- Opowiadanie: serpent - Było nas czworo

Było nas czworo

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Granice Nieskończoności”.

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na Fundację Wspierania Ratownictwa RK: https://fb.com/FundacjaRK/about/ (dane na dole strony).

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Było nas czworo

W oddali rozległ się tętent kopyt.

Siedząca na drewnianym płocie Śmierć uniosła głowę, nasłuchując. Jej klacz – koński szkielet obciągnięty skórą z resztkami płowej sierści – która dotąd leniwie skubała trawę na łące za jej plecami także uniosła łeb, zainteresowana zbliżającym się dźwiękiem.

Śmierć nie musiała długo czekać. Po chwili zza zakrętu wyłonił się jeździec na białym wierzchowcu, galopując w jej stronę po pustej, asfaltowej drodze. Po chwili byli już na tyle blisko, że Śmierć wyraźnie mogła dostrzec jasne włosy przybysza, jego szerokie ramiona i znajomą sylwetkę. I złotą koronę na jego głowie, lśniącą w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.

Dotarłszy wreszcie na rozstaje, jeździec ściągnął wodze. Wierzchowiec wyhamował gwałtownie i zatańczył w miejscu, potrząsnął białą grzywą. Dyszał ciężko, ze świstem wciągając powietrze do płuc, a z pyska toczyła mu się różowa piana.

Zaraza zeskoczył z końskiego grzbietu. Ubrany był, jak zwykle, w skóry i futra, łuk i kołczan przewieszone miał przez plecy. Wolnym krokiem zszedł z jezdni na pobocze, zatrzymując się tuż przed Śmiercią.

­– Siostrzyczko – rzekł ciepło, po czym zdjął koronę i szerokim gestem zamiótł nią trawę u stóp Śmierci, zginając się w głębokim, teatralnym ukłonie.

– Zaraza!

Śmierć zeskoczyła z płotu. Gdy tylko jej brat wyprostował się i włożył koronę z powrotem na skronie, przyciągnęła go blisko i objęła. Zaraza zaśmiał się radośnie i odwzajemnił uścisk, w swoim szczerym entuzjazmie niemalże łamiąc Śmierci kości. Na koniec ucałował ją w nagą czaszkę.

Odsuwając się od brata, Śmierć zorientowała się nagle jak bardzo za nim tęskniła. Jak bardzo będzie za nim tęsknić.

– Widziałeś się z siostrą? – zapytała, ignorując tępy ból, który poczuła nagle w przestrzeni między żebrami.

– Przelotnie. – Zaraza uśmiechnął się szeroko, patrząc w puste oczodoły Śmierci. – Jest w Stanach, bawi się policjantami. Co prawda mijamy się często, ale znasz ją, nie usiedzi w miejscu.

O, tak. Śmierć świetnie znała Wojnę. Swoją niespokojną, niezmiennie podnieconą siostrzyczkę, wiecznie szukającą zarzewi nowych konfliktów czy nowych rzek, które mogłyby spłynąć krwią. Piękną, okrutną Wojnę.

– A Głód?

– Ciągle w Jemenie. Wybieram się do niego wkrótce.

– Dobrze. Bardzo dobrze.

Na widok Zarazy i wspomnienie rodzeństwa Śmierć ogarnęło nagłe rozrzewnienie, a zaraz za nim – fala zwątpienia. Ale nie było już odwrotu.

Kochała ich tak bardzo. Bezkreśnie, bezwarunkowo. Mieli przecież tylko jeden cel i siebie nawzajem. I chociaż każde z nich dzierżyło niesamowitą, świętą moc, to nie było mocy większej czy silniejszej nad ich miłość. Ta miłość, ta siła zdolna przetrwać sam koniec świata, była wieczna, niezniszczalna, bezgraniczna.

A przynajmniej tak jej się wydawało. Do niedawna.

Usiedli oboje na płocie, prawie stykając się biodrami, ciesząc się swoją bliskością. Śmierć zapytała o ostatnie miesiące i kazała opowiedzieć sobie, gdzie Zaraza bywał, co widział i co robił. Słuchała, gdy brat mówił jej o przepełnionych szpitalach i rozpaczliwie łapanych oddechach. I wiedziała, że chociaż musi dokonać zaplanowanego czynu, to wciąż kocha swojego brata. Bardziej niż wszystko inne – powiedziałaby jeszcze niedawno. Na równi tylko z Wojną i z Głodem.

Nie bardziej, pomyślała teraz, niż człowieka.

Ich przeznaczeniem było przecież coś więcej. Mieli czekać na odpowiedni moment, mieli być częścią wielkiego planu, a byli jak wściekłe psy zerwane z łańcucha. Rozswawoleni i niebezpieczni. Bez celu siejący zamęt i chaos. Stwarzający cierpienie dla samego cierpienia.

Śmierć nie musiała robić niczego. Ludzie byli ludźmi, śmierć więc była im pisana. Zwykle umierali sami, ze starości, chorób, w wypadkach. Niekiedy zabijali się wzajemnie. Ale nigdy, nigdy ich śmierć nie wymagała ingerencji samej Śmierci.

Zaraza, Wojna i Głód zaczęli za to ingerować często i z wielkim entuzjazmem.

Śmierć patrzyła, jak jej rozbestwione rodzeństwo przynosi ludziom rozpacz i powolną zagładę. I w którymś momencie zdała sobie sprawę, że Śmierć jest czasem Miłosierdziem.

– A ty? – zapytał pogodnie Zaraza, wyrywając ją z zamyślenia. – Dlaczego chciałaś się spotkać? Nie zrozum mnie źle, siostro, wspaniale cię widzieć. Ale czemu tak nagle?

Śmierć spojrzała na brata i trwała tak w milczeniu przez długą chwilę, próbując nacieszyć się jego widokiem, jego obecnością.

– Zaraza – westchnęła wreszcie. – Mój kochany, kochany Zaraza.

Ciągle uśmiechając się łagodnie, Zaraza przekrzywił głowę. Gdy Śmierć sięgnęła za siebie i ujęła w dłonie opartą dotąd o płot kosę, jego brwi ściągnęły się tylko delikatnie, w oczach przemknął cień konsternacji.

Ostrze kosy przecięło powietrze szerokim łukiem i wbiło się głęboko w szyję Zarazy. Niepewnie wyprowadzony cios nie ściął mu głowy, jak powinien, a rozpłatał tylko gardło, spychając go z płotu na ziemię. Jasna krew trysnęła spod ostrza.

Śmierć szarpnęła kosą. Znowu zbyt słabo; wyrzuty sumienia odbierały jej precyzję i skuteczność, ale najwyraźniej tyle wystarczyło, by dokończyć, co zaczęła. Szok, niedowierzanie i poczucie zdrady zgasły w szeroko otwartych oczach Zarazy, ręce opadły bezwładnie na trawę.

Chwilę potem na jego skórze wykwitły wielobarwne plamy i czerwona wysypka, zaraz potem pojawiły się obrzęki, zgrubienia i otwarte rany. Oczy zaropiały, ze zniekształconego nosa zaczął płynąć gęsty śluz. Spod skór i futer pociekła krew i wydzieliny.

Czy ludzie, zastanawiała się Śmierć, patrząc na gnijące ciało Zarazy, też tak bardzo kochają swoje rodzeństwo? Czy cierpią tak samo jak ona, gdy zmuszeni są stanąć przeciwko swoim braciom, swoim siostrom?

Śmierć poczekała, aż zwłoki rozpadną się i rozłożą, a po północy przeskoczyła przez płot i skierowała się w stronę swojej płowej klaczy. Musiała jechać. Czas naglił, a do Jemenu była daleka droga.

Koniec

Komentarze

Zgrabne opowiadanie, ciekawe podejście do temu i wykorzystanie symboliki 4 jeźdźców apokalipsy. Jak dla mnie zakończenie trochę zbyt życzeniowe, ale w końcu fantazja jest jednym z filarów nadziei.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

To pierwsza rzecz, którą wrzucam tu na forum, więc przyznaję, że to bardzo pokrzepiająca opinia. Wielkie dzięki za komentarz, doceniam!

Trochę nie moje klimaty. Początek mnie nie zachwycił, ale końcówka, w której dużo więcej się dzieje sprawiła, że mam pozytywne wrażenia. :) 

Pomysł ciekawy, trochę gorzej z wykonaniem. 

Już na samym początku mocno przekombinowałaś.

 

Siedząca na drewnianym płocie Śmierć uniosła głowę, nasłuchując. Jej klacz – koński szkielet obciągnięty skórą z resztkami płowej sierści – która dotąd leniwie skubała trawę na łące za jej plecami także uniosła łeb, zainteresowana zbliżającym się dźwiękiem.

Naprawdę trzeba się skupić, by zrozumieć to zdanie. Pamiętaj, że początek często decyduje o tym, czy czytelnik pójdzie dalej, czy porzuci tekst.

Zaimki Ci pogrubiłem, żebyś zwróciła uwagę na częstotliwość ich występowania. Im mniej, tym lepiej. A w jednym zdaniu dwa identyczne to już wykroczenie. smiley

 

Śmierć nie musiała robić niczego. Ludzie byli ludźmi, śmierć więc była im pisana. Zwykle umierali sami, ze starości, chorób, w wypadkach. Niekiedy zabijali się wzajemnie. Ale nigdy, nigdy ich śmierć nie wymagała ingerencji samej Śmierci.

Uważaj na powtórzenia. Choć tu mamy dwie różne “śmierci”, to jednak nie najlepiej to wygląda.

 

Masz wyobraźnię. Pracuj nad warsztatem. Trzymam kciuki.

 

Patryk, tym bardziej dzięki za lekturę! Będę mieć te początki na uwadze.

 

ManeTekelFares, również wielkie dzięki. Bardzo doceniam, że chciało ci się zwrócić mi uwagę na niedociągnięcia. Jak wyżej, będę w przyszłości zwracać większą uwagę na początki.

Tak tylko dla sprostowania – jestem kobietą :)

Jeszcze raz dzięki za komentarz i zachętę do dalszych prób!

serpent, przepraszam. W żadnym wypadku nie było to celowe. Nie wiem, jakim cudem “wszedł” mi w mózg facet. Zaraz przeedytuję komentarz.

Pomysł takiej jatki między rodzeństwem bardzo mi się spodobał. Zaczyna się powoli, ale końcówka jest bardzo satysfakcjonująca i mocna. Przychylam się do opinii przedpiścy, że dwa rodzaje śmierci dobrze byłoby zaakcentować urozmaiconym doborem słownictwa. Klimat tak ogólnie na na plus.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

oidrin, wielkie dzięki za komentarz i miłe słowa. Cieszę się, że klimat i pomysł się sprawdzają. Będę na przyszłość uważać na powtórzenia w podobnych przypadkach.

Całkiem udane, z zaskoczeniem, wpasowane w limit. 

Unikaj kumulacji zaimków – sprawdź zawsze, czy można je wykreślić, bez zmiany sensu zdania. Nadużywasz składni z imiesłowem czynnym, w większej ilości jest to nużące powtarzalnością schematu. Zwróć uwagę na rytm zdań – w ramach akapitu warto go różnicować.

Pozdrawiam!

cobold, dzięki, dobrze wiedzieć! Będę w przyszłości zwracać uwagę. Pozdrawiam również!

Fantastyka: jest.

Motyw konkursowy: specyficzny, ale można tak to interpretować, więc jest.

 

Są tu wątki, które mi leżą, jest pomysłowe podejście, a na dodatek całość napisana naprawdę lekko, bardzo szybko przechodzi się przez ten tekst. Podoba mi zwłaszcza sposób, w jaki odwracasz schematy i zmieniasz wymowę mitu jeźdźców apokalipsy. To jest naprawdę sympatyczny tekst. Może bez efektu „wow”, ale mi się podobało. Natomiast pewnie by zaskoczyło dużo bardziej, gdyby gdzieś przy finale znalazła się jakaś mocniejsza, wyraźniejsza myśl, coś dającego do myślenia lub oddziałującego na wyobraźnię, co byłoby zwieńczeniem całości.

 

Tak czy inaczej na plus i mam nadzieję, że jeszcze zobaczę jakieś Twoje opowiadania.

 

wilku, wielkie, wielkie dzięki za wyróżnienie!

Za podbudowującą opinię również. Dopiero zaczynam, więc takie słowa naprawdę zachęcają do dalszego pisania i kolejnych prób.

Inne opowiadanie na pewno zobaczysz/zobaczyłeś – poszło na ścieżkę B, więc jeszcze się okaże co i jak. A tymczasem bardzo się cieszę, że ten tekst się spodobał :)

serpent, bardzo udany tekst! Śmierć zaskoczyła swoim zachowaniem, podobnie jak refleksjami i konfliktem wewnętrznym. Cwana, najpierw zrobiła przeszpiegi, gdzie znaleźć resztę rodzeństwa, a potem przystąpiła do działania. 

Początek ciut niezgrabny, ale dalej nie mam zarzutów jako ukontentowana czytelniczka :). 

Interesujący pomysł, spodobał mi się, ładnie nawiązuje do konkursu. Twist pod koniec zaskoczył.

Babska logika rządzi!

Cytryna, nawet się nie spodziewałam, że dostanę tu jeszcze jakieś komentarze. Bardzo mnie cieszy, że się podobało i że Śmierć była zaskakująca – fajnie czasem pobawić się tak klasyczną postacią. Wielkie dzięki!

Finkla, dziękuję za opinię! Bardzo mi miło, że udało mi się wyciągnąć coś ciekawego z motywu konkursowego, a końcówka zadziałała jak trzeba.

Ciekawa reinterpretacja motywu Czterech Jeźdźców Apokalipsy, postaci zostały twórczo przetworzone w intrygujący sposób, z opowiednią głębią. Całkiem sprawnie napisane stylistycznie.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ciekawa interpretacja tematu konkursowego, do tego nieźle napisane postaci. Udało Ci się uczłowieczyć Śmierć i Zarazę, a to już coś!

Popracuj trochę nad uproszczeniem zdań.

Podobało się! :)

Nowa Fantastyka