darem Trzynastego Czarnoksiężnika było osłabienie straszliwej klątwy: królewicz po zranieniu miał nie zginąć, a zapaść w stuletni sen, razem z całą Teą. Zrozpaczonej królowej to nie wystarczyło. Próbowała umknąć mocy przepowiedni. Usunęła z dworu starego doradcę, nad rozwojem młodego księcia od teraz czuwać miał zastęp niewiast stanowiących nową radę. Po drugie, królowa zarządziła, by z całego królestwa zniknęły wszelkie ostrza. Mężowie z całego kraju kruszyli, tępili i łamali miecze, sztylety, noże i inną broń sieczną. Wojsko i straże od tej pory ćwiczyły się w walce na pałki i patyki. Co więcej, od czasu feralnej uczty, zabroniono czynienia turniejów rycerskich oraz pojedynków i bójek.

Helios dorastał w otoczeniu piastunek i doradczyń, które uczyły go dobrych manier, tańca i śpiewu oraz innych przydatnych sztuk. Królowa zadbała, aby w otoczeniu chłopaka nie było zbyt wielu mężczyzn, chcąc zniwelować szanse na spełnienie ciążącej nad nim klątwy.

Pewnego razu królowa otrzymała informację o tym, że w Troilus władzę przejął nowy władca. Chcąc zadbać o spokój i bezpieczeństwo poddanych, postanowiła wyruszyć na granicę i wysłać poselstwo do świeżo koronowanego króla. Celem było wysłanie darów, czy raczej okupu mającego odwieść młodego władcę od myśli o atakowaniu warowni należących do Tei.

W tym czasie młody następca tronu bawił się, odwiedzając wszystkie zamkowe komnaty. Wreszcie trafił do zapomnianej komórki, gdzie stary mężczyzna ostrzył nieznane mu narzędzie.

– Cóż to? – zapytał ciekawy królewicz, spoglądając z fascynacją na błyszczący, pachnący przygodą przedmiot.

– To jest chłopcze miecz koronacyjny i dynastyczny panującej dynastii. Nasza królowa nakazała przetopić go, alem nie miał serca. Obaj tu się kurzymy i czekamy aż zeżre nas rdza. Dbam o niego, a on jest moim kompanem. Nikomu jużem niepotrzebny, to choć o niego zadbam.

W oczach młodego Heliosa pojawił się błysk ciekawości. Następca tronu zadarł głowę i powiedział:

– Jam jest Helios, przyszły władca Tei. Zapomnę ci, żeś mnie nie poznał, ale w zamian daj mi dotknąć mojego miecza.

Stary kowal, który nie pamiętał już, czemu wszystkie miecze królestwa miały być zniszczone, uśmiechnął się i podał młodemu miecz od strony głowni. Chłopak nieobyty zdziwił się, gdy nieostrożnie łapiąc za ostrze, rozciął sobie skórę. Właśnie wtedy bramy zamku przekroczyła wracająca królowa.

– Czemu nikt nie wyszedł nam na spotkanie? – zapytała zirytowana zniewagą i brakiem odpowiedniego szacunku – dlaczego wszyscy tu śpią? – dodała, czując dreszcz niepokoju. Kiedy jej koń padł, poczuła jeszcze falę gorąca i pot, rozlewający się po ciele. „Czy moje słoneczko dotknęło ostrza?” – szepnęła jeszcze w myślach, nim zapadła w magiczny sen.

*

Sąsiedni władcy czynili wyprawy badawcze i łupieżcze, ale nikt nie umiał przebyć gęstwin, którymi zarosła Tea. W końcu po stu latach w okolicy pojawiła się rudowłosa wojowniczka. Owa kobieta dla własnej wygody obcięła i wypaliła prawą pierś, chodziła w lamelkowym pancerzu, a u boku miała lasso i mocną włócznię.

Potrafiła wspiąć się na wysoką ścianę zieleni, otoczoną trującym bluszczem. Wiedziona ciekawością trafiła do starego zamku, gdzie spacerując po zrujnowanych komnatach weszła do komórki, w której na stole spał Helios. Urzeczona prezencją księcia wojowniczka pod wpływem impulsu przytuliła i pocałowała młodzieńca. Chłopak wciąż w mocy klątwy nie wybudził się, dlatego rudowłosa zdjęła jego spodnie i ujęła w dłoń męskość chłopaka. Siła namiętności i pożądania tak rozgrzała ciało Heliosa, że wybudził się z letargu. Zahipnotyzowany magnetyzmem i pięknością wojowniczki, złączył się z nią w pełnym pasji pocałunku. Jego młode, niewprawne ręce lubieżnie wodziły po umięśnionym ciele kobiety, która chętnie odwzajemniała pieszczoty.

– Posiadłeś mnie, dlatego teraz będę ci królową. Nasze dzieci nazwiemy Słońce i Księżyc.

Zarumieniony książę, odurzony ciałem swej lubej, zapytał tylko:

– A jak ciebie zwać, najdroższa?

– Jestem Talia, z kraju walczących niewiast.

Oniemiały książę postanowił dochować rycerskości i nie wypierać się aktu, jaki dopełnił jego przebudzenie. Dlatego odział się i wziął kobietę za rękę, prowadząc ją do sali tronowej. Przed wyjściem z komórki wziął jeszcze swój rodowy miecz.

– Ogłaszam wesele! – oznajmił przed rozbudzającymi się dworzanami, w momencie gdy w drzwiach komnaty zjawiła się królowa matka. I wszyscy żyli szczęśliwie, ale nie trwało to długo…

*

Królowa chodziła w kółko po swojej sypialni, kręcąc głową.

– Jak to możliwe? Wziął obcą kobietę i nawet nie zapytał mnie o zdanie?!

Doradczynie spojrzały po sobie, po czym jedna przez drugą zaczęły terkotać, opisując przymioty Talii.

– … dzikość w spojrzeniu – prawiła jedna.

– i ten brak odpowiedniej dystynkcji? – wtrąciła kolejna. Ten niemalże rytualny seans złorzeczenia trwałby do zmroku, gdyby nie charakterystyczne chrząknięcie najstarszej z doradczyń. Pozostałe zrozumiały charakterystyczny sygnał i posłusznie umilkły.

– Pani, są inne sprawy, nad którymi musimy się pochylić. Do ślubu jeszcze trochę czasu, a my mamy palący problem. Otóż roślinność, która nie wpuszczała do Tei naszych sąsiadów, ustąpiła. Królestwo Troilus zbiera wzdłuż granic armie, szykując ekspedycję na nasze ziemie. Czas już byś pomyślała, czy nie oddać władzy synowi.

– Nie! – rzuciła królowa tonem nieznającym sprzeciwu – Mój Helios nie jest jeszcze gotowy. Ja pojadę pertraktować. Wezmę dwunasty złoty talerz i udobrucham króla Troilus. Wy w tym czasie zrobicie tak…

*

Książę zafascynowany swą rudowłosą panią po kryjomu uczył się od starego kowala sztuki posługiwania się bronią białą. Wszystko po to, by móc zaimponować i dorównać swej kobiecie w sztuce wojny. Czas nieobecności matki wykorzystał na naukę przekuwania stali, dbania o miecz oraz podstaw sztuki szermierczej. Talia, która nieco peszyła dworzan z miłym zaskoczeniem przyjęła jego propozycję ćwiczeń. Choć chłopak umiał niewiele, to pod okiem starego kowala i w starciach ze swą lubą stawał się coraz mężniejszym wojem. Nieobecność matki wykorzystał też do konfrontacji z radą i zdobywania większych wpływów na dworze. Przychylność starego rycerstwa kupił ogłoszeniem nowego turnieju rycerskiego z okazji swojego ślubu, łamiąc w ten sposób stare prawo wprowadzone po nałożeniu wiadomej klątwy.

W dniu ślubu do stolicy wróciła królowa matka. Wtedy też jedna z jej służek poszła po Talię i powiedziała tak:

– Jaśnie Pani zaprasza na wspólną kąpiel w łaźniach królewskich. Jest znużona po podróży i chętnie zrelaksuje się w otoczeniu swej przyszłej synowej – oznajmiła uśmiechnięta zausznica królowej. Talia podrapała się po głowie, skłoniła i odparła:

– To dla mnie wielki zaszczyt.

Wchodząc do łaźni Talia odziana była w przepaskę biodrową. Naga królowa uśmiechnęła się i zapytała:

– A czemuż kochanie masz na sobie odzienie?

– Bo w mej krainie łono objawiamy tylko swemu brańcowi.

– Kochanie, między kobietami nie ma tajemnic. Dla mnie woda była za gorąca, dlatego przewietrzę się i zaraz wejdę. Ty możesz już zanurzyć swe ciało.

– A czemu królowa nie ma mokrego ciała?

– Bo zdążyłam się już wytrzeć.

– A czemu królowa tak się uśmiecha?

– Bo cieszę się, że w końcu będę mieć synową.

Talia węsząc spisek skryła w ręce krótki sztylet schowany za przepaską biodrową. Ostrożnie dotknęła stopą wody i weszła do basenu. Po chwili w zakotłowanej wodzie pojawiły się jadowite węże, które mocnymi splotami owinęły się wokół nóg Talii. Przezorna wojowniczka szybkimi, precyzyjnymi ruchami przekuła łby gadów i wyskoczyła z basenu. Książę, który usłyszał krzyk swej matki wbiegł do term i przerażony widokiem gadziego, krwawiącego bluszczu wokół nóg swej kochanki i grymasu, jaki wykrzywiał twarz jego własnej matki, krzyknął:

– Talia! Matko! Co się dzieje?

Po chwili na jego twarzy pojawiła się purpura. Matka zalała się łzami i podeszła do syna.

– Tak się bałam! Tu pojawiły się bestie, przywiedzione przez twą narzeczoną. Jej włosy są przeklęte i ściągają pecha!

– Co też prawisz matulu! Jak mogłaś ściągnąć Talię do opuszczonego basenu! Odziej się i opuść to miejsce! Wybacz kochana, już wszystko dobrze. Pójdziemy do cyrulika, węże nie zdołały cię ukąsić?

*

Minęło wiele długich miesięcy, podczas których królewicz i jego brzemienna żona niemalże nie odrywali się od siebie. W końcu Talia urodziła bliźniaki, a niedługo później książę wyruszył na ważne rozmowy z rycerzami ćwiczącymi swoje wojska. W tym czasie królowa matka zmusiła szambelana, by zadbał o przygotowanie pieczeni z Talii oraz nowo narodzonych niemowląt.

– Czerwień jej włosów to klątwa, która spadła na mój ród. To kolejna zemsta Czarnoksiężników! – wyjaśniła władczyni – Zadbaj o przygotowanie potrawy, albo skończysz w kotle pełnym jadowitych żab!

Przerażony szambelan wciągnął do spisku królewskiego łowczego. Razem mieli zaprowadzić rodzinę królewicza do kucharza i zmusić tego ostatniego do przygotowania nalewki usypiającej Talię, a później straszliwego posiłku z dziewczyny i jej dziatek.

*

– Wróciłem! – oznajmił stęskniony królewicz – Matulu, dzięki ci za przygotowanie tej wspaniałej uczty.

– Jedz synku, ćwiczenia były męczące? – zapytała matka, uśmiechając się od ucha do ucha. Czujnie obserwowała królewicza, który nawet nie sięgnął po sztućce, tylko gołymi rękoma chciwie, pożądliwie złapał mięsiste udko i zlizawszy sos, wpił w nie zęby, wyrywając duży fragment, razem z tłuszczem i mocnymi ścięgnami.

„Zaraz wejdzie szambelan i ogłosi, że szalona Talia ugotowała dzieci, a potem wskoczyła do pieca i zginęła w płomieniach” – myślała zadowolona królowa, popijając wina. Wzięła do ręki nóż i zaczęła kroić ziemniaka, czekając na koniec tej farsy z rudowłosym intruzem. Wtem drzwi kuchni rozwarły się z hukiem i wyszli z niej kucharz, łowczy, szambelan oraz Talia. Zdumiona królowa krzyknęła, jej twarz nabiegła krwią.

– Mój książę! – wyjęczał szambelan – Wasza matka uknuła spisek, nastając na życie waszej małżonki i potomków! To mięsiwo, które teraz jesz wedle jej zamiaru miało być ciałem twych najbliższych!

Książę zerwał się z krzesła, zszokowany i obrzydzony. Wypluł kawałek potrawy i spojrzał pytająco najpierw na Talię, potem na matkę. Łzy w oczach ukochanej żony i błyskawice w oczach matki zdradziły mu prawdę. Królowa, oszalała z wściekłości złapała mocniej nóż i pobiegła w kierunku Talii. Ta wyrwała z boku łowczego zakrzywiony sztylet myśliwski, zbiła cios teściowej i wzięła zamach. W tym momencie u jej boku pojawił się książę Helios. Talia wyrzuciła dłoń szerokim sierpem, książę cofnął rękę i zrobił wykrok, wykonując precyzyjne pchnięcie nad ręką matki. Kiedy przebiły ją miecz i sztylet, królowa wypuściła nóż i jęknęła, padając na kolana. Objęła nogi Heliosa i płacząc, wyzionęła ducha.

*

U boku swej małżonki Helios zadbał o rozwój wojennego rzemiosła. Jego armie były wyszkolone, odważne i pełne determinacji. Tea choć zacofana, korzystając z efektu zaskoczenia rzuciła się na sąsiednie królestwa, czyniąc wspaniałe, choć krwawe podboje. Helios dał podwaliny pod budowę potężnego imperium, stukrotnie mszcząc się za śmierć swojego ojca i wszelkie upokorzenia, jakich doznawał jego lud.

I żył szczęśliwie, ale krótko, a Talia wychowała Słońce i Księżyc na godnych dziedziców dynastii… ale to już inna historia. Ja też tam byłem, na wojence domy paliłem i we dworze piłem. Com wiedział, tom powiedział a nic nie zataiłem!

Koniec

Komentarze

To moja pierwsza publikacja na forum :) Mam nadzieję, że wszystko jest ok. Wydaje mi się, że strona nie popsuła formatowania tekstu, jeżeli czegoś nie wyłapałem to przepraszam. Chętnie przyjmę opinie dotyczące tekstu.

Piotrze, ten pierwszy komentarz lepiej by się sprawdził w Przedmowie :) Tam można umieszczać wszelkie takie uwagi, co więcej – można edytować, więc jak np. coś przestanie być aktualne, możesz wyrzucić. Podobnie jak edytujemy same teksty, jak już będą techniczno-merytoryczne uwagi – to tak gwoli informacji, skoro jesteś nowy :)

Technicznie wszystko wygląda OK.

 

A tu przydatny poradniczek autorstwa jednej z najstarszych wyjadaczek:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję :) Jeszcze uczę się trochę poruszania po stronie, kilka poradników różnego rodzaju już przeczytałem, ale akurat podlinkowany materiał nie rzucił mi się w oczy. Już się zapoznaję :)

Hmmm. Niektóre elementy mi się podobają, inne nie bardzo. Ogólnie jest w porządku, ale te niepasujące mi rzeczy gryzły. Na przykład konstrukcja – pierwsza połowa tekstu to wstęp, dowiadujemy się tylko, jak książę przyszedł na świat (wygląda na partenogenezę ;-) ) i jak zapadł w sen. A w drugiej połowie streszczasz całą historię. Przedtem opis stołów na uczcie zajmował więcej miejsca niż pod koniec cała wojna.

Druga rzecz, która mi nie leży, to absolutna durnota królowej. OK, w oryginale zakazano wrzecion. Ale noże to poważniejszy kawałek gospodarki – jak bez nich pokroić chleb, obrać ziemniaki, pokroić mięso? Co jeść? Ale to tylko jeden przykład – najpierw czeka z wytęsknieniem na urodziny syna metodą izolowania się od swatów (rzekłabym, że to rzadko prowadzi do zajścia w ciążę), potem myśli o przekupywaniu wrogów talerzami (ta, jasne, talerzyk to taki cymes, że zostawia się w spokoju państwo), potem jako matka popełnia wszelkie błędy, które tylko przyjdą jej do głowy… No, głupia pinda na tronie, doprowadzająca do upadku kraj. Bez powodu zazdrosna o synową. Nie kupiłeś tym mojej wewnętrznej feministki.

Trzecia sprawa – nie jestem pewna, kto jest adresatem. Niby bajka jak dla dzieci, z baśniowymi nielogicznościami, ale obudzenie księciunia jest wybitnie niedziecięce. Choć może być symboliczne. Albo metaforyczne.

Zdarzały się kiksy. Na przykład tu:

zaczęły terkotać, opisując przymioty Talii.

Nie chodziło aby o przywary? Bo przymioty to zalety, a potem krytykują dziewczynę.

Babska logika rządzi!

Hej! Pięknie dziękuję za komentarz :) Co do kiksów, to fakt, tutaj powinny być przywary :) Natomiast kwestie takie jak fenomen ciąży właśnie miały stanowić o baśniowości tekstu. Elementy “dorosłe” wynikają z próby wykreowania czegoś podobnego do ludowych historii, z obecną tam charakterystyczną brutalnością (gwałty, morderstwa, kanibalizm i takie tam).

Być może konstrukcja tekstu jest zachwiana i powinienem mocniej rozbudować rozwinięcie albo zakończenie. Wynika to z tego, że chciałem w tekście dużą uwagę poświęcić temu, co wydaje mi się kluczowe dla fabuły. Chciałem wprowadzić styl narracji charakterystyczny dla baśni, jednakże mogło to przynieść kilka mankamentów w strukturze narracji. 

Co do królowej – może za bardzo szukałem tej baśniowości i chciałem zrobić z niej czarny charakter. Z drugiej strony… niejedna matka czy ojciec w historii zasługiwała na tytuł giga dzbana ; ]

Talerze zaś można traktować jako artefakty czy symbole przedmiotów o znacznej wartości.

Jestem ciekaw, co powiedzą inni . Bardzo dziękuję za tyle cennych uwag;)

Ja mam delikatny problem z tym tekstem. Z jednej strony wszystko jest ok (czytało się w porządku), z drugiej strony nie wciągnęło. Cały czas mam wrażenie, że zamiana nie wiele co zmieniła w tej opowieści, a królowa zachowuje się przedziwnie. Co z początku nawet da się umotywować, ale później już chyba nie bardzo. W końcówce królowa zadziwiająco zaczyna przypominać Herę, która tak uwzięła się na Herkulesa (ta kąpiel z wężami, czy chęć nakarmienia syna jego dziećmi i zrzucenia winy na synową). I nie zrozum mnie źle – to jest nawet fajny zabieg (świadomy lub nie, choć możliwe też, że zbyt popłynęłam z interpretacją), ale nie bardzo wiem/kupuje, co królowa tak się uwzięła na tę kobitkę. Rozumiem, że mogła być zazdrosna (ok), pragnęła uchronić i zatrzymać syna (ok), inny powód… np. „bo tak” (ok), ale nie wiem, czy jestem w stanie to zaakceptować jako całość – choć nie ja tu jestem autorem i nie wiem, co ten miał na myśli ;)

niejedna matka czy ojciec w historii zasługiwała na tytuł giga dzbana ; ]

I akurat to jest niezłe wyjaśnienie. Wiadomo, że pewne rzeczy czasem dzieją się tak po prostu i nie muszą mieć przyczyny. Niemniej jednak i tak trochę to zgrzyta.

Cześć. Przeczytałem i zastanawiam się, o czym to jest. Z jednej strony widzę elementy ze śpiącej królewny, i to rozumiem, mamy ZAMIANĘ. Z drugiej mamy bogato opisany świat, rządzący się jakimiś dziwnymi prawami. W dodatku, pokazujesz w tym świecie związki przyczynowo-skutkowe, które prowadzą do pewnych absurdów.

Królowa zamknęła granice, spoko, wszyscy to kupili. Zakazała użycia noży i mieczy, to wszyscy zaczęli je tępić. Jak!? Posłuch ma ta królowa, nie ma co… Wszyscy tacy potulni. To trochę tak mi wygląda: jakby nasz rząd wprowadził prohibicję przykładowo, ludzie słysząc o tym przestali by sięgać po alkohol, ot tak, z miłości do władzy… Nikt by się nie buntował, nikt butelki (miecza) nie podniósł. Zwłaszcza, że ta królowa raczej nie jest najbystrzejszą owieczką w stadzie (albo przynajmniej na mnie nie robi takiego wrażenia)

Motyw z zamiana fajny, natomiast świat naciągnięty strasznie na potrzeby opowieści, i jak dla mnie odrealniony (zachowania ludzi i ich postawy)

I jeszcze zakończenie. Książę współzabija matkę, rusza wojować i szybko podbija pół świata, a jego żona (która jeszcze niedawno wspinała się po murach i wypalała sobie piersi) poświęca się wychowaniu dzieci. Konkretna metamorfoza bohaterów, książątko zostaje Aleksandrem Wielkim a jego nieustraszona do tej pory partnerka poświęca się dzieciom.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć, Piotrze! Mam trochę problem z tym opowiadaniem, bo ma bardzo mocne wątki taki jak współzawodnictwo żony i teściowej oraz nieporadność królewicza wobec tego konfliktu. Ma też słabsze jak mała konsekwencja w zachowaniu królowej matki, której przydałoby się sporo logicznych dopowiedzeń. I kwestia noży wspomniana przez Finklę też dość problematyczna… Z drugiej strony w krótkim tekście postanowiłeś nakreślić dość sporo tła dla wszystkich relacji i polityki świata przestawionego.

Ale w sumie jest całkiem fajnie i czekam na kolejne opowiadania i pozdrawiam.

 

O tyle trudno jest mi tu napisać jakiś obszerniejszy komentarz, że moje odczucia są bardzo zbieżne z opinią Finklów, więc tak naprawdę będę głównie powtarzał po nich. ;)

Tekst faktycznie ma trochę zachwiane tempo. Jest trochę jak taki senny taksówkarz, który najpierw jedzie sobie powolutku przez miasto, by nagle, zerknąwszy na zegarek, przyspieszyć i gnać na złamanie karku. Wstęp nieco się snuje, później dostajemy dość mocny ostrzał, jeśli chodzi o zdarzenia. Nie przekreśla to opowiadania, ale na pewno ma jakiś wpływ na odbiór.

Podobnie rzecz ma się ze stylem, który z jednej strony jest przyjemnie baśniowy, z drugiej od czasu do czasu zdecydowanie wykracza poza tę baśniowość nadmiernie odważnymi scenami (wskazywała to Finkla, więc już nie będę mocniej rozwijał).

Natomiast trzeba przyznać, że (mimo tego zrzędzenia) opowiadanie ma swoje momenty oraz zalety i nie można o tym zapominać. Sama stylizacja baśniowa bardzo fajna, pomysł wyjściowy na tekst też niczego sobie. Słowem, marudzę nawet nie dlatego, że jest źle, ale raczej, że mogło być dobrze, a jest tylko (albo i aż) przyzwoicie. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No to ja się podzielę spostrzeżeniami od strony technicznej:

 

uciekającym na krawędź świata królestwom, z których Tea była najbogatsza

Skoro mówimy o królestwach, to Tea powinna być raczej spośród nich najbogatszym.

królowa Tei podpisała pokój z wrogami

Podpisać mogła traktat pokojowy, pokój się raczej zawiera.

Najważniejszy doradca, wierny przyjaciel dynastii rady

Nie bardzo kumam, o co chodzi z tym “przyjacielem dynastii rady”, nie za dużo tu tych grzybków?

Moja Pani!

Liczę, że cudowne rodzicielstwo tchnie nowego ducha w naszą Panią.

Jaśnie Pani zaprasza na wspólną kąpiel w łaźniach królewskich.

“Pani” z wielkiej litery to forma grzecznościowa, której używamy w pismach (powiedzmy: w listach), natomiast zupełnie niepotrzebna jest ona w zapisie dialogu.

Teraz w całej swej mądrości ja przejmę ten ciężar.

Cóż za skromność xD

pewne rzeczy szły szlakiem wytyczonym po tragicznej śmierci dawnego króla

Zasadniczo błędu tu nie ma… Ale brzmi to mało elegancko. Coś w stylu “Pewne sprawy toczyły się szlakiem” wyglądałoby imo lepiej.

udam się rozliczyć ile mięsiwa potrzebujemy

Raczej obliczyć, rozlicza to się po zawarciu jakiejś transakcji.

balu wyprawionego na cześć urodzin księcia

Na cześć → czyją? → księcia vs. z okazji → jakiej? → urodzin księcia. Albo, albo.

Na ulicach wykwitły gąszcze kramów, na których sprzedawano…

Raczej w których lub przy których. Raczej nie sprzedaje się na kramach (ani na gąszczach).

jął rozlewać gościom wybornego wina

Rozlewać → co?wyborne wino.

A teraz zapraszamy do honorowego miejsca

Na honorowe miejsce, nie do.

Po drugie, królowa zarządziła

Ja rozumiem to “po drugie”… Tylko nigdzie nie było “po pierwsze” ;)

zabroniono czynienia turniejów rycerskich

Raczej organizowania, w tym kontekście “czynienie” zgrzyta.

podał młodemu miecz od strony głowni

No nie wiem, może głownią naprzód?

– Czemu nikt nie wyszedł nam na spotkanie? – zapytała zirytowana zniewagą i brakiem odpowiedniego szacunku – dlaczego wszyscy tu śpią? – dodała, czując dreszcz niepokoju. Kiedy jej koń padł, poczuła jeszcze falę gorąca i pot, rozlewający się po ciele. „Czy moje słoneczko dotknęło ostrza?” – szepnęła jeszcze w myślach, nim zapadła w magiczny sen.

– Czemu nikt nie wyszedł nam na spotkanie? – zapytała (…). – Dlaczego wszyscy tu śpią? (…) “Czy moje słoneczko dotknęło ostrza?”, szepnęła

^ Bardziej złożona wypowiedź i pojawiają się błędy w zapisie. Generalnie zapis dialogów jest dość skomplikowany i radziłabym zgłębić jakiś poradnik (osobiście polecam ten na Fantazmatach: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ – mnie bardzo rozjaśnił w głowie w tym temacie).

Jak widzisz, ostatnią półpauzę podmieniłam na przecinek. W zasadzie jej użycie nie było błędem, ale ponieważ zastosowałeś ją w dialogu, można się pogubić w tym, gdzie jest wypowiedź postaci, a gdzie już narracja.

Owa kobieta dla własnej wygody obcięła i wypaliła prawą pierś, chodziła w lamelkowym pancerzu, a u boku miała lasso i mocną włócznię.

Hmhmhm, aż by się chciało zacytować Milvę:

Musiał to jakiś poeta wydumać. Siada taki i wypisuje osielstwa, pióro w nocniku maczając, a głupie ludzie wierzą. Co to, cyckami się strzela, czy jak? (…) O tym obcinaniu to durnota, wymysł głowy próżniaczej, której wiecznie aby babskie cycki na myśli.

No bo zastanowiło mnie mocno, po cóż Talia tę pierś obcinała? Przypuszczam, że jest to nawiązanie do mitologicznych Amazonek, które ma na celu z marszu w głowie czytelnika stworzyć obraz dzielnej wojowniczki? No niech będzie, choć nie wyobrażam sobie, jak pierś ma przeszkadzać w walce :P

Oniemiały książę postanowił dochować rycerskości i nie wypierać się aktu, jaki dopełnił jego przebudzenie

Dochować rycerskości, mówisz? A może, nie wiem, postąpić po rycersku, zachować się jak rycerz czy coś? Tak jakoś bardziej po ludzku…

… dzikość w spojrzeniu – prawiła jedna.

ten brak odpowiedniej dystynkcji? – wtrąciła kolejna.

Ach, te dialogi…

…dzikość w spojrzeniu – prawiła jedna.

I ten brak odpowiedniej dystynkcji! – wtrąciła kolejna.

Jeśli na początku wypowiedzi jest wielokropek, mała litera jest wskazana (ale bez spacji), natomiast w przypadku braku wielokropka już wypada użyć wielkiej. Wypowiedź “kolejnej” wg mnie nie brzmi jak pytanie, więc sugeruję tu pełen oburzenia wykrzyknik.

W końcu Talia urodziła bliźniaki.

Bliźniaki są zbyt potoczne i zgrzytają, raczej urodziła bliźnięta.

W tym czasie królowa matka zmusiła szambelana, by zadbał o przygotowanie pieczeni z Talii oraz nowo narodzonych niemowląt.

Zdanie to jest dość dziwne. Sugerowałabym rozwinąć ten fragment nieco i w kilku zdaniach opisać, na czym polegać miała intryga, żeby wyglądało to jakoś zgrabniej.

myślała zadowolona królowa, popijając wina

Popijając → co? → wino. No chyba że popijała kilka różnych win równocześnie, ale to by było już naciągane.

Ta wyrwała z boku łowczego zakrzywiony sztylet myśliwski, zbiła cios teściowej i wzięła zamach.

A któż temu biednemu łowczemu sztylet w bok wraził? Może wyrwała z pochwy łowczego czy po prostu wyrwała łowczemu…

 

Wybacz, że aż tyle się czepiam (przy czym pominęłam brakujące przecinki i powtórzenia w tekście). Mam nadzieję, że na tym skorzystasz :)

To teraz te przyjemniejsze aspekty. Nie będę wzorem moich przedmówców wytykać nieścisłości fabuły, naciąganej konstrukcji świata przedstawionego, nawiedzonej królowej… Bo w mojej opinii nie są to elementy złe, niepoprawne i szczególnie rażące. Proszę państwa, jesteśmy w baśni! A baśnie często łączą zupełnie logiczne ciągi przyczynowo-skutkowe z kompletnym absurdem. I to jest coś pięknego, taka pewna beztroska i niekonsekwencja. Ja to szanuję i chwała Ci, że sobie na to pozwoliłeś :)

Pomijając to wszystko, do czego się przyczepiłam, generalnie posługujesz się dość przyjemnym, typowo baśniowym językiem, co w tym wypadku zaliczam zdecydowanie na plus. Ale żeby nie było zbyt bajkowo i różowo (niczym peleryna Trzynastego Czarnoksiężnika – swoją drogą, ciekawe odwrócenie ról), stosujesz kilka dość odważnych zagrań i daje to interesujący efekt. Choć jak dla mnie mogłoby być ich ciut więcej (jak na te wszystkie wojny, węże i pieczenie, wyjątkowo mało krwi było), ale to już moje subiektywne odczucie.

Podsumowując: czytało się nieźle, całkiem spoko debiut :) Pracuj ciągle nad warsztatem i będzie tylko lepiej!

Spodziewaj się niespodziewanego

Debiucik niczego sobie. Pomysł mi się podoba, choć podzielam zastrzeżenia Finkli.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zacznę od tego, co przyjemne: dziękuję za wszystkie komentarze i podzielenie się spostrzeżeniami co do tekstu. (…)Proszę państwa, jesteśmy w baśni!(…) – no też z takiego założenia wychodziłem, ale jak widać po niektórych komentarzach, taka formuła bywa nie do końca strawna ;) Nana, sporo błędów nigdy bym chyba nie wyłapał. W wolnej chwili poprawię tekst, dzięki za pokazanie przykładów kiksów językowych.

oidrin, CM, kaspojeja: chyba moim błędem było założenie: baśń= ma być prościej i krócej.

krar85: “Nikt by się nie buntował, nikt butelki (miecza) nie podniósł.” ← nie wszyscy byli zachwyceni, ale niezadowolenie nie doprowadziło do punktu “wrzenia” – ci najbardziej zdenerwowani “zadowolili się” marudzeniem.

“a jego żona (która jeszcze niedawno wspinała się po murach i wypalała sobie piersi) poświęca się wychowaniu dzieci.” ← rzeczywiście trochę tak to wygląda, tu przyznaję, że mi umknęła roszada między Talią i Heliosem. W zasadzie żałuję, że oboje nie ruszyli na wojnę, zostawiając dzieci z piastunką.

Polecam się ;) Niby w bety uderzam nader rzadko, ale w gruncie rzeczy lubię się czepiać (oczywiście najlepiej tak, żeby z tego coś wynikło), więc czasem sobie odbijam w komentarzach pod opublikowanymi tekstami :D

Spodziewaj się niespodziewanego

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Twój retelling kilku baśni wygląda, niestety, trochę jak streszczenie szerszego pomysłu na niedługą powieść. Większość wydarzeń streszczasz szybkim biegiem, pędzisz przez fabułę, nie dając możliwości oddechu, a szkoda, bo w tym pomyśle na zamianę jakiś potencjał był. Częścią mojego problemu z tym tekstem jest fakt, że mieszają się w nim różne porządki fabularne. Część historii jest opowiedziana baśniowo i utrzymana w logice baśni (bo zakaz noży da się wybronić wyłącznie w taki sposób), w części przechodzisz w coś, co jest bliższe, powiedzmy, realizmowi w rozumieniu fantasy (spory rodzinne, by już nie powiedzieć o sposobie obudzenia księcia). Generalnie, niestety, ani historia, ani sposób jej opowiedzenia mnie nie porwały.

Nowa Fantastyka