- Opowiadanie: ANDO - Tetra-nieskończoność

Tetra-nieskończoność

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Granice Nieskończoności”.

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na Fundację Wspierania Ratownictwa RK: https://fb.com/FundacjaRK/about/ (dane na dole strony).

 

Miał być inny pomysł, tamten rozrósł się na tyle, że być może trafi do ścieżki B.

Miłego czytania. :)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Tetra-nieskończoność

– Nazwałby pan siebie bogiem, panie Got? – zapytała młoda dziennikarka, włączając dyktafon.

Letnie promienie słońca wpadały do pokoju szeroką smugą, rozświetlając sylwetki dwójki osób.

– Unikam etykietek – odparł ciemnowłosy mężczyzna miłym, ale stanowczym tonem.

Jego rozmówcy zwykle czuli zażenowanie. Pomyślał, że zareagowałby podobnie, znajdując się tak blisko czegoś, co oznaczało niebo i piekło jednocześnie. Był ponad ich ograniczeniami, a jednocześnie skupiał je wszystkie.

– Pan stworzył całe światy, każdy szczegół nowych rzeczywistości, i tych wyjątkowych ludzi! – Oczy dziennikarki błyszczały, kiedy to mówiła.

Uśmiechnął się lekko.

– Nie tylko ich stworzyłem, byłem nimi. Słowo ma nieskończoną moc…

 

*

 

Dwa lata przed wywiadem.

 

– W tym domu królowała śmierć, komisarz Kruk wiedział to od momentu, gdy otworzył drzwi. Chociaż nie odnalazł jeszcze koronnego dowodu, czuł znajomą, słodkawą woń, unoszącą się nad drogimi meblami i kolekcją obrazów. Z bronią przygotowaną do strzału komisarz odważnie przekroczył próg. – Eryk Got przestał dyktować i spojrzał na asystentkę pochyloną nad klawiaturą. – Nadąża pani?

– Tak, oczywiście – odparła, szybko dopisując ostatnie słowa.

Eryk pomyślał, że powinien używać dyktafonu, ale uwielbiał stukot klawiszy. Znów zaczął mówić:

– W pierwszym pokoju komisarz nie zobaczył nikogo. Wewnątrz panowała złowroga cisza, która zdawała się gęstnieć z każdą chwilą. Dostrzegł czerwoną plamę na podłodze obok stołu. Nie musiał się schylać, żeby rozpoznać, że to krew. W głębi domu rozległ się chrobot, jakby ktoś potrącił mebel. Ostrożnie, krok za krokiem, komisarz ruszył w kierunku tajemniczego dźwięku.

Eryk poczuł ciężar trzymanej w ręku broni i zapach śmierci. Nagle znalazł się w tym domu, szukał ciała, a przeczucie podpowiadało mu, że morderca wciąż kryje się gdzieś w środku. Ufał w swoją szybkość, zamierzał rzucić wyzwanie zabójcy, tropić go do utraty tchu, w imię sprawiedliwości. Czuł napięcie w całym ciele, badał kolejne pomieszczenia, gotowy do odparcia ataku. Nie dziwiło go, że przeniósł się wprost z gabinetu do tajemniczego domu. Zdążył poznać moc swoich słów. Rozpierała go duma, znów się udało. Komisarz Eryk Kruk był pewien: musi wyjaśnić kolejną zagadkę. Za wszelką cenę.

 

Rok przed wywiadem.

 

– Argoth powoli jechał na koniu przez osadę. Długie włosy ścisnął opaską, kaftan bez rękawów odsłaniał pięknie rzeźbione mięśnie. Mieszkańcy wioski wylegli przed domy. Ktoś zawołał: „Niech żyje nasz wybawca!”, wiele gardeł podchwyciło ten okrzyk – powiedział Eryk.

Ściany gabinetu nagle zniknęły. Mężczyzna siedział w siodle, koń stąpał powoli po piaszczystej ziemi. Argoth poczuł smakowity zapach gotowanej zupy, rozchodzący się z drewnianych chałup. Uśmiechnął się do dziewczyny, która z rumieńcem na twarzy pomachała do niego. Miała takie ładne, pełne usta i długie rzęsy.

Widział, jak wielkie robi wrażenie na tych ludziach, których uwolnił od koszmaru. Patrzyli z podziwem połączonym z wdzięcznością na jego skrwawiony miecz i truchło potwora, zwisające z siodła. Czuł się zwycięzcą.

 

Pół roku przed wywiadem.

 

– Ledwie zbudził się kolejny dzień, mag Jorkin stanął na murach obronnych. Patrzył na zbliżające się wojsko nieprzyjaciela, z daleka przypominające tętniące mrowisko, które rozlewało się szeroką falą po dolinie. Wiedział, że musi ochronić miasto, tylko on miał wystarczająco dużo siły, by tego dokonać – dyktował Got.

Nagle poczuł wiatr na twarzy, który targał jego długie, czarne włosy i szarpał skrajem szaty. Słyszał bicie serca Jorkina, własnego serca, magiczna moc płynęła pod skórą. Podniósł ręce i głośno wypowiedział zaklęcie, z jego dłoni wytrysnęły wiązki niebieskiego światła, które wystrzeliły w niebo. Zagrzmiało potężnie, a czarna, złowroga chmura, zaczęła sunąć powoli w stronę wojska niczym nadciągająca śmierć.

 

*

 

– Nazwałby pan siebie bogiem, panie Got? – zapytała młoda dziennikarka, włączając dyktafon.

– Unikam etykietek – odparł.

Jego rozmówcy zwykle czuli zażenowanie. Pomyślał, że zareagowałby podobnie, znajdując się tak blisko czegoś, co oznacza niebo i piekło jednocześnie. Był ponad ich ograniczeniami, a jednocześnie skupiał je wszystkie.

– Ale pan stworzył całe światy, każdy szczegół nowych rzeczywistości, i tych wyjątkowych ludzi! – Oczy dziennikarki błyszczały, kiedy to mówiła.

Uśmiechnął się lekko.

– Nie tylko ich stworzyłem, byłem nimi. Słowo ma nieskończoną moc.

– Wojownik Argoth, komisarz Kruk, mag Jorkin. Wspaniałe postacie, jak wszyscy pańscy bohaterowie.

Wskazała na regał z książkami. Na każdym grzbiecie widniało to samo imię i nazwisko: Eryk Got.

– Przyzna pan, że taka moc tworzenia, to brzmi jak nieskończoność, kosmos niedostępny dla zwykłego śmiertelnika – mówiła. – Nie dziwię się, że zdobył pan te wszystkie nagrody i majątek. Pana historie poruszają miliony czytelników na całym świecie.

– Każda nieskończoność ma jakieś granice, moja również – odparł, spoglądając jej w oczy.

Zrobiła to samo, co tylu przed nią. Udawała, że nie patrzy na jego wózek inwalidzki, na sparaliżowane ręce, leżące bez czucia, na wiotkie nogi zabezpieczone taśmą. Nie zapytała o żaden z drogich sprzętów ułatwiających życie, którymi naszpikował pokój, żeby zrobić cokolwiek bez pomocy opiekuna, choćby napić się wody.

Dziennikarka milczała, jakby zastanawiała się, co wypada powiedzieć.

Nie chciał znów usłyszeć jednego z tych żałosnych tekstów. Odezwał się pierwszy:

– Napisali całą prawdę. Wszystko zmieniło się osiem lat temu, w jednej chwili. Miałem taki dobry rower… Zjazd z górki wydawał się banalnie łatwy. Przekoziołkowałem przez kierownicę, uderzyłem głową w chodnik. Jakbym skoczył na główkę do basenu, ale bez wody. Uraz kręgów szyjnych, tetraplegia – porażenie czterokończynowe. Brzmi jak wyrok, prawda?

Dziennikarka tylko pokiwała głową i uciekła wzrokiem, wciąż milcząc, a Eryk mówił dalej:

– Zapewniam panią, że to, co mogłem przed wypadkiem, wydaje się teraz nieskończonością. Ciało przestało mnie słuchać, jakby stało się obce. Jednak właśnie wtedy, kiedy leżałem bez czucia, zyskałem niezwykły dar. Po wyjściu ze szpitala zacząłem pisać, a raczej dyktować książki. Przeżywam wszystkie te historie, karmię je cząstką własnej duszy. Zmieniam się w każdego mojego bohatera, przenoszę w jego rzeczywistość, odnoszę jego rany, przejmuję zdolności i ciało. Nie mam pojęcia, jak. Moja asystentka mówi, że wyglądam wtedy jak umarły, ale cały czas dyktuję, dopóki mnie nie ocuci.

– Skończyłam już wywiad, prześlę do autoryzacji. – Dziennikarka uśmiechnęła się zakłopotana, szybko zebrała rzeczy i uciekła z pokoju, mrucząc pospieszne „do widzenia”.

Eryk ucieszył się, że nie zapytała, co by wolał: żyć jak teraz, czy być zdrowym i nie mieć daru. Obawiał się, że nie zrozumiałaby odpowiedzi.

Koniec

Komentarze

Jak dla mnie odpowiedź jednak jest prosta – być zdrowym i nie mieć daru. Ale ja prosty człowiek jestem. Wracając do tekstu – pomysł taki już chyba był, a tekst jest moim zdaniem za krótki by właśnie ten pomysł jakoś rozwinąć. Ogólnie jest przeciętnie, ale powodzenia w konkursie.

Ciekawy pomysł w temacie granic nieskończoności. Jeszcze trochę czasu i okaże się, że ilość pomysłów w tym temacie będzie zmierzać do nieskończoności. Falę zatrzyma jednak termin zakończenia konkursu :)

Fajnie napisane, intrygująco. Dar absolutnego wcielania się w bohaterów swoich opowieści… Chyba jednak nie chciałbym, nawet będąc w pełni zdrowym (fizycznie).

Pozdrówka! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tsole, miło znów widzieć Twoje komentarze pod opowiadaniami. :) Dziękuję za odwiedziny i klika.

Cieszę się, że uważasz opowiadanie za intrygujące. Zgadzam się z Tobą, jednak zdrowie ma chyba większą wartość. Nie chciałam, żeby temat wypadków i niepełnosprawności wypadł zbyt moralizatorsko.

 

RebelMac, mimo wszystko, dzięki za odwiedziny i komentarz. Chyba dotarłam do opowiadania, o którym piszesz, ale tam porażenie ciała było opisane w innym kontekście.

Kurde, myślałem, że na koniec tekstu wątek fantastyczny będzie chociaż zarysowany. 

Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko tekstom bez fantastyki – po prostu już spotkałem się z utworami zawierającymi podobny motyw pisarza-stwórcy i myślałem, że na koniec zaskoczysz, a tak to wyszło poprawie, ale bez fajerwerków. Sama fabuła tego nie zrekompensowała, miałem wrażenie, że to raczej luźny zlepek różnych scenek. 

 

Gekikara, dzięki za odwiedziny. Trochę fantastyki było. :) Ten pisarz wciela się do tego stopnia w swoje postacie, że staje się nimi, zaczyna żyć w świecie, który tworzy. Tłumaczy to dziennikarce w ostatniej scenie.

Kurde, to może kwestia mojego odbioru, że potraktowałem tekst nie dosłownie. 

Pomysł o którym mówisz ma potencjał, chociaż może ciężko było go wykorzystać w tysiącu słów (chyba im bardziej skomplikowany pomysł, tym trudniej). Wyobrażam to sobie tak, że Got ma wywiad, a równolegle przeżywa trzy inne historie… wymagałoby to pokombinowania, a z tym ciężko, by zmieścić się w limicie. 

Wyobrażam to sobie tak, że Got ma wywiad, a równolegle przeżywa trzy inne historie…

W teraźniejszości dzieje się tylko scena wywiadu. Przerywam ją, żeby pokazać trzy sceny z przeszłości, przy każdej z nich napisałam, kiedy się dzieją: dwa lata wcześniej, rok wcześniej, pół roku wcześniej. Możliwe, że nie widać tych informacji na tle bloku tekstu, zmienię zapis.

Nieprecyzyjnie się wyraziłem: wstawki informujące o retrospekcji są doskonale widoczne, ale, gdybyś wykorzystała ten pomysł w dłuższym tekście, rozważyłbym równolegle prowadzenie tych czterech historii. :) 

Trochę mam problem z Twoim opowiadaniem, bo nie bardzo mam się do czego przyczepić, a jednak coś mi w nim nie pasuje. Zupełnie mnie nie rusza. Z początku myślałem, że pójdziesz z tym bogiem bardziej dosłownie. Może tu jest problem? Pewnego rodzaju rozczarowanie, że to jednak tylko pisarz – taki bożek bardziej, niż bóg?

Czytało się dobrze, ale w pamięci nie pozostanie.

Hmmm. Jak dla mnie – za mało fantastyki. No, wspominasz, że wciela się w swoich bohaterów naprawdę głęboko, ale… Czy to naprawdę ma znaczenie fabularne? Gdyby się wcielał jak normalny pisarz, historia potoczyłaby się inaczej?

Mam problem z takim zapisem czasu, jaki stosujesz. Dla mnie jest dwuznaczny, bo:

Teraz – 2020.

Dwa lata wcześniej – 2018.

Rok wcześniej – 2019 czy 2017? Co jest aktualnym punktem odniesienia?

Babska logika rządzi!

Gdyby się nie wcielał, nie byłoby przeciwwagi dla drugiej nieskończoności, czyli zdrowia. Czas jest liczony od ostatniego fragmentu, czyli coraz wcześniejsze zdarzenia. Nie mam pomysłu, jak to inaczej napisać. Facet po prostu ma wyjątkowy dar, na tym polega fantastyka tego tekstu.

Ciekawe, co Wilk o tym sądzi, czy opowiadanie nadaje się na konkurs, czy nie przechodzi brzytwy Lema?

Można podawać daty albo jakieś “T-2”, “T-1”. Ale to niekoniecznie będzie ładniej wyglądać.

Babska logika rządzi!

Czas już poprawiłam, nie mogłam bardziej, bo regulamin.

Dzięki za kolejne komentarze.

Fizyku, nieskończoność Gota ma granice, ale IMO, to jednak jest nieskończoność, do której wiele osób dąży.

Chyba wybrałam temat, który nie wiąże się z fajerwerkami, ale właśnie tak widzę nieskończoność i granice.

A. d. fantastyki. Oprócz daru bohatera, jest jeszcze o pisaniu fantastyki, zaplątał się nawet mag. ;)

Kurczę, ciekawy tekst, z przesłaniem. W czasie poszczególnych scenek nie bardzo rozumiałem związek ale końcówka fajnie ogarnęła to w całość. Po przeczytaniu, w przeciwieństwie do którejś z opinii powyżej, było dla mnie jasne to, że Got się wręcz materializował w tych wszystkich stworzonych światach, a nie był tylko ich obserwatorem. To dawało mu pełnię odczuwania, owy dar. Ten motyw, tak głębokiego wnikania w kreowany świat bardzo mi się podoba. Ponadto są granice – fizyczne i jest nieskończoność – w głowie i odczuwaniu, co bardzo plusuje, biorąc pod uwagę trafienie w motyw przewodni konkursu.

Cóż rzec więcej, daję klika. ;)

Sagitt, miałam dokładnie taki zamysł, jak napisałeś. Cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało. Dzięki za klika i komentarz.

Rozumiem zamysł, ale czegoś mi tu zabrakło. Na pewno jest dobrze napisane, a sama idea ucieczki, a wręcz przeniesienia się w tworzone postacie jest bliska każdemu pisarzowi. Wolałbym jednak, żeby pojawiło się trochę więcej emocji. Dużo tekstu zabiera przedstawienie retrospekcji/fantazji i wywiad może nie jest tak rozbudowany, jak bym wolał. To nadal dobre opowiadanie, ale chyba tak jak piszesz wolałbym jakiś fajerwerk ;) Za to końcówka i ostatnie pytanie bardzo dobre.

Czuję się podobnie, jak przedpiścy – nie mam do czego się przyczepić, a jednak czegoś mi zabrakło do pełnej satysfakcji z lektury. Właściwie to chyba sama idea daru, jakim został obdarzony bohater, wydaje mi się nieco naciągana. Jego ostatnie słowa, gdy tłumaczy to dziennikarce, nie brzmią aż tak szokująco, by usprawiedliwić jej reakcję. Właściwie wszystko, co powiedział, brzmi jak “przeromantyzowana” metafora. Przynajmniej ja, gdyby ktoś powiedział mi coś takiego, zrozumiałabym w taki sposób: “O, ten to się wczuwa w historie, jakby sam je przeżywał”. Uznałabym to po prostu za bardzo udane wizualizacje…

Z tym darem mam jeszcze jeden problem. Z tekstu zdaje się wynikać, że “wchodził” w historie tylko wtedy, gdy je opowiadał. Trochę lipa. Są rzeczy, które chciałoby się przeżywać prywatnie ;) Ogólnie widzę zdolność bohatera jako coś w rodzaju świadomego snu, a przez to całość traci na wydźwięku, bo takie sny to i zdrowy człowiek może mieć.

Nawiązanie do nieskończoności – pomysł mi się podobał, choć samo wskazanie owego związku palcem – już niekoniecznie.

Zanais, cieszę się, że końcówka Ci się spodobała. Nie chciałam przesadzać z emocjami, myślę, że sama sytuacja Gota je wzbudza.

Silva, dzięki za odwiedziny. Got musiał mówić w czasie wcielania się w postaci, bo słowo tworzyło nieskończoność.

Reakcja dziennikarki była typowa dla ludzi zdrowych, przy których podejmuje się temat znacznej niepełnosprawności. Często nie wiedzą, co powiedzieć i jak się zachować. Zażenowanie, ucieczka, udawanie, że nie ma problemu, to wszystko się pojawia.

Poza tym, młoda dziennikarka nie była do końca przygotowana na to, co zastała w domu pisarza. Zobaczenie takiego człowieka na własne oczy bywa szokiem. Mogłam opisać więcej, ale przy Małej Księżniczce pojawiły się glosy, żeby nie przesadzać z emocjami.

Opowiadanie, które swoją treścią tak dosyć dobitnie daje do zrozumienia, że Autorka to tylko czeka i poluje, żeby w odpowiednim momencie, kiedy czytelnik straci czujność, zdzielić go łopatą między oczy. Dlatego byłem czujny i się nie dałem. ;-)

Pisząc zaś poważniej, generalnie czuje się, że to szort budowany pod mocne uderzenie. Natomiast sama siła tego uderzenia jest jakby nieco osłabiona. Osłabiona jest zaś dlatego, że tekst ma w sobie stosunkowo mało fantastyki. To nie jest zarzut. W tagach wrzucasz przecież realizm magiczny.

Chodzi więc tu raczej o takie oczekiwanie czytelnika, że ten mocniej nakreślony motyw czytelnika jednak się pojawi i kiedy przychodzi to uderzenie, niewątpliwie mocne, ale jednak pozbawione fantastyki, to siłą rzeczy ono nie ma szans wybrzmieć, bo czytający oczekiwał trochę czegoś innego.

Te oczekiwania nie muszą być do końca uczciwe, ale też nie ma w nich złej woli. Jest to zwyczajnie odruch czytelnika, niejako wykreowany przez pewną charakterystykę tego portalu.

Być może właśnie dlatego opowiadanie nie robi takiego wrażenia, jak mogło, bo tutaj mam generalnie odczucia podobne do przedpiśców.

Technicznie na poziomie ANDO, ale jeśli chodzi o wydźwięk treści, to jednak tym razem chyba ciut słabiej.

Natomiast warto też podkreślić, że jest to jednak bardzo solidnie napisane opowiadanie, z fajnym motywem balansującym na granicy realności i fantastyki. Przy okazji takim, który autorom (zwłaszcza na tym portalu) w mniejszym lub większym stopniu jest bliski. A jeśli nie bliski, to przynajmniej w jakiś sposób znany.

Słowem, trochę pomarudził, ale o klik się bez wątpienia należy.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CM, dziękuję za komentarz i klika. Też pomyślałam, że motyw wcielania się jest bliski. Postaram się skorzystać z Twoich rad przy następnym opowiadaniu, ale ciężko zrezygnować z nawyków w pisaniu, tak jak to uderzenie na koniec.

Hej!

To co pisały osoby powyżej – myślałem że pójdziesz z tym bogiem bardziej dosłownie.

O ile dalsza część, kiedy odkryłaś że pan Got to pisarz, rzeczywiście nieco mnie rozczarowała, to pozostała reszta złagodziła owo rozczarowanie, pozwalając mojemu zaintrygowaniu treścią gładko przeskoczyć na równoległy tor. Początkowe zainteresowanie, wynikające z zaciekawienia spowodowanego oczekiwaniami, nie zelżało, a jedynie na moment przyhamowało, aby po rewizji oczekiwań wzmóc się do wyjściowego poziomu. Nie wiem, czy napisałem wystarczająco zrozumiale to, co chcę przekazać :)

 

W dużym skrócie: podoba mi się.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Outta Sewer, dziękuję za odwiedziny. Zrozumiałam komentarz, cieszę się, że tak odebrałeś tekst.

Wrzucam to dzieło do worka z napisem: “naprawdę sympatyczne opowiadania”.

Zauważyliście, jak rzadkie są tutaj optymistyczne utwory? Jeśli nikt nie zginie, nie dostanie załamania nerwowego czy nie wydarzy się żadna katastrofa, to nie ma opowiadania. 

A tutaj? Kurde, kawałek sympatycznego, optymistycznego opowiadania, traktującego o sile wyobraźni, która może pomóc poskładać jaja do kupy w skrajnie przesranej sytuacji. Opowiadanie jak promyk słońca w trakcie burzowego dnia.

 

Nie doszukuję się drugiego, trzeciego, czy czwartego dnia, nie patrzę na to, czy w opowiadaniu stosowałaś jakieś chwyty, podstępy i pisarskie kruczki, czy one wyszyły czy nie. 

 

Biorę to opowiadanie takie, jakim jest, dziękuję Ci za nie i dobrze mi z tym. 

Dzięki za komentarz. Cieszę się, że tak pozytywnie odczytujesz to opowiadanie.

Cześć, ANDO :)

Mi z kolei to akurat opowiadanie bardzo przypadło do gustu :) To, co większość komentujących uznaje za wady, ja odbieram w tym tekście jako zalety. Ta cienka linia między fantastyką a realizmem. Ten spokojny ton opowieści, ale zarazem wzbudzający zainteresowanie. Nie nastawiałem się też na początku na żadne rozwiązanie kwestii boskości głównego bohatera, więc koniec przyjąłem taki, jakim go zaprezentowałaś. Bez rozczarowań.

Jak dla mnie zresztą przenoszenie się do tworzonych słowami krain jest elementem jak najbardziej fantastycznym. Jasno pokazujesz, że to nie jest tylko takie zamykanie oczu i wyobraźnie, ale że bohater trafia w kreowany przez siebie świat naprawdę. Hm, chyba też wybrałbym zdrowie, choć czytając Twój tekst wyobraziłem sobie teleportacje do własnych światów i wydało mi się to wielce kuszące :D

Klikam

i

Pozdrawiam ;)

Realuc, dziękuję za komentarz i klika. Fajnie, że opowiadanie Ci się spodobało. :)

Hej ANDO, to mój pierwszy komentarz na tym portalu i korciło mnie, żeby go napisać, bo nie zgadzam się z wieloma poprzednimi komentarzami:)

Opowiadanie jest ciekawe i dla mnie było jasne od początku, że Got dosłownie wciela się w te postacie, przeżywa dosłownie ich przygody, i jest to element jak najbardziej fantastyczny :) Szczególnie, że ostatnie zdanie z końcówki nie miałoby za bardzo sensu, gdyby darem bohatera była tylko rozbudowana wyobraźnia. Ujęcie samej nieskończoności też jest interesujące. Jedyne, co mi zgrzytnęło, to wyjaśnienia Eryka na końcu – te dwa akapity, w których opisuje dziennikarce co, jak i dlaczego, psują mi trochę odbiór opowieści. Dla mnie wystarczyłoby, że wiemy, że bohater ma sparaliżowane wszystkie kończyny. Ale to może dlatego, że lubię lekkie niedopowiedzenia i aurę tajemniczości.

Pozdrawiam :)

Witam Sowę. :) Dziękuję za miłe słowa.

Podobała mi się, że to co dyktuje Got rzeczywiście mogłoby być wstępem do jakichś książek. Podoba mi się, jak opisujesz, w jaki sposób przenosi się do krain, które tworzą jego słowa. I to, że na samym początku można pomyśleć, że to naprawdę rozmowa z Bogiem, w chrześcijańskim tego słowa znaczeniu.

To sprawnie napisane opowiadanie, które porusza tematykę dość popularną, ale jednak przypadło mi do gustu. :)

Zostaw ten żyrandol.

Dobrze się czytało, ale problem w tym, że kiedy zaczynasz od wywiadu z Bogiem, to moje oczekiwania szybują w górę. Trochę poczułam się rozczarowana.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Verus, dziękuję za odwiedziny i klika. Cieszę się, że opowiadanie Ci sięspodobało.

 

Irko, dzięki za komentarz. Fajnie, że dobrze się czytało. Masz rację, po wywiadzie końcówka jest zaskoczeniem. Taką miałam koncepcję, żeby pokazać kalekiego boga, ale nie tego chrześcijańskiego, tylko tworzącego słowem.

Fajne, bardzo ciekawy pomysł na granice i konstrukcja opka! Zakończenie mnie zaskoczyło, ze mną jak z dzieckiem, daję się autorowi prowadzić na smyczy. 

Kiedy je już poznałam, pomyślałam sobie, że może dałoby radę wzmocnić wcielenia. 

Troszkę mnie zmylił dyktafon i dyktowanie w pierwszej chwili W pierwszej chwili utożsamiłam te dwie kobiety. Pewnie z gapiostwa. Drugi moment zawahania miałam przy powtórzeniu wywiadu i zdziwiłam się, że nie „wyłącza”. Naturalne zdawało mi się kontynuowanie go.

,Widział, jak wielkie robi wrażenie na tych ludziach

Wydaje mi się lekko niezgrabne, kiedy czytam na głos. Może” jakie wielkie”, albo po „prostu jakie wrażenie”. Sprawdź, czy tak miało brzmieć.

pzd srd :-) i powodzenia w konkursie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, dzięki za komentarz. Przemyślę Twoje rady.

ANDO, mnie się bardzo podobało!

 

Pomyślał, że zareagowałby podobnie, znajdując się tak blisko czegoś, co oznaczało niebo i piekło jednocześnie. – rozumiem, że chodzi tu o samego Gota, tak? Niebo to jego dar, a piekło niepełnosprawność? Mogę to tak rozumieć? :-)

Świetnie zbudowany szort. Początek sugerujący nadprzyrodzone zdolności bohatera, które w zakończeniu okazują się zupełnie inne niż mogłam się spodziewać. I to podoba mi się najbardziej. Got traci zdrowie, ale zyskuje coś w zamian. Nie ma tylko swojego życia, ale wszystkich swoich książkowych bohaterów. To pytanie, którego nie zadaje dziennikarka na samym końcu…myślę, że gdyby mógł wybrać, to jeszcze raz zjechałby na tym rowerze:-) ale to tylko moje odczucie:-)

pozdrawiam serdecznie

Olciatko, odczytałaś moje intencje bezbłędnie. Zdanie, które przytoczyłaś, również. Cieszę się, że się spodobało. :)

Dobry pomysł, oryginalny na tle innych opowiadań konkursowych i do tego z podwójnym twistem.

Udany początek – ta pierwsza wymiana zdań robi wrażenie.

 

Zrezygnowałbym z powtarzania całej pierwszej sceny – wystarczyłoby ponowne przytoczenie ostatniej wypowiedzi bohatera. W scenkach książkowych można było się pokusić o bardziej zróżnicowaną stylizację. Pierwszą z nich musiałem przeczytać dwa razy, żeby sobie ułożyć to przejście między narracjami – nie wychwyciłem zmiany podmiotu z “Kruka” na “Eryka”, bo zbyt podobnie brzmią/wyglądają. W ogóle zastanawiałbym się nad zmianą kolejności scenek, tak żeby dwie fantasy rozdzielić kryminałem.

Coboldzie, dziękuję za odwiedziny. Cieszę się, że pomysł Ci się spodobał. Na razie nic nie mogę zmienić – regulamin. Obawiałam się, że jeśli przytnę ostatnią scenę, nie wszyscy zorientują się, że to ta sama co na początku.

Chyba każdy wyobrażał sobie, jakby to było być bohaterem opowieści – czy to tych, które czytasz, czy tych, które tworzysz. No, może poza horrorami, tam bym się nie pchała ;) Ale podoba mi się sposób, w jaki prowadzisz historię, opowieści bohatera, to jak przenika on do tamtych światów. Zakończenie też fajne, delikatnie zmuszające do zastanowienia się nad własną decyzją w tej sytuacji. Bo z jednej strony niepełnosprawność, a z drugiej możliwość przeżycia więcej niż ktokolwiek inny – i to takich przygód, które sam sobie wymyśli. Z takim darem wymyśliłabym sobie nieskończony świat, w którym mogłabym żyć, aż moje ciało samo nie umrze ;)

ANDO, bardzo mi się podoba to opowiadanie! Byłam zaintrygowana o co chodzi z tym pisaniem i z bogiem. Sprawnie opisujesz przenoszenie się do kolejnych książek. Zastosowałaś mocny zabieg – autor z niepełnosprawnością. Do tego wprowadzający w zakłopotanie swoją fankę, która przeprowadza z nim wywiad. Poczułam ich emocje, a mnie było gorzko, że więcej tutaj szarej rzeczywistości niż magii. Zdecydowanie na plus!

Kasjopejatales, dzięki za komentarz. Właśnie o to mi chodziło przy końcowym wyborze bohatera. Mimo wszystko, chyba wybrałabym zdrowie.

 

Cytryno, witaj pod kolejnym opowiadaniem. Cieszę się, że poczułaś emocje bohaterów. Tak myślałam, że niepełnosprawny autor to szokujące zestawienie.

Bardzo podoba mi się ten, że tak to nazwę efekt matrioszki w konstrukcji tego opowiadania. Czyta się z niemałą przyjemnością i jednym tchem, a plot twist zaskakuje tak jak trzeba. Brawo za całokształt.smiley

Oidrin, dziękuję za miłe słowa. :)

Opowiadanie ma dwie twarze. Pierwsza to ta, związana z konkursem. I tu, Ando, nie udało Ci się mnie przekonać. Nie poczułem nieskończoności ani w bohaterze, ani w jego podejściu do życia po przemianie i wypadku. Z kilku powodów.

Zaczynasz opowiadanie od wysokiego C. Najczęściej w opowiadaniach to właśnie początek jest najsłabszy, przynajmniej ja najczęściej tak je postrzegam. U Ciebie jest odwrotnie, jest ciekawy, wciągający i błyskotliwy. Rozbudzasz apetyt, ale reszta opowiadania nie sprostała wstępowi. Dlaczego?

To krótki utwór i moim zdaniem, zbyt dużo wyjaśniasz dosłownie, a zbyt mało zostawiasz w sferze psychologicznej, jakże tutaj ważnej. Chciałbym postawienia większej ilości pytań, na które czytelnik sam musiałby sobie odpowiedzieć. Takich fundamentalnych, związanych z chorobą, wypadkiem, całkowitą zmianą życia, uzależnieniem od pomocy innych (niepełnosprawność), fizyczną słabością itd. Temat wybrałaś bardzo dobry, który wyzwala morze możliwości jeśli chodzi o dyskusję nad życiem. Szkoda, że z tego nie skorzystałaś. Bowiem trzy fragmenty jego książek są zupełnie niepotrzebne. Raz, nie są na poziomie nagrody Zajdla, i nie mówię tego absolutnie złośliwie, po prostu trzeba mieć naprawdę wielki talent, żeby w kilku zdaniach przedstawić fragment powieści, który chwyci czytelnika. Z tego powodu emocje podczas czytania znacznie opadają w dół, bo w/w fragmenty są poprawne, ale nie chwytliwe. Mogłaś przedstawić autorytet bohatera w inny sposób, który osobiście widziałbym w bardziej zaangażowanej sferze psychologicznej bohatera, niż te kilka, bardzo dobrych, acz krótkich zdań na końcu opowiadania.

Także dziennikarka wydaję się trochę infantylna i naiwna w swej pracy, co bardziej osłabia wymowę sytuacji, niż ją buduje. To samo tyczy się słów bohatera:

– Napisali całą prawdę. Wszystko zmieniło się osiem lat temu, w jednej chwili. Miałem taki dobry rower… Zjazd z górki wydawał się banalnie łatwy. Przekoziołkowałem przez kierownicę, uderzyłem głową w chodnik. Jakbym skoczył na główkę do basenu, ale bez wody. Uraz kręgów szyjnych, tetraplegia – porażenie czterokończynowe. Brzmi jak wyrok, prawda?

Których prawdopodobnie w prawdziwym życiu w ogóle by nie wypowiedział. Bo jest znany i każdy, nawet średnio zainteresowany wie, jak doszło do wypadku. Bo takie rzeczy przyciągają ludzką uwagę. Gdy Michael Schumacher, po wypadku na nartach wpadł w śpiączkę, wiedziało o tym pół świata, nawet jeśli tylko garstka interesowała się wyścigami Formuły 1. To tekst, który Autorka dodaje, aby czytelnik zyskał wiedzę o faktach, a który pozbawia utwór wiarygodności.

Za to bardzo dobrze przestawiłaś głównego bohatera od strony osobowościowej. Jego podejście (oprócz wymienionej wypowiedzi), jego myślenie i stan psychiczny. Przekonałaś mnie, chwyciło. Szkoda tylko, że jest tego tak mało, że “zapchałaś” tekst nieistotnymi fragmentami nieistniejących powieści.

Trudne zadanie sobie postawiłaś, ale to cieszy. Trzeba pisać o trudnych sprawach, szukać trudnych wyzwań, poruszać czytelnika, a nie pisać o dupie Maryni, opartej na dokładnym researchu jej pryszczy i pochodzenia. Tak trzymaj, Ando.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, miło widzieć Twój komentarz pod opowiadaniem.

Fragmenty powieści rozbudowałam, żeby pokazać więcej fantastyki i wyjaśnić, w jaki sposób przebiega utożsamienie się pisarza z bohaterami. Faktycznie, może lepiej było bardziej skupić się na innych kwestiach. Też myślę, że warto pisać o trudnych sprawach.

Dzięki za dokładne wskazówki, co można poprawić. Jedynie w kwesti dziennikarki wytłumaczę, że chociaż takie reakcje rzeczywiście są infantylne, często zdarzają się wśród ludzi dorosłych.

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Anet, cieszę się. :)

Fragmenty powieści rozbudowałam, żeby pokazać więcej fantastyki i wyjaśnić,

Przyszło mi to do głowy.

 

Jedynie w kwesti dziennikarki wytłumaczę, że chociaż takie reakcje rzeczywiście są infantylne, często zdarzają się wśród ludzi dorosłych.

Zgadza się. Chyba rzeczywiście nie ma to w tekście aż takiego znaczenia.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nowa Fantastyka