- Opowiadanie: NaNa - Matka

Matka

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy IV

Oceny

Matka

Pochylała się nad pustą kołyską, wdychając chciwie ledwo wyczuwalną woń rozkładu. Wciąż słyszała ostatnie chrapliwe tchnienie, które cudowną melodią rozbrzmiało w jej uszach, gdy wzięła dziecko. Czuła na plecach martwe spojrzenie, pętające ją jak łańcuchem – zbyt słabym jednak, by nie mogła go zerwać. W końcu puste oczy powinny być pełne miłości, która zwycięży wszystko, lecz biło z nich tylko bezbrzeżne cierpienie. To bez znaczenia. Jego też zabrała. I zabierze wszystkich.

Długie białe palce czule pieściły rzeźbione drewno, jeszcze oddychające słodkim dziecięcym zapachem. Poruszony gwałtowniejszym gestem gładki materiał obszernego rękawa leniwie spłynął z przedramienia i zatrzymał się w zgięciu łokcia, obnażając bladą skórę. Spojrzała w dół i nagle zadrżała.

Ręka nie należała do niej.

 

***

 

Obudziła się zlana zimnym potem, tłumiąc krzyk. Przez chwilę z przerażeniem nasłuchiwała. W końcu odetchnęła, wyławiając z mroku nocy słabiutki szmer. Skupiła się na nim, usiłując odegnać widmo znienawidzonego koszmaru, nawiedzającego ją, odkąd została sama. Wciąż jednak czuła na sobie spojrzenie rzucane z wiszącego na ścianie krzyża – które zamiast dodawać otuchy jedynie odbierało resztki nadziei – a przed oczami majaczyło upiorne widmo trupio bladej dłoni.

Nie mogąc poradzić sobie z prześladującą ją wizją, wstała i ostrożnie podeszła do kołyski synka, by poszukać pocieszenia w jego maleńkiej, niepewnej obecności. Wsłuchała się w słabiutki oddech, modląc się o dar życia dla chłopca. Wiedziała, że dla niego byłoby lepiej, gdyby odszedł, jednak nie potrafiłaby zdobyć się na brutalny akt łaski dla tej delikatnej istotki – mimo głębokiej nienawiści żywionej do jej ojca. To jedyne dobro, jakie po sobie zostawił i kochała je nad życie.

Dziecko poruszyło się nieznacznie, jego jasne oczy zalśniły w mroku, wypatrując matki. Dziewczyna wzięła swój skarb na ręce i przytuliła ostrożnie, by nie sprawić mu bólu. Choć malec nigdy nie zapłakał, wiedziała, że musi bardzo cierpieć. Tym bardziej z zadziwieniem obserwowała, z jaką determinacją walczy o kolejne dni, płacąc niewyobrażalną cenę za każdy oddech. Gdyby tylko była twardsza, już dawno przerwałaby tę wątłą nić, tak jak uczyniła to z jego ojcem. Ale wtedy było łatwiej. Jego nie kochała.

 

***

 

Jej rodzice zmarli, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Została w drewnianej chacie z dużo starszym bratem, który miał się nią zaopiekować. Z początku dobrze o nią dbał, jednocześnie surowo karząc za każde, najmniejsze nawet przewinienie. Z czasem jednak wszystko zaczęło się zmieniać. Widząc, że siostra nie ma odwagi, by mu się sprzeciwiać, stawał się coraz brutalniejszy. Zadawanie jej bólu – zarówno fizycznego, jak i psychicznego – sprawiało mu przyjemność. Podporządkował ją sobie całkowicie i zmuszał do najokropniejszych rzeczy.

W końcu i to przestało mu wystarczać. Dziewczyna – teraz już kilkunastoletnia – dojrzewała, powoli rozkwitając. Choć nie miała zadatków na prawdziwą piękność, jej figura nabierała wyjątkowo kuszących kształtów, a niezgłębiony smutek w oczach sprawiał, że było w niej coś magnetyzującego. Mężczyzna widział te zmiany i z każdym dniem czuł, jak coraz silniej rozpalają w nim nieznane dotąd pożądanie. Aż pewnej nocy, pijany jak wiele razy wcześniej, całkiem stracił nad sobą panowanie i odebrał jej to, co w jego mniemaniu słusznie mu się należało. Od tej pory, nie widząc w tym nic niewłaściwego, co wieczór przyklękał pod starym krzyżem wiszącym na ścianie i modlił się tak, jak potrafił, a potem wykorzystywał bezbronną siostrę do spełniania swoich wynaturzonych zachcianek.

Nie mając dokąd uciec ani do kogo się zwrócić, dziewczyna przez lata znosiła ból i upokorzenia. Tyle razy marzyła o odebraniu sobie życia… Lecz nie miała dość odwagi, by spróbować. Wiedziała, że gdyby ten potwór domyślił się jej zamiarów, zadałby jej kolejne ciosy o wiele dotkliwsze niż ten litościwy – śmiertelny. Bojąc się więc choćby głośniej odetchnąć, by nie zbudzić bestii, zamykała się w swoim małym świecie wewnętrznym, próbując w ten sposób uciec przed czyhającymi na nią pułapkami tego zewnętrznego. Wiedziona silną wolą przetrwania, tkwiła w swoistym marazmie – aż zrobiło się za późno.

Dzień, w którym zorientowała się, że jest w ciąży, był zarazem najgorszym i najlepszym dniem w jej upodlonym życiu. Nagła pewność nieuniknionego rozbudziła w niej dawno uśpiony instynkt i pozwoliła podjąć trudną decyzję. Tego wieczora po raz ostatni pozwoliła się brutalnie zgwałcić, tłumiąc krzyk zaciśniętym w zębach kawałkiem brudnej szmaty, a gdy jej wieloletni oprawca wreszcie zasnął, posapując z zadowolenia, bez wahania sięgnęła po nóż, którego używał do oprawiania upolowanej zwierzyny. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, wbiła mu długie ostrze tuż poniżej mostka i szybko pociągnęła w dół, rozpruwając powłoki brzuszne i uszkadzając narządy wewnętrzne. Ochrypły wrzask wdarł się w ciszę nocy, lecz gwałtownie go przerwała, uderzając na oślep. Trafiła w oko. Poczuła opór, gdy metal zazgrzytał o tylne sklepienie czaszki. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na słabość. Wypuściła rękojeść z drżącej dłoni i zalała się łzami, w których rozpacz mieszała się z ulgą.

Nad ranem z trudem wywlokła sztywne ciało brata z chaty. Wepchnęła je do niewielkiej rozpadliny w lesie i przykryła stertą gałęzi. Upewniła się, że nikt przypadkiem nie natknie się na zwłoki – czym nie musiała się specjalnie martwić, wszak ludzie nie zaglądali do tego zapomnianego przez Boga zakątka – i od tej pory nie poświęciła im ani jednej myśli. Choć nocami zaczęły ją nawiedzać koszmary, była dziwnie spokojna o swój los. Wiedziała, że urodzi dziecko tego potwora. I była pewna, że nie pozwoli mu przeżyć.

Poród był długi i trudny. Kiedy w końcu chłopiec przyszedł na świat – ponad miesiąc za wcześnie – był bardzo słaby. Dziewczyna – skrajnie wyczerpana, lecz wciąż zdeterminowana, by nie pozwolić mu zaczerpnąć oddechu – zbierała siły, by się podnieść i zniszczyć to maleńkie życie, gdy zamiast donośnego płaczu rozległo się cichutkie kwilenie. Spojrzała z rozczuleniem na nowo narodzone dziecię i poczuła, jak wzbiera w niej nieznane dotąd, słodkie uczucie. Pokochała to dziecko, choć było owocem lat niezmierzonych cierpień. Zrozumiała, że nie potrafi go zabić, obiecała więc sobie, że zrobi wszystko, by dać mu jak najdłuższe i najlepsze życie.

 

***

 

Otrząsnęła się ze wspomnień, które zalały ją falą, gdy tuliła do piersi śpiące niemowlę. Obróciła się powoli, starając się nie zbudzić synka i nagle znieruchomiała. W półmroku przed nią majaczył niewyraźny cień pochylający się nad pustą kołyską. Smukłe białe palce leniwie pieściły próchniejące drewno. Pierś nieznacznie unosiła się przy każdym głośnym, chciwym wdechu.

Zgarbiona postać obróciła się powoli, unosząc dłoń. Obszerny rękaw zwiewnej szaty zsunął się w dół, obnażając chude przedramię. Dziewczyna zadrżała gwałtownie, rozpaczliwie przyciskając do siebie dziecko.

– Kim jesteś?

Wiesz, usłyszała szept w swojej głowie. Bezwiednie skinęła, jeszcze mocniej zaciskając ręce obejmujące drobne ciałko.

– Nie oddam ci go!

Nie musisz. W stłumionym głosie słychać było drwinę. Sama go zabiorę, kiedy przyjdzie czas. Teraz twoja kolej.

Nim dotarło do niej znaczenie tych słów, zjawa zniknęła, pozostawiając po sobie ledwo uchwytną woń rozkładu. Dziewczyna rozejrzała się niepewnie, czując, jak synek porusza się w jej objęciach. Zakwilił cicho, boleśnie, a ona instynktownie zwolniła uścisk i delikatnie ułożyła go obok siebie. Słuchała, jak jego drżący oddech powoli zwalnia, mimo woli po raz kolejny zastanawiając się, jak by zareagowała, gdyby całkowicie ustał. Próbowałaby go ratować? A może pozwoliłaby mu odejść? Gubiąc się w tych ponurych myślach, w końcu odpłynęła w ciężki sen.

Nad ranem zbudził ją szloch. Dziwnie osłabiona i ledwo przytomna, z trudem uświadomiła sobie, że dobywa się z jej ust. Zamrugała kilka razy, przeciągając suchym językiem po spieczonych wargach. Naraz dotarło do niej, że nie czuje ciepła bijącego od małego ciałka, które powinno leżeć u jej boku. W panice zerwała się tak szybko, że zakręciło jej się w głowie. Powiodła mętnym wzrokiem wokół i odetchnęła z ulgą, widząc dziecko spokojnie śpiące w kołysce. Nogi ugięły się pod nią w tym samym momencie, gdy uprzytomniła sobie, że go tam nie zanosiła. Była to ostatnia zborna myśl w jej głowie, nim upadła i pogrążyła się w ciemności, która chciwie wyciągnęła po nią swe macki.

Kolejne przebudzenie było bolesne. Czuła, jak jej pierś przygniata wielki ciężar, nie pozwalając zaczerpnąć głębszego oddechu. Wstrząsane drgawkami ciało było tak osłabione, że ledwo mogła choćby unieść ręce. Przyjrzała im się, ze zgrozą obserwując osypujące się z nich fragmenty martwej tkanki. Skóra była całkowicie wysuszona, łuszczyła się wielkimi płatami, powodując krwawienie, a miejscami wręcz odsłaniając mięśnie.

Po jej twarzy spłynęło kilka pojedynczych łez, mieszających się z krwią. Zrozumiała, że umiera i było jej to obojętne. Nie mogła jednak znieść myśli, że odejdzie, zostawiając na tym świecie jedyną istotę, którą kochała – samotną, bezbronną, skazaną na okrutną śmierć. Spojrzała z wyrzutem na wiszący nad nią złowrogo krzyż, szukając potrzebnych jej sił. W końcu zwlokła się z posłania i słaniając się na nogach, podeszła do kołyski. Ostrożnie wyjęła z niej śpiące dziecko i wróciła do łóżka, tuląc je w ramionach. Ochrypłym głosem zaczęła nucić starą melodię – jedyną, jaką znała – i delikatnie przyłożyła poduszkę do maleńkiej twarzyczki.

Pociemniało jej przed oczami, gdy dociskała poduszkę coraz mocniej. Wciąż śpiewała słabym głosem, kiedy poczuła, jak zimna dłoń rozwiera jej palce. Chciała zaprotestować, gdy ktoś odebrał jej synka, jednak zabrakło jej na to sił. Przez chwilę bezradnie próbowała zaczerpnąć życiodajny oddech, walcząc z nieznośnym bólem. W końcu się poddała, wydając z siebie ostatnie chrapliwe tchnienie.

 

***

 

Pochyliła się nad pustą kołyską i złożyła w niej kwilące dziecię. Przez chwilę stała nad nim, pieszcząc dłonią próchniejące drewno i napawając się rozpełzającym się po izbie zapachem śmierci. Gładki materiał jej szaty poruszał się lekko w rytm nierównych oddechów chłopca, który był już niemal u kresu. Niedługo przyjdzie czas i na niego…

O tak, mój maleńki. Ale najpierw musisz jeszcze trochę znieść. Trochę pocierpieć.

Czuła na plecach nienawistne spojrzenie rzucane ze ściany. Uśmiechnęła się do siebie bezkrwistymi ustami. Mogła darować życie i mogła je odebrać. Była matką nieszczęść i smutków, matką chorób i bólu. Była śmiercią. Była niezwyciężona. A teraz po raz kolejny zatriumfowała.

Obróciła się i ujęła martwą dziewczynę za rękę. Wstań. Blade widmo uniosło się nad posłaniem, patrząc przed siebie pustym wzrokiem. To nieprawda, że po piekle na ziemi każdego człowieka czeka Niebo. Może ono gdzieś tam jest, ale nie dla ciebie.

Postać w zwiewnej szacie rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę kołyski. Wkrótce po ciebie wrócę, wyszeptała i wyprowadziła duszę biednej znękanej dziewczyny z chaty. Powiodła ją ku ścianie lasu, gdzie stał korowód podobnych jej potępieńców. Z uśmiechem, którego nie było widać spod obszernego kaptura, podała jej dłoń zamordowanemu bratu, który cierpliwie na to czekał.

Pora rozpocząć taniec.

Koniec

Komentarze

Nieźle postraszyłaś. Mam jednak wrażenie, że z bratem trochę przesadziłaś. Tyle nieszczęść spada na tę biedną dziewczynę, że w pewnym momencie włącza się niewiara.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ależ ponuuuury klimat. Pasuje do Beksińskiego ;) Całkiem, całkiem.

 

Zgarbiona postać obróciła się powoli, unosząc dłoń. Obszerny rękaw zwiewnej szaty zsunął się w dół, obnażając chude przedramię. Dziewczyna zadrżała gwałtownie, rozpaczliwie przyciskając do siebie dziecko.

– Kim jesteś?

Wiesz, usłyszała szept w swojej głowie. Bezwiednie skinęła, jeszcze mocniej zaciskając ręce obejmujące drobne ciałko.

– Nie oddam ci go!

To pytanie śmierci “kim jest” wydawało mi się mało przekonujące. Mamy tu wokół grozę, bohaterka powinna raczej być sparaliżowana, albo myśleć o ucieczce, walce, coś w tym stylu, a nie zadawać pytania. Według mnie wystarczyłoby, jakby krzyknęła “Nie oddam ci go!”

A właśnie zabierałem się do tego, żeby zajrzeć na któreś z Twoich archiwalnych opowiadań. Skoro jednak pojawiło się nowe, to trafiłem tu. Niestety, tym razem nie będę chwalić jak poprzednio.

Budujesz klimat, to niewątpliwie. Niemniej tym razem niektóre zdania wyszły zbyt długie. Co ciekawy był mniejszy problem z długością akapitów (choć niektóre nadal można dzielić, ale tym razem nie odczuwało się tego jak poprzednio). Ponadto trochę miejscami przeciągnięte. I to jest zresztą ciekawe, bo miałem naprzemiennie wrażenie, że ton tekstu uzasadnia jego spowolnienie i odczucie, ze jednak za bardzo spowolnione. No można było jednak skrócić.

Problem pojawia się tez z trochę “rozjeżdżającym się” zakończeniem. Jakkolwiek ostatnia scena jest mocna, wręcz brutalna, a przy tym wcale nie aż tak jednoznaczna (podobnie zresztą jak gest z przełożeniem do kołyski pomimo myśli, nadaje niejednoznaczności), to jednak coś zgrzyta ze sceną przedostatnią. Nie z jej wymową, raczej z tym, ze coś w tekście sprawia wrażenie raczej opisania wyrwanej sceny. Co jest trochę dziwne, bo scena ta ma kontekst, Może właśnie wspomniane rozciągnięcie powoduje pewne rozkojarzenie?

Co natomiast jest udane – ta sceneria jest ciemniejsza i mroczniejsza niż grafika, która się inspirowałaś. W tym również kolorystycznie. Pomimo zasugerowanej grafiki, w wyobraźni i tak pojawiają się mroczniejsze barwy. Mroczna, smutna, przerażająca historia.

ciekawe jest tez to, że gdyby nie pało jedno, jedyne słowo “chata”, opowieść byłaby bardzo uniwersalna czasowo.

I tak BTW, znów piszesz w zamkniętej przestrzeni. Tylko tym razem to nie jest duży dom, a ciasny, klaustrofobiczny pokój. Co tez na swój sposób pogłębia przerażenie.

 

Irka_Luz no cóż, brat sam mi się tam jakoś wepchał z butami. Zresztą, z tego co pamiętam, cała koncepcja zaczęła się wbrew pozorom właśnie od niego. Do samego końca nie miałam pojęcia, co z tego finalnie wyjdzie, ale zasiadałam do pisania, mając w głowie obraz ludzkiej tragedii, która miała jakoś przeistoczyć się w coś bardziej nieziemskiego – i oto mamy efekt.

 

Podziałowy cieszy mnie, że wpasowałam się z klimatem :)

To pytanie może było takim tanim chwytem, pojawiającym się często i gęsto w prozie – w moim odczuciu bohaterowie postawieni w trudnej sytuacji mają dziwną tendencję do zadawania głupich pytań, nawet jeśli z góry znają odpowiedź lub jest ona nie tylko oczywista, ale i nieistotna. Choć rzeczywiście jest to nieco naciągane.

 

wilku-zimowy to jest archiwalne opowiadanie, tylko niekoniecznie na tym portalu ;)

Niestety, tym razem nie będę chwalić jak poprzednio.

“…tym razem będę chwalić inaczej”? Tak mi tu wynika z całokształtu.

Wiem, często miewam te dusiciele zdaniowe i akapitowe… Teraz, kiedy zwracacie mi na to uwagę (i chwała Wam za to), staram się pilnować przy pisaniu, żeby to ograniczać, choć może nie zawsze się udaje. Ale w archiwaliach może tego wciąż być sporo, a z zasady nie lubię zbytnio poprawiać starych tekstów – owszem, przeglądam je pod kątem literówek, powtórzeń i innych takich potknięć, ale nie chcę specjalnie zmieniać kształtu tekstu, choćby pod względem tych węży, zwłaszcza jeśli tekst był już publikowany. A skrócić jednak nie można było, bo w Histerii obowiązuje zarówno dolny, jak i górny limit długości tekstu.

Fakt, że zakończenie się trochę rozjeżdża. Nie myślałam o tym, póki nie wspomniałeś, ale w zasadzie chyba jest tu pewna luka fabularna. Co prawda przez cały tekst przewija się ta nieszczęsna śmierć i można się spodziewać, do czego to doprowadzi, poza tym jest jasno powiedziane, że “ostrzy zęby” na bohaterkę… Ale ta nagła choroba wydaje się jakoś niedopracowana. To chyba ona zgrzyta.

Cieszę się, że “widzisz” te barwy, znacznie odbiegające od obrazu Beksińskiego. Bo w mojej głowie one od początku były ponure i przygaszone, a w izbie było zdecydowanie zbyt ciemno. Fajnie, że udało się to oddać klimatem i zmusić wyobraźnię czytelnika do pracy, zamiast tylko zanimować wybrany przeze mnie obraz.

Rzeczywiście, równie dobrze mógłby to być pokój w jakimś domku na przedmieściach, mieszkanie w bloku czy komnata zamkowa (namiot, tipi, igloo… Co kto woli) – ale widzę, że oprócz wiktoriańskich rezydencji dziwnym umiłowaniem darzę stare chatki w głębi lasu… Niemniej ma być klaustrofobicznie, nieustannie. Taki już mój wątpliwy urok :)

 

Dzięki Wam serdeczne za poświęcenie czasu na przeczytanie i zostawienie po sobie śladu!

Spodziewaj się niespodziewanego

No nie wiem czy to “chwalenie inaczej” – rozjechane zakończenie i objętość dwa razy dłuższa, niż by było optymalnie – dla mnie to uniemożliwiło klika do biblioteki :P 

Ale mimo wszystko sporo plusów było. Biblioteka nie jest najważniejsza ;) Za to skupienie czytelnika na tekście do tego stopnia, że zostawił solidny merytoryczny komentarz (niezależnie od tego, czy były w nim zawarte same "ochy i achy", czy wręcz przeciwnie) jest bezcenne! Do klikania nikt nie zmusza O:)

Spodziewaj się niespodziewanego

Jest ciężko, duszno i mrocznie. Spodobało mi się baśniowe ujęcie historii, ale mimo bycia miłośniczką “chorych” pomysłów, niezbyt kupuję tę historię. Uwaga, to moja subiektywna opinia do której w ogóle nie musisz się odnosić ;)

Szanuję wybór estetyki oraz konsekwentne podążanie w zaplanowanym rytmie, jednak ten ogrom nieszczęść jest tak duży, że aż się prosi o chwilowe przełamanie. Główna bohaterka jest całkowicie ofiarą – przeżyła brutalne traktowanie przez brata, urodziła jego dziecko. Ta kobieta po prostu jest. Ok, stawia się śmierci, ale to też wpada na ten sam tor. Nie ma w tym nic złego, ale bohaterka nie ma głębszego wyrazu. Jaka jest jej motywacja? Czy jest tam coś więcej? W fabule nic nie trzeba zmieniać, akcja może sobie płynąć jak już jest, ale oczekiwałabym o wiele, wiele więcej od postaci. Przedostatnia scena też nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Ta śmierć była tak nagła i dziwna; niepasująca do klimatu, który już rozpisałaś. Nasunął mi się zgon przez bardzo duże promieniowanie, ale dziecko powinno umrzeć w tym samym czasie. Wspominam Ci o tym, gdzie moja wyobraźnia poszła w dal, ponieważ nie wydaje mi się, aby to był Twój cel. Zaczęłam tworzyć swój własny scenariusz, a ja bym wolała czytać Twój – nie dodawać cokolwiek od siebie, aby wytłumaczyć wydarzenia w tekście.

Cóż, w mojej głowie bohaterka od początku była taka płaska i spętana przez wydarzenia, które działy się wokół niej, ale niejako poza nią. I rzeczywiście była ofiarą – tylko ofiarą. Jak wspominałam już gdzieś wyżej, po namyśle mi również jej śmierć zgrzyta… Ale to, że była nagła, dziwna i w sumie nieuzasadniona wynika z mojego postrzegania w tym konkretnym opowiadaniu śmierci – nie była to dobrze znana personifikacja śmierci, która w końcu przyjdzie po każdego, niezależnie od statusu itd. (choć końcowe nawiązanie do motywu dance macabre mogłoby na to wskazywać). To był taki mój "czarny charakter" – potwór, który niepodzielnie włada ludzkim życiem i śmiercią, ale nie przychodzi po każdego, lecz upatruje sobie konkretne ofiary. Na przykład nieszczęśliwą młodą ofiarę przemocy i jej chore dziecko. Albo jej nienormalnego brata. Dzięki piękne za przeczytanie i zostawienie komentarza!

Spodziewaj się niespodziewanego

Niezbyt lubię opowiadania pisane na konkursy, których wymagań i założeń nie znam, ale tu chociaż wiem, co było Twoją inspiracją i uważam, że dzieło pisane współgra z obrazem. Podoba mi się też nieźle uchwycony mroczny i przytłaczający klimat, i muszę przyznać, że mimo mocno przygnębiającej treści, czytało się całkiem nieźle.

 

Dziew­czy­na teraz już na­sto­let­nia doj­rze­wa­ła, po­wo­li roz­kwi­ta­jąc. –> Nie wiem, kiedy dzieje się ta historia, ale pojęcie nastolatków/ bycia nastoletnią, pojawiło się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Mam wrażenie, że opisana rzecz dzieje się chyba dużo wcześniej i dlatego uważam, że to określenie nie powinno znaleźć się w tym opowiadaniu.

 

Nie mając gdzie uciec… –> Nie mając dokąd uciec

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właściwie nie miałam w głowie jakichś konkretnych ram czasowych, ale na być może masz rację z tymi nastolatkami, pewnie to poprawię :) Dzięki za uwagi no i za komantarz! Cieszę się, że się to jakoś czyta.

Spodziewaj się niespodziewanego

Nie, NaNo, to się nie czyta “jakoś” – to się czyta bardzo dobrze. Naprawdę. Życzyłabym sobie, aby wszystkie opowiadania na tej stronie były tak porządnie napisane. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję serdecznie, tym bardziej się cieszę ^^

Spodziewaj się niespodziewanego

Hejka! 

No inspiracja obrazem faktycznie bardzo mocna ;) 

No przyznam się, że nawet jakoś łapanki nie robiłem, bo tekst pod tym względem wygląda bardzo porządnie. Historia również niczego sobie. Ja tam lubię właśnie taki mroczny klimat, zwłaszcza z ciekawie prowadzoną narracją. A kojarzę właśnie Twój inny tekst i jest nieco w również mroczniejszym stylu.

Łeee, no słabo że opko nie w biblio, ale ode mnie symboliczny klik chociaż będzie. No nic, dziś bez narzekania, czyli dobrze :) 

Pozdro! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No cześć! Cóż, jak się tak przyjrzę swoim tworom z dystansu, to widzę, że jeśli mam narzucony motyw przewodni (czytaj: piszę konkursowo) to przeważnie wchodzi on bardzo mocno (jak wyżej), a nie tylko luźnym nawiązaniem. Cieszę się, że nie ugodziłam przypadkiem w Twe poczucie estetyki i że tekst jest strawny. Zdaje się, że ten wspomniany to był "Zmierzch rodu Montalpich" – czyli akuratnie trafiasz w te co mroczniejsze. Nie zawsze siedzę w takich klimatach, choć ostatnio wyjątkowo często. Dzięki za klika i za brak narzekania (choć uzasadnione jest bardzo pożądane), no i za miłe słowa :) Również pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Hmmm. Faktycznie, bardzo ponure opowiadanie.

Mam wrażenie, że przesadziłaś z nieszczęściami dziewczyny. Żeby się jakoś oderwać od tych smętnych klimatów, zaczęłam się zastanawiać, skąd ona wzięła kołyskę…

Babska logika rządzi!

Ja? Ja tu z niczym nie przesadzałam, to samo się… O:) W sumie interesujące zagadnienie z tą kołyską… Może śp. tatuś był takim drwalem-artystą, ukradł drzewo z lasu i zrobił kołyskę, jak żona była w ciąży? Nie mam pojęcia xD W każdym razie dzięki za przeczytanie i zostawienie śladu :)

Spodziewaj się niespodziewanego

Lubię obrazy Beksińskiego, ale Twoje opowiadanie wydało mi się jeszcze bardziej mroczne i straszne. Mam wrażenie, że w pewnym momencie w odbiorze przeszkodziła mi zbytnia kwiecistość. Ale i tak przeczytałam ze ściśniętym gardłem.

Pozdrawiam serdecznie!

Witaj raz jeszcze!

Cóż, “bardziej mroczne i straszne” odbieram jako komplement dla mojej grozy, więc dziękuję :) Podobnie ściśnięte gardło ;)

Trzeba przyznać, że czasem – bardzo często – popadam w taki kwiecisty styl i wiem, że bywa on ciężkawy… Mea culpa, staram się nad tym pracować :)

Odpozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Nowa Fantastyka