- Opowiadanie: ManeTekelFares - Zmiana warty

Zmiana warty

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Zmiana warty

Gdyby szczur miał o dwadzieścia kilogramów więcej,

człowiek nie mógłby być panem świata.

Albert Einstein

 

Abramowicz patrzył na szefa uśmiechającego się do rybek w akwarium i bił się z myślami. Nie wiedział, co gorsze: zgłoszenie spóźnienia czy przerwanie zabawy. Zerknął na ekran telefonu, który pojaśniał po przyjściu kolejnego SMS-a. Odczytał i podjął decyzję, niemniej głos mu drżał:

– Panie przewodniczący, mam informację od marszałka, że rozpoczynamy głosowanie.

Szef milczał, wodził palcem po szybie, a ryby podążały za ruchem. Po chwili stuknął paznokciem w szkło i wodne stworzenia rozpierzchły się w chaotycznej ucieczce. Kilka sekund później przypłynęły ponownie.

– Niech zaczekają.

– Panie… – Abramowicz próbował protestować, ale powstrzymała go uniesiona dłoń przełożonego.

– Coś ci pokażę. – Mężczyzna zwany przewodniczącym sięgnął do kieszeni i wydobył z niej pojemnik, rozmiarem oraz kształtem przypominający solniczkę. Okręcił wieczko, przesunął rękę nad krawędzią akwarium i wytrząsnął drobinki pokarmu w środek plastikowego kółka pływającego po powierzchni. Rybki wystrzeliły w kierunku pożywienia, które zniknęło w ich paszczach w kilka chwil. – Widziałeś?

Abramowicz wzruszył ramionami.

– Tak. Żarłoczne są.

– To zobacz teraz.

Przewodniczący ponownie uniósł pojemnik nad lustro wody. Wysypał nieco ziarenek kilkanaście centymetrów od kółka, a tylko jedno w sam jego środek. Rybki rzuciły się na to ostatnie. Rozpychały się, uderzając wzajemnie płetwami, w nadziei pochwycenia zdobyczy. Ziarenko wirowało w takt wzbudzanych walką prądów i wreszcie trafiło do żołądka najwaleczniejszej z rybek. Tymczasem ziarenka wysypane obok kończyły powolne opadanie na dno akwarium.

– Nie rozumiem. – Abramowicz podrapał się za uchem. Ponownie zerknął na ekran telefonu.

– Wszystkie stworzenia można wytresować – powiedział mentorskim tonem przewodniczący. – Jedyne czego potrzebują to tlenu i żarcia. A ja im to wszystko daję. No, chyba że nie chcą jeść z mojej ręki – dodał i nacisnął wyłącznik pompy natleniającej.

Po kilkunastu sekundach wszystkie rybki zgromadziły się u wylotu rurki, z której jeszcze przed chwilą wydobywały się bańki powietrza. Szef włączył pompę i dotknął palcem szyby. Rybki przypłynęły.

– Widzisz, są mi wdzięczne. Tak samo jest z ludźmi. Zrobią, co im każę. I sprawię, że będzie to trwało w nieskończoność.

Abramowicz rozpromienił się na twarzy.

– Geniusz. Powinien pan rządzić wszechświatem.

Przewodniczący uśmiechnął się.

– I na to przyjdzie czas. Idziemy.

 

***

 

Dzienna zmiana dozorcy budynku parlamentu dobiegała końca. Mietek, emerytowany strażak zszedł z ostatniego obchodu sektora i usiadł za pulpitem podglądu monitoringu. Wyciągnął z szuflady raportówkę i zanotował: „Przekazać informację do kancelarii o konieczności pilnej deratyzacji”.

Ledwie postawił kropkę, w drzwiach służbówki stanął Waldek, nocny zmiennik.

– Czołem, jak minął dzień?

Mietek odwrócił się wraz z krzesłem.

– Uważaj na szczury. Łażą po korytarzach, jakby były u siebie.

– No co ty gadasz?

– Serio. Widziałem jakieś pięćdziesiąt sztuk.

Waldek wyszczerzył zęby, udając dzikie zwierzę.

– No to je zjemy. Jak w dwudziestym pierwszym, po epidemii.

Mietkowi nie udzielił się żartobliwy nastrój kolegi.

– To już nie te czasy. Śmierć i głód odeszły, Bogu dzięki.

– Raczej nie dzięki Bogu. – Waldek podszedł do pulpitu i wskazał palcem na jeden z monitorów. Na ekranie, do sali plenarnej wchodził przewodniczący partii. Deputowani podnieśli się z miejsc. – Zostajesz obejrzeć?

Mietek liczył na to, że głosowanie odbędzie się jeszcze przed końcem zmiany, niemniej gotów był poczekać.

– Zostaję. Pewnie nie potrwa to długo. Co prawda jest paru przeciwnych, ale nic to nie zmieni. Przegłosują w kilka minut.

Milczeli chwilę wpatrując się w ekran. Przewodniczący zasiadł w przypominającym tron fotelu, ustawionym na podwyższeniu w centralnej części sali.

– Tytuł imperatora da przewodniczącemu nieskończoną władzę – powiedział Mietek.

– Należy mu się. Uratował świat po epidemii. W sumie to nie rozumiem dlaczego tak długo z tym zwlekali – odrzekł Waldek tonem wskazującym na niezadowolenie, jakby wyczuwał w głosie kolegi wątpliwości. Porzucił jednak dociekanie przyczyn, gdyż jego uwagę przykuło zamieszanie na sali. Miał lepszy, młodszy wzrok. Środkiem sali między rzędami foteli deputowanych przebiegł szczur. Kiedy wskoczył na mównicę, Mietek też przysunął się bliżej monitora. Gryzoń stanął na tylnych łapach. Rozdziawiony pysk uniósł w górę, w kierunku mikrofonu. Zachowywał się, jakby przemawiał. Po kilku sekundach nadbiegł ochroniarz. Wyciągnął z kabury pistolet i wymierzył w zwierzę. Szczur podskoczył i spadł z mównicy. Wtedy pojawiło się więcej gryzoni. Wyskakiwały z każdego możliwego otworu i wkrótce otoczyły fotel przewodniczącego. Deputowani rzucili się do ucieczki. Szczury zaatakowały.

Obaj dozorcy z przerażeniem obserwowali, jak gryzonie wspinają się po ludziach, a ci upadali na podłogę.

Usłyszeli dobiegający z korytarza pisk. Zbliżał się i wzmagał, powodując ból w uszach. Niedomknięte drzwi otworzyły się na pełną szerokość.

Były ich setki.

 

***

 

Pan Bolt upewnił się, że wszystko poszło zgodnie z planem. Nacisnął przycisk ustawień zerowych powiększalnika i obserwował, jak niebieska kulka oddalała się, aż w końcu znikła. Wiedział, że nie wróci więcej do tego miejsca – było stracone. Odsunął głowę od okularu. Pogładził dłonią szklaną kopułę, pod którą w czarnej próżni migotały tysiące jasnych punkcików. Westchnął i przeciągnął wózek z powiększalnikiem w bok. Przytknął twarz do okularu, i chwilę manipulował pokrętłami regulującymi soczewki. Z głębi wyłoniła się się zielona kulka, gdyby nie kolor, łudząco podobna do tej niebieskiej. W miarę powiększania dostrzegł wyraźne granice między wodami a lądem. Skorygował kąt osi urządzenia i naprowadził powiększalnik na zespół wzgórz otoczonych zalesionymi równinami. Odnalazł poszukiwane miejsce.

Wytężył umysł i skupił wzrok na wylocie jaskini. Po chwili, która tylko pozornie zdawała się wiecznością, ze skalnego otworu wyszedł szczur. Ostrożnie obwąchał okolicę, po czym stanął na tylnych łapach. Następnie przykucnął i podniósł dwa kamyki. Kilka minut później, przy wejściu do pieczary strzeliły snopy ognia.

– Czas na następną lekcję, przyjacielu. – Skronie pana Bolta pulsowały, a na czoło wystąpił pot. Szczur podszedł do kamiennego bloku i chwycił w łapę leżący nieopodal niewielki kawałek skały. Uderzył nim o blok, po czym odrzucił kamień i znalazł następny. Ponownie uderzył. Twarz pana Bolta poczerwieniała z wysiłku. Szczur rozejrzał się, potruchtał w kierunku zarośli i odgryzł kawałek gałęzi jednego z drzew. Przymocował drewno do kamienia młodymi gałązkami. Następnie wrócił do kamiennego bloku i metodycznie obstukiwał go skonstruowanym narzędziem. Blok z wolna nabierał kolistego kształtu.

Pan Bolt uśmiechając się, otarł rękawem czoło.

– Może tym razem eksperyment się uda.

Zadowolony z siebie postanowił odpocząć. Rozciągnął się w fotelu i zapalił papierosa.

 

Koniec

Komentarze

Bardzo porządnie napisane, rzekłabym wręcz, że elegancko. Z intrygującym pomysłem i sprawnie wykorzystanymi “aktualiami”.

Musiałam jednak przeczytać i wrócić do motta, żeby w końcu zajarzyć, o co chodzi – jak już się zajarzy, to całość składa się w dość makabryczną opowieść. Zakładam, że być może “pan Bolt” to coś niszowego, czego nie łapię i stąd po części moje początkowe niezrozumienie, że mamy trzy razy tę samą postać (chyba?). Przyznam, że przeskok międy 2 i 3 jest trochę jak w “Odysei kosmicznej” ;)

Zastanawia mnie, czy fraza “Raczej nie dzięki Bogu” to celowe odwołanie do peerelowskiego kawału z “dzięki Bogu” i “dzięki partii”? Bardzo by pasowało do opisanej sytuacji.

Klikam biblio, a poniżej mały uwagi interpunkcyjne:

 

No, chyba[-,] że nie chcą jeść z mojej ręki – dodał i nacisnął wyłącznik pompy natleniającej.

Dla chyba że obowiązuje ta sama zasada co dla mimo że/pomimo że – przecinek tylko przed całym złożonym spójnikiem.

 

W sumie[-], to nie rozumiem dlaczego tak długo z tym zwlekali

http://altronapoleone.home.blog

Bardzo gęsta znaczeniowo treść i zgrabne nawiązanie do cytatu z Einsteina, z którym nie sposób się nie zgodzić. smiley Ten groteskowy motyw szczurów przejmujących władzę nad światem jest fajną metaforą na zmianę warty w polityce czy w ogóle jakiejkolwiek organizacji.

Będzie klikane.

Miło się czytało. I trzymało w napięciu do prawie końca. Popiela Myszy a Przewodniczącego Szczury. Zakończenia z Panem Boltem chyba nie rozumiem, zakładam, że to jakiś bliżej nieokreślony byt wyższy, który niczym monolit przyspieszył ewolucję szczurów, albo i nie…

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

ManeTekelFares, muszę przyznać, że zrozumiałe są dla mnie jedynie dwie pierwsze części, trzecią czytam już trzeci raz i nie jestem w stanie zrozumieć kim jest Pan Bolt i czemu ma nadzieję, że eksperyment się w końcu powiedzie, bo byłam przekonana, że się powiódł:-)

Bardzo podoba mi się twierdzenie, że każdego można wytresować (jak te rybki) i w ten sposób osiągnąć władzę absolutną. Pokazujesz to już dobitnie w części drugiej. Nadajesz szczurom ludzkie cechy, co czyni scenę ataku na ludzi jeszcze bardziej przerażającą. 

Teraz tak myślę… a może trzecia część wydarzyła się przed dwoma pierwszymi? I pan Bolt dopiero zaczyna eksperymenty na szczurach?:-) 

Mimo tego, że nie wszystko jest dla mnie całkowicie jasne, to piszesz obrazowo, czytałam z przyjemnością. Ciekawy temat oraz nawiązanie do inteligencji szczurów.

Polecam do biblioteki i pozdrawiam

Wtedy pojawiło się więcej gryzoni. Wyskakiwały z każdego możliwego otworu i wkrótce otoczyły fotel przewodniczącego. Deputowani rzucili się do ucieczki. Szczury zaatakowały.

Ja tu czytam, że to były szczury sterowane przez przewodniczącego i zjadły innych ludzi, a nie jego. On został Panem Boltem? Bo to jest zapowiedziane w końcówce pierwszej części.

Ale może źle czytam?

http://altronapoleone.home.blog

drakaina, 

też tak myślałam, że przewodniczący to pan Bolt, tylko, że w ostatniej części padają słowa:

Może tym razem eksperyment się uda.

skoro szczury zaatakowały deputowanych, czyli ja uznałam, że eksperyment się udał, że ich wytresował tak jak chciał… To co poszło nie tak? Własnie tego nie rozumiem:-)

Dobre, przemyślane i ładnie współgrające z cytatem z Einsteina. Poza tym bardzo porządnie, ładnie napisane. Jeśli chodzi o zakończenie zrozumiałam tak jak Drakaina, ale… może warto by je odrobinę rozjaśnić? 

Oczywiście klikam bibliotekę i życzę powodzenia w konkursie :)

Na początek bardzo dziękuję za opinie. Miałem obawę, że opko będzie omijane szerokim łukiem i chyba rzeczywiście wykonanie mnie przerosło. 

Oto przybliżony zapis rozmów z Betą. 

B: Daj tego swojego stwórcę, kreatora, szalonego naukowa, czy kim on tam dla ciebie jest na początku. Jakiś case z człowiekiem rozpalającym ogień przed jaskinią na przykład. Po pierwsze będziesz miał klamrę spinającą z ostatnią częścią. W przeciwnym wypadku opko może być niezrozumiałe.

Ja: Dla mnie klamrą jest akwarium i szklana kopuła. Człowiek panuje nad życiem rybek, a ktoś nad człowiekiem zamkniętym pod kopułą. Poza tym zależy mi, żeby ten Bolt pojawił się na końcu. Nie chcę przenosić akcji w czasie.

B: Jak chcesz.

 

Trwając przy swoim zmieniłem początek trzeciej części, chcąc zasugerować, że Bolt wcześniejszą scenę obserwował “z góry”. Że to on stoi za zorganizowaniem się i atakiem szczurów, które zniszczą ludzkość. Planeta stracona. Przenosi się więc z tym mikroskopem w inną część wszechświata i kontynuuje pracę nad ewolucją szczura. Ma nadzieję, że tym razem eksperyment się powiedzie.

 

Wtedy pojawiło się więcej gryzoni. Wyskakiwały z każdego możliwego otworu i wkrótce otoczyły fotel przewodniczącego. Deputowani rzucili się do ucieczki. Szczury zaatakowały.

Ja tu czytam, że to były szczury sterowane przez przewodniczącego i zjadły innych ludzi, a nie jego. On został Panem Boltem? Bo to jest zapowiedziane w końcówce pierwszej części.

Myślę, że na naprawi to prosta przestawka. Otoczyły fotel, zaatakowały i dopiero wtedy deputowani rzucili się do ucieczki. To chyba dobrze zasugeruje, że przewodniczący był pierwszym celem. (Ale to po rozstrzygnięciu konkursu).

 

Zastanawia mnie, czy fraza “Raczej nie dzięki Bogu” to celowe odwołanie do peerelowskiego kawału z “dzięki Bogu” i “dzięki partii”? Bardzo by pasowało do opisanej sytuacji.

To samoistnie jakoś wpadło, po sugestii, żebym zlikwidował drewno w dialogach Mietków. Część wypowiedzi wypadła i zostało mi to “dzięki Bogu” i dalej Waldek, który wskazuje na monitor, gdzie przewodniczący wchodzi na salę. Więc miałem identyczne skojarzenie, jak Twoje. Dopisałem.

 

Co do postaci w trzeciej części. Zapis Pan Bolt jest celowy, nie Bolt, pan Bolt, tylko Pan Bolt.

A dlaczego Bolt, a Colt, albo coś innego? 

Pomysł miał zostać skonsumowany przy okazji konkursu MF Opowiadania. Hasłem przewodnim było: “Pan Bowie z oddali przygląda się Polsce”. Ostatecznie zrezygnowałem. W piątek przypomniałem sobie Granicach. Mało czasu. Bowiego przerobiłem na Bolta, w nadziei, że ktoś znajdzie skojarzenie z “Boga”. No wiem, trochę naciągane, ale nie wymyśliłem nic lepszego. 

 

Kurczę, czytało się bardzo fajnie pierwszą część, drugą mniej, a w trzeciej liczyłem na wyjaśnienie, ale nie zrozumiałem połączenia ;) Zacząłem myśleć, że coś dzieje się na innej linii czasu, czy jakoś tak. Zabrakło mi motywacji pana Bolta. Na pewno napisane bardzo dobrze, czytało się płynnie, ale to taki tekst, który trzeba czytać powoli i analizować (szczególnie ostatnią część).

Dopiero po przeczytaniu komentarzy coś się mi wyjaśniło.

Co, oczywiście, nie zmienia faktu, że opowiadanie jest dobre.

Bolta odczytałam jako Boga :)

Natomiast z przewodniczącym, to myślałam, że on zniszczył ludzkość, żeby zostać Boltem, bo ma to przepowiedziane w pierwszej części – powinien zostać władcą wszechświata. I uznałam szczury za jego pretorian, którzy eksterminują ludzkość i on zostanie królem szczurów – a potem mu się znudzi i poleci w kosmos. Sugerujesz inteligencję szczurów i ten cytat z Einsteina. Szczury i ich bóg – przewodniczący.

http://altronapoleone.home.blog

drakaina, o widzisz, też fajny pomysł. Ale moja wyobraźnia tak daleko nie poszła. Starałem się przedstawić to tak, że akcja poszczególnych części następuje bezpośrednio po sobie. Abramowicz jest zachwycony geniuszem swego szefa, który z kolei jest nieskończony w swej próżności. Bolt na to wszystko patrzy. Za pomocą szczurów zsyła na Ziemię zagładę, po czym skupia się na tworzeniu nowej cywilizacji w innym miejscu wszechświata, bo ten ziemski ewidentnie spartolił. :-)

Zanais, 

Zabrakło mi motywacji pana Bolta.

I wygląda na to, że to jest klucz do rozwiania wątpliwości przedstawionych w komentarzach. Po zakończonym konkursie, kiedy już będę mógł grzebać przy tekście, koniecznie muszę to poprawić.

Podobało mi się :) Nie wiem, ile zmieniłeś i czy w ogóle coś poprawiałeś względem komentarzy, ale ja zrozumiałam wszystko tak, jak ty później wyjaśniałeś w komentarzach. Ale może to wynik zmian :) Bo scena z akwarium fajnie pokazywała silnego, zdeterminowanego człowieka, który wie jak „to wszystko” działa. No ale po scenie z obradami ładnie pokazujesz, że jednak nie wszystko ;) Zawsze znajdzie się ktoś, kto wie więcej, widzi więcej i tu jest to Pan Bolt. Boga w nim nie wiedziałam, a raczej nie w klasycznym ujęciu. Raczej wielkiego inżyniera czy coś takiego.

kasjopejatales, dzięki za komentarz. :-) Zmieniłem wyłącznie wskazane przez drakainę przecinki. Wszak to konkurs, więc do zakończenia niczego nie ruszam. Co do Bolta, ładnie wskazałaś na moje intencje, choć nie potrafiłem tego wyrazić wprost w komentarzach sugerując boskość, choć z drugiej strony trochę tak jest. Wiesz, skoro my zamykamy rybki w akwarium, a Bolt ludzi, to może jeszcze wyższa istota trzyma pod szkłem właśnie Bolta. :-)

No tak, zawsze znajdzie się ktoś ponad innymi i ma kogoś ponad sobą ;) Bóg czy inżynier – to trochę tak jak z magią: może to technologia, której jeszcze nie znamy.

Ponad wszelką wątpliwość i w pełnej rozciągłości się zgadzam.

Bóg bogów – tak mi się jakoś skojarzyło. Fajnie napisane, ale sama historia mnie nie urzekła, może dlatego, że motyw wydaje się dosyć popularny ;)

grzelulukas, żałuję, że nie urzekło, ale cieszę się, że nie rozczarowało kompletnie. Bardzo dziękuję, że zechciałeś poświęcić czas na przeczytanie opka i komentarz.

Mnie urzekło :) Ciekawy i trzymający w napięciu szort. Pozostawia pole do interpretacji, mimo konkretnego zamysłu autora. ja też pomyślałam, że Pan Bolt to jakby Pan Bóg, a przewodniczący w swojej próżności chciał zająć jego miejsce, co się Panu Boltowi baaardzo nie spodobało, bo przecież nie tak ludzi trenował. Dlatego spróbował ze szczurami. Tak to przynajmniej zrozumiałam.

Pozdrawiam :)

WhiteOwl, :-) Dzięki za miłe słowa. Rzeczywiście tak to ułożyłem sobie.

Widzę, że pisarstwo covidowe kwitnie. Nadal mam co do tego motywu mieszane uczucia, ale w Twoim wydaniu nawiązanie mi się spodobało. Oby nas taki głód nie czekał. 

Co do sanego opowiadania, jest dobrze napisane, może jeden przecinek zgubiony i przy drzwiach i szczurach zaszwankował podmiot domyślny, ale nie popsuło to moich ogólnych wrażeń. Lubię zagadki a dla mnie zakończenie tego opka było zagadką… i niestety poległem przy niej. 

Trwając przy swoim zmieniłem początek trzeciej części, chcąc zasugerować, że Bolt wcześniejszą scenę obserwował “z góry”. Że to on stoi za zorganizowaniem się i atakiem szczurów, które zniszczą ludzkość. Planeta stracona. Przenosi się więc z tym mikroskopem w inną część wszechświata i kontynuuje pracę nad ewolucją szczura. Ma nadzieję, że tym razem eksperyment się powiedzie.

Nie wywnioskowałem tego z tekstu, a to świetny motyw. 

 

 

Gekikara, dzięki za rewizytę. :-) Ciebie w kolejce miałem od dawna, parę dni temu zacząłem robić porządki, bo się nazbierało.

To pytanie do Ciebie, ale też do innych, jeśli zechcą odpowiedzieć. Czy gdybym na początku trzeciej części napisał coś takiego, że Bolt przyglądał się jak szczury rozszarpują flagę jakiejś, nazwijmy to, Zjednoczonej Partii Ziemskiej; a dopiero następnie oddalająca się niebieska kulka i cała reszta – to będzie bardziej zrozumiałe? Czy problem tkwi jeszcze głębiej w konstrukcji fabuły?

Nie mów mi o nadrabianiu, przez jakiś czas nie zaglądałem tutaj i się zebrało tyle tekstów… 

W konstrukcji fabuły raczej nie, ale ten Przewodniczący wpatruje się w rybki i może łatwo skojarzyć się z Boltem i zmylić czytelnika. Myślę, że dodatkowy opis na początek trzeciej części mógłby spełnić zadanie. Dodałbym też coś o tym, że szczury go zainteresowały i przeniósł je na inną planetę, choć może to już by było zbyt łopatologicznie. 

Coś trzeba będzie pokombinować, ale to po zakończeniu konkursu, oczywiście.

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Super :-)

Wszystko świetnie przemyślane, cytat dopasowany do opowiadania (daje do myślenia) i sam styl très bon! :) 

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, pan Bolt jest kimś w rodzaju boga-eksperymentatora, który chce stworzyć idealne istoty myślące? Z ludźmi mu nie wyszło, więc przenosi się na inną planetę i próbuje ze szczurami? Jeśli tak, to czemu nie dał szansy szczurą na Ziemi? Bał się, że za dużo nauczyły się od ludzi? ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

CharliseEileen, :-) Dziękuję. :-)

Irka_Luz, wszechświat ma granicę. Jest nią, powiedzmy szklana, kopuła pana Bolta :-) I tenże od zarania dziejów obserwuje i kreuje. 

Jeśli tak, to czemu nie dał szansy szczurom na Ziemi

Porównam to do budynku. Czasem taniej i efektywniej jest zburzyć stary i postawić nowy. :-) Z ludźmi i planetą Ziemia mu nie wyszło, postanowił rozpocząć od nowa na innej planecie w innym zakątku wszechświata.

Na początek mam jedno zastrzeżenie – rybki raczej nie odnotowałyby jakichś braków w natlenieniu wody tak szybko po wyłączeniu pompki; przynajmniej moje nigdy się tak nie zachowują, niedobory tlenu to kwestia kilku godzin, oczywiście zależnie od temperatury i wielkości akwarium. Taki szczegół, ale mnie akurat trochę wybił z klimatu. 

Ale przechodząc do meritum. Napisane jest zręcznie, płynnie, bardzo naturalnie – zwróciłam na to uwagę zwłaszcza w pierwszej scenie. Dialogi też fajnie poprowadzone. Sama historia okej, chociaż motyw kolejnego z nieskończonych eksperymentów pod tytułem “inteligentne życie” nie jest nowy. Ale jakoś Pan Bolt (z ostatniej części) przypadł mi do gustu, fajny jest pomysł z powiększalnikiem i prowadzeniem X projektów naraz oraz jego całkiem nieboska osoba. Chociaż też przed lekturą komentarzy odczytywałam historię jak drakaina, że Bolt i Przewodniczący to to samo. Mam wrażenie, że tekst naprawdę rozwinąłby skrzydła, gdybyś nie musiał ograniczać się limitem znaków. Wręcz ciekawa bym była takiej wersji, bo już teraz mi się podobało i chciałabym zobaczyć, w jaki sposób być przedstawione motywy pogłębił. :)

rybki raczej nie odnotowałyby jakichś braków w natlenieniu wody tak szybko po wyłączeniu pompki;

To prawda. Myślałem nad tym, jednak uwierzyłem przewodniczącemu, że każde stworzenie można wytresować. Prawdopodobnie był więc to efekt umiejętnej tresury. :-) Rybki lubiły bąbelki wydobywające się z rurki. Ich brak wzbudzał zaniepokojenie.

Sama historia okej, chociaż motyw kolejnego z nieskończonych eksperymentów pod tytułem “inteligentne życie” nie jest nowy.

Był czas, kiedy wydawało mi się, że wszystko już zostało napisane i gdzieś, ktoś skreślił już moje słowa. Potem przestałem się tym przejmować i zacząłem pisać.

Bardzo dziękuję za miłe słowa.

 

Całkiem ciekawe, sporo refleksji na temat ludzkiej natury i naszej przyszłości. W sumie przeczytałbym takie opowiadanie o już mocno rozwiniętej cywilizacji szczurów, która przejęła Ziemię. Przez szczury (Skavenów) i imperatora mam też ogólnie luźne skojarzenia z Warhammerem :) 

 

Sugestie poprawek:

 

Abramowicz patrzył na szefa[-,] uśmiechającego się do rybek w akwarium i bił się z myślami.

Tutej tę przydawkę uznałbym raczej za integralną niż dopowiadaną, stąd przecinek uważam za niepotrzebny. Ewentualnie jeżeli chcielibyśmy koniecznie dopatrywać się tutaj niedopowiedzenia, to należy je również zamknąć przecinkiem w następujący sposób:

 

Abramowicz patrzył na szefa, uśmiechającego się do rybek w akwarium[+,] i bił się z myślami.

 

Nie wiedział, co gorsze: zgłoszenie spóźnienia[-,] czy przerwanie zabawy.

“Czy” występuje tutaj jako spójnik wyrażający alternatywę, a nie partykułę pytajną, więc przecinek jest zbędny.

 

Zerknął na ekran telefonu, który pojaśniał po przyjściu kolejnego smsa.

“SMS-a” lub “esemesa”: https://www.ekorekta24.pl/sms-y-i-esemesy-pisownia-odmiana-i-wymowa/

 

Mężczyzna zwany przewodniczącym sięgnął do kieszeni i wydobył zeń pojemnik

“Z niej”. “Zeń” oznacza “z niego” i możemy stosować to słowo tylko do rzeczowników rodzaju męskiego.

 

***

Dzienna zmiana dozorcy budynku parlamentu dobiegała końca.

Dodałbym enter odstępu po gwiazdkach dla większej czytelności.

 

Waldek wyszczerzył zęby[+,] udając dzikie zwierzę.

Brakujący przecinek przed zdaniem podrzędnym z imiesłowem przymiotnikowym.

 

Po chwili, która tylko pozornie zdawała się wiecznością[+,] z skalnego otworu wyszedł szczur.

Brakujący przecinek zamykający zdanie podrzędne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wicked G, dzięki za komentarz. Sugerowane poprawki naniosłem.

Raczej nie podejmę się rozwinięcia w proponowanym kierunku. Nie potrafię na razie wyobrazić sobie cywilizacji stworzonej przez szczury, w której nie będzie elementów postrzegania rzeczywistości z perspektywy doświadczeń i dokonań ludzkich. A takie coś byłoby fajne.

Intrygująca (i dobrze napisana) pierwsza część, druga sypie się w momencie opisu ataku w parlamencie (od “Wtedy pojawiło się więcej gryzoni” zupełnie gubisz dynamikę), trzecia zmierza w kierunku groteski. Niestety nie trzyma się to konstrukcyjnie kupy.

Fantastyka: jest.

Motyw konkursowy: naciągany. Dałoby się bronić, ale mnie nie przekonuje (widziałem, ze napisałeś wiadomość, jeszcze nie czytałem, zajrzę później, bo pewnie wyjdzie z tego dłuższa dyskusja).

 

Bardzo zgrabne opowiadanie, które mam wrażenie po kilkuset dodatkowych słowach, mogłoby zyskać sporo na przewrotności. Która jest tu zresztą tak czy inaczej, jeśli porówna się pierwszą i ostatnią scenę. Swoją droga niezła zabawa ze słowem, jeśli chodzi o nazwanie kreatora Boltem – od razu przychodzi skojarzenie z przewijającym się po wielu religiach panem piorunów. Choć jak widzę po komentarzach, to raczej przypadek.

Za to szczur przemawiający z mównicy – czyżby pierwsze testy pod późniejszą wersję? ;-)

Ogólnie podobało mi się, ba, fajnie by to wyszło, gdyby przerobienie na animację dało się zrobić szybko i prosto. Ale do hasła konkursowego trochę mi nie pasuje (choć owszem, to akurat coś, co jest w tym przypadku dyskusyjne).

 

Żółta gwiazdka przy tekście przypomniała mi, że miałam skomentować ten fragment

Myślałem nad tym, jednak uwierzyłem przewodniczącemu, że każde stworzenie można wytresować. Prawdopodobnie był więc to efekt umiejętnej tresury. :-)

stosownym internetowym znaleziskiem. Okazuje się, że rybki bywają, przynajmniej pozornie, “trenowalne” ;)

cobold, dziękuję za uwagi. 

od “Wtedy pojawiło się więcej gryzoni” zupełnie gubisz dynamikę

Wskazałeś na ten element warsztatowy, którego, przyznaję, świadomie nie opanowałem. Dzięki, że to wytknąłeś, pomoże mi.

 

wilk-zimowy. 

Motyw konkursowy: naciągany. 

Jeżeli dyskusja będzie długa, to prawdopodobnie oznaczać to będzie, że się mocno rozminęliśmy z rozumieniem motywu. I choć bardzo chciałbym zaistnieć w antologii, to zrozumiem, jeśli moje postrzeganie nie będzie zgodne z intencją pomysłodawcy konkursu. Wszak to ja mam przekonać jury, a nie jury dopasować do mnie. Tak to już jest z konkursami. 

Niemniej po cichu liczę, że uda mi się Cię przekonać za pierwszym podejściem. :-) Wyjaśnienia złożyłem na priv, ale chciałbym, aby inni użytkownicy, którzy zechcą zajrzeć do tekstu, zrozumieli moje intencje i ocenili czy mi się udało to przedstawić.

Ograniczenie ilości słów czasem przeszkadza, a czasem dobrze robi dla tekstu. Próbowałem nadać jak najwięcej znaczeń i podtekstów. Próbowałem. :-)

Dla motywu konkursowego istotna jest końcówka pierwszej sceny w połączeniu z trzecią.

I sprawię, że będzie to trwało w nieskończoność.

Abramowicz rozpromienił się na twarzy.

– Geniusz. Powinien pan rządzić wszechświatem.

Przewodniczący uśmiechnął się.

– I na to przyjdzie czas. Idziemy.

Mamy tu pychę i żądzę nieskończonej władzy. A tu pyk. Okazuje się, że nie tylko nie jesteśmy sami we wszechświecie, ale że ten wszechświat jest skończony, czymś w rodzaju akwarium. A inny byt, być może z krwi i kości (nie bez powodu Bolt zapalił papierosa) bawi się ludźmi, tak jak ludzie rybkami. 

Dlaczego Bolt? Faktycznie przypadek. Pomysł pierwotnie miał być skonsumowany przy okazji konkursu MF Opowiadania. Hasłem konkursowym było: Pan Bowi z oddali przygląda się Polsce”. Wtedy przyszło mi do głowy, że ten pan to ktoś, kto patrzy z góry, i choć ma większe możliwości niż znany nam człowiek, to jeszcze z Bogiem czy bogiem ma niewiele wspólnego.

Nie wyrobiłem się z napisaniem.

Przeglądając forum zorientowałem się, że pozostały jeszcze dwa dni do zakończenia Granic Nieskończoności i sześć, czy siedem tysięcy znaków to nie jest dużo i dam radę. Miałem w głowie pana Bowie i wyszedł Bolt. :-)

Nir, dziś można wszystko… pokazać. :-) Rybki cudowne i nawet fair play się zachowały.

 

Nowa Fantastyka