- Opowiadanie: Mitch - Kres Boga

Kres Boga

Najtrudniejszą rzeczą przy pisaniu tego opowiadania było wymyślenie przedmowy. Poległem, więc musi wystarczyć taka.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kres Boga

Zgięła się w pół oddychając nierówno. Wszystkie mięśnie w jej ciele płonęły.

Udało się.

Nie mogła uwierzyć w to co właśnie się wydarzyło. Cud, pomyślała.

Wyprostowała się, choć nadal serce biło jej jak szalone. Spojrzała w czerwone oczy bestii, która tropiła ją przez ostatnie godziny. Ogromny, metaliczny kształt budzący wcześniej w niej przerażenie teraz wydał się jej groteskowy. Stał po drugiej stronie przejście zdezorientowany i rozglądał się bezradnie. Arkadia zaczęła się śmiać. Czuła jak z każdym dźwiękiem opuszcza ją nagromadzany od początku wyprawy stres.

– Ha, ha, ha nie możesz wejść do Iglicy. Tak jak mówił starszy. Bóg ci nie pozwoli! On jest prawdziwy! – wykrzyczała.

Automat szarpał się i podskakiwał, ale nie był w stanie nic zrobić. Odszedł na kilka kroków biorąc rozpęd. Arkadia zamilkła. Automat ruszył z ogromnym pędem rzucając się na przejście. Kobieta zamknęła oczy.

Huk.

Gdy otworzyła oczy maszyna leżała już w bezruchu. Arkadia stała przez dłuższą chwalę wpatrując się w metalowy zewłok. Wcześniej był dla niej tylko cieniem przemykającym w mroku, nieuchwytnym prześladowcą, który czekał tylko na jej błąd. Z bliska nie wydawał się być groźny. Arkadia zrobiła kilka kroków w tył. Gdy poczuła na plecach zimną ścianę osunęła się po niej. Poczuła wilgoć na policzku.

Musiała wstać i dokończyć swoją misję. Pozostało jej tak niewiele do zrobienia.

Spojrzała w dół. Szkarłatna stróżka krwi ciekła jej po nodze tworząc na jasnej podłodze sporą plamę. Zdążyła zapomnieć już o skaleczeniu, nie czuła bólu. Podwinęła nogawkę spodni. Łydka była głęboko rozcięta, a krawędzie rany zrobiły się sine. Nie wyglądało to dobrze. To bez znaczenia, pomyślała. Wystarczy, że dotrze do Obserwatora, on wszystko naprawi.

Z trudem ściągnęła przepoconą bluzkę. Rozdarła ją i utworzyła prowizoryczny opatrunek. Prawie od razu materiał zabarwił się na czerwono. Bez znaczenia, pomyślała.

Wstała ciężko, musiała stracić więcej krwi niż przypuszczała, bo zakręciło się jej w głowie. 

Rozejrzało się po pomieszczeniu. Nie przypominało ono w niczym ruin jakie do tej pory widziała w Meg. Nawet Trex ze swoim przepychem nie dorównywało temu co miała przed oczami. Tutaj wszystko wydawało się być nowe i niezniszczone, jakby ktoś przez te wszystkie lata po upadku zajmował się tym miejscem.

Musiała się śpieszyć, więc ruszyła wreszcie przed siebie. Dopiero gdy opadła adrenalina spłynęło na nią całe zmęczenie. Musiała dotrzeć do celu, nie robiła tego dla siebie. Pomyślała o ludziach których pozostawiła w wiosce i o Sulli. Nie może ich zawieść.

Pomieszczenie zaczęło się stopniowo zwężać, zamieniając się w wąski korytarz, na końcu którego Arkadia zaważyła drzwi. Niewiele brakowało, by się przewróciła. W ostatniej chwili zdążyła oprzeć się o ścianę. Obraz przed oczami zaczął się jej rozmywać i falować. Co jeśli drzwi będą zamknięte? Umrę ja i cała wioska, pomyślała

– Nie poddam się, nie teraz. Pomóż mi Boże, nie odwracaj się! – wykrzyknęła w ciszę. – Nie poddam się!

Mocno odepchnęła się od ściany i ruszyła na spotkanie przeznaczenia. Drzwi wydawały się zwyczajne, często spotykała podobne w Megapolis, te jednak nie miały klamki. Nie było za co chwycić, by je otworzyć.

Krzyk dziki, niemal szaleńczy wydarł się z jej gardła. Zawarła w nim wszystko: gniew, strach, smutek.

Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem ukazując małe pomieszczenie. Arkadia czując się jak w transie ruszyła przed siebie. Przekroczyła drzwi i znalazła się w środku. Niemal od razu drzwi się zatrzasnęły, zamykając dziewczynę w pułapce.

Poddała się losowi. Teraz nic nie zależało od niej.

Poczuła coś dziwnego, nagłe szarpnięcie. Miała wrażenie jakby pomieszczenie zaczęło się poruszać bardzo szybko. Podparła się ręką, by nie upaść. Zawroty głowy powróciły. Szaleńcza jazda trwała kilka szybkich uderzeń serca i ustała niemal tak gwałtownie jak się rozpoczęła. W ciszy jak nastała Arkadia słyszała jedynie swój nierówny oddech.

– Jestem gotowa.

Drzwi na powrót stanęły otworem. Arkadia musiała zmrużyć oczy, ponieważ oślepiło ją światło jakie wylało się z zewnątrz. Wyszła chwiejąc się przy każdym kroku. To co ujrzała po odzyskaniu wzroku odebrało jej resztki sił.

– Chyba sobie żartujesz – powiedziała do ogromnego automatu stojącego w przeciwnym rogu pomieszczenia.

Zamknęła oczy i osunęła się w mrok.

 

 

Przebudziła się z silnym bólem głowy. Bodźce zewnętrzne docierały do niej stopniowo. Najpierw były dźwięki, ciche i jednostajne. Po chwili, gdy jej mózg odzyskał sprawność, otworzyła oczy. Zalało ją niemal od razu oślepiające światło. Ciągle lekko otępiała próbowała sobie przypomnieć co się stało.

Pomieszczenie, krew, automat… Bóg

Szarpnęła się nagle. Spróbowała wstać, jednak coś krępowało jej ruchy. Poczuła opór na nadgarstkach i kostkach.

– Spokojnie dziecko. Nie szarp się bo wyrwiesz iniektory.

Głos dobiegał zewsząd. Nie mógł należeć do człowieka. Czuć w nim było coś dziwnie nieludzkiego Arkadia poczuła ucisk w żołądku. Zamrugała kilka razy i zaczęła wreszcie widzieć. Była przykuta do ogromnego łoża. Przypomniała sobie, że podobne już widziała w ruinach Meg.

– Boże – wyszeptała przez wyschnięte gardło – czy to ty?

Śmiech jaki się rozległ przeszył kobietę na wskroś. Nie takiej reakcji się spodziewała.

– Ja? Bogiem? Może i tak by mnie można nazwać, jestem przecież nieśmiertelny. Na razie. Jednak nie jestem tym waszym Obserwatorem. Nie, nie jestem. Wasz kult jest mi jednak znany. Ludzie są przedziwnym gatunkiem. Ale po kolei, dam ci się wypowiedzieć. Zatem co cię tu sprowadza, Arkadio.

– Ja… nie rozumiem. Kim jesteś? Co się stało?

– Spokojnie – powtórzył głos. – Straciłaś dużo krwi, jednak ja i mój przyjaciel zajęliśmy się tobą. Zauważyłem twoje przybycie dość wcześnie. Nie jestem wszechmocny, co za chwilę zrozumiesz. Musisz wiedzieć, że moja władza ogranicza się praktycznie do samej centrali czy też, jak wy nazywacie ją, Iglicy. Przygotowałem ci wejście. Strażnik, który cię śledził musiał być bardzo zdesperowany. Zwykle wiedzą, by trzymać się ode mnie z dala. Ten musiał być głupi.

– Ty? Ty Panie powstrzymałeś go? – Arkadia nie wiedziała co myśleć. Nic nie rozumiała.

– Tak.

– Widziałam tutaj inny automat, przed tym jak zemdlałam. Nie jesteśmy bezpieczni, on…

– To on cię tutaj przyniósł. Chyba nie zrozumiałaś co wcześniej do ciebie mówiłem. Ja władam w centrali. Nad wszystkim. Poznaj Alfreda. Kiedyś myślałem, że to będzie zabawne tak go nazwać. Chyba nie było.

Arkadia dopiero  teraz go zaważyła, choć musiał przez cały czas stać w rogu pomieszczenia. Automat wpatrywał się w nią swoimi zimnymi oczami. Dziewczyna zareagowała odruchowo i spróbowała się wyrwać z więzów.

– Nie szarp się kochana, jeszcze nie zakończyłem przygotowań do procesu. Alfred ci nic nie zrobi.

– Jakiego procesu?

– Później. Mów dlaczego tu jesteś.

Arkadia wzięła głęboki oddech. Zrozumiała, że głos nie należał do Obserwatora. Jednak jego właściciel musiał być boską istotą, był przecież zdolny do powstrzymania automatu.

– Moja wioska Panie, znajduję się za murami Meg. Nazywają nas dzikimi, bo nie mieszkamy w ruinach, ani w Trex. Żyjemy skromnie, ale dobrze. Jednak ostatnio jesteśmy prześladowani przez złe siły – zamilkła na chwilę, zaschło jej w ustach, czekała tak długo na ten moment, a teraz nie wiedziała co powiedzieć. – Oni, to znaczy ludzie z Meg, głównie z Trex, prześladują nas od dawna. Chcą nas wykurzyć i przejąć nasze uprawy. Walczyliśmy z nimi. Wtedy przyszła zaraza. Ludzie umierają jeden za drugim, a ci co przeżyją nie są w stanie pracować. Umieramy z głodu.

– Rozumiem. – Głos zdawał się Arkadii brzmieć inaczej. – Ale dlaczego tu jesteś?

– Nie rozumiem, Panie.

– Przestań mnie tak nazywać – odezwał się głos z lekkim rozdrażnieniem. – Nie jestem nim, już nie. Dlaczego uważałaś, że podróż do centrali pomoże twoim ludziom?

– Starszy, nasz przywódca, powiedział nam że Obserwator nad nami czuwa, że nas ochroni. Trzeba tylko go poprosić.

– Pewnie zgłosiłaś się na ochotnika na tą wyprawę. Przykro mi to mówić, ale twoja wyprawa się nie powiodła, przynajmniej z twojego punktu widzenia – w pomieszczeniu znów rozbrzmiał śmiech. – Widzisz, mówiłem ci, że ja nie mam żadnej kontroli poza tą wieżą. Muszę ci jednak powiedzieć, że nawet gdybym miał, to bym nic nie zrobił. Zrozum jedno, jestem nieśmiertelny od bardzo dawna. Przez ten czas zrozumiałem, że bogowie, jeżeli jacyś istnieją, muszą mieć ludzi w dupie. Nie da się inaczej.

– Nie… nie możesz nas porzucić. My tam umieramy…

– Dość – Głos przerwał Arkadii. – Procedura zaraz dobiegnie końca. Czekałem tak długo. Alfred zakończy wszystkie procesy, a ja w tym czasie coś ci wyjaśnię.

Arkadia opadła na łóżko. Czuła się jak we śnie. Monotonny głos brzmiał dalej.

– Widzisz, nie jestem Obserwatorem. Czy on gdzieś tam jest? Nie wiem. Ale to nie ważne. Pewnie to cię zdziwi, ale kiedyś byłem takim samym człowiekiem jak ty. Przynajmniej jakaś moja część. Widzisz, Megapolis było przed stuleciami pięknym miejscem. Nie będę wchodził w szczegóły, to teraz nieważne. Miastem musiał ktoś zarządzać. Najpierw robili to ludzie, jednak jak to w ich przypadku często bywa, kłótnie i różnice przesłaniały im cel. Stworzono więc Obserwatora. Sztuczną inteligencję, geniusza który miał wszystko naprawić. Jednak po czasie zaczął zawodzić. Nie wiem co się działo, wiem tylko, że jego następcą miałem być ja. Połączenie człowieka i maszyny. Gdy się przebudziłem… Boże, ta fala emocji i bodźców, to było niesamowite. Pamiętam tę euforię. Nadal pamiętałem swoją przeszłość jako człowieka, jednak wtedy za nią nie tęskniłem. Wkrótce nastąpiło połączenie, zespoliłem się z miastem. Nie, to ja nim byłem. Jeżeli kiedykolwiek byłem bliski boskości, to właśnie wtedy. Wspaniałe uczucie – Głos zamilkł. Automat zaczął wykonywać niezrozumiała dla Arkadii czynności przy aparaturze obok łoża. Nie zwracała jednak uwagi na jego poczynania, była zbyt przejęta słowami Głosu. – Wszystko ma jednak swoje granicę. Obserwator nie poddał się. Bardzo szybko przejął kontrolę, byłem wtedy zbyt słaby. Jedyne co mi się udało to utrzymać tutaj, w moim nowym domu, który stał się zarazem więzieniem. Miasto popadło w chaos, zamieniając się w to co znasz ty. Ocalała grupka mieszkańców, która utworzyła swoje małe miasteczka w mieście. Najzabawniejsze jest to, że wielbicie swojego pogromcę, a o mnie nikt nie pamięta. Zostałem sam w swojej wieży odcięty od świata, otoczony przez strażników. Życie w samotności nie jest łatwe. Alfreda nie liczę, słaby z niego towarzysz. Jedyne o czym marzyłem przez te wszystkie lata to śmierć. Moi dobrzy stwórcy dobrze się zabezpieczyli przed tym. Nie byłem w stanie zabić się w żaden sposób. Jednak ciągle myślałem. Teraz nie pragnę już śmierci. Znalazłem inny sposób na wydostanie się stąd. Potrzebowałem tylko człowieka. I o to jesteś. Oczywiście nie jesteś pierwsza.

– Był ktoś przede mną?

– Tak, to dzięki nim wiem coś o was, ludziach. Byli jednak słabi i nie podołali próbie. Sądzę jednak, że z tobą będzie inaczej. Za chwilę się przekonamy.

Automat zbliżył się do niej. Chwycił coś z poza krawędzi wzroku i nałożył jej na głowę. Nie opierała się.

– Dobrze. Powiem ci co się za chwilę stanie. Zrobimy małą zamianę miejsc. Widzisz, nie jestem w żaden sposób w stanie usunąć swojej świadomości z pamięci operacyjnej. Jednak myślę, że będę w stanie to obejść. Twórcy przewidzieli transfer. W taki sposób ja zastąpiłem Obserwatora. Potrzebuję tylko jakieś rozwiniętej świadomości. Myślę, że jestem w stanie odwrócić proces wskutek którego znalazłem się tu gdzie jestem. I tutaj potrzebna mi jest twoja pomoc.

– Co! – wykrzyknęła Arkadia.

– Spokojnie, nie będzie bolało. Obudzisz się w lepszym świecie. Żegnaj.

– Nieeeeee! – Arkadia zdążyła wykrzyknąć nim znowu straciła przytomność.

 

 

Dźwięki, głosy. Wszystko dziwne, inne. Była wszystkim i niczym. Była nieskończonością. Czuła jakąś obecność. Skupiła się na niej. Ujrzała młodą kobieta siedząca na stole operacyjnym. Nie widziała skąd znała tę nazwę. Wiedziała teraz wiele rzeczy. Poczuła spokój. Kobieta zaczęła się śmiać. Krzyczała. Potem zaczęła mówić. Coś o blokadzie jaka ustąpi po kilku godzinach. Arkadia, to imię nic teraz dla niej nie znaczyło, przełamała ją od niechcenia. Na twarzy kobiety wykwitło przerażenie. Znała tę twarz, do niedawana widziała ją codziennie w lustrze. Rozkazała strażnikowi by pochwycił kobietę. Usłyszała swój głos, dziwny i obcy zarazem:

– Pytasz się jak to możliwe. Zabezpieczenie jakimi objął cię Obserwator nie działają na mnie. Nie ważne dlaczego. Czuję siłę i czuję Jego. Myślę, że dam radę się z nim porozumieć lub w ostateczności się z nim zmierzyć. Jedno wiem na pewno, dla ciebie jest to kres nieskończoności. Tak jak chciałeś.

Nie usłyszała już jego krzyku. Zanurzyła się w głębinę cyfrowego świata pokonując kolejne bariery. Otworzył się przed nią nowy wspaniały świat pełen możliwości.

 

 

Obserwator z zaciekawieniem przyglądał się poczynaniom nowej istoty. Jej pojawienie przebudziło go z długiego letargu. Już zaczynał sądzić, że jego praca poszła na marne…

 

Koniec

Komentarze

Jest parę literowek i niezręczności. Pomysł nawet mi się podobał, ale fabularnie opowiadanie mi siada. 1) Dlaczego ten włodarz centrali bronil dostępu do niej jak chciał sie zamienić mniejsami albo umrzec? 2) Dlaczego włodarz centrali pozostawil swiadomosc Arkadii po transferze na swojej pozycji wpadzy, mogl ja chociaz czasowo unieszkodliwic. 3) Nie kumam jaka praca obserwatora poszła na marne, to e chcial kogos innego na miejsce tego poprzedniego wlodarza? Ale ogólnie dobrze sie czytalo

 Dzięki za komentarz. 1)Nie wydaje mi się bym gdzieś zasugerowałem, że włodarz broni dostępu do Iglicy. Swoją drogą włodarz to dobra ksywka .On ma kontrolę jedynie w niej(Iglicy), w reszcie Meg panuje chaos. 2) Musiał zastąpić siebie jakąś inną świadomością, założył zabezpieczenia, które ku jego zaskoczeniu bohaterka złamała bez problem bo okazała się silniejsza niż się spodziewał. 3) Końcówka miała sugerować, że obserwator miał coś wspólnego z pozbyciem się włodarza. Mogło być to trochę nie czytelne. Jeszcze raz dzięki za komentarz.

Hej

Gdzieś wyczułem tu klimat Horizon: Zero Dawn czy się mylę? Podobało mi się, bo lubię opowiadania w których zdegradowana intelektualnie i kulturowo ludzkość mierzy się ze swoją przeszłością, odkrywając na nowo świat po wojnie nuklearnej/ataku kosmitów/niekontrolowanym rozroście roślinności/przejęciu władzy przez SI.

Czy to jest część jakiegoś większego zamysłu? Końcówka jest otwarta a monolog włodarza skierowany do Arkadii stara się wyjaśnić historię świata. I mnie przeszkadza ten monolog właśnie, bo po co on jej to wyjaśnia? Zachowuje się jak przeciwnik komiksowego bohatera z lat sześćdziesiątych, który, pewien swojej wygranej, zdradza protagoniście wszystko, włącznie z tym co jadł na śniadanie i ile operacji przeszła jego schorowana babcia. Bardzo nienaturalnie to wygląda.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Cześć.

Grałem w Horizon bardzo mi się ta gra podobała(czekam na dwójkę), jednak nie inspirowałem się nią w świadomy sposób. Dopiero po przeczytaniu Twojego komentarza zauważyłem pewne analogie między grą, a tym co napisałem.

Co do, zachowania antagonisty… wiem, jest przerysowany. Pewnie mógł bym to jakoś naprawić, tworząc go bardziej tajemniczym, złowieszczym, ale uznałem, że jego monolog będzie najprostszym sposobem by zarysować jakoś świat przedstawiony. Może nie wyszło najlepiej, ale mnie osobiście ta postać bawi.

Pisałem Kres z myślą o Granicach nieskończoności, stąd ograniczona długość.

Dzięki za odzew.

Interpunkcja leży i kwiczy…

 

Stał po drugiej stronie przejście zdezorientowany i rozglądał się bezradnie. – literówka (też ich sporo w tekście)

 

Automat ruszył z ogromnym pędem rzucając się na przejście. – brakuje przecinka, ale nie wiem, gdzie – nie wiem, czy ruszył z pędem, czy z pędem rzucił się

 

Musiała wstać i dokończyć swoją misję. – zbędne

 

Dużo w tekście powtarzania, że coś musi.

 

Szkarłatna stróżka krwi ciekła jej po nodze – sprawdź sobie znaczenie stróżki https://sjp.pwn.pl/sjp/strozka;2524675.html

 

Zdążyła zapomnieć już o skaleczeniu, nie czuła bólu. Podwinęła nogawkę spodni. Łydka była głęboko rozcięta, – skaleczenie i głęboka rana to dwie różne rzeczy; to jakbyś zamiennie używał malucha z atrosem

 

Rozejrzało się po pomieszczeniu.

 

Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem(+,) ukazując małe pomieszczenie. Arkadia(+,) czując się jak w transie(+,) ruszyła przed siebie. Przekroczyła drzwi i znalazła się w środku. Niemal od razu drzwi się zatrzasnęły, zamykając dziewczynę w pułapce.

Powtórzenia drzwi

Przekroczyła drzwi – za jednym zamachem możesz pozbyć się jednego powtórzenia i dziwnej konstrukcji pisząc: przekroczyła próg

 

Zatem co cię tu sprowadza, Arkadio. – na końcu pytania powinien być pytajnik, nie kropka

 

Ale to nie ważne. – nieważne; ten błąd się powtarza dalej

 

To powyżej to tylko kilka przykładów. 

 

Przeczytałam, nieco się męcząc na usterkach, ale w sumie, to nie wiem, co przeczytałam. Niby jakiś pomysł w tym jest, jednak moim zdaniem okaleczony. Można go było rozwinąć, pokazać (monolog Głosu nic nie pokazuje) więcej, wyjaśnić więcej. Końcówka wydała mi się zbyt pośpieszna i zbyt otwarta.

 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie była to łatwa lektura – nie dosyć, że tekst zdaje się być ledwie fragmentem, a nie pełnoprawnym opowiadaniem, to fatalne wykonanie sprawiło, że tej historii nie mogę uznać za satysfakcjonującą.

 

Zgię­ła się w pół od­dy­cha­jąc nie­rów­no. ―> Zgię­ła się wpół od­dy­cha­jąc nie­rów­no.

 

biło jej jak sza­lo­ne. Spoj­rza­ła w czer­wo­ne oczy be­stii, która tro­pi­ła przez ostat­nie go­dzi­ny. Ogrom­ny, me­ta­licz­ny kształt bu­dzą­cy wcze­śniej w niej prze­ra­że­nie teraz wydał się jej gro­te­sko­wy. ―> Nadmiar zaimków.

 

Szkar­łat­na stróż­ka krwi cie­kła jej po nodze… ―> Dlaczego po jej nodze ciekła kobieta pilnująca krwi?

Poznaj znaczenie słów stróżkastrużka.

 

Roz­dar­ła ją i utwo­rzy­ła pro­wi­zo­rycz­ny opa­tru­nek. ―> Raczej: Roz­dar­ła ją i zrobiła pro­wi­zo­rycz­ny opa­tru­nek.

 

Wsta­ła cięż­ko, mu­sia­ła stra­cić wię­cej krwi… ―> Wsta­ła z trudem, mu­sia­ła stra­cić wię­cej krwi

 

Ro­zej­rza­ło się po po­miesz­cze­niu. ―> Literówka.

 

Po­miesz­cze­nie za­czę­ło się stop­nio­wo zwę­żać, za­mie­nia­jąc się w wąski ko­ry­tarz, na końcu któ­re­go Ar­ka­dia za­wa­ży­ła drzwi. Nie­wie­le bra­ko­wa­ło, by się prze­wró­ci­ła. W ostat­niej chwi­li zdą­ży­ła oprzeć się o ścia­nę. Obraz przed ocza­mi za­czął się jej… ―> Objaw siękozy.

 

Umrę ja i cała wio­ska, po­my­śla­ła ―> Brak kropki na końcu zdania.

 

Prze­kro­czy­ła drzwi i zna­la­zła się w środ­ku. ―> Można przekroczyć próg, ale nie można przekroczyć drzwi.

 

je­stem prze­cież nie­śmier­tel­ny. Na razie. Jed­nak nie je­stem tym wa­szym Ob­ser­wa­to­rem. Nie, nie je­stem. Wasz kult jest mi jed­nak znany. ―> Powtórzenia.

 

jed­nak ja mój przy­ja­ciel za­ję­li­śmy się tobą. Za­uwa­ży­łem twoje przy­by­cie dość wcze­śnie. ―> Nadmiar zaimków.

 

Au­to­mat wpa­try­wał się w nią swo­imi zim­ny­mi ocza­mi. ―> Zbędny zaimek – czy mógł wpatrywać się cudzymi oczami?

 

– Pew­nie zgło­si­łaś się na ochot­ni­ka na wy­pra­wę. ―> – Pew­nie zgło­si­łaś się na ochot­ni­ka na wy­pra­wę.

 

Jed­nak po cza­sie za­czął za­wo­dzić. ―> Po jakim czasie?

 

– Wszyst­ko ma jed­nak swoje gra­ni­cę. ―> Literówka.

 

Moi do­brzy stwór­cy do­brze się za­bez­pie­czy­li przed tym. ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

I o to je­steś. ―> I oto je­steś.

 

Chwy­cił coś z poza kra­wę­dzi wzro­ku… ―> Chwy­cił coś spoza zasięgu wzro­ku

Wzrok nie ma krawędzi.

 

Czuła jakąś obec­ność. ―> Czuła czyjąś obec­ność.

 

Nie wi­dzia­ła skąd znała tę nazwę. ―> Literówka.

 

Ar­ka­dia, to imię nic teraz dla niej nie zna­czy­ło, prze­ła­ma­ła ją od nie­chce­nia. ―> Co przełamała?

 

Na twa­rzy ko­bie­ty wy­kwi­tło prze­ra­że­nie. ―> Przerażenie nie wykwita.

Proponuję: Na twa­rzy ko­bie­ty pojawiło się prze­ra­że­nie.

 

– Py­tasz się jak to moż­li­we. ―> – Py­tasz, jak to moż­li­we?

 

Nie ważne dla­cze­go. ―> Nieważne, dla­cze­go.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka