- Opowiadanie: MPJ 78 - Miłość od pierwszego przesłuchania

Miłość od pierwszego przesłuchania

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Miłość od pierwszego przesłuchania

 Zainteresowania Aveliny Min'Saibh były w znacznej mierze związane ze światłem umierających gwiazd. To malownicze określenie dotyczyło wyszukiwania miejsc wybuchów supernowych i pozyskiwania rzadkich, a co za tym idzie drogich pierwiastków, których aptekarskie ilości były niezbędne do prawidłowego działania reaktorów gwiezdnych statków.

„Snycerz z Toledo”, okręt – baza Aveliny wolno sunął wśród mgławicy powstałej po wybuchu gwiazdy w systemie 7698. Szeroko rozłożone pola siłowe niczym parzydełka meduzy, lub gigantyczne szczotki zbierały z gwiezdnego pyłu interesujące pierwiastki. Jeszcze kilka lat temu był tu duży system składający się z białego olbrzyma i kilkunastu planet, dziś pozostała gwiazda neutronowa i zaledwie cztery planety, rozgrzane niedawnym wybuchem gwiazdy tak, że płonęły niczym żałobne znicze. Gdy wystygną warto będzie eksplorować je, by zdobyć najcięższe minerały. Na razie jednak najlepsze efekty dawało przeczesywanie rozszerzającej się chmury gazu i pyłu. Fakt, że po eksplozji powstała gwiazda neutronowa, był niczym trafienie wygranej na loterii. Równie dobrze z tak dużej gwiazdy mogłaby powstać czarna dziura. Grawitacyjny potworek chciwie zasysający wszystko, co było dokoła.

Ponieważ proces poławiania minerałów był zautomatyzowany, a system wolny od tych łajdaków z konkurencji, Avelina mogła skoncentrować się na przeglądaniu raportów. Szczególną uwagę przykuły te, zredagowane przez firmową ochronę. Donosiły one o wzroście penetracji wywiadowczej. Ktokolwiek szpiegował Avelinę, był niezły w te klocki. Jej ochrona nie potrafiła bowiem ustalić, z kim ma do czynienia. Korzystając z łączności opartej na sparowanych elektronach wysłała odpowiednie dyspozycje.

 

Gdy tylko „Snycerz z Toledo” zawitał na orbitę Vinci w rodzimym systemie 6584, komunikator panny Min'Saibh zamigotał. Dzwonił szef ochrony.

– Czy moje sery w piwniczce są bezpieczne? – Avelina nie czekała, aż on się odezwie.

– Sery nie zostały uszczknięte, ale w piwniczce mogą być myszy.

– Rozumiem.

– Szefowo, mam za to marcującego kota.

– No to za futro sierściucha i do piwnicy go.

– Nie wiemy czyj on jest.

– Nie szkodzi. Jak zaśpiewa w piwniczce marcowe kuplety, to i właściciel się znajdzie.

– Się robi szefowo.

– Zaraz biorę prom i sprawdzę, czy nie przedobrzyliście.

– Oczywiście.

Dzięki temu jakże banalnemu dialogowi Avelina dowiedziała się, że: zasoby i dane firmy są bezpieczne, mimo prób infiltracji, ochrona namierzyła szpiega. Szef ochrony dostał zaś dyspozycje, by go schwytać i umieścić w piwnicach rezydencji, oraz dostał dyspozycje zaczekania z przesłuchaniem do przybycia panny Min'Saibh. To wszystko powiedziano na otwartym kanale łączności, jednocześnie zaś w celu zmylenia potencjalnych wrogów, na kanałach szyfrowanych przesłano wielokrotnie kodowane terabajty danych dotyczących pozyskiwania minerałów w systemie 7698. Na wszelki wypadek nawet te zakodowane dane były nieprawdziwe.

 

Avelina zaraz po przybyciu do swej rezydencji, niczym lisica na polowaniu przemknęła się przez pokoje i zeszła do piwnicy. Na pierwszy rzut oka pomieszczenie wyglądało na typowego przedstawiciela swojego rodzaju: łukowate sklepienia z czerwonej cegły, rzędy beczek i butelek z winem, przeszklone pomieszczenia ze ściśle kontrolowaną atmosferą, w których dojrzewały sery. Po sprawdzeniu, że nikt niepowołany jej nie śledzi, podeszła do jednej z większych beczek i nacisnęła sęk w obudowie. Z cichym sykiem otworzyło się tajne przejście do głębiej położonej kondygnacji piwnic. Wkroczyła w czeluści, gdzie po przekroczeniu jeszcze kilku drzwi, chronionych kodowanymi zamkami dotarła do pokoju podzielonego taflą specjalnie wzmocnionego weneckiego lustra. Tam już czekali ludzie z jej prywatnego kontrwywiadu.

– Dostał już kwas kanarkowy? – Aveline była jak zwykle bardzo konkretna.

– Tak jest.

– Co mówi?

– Lepiej żeby pani to usłyszała od niego. – Szef kontrwywiadu miał bardzo dziwną minę.

Dziewczyna nie zastanawiała się długo i weszła do części pomieszczenia, w której siedział schwytany szpieg.

– Skąd jesteś?

– Z siódmego rodu. – Przesłuchiwanych pod wpływem narkotyku uśmiechnął się głupkowato.

– Dla kogo pracujesz.

– Dla wywiadu. – Szpieg zdradził jej oczywistą oczywistość.

– Kto wydał ci rozkaz mnie śledzić.

– Karina de Kanarii.

Aveline przez chwilę ustalała kim jest zleceniodawczyni. Zdobyte informacje były tyleż zaskakujące, co zupełnie nieprawdopodobne. Karina była szefową prywatnego wywiadu admirała Hakelbera Anatidae, zwanego w mediach Mieczem Imperium. Logiczne więc było, iż to on wydał dyspozycje. Tylko po co?

– Wiesz może co kombinuje Miecz Imperium? – Min'Saibh spojrzała z nadzieją na więźnia?

– Oficjalnie to tajemnica, i nikt nam tego nie zdradził – odrzekł szpieg.

– Ale przecież słyszałeś plotki, prawda? – zablefowała.

– Szefowa mnie by zabiła gdybym powiedział.

– Gwarantuję, że nikomu od was o tym nie powiem.

– Podobno admirał się zakochał.

– W kim?

– W tobie.

– Na bogów jaki on jest głupi.

Aveline, dopiero po chwili zrozumiała, że powiedziała to na głos. Głupi Hakelber! Krzyczała jej podświadomość. Facet kilkakrotnie spotkał się z nią. Rozmawiali o różnych drobiazgach. Czasem zawierali jakieś drobne transakcje związane z działami niejakiego Klapełcjusza Kontestatora, i to wszystko. No może próbowała mu jakiś czas temu sprzedać okręty z serii Avengers, ale ostatecznie ich nie kupił. Owszem Anatidae starał się być dla niej miły, nawet za bardzo, ale…

– Kłamiesz, by ukryć szczegóły swej misji? – Aveline, uczepiła się tej myśli niczym tonący brzytwy na kole ratunkowym.

– To dziwne. Chcę skłamać, ale nie mogę. – Szpieg popatrzył na nią wzrokiem skrzywdzonego szczeniaczka.

– No tak, kwas działa.

– To może mi przeszkadzać w pracy. – Zmartwił się więzień.

– Z czasem ci przejdzie, chemia tak ma.

– Już się bałem…

– Wygląda, że nie tylko Hakelber jest głupi. – Aveline wstała i zaczęła gorączkowo chodzić po pomieszczeniu.

 

Jej myśli krążyły uparcie wokoło zagadnienia. Czy to możliwe, że Hakelber jest aż tak głupi. Wszyscy wiedzieli, że aktualnie jest ona w związku z Armandem de Horacjo, dlaczego więc Anatidae z wdziękiem słonia gramolącego się przez skład porcelany stara się ją poderwać? Przecież tego się tak nie robi. Ależ on jest głupi. Nagle doznała olśnienia. To znaczy, przebłysk nie dotyczył stwierdzenia, że Hakelber jest głupi. To była oczywista oczywistość. Olśnienie dotyczyło dostrzeżenia potencjału. Nad Armandem pracowała latami, ale czy osiągnęła zakładane cele? Hakelber jawił się zaś niczym nieoszlifowany diament. Gdyby go odpowiednio motywować, mógłby zdobyć dla niej znacznie więcej niż de Horacjo. W zasadzie admirała mogłaby zmienić z lekko nudnego gościa, robiącego byle co, w faceta, który rzuci jej do stóp cały świat. Nawet jego głupota przestawała być wadą, a stawała się zaletą, która da się wykorzystać dla jego dobra.

– Czy ktoś wie, że go przejęliśmy? – Aveline spojrzała na szybę, za którą byli ludzie z jej ochrony.

– Zgodnie z dyspozycjami zachowaliśmy absolutną dyskrecję.

– Ok, wyprowadźcie go i zlikwidujcie, tak by wyglądało na wypadek. – Wskazała więźnia.

– Tak jest.

– Dziękuję – rzekł szpieg.

 

Pozornie nic nie wskazywało na to, iż w jej sercu zakiełkowało ziarenko miłości. Niemniej pojawiło się w nim dziwne ciepło. Nawet likwidacja agenta była wyrazem uczucia. W świecie gdzie klonowanie jest na porządku dziennym, Hakelber odzyska go za kilka miesięcy, ale nie dowie się o tym, co tu zaszło. Po co przyszłego męża stresować. To znaczy, po co stresować go bez sensownie określonego konkretnego celu. Tym ostatnim w przyszłości zajmą się ich dzieci.

 

Koniec

Komentarze

Coś tam pamiętam z Twojej serii opowiadań. Plus za space operę i humorystyczny oddźwięk. Chciałabym o wiele dłuższy tekst z wątkami, które już poruszyłeś, bo wszystko wydaje się spójne. A niestety leniuch ze mnie i nie chcę odświeżać reszty opowiadań. Może innym razem. Mam poczucie też, że Twój styl właśnie w tych opowiadaniach najbardziej mi pasuje. 

Technicznie szału nie było, ale wyłapałem głównie szczegóły, więc to da się dopracować. Ogólnie czytało się nieźle. Pomysł jest, humor też. Również przeczytałbym coś dłuższego w tym stylu chętnie, bo w tym kawałku zbyt dużo nie ma do oceny. Ot przyzwoicie zarysowana bohaterka i kawałek świata, który zaciekawił.

 

Dzięki temu jakże banalnemu dialogowi Aveline dowiedziała się, że: zasobu i dane firmy są bezpieczne, mimo prób infiltracji, ochrona namierzyła szpiega.

Trochę niezgrabnie to brzmi, może coś w stylu:

Dzięki temu jakże banalnemu dialogowi Aveline dowiedziała się, że mimo prób infiltracji zasoby i dane firmy są bezpieczne, a ochrona namierzyła szpiega.

pomieszczenie wyglądała na

pomieszczenie wyglądało na

kontrolowana atmosferą

kontrolowaną atmosferą

Wkroczył w czeluści

Wkroczyła w czeluści

Głupi Hakelber! Krzyczała jej podświadomość. 

Skoro to jest myśl, to warto jakoś wyróżnić w tekście. Może kursywą?

Facet kilkakrotnie, spotkał się z nią.

Zbędny przecinek.

Jej myśli krążyły uparcie wokoło zagadnienia. Czy to możliwe, że …

W sumie to sugerowałbym przerobić cały ten akapit. Przemyślenia bohaterki mieszają się z komentarzem narratora. Czyta się to dziwnie.

Pozornie nic nie wskazywało na to, iż w jej sercu zakiełkowało ziarenko miłości. Niemniej w jej sercu pojawiło się dziwne ciepło.

Powtórzenie.

W świecie gdzie klonowanie jest na porządku dziennym, Hakelber odzyska go[-,] za kilka miesięcy, ale nie dowie się o tym, co tu zaszło.

Zbędny przecinek. W ogóle sugerowałbym jeszcze raz przyjrzeć się interpunkcji w całym tekście, bo chwilami wyszło niezgrabnie.

Po co przyszłego męża stresować. To znaczy, po co stresować go bez sensownie określonego konkretnego celu. Tym ostatnim w przyszłości zajmą się ich dzieci.

No dobra, jednak cały ostatni akapit spróbuj lekko uporządkować. Bo to również zgrzyta.

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

Hejka!

Aeveline mogła skoncentrować się na przeglądaniu raportów.

→ Aveline 

No to tak: 

Chyba jeszcze nie czytałem nic z tej serii, o której wspominasz w przedmowie, no ale nic. 

Taki lekki tekst. Czy zabawny? Może trochę momentami, ale każdy ma różne poczucie humoru. Stylistycznie, jakoś się nie skupiałem, ale mogę powiedzieć, że było całkiem okej. 

Trochę mało się działo, ale rozumiem też, że to Twoje uniwersum i mniejsze części składając się pewnie w jakąś całość – ok. 

No to Poniedziałkowy dyżurny nawiedził i spada ;p 

Pozdrowienia! 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

Za wszystkie opinie dziękuję :) 

 

Co nieco ze wskazanych literówek i innych byków poprawiłem.

 

Co do długości tekstu, to może … Jak przestanę mieć permanentny deficyt czasu :D

 

Co do przeróbek akapitów postaram się je wygłodzić przy odrobinie szczęścia nawet dziś wieczorem. 

Hej :)

Poprzednich Twoich opowiadań nie czytałem, więc będzie tylko o tym.

Space opera – ciekawy gatunek, który mi nie leży. Ale przeczytałem kilka i znam ich klimat. U Ciebie ten klimat też jest obecny :) W wykreowanym świecie mamy takie dworskie intrygi w kosmicznej otoczce, tak? Trochę mi to przypomniało “Milion otwartych drzwi” (polecam Ci mocno, jeśli dobrze rozumiem założenia Twojego świata) albo coś z cyklu Norstrilia Cordwainera Smitha.

W tekście było kilka niezgrabności, ale większość została już wychwycona. Poza tym nie przeszkadzały specjalnie.

Tekst odbieram pozytywnie, choć to nie mój klimat :)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Nowa Fantastyka