- Opowiadanie: Finkla - Czerwona Kurtka

Czerwona Kurtka

Nietrudno zgadnąć już po samym tytule, co to za bajka.

Jak tak czytam konkurencję, to zaczynam podejrzewać, że za mało odeszłam od oryginału. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Czerwona Kurtka

Dawno, dawno temu był sobie mały chłopczyk. Bardzo wesoły, odrobinę psotny, bystry… Słowem – chłopczyk, którego lubili i koledzy, i nauczyciele, i rodzina. A najbardziej ze wszystkich kochał go Dziadziuś, który strugał mu z drewna zabawki, opowiadał zabawne historyjki ze swojej burzliwej młodości, pozwalał powozić i rozpieszczał w każdy możliwy sposób. Już sam nie wiedział, co jeszcze miłego może zrobić dla wnuczka.

Pewnego razu kupił mu na targu kurtkę z czerwonej skóry. Uszyto ją na o wiele większego chłopca, ale wnuczek i tak się nią zachwycił.

– Daj mi kurtkę na dwa, trzy dni, skrócę ci chociaż te rękawy – zaproponowała Babcia, kiedy zobaczyła, że chłopcu ledwie czubki palców wyglądają spod mankietów.

– O nie! Kurtka jest tak piękna, że nie mógłbym rozstać się z nią nawet na chwilę. Szybko do niej dorosnę, zobaczycie! A na razie wystarczy podwinąć rękawy.

Chłopiec zakładał kurtkę za każdym razem, gdy wychodził spotkać się z rówieśnikami. Doskonale nadawała się do zabawy w żołnierzy, w piratów, w strażaków… Chyba nie trzeba wspominać, że to właścicielowi kurtki przysługiwało bycie dowódcą albo kapitanem okrętu? Koledzy bardzo mu zazdrościli i trochę z zawiści, trochę z szacunku zaczęli przezywać chłopca Czerwoną Kurtką. Po kilku miesiącach nikt, nawet rodzice, nie wołał na niego inaczej.

 

Któregoś przedpołudnia Tata zawołał Czerwoną Kurtkę i dał jej obcęgi, mówiąc:

– Odnieś to Dziadziusiowi. Pożyczyłem od niego, bo moje się popsuły, ale lada dzień może ich potrzebować. Aha, daj mu jeszcze tę buteleczkę wina porzeczkowego. Tylko nawet nie dotykaj korka!

Mama przyniosła koszyk, dołożyła wielki kawał placka ze śliwkami, przykryła wszystko czystą ściereczką i przypomniała:

– Pamiętaj, synku, żebyś grzecznie się zachowywał. Ucałuj Babcię i Dziadka od nas, pięknie podziękuj w imieniu Taty. A po drodze nie zbaczaj ze ścieżki, bo zabłądzisz w lesie, i z nikim nie rozmawiaj.

 

Czerwona Kurtka raźno pomaszerowała przez las. Po drodze kopała szyszki. Najpierw – jak najdalej, potem zaczęła celować w wybrane drzewa. Uznała, że całkiem dobrze jej to wychodzi.

– Hej, mały! – usłyszała nagle. – Wspaniała kurtka!

– Hej! – odpowiedziała, rozglądając się. Wreszcie dostrzegła ciemny kształt za krzakami jałowca. – Kim jesteś?

– Jestem Wilkiem. – Zwierzak wyszedł na ścieżkę. – Boisz się?

– Ja? Co ty! Ja niczego się nie boję.

– Tak myślałem. Las to nie miejsce dla strachajłów i słabeuszy. Dokąd idziesz?

– Nie twój interes!

– Pewnie, że nie. Tak pytam, bo miło się rozmawia z takim bystrym dzieckiem jak ty.

– Nie jestem dzieckiem! Dziadek pozwala mi trzymać lejce i mówić Kasztankowi, gdzie ma jechać.

– Ooo! Twój Dziadek to musi być mądry człowiek.

– No pewnie! Jest bardzo mądry, bardzo wysoki, bardzo stary, bo ma całkiem siwą brodę. I jeszcze ma fuzję. I powiedział, że w przyszłym roku pozwoli mi z niej strzelić. A on nigdy nie kłamie.

Wilk jakby odrobinę się skurczył, ale nie stracił rezonu, tylko mówił dalej:

– Wspaniałego masz Dziadka, chciałbym go kiedyś poznać. A Kasztanek? Też jest stary i wielki?

– Nie wiem, czy jest stary. – Czerwona Kurtka podrapała się po czuprynie. – Ale wielki na pewno. Jeszcze większy niż Dziadek. I ma piękną sierść, taką gładziutką jak skórka jabłka.

– A szybko biega?

– Nooo, jak ciągnie wóz, to niezbyt szybko. Bez trudu potrafię go przegonić.

– Jeśli ścigasz się z końmi, to pewnie lubisz zawody?

– Uwielbiam! – Chłopiec zaśmiał się, aż jakiś wystraszony ptak zerwał się z brzozy. – I prawie zawsze wygrywam!

– Mam pomysł! – Wilk zakręcił się w kółko z radości. – Sprawdźmy, kto z nas dalej pluje. Jeśli wygram, powiesz mi, dokąd idziesz i co masz w koszyczku.

– A jeśli ja wygram?

– Powiem ci, gdzie jest polana z najpiękniejszymi i najbardziej pachnącymi kwiatami.

– Łeee… Po co mi kwiaty? Co ja jestem, jakaś głupia dziewucha, żeby pleść wianuszki?

– Rzeczywiście. – Wilk zafrasował się na chwilę. – Co by tu… A może chciałbyś wiedzieć, gdzie rosną najsłodsze poziomki w lesie?

– Umowa stoi! – krzyknęła rozradowana Czerwona Kurtka i wyciągnęła rękę, jak robił to Tata na targu, kiedy już zgodził się z kupującym na cenę pszenicy.

Czerwona Kurtka długo zbierała ślinę, obracała ją w ustach. Wreszcie odchyliła się do tyłu i splunęła, raptownie wyrzucając głowę do przodu. To było dobre splunięcie, prawie na pięć stóp.

– Naprawdę nieźle – pochwalił Wilk. – Teraz ja.

Wyskoczył wysoko w górę i wtedy splunął. Dalej – co najmniej pięć i pół stopy.

– To nieuczciwie! – wrzasnęła Czerwona Kurtka. – Oszukiwałeś!

– Dlaczego? Przecież nikt nie mówił, że nie można skakać przy pluciu.

– Nikt nie mówił także, że nie można wdrapać się na drzewo i stamtąd pluć! Mogłem tak zrobić!

– Mogłeś, ale nie zrobiłeś – przyznał Wilk. – No, dobrze, zgódźmy się, że gdybym nie wyskoczył, to na pewno bym przegrał, więc powiem ci, gdzie są te poziomki. A teraz opowiadaj, dokąd idziesz i co masz w koszyczku.

– Narzędzia Dziadziusia, które pożyczył Tata. A oprócz tego wino i kawałek ciasta.

– Jak trafić do domu Dziadka?

– Trzeba iść tą ścieżką aż do grabu trafionego przez piorun. Potem skręcić w lewo. Babcia i Dziadziuś mieszkają niedaleko takiej dziwnej sosny, która ma trzy pnie…

– Potrójna sosna? Wiem, gdzie to jest. Dom z bali, a obok niego trzy czy cztery szopy?

– Tak, w największej szopie mieszka Kasztanek, ona się nazywa stajnia, w najmniejszej są kury…

– Wiesz co? Odprowadzę cię na polankę z poziomkami. Właściwie jest prawie po drodze. Chodźmy, szkoda czasu!

 

Wilk nie skłamał – poziomki smakowały doskonale. Ale po zjedzeniu dwóch garści Czerwona Kurtka uświadomiła sobie, że chętnie zjadłaby konkretny posiłek, bo owocki tylko przebudziły głód. Zerknęła pożądliwie na placek ze śliwkami. Pachniał kusząco, ale to nie to… Zresztą, byłoby widać, że został obskubany. Babcia robi taką pyszną zupę grzybową… A jeśli nawet dzisiaj jej nie ugotowała, to na pewno poczęstuje wnusia czymś innym. Gdyby to dobrze rozegrać, może udałoby się zjeść obiad i u dziadków, i w domu. Ale warto się pośpieszyć.

Chłopiec zastanowił się chwilę, po czym ruszył na przełaj w stronę chatki Babci i Dziadka, omijając tylko gęste chaszcze i inne nieprzebyte przeszkody.

Przeskoczył nad strumykiem i szedł dalej, ale coś go zaniepokoiło. Rozejrzał się – las wyglądał zwyczajnie. Czerwona Kurtka cofnęła się o kilka kroków.

Ślad! Na mokrym piasku widniał ślad wilczej łapy. Po drugiej stronie strumyka było ich jeszcze kilka. Tropy wyglądały na świeże, niewiele starsze od odcisków stóp chłopca. Może to jakiś inny wilk, ale Czerwona Kurtka nie wierzyła, że w lesie mogą żyć jeszcze jakieś inne. Dlaczego podstępny drapieżnik tylko udawał, że idzie na południe, a naprawdę skręcił w stronę domu dziadków? Nie należało mówić obcemu, gdzie mieszkają. Za to teraz trzeba koniecznie ich ostrzec! Chłopiec rzucił się pędem.

 

W gospodarstwie dziadków wszystko wydawało się w porządku. Tylko Kasztanek rżał niespokojnie w swojej stajni. Czerwona Kurtka zajrzała tam. Aha! W cieniu przy drzwiach przycupnął Wilk.

– Co ty tu robisz? – zapytał chłopiec.

– Tak zachęcająco opowiadałeś o waszym koniu, że aż zapragnąłem go obejrzeć. Rzeczywiście, piękne zwierzę.

– A dlaczego masz takie wyszczerzone zęby? – zapytała nieufnie Czerwona Kurtka.

– Przed chwilą przegoniłem lisa, który zakradał się do kur. Musisz ostrzec Dziadka, żeby uważał na tego rudego złodzieja.

– A dlaczego masz takie wytrzeszczone oczy?

– Żeby lepiej widzieć konia w tym półmroku.

– A dlaczego masz takie rozszerzone nozdrza?

– Żeby lepiej poczuć i zapamiętać jego zapach. Chciałbym dokładniej obejrzeć tę wspaniałą bestię, kiedy stanie w pełnym słońcu.

– Kasztanek cię nie lubi. Posłuchaj, jak nerwowo rży.

– No tak, nikt mnie nie lubi. – Wilk spuścił łeb. – Wszyscy mnie przeganiają, bo się boją.

– Ja się nie boję! Chętnie się z tobą pobawię. Ale nie tutaj. Jutro z rana, na polanie z poziomkami?

– Doskonale! Będę na pewno!

Czerwona Kurtka poczekała, upewniając się, że Wilk na dobre znika między drzewami, i dopiero wtedy weszła do chatki Dziadziusia i Babci.

 

Czerwona Kurtka dotrzymała słowa. I nie żałowała – Wilk pokazał jej mnóstwo ciekawych rzeczy w lesie: na których drzewach mieszkają pszczoły, potoki z dużymi rybami, strome skały do wdrapywania i podziwiania widoków z samej góry, jeżyny… A chłopiec nie pozostał dłużny, chwalił się własnymi umiejętnościami – jak odurzyć pszczoły dymem, jak łowić ryby na wędkę, jak wspinać się na drzewa… Obydwaj uznali, że ten drugi jest wymarzonym partnerem do zabawy i długich rozmów. Wkrótce Czerwona Kurtka spędzała w lesie każdą wolną chwilę.

W niektórych sprawach się nie zgadzali. Na przykład Wilk wolał zjadać złapane na wędkę ryby na surowo, a Czerwona Kurtka piekła je na patykach nad ogniem. Z mięsem – dziwnie przypominającym w smaku baraninę – niekiedy przynoszonym przez Wilka postępowali tak samo. Ale takie drobiazgi nie mąciły ich przyjaźni.

 

Pewnego dnia, w samym środku zabawy w rzucanie szyszkami w ptaki, Wilk nagle przewrócił Czerwoną Kurtkę i warknął szeptem:

– Cicho, nie ruszaj się.

– Dlaczego? Co się stało?

– To Myśliwy.

Kiedy niebezpieczeństwo minęło, Czerwona Kurtka zażądała wyjaśnień.

– To zły człowiek, zawsze do nas strzela – odpowiedział Wilk.

– Ale dlaczego?!

– Nie wiem! Nie lubi nas, przeszkadza mu, że sobie żyjemy po swojemu. Zrozumiałbym, gdyby potem zjadał tych, których upoluje. Ale nie! Jak uda mu się zabić kogoś, tylko zdziera z niego skórę. Okropne, prawda?

Czerwona Kurtka pomyślała o kożuchu, w którym Tata chodził zimą, ale zamiast wyjaśnić, do czego ludzie mogą potrzebować futer, spytała:

– A co by zrobił Myśliwy, gdyby mnie tu zobaczył?

– Pewnie strzelałby do ciebie, tak samo jak do któregoś z nas. Mój kuzyn podsłuchał kiedyś, jak strasznie narzekał na ślady po twoich ogniskach. Odgrażał się, że jak tylko dorwie tego łajdaka, który pali ogień w lesie, to drań pożałuje, że się urodził.

– Czekaj! – Czerwona Kurtka stanęła jak wryta na środku ścieżki. – Jak to „ mój kuzyn”? To tu w pobliżu jest więcej wilków?

– Oczywiście! Mam całą wielką watahę znajomych. Jeśli chcesz, zapoznam cię z nimi.

Chciała.

 

Zabawy ze stadem wilków okazały się jeszcze ciekawsze niż z jednym. Każdego dnia chłopiec uczył się czegoś nowego; trenował bezszelestne skradanie, ćwiczył wielogodzinny bieg, dowiadywał się, gdzie rosną grzyby dające odwagę w walce i te, które zsyłają sny w tak fantastycznych kolorach, że Czerwona Kurtka nawet nie potrafiła ich nazwać. Ale wiedza płynęła również w drugą stronę – chłopiec pokazywał wilkom ludzkie sztuczki, wypłaszał ogniem jadowite węże, wyjaśniał, które zioła kłaść na skaleczenia… Z czasem nawet zaczął zszywać poważniejsze rany.

Codzienny ruch na świeżym powietrzu, wyścigi i zapasy z wilczkami zmieniły chłopca. Zmężniał, urósł, rękawy kurtki były już tylko odrobinkę za długie. Ale i zdziczał, coraz mniej mówił, zdarzało mu się warczeć na ludzi. Tym bardziej, że przebywanie z rówieśnikami go nużyło – inne dzieci były słabsze niż on sam, wolniejsze, paplały o błahostkach, nie znały smaku wolności ani prawdziwego życia… Po prostu nudno się z nimi siedziało. Czerwona Kurtka więcej czasu spędzała z watahą niż z rodziną.

Początkowo chłopcu wydawało się, że wszystkie wilki wyglądają tak samo. Ale wkrótce przekonał się, że to bzdura – każdy różnił się od pozostałych i miał inny charakter. Całkiem jak ludzie, jeśli nad tym przez chwilę pomyśleć.

Poznawał wszystkie tajemnice watahy. Dowiedział się, że mięso, które przynosił Wilk, pochodziło z porywanych owiec. Ale smakowało przepysznie! I było go dużo, o wiele więcej niż Czerwona Kurtka dostawała w domu czy u dziadków. Może dlatego przerosła wszystkich rówieśników? Pilnowała, żeby owce należące do jej rodziny pasły się spokojnie, a stado to szanowało. Czuła się dumna, że potrafi zadbać o majątek bliskich.

 

Pewnego wiosennego dnia chłopiec zszywał bok Szybkonogiej – miłej wilczycy, która za dwa czy trzy tygodnie spodziewała się przyjścia na świat jej pierwszego miotu. Prawie przez cały czas czuł ruchy maleńkich wilczków w brzuchu matki.

To Myśliwy ją zranił. Tylko dzięki szybkim łapom nie skończyło się o wiele gorzej. Jakim potworem trzeba być, żeby strzelać do ciężarnej dziewczyny?! Tylko dlatego, że wyszła z lasu!

Gniew kipiał w Czerwonej Kurtce, ale ręce spokojnie zakładały jeden szew po drugim. Zakrwawione śruciny, z trudem wydłubane z rany, leżały obok na ściółce. Zdeformowane, wyglądały jak ziemniaki albo kamienie. Właśnie, kamienie!

To podczas walki o życie młodej wilczycy w głowie Czerwonej Kurtki narodził się plan, który dawał szansę na pozbycie się odwiecznego wroga wilków.

Żaden z nich nie mógł się zbliżyć do Myśliwego wystarczająco, żeby go ugryźć – człowiek wystrzeliłby o wiele wcześniej, z tej odległości kładąc trupem śmiałka. Ale gdyby zwabić przeciwnika do wąwozu, gdyby zepchnąć na niego wcześniej przygotowane kamienie…

 

Plan prawie się powiódł. Zdradziła czerwień kurtki i niemal jeszcze bezlistne gałęzie. Raptem około stu kroków przed ujściem wąwozu Myśliwy kątem oka dostrzegł plamę koloru, która nie powinna znajdować się w wiosennym lesie. Natychmiast zapomniał o pościgu. Przystanął, potem podszedł kilka kroków do Czerwonej Kurtki, zauważył basiora Spiczaste Ucho chowającego się za głazem, podniósł strzelbę do oczu. Cały las jakby zamarł w bezruchu.

– Chłopcze! – zawołał Myśliwy. – Odsuń się w lewo. W twoje prawo.

– Zostaw mnie w spokoju! – odkrzyknęła Czerwona Kurtka. Lufa wydawała się patrzeć śmiertelną gardzielą prosto na nią. Groźna, hipnotyzująca… To stąd wyleciała kula, która omal nie zabiła Szybkonogiej.

– Za tobą, za kamieniem chowa się wilk. Rób, co mówię, to nic ci się nie stanie. Nie prowokuj go do ataku. Odsuń się w swoje prawo. Strzelam na trzy. Jeden, dwa…

Huk zagłuszył ostatnie słowo. Chłopiec rzucił się na bok. W lewo. Sam nie wiedział, czy chce zasłonić Spiczaste Ucho, czy tylko zejść z linii strzału podstępnego wroga, który niechybnie próbował go okłamać i zabić. Trzy wilki bez namysłu skoczyły na Myśliwego. Czerwona Kurtka wytłumaczyła im, że po wypaleniu fuzja jest niegroźna, póki znowu nie nakarmi się jej kulą. A to wymaga czasu.

Chłopiec leżał na ziemi. Czerwień kurtki gęstniała od krwi wypływającej z brzucha. Żył jeszcze, kiedy Blizna na Łapie przegryzła gardło Myśliwemu. Żyłby i dalej, gdyby ktoś opatrzył mu ranę, wyjął kulę i zaszył.

Ale wilki nie potrafiły szyć.

Koniec

Komentarze

To co, lepiej jednak się z ludźmi trzymać? ;) Przewrotny ten Twój tekścik o Czerwonej Kurtce. bardzo fajnie sobie tę nową wersje Czerwonego Kapturka obmyśliłaś. Nie tylko kapturek inny, ale też wilk, a nawet cała wataha. W moim odczuciu dużo pozmieniane i pozamieniane.

Poza tym, jak to u Ciebie bardzo dobrze mi się czytało. Ładne zdania, dobre dialogi, porządnie nakreślone postacie.

Powodzenia w konkursie, a ode mnie oczywiście biblioteczny kliczek :)

Dzięki, Katiu. :-)

W bajkach zawsze lepiej nie robić nic ZŁEGO. Słuchać rodziców, nie zabijać, nie jeść ludzi, nie używać czarnej magii…

Pozmieniane dużo i mało. Ja tylko zmieniłam dziecku płeć. Reszta poszła sama. Czerwony Kapturek musi być dziewczynką, bo inaczej to bajka o czymś całkiem innym.

Miło mi, że dobrze się czytało.

Babska logika rządzi!

Najfajniejszy twist, jak dla mnie, leży tutaj w języku.

W oryginale “Kapturek” jest dziewczynką, ale nazwa własna jest rodzaju męskiego, więc mówi się o niej “zrobił, był” itd. Ty nie tylko zmieniłaś płeć samej bohaterki, ale i odzienia :D Ubrałaś go ładnie w “Kurtkę” i dzięki temu mamy chłopca, którego czasowniki są rodzaju żeńskiego. Tak, to mnie chyba najbardziej kręciło w tym tekście. Dobry pomysł na takie zagranie :) 

Na początku musiałam się trochę wgryźć, żeby poczuć fabułę, bo może faktycznie jest bardzo bliska oryginałowi, ale później się udziwnia, odchodzi od pierwowzoru i jest ta malownicza, leśna końcówka. Bardzo ciekawie przedstawiłaś to wzajemne, międzygatunkowe szkolenie się i zwilczenie dzieciaka.

Powodzenia! 

Dziękuję, Koimeodo. :-)

Tak, specjalnie zmieniłam płeć również ubranku. Ale kolor został. Tylko konotacje teraz ma inne.

A tak naprawdę – nie mam pojęcia, jakiego rodzaju jest niemieckie “Kappchen”. Nie zdziwiłabym się, gdyby było żeńskie. Być może to tylko w polskim mamy taki problem. Jednak, skoro już piszę po polsku, to chciałam iść na całość.

Chwila, moment! Zdaje się, że Czerwony Kapturek po raz pierwszy pojawił się u Francuza Perraulta. A w tym języku to ja już w ogóle nie mam pojęcia, jak to jest z rodzajami.

Pewne jest, że każde narzecze nakłada na opowiadaną historię inne ograniczenia. :-)

Cieszę się, że w końcówce zagrało.

Babska logika rządzi!

Dlatego japoński jest taki super :D Ani rodzajów, ani liczby mnogiej… oni nie zaprzątają sobie głowy takimi zbędnymi rzeczami jak płeć ^^ 

Doczytałam teraz zasady konkursu – jednak o to chodzi, żeby nie odpłynąć za bardzo od oryginalnej baśni, więc w sumie ten początek też gra jak najbardziej. Później zrobiło się po prostu ciekawiej, bo świeżo. Im głębiej w las, tym więcej drzew, że tak powiem :) 

Może i super, ale literki do niczego niepodobne… Jakoś nie ufam językom, które nie mają uczciwego alfabetu. Niby człowiek się nauczy czytać, a ciągle musiałby opanować tysiące znaków, żeby robić to płynnie… Tak, wiem – mają jeszcze uproszczone alfabety, ale to jakby wersja demo.

No, ci z moich konkurentów, których czytałam, popłynęli daleko od oryginałów, w całkiem inne okolice i settingi. Ja zostałam w lesie. ;-)

Babska logika rządzi!

A tak naprawdę – nie mam pojęcia, jakiego rodzaju jest niemieckie “Kappchen”.

Kappchen to zdrobnienie i jak wszystkie zdrobnienia jest rodzaju nijakiego :)

 

Podobało mi się. Nie wiem, czy chłopak był odważniejszy, niż jego żeńskie wcielenie. Chyba raczej bardziej niesforny i ciekawski, bo przecież Kapturek też z wilkiem gadał i nie uciekł. Czyli dziewczynki się w porę wycofują, a chłopcy idą na całość? Wilk też trochę inny. Może by i zjadł konia, ale babci i dziadka już raczej nie. A jednak kończy się gorzej. Czyli postawa dziewczynek mądrzejsza?

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

– Hej, młody! – usłyszała nagle. – Tutaj mogę się mylić, ale usłyszenie nie jest chyba odgłosem gębowym, więc nie z dużej litery? :)

 

– Mam pomysł! – Wilk zakręcił się kółko z radości. – w kółko?

 

omijając tylko gęste chaszcze i inne nieprzebyte przeszkody. – Hmm, skoro je omijał, to wiadomo, że były nieprzebyte. Niepotrzebne.

 

No no, dziewczynka zastąpiona chłopcem, babcia dziadkiem, kurtka zamiast kaptura, a zły wilk okazał się  bardziej ludzki niż człowiek. Obróciłaś wszystko o 180 stopni :) I fajnie to wyszło. Całość bardzo bajkowa, przez co końcówka okazała się nieco zaskakująca.

Ogólnie fajnie to wszystko wyobracałaś :)

Klikam w wątku i pozdrawiam! :)

Może i super, ale literki do niczego niepodobne… Jakoś nie ufam językom, które nie mają uczciwego alfabetu. 

Toż to bardzo uczciwy alfabet jest, a literki do obrazów są podobne <3 i to jest piękne! Ja na kanji mogę patrzeć bez zrozumienia i się cieszę :D 

Nie wiem, czy chłopak był odważniejszy, niż jego żeńskie wcielenie.

Właśnie – nie chciałam wchodzić w dyskusję, ale skoro Irka_Luz ją wyciągnęła… Wydaje mi się, że nie tylko Kurtka jest odważniejsza niż Kapturek, ale i sam Wilk w tej wersji ciutke mniej agresją zalatuje?

Dzięki, Irko. :-)

Nijakie, powiadasz? Czyli niemieckie kapturzątko szło przez las? Co kraj, to obyczaj. ;-)

Fajnie, że się podobało.

To nie tyle kwestia odwagi, co niebezpieczeństw czyhających na chłopców i dziewczynki. Nie chcę się tutaj wdawać w psychoanalizę baśni (a przynajmniej jeszcze nie teraz), ale podpowiem, że nie bez powodu wilk od Czerwonego Kapturka ładuje się do łóżka.

Nie jestem pewna, czy postawa dziewczynek jest mądrzejsza. <Znaczy, oczywiście, że jestem, ale może to feminizm przeze mnie przemawia. ;-) > Po prostu muszą sobie radzić z innymi problemami i wyzwaniami.

Babska logika rządzi!

Psychoanalizę baśni znam, choć uważam, że problem ma więcej wspólnego z wiekiem niż płcią. Chłopców też dotyka, choć może w mniejszym stopniu.

A chłopak się przynajmniej dobrze bawił ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O, ile komentarzy.

 

Dziękuję, Realucu. :-)

Odgłos gębowy. Tu już wkraczamy na obszar szarej strefy, gdzie reguły spod wielkiego palca przestają działać. Ja należę do obozu, że decyduje nie tyle gębowość wypowiedzi (w końcu można rozmawiać na migi, co nie?), co samodzielność zdania kontra opisywanie wypowiedzi. A “usłyszała nagle” samodzielnym zdaniem nie jest. Nie w tym kontekście.

Przeszkody. Zastanawiałam się już nad tymi nieprzebytymi. Niby tak, ale nie do końca. Jeśli wywalę “nieprzebyte”, to zdanie będzie znaczyć, że chłopak omijał wszystkie przeszkody. A tak nie było. Nad zwalonym drzewkiem by przeskoczył.

Jasne, że w kółko. Dzięki, zaraz poprawię.

Wilk nadal jest zły, tylko ma inne plany wobec Czerwonej Kurtki.

 

Koimeodo,

No, te oparte na sylabach to jeszcze pewnie można opanować. Ale nie wyobrażam sobie używania atlasu z nazwami zapisanymi piktogramami. Jeśli nie wiesz, że ten obrazek oznacza “Kraków”, to z mapy się tego nie dowiesz. Tragedia!

Ależ śmiało wchodź w dyskusję na dowolny temat. :-)

Wilkowi trochę zmiękła rurka, kiedy usłyszał, że Dziadziuś ma strzelbę.

Babska logika rządzi!

Irko, no, to zależy, jak właściwie zdefiniujemy problem. Mam wrażenie, że w tej chwili mówimy o dwóch nieco różnych zjawiskach (obu paskudnych). A może – o dwóch stronach monety, która bardzo często upada żeńską buzią w błoto. :-(

Babska logika rządzi!

To ja może doprecyzuję, chłopak dobrze się bawił, bo wilk był inny. W Twojej wersji nie mam wrażenia, że wilk jest jednoznacznie zły, wydaje mi się raczej odtrącony. Jak pisałam wcześniej, ludzie nie wchodzą do jego menu, w jego zachowaniu nie widzę niczego zdrożnego. Cała ta wataha trzyma się raczej własnego grona i nie robi nic, co szkodziłoby innym. Nie dostrzegam tu na przykład jakiegoś nawiązania do gangów. Oni są po prostu inni. Oczywiście to może się dorosłym nie podobać.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Hmmm. Nie o taki efekt mi chodziło. Czy myślisz, że Wilk jest z Kurtką szczery? Pokazują dzieciakowi różne grzybki, nie? Bawią się w rzucanie szyszkami do ptaków…

Babska logika rządzi!

Właśnie! Ja tak nie mogłam rozgryźć tego wilka – z jednej strony mniej agresywny niż oryginalny, z drugiej… te poziomki? 

Jejku strasznie to smutne, że przy bajce i jej wariacji schodzimy na taki temat, no ale postać dziecka (płci obojętnej) kręcącego się samotnie w lesie i ochoczo przystającego na zabawę z nieznajomym niestety prowadzi do takich rozważań :( Z drugiej strony – to chyba dobrze, że mamy takie skojarzenia.

Ale! To Twoja bajka, wróćmy może do przyjemniejszych rozmyślań, jak np:

“chłopiec pokazywał wilkom ludzkie sztuczki, wypłaszał ogniem jadowite węże, wyjaśniał, które zioła kłaść na skaleczenia… Z czasem nawet zaczął zszywać poważniejsze rany.” 

Zuch! Młoda Kurtka, a taka zdolna! :D

Poziomkami chciał sobie kupić więcej czasu w planie A.

No, i tu jest wilk pogrzebany – rodzice nie powinni wysyłać dzieci samych do lasu. Ani sprawiać im czerwonych ubranek.

A, ostatnio czytałam “Dziecko Odyna” – to o młodej zielarce – i jakoś tak mnie zdryfowało w ziołolecznictwo. A Kurtka nie mogła przecież zaprowadzić rannego wilka do felczera. Musiała radzić sobie sama.

Babska logika rządzi!

Hejka! 

No po tytule, to raczej spodziewałem się historii bardziej przypominającej losy Czerwonego Kapturka – zjedzenie babci i te sprawy… Ale jak się okazało trochę od tego odbiłaś. Ok. 

Fajnie wypadło nazywanie głównego bohatera, w formie żeńskiej… no takie przeciwieństwo co do oryginału – nawet w narracji hasło “Zamiana” świetnie się wpasowało. 

Zawsze lubiłem Czerwonego Kaptura i jak widać po tekście, da się również rozwinąć tę historię nieco inaczej i wycisnąć z niej coś innego.

Hmmm… w przeciwieństwie do oryginału, nie mamy happy endu. A kula, nie babcia – jej nie da się tak łatwo wyciągnąć ;p 

No to ode mnie będzie klik. 

Pozdrowionka i powodzenia w konkursie! 

 

Pięknie poprzewracana baśń, bardzo miło mi się czytało. Początkowo opowieść wydawała się lekka, potoczysta, po dziecięcemu niewinna, jak taka dobra książka dla dzieci – aż do mrocznego twistu. Też miałam wrażenie, że ten Wilk to taki bardziej odtrącony. Może i niekryształowy, bo ewidentnie miał chrapkę na Dziadunia, ale wataha robiła wrażenie po prostu żyjącej sobie po swojemu grupy, obcej i przez to niezrozumianej. Zresztą piękne są te opisy przyjaźni Kurtki z Wilkiem.

Chyyyba, że wataha od początku chciała po prostu wykorzystać chłopca do pozbycia się leśniczego. Przekonywała go do swojego świata, wciągała i ostatecznie przy jego pomocy pokonała odwiecznego wroga. O kurczę. Ta interpretacja też mi się podoba.

Bardzo dobry tekst, łyknęłam za jednym posiedzeniem, z dużą przyjemnością :) 

 

Edit: Aha, no i wspomniana przez komentujących gra rodzajem “czerwońca”! Fajnie, podwójna zamiana płciowa :) 

Dziękuję, NearDeath. :-)

Babcia jest bardziej apetyczna niż Dziadek ze strzelbą. ;-)

Happy end. W pierwowzorze Kapturka uratował Leśniczy. Ale kto mógł uratować Kurtkę?

Kula. Nie znam się w ogóle na ich wyciąganiu. Założyłam, że ta ciężarna wilczyca dostała rykoszetem (chociaż chłopak nie miał o tym pojęcia), dlatego w ogóle przeżyła, a pocisk utkwił w miarę płytko. I doszłam do wniosku, że jeśli w oryginale babcię i wnuczkę wyciągnięto z brzucha przy pomocy cesarki w warunkach polowych i wszyscy – łącznie z wilkiem – to przeżyli, to wyciągnie kuli będzie małym pikusiem. :-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Artemisio. :-)

Cieszę się, że było miło.

Podoba mi się Twoja interpretacja. Niekoniecznie tożsama z moją, ale przynajmniej idziesz w zamierzonym przeze mnie kierunku. :-)

Co nie oznacza, że wszystkie pozostałe są złe. Myślcie o bajcie, co Wam się podoba.

Ech, chciałam pokazać, jak Wilk manipuluje chłopcem. Wygląda na to, że wyszło mi tak dobrze, że nawet Czytelnicy uwierzyli. :-/

Babska logika rządzi!

Przez tą fajną końcówkę! Wcześniej te poziomki, podchody w domu dziadków, i takie branie na litość, że “taki ze mnie biedny wilk, nikt mnie nie lubi…” były aż nadto podejrzane ale… jak potem go przyjęli do stada? I uczą go, i jak Szybkonogą ratuje? To jakoś ta manipulacja uciekła, za bardzo tam wsiąkł. 

Hmmm. Nie o taki efekt mi cho­dzi­ło. Czy my­ślisz, że Wilk jest z Kurt­ką szcze­ry? Po­ka­zu­ją dzie­cia­ko­wi różne grzyb­ki, nie? Bawią się w rzu­ca­nie szysz­ka­mi do pta­ków…

Może by mi poszły skojarzenia w kierunku wilk jest be, gdyby nie leśniczy. Dla mnie postać leśniczego jest tutaj czarnym charakterem. Wataha nie opuszcza lasu, polują, bo muszą. Natomiast leśniczy, który strzela do ciężarnej samicy… Wiesz, to wzbudziłoby oburzenie nawet w normalnym świecie. Szszką w ptaki to raczej psoty, niż poważna rozróba, a grzybki… niby skojarzenia są, ale pisałaś też o ziołach i mi myśli poszły w tę stronę. Jakaś komuna hippi w najgorszym razie ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Przyznam szczerze, że gdyby nie komentarze, w życiu nie pomyślałabym, że Kurtka jest manipulowana :’) jakoś przymknęłam oko na grzybki, wataha wydawała się dość sympatyczna, tak jak pisze Irka, leśniczy wydawał się tu głównym szwarccharakterem… no słowem, gdzieś ta złowrogość Wilka się rozmyła. Naprawdę dobrze manipulował w takim razie ;) 

Koimeodo,

Tak, to miało właśnie być branie na litość! Przecież nie jest sam, bo ma całą watahę do towarzystwa.

Przyjęli jak swojego. Ale to ciągle nie znaczy, że o wszystkim mu opowiadają. Miał wsiąknąć, miał przyjąć wilczy punkt widzenia.

 

Irko,

Kolor Leśniczego. Wcale nie chciałam go zmieniać.

OK, nie znam się na polowaniu. A tym bardziej – jak to wyglądało w przeszłości, kiedy powstawały bajki. Wydaje mi się, że wilki tępiono zawsze. Czy ciążę u wilczycy widać z daleka? A nawet jeśli – co ma zrobić człowiek ze strzelbą, jeśli widzi, że ciężarna wadera podkrada się do owiec?

Dla takiej sikorki (a nawet dzięcioła) szyszka może chyba stanowić poważne zagrożenie.

Babska logika rządzi!

Artemisio,

Dałaś się zmanipulować. Lepiej nie chodź do lasu. A jeśli już musisz, to nie gadaj z wilkami. ;-)

Babska logika rządzi!

No ja wiem, że to tak miało być, do tego momentu czułam manipulację, potem się złapałam w sidła “dobrego stada” :D

A czym mieli chłopaka zachęcać, statystykami o oczekiwanej długości życia wilka? ;-)

Babska logika rządzi!

Kurczę, dałabym się zrobić jak dziecko :’) 

Słuchaj mamy i wszystko będzie dobrze. ;-)

Babska logika rządzi!

Moim zdaniem, w konkursie ważne są odniesienia do oryginału. W Twoim opowiadaniu odnalazłam ich sporo. Czytało się dobrze, akcja toczyła się wartko, końcówka była niespodziewana i poruszająca emocje. Podobało mi się włączenie wątku przyjaźni z wilkami i uwspółcześnienie baśni. Zgłaszam do wątku bibliotecznego. :)

P.S. Zastanawiam się, czy nie lepiej by brzmiało: “Czerwona Kurtka powiedział” zamiast rodzaju żeńskiego?

Czerwona kurtka do zabawy w strażaków to raczej czasy współczesne. W tekście nie ma nic o owcach, to by pewnie zmieniło punkt widzenia chłopca, bo mogłoby dotyczyć także jego rodziny. A ciążę człowiek z miasta pewnie by nie zauważył, ale leśniczy powinien. Szyszka mogłaby ptaszkowi zaszkodzić, gdyby trafiła, ale rzut z ręki na to za wolny.

I tutaj:

– Nie wiem! Nie lubi nas, przeszkadza mu, że sobie żyjemy po swojemu. Zrozumiałbym, gdyby potem zjadał tych, których upoluje. Ale nie! Jak uda mu się zabić kogoś, tylko zdziera z niego skórę. Okropne, prawda?

Czy w tym, co mówi wilk nie ma ani krztyny racji?

No i jeszcze końcówka. Wilki nie porzuciły chłopca, po prostu nie potrafiły szyć.

Wilki pewnie chciały przeciągnąć chłopca na swoją stronę, w końcu ludzki punkt widzenia i ludzkie umiejętności były im bardzo przydatne. Ale jednocześnie nie widziałam tu sytuacji my albo oni. Majtał się między oboma światami jednocześnie. A ostateczny wybór nie był mu narzucony, ani przez nikogo wymuszony. Po prostu poznał wilki i doszedł do wniosku, że dorośli niekoniecznie mają rację.

 

Ale wiesz, w tej mojej interpretacji to opko też mi się podoba, może nawet bardziej. Abstrahując od psychoanalizy bajki, można obie te historie, Twoją i orginalną, odczytywać w inny sposób. Dziewczynka jest zachowawcza, wierzy na słowo w to, co się jej mówi, natomiast chłopiec jest bardziej otwarty, chce sam sprawdzać. Zginął, ale miał przynajmniej ciekawe życie ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Łał, uderzyłaś mocno emocjami w końcówce, Finklo. Zagrały dla mnie silniej niż sam twist. Już dawno się tak nie poczułam… 

W trakcie lektury, widząc, jak zbaczasz z utartego szlaku spodziewałam się różnych innych rzeczy, ale nie tego, co się stało. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, ANDO. :-)

No, w temacie “odniesienia do oryginału” to próbowałam wykorzystać wszystko, co tylko przyszło mi do głowy.

Ale dlaczego uwspółcześnienie? Nie chciałam tego robić. Które elementy wyglądają na współczesne?

CK powiedział czy powiedziała. Kilka dni temu zadałam to pytanie na SB. Była długa dyskusja, a w końcu Reg wstawiła linki do Poradni PWN i tam było czarno na białym, że “Czerwony Kapturek powiedział”, “Kopciuszek pojechał na bal”. Ale tak na marginesie – uwiera mnie takie rozwiązanie. Jakoś dziwnie – może w tę stronę – o chłopcu pisać, że coś zrobiła.

Babska logika rządzi!

Cześć Finklo! 

Najpierw co do przedmowy: nie sądzę, byś zbyt mało odeszła od oryginału. Fakt, że setting pozostał, ale zrobiłaś z tego całkiem nową opowieść z zupełnie innym morałem. 

Podobał mi się styl, taki na granicy baśni dla dzieci, a jednocześnie nie infantylny. 

Szkoda, że tak mało poznaliśmy mimo wszystko wilczego życia, bo bardzo mi się podobał ten element. Złapałem się na tym, że – przez oryginalna historię – od razu podejrzewałem wilka o złe zamiary. 

Koniec mnie zaskoczył i trochę nawet wzruszył, chociaż w tym fragmencie akcja zaczęła pędzić. Pozostawiłbym czytelnika jeszcze na chwilę z tym żalem po Czerwonej Kurtce. Może jakieś wilcze wycie, albo coś – ale to takie moje skłonności do melancholii.

To, co mi przeszkadzało, to rodzaj żeński. Wiem, że poprawnie, ale mimo wszystko…

 

– Hej! – odpowiedziała, rozglądając się. Wreszcie dostrzegła ciemny kształt za krzakami jałowca. – Kim jesteś?

Na przykład tu zrobiłbym “– Hej! – odpowiedział chłopiec, rozglądając się. Wreszcie dostrzegł ciemny kształt za krzakami jałowca. – Kim jesteś?”

 

 

 

Irko,

Strażacy. No, nie do końca. Czytałam gdzieś, że w starożytnym Rzymie mieli strażaków. To nie jest współczesny wymysł. :-)

Owce to pewnie jedna z tych rzeczy, o których wilki CK nie mówiły. Ale nie widać tego w tekście. Hmmm. Pomyślę, jak to zgrabnie przemycić. Może coś wykombinuję.

Czy w tym, co mówi wilk nie ma ani krztyny racji?

Jest. Obecnie widzimy w tym mnóstwo racji. Ale czy widziano ją kiedyś, zanim zaczęto budować bloki z centralnym ogrzewaniem? Zresztą z tym akurat CK się nie zgadzała – Tata chodził w kożuchu i to wydawało się normalne.

I słyszałam o jedzeniu dziczyzny – saren, dzików… Ale nie o jedzeniu wilków. Może dlatego, że są pod ochroną, może dlatego, że za bardzo przypominają psy, może po prostu mięso niesmaczne… Czy leci z nami Rrybak? ;-)

No i jeszcze końcówka. Wilki nie porzuciły chłopca, po prostu nie potrafiły szyć.

Nie porzuciły. Ale czy Leśniczy chciał zabić chłopca? Wilki go zabiły, chociaż pewnie mógłby uratować CK.

OK, podoba Ci się Twoja interpretacja, to i ja nie mam powodów do narzekania. :-) Zgoda.

 

Dzięki, Śniąca. :-)

Taki konkurs, że trzeba coś pozmieniać. ;-)

A czego się spodziewałaś? W każdym razie cieszę się, że zaskoczyłam. :-)

Babska logika rządzi!

Uch, nie nadążam z odpisywaniem na komentarze. Lubię to!

 

Dziękuję, Gekikaro. :-)

Ciągle uważam, że po zmianie płci CK to po prostu musi być inna opowieść. Ale zmieniłam tylko tyle, ile było konieczne.

Żeby pokazać więcej wilczego życia, to sama musiałabym je znać. A nie ukrywajmy, głównym źródłem w tej kwestii jest dla mnie “Księga dżungli”. Ale nie ufam mu zbytnio. ;-)

Rodzaj żeński. Mnie też on przeszkadza. Ale skoro poprawnie, to co zrobię, jak nic nie zrobię? Mam przez to sporo przeskoków między “CK zrobiła” a “chłopiec zrobił”. Głupio wyglądają, przez to staram się jak najczęściej używać podmiotu domyślnego. Dlatego nie będę wprowadzać sugerowanej zmiany.

Na wycie za wcześnie – CK jeszcze żyje…

Babska logika rządzi!

Obstawiałam, że załatwią leśniczego. I potem będą żyli długo i szczęśliwie, hasając razem po lesie … 

Jednak Twoje zakończenie podoba mi się bardziej (wiem, wiem, z tym podobaniem to nie najszczęśliwsze określenie w zaistniałych okolicznościach, ale jakoś inne słowo nie chce mi przyjść do głowy).

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Eeee, las nie lubi próżni. Zjawiłby się drugi leśniczy. Ostrożniejszy. ;-)

Albo w ogóle obława na młode wilki.

Ale to jest jakiś pomysł, nawet z uczciwie bajkowym happy endem.

Babska logika rządzi!

E tam, pomysł. Zbyt prosty, zbyt przewidywalny, zbyt poprawnie bajkowy. Trzymajmy się Twojego. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wiesz, i tak nie zamierzałam zmieniać. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiem :D 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No to się dwie wiedzące zebrały. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja wiem, że Ty wiesz, że ja wiem ;) 

Jeszcze jedna taka dojdzie i będziemy mogły sabat sobie zrobić. 

 

Chyba zaczynam bredzić, za dużo ostatnio po nocach siedzę. Mam nadzieję, że jakiś fajny sabat mi się przyśni, więc chyba dlatego się tu pojawił ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fajny sabat jest w “Wyrd sisters” u Pratchetta. ;-)

Babska logika rządzi!

No ba! Czarownice z Lancre nie mają sobie równych :D 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No to – kolorowych snów. W ośmiu kolorach tęczy. ;-)

Babska logika rządzi!

I wzajemnie :D 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki. :-)

Ja tu jeszcze chwilę podyżuruję. A nuż ktoś jeszcze dzisiaj przeczyta.

Babska logika rządzi!

No, fajna baśń. I fajny tekst. Jak to u Finkli – lekko, intigentnie i zabawnie. 

No dobra, może niezupełnie zabawnie :-) A i ciężar jest, trup się ściele i to nawet niejednoznaczny moralnie. 

Do samego końca kręciłem nosem – oj, dała się Finkla ponieść eko-hippie-Gaja-rządzi-ach-jakie-te-wilki-wspaniałe-wolne-niezależne-mądre-istoty pierdołom i przyzwoitego Czerwonego Kapturka na New Age przerabia. Bleee. 

I w pierś uderzyć się musiałem, moja mea culpa, żem we Finklę zwątpił, albowiem zakończenie bardzo ładnie (i dramatycznie, że ho, ho – a Thargony lubią dramatyzm) uwypukla to, co przez cały tekst mi umykało; że przewrotność tego tekstu nie polega na zamianie dziewczynki na chłopczyka, babci w dziadka oraz czarnego charakteru w biały, białego w czarny i vice versa, ale na rozmyciu zerojedynkowego charakteru europeskiej baśni w dalekowschodnią szarość (a właściwie kolorowość) Nikt nie jest jednoznacznie dobry ani zły, nie ma stuprocentowej racji ani zupełnie nie błądzi. Nieźle. 

Jeśli miałbym się czepiać… A właściwie nie będę się czepiać. Przy piorkowch głosowaniach muszę się czepiać, więc teraz odpoczywam :-) Bo chciałem napisać, że niezupełnie czyste zamiary wilków nie zostały należycie wyeksponowane, bo dopiero po zakończeniu lektury (a i nie od razu) dotarły do mnie intencje watahy. Ale z drugiej strony, gdy tak teraz o tekście myślę, śladów było tam sporo, tylko tropiciel ze mnie do bani. I za bardzo zafiksowałem się na opcję "pry, Finkla pisze poprawnego politycznie, genderowo, światopoglądowo i ekologicznie Czerwonego Kapturka. Zgroza!" żeby je dostrzec i właściwie zinterpretować… Ale jak pisałem, żadnego czepiania się. Bardzo niezły tekst! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Thargone. :-)

Fajnie, że tyle fajnych rzeczy znalazłeś. Ale z zabawnością to chyba próbujesz mnie wkurzyć. ;-)

Nie wątpimy w Finkle, nie, nie. A już zwłaszcza nie mieszamy ich z politpoprawnością. Przeciwko ekologii nic nie mam. Ale w hipotezę Gai chyba nigdy nie wierzyłam. Życie to samolubna bestia.

Z tym rozmyciem to chyba wyczytałeś z tekstu więcej niż ja w nim napisałam, ale przecież nie będę Ci bronić. To nawet interesujące doświadczenie – tak czytać, co inni widzą w Twoim tekście. I się dziwić…

Babska logika rządzi!

Ale z zabawnością to chyba próbujesz mnie wkurzyć. ;-)

Tak :-) 

Druga forma Syndromu Finklinskiego – człowiek pisze serio, a czytelnicy się śmieją. Pisze żartobliwie, a oni, że dramaty jakieś :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wychodzi na to, że syndrom Finkliński ma dwie strony. Tylko żadnego końca nie widać! ;-)

Babska logika rządzi!

Współczesny wydał mi się sposób rozmowy chłopaka z wilkiem, a cały wątek wilków skojarzył mi się z ekologią.

Dzięki, jeszcze rzucę okiem na ten dialog…

Babska logika rządzi!

Również przeczytałem za jednym zamachem, bo chciałem zobaczyć, jaki twist przygotowałaś. Nastawiłaś mnie przedmową i z początku spodziewałem się tylko lekkiego retellingu, ale na szczęście ile dalej w las tym było więcej drzew (i wilków). O warsztacie nie będę mówił, bo się na tym nie znam. Czytało mi się dobrze i płynnie, więc to chyba wystarczy na ten temat.

Relacji Kurtki z wilkami są według mnie najmocniejszą stroną, chyba właśnie dlatego, że do końca nie wiedziałem, czy wilki zamierzają Kurtce coś zrobić, czy naprawdę są jego szczerymi przyjaciółmi. W komentarzach widzę, że miałaś jakąś motywację wilka ukrytą, i to złowieszczą, ale ja jej nie widzę. Bardziej skłaniam się do prawdziwej przyjaźni, którą chłopiec chce uratować za wszelką cenę. Twista się nie spodziewałem, więc satysfakcja z lektury jest :)

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

Dziękuję, Zanaisie. :-)

To naprawdę była niewielka zmiana – nie ten plemnik wygrał wyścig, a potem już wszystko potoczyło się inaczej. ;-)

Cieszę się, że dobrze się czytało.

OK, spróbuję podkreślić, że wilki wcale nie są dobre. Ale nie widzę dobrego miejsca na te demonstracje… Chłopiec się szczerze zaprzyjaźnił. No, to nie jest prosta relacja.

Babska logika rządzi!

OK, spróbuję podkreślić, że wilki wcale nie są dobre. Ale nie widzę dobrego miejsca na te demonstracje…

W tej chwili języczek wagi rzeczywiście jest po stronie "dobre wilki, przyjaźń, zły leśniczy" I niby można starać się go przesunąć – na przykład zaznaczając, że wilki polowały też na owce, więc leśniczy nie strzelał do nich dla zabawy, albo mocniej sugerując, że śmierć Kurtki wcale nie musiała być efektem niepowodzenia planu… Ale łatwo przesadzić i wtedy z pewnością wielu czytelników narzekałoby, że wszystko zbyt oczywiste. 

Taki trudny balans sobie wymyśliłaś, to teraz masz ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No, dopisałam ze trzy zdania. Zobaczymy, co powiedzą następni Czytelnicy.

Ja wcale tego balansu nie wymyślałam! Wydawało mi się oczywiste, że wilki są złe. W ogóle nie widziałam potrzeby, żeby to podkreślać.

Hmmm. Ale nie aż tak złe, żeby chcieć Kurtkę zabić. To już był wypadek przy pracy.

Dziękuję wszystkim klikaczom za bibliotekę. :-)

Babska logika rządzi!

Musiałam przeczytać ;) Ja też piszę Kapturka, choć na Zamianę już nie zdążę – poleci na inny konkurs. No i mój Kapturek jest zupełnie inny :)

Wiesz, że przez cały czas mnie gryzły te czasowniki rodzaju żeńskiego przy kurtce? Nie mogłam się przestawić.

Nie wiem, dlaczego mówisz, że za mało odeszłaś od oryginału. Może w przeciwieństwie do innych zachowałaś setting, ale samą historię przewróciłaś do góry nogami, odchodząc od klasycznej symboliki i puenty.

Leśniczy tępiący ludzi palących ogniska w lesie dziwnie nie gra mi z konceptem czasów, w których ludzie mają wozy z końmi. I język dziwnie współczesny…

Szkoda, że takie króciutkie. Miło się czytało :)

Klikam biblio.

I – 50 komentarzy w pierwszy dzień? Kobieto :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dzięki, Kam. :-)

Może Jurorka przesunie termin, wtedy pewnie byś zdążyła.

No, mnie też przeszkadza ta żeńska forma. Ale tako rzecze Poradnia. :-/

A mnie się cały czas wydaje, że odeszłam raptem o dwa kroki.

Ogniska, powiadasz? Hmmm. Zastanowię się, czy można je zastąpić jakąś inną ansą. Bo przydałby mi się jakiś powód, żeby CK naprawdę wierzyła, że powinna się bać Leśniczego. Kiedyś ludzie nie bali się pożaru lasu?

No, komentarze mnie lubią. Zobaczymy, ile wpadnie dzisiaj. :-)

Babska logika rządzi!

Myślę, że zgrzyt wynika z przeniesienia współczesnej funkcji leśniczego do historii dziejącej się na oko jakieś sto, dwieście lat temu.

U Grimmów łapaniem wilka zajmował się Łowca (który polował na wilcze skóry; nie rozumiem, dlaczego w twoim opowiadaniu leśniczy się tym zajmuje). W starych tłumaczeniach Kapturka, na których ja się wychowałam, był to Myśliwy.

 

Leśniczy w historycznym znaczeniu był zapewne człowiekiem, który opiekował się majątkiem okolicznego szlachcica; nie wiem niestety, w którym wieku pojawił się zawód, jaki znamy dzisiaj. Ciekawe to ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Hmmm. Sprawdziłam w jakiejś pierwszej lepszej bajce i tam był leśniczy. Mnie z kolei po głowie pałętał się gajowy. Myśliwy też mógłby być. Sprawdzę jeszcze w porządniejszych źródłach i może zmienię.

Edytka: U Bettelheima jest myśliwy. No to zmieniam.

Babska logika rządzi!

No, we współczesnych Kapturkach zdecydowanie króluje leśniczy.

 

O kurczę, z mojej winy grzebałaś w tekście? No weź, bo teraz będzie na mnie, jak nie wygrasz ;))

www.facebook.com/mika.modrzynska

Eeee, bez przesady. Leśniczy i myśliwy to w tym kontekście właściwie synonimy.

A na wygraną specjalnie nie liczę. Konkurs dopiero się rozkręca, jeszcze wszystko przed nami.

Babska logika rządzi!

Z tego co widzę, to nic nie wiadomo, co z tym konkursem, a organizatorka zagląda na forum, ale nie do swojego wątku…

W każdym razie powodzenia :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dzięki. :-)

Zdążenia, a potem się zobaczy.

Babska logika rządzi!

Potrójna sosna?

Ale w sensie rozdarta na trzywink? Nie czepiam się nic a nic, tylko lubię motywy rozdartej sosny w krajobrazie. W sumie nie tylko, lubię go wszędziesmiley

Szybko i przyjemnie się czyta, a zakończenie jest troszkę mroczne i zaskakujące, mimo że inne od oryginału, co jest fajną niespodzianką. Doceniam też nowoczesne i w sumie ekologiczne ogranie postaci wilka, bo odczarowywanie anybohaterów znanych opowieści zawsze daje jej nowy wydźwięk.

Dziękuję, Oidrin. :-)

Sosna. Ja to sobie wyobraziłam tak: dawno, dawno temu ktoś ściął sosnę. Z pieńka wyrosły trzy pędy. Z czasem pogrubiały, aż wreszcie, po wielu latach utworzyły drzewo z potrójnym pniem. Ale możesz rozdzierać, jeśli czujesz się na siłach. Ot, taki punkt orientacyjny.

Cieszę się, że lektura była przyjemna, a zakończenie zaskoczyło. :-)

Babska logika rządzi!

Trochę, a nawet mocno, tekst się ciągnie, zdecydowanie przydałyby się skróty.

Bohaterem jest chłopczyk o pseudonimie Czerwona Kurtka. Bardzo ładnie, tylko czemu, jeżeli to malec, wszędzie mamy formę żeńską na okreslenie bohatera? Bo to nie jest wszak bohaterka… No i wyszedł był lapsus.

Pozdrówka.

Dziękuję, Roger. :-)

A co byś skracał?

Nie lapsus, tylko takie są zalecenia językoznawców. Czerwony Kapturek szedł przez las, Kopciuszek pojechał na bal…

Babska logika rządzi!

Tylko tyle, że to były dziewczynki albo dziewczyny. Poprosiłbym o link do tegoż zalecenia, bo jeżeli istnieje, to jest wyjątkowo idiotyczne. 

Chłopczyk o pseudonimie, przydomku, nawet współcześnie, powiedzmy, ksywie Czerwona Kurtka szła przez las. No nie.

Był taki żołnierz AK o pseudonimie Zośka, znany. I co, ten Zośka uczestniczyła w konspiracji? Uczestniczył, jeżeli wiadomo, że był to mlodzieniec.

Ten lapsusw tym tekście jest nie do obrony.

Dała czadu niejaka pani Kłosińska z PWN, oj, dała… Przykład z Myszką Miki jest rozbrajający – przecież takie jest polskie tłumaczenie angielskiego tytułu, no i chwatit, stosujemy wtedy zwrot, że poszła – bo to myszka. Podobnie jest z Kubusiem Puchatkiem – nazwa angielska jest zupełnie inna, ale tłumacz przyjął, że będzie to Kubuś Puchatek. No i jest rodzaju męskiego.

Taak… A tu chłopczyk, nazywany powszechnie Czerwoną Kurtką, poszła sobie do lasu. dobre, na pewno, chociaż nie tragiczne.

Pozdrówka.

Za czterema górami i rzeką wyschniętą, żył sobie CM, kreatura paskudna, co nad portalowymi tekstami krążył i zrzędził, ile się dało.

Jak na czarny charakter przystało, litości i pochwał nie znał on wcale. W swej niekończącej się podróży zawitał raz do Krainy Finklów. Zobaczył tam bowiem tekścik świeżutki, co do biblioteki migiem się wcisnął i pomyślał “oto ofiara następna”.

Czasu nie tracąc, do roboty się zabrał, a wściekły był przy tym jak diabli piekielni, bo odkurzacz jak raz bezczelnie się zepsuł i do Finklów na miotle musiał przylecieć.

Zlazł więc CM z miotły niewygodnej, miotacz krytyki z plecaka wnet wyjął. Później zaś wycelował w tekst Finklów i pruł całą serią zarzutów nieszczerych, a nie patrzył nawet, o co się rzuca, bo było mu wszystko jedno.

Lecą tak raźno fochy i czepy, że nudne, że słabe, że wszystko bez sensu i myśli CM, że już jest po wszystkim, patrzy, a tu tekst ani drgnie.

Wściekł się wtedy CM nie na żarty i zaraz sięgnął po broń potężniejszą. Przywołał mianowicie leniwca-złośliwca, co czepy z powietrza i smogu wylepiał i siedząc na drzewie, bezbronne tekściki obrzucał.

I lecą oszczerstwa na tekścik Finklowy, że wtórne, nijakie, że czas zmarnowany. I wie już CM, że wnet będzie koniec i już miotłę bierze, by w chwale odlecieć, patrzy…

A to to stoi sobie dalej.

Wtedy już naprawdę rękawy zakasał, bo mówi: co to za tekścik złośliwy, co w twarz mi się śmieje i padać nie myśli. I sięga wnet po armatę-dezaprobatę. Nagle jak huknie!

Buchnęło, tąpnęło, grzywkę mu spaliło, lecz nie przejął się tym, bo wie, że po wszystkim.

Lecz nie…

Tekścik stoi. I domaga się opinii, bo leje CM wodę, a o odczuciach swoich nawet słowem nie pisnął.

Wściekł się wtedy CM niesłychanie, a że bronie wszelkie już dawno postradał, zdjął tylko buta, w tekścik nim rzucił, ale but się zaraz odbił parszywie, a pod takim kątem, że CM w łeb zarobił.

Wywiesił wtedy CM białą flagę i odleciał wnet ku innym krainom, nie na miotle już wcale, lecz machając rękami, bo mu but fruwający trzonek od miotły ułamał.

Pojął wtedy CM nieszczęśliwy, że nie mógł tekstu Finklowego ustrzelić. Był to bowiem tekst zupełnie dobry, żwawy, sprawny, z retellingiem ciekawym. Ani przesadzonym, bo fundament bajki został, ani nazbyt skromnym, bo i pomysł na bohaterów jest inny i w samej historii jakby kapkę się pozmieniało.

A nawet i ciut więcej.

Ma też tekst przecież klimat bajkowy, a i znany bajkom element naiwności. Była w nim dbałość o “przemyt” wartości, jakie bajki winny kłaść do łbów dzieciom.

Jest więc to bajek nad wyraz bajkowy. Ani długi, ani krótki, nie za szybki, nie wolny. Trafiłby on do dziecka każdego, lecz i dorosły dla siebie coś pewno w nim znajdzie.

Czerwony kurtek do pierwowzoru podobny. Pomysł na wilków wcale, wcale ciekawy. Bo niby to wredne, niby ufać nie można, a jednak nie ma w nich czarnobiałości (niech mi Finkle powiedzą, jak to pisać poprawnie?). Dzięki temu ma ów Kurtek przyjaciół nietypowych, a i bajek się zdaje być jakby ciekawszy, bo i gubi tym motywem pewną przewidywalność, jaka bajek wszelakim powszechną jest cechą.

I to gubi na dobre, przyznać należy, bo końcówka zaskakuje pomysłem i odwagą. Wydźwięk jej mocny, pojawia się smutek, a i nuta refleksji w tym wszystkim się kryje.

Stworzyli więc Finklowie bajka dobrego i nawet emocji krztę w nim przemycili. Choć gdyby był CM przytomniejszy, znalazłby tę piętę, co w nią strzelać powinien. Dziwnie wypadli tu wilcy albowiem, bo i nieufność się czuje i jakby zdrajców w nich widzi. I pojmuje czytelnik, że to wszystko jest po coś. Że mimo przyjaźni w wilkach zło jakieś siedzi. Lecz po co tam ono, tego wcale nie widać i po kropce ostatniej pytajnik zostaje: czy miałby czytelnik owo “coś” sam tam znaleźć czy jednak Finklowie motyw ów zaniedbali?

Mógł więc CM raźno w motyw przyłożyć, lecz nie zrobił był tego, być może z wściekłości. Zły był bowiem jak diabli na swój pomysł głupawy, by stylem bajkowym opinię swą głosić. I miast głosić komentarz, stylizacji pilnować, co i tak się mu nie udało.

Pewno właśnie dlatego piętę Kurtka oszczędził.

I odleciał bez kija, co swe włosie postradał.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

P.S. Jakby coś było w tym komentarzu niejasne, to najwyżej dopowiem, bo pisanie bajkowych komentarzy to ewidentnie nie jest moja najmocniejsza strona. ;-)

P.S. 2 Zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o płynność ten komentarz czyta się słabo, ale musisz mi darować. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dziękuję, CM-ie. :-)

Piękna opinia (opiń?), dobrze się czyta.

Miło mi, że tekst przeszedł zwycięsko wszelkie próby ataku, a nawet, zmuszony bezbronnością, dostrzegłeś w nim tyle zalet.

Nie turbuj się, bowiem cny młodzieniec, który próby przejdzie i tysiące tekstów skomentuje, broń swą odzyska i nigdy mu już języka w gębie nie braknie w poszukiwaniu zarzutów (choćby i z tego powodu, że śród tysiąca znanych historii zawsze znajdzie się by jedna podobna i już strzała wtórności czeka w kołczanie) i nie na odkurzaczu wyreperowanym ni rozpadającej się miotle, ale rakietą o tachionowym napędzie w chwale i glorii do domu powróci.

Bo niby to wredne, niby ufać nie można, a jednak nie ma w nich czarnobiałości (niech mi Finkle powiedzą, jak to pisać poprawnie?)

Słowo pochodzi od czarno-białego, kreśliłabym więc z dywizem – czarno-białość. Ale to wszak neologizm i jako twórca masz prawo nieco reguły nagiąć i tak pisać, jak Ci serce rzecze, a inkaustu staje.

Niejednoznaczni wilcy. W zamyśle moim wilcy – jako wżdy w bajkach bywa – czarne serca skrywają, choćby i miód z kłamliwego ozora skapywał. Jeno talentu mi brakło i nie zmogłam należycie czytelnikom tego pokazać. Dobrze choć, iż – jako rzeczesz – nieufność ku podłym zwierzom odczuwasz.

Po co bajkowi wilcy są źli? Aby morał wybrzmiał. Wszak, gdyby niesłuchanie matki na niewinnych igraszkach się kończyło, a dziatki nieposłuszne wżdy bezpiecznie do dom wracały, radosne i ubawione, jakież wnioski z bajki wyciągnąć należy? Tedy, póki się człek nie nauczy niechybnie wilka od sarny odróżniać, niechaj z obcymi w lesie nie gada i niechaj sądzi, jako każdy napotkany zwierz wilkiem dzikim być może.

Babska logika rządzi!

Piękna opinia (opiń?)

Lord Komć. ;-)

Ale to wszak neologizm i jako twórca masz prawo nieco reguły nagiąć i tak pisać, jak Ci serce rzecze, a inkaustu staje.

Bardzo mi to pasuje, bo lubię naginać reguły. :)

W zamyśle moim wilcy – jako wżdy w bajkach bywa – czarne serca skrywają, choćby i miód z kłamliwego ozora skapywał.

Tyle to jeszcze dostrzegłem. To akurat widać dobrze. Brakło mi tylko jakiegoś “pójścia za tym tropem”. Jednej, czy dwóch drobnych nawet wstawek, gdzie zaakcentujesz mocniej jakimś zdarzeniem, że jednak tym wilkom nie można za bardzo ufać. Niechby one trochę to kurtkowe zaufanie nadwyrężyły. W taki sposób, żeby pojęło ten przekaz nawet dziecko, bo choć tutaj piszemy dla dorosłych, to bajka pozostaje bajką i pewne założenia spełniać musi.

Wiem, że po części spełnia te moje wymagania zakończenie, ale ma się takie poczucie jakby te czarne serca wilków zostały tu wykorzystane jedynie pobieżnie. Nie tak mocno, w każdym razie, jak mogły.

Inna rzecz, że jeśli marudzę jedynie o to, to i tak widać, że bajek ewidentnie mi “podszedł”. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hmmm. Wilki są złe. Nawet jeśli nie połykają, a kontakty z nimi wydają się przyjemne. CK skończyła, jak skończyła, bo się z nimi zadała. Trzeba było słuchać mamy.

W nocy dopisałam jeden akapit (przed zszywaniem Szybkonogiej, zaczynający się od “poznawał wszystkie tajemnice watahy”), który powinien lepiej pokazać, czym naprawdę są wilki. Nie wiem, czy to pomoże, czy to już kawa na ławę… Jak sądzisz?

Babska logika rządzi!

Mnie by się tam przydało jakieś jedno zdanie o reakcji czy odczuciach Czerwonego Kurtka. Bo tam jest dużo wyłożone, niby widać, że o wszystkim tym wie, a jednocześnie żadnej reakcji. Jakby to po nim spływało.

Poznawał wszystkie tajemnice watahy. Dowiedział się, że mięso, które przynosił Wilk, pochodziło z porywanych owiec. Ale smakowało przepysznie!

Żeby tu przed tym “ale” była jakaś wzmianka, że mu się to nie podobało. Że nie do końca z tym się godził. Czy coś w ten deseń. Bo on mi się tu wydał jakiś taki strasznie bierny “refleksyjnie”, że tak to ujmę. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hmmm. To dziecko jest, bierze świat, jaki jest. Nie jestem pewna, czy już wie, co jest dobre, a co złe. Potrafił uchronić owce swojej rodziny i jest z tego dumny. Trochę moralność Kalego, ale to chyba normalne u dzieci?

Babska logika rządzi!

Nie musi nawet wiedzieć. Niechby tylko coś poczuło. Choćby po to, by przemycić w ten sposób jakieś refleksje i wnioski dla czytających. I znów, wiem, że czytelnikami są dorośli, ale trzymam się tego, jak rozumiem zadanie bajki.

Natomiast to tylko moje odczucie. Nie wyciągałbym z tego jakichś daleko idących wniosków. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hmmm. No to poczekam na jakieś inne opinie…

Ja myślałam, że wnioski to sobie czytający sami wyciągną. >:-|

Babska logika rządzi!

To ja się wypowiem. 

 

CM, komć kosteczki lizać. Szacun i wow :) Ale… 

Ale dalej, moim zdaniem, marudzisz ciut za bardzo. Jak dla mnie ten dołożony akapit jest zbędny. Przecież wiadomo, że wilcy mięsa od rzeźnika nie przynieśli. A jeśli nie owce, to co – zajączki? sarenki? jakiś lokalny Bambi? W końcu to wilki. Czy trzeba to tłumaczyć, pokazywać itp? A że reakcja chłopca nie uwypuklona mocniej? A po co? Co on, miastowy i nie wie, skąd mięso na talerzu się bierze? Mnie tam jego postawa i zachowanie pasuje. Łopatologicznego tłumaczenia niczego w takiej opowieści nie potrzebuję. Wolę pewne rzeczy mieć w tle i domyśle.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czyli mamy głos w ogóle przeciw dodanemu akapitowi. OK, czekamy dalej…

No właśnie – mogły być sarenki. Chciałam pokazać, że wilki jednak kradną…

Babska logika rządzi!

I wreszcie dotarłam, jak zwykle spóźniona na podwieczorek z orzeźwiającą lemoniadką i truskawkami z bitą śmietanką. Dziękuję pięknie za dobre ukrycie porcyjki w czeluściach przepastnej lodówki przed tymi łasuchami, bo inaczej okrucha by nie zostawili dla spóżnialskich, nawet tych dobrze wytłumaczonych. :-)

 

Raczę się bajką, dobra była, ku przestrodze. Wszyscy mamy przechlapane i nie wiem czy tylko dzieci, czy przypadkiem również nie dorośli. Niby kury mają coś do powiedzenia, ale sprawa trudna, bo dziecięctwo i młodość to wszakże wiek chmurny i durny. A i kury nie dorastają do swoich powinności, jajkami pozostając bo im tak lepiej i wygodniej. Hmm, a może skorupki nawet nigdy nie rozbiły, czyniąc to jeno w wyobraźni.

 

Jak widzisz, rozmyślanki moje poszły w las jak ogary i skupiły się na przysłowiu:

„Kto nie słucha ojca, matki, ten słucha psiej kołatki”. Często zmienia się to powiedzenie zamieniając kołatkę na „psiej skóry” lub „psiej skórki” dla wierszowania, co ma odwoływać się do paska, rzemienia, a więc lania. Tymczasem wyjściowo chodziło o kołatkę, metalowe kółko przy drzwiach wejściowych, które niekiedy miało kształt głowy psa. Używało się jej, żeby nie stukać kłykciami palców. Nie słuchasz rodziców, będziesz słuchał innych i oni ci powiedzą to, czego nie chciałeś usłyszeć od rodziców. Przestroga, ostrzeżenie. 

 

Jednak, kto by się tam tym się przejmował i słuchał. No i skończyło się jak z jajkiem u Brzechwy.

 

Jan Brzechwa „Jajko”

Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.

Kura wyłazi ze skóry,

Prosi, błaga, namawia: „Bądź głupsze!”

Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?

 

Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,

A ono powiada, że jest kacze.

 

Kura prosi serdecznie i szczerze:

„Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże.”

A ono właśnie się trzęsie

I mówi, że jest gęsie.

 

Kura do niego zwraca się z nauką,

Że jajka łatwo się tłuką,

A ono powiada, że to bajka,

Bo w wapnie trzyma się jajka.

 

Kura czule namawia: „Chodź, to cię wysiedzę.”

A ono ucieka za miedzę,

Kładzie się na grządkę pustą

I oświadcza, że będzie kapustą.

 

Kura powiada: „Nie chodź na ulicę,

Bo zrobią z ciebie jajecznicę.”

A jajko na to najbezczelniej:

„Na ulicy nie ma patelni.”

 

Kura mówi: „Ostrożnie! To gorąca woda!”

A jajko na to: „Zimna woda! Szkoda!”

Wskoczyło do ukropu z miną bardzo hardą

I ugotowało się na twardo.

 

Interesujący retelling, Finklo, bardzo znanej bajki. Zakończenie bardzo dobre. W dodatku, czy zauważyłaś, że nikt nie rozprawia w komentarzach o humorze, znaczy zupełnie nieśmieszne. Hi, hi.

Podobało misie! Pozornie jest blisko prawdziwej bajki, ale inne. Analitycznie też zmienione, znaczy podmianka dziewczynki na chłopca robi różnicę. :-)

 

Edytka: Czytałam rankiem w niedzielę, coś dodałaś.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję, Asylum. :-)

Ależ jaka spóźniona?! Niedawno wstawiłam, wszystko w porządku.

Miło, że moja wersja bajki się spodobała. :-)

Zaiste, ogary Twoich myśli poszły w las. Tak daleko, że nawet już grania nie słychać.

Owszem, można uznać, że CK ugotowała się na twardo. Jako rzeczesz – było słuchać mamy. W końcu bajka powinna mieć morał adekwatny do odbiorcy, co nie?

Tak, czasami płeć ma znaczenie. Przygody Czerwonej Kurtki raczej nie nadawałyby się dla Kapturka.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem dodany akapit i moim zdaniem nie wyszedł łopatologicznie, komponuje się z resztą i uwypukla to, co chciałaś pokazać: że Czerwona Kurtka nie dostrzega zła w wilkach, że ma w sobie taką dziecięcą naiwność.

Tak daleko, że nawet już grania nie słychać.

A On ciągle duje w ten róg, a ja echa odbieram :-)

Ano, ano, prawdę rzeczą Finklowie (że ściągnę od CMa, bo mi się libi, ale jeśli Finklom nie, to krzyczeć!)

Przygody Czerwonej Kurtki raczej nie nadawałyby się dla Kapturka.

Decydymix. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Gekikaro, dzięki za udział w dyskusji. :-)

No to akapit zostaje. I tak znaków mam jeszcze mnóstwo.

 

Asylum, no, rogi też tam musiały się pałętać po lesie. Przyczepione do łbów albo do myśliwego…

Finklowie są w porządku. Już tyle różnych ksywek tu miałam. Nawet Fifi przeżyłam.

Babska logika rządzi!

Nie, Fifi bym zawetowała. ;-) Zostanę w takim razie przy Finkli. Swoją drogą, bardzo mi się podoba, bo dźwięczne i mocne.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ależ twórca Fifi nie miał nic złego na myśli. On tak z sympatii. (I chroń mnie, Panie, przed przyjaciółmi. Z wrogami sama sobie poradzę. ;-) )

Możesz spokojnie używać Finklów (o ile CM nie zaprotestuje). W kupie raźniej.

Babska logika rządzi!

Jak w kupie, to wolę w kupie. :-) Poczekam na CMa, choć ma zobowiązania za wprowadzenie do klubu malkontentów. Nieudane, ale zawsze. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jak nieudane? Toż ma w sygnaturce, że należy!

Babska logika rządzi!

Ja mówię o wprowadzeniu, a że on i tak się wpisał i szturmem zajął, mi już tam nic do tego. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Słuchaj, sukces zawsze ma wielu ojców i kilka matek. Nie porzucaj tego dziecka tak pochopnie. ;-)

Babska logika rządzi!

No, zastanowię się, pomyślimix. Muszę się z tym przespać. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A prześpij się, prześpij. Jak mawiają Rosjanie – Utro wieciera mudrieje (poranek mądrzejszy od wieczoru).

Babska logika rządzi!

Czerwona Kurtka jak Tarzan, tylko zamiast małp, wilki. Nie wierzę, że myśliwy strzeli mając przed sobą drugiego człowieka, i to chłopca. Ale całość czytało się przyjemnie. Powodzenia w konkursie.

Przecież ten myśliwy strzelił, bo myślał, że wilk zaatakuje chłopca. ;)

Dziękuję, RebelMacu. :-)

Bardziej jak Mowgli, tylko na pół etatu. ;-)

Fajnie, że przyjemnie się czytało.

Gekikara słusznie prawi – myśliwy chciał zastrzelić wilka, żeby nie zaatakował dziecka. Chłopcu kazał odsuwać się w drugą stronę.

Babska logika rządzi!

Ale dalej, moim zdaniem, marudzisz ciut za bardzo. Jak dla mnie ten dołożony akapit jest zbędny.

Ej, ale ja nie walczyłem, żeby cokolwiek dopisywać. Zwyczajnie napisałem swoje odczucia, nic więcej. ;-)

Poza tym nie po to się wciskałem do stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków, żeby teraz nie marudzić. :D

Możesz spokojnie używać Finklów (o ile CM nie zaprotestuje).

CM nie protestuje. Zresztą, to się coraz robi powszechniejsze, bo gdzieś u kogoś też już Finklów widziałem.

Jak mawiają Rosjanie – Utro wieciera mudrieje (poranek mądrzejszy od wieczoru).

Bo to wtedy pojawia się nagłe oświecenie: było tyle nie pić? ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

W dyskusję Twoją i Asylum nie będę się wtrącać.

A co do ranka. Jeśli wieczorem było chlanie, to ranek jest bardziej spragniony od wieczoru. Ale czy mądrzejszy – tu już nie mam pewności. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, mądrości nie przybyło, choć rozglądałam się za nią uważnie od bladego świtu, aby nie przypadkiem nie przegapić. Przetarłam okulary do czytania specjalną chusteczką, a i wzięłam ze sobą do samochodu okulary do dali, czego normalnie nie robię (na razie niewielka wada, a mi się mylą te okulary i pudełka). wink

W takim razie, jeśli mianownik nie zgłasza sprzeciwu i ja czasem Finklów będę używała.

 

CMie, pić, piję, ale tylko dla zdrowotności i przyjemności: ser plus. Dalej ani kroku postąp. :-) We wiadomym stowarzyszeniu jeszcze Ci się przyglądają, czy sprostasz zadaniu. Trochę ich uładziłam, bo początkowo ich gniew był jak erupcja leniwego wulkanu (nie lubią się przemęczać, z sympatii zdradzam Ci na osobności tę tajemnicę). Wyrzucili trochę kamyków, lecz przy głazach zaczęli zrzędzić, że za duże i ciężkie, więc wypuścili strugę lawy, tu z kolei zmęczyli się gorącem, bo praca w rękawicach niełatwa, a kurki się zbyt szybko nagrzewały. A kiedy mówiłam im, że warto popracować nad tym stopem na baterie, twierdzili że przesadzam. Jak więc widzisz, sprawy są na dobrej drodze. wink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, obawiam się, że już za późno na poszukiwanie porannej mądrości. :-(

Czy Ty pijesz ser? Eeee, topiony? ;-O

Babska logika rządzi!

Matko, jak mi się dobrze czytało to opowiadanie :) Bardzo fajny setting – taki znajomy, a jednak inny.

Ale to, co mi się najbardziej spodobało (choć zabrzmi to dość dziwnie), to naiwność dziecka. Pokazałaś ją tak nie nachalnie: to jak dziecko odbiera wilki, jak się z nimi zżywa i im pomaga. Nie widzi tego, co dorosły na jego miejscu zobaczyłby pewnie od razu – świetnie poprowadzone.

Co więcej, ja czytałam już po jakiś tam zmianach (dodanych zdaniach z tego, co wyczytałam w komentarzach), więc nie wiem, czy te same przemyślenia miałabym wcześniej, ale według mnie wilki przedstawiłaś tak, że można było je odebrać na dwa sposoby: uwierzyć im tak, jak zrobiła to czerwona kurteczka (i przyjąć jej naiwność oraz wiarę), lub uznać, że wilki są złe i chcą go wykorzystać. Zamierzenie lub nie dajesz czytelnikowi wybór (nie pisząc wprost, że są złe), po której stronie chciałby się opowiedzieć.

Dziękuję, Kasjopejatales. :-)

Fajnie, że dobrze się czytało. Eee, settingu nie zmieniałam – las ten sam, co u Czerwonego Kapturka.

Cieszy mnie Twój dwoisty odbiór, że dwie interpretacje uznajesz za możliwe. To chyba interesujący wynik. Zazwyczaj uznaje się, że wybór jest dobry. ;-)

Nie podobały mi się początkowe reakcje, że wilki to porządku goście, hipisi albo coś w tym stylu. Więc próbowałam odrobinę podkręcić “złowatość”.

Babska logika rządzi!

Cieszy mnie Twój dwoisty odbiór, że dwie interpretacje uznajesz za możliwe. To chyba interesujący wynik. Zazwyczaj uznaje się, że wybór jest dobry. ;-)

Ja bardzo lubię, jak tekst nie jest oczywisty (oczywiście bez przesady), ale ludzie są różni. Jedni wolą czarno na białym, inni lubią trochę szarości w życiu. Może odbieram wilki też w taki sposób, bo są to jednak drapieżniki i ich naturą jest polować (tu po prostu mają trochę lepsze zdolności manipulacji). Nie zawsze jednak autorowi może pasować taka interpretacja – w końcu w głowie ma zazwyczaj bardzo jasną wizję tego, jacy są bohaterowie, których tworzy. Sama często hlipam, gdy ja uwielbiam bohatera a ktoś mi pisze, że odebrał go jako mało sympatycznego ;)

Tu miałam na odwrót – wilki miały być złolami, a ludzie mi piszą, że po prostu inne… A zamiar był taki, że są złe, tylko CK tego nie widzi.

Babska logika rządzi!

No każdy ma swoje spostrzeżenia i czasem nie da się na siłę jakiejś interpretacji wcisnąć. Żyje takie coś własnym życiem i już ;)

Taaa, odbiorcy okazują się bytami niezależnymi i myślą sobie, co chcą. Granda! ;-)

Babska logika rządzi!

No właśnie! Kto im niby pozwolił! :D

Też się, kurczę, zastanawiam. ;-)

Babska logika rządzi!

Czy Ty pijesz ser? Eeee, topiony? ;-O

I odleżakowany, pleśń konieczna. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

:-D

I wyłącznie szlachetna, mam nadzieję.

Babska logika rządzi!

Z prawdziwego kapturka wzięłaś naprawdę dużo, do tego dołożyłaś kilka ciekawych pomysłów i dość prosty, taki trochę baśniowy styl. Efekt – dobry tekst. Dla mnie największy plus to pomysłowe, mocne zakończenie. Przyznam, że nie tego się spodziewałem.

Jeśli chodzi o interpretację – od początku wiedziałem, że wilki chcą wykorzystać naiwność dzieciaka (dość jednoznacznie sugeruje to dialog „A dlaczego masz takie wyszczerzone zęby”… – swoją drogą ciekawie wzorowany na oryginale). Ale ta wiedza wcale nie przeszkodziła mi w tym, by polubić watahę :)

 

PS. Przy okazji to opowiadanie uświadomiło mi jeden dość ciekawy fakt – rodzaj męski przy opisywaniu przygód Czerwonego Kapturka w ogóle mi nie przeszkadzał. A tutaj, po zmianie ról, stosowanie czasowników w rodzaju żeńskim dla Czerwonej Kurtki już zgrzytało. Wiem, że tak jest poprawnie, ale… no cóż, przejrzałem komentarze i nie jestem jedyny. Czas zbierać podpisy pod petycją za zmianą tej reguły ;)

Dziękuję, Perruksie. :-)

No, też mi się wydaje, że wzięłam z oryginału bardzo dużo. Ale wciąż pozostało miejsce na zmiany.

Uważaj, lubienie watahy może się źle skończyć. ;-)

Żeńska Czerwona Kurtka. Nie ukrywajmy – równouprawnienie to w wielu dziedzinach fikcja. Przyjmowanie męskiej formy wydaje się nobilitacją, więc da się przełknąć. Ale w drugą stronę – zgroza! To normalne, że “chirurg coś wyciął”, za to “chirurg coś wycięła” brzmi dziwacznie, człowiek się potyka, musi wrócić do początku i zrewidować założenia…

Jak już uzbieracie te podpisy i przekonacie RJP, to chętnie zmienię. :-)

Babska logika rządzi!

Sądzę, że bajka ta powinna być lekturą komplementarną do Czerwonego Kapturka. O wykonaniu nie ma co pisać, bo pewnie w komentarzach jest mnóstwo peanów na ten temat. Zgadzam się z Finklą, że autorka odrobinę za bardzo trzymała się oryginału.

Mnie urzekły dwa elementy: 

Fakt, że podobnie jak oryginale występuje TEN Czerwony Kapturek, tak tutaj jest TA Czerwona Kurtka.

No i oczywiście zakończenie. Zakończenie jako całość, a nie tylko brak umiejętności szycia.

Piękne, ale po części pięknem odbitym oryginału.

Dziękuję, Fizyku. :-)

Wygląda na to, że podobnie rozumiemy tę bajkę. Nie wiem, czy powinnam się z tego powodu martwić, czy cieszyć.

Nie, peanów raczej nie ma, więcej narzekań, że ta czerwona kurtka dziwnie wygląda, chociaż niby jest poprawna.

To, że wilki nie potrafią szyć, to część wilczej natury, a tym samym – kawałek bajki.

Babska logika rządzi!

 

Tu mia­łam na od­wrót – wilki miały być zło­la­mi, a lu­dzie mi piszą, że po pro­stu inne…

Ja też mam problem z interpretacją wątku wilków. Na początku podstępne, ale po przyjęciu Czerwonej Kurtki do watahy ich nastawienie wydaje się zmieniać. Chociaż do końca tego nie wiadomo, np. w końcowej scenie mogły zagryźć Myśliwego z zemsty za chłopca albo dla własnego interesu. Ostatnie zdanie zasugerowało mi, że być może chciały go ratować.

Myślę, że takie pozostawienie czytelnikowi miejsca do intrpretacji jest ciekawsze niż pokazywanie tylkowo dobrych lub złych postaci.

No, porządny złol inaczej traktuje swoich, inaczej obcych…

Sama nie wiem, czemu zagryzły Myśliwego. Może po prostu nastawiły się, że trzeba go zabić i wykorzystały okazję? Może to zemsta? A może instynkt drapieżcy? Wybierajcie, co Wam się podoba. :-)

Babska logika rządzi!

Jedna uwaga natury technicznej: gdyby wadera dostała kulą niewiele by z niej zostało. Myśliwi do polowań na wilki używają grubego śrutu tzw. loftek

Dziękuję, Darku. :-)

Hmmm. Teoretycznie mogę zmienić kulę na śrucinę albo loftkę. To nie problem. Ale od kiedy się ich używa? Bo nie chcę mieć zbyt współczesnej broni w tej bajce. Zauważ, że Myśliwy nie ma nawet dubeltówki, po jednym strzale jest bezbronny. Czasami nazywam tę strzelbę fuzją, chciałabym przemycić do podświadomości wizję broni prymitywnej, ładowanej od lufy. Jak to się ma do loftek?

Babska logika rządzi!

Myśliwi używają broni palnej od XV wieku, a pierwsze strzelby – czyli śrutowa broń myśliwska,

pojawiły się sto lat później

OK, dzięki, zmienię na śruciny (obawiam się, że laicy nie zrozumieją loftek).

Ale że na wilki śrutem… To czym na ptaki? Piaskiem? ;-)

Babska logika rządzi!

To pisanie o Czerwonej Kurtce w rodzaju żeńskim to nawiązanie do tego, że o Czerwonym Kapturku pisze się nie wiadomo, dlaczego w rodzaju męskim? Trochę mnie to gryzło, ale jeśli to był świadomy zabieg, to ok. Ciekawa zabawa historią Kapturka i oryginalna, bo o Kapturku to już powstało tyle różnych wersji, a tu się pojawia coś nowego, powiew świeżości. Zakończenie spoko, lubię to :)

Dziękuję, Sonato. :-)

Teoretycznie wiadomo – kapturek jest rodzaju męskiego, więc zrobił, poszedł itp. Tako rzecze poradnia językowa.

I tak – świadomie zmieniłam nie tylko płeć Kapturka, ale także ubranka. Zresztą kurtka naprawdę dobrze leży na tym chłopcu.

Fajnie, że uznajesz historię za ciekawą i świeżą. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo dobrze czytało mi się twoje opowiadanie! Znalazło się w nim wiele doskonałych pomysłów – choćby wykorzystanie w przypadku chłopca żeńskiej formy poprzez nazwanie go "czerwona kurtka". Zachowanie settingu okazało się dobrym pomysłem, a Twój styl pisania jest po prostu przyjemny. Tylko tyle i aż tyle. Mam z tym opowiadaniem tylko jeden problem. Nie wiem czy to było celowe, czy po prostu "tak wyszło", ale w trakcie czytania czułem, że to wilki są "tymi dobrymi". Dopiero końcówka wydawała sieę pokazywać je w trochę innym świetle. Wydaje mi się, że nie pasuje to do baśni, która ma jasno określać dobro i zło.

Dziękuję, Simeone. :-)

Cieszy mnie, że widzisz w tekście tyle zalet.

Wilki… To chyba część mojego większego problemu – na wszystkich swoich bohaterów patrzę pozytywnie, rozumiem ich, traktuję w miarę przyzwoicie… Wilki miały być złe, wydawało mi się, że piszę o nich strasznie źle, że widać, jak manipulują chłopcem. A tu ludzie w komentarzach piszą, że wilki wyglądają na dobre, a Myśliwy na tego złola. Podkręciłam złowatość wilków, na ile potrafiłam. I więcej chyba z siebie nie wycisnę.

Faktem jest, że tym razem nie próbują pożreć bohatera, tylko uznają go za swojego, więc i traktują lepiej niż Kapturka.

Babska logika rządzi!

Nie czytałam wszystkich komentarzy, przerosła mnie ilość, ale z tego, co mignęło mi przed oczami – to niestety opowiem się po stronie tych, którzy wilki uznali za dobre. Ciężko uznać inaczej, w końcu wilk to wilk, sam fakt, że niejako przyjęły Kurtkę do siebie, sprawia, że jawią się jako sympatyczne. Nawet jeśli chciały go wykorzystać i zdobyć ludzką wiedzę – to przecież nie za darmo, bo sporo od siebie dawały. No więc no. Tak wyszło :)

Ładnie napisane, przystępnie. Bardzo bajkowo. Nie odeszło daleko od oryginału i to mi się podoba, bo dotąd wszystkie opowiadania konkursowe były nieźle odjechane, fajnie więc zobaczyć dla odmiany coś bardziej, hm, klasycznego.

Dziękuję, Silvo. :-)

No tak, przy tej ilości komentarzy, rzadko komu by się chciała przedzierać przez ten gąszcz.

Nie wiem, czy sporo od siebie dawały. Nie zeżarły i tyle.

Miło mi, że ładnie i przystępnie wyszło. Widać nie ma to jak klasyka. :-)

Babska logika rządzi!

Moim zdaniem całkiem sporo Kurtka wyciągnął z tej relacji:

 Wilk pokazał jej mnóstwo ciekawych rzeczy w lesie: na których drzewach mieszkają pszczoły, potoki z dużymi rybami, strome skały do wdrapywania i podziwiania widoków z samej góry, jeżyny…

Każdego dnia chłopiec uczył się czegoś nowego; trenował bezszelestne skradanie, ćwiczył wielogodzinny bieg, dowiadywał się, gdzie rosną grzyby dające odwagę w walce i te, które zsyłają sny w tak fantastycznych kolorach, że Czerwona Kurtka nawet nie potrafiła ich nazwać.

Hmmm. Wilkowi od pokazywania atrakcji nic nie ubyło, prawda? ;-) A w drugim przykładzie – no przecież to są narkotyki!

Babska logika rządzi!

Trzeba szanować ludzi, to jest, wilki, które dają narkotyki za darmo :D

Oj tam, oj tam… Tylko dlatego, że nie znają pieniędzy! ;-)

Babska logika rządzi!

Też zwróciłam uwagę na te grzybki, ale zapomniałam napisać w pierwszym komentarzu. Możemy się zastanawiać, czy dały, co miały najlepszego, czy były interesowne. Postaci wilków nabrały wielowymiarowości w porównaniu z oryginałem. ;)

No, może nie powinnam na to narzekać. Acz pytanie “czy uczciwy dealer to dobry dealer” robi się filozoficzne.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka