- Opowiadanie: Bravincjusz - Elfka Ania

Elfka Ania

Oceny

Elfka Ania

− Dlaczego właściwie elfka żyje w mieście ludzi?

− Ludzi? − zdziwiła się. − Everet nie jest miastem ludzi i nigdy nie było. To po prostu miasto, jedno z wielu. Każdy może tu przyjechać i stąd wyjechać, kiedy tylko zechce.

− Mhmm… − mruknął speszony. − Nie żebym coś insynuował, ale mało się was tu widuje.

− Bo elfy to po prostu banda aroganckich narcyzów z kijami w dupach! − odparła zirytowana. − Siedzą w tych swoich kryształowych, przepełnionych magią pałacach, odizolowani od reszty świata i całymi dniami kontemplują naturę wszechrzeczy. Poszukują prawdy, odpowiedzi na odwieczne elfie pytanie: jak stać się dupkiem absolutnym, dupkiem alfa. To są elfy, klasyczne.

Karczmarz zmrużył tylko oczy i kontynuował polerowanie kufla. Już miał podzielić się tym, co sam myśli o elfach, lecz w porę doszło do niego, że to jedna z tych dyskusji, w których lepiej nie uczestniczyć.

− Jasne… − rzucił niechętnie, po czym oddalił się w stronę półki z trunkami, poświęcając im całą uwagę. Wyjął notesik i skrupulatnie zaczął wypełniać niewielkie kartki.

− Fil! − krzyknęła, wspinając się na szynkwas. − Nie ignoruj mnie! Dobrze wiem, że tylko udajesz zapracowanego i czekasz, aż sobie pójdę.

Karczmarz zbył ją milczeniem.

Usiadła z powrotem na stołku i wzięła głęboki oddech. Nieco się uspokoiła. Przechyliła gliniany kubek, by wydobyć z niego ostatki złocistego płynu, lecz jedyne co przełknęła to własne łzy.

− Fil… Miodek mi się skończył − zaskomlała. − Dlaczego on zawsze tak szybko się kończy? Dlaczego życie jest takie okrutne?

− Więcej nie dostaniesz, Aniu − odparł oschle.

− Ten pieniądz − rzekła, z głośnym brzękiem wysypując zawartość sakiewki na blat − bardzo chce znaleźć się w twych kieszeniach, Filu. Każda z tych monet będzie niezwykle szczęśliwa, mając kogoś takiego jak ty za ojca. Przygarnij je, daj im dom, a na świecie zapanuje pokój i harmonia.

Poirytowany spojrzał na elfkę i nie zamierzał spuścić z niej wzroku, nawet mrugnąć. Wyraziste “nie” aż krzyczało z ciemnych oczu karczmarza. Ania została zmuszona do kapitulacji. Pozbawiona nadziei osunęła się ze stołka na podłogę. Nie minęła nawet chwila, a rozległ się odgłos gwałtownego wymiotowania.

− Cholera jasna! − zagrzmiał Fil. − Kiedyś umrę i będzie to najszczęśliwszy dzień mojego życia. Znowu to zrobiłaś!

− Przepraszam, nie chciałam! − odparła ze łzami w oczach. Z trudem złapała pion i otarła usta. − Mam nadzieję, że mój hojny napiwek zrekompensuje straty.

− To… − Wskazał na leżący na blacie stosik. − To są zwykłe kapsle, nie żaden napiwek!

− Ale są kolorowe i ładne. Ja bym je wzięła.

Karczmarz zacisnął usta i pokręcił głową. Udał się na zaplecze i zaraz wyłonił się z wiadrem, ścierką i zapasem wrodzonej niechęci do czyszczenia podłóg. Spojrzał na kałużę wymiocin, a żyłka na jego czole niebezpiecznie się powiększyła.

− Co. Do. Kurwy?!

− Filu − zaczęła słodko elfka, kierując się powoli w stronę drzwi. − Wiem, jak bardzo nie lubisz sprzątać po mnie, więc użyłam elfiej magii, by pomóc. − Uśmiechnęła się szeroko, łapiąc za klamkę. − Niestety nie mogę dłużej zostać. Miłej nocy! − rzuciła na pożegnanie i wyszła nieco chwiejnym krokiem.

Gapił się na podłogę, a chęć życia powoli opuszczała jego ciało.

− Tęczowe rzygi − mruknął do siebie. − No ja pierdolę…

 

Ciepła noc stanowiła warunki wyjątkowo sprzyjające spokojnemu spacerowi wzdłuż Lukrysy, szerokiej rzeki płynącej przez Everet. Ania ściągnęła buty, wskoczyła na niewielki murek przy samym brzegu, skierowała wzrok ku niebu i powoli ruszyła przed siebie, ostrożnie stąpając po kamiennych blokach.

Zrobiła osiem kroków, nim straciła równowagę, a jej ciało zaczęło przechylać się w stronę rzeki. Późna kąpiel w zimnej, zawierającej nieczystości miasta wodzie, nie była czymś na co elfka miałaby najmniejszą ochotę. Szczęśliwie ktoś w ostatniej chwili złapał ją za rękę i pomógł zejść.

− Było blisko − stwierdziła nieznajoma. − Prawie wpadłaś do rzeki!

− To nie byłby pierwszy raz, ale tak, dziękuję za uratowanie mi życia. − Skłoniła się nisko.

− Widziałam jak wychodzisz z Przygody i pomyślałam sobie: cóż za ciekawa osóbka, szkoda by było jej nie poznać.

− To miło z twojej strony. − Ucieszyła się. − Już dawno nikt za mną nie szedł, żeby mi to powiedzieć.

Dziewczyna ujęła dłonie Ani, uklęknęła przed nią i spojrzała głęboko w błękitne elfie oczy, w których odbijały się płomyki latarni ulicznych.

− Uczynisz mi zaszczyt i zechcesz zostać moją muzą?

− Muzą? − zapytała zdezorientowana. − Jak to muzą? Przecież nawet się nie znamy…

− Zwą mnie Rosa − przedstawiła się. − I zamierzam zostać najsławniejszą i najwspanialszą pieśniarką! Ale potrzebuję natchnienia i coś mi podpowiada, że właśnie na nie patrzę.

Ania uwolniła dłonie z objęć. Stała w miejscu i nie wiedząc, jak ma się zachować, po prostu gapiła się na klęczącą dziewczynę. Na jej twarz barwy czekolady, na krótkie ciemne włosy i na zielone oczy, które błyszczały pewnością siebie. Obok leżała jej lutnia.

− Więc jesteś minstrelem − zaczęła Ania. − I chcesz śpiewać… o mnie?

− Tak. − Podniosła instrument i wstała. − Jesteś dość niska jak na elfkę. I… nie obraź się, ale czy mogę dotknąć twoich…

Ania odruchowo cofnęła się o krok, a Rosa opuściła rękę.

− Są prawdziwe! − rzekła rozeźlona, trzymając się za szpiczaste uszy. − No i powszechnie znany jest fakt, że wysoki elf to głupi elf!

− Ale one wszystkie są wysokie − odparła Rosa po chwili zastanowienia.

_ Tak, z wyjątkiem mnie.

− Żartowniś z ciebie.

− W każdym razie sama nie jesteś wiele wyższa.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

− Więc? − zapytała.

− Co więc? − zdziwiła się Ania.

Rosa westchnęła cicho.

− Bądź moją inspiracją, nie daj się prosić!

− Chciałam przejść się na wzgórza, to niedaleko. Będzie stamtąd dobrze widać gwiazdy… Może nie zaszkodzi odrobina towarzystwa.

 

Leżały na miękkiej trawie, wpatrując się w migoczące na niebie punkty. Ania mówiła, a Rosa słuchała. I tak leniwie płynął czas, pełen niezmąconego niczym spokoju.

− Rety! Nie przypuszczałam nawet, że żyjąc w mieście można mieć tyle przygód − stwierdziła Rosa. − Zostałaś wypędzona z elfiej społeczności, przez kilkadziesiąt lat byłaś zmieniona w kamień, uratowałaś miasto przed zagładą i… tropisz stwory z piekieł?

− Nie do końca… Ale w uproszczeniu, tak. Za bohaterskie czyny nic nie kupisz, a zarabiać trzeba, więc tropię…

− A twoje kwiaty we włosach? Wyglądają uroczo, ale coś mi mówi, że też kryje się za nimi jakaś opowieść.

− To moje ujście − wyjaśniła, ale dziewczyna nie zrozumiała. − Chodź, pokażę ci!

Elfka wstała, zakręciło się jej w głowie i upadłaby, gdyby Rosa nie złapała jej w pasie i nie przyciągnęła do siebie.

− Znów cię uratowałam − szepnęła.

− Moja zbawczyni − rzekła z wdzięcznością, wpatrując się w zielone oczy. − Nie puszczaj mnie, świat strasznie się dziś kołysze.

− Nie zamierzałam. − Uśmiechnęła się.

− To dobrze. A teraz patrz.

Oczy elfki pojaśniały błękitem; nitki światła zaczęły rozchodzić się od nich po twarzy i dalej, by w końcu wypełnić złotym blaskiem runiczne tatuaże na ramionach, dekolcie, a także te kryjące się pod cienką tkaniną sukienki. Kwiaty we włosach zalśniły, wypuściły nowe pąki i rozkwitły; trawa wokół stojących w objęciach dziewczyn aż tętniła od życiodajnej energii, rozrastając się przy każdym uderzeniu serca.

− To piękne − wydusiła z siebie Rosa, urzeczona bajecznym pokazem. − W życiu czegoś takiego nie widziałam.

− Większość magii zawsze pochłaniają kwiaty we włosach − wyjaśniła elfka. − Muszę pozbywać się co jakiś czas nadmiaru nagromadzonej energii, inaczej będzie ze mną źle.

− Jak źle?

− Śmierć.

− Rzeczywiście źle − zgodziła się Rosa.

Błękitny blask elfiej magii zaczął wygasać, aż wszystko ponownie spowił mrok nocy. Ania pozostawała wtulona w ramiona Rosy, do momentu gdy stwierdziła, że uporczywe falowanie rzeczywistości ustąpiło.

− Roso…

− Tak?

− Zdecydowałam, że lubię cię.

− Aniu, twe słowa są jak pokarm dla mego serca!

− No dobrze… − Zamrugała zdezorientowana. − Pokażę ci coś jeszcze, ale nie tutaj. Coś, co niewielu miało okazję zobaczyć.

− Podążę za tobą nawet do piekła! Ruszajmy.

 

Przy jednej ze ścian pracowni stały liczne regały, po brzegi wypełnione przeróżnymi księgami oraz zwojami, o tematyce okultystycznej i pokrewnej. Wśród imponującej kolekcji dało się dostrzec przewodniki po lokalnych legendach, podręczniki historyczne, a nawet zbiory receptur alchemicznych. Najwyższe półki zarezerwowane były dla grymuarów, spośród których dwa owinięto łańcuchami.

Powierzchnię stołu zajmowały słoje oraz fiolki z różnorodnymi płynami, proszkami lub fragmentami czegoś niegdyś żywego. Każde naczynie opatrzono etykietą, z dokładnym opisem zawartości.

Na ciemnych ścianach widniały starannie naniesione czerwoną farbą runy. Gdzieniegdzie pojawiały się wykreślone kredą okręgi z tajemnymi symbolami wewnątrz.

Ania poprawiła rozrysowane na podłodze znaki, uzupełniła ubytki w otaczającym je kręgu soli i zapaliła dodatkowe świece, które następnie zaczęła rozmieszczać na wierzchołkach nakreślonego heksagonu. Rosa siedziała cicho na stołku przy biurku, z zainteresowaniem, ale też lekkim niepokojem, przyglądając się wszystkiemu wokół.

− Jeszcze nigdy nie byłam w takim miejscu, Aniu − stwierdziła podekscytowana. − Trochę tu strasznie. Zupełnie jak w laboratorium jakiegoś nekromanty.

− Jack upierał się, żeby pracownia miała surowy wygląd, bez żadnych rozpraszaczy… Jeszcze jedna świeczka i… Gotowe!

Rosa wstała i podeszła do okręgu, zatrzymując się przed granicą wytyczoną przez ścieżkę soli. Ania stała pośrodku zielonkawych płomyków świec.

− Czy to aby bezpieczne? − zapytała dziewczyna. − Szkoda wielka by była, gdyby naszej uroczej elfce coś się przytrafiło.

− Dla mnie bezpieczne − odparła po chwili zastanowienia. − Dla ciebie też, bez obaw − dodała szybko. − Postaraj się tylko nie przerwać linii soli, a wszystko będzie dobrze.

Zaraz po tym zapewnieniu Ania usiadła w środku okręgu, otoczona nakreślonymi kredą symbolami. Machnęła ręką, a spokojne ogniki zaczęły tańczyć jak na wietrze. Zamknęła oczy, w skupieniu recytując coś cicho, niemal niesłyszalnie. Ledwie musnęła koniuszkami palców tatuaż na lewym ramieniu, a ten zalśnił, po czym rozpadł się i zniknął. Gdy uniosła powieki, nie było magicznej poświaty, a jedynie bezkresna czerń, zdająca się wylewać powoli z oczodołów.

Rosa odsunęła się ostrożnie, nie spuszczając wzroku z elfki. Czuła się przygnieciona ciężką atmosferą, która zapanowała w pomieszczeniu. Położyła dłoń na piersi, mając wrażenie, że walące jak oszalałe serce zaraz wyskoczy.

− C−co się dzieje? − zapytała ciszej niż chciała.

− Mam wszystko pod kontrolą − odezwała się Ania podwójnym głosem. Ten drugi był o wiele głębszy; zdawał się należeć do czegoś, co tylko próbowało naśladować mowę. − Zaraz nastąpi rozdzielenie.

Czerń z oczu elfki spłynęła. Maź uniosła się w powietrzu i przybrała postać cienistego pająka, najwyraźniej nie potrafiącego utrzymać swojej formy. Stale przeobrażał się w inne byty, by po chwili powrócić do ośmionogiego kształtu.

− Byłaś opętana?! − zapytała Rosa z niedowierzaniem.

− Nie − odparła Ania ze spokojem, uśmiechając się dumnie. − To on był przeze mnie opętany, mniej więcej.

− Jak?

− Przez przypadek odkryłam, że to potrafię, gdy zeszłej jesieni demon próbował mnie opętać. Najwyraźniej są ode mnie słabsze, przynajmniej niektóre. Mogę nad nimi zapanować. Uwięzić je.

− Czy każdy twój tatuaż to demon?

− Nie każdy.

Cień krążył nerwowo wewnątrz kręgu. Zatrzymywał się zawieszony w powietrzu, a następnie szarżował prosto na niewidzialną barierę. Nie potrafił się przebić; w wyrazie wzbierającego gniewu pajęcza forma rozciągała się w coraz dziksze i egzotyczniejsze kształty.

Ania wstała z podłogi, zachwiała się i upadła. Rosa ruszyła, by ją złapać, lecz w ostatniej chwili zatrzymała się przed linią soli. Zacisnęła tylko zęby.

− Nic mi nie jest − powiedziała elfka, podnosząc się powoli. Strzepnęła z sukienki ślady kredy, gdy już postawiła się do pionu.

− Gdzie demon? − zapytała Rosa.

Rzeczywiście, cień zniknął. Elfka obejrzała dokładnie miejsce, w którym upadła, ale nie zauważyła, by symbole lub solna granica zostały naruszone.

− Przecież nie straciłam koncentracji − powiedziała do siebie drżącym głosem. − To nie mogło się stać. Znowu.

Ruszyła w stronę biurka, na którym leżało kilka zwojów, a wśród nich ten jeden, którego właśnie potrzebowała. Zrobiła zaledwie kilka kroków, zanim zatrzymał ją krzyk Rosy.

− Aniu! Odwróć się!

Elfka tak też zrobiła. Zawieszony w powietrzu cienisty kształt rozciągał się, opuszczając niewidzialne więzienie, aż w końcu ulotnił się całkowicie z pracowni. Spojrzała w dół i już wiedziała, gdzie popełniła błąd.

− Ojejku − powiedziała.

− To moja wina − stwierdziła Rosa ze smutkiem w głosie. − Tym razem nie zdołałam uratować mojej Ani, która stara się tak bardzo dać mi inspirację. Zawiodłam.

− Nie! To ja zawiodłam. Schował się za mną, a gdy ruszyłam po zwój, przeszłam po soli i przerwałam barierę. Co za paskudny przebieglak! − Skryła twarz w dłoniach. − Roso…

Podeszła do dziewczyny, ujęła jej dłonie i spojrzała głęboko w oczy.

− Będzie źle, jeśli takie paskudztwo będzie krążyć po świecie. Pomożesz mi go wytropić?

Dziewczyna spoglądała na elfkę, dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się.

− Jeśli tylko powiesz, co mam robić.

Koniec

Komentarze

W porządku, nie widzę problemów. Ania jest dobrze zarysowaną postacią (co nie znaczy dobrą), fabularnie i stylistycznie wszystko się trzyma, trudno się do czegokolwiek przyczepić. Jestem na tak.

Ciekawy początek, i taka roztargniona, długoucha bohaterka opowiadania. Jak już się wciągnąłem, to się niestety skończyło ;-( Na miejscu tego gościa ogrodził bym te tęczowe rzygi Biało-Czerwoną taśmą i inkasował za oglądanie. Dalej trochę dziwnie (chyba, że czegoś nie złapałem albo jest to część większej całości, której nie znam), tajemnicza nieznajoma klęka przede mną, a ja w zamian pokazuję jej demona związanego w tatuażu, który przypadkiem ucieka i rusza w miasto. Przydała by się kontynuacja!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Mam mieszane uczucia. Napisane sprawnie, czyta się szybko, bohaterowie zbudowani jak trzeba. Ale z drugiej strony historia nie zrobiła na mnie wrażenia, wygląda to raczej na początek większej historii. Zgadzam się też z krarem85, że trochę dziwnie wyszło nawiązanie relacji między bohaterkami – chyba nastąpiło to trochę za szybko i ten ekspresowy proces budowania “przyjaźni” wydaje się nie do końca wiarygodny.

Ale tak jak pisałem wyżej, czytało się nieźle. Dialogi ułożone jak trzeba, kilka fragmentów wychodzi zabawnie i mimo że to dość typowe fantasy, nie zdążyło mnie znudzić.

Hej, dzięki za odwiedziny!

Jeśli do równania dorzuci się alkohol, można w miarę szybko zbudować dość zażyłe relacje ;) 

Nie planuję bezpośredniej kontynuacji, ale tak, będzie coś w tym rodzaju.

A false friend and a shadow attend only while the sun shines

Cześć, Brawincjuszu. :-)

Sama elfka Ania i jej relacja z nieznajomą podoba mi się, natomiast całe opowiadanie już niekoniecznie, ponieważ jest dla mnie wstępem do dłuższej historii, czyli traktuję je jako fragment. Historia dopiero się rozpoczyna, poznaliśmy Anię, wiemy wstępnie, czym dysponuje i zyskała sprzymierzeńca oraz ma co robić.

Warsztatowo chyba byłoby nad czym popracować. Moją uwagę zwróciły dwie rzeczy:

*pisanie bardziej scenariuszowe, jakby gra z pewnymi dla niej charakterystycznymi zwrotami i gadżetami

*pewien rodzaj niepewności i schematyczności w opisie sytuacji i bohaterów, czyli czytaj Innych i komentuj, moja odwieczna śpiewka

 

Przykłady z różnych parafii:

Mhmm… − mruknął speszony.

Nie wiem, kto to mówi – karczmarz?

Daj jakieś jedno zdanie na początek, żebyśmy wiedzieli, że siedzi sama przy stole, barze, ławie. Jakikolwiek znak, kto z kim rozmawia. My, czytelnicy, tego nie widzimy.

Mordercza aura emanująca z ciemnych oczu karczmarza 

Wyboldowane takie sobie, nie można bardziej wprost?

Pozbawiona nadziei i woli walki, osunęła się ze stołka

Nie rozumiem wyboldowanego, znowu proponowałabym prościej, bez patosu. Osunięcia ze stołka też nie rozumiem, czy spadła, nie trafiła? Co się stało?

Postawiła się do pionu

Niezgrabne, skrót, może jeśli chcesz kolokwializm „z trudem złapała pion”. Za chwilę, używasz podobnego zwrotu. Warto byłoby dopracować.

resztą specjalistycznego sprzętu do czyszczenia podłóg.

Nie przesadzaj z tym specjalistycznym sprzętem do czyszczenia podłóg. xd

Wyjątkowo ciepła noc stanowiła warunki wyjątkowo sprzyjające spokojnemu spacerowi

Jedno z wyjątkowych – out, bo nic nie podkreśla.

Brała pod uwagę możliwość niechcianej kąpieli w zimnej wodzie, lecz głęboko wierzyła, że do tego nie dojdzie. I w zasadzie miała rację; ktoś w ostatniej chwili złapał ją za rękę i pomógł zejść.

Z gier. Tu odchudziłabym, czyli np. usunęłabym wyboldowane. 

− To miło z twojej strony. − Speszyła się. − Już dawno nikt za mną nie szedł, żeby mi to powiedzieć.

Dwie rzeczy. Pierwsza – charakterologiczna “speszyła się”, przecież się spodziewała, wręcz liczyła na to. Drugie to speszenie. Karczmarz się speszył i teraz ona.

− Uczynisz mi ten zaszczyt i zechcesz zostać moją muzą?

Wyboldowane jest dla mnie zbędne.

− Muzą? − zapytała skrępowana i nieco zdezorientowana. − Jak to muzą? Przecież nawet się nie znamy…

Znowu jakaś kalka z gier. Masz bohaterkę – elfkę Anię, już wiemy, ze nie jest jest łatwo w życiu (pije na umór, szuka przyjaciół, ryzykuje), stara się być grzeczna. Nie dopowiadaj tak dużo. Dla mnie logiczne byłoby wybicie na plan pierwszy dezorientacji. W wersji hard usunęłabym wyboldowane.

które błyszczały pewnością siebie

Wyboldowane, chyba niepotrzebne.

Leżały na miękkiej trawie, otulone mrokiem nocy, wpatrując się w migoczące na niebie punkty.

Uważałabym z „otulone mrokiem nocy”. Bardzo oklepane, podobnie jak gwiazdy, ale je mogę znieść, lecz w złożeniu z “otulone mrokiem” już nie. Kawałek dalej też jest otulone i moje odczucie podobne (dokładniej „wtulona w ramiona Rosy”).

− Tej nocy podążę za tobą nawet do piekła!

Chyba odpuściłabym „tej nocy”, przecież stała się muzą dla Rosy, więc ta chciałaby za nią zawsze podążać.

dwa opięto łańcuchami

Niezgrabne.

Powierzchnię stołu zajmowały słoje oraz fiolki z zawartością płynną, sproszkowaną, ale też w niektórych przypadkach przypominającą fragmenty czegoś niegdyś żywego. Każde naczynie opatrzono etykietą, z dokładnym opisem zawartości.

Może uprościć? Np. „fiolki z płynem, proszkiem, z fragmentami czegoś niegdyś żywego”. Dzięki temu nie dublowałbyś „zawartości”.

słowa runiczne

Nie wystarczyłoby runy? Potem też to powielasz. Słowa runiczne – z gier.

Dwa obrazy przedstawiające ruiny zamków zdawały się być jedynymi nie nasuwającymi pytań elementami pomieszczenia.

Niejasne? Nie ma potem do tego nawiązania. Choć, coś czuję, że miałeś coś na myśli.

 

Podsumowując: opowieść ciekawa, z wymyślonymi zwrotami akcji, pomysłami, ale jakby niezdecydowana. Warto byłoby popracować nad warsztatem, aby myśli swoje oblekać w szaty bardziej zniuansowane, lepiej dopasowane do figury bohaterki. No i chciałabym, aby było zakończenie opka, naturalnie. xd

 

pzd srd :-)

piątkowa a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, Asylum!

Dzięki za bardzo wnikliwą analizę :) Wprowadziłem gdzieniegdzie poprawki albo według sugestii albo przebudowując całkowicie niektóre zdania. Na samym początku nie wprowadzałem poprawek (w kwestii kto co mówi); istotne jest tam tylko to, że rozmawia kobieta z mężczyzną, a dopiero później powoli krystalizuje się kto jest kim.

Moją intencją było napisanie krótkiego opowiadania, które głównie miało służyć zapoznaniu się z postacią, z otwartym zakończeniem. Ale tak, możliwe, że było zbyt otwarte, co w przyszłych tekstach postaram się bardziej dopracować.

A false friend and a shadow attend only while the sun shines

Przeczytałem i ja, ale chyba przed poprawkami od Asylum, bo gdzieś o 12:00.

 

Tego zdania bym się czepił:

"Wyjął niewielki notesik i skrupulatnie zaczął wypełniać niewielkie kartki."

Powtórzenie celowe, ale mi się nie spodobało :( No i nie dowiedziałem się, co tam barman zapisywał? Ja byn dał coś w stylu "wypełniać karteczki" lub wyrzucił pierwsze niewielki bo notesik z definicji to jest mały notes.

Całość ciekawe, ale z niedosytem, lekko napisane, styl – młodzieżówka bym powiedział ;-)

 

I chyba tyle. Bo brakuje tu daleszej historii.

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Hej, dzięki za wizytę ;)

Nie spodziewałem się, że dalsza historia będzie aż tak pożądana. Może jednak zmienię typ tekstu z opowiadania na fragment…

To powtórzenie nie było niestety celowe. Kilka razy przerabiałem to zdanie, zmieniając szyk, słowa, sens i w końcu pozostał ten jeden niechciany wyraz. A barman wypełniał karteczki bazgrołami, udając, że pisze coś z sensem, co elfka zauważyła od razu ;)

A false friend and a shadow attend only while the sun shines

Tak, Bravincjuszu, intencja była widoczna ;-), a i zamysł/namysł nad dalszym przygodami postaci., też. Ania jest niestandartowa dla mnie, w znaczeniu nie powielająca za bardzo schematów. :-)

jeszcze piątkowa

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mi się Ania skojarzyła z główną bohaterką Netflixowego Rozczarowani (Disenchantment).

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mierzyłem w bardziej niewinny i naiwny charakter niż ma księżniczka Tiabeanie ;)

A false friend and a shadow attend only while the sun shines

Takie same nie są, ale to było moje pierwsze skojarzenie :D Swoją dorgą o ile pierwszy sezon był naprawdę fajny, tak drugi mi się nudził.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nowa Fantastyka