- Opowiadanie: Outta Sewer - Transsfer

Transsfer

Dal­sza część przy­gód mało sym­pa­tycz­ne­go Lu­cy­fe­ra z opo­wia­da­nia “Wiara war­to­ści”, tym razem na­przy­krza­ją­ce­go się bó­stwu nor­dyc­kie­mu. Mniej mo­ra­li­zo­wa­nia, wię­cej hu­mo­ru i ab­sur­du.

Po­dzię­ko­wa­nia dla Ol­ciat­ki i Ma­ne­Te­kel­Fa­res za be­to­wa­nie. High five!

 

Po­ni­żej link. Można klik­nąc teraz, można do­pie­ro po prze­czy­ta­niu :)

*Bad­ger! Mu­sh­ro­om! Snake!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Transsfer

– Ale tu jest baj­zel!  – wy­krzyk­nął mło­dzian w stro­ju ma­gi­ka, z wy­so­kim cy­lin­drem na gło­wie i la­secz­ką w dłoni. Prze­dzie­rał się przez zwały gruzu za­le­ga­ją­ce wszę­dzie, jak okiem się­gnąć. As­gard był w ru­inie. Cały.

Prze­czoł­gał się pod zwa­lo­nym po­mni­kiem któ­re­goś z bogów i sta­nął na rynku przed ogrom­nym ru­mo­wi­skiem. Na środ­ku placu stał złoty tron, wy­cią­gnię­ty z kupy ka­mie­ni, która nie­gdyś była pa­ła­cem Odyna. Złote sie­dzi­sko króla Asów było rów­nie zruj­no­wa­ne jak cała kra­ina. Spa­lo­na, nad­to­pio­na i znisz­czo­na kil­ka­set lat temu, w dniu Ra­gna­ro­ku. Sie­dział na nim nie­ru­cho­my He­im­dall, w fu­trza­nym płasz­czu, srebr­nej zbroi i ro­ga­tym heł­mie. Je­dy­ny, który zdo­łał prze­trwać  schy­łek nor­dyc­kich wie­rzeń.

– Ej! Jest tam kto!? – Magik pod­szedł bli­żej i za­ma­chał ręką przed po­zba­wio­ny­mi źre­nic ocza­mi nor­dyc­kie­go bó­stwa. Nie było od­po­wie­dzi. Cof­nął się o krok, ścią­gnął cy­lin­der i się­gnął do wnę­trza po coś, co we­dług niego po­win­no wy­rwać bó­stwo ze stu­po­ru.

– Nie­mi­ło cię wi­dzieć, Lu­cy­fe­rze – za­dud­nił He­im­dall ba­so­wo. – Nawet nie pró­buj wy­cią­gać tego pu­zo­nu.

Zdzi­wio­ny dia­beł uniósł głowę i za­py­tał:

– Skąd wie­dzia­łeś, co chcę wy­cią­gnąć?

– Widzę wszyst­ko, co chcę wi­dzieć. Mogę pa­trzeć na cie­bie, a wi­dzieć dwój­kę de­mo­nów, które przy­szły tu z tobą. – Na ustach He­im­dal­la po­ja­wił się cień uśmie­chu kiedy sza­tan ro­zej­rzał się za­sko­czo­ny. – Nie. Nie ma ich tu. Nadal stoją na styku świa­tów, gdzie ka­za­łeś im cze­kać.

– Faj­nie. Mo­głeś tę umie­jęt­ność udo­stęp­nić lu­dziom, jak jesz­cze ko­cha­li te wasze Thory, Freye i inne Her­mo­dy. Może wów­czas nie prze­sta­li­by wie­rzyć, bo znacz­nie uła­twi­ło­by im to życie. Po­myśl – spe­ku­lo­wał Lu­cy­fer. – Żona chce z tobą oglą­dać jakąś ko­me­dię ro­man­tycz­ną, niby pa­trzysz, a na­praw­dę oglą­dasz Ligę Mi­strzów. Ge­nial­ne! – Sza­tan zma­te­ria­li­zo­wał wokół swo­jej szyi sza­lik Man­che­ste­ru Uni­ted.

– Przy­sze­dłeś tutaj, żeby gadać o ludz­kich roz­ryw­kach? Czy może chcesz tylko po­ła­zić wśród szcząt­ków? Jak te skrzy­dla­te szczu­ry, które muszę stąd prze­ga­niać.

– Go­łę­bie? Nie wie­dzia­łem, że po­tra­fią się prze­miesz­czać mię­dzy świa­ta­mi.

– Za­po­mnia­łem, jaki po­tra­fisz być iry­tu­ją­cy. Do­brze wiesz, że cho­dzi mi o anio­ły.

– Wiem. Ale im się nie dzi­wię, że tu cza­sem przylatują. U nich pa­nu­je to­tal­na anar­chia, nie to co u mnie. Bóg po­zwa­la du­szom zmar­łych chodzić gdzie chcą, po całym nie­bie. Oczy­wi­ście oprócz jego pry­wat­nej chmur­ki, gdzie nawet skrzy­dla­ci nie mogą się pojawić bez specjalnego za­pro­sze­nia. No i wy­obraź sobie, że je­steś, na przy­kład, Ar­cha­nio­łem Ga­bry­siem. Pin­kasz sobie na har­fie, a tu jakiś na­tręt przy­ła­zi i pyta czy za­grasz coś z re­per­tu­aru tego bia­ła­sa, Mi­cha­ela Jack­so­na. Nie do znie­sie­nia. Dla­te­go szu­ka­ją ja­kichś miejsc, w któ­rych nikt im nie za­wra­ca pióra.

– Jack­son jest czar­ny. – He­im­dall zi­gno­ro­wał wy­ja­śnie­nia Lu­cy­fe­ra.

– Jest biały.

– Jest czar­ny.

– Je­je­je – uciął nie­po­trzeb­ny spór sza­tan. – Nie­waż­ne. Przy­cho­dzę do cie­bie z pro­po­zy­cją współ­pra­cy. – Umilkł, ocze­ku­jąc re­ak­cji ze stro­ny bó­stwa, jed­nak żadna nie na­stą­pi­ła.

– Je­steś tam, He­im­dal­lu? Czy oglą­dasz Ligę Mi­strzów? – nie­cier­pli­wił się dia­beł.

– Oglą­dam na­ro­dzi­ny gwiaz­dy.

– Słaba, łzawa szmi­ra. Na końcu pijak się za­bi­ja.

– Nie wiem o czym mó­wisz. Co zna­czy „pijak się za­bi­ja” w od­nie­sie­niu do łą­czą­cej się ma­te­rii?

– Nie­waż­ne. Przejdź­my do biz­ne­sów. – Lu­cy­fer wy­cza­ro­wał krze­sło, usiadł i za­ło­żył nogę na nogę. – Prze­rwij mi, jeśli się mylę: prze­trwa­łeś Ra­gna­rok, bo udało ci się stąd uciec, kiedy wszyst­ko się sy­pa­ło. Uży­łeś bi­fro­stu, który kon­tro­lu­jesz. W za­sa­dzie tę­czo­wy most jest czę­ścią two­jej isto­ty. Dzię­ki niemu mo­żesz prze­no­sić co chcesz, gdzie chcesz i dzie­je się to na­tych­mia­sto­wo. Nie­ogra­ni­czo­ny trans­fer o dużym za­się­gu, re­ali­zo­wa­ny w cza­sie rze­czy­wi­stym. I o tym chcę po­ga­dać.  

He­im­dall nie prze­rwał, dia­beł uznał więc swoje in­for­ma­cje za pewne. To, że nor­dyc­kie bó­stwo nie pró­bo­wa­ło go jesz­cze prze­go­nić też było dobrą wróż­bą. Lu­cy­fer kon­ty­nu­ował:

– Na ziemi coraz wię­cej ludzi od­wra­ca się od wiary. Nie­wie­rzą­cy idą oczy­wi­ście do pie­kła, gdzie przyj­mu­je­my ich z na­le­ży­tym bra­kiem sza­cun­ku. Co cie­ka­we, spo­łe­czeń­stwa wy­so­ko roz­wi­nię­te są mniej skore pie­lę­gno­wać wiarę w Boga. Tam, gdzie jest bieda a lud ciem­ny, stwo­rzy­ciel ma jed­nak wielu fanów. Ro­zu­miesz? Za­kła­dam, że tak. Co zro­bić, żeby ten lud od­ciem­nić i pchnąć w stro­nę ate­izmu? Zna­czy, do mnie? – Lu­cy­fer za­py­tał He­im­dal­la, który nadal nie dawał znaku, że co­kol­wiek do niego tra­fia.

Zi­ry­to­wa­ny bra­kiem re­ak­cji wstał i pod­niósł ka­wa­łek gruzu. Pod­rzu­cił go kilka razy i przy­mknął oko, przy­mie­rza­jąc się do rzutu. Ci­śnię­ty z dia­bel­ską siłą ka­mień świ­snął po­mię­dzy ro­ga­mi hełmu bó­stwa i znik­nął w od­da­li.

– Masz szczę­ście, że nie tra­fi­łeś, Lu­cy­fe­rze.

– Tra­fi­łem. Tylko nie ce­lo­wa­łem w cie­bie. – Dia­beł uśmiech­nął się zło­śli­wie.

– Hah. Teraz widzę. Znasz tego anio­ła?

– Nie.

– Pró­bu­je od­le­cieć, ale skrzy­dła nie bar­dzo chcą go słu­chać. Haha! Prze­ko­micz­ne.

– Nie ma za co. A teraz słu­chaj, He­im­dal­lu, bo prze­cho­dzi­my do kon­kre­tów. – Sza­tan od­chrząk­nął i za­mie­nił strój ma­gi­ka w ubiór, okre­śla­ny na ziemi jako biz­nes ca­su­al. – Po­wszech­ny do­stęp do in­for­ma­cji wspo­ma­ga roz­wój. Plan jest taki: dać lu­dziom na­rzę­dzie, dzię­ki któ­re­mu każdy czło­wiek na świe­cie bę­dzie mógł pod­łą­czyć się do glo­bal­nej sieci. A to nie jest takie pro­ste z tymi ich LTE, 5G i po­zo­sta­ły­mi tech­no­lo­gia­mi, które są zbyt wolne i ogra­ni­czo­ne. Ale… Gdy­by­śmy wy­ko­rzy­sta­li twój bi­frost, na jego bazie stwo­rzy­li pro­to­ko­ły trans­fe­ru o glo­bal­nym za­się­gu i po­zwo­li­li na nie­ogra­ni­czo­ny, dar­mo­wy do­stęp?

Puste oczy nor­dyc­kie­go boga nagle zy­ska­ły źre­ni­ce, kiedy po­chy­lił się do przo­du, oparł dło­nie o ko­la­na i prze­wier­cił sza­ta­na wzro­kiem.

– Ro­zu­miem za­mysł. Ale widzę dwa po­waż­ne pro­ble­my. Jeśli zgo­dzę się na twój sza­lo­ny po­mysł, jak chcesz po­łą­czyć ludz­ką tech­ni­kę z boską na­tu­rą tę­czo­we­go mostu? To pierw­szy z nich.

Lu­cy­fer pod­niósł wzrok i roz­pro­mie­nił się w przy­ja­znym uśmie­chu, któ­re­go po­zaz­dro­ści­ła­by mu nawet kuoka. Skoro He­im­dall za­czął za­da­wać py­ta­nia, trze­ba było roz­waż­nie udzie­lać od­po­wie­dzi, by jego za­in­te­re­so­wa­nie nie umknę­ło.

– O to się nie martw. Dzie­więć­dzie­siąt dzie­więć pro­cent in­for­ma­ty­ków tra­fia na dół. Bóg ich nie lubi, od kiedy zo­rien­to­wał się że są w sta­nie two­rzyć cał­kiem udane dzie­ła, dążąc do stwo­rze­nia my­ślą­cej ma­szy­ny. Wia­do­mo, że nie wszy­scy, ale On już tak ma, że ge­ne­ra­li­zu­je. Cho­ciaż­by ta sy­tu­acja z So­do­mą i Go­mo­rą niech służy za przy­kład. – Stuk­nął la­secz­ką dla pod­kre­śle­nia swo­ich słów i wró­cił do po­przed­nie­go stro­ju. – Ale nie­waż­ne. Moje po­tę­pio­ne du­szycz­ki sobie po­ra­dzą. Jeśli nie wie­rzysz, mo­żesz wpaść do pie­kła i zo­ba­czyć, co tam teraz mamy. Nikt nie bawi się w ana­lo­go­we wpi­sy­wa­nie imion przy­by­wa­ją­cych do ja­kiejś opa­słej księ­gi. Po pro­stu wcho­dzą przez bram­ki, jak te na lot­ni­sku, ska­ne­ry sczy­tu­ją ich wzor­ce, do bazy da­nych leci info o grze­chach i prze­wi­nach. Potem ich czi­pu­je­my i wy­sy­ła­my do od­po­wied­nie­go miej­sca, żeby mogli tam sobie cier­pieć. Idzie­my z du­chem czasu. Żeby nie być go­ło­słow­nym, po­patrz na to.

Lu­cy­fer się­gnął w zanadrze fraka i wy­cią­gnął z we­wnętrz­nej kie­sze­ni przed­miot. Pła­ski, pro­sto­kąt­ny, wiel­ko­ści dłoni. Pod szyb­ką, zaj­mu­ją­cą pra­wie całą przed­nią po­wierzch­nię, wid­niał napis: DIE­pho­ne. Na środ­ku tyl­nej czę­ści znaj­do­wa­ło się czer­wo­ne logo, w po­sta­ci nad­gry­zio­ne­go pen­ta­gra­mu.

– Nie­zły bajer, nie? – Za­do­wo­lo­ny dia­beł ob­ra­cał przed­miot w ręce, jakby nie po­tra­fił się na niego na­pa­trzeć. – Robią je dusze po­tę­pio­nych Azja­tów w Fak­to­riach Bez­na­dziei na trze­cim po­zio­mie pie­kieł. Ma­so­wa pro­duk­cja. Wszyst­kie de­mo­ny już takie mają, bo uła­twia­ją ro­bo­tę. Jak trze­ba zna­leźć jakąś duszę od­pa­lasz apkę Kon­tro­li Zło­dzi­ciel­skiej, wpi­su­jesz dane i HPS pro­wa­dzi cię pro­sto jak po sznur­ku.

– Jest jesz­cze drugi pro­blem. Po­waż­niej­szy. – He­im­dall prze­rwał Lu­cy­fe­ro­wi, bo ten, jak zwy­kle, gadałby i gadał. – Jak za­mie­rzasz prze­ko­nać  mnie do udzie­le­nia ci po­mo­cy?

– Ob­ser­wu­jesz nie tylko na­ro­dzi­ny gwiazd, praw­da? – Sza­tan spo­waż­niał i spra­wił, że te­le­fon znik­nął. – Pod­glą­dasz ludzi. Ale oprócz ob­ser­wo­wa­nia nie mo­żesz nic wię­cej. A gdy­bym ci dał moż­li­wość in­te­rak­cji? Bo tę­sk­nisz za kon­tak­tem i nawet anio­ły, które prze­ga­niasz, cię cie­szą. Tak jak i moja wi­zy­ta. Dzię­ki niej mo­żesz być nie tylko wiecz­nym od­bior­cą, ale także nadaw­cą. Co po­wiesz?

– Wiesz do­brze, że nie mogę opu­ścić tej kra­iny. Tutaj gonię skrzy­dla­tych, bo nic mi nie mogą zro­bić, na mocy sta­rych umów. – Z wy­ra­zu twa­rzy i spo­so­bu w jaki He­im­dall ce­dził słowa, można było wnio­sko­wać, że jest na gra­ni­cy wy­bu­chu. A gniew nie wró­żył do­brze pla­nom sza­ta­na. – Ale jak tylko po­sta­wię stopę poza As­gard, te szczu­ry mnie opad­ną i za­gry­zą. Kpisz ze mnie Lu­cy­fe­rze!?

– Spo­koj­nie, przy­ja­cie­lu. Nie unoś się! – Dia­beł pod­niósł la­secz­kę w obron­nym ge­ście, oba­wia­jąc się ataku wście­kłe­go bó­stwa. – Kto po­wie­dział, że bę­dziesz mu­siał się gdzieś ru­szać poza to pięk­ne gru­zo­wi­sko? Wiesz co to In­ter­net? Na pewno wiesz, prze­cież stal­ku­jesz ludzi. Bi­frost po­słu­ży do trans­fe­ru wła­śnie w ra­mach In­ter­ne­tu. A bi­frost to ty. Bę­dziesz mógł się kon­tak­to­wać z ludź­mi, gadać z nimi, kłó­cić się i dys­ku­to­wać. – He­im­dall stał się jakby mniej wście­kły i za­czął oka­zy­wać za­in­te­re­so­wa­nie. Sza­tan nie chciał pu­ścić tej nitki i spró­bo­wał do­trzeć po niej do kłęb­ka. – Wszyst­kie in­for­ma­cje, do­słow­nie wszyst­ko, co bę­dzie prze­sy­ła­ne, bę­dzie mu­sia­ło przejść przez cie­bie. Bę­dziesz mógł wy­bie­rać tre­ści. W po­nie­dzia­łek po­kłó­cisz się z kimś o jakąś pier­do­łę, we wto­rek bę­dziesz do­ra­dzał w kwe­stii, w któ­rej sam nie masz bla­de­go po­ję­cia, w środę po­prze­glą­dasz memy. I tak dalej. Pełny kon­takt! Zero nudy!

Gniew znik­nął z ob­li­cza bó­stwa, któ­re­go oczy znów stały się puste. He­im­dall roz­parł się na zło­tym tro­nie i nie wy­rzekł ani słowa. Lu­cy­fer wy­cią­gnął z rę­ka­wa zu­ży­tą talię kart i cier­pli­wie ją ta­so­wał, prze­rzu­ca­jąc po jed­nej z ręki do ręki. Chwi­lę to trwa­ło.

– Mo­że­my spró­bo­wać – ode­zwał się w końcu bóg.

Sza­tan ski­nął głową i spoj­rzał na ostat­nią kartę, jaką prze­rzu­cił. Walet kier, tak jak się spo­dzie­wał. Dupek kie­ru­ją­cy się ser­cem.

***

Lu­cy­fer żwa­wym kro­kiem ma­sze­ro­wał przez od­gru­zo­wa­ny rynek. Nie­sio­ne przez niego krysz­ta­ło­we kie­lisz­ki po­dzwa­nia­ły we­so­ło obi­ja­jąc się o gli­nia­ną, wy­glą­da­ją­cą na bar­dzo starą, bu­tel­kę.

Sta­nął przed zło­tym tro­nem i przyj­rzał się sie­dzą­ce­mu na nim He­im­dal­lo­wi, teraz po­zba­wio­ne­mu ro­ga­te­go hełmu. Za­miast niego miał na gło­wie przy­po­mi­na­ją­ce dursz­lak urzą­dze­nie, do któ­re­go pod­pię­te były dzie­siąt­ki kabli. Grube wiąz­ki prze­wo­dów spły­wa­ły wzdłuż opar­cia i zni­ka­ły gdzieś pod płyt­ka­mi dzie­dziń­ca.

– Pełen suk­ces! – wy­krzyk­nął dia­beł. – Mija drugi ty­dzień od kiedy wpro­wa­dzi­li­śmy tech­no­lo­gię BiTE i mo­że­my śmia­ło stwier­dzić, że efekt jest zgod­ny z ocze­ki­wa­nym. Trze­ba za to wypić, przy­ja­cie­lu! – Po­sta­wił kie­lisz­ki na po­rę­czy tronu, od­kor­ko­wał bu­tel­kę i nalał do nich wina. – Jedna z ostat­nich bu­te­lek trun­ku, w który na­za­rej­czyk prze­mie­nił wodę. Dobry rocz­nik. Wy­pij­my!

– Dzię­ku­ję. Nie chcę. Je­stem za­ję­ty. – Oka­blo­wa­ny bóg wy­po­wie­dział te słowa w dziw­ny, me­cha­nicz­ny spo­sób. Jak robot.

– Jak nie, to nie. – Lu­cy­fer uniósł brew i jed­nym hau­stem opróż­nił kie­li­szek. – Ale nie­waż­ne. Jest jesz­cze kilka miejsc, gdzie sy­gnał nie do­cie­ra, ale Be­lial z Ba­alem wła­śnie koń­czą mon­to­wać wzmac­niacz w ko­ro­nie Yg­g­dra­si­la. Przy oka­zji, nie wspo­mnia­łeś, że oprócz cie­bie Ra­gna­rok prze­żył jesz­cze Ra­ta­tosk. Po­gryzł Be­lia­la.

– Nie. Nie je­stem. Ostat­ni. Je­stem. Za­ję­ty. Roz­ma­wiam.

– Nie byłeś ostat­ni.  – spro­sto­wał sza­tan, nie zwra­ca­jąc uwagi na nie­co­dzien­ny ton wy­po­wie­dzi bó­stwa. – Mu­sie­li­śmy uniesz­ko­dli­wić tę wstręt­ną wie­wiór­kę. Uwierz mi, ina­czej się nie dało. Pró­bo­wa­li­śmy nawet prze­ku­pić ją orze­cha­mi, ale nie przy­nio­sło to żad­ne­go skut­ku. Nie je­steś zły, co?

– Skąd. Wzię­li­ście. Orze­chy?

– Czyli nie je­steś  – skwi­to­wał z za­do­wo­le­niem Sza­tan.

Dopił pro­sto z szyj­ki po­zo­sta­łą za­war­tość bu­tel­ki i roz­bił ją o zie­mię. Spoj­rzał krzy­wo na za­ab­sor­bo­wa­ne­go in­ter­ne­to­wą roz­mo­wą boga, któ­re­go oczy były bar­dziej puste niż za­zwy­czaj. Od­wró­cił się na pię­cie i od­szedł bez po­że­gna­nia, przy­sta­nął jed­nak na kra­wę­dzi rynku i dło­nią za­czął kre­ślić nie­re­gu­lar­ne wzory w po­wie­trzu.

– Ser­wer jest za­ję­ty. Czas po­sta­wić za­bez­pie­cze­nia. – Mach­nął ostat­ni raz ręką, stuk­nął laską o bruk i stwo­rzył wokół placu ścia­ny pie­kiel­nych pło­mie­ni. – Na po­czą­tek fi­re­wall po­wi­nien wy­star­czyć.

***

Tym razem Lu­cy­fer pę­dził przez zruj­no­wa­ny As­gard, jakby go anioł gonił. Do­tarł do He­im­dal­lo­we­go pla­cy­ku i ode­tchnął z ulgą na widok wciąż obec­nej za­po­ry z pie­kiel­ne­go ognia. Zwol­nił i bez wa­ha­nia wszedł w po­ma­rań­czo­we ję­zo­ry pło­mie­ni.

– He­im­dal­lu!? Nic ci nie jest? – Pod­szedł do nor­dyc­kie­go bó­stwa i przy­gląd­nął się mu uważ­nie. – Była kil­ku­na­sto­mi­nu­to­wa prze­rwa w trans­fe­rze i bałem się, że coś ci się stało.

– Mu­sisz biec, lecz wiesz, że wiesz. To za mało jest. Oni cie­bie do­ga­nia­ją, lecz… – od­po­wie­dział He­im­dall za­gad­ko­wo.

– Erm? Na pewno wszyst­ko w po­rząd­ku? – za­fra­po­wał się sza­tan.

– Sa­dzić! Palić! Za­le­ga­li­zo­wać!

Bó­stwo wy­dar­ło się tak gło­śno, że Lu­cy­fer aż się wzdry­gnął. Chciał zadać ko­lej­ne py­ta­nie, lecz prze­rwa­ła mu roz­brzmie­wa­ją­ca spod fraka me­lo­dia „Show me the me­aning of being lo­ne­ly” Back­stre­et Boy­sów. Się­gnął do kie­sze­ni i wy­do­był z niej DIE­pho­ne’a.

Dzwo­nił Bóg.

– Zaraz do cie­bie wrócę, przy­ja­cie­lu, ale teraz chyba muszę ode­brać – po­wie­dział z prze­ką­sem. Na­brał po­wie­trza w płuca, przy­mknął oczy i prze­su­nął na ekra­nie wy­świe­tla­cza drga­ją­cy, zie­lo­ny pik­to­gram koź­lej głowy. Przy­ło­żył słu­chaw­kę do ucha.

– Biuro Ob­słu­gi Klien­ta. Jeśli chcesz się do­wie­dzieć o naj­now­szych pro­mo­cjach, wci­śnij…

– Lu­cy­fe­rze! – wy­krzyk­nął grom­ko Bóg, prze­ry­wa­jąc mu wy­głu­py. – Wiem, cóżeś uczy­nił! Dałeś lu­dziom tech­no­lo­gię, któ­rej do­stać nie po­win­ni!

– OK. Dobra – przy­znał sza­tan. – Mogę wie­dzieć, kto mnie pod­ka­blo­wał? Ten dwu­li­co­wy dureń Ba­la­am? Na­dę­ty Asmo­de­usz? Ba­pho­met?

– Żaden z two­ich mier­nych słu­gu­sów! Anioł, w któ­re­goś rzu­cił ka­mie­niem!

– Aha. Mo­głem rzu­cić moc­niej.

– W tych szcze­pion­kach to zwy­kła kra­nó­wa jest! I abor­to­wa­ne płody! – roz­darł się He­im­dall.

– Ja tu roz­ma­wiam, więc mógł­byś się za­mknąć? – zru­gał bó­stwo Lu­cy­fer, któ­re­go humor wy­da­wał się teraz wy­jąt­ko­wo zwa­rzo­ny.

– Sza­ta­nie! Albo na­pra­wisz cożeś uczy­nił, albo roz­pocz­nie się Dzień Sądu!

– Po­słu­chaj i się nie unoś. Lu­dzie i tak kie­dyś, pew­nie nie­dłu­go, stwo­rzy­li­by tech­no­lo­gię rów­nie wy­daj­ną jak ta, którą im dałem. Nie ma się co wście­kać i znowu stra­szyć Apo­ka­lip­są. – Diabeł pró­bo­wał uspo­ko­ić za­gnie­wa­ne­go Boga.

– Mnie nie o ludz­kość cho­dzi! – za­grzmiał Wszech­mo­gą­cy. – Ta tech­no­lo­gia prze­ni­ka przez kur­ty­nę po­mię­dzy do­me­ną czło­wie­ka, a świa­ta­mi ukry­ty­mi przed ludz­kim wzro­kiem! Sy­gnał do­cie­ra nawet do sa­mych nie­bios! Anio­ły, gdy się zo­rien­to­wa­ły, wy­ku­pi­ły na ziemi urzą­dze­nia, które na­zy­wa­ją aj­fo­na­mi! Miast śpie­wać psal­my i wiel­bić moją chwa­łę, zaj­mu­ją się jeno tymi dia­bel­ski­mi pu­de­łecz­ka­mi!

– Aj­fo­ny? – Lu­cy­fer za­sta­na­wiał się gło­śno. – W sumie, co in­ne­go mogła kupić banda skrzy­dla­tych hip­ste­rów? Rze­czy­wi­ście, sprze­daż Apple’a ostat­nio pod­sko­czy­ła. Cie­ka­we jak to się od­bi­je…

– Bad­ger! Bad­ger! Bad­ger!* – krzy­ki He­im­dal­la prze­rwa­ły sza­tań­skie dy­wa­ga­cje.

– Roz­ma­wiam! – Ob­li­cze dia­bła gwał­tow­nie zmie­ni­ło się w prze­ra­ża­ją­cą, ro­ga­tą maskę wście­kło­ści, kiedy od­su­nął słu­chaw­kę od ucha i po raz drugi upo­mniał nor­dyc­kie­go boga. – Po­wie­dzia­łem, że masz…

– Mam horom curke! – wy­dar­ło się bó­stwo pro­sto w twarz Lu­cy­fe­ro­wi, do któ­re­go do­pie­ro teraz do­tar­ło, że z jego nor­dyc­kim, żywym ser­we­rem jest coś nie w po­rząd­ku. Coś, co było waż­niej­sze niż roz­mo­wa z Bo­giem.

– Eeee, nie mogę gadać teraz. Przekażę wszystkim, że najwyższy czas oprzytomnieć, a poza tym, wjeż­dża­my do tu­ne­lu, czy coś… kszzz… chrup­chrup! – Sza­tan roz­łą­czył się i scho­wał DIE­pho­ne’a do kie­sze­ni. Oparł la­secz­kę o złoty tron i kilka razy spo­licz­ko­wał sie­dzą­ce na nim bó­stwo. – Ej! Obudź się! Coś ty zro­bił? Przy­swo­iłeś cały in­ter­net?

Z jego kie­sze­ni roz­legł się dźwięk, jaki wy­da­je ku­chen­ka mi­kro­fa­lo­wa, kiedy koń­czy pracę. Dia­beł wy­cią­gnął te­le­fon i wy­świe­tlił ode­bra­ne­go maila.

 

From: god@allmighty.hvn

To: D14BL0_666@bite.hl

Topic: Apo­ca­lyp­se Now!

 

Sza­ta­nie!

Nie wy­krę­cisz się od od­po­wie­dzial­no­ści, za to coś uczy­nił! (…)

 

– Oznacz jako spam. I… Usuń. – Dia­beł nie zadał sobie trudu od­czy­tać całej wia­do­mo­ści.

– Mu­shro­om! Mu­shro­om!* – He­im­dall darł się jak opę­ta­ny.

Kiedy Lu­cy­fer cho­wał te­le­fon, usły­szał cha­rak­te­ry­stycz­ny dźwięk przy­cho­dzą­ce­go twe­eta. Ale urzą­dze­nie nie za­wi­bro­wa­ło, a ekran po­zo­stał czar­ny. Zdzi­wio­ny, chciał przyj­rzeć się swo­je­mu cacku, kiedy tuż nad jego głową śmi­gnę­ła biała go­łę­bi­ca. Z pa­zur­ków wy­pu­ści­ła nie­wiel­ką kar­tecz­kę, która opa­dła na szkla­ną taflę wy­świe­tla­cza.

 

Bóg Wszech­mo­gą­cy

@Go­dAl­l­mi­gh­ty­Of­fi­cial

Ostrze­ga­łem! Pierw­sza!

 

Z od­da­li do­biegł dźwięk pierw­szej trąby. Zre­zy­gno­wa­ny Lu­cy­fer zde­ma­te­ria­li­zo­wał te­le­fon i za­ła­mał ręce.

– Znowu? – zadał py­ta­nie w prze­strzeń, pe­wien, że Bóg i tak je usły­szy. Wes­tchnął cięż­ko, zła­pał laskę i wy­ce­lo­wał ją w bó­stwo na tro­nie. – Przy­kro mi, przy­ja­cie­lu. Takie plany mie­li­śmy, takie per­spek­ty­wy, tyle do­bre­go mo­gli­śmy zro­bić. Zna­czy złego w sumie. Ale nie­waż­ne. Chyba czas zwi­nąć in­te­res w po­dob­ny spo­sób co ostat­nio.

Z końca laski wy­su­nę­ło się trzy­dzie­sto­cen­ty­me­tro­we ostrze. Z me­lan­cho­lij­nym pół­u­śmiesz­kiem sza­tan przy­glą­dał się jesz­cze przez chwi­lę swo­je­mu za­śle­pio­ne­mu obiet­ni­ca­mi i In­ter­ne­tem wspól­ni­ko­wi. W końcu uśmiech znik­nął z jego twa­rzy a rysy stę­ża­ły, kiedy zro­bił ostat­ni krok w kie­run­ku He­im­dal­la i pchnął go pro­sto w serce. Zanim bó­stwo umar­ło, z jego ust zdą­ży­ło się dobyć ury­wa­ne za­wo­dze­nie:

– Snake! Snake! *

Koniec

Komentarze

Opowiadanie jest bardzo dobrze napisane, szybko wciągnęło i bawiło do końca. Szczególnie cenię poczucie humoru :) to naprawdę fajny, lekki tekst z sympatyczną nutką absurdu, chociaż motyw interakcji bóstw jest już nieco wyeksploatowany ;) miło też zobaczyć powrót do korzeni i bezpośrednie odniesienie do mitologii germańskiej. Tylko sytuacja z aniołem była zbyt oczywista.

…Weebl’s Stuff w polskiej fantastyce. What a time to be alive. Szkoda, że do Narwali nie dotarł… albo do głębszych otchnłani Teh Interwebzów.

Czyta się bardzo dobrze, lekko i przyjemnie – dokładnie jak opisał to przedmówca. Chyba zaraz wezmę się za prequel :)

Przyjemny i lekki poprawiacz humoru, doceniam kreatywne użycie 5G i azjatyckie piekło fabryczne. Brakło mi trochę więcej mitologicznego tła, ale w sumie skoro koniec świata się już zdarzył, może i skorup do zebrania po nim było niewiele? Dobrze oddajesz akcję w lakonicznych opisach i rozbudowanych dialogach. Nie wiem, czy przez większą sympatię do nordyckiego panteonu czy inne motywy, ta przygoda Lucka podoba mi się trochę bardziej od poprzedniej. Chociaż może one są zupełnie inaczej zrobione? Tak, to chyba to. W każdym razie, dobre to!

 

Hej :)

 

@BosmanMat

 

chociaż motyw interakcji bóstw jest już nieco wyeksploatowany ;) miło też zobaczyć powrót do korzeni i bezpośrednie odniesienie do mitologii germańskiej. Tylko sytuacja z aniołem była zbyt oczywista.

No tak. Wyeksploatowany :) Trochę to jest kalka z “Wiary wartości” jeśli chodzi o formę i miałem nieco wątpliwości, czy nie zmęczę czytelnika. A sytuacja z aniołem, powiadasz, oczywista? Może i tak, choć dodałem odniesienie do niej w rozmowie z Bogiem na samym końcu, to jest, kiedy tekst był w zasadzie skończony. Wcześniej miała być tylko takim wtrąceniem bez implikacji dla fabuły. Fajnie, że się podobało i dziękuję za przeczytanie i skomentowanie :)

 

@Astraph

 

…Weebl’s Stuff w polskiej fantastyce. What a time to be alive. Szkoda, że do Narwali nie dotarł… albo do głębszych otchnłani Teh Interwebzów.

Weebl’s lubię od bardzo dawna. Mój numer jeden to “Big bag of crabs”, zaś moje dzieci uwielbiają wspomniane przez Ciebie “Narwhals”. Chociaż równie często odpalają sobie chyba “Fat labrador”, “Armadillo” i “Kenya” :)

 

Czyta się bardzo dobrze, lekko i przyjemnie – dokładnie jak opisał to przedmówca. Chyba zaraz wezmę się za prequel :)

Cieszę się, że przypadło Ci do gustu :) A prequel jest nieco bardziej moralizatorski, choć niepozbawiony lekkiego humoru. Dzięki za przeczytanie i zostawienie śladu po sobie :)

 

@oidrin

doceniam kreatywne użycie 5G i azjatyckie piekło fabryczne.

No, nie są to “Kluski nankińskie i koniec Asgar… tfu… Excela”, ale jakieś odniesienie do fabrycznego piekła musiałem dać :)

 

Brakło mi trochę więcej mitologicznego tła, ale w sumie skoro koniec świata się już zdarzył, może i skorup do zebrania po nim było niewiele?

Mitologicznego tła niewiele, bo właśnie tłem miało być jedynie.

 

Nie wiem, czy przez większą sympatię do nordyckiego panteonu czy inne motywy, ta przygoda Lucka podoba mi się trochę bardziej od poprzedniej. Chociaż może one są zupełnie inaczej zrobione? Tak, to chyba to. W każdym razie, dobre to!

Ta jest bardziej absurdalna, ale zrobione są bardzo podobnie. Więc chyba zaważyła Twoja sympatia dla Asów :)

 

Dzięki za przeczytanie i skomentowanie :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

PS. oidrin, rapowy track o fabrycznym piekle specjalnie dla Ciebie: Jedi Mind Tricks

Strasznie mnie ten kawałek rusza.

Known some call is air am

Interesująca i rozrywkowa historia. Ładnie połączyłeś świat nordyckich bogów z chrześcijańkimi wierzeniami i z technologią, która do spółki z internetem, są jakąś taką współczesną religią, czy też jej zaprzeczeniem, a pewnie po trosze i jednym i drugim.

Mam problem z końcówką, szkoda mi Heimdalla, taka ta śmierć wydaje mi się bezsensowna i wcale nieśmieszna :(

 

Jeszcze parę uwag do tekstu:

 

– Gołębie? Nie wiedziałem, że potrafią się przemieszczać między światami.

– Zapomniałem, jaki potrafisz być irytujący. Dobrze wiesz, że chodzi mi o anioły.

 

hehe, no piękny żarcik :D

 

– Oglądam narodziny gwiazdy.

– Słaba, łzawa szmira. Na końcu pijak się zabija.

 

– spoiler alert!

 

Przerwij mi, jeśli się mylę: przetrwałeś Ragnarok, bo udało ci się stąd uciec[+,] kiedy wszystko się sypało

 

Machnął ostatni raz ręką, stuknął laską o bruk i stworzył wokół placu ściany piekielnych płomieni. – Na początek firewall powinien wystarczyć.

– to bardziej pasuje do boskiego dzieła, to Bóg postawił anioła z ognistym mieczem, żeby bronił wstępu do raju, jeżeli dobrze pamiętam.

 

 

Anioły, gdy się zorientowały, wykupiły na ziemi urządzenia, które nazywają ajfonami! Miast śpiewać psalmy i wielbić moją chwałę, zajmują się jeno tymi diabelskimi pudełeczkami!

 

– a nie mogły anioły sobie wymyślić czegoś swojego? Może jakiś gloryphone? :D

Exit light

Cześć BK, fajnie że wpadłeś :)

 

Mam problem z końcówką, szkoda mi Heimdalla, taka ta śmierć wydaje mi się bezsensowna i wcale nieśmieszna :(

No mnie też go szkoda, ale Lucyfer to straszna menda jest i inaczej zamykać biznesów nie potrafi.

 

– spoiler alert!

Przepraszam za to. Ale jakoś mi tak do głowy przyszło, bo mnie żona zmusiła do obejrzenia tego filmu.

 

to bardziej pasuje do boskiego dzieła, to Bóg postawił anioła z ognistym mieczem, żeby bronił wstępu do raju, jeżeli dobrze pamiętam.

No niby tak, ale to jest satanistyczny firewall, który nie broni dostępu do raju, tylko zabezpiecza Heimdallowo– Lucyferowe dzieło.

 

– a nie mogły anioły sobie wymyślić czegoś swojego? Może jakiś gloryphone? :D

Chyba GloryHole :P

A serio, to nie bardzo mogły wymyślić, bo nie mają tam w niebie możliwości i Bóg nie pozwala. A poza tym przytyk w stronę Apple’a by nie wyszedł ;)

 

Dzięki za przeczytanie i komentarz

Q

Known some call is air am

Wiedziałem, że gloryphone siądzie :D

 

A jeżeli już o firmie z jabłkiem mówimy – może coś z Adamem, Ewą i wężem? Pomyśl ;)

Exit light

Pomysł podobny do tego z Wiary wartości i przedstawienie sprawy również. Tylko mitologia inna, ale rozbawiający charakter opowiadania pozostał. ;)

Czytało się całkiem fajnie, a byłoby jeszcze lepiej, gdybyś zadbał o należyte wykonanie.

 

– Ale tu jest baj­zel!  – Wy­krzyk­nął mło­dzian w stro­ju ma­gi­ka… ―> – Ale tu jest baj­zel!  – wy­krzyk­nął mło­dzian w stro­ju ma­gi­ka

Sugeruję ponowną lekturę poradnika o zapisie dialogów: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

cza­sem przy­ła­żą. U nich pa­nu­je to­tal­na anar­chia, nie to co u mnie. Bóg po­zwa­la du­szom zmar­łych łazić gdzie chcą, po całym nie­bie. Oczy­wi­ście oprócz jego pry­wat­nej chmur­ki, gdzie nawet skrzy­dla­ci nie mogą wła­zić bez za­pro­sze­nia. No i wy­obraź sobie, że je­steś, na przy­kład, Ar­cha­nio­łem Ga­bry­siem. Pin­kasz sobie na har­fie, a tu jakiś na­tręt przy­ła­zi i pyta… ―> Czy to celowe powtórzenia?

 

– Nie ma za co. A teraz słu­chaj, He­im­dal­lu… ―> Do czego odnoszą się słowa: – Nie ma za co?

 

Lu­cy­fer się­gnął pod poły fraka i wy­cią­gnął z we­wnętrz­nej kie­sze­ni przed­miot. ―> Poły fraka nie maja kieszeni.

Pewnie miało być: Lu­cy­fer się­gnął w zandrze fraka i wy­cią­gnął z we­wnętrz­nej kie­sze­ni przed­miot.

 

bo ten jak zwy­kle gadał by i gadał. ―> …bo ten, jak zwy­kle, gadałby i gadał.

 

Po­sta­wił kie­lisz­ki na po­rę­czy tronu, od­kor­ko­wał bu­tel­kę i roz­lał do nich wina. ―> …nalał do nich wina. Lub: …i roz­lał do nich wino.

 

Lu­dzie i tak kie­dyś, pew­nie za nie­dłu­go, stwo­rzy­li­by tech­no­lo­gię… ―> Lu­dzie i tak kie­dyś, pew­nie nie­dłu­go/ niezadługo, stwo­rzy­li­by tech­no­lo­gię

 

Pró­bo­wał uspo­ko­ić za­gnie­wa­ne­go Boga dia­beł. ―> Diabeł pró­bo­wał uspo­ko­ić za­gnie­wa­ne­go Boga.

 

– Mnie nie o ludz­kość cho­dzi! – Za­grzmiał Wszech­mo­gą­cy. ―> – Mnie nie o ludz­kość cho­dzi! – za­grzmiał Wszech­mo­gą­cy.

 

– Bad­ger! Bad­ger! Bad­ger!* – Krzy­ki He­im­dal­la prze­rwa­ły sza­tań­skie dy­wa­ga­cje. ―> – Bad­ger! Bad­ger! Bad­ger!* – krzy­ki He­im­dal­la prze­rwa­ły sza­tań­skie dy­wa­ga­cje.

 

Wes­tchnął cięż­ko, zła­pał za laskę i wy­ce­lo­wał ją w bó­stwo na tro­nie. ―> Wes­tchnął cięż­ko, zła­pał laskę i wy­ce­lo­wał ją w bó­stwo na tro­nie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć. Fajne lekkie opko (Herezja znaczy się ;-) ), czuć ducha “Wiary wartości”, choć jest tu znacznie mniej filozofii, a znacznie więcej humoru. Badger! Badger! Badger! Muschroom! Cudeńko normalnie. Serwer się wziął i się zawiesił. Prosta scena mówi więcej, niż tysiąc słów.

Forma przystępna, dobrze się czyta, a jednocześnie skłania do refleksji nad tym, dokąd nas informatyzacja doprowadzi. Refleksje z tekstu zostaną mi w głowie na dłużej (mam nadzieję…)

Snake!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hej :)

 

BasementKey – hmmm, może jakieś drabble kiedyś, ale nie tutaj, w tym tekście.

 

Reg, zobaczenie Twojego komentarza pod swoim tekstem, jest jak narodziny pierwszego dziecka: cieszysz się jak cholera, a jednocześnie obawiasz co to teraz będzie ;) A po jego przeczytaniu (komentarza, nie dziecka ;)) wiesz, że jest tym na co się liczyło; co wnieść do tekstu może tylko wiele dobrego :)

 

Pomysł podobny do tego z Wiary wartości i przedstawienie sprawy również. Tylko mitologia inna, ale rozbawiający charakter opowiadania pozostał.

Tak. To w zasadzie kalka pomysłu z tamtego opowiadania, tyle, że tym razem nie chciałem niczego specjalnego przekazywać, a głównie dobrze się bawić i dodać więcej humoru.

 

Czytało się całkiem fajnie, a byłoby jeszcze lepiej, gdybyś zadbał o należyte wykonanie.

Staram się, Reg, staram jak mogę. Czasem coś nie wyjdzie, co zresztą ładnie wypunktowałaś, ale (chyba) jakieś postępy czynię.

 

Sugeruję ponowną lekturę poradnika o zapisie dialogów:

OK. To będzie już któraś z kolei. Chyba jednak za wolno się uczę, albo za mało zapamiętuję z tego poradnika. No nic, trzeba zasiąść kolejny raz.

Do czego odnoszą się słowa: – Nie ma za co?

Heimdall wcześniej wspomina, że musi przeganiać z Asgardu anioły. Tego jednak nie musiał, bo to szatan go przegonił. “Nie ma za co” to ironia, bo Heimdall nie musiał się ruszać z tronu, anioł został przepędzony a szatan nie usłyszał “Dziękuję”.

Poły fraka nie maja kieszeni.

Dzięki za informację do zapamiętania na przyszłość.

I w ogóle dzięki za przeczytanie opka i pozostawienie pouczającego komentarza. Po raz kolejny :)

 

krar85 – cześć, miło że wpadłeś :)

 Badger! Badger! Badger! Muschroom! Cudeńko normalnie. Serwer się wziął i się zawiesił.

Ten Badger! to przypadkiem wpadł do tekstu, wcześniej Heimdall wykrzykiwał jakieś głupoty o płaskiej ziemi i innych bzdurkach, których pełno w internetach. Na umieszczenie tego w tekście zaważył Snake! :)

Refleksje z tekstu zostaną mi w głowie na dłużej (mam nadzieję…)

Cieszę się bardzo i dziękuję za odwiedziny i komentarz :)

PS. Jak tam Twoje “Kolejne brzydkie kaczątko”? Jak już ponanosisz poprawki, koniecznie daj znać.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Outto Sewerze, niestety, nie pojmę odczuć, jakich doznajesz na widok mojego komentarza, a to dlatego, że nigdy nie miałam dzieci i nigdy nie napisałam tekstu, pod którym mogłabym spodziewać się choćby słowa ode mnie. ;)

Odczuwam natomiast głęboką satysfakcję, że mój komentarz spełnia Twoje oczekiwania. Pozostaję też pełna nadziei i wiary, w coraz lepszą jakość Twoich przyszłych dzieł. ;)

Ogromnie się cieszę, że mogłam się przydać i bardzo dziękuję za wyjaśnienia. Teraz obecność słów – Nie ma za co, jest jasna.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieszę się, że Ty się cieszysz ;)

A komentarz takiej szychy (to, że jesteś szychą, cokolwiek to znaczy, ustaliliśmy już jakiś czas temu w komentarzach pod czyimś opowiadaniem, więc kruszyć kopii o ten tytuł już nie mam zamiaru:)) jak Ty, zawsze jest przydatny :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

 

 

Known some call is air am

Rozumiem, dziękuję i ode mnie serdeczności. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Outta Sewer, jak dla mnie to ten Badger! to świetny element. Ot nordyckie bóstwo zawiesiło się na YT. Ciekawa (choć banalna) wizja Ragnaroku jako zmierzchu czasu wierzeń nordyckich, wypartych przez inne wierzenia. I ten diabeł kroczący pośród ruin…

Swoje popchnę jakoś w weekend i zdecydowanie dam znać. W tygodniu niestety natłok wszystkiego innego robi swoje – ot proza życia.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Sympatyczny utworek, z lekka zabawny. Chociaż za słabo kumam Internet i współczesną technologię, żeby wszystko załapać.

Dlaczego Nordyk krzyczy mushroom przez ch?

Babska logika rządzi!

@krar85 – no to działaj i dawaj znać :)

@Finkla – dzięki za odwiedziny i komentarz. A nord krzyczy o grzybach przez “ch” bo nie umie po angielsku ;) A tak serio, to literówka, która często mi się zdarza, kiedy piszę w tym języku, bo palce jakoś same po klawiaturze błądzą w poszukiwaniu tego “c” przed napisaniem “h”. Już poprawiam :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Lekko, przyjemnie, zabawnie :) Dużo odniesień do współczesnych “bolączek”. A do tego jeszcze odwołanie do nordyckiej mitologii. Jeśli chodzi o warsztat – też na plus; dobrze się czytało :) Tak więc ode mnie kolejny biblioteczny kliczek :)

Kurczę, akurat Wiara wartości jest chyba jedynym Twoim opkiem, którego nie czytałam ;)

Ten występ magika bardzo mi się podobał :) Co właściwie zawdzięczamy diabłu, internet jako taki, czy też jakąś konkretną jego część. Bo apokalipsa wydaje mi się w tym wypadku wylewaniem dziecka z kąpielą ;) Co prawda też słabo znam się na nowych technologiach, ale tutaj akurat nie miałam problemu ze zrozumieniem, a to, czego nie rozumiałam, pokazałeś w podanym we wstępie linku. Mitologię nordycką bardzo lubię i trochę żachnęłam się na wykorzystanie w tak niecny sposób przedstawiciela (ostatniego!) tegoż panteonu ;) Ale dobra, niech Ci będzie.

Generalnie mi się :)

Kliczka potrzebujesz? Zaraz zerknę, jeśli tak to masz oczywiście :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Szelest, szelest, szelest, sss… Masz Ci babo placek, Lucek załatwił następnego boga. Który następny w kolejce? Ma kłopoty, więc będzie szukał rozwiązania.

Lekko się czytało, sporo odniesień do współczesności i ładnie wykorzystane. Przy okazji o o tym Heimdallu doczytałam i tęczowym moście, ktorego strzegł. Jest humor, tylko ostatni sztych zbił mnie z tropu. Nie godziło się tego robić, choć rozumiem, że Lucyfer nie był w stanie przerwać połączenia.

I ja poskarżę do biblio.

Poniżej, zauważone po drodze drobiazgi:

,Jeśli nie wierzysz, możesz wpaść do piekła i zobaczyć(+,?) co tam teraz mamy.

,Jest jeszcze kilka miejsc(+,) gdzie sygnał nie dociera, ale Belial z Baalem właśnie kończą montować wzmacniacz w koronie Yggdrasila.

,Musisz biec(+,) lecz wiesz, że wiesz. To za mało jest. Oni ciebie doganiają(+,) lecz… – odpowiedział Heimdall zagadkowo.

,Anioł(+,) w któregoś rzucił kamieniem!

,Ale urządzenie nie zawibrowało(+,) a ekran pozostał czarny.

srd :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, tekst już jest w Bibliotece, nie ma co skarżyć.

Babska logika rządzi!

“Dalsza część”

– można czytać niezależnie, czy wysoce wskazane jest by robić to po kolei?

 

Nie, nie jest wskazane. Obszerniejsze odpowiedzi później, bo wódka ;)

Known some call is air am

Oki – doki, czyli nie skarżę, Finklo! :DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jest humor, tylko ostatni sztych zbił mnie z tropu. Nie godziło się tego robić […]

No właśnie, Asylum, mnie to też rozczarowało :( 

 

Outta, czy ja dobrze rozumiem, że spożywasz dziś wysokoprocentowy alkohol?

Exit light

Aye, moja być pijana i pisać głupoty :)

Known some call is air am

Od razu spożywa… A może tylko pędzi i śpieszy się, by zdążyć na czas? ;-)

Babska logika rządzi!

Pędzi, Finklo? W sensie samogon? :D

Exit light

Dwuznaczność zamierzona. :-D

Babska logika rządzi!

Exit light

Cześć :)

 

@katia72 – cieszę się, że się podobało :) Dzięki za czas poświęcony na czytanie i skomentowanie :) No i za klika :)

 

@Irka – dzięki :) Jeśli chodzi o technologię, to internet zawdzięczamy ludziom, którzy go wynaleźli :P Szatan jedynie chciał rozszerzyć jego zasięg poprzez wykorzystanie bifrostu. Heimdalla też mi było szkoda, ale Lucek już tak ma, że pali za sobą mosty i wybija ostatnich przedstawicieli innych panteonów, uniemożliwiając mi napisanie kolejnego tekstu o jego knowaniach, z wykorzystaniem tychże ;) Gdzieś tam kiełkuje pomysł na wejście z butami w panteon egipski, ale na razie odstawiam szatana na awaryjny tor i łapię się za inne pomysły. RAPort mniejszości to teraz priorytet, bo jestem jednym z organizatorów i będzie wstyd, jak niczego nie napiszę na ten konkurs. Na razie jednak risercz, żeby wszystko się kleiło jak rymy z bitem :)

 

@Asylum – miło Cię widzieć pod moim tekstem, jak zawsze zresztą :) Heimdall musiał zginąć, dlaczego, pytajcie Lucka. Usterki zaraz poprawię.

 

@Wilk – poprzednie opowiadanie o Lucyferze jest samodzielną opowieścią, ta w zasadzie też, choć przy końcu jest kilka odwołań do wześniejszej. Nie powinny jednak wpływać na przejrzystość fabuły.

 

Dzięki za odwiedziny i zostawienie po sobie śladu

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

Known some call is air am

Na ziemi coraz więcej ludzi odwraca się od wiary. Niewierzący idą oczywiście do piekła, gdzie przyjmujemy ich z należytym brakiem szacunku

 

To zdanie zrobiło mi dzień :)

 

I teraz tak: pierwsze wrażenie – opowiadanie jest równe w całej swej objętości. A to bardzo ważne. Nie ma, po mojemu, puszczonych fragmentów, nie ma luk emocjonalno-poznawczych, w czasie których czytelnikowi się odechciewa, bo wydaje mu się, że się Autor zawiesił. ;)

To niezaprzeczalne plusy.

Podobnie jak poczucie humoru. Tego typu tematyka byłaby absolutnie bez humoru niestrawna. Ale jest , i to sporo. I pełni konkretną funkcję, nie robi za bezrefleksyjny rozbawiacz, ale niejako – stało się smarem, po którym czytelnik płynie z powodzeniem do finału.

Dobrze to wróży na przyszłość, bo to co wymieniłem oznacza, że masz na czym i czym budować. Słowem – że Ci się budowla nie rozsypuje w trakcie pisania – a to wcale nie takie oczywiste. I wcale nie łatwe.

Teraz plusy i zarazem minusy. Tematyka jest potwornie niebezpieczna dla autora. Można się przejechać w kilka sekund. Ale wybrałeś sprawdzone rozwiązanie – i Twoi bohaterowie są… ludzcy. Mają nieźle zarysowane charaktery, są przy tym niekiedy nawet sympatyczni, acz u Lucka co pewien czas wyłania się jego prawdziwa natura. Nie wiem, w jakim stopniu przyczyniły się do tego “Wielkie konflikty” GF Darwin, ale… czyżbym trafnie wyczuwał to podejście i tę poetykę? Czytałem i widziałem dwóch aktorów z GF Darwin w swych kultowych rolach, poważnie.

No i pora na (jak dla mnie) minus, ale to wynika zwyczajnie z róznicy pokoleniowej – dla mnie Sieć to narzędzia do pracy. Wyszukiwarka – to owych narzędzi najwyższa emanacja ;). U Ciebie widać głównie inną rolę Sieci – fun. Co okraszone grepsami dość hermetycznymi dla mego pokolenia – stawia mnie w poczuciu lekkiej bezradności, pogłębianej wrodzonym lenistwem. :D

Za to widzę wyraźne ostrzeżenie – Sieć w roli nowego bóstwa, będącego zagrożeniem dla Najwyższego. Czyli wprost nawiązanie do podstawowego Przykazania – Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną….

Nieźleś to przemycił. Sprawnie i niejako przy okazji.

Słowem – podobalo się. Może bym o jakieś 5 procent skrócił, ale nie jest to warunek sine qua non. Z pewnością za to przeczesałbym to opowiadanie pod kątem powtórzeń. Sam mam z nimi problemy, a skoro widzę je u Ciebie, to znaczy, że one są i jest ich trochę ;).

p.s.

Walenie do aniołów z bambulca… Niezłe :D. Naprawdę niezle…

p.s.2 – Żałuję, że nie przeczytałem wcześniej. Też bym wnioskował o bibliotekę.

p.s.3 – obejrzałem borsuki… Hmm….. psychodeliczne. ;)

pozdr.

P.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Cześć rrybaku, miło Cię widzieć pod moim tekstem :)

 

Dzięki za miłe słowa, a za krytykę tym bardziej. Cały czas się staram uczyć i szlifować moją pisaninę, choć piszę coś innego, niż to, czego w fantastyce szukam. Wynika to ze świadomości, że jeszcze za słaby jestem w te klocki. Ale może pewnego dnia to się zmieni, kiedy więcej się nauczę i porwę się na coś głębszego.

 

Nie wiem, w jakim stopniu przyczyniły się do tego “Wielkie konflikty” GF Darwin, ale… czyżbym trafnie wyczuwał to podejście i tę poetykę? Czytałem i widziałem dwóch aktorów z GF Darwin w swych kultowych rolach, poważnie.

GF Darwin? Widziałem tylko jakiś jeden ich, nie wiem, skecz? Ten o Gandalfie, ale to było dawno temu i niespecjalnie kojarzę tę grupę. Ja po prostu mam prywatnie takie podejście – niezbyt poważne gadanie o rzeczach poważnych.

 

No i pora na (jak dla mnie) minus, ale to wynika zwyczajnie z róznicy pokoleniowej – dla mnie Sieć to narzędzia do pracy. Wyszukiwarka – to owych narzędzi najwyższa emanacja ;). U Ciebie widać głównie inną rolę Sieci – fun. Co okraszone grepsami dość hermetycznymi dla mego pokolenia – stawia mnie w poczuciu lekkiej bezradności, pogłębianej wrodzonym lenistwem. :D

Różnica w postrzeganiu jest na pewno, możliwe nawet, że wynika ona z racji przynależenia do różnych pokoleń. Ty pewnie traktujesz internet jak, hmm, karabin snajperski – ma ścisłe przeznaczenie, poszukujesz celu, przymierzasz i pociągasz za spust precyzyjnie trafiając. Dla mnie internet to bardziej Gatling gun, rozpylacz – trafiam w cel, ale równie często obok, używam go do pokrycia większego obszaru (praca, zabawa, nauka, komunikacja). Choć kilka lat temu zrezygnowałem z używania mediów społecznościowych typu facebook. Nie wiem co to discord, nie rozumiem snapchatów i tiktoków a instagram to dla mnie nazwa czegoś, z czego w internetach się śmieją :)

 

Z pewnością za to przeczesałbym to opowiadanie pod kątem powtórzeń. Sam mam z nimi problemy, a skoro widzę je u Ciebie, to znaczy, że one są i jest ich trochę ;).

To tylko jeden z problemów, obok interpunkcji, budowy zdań i jeszcze kilku. No, ale mam nadzieję, że będą te problemy ulegać redukcji, wraz z doświadczeniem.

 

p.s.3 – obejrzałem borsuki… Hmm….. psychodeliczne. ;)

Mocno :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

 

Known some call is air am

A to Ci gf darwin szczerze polecam. Zacznij od klipu Orki z Majorki ;). A potem Wielkie Konflikty – cykl z Bogiem, Luckiem i Jezusem:)

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Cześć Outta:-)

co znaczy mało sympatycznego Lucyfera? Uważam, że jest przeuroczy!:-) 

Wiesz, że podoba mi się Twój styl i poczucie humoru. 

 

pozdrawiam:-)

Sprawdzę sobie rrybaku, bo te Orki z Majorki to też gdzieś już słyszałem :)

 

Siema Olciatko :)

Dla jednych sympatyczny, dla innych nie (Finkla go nie lubi :))

Known some call is air am

Ja nie lubię Lucka? Zależy, jaki egzemplarz się trafi.

Babska logika rządzi!

Ja nie lubię Lucka, mam do niego żal za zabicie Heimdalla. Albo do Ciebie Outta, że go do tego zmusiłeś :P

Exit light

Nie czytałem pierwszej części, ale wrzucę ją do kolejki, bo to opowiadanie bardzo mi się podobało i szczerze mnie rozbawiło. Frajda z czytania niesamowita! Aż zacząłem rozmyślać nad specyfiką piórek, bo dostają je zazwyczaj teksty ambitne, a jeśli nawet nie ambitne, to pisane na serio, a przecież i pół-serio można stworzyć coś świetnego! 

Żarty bardzo w moim guście, fajne słowotwórstwo, a to z informatykami to po prostu złoto. 

Dzięki Gekikara za odwiedziny i pochlebny komentarz :)

 

Cieszę się, że Ci się podobało i że humor przypadł Ci do gustu. Pierwsza część jest konstrukcyjnie bardzo podobna do tej, ale mniej w niej humoru, choć kilka żarcików też się trafia :)

 

Known some call is air am

Eeee, Geki, jesteś w mylnym błędzie :). Moje “Sowy” były przecież w gruncie rzeczy drastyczną satyrą na dzisiejszą Polskę… Jadącą głównie na humorze i nawiązaniach popkulturowych.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Musisz biec, lecz wiesz, że wiesz. To za mało jest. 

Bez sensu. To jest jedno zdanie przecież.

Ale czytało się przyjemnie :)

 

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Outta Sewer – wpadłam tutaj jako środowa dyżurna i bardzo żałuję… że nie zrobiłam tego wcześniej!

Bardzo, bardzo mi się podobało!

Fajny pomysł na opowiadanie, a rewelacyjny na postać głównego Lucy… znaczy bohatera :) Namalowałeś go słowami tak pięknie, że nie tylko go widziałam, ale też odbierałam jako w pełni dopracowaną postać. Heimdall i Bóg też dali radę, w końcówce miałam troszkę skojarzenia z kabaretem Neo-Nówka i ich skeczem o Bogu :D A w momencie pojawienia się diabelskiej twarzy niemal widziałam Jen z ITCrowds (odcinek z przyjazdem Ciotki :D) :D :D :D

W ogóle w tekście jest tyle fajnych smaczków, kruczków, niuansów, że niemal obudziłam synka, bo tak się śmiałam :D Dzięki :D Jutro muszę sobie z głosem te badżery obejrzeć, bo nie ma takiego efektu teraz :D

Koniecznie, ale to koniecznie pisz dalej w tym klimacie, a Lucka wykorzystuj ile wlezie, bo fajny Ci wyszedł.

 

P.S. Też bym jakoś inaczej rozwiązała kwestię z Heimdallem, końcówka jest odrobinkę słabsza, niż reszta tekstu, no ale ze względu na magiczny urok Lucyfera jestem skłonna Ci wybaczyć :D

 

Świetna robota!

Hej :)

Dzięki Iluzjo za miłe słowa. Cieszę się niezmiernie, że moje opowiadanie przypadło Ci do gustu. Lucek powstał przy okazji wcześniejszego opka, do którego linkuję w opisie. Na razie Lucek musi poczekać, bo skupiam się na dwóch innych tekstach, które muszę napisać na konkursy, ale mam nadzieję jeszcze powrócić do jego przygód.

Wszelkie skojarzenia z popkulturą jak najbardziej na miejscu, bo Lucek jest tutaj umieszczany w pulpowej konwencji. Choć akurat IT Crowd słabo kojarzę, widziałem jedynie kilka odcinków.

 

@Anet – jakoś przegapiłem Twój komentarz. Wybacz. Dzięki za wizytę i komentarz. A co do wypowiadanego przez Heimdalla zdania, do którego masz zastrzeżenia, to… Ya know grl, wiedziałem, że będziesz jedną z tych osób, które rozgryzą skąd ta cytata ;)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

Known some call is air am

Nowa Fantastyka