- Opowiadanie: Olciatka - Prawda ma długie włosy

Prawda ma długie włosy

Serdecznie dziękuję moim cudownym betującym: Outta Sewer, oidrin i BasementKey!

 

Zapraszam do lektury!:-)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Prawda ma długie włosy

Sartania opuściła fabrykę, kończąc południową zmianę. Spieszyła się na ostatni tego dnia autobus, więc pożegnała się ze współpracownikami jedynie machnięciem ręki. Opuściła teren zakładu, rozcierając zdrętwiałe po wielogodzinnym wysiłku dłonie.

Zatrzymała się przed zejściem na przystanek, a następnie postawiła stopy na stalowej platformie. Wystukała odpowiedni kod na zamontowanej przy poręczy podświetlanej klawiaturze, po czym zjechała ruchomymi schodami. Gdy mechanizm wyłączył się samoistnie, zrobiła krok do przodu, by znaleźć się na chodniku. Nagle poczuła, że nadepnęła na coś miękkiego. Gwałtownie cofnęła nogę. W napięciu wyczekiwała reakcji skulonego pod schodami stworzenia, które powinno uciec albo zaatakować. Gdy nie zaobserwowała żadnego ruchu, przykucnęła, aby przyjrzeć się z bliska temu, co znajdowało się na kostce brukowej.

– Szmaciana lalka? – wyszeptała zdumiona – Produkcja niemechanicznych zabawek została zakończona kilkanaście lat temu… Skąd się tu wzięłaś?

Podniosła ją i skierowała w stronę najbliższej latarni. Światło obnażyło wszelkie niedoskonałości. W miejscu, gdzie powinny być oczy, sterczały cienkie nitki, a na głowie znajdował się tylko jeden włóczkowy kosmyk. Naderwane ramię trzymało się tułowia jedynie na skrawku materiału. Bawełniana, niebieska sukienka lepiła się od brudu. Sartania rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu brakującego buta. Leżał w głębokiej kałuży na trawniku. Schyliła się i chwyciła go palcami, a wtedy usłyszała sygnał z głośnika, zapowiadający przyjazd autobusu. Zdecydowanym ruchem wsunęła lalkę pod sweter, po czym ruszyła w stronę przystanku.

 

***

 

 Przyłożyła kartę do czytnika, a gdy usłyszała charakterystyczny dźwięk odblokowywanego zamka, pchnęła drzwi i weszła do mieszkania. W podobny sposób uruchomiła włącznik światła, a następnie nie przestając przyciskać lalki do piersi, podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej całą garderobę i niedbale rzuciła na łóżko. Uklękła na podłodze, by wysunąć z dolnej półki zakurzone pudło. W środku znajdował się przybornik do szycia, z którego Sartania korzystała, pracując w zakładzie krawieckim. Zatrzymała go jedynie z sentymentu. Nie miała złudzeń, że po likwidacji niewielkiego warsztatu, ponownie się przyda.

Przerzucała kłębki wełny w poszukiwaniu odpowiedniego koloru. Wbiła igłę w wypchany otuliną beżowy materiał. Po kilku minutach z głowy szmacianej lalki sterczały pasma grubej, złotej włóczki. Dla zachowania odpowiedniej długości, Sartania złapała za nożyczki i przycięła kosmyki, które sięgały poniżej ucha.

Następnie odszukała dwa identyczne, jasnobrązowe guziki i przymocowała je powyżej różowych policzków. Chwyciła ramię wprawną dłonią i przyszyła do korpusu gęstym ściegiem. Odpięła zamek i ściągnęła brudną sukienkę. Wrzuciła ją do pralki razem z butami.

– Nazwę cię Capellia – wyszeptała, podziwiając efekty swojej pracy.

 

***

 

Gdy kobieta położyła się spać, zjawił się Niebieski Wróżek. Pochylił się nad nią, roztaczając zapach cedrowych perfum, do których zdążyła się już przyzwyczaić.  

Moja droga Sartania. Nie było ci dane poznać uroków macierzyństwa. Pracujesz dla nas od kilkunastu lat. Lojalna, oddana, posłuszna. Nie starczyło ci ani czasu ani siły na założenie rodziny. Co noc płaczesz z samotności. Myślę, że zasłużyłaś na kogoś bliskiego.

Podszedł do Capelli, opatulonej kocem i ułożonej w fotelu.

Dlatego podaruję ci córkę.

Gdy Niebieski Wróżek pstryknął palcami, z jego skórzanej aktówki wyłonił się Gadający Szczur. Mężczyzna zgromił go wzrokiem za opieszałość, po czym rozkazał:

Pilnuj jej.

 

***

 

Sartanię zbudził rytmiczny stukot. Otworzyła oczy i przewróciła się na drugi bok. Na nocnej szafce siedziała Capellia. Wymachiwała nogami, uderzając o drewnianą szufladę, wyraźnie zaaferowana nowo nabytą umiejętnością. Nieustannie gładziła palcami włóczkowe włosy, jakby chciała się upewnić, że rzeczywiście przynależą do jej głowy. Wyglądała dokładnie tak samo, jak wczoraj, gdy Sartania odkładała ją na fotel. A jednak zupełnie inaczej.

Kobieta dźwignęła się na łokciu i usiadła na materacu. Dopiero wtedy szmaciana lalka spostrzegła, że jej opiekunka się obudziła. Zeskoczyła na podłogę i zrobiła kilka kroków w stronę łóżka. Oparła dłonie na białej pościeli i przysunęła się do kobiety tak blisko, że prawie dotknęły się czubkami nosów. Wpatrywała się w jej pomarszczoną twarz pięknymi, jasnobrązowymi guzikami. Kobieta otworzyła usta, ale nie mogąc wydusić słowa, natychmiast je zamknęła. Pierwsza odezwała się Capellia:

– Wstawaj! Jestem głodna!

***

 

Antonia weszła do mieszkania, trzymając w ręku niewielki pakunek. Przywitała Sartanię przyjacielskim muśnięciem w policzek. Od progu wychwalała wystrój pokoju, nawiązując do ostatniego odcinka ulubionego programu Nowoczesny salon. Mówiła podniesionym, piskliwym głosem. Przez cały ten czas Sartania potakiwała energicznie głową, a jej usta wykrzywiał nienaturalny grymas. Uwagę Capellii przykuły identyczne, krótkie fryzury obu kobiet. Uniosła ręce i dotknęła swoich włóczkowych włosów. Były takiej samej długości.

Dopiero po chwili Antonia zerknęła w stronę szmacianej lalki, stojącej przy ścianie i zasłaniającej uszy wewnętrzną stroną dłoni. Podeszła do niej niespiesznie, pochyliła się, po czym zmierzyła wzrokiem. Ściągnęła brwi, zdając sobie sprawę, z jak nietrwałego materiału została wykonana. Po chwili jednak uniosła kąciki ust w podobny sposób, co Sartania. Odwróciła się w stronę przyjaciółki, podała jej pojemnik z ciastem, po czym oznajmiła:

– Jest doprawdy urocza!

– Dziękuję, kochana – zapiszczała – sernik z polewą czekoladową? Nigdy nie wyszedł mi równie smaczny! Nie wiem, jak ty to robisz?! – Sartania zaparzyła kawę i nałożyła po kawałku deseru na talerzyki. – Zapraszam do stołu. Usiądź, Capellio i skosztuj pysznego sernika od pani Antonii.

Capellia przepadała za słodkościami, więc z ochotą zabrała się za pałaszowanie. Wzięła do ust spory kęs, zachęcona pochwałami zdolności kulinarnych Antonii. Nieoczekiwanie zamiast delikatnej, puszystej masy, poczuła w ustach grudkowatą konsystencję. Skrzywiła się ze wstrętem i odsunęła talerzyk.

– Ble, nie będę tego jadła, ohyda.  

– Capellio, jesteś niegrzeczna! Nie wolno tak mówić! – Zgromiła ją matka.

– Właśnie, że wolno! Ten sernik w ogóle nie jest słodki! – Z każdym kolejnym wykrzyczanym słowem, włosy Capellii zaczęły się wydłużać. – Nie smakuje mi! Tobie na pewno też nie, tylko udajesz miłą i uśmiechasz się w dziwny sposób!

Sartania obserwowała to nadzwyczajne zjawisko z wypiekami na twarzy. Nie była pewna czy bardziej przerażały ją słowa córki czy długie włosy. Antonia podążała wzrokiem za włóczkowymi pasmami, które sięgnęły już pasa.

– Moja droga, pragnę wyjaśnić, że upiekłam to ciasto zgodnie z przepisem szefa kuchni programu Ugotuj to sam!. Zapewniał, że sernik będzie pyszny. W związku z tym nie mam podstaw, żeby mu nie wierzyć.

– Najwyraźniej kłamał – stwierdziła.

– Capellio, nie będę tego tolerować. Idź do drugiego pokoju, nie zjesz z nami deseru.

– I dobrze! – Szmaciana lalka odwróciła się na pięcie, wbiegła do pokoju, po czym z impetem zatrzasnęła za sobą drzwi.

Zapłakana rzuciła się na łóżko i zatopiła twarz w poduszce. Nie chciała, by matka słyszała jej rozpacz. Z wszystkich sił starała się powstrzymać łzy, ale one i tak napływały do oczu. Zaciskała zęby, żeby nie krzyczeć, ale złość i tak znalazła ujście. Delikatny materiał poduszki zagarnął emocje do środka, a miękki puch zatrzymał je dla siebie.

– Oj, Capellio, nieładnie…

Wzdrygnęła się przestraszona. Uniosła głowę i podążyła guziczkowymi oczami za tajemniczym głosem. Na brzegu łóżka siedział ubrany w elegancki garnitur, modnie ostrzyżony Niebieski Wróżek. W powietrzu unosił się zapach cedrowej wody kolońskiej i niczym niezachwianej pewności siebie. Mężczyzna uniósł dłoń, a następnie karcąco pokiwał palcem. I chociaż na jego twarzy nie dojrzała oznak wrogości, nie potrafiła obdarzyć go zaufaniem.

– Capellio, posłuchaj mnie uważnie. Musisz zrozumieć jedną rzecz…– Zrobił pauzę dla podkreślenia ważności swojej wypowiedzi. – Nie wolno mówić prawdy…

– Niby dlaczego? – Capellia zmarszczyła brwi.

Niebieski Wróżek wykrzywił usta w ironicznym grymasie. Pochylił się nad szmacianą lalką, która przytłoczona zbyt intensywnym zapachem, musiała wstrzymać oddech. Niezniechęcony, przysunął się do niej jeszcze bliżej, po czym szepnął do ucha największą tajemnicę wszechświata:

– Bo nikt jej nie lubi.

 

***

 

Capellię obudził dźwięk otwieranych przez matkę drzwi. Usłyszała niespieszne kroki, gdy podchodziła do szafy, szuranie kartonu, gdy przesuwała go po drewnianej powierzchni. Sartania zapaliła nocną lampkę, a wtedy szmaciana lalka dostrzegła w jej ręku stalowy przedmiot. Poderwała się z miejsca, gotowa do ucieczki.

– Przykro mi, Capellio… To dla twojego dobra – przemówiła łagodnym tonem, a następnie przejechała opuszką palca po różowym policzku.

– Odwróć się w stronę ściany – rozkazała, a jej twarz przybrała surowy wyraz.

– Co chcesz zrobić? – wyjąkała.

– To, co muszę – stanowczy głos sprawił, że szmaciana lalka wykonała polecenie. Sartania wzięła głęboki wdech. Capellia zamknęła guziczkowe oczy. Otworzyła je dopiero, gdy ostrza zacisnęły się na włóczkowym kosmyku. Syknęła, co tylko zachęciło matkę do dalszych tortur. Chwytała kolejne pasma i obrzynała tuż przy beżowym materiale. Po każdym zgrzytnięciu nożyczek, Capellia czuła przeszywający ból przechodzący od włosów aż do strun głosowych. Przejechała palcami po prześcieradle w poszukiwaniu poduszki. Zasłoniła nią usta, by stłumić krzyk.

Gdy ostatni kosmyk opadł na podłogę, Sartania sięgnęła po pudło.

– Musimy je ukryć – wyszeptała. Zgarnęła amputowane pasma włóczki i wrzuciła je do środka. Wsunęła karton do szafy i starannie zamknęła drzwi.

Późną nocą, Capellia otworzyła oczy. Zbudziło ją chrobotanie dochodzące z wnętrza pudła ukrytego głęboko w szafie.

 

***

 

Gdy Capellia usiadła w szkolnej ławce, pani profesor wręczyła jej czarną, prostokątną teczkę. Nie miała pojęcia, co powinna z nią zrobić, więc zerknęła na chłopca siedzącego po prawej stronie.

– Cześć, jestem Gatto. – Przedstawił się, widząc jej zdezorientowaną minę. – Zobacz, tak to się robi. – Odpiął swoje etui i wyciągnął z niego płaskie urządzenie. Następnie umieścił je na regulowanej podstawce przymocowanej do ławki.

– Co to takiego?

– Tablet. – Wyjaśnił rudowłosy chłopak, siedzący w ostatniej ławce. – W nim znajduje się wszystko, co powinniśmy umieć. Zabierzesz go także do domu, żeby odrabiać zadania. Wkrótce staniecie się nierozłączni… – Uśmiechnął się, ukazując szereg białych zębów – A tak w ogóle, to na imię mam Nov.

– Capellia. – Odwzajemniła uśmiech. Następnie rozejrzała się po klasie. Dziewczyna z drugiego rzędu dotknęła palcem wyświetlacza, postępując zgodnie ze wskazówkami nauczycielki.

– Nie martw się, to nie jest takie trudne, poradzisz sobie.

– Nie jestem tego taka pewna. – Spojrzała na urządzenie znajdujące się tuż przed nią i wyraźnie posmutniała.

 – A jeśli chcesz, to po lekcjach możemy cię zabrać w miejsce, gdzie nie ma żadnych tabletów. Spodoba ci się. – Zaproponował Nov.

– Chodź z nami, Capellio. – Zachęcał Gatto.

Poszła. Prowadzili ją na drugi koniec miasta. Mijali blokowiska, supermarkety, galerie handlowe, a przy nich zatłoczone parkingi. Zerknęła w stronę przeszklonego centrum fitness. Kobieta pokonywała kolejne kilometry na bieżni, a mężczyzna trenował na stacjonarnym rowerze.

Weszli do parku, gdzie znajdowały się ławki, na których nikt nie siedział. Wzdłuż alejki ciągnęła się ścieżka rowerowa, po której nikt nie jeździł.

Na skrzyżowaniu natknęli się na chłopca, przechodzącego przez pasy. Wpatrywał się niewielki ekran, znajdujący się przed twarzą, a podtrzymywany przez regulowane zauszniki.

– Co to takiego? – Capellia przystanęła zaciekawiona. Po drugiej stronie ulicy spacerowała dziewczyna z takim samym urządzeniem.

– To VeroMondo, najnowsza technologia. – Wyjaśnił Gatto.

– Co takiego widzą na tych ekranach?

– Wszystko. Mogą przeglądać strony Internetowe, robić zakupy i jednocześnie oglądać filmy i to wspólnie z kolegami. Użytkownicy widzą to, co chcą widzieć. – Sprecyzował Nov.

– Tylko wtedy nie patrzą pod nogi. Nie boją się, że w coś uderzą albo się zgubią?

– Spokojnie, wystarczy, że będą mieć włączony lokalizator. – Gatto postukał palcem w czoło.

– Dlaczego wy takich nie macie?

– Nie, nie. Tylko pełnoletni mogą ich używać.

– Moja matka nie ma VeroMondo. – Zastanowiła się.

– Osoby po pięćdziesiątym roku życia się nie kwalifikują, Capellio. To dla nich zbyt skomplikowane urządzenie.

– To co im pozostaje?

– Telewizja.

 

***

 

 Stanęli przed wielkim gmachem, nad którego głównym wejściem widniał napis: Biblioteka.

– Co to za miejsce? – zapytała.

– Zaraz się przekonasz. – Nov nacisnął na mosiężną klamkę i bez problemu otworzył drewniane drzwi.

– Nie potrzebujemy ani klucza ani karty magnetycznej. Oprócz nas, nikt tutaj nie wchodzi – wyjaśnił Gatto, widząc zaskoczony wyraz twarzy Capellii.

Wnętrze biblioteki wypełniały regały, rozpościerające się na trzech kondygnacjach. Poruszanie między poziomami umożliwiały drewniane schody. W centralnej części pomieszczenia znajdowały się długie prostokątne stoły, przy których rozstawiono krzesła. Zarówno meble, jak i książki pokrywała gruba warstwa kurzu.

– Wybierz sobie, którą chcesz. – Gatto rozłożył szeroko ramiona.

– Ale… ja nie mam pieniędzy… – Capellia spuściła wzrok wyraźnie zawstydzona.

– Tutaj ich nie potrzebujesz. Po prostu wybierz którąś z nich, albo nawet kilka i czytaj…

Rzuciła Novowi pełne wdzięczności spojrzenie. Odwróciła się w stronę najbliższego regału i przeskakiwała wzrokiem po kolorowych grzbietach. Jej uwagę przykuła najgrubsza książka z czerwoną okładką. W przeciwieństwie do pozostałych, nie obrastały jej pajęczyny. Zaciekawiona, nieśmiało wyciągnęła rękę w jej stronę.

– Nie rób tego, Capellio. – Tuż koło jej nogi przebiegł Gadający Szczur.

– Czego chcesz? – wycedziła przez zęby.

– Nie złość się na mnie, jestem twoim przyjacielem – odparł życzliwym tonem. – Mama się o ciebie martwi, wracaj do domu.

– Ale…tu jest tyle książek… – Wspięła się po schodach na kolejne piętro.

– Nie, Capellio, czytanie nie przyniesie ci niczego dobrego – zauważył, po czym podążył za nią.

– Skąd wiesz? – spytała z pewną dozą wątpliwości. Wychyliła się zza barierki i spojrzała w dół. Gatto i Nov przykucnęli przy dolnym regale, pochłonięci lekturą.

– Rozejrzyj się, wszędzie pełno kurzu. Uwierz mi, nikt oprócz was nie odwiedza tego miejsca!

– Kłamiesz! – wykrzyczała drżącym głosem.

– A dlaczego miałbym kłamać? – Machnął łapką. – Zresztą, zapytaj swojej mamy, ona powinna wiedzieć najlepiej, prawda?

 

***

 

Capellia przyłożyła kartę do czytnika, po czym wpadła do domu z wypiekami na twarzy. Nie wiedziała czy były rezultatem wyczerpującego biegu, czy reakcją na słowa Gadającego Szczura. Sartania siedziała w fotelu i oglądała telewizję. Na widok córki poderwała się z miejsca.

– Gdzie byłaś?

– W bibliotece – odparła z dumą. Nie spuszczała wzroku z matki, czekając na reakcję. W tym momencie włóczkowe pasma zaczęły się wydłużać. Sartania zastygła bez ruchu.

– To nie dzieje się naprawdę – wyjęczała. – Twoje włosy nie mają prawa rosnąć… – Chwyciła za nożyczki i zanim Capellia zdążyła zaprotestować, zatopiła ostrza we włóczkowych kosmykach. Przeszywający ból powalił szmacianą lalkę na kolana. Drapała drętwiejącą szyję, nie mogąc wydobyć głosu. Sartania nawet nie starała się być delikatna. Sprawiała wrażenie pogrążonej w szaleńczym transie, ale wprawna ręka kontrolowała każdy ruch.  

Gdy w końcu dała upust swojej frustracji, pozbierała wszystkie poddane egzekucji kosmyki i wrzuciła je do pudła. Wepchnęła coraz cięższy karton do szafy, a następnie zasunęła drzwi.  

Tymczasem Gadający Szczur przebiegł obok upokorzonej Capelli, która skulona leżała na posadzce. Zerknął na jej krótkie włosy i zniknął za komodą.

Późno w nocy Capellia usiadła na łóżku. Podeszła do szafy i odsunęła drzwi. Położyła dłoń na podrygującym, kartonowym pudle.

 

***

 

Capellia przecisnęła się przez uchylone drzwi i wyszła na balkon. Oparła dłonie na poręczy, a następnie postawiła stopy na środkowym szczeblu balustrady. Wspinała się tak za każdym razem, gdy matka brała kąpiel. Tylko wtedy mogła wychylić głowę poza barierkę i obserwować morze. Wziąć głęboki wdech, rozkoszując się zimnym powietrzem.

– Capellio, co robisz? Zejdź stamtąd natychmiast! Chyba nie chcesz spaść?! – Sartania rzuciła na podłogę mokry ręcznik, po czym wbiegła na balkon. Złapała Capellię w pasie i ściągnęła na posadzkę. Szmaciana lalka poprawiła swoją niebieską sukienkę, a następnie spojrzała na matkę z wyrzutem.

– Chcę iść nad morze. – Tupnęła nogą.

– Wykluczone! – Sartania złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę salonu. Zamknęła z hukiem drzwi. Jednym szarpnięciem firanki zasłoniła wejście na balkon.

– Dlaczego? – Capellia stanęła naprzeciwko matki i bombardowała ją pytaniami – Dlaczego nie chodzimy na plażę? Dlaczego nie pływamy w morzu?

– Bo morze jest niebezpieczne! – wrzasnęła Sartania. – Zwłaszcza dla ciebie!

 – Dla mnie? Niby dlaczego? – prychnęła zuchwale.

– Tak, dla ciebie! Bo… – Zawahała się. – Bo jesteś tylko szmacianą lalką, Capellio… Wejdziesz do wody, materiał nasiąknie, staniesz się zbyt ciężka i… pójdziesz na dno – przemawiała już bez gniewu. – Tego chcesz? – Objęła córkę ramieniem i przysunęła do piersi. Ten zdawałoby się czuły gest, powinien być oznaką troskliwości. Jednak Capellia w żaden sposób nie potrafiła odwzajemnić uścisku. Napięła mięśnie i zastygła bez ruchu. Matka podeszła do komody, by po chwili wrócić z tabletem.

– Proszę, tutaj możesz oglądać morze.

 

***

 

Na drugiej przerwie do Capellii podszedł Gatto. Skradał się na tyle bezgłośnie, że zauważyła go dopiero, gdy dotknął jej ramienia. Wyciągnął spod bluzy prostokątną paczkę i wręczył Capellii, która pospiesznie schowała ją pod sweter. Rozejrzał się dyskretnie po korytarzu, a gdy upewnił się, że nikt ich nie obserwował, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę sali.

Starała się nie myśleć o tajemniczej przesyłce, znajdującej się na wyciągnięcie ręki, a której nie miała odwagi otworzyć. Nie w szkole. Z trudem udawało jej się skupić na wykładzie i z ulgą przyjęła dzwonek kończący ostatnią lekcję.

Pomimo tego, że Sartania dopiero za kilka godzin miała skończyć zmianę w fabryce, szmaciana lalka nie mogła wrócić do domu. Gadający Szczur na pewno na nią czekał. Uznała, że najodpowiedniejszym miejscem będzie plaża.

Szła wzdłuż wybrzeża, mijając wypoczywających turystów. Kilkuletnia dziewczynka bawiła się mechanicznym psem, który merdał ogonem i wydawał dźwięki podobne do szczekania, podczas gdy jej mama zlecała przelew na rzecz schroniska dla zwierząt. Wysoka blondynka lajkowała w mediach społecznościowych kolejną akcję przeciwko zanieczyszczaniu środowiska, jednocześnie wyrzucając za siebie pustą puszkę po Pepsi.

Capellia usiadła na porośniętej trawą wydmie. Ściągnęła buty, a bose stopy zakopała w piasku. Wysunęła spod swetra pakunek. Zerwała szary papier, by nareszcie chwycić w dłonie upragniony skarb. Przejechała opuszką palca po czerwonej okładce, a wtedy wiatr przerzucił kilka kartek. Wzięła głęboki wdech, delektując się zapachem wolności. Morze pachniało tak samo. 

Usłyszała sygnał dźwiękowy. Uniosła głowę i spojrzała w dal, w stronę białej żaglówki, wypływającej z przystani. Pomimo tego, że odbijające się od błękitnej tafli promienie słoneczne skutecznie ograniczały widoczność, Capellia nie mogła oderwać od niej wzroku. Zrobiła kilka kroków do przodu, w nadziei, że to pozwoli jej odczytać nazwę, widniejącą na sterburcie.

Balena – wyszeptała. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że do połowy łydki stała w wodzie. Cofnęła się gwałtownie, odtwarzając w pamięci słowa matki.

– Nic się nie martw, zaraz wyschną.

Do jej uszu dobiegł zachrypnięty głos. Odwróciła się zaintrygowana. Kilka metrów dalej siedział mężczyzna z siwą brodą i z fajką w ustach.

– A jeśli nie wyschną? – Wpatrywała się w przemoczone nogi.

– Co ty opowiadasz? – Zaśmiał się serdecznie. – Wystaw je na słońce, a za chwilę odzyskają dawny wygląd. Nazywam się Carlo, a ty?

– Capellia. – Z wahaniem położyła się na piasku. Wyprostowała ciężkie nogi i w napięciu wyczekiwała, kiedy ciemne stopy ponownie przybiorą jasnobeżowy kolor.

– Tylko tyle? Trochę słońca wystarczy, by wyschnąć? – Spojrzała na rozmówcę nie do końca przekonana, czy może zawierzyć jego słowom.

– Zgadza się. Tyle wystarczy – stwierdził starzec, pociągając z fajki raz i drugi.

– Dokąd płynie ta żaglówka?

Balena? Do Krainy Wielorybów. – Wskazał palcem daleki horyzont.

– Chciałabym zobaczyć tę krainę – westchnęła rozmarzona, opierając łokcie na kolanach.

Balena odpływa codziennie o tej samej godzinie. Wraca przed dziewiętnastą, więc zdążysz na kolację. – Zwrócił uwagę na zafrasowany wyraz twarzy Capellii, po czym wyjaśnił – O miejsce na żaglówce nie musisz się martwić, nie ma zbyt wielu chętnych na rejs w tamte strony.

– Dlaczego? Wieloryby są niebezpieczne?

– Nie. – Pokręcił przecząco głową. – W każdym razie, nie dla każdego… Widzisz, wieloryb może pochłonąć człowieka, ale… uważam, że jeśli ktoś wie, jak się z niego wydostać, nie powinien się bać.

– Skąd tyle wiesz o Balenie?

– To moja żaglówka, jednak jakiś czas temu oddałem stery mojemu synowi, teraz on tam dowodzi. Daj znać, jeśli będziesz chciała poznać wieloryba.

Odprowadzała wzrokiem starca, który kulejąc na lewą nogę, z trudem podążał w stronę przystani.

– Oj, Capellio… Chyba nie uwierzyłaś temu szaleńcowi?

Wzdrygnęła się zaskoczona obecnością Gadającego Szczura. Ukrywał się za piaszczystą wydmą, niepewnie wysuwając szpiczasty pysk.

– Podsłuchiwałeś! – Podbiegła do wścibskiego gryzonia, ciskając w niego garścią piasku.

– Ależ skąd, Capellio, martwiłem się, że nie wróciłaś po lekcjach do domu i wyszedłem na poszukiwania. Trafiłem aż tutaj, chociaż wiesz, jak bardzo… nie lubię wody. – Zerknął niepewnie w stronę morza, głośno przełykając ślinę.

– Nie tyle jej nie lubisz, co się jej boisz… Za to ja już nie! – Dumnie wypięła pierś.

– Oj, Capellio, dałaś się oszukać…Szmaciane lalki nie mogą pływać…Jeśli chciałabyś zobaczyć Krainę Wielorybów musiałabyś stać się prawdziwą dziewczynką…

Capellia spuściła głowę. Po chwili jednak obudziła się w niej nadzieja.

– Jak mogę się nią stać?

– Jest tylko jedna osoba, która mogłaby cię przemienić…

– Kto taki? Mów szybko – podpytywała.

– Niebieski Wróżek.

 

***

 

– Witaj, Capellio, co cię do mnie sprowadza? – Niebieski Wróżek roztaczał wokół siebie tę samą cedrową woń. Intensywny zapach, który przy pierwszym kontakcie wywoływał duszności, z czasem drażnił coraz mniej. Można było się do niego przyzwyczaić, a w skrajnym przypadku, nawet polubić.

Capellia nieśmiało rozejrzała się po wnętrzu, wypełnionym licznymi dyplomami i certyfikatami. Zrozumiała, że musiały być niezwykle cenne, skoro oprawiono je w złote ramy. Odwróciła głowę w stronę czarnego, skórzanego fotela, na którym zasiadł Niebieski Wróżek. Mężczyzna oparł łokcie na blacie masywnego biurka, a następnie złączył opuszki rozwartych palców obu dłoni. Nie spuszczał wzroku z Capellii, co sprawiło, że zgarbiła się jeszcze bardziej, przygnieciona ciężarem jego zuchwałości.

– Gadający Szczur mówił, że możesz mi pomóc. – Nie wytrzymała jego spojrzenia, zerknęła na żaluzje zasłaniające okno za jego plecami.

– W czym miałbym ci pomóc?

– Chciałabym stać się prawdziwą dziewczynką. – Wygładziła ręką materiał sukienki, a następnie dumnie wyprostowała plecy.

Niebieski Wróżek wyraźnie się rozluźnił. Opadł miękko na oparcie fotela, po czym sięgnął po szklankę wody, wypijając całą zawartość.

– Widzisz, Capellio … to nie jest takie proste …

– Ale…

– Nie jest proste, ale oczywiście możliwe. Przemiana szmacianej lalki w prawdziwą dziewczynkę wymaga dojrzałości, rezygnacji z własnych pragnień dla dobra drugiej osoby. To bardzo ważne, Capellio. – Wstał niespiesznie i zaczął spacerować po gabinecie.

– A wiesz, co trzeba robić, żeby tę dojrzałość osiągnąć?

– Nie, nie wiem…– Pokręciła głową.

– Należy unikać prawdy. Ona nie prowadzi do niczego dobrego.

– Nie rozumiem. – Zmarszczyła brwi.

– Podam prosty przykład: twoją matkę. Co się stało, kiedy powiedziałaś, że poszłaś do biblioteki? Ucieszyła ją ta wiadomość?

 – Nie…

– Oczywiście, że nie! A pani Antonia, czy sprawiło jej przyjemność, gdy powiedziałaś, że nie smakował ci sernik?

– Nie…

– Oczywiście, że nie! Widzisz, prawda nie jest nikomu potrzebna, Capellio. – Zatrzymał się przy krześle, na którym siedziała. Wyciągnął dłoń i oparł ją na wątłym ramieniu. Zacisnęła zęby, ale nie odważyła się odsunąć.

– Kolejną kwestię stanowi twoja przyszłość. Kiedy już nauczysz się kłamać, na pewno znajdzie się dla ciebie miejsce w fabryce. Jesteś bystra, ucz się pilnie, a dostaniesz etat w dziale sprzedaży. Chodź, wszystko ci pokażę.

Prowadził ją korytarzem nad ogromną halą. Huk maszyn, jednostajny i uporczywy, sprawiał, że Capellia nie mogła zebrać myśli. Naszedł ją lęk, że natknie się na Sartanię, ale wtedy przypomniała sobie, że matka przychodziła do pracy dopiero na nocną zmianę. Przez chwilę obserwowała ludzi, stojących przy taśmach produkcyjnych i wykonujących mechaniczne, wyuczone ruchy.

W pewnym momencie podeszła do nich kobieta w średnim wieku. Na kieszeni białej koszuli widniała plakietka z napisem: brygadzista.

– Dyrektorze, udało nam się znaleźć rozwiązanie problemu związanego z niezrealizowaniem planu w zeszłym miesiącu. Ściągamy ludzi z urlopów i wrzucamy na nocną zmianę.

– Jakie efekty przewidujesz?

– W granicach piętnastu – dwudziestu procent, dyrektorze. Sprawdzimy wyniki po tygodniu, jeśli będą niezadowalające, wstrzymamy premie. – Drżącą ręką wskazała wykres na wyświetlaczu tabletu. Capellia, stojąc kilka metrów dalej, słyszała jak kobieta wstrzymuje oddech. Z podkrążonymi oczami i ziemistą cerą przypominała Sartanię po trzeciej nocce z rządu.

– Świetnie.

Gdy kobieta wróciła do swoich obowiązków, Niebieski Wróżek zwrócił się do Capellii:

– Każdy pracownik zdaje sobie sprawę, że w kryzysowych sytuacjach musi poświęcić swój wolny czas, rodzinę i osobiste sprawy na rzecz wspólnego dobra. Praca w korporacji daje im satysfakcję i poczucie własnej wartości, a z tym nie mogą się równać żadne pieniądze.

Weszli do strefy, gdzie znajdowały się biura, oddzielone od siebie szybami. Pierwsze, na co zwróciła uwagę, to dźwięk urywających się telefonów, którym towarzyszył jednostajny szum klimatyzacji. Wzajemne poklepywania po plecach, wybuchy kontrolowanego śmiechu, a także zapach kawy, dopełniały całości.

Przyglądała się brygadzistom i specjalistom, próbując odnaleźć w nich to spełnienie, o którym mówił Niebieski Wróżek. Jedyne, co dostrzegła, to fakt, że wszyscy pracownicy mieli krótkie fryzury. Dlatego Sartania bezwzględnie dbała o to, by jej włosy nie sięgały poniżej uszu i systematycznie je przycinała.

Drażniło ją sztuczne światło, toteż odczuła ulgę, gdy Niebieski Wróżek poprowadził ją do wyjścia.

– Co się za nimi kryje? – zapytała zerkając w stronę identycznych żaluzji, które znajdowały się w biurze dyrektora.

– Piękny widok na morze.

– W takim razie, dlaczego go nie odsłonisz?

– Żeby nie odwracał uwagi od tego, co najważniejsze.

 

***

 

– Capellio? – Sartania pchnęła drzwi i wbiegła do mieszkania. – Capellio? Gdzie jesteś?

– Jeszcze nie wróciła ze szkoły – odparł Gadający Szczur, przeciągając się leniwie po regenerującej drzemce.

– Nie ma jej w szkole! Chciałam zrobić jej niespodziankę i zabrać na zakupy zaraz po zajęciach. Nauczycielka poinformowała mnie, że Capellia nie pojawiła się już na czwartej lekcji! – Kobieta dreptała nerwowo po salonie.

– Uciekła? – Gadający Szczur uniósł pysk i otworzył szeroko oczy.

– Tylko dokąd? – Przystanęła i złapała się za głowę.

– Wiem, gdzie jest ta uparta szmaciana lalka. – Gadający Szczur wspiął się na parapet i spojrzał w stronę przystani.

– Poszła nad morze? Pomimo zakazu? – Sartania chwyciła torebkę i ruszyła do wyjścia.

– Wydaje mi się, że popłynęła do Krainy Wielorybów. Słyszysz ten dźwięk? Już czternasta, Balena właśnie odpłynęła.

– Idziesz ze mną?

– Eee… – Spłoszył się, nie wiedząc, w jaki sposób wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji. – Chyba jedno z nas powinno zostać w domu, wiesz… na wypadek gdyby jednak wróciła.

Usłyszał trzaśnięcie drzwiami, po tym jak Sartania obdarzyła go wrogim spojrzeniem. 

Wkroczyła na przystań, wypytując każdej napotkanej osoby czy nie widziała szmacianej lalki o złotych, włóczkowych włosach, obserwującej świat jasnobrązowymi guziczkowymi oczami, ubranej w piękną, niebieską sukienkę. Nikt jej nie spotkał. Gdy pozbawiona nadziei usiadła na pomoście przy unoszącym się na wodzie jachcie, zwanym Coraggio, podszedł do niej młody sternik:

– To moja łajba, pomogę ci szukać córki. 

 

***

 

Capellia pędziła ile sił w nogach w stronę zatoki, towarzyszył jej Gadający Szczur. Zza horyzontu nadciągały czarne chmury. Plażowicze pakowali torby, zwijali ręczniki. Szukali schronienia przed burzą. Szmaciana lalka zmierzała w przeciwną stronę. Gwałtowny wiatr uderzył ją w twarz, odwróciła się, łapczywie wciągając powietrze. Wtedy zauważyła, że Gadający Szczur zniknął. Rozejrzała się zaniepokojona i w końcu go odnalazła. Stał przy trawiastych wydmach i nie zamierzał zrobić kolejnego kroku w stronę morza.

– To zbyt wiele jak dla mnie, Capellio – wykrzyknął.

– Wiem, wracaj do domu. – Dalej pobiegła sama.

Na pomoście zatrzymał ją Carlo.

– Capellio, co ty tu robisz? Uciekaj stąd, zbliża się sztorm, to niebezpieczne!

– Moja matka wypłynęła do Krainy Wielorybów, muszę ją odszukać!

Balena wróciła pół godziny temu…Z pokładu nie zeszła żadna kobieta, tylko sami mężczyźni. Może wcale nie wypłynęła? – zapytał z nadzieją.

– Na pewno wypłynęła – odparła z naciskiem, marszcząc brwi.

– W takim razie ją znajdziemy. Obiecuję. – Złapał Capellię za rękę i wprowadził na pokład Baleny. Pomógł jej założyć kamizelkę ratunkową i wręczył latarkę. Owinął talię szerokim pasem, a następnie przypiął do niego grubą linę, której koniec przymocował do pięty masztu.

– W odpowiednim momencie was wyciągnę – wyszeptał. Kiwnęła głową, wierząc, że zdoła im pomóc.

Gdy chwycił za stery, na pokład spadły pierwsze krople deszczu. Wpływając na pełne morze, poczuł, że zawitał do domu. Wziął głęboki wdech, gdy niebo przecięła błyskawica. Capellia stała w koszu dziobowym, trzymając się kurczowo stalowej barierki. Nie zważała na bezlitosne fale, uderzające o kadłub. Zaciskała zęby, gdy wiatr smagał ją po twarzy. Upadła na kolana, gdy woda zalała pokład. Wyciągnęła ręce, gdy wieloryb otworzył paszczę.

Złapała rękami najbliższego siekacza, próbując się przytrzymać. Rozpaczliwie wymachiwała nogami, nie mogąc znaleźć dla nich podparcia. Palce ześlizgiwały się z gładkiego szkliwa, gdy kolejna fala porwała ją w stronę przełyku. Poczuła szarpnięcie. Lina przymocowana do pasa uratowała Capellię przed spadnięciem na dno brzucha.

– Sartania? – zawołała, lecz odpowiedziało jej echo.

– Mamo?! – zawyła rozpaczliwie.

– Capellia?? To niemożliwe!

– Wyciągnę cię, nie martw się! – Sięgnęła po latarkę, którą schowała pod kamizelką. Strumień światła rozjaśnił wnętrze olbrzyma. Na dnie, wśród ryb i kryli, udało jej się dojrzeć klęczącą Sartanię. – Podaj mi rękę.

Sartania z trudem uniosła obolałe ciało i podeszła do Capellii, zwisającej kilka metrów nad nią. Wyciągnęła rękę, ale dzieliła je zbyt duża odległość, by zdołały chwycić się za dłonie. Kobieta spojrzała na córkę błagalnym wzrokiem, ale szmaciana lalka się zawahała. Konsekwentnie wpajane przekonania, zakazy i nakazy, w krytycznej sytuacji zdawały się nie mieć racji bytu. Zgasiła latarkę.

– Gatto przyniósł mi książkę z biblioteki. Czytałam ją na plaży…

Sartania nie potrzebowała światła, żeby wiedzieć, co się stanie po takim wyznaniu.

– Poznałam kapitana Carla. Obiecał zabrać mnie do Krainy Wielorybów i …dotrzymał słowa. – Uśmiechnęła się mimowolnie. – Wiesz, byłam dzisiaj u Niebieskiego Wróżka. Poszłam do jego fabryki, żeby przemienił mnie w prawdziwą dziewczynkę… – Wzięła głęboki wdech i włączyła latarkę.  – Czy dosięgasz włosów?

Sartania wspięła się na palcach, wyciągnęła rękę, ale nie zdołała sięgnąć zwisających nad jej głową długich, włóczkowych kosmyków. Próbowała podskoczyć, ale jej wysiłek zdał się na nic. Kucnęła wyczerpana. Capellia skierowała jasny strumień na swoją twarz i wyszeptała:

– Kocham cię, mamo…

Sartania złapała za włosy, po których wspięła się na górę. Wtedy Capellia chwyciła ją za rękę. Carlo wciągnął je na pokład. Gdy dobijali do brzegu, promienie słoneczne nieśmiało wynurzały się zza horyzontu. Zeszły na ląd, trzymając się za ręce.

***

 

Weszły do mieszkania i przebrały się w czyste ubrania. Gdy Capellia, wyczerpana opadła na fotel, Sartania odwróciła się w stronę komody i otworzyła górną szufladę.

– Capellio, bardzo mi przykro…ale…wiesz, że nie mamy wyboru…

 Zdezorientowana szmaciana lalka, otworzyła guziczkowe oczy i przez dłuższą chwilę obserwowała zbliżającą się Sartanię. Zrozumiała jej słowa dopiero, gdy ujrzała w ręku stalowy przedmiot.

– Mamo, nie rób tego… Proszę… Nie moje włosy…

– Nie? Więc dobrze… – Przełożyła nożyczki do drugiej ręki, po czym wyciągnęła dłoń w stronę córki. – Ty to zrobisz.

Capellia wsunęła palce w uchwyt. Wzięła głęboki wdech, zbierając w sobie wszystkie siły. Spojrzała na Sartanię, wykrzywiając usta w nienaturalnym grymasie. Złapała za najdłuższy kosmyk i zacisnęła ostrza. Skracała włóczkowe pasma jedno po drugim. Nie przestawała pomimo bólu rozchodzącego się po głowie i łez płynących po policzkach.

Opuściła zdrętwiałe ręce. Z opuszki palca spłynęła krew. Nożyczki z hukiem uderzyły o podłogę. Dopiero wtedy Capellia zwróciła uwagę na pokaleczone dłonie. Nie była tak doświadczoną krawcową, jak matka.

Sartania wyciągnęła z szafy pudło i postawiła je przy córce. Szmaciana lalka ostrożnie chwytała palcami wełniane włosy i układała je w kartonie.

– One żyją – wycharczała, z trudem powstrzymując łzy.

– Wiem. Chodź ze mną.

Dźwigała wypełnione po brzegi pudło. Z dłoni sączyła się krew, zostawiając czerwone ślady na brukowanym chodniku. Matka kazała jej się zatrzymać przy ruchomych schodach.

 – Tu je zakopiemy. Stąd się nie wydostaną.  – Chociaż Sartania spojrzała na córkę z triumfem, Capellia wyczuła w jej głosie nutę niepewności.

 

***

 

Sartania na krótką chwilę odwróciła wzrok od taśmy produkcyjnej i spojrzała w górę. Capellia stała przed biurem dyrektora, ubrana w białą koszulę z plakietką, na której widniał napis specjalista ds. sprzedaży. Wpatrywała się w niewielki ekran, znajdujący się przed oczami. Nie była już szmacianą lalką. Zgodnie z umową, Niebieski Wróżek przemienił ją w prawdziwą kobietę.

– Witaj, Capellio. – Dyrektor objął ją ramieniem i poprowadził w stronę nowego biura. – Chodź, pomożesz mi sprzedać więcej VeroMondo.

Koniec

Komentarze

Hej, niezle. W sensie nie bardzo wiem ocobiega wz zakonczeniu i co wreszcie triumfuje (ze klamstwo?). A ogolnie fajna koncepca a’la picollo.

 

– Ale…tu jest tyle książek… – Wspięła się po chodach na kolejne piętro. – schodach.

Bardzo ładnie i zgrabnie napisane opowiadanie, czytało się naprawdę dobrze. Sporo symboliki i pola do interpretacji. Dla mnie też niestety końcówka nie była do końca zrozumiała.

W tekście nie zauważyłem rzucających się w oczy błędów. 

Głosowałbym za biblioteką, ale chyba jestem jeszcze zbytnim świeżakiem na tym forum i nie mogę ;)

pawelek

dziękuję za lekturę i komentarz. Cieszę się, że opowiadanie się podobało:-) Literówkę poprawiłam, dzięki!

pozdrawiam

 

Podziałowy,

dziękuję za lekturę, komentarz i chęć kliknięcia biblioteki, ale rzeczywiście masz za krótki staż, żeby móc to zrobić:-) 

A właśnie zakończenie…:-)

 

pozdrawiam

Heh, po tytule myślałam, że też napisałaś o Roszpunku :D 

Dość późno się zorientowałam, co to za bajka, przewijała mi się Calineczka i Pinokio, a jednak się okazało, że Pinokio! Ładna opowieść, wciągająca od samego początku. Czytało się lekko i łatwo. Widzę, że masz swój własny styl, którego umiesz sprawnie używać. Miałam jednak wrażenie, że niektóre rzeczy opisywałaś zbyt dokładnie, jak tu:

Zatrzymała się przed zejściem na przystanek, a następnie postawiła stopy na stalowej platformie. Wystukała odpowiedni kod na zamontowanej przy poręczy, podświetlanej klawiaturze, po czym zjechała ruchomymi schodami. Gdy mechanizm wyłączył się samoistnie, zrobiła krok do przodu, by znaleźć się na chodniku.

Co do innych kwestii, to ja akurat osobiście bardzo zwracam uwagę na kreację postaci i trochę mnie gryzła, zwłaszcza na początku, kreacja Sartanii. Odebrałam ją jako skromną i pokorną, pracowitą kobietę, ale później okazało się, że jest też okrutna i te cechy trochę mi do siebie nie pasowały. Chociaż może ten cały Wróżek tak na nią wpłynął i warunki pracy. 

Historia jednak mimo tego bardzo mi się podobała i sam pomysł na szmacianą lalkę, której obrywa się nie za kłamstwa, lecz za mówienie prawdy. Jest kilka naprawdę inteligentnych zdań, które robią robotę, a zwłaszcza to z tym, że nikt nie lubi prawdy. Myślę, że tekst zasługuje na klika bibliotecznego.

Wyjaśnił chłopak w rudych włosach siedzący ostatniej ławce.

Nie prościej: rudowłosy chłopak?

Pomimo tego, że odbijające się od błękitnej tafli promienie słoneczne, skutecznie ograniczały widoczność

Tu nie powinno być przecinka, bo rozdzieliłaś podmiot z orzeczeniem.

Antybajka z antymorałem ;)

Podobało mi się. Początkowo nie rozumiałam postępowania Sartanii, ale myślę, że po prostu chciała dopasować córkę do świata, w którym przyszło im żyć. Myślała, że tak będzie dla niej lepiej. W pewnym sensie miała rację, lalka stała się prawdziwą dziewczynką, a później kobietą, choć cena, jaką przyszło jej za to zapłacić była wysoka.

I początkowo zastanawiałam się też, skąd taka wielkoduszność ze strony Niebieskiego Wróżka, ale myślę, że on po prostu przygotowywał sobie kolejnego lojalnego pracownika.

Fajna scena z wyciąganiem mamy z wieloryba. W tym momencie myślałam, że wszystko skończy się dobrze, ale nie poszłaś w tę stronę. Może i lepiej, choć wszystko się we mnie buntuje przeciwko temu zakończeniu.

Trochę żałuję, że pozostawiłaś niezakończony wątek chłopców, którzy zabrali Capellię do biblioteki. Pojawiają się i w gruncie rzeczy nie odgrywają większej roli w tej opowieści. A mieli potencjał, jako przeciwwaga dla Wróżka. Mogli trochę o dziewczynę i jej matkę powalczyć.

Kliczek ode mnie :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Odebrałam ją jako skromną i pokorną, pracowitą kobietę, ale później okazało się, że jest też okrutna i te cechy trochę mi do siebie nie pasowały.

@Sonato, mi właśnie konstrukcja tej postaci bardzo się podoba. Jest w tym taka nutka szaleństwa, chaos, który kompletnie burzy powierzchowny i pozorny tylko porządek; ład, który ma zgniłe korzenie. 

Exit light

Sonata

bardzo dziękuję za lekturę i klika! 

Widzę, że masz swój własny styl, którego umiesz sprawnie używać.

Dziękuję, to bardzo miłe.

Co do Sartanii, Irka dobrze odczytała to, co chciałam przekazać. Ona chciała w ten sposób zadbać o przyszłość córki. 

 

Irka_Luz,

również dziękuję za lekturę i klika!

I początkowo zastanawiałam się też, skąd taka wielkoduszność ze strony Niebieskiego Wróżka, ale myślę, że on po prostu przygotowywał sobie kolejnego lojalnego pracownika.

Tak, i coś jeszcze:-)

 

Trochę żałuję, że pozostawiłaś niezakończony wątek chłopców, którzy zabrali Capellię do biblioteki.

Tak, mogłam go trochę rozwinąć, masz rację. 

 

BasementKey,

@Sonato, mi właśnie konstrukcja tej postaci bardzo się podoba. Jest w tym taka nutka szaleństwa, chaos, który kompletnie burzy powierzchowny i pozorny tylko porządek; ład, który ma zgniłe korzenie. 

Otóż to!:-)

 

pozdrawiam!

Niezwykle urokliwa bajka :) Fajna konstrukcja świata, której nie forsujesz na siłę. Ot wrzucasz kilka zdań tu, to tam (opinie o prawdzie, spostrzeżenia dziewczynki w fabryce czy o ludziach na plaży). Z początku przeszkadzały mi trochę zbyt dokładne opisy, ale później było ich mniej, więc wszystko się wyrównało ;) Pomogła w tym konstrukcja tekstu.

Pomysł na zamianę bardzo fajny: nie tylko odwróciłaś płeć, ale i zdolność głównej postaci. I jak fanem Pinokia nigdy nie byłam, tak twoja opowieść mi podeszła. Szczególnie że tu kreujesz świat, w którym to, co dobre i właściwie, takie nie jest (a przynajmniej nie tak jest postrzegane). Zupełnie jakbyś do bajki przystawiła lustro i kazała mi patrzeć w odbicie. Ciekawy był też wątek z matką desperacko próbującą dopasować dziecko do realiów tego świata, tak aby je chronić. Z jednej strony pozwalasz mi zrozumieć, dlaczego to robi (usprawiedliwiam jej działania) a z drugiej, czuję wewnętrzny bunt. Skłania do myślenia :)

Kasjopejatales

dziękuję za komentarz i polecenie do biblioteki:-)

fajnie, że opowiadanie przypadło Ci do gustu.

 

Zupełnie jakbyś do bajki przystawiła lustro i kazała mi patrzeć w odbicie.

właśnie taki miałam pomysł na tę z(a)mianę;-)

 

Z jednej strony pozwalasz mi zrozumieć, dlaczego to robi (usprawiedliwiam jej działania) a z drugiej, czuję wewnętrzny bunt.

Dokładnie takie emocje powinna wywoływać Sartania:-)

pozdrawiam serdecznie

Na potrzeby polecenie bibliotecznego, co nieco powtórzę z bety – świetnie ukazana historia, pełna wartości i antywartości. Pinokio pomieszany z Koraliną, a całość zamknięta w techniczno-korporacyjnym imadle. Włoskie imiona wnoszą powiew świeżości do naszej, głęboko zamerykanizowanej, kultury, jednocześnie są dobrym nawiązaniem do śródziemnomorskiego pierwowzoru.

 

Wszyscy wiemy, że kłamstwo ma krótkie nogi, dzięki Olciatce dowiedzieliśmy się, że prawda ma długie włosy.

A jeżeli ktoś napisze, że ten tekst jest kiepski… niech lepiej uważa na swój nos :P

 

Exit light

BasementKey, dziękuje za miłe słowa, polecenie do biblioteki i za betę raz jeszcze:-) pozdrawiam serdecznie

Bardzo fajna bajka. Panna Pinokio w świecie VeroMondo i korpa. A może to raczej siostra Koraliny? Kurz w bibliotece, tablety w szkołach, motyw z wielorybem, miodzik.

Zastanawia mnie postać Niebieskiego Wróżka. Najpierw tchnął w lalkę życie, a potem z pomocą Sartanii i Szczura zrobił z niej szychę we własnym korpie. Czy także on położył ją na drodze Sartanii, tak sobie myślę? Czy to był żart z jego strony czy też to takie jakby zdalne ojcostwo w pewnym sensie. Intrygująca wizja…

Pomysł i wykonanie super. Zgrzytów w tekście nie dostrzegłem (ale to póki co nie moja specjalność, dopiero się tego uczę). Każda przeczytana część zachęca do przeczytania następnej.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Krar85,

bardzo Ci dziękuję za lekturę, cieszę się, że opowiadanie wywarło tak pozytywne wrażenie. 

Co do Niebieskiego Wróżka… to bardzo ciekawa postać:-) zdalne ojcostwo hmm:-)

pozdrawiam serdecznie

Produkcja niemechanicznych zabawek została zakończona kilkanaście lat temu

Ciężko sobie wyobrazić, by ktoś, mówiąc sam do siebie, wypowiedział tę kwestię. Włożyłbym ja w usta narratora, nawet gdzieś kilka akapitów dalej, jako takie wtrącenie mimochodem. 

 

– Capellio, posłuchaj mnie uważnie. Musisz zrozumieć jedną rzecz…– Zrobił pauzę dla podkreślenia ważności swojej wypowiedzi. – Nie wolno mówić prawdy

– Niby dlaczego? – Capellia zmarszczyła brwi

[…]

– Bo nikt jej nie lubi.

Dobra, już samo to powinno posłać ten tekst do biblioteki. 

Takiej zmiany się nie spodziewałem, do tego podałaś to w świetny sposób. Ale to było dobre!

 

Szła wzdłuż wybrzeża, mijając wypoczywających turystów. Kilkuletnia dziewczynka bawiła się mechanicznym psem, który merdał ogonem i wydawał dźwięki podobne do szczekania, podczas gdy jej mama zlecała przelew na rzecz schroniska dla zwierząt. Wysoka blondynka lajkowała w mediach społecznościowych kolejną akcję przeciwko zanieczyszczaniu środowiska, jednocześnie wyrzucając za siebie pustą puszkę po pepsi.

Bardzo wszechwiedzący ten narrator. A Pepsi z wielkiej. :)

 

Opuściła zdrętwiałe ręce. Z opuszki palca spłynęła krew.

Czy ona już się zmieniła w prawdziwą dziewczynkę? Bo jeśli nie, to ta krew jest nie na miejscu.

 

 

Ciekawa zamiana, sam w życiu bym n ania nie wpadł. Świetny pomysł z zastąpienia kłamstwa – prawdą. Doceniam też koncepcję obłudnego świata, choć, moim zdaniem, zbyt dobitnie to podkreślasz. 

Pewne fragmenty można byłoby skrócić, niektóre zupełnie wyciąć. Np. ten o VeroMondo < wizyta w parku zupełnie nic nie przyniosła, poza wprowadzeniem tego urządzenia, a samo urządzenie pojawiło się jeszcze tylko raz, na koniec – już o wiele większe znaczenie miał tablet i to on mógł posłużyć jako zwieńczenie tej historii. 

Zakończenia trochę nie zrozumiałem. Czyżby drogi Capelii i Sartanii się rozeszły?

 

Ogólnie rzecz biorąc dobry tekst, więc polecam do biblioteki. 

 

 

Gekikaro, jak miło, że wpadłeś:-)

pozwolisz, że w pewnej kwestii się z Tobą nie zgodzę?

 

VeroMondo < wizyta w parku zupełnie nic nie przyniosła, poza wprowadzeniem tego urządzenia, a samo urządzenie pojawiło się jeszcze tylko raz

Wizyta w parku miała na celu pokazać, że nikt już nie chce przebywać w realnym świecie, tylko w tym sztucznym czyli m.in. VeroMondo, tablet oczywiście też. VeroMondo ma też inne znaczenie: produkuje je Niebieski Wróżek w swojej fabryce, do której wciąga Capellię. 

 

Opuściła zdrętwiałe ręce. Z opuszki palca spłynęła krew.

Czy ona już się zmieniła w prawdziwą dziewczynkę? Bo jeśli nie, to ta krew jest nie na miejscu.

 

A widzisz, ta krew symbolizuje dorastanie, stawanie się kobietą (o tym też mówił Wróżek). Chyba niezbyt jasno to pokazałam. 

 

Zakończenia trochę nie zrozumiałem. Czyżby drogi Capelii i Sartanii się rozeszły?

Nie, nie. Tylko relacje się zmieniły.

 

Takiej zmiany się nie spodziewałem, do tego podałaś to w świetny sposób. Ale to było dobre!

A za to Ci bardzo dziękuję! :-) i za klika oczywiście też.

 

pozdrawiam serdecznie

Hmmm. Nigdy nie lubiłam “Pinokia”. Nie dosyć, że początek mnie wnerwiał, to jeszcze smutne… W rezultacie bardzo słabo znam oryginał. Ale podoba mi się prawda zamiast kłamstwa. Gorzko wypada. Czy VeroMondo nie znaczy przypadkiem PrawdziwyŚwiat?

Interesująca opowieść wyszła.

Mnie też w pewnym momencie (wzmiankowanym wyżej) wydało się, że kobieta mówi dziwnie sztywno.

Przerzucała kłębki wełny w poszukiwaniu odpowiedniego koloru.

To mowa o przyborniku do szycia czy o koszyczku na włóczkę do dziergania?

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za komentarz i klika;-)

Tak, VeroMondo oznacza PrawdziwyŚwiat. W ogóle imiona i nazwy mają swoje znaczenie:-) 

 

Mnie też w pewnym momencie (wzmiankowanym wyżej) wydało się, że kobieta mówi dziwnie sztywno.

Ona z zamierzenia miała być sztywna, służbistka taka, ale może wyszło zbyt sztywno…

 

Przerzucała kłębki wełny w poszukiwaniu odpowiedniego koloru.

To mowa o przyborniku do szycia czy o koszyczku na włóczkę do dziergania?

 

W tym pudle był i przybornik do szycia i te guziki i kłębki wełny:-)

 

pozdrawiam

Cześć, Olciatko, wpadam dopiero teraz, ale warto wrzucić jakiś oficjalny komentarz. wink

Twój tekst ciekawie odwraca nie tylko konkursowy aspekt Zamiany, ale i morał tej bajki, co wymaga niewątpliwie sporej uwagi. Plusem jest też ciekawe dystopijne światotwórstwo i włoskie smaczki.

Ponieważ brakuje jednego klika do biblioteki, dorzucę swój. Pozdrawiam.

 

oidrin moja droga, 

dziękuję Ci za komentarz i za betę, bo bardzo mi pomogłaś:-) 

pozdrawiam serdecznie

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dzięki Anet:-)

Olciatko, bardzo urokliwa opowieść o Capelli! :-) Piękna zamiana w dekoracjach fabrycznych, lekko weirdowych. Ogromnie spodobały mi się imiona postaci wszystkich, w tym również Niebieskiego Wróżka i Gadającego Szczura. Capellia skojarzyła mi się z baletową Coppelią, lalką o szklanych oczach.

W tekście odnajduję dużo symboliki i uwodzących sytuacji: reperowanie szmacianej lalki, wyprawy nad morze i do biblioteki, brzuch wieloryba i naturalnie włosy. 

Dla mnie zdecydowanie tekst powyżej biblioteki. Jeszcze nie piórko, tak myślę, przez trochę niezgrabności po drodze, ale to jedna z takich historii, którą zapamiętam, a długie włosy zawsze już będą mi się kojarzyły z prawdą. :-)

 

Kilka drobiazgów z czytania:

Wystukała odpowiedni kod na zamontowanej przy poręczy,(-,?) podświetlanej klawiaturze

Chyba niepotrzebny przecinek, ale nie jestem pewna.

modnie przystrzyżony Niebieski Wróżek

Może ostrzyżony?

a następnie karcąco pokiwał palcem

Pogroził?

wskazała wykres na wyświetlaczu tableta

Tabletu?

W dwóch, może trzech miejscach ta początku trochę za dużo „się”, ale mi zupełnie nie przeszkadzało. Bardziej dla porządku wspominam o tym.

 

Pzd srd :-)

PS. I muszę dodać dla jasności – nie jest to rewanż, bo na forum jestem szczera do bólu przy ocenie opek i swojej na nie reakcji. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, jak się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu!

Błędy poprawiłam, masz rację tabletu:-)

Wiem, że jesteś szczera w ocenach, o to przecież chodzi:-) dzięki!

 

ninedin, fajnie, że wpadłaś i dzięki za klika:-)

Przepadł gdzieś król, przepadł gdzieś paź,

przepadła i królewna.

Lecz był tuż, tuż, CM, Pan Burz,

co miał serducho z drewna.

Lecz był tuż, tuż, CM, Pan Burz,

co miał serducho z drewna.

 

Na miotłę wsiadł, z opinią wpadł:

“Tekst wypadł dość ciekawie.

Czasem się snuł, czasem coś psuł*,

reszta już fajna… prawie”.

“Czasem się snuł, czasem coś psuł,

reszta już fajna… prawie”.

 

Można ciut ściąć, jako rzekł ktoś,

matka fałszywie “biedna”**.

Wpierw zdaje się, że zbity pies,

później, że małpa wredna.

Wpierw zdaje się, że zbity pies,

później, że małpa wredna.

 

Zalety znasz, w komciach je masz,

żal wersów, by powtarzać.

Choć zrzędzę więc, dobry to tekst,

czasem i tak się zdarza***.

Choć zrzędzę więc, dobry to tekst,

czasem i tak się zdarza.

 

*”Psuł” znaczy tyle, że czasem coś nie grało. Jak ta forma przedstawienia matki, o której jeszcze wspomnę. Jak niektóre fragmenty, które można było przyciąć. Jak elementy, którym poświęcono nakład czasu niewspółmierny do roli w tekście (choćby VeroMondo). Nie potrzebuję tego rozwijać, bo wszystko, co istotne, już Ci w komentarzach napisano. W ogóle moja opinia powstała w oparciu o hasło “Inni powiedzieli już wszystko”, dlatego mam straszny problem, by zostawić Ci tu coś więcej poza rymowanką. ;)

**Tu z kolei jest ten problem, o którym również już wspomniano. Na początku matka sprawia wrażenie takiej poczciwej osoby, która “tonie w szarzyźnie życia”. Nic z tego życia nie ma, trochę robi się jej czytelnikom żal, cieszymy się nawet, że “dostaje” tę córkę – formę rekompensaty za takie, a nie inne życie.

Później jednak ta Sartania robi wrażenie raczej negatywne i to budzi pewien dysonans. Ja mogę sobie to uzasadnić, mogę to nawet zrozumieć, ale tekst (takie miałem poczucie) nie robi nic, by mi to dostatecznie wyjaśnić. Oczywiście opieram się wyłącznie na wrażeniach – miej na to poprawkę.

***Mimo że to dobry tekst, to jednak więcej zrzędzę. Dlaczego? Ano dlatego, że idzie Ci dość dobrze, więc niejako w “uznaniu osiągnięć” dorzucam Ci kolejne elementy, na którymi warto jeszcze popracować i które trzeba udoskonalać. Natomiast traktuj to raczej jako formę “niekonwencjonalnego komplementu”. Skoro idzie całkiem dobrze, to CM, widząc, że inni wymienili pozytywy, próbuje Ci dać “materiał” do dalszej pracy. Jeśli mocno Ci zależy, mogę oczywiście podkreślić, że z historii wyciągnęłaś całkiem sporo (nie pamiętam dokładnie historii pierwotnej, ale jako samodzielny tekst Twoje opowiadanie naprawdę wypada wcale nieźle; masz tam sporo fajnych elementów). Są w tym tekście zdania paskudnie prawdziwe (jak to o prawdzie, której nikt nie chce słyszeć). Jest tam i trochę tęsknoty za przełamywaniem pewnych barier, jest gorycz, jest obraz ludzi zamkniętych w jakiejś paskudnej szarzyźnie. Dobra, wystarczy. Chyba udowodniłem, że tekst ma zalety, nie? ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Exit light

A ja krótko - Bardzo mi się podobało:) 

CM, 

dziękuje za odwiedziny i oryginalny komentarz:-)

 

Jak niektóre fragmenty, które można było przyciąć. Jak elementy, którym poświęcono nakład czasu niewspółmierny do roli w tekście (choćby VeroMondo)

Wiem, że Gekikara również o tym wspominał, ale ja będę bronić swojego zdania. Tablet to tablet, używają go m.in. w szkole do nauki, zastępuje książki itp. Natomiast VeroMondo to urządzenie, które całkowicie zastępuje prawdziwy świat. Osoby przyjmują ten sztuczny obraz za rzeczywistość, a nie to, co ich realnie otacza. Nie mogłabym tego wyrzucić z opowiadania. Widocznie nie udało mi się uzyskać oczekiwanego efektu. Szkoda.

Co do Sartanii, to też będę jej bronić:-) Ona nie jest jednoznacznie zła. Została matką i stara się wychować córkę tak, jak umie najlepiej. Uważa, że postępuje słusznie. Wykreowałam tę postać z całkowitą świadomością i chociaż napisałeś, że budzi dysonans (w sensie negatywnym) to ja się cieszę, że budzi właśnie takie emocje:-)

 

próbuje Ci dać “materiał” do dalszej pracy. Jasne, zdaje sobie sprawę, że jeszcze dużo pracy przede mną;-) 

dziękuję i pozdrawiam

 

czarna adelajdo!

Dziękuję i pozdrawiam:-)

Przyjemne opowiadanie. W mojej opinii wątek zderzenia dwóch światów – cyfrowego i analogowego – wyszedł Ci sprawnie. Pomysł z włosami Capelli jest przewrotny i dobrze zrealizowany. W ogóle główna bohaterka budzi sympatię, całym sercem kibicowałem jej obrazoburczej naturze :)

A co z tym, że matka okazała się kim innym, niż początkowo się wydawała? Mi ten zabiega akurat przypadł do gustu. Zauroczenie szmacianą zabawką było wyrazem tęsknoty Sartanii za starym, szczerym, zakurzony światem. Ale ta tęsknota zatraciła się pośród wygodnych przyzwyczajeń. Wygrał konformizm. Ja to kupuję.

A scena w brzuchu wieloryba zapada w pamięć.

Pozdrawiam!

Adamie, dziękuję za lekturę. Fajnie, że postać Sartanii przypadła Ci do gustu. Motyw wieloryba w oryginale uważam za niezwykle ważny, więc chciałam go wprowadzić do swojej zamiany. Pozdrawiam serdecznie

Opowiadanie jest całkiem ok. A to znaczy, że jednak nie całkiem. ;) Wiem, że piszesz teraz opowiadanie po opowiadaniu, ale powyższe nie przeleżało w szufladzie chyba nawet dnia. :) Stąd widzę pewne zaniedbania, które po prawdzie powinny wykluczyć uśmieszki z mojego komentarza. A przynajmniej ograniczyć.

Gdybym tak miał spróbować po kolei:

Masz tendencję, jak niedawno czytana przeze mnie inna miła osóbka, do nadmiernego serwowania informacji, przynajmniej w tym opku. Popatrz na pierwszy, krótki akapit.

Sartania opuściła fabrykę, kończąc południową zmianę. Spieszyła się na ostatni tego dnia autobus, więc pożegnała się ze współpracownikami jedynie machnięciem ręki. Opuściła teren zakładu, rozcierając zdrętwiałe po wielogodzinnym wysiłku dłonie.

Łatwo domyśleć się, że spieszyła się na ostatni autobus dzisiaj, a nie jutro. A także, że zakład leży na jakimś terenie, a nie w powietrzu, a praca trwała wiele godzin, jak każda, dzienna praca.

Drugi akapit to mały zbiór niezręczności:

Zatrzymała się przed zejściem na przystanek, a następnie postawiła stopy na stalowej platformie. Wystukała odpowiedni kod na zamontowanej przy poręczy podświetlanej klawiaturze, po czym zjechała ruchomymi schodami. Gdy mechanizm wyłączył się samoistnie, zrobiła krok do przodu, by znaleźć się na chodniku. Nagle poczuła, że nadepnęła na coś miękkiego. Gwałtownie cofnęła nogę. W napięciu wyczekiwała reakcji skulonego pod schodami stworzenia, które powinno uciec albo zaatakować. Gdy nie zaobserwowała żadnego ruchu, przykucnęła, aby przyjrzeć się z bliska temu, co znajdowało się na kostce brukowej.

Przeczytaj tylko wytłuszczone fragmenty, a nie będę musiał Ci nic więcej tłumaczyć. Nie będę też dalej omawiał każdego akapitu, ale w miarę czytania tekstu jest tego mniej. Często tak bywa, gdy autor/ka się rozkręca.

No dobra, jeszcze jeden, czyli dialog, który rozpoczyna trzeci akapit.

– Szmaciana lalka? – wyszeptała zdumiona – Produkcja niemechanicznych zabawek została zakończona kilkanaście lat temu… Skąd się tu wzięłaś?

W rzeczywistości nic takiego by do siebie nie powiedziała. Nie mówimy do siebie czegoś, co już wiemy. To jest po to, żeby dowiedział się czytelnik, i przez to brzmi sztucznie.

 

Gdy kobieta położyła się spać, zjawił się Niebieski Wróżek.

Ale skąd? Początek nie wskazuje na to, że będzie to bajka, czy baśń. Mogłoby to być nawet SF. Ja wiem, konkurs, ale wolałbym jakieś słowa wstępu, jaki to świat lub do czego mnie prowadzi. Jedno, dwa zdania, wplecione w narrację, które “przygotują” mnie na wróżkę.

Dalej mamy:

Moja droga Sartania. Nie było ci dane poznać uroków macierzyństwa. Pracujesz dla nas od kilkunastu lat. Lojalna, oddana, posłuszna. Nie starczyło ci ani czasu ani siły na założenie rodziny. Co noc płaczesz z samotności. Myślę, że zasłużyłaś na kogoś bliskiego.

Ale to nie są jakieś specjalne powody. Dlaczego? Czy w fabryce osoba, która pracuje kilkanaście lat to rzadkość? Czy lojalność w fabrykach to rzadkość? Czy samotność to rzadkość? A mało to ludzi płacze z samotności? Nie żebym się okrutnie czepiał, ale nie widzę tu nic aż tak konkretnego, co wskazywałoby tą jedną Sartanię na wybór.

Doczepiłbym się jeszcze kilku spraw, które są dla mnie za mało logiczne, albo trochę naciągane, ale nie widzę w tym sensu. To znaczy wskazałem co nie co i mogłaś poznać moje zdanie. Jednocześnie nie będzie to wyglądało (mam nadzieję), że pastwię się nad Autorką.

Na plus sprawna i szybka fabuła. Czytałem płynnie, choć wolałbym z większą przyjemnością. Ale ważne, że piszesz, kto nie trenuje, ten mistrzem nie zostaje. Jednak warto już bardziej przemyśleć treningi ;), piszę to w kontekście poprzednich opowiadań.

Pozdrawiam,

D.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, 

będę bronić tego opowiadania, 

 

Wiem, że piszesz teraz opowiadanie po opowiadaniu, ale powyższe nie przeleżało w szufladzie chyba nawet dnia. :)

Owszem, przeleżało.

 

Łatwo domyśleć się, że spieszyła się na ostatni autobus dzisiaj, a nie jutro. A także, że zakład leży na jakimś terenie, a nie w powietrzu, a praca trwała wiele godzin, jak każda, dzienna praca.

Uważam, że powinnam podkreślić, że spieszyła się na ostatni autobus tego dnia. Tak, zakład ma swój teren, a ręce drętwiały jej od wielogodzinnego wysiłku a nie np. z niedoboru magnezu. 

 

W rzeczywistości nic takiego by do siebie nie powiedziała. Nie mówimy do siebie czegoś, co już wiemy.

A dlaczego nie? Może była tak bardzo zdziwiona jej widokiem? A może była tak samotna, że mówiła do siebie?

Drugi akapit to mały zbiór niezręczności:

Zbyt szczegółowy opis? Czy gramatycznie niepoprawne? Chciałam opisać i te schody i miejsce, gdzie znalazła tę lalkę, bo do tego też jest nawiązanie na końcu.

 

Jedno, dwa zdania, wplecione w narrację, które “przygotują” mnie na wróżkę.

Wróżka. Nie rozumiem, jakie wprowadzenie masz na myśli.

 

 jakieś słowa wstępu, jaki to świat lub do czego mnie prowadzi.

Nie rozumiem. Miałam napisać, że to będzie baśń?

 

Ale to nie są jakieś specjalne powody. Dlaczego? Czy w fabryce osoba, która pracuje kilkanaście lat to rzadkość? Czy lojalność w fabrykach to rzadkość? Czy samotność to rzadkość? A mało to ludzi płacze z samotności?

Dobra, tu rozumiem o co Ci chodzi. Czemu akurat jej podarował córkę, tak? Powinnam to lepiej przedstawić, fakt.

 

Jednocześnie nie będzie to wyglądało (mam nadzieję), że pastwię się nad Autorką.

No trochę się pastwisz, Darconie.

 

Jednak warto już bardziej przemyśleć treningi ;), piszę to w kontekście poprzednich opowiadań.

Rozumiem, że Twoim zdaniem nie robię postępów tak? Czyli mam chyba tendencję spadkową na to wychodzi

Dobrze, że napisałeś wprost swoje uwagi. Jesteś do bólu szczery. 

pozdrawiam również

Rzeczywiście, powinienem pamiętać, że każdy reaguje inaczej na krytykę. Zastanawiałem się, czy jeszcze coś odpowiadać, gdyż Twój komentarz ogólnie mówi, że dobrze jest jak jest, ale zignorowanie pytań też mogłoby wyglądać nieładnie. Postaram się najzwięźlej, jak umiem.

Uważam, że powinnam podkreślić, że spieszyła się na ostatni autobus tego dnia.

Ale czytelnik to wie, nie wie zaś, że to szczególny dzień, to Ty to wiesz, jako Autorka. To, że dodasz słowa “tego dnia” nie spowoduje, że czytelnik będzie wiedział coś więcej, niż już wie. Nie musimy pisać:

“Była godzina dwudziesta druga, Anna zjadał ostatni posiłek tego dnia i położyła się spać.” I tak można mnożyć przykłady.

A dlaczego nie? Może była tak bardzo zdziwiona jej widokiem? A może była tak samotna, że mówiła do siebie?

A dlatego, że nie wynika to z Twojego tekstu, ani że była bardzo zdziwiona, ani tak samotna, żeby mówić do siebie.

 

Kurcze, widzę, że nie da się krótko, ale ok. Jak zacząłem, to trzeba skończyć.

Zbyt szczegółowy opis? Czy gramatycznie niepoprawne?

Powiedziałbym, że ani jedno, ani drugie. Stylistycznie niepoprawny. Jest logicznym, że wystukała odpowiedni kod, a nie nieodpowiedni (żeby przejść dalej), że zrobiła krok do przodu, a nie do tyłu, żeby wejść na chodnik. Czy ma znaczenie dla opowieści, że klawiatura znajdowała się przy poręczy i była podświetlona (chociaż do tych opisów jeszcze wrócę)? I ostatnie zdanie:

Gdy nie zaobserwowała żadnego ruchu, przykucnęła, aby przyjrzeć się z bliska temu, co znajdowało się na kostce brukowej.

Napisałaś długie zdanie, a ja tak naprawdę widzę tylko kostkę brukową, nic więcej. Nie wiem, czy potrzeba tak rozbudowanego opisu, na tak niewiele informacji.

A gdyby napisać tak:

Nagle poczuła, że nadepnęła na coś miękkiego. Gwałtownie cofnęła nogę, w napięciu wyczekując reakcji. Nic. Przykucnęła po chwili.

– Szmaciana lalka? – wyszeptała zdumiona.

Produkcja niemechanicznych zabawek została zakończona kilkanaście lat temu. Rozejrzała się dookoła. Skąd się tu wzięła? Podniosła ją i skierowała w stronę najbliższej latarni.

Oczywiście to nie jest doskonały przykład. Chciałem tylko pokazać, że można użyć dwa razy mniej słów, żeby przekazać to samo.

 

I na koniec:

Wróżka. Nie rozumiem, jakie wprowadzenie masz na myśli.

Krótko na przykładach:

Sartania opuściła fabrykę, kończąc południową zmianę. Spieszyła się na ostatni tego dnia autobus, więc pożegnała się ze współpracownikami jedynie machnięciem ręki. Opuściła teren zakładu, rozcierając zdrętwiałe po wielogodzinnym wysiłku dłonie.

Zatrzymała się przed zejściem na przystanek, a następnie postawiła stopy na stalowej platformie. Wystukała odpowiedni kod na zamontowanej przy poręczy podświetlanej klawiaturze, po czym zjechała ruchomymi schodami. Gdy mechanizm wyłączył się samoistnie, zrobiła krok do przodu, by znaleźć się na chodniku. Nagle poczuła, że nadepnęła na coś miękkiego. Gwałtownie cofnęła nogę. W napięciu wyczekiwała reakcji skulonego pod schodami stworzenia, które powinno uciec albo zaatakować. Gdy nie zaobserwowała żadnego ruchu, przykucnęła, aby przyjrzeć się z bliska temu, co znajdowało się na kostce brukowej.

– Szmaciana lalka? – wyszeptała zdumiona – Produkcja niemechanicznych zabawek została zakończona kilkanaście lat temu… Skąd się tu wzięłaś?

Podniosła ją i skierowała w stronę najbliższej latarni. Światło obnażyło wszelkie niedoskonałości. W miejscu, gdzie powinny być oczy, sterczały cienkie nitki, a na głowie znajdował się tylko jeden włóczkowy kosmyk. Naderwane ramię trzymało się tułowia jedynie na skrawku materiału. Bawełniana, niebieska sukienka lepiła się od brudu. Sartania rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu brakującego buta. Leżał w głębokiej kałuży na trawniku. Schyliła się i chwyciła go palcami, a wtedy usłyszała sygnał z głośnika, zapowiadający przyjazd autobusu. Zdecydowanym ruchem wsunęła lalkę pod sweter, po czym ruszyła w stronę przystanku.

 

***

 

 Przyłożyła kartę do czytnika, a gdy usłyszała charakterystyczny dźwięk odblokowywanego zamka, pchnęła drzwi i weszła do mieszkania. W podobny sposób uruchomiła włącznik światła,

Wytłuszczone przeze mnie fragmenty nie są atrybutami świata wróżek, raczej zgoła innego, stąd moje zdziwienie.

Pozdrawiam.

 

Ps. Rozumiem, że Twoim zdaniem nie robię postępów tak? Czyli mam chyba tendencję spadkową

Nie, nic takiego nie miałem na myśli. :) Raczej wybrany temat.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Hej :)

 

Ja na sekundę, żeby odnieść się do jednej, dwóch uwag Darcona.

 

Czy w fabryce osoba, która pracuje kilkanaście lat to rzadkość? Czy lojalność w fabrykach to rzadkość?

Duża rzadkość. Od kilkunastu lat pracuję w dużych fabrykach. Pracownicy produkcyjni dosyć często się wymieniają. W jednej takiej, rotacja załogi na przestrzeni roku wynosiła ponad 40%. A Ci, którzy pracują naście lat, często są sfrustrowani i wylewają swoje żale na forach internetowych i goworkach. Ale się nie zwalniają – wiesz dlaczego? Bo narzekają, ale nie są pewni swojej wartości na rynku pracy, więc trzymają się kurczowo posady, wiecznie niezadowoleni i nie przegapiają okazji, żeby wylać kubeł pomyj na swojego pracodawcę.

 

Wytłuszczone przeze mnie fragmenty nie są atrybutami świata wróżek, raczej zgoła innego, stąd moje zdziwienie.

Czyli nie podobało Ci się to, że się zdziwiłeś? Wprowadzenie do świata X elementu niepasującego do niego, ale od tego momentu zmieniającego to, jak go dalej będziesz postrzegał to IMHO nie jest błąd.

 

A na koniec trochę posłodzę ;)

Kiedy zacząłem tutaj, na NF, bywać, i oprócz opowiadań czytałem komentarze, to te Darcona zawsze był inne. Jedne z bardziej krytycznych, ale zawsze merytoryczne i zwracające uwagę na detale. Jakoś tak mi się wszyło, że kiedy widzę Darconowy komentarz pod czyimś opowiadaniem, uznaję, że warto to opko będzie przeczytać, choćby po to, żeby móc później przejść do jego komentarza i zobaczyć do czego ma zastrzeżenia. Bo sporo się można z jego czepialstwa nauczyć. Hah. Chyba laurkę Ci, Darconie, wystawiłem.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Darconie,

Wytłuszczone przeze mnie fragmenty nie są atrybutami świata wróżek, raczej zgoła innego, stąd moje zdziwienie.

Oczywiście, że nie są. Wprowadziłam Pinokia czyli Capellię do niedalekiej przyszłości, w której dominuje nowoczesna technologia. Ta okrutna szczegółowość opisów schodów miała za zadanie nie tylko wskazać miejsce znalezienia szmacianej lalki, a później zakopania jej włosów (także kontrast między lalką a techniką), ale także opisać świat przedstawiony.Jako takie połączenie z tabletem i VeroMondo. 

Druga kwestia, Niebieski Wróżek tak jak Gadający Szczur to postacie z oryginału bajki, moim zdaniem bardzo istotne, musiałam je wprowadzić, bo one mają ogromne znaczenie. Wiem, że różnią się od tego świata, a szmaciana lalka to nie? A wieloryb? To są elementy magiczne, bajkowe. Wydawało mi się, że odpowiednio wpasowałam je do opowiadania, a całość odpowiada założeniom konkursu. Chciałam stworzyć nową historię, ale cały czas mając z tyłu głowy oryginał, żeby ta realizacja miała sens. Ale widocznie Ciebie razi. 

Co do Sartanii mówiącej do siebie, ok. Wyszło sztucznie (rzeczywiście już wcześniej w komentarzach zwracano na to uwagę). 

 

Ps. 

Nie, nic takiego nie miałem na myśli. :) Raczej wybrany temat.

Wcześniej pisałeś w kontekście poprzednich opowiadań, więc odniosłam do całości, czyli uznałam za spadek.

 

Darconie, cieszę się, że przeczytałeś moje opowiadanie, które nie jest idealne, wiem, ale nie sądziłam, że na takim poziomie, za jakie je uznałeś, więc zabolało.

 

pozdrawiam

 

Outta Sewer,

Chyba laurkę Ci, Darconie, wystawiłem.

No słodko się zrobiło, przyznaję:-)

 

Outta, nie wydaje mi się, aby takie firmy jak Mercedes, Royce-Royce, Bosch, Sony czy Boening zbudowały swoją potęgę na wyzysku pracowników. A takich firm są na świecie setki. Nie kupuję więc subiektywnego argumentu, że lojalność w fabrykach to duża rzadkość. Ale to nie temat na dyskusję pod opowiadaniem.

Odnośnie niespodziewanego pojawienia się Wróżka odpowiem Wam obojgu.

Wiem, że tutaj Niebieski Wróżek musiał się pojawić, ale gdyby pojawił się zamiast niego elf, czy też krasnoludek, pasowaliby w takim samym stopniu, jak Wróżek. Nie widzę dla postaci Wróżka jakiejś konkretnej argumentacji we wstępie.

Stworzony w literaturze świat powinien mieścić się w jakiś ramach, regułach i zasadach, jakie wymyśli mu autor/ka. Oczywiście wyobraźnia jest nieograniczona, ale oczekujemy spójności, logiki. Czytelnik podświadomie oczekuje, że wprowadzony bohater będzie się z tym światem jakoś wiązał, pasował. Świetnie, jak powiązany ze światem bohater, jednak czytelnika zaskoczy, ale nie można wrzucać w stworzony świat kogokolwiek. To już tak nie chwyta.

Całość opowiadania ma swój określony wymiar, ale w początku zabrakło mi kilku “sygnałów”.

Pozdrawiam.

 

Nie określam poziomu dla tego opowiadania. Tylko inne podobały mi się bardziej.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Outta, nie wydaje mi się, aby takie firmy jak Mercedes, Royce-Royce, Bosch, Sony czy Boening zbudowały swoją potęgę na wyzysku pracowników. A takich firm są na świecie setki. Nie kupuję więc subiektywnego argumentu, że lojalność w fabrykach to duża rzadkość.

Nie, Darconie, to nie jest subiektywny punkt widzenia. Ze względu na charakter mojej pracy, miewam kontakt z ludźmi pracującymi na produkcji w branży automotive. Nie jest różowo, wierz mi. Najgorzej jest we włoskich korpo, nieco lepiej w niemieckich. W japońskich najlepiej, ale też cudów nie ma. Ale OK, nie musisz kupować, Twoja wola i tak, masz rację, to nie jest temat na dyskusję pod opowiadaniem. EOT :)

 

Rozumiem Twój punkt widzenia co do wróżka, ale od momentu w którym się pojawia i zostaje ustalona konwencja, jest ona konsekwentnie ciągnięta do końca, bez wprowadzania elementów, które nie pasowałyby.

 

Pozdrawiam

Q

 

Known some call is air am

Olciatko, Twoje opowiadanie nakłania do gorzkich refleksji. Długie włosy pojawiają się u lalki w wyniku mówienia prawdy, która dotyczy zachowań odważnych, buntowniczych, eksploracyjnych czyli de facto niedozwolonych przez matkę. Kiedy włóczka urośnie, kobieta brutalnie ją ścina. Włosy muszą być odpowiedniej, krótkiej długości, jak u pozostałych dorosłych. Inne są nie do zaakceptowania.

Myślę, że to trafna metafora tego, co nieraz spotyka dzieci. Rodzice w dobrej wierze, acz w sposób wyzuty z empatii, chcą za wszelką ceną nauczyć posłuszeństwa swe pociechy i wtłoczyć w ramy społeczeństwa. Zamiast wspierać w rozwoju cudowne, indywidualne istoty, przycinają ich ambicje zakazami i krytyką. Później dobre intencje przemieniają się w nieszczęśliwe życie latorośli. Podobnie u Ciebie, Capellia, kończy jako pracownica fabryki u podłego Wróża. Brr.

Szczególnie smutny jest koniec, gdy to właśnie włosy, czyli bunt, szczerość, autentyczność, ratują matkę, zaś ona mimo to, każe je obciąć. I tym razem robi to już własnoręcznie córka. Czyli schemat wdrukowany przez rodzica, działa. Już jako kobieta, być może do końca swoich dni, będzie się korygować, krytykować, udawać przed innymi… Straszny jest moment, gdy mówi do mamy, że ją kocha, i to również powoduje przyrost włosów.

Eh. Ogólnie bardzo mi się podobało. Było kilka potknięć, szczególnie na początku, ale potem czytało się gładko.

PS Mam wrażenie, że ta historia zostanie ze mną na dłużej.

PPS Dawno się tak nie cieszyłam ze swoich hippisowskich kudełków :DD.

Cytryno

Szczególnie smutny jest koniec, gdy to właśnie włosy, czyli bunt, szczerość, autentyczność, ratują matkę, zaś ona mimo to, każe je obciąć. I tym razem robi to już własnoręcznie córka. Czyli schemat wdrukowany przez rodzica, działa.

Ale fajnie, że zwróciłaś na to uwagę.

 

PS Mam wrażenie, że ta historia zostanie ze mną na dłużej.

Jakże mi miło!

 

PPS Dawno się tak nie cieszyłam ze swoich hippisowskich kudełków :DD.

Tylko nie obcinaj!:-) 

 

pozdrawiam serdecznie

Nowa Fantastyka