- Opowiadanie: kam_mod - Artystka plastyczka

Artystka plastyczka

trochę meh, ale chociaż krótkie!

 

moje pierwsze podejście do cyberpunka (i ostatnie)

 

za pijacką betę o czwartej rano w dniu deadline’u dziękuję tysiąckrotnie Psychofishowi, Bellatrix i Arnubisowi. I Orlowskiemu. Mam wrazenie, ze ten tekst czytalo pol miasta przed wyslaniem. Pozostawiam Maję na waszym sumieniu.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Artystka plastyczka

MAJA

13/01/2399@18:00:00UTC+01

 

Jestem Maja – artystka plastyczka.

Sięgam po odrobinę masy bioskin i rozpłaszczam ją na metalowej wypustce zastępującej mi nos. Obok mnie wyrenderowany hologram zgranej z dysku duszy: Elżbieta Wysocka, lat 37, samobójstwo. Oglądam ją ze wszystkich stron i rzeźbię we własnej twarzy. Mam teraz szerokie brwi, a tęczówki w kolorze neonowej zieleni. Ugniatam odstające uszy. Dodaję róż na policzki i szarość pod oczami.

Dusza Elżbiety śpi, ale mam notatki. Osoba cicha i nieśmiała, mało gadała, dużo się śmiała. (Szybko umierała.) Do swojego męża mówiła: Bartuś. Bartłomiej, gdy podpadł.

Zakładam błękitną perukę i odrzucam loki do tyłu. Związuję je w luźny węzeł różową wstążką – jak na hologramie. Po raz ostatni uśmiecham się szeroko do Elżbiety w lustrze i idę na nasze spotkanie.

– Witaj, Bartuś! – wołam od progu restauracji.

Patrzy na mnie bez słowa. Bez reakcji. Bez uniesienia brwi. Wreszcie podchodzi i przytula policzek do mojej twarzy, aż zaczynam drżeć o trwałość masy. Niepotrzebnie. Mojej twarzy nic nie ruszy, bo jestem w tej chwili Elżbietą. Bioskin jak marzenie.

Jestem Maja, dama do towarzystwa trzeciej generacji.

 

ELŻBIETA/MAJA

Spotkanie towarzyskie, 13/01/2399@19:00:00UTC+01, przydział: 2 godziny

 

Rumienię się nieśmiało jak Elżbieta, ale w czasie posiłku pozwalam sobie na kilka niewinnych żartów. Bartuś jest wniebowzięty; im bardziej uspokaja się jego oddech, tym wyżej lecą wskaźniki nastroju, które wyświetlają mi się przed oczami. Szczyt słupka szczęścia osiąga, gdy trącam palcami jego dłoń. Spoglądam w oczy, w których świeci słońce.

– Tęskniłem za tobą – mówi. – Wiedziałem, że do mnie wrócisz.

Już wiem, co się szykuje. Takich jak on kasuję podwójnie. Bezbronni, nieszkodliwi wariaci. Widzisz, tato, dlatego pozwalam im zabrać mi imię, głos… I twarz.

Jeszcze chwila i Bartłomiej wybucha płaczem.

Szlocha, gdy odprowadzam go do drzwi. Oczy Elżbiety też są pełne łez; woda mile podkreśla ich zielony odcień. Pociągam nosem.

– Wiem, że nie jesteś moją Elą – mówi, stając w progu. – Ale dałaś mi dziś szczęście, o którym mogłem tylko marzyć.

– Spoko, stary – mamroczę, przez zaskoczenie wypadając z roli.

– Kim jesteś? Tak naprawdę?

Nie wiem, o co mu chodzi.

– Jestem Elżbieta.

– Masz rodzinę? Przyjaciół?

Moje usta… usta Elżbiety rozchylają się bez dźwięku, neonowe oczy drgają niespokojnie.

– Narzeczonego? – indaguje Bartłomiej. – Masz kogoś, kto zadba o ciebie po tym, jak uszczęśliwisz innych? Nie, ty jesteś jak selkie. Zrzucasz swoją twarz. Uważaj, by ktoś jej nie skradł, selkie.

Elżbieta milczy.

 

MAJA

13/01/2399@21:00:00UTC+01

 

Zmywam rumieńce i zdejmuję policzki. Chwilę później z lustra spogląda na mnie srebrna maska. Sam metal. W obudowie błyskają moje oczy, naturalnie niebieskie. Odkładam perukę na bok.

Zdecydowałam się na wszczepy po szesnastych urodzinach. Chciałam, by było mi łatwiej. Długi rodziców spłaciłam w rok. Szkoda, że tego nie dożyli.

Tato, powiedz mi, czym jest selkie – mówię na głos.

Komputer wyszukuje informacje i zaczyna opowiadać niskim, ciepłym głosem:

– Kobieta ze szkockiej legendy, która potrafi zamienić się w fokę po narzuceniu na siebie skóry zwierzęcia.

Próbuję zmarszczyć brwi, ale metal nie posiada mimiki. Wysuwam szufladę, na dnie której leży nieładna, postrzępiona i przybrudzona twarz. Zaplastykowali ją dla mnie, żebym miała na pamiątkę. Już parę lat się zbieram, żeby przywrócić ją do świetności. Kiedyś nosiłam na niej różowy błyszczyk, a na powiekach czarne kreski. Miałam wtedy może trzynaście lat.

– W większości legend selkie jako kobieta zakochuje się…

– Stop!

Tata, jak nazywam komputer, posłusznie milknie. Nie chcę słuchać o miłości. Nie chcę słuchać o miłości, gdy sama jestem rozpaczliwie pusta. Bartłomiej miał nosa. Nie mam chłopaka, rodziny ani przyjaciół. Jestem tylko ja: Maja, Elżbieta, Kamila, Sylwia, Agata. A czasem nawet Wiktoria. I jest przy mnie tata.

Samej jest łatwiej żyć.

– Dziękuję, tato. Opowiedz mi… opowiedz mi o dzieciństwie w zamierzchłej przeszłości. Opowiedz mi o dzieciństwie w dwudziestym drugim wieku.

Zamykam z hukiem szufladę i sięgam po bioskin. Stworzę sobie nową twarz: wysokie łuki brwiowe, spiczasty nos i pełne wargi. Skończyłam pracę na dziś, więc mogę zaszaleć.

 

ELŻBIETA

spotkanie towarzyskie, 21/01/2399@22:13UTC+01, przydział: 3 godziny

 

– Bartuś! Tęskniłam.

– Ja też.

Tym razem spotykamy się w barze. Błękitne włosy opadają mi na twarz, a przed oczami mam wskaźniki zadowolenia: Bartuś cieszy się na mój widok. Zamawia nam dawkę szczęścia: dopaminę w ampułkach. Biorę jedną i czuję się jak zwycięzca.

Tym razem przed wyjściem mówi, że chce mi coś zaoferować. Muzyka gra głośno, więc wychodzimy na zewnątrz. Stajemy w ciemnym zaułku, światła neonów drażnią nasze oczy. Śmierdzi ściekami i wymiotami.

– Prześwietliłem cię, Maja. Łatwo cię znaleźć w sieci. Jesteś jednym z ostatnich ludzi ze slumsów podwarszawskich.

– A co ty mnie tak stalkujesz? – Mrużę oczy.

– Twoi rodzice byli szczurami laboratoryjnymi w badaniu sprawdzającym konsekwencje nadużywania VR. Nie masz nikogo. Jesteś sama. Jesteś samo…

– Nie!

Moja warga… warga Elżbiety drży. Cofam się o krok, szukam wzrokiem czegoś, czym mogłabym się zasłonić. Choć mam na sobie koszulkę, jestem obnażona. Ona jest obnażona.

– To nieprawda – protestuję.

– Nie masz nic. Nie masz nikogo. Jesteś śmieciem dryfującym w bagnie technologii. Zakładasz czasem swoją twarz czy za bardzo się wstydzisz?

– Nie, nie… – mamroczę.

Chcę wyjaśnić: to wcale nie tak.

Twarz w szufladzie się nie brudzi. Nie niszczeje. Szuflada jest bezpieczna. To nie ma nic wspólnego ze wstydem. Jak mogłabym się wstydzić samej siebie? Przecież…

– Chcę, żebyś była ze mną.

Drżę. Wyciągam z plecaka bluzę i zakładam ją, ale chłodne uczucie obnażenia nie ustępuje. Unoszę brwi Elżbiety, nie rozumiejąc, o czym mówi Bartłomiej.

Jego słowa mnie dziwią, bo tym razem wykupił u mnie trzy godziny i spędziliśmy je bardzo pracowicie. On opowiadał mi o kasetach z poprzedniego świata, które trzymał na strychu, a ja mu o kotku, którego miałam w dzieciństwie. Dane się zgadzały. Kot Elżbiety miał na imię Muchomor.

Bartłomiej mówił mi, jak bardzo mnie kocha, a z każdym słowem jego wskaźnik satysfakcji rósł.

– Mamy jeszcze kwadrans – sprawdzam zegar w głębi głowy – więc jeśli się pospieszysz…

Cmoknął.

– Nie o tym mówię. Chcę cię na stałe. Chcę, żebyś ze mną zamieszkała. Chcę, żebyś gotowała mi obiady i słuchała, jak narzekam na pracę. Chcę cię przytulać przed snem. Nie martw się, zapłacę.

– Nie chcę twoich pieniędzy. Dobrze zarabiam.

– Nie oferowałem pieniędzy.

Znam profil Bartłomieja, każda pracownica naszego ośrodka ma dostęp do informacji o klientach. VR developer, pracuje na tym samym stanowisku od jedenastu lat, jest wdowcem od trzech. Dwie nieruchomości, jedna nad wysuszonym zbiornikiem wodnym, który w poprzednim świecie nazywał się Zalew Mietkowski, druga w mieście.

– Nie potrzebuję twoich pieniędzy, wpływów ani domu. – Uśmiecham się grzecznie. – Wiesz, ja cenię sobie wolność. Nie możesz mi dać nic, czego już nie mam.

– Mogę.

Marszczę brwi, unoszę wzrok. Nie rozumiem tej zagadki.

– Mogę cię pokochać – mówi Bartuś.

 

MAJA » » » ELŻBIETA

Zalew Mietkowski dwa lata później, popołudnie

 

Choć dostęp do Elżbiety miałam od początku świadczenia usługi, dopiero po roku mogłam stworzyć sobie obraz jej małżeństwa. Ułożyłam go z przelotnych zaskoczeń i urwanych w połowie gestów.

Za pierwszym razem, gdy podbiegłam do bezpańskiego kota i go przytuliłam, Bartuś przyglądał mi się w zaskoczeniu. Zrozumiałam, że wyszłam z roli i nie zaczepiałam już dachowców. Elżbieta lubiła koty, ale tylko te zadbane.

Drugi raz zdarzył się, gdy Bartłomiej przyszedł do domu pijany, a ja go przytuliłam.

– Czemu nie urządziłaś mi awantury? – pytał potem z wyrzutem.

Trzeci raz, to było w naszą pierwszą rocznicę. Bartuś opowiedział mi o Elżbiecie. Opowiedział wszystko, czego nie było na dysku.

– Nie rozumiem, dlaczego nie jesteś okrutna – powiedział na koniec.

– Dlaczego miałabym?

– Nie taką cię pokochałem – ciągnął. – Nie rozumiem. Sypiałem na kanapie po kłótni. Byłaś oziębła, gdy w odwecie nie spełniałem twoich zachcianek. Byłaś zależna ode mnie, ale zamiast się uwolnić, odgrywałaś się. Boleśnie. Dlaczego nie jesteś okrutna, Elżbieto?

Pocałowałam go, bo tak mnie nauczył okazywać uczucia.

A potem wysłałam go na kanapę.

 

ELŻBIETA

2/05/2401@20:00:00UTC+01

 

Elżbieta lubiła okrucieństwo, a Bartłomiej lubił kontrolę. Myślę, że nie pilnował jej tak, jak mnie. Myślę, że byłam dla niego zakupem, więc pozwalał sobie na więcej.

– Jak było w bibliotece? – pyta, gdy wracam ze spaceru.

– Dobrze, dzięki.

– Czemu nie powiedziałaś mi, że wybierasz się też na zakupy?

Milknę. Kupiłam wodę i książkę.

– Ukrywasz coś przede mną?

Elżbieta… nie, ja – niepewnie kręcę głową. Chyba powinnam się teraz oburzyć, ale nie mogę zapomnieć o domu, który dał mi Bartłomiej i ciepłym ciele, do którego mogłam przytulić się co noc.

– Myślisz, że nie możesz mi zaufać? Znam takie jak ty. Myślisz, że jesteś ode mnie sprytniejsza, dlatego wciąż muszę cię sprawdzać. Wiem, że coś kombinujesz. Takie jak ty zawsze spiskują, Ela.

Elżbieta cofa się o krok.

– Chcesz uciec? Powiedz mi! Chcesz uciec jak selkie?!

 

MAJA

12/05/2401@9:20:21UTC+01

 

Nasz kontrakt jest bezterminowy, mogę go zerwać w każdej chwili.

Gdy Bartłomiej wychodzi do pracy, jeszcze przez chwilę nasłuchuję ciszy. Oddycham głęboko. Zostałam sama.

Widzisz, tato, nie tak miało być. Nie po to zdecydowałam się na operację twarzy, by teraz żyć jak biedak ze slumsów. Nie, ja zawsze chciałam być od ciebie lepsza.

Tato – mówię głośno, choć od trzech lat nie zwracałam się tak do komputera, bo głupio mi było przy Bartłomieju – opowiedz mi legendę selkie.

Jednocześnie wyciągam walizkę i zaczynam wrzucać do niej zawartość szafy. Na dno trafiają sukienki Elżbiety, spodnie Elżbiety i staniki Elżbiety.

– Selkie to kobieta, która potrafi zamienić się w fokę po narzuceniu na siebie foczej skóry – opowiada tata.

Podchodzę do lustra i zrywam płaty bioskin z policzków. Nerwy lekko pieką, gdy tracą połączenie. Po raz pierwszy od trzech lat widzę w lustrze twarz z metalu. Tracę ekspresję: nie mam już brwi do unoszenia ani ust do rozciągania w uśmiechu. Dość. Mam dość Elżbiety.

Czuję się wolna.

– W większości legend selkie jako kobieta zakochuje się w mężczyźnie…

Otwieram szufladę, w której chowam wstydliwą przeszłość. Zmarszczyłabym brwi, gdybym je miała. Wyciągam kilka szmatek i pudełko z farbami.

Szuflada jest pusta.

– …Gdy selkie chce wrócić do oceanu, mężczyzna chowa lub niszczy foczą skórę, by temu zapobiec.

Przeklinam pod nosem.

W głębi mieszkania słyszę ciche kroki. Gdy unoszę wzrok znad biurka, widzę stojącego w progu Bartłomieja. Uśmiecha się na mój widok. Słupki satysfakcji mówią mi, że jest… zadowolony.

– Widzisz, wiedziałem, że muszę cię pilnować. To mieszkanie zna każdy twój krok i oddech. Czujniki wiedzą, dokąd chodzisz. Łóżko informuje mnie, ile czasu w nim leżysz.

Podchodzi do mnie i głaszcze po metalowym policzku.

– Twoja twarz wysyła mi powiadomienie, gdy się jej pozbywasz.

– Włamałeś się do mnie… do mojego oprogramowania.

Bartłomiej wzdycha. Choć nie widzę tego w jego zachowaniu, słupki twierdzą, że mi współczuje. Smutek. Dlaczego miałby mnie żałować?

– Miałaś tyle możliwości. Mogłaś być szpiegiem, złodziejką, oszustką. Mogłaś kraść cudze tożsamości.

– Oddaj mi moją twarz – mówię prawie stanowczo.

Bartłomiej nie odpowiada. Krąży wzrokiem po moich policzkach, nagich i czystych jak płótno gotowe do położenia pierwszej warstwy pigmentu.

– Wiesz, czego nauczyła mnie Elżbieta?

Kręcę głową i myślę o pustce, jaką stworzyli w moim życiu rodzice. Rodzice, bezwładne kukiełki w wielkiej machinie, które nie potrafiły się o mnie zatroszczyć.

– Nauczyła mnie, że jeśli sam nie jesteś zły, to ktoś uczyni zło tobie.

 

***

 

Tato, jak kończy się legenda o selkie?

– Nigdy dobrze. Albo odzyskuje wolność i jest samotna, albo mężczyźnie udaje się zmusić ją do zostania z nim na zawsze.

Musiałam znaleźć inne zakończenie. Bartuś, mój Bartuś! Aż do końca kochałam go jak Elżbieta.

W spadku zostawił mi moją twarz.

Koniec

Komentarze

Hejo. No bywa tak, że jak się wyciągnie te obecne trendy technologiczne i pobawi w futurologię, to wychodzą rzeczy, od których cierpnie skóra. Mnie ścierpła. 

Twoi bohaterowie są ludzko-nieludzcy, a próbując zaspokajać ludzkie potrzeby technologią, tracą swoje człowieczeństwo, tak jakoś to widzę.

Świetnie sobie wymyśliłaś ten główny wątek “technogejszy”

Napisane ładnie, wiadomo. Znów bardzo blisko bohaterki, w jej głowie wręcz, ale bez przestojów i przeładowania skomplikowanymi przemyśleniami. Wciągnęło mnie to, czytałem z zainteresowaniem.

 

Mam następujące “ale”:

– Scena, w której Bartek opowiada o efektach swojego “researchu”, jest w moim odpbiorze nienaturalna. Facet odkrywa wszystkie karty na raz, czegoś mi tu zbrakło, jakiegoś stopniowania, subtelniejszej rozmowy, gry jakiejś. 

 

– Zakończenie. Będę tu obserwował komentarze, bo nie wiem, czy dobrze je zrozumiałem.

 

Klikam niczym progamer na turnieju. 

Wcale nie jest “meh”. 

Bardzo mi się podobało.

[komentarz w drodze]

Jestem tylko ja: Maja, Elżbieta, Kamila, Sylwia, Agata. A czasem nawet Wiktoria.

Cudne

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Moja opinia jest krótka, albowiem i tekst jest.

Limit znaków, pod który pisałaś “Artystkę Plastyczkę” (konkurs z limitem 12,5k znaków, gratuluję miejsca na podium!), daje się odczuć, ale jednocześnie wymusza skondensowaną treść. Dobrze napisane, z dobrze zarysowaną relacją, hasseliebe między Mają a Bartłomiejem, z konsekwentnym, acz pesymistycznym finałem. Miniatura na dwoje postaci skrojona pod zadaną objętość bardzo zacnie. 

 

Gdyż albowiem, Łosiocie, myśl jak Sherlock. Skoro mężczyzna nie oddał skelkie foczej skóry, a wolności dobrowolnie jej nie zwrócił, to Maja tę wolność musiała sobie wziąć. Ja interpretuję, że przemocą, ale można tez interpretować, że cierpliwie odczekała do jego śmierci, będąc na potrzeby Bartłomieja okrutną Elżbietą, tym okrutniejszą, im więcej czasu upływało.

 

P.S. Kam, “trochę meh” to truskawki są! ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dedukcja i logiczne myślenie, drogi Rybo, są mi obce. W życiu kieruję się intuicją i nochalem. Mimo to, wyniuchałem podobnie, jak Ty i zastanawiam się, czy doszło do zaciukania Bartłomieja, czy może jednak Maja czekała na jego zejście.

”inne” zakończenie sugeruje zaciukanie, ale “aż do końca kochałam go jak Elżbieta”, brzmi trochę jakby to jednak miało potrwać.

Ja tu nie krytykuję zakończenia, raczej wołam o pomoc, bo nie wiem, jak sobie je ułożyć. Chyba, że autorka nie che, żeby to się dało ułożyć tak na 100%, to tez fajnie. 

(oddalam dzis komputer do doktora, a chce odpisac na komentarze zanim sie ich namnozy – wybaczcie)

 

DRODZY CZYTELNICY KOMENTARZY, MARSZ DO GORY BO LECA SPOJLERY

 

 

Losiotku, dzieki za wizyte!

Kondensacja przy tym limicie byla niezbedna, wiec przyjmuje na klate zarzut o odkryciu wszystkich kart na raz. Osobiscie mam z tym tekstem duzo wiecej problemow xD

Ciesze sie, ze mimo wszystko lektura dostarczyla ci troche przyjemnosci :)

 

Zakonczenie zas jest nieoczywiste umyslnie. Mozesz spytac Swiryba, jak zagadkowa byla pierwsza wersja :D :D 

 

Chro chro <3

:>

 

Rybo,

Jeszcze raz vielen Dank i spasiboczki za meki piekielne!

hasseliebe <3

 

P.S. Kam, “trochę meh” to truskawki są! ;-)

chyba twoje ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

…czyli zaciukała zwyrola!

 

Albo nie. 

:>

www.facebook.com/mika.modrzynska

Zaciukała jak nic. Baby takie już so.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Jak dla mnie świetne ;)

 

Ja pod razu pomyślałem o tym, że go skróciła o głowę. Dla mnie to konsekwencja ostatniego zdania w akapicie wyżej. Nie widzę innego wyjścia,

 

pzdr 

W sumie mówiłam Ci już, co myślę, ale wrzucę też komentarz, a co!

Tekst jest dobry, naprawdę, ale nie postrzegam go jako jednego z Twoich najlepszych.

Ma moc, ma klimat, ma żywą bohaterkę (choć to słowo może nie jest zbyt trafne), ma też kilka bardzo zgrabnych zdań – wspomniane już ostatnie czy też to, które cytował Chrościsko. Brakuje mu jednak tego, jak to mówisz, efektu spadających gaci, który w Twoich najlepszych tekstach występuje zdecydowanie. :)

Zostaw ten żyrandol.

Cool. Dałbym do bib, ale wtedy musiałbym merytorycznie ;) Zresztą i tak będzie.

Wracam z szerszym komentarzem:

 

Jest w tym opowiadaniu nutka patologii. Nie za wiele, nie na tyle, by wzbudzać niesmak, ale wystarczająco by wywołać zdrożną ciekawość.

Analogia Mai do współczesnej call-girl jest od początku wyraźna. Lecz to taka futurystyczna call-girl, oferująca znacznie więcej niż skrawek ciała i miły wieczór, Maia oferuje skrawek duszy, do tego nie swojej.

Jest połączeniem aktorki i prostytutki.

Jej osoba wzbudza współczucie, poznajemy jej przeszłość, beznadzieję, wybór. Kibicujemy jej, ciekawi nas jej zdrożny fach, ciekawi nas, co z niego wyniknie. A właściwie z relacji, gdzie jedna osoba poświęca swą prywatność i indywidualizm, by inna osoba mogła trwać w iluzji związku z osobą, której już nie ma.

Dużo tego mięcha jak na krótkiego szorta. Ładnie to wszystko upchałaś, wykorzystując każde zdanie. Chwali się to.

Jak szortów nie lubię, bo ciężko opowiedzieć dobrą historię przy takim ograniczeniu objętościowym, tak Twojego pochwalę.

Nie nudziłem się, czytałem z przyjemnością i zainteresowaniem, a językowo bez zastrzeżeń.

Kam się ostatnio rozwinęła i wygląda na to, że wciąż trzyma poziom. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Dobre!

I dobrze napisane – wiadomo :).

Pani Hyde przejęła kontrolę, gdy twarz doktor Jekyll kurzy się w szufladzie? Takie skojarzenie mi się nasunęło. Ale trafił swój na swego.

 

Delikatnie zgrzytnęłu mi dwa zadania:

– “Kiedyś nosiłam na niej różowy błyszczyk i czarne kreski na powiekach” – to brzmi, jakby kreski na powiekach były oddzielnym bytem, przyklejonym gdzieś do twarzy;

– “Nauczyła mnie, że jeśli sam nie jesteś zły, to ktoś uczyni zło tobie” – a to mi znowu brzmi strasznie akademicko, jakby to mówił filozof a nie sadysta do żony.

 

W każdym razie – super!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

ciężki przypadek,

Dzięki za wizytę! Cieszę się, że się spodobało :D

 

Verus,

To jeszcze raz podziękuję, za kliczka do biblioteki również :D

 

varg,

dzięki ;)

 

Chrościsko,

Dzięki, że jesteś.

Analogia została mocno złagodzona, w pierwszej wersji Maja była “nowoczesną kurwą trzeciej generacji” ;)

Cieszę się, że lekka patologia wyszła. W tamtym czasie sporo myślałam o normalnych ludziach, którzy w związku traktują się nazwajem okropnie. Jakby to niedopasowanie budziło w nich to, co najgorsze. Takie trochę hasseliebe, jak mówil Świryb, chociaż moja rozkmina dotycząca tego zjawiska jest jeszcze nieskończona.

Kam się ostatnio rozwinęła i wygląda na to, że wciąż trzyma poziom. 

Kam jest pilną uczennicą, a pisanko kocha do szaleństwa :)

 

 

Staruch,

Cieszę się, że się spodobało :) Dobrze kojarzę, że ty też brałeś udział? Powodzenia za rok, a jeśli przeczytałeś zdobywcę pierwszego miejsca, to możesz mówić to samo, co pisałam Verus pod jej opowiadniem ;)))

Słuszne zgrzyty. Pierwszy poprawię, drugi zostawię, bo myślałam nad tym zdaniem godzinami i nie potrafiłam ująć tej myśli w lepsze słowa.

Dzięki za wizytę :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Po pierwszym akapicie sądziłam, że to opowiadanie nie trafi w mój gust. Nadal nie wiem, czy trafiło, ale wciągnęło mnie i czytałam z zainteresowaniem. Nie zanudzasz czytelników. Szybko się przez to leciało, dwa a może nawet kilka razy zatrzymało wyjątkowo ładne zdanie. Bohaterka treściwa, wzbudza współczucie, Bartuś już mniej, tak jakoś po prostu, mi nie podszedł, ale to w sumie dobrze, bo znaczy, że jest jakiś. :) Jak na taki limit znaków, udało Ci się upchnąć tu kawał historii.

Nie wiem, czy Artystka zostanie ze mną tak długo, jak np. Straszna pani, niemniej jednak,  podobało się. :)

Saro <3

Ja nadal nie wierzę, że ktoś jeszcze pamięta Straszną panią, super :D

I yaay, były ładne zdania!

Ogromnie się cieszę, że udało mi się cię wciągnąć i zatrzymać do końca :)

Dzięki, że wpadłaś <3 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Analogia została mocno złagodzona, w pierwszej wersji Maja była “nowoczesną kurwą trzeciej generacji” ;)

Może niepotrzebnie złagodzona? Choć jak to na było konkurs, to podejście bardziej zachowawcze chyba jest wskazane.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Dobrze myślisz, właśnie z tego powodu złagodziłam. Dni Fantastyki wydawały mi się eventem głównie dla młodych ludzi :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Zdaje mi się, że Bartłomiej był przekonany, że sprawił sobie osobistą damę do towarzystwa i będzie z nią do końca życia. I tak się poniekąd stało, tyle że przy okazji zrobił wszystko, aby rzeczony koniec był bliziutko i w dodatku nie od niego zależał.

Dobrze, że opowiadanie jest już w Bibliotece. ;)

 

jedna nad wy­su­szo­nym zbior­ni­kiem wod­nym, które w po­przed­nim świe­cie na­zy­wa­ło się Zalew Miet­kow­ski… ―> Mówisz o zbiorniku, a ten jest rodzaju męskiego, więc: …jedna nad wy­su­szo­nym zbior­ni­kiem wod­nym, który w po­przed­nim świe­cie na­zy­wa­ł się Zalew Miet­kow­ski

 

mo­głam stwo­rzyć sobie obraz jej mał­żeń­stwa. Uło­ży­łam go sobie z prze­lot­nych… ―> Czy oba zaimki są niezbędne?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gdy testujesz cudzą cierpliwość, musisz liczyć się z konsekwencjami… ;) Błędy poprawię jak tylko siądę do komputera. Dziękuję za wizytę, Reg, mam nadzieję, że ze zdrowiem coraz lepiej ♥️

www.facebook.com/mika.modrzynska

Bardzo proszę, Kam. ;)

A ze zdrowiem jest o tyle dobrze, że nie jest gorzej. Dziękuję za zainteresowanie. heart

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zajrzałem z ciekawości w sumie bez zamiaru czytania, ale po paru akapitach wciągnęło mnie tak, że doleciałem do końca. Rzadko zdarza mi się coś takiego. xD

Jest zwięźle, treściwie i zasysająco. Gdzieś za połową przypomniałem sobie o Twojej teorii przeplatania zdań krótkich oraz długich i z autopsji na żywym tekście mogę potwierdzić, że ten zabieg faktycznie robi robotę.

Zakończenie jest z pogranicza takich, które lubię. Wydaję mi się, że jednoznacznie Bartłomiej został jednak zaciukany, choć jakiś tam woal jest na to rzucony. Myślę, że gdybyś wplotła wcześniej, że Maja jest w stanie przybierać także męskie tożsamości, zakończenie wybrzmiałoby mocniej, bo można by zasugerować kradzież twarzy Bartłomieja i w tej relacji to z Mai zrobić drapieżnika. Ale teraz to już po ptokach.

Bardzo mi się podobało.

Takie meh…

 

Żartuję :) Jest to świetny tekst i trzyma poziom od początku do końca. Widać tu Twój własny charakterystyczny styl, który bardzo mi się podoba. Ciekawy pomysł z tymi twarzami i bardzo zgrabne nawiązanie do legendy wplecione w tekst.

Z początku zakończenie trochę mnie rozczarowało, bo tak na szybko, to zrozumiałam, że ona po prostu go zabiła, a samo zabicie kogoś mało zaskakuje. Teraz jak zajrzałam do komentarzy, to widzę, że jednak to nie takie oczywiste i skłania do myślenia. Bohaterka chciała znaleźć inne zakończenie legendy, a jakby było tak, jak np. pisze Świryb, to właściwie połączyła oba zakończenia w jedno, bo i została z nim, i się wreszcie uwolniła i jest samotna.

Widzę, że jakbyś skończyła na samym zakończeniu legendy i czytelnik sam by musiał sobie wybrać, co się stało z bohaterką, to by było świetne zakończenie, ale Ty poszłaś o krok dalej, bo dałaś jeszcze lepsze i czytelnik jeszcze głębiej się musi zastanawiać :) Tylko nie wiem, czy jakbym nie zajrzała do komentarzy, to bym sama pojęła potencjał tego zakończenia.

Dwie nieruchomości, jedna nad wysuszonym zbiornikiem wodnym, które w poprzednim świecie nazywało się Zalew Mietkowski, druga w mieście.

Rzeczownik jest rodzaju męskiego, więc powinno być który … nazywał.

Wypadałoby w końcu coś skomentować…

Cześć!

Nie będę nawet ukrywał, że ten rodzaj tekstu to nie jest do końca moja bajka. Natomiast w komentarzu skupię się głównie na samym tekście, mniej na swoich preferencjach czytelniczych. Uważam, że tak będzie uczciwie.

Jeśli więc ma być uczciwie, trzeba przyznać, że tekst jest dobry. Za wiele “miejsca” w tym tekście nie masz, a mimo to udaje Ci się opowiedzieć dość sporo. I przede wszystkim czytelnik sporo może zrozumieć z tego, co chcesz opowiedzieć. Jest to o tyle warte podkreślenia, że sporo elementów w tym tekście musisz zobrazować czytelnikowi przy pomocy ledwie paru zdań, jeśli cała historia ma się zmieścić w tych 12000 znaków. To duża zaleta tekstu.

Zaletą tekstu jest też duża świadomości autorki, co może w określonym limicie znaków opowiedzieć (zgaduję, że konkurs nie rozpieszczał pod tym względem), a jednocześnie, co warto przy takiej, a nie innej historii, podkreślić. Dbasz o to, by tekst na poziomie emocjonalnym był mocny. Nie pierwszy raz zresztą. W “Ostatniej” było podobnie. Tekst emocjonalnie mocny nie zawsze oznacza wzbudzenie u czytelnika mocnych odczuć. Czasem chodzi o wyrazistość, która tutaj właśnie jest i robi w pewien sposób robotę.

Jak pisałem, mnie tym raczej nie kupisz, ale to nie ma większego znaczenia. Jeśli tekst ma być (i powstaje) dla każdego, to prawdopodobnie nie trafi do nikogo. To opowiadanie w swojej dziedzinie jest dobre.

Fajnie też dobierasz w tym tekście elementy do siebie. Czasem nie wystarczy znaleźć dobry pomysł. Trzeba jeszcze pokazać go z właściwej perspektywy (jeśli piszę niejasno, czy zbyt ogólnie, to daruj, ale nie chce mi się tłuc elaboratu komentarzowego na 10000 znaków).

Postaram się na skróty wyjaśnić o co mi chodzi. Czy ta historia jest jakoś bardzo odkrywcza? No moim zdaniem nie. W “Ostatniej” też raczej nie była. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie dla odbioru historii? Ano nie. Słowem, ten tekst ma przede wszystkim wspominaną już świadomość tego, co w danej historii warto pokazać, co podkreślić, itd. Czym dokładnie? To już napisali przedpiścy. Nie widzę potrzeby, by po nich powtarzać.

Twoje pisanie, co już zauważył Chrościsko, mocno się rozwinęło. A może uczciwiej napisać: Ty się rozwinęłaś. To już jest inna Kam, niż rok temu. Tak sądzę. Może piszę trochę na wyrost, bo przecież nie śledzę każdego Twojego tekstu. Tym nie mniej, w oparciu o to, co miałem okazję (i czas, nie ukrywajmy) przeczytać, mogę sobie pozwolić na taką tezę. Dzisiaj to Twoje pisanie, jak już wspominałem, charakteryzuje świadomość. Może jakieś większe doświadczenie i rozumienie pisania. Ono jest inne. Rok temu sporo widziało się w tym Twoim pisaniu takiej frywolności, brawury, czasem nawet szarż na miarę literackiego Kamikadze (swoją drogą, strasznie mi ten opis kogoś przypomina XD). Dzisiaj Twoje pisanie nazwałbym bardziej wyrachowanym.

I nie. To nie jest określenie ani złe, ani w żaden sposób urągające Twojemu pisaniu. Bo wyrachowanie oznacza większą wiedzę co można i co trzeba w danej historii. A przede wszystkim, czego potrzeba, by danym pomysłem upolować czytelnika.

Ten mój komentarz trochę jest niebezpieczny. Bo znów bardzo łatwo narazić się na przewijające się gdzieś czasem na portalu zarzuty: bo tych najlepszych to wy przesadnie chwalicie, a słabszych potraficie tylko krytykować. Nie macie odwagi krytykować najlepszych pisarsko, rozpływając się nad nimi bardziej, niż to potrzebne. I zasadne.

Więc mając w pamięci pojawiające się czasem tego typu opinie, podkreślę na końcu jedną, niezmiernie istotną rzecz. To nie jest w mojej opinii opowiadanie wybitnie. Więcej, pomysł na to opowiadanie to historia jakich wiele. Większość społeczności NF miewa pomysły nie gorsze…

Różnica jest taka, że Ci najlepsi wiedzą, jak z danym pomysłem trafić do czytelnika. Wiedzą co podkreślić, co zaakcentować, pewnie też jak wybrać długość. I efekt jest taki, że ze zwykłego pomysłu, nie odkrywczego, nie rewolucyjnego, wychodzi jednak dobre opowiadanie. I właśnie dlatego to pewne wyrachowanie można nazwać zaletą.

Oczywiście, należy wspomnieć o jeszcze jednej ważnej sprawie. To wyrachowanie może mieć swoją cenę. Bo z jednej strony lepiej pewne rzeczy rozumiesz i dzięki temu łatwiej Ci walczyć tak o wyróżnienia w konkursie, jak i o zainteresowanie czytelnika. Z drugiej pojawia się pytanie, czy będziesz w przyszłości w stanie wyjść poza to? Czy jeśli wrócisz do frywolności, to czy będziesz w stanie wycisnąć z niej tak samo dużo? Czy zdołasz się jeszcze w tym odnaleźć?

Bo widzisz, literacko “Artystka” czy “Ostatnia” to bardzo dobre opowiadania.

Ale w pamięci na dłużej zostają “Motyle…” czy nawet “Straszna Pani…”. Choć może to tylko kwestia gustu?

Na koniec mały poradnik.

“Jak zachęcić czytelnika przedmową – radzi Kam”. ;-)

 

1. Bądź dumna z ukończenia swojego dzieła

trochę meh

2. Dbaj o pozytywny przekaz

ale chociaż krótkie!

3. Epatuj dobrą energią

moje pierwsze podejście do cyberpunka (i ostatnie)

4. Zarażaj optymizmem

Obawiam się, że opowiadanie chwilami nie ma sensu, ale hej, życie też nie ma sensu, a jednak wszyscy się z nim męczymy, nie?

5. Zachęcaj do szukania zalet

Jednym z moich postanowień noworocznych (których nikt nie robi, włącznie ze mną, no przecież) jest uczenie się przyjmowania krytyki.

6. Obudź łagodność czytelnika

A wiadomo, że nigdzie nie krytykują tak wspaniale, jak na naszej stronie ;)

7. Zbuduj właściwe nastawienie czytelnika (tak, w ten sposób zachęcamy czytelnika do przeczytania bajki ;-))

Ponieważ o historii Portugalii mało uczą w szkole, warto wspomnieć, że Salazar był dyktatorem od roku 1932. W latach 50., kiedy toczy się akcja opowiadania, powszechnie go uwielbiano i zachwycano się jego reformami, które uzdrowiły gospodarkę Portugalii. Nastroje społeczne zmieniły się diametralnie w latach 60., gdy w walce o zachowanie kolonii w Afryce posłał miliony młodych Portugalczyków na śmierć w walce o z góry przegraną sprawę. Ostatecznie dyktaturę w Portugalii obalono w 1974.

8. Przesyłaj pozytywne fluidy

Za pierwszym razem napisałam to opowiadanie na poważnie, ale z każdą kolejną wersją dodawało mi się coraz więcej satyry – zdarza się. Przy obecnej, siedemdziesiątej siódmej wersji, obawiam się, że popadłam w pastiż już kompletnie.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

A czasem nawet Wiktoria

Dobór imienia nieprzypadkowy? :P

 

Szybko poszło! Opowiadanie dosyć ciekawe, sprawnie napisane i pomysłowo łączące szkocką legendę ze sci-fi. Może nie powiedziałbym, że to cyberpunk, brakowało mi trochę tego brudu kontrastującego z pogactwem elit i wszechogarniającej technologii, ale nie będę skupiać się na szufladkowaniu. Trochę mi zabrakło oryginalności, tekst raczej typowy i typowe ujęcie tematu. 

Zakończenie ciut przewidywalne, ale tylko ciut, bo myślałem, że to on ją, a nie ona jego. 

 

Co więcej? 

Ze wszystkich twoich tekstów, które czytałem, ten niestety podoba mi się najmniej. 

Zabrakło tego… czegoś. Mam wrażenie, że nie bawiłaś się przy pisaniu, jak przy opowiadaniu na Kaw(f)kę, albo na Zielonogórskie. Tam popuściłas wodze fantazji, tutaj chyba trochę obawiałaś się opuścić strefę komfortu. 

…oczywiście taka opinia jest spowodowana tym, że wysoko ustawiłaś sobie poprzeczkę. :) 

O Boże, popłakałam się nad komentarzem CM-a XDDDDDD

 

Odpowiem wam zaraz, jak ochłonę.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Brajt,

 

Zajrzałem z ciekawości w sumie bez zamiaru czytania, ale po paru akapitach wciągnęło mnie tak, że doleciałem do końca. Rzadko zdarza mi się coś takiego. xD

No i panie, to jest taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaki komplement, że hej. Dziękuję, całuję rączki. My job here is done. Mój cel – osiągnięty.

 

Gdzieś za połową przypomniałem sobie o Twojej teorii przeplatania zdań krótkich oraz długich i z autopsji na żywym tekście mogę potwierdzić, że ten zabieg faktycznie robi robotę.

A to jest ciekawe, że już od lat nie sprawdzam tekstów pod tym kątem. W którymś momencie ta melodyka tak wgrała mi się w myśli, że teraz same się dynamizują.

 

Myślę, że gdybyś wplotła wcześniej, że Maja jest w stanie przybierać także męskie tożsamości

Mogłaby przejmować ich twarze, ale obawiam się, że kobiece ciało za bardzo się różni od męskiego, by ten trik przeszedł.

 

Bardzo się cieszę, że się spodobało, i dzięki, że wpadłeś <3

 

 

 

Sonato,

Takie meh…

:D

Widzę, że jakbyś skończyła na samym zakończeniu legendy i czytelnik sam by musiał sobie wybrać, co się stało z bohaterką

Generalnie taki był zamiar, nie jestem pewna, co więcej z niego wyciągnęłaś :D

Widać tu Twój własny charakterystyczny styl, który bardzo mi się podoba.

Cieszę się, że stanowię dowód, że korzystanie z porad z mojego poradnika (AKA najpopularniejszych porad amerykańskich pisarzy) nie sprawia, że styl staje się transparentny i bezbarwny.

A wręcz przeciwnie.

 

Dzięki, że zajrzałaś heart

 

CM :D

 

O rety, jaka analiza mnie XD

 

(zgaduję, że konkurs nie rozpieszczał pod tym względem)

Limit to było dokładnie 12k, tekst w edytorze ma mniej niż tu, na stronie :D

 

No przyznam, że opowiadanie nie powstało z potrzeby serca, a na konkurs, w dodatku w ostatnią noc, więc poszłam na skróty i sięgnęłam po oswojone już motywy i narrację. Mam takie zadanie na ten rok, by brać udział w jak największej liczbie konkursów, nawet jeśli to, co piszę, mi się nie podoba. To opowiadanie nie podobało mi się tak, że byłam bliska odpuszczenia sobie tego konkursu. A tu proszę… ;)

 

Twoje pisanie, co już zauważył Chrościsko, mocno się rozwinęło. A może uczciwiej napisać: Ty się rozwinęłaś. To już jest inna Kam, niż rok temu.

Ano, nabijałam ostatnimi czasy dużo expa w pisaniu, czytaniu… i byciu żywym ;)

 

czasem nawet szarż na miarę literackiego Kamikadze (swoją drogą, strasznie mi ten opis kogoś przypomina XD)

nie wiem o kim mówisz XDDDD

 

Z drugiej pojawia się pytanie, czy będziesz w przyszłości w stanie wyjść poza to? Czy jeśli wrócisz do frywolności, to czy będziesz w stanie wycisnąć z niej tak samo dużo? Czy zdołasz się jeszcze w tym odnaleźć?

Nie wiem, czy chcę. Tak jak mówisz, frywolna (literacko) kam już nie istnieje. A ta nowa jest poważniejsza, bardziej skupiona na celach, gotowa przeprowadzić pisarski ostrzał pod Verdun na czytelniku, jeśli sytuacja tego wymaga. Nadal bawię się formą (w tym tekście balansowanie w nagłówkach między bohaterkami), w Ewie – podtytuły, cytaty, język – czytałeś Ewę?; ale fabularnie znacznie bardziej kręcą mnie proste historie, w których wyciskam moich bohaterów jak cytrynki.

Ale w pamięci na dłużej zostają “Motyle…” czy nawet “Straszna Pani…”. Choć może to tylko kwestia gustu?

Dajmy Ostatniej trochę odleżeć, to się przekonamy, ale okrutny jesteś, że porównujesz Motyle 40k do tego małego bąka, jakim jest Artystka :P

 

Pod poradnikiem popłakałam się ze śmiechu XD

 

Dziękuję ci bardzo za tak rozbudowany komentarz. Miałeś kilka fajnych przemyśleń, nad którymi będę jeszcze trochę myśleć. Frywolną kam pewnie ukatrupię, nawet jeśli wróci, ale już niedługo wstawię esensjowy tekst napisany trzy lata temu. Będziesz mógł się pożegnać z frywolną kam ;)

 

 

Gekikara,

Dobór wszystkich imion w tej linijce jest nieprzypadkowy ;)

Cieszę się, że szybko poszło!

A zakończenie – ciekawe, na taki plot twist nie wpadłam :D

Ze wszystkich twoich tekstów, które czytałem, ten niestety podoba mi się najmniej. 

Mnie też!

A fantazje zielonogórskie to jeden z moich ulubionych tekstów ever. Wciąż mnie kusi, by zrobić z niego książkę :P

…oczywiście taka opinia jest spowodowana tym, że wysoko ustawiłaś sobie poprzeczkę. :) 

fair enough, nie będę narzekać :D

 

Dzięki, że wpadłeś :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Niewątpliwie można przeczytać bez bólu… 

Ale dwie sprawy nie zostały wygrane i są niejasne.

Pierwsza – czemu bohaterka zdecydowała się na taką drogę życiową? Wygląda na to, że po prostu dla tak zwanej kasy, a biedni rodzice jej ochoczo w tym pomogli. Hmm..

I druga – czemu ona zwyciężyła, a nie Bartłomiej? Fajtłapa z tego faceta, i tyle, z tym, że został przedstawiony jako sprawny biznesman. Nie ma wytłumaczenia, ergo – brak jest jednozdaniowego, przekonywującego wyjaśnienia.

Z technikaliów – tytuły rozdziałów są tak natrętnie informacyjne, że szok. 

W sumie całkiem niezłe opowiadanie, ale mogło być zdecydowanie lepsze. 

Pozdrówka.

Hej, Rogerze,

Obie sprawy zostały poruszone ;)

 

Pierwsza – czemu bohaterka zdecydowała się na taką drogę życiową? Wygląda na to, że po prostu dla tak zwanej kasy, a biedni rodzice jej ochoczo w tym pomogli. Hmm..

Cytat:

Zdecydowałam się na wszczepy po szesnastych urodzinach. Chciałam, by było mi łatwiej. Długi rodziców spłaciłam w rok. Szkoda, że tego nie dożyli.

 

Owszem, dla kasy. Biedny człowiek jest w stanie zrobić dla niej wiele.

 

I druga – czemu ona zwyciężyła, a nie Bartłomiej? Fajtłapa z tego faceta, i tyle, z tym, że został przedstawiony jako sprawny biznesman.

 

Cytat:

– Nie rozumiem, dlaczego nie jesteś okrutna – powiedział na koniec.

– Dlaczego miałabym?

– Nie taką cię pokochałem – ciągnął. – Nie rozumiem. Sypiałem na kanapie po kłótni. Byłaś oziębła, gdy w odwecie nie spełniałem twoich zachcianek.

 

Z toksycznych związków trudno się wyrwać, a ofiarami przemocy domowej stają się zupełnie normalni ludzie z pracą i kredytem.

 

Nie ma wytłumaczenia, ergo – brak jest jednozdaniowego, przekonywującego wyjaśnienia.

Biorąc pod uwagę, że ergo oznacza więc, mówisz mi, że nie ma wytłumaczenia, więc nie ma wyjaśnienia? Coś się rozjechało w tej uwadze.

 

Fajnie, że wpadłeś :) Dzięki za przeczytanie i miłe słowa, pozdrówka :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, ładniutkie opowiadanie :)

Trochę zgrzytało mi to wykładanie kart przez Bartka (czuć, że trzeba było to zrobić szybko, ale fabularnie trochę nie styka), nieco zbyt często powtarzana legenda o selkie (myślę, że zaczailiśmy za pierwszym razem :D) i te dwa dosadne ostatnie zdania, które trochę popsuły mi radość z odbioru. Niemniej językowo, pomysłowo, emocjonalnie, stylistycznie jest bardzo dobrze. Naprawdę udany tekst.

 

No i zwracanie się do komputera “tato” było świetne. Szkoda, że potem to zaczęłaś tłumaczyć (Tata, jak nazywam komputer, posłusznie milknie), taką łopatą w łeb dostałam, no ale i tak zabieg wspaniały :)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

Ojej, nasza ziomalka od grania w gry żyje! <3

 

Z uwagami generalnie się zgadzam, tu już nawet nie ma co dyskutować. Tekst był skrojony pod konkurs i limit.

 

Ale cieszę się, że ten zabieg z tatą ci się podobał. Często tak mam, że ludzie piszą o zdaniach-perełkach, ale ich nie wyliczają, więc fajnie jest zobaczyć, co dokładnie się spodobało.

 

Dzięki, że wpadłaś! Wiem, że czytasz tu mało, więc tym bardziej doceniam :)

 

Minu, wpadniesz w tę sobotę wieczorem na kalambury? <3

www.facebook.com/mika.modrzynska

Nie wiem, czy chcę. Tak jak mówisz, frywolna (literacko) kam już nie istnieje.

Więcej miejsca dla mnie. XD

czytałeś Ewę?

Nie czytałeś. ;)

Jak dam radę, to gdzieś pomiędzy bieżącymi tekstami postaram się tam kiedyś dotrzeć. Albo przy okazji jakiejś kolejnej akcji.

okrutny jesteś, że porównujesz Motyle 40k do tego małego bąka, jakim jest Artystka :P

Anet regularnie dostarcza mi ból i pożogę, czas zacząć się dzielić. Nie wolno być zachłannym. ;-)

Będziesz mógł się pożegnać z frywolną kam ;)

Jak czas pozwoli to zorganizuję jakiś fajny pogrzeb. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Fajne opowiadanie, chociaż nie ma farta (czytam je chyba od dnia publikacji, przedwczoraj zasnęłam na ostatnim komentarzu).

Dobry pomysł, żeby opowiedzieć o prostytutce. No, ile można wałkować bohaterów z wielkimi mieczami i maleńkimi rozumkami…

Nieźle wypadło połączenie cyberpunku z baśnią o selkie. Lubię takie nieoczekiwane mariaże.

Bohaterowie też interesujący, bo niejednoznaczni moralnie. Tu nie ma tego dobrego i tego złego. Rzekłabym, że obydwoje są ofiarami.

Babska logika rządzi!

Wohoo, Finklom się podobało, nareszcie! :D

Nie ma farta, znaczy się nie zdołało zassać czy po prostu życie ci stawało na drodze?

No, i taki był plan, by uniknąć czarno-białego obrazu. Mało tego, że oboje są ofiarami, to w pewien sposób są jednocześnie również swoimi oprawcami. Co za patola, sama widzisz.

Dzięki, że wpadłaś heart

 

 

Aha, CM – jeszcze jedno. Mam takie opowiadanie, które jeśli wszystko dobrze pójdzie, przeczytasz w NF, które jest pokręcone, eksperymentalne i eklektyczne. Wypatruj Coco, spodoba ci się ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Zassać zassało, tylko zmęczenie organizmu robiło swoje i chyba ze cztery razy zasypiałam, zanim udało się napisać komentarz. Weekendy to cudowny wynalazek!

Babska logika rządzi!

To cieszę się, że dotrwałaś do końca! :D

O tak, weekendy, żeby jeszcze tylko trwały trochę dłużej :<

Pozostaje jeszcze rzucić pełen etat w diabli :>

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, bywam rzadko, ale żyję – weszłam akurat i zobaczyłam Twój tekst na głównej, to jak to tak, nie przeczytać? :D Zwłaszcza, że po pierwszym akapicie mnie już zainteresowało.

Niestety sierpień mam dopchany, ale może któryś wrześniowy weekend się akurat uda zgadać na partyjkę czegoś granego :) Dam znak! (popieram zdanie Finkli, że weekendy to dobry wynalazek)

"Bądź spokojny: za sto lat wszystko minie!" ~Ralph Waldo Emerson

zobaczyłam Twój tekst na głównej, to jak to tak, nie przeczytać? :D

heart

 

może któryś wrześniowy weekend się akurat uda zgadać na partyjkę czegoś granego :)

Trzymam za słowo. Tęsknimy wszyscy za tobą heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dobre. Nawet więcej. Na granicy publikacji w NF. Albo i tuż za nią. Dlaczego na granicy i się waham? Nie poczułem łączności z bohaterami. Coś tu nie zaskoczyło. A szkoda. Bo i pomysł, i wykonanie top top. Pozdr.

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Być na granicy publikacji w NF to piękny komplement, dziękuję! A że przyjęte do magazynu mam już dwa opowiadania, nie śmiem być bardziej zachłanna i mogę się z tobą zgodzić z czystym sumieniem.

Może zawiniło to, że pisząc o Mai zgrzytałam zębami, że lecę po kliszach prostytutka-długi-martwi rodzice? Znacznie lepiej czuję się pisząc o przyziemnych problemach i szarych przeciętniakach.

Dzięki, że wpadłeś heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Wpadłam tu już wcześniej, ale nie miałam komputera pod ręką, więc wrażenia nieco się odleżały. XD

Podoba mi się wplecenie motywu selkie w cyberpunkowy świat i skrojenie tekstu tak, że mimo limitu i długości czytelnik nie męczy się przesadną ilością pytań. To sztuka zrobić takie fajne czytadło, ale rzeczywiście na tle innych Twoich tekstów to trochę inna bajka. I nic w tym złego, bo eksperymenty bywają fajne i odświeżające. Pozdrawiam.

Hej hej, oidrin!

Fajnie, że znalazłaś pozytywy w opowiadaniu.

“Czytadło” to doskonałe słowo :D 

Dzięki za odwiedziny heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Fajny pomysł, świetne wykonanie, dobrze się czytało. Włączenie do tej opowieści legendy o selkie bardzo mi się podobało, taki mały dinks, a robi klimat :)

Właściwie już teraz się zdarza, że ludzie szukają odbicia poprzedniego partnera, Ty doprowadziłaś to do skrajności, ale też nasz świat powolutku w stronę skrajności zmierza, więc, kurczę, niewykluczone, że kiedyś będzie to możliwe.

Dziwi mnie trochę, że Bartek, taki przecież przezorny, takiego posunięcia Maji nie przewidział.

Nie mogę jednak powiedzieć, że mnie to opko rzuciło na kolana. Wysoko postawiłaś sobie poprzeczkę. Po rewelacyjnej Ostatniej, czy Siedmiu dniach stworzenia Ewy, które dla mnie były, jak walnięcie w brzuch, to opko jest tylko dobre ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Inne, dziwne, ale świat ma spójny i w tej dziwności i inności jest coś fascynującego. 

Irka,

Oj, tyle miłych słów, dziękuję <3

Ano, czasem z toksycznego kręgu trudno się wyrwać. A ta skrajność wymagała odrobiny szaleństwa, bo kto rozsądny nająłby sobie damę do towarzystwa po śmierci żony? Więc mam nadzieję, że do tego nigdy nie dojdziemy jako społeczeństwo.

“Tylko dobre” to nadal wspaniały komplement. Fajnie wiedzieć, że komuś się dobrze kojarzę heart

Dzięki, że zajrzałaś i zostawiłaś parę słów, specjalnie dla ciebie wstawiłam to opowiadanie w środę :D :D

 

MPJ, ciekawa opinia, dziękuję heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Misię :) Ładnie to napisałaś, kam, i ciekawą bohaterkę stworzyłaś. Chrościsko dobrze mówi o tej nutce patologii. Ostatnio bardzo zaprzyjaźniłam się z ciężkimi tematami, więc Twój tekst tym bardziej przypadł mi do gustu. Cóż mogę dodać – naprawdę udane opowiadanie. Wizja futurystycznej prostytucji jest naprawdę Intrygująca. W bardzo krótkiej formie umieściłaś dużo smakowitości.

Siemka, Rosso heart

 

Ogromnie się cieszę, że ci się spodobało. Starałam się, by smaku nie zabrakło :D

Ostatnio bardzo zaprzyjaźniłam się z ciężkimi tematami

Mam nadzieję, że nie w praktyce!

 

Piszesz już książkę? Bo jakbyś pisała, to ja bym czytała.

 

Dzięki, że wpadłaś heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Koleżanka z pracy regularnie pożycza mi wszelkie reportaże, więc na szczęście pozostaję przy teorii. ;) A książka powoli powstaje, ale póki co raczej nie nadaje się do czytania. XD

Koleżanka z pracy regularnie pożycza mi wszelkie reportaże, więc na szczęście pozostaję przy teorii. ;)

Czytasz Kopińską? Jezu, jak ja lubię Kopińską.

 

A książka powoli powstaje, ale póki co raczej nie nadaje się do czytania. XD

To ten, jak kiedyś uznasz, że się nada, to wiesz, gdzie mnie znaleźć ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Bardzo spodobał mi się sam koncept, zainteresował mnie początek, czytało mi się dobrze. Ale fabuła nie przekonała mnie do końca – jakoś nie umiem kupić tej metamorfozy Bartłomieja, odkrycia go nagle jako jakiegoś controlfreaka czy innego psychola. Niezależnie od tego, zarysowujesz całkiem zgrabnie szereg rzeczy i oddajesz klimat potencjalnej przyszłości, jednak czegoś mi zabrakło. Paradoksalnie może zbyt krótkie to dla mnie, zbyt fragmentaryczne i nieco zbyt schematyczne. Tak jakbyś naszkicowała fajny obrazek, ale nie pokolorowała go do końca, o. Aha, dodanie legendy o selkie jest fajnym motywem.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ojej, cześć, jose, dawno się nie widziałyśmy <3

Cieszę się, że znalazłaś kilka pozytywów :) Niestety, limit smoków był ostry; ja sama nie lubię czytać opowiadań tej długości, bo mam wrażenie, że koniec nadchodzi, zanim się na dobre zaczną. I schematy… no. Prawda.

Dziękuję, że zajrzałaś heart Chętnie bym się odwdzięczyła, nie masz jakiegoś opowiadania, którym chcesz się z nami podzielić? :D

 

Czy są jakieś wieści dotyczące wiadomej sprawy? :> :> :>

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ach, limit, rozumiem, to wszystko tłumaczy ;)

 

Ostatnio nie piszę, Kam :( Ja tak mam, okresy totalnej posuchy poprzedzielane okresami wypełnionymi milionem znaków, i tak na przemian. W wiadomej sprawie nic a nic, ale nie jestem zdziwiona. To materiał, który wymaga przerobienia i znacznego skrócenia, mam czas, jeszcze do niego wrócę ;) Dzięki, że pytasz! <3

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak, limit – 12k na cyberpunk z hasłem przewodnim “w służbie zła”. Nie jestem przekonana, czy taki wymagający światotwórstwa gatunek da się połączyć z hasłem, limitem i spójną historią. Ale żebyś ty widziała pierwsze miejsce…

 

W wiadomej sprawie nie będę zaprzeczać, że jest to historia wyjątkowo długa :D Ale fajnie, że masz nie porzucasz tematu i masz plan.

A wiesz, że ja też czekam – z czymś nowym. Drugi miesiąc czekania mi leci i już wbijam zęby w ścianę z niecierpliwości D:

www.facebook.com/mika.modrzynska

Powodzenia zatem! ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

I wzajemnie ♥️

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, za chwilę wyedytuję i napiszę coś sensowniejszego, na razie tylko daję znać, że I heard you na SB :D

 

(…) możesz sobie na mnie przetestować pisanie krytycznych komentarzy, będzie fajnie, zobaczysz ♥️♥️

 

 

 

Trochę się boję, trochę czuję się zwabiona, to dobrze? :D 

Przejdź na ciemną stronę, mamy cukierki! ♥️

www.facebook.com/mika.modrzynska

I truskawki! ;-D

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kopińska bardzo przypadła mi do gustu, chociaż czytałam tylko jedną książkę. Muszę odwiedzić bibliotekę. :)

I truskawki! ;-D

Za przeproszeniem, nie wszyscy!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Na początku zaintrygował mnie czas teraźniejszy w opowiadaniu. Lubię takie eksperymenty. Przeczytałam i jestem pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza warstwy obyczajowej – pięknie oddany cały wachlarz emocji, nakreślone charaktery postaci, ich tęsknoty i wady. Nie sposób nie zaangażować się w problemy bohaterów.

W warstwie fantastyki – IMO, bardzo ciekawy pomysł z modelowaniem twarzy i nawiązujący do tego tytuł.

Trochę zabrakło mi wyjaśnienia końcówki, w jaki sposób doszło do śmierci Bartka. Z jego charakteru domyślam się, że się zdenerwował, kiedy Maja chciała odejść. Pomyślałam, że to raczej ona mogła być zagrożona w tej sytuacji. Pomyślałam, że jako twór androido-podobny, Maja mogła być fizycznie silniejsza od zwykłych kobiet.

Ando, hej!

 

Dziękuję za tyle miłych słów heart Staram się wchodzić w bohaterów głęboko, nawet gdy limit nie pozwala na wiele :D

 

Czy Maja mogła być zagrożona? Nie wiem, dla mnie Bartek to taka smutna cipka, która całe życie podporządkowała iluzji. Prędzej by ją wsadził do piwnicy w kajdankach, niż fizycznie skrzywdził.

 

A jak doszło do śmierci? Ja tam bym szła w arszenik, choć lubię twoją wersję, że Maja miała super siłę. A jeszcze jeśli Bartek lubiłby być podduszanym… ;)

 

Dzięki, że zajrzałaś <3

www.facebook.com/mika.modrzynska

A co będę edytować stary komentarz, napiszę Ci następny, tam niech klaun dalej wabi :D

 

-

Kolejna fantastyczna kobieta obdziera się ze skóry. Moje badania nad ów motywem (pojawiającym się jeszcze w tym tym opowiadaniu) się poszerzają. Właśnie znalazłam następny element łączący te trzy teksty: wszystkie są pisane w narracji pierwszoosobowej <notuję, do dalszej analizy>. 

 

-

 

Co mi się najbardziej podobało? Cyberpunkowy świat, chociaż widzimy go mało, ale rozumiem, że to wynika z ograniczenia ilości znaków (to na jakiś konkurs było, tak?). Zimno, metalicznie, jest jakiś neon, jest jakiś rzyg, ciemno i smutno. Czyli doskonale :D

 

Dusza Elżbiety śpi, ale mam notatki. – to mnie zaintrygowało. Śpi? Co się dzieje ze zmarłymi w tym świecie? Są gdzieś zapisani, zahibernowani? Chyba, że to po prostu ładna metafora śmierci. 

 

Podoba mi się też opis scen, gdy Maja zmienia twarze, wchodzi w te role, to jest bardzo artystyczno-plastyczne, działa na wyobraźnię. Sama postać Mai-prostytuki też mi siadła, aż za bardzo, bo nie mogę skumać dlaczego taki Bartuś… ale o tym zaraz ;)

 

Skończyłam pracę na dziś, więc mogę zaszaleć. – kaboom! Założę się, że nie jedna dziewczyna by chciała takie bioskiny (znaczy żeby nie było, że mam takie fantazje, nie ja, ja się nie maluję nawet :P)

 

Podchodzę do lustra i zrywam płaty bioskin z policzków. Nerwy lekko pieką, gdy tracą połączenie.

– niah niah niah to jest dobre! Rwiemyyyy! :>

 

(…) by teraz żyć jak biedak ze slumsów. → czemu żyje jak biedak ze slumsów? Nie wyłapłam czegoś?

 

Otwieram szufladę, w której chowam wstydliwą przeszłość.

→ to zdanie mi się podoba. Dużo jest takich ładnych zdań. 

 

Nie przemawia do mnie Bartuś. Piszesz w komentarzach, że to smutna cipka – ja wiem? Mogłabym się z tym zgodzić tylko w pierwszej scenie z nim (13/01, godz. 19.00). Później jest dość okrutny, bezpośredni, wywala od razu kawa na ławę wszystko, co się o Mai dowiedział i prosto mówi, czego oczekuje. Ponadto na końcu ukradł jej twarz, jakoś wykiwał, uzależnił od siebie. No to dla mnie to nie jest facet smutna cipka :D 

I tu się zaczyna mój problem z motywacjami Mai. O ile wcześniej rozumiem, dlaczego wybrała takie życie (bo długi, biedna dziewczyna, dobry pomysł na background story), to tu nagle postawiona przed mocno kripi gościem, decyduje się na wejście w tę relację. 

 

Wiesz, ja cenię sobie wolność.

.

Samej jest łatwiej żyć.

 

Co się stało z tą Mają? 

 

Sama sobie odpowiem: na pewno była bardzo samotna, bo jak tu nie być w takim świecie i życiu, jakie wybrała? Nie rozumiem tylko, dlaczego wybrała takiego obsesyjnego dziwaka. To nie jest gość ciepła klucha, którego mogłaby sobie wziąć z braku laku, byleby mieć się do kogoś przytulić. To freak :D 

 

– Myślisz, że nie możesz mi zaufać? Znam takie jak ty. Myślisz, że jesteś ode mnie sprytniejsza, dlatego wciąż muszę cię sprawdzać. Wiem, że coś kombinujesz. Takie jak ty zawsze spiskują, Ela.

Elżbieta cofa się o krok.

– Chcesz uciec? Powiedz mi! Chcesz uciec jak selkie?!

 

I to na domiar złego, zdolny freak:

 

– Włamałeś się do mnie… do mojego oprogramowania.

 

A to tak na marginesie, nie przeszkadzało w ogóle w odbiorze: uśmiałam się na myśl, że Maja ma w pierwszej scenie wyjątkowo kiepskie notatki o Elżbiecie, bo tam mamy opis: Osoba cicha i nieśmiała, mało gadała, dużo się śmiała. Później rysuje się zgoła inny obraz tej kobiety :D Elżbieta lubiła okrucieństwo, a Bartłomiej lubił kontrolę. (…) Byłaś oziębła, gdy w odwecie nie spełniałem twoich zachcianek. Byłaś zależna ode mnie, ale zamiast się uwolnić, odgrywałaś się. Boleśnie. Dlaczego nie jesteś okrutna, Elżbieto? (…) – Nauczyła mnie, że jeśli sam nie jesteś zły, to ktoś uczyni zło tobie.

Ale ja to odbieram za celowe. Taka miała być słodka Elcia, a w rzeczywistości sukkub.

 

Końcówkę interpretuję jednoznacznie – zaciukała go. Nie bardzo widzę opcję, że została z nim do końca, bo takie rozwiązanie przeczyłoby temu fragmentowi: 

Albo odzyskuje wolność i jest samotna, albo mężczyźnie udaje się zmusić ją do zostania z nim na zawsze.

Musiałam znaleźć inne zakończenie.

 

O, motyw komputera taty mi się podobał jeszcze. Taka Siri czy dowolne inne SI do pogadania w ciężkich czasach i smutnym świecie. 

 

Na koniec muzycznie: selkie (bardzo lubię ten motyw) w wersji gender-swap’u (idealne na Z(A)MIANĘ :D) Pan Selkie z happy endem! 

 

Dziekuję :) 

 

(PS: smaczna kanapka mi wyszła? :D)

 

Cześć jeszcze raz, Koimeodo!

 

Kanapka pierwsza klasa, spod ręki mistrza kuchni.

 

Tylko gdzie to bicie i krytykowanie? Tak czekałam :c

 

wynika z ograniczenia ilości znaków (to na jakiś konkurs było, tak?)

Tak, na Kryształowe Smoki. Nawet coś tam ugrało.

 

Piszesz w komentarzach, że to smutna cipka – ja wiem? Mogłabym się z tym zgodzić tylko w pierwszej scenie z nim (13/01, godz. 19.00). Później jest dość okrutny, bezpośredni, wywala od razu kawa na ławę wszystko, co się o Mai dowiedział i prosto mówi, czego oczekuje. Ponadto na końcu ukradł jej twarz, jakoś wykiwał, uzależnił od siebie. No to dla mnie to nie jest facet smutna cipka :D 

 

Dla mnie osoby potrzebujące kontroli i używające przemocy, by tę kontrolę utrzymać, to właśnie smutne cipki, bo kim trzeba być, żeby mieć taką obsesję na punkcie posiadania drugiego człowieka? Żałosnym stworzeniem nie mającym życia, czyli smutną cipką.

 

Co się stało z tą Mają? 

A nie masz żadnych koleżanek singielek, które wiecznie powtarzają, że super jest być singielką i to dopiero jest życie i wolność, a same w ciemnym pokoju przyznają, że mają dość samotności i niech no je wreszcie ktoś pokocha? :>

 

To nie jest gość ciepła klucha, którego mogłaby sobie wziąć z braku laku, byleby mieć się do kogoś przytulić.

I te koleżanki singielki potem rzucają się w ramiona pozbawionego kilku zębów Sebixa, bo nie mają na horyzoncie nikogo innego, choć odrobinę bardziej przyzwoitego?

 

Może to ja mam za dużo koleżanek singielek XD

 

Myślę, że limit zaszkodził głównie na kreację Bartusia, bo trochę za dużo różnych cech się nałożyło w tak niewielkiej objętości. Bartuś miał swoje dobre chwile. Kochał Elę całkiem na serio.

 

Super, że wpadłaś, koleżanko, komentarz naprawdę świetny. Mam nadzieję, że zadomowisz się u nas na stałe :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kanapka pierwsza klasa, spod ręki mistrza kuchni.

→ przynajmniej słownie umiem gotować! :D w zjadliwym gastro jest mocna bieda.

 

Tak, na Kryształowe Smoki. Nawet coś tam ugrało.

→ gratuluję :) 

 

Dla mnie osoby potrzebujące kontroli i używające przemocy, by tę kontrolę utrzymać, to właśnie smutne cipki, bo kim trzeba być, żeby mieć taką obsesję na punkcie posiadania drugiego człowieka? Żałosnym stworzeniem nie mającym życia, czyli smutną cipką.

(…)

Bartuś miał swoje dobre chwile. Kochał Elę całkiem na serio.

→ no i dlatego mój jedyny problem z tekstem to ten nieszczęsny Bartuś! Bo nie wiem czy jest żałosnym stworzeniem, czy jednak nie do końca, czy ma być mi go żal, czy jednak kriper (dla mnie kriper, bo tak się zachowuje i wypowiada, a co się dzieje na zapleczu i jaką ma przeszłość, to niestety nie wiem). Jak teraz tłumaczysz z tą “smutną cipką”, to ok, przyjmuję argumentację, choć wg. mnie określenie nietrafne, bo kojarzy z ciaptakiem, niedojdą, a Bartuś jest freakiem niebezpiecznym. W ogóle, jak już coś, to on jest “smutnym kutasem”, a nie cipką, szanujmy się :P 

I te koleżanki singielki potem rzucają się w ramiona pozbawionego kilku zębów Sebixa, bo nie mają na horyzoncie nikogo innego, choć odrobinę bardziej przyzwoitego?

→ haha ok, wiem co masz na myśli, ale nie, no nie :D Nie odebrałam Mai jako desperatki, raczej kobietę owszem samotną i zagubioną, ale nie do tego stopnia, żeby rzucić się w ramiona pierwszego lepszego kripera-przemocowca (i wytrzymać z nim 3 lata!).

 

Tylko gdzie to bicie i krytykowanie? Tak czekałam :c

→ chyba zrobiłam sobie krzywdę tym wyznaniem, teraz wszyscy czekają na jakieś gromy z mojej strony :x Jeszcze się rozkręcę i już nie będzie kojącej Koimeody. Nie zachęcać, bo zatęsknicie :P

 

Super, że wpadłaś, koleżanko, komentarz naprawdę świetny. Mam nadzieję, że zadomowisz się u nas na stałe :D

→ dziękuję :) 

Ja widzę w Twoim opowiadaniu historię kobiety, która w końcu znalazła w sobie odwagę, by wyzwolić się z relacji budowanych na zależnościach. Dojrzała do tego, by odzyskać twarz, w dosłownym i przenośnym znaczeniu.

Fakt, że swój komputer nazwała Tatusiem, jest może zbyt dosłowną, ale jednoznaczną wskazówką dla czytelnika – nieżyjący ojciec pozostaje dla niej autorytetem. No i wzorcem, w oparciu o który buduje relacje. To dla ojca (i dla matki) zrzekła się swojej osobowości, swojego jestestwa, po to by… zadowalać różnych mężczyzn poprzez stawanie się kim innym. Jasne, robiła to dla pieniędzy, ale kasa była raczej usprawiedliwieniem, a nie główną motywacją. Nic dziwnego, że ostatecznie weszła w związek z tym, który obiecał jej bliskość na jedynych warunkach, na jakich umiała ją przyjąć.

Dobre. Freud uśmiecha się w grobie.

Hej, Adamie!

 

O rety, ale zajefajna analiza! Podoba mi się twój komentarz przeokropnie. Nie zauważyłam wcześniej tego schematu w decyzjach Mai.

 

Dzięki ślicznie, że zajrzałeś i przeczytałeś heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Uch, przerażające. Ale szalenie mi się podobało. Mocne, efektowne, z ciekawą bohaterką i smaczkami w rodzaju taty i mitu o Selkie. Ale z Bartusia wyszedł złol. W tych cyberpunkowych opowieściach zawsze najstraszniejsi pozostają jednak ludzie, ich toksyczne relacje i instynkty. Podoba mi się ta niejednoznaczność relacji Bartka i Elżbiety (kontrola z jego strony, okrucieństwo z jej). Zastanawiam się, czy Maja zabiła Bartka, czy cierpliwie poczekała na jego śmierć. Skrycie mam nadzieję, że to pierwsze, bo Maja nie zasługuje na długie życie w toksycznym związku :((

Cześć, Artemisiu!

 

Ale szalenie mi się podobało.

Szalenie mi miło heart

 

W tych cyberpunkowych opowieściach zawsze najstraszniejsi pozostają jednak ludzie, ich toksyczne relacje i instynkty.

Cenne spostrzeżenie. Wychodzi z nas przekonanie, że jednak ludzi się trzeba najbardziej bać.

 

Skrycie mam nadzieję, że to pierwsze, bo Maja nie zasługuje na długie życie w toksycznym związku :((

Jak sobie pościelesz… Żartuję. Ja też mam nadzieję, że Maja znalazła jakąś książkę do psychologii i doczekała się swojego happy endu ;)

 

Dziękuję za odwiedziny heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Wciągnęło. Bardzo fajny pomysł, dobrze rozkręcający się początek. Myślę, że pełniejszemu opisowi relacji między bohaterami w dalszej części dobrze by zrobiło zwiększenie objętości opowiadania, ale tak też nie jest źle.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Anet, chyba ty ;)))

Dzięki!

 

Nevaz,

Bardzo się cieszę, że nie jest źle. Dziękuję, że zajrzałeś heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Pewnie, że ja ;)

Przynoszę radość :)

No wiadomo heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Bardzo dobry tekst, przede wszystkim świetnie napisany. 

Pozwolę sobie przywołać kilka fragmentów:

Osoba cicha i nieśmiała, mało gadała, dużo się śmiała. (Szybko umierała.) 

To jest świetne zagranie. Bo leci sobie tam jakaś obyczajówka, a tu nagle taki wtręt w nawiasie, który choć chyba niewyjaśniony, robi robotę i stawia do pionu.

Do swojego męża mówiła: Bartuś. Bartłomiej, gdy podpadł.

A tu zdania jak z Małeckiego, czyli z kilku wyrazów nakreślasz relację i nadajesz jej realności, złudzenia, że tych ludzi przez te kilkadziesiąt literek trochę poznajemy.

– Oddaj mi moją twarz – mówię prawie stanowczo.

Też mnie z jakiegoś powodu urzekło to prawie stanowczo.

 

Fabularnie, choć korzystasz może z pewnych schematów, pokazujesz trochę świata, trochę historii i trochę ludzkich problemów. Całkiem sporo jak na tak niewiele znaków.

Gdybym się miał czegoś uczepić to nie wiem czy ten 2399 to nie jest zbyt odległa data jak na to co się dzieje, ale się nie znam, więc może to tylko wrażenie :)

Hej, Edward heart

Super, że wpadłeś. Co nam ostatnio nie podrzucasz nic do nominowania?

 

Uwielbiam, jak mi ktoś palcem pokazuje, co dokładnie wyszło w opowiadaniu. Dziękuję! I jeszcze to porównanie do Małeckiego, mojego idola!!!

Obawiam się, że na datach i futurystyce nie znam się zupełnie, więc palnęłam pierwszą lepszą :<

 

Dzięki heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Co nam ostatnio nie podrzucasz nic

Wszystko póki co spłonęło w ogniu samokrytyki :)

 

Jeszcze mnie naszła jedna refleksja. Tytuł tego opowiadania w stosunku do jego treści powoduje ten sam rozdźwięk co zapowiedź że "Siedem dni stworzenia Ewy" to "Sympatyczna i puchata opowiastka…" :)

Wszystko póki co spłonęło w ogniu samokrytyki :)

No weź no, ostatnie miesiące, żeby pokazać tej loży, że się myliła, nie dając ci jeszcze piórka :P

 

Nooo cóż, obawiam się, że niedługo forumowicze przestaną wierzyć, że ja jeszcze potrafię lekko i wesoło :c

www.facebook.com/mika.modrzynska

No weź no, ostatnie miesiące, żeby pokazać tej loży, że się myliła, nie dając ci jeszcze piórka :P

Moim zdaniem się nie myliła, więc wszystko jest w porządku :)

 

Nooo cóż, obawiam się, że niedługo forumowicze przestaną wierzyć, że ja jeszcze potrafię lekko i wesoło :c

E tam, na pewno jeszcze nas zaskoczysz :)

Kurde, Kam. Nie wiem czy mam bardziej chwalić za bardzo fajne opowiadanie czy łajać za urwane zakończenie.

Bo podobało się bardzo i w trakcie uznałem za bardzo-bardzo, a potem koniec… jakby urwany. To znaczy jest puenta, ale jakby tuż przed tą peuntą urwano kawałek zakończenia. Na tyle niewielki, by treść i przekaz zostały, wystarczający, by było wrażenie jakby jakieś zdanie lub dwa, no góra akapit, nie więcej, w trakcie ostatnich poprawek przepadło.

Powiedz mi, czy intuicja dobrze podpowiada, ze finał był pierwotnie odrobinę dłuższy (lub czy był planowany jako dłuższy, ale z powodu limitu przyspieszyłaś, zamiast ścinać coś po drodze)?

Podoba mi się wizja “emocjonalnego cyberpunka”.

Podoba mi się, że emocje są tu nie jako “coś miękkiego”. Nie, udało Ci się opisać miękkie emocje w ostry sposób. To jest coś rzadkiego i fajnego.

W dodatku wplątałaś tu trochę dodatkowych warstw, które są widoczne dla czytelników, którzy wiedzą kim jesteś i co pisałaś, a jednocześnie nie przeszkadzają tym, którzy tego nie zauważą (a mam wrażenie, że selkie nie jest tu jedynym takim elementem, choć może nadinterpretuję).

 

"Kobieta ze szkockiej legendy, która potrafi zamienić się w fokę po narzuceniu na siebie skóry zwierzęcia."

Ha, betowałem “Płaszcz” :)

 

"Próbuję zmarszczyć brwi, ale metal nie posiada mimiki."

Tu jest drobny problem, zgrzytnęło “to jak porusza mimiką twarzy”. Choć później w tekście pojawiają się wzmianki o połączeniach nerwowych, które to wyjaśniają.

 

"Chcę, żebyś ze mną zamieszkała. Chcę, żebyś gotowała mi obiady"

"Nie rozumiem, dlaczego nie jesteś okrutna"

Niezły miks tych dwóch zdań. Niby dwie proste wypowiedzi, a w minimum słów opisujesz Bartusia.

 

Czego mi brakło? No właśnie czegoś z tym zakończeniem.

To nawet nie jest kwestia limitów, bo konkurs konkursem, a poza konkursem można już było to 1-2 zdania tam douzupełnić. Inna rzecz, ze jeśli nie liczyć tego zarzutu, to zwięzłość opisów robi temu opowiadaniu bardzo dobrze. Gdyby rozwinąć całość, w sensie nie tylko koniec, mogłoby to grozić utratą tej “ostrości miękkich emocji”, o której wspomniałem wcześniej.

Jest jeszcze jedna rzecz, która zawisła tu w powietrzu. Samobójstwo Elżbiety. Mam mocne wrażenie, że choć wspomniane wyraźnie na początku, aż za łatwo ucieka z pamięci czytającego. Ma to swoje mocne strony (pasuje do sytuacji bohaterki). Ale gdyby pod sam koniec przemknęło to w głowie bohaterki (nie zbyt łopatologicznie), opowiadanie mogłoby bić obuchem po głowie bez pardonu.

Za to muszę się przyznać, że ostatnią linijkę zrozumiałem z kilkuminutowym opóźnieniem, ale wzmacnia odbiór.

 

Ja sobie muszę przetrawić czy opowiadanie jest dla mnie piórkowe czy jednak finał zbyt wybił z rytmu. Ale zaznaczam – pomimo tej wątpliwości opowiadanie dało satysfakcję czytelniczą (ups, a przecież jak mi się opowiadanie podoba, to źle  ;) przepraszam ;)).

 

PS. A ponieważ w tym przypadku już łatwiej o porównywanie z “Maską żmii”, to nadal “Maskę” chwalę i chwalić będę.

 

Hej, hej, wilku ;)

Bardzo się cieszę, że się podobało!

 

Powiedz mi, czy intuicja dobrze podpowiada, ze finał był pierwotnie odrobinę dłuższy (lub czy był planowany jako dłuższy, ale z powodu limitu przyspieszyłaś, zamiast ścinać coś po drodze)?

I tak, i nie. Pierwotne zakończenie było zupełnie inne, krótsze, o takie:

 

ELŻBIETA/MAJA 

 

Ale potem przyszedł Psychofish i mi powiedział, że chyba na głowę upadłam. A Bella mu sekundowała. Wspólnymi siłami napisaliśmy to nowe zakończenie – króciutkie i zwarte, bo limit. Po wszystkim musiałam się zresztą pozbyć z treści kilku zdań, więc kondensacja treści była mocna ;) Ale rozumiem twoje spostrzeżenia doskonale. Rozważałam zmianę w wersji portalowej, ale chciałam grać fair i pokazać wam tekst w takiej formie, w jakiej zdobył wyróżnienie – może przydać się tym, którzy są ciekawi, co docenia jury. (Piórko to już swoją drogą, od piórka bardziej mi zależy na nominacji, która oznacza osiem wartościowych komentarzy jurorskich.)

 

Natomiast w obecnej formie podoba mi się ta dowolność, która każe czytelnikom interpretować zakończenie po swojemu. Chyba troszkę to też mówi o nas samych – czy projektujemy na Maję swój temperament? Kto z nas jest jak kłos zboża, które wiatr przyciska do ziemi, a kto z nas pod naporem eksploduje pozbywa się niewygodnego bodźca?

<kamcina psychoanaliza mode off>

 

W dodatku wplątałaś tu trochę dodatkowych warstw, które są widoczne dla czytelników, którzy wiedzą kim jesteś i co pisałaś

to znaczy? :D

 

(ups, a przecież jak mi się opowiadanie podoba, to źle  ;) przepraszam ;)).

Tak, ten słynny pocałunek śmierci… ;)) Bardzo się cieszę, że ci się podobało.

 

I masz rację – o samobójstwie Elżbiety zdecydowanie mogłam jeszcze raz przy zakończeniu wspomnieć, fajnie by rąbało czytelnika w kontekście końcówki!

 

Dzięki, że wpadłeś i się rozpisałeś :)

 

 

A ebook ze Żmiją wychodzi na dniach!!! heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

“Ale potem przyszedł Psychofish i mi powiedział, że chyba na głowę upadłam”

Bardzo dobrze powiedział. Aktualnie jest coś pourywane, w takiej wersji jak pokazałaś jest wyrwane w całości.

 

“to znaczy? :D”

No choćby właśnie selkie (”Płaszcz”). Albo dobór imion na początku tekstu – też w sumie wydaje się,  przynajmniej częściowo, easter eggiem.

 

Imiona – to prawda, mrugnięcie w stronę Orłowskiego i sy. A Płaszcz to bardzo fajne opowiadanie, ale nie moje ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Mój błąd – opowiadanie Rossebelle oczywiście. Niemniej byłaś tam wśród współbetujących, stąd skojarzenie. I zastanawiam się czy oprócz tych dwóch easter eggów nie ma tu więcej takich ukrytych nawiązań.

 

Jeszcze parę by się znalazło, ale to już pozostawiam czytelnikom ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Hej, hej :)

Nie wiem, czy zacząć od usprawiedliwiania się, czy od komentarza bardziej merytorycznego.

Może najpierw usprawiedliwianie.

 

Otóż będzie przeze mnie przemawiać zawiść, zazdrość i małostkowość :D ;) Tak, tak, też brałam udział w tym konkursie i też wysmarowałam cyberpunk (którego też nie pisuję) i byłam w ciężkim szoku, że nie trafiłam na podium :D A tak na serio, to jednak taka sytuacja mogła właśnie doprowadzić mnie do opinii bardziej surowej niż normalnie :)

 

I teraz komentarz.

Opowiadanie napisane bardzo sprawnie, pięknym językiem, fajni i ciekawi bohaterowie, super przedstawiona ewolucja ich relacji i emocjonalnych klatek, w których żyli ;) Podobało mi się, jak Maja niby łatwo wchodzi w skórę Elżbiety, ale jednak nie do końca, co szczególnie widać, gdy wypowiada się o Bartku lub “łapie się” na byciu no… Mają ;). No i historia o selkie – wisienka na torcie, świetna rzecz, dodaje smaczku całemu tekstowi. Dobrze jest się czegoś nowego nauczyć!

AAAAAALE…

 

No i tu właśnie moja grinchowatość w postaci trzech zastrzeżeń.

  1. Zakończenie – z jednej strony intryguje, ale dla mnie jest zbyt otwarte, wolałabym, gdyby dawało efekt “BADUM-TSS!” niż “To co właściwie się stało?”
  2. Tu już czepialstwo, ale wydaje mi się, że zdolne makijażystki/stylistki/specjalistki od efektów, czy jak tam się zowią, dałyby już teraz radę przekształcić się w kogoś innego, a za kilka lat, to będą wyprawiać cuda. A ponieważ nie znam się, więc się wypowiem, to nie jestem pewna, czy gdyby zastosować brzytwę Lema, to cyberpunk by przetrwał.
  3. No i ostatnie, ale to już bardziej pod kątem konkursu ;) Wiem, że Bartłomiej postąpił niezbyt moralnie, postępowanie Mai też, no, delikatnie mówiąc pozostawia wiele do życzenia :P, ale czy to na pewno cyberpunk w służbie zła? Hmm…

A poza marudzeniem i narzekaniami, to podobało mi się i jestem bardzo zadowolona z lektury :)

Zwiedzaj, czerp z życia i wracaj!!!

yes

 

Hej hej, Iluzjo :D

 

Fajnie, że wpadłaś. Totalnie rozumiem zastrzeżenia okołokonkursowe. Pocieszam się, że przynajmniej w przeciwieństwie do zdobywcy pierwszego miejsca posługuję się poprawną polszczyzną i nie tworzę bohaterek ważących 40 kilo przy wzroście 180cm. 

 

zdolne makijażystki/stylistki/specjalistki od efektów, czy jak tam się zowią, dałyby już teraz radę przekształcić się w kogoś innego

I sypiać w tym grubym makijażu, i chodzić pod prysznic? Przy wspólnym mieszkaniu Iluzja szybko poszłaby się gonić ;)

 

Cieszę się, że poza tymi bardzo uzasadnionymi uwagami podobało ci się.

 

Zwiedzaj, czerp z życia i wracaj!!!

Jeszcze troszkę :3

 

Buziaki heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Cześć Kam:-) no bardzo dobre opowiadanie. Zaciekawiłaś mnie już w pierwszym akapicie. Fajny pomysł z przybieraniem/tworzeniem nowej twarzy, a chowaniem swojej do szuflady. Podoba mi się zakończenie, ale czuję niedosyt. Rozumiem, że rodzice się o nią nie troszczyli, więc sama musiała się nauczyć o siebie zadbać. Jednak wydaje mi się że trochę za szybko ucięłaś tę scenę. Ale i tak jestem usatysfakcjonowana z lektury. Pozdrawiam :-)

Hej, Olciatka :) Bardzo ci dziękuję za lekturę i zostawiony komentarz, zawsze radość, że sprawiła komuś przyjemność <3 A że za szybko – zgadzam się! Limity to straszne zwierzątka. Pozdrawiam :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

W zasadzie CM “ukradł mi komentarz”, bo wniosek z tego, co napisał (ten o “wyrachowaniu”), jest podobny do tego, co ja odczuwam. Dołączyłaś do grona autorów, których doceniam za pomysły i ogólnie warsztat (o szczegółach za chwilę), ale których teksty i bohaterowie nie ruszają mnie, pozostawiają obojętną. Przemykam po tym jak po zgrabnie namalowanym obrazku, ale brakuje mi w tym indywidualności autorskiej, może czasem nawet takiego zgrzytu, który jest własny, osobisty, a który sprawi, że tekst ze mną zostanie. Powtórzę to, co pisałam kilku osobom: doceniam garnitury od Bossa, ale to nie znaczy, że je lubię oglądać, zwłaszcza w nadmiarze.

A konkretniej o tekście. To opowiadanie jest dobre, ale mam do niego trochę uwag. Po pierwsze, ogólne, jak dla mnie podajesz legendę o selkie zbyt łopatologicznie. Tak, oczywiście, limit oraz włożenie jej w usta komputera – to jakieś usprawiedliwienie. Niemniej mi to zgrzytało nie w ten miły, osobisty sposób. Zgrzytało jako infodump.

Po drugie bohaterowie. Żadne z nich do mnie nie przemówiło – ostatnią Twoją bohaterką, która to osiągnęła, była bohaterka “Ostatniej”. Maja jest ciekawie pomyślana, ale nie potrafiłam do niej poczuć sympatii, bo za mało o niej wiem, mimo że jest w centrum uwagi przez cały czas, a Bartuś jest ledwie naszkicowany, papierowy. Może trzeba było zrezygnować z powtarzających się opisów tego, jak Maja działa, co zakłada, co maluje, na rzecz trochę pogłębionej relacji między tą dwójką, a przynajmniej napisania więcej o niej?

Po trzecie szczegóły warsztatowe. Ten tekst cierpi na zaimkozę – i tu znów: można by ją uzasadnić tym, że jest o rozdarciu między “mną” a “tą drugą”, więc podkreślanie, co jest czyje ma jakiś sens. Tylko że tak jak jest, to nie jest zabieg artystyczny, a większość nadmiarowych zaimków można by usunąć bez żadnej szkody dla tekstu – a może i z korzyścią, bo dałyby trochę znaków do limitu. Znalazło się też trochę niedodbanych miejsc, na których się potykałam.

 

mało gadała, dużo się śmiała. (Szybko umierała.)

Nie wiem, czy to celowe, ale jak dla mnie źle wygląda i brzmi. Poza tym wydaje mi się, że nie da się “szybko umierać” (czasownik niedokonany), mam wrażenie, że szybko można tylko umrzeć.

 

Po raz ostatni uśmiecham się szeroko do Elżbiety w lustrze i idę na nasze spotkanie.

Całkowicie zbędny zaimek. Gdybyś tu dała “ich spotkanie”, byłoby to zabiegiem literackim, ale tak jest zaimkozą.

 

Patrzy na mnie bez słowa. Bez reakcji. Bez uniesienia brwi. Wreszcie podchodzi i przytula policzek do mojej twarzy, aż zaczynam drżeć o trwałość masy. Niepotrzebnie. Mojej twarzy nic nie ruszy, bo jestem w tej chwili Elżbietą

 

Oczy Elżbiety też są pełne łez; woda mile podkreśla ich zielony odcień.

Ta “woda” mi zgrzytnęła.

 

Zrzucasz swoją twarz.

Niepotrzebny zaimek.

 

W obudowie błyskają moje oczy, naturalnie niebieskie.

A tu, jeżeli już, prosiłoby się o wzmocnienie “moje własne”.

 

 

Chciałam, by było mi łatwiej.

Nieładne.

 

Tato, powiedz mi [Wcześniej: Widzisz, tato, dlatego pozwalam im zabrać mi imię, głos…]

Niekonsekwentnie kursywa w tym tacie. Nadużywasz też trochę wielokropka w tym tekście.

 

Próbuję zmarszczyć brwi, ale metal nie posiada mimiki. Wysuwam szufladę, na dnie której leży nieładna, postrzępiona i przybrudzona twarz. Zaplastykowali ją dla mnie, żebym miała na pamiątkę. Już parę lat się zbieram, żeby przywrócić ją do świetności. Kiedyś nosiłam na niej różowy błyszczyk, a na powiekach czarne kreski. Miałam wtedy może trzynaście lat.

Plus – błyszczyk na całej twarzy? No i jakoś nie wierzę, że ona nie pamięta, ile dokładnie miała lat, jak zdjęła własną twarz.

 

Bartłomiej miał nosa. Nie mam chłopaka, rodziny ani przyjaciół.

Dodatkowo to trochę komicznie wyszło: on miał nos, a ja nie mam czego innego.

 

Błękitne włosy opadają mi na twarz, a przed oczami mam wskaźniki zadowolenia: Bartuś cieszy się na mój widok. Zamawia nam dawkę szczęścia: dopaminę w ampułkach.

Stajemy w ciemnym zaułku, światła neonów drażnią nasze oczy.

Kolejny całkowicie zbędny zaimek.

 

Jesteś jednym z ostatnich ludzi ze slumsów podwarszawskich.

Źle mi to brzmi do kobiety.

 

Jego słowa mnie dziwią, bo tym razem wykupił u mnie trzy godziny (…) On opowiadał mi o kasetach z poprzedniego świata

 

– Nie rozumiem, dlaczego nie jesteś okrutna – powiedział na koniec.

– Dlaczego miałabym?

Anglicyzm (Why should I be?), po polsku tak nie urywamy.

 

ciepłym ciele

Nieeleganckie.

 

Widzisz, tato, nie tak miało być. Nie po to zdecydowałam się na operację twarzy, by teraz żyć jak biedak ze slumsów. Nie, ja zawsze chciałam być od ciebie lepsza

Od komputera? Jeśli ona raz zwraca się do prawdziwego ojca, a raz do komputera, to nie wybrzmiewa to jasno w tekście.

 

jako kobieta

 

– …Gdy selkie chce wrócić do oceanu

 

→ …gdy [imho albo małą literą, albo bez wielokropka na początku]

 

Oddaj mi moją twarz – mówię prawie stanowczo.

Prawie stanowczo?

http://altronapoleone.home.blog

Zacznę może od tego, że cyberpunku tutaj nie widzę za bardzo. Cyberpunk to pewien klimat, pewne schematy, stały zestaw gadżetów, określony typ bohatera, SI, komputery, kowboje przestrzeni, półświatek itp. itd. Tutaj mamy odległą przyszłość (o tym później), która akurat mi się w żaden sposób z cyberpunkiem nie skojarzyła. A gatunek znam i lubię (łącznie z tzw. postcyberpunkiem). Nie zasiadałem jednak w jury konkursu i nie pod kątem przynależności do gatunku będę oceniał opowiadanie.

A tekst jest w sumie kolejnym Twoim utworem, obracającym się wokół podobnych i stałych motywów i postaci. Mamy więc kolejną skrzywdzoną przez los (czytaj splot tragicznych wydarzeń, nieobecnych rodziców, ciężkie dzieciństwo, niedobrych mężczyzn) kobietę/dziewczynę na krawędzi życia. Kobietę/dziewczynę grzeszną, pozbawioną miłości (tutaj nawet sprzedającą siebie), potem ulegającą silnemu facetowi/wcieleniu męskości i w finale odzyskującą wolność(?).

Dla jasności sytuacji może już na wstępie zaznaczę, że to nie jest najlepszy Twój tekst, Kam. Pierwszy mój „zarzut” powraca jak bumerang przy większości omawianych przez mnie tekstów Twojego autorstwa – to swoisty szantaż emocjonalny.

Rozumiem ograniczenia limitowe, ale i tym razem kondensacja nieszczęść i „emocjonalności/ckliwści” w tekście mnie poniekąd odrzuciła. Nieszczęśliwe dzieciństwo, rodzice – ofiary eksperymentu, komputer nazywany „tato”, potrzeba miłości, wymuszona prostytucja (psychiczna i fizyczna), dosyć nachalna i dosłowna symbolika ukrytej w szufladzie „prawdziwej twarzy” okraszona jeszcze (lub podpierająca się) legendą o selkie (dla efektu).

Trochę za gęsto i zbyt efekciarsko na mój gust i jakby przez to mnie wiarygodnie i prawdziwie. Rozumiem, że taka tematyka i te motywy z jakichś tam nieznanych mi powodów dominują w Twojej twórczości, a ja konsekwentnie tego nie kupuje i nie czuję. Mijamy się emocjonalnie, niestety także w poziomie nasilenia tej emocjonalności.

Kolejnym moim „zarzutem” jest kompozycja tekstu. Wyczułem bowiem w trakcie lektury nie tylko pewną kondensację wydarzeń i emocji, ale również zachwianie proporcji i wspomnianej kompozycji. Wprowadzenie i pierwsze spotkania z Barkiem są przedstawione bardzo szczegółowo i w realnym czasie, pełne opisów przeżyć i otoczenia, pełne detali, a potem mamy resztę ich współżycia, przedstawioną w kilku króciutkich scenach, poprzedzających finał, scenach w sumie opisujących znacznie dłuższe przedziały czasowe (i pewnie sporo wydarzeń i emocji), a pozbawionych szczegółów i jakichkolwiek dłuższych opisów. Albo jest to efekt wyścigu z limitem (zdarza się, że autorowi, który niezbyt dobrze zaplanował tekst, tak się podobają pierwsze, rozbudowane fragmenty, że nie chce ich ciąć kosztem późniejszych, czasem kluczowych scen, co zakłóca równowagę).

Także symbolika pojawiająca się w tekście mnie nie porwała. Ani dosyć sztucznie doklejone nawiązanie do selkie (z którym wyskakuje niespodziewanie i z choinki Bartek w dosyć niewiarygodnej scenie). Ani prosty i bardzo uproszczony/bezpośredni motyw-symbol prawdziwej twarzy (nieciekawej) ukrytej przed światem, trzymanej w szufladzie, zastąpionej maskami „do wynajęcia". I tutaj dodam, że nie wyobrażam sobie za bardzo (i nie widzę sensu takiego zabiegu) ów metalowy „podkład” (czy to oznacza, że kobieta była jakoś scyborgizowana?) pod wymienne twarze z bioskinu. Jak to ma działać? Metal na gołe mięśnie twarzy?

Kolejne moje wątpliwości budzi zachowanie bohaterki. Dlaczego Maja godzi się na życie z Bartkiem i wygaduje najpierw bzdury, że czegoś tam nie potrzebuje, a potem jednak godzi się na takie udawane życie (w imię czego?) w fałszywej miłości (wszak Bartek nie kocha jej tylko Elżbietę). Czy chodzi o udawanie uczucia? I po co właściwie w tak krótkim tekście komplikujesz jeszcze te relacje dodając jakieś tam okrucieństwo Elżbiety, które w sumie na fabułę wpływ ma niewielki lub żaden?

Relacja z Bartkiem również mnie niestety nie przekonuje. Wiadomo, że Maja nigdy nie będzie zachowywała się tak jak Ela, i nie to będą detale w stylu "tuli nie takie koty jak powinna", tylko miliony codziennych szczegółów, gestów, zachowań, reakcji itp. Więc także ta miłość Bartka nie mogła być prawdziwa (bo to nie była Ela), a na takiej podobno Mai i jemu zależało. A skoro miał to być tekst o namiastce miłości (dla obu stron) to jednak akcenty postawione są w nim zdecydowanie w innych miejscach.

Czy chodziło tylko o wygodne mieszkanie (za cenę tak wysławianej wcześniej wolności?) czy tylko o to, że miała się do kogo przytulić (ciepłe ciało faceta kochającego kogoś innego?)? I to wszystko? Czy dla takich „korzyści” oddała siebie, ukryła na lata pod twarzą obcej kobiety, pozbyła wolności? Co to miałoby symbolizować skoro jest psychologicznie niewiarygodne?

Literacko jest moim zdaniem średnio. Chyba również „za dużo” i „zbyt mocno". Jest w tekście sporo efekciarskich zdań i chwytów, na które się nie łapię. Obok wyrazistych, ale i dosyć jednostronnych zagrywek: „Elżbieta… nie, ja – niepewnie kręcę głową”; „Moja warga… warga Elżbiety drży”, trafiają się też zagrania literacko bardzo słabe: „Tata, jak nazywam komputer, […]”; „Rodzice, bezwładne kukiełki w wielkiej machinie […]".

Także ową wychwalaną technikę przeplatania zdań zastosowałaś tutaj imo chyba zbyt dosłownie i mam wrażenie, że jeszcze nie odnalazłaś w niej złotego środka.

Mam także wrażenie, że za bardzo zagmatwałaś te uczucia bohaterów na przestrzeni tak krótkiego tekstu, a finalnie dostrzegam tutaj niestety dalekie echo… „50 twarzy Greya". Na przykład w wątku kobiety ulegającej ustawionemu finansowo facetowi – gdzieś nawet słyszałem, że chciałabyś odnieś sukces na miarę polskiej Blanki L. pisząc to, co się sprzedaje, czyli właśnie tego typu literaturę w stylu „50 twarzy”, tylko że napiasnych lepiej. Prawda to?

Tymczasem, przez takie zabiegi i „pogłębianie” warstwy psychologicznej zawsze otrzymujemy swoisty patchwork, który w tym przypadku nie jest ani cyberpunkiem ani rzeczywistym portretem psychologicznym. Stoi jakby rozkroku albo w pół drogi.

Nawiasem mówiąc, psychologia tego opowiadania jest raczej efekciarska niż wiarygodna, a przy tym niestety amatorska. I to jest zarzut dotyczący nas wszystkich (łącznie ze mną oczywiście) i większości podobnych prób na portalu. Wszak żadne z nas nie jest specjalistą w twej dziedzinie (Gary Joiner był) i to, co piszemy nawet obok prawdziwej psychologii nie stało.

I jeszcze na koniec. Mam również pewne wątpliwości odnośnie samego świata przedstawionego. Jak słusznie zauważył Edward gryzie przede wszystkim ta data pojawiające się nagłówkach rozdziałów. Świat roku 2399 wyobrażam sobie zupełnie inaczej. Bardziej inny, niezwykły. Przy obecnym tempie zmian i rozwoju będzie on pewnie znacznie bardziej obcy nam niż ten, który opisujesz. Poza tym ciężko mi uwierzyć w biblioteki i zakup książki pod koniec XXIV wieku.

No dobrze. Moje uzasadnienia NIE nie są zbyt popularne na portalu więc lepiej już zakończę te rozmyślania. Mój werdykt przecież już znasz.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za lekturę i komentarze, Drakaino i Marasie :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Wracam, po przetrawieniu na spokojnie. No więc niestety, ale finał okazał się nazbyt wybijający. Szkoda, bo ma to znaczenie dla wrażenia “po pewnym czasie od przeczytania” i przez to wpływa dla decyzję piórkową. Co nie zmienia faktu, że wcześniejszy komentarz jako taki utrzymuję – tekst jest wart przeczytania i polecenia.

Dzięki, wilku :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Zaimkoza jest IMMANENTNĄ cechą AI i scyborgizowanej inteligencji – jak udowodnił choćby artykuł napisany przez AI, który czytaliśmy (polecony w krzyczącym pudełku). Zatem Kam utrafiła tu może przypadkiem, może z przemyśleń – ale NA PEWNO bardzo celnie. Zdania przeciwne są – moim z kolei subiektywnym zdaniem – li tylko wyrazem osobistych poglądów oceniających. Niekoniecznie zgodnych z rzeczywistością AI.

Przypomnę więc tylko, że AI w rzeczonym artykule w jednym z anglojęzycznych czasopism, przejawiała głównie cechy narcystyczne, egocentryczne, wręcz psychopatyczne (nadmiar “ja”, nadmiar trybu rozkazującego, absolutny brak koniunktiwu w składni (czyli czyste ego pozbawione jakichkolwiek wątpliwości), koncentrowanie się nie na odczuciach interlokutorów, a wyłącznie (autorytatywnie) na SWOICH poglądach), a przy tym używanie niekoniecznie ważnych dla LUDZI argumentów.

Hmm… Coś mi to przypomina…;D

A skoro tak – to przy tej okazji widać również, że owo “przeplatanie zdań”, poruszone i skrytykowane przez mrmarasa – to w opku Kam świetne rozwiązanie – bo pokazuje bardzo jasno – walkę w bohaterce zarówno owej nieludzkiej strony – pochodzącej od AI – i jej ludzkiej nadal części natury. 10/10!

To tyle krótko. Opowiadanie doskonałe, ma pewne słabsze fragmenty, owszem, być może nie jest to najlepsze w historii opowiadanie pióra Kam, ale jestem zdania, że jego (nieliczne) słabsze strony NA PEWNO nie są tam, gdzie widzą je drakaina i mrmaras. Może – jak napisał Wilk – w nieco słabszym finale, a może w pewnym rozciągnięciu pewnych partii tekstu…

Bo te niby jego “wady” – to wręcz przeciwnie – ewidentnie jego zalety.

 

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Zaimkoza jest IMMANENTNĄ cechą AI i scyborgizowanej inteligencji

Zupełnie abstrahując od tekstu i tego, jak ta konkretna AI została zaprogramowana:

Nie, nie jest.

Tak jak nie jest jeden tekst nie jest próbką reprezentatywną.

 

TYLKO jeśli przyjmiemy, Wilku, że AI nie może się autoprogramować, czyli elastycznie rozwijać się i ewoluować w zależności od bodźców i sytuacji tudzież autonomicznie rozwiązywanych problemów. 

nawiasem mówiąc – pamiętasz wybitną książkę – “Golem XIV” – Lema?

pozdr.

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Nic nie trzeba przyjmować, mówimy o tym, czy coś jest czy nie jest immanentną cechą, wiec wystarczy spojrzeć na stan faktyczny. A stan faktyczny jest taki, że immanentną cechą będzie to tylko jeśli jest to cecha immanentna danych wejściowych lub jeśli algorytm jest zaprogramowany tak, aby mocniej wagował zaimki. A ponieważ nie zawsze tak jest, to nie jest to cecha immanentna.

Natomiast dla samego opowiadania nie ma to znaczenia.

 

WIlku, ok, rozumiem Twe uściślenie, ale pozwól, że rozszerzę wątpliwość: czyli co, AI NIE może samodzielnie się rozwijać, niezależnie od wstępnego programowania? Mówimy tu oczywiście o AI ze sfery fantastyki… ?

;)

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Nie mam pojęcia co niby zaimkoza AI może mieć wspólnego z tekstem Kam i jej bohaterką…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Co? To NAPRAWDĘ nie widzisz?

A Tata? A wszczepy???

MrM, nie zauważyłeś podstawowych rzeczy w tym opku – bohaterka jest przecież ewidentnie NA POGRANICZU AI!

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Serio? Nie sądzę. Jakaś bzdura, Rrybaku.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bohaterka tego opowiadania nie jest AI w żadnym wymiarze. Ma wyłącznie metalową twarz, ma jakieś wszczepy (zero informacji, jakie), ale o AI nic w tym tekście nie ma, wręcz przeciwnie jest bardzo mocno podkreślone, że pomimo cyborgizujących zmian ona nadal jest żywą kobietą. Nie ma tu nic o wspomaganiu procesów myślowych czy decyzyjnych, łącze z komputerem to fantastyka bardzo bliskiego zasięgu – takie okulary google połączone z Alexą amazona (po prawdzie Tato bardzo przypomina to drugie urządzenie).

Zaimkoza mogłaby być zabiegiem literackim, ale tu nie jest – na to jest jej za mało i zbyt przypadkowa.

 

I żeby było jasne: same babolki, które wypisałam, nie stanowiłyby dla mnie podstawy do głosowania na NIE, ponieważ wyznaję zasadę, że łatwo poprawialne techniczne usterki nie dyskwalifikują tekstu z wyścigu o piórko – o ile nie utrudniają lektury tekstu, a autor ma wolę nad nim pracować. O moim głosie zadecydowały inne aspekty. Natomiast ponieważ Autorka przywiązuje ogromną wagę do doskonałości technicznej tekstów, uznałam za stosowne wskazać te miejsca, które można poprawić, żeby tekst był technicznie doskonalszy.

http://altronapoleone.home.blog

Rrybaku, widzę, że w poszukiwaniu sojuszników i podważaniu kompetencji niektórych lożan (w domyśle – maras niewiele widzi w tekstach, więc i w "Córeczce" niewiele widział i zrozumiał) właśnie próbujesz zrobić z opowiadania Kam tekst, w którym nawet nadmiarowe zaimki to Twoim zdaniem zamierzony efekt imitujący myślenie AI, z bohaterki jak najbardziej ludzkiej i kobiecej robisz jakąś AI, a metodę przeplatania zdań krótkich i długich, którą Kam lubi i poleca stosować w każdym tekscie, uważasz za środek wyrazu walki wewnętrznej bohaterki żywej z częścią AI. Ręce opadają.

Przepraszam za offtop, Kam. To wszystko co miałem do powiedzenia Rrybakowi. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

MrMarasie – widzę, że Twoja przenikliwość i bezstronność a także poczucie własnej nieomylności biją kolejne rekordy.

p.s. Czy otwierałeś już dziś lodówkę? :D

Przepraszam za offtop, Kam. To wszystko co miałem do powiedzenia Mr.Marasowi. ;)

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

poleca stosować w każdym tekscie

Nie, nie polecałam. Napisałam, że ja osobiście lubię to robić, kropka.

 

Przepraszam za offtop, Kam.

Wiem, że ty i drakaina uwielbiacie się awanturować, ale będę wdzięczna, jeślibyście mogli zostawić ten wątek w spokoju, nawet jeśli rybak za chwilę znowu wyskoczy z czymś nowym.

 

Bardzo was o to proszę :)

 

Edit.

Spóźniłam się. A więc bardzo proszę całą waszą trójkę.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Oczywiście. Nie ma sprawy. Wybacz.

Edit. Lubi i poleca. Tak powinienem to ująć. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mnie sie też nie wydaje, żeby bohaterka szła w stronę AI. Jest na to, IMHO, za bardzo ludzka.

Wygrywa to opowiadanie u mnie właśnie tym, że jest – pod tym sztafażem cyberpunkowym, którego jest w sumie niewiele, ale też tekst z limitem – właśnie tekstem o ludziach. Ponurym, owszem, ale dla mnie wiarygodnym. Jest o przemocy, która rodzi przemoc (Elżbieta – Bartek – Maja/Elżbieta), o tym, jak bieda nie tylko zmusza do trudnych decyzji, ale i może dehumanizować swoje ofiary (rodzice Mai, Maja). O tym, że Elżbieta i Bartek byli toksyczną parą, a teraz on tę toksyczność przenosi na Maję – ale też o tym, że w zasadzie nie wiadomo, w czyją opowieść tu wierzyć (jak w końcu zginęła Elżbieta? Czy zemsta Mai nie była przypadkiem symboliczną zemstą zza grobu, zabitą zabijającą zabójcę?). Zaintrygował mnie ten tekst relacjami między postaciami – generalnie uważam, że to jest twoja bardzo mocna strona, pisanie postaci. 

Nie wiem jeszcze, jak będę głosować w sprawie piórkowej, bo limit faktycznie dość mocno ten tekst ograniczył, ale jak chodzi o relacje między postaciami i psychologię, to jest IMHO naprawdę bardzo dobrze.

O, bardzo ci dziękuję za komentarz, nine! Wyglądałam go z niecierpliwością :D

Cieszy mnie, że udało mi się cię zaintrygować i doceniłaś stronę psychologiczną tekstu.

Dziękuję za lekturę heart

 

 

 

Marasie,

Edit. Lubi i poleca. Tak powinienem to ująć. 

Nie, nadal nie. Nie polecałam, bo to żadna uzasadniona logicznie zasada. Ja lubię rozbijać tekst, ale ja też dużo blogaskuję, więc strona wizualna tekstu jest dla mnie ważna :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Swoją droga jest w tej opowieści pewna ironia względem ludzkości. Niby postacią bez twarzy jest główna bohaterka, ale w świecie, który pewnie “do swoich czasów” kompletnie utonął w social mediach pełnych udawania.

:D

www.facebook.com/mika.modrzynska

A, właśnie, o selkie jeszcze miałam napisać. Mnie akurat się podoba to, jak ogrywasz ten mit, zwłaszcza w kontekście ostatniego akapitu. Większość znanych mi opowieści o selkie (i ich analogiach, takich jak choćby opowieść o Meluzynie czy nawet rosyjskiej baśni o królewnie żabce) przetrzymywanie / próba zniszczenia / zniszczenie skóry takiej istoty niemal zawsze źle się kończy. Tutaj obecność legendy podpowiada, jak dla mnie, nie tylko historię bohaterki, ale i los bohatera: od momentu, kiedy zaczął ją-selkie stalkować, przypieczętował swój los :) 

Miałem wrażenie, że w swoim "poradniku" polecałas ale nie mogę go nigdzie znaleźć. 

 

Edit. No ale skoro to jest Twoja porada w poradniku (jedna z ośmiu) to chyba poniekąd polecasz?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie, nadal nie. Nie polecałam, bo to żadna uzasadniona logicznie zasada.

Polecałaś. Za Kresem i nie “logicznie”, ale polecałaś.

 

 

Cache (nie ja jestem taka dobra, żeby znaleźć, ale w internetach mało rzeczy ginie) ma niestety tylko kawałek dyskusji, ale o tym było trochę dyskutowane i pamiętam, że ktoś bardzo mocno przeciwko akurat temu protestował.

 

http://altronapoleone.home.blog

No właśnie. Chyba, że nie polecasz swoich porad, ale to byłoby bez sensu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Kurczę, trochę to źle może zabrzmieć, ale chyba to opowiadanie bardziej i się podobało w mojej pamięci, niż jak znowu je przeczytałem. W sensie – zapamiętałem je jako świetne, a tu niestety tylko bardzo dobre. Podoba mi się w nim przede wszystkim sam pomysł. Bohaterka, jej wszczepy zastępujące twarz, sposób zarabiania – no wszystko to miodzio. Ale boli limit, który obowiązywał w Smokach (wiem, bo sam na to pisałem i też mnie bolał). Ten tekst zdecydowanie potrzebowałby jeszcze przynajmniej kilku tysięcy znaków, żeby odpowiednio wszystko wybrzmiało. W obecnej postaci relacja między bohaterką a Bartusiem wydaje mi się pospieszna, mamy przeskok czasowy (w ogóle nie jestem fanem przeskoków czasowych) zamiast budowania tej relacji, pokazania że najpierw jest super, a potem powoli wszystko się pieprzy. Sam motyw z selkie też mi zgrzyta. To znaczy – jako pomysł na opowiadanie jest świetny. No naprawdę, czapki z głów, szapoba, superowo. Tylko hmmmm, to w jaki sposób pokazujesz go czytelnikowi. Przede wszystkim kwestia tego, jak Bartek już w pierwszej rozmowie porównuje bohaterkę do selkie. To nie jest znany mit, ani trochę. Wątpię, żeby wielu ludzi ot tak kojarzyło w ogóle nazwę, a co dopiero rzucać nią swobodnie w trakcie rozmowy, idealnie trafiając w kontekst. Czaję, że to kwestia limitów, a dużo musiałaś zmieścić. Ale tutaj już nie oceniam jako tekst konkursowy, a piórkowe opowiadanie. Nie wiem, może gdyby np. Bartek był jakimś profesorem literatury albo co, to wtedy takie rzucanie przez niego mitologicznymi nawiązaniami przeszłoby zgrabniej? W każdym razie zgrzytało mi to. Wątek rodziców bohaterki jako szczurów laboratoryjnych wielkiej korporacji odrobinę też pachnie mi melodramatyczną kliszą, ale rozumiem, że w krótkim tekście trzeba grać kliszami, a złe korporacje wykorzystujące najuboższych to klasyczna cyberpunkowa klisza.

Wcześniejsze komentarze tylko przeleciałem wzrokiem, ale widzę, że były zażarte dyskusje. To tak tylko na szybko rzucę, że językowo jest super, a zaimkoza jest tutaj moim zdaniem w pełni świadomie i celowo stosowana jako zabieg literacki. Bohaterka w żadnym wypadku nie jest AI ani nie balansuje na granicy bycia AI, rybak mocno nadinterpretowuje. Ale rozumiem chyba, co mogło go nieco zmylić – znowu wina limitu, rzucasz hasłami np. o włamaniu się do wszczepów, które to wszczepy wcześniej były tylko metalową maską – nic nie tłumaczysz jak działają. Albo “tata” komputer – bohaterka z nim rozmawia, ale chyba nigdzie nie pokazujesz, że to, no wiesz, fizycznie komputer jest, a nie jakiś głos w jej głowie. Więc to mogło pewnie nieco zmylić, chociaż widocznie tylko rybak poszedł w tę stronę interpretacji. 

Podsumowując – jeśli chodzi o piórko, to jestem na NIE. Gdybyś rozbudowała opowiadanie i dała nam bogatszą wersję, to możliwe, że zmieniłbym zdanie, ale w obecnej formie niestety nie mogę (chociaż rozumiem, czemu rozbudowywać nie chciałaś).

Postanowiłam pominąć zagorzalsze dyskusje i po prostu się podzielić, że opowiadanie bardzo mi się podobało. Klimaty SF wymieszane z folklorem są bardzo w moim guście. Bardzo podobała mi się cyborgizacja głównej bohaterki, która przebiegała na paru poziomach. Pewnie, więcej znaków dałoby rozbudować parę rzeczy, ale naprawdę, jestem pełna podziwu jak udało Ci się ująć pełną historię. 

Nowa Fantastyka