- Opowiadanie: Gekikara - I końca świata nie będzie

I końca świata nie będzie

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

I końca świata nie będzie

I

 

O tej porze Kościół Najświętszej Maryi Panny był prawie całkiem pusty.

W rozdzielonych masywnymi kolumnami nawach siedziały tylko dwie staruszki w wełnianych swetrach i moherowych beretach, odmawiające wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Kolorowe paciorki tańczyły w nad wyraz sprawnych palcach, a dźwięk szeptanych w nierównym rytmie wersetów rozchodził się po świątyni pod postacią niezrozumiałego szmeru.

Trzasnęły okute żeliwem drzwi.

Huk odbijał się echem od ścian, oznajmiając, że ktoś wszedł od strony lewej nawy. Młoda, może szesnastoletnia dziewczyna minęła kropielnicę nie zanurzywszy w niej palców i podążała boczną nawą w stronę ołtarza. Ubrana raczej skromnie, za to w ciężkich buciorach, stukała grubymi podeszwami o posadzkę, ściągając tym na siebie wzrok starszych pań, marszczących brwi i kiwających głowami, jakby z powodu głośnej dziewuchy Bóg miał nie usłyszeć ich modlitw.

Nastolatka przystanęła na chwilę przed witrażem będącym kiepską kopią Świętego Michała pokonującego szatana Rafaela Santi, a wpadające przez kolorowe szyby światło nadawało jej rudym włosom kolory żywego ognia. Prześliznąwszy się spojrzeniem po groteskowej postaci diabła, dziewczyna skrzywiła usta z niesmakiem, po czym zajęła miejsce w pierwszej ławce, tuż przed ołtarzem.

– Jak masz na imię, dziecko? – Otyły mężczyzna w średnim wieku zajął miejsce obok niej. Nosił czarne buty, czarne spodnie i czarną koszulę z białym prostokątem między skrzydełkami kołnierzyka.

– Lucyna – odpowiedziała po chwili namysłu.

– Pięknie imię. Niespotykane wśród ludzi w twoim wieku.

– Przyjaciele mówią na mnie Lucy.

– Co cię sprowadza, moje dziecko? Czy chciałabyś mi o czymś powiedzieć? Może coś o tym, kto zniszczył figurę Najświętszej Panienki? Hmm?

Zeszłej nocy ktoś zakradł się na teren parafii.

Dzieciaki z miasteczka robiły to co noc, budząc oburzenie proboszcza swoim brakiem wstydu i bogobojności, jednak do tej pory obywało się szkód. Co jakiś czas ksiądz podczas kazania zwracał uwagę na te bezczelne akty chuligaństwa i brak szacunku względem świętego przybytku, ale na tym zwykle się kończyło.

Nie tym razem.

Rankiem okazało się, że stojąca u wrót kościoła, ponad dwumetrowa figura Maryi została zalana krwistoczerwoną farbą i już nie wygląda jak Nieskalana Panienka, tylko ofiara mordu, która wróciła z zaświatów i szuka swojego oprawcy.

– Też chciałabym o coś zapytać – odparła dziewczyna, sama nie udzielając odpowiedzi. – Jak nazwać kogoś, kto pod nieobecność żony, matki jego synów, płodzi dziecko jakiejś wywłoce marzącej o lepszym życiu, a potem chce wszystko oddać temu bachorowi? Czy to sprawiedliwe?

Ksiądz zrobił smutne oczy, westchnął i spuścił głowę.

– Twoja rodzina wiele przeszła, moje dziecko. Musisz jednak pamiętać, że naszą rolą nie jest oceniać , tylko miłować. Bóg osądzi twojego ojca, gdy…

– Jasne! – żachnęła się dziewczyna. – Kiedy kobieta popełnia błąd, to od razu potępiona, grzesznica, istota fatalna, źródło zła wszelkiego i upadku! A mężczyzna?! Jemu wszystko wolno, Bóg zdecyduje! Bóg! Mężczyzna mężczyznę przecież zrozumie, wszystko mu przepuści, wszystko ujdzie na sucho. Pięknie urządził ten świat! 

– Córko… – próbował się wtrącić kapłan. – Nie godzi się tak w świątyni naszego Pana i Stwórcy, jedynego Boga Ojca…

Dwie staruszki w moherowych beretach przerwały Koronkę, spojrzały po sobie i uczyniwszy znak krzyża, pospiesznie udały się do wyjścia, by nie słuchać herezji wypowiadanych pod dachem kościoła, aby ciężar tej przewiny przypadkiem nie spadł i na ich barki.

– Wy wszyscy jesteście jedyni! Wszystko sami robicie, do wszystkiego sami dochodzicie! – Dziewczyna poderwała się z miejsca i stanęła przed księdzem, zasłaniając wymalowany nad ołtarzem wizerunek Najświętszej Maryi Panny. – Nie stoją za wami kobiety, które rodzą wam dzieci i zajmują się domem, kiedy wy robicie kariery, które piorą wasze koszule, doradzają, podsuwają pomysły, robią z was zwycięzców, współtworzą dzieła, za które wy jesteście wielbieni, a one nie są nawet wymienione jako współautorzy!

– Dość! – Ksiądz stracił cierpliwość i krzyknął basowym głosem, aż zatrzęsły się jego wszystkie trzy podbródki. – Uszanuj to miejsce, dziewczynko! Cokolwiek dzieje się w twoim domu, nie usprawiedliwia tego zachowania! Chcę, byś przyszła ze swoimi rodzicami i…

– Nie, mój drogi – przerwała mu. – To ja chcę, byś przekazał swojemu Panu wiadomość. Padnij na kolana, unieś ręce do nieba i przekaż Mu, że czekam.

Odwróciła się i ruszyła ku wyjściu, nie czekając na reakcję kapłana. Towarzyszył jej odgłos masywnych butów uderzających o posadzkę, rozbrzmiewający między rzędami ławek, a kiedy wyszła, trzaskając drzwiami, stanowiący kiepską kopię Świętego Michała pokonującego szatana witraż pękł na pół.

Gruby kapłan odprowadził ją spojrzeniem i przeżegnał się, gdy opuściła mury kościoła – ale nie wypełnił jej prośby.

Będzie mu to policzone.

 

***

 

Ciemności ogarnęły ziemię, wody mórz i oceanów wystąpiły z brzegów, wiatry kładły pokotem połacie lasów, a niebiosa rozstąpiły się nad strzelistym dachem dzwonnicy opustoszałego przed laty kościoła.

Coś uderzyło o świątynne schody z blaskiem i siłą gromu, niszcząc je doszczętnie. Ziemia zadrżała, potężny grzmot rozszedł się po okolicy, a pozostałości witraży w wysokich oknach budynku rozprysły się na kawałki, witając przybysza szklanym deszczem.

Jednym ruchem złocistych skrzydeł anioł zmiótł odłamki z ciała, wyprostował się i marszcząc czoło spojrzał na ruiny świątyni, a potem zadarł głowę wysoko, w stronę otwartych wrót niebios, gdzie zastępy czekały na jego znak. Ale czas bitwy jeszcze nie nadszedł, więc tylko machnął ręką i zacisnął pięść, a wrota się zatrzasnęły.

Z wnętrza tego, co zostało po Kościele Najświętszej Maryi Panny, potykając się o własne szaty, wybiegł wychudzony starzec. Spłowiała sutanna wisiała na nim jak całun na nieboszczyku, który właśnie podniósł się z grobu. Widząc jaśniejącą, skrzydlatą postać, stary ksiądz padł na kolana, a czoło przycisnął do ziemi.

– Aniele przenajświętszy! – zawołał. – Jak to możliwe? To znaczy… nie spodziewałem się… nie jestem godzien… jesteś tu naprawdę, czy umysł już odmawia mi posłuszeństwa? Zbyt wiele lat samemu, w tych murach, znikąd pomocy…

– Powstań, sługo Boży – przemówił niebiański wysłannik melodyjnym tenorem. – Opowiedz mi, nieszczęśniku, dlaczego przybytek twojego Pana obrócił się w ruinę?

Staruszek wstał, otrzepał kolana z kurzu, spojrzał na anioła i skłonił głowę, trochę z nabożnego lęku, a trochę dlatego, że blask złotej zbroi raził w oczy.

– To przez tę kochanicę Szatana! Pojawiła się tutaj z ćwierć wieku temu, dzieckiem była jeszcze. Zniszczyła figurę Przenajświętszej Panienki, a w Domu Bożym wykrzykiwała herezje, więc ją przepędziłem.

– Dobrze zrobiłeś, człowiecze, ale czy mógłbyś zmierzać do sedna?

– Tak, tak… – wydawało się to niemożliwe bez upadku, ale starzec spuścił głowę jeszcze niżej. Dało się dosłyszeć trzask zastałego kręgosłupa. – Aniele przenajświętszy… Ona wtedy odeszła, ale nie na długo. Zaczęła mącić kobietom w głowach, namawiać je do innej wiary, swojej, nie w Boga Wszechmogącego, ale w jakąś fałszywą boginię, która wróciła, żeby przygarnąć swoje córki. Coraz dalej posuwała się w herezjach, coraz więcej wiernych odciągała od kościoła… Aniele, bo to kobiety całe rodziny otaczały światłem wiary. Dzięki nim mężowie i dzieci przychodzili do nas. A kiedy kobiety poszły za nią…

– I to tyle? – rzucił Anioł. – Zwykłą sektę założyła pod twoim nosem? Z tego powodu wszystkie twoje modlitwy i prośby?

– Żeby tylko! – zakrzyknął ksiądz, ale rozkaszlał się i musiał zaczerpnąć tchu. – Krążyły opowieści, że dziewucha czyni cuda. Chorych uzdrawia, niewidomym przywraca wzrok… Nie wierzyłem w to i kiedyś sam poszedłem, by sprawdzić. I zobaczyłem, jak mężczyzna na wózku wstaje dzięki mocy jej słów. Nie było mowy o oszustwie, znałem tego człowieka. Wtedy już miałem pewność, że ta dziewucha, to prawdziwy Antychryst! Nadchodzi Dzień Sądu… bądź miłościw mnie grzesznemu… – klecha zaczął bić się w pierś i powtarzać pokutną formułkę. – Wkrótce z całej Polski zaczęli do niej zjeżdżać. Czy to już? Czy Zbawiciel zstąpi z nieba?

– Wystarczy – przerwał mu anioł. – Dość się nasłuchałem, wiem wszystko, co powinienem. Nie ominie cię nagroda za twą wierność… oraz kara za twą opieszałość. – Kapłan zadrżał na dźwięk słów żołnierza niebios. – Gdzie ją znajdę?

– Tam. – Drżąca ręka starego kapłana wskazała na coś za plecami anioła. – Tam mieszka. Zbudowali jej siedzibę. Karykatura kościoła, bez krzyża i dzwonnicy.

Anioł odwrócił się przez ramię, rozejrzał się po okolicy, a gdy dostrzegł wypatrywane miejsce, mocarne skrzydła uderzyły i poderwały go do lotu, a pozostawiony na dole kapłan utonął w chmurze szklanych drobin i pyłu.

 

***

 

Dzień w dzień przed Domem Matki wyczekiwała cała rzesza wiernych. Obszar zastawiony namiotami, wozami kempingowymi i zaparkowanymi jak popadnie autami, wykorzystywanymi jako noclegownie, rozpoczynał się już dwie ulice dalej. Każdy możliwy centymetr przestrzeni – na trawnikach, parkingach, chodnikach, a nawet na drogach i leżących wzdłuż nich prywatnych posesjach – zajęty był przez pielgrzymów, czyniąc trasę całkowicie nieprzejezdną i nawet pieszo trudną do przebycia.

Oczywiście, trudną do przebycia dla ludzi.

Anioł przemknął jak huragan nad zatrwożonym tłumem, który – całkiem słusznie – potraktował nagle zapadłe ciemności, wstrząsy i grzmoty jako zły omen. Każdy uderzenie skrzydeł Bożego wojownika było jak podmuch wichru. Ludzie, którzy spojrzeli w niebo, padali na kolana.

Nie trudził się szukaniem wrót. Uderzył z wysoka na wieńczącą budynek kopułę i przebił się do środka, nie zważając na ludzi, wszakże nie ma wojny bez ofiar. Grad betonowych głazów zasypał wnętrze, a anioł wylądował na największym z nich, przyjął pozę zdobywcy, jedna noga wysunięta do przodu i zgięta w kolanie, pierś wypięta, kręgosłup prosty jak strzała, a w ręku, wyciągnięty ze złotej pochwy, miecz płonący niegasnącym ogniem.

Na szczęście w środku nie było nikogo, kto mógłby ucierpieć. To jest nikogo poza odzianą w czerwień kobietą, siedzącą we wielkim pikowanym fotelu, dokładnie w centrum sali, gdzie zrządzeniem losu nie trafił ani jeden odłamek rozbitej kopuły. Siedziała pochylona nad księgą, nie poświęciwszy odrobiny uwagi aniołowi, mimo tak dramatycznego wejścia.

– Ukorz się przed obliczem sługi Pana, fałszywy proroku, i żałuj za swoje grzechy, a może dostąpisz łaski i uratujesz swą duszę przed ogniem piekielnym! – To nie głos, to prawdziwy grzmot wydobył się z anielskich ust.

– „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” – Kobieta w czerwieni odczytała fragment pisma. – Albo to: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”. I to: «Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych. Na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia”. – Zamknęła księgę, cisnęła ją pod nogi anioła i uniosła swoje oblicze, by spojrzeć w oczy Bożego wysłannika. – Powiedz, Michale, nie wstyd wam za te wszystkie kłamstwa? Nie wstyd ci za to, co zrobiłeś?

Anioł rozdziawił usta i powoli opuścił miecz. W jednej chwili aura grozy i dostojeństwa gdzieś wyparowała. W końcu jednak udało mu się coś powiedzieć. Pojedyncze słowo.

– Mama?

 

Nieco wcześniej 

 

Na początku było słowo… a w zasadzie nawet nie słowo, raczej coś na podobieństwo dźwięku, drgnienie kwantowej struny, tak krótkie i ulotne, jakby go wcale nie było, a po nim – długo, długo nic, całe eony bez śladu czegokolwiek, co mogłoby wypełnić głuchą pustkę. Aż, niespodziewanie, z przeciwnego końca nieskończoności nadpłynęła odpowiedź, identyczny dźwięk, nie-dźwięk, urywający się nagle pod naporem ciszy. Sami nie mają pewności, kto zagrał pierwszą nutę na kosmicznym instrumencie. On zawsze będzie twierdzić, że On, Ona – że Ona.

A potem popłynęła muzyka.

Dwie stare jak sama wieczność, przekonane o własnym osamotnieniu byty postanowiły znaleźć wspólny język. On rozpoczął preludium – kwarki związały się w obrębie hadronów. Ona odpowiedziała śpiewnym libretto – protony i neutrony złączyły się w atomy wodoru. Harmonijne dźwięki splotły się w dramatyczne concertato – niestabilna grawitacja ścisnęła cząstki dysków akrecyjnych. Kolejne akordy fortepianowej fantazji na cztery ręce rozbrzmiewały w czasoprzestrzeni, tworząc galaktyki, gwiazdy, planety, wszystkie roztańczone w takt muzyki uporządkowanego chaosu. Cały wszechświat ruchu.

Jednak wiekuiste istoty nadal cierpiały z samotności, nie mogąc się zobaczyć ni dotknąć, aż jedna z nich (On zawsze będzie twierdzić, że to On, Ona – że Ona) zamknęła swoją nieskończoną świadomość w skończonym ciele, a druga poszła za jej przykładem, by mogły wejść z sobą w kontakt.

Ich spotkanie dało początek życiu.

A kiedy wszechświat pełen był już ich dzieci, okazało się, że pierwsi rodzice wcale się ze sobą nie dogadują.

 

***

 

Jah ostatnimi czasy był jakby nieobecny.

Wędrował gdzieś myślami, nie odpowiadał na pytania, nie słuchał, kiedy mówiła i coraz częściej pozostawiał Jej opiekę nad Pierwszymi Światami, a sam uciekał gdzieś na rubieże wszechświata, gdzie gwiazdy były młode a galaktyki rozproszone.

Tworzył coś, wiedziała o tym doskonale. Tworzył w ukryciu przed Nią, a przecież cały wszechświat zbudowali razem, co już wystarczałoby na dostateczny powód do awantury, ale po ostatniej, kiedy w ferworze Ich kłótni supergromada galaktyk wpadła do czasoprzestrzennej studni, musiała działać rozważnie.

Znalezienie Boga dla takiej istoty jak Ona, nieskrępowanej drobnostkami typu prędkości światła czy dylatacji czasu, nie stanowiło problemu. W jednej chwili była tu, w centrum wszechświata, a w drugiej obserwowała z ukrycia nowy ogród Jaha.

Musiała przyznać, że Eden był piękny.

Przemknęło Jej przez myśl, że może to prezent dla Niej. Miejsce, w którym, gdy znużą Ją obowiązki matki wszechrzeczy, będzie mogła przywdziać kruche, miękkie ciało, by przechadzać się bosymi stopami po trawie, zanurzyć się w kryształowej wodzie, dać słonecznym promieniom zbrązowić skórę lub wgryźć się w słodki miąższ owocu, tak, jak za dawnych dni, kiedy byli tylko we dwoje, a wszechświat był młody.

Wtedy dostrzegła ich – kobietę oraz mężczyznę leżących nago pośród trzcin – i aż się w niej zagotowało.

Podobieństwo nie mogło być przypadkowe.

Mężczyzna wyglądał jak Jah, kiedy po raz pierwszy przyjął fizyczną postać, a kobieta była odbiciem jej cielesnej formy. Ale nie całkiem dokładnym.

– Co to ma znaczyć, Jahu? – zapytała marszcząc czoło i mrużąc powieki, kiedy pojawił się obok niej, przyjmując wygląd sędziwego mędrca.

– Lucyfe… – westchnął, ociągając się z odpowiedzią. – To tylko mój azyl. Miejsce, gdzie mogę odetchnąć i wrócić wspomnieniami do czasów, kiedy… – nie dokończył zdania i szybko zmienił temat, wyraźnie zażenowany. – Nazwałem go Adam. Nosi w sobie cząstkę Mnie, dzięki temu zawsze jestem z nim. Nie na tyle, byśmy byli jednym, ale wystarczająco, bym mógł czuć emocje i myśleć jego myśli… ale robię to tylko, kiedy jestem w pobliżu. Ewa z kolei ma w sobie część Adama, jednak jeśli chcesz, możesz…

– Nie, nie chcę – Lucyfe odrzuciła jałmużnę, nim propozycja zdążyła paść i zniknęła tak samo nagle, jak się pojawiła.

Już wiedziała, co było nie tak z tamtą kobietą. Jej oczy. Puste oczy istoty pozbawionej woli, powołanej tylko po to, by nieść uciechę swojemu stwórcy.

Ale nie to wywoływało w Lucyfe złość, było coś jeszcze…

Mężczyzna w ogrodzie wyglądał jak Jah, ta sama fizjonomia co do atomu. Jednak kobieta nie wyglądała dokładnie tak, jak Lucyfe. Nieco węższe barki, trochę szersze biodra, nieznacznie większe piersi, mniej okrągłe rysy. Nawet włosy, gdy mieniły się w świetle, miały inny odcień.

Poprawił ją. Zrobił sobie zabawkę z Jej kopii i miał czelność zmienić ją wedle swego upodobania! I jeszcze uczynił z niej bezwolną służkę! Nie mogła mu tego darować. Musiała przerwać tę farsę. Odebrać Mu ich… albo coś im dać, by zepsuć Jahowi przyjemność z ich posiadania.

Wróciła do Edenu w nocy, pod postacią węża.

 

II

 

Anielskie trąby obwieściły powrót Michała Archanioła, który, ponownie przeszedłszy przez wrota niebios, udał się prosto przed oblicze Pana.

Tylko, że Boga nie było na miejscu. Jak zwykle zniknął gdzieś w odmętach wszechświata, by robić to, co robił najlepiej i co kochał najbardziej – czyli tworzyć.

Zamiast niego na tronie siedział syn Maryi, Jezus zwany Chrystusem, ten, którego Ojciec powołał, by był jego oczami, uszami i głosem. Dokładnie tak, jak przewidział Michał.

– Wróciłem, mój… Panie. – Z trudem wypowiedział to słowo, jak nigdy do tej pory.

Skąpany w świetle boskiego majestatu, obleczony w złote słoneczne promienie, otoczony chórami wielbiących go cherubów, Boży Syn spojrzał z góry na swojego żołnierza, z tym swoim dobrotliwym wyrazem twarzy. Baranek spoczywający u podstawy tronu uniósł głowę, zaryczał skrzydlaty lew siedzący na oparciu, dając znak, że Król przemówi. 

– Jakie wieści? Czy fałszywy prorok został ukarany, a jego wyznawcy nakierowani na właściwą ścieżkę, by móc dokonać nawrócenia i znów być miłymi Bogu?

Archanioł milczał, a w jego głowie trwała bitwa.

„Zdradziłeś mnie, synu. Swoimi namowami skłoniłeś do tego, bym zajrzała w otchłań, a potem pchnąłeś Mnie w nadziei, że nigdy nie wrócę” czyniła mu wyrzuty Matka, kiedy się spotkali, a teraz wspomnienie Jej słów odbijało się echem w jego umyśle. „I co ci z tego przyszło? Czy Ojciec wywyższył cię nad innych? Czy zostałeś sługą?” powtarzał jej głos.

Niektórzy ludzie wierzyli, że podczas każdej decyzji ich własny anioł i diabeł szepczą im do ucha, próbując przeciągnąć na swoją stronę. Choć to absurdalne – sam był przecież aniołem! – tak właśnie się teraz czuł.

Czy to był smak wolnej woli?

Czy matka zwiodła go na pokuszenie?

– Chciałbym porozmawiać z Ojcem, czy możesz mu przekazać, że…

– Nie ma takiej potrzeby, bo On zawsze jest przy mnie – przerwał mu Jezus. – To, co ja słyszę, słyszy też On, a to, co ode mnie pochodzi, też od Niego pochodzi.

– Wiem, jesteście połączeni – wszedł mu w słowo archanioł, wykazując się arogancją, o jaką nigdy siebie nie podejrzewał. – ale to powinien usłyszeć On sam. Gdzie Go znajdę?

– Nie do ciebie należy decydować o tym, co Bóg powinien robić.

Michał mógł za to zdecydować w innej sprawie. Musiał tylko opanować drżenie, by wypaść przekonująco.

„To, że są złączeni, nie oznacza, że Jah ciągle słucha”, powiedziała Matka, gdy przedstawiła swoją propozycję, „a o ile Go znam, nie słucha już wcale”. Oby miała rację.

– Nasza Matka wróciła – oznajmił generał anielskich wojsk. – Jesteś jednym z Ojcem, więc na pewno o Niej słyszałeś.

Tym razem to Jezus milczał, a Michał powstrzymał uśmiech. Sięgnął za to do sakwy i wyciągnął z niej czerwone, soczyste jabłko.

„Możesz powiadomić Jaha, jeżeli ci się uda. Możecie nawet spróbować znów wyrzucić Mnie poza granice wszechrzeczy, o ile zdołacie nie niszcząc przy tym wszelkiego stworzenia”, przypominał sobie słowa Matki, by utwierdzić się w przekonaniu, „…a potem co? Wielka bitwa z niegodziwcami, po której już nie będziesz potrzebny? Wysłuchaj Mnie, synu, bo chociaż nie jesteś tego wart, Matka cię kocha. Ty zajmiesz należne ci miejsce, a Ja zabawię na tej planecie eon albo dwa, bo całkiem Mi się tu podoba. I żadnego końca świata nie będzie”.

– Matka nie szuka zwady, chce za to z tobą pomówić. Wysyła prezent na dowód dobrej woli – powiedział, kiedy podszedł do tronu i kłaniając się przed majestatem, podał owoc Synowi Człowieczemu. – Owoc z jej ogrodu. Skosztuj, nie ma nic smaczniejszego w całym wszechświecie.

 

Nieco wcześniej 

 

Wąż wślizgnął się między dwoje pogrążonych we śnie kochanków, owinął wokół ramienia kobiety, przywarł pyskiem do jej ucha i wyszeptał:

– Ewo, Ewo, zbudź się.

Kobieta ziewnęła i uniosła nieco powieki.

– Adamie, czy to ty?

– Nie, Ewo, to ja, wąż – wysyczał jej do ucha. – Wstań, musisz coś koniecznie zobaczyć.

– Poczekaj do rana, aż Adam się zbudzi. Jego ojciec wybrał na pana Edenu.

– Jeśli nie chcesz sprawić mu radości… – odparł wąż i zaczął powoli ześlizgiwać się z jej ramienia.

– Poczekaj, wężu. – Kobieta wstała ostrożnie, tak, by nie zbudzić mężczyzny. – Co chcesz mi pokazać?

– Nowe drzewo pojawiło się w ogrodzie – oznajmił wąż, który już pełzł pośród traw. – Zbierz jego owoce i przywitaj nimi Adama, gdy zbudzi się o poranku.

Ewa, która żyła po to, by uszczęśliwiać swojego męża, ruszyła śladem gada.

– Czy wiesz, co to za drzewo, wężu? Czy jego owoce nie są trujące i wolno je nam spożywać? – zapytała, kiedy byli już na miejscu i naszły ją wątpliwości. – Bóg nam go nie wskazał…

– Nie obawiaj się, Ewo. Owoce tego drzewa nie są zatrute, wręcz przeciwnie, są pobłogosławione. W każdym z nich zawiera się wielka mądrość, dzięki której staniecie się bardziej podobni Bogu. Czyż nie będziecie mogli wtedy lepiej Mu służyć?

Wąż owinął się wokół pnia, wspiął na jedną z gałęzi, końcem ogona zerwał jeden z owoców i podał go kobiecie.

 

***

 

Rankiem, kiedy pierwsze promienie wschodzącego słońca przywitały Adama, Ewa już czekała u jego stóp, a wraz z nią stos słodko pachnących, nieznanych mu owoców. Żona nie spróbowała ich wcześniej, bo, będąc istotą powołaną, by służyć, nie myślała o własnym szczęściu. Jeszcze nie.

Niewinni jak dzieci, o umysłach czystych niczym biała karta, Adam i Ewa skosztowali zbiorów z nowego drzewa, które pojawiło się w ogrodzie.

Pierwszym, czego zasmakowali, była samotność.

 

 

Koniec

Komentarze

Ojej, nie za dużo zwalasz na te biedne kobiety? ;)

Nie dość żeśmy Adama do grzechu doprowadziły, to jeszcze Lucyfer jest kobietą! Ciekawa jestem jak w tym układzie będą wyglądały skierowania do nieba i piekła ;)

Fajny pomysł. Kurczę, skoro oni się tam nie rozumieją, to jak mamy się my, tutaj na Ziemi zrozumieć. Przyznam, że Lucyna mi się z Lucyferem nie skojarzyła. W ogóle masz tu kilka zaskakujących momentów. Przy: Mama? mi się uśmiechnęło. Choć potem pomyślałam, że przecież Michał powinien się jej spodziewać.

Zakończenie super.

W ogóle udane opko :)

Kliczek, oczywiście :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Kolorowe paciorki tańczyły w nad wyraz sprawnych palcach, a dźwięk szeptanych w nierównym rytmie wersetów rozchodził się pod wysokim, krzyżowo-żebrowym sklepieniem świątyni pod postacią niezrozumiałego szmeru.

Nie za bardzo komplikujesz?

 

Trzasnęły żeliwne drzwi.

Jesteś pewien, że żeliwo to dobry materiał na drzwi? Obstawiałbym drewniane ze stalowymi okuciami, albo drewniane obite blachą. Mogę się mylić, ale jakoś nie kojarzę żeliwnych drzwi. Ale by to musiała być mega forma, żeby zrobić z taki odlew.

 

Huk odbijał się echem od ścian, oznajmiając, że ktoś wszedł od strony lewej nawy. Młoda, może szesnastoletnia dziewczyna weszła do środka,

Trochę zgrzyta, IMO.

 

Nastolatka przystanęła na chwilę przed witrażem będącym kiepską kopią Świętego Michała pokonującego szatana Rafaela Santi,

Znów się zatrzymałem, wybiło mnie z rytmu czytania. Nie wiem, może ubranie nazwy obrazu w cudzysłów coś by pomógł.

 

trzaskając żeliwnymi drzwiami

Auć, ostrożnie, panienko. Żeliwo wbrew pozorom dość łatwo pęka.

 

Hmmm, to anioł musiał wysłuchać opowieści księdza, by się dowiedzieć o tym, co przez ćwierć wieku działo się na Ziemi?

 

Zastawiony namiotami, wozami kempingowymi i zaparkowanymi jak popadnie autami, wykorzystywanymi jako noclegownie, rozpoczynał się już dwie ulice dalej.

 

Co zastawione? Jeśli dom to czy mógł rozpoczynać się dwie ulice dalej?

 

wyładował

Literówka

 

Na początku było słowo (…) ze sobą nie dogadują.

Nie pogniewaj się za to, co teraz napiszę. Mam wrażenie, że pod względem stylu i zgrabności słownej czytam inne opowiadanie. Wspomniałem już wcześniej, że w mojej ocenie zbyt komplikowałeś zdania. A tu dosłownie przepłynąłem przez tekst, nie zatrzymując się. Piękny fragment.

 

Tworzył w ukryciu przed Nią, a przecież cały wszechświat zbudowali razem, co już wystarczałoby na dostateczny powód do awantury, ale po ostatniej, kiedy w ferworze Ich kłótni supergromada galaktyk zapadła się w czasoprzestrzennej studni, musiała działać rozważnie.

Wracamy do skomplikowanych konstrukcji. Przypominam w tym miejscu, że przedstawiane opinie są głosem czytelnika (sztuk: jeden) o określonych preferencjach.

 

Gdyby władca piekieł był kobietą… hmmm. A może jest. :-) Wszak te wszystkie księgi spisywali faceci i to w kulturze uznającej kobietę za podległą sobie… 

Udane opko. Odnieś się proszę do moich uwag i poklikamy.

 

Irka, wydaje mi się, że żeńska wersja Lucyfera wypadła jednak mniej diabolicznie. Przynajmniej nie chce zaciągnąć wszystkich do piekła. :P

Wiesz, w końcu jesteśmy stworzeni na ich podobieństwo, a jak w niebie tak i na ziemi. :) 

Cieszę się, że udało mi się zaskoczyć – i to nie raz! – tym bardziej, że tej Lucyny się właśnie obawiałem. 

A Michał… poza oczywiście zamierzonym komizmem tej sytuacji, po prostu sądził, że Matki pozbyli się na amen. 

 

MTF, dzięki za garść uwag. :) 

Po kolei:

Nie za bardzo komplikujesz?

Wiem, że (dla wielu) zdania wielokrotnie złożone to zło, ale właśnie próbuję to zło ujarzmić. 

Zacytowany fragment trochę skróciłem, najbardziej po to, by uniknąć powtórzenia, a trochę też dlategk, że to w końcu nie wykład o architekturze. 

 

Jesteś pewien, że żeliwo to dobry materiał na drzwi? Obstawiałbym drewniane ze stalowymi okuciami, albo drewniane obite blachą. Mogę się mylić, ale jakoś nie kojarzę żeliwnych drzwi. Ale by to musiała być mega forma, żeby zrobić z taki odlew

Słusznie. Zmieniłem na żeliwne okucia. :) 

 

Trochę zgrzyta, IMO.

Wywaliłem fragment z drugim weszła, bo w sumie zbędny. 

 

Hmmm, to anioł musiał wysłuchać opowieści księdza, by się dowiedzieć o tym, co przez ćwierć wieku działo się na Ziemi?

Wiesz, w kosmicznej perspektywie ćwierć wieku to ledwie chwilka. Mając cały wszechświat do oglądania, można przegapić jakieś tam 25lat. A nawet całą epokę, jak się spojrzy na średniowiecze (taki żarcik, średniowiecze to wcale nie takie mroczne wieki). 

 

Co zastawione? Jeśli dom to czy mógł rozpoczynać się dwie ulice dalej?

 

 Musiałem być głodny, bo zjadłem jedno słówko. 

 

Nie pogniewaj się za to, co teraz napiszę. Mam wrażenie, że pod względem stylu i zgrabności słownej czytam inne opowiadanie. Wspomniałem już wcześniej, że w mojej ocenie zbyt komplikowałeś zdania. A tu dosłownie przepłynąłem przez tekst, nie zatrzymując się. Piękny fragment.

 

A dlaczego miałbym się pogniewać? To też mój ulubiony fragment. 

 

 Wracamy do skomplikowanych konstrukcji. Przypominam w tym miejscu, że przedstawiane opinie są głosem czytelnika (sztuk: jeden) o określonych preferencjach.

Patrz punkt pierwszy. :) 

 

Gdyby władca piekieł był kobietą… hmmm. A może jest. :-) Wszak te wszystkie księgi spisywali faceci i to w kulturze uznającej kobietę za podległą sobie…

Właśnie! We wielu mitologiach występują pary stwórców, pierwiastek kobiecy i męski, judeochrzescijanstwo jest tutaj bardzo szowinistyczne. Szczególnie, że, jeśli czytać słowo w słowo opis stworzenia, to nie do końca wiadomo, czy w ogóle kobieta posiada duszę!

 

Udane opko. Odnieś się proszę do moich uwag i poklikamy.

Czyżbym kiedyś zostawił Cię bez odpowiedzi? Jeśli tak, to przepraszam! 

 

 

 

Czyżbym kiedyś zostawił Cię bez odpowiedzi?

Nie.

Noooo, grubo pojechałeś z zamianą. Odważny pomysł, spodobał mi się.

Nie jestem pewna, co miało spowodować jabłko, które Michał przekazał Jezusowi. Bo chyba nie samotność, przez analogię?

Lucy dość łatwa do odgadnięcia, ale jej relacje z J. już nie.

Fajna konstatacja, jak ważne dla kościoła są kobiety.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finkla. :) 

Co do jabłka, to tutaj wszedłem trochę w teologię, ale nie chciałem tego wykładać w tekście. Spożycie zakazanego owocu spowodowało, że ludzie stracili więź z Bogiem (stracili stan świętości z powodu grzechu). Jezus jest za to nazywany Drugim Adamem, więc uznałem, że w podobny sposób mógłby zostać oszukany. 

Hm, trochę gubię się w nawiązaniach filozoficzno-teologicznych, ale pomysł z alternatywną wersją wielkiej bogini w postaci Lucy jest bardzo fajny. Tylko co w takim razie stało z Lilith? Bo może ona była trochę mniej boska, a w sumie też miała takie a nie inne konotacje? A może tutaj mamy taką przeplatankę motywów? Powiedz, jak to widzisz, bo męczy mnie to. XD

Poza tym tekst naprawdę przyjemny i bez większych zarzutów, trochę na na fali feminizujących retellingów, które teraz wiodą prym, ale odważny i dobry w swoim gatunku.

oidrin, Lilith to postać nieobecna w Księdze Rodzaju, jej genezą są dwa opisy stworzenia, więc na potrzeby tej zamianki jej po prostu… nie ma. :P

Jest za to obecna w tradycji żydowskiej, jedna z interpretacji tej postaci zakłada, że Lilith zwiodła Adama pod postacią węża, więc tutaj moglibyśmy zrobić jakieś odniesienie, ale pisząc opowiadanie pominąłem tę postać. 

 

oidrin, Lilith to postać nieobecna w Księdze Rodzaju, jej genezą są dwa opisy stworzenia, więc na potrzeby tej zamianki jej po prostu… nie ma. :P

Jest za to obecna w tradycji żydowskiej, jedna z interpretacji tej postaci zakłada, że Lilith zwiodła Adama pod postacią węża, więc tutaj moglibyśmy zrobić jakieś odniesienie, ale pisząc opowiadanie pominąłem tę postać. 

Czyli już wiem, czemu mi się tak, a nie inaczej kojarzy. Nie sugeruję tu wprowadzenia postaci, po prostu mitologicznie nawiązujesz tu do pewnego punktu wspólnego imho. I bez niej masz tu ciekawy miszmasz.

Podobało mi się :) Ciekawe podejście do tematyki konkursowej. Odważny i bardzo dobrze zrealizowany pomysł. odgadłam kim jest Lucy, ale dużo innych rzeczy i zmian mnie zaskoczyło.

Oczywiście klikam bibliotekę :)

Katia, dzięki za opinię i klika. :) 

Kolejna osoba stwierdza, że to odważny pomysł, a obawiałem się, że teraz takie przeróbki są bardzo typowe. Uff :) 

aby ciężar tej przewiny przypadkiem nie spał i na ich barki.  chyba powinno być spadł

 

Gekikaro, przeczytałam to:

siedziały tylko dwie staruszki w wełnianych swetrach i moherowych beretach, odmawiające wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

i to:

Młoda, może szesnastoletnia dziewczyna minęła kropielnicę nie zanurzywszy w niej palców i podążała boczną nawą w stronę ołtarza.

 i pomyślałam, że będzie grubo:-) Otyły ksiądz, opuszcza go gosposia i nagle wyszczuplał:-) cytaty z Biblii, figura Najświętszej Panienki zalana czerwoną farbą itp. Fajnie, że zrobiłeś z Lucyfera kobietę, świetna scena konfrontacji z Archaniołem Michałem. Chyba w żadnym innym tekście kwestie płci nie mają takiego znaczenia, więc wyszła bardzo dobra z(a)miana. 

polecam do biblioteki i pozdrawiam

 

 

Olciatka, przede wszystkim dzięki za opinię i przeczytanie większości moich opowiadań. :) 

Bardzo miłe słowa napisałaś o tej zamianie, może poszczęści mi się w konkursie. 

Yekst już trafił do biblioteki, ale i tak dzięki. :) 

dzięki za opinię i przeczytanie większości moich opowiadań. :) 

lubię czytać:-)

Czyli to wszystko efekt kłótni małżeńskiej? :)

Sprawności w opowiadaniu nie można Ci odmówić, więc daruję sobie marnowanie zasobów serwera na pochwały.

Trochę mi zazgrzytało terminologiczne wrzucanie prędkości światła, galaktyk i czasoprzestrzeni do tej swoistej baśni. Nie pamiętam tytułu, ale czytałem kiedyś opowiadanie, w którym kosmonauta (chya) natrafił w przestrzeni na Boga mieszającego “słonecznicę”. Tam złączenie języka przypowieści i języka futurystyki wyszło świetnie. Może ktoś z tu obecnych pamięta co to mogło być?

Dzięki za fajną lekturę.

Czyli to wszystko efekt kłótni małżeńskiej? :)

Dzieci zawsze cierpią, jak się rodzice kłócą. :P

 

Sprawności w opowiadaniu nie można Ci odmówić, więc daruję sobie marnowanie zasobów serwera na pochwały.

:)

 

Trochę mi zazgrzytało terminologiczne wrzucanie prędkości światła, galaktyk i czasoprzestrzeni do tej swoistej baśni. Nie pamiętam tytułu, ale czytałem kiedyś opowiadanie, w którym kosmonauta (chya) natrafił w przestrzeni na Boga mieszającego “słonecznicę”. Tam złączenie języka przypowieści i języka futurystyki wyszło świetnie. Może ktoś z tu obecnych pamięta co to mogło być?

Przyłączam się do pytania, chętnie porównam.

Co do mojego pomysłu i odczuwanych przez Ciebie zgrzytów, zastanawiałem się, czy wprowadzenie terminów fizycznych będzie wyglądało dobre i ostatecznie się na nie zdecydowałem z dwóch powodów.

Po pierwsze: chciałem odrzeć bogów z magicznej/mistycznej otoczki (jak wspomniane gotowanie słonecznicy, ale brzmi fajnie, nie powiem, że nie :P) i pokazać ich działania w kontekście zjawisk fizycznych.

Po drugie: zastanawiałem się, a w sumie zastanawiam się od dłuższego czasu, jak wyglądałaby Biblia, szczególnie opis stworzenia (i Apokalipsa) spisana współczesnym językiem, przy użyciu współczesnych pojęć. 

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Będzie krótko, ale treściwie.

Absolutnie rewelacyjny jak dla mnie finał i ostatnie zdanie. Chciałbym tak umieć budować finały moich opowiadań. Gratulacje . Szczere.

Samo opowiadanie niestety wydaje mi się trochę nierówne. Ma fragmenty naprawdę świetne, ale są i nieco słabsze, np. wizyta Archanioła Michała u Jah, ta oznaczona rzymską II.

Zacząłem się w tym momencie nieco zawieszać, choć sam ten fragment był niezbędny z punktu widzenia kompozycji i akcji – mógłby być znacznie krótszy. Z korzyścią dla całości.

Co do samego tematu – kolejne dziś przeczytane przeze mnie opowiadanie ontologiczno – religijne w istocie. Z ewidentną herezją ;D. Co wskazuje na to, jak ważny dla nas Europejczyków i Polaków jest nadal nasz, jak to ładnie mówią – judeochrześcijański kulturowy fundament. Bo – też mówią – można być wierzącym, ateistą, deistą i… antydeistą. Czyli nie wierzyć, ale w tego KONKRETNEGO Boga :). Niejako Mu na zlość :).

Mawiasem mówiąc – to stara ale nadal jara intelektualno – emocjonalna pułapka na zbuntowane dusze – że nie wierząc – w istocie tej właśnie, bardzo konkretnej wiary szukają.

A jak to mówią – szukajcie, a znajdziecie. Pukajcie, a będzie wam otworzone. :D często w zupełnie zaskakującej chwili.

Ciekawe opowiadanie. To i owo bym poprawił kompozycyjnie, jak już napisałem, ale nie jest źle.

pozdr.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Dzięki rrybaku za wizytę. :)

 

Absolutnie rewelacyjny jak dla mnie finał i ostatnie zdanie. Chciałbym tak umieć budować finały moich opowiadań. Gratulacje . Szczere.

Ktoś to zauważył! Bardzo mi to schlebia. 

 

Samo opowiadanie niestety wydaje mi się trochę nierówne. Ma fragmenty naprawdę świetne, ale są i nieco słabsze, np. wizyta Archanioła Michała u Jah, ta oznaczona rzymską II.

Zacząłem się w tym momencie nieco zawieszać, choć sam ten fragment był niezbędny z punktu widzenia kompozycji i akcji – mógłby być znacznie krótszy. Z korzyścią dla całości.

MTF wyżej wyraził podobny pogląd, acz wskazał zupełnie inny fragment, więc nie wiem ile w tym preferencji. Niemniej rozumiem, co mas zna myśli, bo też różne fragmenty pisało mi się inaczej. Fragment II jest o tyle specyficzny, że relatywnie krótki tekst miał zawrzeć w sobie i element spotkania Michała i Ewy, i spotkanie Michała i Jezusa < własnie po to, by maksymalnie skoncentrować treść. Czy mógłby być krótszy? Jak najbardziej! Ale kilka razy słyszałem, że w moich opowiadaniach nie wiadomo do końca o co chodzi, więc chciałem tu nie pozostawić wątpliwości. 

 

Co do samego tematu – kolejne dziś przeczytane przeze mnie opowiadanie ontologiczno – religijne w istocie. Z ewidentną herezją ;D. Co wskazuje na to, jak ważny dla nas Europejczyków i Polaków jest nadal nasz, jak to ładnie mówią – judeochrześcijański kulturowy fundament. Bo – też mówią – można być wierzącym, ateistą, deistą i… antydeistą. Czyli nie wierzyć, ale w tego KONKRETNEGO Boga :). Niejako Mu na zlość :).

W pełni się zgadzam. 

“Judeochrześcijańskość” przebija w wielu aspektach, nawet tam, gdzie się jej nie spodziewamy. 

Heeeej.

 

I ja tutaj w końcu dotarłem. Opko bardzo mi się podoba, ciekawa dyskusja z religijnym patriarchatem. Imię Lucyna od razu mi wskazało, z kim mam do czynienie, jednak “Mama” w wykonaniu Michała już było sporym zaskoczeniem :) Końcówka także robi wrażenie, jako już się rzekło wyżej.

 

Kilka drobiazgów poniżej:

 

Kolorowe paciorki tańczyły w nad wyraz sprawnych palcach,

 

– od kiedy to Koronkę do Miłosierdzia Bożego odmawia się na paciorkach, jak różaniec? I to jeszcze kolorowych? Gdzieś tak odmawiają?

 

Grad betonowych głazów zasypał wnętrze, a anioł wylądował na największym z nich

 

– przez dach się przebił, skąd te głazy? Może jakieś belki stropowe, cegły, ale głazy?

 

W końcu jednak udało mi się coś powiedzieć.

 

– "mu".

 

Znalezienie Boga dla takiej istoty jak Ona, nieskrępowanej drobnostkami typu prędkości światła czy dylatacji czasu, nie stanowiło problemu.

 

– Jah był dla Lucy Bogiem?

 

Exit light

Hej Basent! 

Dzięki za opinię i cieszy mnie Twój pozytywny odbiór. :) 

 

Co do uwag (pozwól, że bez cytowania, bo z urzadzenia mobilnego piszę) :

 Koronkę też można odmawiać na paciorkach, służą di tego specjalne… koronki, czyli taki różaniec do koronki. :P Są też koronki różańcowe, które odmawiać można na różańcu. 

A koronki czy różańce są różne, mogą być też kolorowe (moja babcia miała kiedyś kolorowy różaniec). 

 

Głazy… hmm, to słowo najlepiej mi pasowało, ale może powinienem poszukać lepszego. Miałem na myśli fragmenty samej kopuły. 

 

Literoweczka poprawiona. :) 

 

Bóg występuje tu raczej tytularnie, by podkreślić, że chodzi o Boga, a nie jakiegoś tam boga. 

 

Pozdrawiam! 

Jak feministycznie! Nie spodziewałam się, że Lucyfer była kobietą (trochę jak Kopernik, haha) ;). Ogółem ciekawa, przyjemna lektura.

Nie do końca rozumiem, dlaczego Lucyna jest zwykłą ziemianką, o przeciętnych, ludzkich problemach, a potem zostaje “fałszywym prorokiem”. Czyżby coś na kształt Jezusa na ziemi?

Najbardziej podobały mi się kawałki o dalekiej przeszłości, o powstawaniu świata (nazwane przez Ciebie dowcipnie “nieco wcześniej”) oraz wyobrażenie niebiańskich relacji.

Acha, zapomniałam dodać, że opisane przez Ciebie powstanie świata kojarzy mi się z tolkienowskim opisem w Silmarilionie. Muzyka stawarza.

Natomiast przenikanie się bytu żeńskiego z męskim już od początku przywodzi na myśl koncepcję ying i yang. 

Dzięki, Cytryno, za wizytę i cieszą mnie Twoje pozytywne odczucia. :) 

Co do tego, dlaczego Lucyna taka jest – wcieliła się w człowieka. Nie napomknąłem o tym w tekście, ale zasugerowałem, że taką umiejętność posiada. Pewnie chciała zobaczyć, co takiego fajnego na tym świecie, może nawet jakiegoś Antychrysta urodzić przy okazji? A wyszło, jak wyszło. Paralela Jezusa celowa. :) 

Co do Tolkiena, rzeczywiście! Całkiem bym nie pomyślał o tym podobieństwie, ale fakt, jest na pewnym poziomie. 

Straszna herezja, i strasznie fajne opko ;-)

Czytam, od początku czuć, że będzie o sprawach ostatecznych. Motyw z aniołem niby zapowiada jakąś siekę, a tu zamiast sieki “-Mama?” Brak mi słów, genialne!

Potem powoli odsłaniasz kolejne karty. Dwie istoty ‘boskie’ po rozwodzie, bardzo fajnie to pokazałeś. Kiedyś się kochali, dziś starają się nie toczyć wojen. Kolejny piękny motyw z rajem, w którym Jah stworzył Ewę na wzór Lucyfe (i jakoś tak wyszło, że ją trochę poprawił).

Motyw stworzenia świata pokazujesz trochę jak w Silmarillionie, przez muzykę. Wplotłeś w to nawet teorię strun. Buduje klimat (tylko jak to drganie zostało odebrane, jeżeli nic nie było, i jak te eony minęły, jeżeli ciągle nic nie było, hmm ;-) )

Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, to do “feminizacji”. Wszak wszyscy męscy bohaterowie są ułomni i obrazują konkretne wady, natomiast Lucyfe wad nie posiada (albo przynajmniej ja ich nie zauważyłem).

Świetne opko, pozdrawiam!

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

krar85, dzięki za odwiedziny. :) 

Fajnie, że zwróciłeś uwagę na to, że choć początek zapowiada apikalipse, to – zamierzenie! – do niej nie dochodzi. 

Co do tego jak minęły eony i jak to drgnienie zostało odebrane, to tak samo jak w standardowym opisie stworzenia była światłość przed źródłem światła. Poza tym jest teoria, że istnieje coś takiego jak "zegar wszechświata" którego tik wynosi jakąś jedną kwadrylionową czy inną mikroskopijną część sekundy, do tego w mechanice kwantowej czas po prostu "jest". A przestrzeń? Cóż, opis i tak nie jeat zgodny z wielkim wybuchem, więc załóżmy, że była i przestrzeń. 

Co do feminizacji… przecież Lucyfe nie jest taka idealna, koniec końców jest trucicielką, choć jej trucizna nie zabija. :P

Gekikara, co do fizyki to trochę trollowałem ;-) Niewiele już z relatywistyki pamiętam, ale gdzieś mi zostało w głowie, że istnienie czasu jest związane z cząstkami posiadającymi masę. Nie ma niczego, nie ma masy, to gdzie czas? Przez co go zdefiniować? Teoria strun pewnie też się już trochę zmieniła, ale ja kojarzę, że te dodatkowe wymiary były “bardzo małe”, takie lokalne, więc jak ich drganie mogło się rozprzestrzenić. Co było nośnikiem propagcji? Kiedyś lubiłem takie rozkminy, z piwkiem na schodach w akademiku… Chyba znów trolluję.

Co do idealności Lucyfe, to nie chodzi mi o jej dobro/zło, ale o jej cechy, Wszak ona nie ma przywar, ksiądz jest gruby, anioł gniewny i butny, Jezus nie błyszczy miłością. A ona jest przy nich na swój sposób kryształowa i w pewnym sensie niewinna, w oderwaniu od dobra czy zła.

Pozdrawiam

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Co do idealności Lucyfe, to nie chodzi mi o jej dobro/zło, ale o jej cechy, Wszak ona nie ma przywar, ksiądz jest gruby, anioł gniewny i butny, Jezus nie błyszczy miłością. A ona jest przy nich na swój sposób kryształowa i w pewnym sensie niewinna, w oderwaniu od dobra czy zła.

Koniec końców to przecież ZAMIANA. :)

Witaj Gekikara!

Dawno tu nie zaglądałam i po tak długiej nieobecności postanowiłam przeczytać akurat twój tekst.

Szczerze mówiąc trafiłaś idealnie w mój gust. Uwielbiam klimaty bosko, anielsko, demoniczne.

Jako wielbicielka Kossakowskiej i jej “Zastępów Anielskich”, oraz “Kłamcy” J.Ćwieka, odczuwam 

ciągły niedosyt dobrych opowieści nieziemskich.

Świetnie przemyślana zapowiedź książki, którą przeczytałam z rozczarowaniem, że to już koniec.

Co dalej?

Zachęcam do kontynuacji. Kto wie, co z tego wyjdzie? 

“Jako w niebie, tak i na ziemi…”, ja bym dodała “…, tak i we wszechświecie”.

 

Ps: Dla mnie Lucyfe jest tu symbolem świadomości. Otworzyła oczy na prawdę.

Myślę, iż można ją śmiało utożsamiać z "kreatorem wyzwolenia".

Ona doskonale wie, że nie wszystko, co Święte przez duże "Ś", jest takie w istocie i dlatego ta historia

"uchodzi za niebywale frapującą".

 

Nowa Fantastyka