- Opowiadanie: Rudra42 - Rozdzielnia Snów

Rozdzielnia Snów

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Irka_Luz

Oceny

Rozdzielnia Snów

Była sama na wysepce pośrodku oceanu. Pod powierzchnią wody dookoła niej krążyły drapieżniki. Wyczuwały jej strach, były gotowe na żer. Wyglądały zupełnie tak jak ona. Wiedziała, że prędzej czy później rzucą się na nią, wygłodniałe. Raz po raz któryś wynurzał się z wody, pokazywał ostre zęby, powarkiwał groźnie. Składał jej obietnicę. Była sama w ciemnym lesie. Zgubiła się i nie było nikogo, kogo mogłaby zapytać o drogę. Tylko ona i bezkresny mrok, w którym każda ścieżka prowadziła donikąd. Była sama w ciemnym pokoju, którego ściany powoli acz nieustannie się do niej zbliżały, a ona nie mogła zrobić nic, by je powstrzymać. Zaczynało brakować jej powietrza.

…Natalia obudziła się zlana potem. To był tylko sen. Tylko sen. Przez kilka minut powtarzała to sobie siedząc w łóżku i próbując otrząsnąć się koszmaru. Wreszcie wstała i poszła pod prysznic. Gorąca woda zmywała z niej pot i zmartwienia, koiła zszargane nerwy. Gdy zrobiła ze sobą porządek poszła na śniadanie.

Był zwyczajny sobotni poranek. Mama oglądała z Piotrkiem kreskówki, jak co tydzień. Tata robił naleśniki.

– Bry – wymamrotała, wchodząc do kuchni.

– Wstałaś! Już myślałem, że nie dotrzesz na śniadanie. Jak się spało? – zagadnął tata, nie odwracając się od patelni.

– Nie najlepiej. Miałam dziwny sen.

– Ty też? Hmm. Zaraz nam opowiesz – tata zaczął nakrywać do stołu i zawołał do salonu. - Czy bajka już się skończyła?

– To nie bajka, tylko poważny serial animowany – odpowiedział Piotrek tonem najpoważniejszego ośmiolatka na świecie.

Po chwili jednak pojawił się w drzwiach kuchni, wyglądając zupełnie niepoważnie w swojej piżamie w kolorowe misie. Za nim weszła mama. Bajka już się skończyła.

– Dobrze słyszałam, że źle spałaś? Opowiadaj.

Gdy wszyscy usiedli do stołu Natalia opowiedziała im swój sen, taktownie pomijając co bardziej drastyczne szczegóły. Gdy skończyła, rodzice spojrzeli po sobie, pohmmali chwilę i w końcu przyznali, że im również przyśnił się podobny koszmar. Piotrek też spał niespokojnie, ale twierdził, że nie pamięta co mu się śniło.

– Pewnie coś jest nie tak z Rozdzielnią – stwierdził tata. – Po śniadaniu pójdę to sprawdzić.

– Ja pójdę – zaoferowała Natalia. – Ty masz przecież dużo pracy.

Tata pracował nad książką, codziennie na kilka godzin zamykał się z laptopem w sypialni, służącej na ten czas jako gabinet. Bardzo mu na tym zależało.

– Poradzisz sobie?

– Tato! Nie jestem już dzieckiem.

Rzeczywiście, Natalia miała szesnaście lat i zdecydowanie nie była już dzieckiem. Tata nie bardzo chciał się z tym pogodzić.

– No dobrze. Tylko wróć przed obiadem.

Po śniadaniu mama ucałowała wszystkich troje i wyszła do pracy. Jej kariera nie rozumiała pojęcia „weekend”. Zaraz za nią z mieszkania wyszła Natalia, uzbrojona jedynie w ciekawość i odwagę. Zeszła po schodach i wyszła na podwórze, na którym toczyła się wojna betonu z zielenią. Zieleń wygrywała.

– Dzień dobry – powiedziała Natalia do świata.

Odpowiedziała jej sąsiadka z klatki obok, która akurat wyszła z psem na spacer. Ziewnęła w pół słowa. Odpowiedział również pies, ale w swojej, psiej mowie, więc dziewczyna nic nie zrozumiała, podrapała go tylko za uchem. Opowiedział jej właśnie najdziwniejszy sen w swoim psim życiu, a w odpowiedzi dostał jedynie krótką pieszczotę. Musiał w końcu nauczyć się ludzkiego.

Sąsiadka i pies podreptali w stronę parku, a Natalia obeszła blok dookoła i udała się ku wielkiej kępie krzaków, która okolicznym dzieciom często służy jako twierdza lub ostateczny as w rękawie podczas zabawy w chowanego. W samym środku kępy skrywał się cel jej dzisiejszej przygody, niepozorna metalowa skrzynka pomalowana brązową farbą. Rozdzielnia Snów. To stąd brały się sny wszystkich mieszkańców osiedla. To tutaj spotykały się wszystkie pragnienia i lęki, marzenia i koszmary, tutaj były przetwarzane w senne mary i odsyłane z powrotem do właścicieli. Również tutaj coś było teraz bardzo nie tak, ale z zewnątrz nie dało się określić natury problemu. Natalia spróbowała otworzyć metalowe drzwiczki, ale te stawiły stanowczy opór. Bez klucza się nie obejdzie. Ale kto mógł mieć klucz do Rozdzielni Snów…? Aha! Natalia pomyślała o kimś, kto nawet jeśli nie będzie miał klucza, to na pewno będzie wiedział gdzie można go znaleźć. Udała się dziarskim krokiem do mieszkania pana Macieja, starego dozorcy.

Dziarskość trzymała się jej do samych drzwi do klatki, a nawet przez pierwsze kilka pięter, ale zgubiła się gdzieś w okolicach siódmego. W końcu dotarła zdyszana do odpowiednich drzwi i zastukała w nie delikatnie. Gdy przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał, zastukała mniej delikatnie. Tym razem usłyszała kroki. W końcu otworzył jej starszy mężczyzna w dresowych spodniach i wyprasowanym starannie białym podkoszulku.

– Witaj, panienko. Mogę w czymś pomóc?

– Dzień dobry, panie Macieju. Potrzebuję klucza do Rozdzielni Snów.

– Ach, tak, tak… Gdzieś tu jest, z pewnością. Obawiam się jednak, że nie pamiętam, gdzie go położyłem. Jeśli chcesz, możesz wejść i go poszukać.

– Dziękuję bardzo. Obiecuję, że nie zajmę panu dużo czasu.

Weszła do mieszkania, w którym unosiła się woń starego człowieka z nutką mięty. Mieszkanie nie było duże, więc znalezienie klucza powinno nie stanowić problemu. Najpierw udała się do salonu. We włączonym telewizorze emitowane były właśnie wiadomości, na stoliku stała parująca jeszcze herbata w blaszanym kubeczku.

– Czy jest tu klucz do Rozdzielni Snów? – zapytała.

– Był tu jeszcze niedawno, ale teraz go tu nie ma – odpowiedziała jedna z książek na regale.

Natalia wyszła z salonu i weszła w kolejne drzwi, do sypialni.

– Czy jest tu klucz do Rozdzielni Snów?

– Był tu rano, ale teraz go tu nie ma – odpowiedziała poduszka.

Do sprawdzenia pozostały jedynie kuchnia i w ostateczności łazienka. Dziewczyna weszła do kuchni.

– Czy jest tu klucz do Rozdzielni Snów?

– Był tutaj po wyjściu z sypialni, ale przed udaniem się do salonu – odpowiedział czajnik.

Natalia podziękowała mu i wyszła na korytarz. Gdzie mógł być klucz, skoro rano był w sypialni, później w kuchni, jeszcze później w salonie, a teraz nie ma go w żadnym z tych pomieszczeń? I jak w ogóle klucz mógł się przemieszczać?

Aha!

– Panie Macieju? Czy mógłby pan sprawdzić co ma pan w kieszeni?

Pan Maciej, wciąż stojący przy drzwiach, sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej nieduży, odrobinę zardzewiały kluczyk.

– No tak! Wybacz, panienko, zupełnie zapomniałem, że go tam włożyłem.

– Nic nie szkodzi, panie Macieju. Czy mogłabym go pożyczyć?

– Oczywiście. Tylko nie oddawaj zbyt późno. Nie najlepiej spałem i chyba położę się dzisiaj dość wcześnie. Możesz przynieść mi go jutro.

Natalia podziękowała serdecznie i udała się w podróż w tą lepszą stronę schodów – w dół.

Na podwórzu zazwyczaj o tej porze było gwarno i żywo. Nie dzisiaj. Oprócz nielicznych osób wyprowadzających psy nie widać było nikogo, całe osiedle pogrążyło się w ospałym marazmie. Czy to efekt problemów z Rozdzielnią? Z kępą krzaków dookoła Rozdzielni też było coś nie tak. Jeszcze rano były tam zielone, wiosenne listki, ale teraz pojawiły się też liście żółte, obumarłe, jakby nagle, w środku wiosny, w tym jednym miejscu pojawiła się jesień. Natalia musiała działać szybko. Otworzyła małe drzwiczki kluczem i jej oczom ukazał się winowajca. Pośród splątanych marzeń i kabli, majaków i metalowych części, leżało serce. Sine, zimne serce, sączące strach i rozpacz na sny wszystkich mieszkańców osiedla. Tylko do kogo mogło należeć? Natalii wydawało się dziwnie znajome, choć nie mogła całkiem przypomnieć sobie dlaczego. Póki co wsadziła je w kieszeń bluzy i zamknęła drzwiczki Rozdzielni.

To rozwiązywało problem koszmarów na osiedlu, ale odkrywało też całkiem nowy. Serce nie mogło pozostać bez właściciela, a tym bardziej właściciel bez serca. Tylko jak znaleźć właściciela? Dziewczyna przyłożyła serce do ucha i, niczym śpiew oceanu z muszli, usłyszała nikły szept. Co ważniejsze, znajomy szept. Wiedziała już komu powinna je oddać.

Wróciła do swojego bloku ale ominęła własne mieszkanie i poszła piętro wyżej, do państwa Miecińskich. Wprowadzili się na osiedle kilka tygodni temu, ale poza wymienianiem uprzejmości na klatce schodowej Natalia tak naprawdę ich nie znała. Wiedziała, że mieli córkę, mniej więcej w jej wieku, może rok starszą. Zapukała do drzwi.

Otworzyła jej dziewczyna. W chłopięcym ubraniu – koszulce z nadrukiem i luźnych dżinsach – z chłopięcą budową ciała i chłopięcym głosem, ale bez wątpienia dziewczyna. Długie włosy opadały jej chaotycznie na ramiona i plecy, kilka kosmyków zgubiło się również na twarzy?

– Cześć – powiedział głos z serca, tym razem jedynie odrobinę głośniej. – Mogę ci w czymś pomóc?

– Ty jesteś Maria, prawda? Chyba nie miałyśmy okazji się poznać. Natalia, mieszkam dwa piętra niżej. Chyba mam coś twojego. Mogę wejść?

– Pewnie – Maria otworzyła drzwi szerzej i wpuściła Natalię do mieszkania.

– Czy ja słyszę dziewczynę? Marek, chcesz nam kogoś przedstawić?

Z korytarza widać było wnętrze salonu, a w nim fotel o szerokim oparciu. Na jego brzegu leżał gruby, rudy kot, głaskany powoli przez mężczyznę siedzącego w fotelu.

– Nie, tato, nie chcę.

Maria zaprowadziła Natalię do swojego pokoju i zamknęła drzwi.

– Przepraszam za niego…

– W porządku.

– Mówiłaś, że masz coś mojego?

– Tak, ekhem…

Wyciągnęła serce z kieszeni.

– Ach, no tak… – Maria usiadła na łóżku. – Wybacz. Po prostu…

Po policzku Marii popłynęła samotna łza.

– Hej, co jest? – Natalia usiadła obok niej.

– Po prostu miałam wrażenie, że nie wytrzymam. Wiesz, jak mi ciężko? Rodzice ślepo udają, że jestem ich „normalnym” synem…

– Bo jesteś, tylko sobie wymyślasz jakieś dyrdymały – odezwał się wiszący na ścianie plakat. – Ale nie martw się, to z pewnością tylko faza, przez to twoje dojrzewanie. Przejdzie ci!

Plakat reklamował jakiś stary film i sam z pewnością również był stary, co podkreślały liczne odbarwienia i zagięcia.

– Sam jesteś dyrdymał! Nasza Maria jest piękną kobietą i zacofane gadanie takich prymitywów jak ty tego nie zmieni! – oburzyła się książka leżąca przy łóżku. Na kolorowej okładce dziewczyna w zbroi walczyła ze smokiem.

– Widzisz? – kontynuowała Maria. – Mój własny pokój ma podzielone opinie na mój temat, a co dopiero inni ludzie! Na ulicy mnie opluwają, atakują, jakby całe moje istnienie było jakimś błędem, porażką natury. A ja chciałabym po prostu być, w spokoju, jak wszyscy inni. Bo czym się tak bardzo różnię, że urodziłam się z penisem? Jak połowa społeczeństwa! Nie czuję się przez to mniej kobietą. Dlaczego wszyscy tak bardzo chcą narzucić mi kim mam być? W sumie nie wiem, czemu mówię ci to wszystko. Potrzebowałam się wygadać a ty masz moje serce… Właśnie, serce! Przepraszam cię bardzo, wszystkich powinnam przeprosić. Pomyślałam, że jeśli część moich koszmarów pójdzie do innych ludzi to przestaną dręczyć mnie i… Wybacz, pewnie sprawiłam wszystkim niemały kłopot. Już je zabieram.

– Nie – powiedziała Natalia po chwili namysłu.

Wiedziała, że w jedno popołudnie nie naprawi całego zła na świecie, ale postanowiła, że nie może pozostać obojętną.

– Nie…?

– Dzisiaj w nocy widziałam, co ci leży na sercu i nie pozwolę, żebyś zmagała się z tym sama. Ale też nie możemy zrzucać tego na całe osiedle. Dopóki nie wymyślimy lepszego sposobu ja się zaopiekuję sercem, a ty…

– Marek, obiad! – usłyszały zza drzwi.

– A ty chodź do mnie na obiad. Zapraszam. Tata robi dziś pizzę!

Maria uśmiechnęła się blado i odkrzyknęła do drzwi:

– Zjem dzisiaj u koleżanki!

Gdy weszły do mieszkania Natalii od razu poczuły zapach pomidorów i bazylii. Tata krzątał się po kuchni, nucąc jakiś stary przebój.

– Tato, będziemy mieli dzisiaj gościa! Co ty na to?

– Czy gość ma coś przeciwko włoskiej kuchni.

– Absolutnie nie, proszę pana – odpowiedziała nieśmiało Maria.

– Więc siadaj do stołu, obiad prawie gotowy.

– Dziękuję, proszę pana.

Dziewczęta weszły do kuchni, umyły ręce w zlewie i usiadły przy stole.

– Ty jesteś córką państwa Miecińskich, prawda? Jak ci się podoba nasze osiedle? – zagadnął tata Natalii

– Tak, proszę pana. Maria, proszę pana. Na osiedlu jest… trochę inaczej, niż się spodziewałam. Szczerze mówiąc wciąż jeszcze się przyzwyczajam.

– Zobaczysz, ani się obejrzysz a będziesz się tu czuła jak w domu. Natalia na pewno ci w tym pomoże, prawda?

– Tak jest!

W tym momencie przyszedł Piotrek, cały spocony i umorusany, i nad wyraz z siebie dumny.

– Tato, tato! Graliśmy w gałę z chłopakami i Marek wykopał tak, że utknęła na drzewie i musieliśmy… Zaraz, zaraz, dwie dziewuchy? Jeszcze rano była jedna!

– To czarna magia – zaśmiała się Natalia.

– No już, idź się umyć i przychodź, obiad gotowy – zarządził tata.

Jedli i rozmawiali o wszystkim i o niczym. Piotrek opowiedział, jak dzielnie uratował piłkę z drzewa, tata wypytywał Marię o szkołę i inne rzeczy, Natalia starała się uchronić nową koleżanką przed przesłuchaniem. Razem śmiali się z żartów, narzekali na pogodę, przez te kilka chwil byli normalni, wszyscy.

Natalia wciąż miała serce w kieszeni, a ono wciąż było zimne. Oczywiście, nie spodziewała się, że wystarczy jeden miły gest, żeby je ogrzać. Może kiedyś. Taką miała nadzieję. To chyba był dobry dzień.

 

Koniec

Komentarze

Dobre opowiadanie, nie spodziewałem się takich zwrotów akcji. W pewnym momencie myślałem, że to będzie bajka dla dzieci a tu takie rozwiązanie.

 

Pozdrawiam!!!

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Och, aż strach komentować ;)

Zaczynasz bardzo fajnie, czytelnik widzi, że tu nie o zwykły sen chodzi i rzeczywiście, pojawia się rozdzielnia. Potem nadal jest fajnie, scena w domu dozorcy bardzo mi się podobała. Rozmawianie z przedmiotami w jego domu bardzo bajkowe i intrygujące. Znalezione serce w porządku, podkreśla bajkowość, ale później już nie tak dobrze.

Zupełnie zapomniałeś o bajkowym początku, już nie ma mówiących mebli, sny schodzą na drugi plan i lecisz mocno łopatologicznie. A szkoda, bo literacko nie wygląda to najlepiej.

Na dodatek mam wrażenie, że to opowiastka dla młodszego czytelnika. I tu możesz być niezrozumiały. Dlaczego Natalia po prostu nie zapyta koleżanki, dlaczego tata mówi do niej Marek, przecież one jeszcze nie zdążyły się poznać, nic o sobie nie wiedzą. Pytanie jest więc jak najbardziej uzasadnione. Wtedy masz też szanse zagrać bajkowo. Telewizor może się śmiać i powiedzieć, że Maria jest przecież chłopcem, biblioteczka zaprotestuje. Wprowadzisz czytelnika w problem.

 

Po policzku Marii popłynęła samotna łza. Pomimo chwilowego braku serca wszystkie zduszone wcześniej emocje podeszły jej w tym momencie do gardła; poczuła, że musi z kimś porozmawiać, chociażby z tą dziewczyną, która chwilowo miała jej serce.

Cały czas prowadzisz narrację z punktu widzenia Natalii, a tu nagle robisz woltę i mamy punkt widzenia Marii. Nie wygląda to dobrze.

 

Nie czuję się przez to mniej kobietą.

Nie ten wiek, młoda dziewczyna raczej nie powie o sobie, że jest kobietą, a dziewczyną właśnie.

 

Rodzice ślepo udają, że jestem ich „normalnym” synem

Tu mam wątpliwości zarówno do samego przymiotnika, jak i do cudzysłowiu. Cudzysłów w tym momencie sugeruje ironię, a nie do końca jestem pewna, czy o to chodzi. Sam przymiotnik – czy można być nienormalnym synem? Zmieniłambym na zwyczajnym, albo w ogóle się pozbyła tam przymiotnika.

 

Dzisiaj w nocy widziałam, co ci leży na sercu i nie pozwalam,

IMO, lepiej będzie brzmiało: nie pozwolę.

 

„Marek, obiad!” odezwał się przytłumiony przez drzwi głos.

Dałabym po prostu: – Marek, obiad! – usłyszały…

 

Maria uśmiechnęła się blado i odkrzyknęła do drzwi „zjem dzisiaj u koleżanki”.

Maria uśmiechnęła się blado i odkrzyknęła do drzwi:

– Zjem dzisiaj u koleżanki.

 

– Ty jesteś córką państwa Miećińskich, prawda?

Literówka.

 

Poza tym zmieniłabym gatunek na inne, bo fantasy to nie jest. I wprowadziła tagi, bo bez nich, jeśli się nie mylę, w wypadku dostania się do Biblioteki, Twoje opko i tak nie będzie widoczne na stronie głównej.

 

Popoprawiaj, wpadnę tu jeszcze i mam nadzieję, że wtedy będę mogła kliknąć na Bibliotekę :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

@Irka_Luz dziękuję za rzeczowy komentarz. Zmieniłem gatunek i dodałem tagi, ale zastanawiam się, czy wprowadzać do tekstu sugerowane przez ciebie zmiany, bo sam nie lubię jak autorzy np. zmieniają coś w kolejnych wydaniach swoich książek. Niemniej jednak zapamiętam twoje rady i postaram się je wykorzystać w kolejnych tekstach ;)

Jesteśmy tu nie tylko po to, aby chwalić się swoją twórczościaą, ale przede wszystkim po to, aby się rozwijać. Dlatego grzebanie w opkach jest tu czymś normalnym. To Twój tekst, więc nie będę Cię na siłę przekonywać do wprowadzania zmian w fabule, natomiast poprawa baboli jest w dobrym tonie. A więc literówka i zapis dialogów :)

Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej, więc podrzucam poradnik, jak przetrwać na portalu :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ok, poprawiłem wytknięte błędy i po namyśle wprowadziłem zaproponowane zmiany, i faktycznie wyszedł z tego lepszy tekst. Dzięki za wsparcie i mądre słowo ;)

Cała przyjemność po mojej stronie :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Hejka!

No w moje gusta się nie wbiłeś. 

Z plusów to powiem, że napisane całkiem okej, może bez szału ale stylowo nie miałem jakiś większych zastrzeżeń. 

Z minusów, to jak Irka zauważyła – narracja, narracja. Ja trochę się pogubiłem w tym że mamy tu jakieś dziwne przeskoki, różne punkty widzenia. Tutaj wyszło dla mnie nieco chaotycznie. 

Zdziwiło mnie też kim okazała się najważniejsza dla tekstu postać, ale okej dobrze ją z początku kamuflowałeś. 

Gadające rzeczy, klucze do Rozdzielni Snów – spoko, miał być oniryzm, to był. 

Tak więc ogólnie mieszane uczucia. Ani mnie nie porwało, ani nie zraziło ;p Pewnie następnym razem będzie jeszcze lepiej. 

Pozdro! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

Tekst dość surrealistyczny, ale czytało się przyjemnie. Jest w nim kilka ciekawych pomysłów, zwłaszcza tytułowa rozdzielnia.

Nowa Fantastyka