- Opowiadanie: oidrin - Piąty świat

Piąty świat

Opo­wia­da­nie uczest­ni­czy w kon­kur­sie „Gra­ni­ce Nie­skoń­czo­no­ści”.

Jeśli po­do­ba Ci się ta ini­cja­ty­wa, roz­waż da­ro­wi­znę na Fun­da­cję Wspie­ra­nia Ra­tow­nic­twa RK: https://fb.com/FundacjaRK/about/ (dane na dole stro­ny).

 

Wa­ria­cja na temat mitu kre­acyj­ne­go Na­va­jo i Dziki Za­chód z tej bar­dziej tu­byl­czej stro­ny.

 

Wiel­kie po­dzię­ko­wa­nia dla Czte­rech Wspa­nia­łych Be­tu­ją­cych: CMa, Co­bol­da, Pa­wel­ka i Za­na­isa.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Piąty świat

Niech­by już na­stał ten piąty świat, po­my­ślał Lisi Ogon, splu­nąw­szy z po­gar­dą na spę­ka­ną czer­wo­ną zie­mię. W szorst­kiej, wy­grza­nej słoń­cem gle­bie drze­ma­ły bo­gac­twa, ale ze­bra­ne z niej plony z tru­dem wy­kar­mia­ły jego licz­ne ple­mię. Lisi Ogon winił za to bla­do­li­cych osad­ni­ków zza morza. Ich strze­la­ją­ce ogniem dzidy i sakwy pełne ko­lo­ro­wych pa­cior­ków czy­ni­ły go coraz bar­dziej po­dejrz­li­wym. Chci­we ko­jo­ty, za­ci­skał zęby skwier­czą­ce od nie­sio­ne­go wia­trem pia­sku, praw­dzi­wa zguba czwar­te­go świa­ta.

Kule bie­ga­czy prze­to­czy­ły się przez pre­rię, a słoń­ce pie­kło w kark, po­wo­li scho­dząc za ho­ry­zont. Kle­jąc się do pod­nie­bie­nia, drę­twiał spra­gnio­ny kro­pli wody język, choć ko­rzen­ny za­pach by­li­cy kazał mu to­czyć gęstą ślinę o że­la­zi­stym po­sma­ku. Lisi Ogon przyglądał się z oddali obozowisku przybyszy. Jego siostra urodziła niedawno dziecko o oczach niebieskich jak księżyc, za radą szamana przyszedł więc po sprawiedliwość. Liczył, że rozpozna drania wśród żółtowłosych obcych i, gdy zapadnie zmrok, zadusi rzemieniem.

– Bra­cie mój, marzy ci się piąty świat? Chęt­nie po­ka­żę drogę na skró­ty. – Bury kojot nie­śmia­ło wy­chy­nął zza su­chych sze­lesz­czą­cych traw. Lisi Ogon sły­szał o prze­bie­głych sztucz­kach zwie­rzę­cia, lecz miał wra­że­nie, że do­ra­dzi mu le­piej od sta­re­go sza­ma­na.

– Nie kpij ze mnie, ko­jo­cie. Gdyby to było pro­ste, ktoś dawno by się tym zajął.

– Ale czy nie tego pra­gniesz? By skóra ziemi pękła jak sko­rup­ka zgnie­cio­ne­go jajka, a mia­zga ze­psu­cia wsiąk­nę­ła w spra­gnio­ną zie­mię? By gra­ni­ca ze świa­tem du­chów znik­nę­ła i zlała się z ru­ina­mi na­sze­go w bez­kres?

Lisi Ogon za­my­ślił się, bo z opo­wie­ści sza­ma­na za­pa­mię­tał tylko, że piąty świat to ko­niec po­przed­nie­go ładu. Był prze­cież naj­lep­szym tro­pi­cie­lem w wio­sce, na du­chach i bez­kre­sach znał się tyle o ile. Wie­dział za to, że ko­jo­ty z na­tu­ry rzad­ko by­wa­ją po­moc­ne, choć ten pro­sto­dusz­ny zwierz zda­wał się do­brze ro­zu­mieć jego głód i tę­sk­no­ty.

– Czemu miał­bym ci ufać?

– Nie sły­sza­łeś, że po­ma­ga­łem Słoń­cu ule­pić ludzi z gliny? Ani że przy­nio­słem wam ogień i na­uczy­łem spry­tu? Jak mógł­bym ci zatem źle ży­czyć?– Ko­jo­to­wi nie spo­sób było od­mó­wić daru prze­ko­ny­wa­nia, Li­sie­mu Ogo­no­wi zaś mło­dzień­czej na­iw­no­ści.

– Za­łóż­my, że ci wie­rzę. Ale co to ten bez­kres?

– Naj­lep­szy z moż­li­wych i ostat­ni ze świa­tów. Gdy na­sta­nie, nie bę­dzie drogi od­wro­tu. Sam prze­ko­na­łem się, żę gra­ni­cę prze­kra­cza się tylko raz. Wraz z pierw­szy­mi ludź­mi brną­łem przez pier­wot­ną ciem­ność i pust­kę oświe­tlo­ną świa­tłem słoń­ca i księ­ży­ca. By­li­śmy tacy głod­ni… Po­szli­śmy więc dalej na żyzne rów­ni­ny, gdzie je­dze­nia było pod do­stat­kiem. Czte­ry ka­pry­śne wia­try zmie­ni­ły jed­nak bieg wód. Wtedy z da­le­ka przy­pa­łę­ta­li się obcy. Słoń­ce ani duchy przod­ków nie chcą tu za­chłan­nych in­tru­zów, za­to­pią więc wiel­ką ulewą ich i wszyst­kich nie­god­nych pią­te­go świa­ta. Szczę­śliw­cy o pra­wym sercu żyć będą na oto­czo­nej rzecz­nym za­ko­lem wy­spie dzię­ki łasce przod­ków. Znik­ną gra­ni­ce czasu, cho­ro­by… I  resz­ta do­cze­snych prze­kleństw.

– A bę­dzie też wiecz­na wio­sna i je­dze­nie dla wszyst­kich?

– Pory roku i pusty brzuch będą tam ostat­nim ze zmar­twień.

Lisi Ogon zmru­żył oczy. Wy­obra­ził sobie ten świat bar­dzo po­dob­ny do dzie­cin­nych wspo­mnień swo­ich ro­dzi­ców i przy­stał na pro­po­zy­cję ko­jo­ta.

– Mą­drze wy­bra­łeś, bra­cie! Teraz na­karm Słoń­ce, naj­le­piej z sa­me­go rana. Prze­ko­naj je, by ze­chcia­ło świe­cić nad nowym, lep­szym świa­tem. Po­ży­wi się każdą krwią, by­le­by wsią­kła w zie­mię, a i tak mia­łeś skraść komuś życie. Czemu by nie przy­słu­żyć się tym współ­ple­mień­com? Za­miast za­du­sić skur­czy­by­ka, po­de­rżnij mu gar­dło i ze­pchnij w prze­paść.

Plan ko­jo­ta wy­ma­gał wię­cej za­cho­du niż ze­msta za honor klanu, Lisi Ogon był jed­nak czło­wie­kiem czynu. Za­wi­nął się więc w płaszcz utka­ny przez matkę, by prze­cze­kać zimną noc. W ciem­no­ści doj­rzał cie­nie ob­cych re­cho­cą­cych mię­dzy sobą w nie­przy­jem­nym dla ucha ję­zy­ku. Zgro­ma­dze­ni wokół ogni­ska zu­peł­nie jakby two­rzy­li jedno ple­mię, jedli, pili i roz­pra­wia­li pew­nie o ko­lej­nych gra­bie­żach. Ko­ły­sa­ny chłod­nym wia­trem i beł­ko­tem ochry­płych gło­sów Lisi Ogon za­snął. Zbu­dzi­ło go do­pie­ro trą­ca­nie zim­ne­go nosa w po­li­czek. Ostat­nie gwiaz­dy gasły na ja­śnie­ją­cym nad pre­rią nie­bie, a ko­jo­to­wi z pyska ster­czał kawał cuch­ną­cej pa­dli­ny.

– Po­sil­my się razem, bra­cie! Ostat­ni raz w tym ze­psu­tym świe­cie.

– Naj­pierw na­kar­mię Słoń­ce. Zresz­tą, nie­dłu­go głód mi już nie do­ku­czy.

Kojot rzu­cił łup i po­tak­nął, szcze­rząc zęby.

Jak na tro­pi­cie­la przy­sta­ło, Lisi Ogon ostroż­nie skra­dał się do obozu ob­cych. Zło­czyń­cę sio­stry roz­po­znał z ła­two­ścią po na­la­nej twa­rzy, za­ro­śnię­tej gęstą szcze­ci­ną. Spał z dala od to­wa­rzy­szy przy wy­peł­nio­nym skrzy­nia­mi wozie, zu­peł­nie jakby bez­wied­nie po­go­dził się z losem. Lisi Ogon pod­szedł do niego po cichu i, za­ci­snąw­szy dłoń na ustach, po­ła­sko­tał zim­nym ostrzem po szyi. Wy­rwa­ny ze snu obcy mimo prze­ra­że­nia w oczach nie sta­wiał oporu, gdy tro­pi­ciel pro­wa­dził go na skraj prze­pa­ści. Czła­pią­cy za nimi kojot pod­ska­ki­wał zaś ra­do­śnie, nie mogąc do­cze­kać się po­ran­ne­go wi­do­wi­ska.

– Teraz albo nigdy, bra­cie.

Struż­ka krwi spły­nę­ła po dra­śnię­tym nożem gar­dle ob­ce­go. Chra­pli­we krzy­ki jego współ­ple­mień­ców od­wró­ci­ły uwagę Li­sie­go Ogona od po­wa­gi misji. Jeden z nich o nie­rów­no opa­lo­nej twa­rzy wrza­snął coś, co brzmia­ło jak drwi­na po­mie­sza­na z ostrze­że­niem i, nie­wie­le my­śląc, wy­pa­lił dwa razy z pi­sto­le­tu. Pierw­sza kula prze­szy­ła ramię Li­sie­go Ogona, druga dra­snę­ła w ucho, ogłu­sza­jąc przy tym. Tro­pi­ciel pu­ścił nie­do­szłą ofia­rę, za­chwiał się na no­gach i po­le­ciał pro­sto w prze­paść. Krew wy­pły­wa­ją­ca z jego roz­bi­tej głowy użyź­ni­ła czer­wo­ną, spra­gnio­ną zie­mię, by bu­dzą­ce się wła­śnie Słoń­ce nie cier­pia­ło głodu.

Kojot ro­ze­śmiał się prze­kor­nie i po­czła­pał za ob­cy­mi do wio­ski. Z ze­msty za atak na jed­ne­go ze swo­ich wy­bi­li co do nogi ko­bie­ty, dzie­ci i star­ców smacz­nie śpią­cych w gór­skim sie­dli­sku. I tak obiet­ni­ca ko­jo­ta speł­ni­ła się, choć nie do końca. Wraz z czasz­ką Li­sie­go Ogona pękła gra­ni­ca dzie­lą­ca jego naj­bliż­szych od świa­ta du­chów. Nie żyli tam jed­nak ani jako ple­mię, ani jako sa­mot­ni wę­drow­cy. Po­dob­nie do zja­da­ne­go roz­kła­dem ciała ich dusze roz­pa­dły się na ka­wał­ki, z któ­rych jeden za­si­lił ży­wio­ły, drugi zo­stał przy bie­le­ją­cych wśród traw ko­ściach, a trze­ci zjed­no­czył się z bez­kre­sem. I tylko Słoń­ce uszczk­nę­ło z tej jatki nie­wie­le ponad krew mar­twe­go tro­pi­cie­la.

Na cie­płych jesz­cze zglisz­czach spa­lo­ne­go sie­dli­ska za­snął zwi­nię­ty w kłę­bek kojot. Sen miał jak zwy­kle spo­koj­ny, bo nie gnę­bi­ły go wy­rzu­ty, ani wąt­pli­wo­ści. Za­miast czło­wie­ka z gliny ule­pił prze­cież kłam­stwo, a jako że po­mógł też na­zwać i uło­żyć mie­sią­ce w ka­len­da­rzu, wie­dział do­sko­na­le, że na praw­dzi­wy piąty świat przyj­dzie jesz­cze czas.

Koniec

Komentarze

Cześć, oidrin :)

 

Zaciekawiła mnie ta wariacja od pierwszych zdań! Błędów rażących nie dostrzegłem (jeno niektóre zdania można by nieco uprościć i gdzieniegdzie wepchnąć przecinki).

Wracając do zaciekawienia! Kurczę, fajne to było. Taki niby mit, legenda, opowiastka, ale z nutą powagi. W zasadzie przekaz(y) dość prosty(e). Taki właśnie baśniowy, o łatwowierności i przykrych tego konsekwencjach. Ale ubrany w ciekawą, oryginalną szatę, więc całość wypada może nie do końca olśniewająco, ale z pewnością wrażenie robi.

Na tyle pozytywne, iż oddam swój głos, coby mnie kojot nie prześladował potem ;)

Pozdrawiam

 

Podobało mi się. Świetne nawiązanie do klasycznego, chyba nieco zapomnianego już, motywu trickstera. Od momentu pojawienia się kojota, trzyma w napięciu: tylko czekałem jak to totemiczne zwierzę zwiedzie bohatera.

Miejscami też miałem wrażenie wręcz artystycznego języka: słowa tak sobie szumiały, szeleściły jak nasze polskie łamańce językowe. To też jest bardzo na plus.

W końcu jakieś pełnoprawne fantasy :) (znaczy, nie żeby wcześniej nie było fantasy w tym konkursie, ale jednak w zalewie s-f zdecydowanie się wyróżnia)

Klimatyczne, intryguje i wciąga od pierwszych zdań. Choć zazgrzytało mi parę rzeczy. W pierwszej rozmowie z kojotem narracja wydała mi się nieco naciągana, próbując przekazać coś, co niezbyt wynikało z dialogu. Zamiast samej nabrać wrażenia, że naiwny Lisi Ogon uwierzył w zapewnienia kojota, czytam wymianę dwóch zdań i zapewnienie w narracji, że to wystarczyło, by chłopak dał zwierzęciu wiarę. Pod tym względem trochę za łatwo i szybko poszło.

Klejąc się do podniebienia, drętwiał spragniony kropli wody język, choć korzenny zapach bylicy kazał mu toczyć gęstą ślinę o żelazistym posmaku. Lisi Ogon przyglądał się z oddali osłoniętym zszarzałym płótnem wozom przybyszy.

Oj, ten fragment mnie zatrzymał, zwłaszcza pierwsze zdanie. Przekombinowane moim zdaniem.

A ogólnie: przewrotne, jak na dobrą, pouczającą baśń przystało. Klimat ładnie nakreślony, motyw także w porządku. Historia dla mnie może trochę za prosta i nie tak zaskakująca, jak by się chciało, no ale to już kwestia subiektywna. Porządny tekścik.

Opowieść dość prosta, ale ubrana w egzotyczne szatki. Mnie też podobał się motyw trickstera. Szkoda, że taki wredny.

Jednemu z intruzów jego siostra urodziła niedawno dziecko

No, a tutaj mi się pomyślało o kazirodztwie. Mylące to zdanie, IMO.

Babska logika rządzi!

Cześć wszystkim! Miło tak z rana zobaczyć tu tyle komentarzy, aż kapuczyna od razu ma lepszą przyswajalność.smiley

 

Realuc cieszę się, że wciągnęło i dziękuję za klika! Ponieważ motyw dość egzotyczny, a forma krótka wolałam zagrać klimatem niż skomplikowaną akcją. Swojskość i prostota ma tę siłę, że trafia do ludzi bez względu na obudowę.

 

pgujda miło mi, że spodobało Ci się szeleszczące brzmienie i kojot łachudra. Tak mam, że czasem słucham nie słów, lecz dźwięków (połowa cytatu XD) i wreszcie się na coś przydało.

 

Silva fajnie, że wpadłaś i doceniłaś klimat! Co do motywu z językiem, to zdarzyło się naprawdę podczas czatowania na trochę innym stepie i zmieniło moje podjeście do noszenia ze sobą suchego prowiantu. laugh W sensie nigdy nie wyjdę już bez, choćby to miały być krakersy i wyjście do kiosku.

W pierwszej rozmowie z kojotem narracja wydała mi się nieco naciągana

Kojot to jednak trickster, więc po prostu wie, co, kiedy i komu powiedzieć, żeby dział się chaos albo przynajmniej grubsza rozruba. Rozumiem jednak, że baśniowe motywy nie każdemu pasują w takiej formie.

 

Finkla miło mi, że egzotyczne smaki podeszły, jak i kojot. Nie ukrywam, że wyciśnięcie tego klimatu z tekstu to duża zasługa sugestii betujących, tu ponowny dla nich ukłon.

No, a tutaj mi się pomyślało o kazirodztwie.

Ojej, to zdanie wzbudzało emocje i dyskusje, ale o kazirodztwie jeszcze nie. Przyjrzę się mu.

 

Dla mnie konstrukcja “kobieta urodziła komuś dziecko” oznacza, że ktoś jest ojcem. A jeśli urodziła siostra, to…

Babska logika rządzi!

Co do języka, nie chodziło mi o treść, a sam sposób zapisu ;) No, za długie i zbyt nabite przymiotnikami mi się wydało.

Finkla wiesz jak to jest jak się czasem człowiek w poprawkach zapętlismiley. Czy teraz jest jaśniej i mniej obrazoburczo?wink

Bardzo fajny tekst. Czytało się trochę jak baśń, trochę jak przypowieść co jest miłą odmianą i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych tekstów :) Czytając, miałam jednocześnie wrażenie oderwania od świata, jak i rozumiałam jego surowość. Coś jak bycie na granicy jawy i snu, dnia i nocy – wtedy gdy dzieje się magia. A kojot jest cudny: mała wredota.

Nie, ciągle to samo – komuś siostra urodziła dziecko. A nie może po prostu być “siostra jednego z intruzów”? Owszem, potem trzeba będzie zmienić podmiot, ale dasz radę.

Babska logika rządzi!

Finkla ale kiedy to siostra bohatera jest, bo on za jej krzywdę chce się tu zemścić. No, nic kombinuję dalej. XD

 

kasjopejatales dzięki! Po zapoznaniu się z toposem kojota poczułam, że wreszcie mam swoje spirit animal hahaha. Chociaż to smok powinien być, ale nie zawsze można być takim glamour.laugh

Ale to była siostra Lisiego Ogona…? Edit: oidrin mnie ubiegła ;)

No to jeszcze bardziej się gubię w tym zdaniu:

Jednemu z tych intruzów jego siostra urodziła niedawno dziecko o oczach niebieskich jak księżyc, więc za radą szamana przyszedł po sprawiedliwość.

Jest intruz (dla mnie nie jest jasne, czy dla kojota intruzi to Indianie, czy Europejczycy), jest jego siostra. Intruz idzie do szamana, a potem po sprawiedliwość. To, IMO, wynika ze zdania. Co właściwie chciałaś powiedzieć?

Babska logika rządzi!

Ok, sporo tu treści i trzeba coś wygładzić.

Jedna uwaga – w tym fragmencie kojota jeszcze tam nie ma, więc patrzymy na intruzów z perspektywy Lisiego Ogona czyli Europejczyków. Ale rzeczywiście z drugą częścią zdania nadal coś nie gra nawet wtedy, bo podmiot jest nieoczywisty. Myślę dalej, może do wieczora się uda XD

A nie pomoże, jeśli wywalisz początek zdania, z tym intruzem? Wiadomo, że jeśli dzidziuś ma niebieskie oczka, to nie może być czystej krwi Indianinem.

Babska logika rządzi!

Dobry trop, dzięki! O tych niebieskich oczkach to ponoć półprawda, ale zaryzykuję chyba. Obyśmy nie mieli znawców genetyki wśród komentujących XD

Przybiegłem zobaczyć i choć nie jestem miłośnikiem fantasy, wracam ukontentowany. Znakomicie kreujesz klimat i nawet w krótkim tekście potrafisz sterować emocjami czytelnika. Tę wizję kolejnych następujących po sobie światów określiłbym jako “skwantowaną ewolucję”. Końcówka pesymistyczna ale niestety prawdziwa, choć nie wiem, czemu kojoty mają taki słaby PR :)

Taki drobiazg wyłuskałem:

Jednemu intruzów

chyba brakuje “z”.

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

tsole dziękuję za rewizytę oraz klika i cieszę się, że nie zawiodłam.smiley To dla mnie trudny konkurs, bo rzadko piszę krótkie formy. Intruzi poszli precz, bo i w zdaniu burzyli mi ład i porządek.

A co do kojotów – u Indian Pueblo i Navajo są takie nikczemnie dokuczliwe i przewrotne, za to u Lakota na przykład przypominają Willusia kojota z popularnej kreskówki, więc historii u nich słucha się trochę z politowaniem nad ich chciwością i prostaczkowatością.

L'Agnello, il lupo, Wile Coyote e la teoria dei complotti …

 

Fajne Ci to wyszło :) Przeczytałam od początku do końca z dużym zainteresowaniem. Podoba mi się zarówno treść jak i forma opowiadania. No i kojot. Zdecydowanie na plus.

Poza tym intersujące podejście do tematu konkursu. Oczywiście, klikam bibliotekę :)

 

Dzięki, Katiu.smiley Cieszę się, że eksperyment klimatyczno-tematyczny się udał i zainteresował, bo od dawna marzył mi się taki odświeżacz podniebienia. Pozdrawiam i miłego weekendu. smiley

Pozdrawiam serdecznie i również życzę udanego weekendu :)

Hmmm. Dziwne, że biblio nie ma… Może ktoś wbić szósty punkt? Zobaczymy, co się stanie.

Babska logika rządzi!

Fajne opowiadanie, nawiązania do mitologii zza oceanu, i nieuchronna katastrofa zbliżająca się nieubłaganie. Nie zrozumiałem tylko ostatniego akapitu, ale to pewnie nawiązanie do czegoś, czego nie znam. Powodzenia!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Wow!

To jest naprawdę świetne. Czytałem z zapartym tchem, czo ten koteł, znaczy kojot, wymyślił i w jaki sposób sprowadzi zgubę na siebie i bliskich.

Kojoty to dla rdzennych amerykanów są chyba trochę jak lisy dla Japończyków.

Jeśli lubisz klimaty związane z kolonizacją ameryki i jej rdzennymi mieszkańcami, to polecam komiks “Indiańskie lato” duetu Pratt/Manara. Bak mocy nadprzyrodzonych i animalizmu, prosta historia i piękne rysunki.

I jest świetny klimat. Zupełnie jak u Ciebie.

Known some call is air am

Wybacz, ale mam niedosyt tego kojota. Przez całe opko czekałem, czy to jakiś zaklęty szaman, albo inne cudo. Mój umysł podąża dość prostymi ścieżkami i trochę nie wiem z czego ta nadprzyrodzoność zwierzęcia wynika. 

krar85 miło, że wpadłeś i że wciągnęłosmiley. Ostatnie zdanie rzeczywiśćie bardziej dla miłośników mitologii Navajo, bo kojot ma w niej taką bardzo dwuznaczną rolę.

 

Outta Sewer dzięki za polecajkę i moc słodkoścismiley. To nowy klimat dla mnie, więc cieszę się, że odbiór taki pozytywny.

 

ManeTekelFares a któż nie ma? Kojot jest takim przewrotnym stworzeniem o wielu twarzach, że aż chce się o nim więcej, a magię ma w sobie choćby przez to, że towarzyszył temu ludowi od samego stworzenia świata– jeśli wierzyć mitom. Tu jednak, mimo że uwielbiam pasjami motyw skinwalkera czyli zmiennokształtnego szamana, trudniej byłoby nim tu zagrać.

 

 

oidrin, przeczytałam jednym tchem. Świetna opowieść o zdradzie i knowaniu. Kojot, mistrz manipulacji, doprowadza do walki, a właściwie rzezi, ale sam bezpośrednio w niej nie uczestniczy. Dlatego po wszystkim z taką łatwością zasypia;-) Do tego umiejętnie wplatasz świat duchów, bezkres i pragnienie lepszego świata.

piszesz bardzo obrazowo, lekko, nastrojowo:-) 

nie wiem o co chodzi z tą biblioteką, dlatego polecam jeszcze i ja:-)

Dla mnie zdecydowanie wygrywa tu klimat. Rzadko trafia się fantasy z Dzikiego Zachodu, a tu jeszcze przyprawione świetną postacią kojota. Jest smutny obraz świata z perspektywy rdzennych mieszkańców najechanej ziemi, jest kojot niczym Loki albo Doom-Avista, jest w końcu przewrotny morał. Do tego warsztatowo świetnie, zdania dobrze budują melancholijny obraz umierającego świata.

Bardzo dobre opowiadanie.

Olciatka dziękuję za miłe słowa i oczywiście klika. Chyba użytkownicy stwierdzili, że czas poćwiczyć się w cierpliwości. Albo może za dużo klikam, ale trudno inaczej, bo tyle tu dobrych tekstówsmiley.

 

Zanaisie, dziękuję jeszcze raz za pomoc na becie i cieszę się, że efekt finalny był zadowalający. Aż mi się zachciało Dzikiego Zachodu na dłużej niż jednego szorciaka, może z trochę innym kojotem jednak.

Hej oidrin, bardzo fajny klimat, poczułam się jak na Prerii :). Również świetny motyw trickstera-kojota. Czekałam na rozwiązanie sytuacji z niemałym zainteresowaniem. Dobrze opisałaś również sytuację społeczno-polityczną. 

To, co mi zazgrzytało, to po czym Ogon rozpoznał złoczyńcę? Zrozumiałam, że sporo tam było blondynów, ludzi podobnych do siebie z wyglądu. Zdziwiłam się też, że z taką łatwością ów człowiek dał się zaprowadzić nad przepaść.

Ogólnie, ekstra! Chętnie bym przeczytała kolejne przygody z kojotem, być może następnym razem sprowadziłby na manowce białe twarze?

Bardzo fajny klimat, ładnie napisane, czyta się płynnie i wciąga :) Gratuluję. 

Kojot trickster super pomysł, chociaż mnie tam przykro, że w tę stronę to poszło :( Zawsze kibicuję lokalesom, no ale czuć było, że to się dobrze nie skończy. 

Muzyczne skojarzenie: Listening Wind 

Cytryno, cieszę się, że tu zajrzałaś i że klimat przypadł Ci do gustu, a kojot jak widać ma swój nieodparty. Póki co na inne historie w klimacie zaczynają mi dopiero świtać, ale w opowiadaniu na Z(a)mianę pisałam o wendigo/turoniu. Kowbojów niestety tam nie ma.

po czym Ogon rozpoznał złoczyńcę?

Hm, myślę, że jak to tropiciel przywiązywał uwagę do szczegółów, inaczej nie byłby najlepszy w wiosce.wink

 

Koimeodo, miło, że wpadłaś i dobrze, że wciągnęło! Podoba mi się też muzyczna polecajka. Tubylcy i ich asymilacja z najeźdźcą to trochę mój konik z czasów studiów, a motyw starego świata walczącego z nowym w fantastyce można ograć na wiele sposobów, więc kusi zawsze.

 

Ależ kojot paskudny! A na czarowników też trzeba uważać, i ich opowiastki.

Podobało misię, śliczna opowieść, przepełniła mnie smutkiem. A śliczna, bo mięsiście napisana.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Historia mi się podobała, językowo tekst miejscami kuleje, przez co potykałam się tu i ówdzie, ale czytało mi się ogólnie dobrze. Fajnie wpisałaś historię konkretnego człowieka w szerszą historię jego plemienia i najeźców, i całość jeszcze wpisałaś w porządek mitu – przez co mamy wiele warstw w tekście – i wiele dramatów, powiązanych ze sobą, ale też dziejących się na pewnym poziomie w sposób deterministyczny – natura kojota i jego rola w micie – jeśliby Lisi Ogon nie zginął kojot najprawdopodobniej znalazłby kogoś innego na jego miejsce. Szczególnie, że wydarzenia dzieją się w określonym porządku – kojot wie dokładnie, kiedy nadejdzie piąty świat.

 

Chciwe kojoty, zaciskał zęby skwierczące od niesionego wiatrem piasku – nie chodziło przypadkiem o zgrzytające? Bo skwierczenie to takie trochę trzeszczenie, pykanie podczas smażenia: https://sjp.pwn.pl/sjp/skwierczec;2521679.html

 

Klejąc się do podniebienia, drętwiał spragniony kropli wody język, choć korzenny zapach bylicy kazał… – szyk sprawia, że potknęłam się na tym zdaniu, sugeruje jakąś stylizację, ale w reszcie tekstu jej nie stosujesz, więc sprawia wrażenie nieuzasadnionego udziwnienia

 

– Bracie mój, marzy ci się piąty świat? Chętnie pokażę drogę na skróty.

Bury kojot nieśmiało wychynął zza suchych szeleszczących traw.

 

A tu w pierwszej chwili, nie wiedziałam, że to mówi kojot. Zapisałabym to raczej tak:

 

– Bracie mój, marzy ci się piąty świat? Chętnie pokażę drogę na skróty. – Bury kojot nieśmiało wychynął zza suchych szeleszczących traw.

 

Wraz z pierwszymi ludźmi brnąłem przez pierwotną ciemność i pustkę oświetloną światłem słońca i księżyca. – Oświetlona ciemność, szczególnie przez słońce, które jest silnym źródłem światła – jedno z drugim mi się kłóci

 

W ciemności dojrzał cienie obcych rechocących między sobą w nieprzyjemnym dla ucha języku. – to miał sokoli wzrok albo dużą wyobraźnię, że dojrzał cienie w ciemności ;-) Sam rechot może być nieprzyjemny dla ucha, ale nie za bardzo można rechotać w jakimś języku.

 

Liczył, że rozpozna drania wśród żółtowłosych obcych i, gdy zapadnie zmrok, zadusi rzemieniem.

Złoczyńcę siostry rozpoznał z łatwością po nalanej twarzy, zarośniętej gęstą szczeciną. – Z pierwszego fragmentu zrozumiałam, że on nie wiedział konkretnie, który mężczyzna jest ojcem dziecka (szczególnie, że okazało się, że ojcem jest najeźdźca dopiero po urodzeniu się dziecka – po niebieskich oczach); Drugi fragment pokazuje, że wiedział dokładnie, kogo szukać. Jedno z drugim się kłóci.

 

Człapiący za nimi kojot podskakiwał zaś radośnie – człapanie i radosne podskakiwanie nie idą w parze; https://sjp.pwn.pl/szukaj/cz%C5%82apa%C4%87.html

 

odwróciły uwagę Lisiego Ogona od powagi misji. – raczej nie można odwrócić uwagi od powagi; może po prostu odwróciły uwagę od misji; albo od jeńca

 

Pierwsza kula przeszyła ramię Lisiego Ogona, druga drasnęła w ucho, ogłuszając przy tym. – drasnęła w ucho; ogłuszając [+go] przy tym – wiem, że zaimkoza to zuo, ale czasami lepiej zaimek dać niż nie dać ;-)

 

Dream big.

Asylum cieszy mnie, że wpadłaś i że się podobało. Szkoda, że zasmuciło również, ale to była moja odpowiedź na zero wastesmiley. Duchowe i cielesne.

 

dogsdumpling dziękuję za szereg pochwał i fajnych sugestii. Coś tu zadziałam, jak będzie można więcej niż kosmetykę.

Bo skwierczenie to takie trochę trzeszczenie, pykanie podczas smażenia

Dokładnie o ten dźwięk mi chodziło, piasek miesza się z gęstą śliną, zęby suszą się na wietrze i bąble tej niesmacznej mieszanki skwierczą jak schabowy na słabo rozgrzanej patelni.

 

Oświetlona ciemność, szczególnie przez słońce, które jest silnym źródłem światła – jedno z drugim mi się kłóci

Tutaj nawiązanie do mitu i ciemność była najpierw, potem pustka oświetlona ciałami astralnymi, może inny spójnik byłby lepszy, hm. 

 

to miał sokoli wzrok albo dużą wyobraźnię, że dojrzał cienie w ciemności ;-) Sam rechot może być nieprzyjemny dla ucha, ale nie za bardzo można rechotać w jakimś języku.

Cień miał być w znaczeniu sylwetki, bo przy samych dźwiękach byłoby tak strasznie jak w Roswell i chłopak miałby problem zasnąć.smiley Po namyśle, chyba sylwetka byłaby bardziej dobitna. A co do rechotu – to metonimia była.

 

Drugi fragment pokazuje, że wiedział dokładnie, kogo szukać. Jedno z drugim się kłóci.

Wiedzieć, to on wiedział dokładnie, gorzej że ci zagraniczni przybysze wszyscy tacy do siebie podobni, więc trzeba być uważnym, bo jeszcze się niewłaściwemu łeb ukręci i satysfakcja jest, a zemsty nadal nie ma.smiley

 

człapanie i radosne podskakiwanie nie idą w parze

Kojoty podobnie jak hieny bardzo śmiesznie chodzą, tak przynajmniej wynika z filmów przyrodnicznych. Ale jakieś raz po raz chyba poprawiłoby obecny stan rzeczy.

 

 

Bardzo mi się podobało. 

Od razu wszedłem w klimat, podeszło mi powiązanie z wierzeniami indian, a sama granica nieskończoności przedstawiona została niebanalnie. Kilka słów też należy się stylowi, który sprawił, że po prostu popłynąłem z tekstem. 

Gekikara dzięki za miłe słowa. Cieszę się, że dobrze znajdujesz moje szamańskie bajdurzenie, bo tekst miał też funkcję badania rynkowegowinksmiley. I kojot i świat duchów mają szansę powrócić w innej odsłonie.

Betowałem, więc nie wypada mi oceniać, ale chciałem powiedzieć, że jak tak sobie czytam po kolei konkursowe opowiadanie, to ten tekst wnosi między nie ożywczą zmianę klimatu.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

coboldzie dziękuję jeszcze raz za pomoc w tym eksperymenciesmiley i miło, że zajrzałeś i tutaj.

 

Anet miło, że wpadłaś i poświęciłaś chwilę na lekturę. Ale to, że sympatyczne to chyba nie o charakterze kojota?smiley

Mnie, tak jak Dogsdumpling, też trochę zazgrzytało z rozpoznawaniem krzywdziciela siostry.

Muszę natomiast przyznać, że cała historia mnie zaciekawiła, w niewielu słowach opowiedziałaś całkiem sporo. Najbardziej przemówił mi do wyobraźni zwijający się w kłębek kojot w końcówce.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz, dzięki, że wpadłeś, poświęciłeś czas i fajnie, że zaciekawiło, a kojot zrobił to, co wychodzi mu najlepiej czyli zaczarował.smiley A co do rozpoznania krzywdziciela – po prostu tak sobie pomyślałam, że musiał mieć pamięć do szczegółów, a z drugiej strony ludzi z innej rasy ciężko jest rozróżnić na szybko, jeśli nie jesteś bardzo “opatrzony” w ich urodzie. Miał to być więc taki antropologiczny smaczek, a wyszło jak wyszło. smiley

Fantastyka: jest.

Motyw konkursowy: no tu mam wątpliwości, bo niby jest, ale… jakby nie było.

 

Ogólnie dobrze się czytało. Opowieść dość smutna, ale wymowna. A i puenta choć prosta, to zaskakująco dobra i trafna. Koleje świata kłamstwem pisane, a manipulatorzy jako jedyni spokojni i żyjący bez stresu. Heh.

 

Czego natomiast w tym tekście brakło, to być może podkręcenia dramatyzmu… Chociaż właśnie „być może”. Bo na swój sposób końcówka pokazuje „kowbojów idących w stronę wschodzącego słońca”. Takie odwrócenie schematu, skoro z odwrotnego punktu widzenia wszystko obserwowane… Heh, no smutna opowieść.

Wilku, dzięki za szybki komentarz i za sprawne przeprowadzenie konkursu! Cieszę się też, że dobrze się czytało.

 

Motyw konkursowy: no tu mam wątpliwości, bo niby jest, ale… jakby nie było.

Miałam takie przeczucie, że ten specyficzny świat duchów nie do końca podpada stricte pod wizję nieszkończoności jako takiej. Aczkolwiek pisało się przyjemnie i udało przemycić wiele motywów, które lubię w trochę bardziej przewrotnej formie.

 

Czego natomiast w tym tekście brakło, to być może podkręcenia dramatyzmu… Chociaż właśnie „być może”.

Też się nad tym zastanawiałam, ale nie lubię nadmiernie czułostkowej narracji i zostało na tym, że taka już smutna kolej rzeczy. Rozumiem jednak, że wydźwięk całości mógłby na zyskać na bardziej emocjonalnie zaangażowanej końcówce w oczach niektórych odbiorców.

 

udało przemycić wiele motywów, które lubię w trochę bardziej przewrotnej formie

Czy to zapowiedź kolejnych tekstów z motywami indianskimi? :D 

Czy to zapowiedź kolejnych tekstów z motywami indianskimi? :D 

Całkiem prawdopodobnie, chociaż jakiś szamanizm czy specyficzne stwory udawało mi się już wcześniej przemycić. Pomysłów jest sporo, muszę tylko to ubrać w słowa.smiley

Nowa Fantastyka