- Opowiadanie: Zanais - Do zobaczenia za cztery minuty

Do zobaczenia za cztery minuty

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Do zobaczenia za cztery minuty

Dopadł nas pośpiech. Telefony, komputery, telewizja, Sieć. Nieograniczony dostęp do wiadomości. Nalot dywanowy terabajtów informacji, obrazów i dźwięków, które przetwarzaliśmy i analizowaliśmy, by ostatecznie wypluć z pamięci, uznając za bezwartościowe. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu.

Aż przyszedł Zpeed.

 

Budzę się. Tak zwyczajnie. Czasem tak się dzieje – żadnych koszmarów, bólu czy potrzeby wyprawy do łazienki. Patrzę, jak neon „New Prada” rzuca przez okno różowe światło, malując kolorowe wzory na nagich, wytatuowanych w lilie udach Maddi. Barwi płatki, przyciemnia łodygi, rumieni skórę.

Maddi śpi spokojnie, z kącików ust leci biała ślina, powieki drgają od cudownych snów. Wieczorem zamknęła się w łazience i wciągnęła trochę Lodu. Zawsze rozpoznam ćpuna, który wraca do starego nałogu – nawet w swojej dziewczynie. Nie potrafię jej winić. Ma chłopaka ze Zpeedem.

Pracuję… pracowałem, zbierając plotki o gwiazdach i gwiazdeczkach naszego posranego świata: kto z kim, gdzie i za ile, ten lubi chłopców, ta pobiła kelnera, a ci sprzedali się korporacji za dożywotni zapas Lodu. Codziennie artykuliki, maile, donosy i strzępy rozmów.

No i się doigrałem.

Mój mózg, tak jak u pięćdziesięciu milionów innych chorych, ubzdurał sobie, że przekroczyłem limit prędkości i trzeba na drodze położyć kolczatkę.

Dzień po dniu każdy organ zwalnia, serce przypomina już maratończyka na mecie, nerki filtrują z zapałem umęczonych starców.

Korporacje pracują nad lekarstwem. Obiecują jeszcze dwa do czterech lat. Ja mam może miesiąc.

 

– Bezbolesne, bez ryzyka, bez skutków ubocznych. Same „bezy”, czaisz człowieku? Pięć minut i gotowe.

Za biurkiem siedzi wielki Murzyn z grubym cygarem w ustach i uśmiecha się niczym teleewangelista z nocnego pasma.

Zwą go Jajo – najlepszy Pozszywacz w Phoenix.

Tak mówią. Tak mówi Maddi. Pozwalam sobie na krztynę niewiary. Moja słodka tatuażystka ma kontakty w dziwnych miejscach. Wierzy, że zdoła mnie ocalić. Proszę bardzo – spróbujmy. I tak umieram.

Parę zaszyfrowanych telefonów i oto jesteśmy w podziemnej rzeźni dla zdesperowanych nieszczęśników.

– Adrenalina? – pytam, z trudem łapiąc oddech. Ręce zwisają mi po bokach wózka inwalidzkiego, bo mój dwudziestoletni mózg uważa, że przeżyłem już tysiąc lat i nie mam siły ich podnieść. Czuję dłoń Maddi na barkach. – Chcesz mnie leczyć adrenaliną?

Pozszywacz nachyla się, puszczając obręcze dymu.

– Andrenalina plus! To wojskowy towar, koleś! Znaczy, prawie… Mieli to dawać żołnierzom w Zewnętrznych Koloniach, wiesz, żeby wydłużyć czas reakcji, sekunda jak minuta i ogarniasz sytuację… Nieważne! Kolesie z Medeku spieprzyli sprawę. Coś nie wyszło, ktoś umarł, jeden, góra dwóch czy pięciu, no i projekt porzucono. Cały towar na przemiał! Nie patrz tak, spokojnie! Wprowadziłem zmiany, poprawki.

Jedno pytanie nie daje mi spokoju.

– Jeśli na przemiał, to skąd…?

– Z „Nie twój, kurwa, interes”! Towar pierwsza klasa, człowieku! Dostaniesz kopa jak po wiadrze Lodu. Zresetuje twój mózg, nastawi procek. Mam u Maddi dług, prawda, dziecinko? Mówiłem ci, że stary Jajo nie zapomina. Powiązania, koleś, powiązania są wszystkim. Zresztą, jaki masz wybór? Dzień, dwa i jesteś wyzerowany? Płaska linia! To jak? Bierzesz?

Wziąłem.

 

Brudny pokój z migającą jarzeniówką. Elektroniczny zegar na ścianie. Pionowy stół z syntetycznymi pasami. Na powierzchni ma plamę, której pochodzenia wolę się nie domyślać. Przypinają mnie. Dla bezpieczeństwa, jak mówią. Niepotrzebnie. Jedyne co mogę im zrobić, to napluć. Maddi stoi z boku. Płacze: raz, że to moja ostatnia szansa, dwa, że nie może zapalić, a kurewsko tego potrzebuje. Widzę, jak skubie paznokcie. Jajo jest nieugięty. Żadnego palenia w sali zabiegowej. Czuć pleśń, a farba odłazi tłustymi plamami, ale nie wolno zapalić. Dobre.

Rozpruwacz strzela palcem w strzykawkę.

– Uśpię cię. Lepiej nie być przytomnym. Adrenalina robi cuda z postrzeganiem świata, prawdziwy odlot. Ktoś powinien puścić to gówno na ulicę. Ludzie wciągną wszystko. Słuchaj, zaśniesz, dostaniesz adrenalinę. Cztery minuty i gotowe, rozumiesz, człowieku? Obudzisz się zdrów!

Słyszę bicie własnego serca. Raz… dwa… Jak zmęczona, zardzewiała maszyna. Jest dobrze, w porządku, cudownie. Dostałem szansę. W przeciwieństwie do pozostałych pięćdziesięciu milionów chorych. Podnoszę z trudem kąciki ust, gdy podchodzi Maddi. Całuje mnie w czoło, a ja zastanawiam się, czy wyglądam głupio ze śladem wiśniowej szminki na głowie.

– Do zobaczenia, skarbie. Do zobaczenia za cztery minuty. Kocham cię.

Igła wbija się w żyłę. Wlepiam wzrok w zegar z czerwonymi cyferkami. Dziewięć po jedenastej. Dwadzieścia jeden, dwadzieścia dwa… sekundy, sekundy, sekundy…

 

Budzę się, wciągam powietrze, Boże, całe ciało pali, pali, głowa jak w mikrofalówce, kurwa, pasy trzymają, Maddi otwiera usta, Jajo unosi… brew… Sekundy na zegarze zwaaalniają, wszyystko zaaamiera… spaaaać.

 

Widzę. Oczy mam szeroko otwarte, choć nie pamiętam, od kiedy. Co się, do diabła, wydarzyło? Już po wszystkim? Maddi! Nie mogę otworzyć ust! Efekty uboczne? Pieprzony Jajo! Maddi! Czemu tak stoisz?

Widzę ich – nieruchome posągi z ciała. Żadnego ruchu, nic, kurwa, nic się nie rusza! Zegar za Murzynem pokazuje jedenastą dziesięć i cztery sekundy. I stoi. I stoi. Boże!

 

Ciało mnie nie słucha – jestem uwięziony w worku kości i mięsa. Maddi i Jajo wciąż tkwią bez ruchu, zatopieni w chwili jak w szkle. Co się stało? Adrenalina! To nie czas zwolnił! To ja go widzę inaczej!

 

Krzyczę. Krzyczę w myślach, bo tylko nad nimi panuję. Nie, nie, to nic nie da. Zacznę liczyć, przecież to nie może wiecznie trwać!

 

Jeden, dwa, zegar musi ruszyć, nie utknąłem w czasie, trzy, cztery…

 

…dziewięćdziesiąt tysięcy trzysta dwadzieścia dwa…

 

…pięćset szesnaście… Boże! Jedenasta dziesięć i pięć sekund! Jedna do przodu! Tak, tak! Cztery minuty, muszę wytrzymać cztery minuty, aż to pieprzone gówno przestanie działać. Liczyć od sekundy do sekundy. Każda kolejna powinna zająć mniej czasu! Adrenalina będzie słabnąć! Musi!

 

 

T-bee powinien nagrać coś w stylu Kakofonii Chromu, było zajebiste…

 

Ślepnę! Nie, zamykam oczy. To mrugnięcie powiek, ha, ha! Kurwa, zamknę je za kilka godzin, a otworzę?

 

Ciemność. Nie widzę zegara. Muszę liczyć, liczyć, raz, dwa…

 

Dlaczego Gold-Goldie, osiemset jeden, puściła się z tym gnojem, osiemset trzy…

 

Jedenasta dziesięć i sześć sekund. 

 

 Trzysta dwadzieścia. Siedem.

 Dwadzieścia dwa tysiące.

 

Jeden, nie, to było dwa, nie, od początku, od początku…

 

Milion sto dwadzieścia tysięcy…

 

 Jeszcze dwie minuty, zabawne, prawda? Tak, tak, przyjacielu, bardzo zabawne.

 

 Cześć, dwanaście, Maddi, trzynaście, krzyczysz już?

To tylko cztery, osiemdziesiąt tysięcy, minuty, prawda?

 

Maddi? Prawda?!

 

 Szesnaście… Siedemnaście…

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Zrobię sobie tę przyjemność i jako pierwszy skomentuję. 

Tak, jak pisałem podczas bety, tak napiszę teraz: ja bym tu nic nie zmienił. 

Świetnie wymyśliłeś to opowiadanie. Świat żywcem wyjęty z głowy Philipa K. Dicka, szczególnie ta wszechobecność narkotyków. Podoba mi się narracja, to wstawianie komentarzy do przedstawianej rzeczywistości przez narratora. Samo zakończenie nietuzinkowe, nie tego się spodziewałem, co zdecydowanie na plus, podobnie jak to, że na koniec miałeś odwagę zabawić się formą. 

Gdyby nie to, że to taka krótka forma, więc siłą rzeczy wiele nam nie mogłeś opowiedzieć, to bym zgłaszał na najlepsze opko miesiąca, ale w sumie i tak mam dwa dni, żeby to przemyśleć. :) 

To ja zgodzę się tutaj z przedpiścą, że cyberpunkowy klimat i niesztampowe prowadzenie akcji jest niewątpliwą zaletą tego tekstu. Dodam też, że dobór stylizacji językowej to dodatkowy walor, bo wartka akcja oddana jest dobrze dzięki krótkim zdaniom i opisom sugestywnym, ale dynamicznym i nieprzeładowanym środkami wyrazu. Resztę już w sumie powiedziałam w becie.

Skarżę o klika. smiley

Interesujący pomysł na konkurs. Misie.

Świat nieciekawy. Nie bardzo rozumiem, dlaczego mózg bohatera uważa, że już dosyć. No, przerabia informacje, mózgi zawsze przerabiały. Jeśli nie kto pobił kelnera, to czy ten cień pod drzewem jest głodny…

Babska logika rządzi!

Gekikara Bardzo dziękuję za komentarz i jeszcze raz za betę

 

Oidrin też wielkie dzięki, również za klika :)

 

Finkla Rozumiem, nie wpadłem w gust. Pierwszy raz pisałem Cyberpunk. Może z czasem będzie lepiej.

Jeśli nie kto pobił kelnera, to czy ten cień pod drzewem jest głodny…

tego nie rozumiem ;)

Nie no, podobało mi się, toż dałam klika. Tylko nie chciałabym żyć w tym świecie. Ale cyberpunk nie jest od budowania stajni dla jednorożców…

Z kelnerem chodziło mi o to, że nasze mózgi zawsze musiały przetwarzać informacje. Dzisiaj to pierdoły z życia celebrytów i reklamy, kiedyś – sprawy życia i śmierci: czy tam czai się tygrys, czy ten grzybek jest trujący…

Babska logika rządzi!

Ach. ok :) Inaczej zrozumiałem „Nieciekawy świat”. Zgadzam się, że mózgi zawsze musiały przetwarzać informacje, ale wiadomości nigdy nie były dostępne na tak masową skalę. Teraz można w kilka minut znaleźć informację o wszystkim, od diety Pigmejów, przez rozmnażanie manatów do teorii względności = wystarczy kliknąć. A co będzie kiedyś? Jeśli dodać do tego cyberpunkową Sieć VR, wszechobecną chemię, narkotyki, cybernetykę, to w końcu pojawią się i nowe choroby cywilizacyjne.

W tysiąc słów wiele nie zmieszczę, a wolałem skupić się na problemie bohatera. Z pewnością w takim świcie też nie chciałbym żyć, choć mam wrażenie, że do takiego zmierzamy. Dziękuję za klika :)

Zanais, to jest świetne! Wartka akcja, naturalne dialogi, trafne komentarze narratora:

 

Żadnego palenia w sali zabiegowej. Czuć pleśń, a farba odłazi tłustymi plamami, ale nie wolno zapalić. Dobre.

 

Mój mózg, tak jak u pięćdziesięciu milionów innych chorych, ubzdurał sobie, że świat przekroczył limit prędkości i trzeba na drodze położyć kolczatkę.

Ciekawy pomysł. Bohater żyje na najwyższych obrotach, ale wszystko ma swoje granice, organizm w końcu się buntuje i… zwalnia:-) 

polecam do biblioteki, pozdrawiam:-)

Olciatka dziękuję za odwiedziny i kliczka. Miło mi, że się spodobało :)

Normalnie bardzo mi się podoba – wciągnęłam jak narkoman kreskę ;) Bardzo ciekawy sposób ujęcia tematu, niby granica jest, ale można zwariować, zanim się do niej dobrnie. Najbardziej „spodobało” mi się to nietypowe ujęcie nieskończoności. W cudzysłów wzięte, bo jak myślę o tym, że sama miałabym być tak uwięziona, to mnie ciary przechodzą. Nie panowanie nad własnym ciałem, całkowita bezradność jest przerażającą wizją. Świetny tekst i wizja.

Kasjopejatales bardzo dziękuję za odwiedziny i kliczka. Cieszy mnie, że spodobał Ci się pomysł :) Perspektywa nieciekawa, ale przynajmniej ma jakąś szansę doczekać końca – choć nie wiem, w jakim stanie ;)

Na wstępie zaznaczę, że wpada do Ciebie czytelnik, który nie lubi cyberpunku, a wulgaryzmy wypalałby żywym ogniem. ;-)

To tak na dobry początek. :D

Po lekturze cyberpunku dalej nie lubię. Za wulgaryzmy dalej paliłbym na stosie. Wolałbym ten tekst napisany trochę innym językiem. Ta stylizacja, oparta na takim dość, nazwijmy to, bezpośrednim języku do mnie raczej nigdy nie trafi. Inna rzecz, że nie wyciągałbym z tego jakoś daleko idących wniosków, bo to mój pogląd na literaturę i ja często tak marudzę. ;)

Natomiast wyjąwszy wszystko, czego nie lubię, zostaje mi całkiem fajny szort, oparty przede wszystkim na fajnej interpretacji tematu konkursowego, a dalej na pomyśle, jak ten koncept czytelnikowi przedstawić (myślę o samej historii, nie o języku ;-)).

Tyle.

Daruj zwięzłość, ale gonię z zaległymi komentarzami i muszę iść na skróty.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CM Dzięki za wizytę ;) Przeczytałem Twój wcale nie krótki komentarz i dłuższą chwilę nie wiedziałem, czy był negatywny, czy pozytywny. Miałem już uwagi, że nie daję wulgaryzmów tam, gdzie powinienem, na dodatek moja żona wykreśla mi je z opowiadań, ale tutaj, niestety (?), pasowały w konwencję. A co do cyberpunka, cóż, fabuła tego wymagała. Cieszę się, że jak wyjąłeś, czego nie lubisz, to zostało coś do czytania ;)

Przeczytałem Twój wcale nie krótki komentarz i dłuższą chwilę nie wiedziałem, czy był negatywny, czy pozytywny.

Mieszany. ;-)

Uwagę o cyberpunku traktujemy neutralnie, bo to nie Twoja wina, że CM-owi nie po drodze z tym gatunkiem.

Wulgaryzmy na minus, bo nawet jeśli przyznać im prawo obecności w literaturze (czego oczywiście nigdy nie zrobię ;-)) to i tak było ich jednak zbyt dużo. One, jeśli już, powinny być ostrą przyprawą, a tutaj, przy takim nagromadzeniu, to już raczej integralna część dania głównego.

Natomiast cała reszta (pomysł wyjściowy oraz to, jak go rozwijasz) na plus.

Słowem: dobre opowiadanie, tylko w paskudnym płaszczu. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

W porządku, mogę z tym żyć :)

Chyba cztery wulgaryzmy, w sumie nie tak dużo, ale to już kwestia gustu. Z reguły ich unikam, ale tutaj zdecydowanie mi pasowały. Myślę, że to też kwestia gustu. Dzięki za odwiedziny ;)

Trochę, może, za bardzo introwertyczne, ale nie bardzo widzę jak z tego wybrnąć, bo przecież udaje ci się całkiem sprawnie wyjść poza punkt postrzegania bohatera.

Fajnie wprowadzasz inność do znanego nam świata – Zpeed, Lód, Pozszywacz.

Wiemy, że to przyszłość, ale interakcje społeczne, takie jakieś znajome.

Ostatecznie, opowiadanie tchnie świeżością i oryginalnym pomysłem.

Bardzo mi się podobało i dobrze czytało.

Z uwag technicznych mam dwie:

Telefony, komputery, telewizja, Sieć

Dlaczego sieć z wielkiej?

(…)uznając za bezwartościowe.

Nie jestem pewien, czy to poprawna końcówka. Na początku zdania mamy nalot dywanowy w l.p. a potem jest wyliczanka. Co jest więc bezwartościowe?

Fizyk111 dziękuję za odwiedziny i pozytywny komentarz. Co do introwertyzmu to wymagała tego fabuła, natomiast ogólnie lubię pisać mocno zarysowane odczucia bohatera. Cieszę się, że wymyślone nazwy przypadły Ci do gustu – z Pozszywaczem się namęczyłem ;)

Co do uwag to Sieć specjalnie pisałem z dużej, żeby podkreślić, o co chodzi. Niektóre książki w podobnych klimatach również miały tę nazwę z dużej, więc uznałem, że zrobię to samo.

Co do “bezwartościowe” to zdanie brzmiało dla mnie logicznie, natomiast dla pewności spytałem na KrzykPudle i niby jest ok, więc na razie zostawię, jak jest (nie wykluczam zmiany).

Dziękuję ci bardzo za łapankę i pozdrawiam.

Nie potrafię jej winić.

Hmm, na pewno? Bo tu drugie "potrafię" w tym akapicie.

 Pozszywacz pochyla się, puszczając

Aliterujesz.

 by wydłużyć czas na reakcję

Nierówność stylu: żeby wydłużyć czas reakcji.

 Zresetuje twój mózg

Anglicyzm.

 Pionowa deska

Oj, na pewno deska? Bo już zobaczyłam świat, w którym owce są elektryczne ;)

dostrzegam plamy

"Dostrzegam" jest nacechowane, stare, eleganckie. Jak suknia z prawdziwego jedwabiu. Spodziewałbyś się takiej w tym świecie?

 Przypięli mnie do niej.

To w jaki sposób ją widzi?

 Jedyne co mogę

Jedyne, co mogę.

 Słuchaj, zaśniesz, dostaniesz adrenalinę. Cztery minuty i gotowe, rozumiesz, człowieku? Obudzisz się zdrów!

Dygresja: ja bym mu nie ufała. ;)

 To więcej niż może powiedzieć

Anglicyzm!

 reszta pięćdziesięciu milionów chorych

To w sumie też.

 z odciskiem wiśniowej szminki

Odciskiem ust w wiśniowej szmince. Hmm. Nie, też nie pasuje.

nie pamiętam, abym unosił powieki

Znowu – wysokie, eleganckie słowa, niepasujące do obrazu, który malujesz.

 cha, cha

Samo "h".

 

Fiuuu… destylat cyberpunka, oj, tak. Wciórności, ależ mocne.

Dobry towar, chłopie. Masz coś jeszcze?

 Inaczej zrozumiałem „Nieciekawy świat”.

Też bym inaczej zrozumiała :)

 Nie jestem pewien, czy to poprawna końcówka. Na początku zdania mamy nalot dywanowy w l.p. a potem jest wyliczanka. Co jest więc bezwartościowe?

Terabajty, ewentualnie informacje. Po mojemu gra.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dobrze odrobiona lekcja z cyberpunka – wszystko na swoim miejscu.

 

Tu się na moment pogubiłem –

 Mój mózg, tak jak u pięćdziesięciu milionów innych chorych, ubzdurał sobie, że świat przekroczył limit prędkości i trzeba na drodze położyć kolczatkę.

– zrozumiałem, że choroba polega na braku akceptacji tego co się dzieje w świecie i podjęciu jakichś działań o charakterze anarchistycznym. Czytelniej byłoby, zamiast “świat przekroczył”, po prostu “przekroczyłem”.

Końcówka jednak trochę niewykorzystana – grozy tej sytuacji bardziej domyślam się, niż czuję – a to już zależy od dobrej woli czytelnika.

Zanais, mocny tekst. Bardzo do mnie przemówił i chętnie przeczytałabym rozwinięcie tej historii. Wrzucasz czytelnika od razu do gotującej się akcji i prowadzisz prosto na salę zabiegową, gdzie panuje niemałe napięcie. Fajnie opisany świat, który jest żywy, namacalny, dzieje się jako tło dla wydarzeń bohatera. 

Ciekawi mnie, jak mogłoby się rozwinąć “Do zobaczenia za cztery minuty”, gdyby nie limit znaków. :)

Tarnina dziękuję za wizytę i szlify. Lakoniczne, z pazurem, ale bardzo dobre ;) Już poprawione. Z wyjątkiem resetowania, bo jak sądzę, pasuje do dialogu, a w polskim nie ma odpowiedniego słowa. Miło mi, że się spodobało (musiałem sprawdzić co to “wciórności”).

 

Cobold dzięki za poświęcony czas. Co do wspomnianego zdania, zgadzam się i zmieniłem. Końcówka jak to końcówka, czasem przypadnie do gustu, czasem nie ;) Mnie się podoba, jak jest, ale rozumiem Twoje odczucia.

 

Cytryna Miło mi, że wpadłaś i dziękuję za przychylne słowa. Akcja to jedyne, co mi w miarę wychodzi (przynajmniej taką mam nadzieję) :)

A, niejasno się wyraziłam. Nie chodziło mi o resetowanie (ono faktycznie pasuje), ale o konstrukcję iksować twój igrek – która jest angielska. Np. Nobby przypiecze Twojego figgina, ale porucznik Borewicz przypiecze Ci figgina.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Nowa Fantastyka