- Opowiadanie: Gekikara - Śpiących Królowa

Śpiących Królowa

Chyba tytuł wystarczy, nie muszę podawać, jakież to dzieło kultury opowiadam na nowo. :)

...ale na wszelki wypadek: Śpiąca Królewna.

 

Historia odeszła trochę od oryginału, ale jak zamiana, to zamiana. :)

 

Bardzo dziękuję śniącej i Asylum za betę - Dzięki waszym uwagom tekst jest o wiele lepiej napisany. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Śpiących Królowa

Dopadł cię kryzys? Myślisz, że nie ma dla ciebie przyszłości? Myślisz, że jesteś obciążeniem dla bliskich w tych trudnych czasach? Chciałbyś się ukryć i przeczekać? Ciekawi cię, jak będzie wyglądać świat za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat? A może chcesz po prostu zamknąć oczy i obudzić się w nowej, lepszej rzeczywistości? Masz to wszystko w zasięgu ręki! Skorzystaj z najnowszej technologii SPINDLE. Jedno ukłucie dzieli cię od krainy Długo i Szczęśliwie.

Nasze hibernatoria spełniają najwyższe standardy przechowania i bezpieczeństwa, a starannie wyszkolony personel anestezjologów, neuropsychologów i rehabilitantów zagwarantuje ci, że obudzisz się w świetnej formie dokładnie we wskazanym czasie.

Zaufaj SPINDLE, tak jak dwa miliardy ludzi w ostatnich dwudziestu latach.

– materiał audio z archiwów Domu Pamięci

 

Pod murami gopury, u wejścia do Domu Czekających, kręcił się łysiejący trzydziestolatek w jasnobrązowym dhoti, pikowanej kamizelce i koszuli za małej o rozmiar. Przypatrywał się, widocznym w świetle salamandrowych latarni, srogim obliczom Dewów i Asurów, którzy podtrzymywali na swoich barkach kolejne poziomy ogromnej schodkowej piramidy. Rishit próżno szukał niestrzeżonego wejścia, każdej z czterech bram pilnowali wartownicy.

Przypadkiem kopnął leżący na drodze kamień, który wpadł z pluskiem do fosy pełnej kwiatów lotosu. Dwóch strażników przerwało grę w kości i ruszyło w kierunku przybysza.

– Co tu robisz, wędrowcze? – odezwał się jeden z nich. – Nie wolno ci tu być. Nie zostałeś wezwany, a prośby można składać do zachodu słońca.

– Moja żona tu jest. Chcę się z nią zobaczyć. Czemu nie pozwolicie mi…

– Trwa rytuał. Tylko Wezwani mogą wejść.

– Wezwani… Moja żona została wezwana?…Na wrzecionowanie? – Użył słowa ze starego języka, bo jako jeden z Saraswatich miał do tego prawo. – Przyszła na wrzecionowanie?!

– Proszę nie zmuszać nas do użycia siły – ostrzegł go drugi strażnik, chwytając za przyczepioną do paska miniaturową włócznię, która w jednej sekundzie przybrała swój normalny rozmiar.

– To jakaś pomyłka! Falguni nie mogła… Ona nigdy by… Muszę z nią pomówić!

– Posłuchaj, przyjacielu – pierwszy strażnik nachylił się ku niemu, usiłując stworzyć atmosferę zrozumienia – dobrze wiem, jak to jest. Każdy ma kogoś, kto został wezwany. Ostatnio był tu mężczyzna z niskiej kasty, Ahirów albo Kolich. Prosił Durgów, by wezwali jego dzieci. Wielu jest takich, z każdej kasty. Stracili źródło zarobku, źle zainwestowali, zbierają na lepsze życie albo zajmują się nauką, by przejść do wyższej warny… Kiedy dzieci zostały wezwane, zjawiła się matka, by prosić o zmianę decyzji. – Grymas żalu wpłynął na twarz strażnika, a jego dłoń spoczęła na ramieniu Rishita w geście emocjonalnego wsparcia. – Jej też nie mogliśmy wpuścić.

– Ja nie jestem Ahirem ani Kolim – warknął mężczyzna, odpychając rękę strażnika. – Chcę widzieć się z żoną! Nie odejdę stąd, dopóki jej nie zobaczę i żaden sługa nie będzie wydawał mi rozkazów.

– Skoro tak… – Wyższy o głowę i cięższy o jakieś dwadzieścia kilo strażnik poszedł za przykładem towarzysza i sięgnął po włócznię. Cała sympatia i zrozumienie dla zdesperowanego intruza zniknęły, gdy usłyszał jawną obelgę, zrównującą wojownika ze służącymi Śudrami.

– Zostawcie tego biedaka. – Usłyszeli kobiecy, stanowczy głos dobiegający z ciemności, zza zasięgu latarni. Spłoszone ogniste salamandry opuściły legowiska pośród płomieni i pomknęły w dół wzniesienia, przypalając źdźbła traw na swojej drodze. Pozbawione ich obecności latarnie wypaliły się i zgasły, pozostawiając za źródło światła jedynie blask księżyca, samotnego na zasnutym chmurami niebie. – Jest tylko ofiarą opresyjnego systemu, sprzeciwiającego się naturze i podstawowym wartościom – dodał głos. Dźwięk drewnianych podeszew, uderzających o kocie łby, oznajmiał, że jego właścicielka zbliżała się do bramy.

Strażnicy spojrzeli po sobie i skinęli głowami. Porozumiewali się bez słów, tak, jak potrafią tylko ludzie, którzy spędzili lata na wspólnej służbie. Jeden ruszył w stronę głosu, drugi zamachnął się na Rishita.

– Śpijcie – rozkazała kobieta i pozbawieni przytomności wojownicy padli na bruk wśród łoskotu czarnych pancerzy. Upadek nie był w stanie ich obudzić. Tylko unoszące się i opadające w rytm oddechów fragmenty zbroi sugerowały, że nadal żyją.

Wtedy wyszła z cienia, pozwalając księżycowemu światłu ukazać jej postać.

Młoda, czarnowłosa, czarnooka, czarnoskóra. Jakby żywa ciemność wcieliła się w kobietę i stanęła przed Rishitem.

Tak poznał Maję, Panią Nocy, Królową Śpiących.

 

 

 

 Nie podoba ci się twój nos? Operowałaś biust, by czuć się atrakcyjna? Zazdrościłeś innym poczucia humoru, zdolności matematycznych, muzycznego talentu? Uprawiałeś sport, ale bez sukcesów?

Czy chciałbyś takiej samej przyszłości dla swoich dzieci?

Jeżeli nie, czas, byś poznał możliwości inżynierii genetycznej wyprzedzającej swoją epokę! Wykorzystując wiedzę i technologię opracowaną w najlepszych laboratoriach NASA do kolonizacji innych planet, stworzyliśmy Pakiet Życzeń, który zapewni twojemu poczętemu dziecku piękno, inteligencję, sprawność i talent.

Do wyboru w wersji Standard, rekonstruującej siedem chromosomów, oraz Premium, która dokonuje zmian w dwunastu chromosomach. Spraw swojemu dziecku najlepszy powitalny prezent.

– materiał audio z archiwów Domu Pamięci

 

Wcielona Noc stanęła przed bramą Domu Czekających. 

Prawe skrzydło wrót zdobiła podobizna Jamy, pierwszego z ludzi, pana Dharmy. Lewe – jego siostry, Jami. On symbolizował śmierć, ona życie. Kiedy otwierały się, tworzyły przejście do świata nie-śmierci, gdzie Wezwani trwali w niekończącym się śnie.

W pobliskich górach do lotu zerwało się stado dwugłowych ptaków, zawodząc przy tym swą dysharmonijną pieśń. Jej dźwięk doleciał aż tutaj, do uszu Rishita, lecz ten nie zwrócił na to uwagi – wpatrywał się w czarną, nagą postać. 

Kobieta gładziła palcami rzeźbione udo Jamy. Nie próbowała otworzyć przejścia, kontemplowała tylko piękno reliefu.

– Idziesz ze mną? – zapytała, przerywając milczenie.

– Kim jesteś? – Rishit drżał w zabobonnym lęku, który dotychczas był mu obcy. – Co cię tu sprowadza?

Kobieta zwróciła ku niemu oblicze. Biel oczu i zębów widocznych zza rozchylonych warg oślepiała, kontrastując z hebanową czernią jej skóry.

– Tak jak ty, jestem poszukiwaczem – odpowiedziała. – I tak jak ty, pragnę obudzić kogoś, kogo kocham.

– Jeśli odbył rytuał, nie można tego przerwać – odparł, choć bez pewności. – Obudzi się sam. Podobno.

– Więc dlaczego jeszcze tu jesteś, skoro nie ma żadnej nadziei? – Na dźwięk jej głosu księżyc spowiły chmury, czyniąc noc czarną niczym smoła. Tylko oczy kobiety nadal świeciły jasno na jej rozgniewanej twarzy.

– Nie chciałem cię urazić, pani. – Rishit, blady jak ściana, skłonił się nisko, bo miał już pewność, że obcował z jedną z wyższych istot, choć nie wiedział jaką. Mogła należeć do Jakszasów, Gandharwów, albo być nawet Dewi…

Do tej pory traktował bogów, półbogów i demony jako gusła dobre dla niewykształconych Śurdów, a on był przecież Saraswatim, człowiekiem poświęconym wiedzy i sztuce, wyjętym z podziału na warny i kasty, tak samo jak Durgowie, którzy przyjmowali porody, organizowali pogrzeby i, co najważniejsze, dokonywali wrzecionowania oraz opiekowali się śpiącymi w Domu Czekających.

Dla takich jak on bóstwa istniały jako symbole, kulturowe nośniki koncepcji i pojęć, manifestujące się w zbiorowej świadomości – nigdy jako byt osobowy.

Nie mógł jednak przeczyć temu, co widział na własne oczy.

– Więc podejdź, jeśliś łaskaw, znajdź klucze u któregoś ze strażników i otwórz te drzwi – nakazała, a on natychmiast usłuchał. Przy jednym ze strażników znalazł pęk kilkunastu kluczy.

– Ty jesteś Maja – stwierdził, wypróbowując drugi klucz.

Kobieta, najwyraźniej zadowolona, obdarowała go uśmiechem.

– Więc to prawda… – powiedział cicho, raczej tylko do siebie, kiwając przy tym głową, jakby chciał sam siebie utwierdzić w przekonaniu. – Na prawa Dharmy, przybyłaś tu, pani, by zbudzić Bodhisattwę?

 

***

 

Znał tę historię.

Usłyszał ją od starego jogina spotkanego na targu w Magaharcie podczas święta na część Hanumana, kiedy nie był jeszcze akolitą w Domu Poznania, a Dalitem, kilkuletnim dzieckiem praczki z nieznanego ojca.

Powietrzne akrobacje latających małp wzbudzały w nim zachwyt. Kiedy jedna z nich wylądowała na głowie pogrążonego w medytacji starca, zebrany wokół tłum wybuchnął śmiechem. Tymczasem jogin nie wykonał nawet najmniejszego ruchu. Wówczas ktoś zadrwił, że to chyba Durgowie zgubili jednego z Wezwanych. Starzec otworzył oczy, rozejrzał się w tłumie.

– Przed stu laty księżniczka Magaharty powiła długo oczekiwanego syna – rozpoczął opowieść zachrypniętym głosem wprawnego bajarza – i z tej okazji w całym kraju ogłoszono święto. Obchody były tak huczne, a radość tak wielka, że nawet dwanaście Dewi przybyło z niebiańskich królestw, by zobaczyć książęcego potomka i obdarować go błogosławieństwem. Lakszmi zapewniła mu życiowe powodzenie, Ratri spokój ducha, Parwati łagodną siłę, Saraswati mądrość i talent we wszelkich sztukach muzycznych… – recytował listę bogiń i ich atrybutów, a gdy skończył, zrobił pauzę i prześlizgnął się wzrokiem po tłumie gapiów. – …Gdy dzień zmierzał ku końcowi, w pałacu zjawiła się jeszcze jedna Dewi. Durga, Pani Zniszczenia i Przemijania. Strach zdjął ludzi i boginie, gdy nachyliła się nad kołyską. „Ja też mam prezent dla tego dziecka”, powiedziała, „poczętego wbrew ludzkim i boskim prawom przez mojego męża, Śiwę. Będziesz opływał w zbytki, a wszystko, czego zapragniesz, zdobędziesz. Silny, mądry i piękny, będziesz oświeconym pośród ludzi, prawdziwym Bodhisattwą. Aż wybije godzina twoich dwudziestych pierwszych urodzin, wtedy umrzesz od najmniejszej rany!” i rozpłynęła się w powietrzu. Wielka trwoga spadła na książęcy ród, ale zaraz obok kołyski stanęła Maja, Pani Snów, Śpiących Królowa i przemówiła: „Nie mam mocy, by cofnąć klątwę Durgi, jednak, jeżeli jesteś Bodhisattwą, klątwa cię nie zabije. Zapadniesz w sen, długi na całe pokolenia, aż jej moc osłabnie. Wtedy przyjdę i zbudzę cię pocałunkiem, bowiem tak, jak kochałam pierwszego Bodhisattwę, tak kochać będę ostatniego”.

W tym momencie jogin zamilkł i nie odzywał się tak długo, aż tłum zaczął prosić, by mówił dalej, choć bez wątpienia wszyscy poza nielicznymi dziećmi doskonale znali zakończenie. Starzec wysunął wtedy ku nim pustą miskę, a kiedy ta zapełniła się monetami, wznowił opowieść.

– Dziecko wyrosło na chłopca, a ten na mężczyznę takiego, jak mu przepowiadano. Zachwycał świat swą mądrością i siłą, nigdy nie uczynił drugiemu niesprawiedliwości i nigdy nie został ranny w walce, ale w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin ukłuł się wrzecionem kołowrotka swej służki i zapadł w sen, a wtedy Durga, wiedząc o jego wielkich i dobrych czynach, gorzko zapłakała. By naprawić swój błąd, powołała Dom Czekających i przekazała swoim wyznawcom wiedzę o życiu, czasie i śmierci, aby pomagali ludziom w potrzebie, a na tych, którzy rozpaczliwie pragną spotkać Bodhisattwę, zsyłali ten sam sen podobny do śmierci, aż nie obudzą się razem ze swoim nauczycielem. Inne Dewi poszły za jej przykładem, by pozbawiony Bodhisattwy świat miał oparcie w ich wiedzy.

Skrzydlata małpa wzbiła się w powietrze, a jogin wstał i otrzepał kurz z kolan. Kiedy pstryknął palcami, małpa wylądowała u jego nóg, chwyciła misę z monetami i podała mu ją.

– Więc kiedy powiesz staremu joginowi, że jest jak jeden z Wezwanych, to będzie dla niego znak, że swoją praktyką pod koniec życia zbliżył się tak bardzo do swego mistrza, jak tylko może nieoświecony głupiec z małpą na głowie – dodał na koniec i odszedł, wypełniwszy mieszek po brzegi.

 

***

 

Dotychczas, gdy Rishit wracał do tego wspomnienia, był pewien, że to prosta alegoryczna opowiastka usprawiedliwiająca w oczach ludności konieczność utrzymywania Domów i przywilejów ich członków, a teraz…

Czwarty klucz okazał się być tym właściwym i gdy pchnął wrota ich oczom ukazał się krótki korytarz wychodzący na rozległy dziedziniec Domu i stojącą w jego centrum wimanę.

– Tam. – Maja wskazała wejście do wimany.

– Nie sądzisz, pani, że zostaniemy dostrzeżeni?

– Nie musisz się o to martwić. Idź i otwórz kolejne wrota, wszyscy strażnicy już zasnęli.

Kiedy wyszli na dziedziniec, przekonał się, że to prawda.

Chociaż dwa rozpalone po bokach placu ogniska jeszcze płonęły mocnym ogniem, siedzący przy nich mężczyźni spali, leżąc jeden na drugim. Nieopodal nich drzemały cztery krakadany, rogate bestie większe od słoni. Wiatr zaniósł zapach potu Rishita do jednego z nich, który zmarszczył nos, wciągając i wypuszczając powietrze. Węszył, lecz nie obudził się.

Kiedy pokonali schody prowadzące na portyk i stanęli przed wejściem do Świątyni Domu Czekających – wysokiej schodkowej piramidy, na szczycie której nieustannie płonął ogień – Rishit zawahał się. Wiedział, że nie powinni tam wchodzić bez pozwolenia. To miejsce wyłącznie Durgów i Wezwanych, tak samo jak Świątynia Domu Poznania dostępna była jedynie Saraswatim. Nazywano je świątyniami tylko po to, by wzbudzić podziw i szacunek maluczkich, lecz tak jak Saraswati strzegli zazdrośnie swoich sekretów, tak samo Durgowie bronili własnych. Zwłaszcza oni.

To mogło wywołać wojnę.

Rishit po raz kolejny wspomniał historię starca. Pojawiało się w niej trzynaście Dewi – a obecnie istniało tylko osiem Domów…

– Otwórz je – rozkazała Pani Nocy wskazując na wrota, ale ręka mężczyzny zatrzymała się w połowie drogi. – Otwórz, nie mamy czasu. Gdy wstanie świt…

– Czemu nie możesz zrobić tego sama, pani?… Dlatego wtedy mi pomogłaś? Potrzebujesz przewodnika… „to, czego nie ma”, to oznacza twoje imię.

– To nie czas na rozważanie moich atrybutów. – Choć Maja starała się mówić ze spokojem, nadpływająca ciemność zgasiła światła ognisk, a płomień u szczytu wieży przygasł. – Jeśli zniknę, oni się obudzą! Jak myślisz, co wtedy z tobą będzie?! Mamy ten sam cel i jeśli wypełnisz zadanie, twoje zasługi nie zostaną zapomniane… Teraz nie trać czasu!

Mężczyzna skinął głową, dziwiąc się własnej niepewności sprzed chwili, zupełnie jakby powód, dla którego tu przyszedł, rozmył się we mgle zapomnienia. Jak mógł? Jak mógł przestać myśleć o swojej Falguni? To chyba senna moc Mai odcisnęła piętno również na jego umyśle…

Oparł dłonie o pozbawione zamka wrota i pchnął je.

W tej samej chwili ogłuszające wycie rozległo się z różnych miejsc na dziedzińcu, a ze szczeliny między skrzydłami wrót wystrzelił strumień białego, oślepiającego światła.

 

 

Człowiek wykorzystuje tylko dziesięć procent potencjału swojego mózgu – zapewne słyszałeś ten mit i doskonale wiesz, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością… A jeżeli to prawda? Co, jeśli wewnątrz nas samych kryją się nieosiągalne w naturalny sposób możliwości? Telepatia, telekineza, prekognicja i inne niesamowite zdolności, które dotychczasowa nauka wrzuciła między bajki?

Co, jeśli ten potencjał kryje się w tobie?

Przekonaj się sam! Dołącz do grupy ochotników, którzy zdecydowali się poddać naszej unikatowej, eksperymentalnej metodzie przyspieszonej ewolucji, łączącej sukcesy inżynierii genetycznej i neurostymulacji.

Nie czekaj. Świat nieograniczonych perspektyw jest na wyciągnięcie ręki.

Bądź pierwszym, który przekroczy granice ludzkich możliwości. 

– materiał audio z archiwów Domu Pamięci

 

Nie tak wyobrażał sobie wnętrze Świątyni Domu Czekających.

Myślał, że zastanie tu ciemne, mroczne korytarze oświetlane z rzadka płomieniami zamkniętych w terrariach ognistych salamander, ściany zdobione podobiznami rozgniewanych Dewów i groźnych Asurów walczących o władzę we wszystkich trzydziestu jeden światach, podobne do tych na zewnętrznych murach.

Ujrzał za to biało-zielone, czyste korytarze, pełne światła wydobywającego się z bezdymnych lamp, zasilanych w nieznany mu sposób. Drzwi do kolejnych pomieszczeń wykonane były z nieprzezroczystego szkła, na większości znajdował się numer i kilka słów w starym języku. Kiedy prowadzili go, zakutego w kajdany, w kierunku stalowych drzwi, zdołał odczytać napis u wejścia do jednego z pomieszczeń – Sala Operacyjna Wstęp Wzbroniony. W powietrzu unosił się sztuczny i drażniący zapach.

Schwytany próbował się wyrwać, ale uścisk dwóch postawnych Durgów był zbyt silny. Zawlekli go do metalowych drzwi, wepchnęli do klaustrofobicznie małego prostokątnego pokoju, potem sami tam weszli i drzwi zamknęły się za nimi, a pomieszczenie zaczęło się poruszać. Spadali. Nie wywołało to wrażenia na Rishicie, ponieważ był Saraswatim i znał działanie windy.

Zdumienie przyszło dopiero, gdy ich krótka podróż dobiegła końca i drzwi ponownie się rozsunęły.

Trafili do pomieszczenia zaprojektowanego na planie koła. Czarne lustra wyrastały ze ścian i sufitu. Większość miejsca zajmowały wielkie stalowe sześciany z rzędami przełączników, połączone czarnymi sznurami z nieznanego Rishitowi materiału. Przy machinach krzątał się tuzin Durgów. Tym, co wzbudziło trwogę mężczyzny, był środek okręgu, otoczone szklaną barierą wielkie krzesło wyposażone w klamry na ręce, nogi i głowę. Nad nim, z miejsca na suficie gdzie zbiegały się sznury, zwisało COŚ. Uczeń Domu Poznania nie mógł oderwać oczu od konstrukcji z metalu i szkła zakończonej długim, cienkim żądłem na przegubowym ramieniu. Oszalałe serce łomotało w piersi, ręce zaczęły drżeć, a nogi ugięły się pod nim i upadłby, gdyby nie trzymający go Durgowie. Zrozumiał, co naprawdę oznaczało „wrzecionowanie”, to słowo ze starego języka, służące za określenie przejścia w stan Śpiącego Bodhisatty, Czekającego na Zbudzenie.

Obok krzesła stał mężczyzna w białym stroju i masce zasłaniającej usta i nos.

– Nie… – wyszeptał Rishit, kiedy zmusili go, by usiadł na krześle. Strach ściskający gardło nie pozwalał mu krzyczeć. Gdy klamry zacisnęły się na jego ciele, tafle czarnych luster ożyły rzędami wykresów, liczb i symboli.

„Gdzie, na wszystkie krainy piekieł, zniknęła Pani Nocy”, rozpaczał w myślach. „Przepędziło ją światło?”

– Spokojnie, poczujesz tylko małe ukłucie. – Obleczony w biel Durg przerwał milczenie.

– Co?… Kim ty jesteś? Co chcecie mi zrobić? Nie jestem jednym z Proszących, nie zostałem Wezwany…

Mężczyzna nachylił się nad nim i spojrzał mu w oczy.

– Ty… nie wiesz? – Uśmiech wpłynął na jego twarz, widoczny mimo maski zakrywającej usta. – Doprawdy, niezbadane są obroty Koła Dharmy…

– To pomyłka! Nie powinno mnie tu być! Przyszedłem jedynie, by zobaczyć się z żoną, z moją… – Intensywne, białe światło, przygasło na ułamek sekundy. – Ona tu jest! Obudzi Bodhisattwę! Nie musicie tego robić, czas waszej służby dobiegł końca. Kiedy Przebudzony powstanie…

Mężczyzna pokręcił głową i spojrzał na niego politowaniem.

– Czyżbyś uwierzył w historię o Śpiącym i trzynastu Dewi? Po Saraswatnim spodziewałem się większej przenikliwości. – Cmoknął z niesmakiem. – To tylko pożywka dla pospólstwa, aby utrzymać Domy i nasze przywileje. Sami ją wymyśliliśmy. Dowiedziałbyś się o tym, gdyby dane ci było wyższe wtajemniczenie. Dowiedziałbyś się o wielu rzeczach… – Dał znak Durgom po drugiej stronie bariery, a po chwili konstrukcja nad głową Rishita zaczęła świecić, szumieć i wibrować. – Twoja Pani Nocy nie istnieje, tak jak nie istnieje Bodhisattwa, nie istnieją Dewowie ani Asurowie.

– To niemożliwe… Widziałem ją! – zarzekał się Rishit. – Dzięki niej straże zapadły w sen… To nie może być kłamstwo!

– Dwie minuty trzydzieści sekund – powiedział ktoś za szklaną ścianą.

– W każdej legendzie jest ziarno prawdy – Mężczyzna w bieli wzruszył ramionami i przysiadł na krawędzi krzesła. W jego dłoniach pojawiła się strzykawka. – Inaczej nikt by w nią nie uwierzył… Nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele tajemnic skrywają Mistrzowie Domów, jak wielką wiedzę pozostawili po sobie ludzie ze starego świata. – Durg sięgnął po stojący na tacce pojemnik, przebił igłą wieczko i odmierzył dawkę płynu. – Słyszałeś o genetyce? To dziedzina nauki ze starego świata. Pozwalała zwalczać ułomności ciała i umysłu, nim te się ujawnią, kształtować wedle ludzkiej woli dzieci, które nie opuściły jeszcze matczynego łona, a nawet więcej, tworzyć życie… W taki sposób, w mieście zwanym Nowe Delhi, poczęte zostało pewne niezwykle dziecko, doglądane przez trzynastu mistrzów nauk…

Strzykawka nie zbliżyła się jeszcze do ręki skrępowanego więźnia. Durg uniósł ją wysoko, z jednym okiem zamkniętym oceniając dobraną ilość, a w głowie Rishita wirowało.

Ta historia. Słyszał już ją, choć nie wiedział gdzie i z czyich ust…

Dziecko w białym pokoju, pełnym kolorowych przedmiotów, budzących w nim ciekawość i poczucie bezpieczeństwa, a nad nim twarze starych mężczyzn, przypatrujących mu się nieustannie.

Przynosili zabawki. Wymyślali zagadki. Przeprowadzali testy… Bolesne, złe testy, sprowadzające na dziecko koszmary…

Widział je.

Bezradne, niewinne, zanoszące się płaczem…

To nie w głowie Rishita wirowało – to koło Dharmy obracało się.

Mijały lata. Dziecko już nie płakało. Nie było już niewinne. Nie było już bezbronne. Potrafiło sprawić, że komuś działa się krzywda, choć był daleko. Widziało rzeczy i miejsca poza murami domu, chociaż nie opuszczało go. I umiało je zmieniać zgodnie ze swoją wolą.

Z czasem jego zdolności wyrwały się spod kontroli. Mistrzowie sprowadzili więc na nie letarg, stan nie-śmierci, w którym mogło trwać przez dziesięciolecia…

– Trzydzieści sekund – odliczał któryś z Durgów.

– Już czas – oznajmił mężczyzna w białych szatach, sięgając po ramię zakończone żądłem.

Koło Dharmy obróciło się ponownie.

Mijały miesiące, lata, dekady, a dziecko spało.

Śniło o ognistych salamandrach, dwugłowych ptakach w barwach tęczy, ogromne krakadanach i skrzydlatych małpach to kilka przykładów.

Śniło o latających maszynach, które spadały z nieba, o broni dorosłych, która traciła swoją moc, o latających górach, ognistych rzekach, wędrujących lądach – a każdy sen stawał się prawdą.

Koło Dharmy obracało się. Dziecko, przytwierdzone do łóżka, z rzadka odzyskiwało świadomość na tyle, by pochwycić sens słów wypowiadanych w jego pobliżu.

Mistrzowie nie chcieli go zabić – było dla nich zbyt cenne. Ukryli przed światem fakt jego istnienia, próbowali okiełznać jego siłę.

…słyszał tę historię, tak słyszał. 

Wreszcie znaleźli sposób.

Stworzyli sieć z umysłów innych Śniących, która miała przejąć i rozproszyć moc snów, póki nie nauczą się jej kontrolować. „Na szczęście zwrzecionowanych mamy pod dostatkiem”, powiedział wtedy ktoś – kto? – gdzieś w pobliżu jego łóżka, kiedy ono, niczym wodny duch, pływało z wielorybami w dzikim oceanie. 

…ale sieć zużywa się z upływem dekad, potrzebuje więc ciągle nowych ogniw

Kto to mówił? Kto mówił… 

Koło Dharmy zwolniło obrót.

– Sieć… Chcecie mnie dołączyć do sieci?! – zapytał Rishit, odzyskawszy kontakt z rzeczywistością. – Nie, nie możecie… Nie uda się wam… Maja obudzi to dziecko…

– Nie udawaj, że się nie domyśliłeś – odparł mężczyzna w bieli. – Wiedz, że robię to dla dobra nas wszystkich. Sam przecież nad tym nie panujesz… Nie wiem, jak udało ci się uciec i czy Saraswati maczali w tym palce, chociaż zawsze chcieli ciebie nam odebrać. Szczęśliwy traf sprowadził cię tutaj, sami byśmy cię nie odnaleźli, wyglądasz inaczej. Gdybyś się nie zjawił, nie zaczął mówić do siebie i usypiać strażników… 

– Nie, to szaleństwo, nie pozwalam!

Żądło maszyny do wrzecionowania, zbliżało się do jego głowy. Zimna igła przebiła skórę po wewnętrznej stronie przedramienia. Noszący biel Durg wcisnął tłok strzykawki.

– Dobranoc. 

 

***

 

Ciemność.

W jednej chwili wszystko zgasło. Dziesiątki ekranów, setki migoczących wcześniej lampek, białe światła w suficie i jarzące się błękitem COŚ zalała lita, nieprzenikniona czerń. Łoskot i rzucane przekleństwa wypełniły ją dźwiękiem, kiedy dwóch Durgów wpadło na siebie, zdezorientowanych nagłym brakiem światła.

– Co się dzieje?!

–  Generator padł. Jest przeciążony.

– Włączyć zasilanie awar…

– Śpijcie – wyszeptał melodyjny kobiecy głos i ponad tuzin mężczyzn w jednej sekundzie padł na podłogę.

Białe, świecące jak dwie bliźniacze gwiazdy oczy pojawiły się przed twarzą Rishita.

– A jednak jesteś tu… – odetchnął z ulgą, łzy szczęścia spływały mu po policzkach. – Przepowiednia mówiła prawdę. Czyli wszystko, co powiedział ten…

– Jestem tym, czego nie ma – odparła Królowa Śpiących. – A przepowiednia… Przepowiednie zawsze są prawdziwe dla tych, którzy w nie wierzą i nie dłużej, niż trwa w nich ta wiara. – Kiedy mówiła, widział w ciemności jej białe zęby, wskazujące miejsce ust. Blisko, bardzo blisko jego własnych. 

–  Uwolnisz mnie, pani?

–  Sam musisz to zrobić, Bodhisattwo – odpowiedziała. – Pora już, byś się obudził.

 

 

Jeśli słyszysz ten komunikat, to znak, elektryczność, radio, telewizja i Internet jeszcze działają. Śmierć tak wielu nie poszła na marne i świat nie zmienił się do końca w obce, nieprzyjazne miejsce.

Byliśmy próżni i chciwi, igraliśmy z siłami, których nie rozumiemy, roszcząc sobie prawa do mocy i władzy, która powinna zostać w rękach Boga. Z tym już koniec. Wszelkie programy rekombinacji genetycznej i przyspieszonej ewolucji zostały wstrzymane, by nie potęgować Spaczenia.

Rządy wszystkich państw zgodnie zdecydowały o przymusie sterylizacji osób o zmienionym genotypie i zawieszeniu programu wybudzania zahibernowanych, póki źródło Spaczenia nie zostanie rozpoznane.

To jeszcze nie koniec.

Ty, tak, ty! Ty też możesz pomóc! Zgłoś się na ochotnika i dołącz do Sieci! Pozwól, by twój umysł stał się jedną z cegieł w murze, który ochroni to, co jeszcze pozostało nam znane. Zostań tarczą broniącą przed Spaczeniem. Zostań bohaterem obecnego i przyszłych pokoleń.

Krótka drzemka dzieli cię od wiecznej chwały.

– materiał audio z archiwów Domu Pamięci

Koniec

Komentarze

P.S. naucz mnie pisać takie zaszyfrowane komentarze.

Ale że co? 

Co to znaczy zaszyfrowane? Ja walę prosto z mostu, bo ze mnie żaden dyplomata… 

Uwielbiam tę różnorodność spojrzeń i pojmowania :) 

 

Edyta

Ech, już zdążyłeś opublikować… A ja tu się wdaję w dyskusję… 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, miałem na myśli ten komentarz, gdzie słowa były pod słowami. :) 

No to teraz oficjalny komentarz :) Pozwolę sobie zacytować siebie z bety.

 

Twisty są, zakończenie (to fabularne, przed ostatnim nagraniem) – w punkt moim zdaniem. Niby ujawniasz tożsamość postaci, a jednocześnie wprowadzasz niejednoznaczność i niby wyjaśniając, dodajesz nową nutkę tajemnicy (no to spał? nie spał? reinkarnuje się? itp.) Jak dla mnie jest jej tu w sam raz, a dość wybredna jestem i potrafi mnie uwierać, gdy na koniec zostaje zbyt dużo zagadek. To jednak kwestia mojego gustu, inni mogą to postrzegać inaczej – czuj się ostrzeżony ;) 

 

Z jednej strony bardzo nie lubię retellingów, bo często gęsto autorzy przepisują znaną opowieść, zmieniając tylko jakiś detal czy dwa. Ileż można czytać wersji tego samego? Albo prostego odwrócenia ról (Czerwony Kapturek zjadł wilka…) Z drugiej strony lubię dobrze napisane retellingi, czyli wykorzystanie znanej opowieści do stworzenia zupełnie nowej historii. Moim zdaniem Twój tekst można zaliczyć do tej drugiej kategorii. 

Jestem zadowolona z lektury. Jest klimat, jest ciekawa opowieść, są zaskoczenia.

 

Opowiadanie od samego początku było napisane bardzo dobrze, więc z czystym sumieniem klikam.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Aaa… Masz na myśli ten: 

 

 

Nie pytaj. Nie wiem. To jedna z Wielkich Tajemnic Portalu devil

 

 

Edyta – PS. 

Widzisz obrazek? Zrobiłam zrzut ekranu, ale teraz sama go nie widzę po wstawieniu… 

Edyta 2

Udało się.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo wciągające i gładko napisane opowiadanie. Motywy zaczerpnięte z filozofii wschodu bardzo zgrabnie zazębiają się z tymi zaczerpniętymi z oryginalnej baśni.

 

W ogóle brawo za podanie ich tak, że trafiają nawet do czytelnika niezbyt lubiącego te ścieżki oświecenia, szczeble w stawaniu się boddhisattwa itd. itp. smiley, żeby nie było dla mnie i tak Konfucjusz rządzi. laugh

 

Co do samego retellingu, nie wydaje mi się, żebyś odszedł zbyt daleko, po prostu szukałeś w tym własnej drogi, która prowadzi przez świat na granicy Black Mirror i Ghost in the shell okraszony realiami indysjkimi. Swoja droga, czy tu sa jakieś inspiracje San Junipero czy to ja śnię na jawiesmiley? Dążę do tego, że za duża dosłowność w przerabianiu ogólnie znanej i lubianej historii nie jest tu problemem, a pomysł na taki kulturowy przekładaniec pasuje.

 

Plus wstawki pseudo-reklamowe jak z korytarzowej szczekaczki w każdym futurystycznym anime i średniej wielkości azjatyckim mieście tez dodają efektu.

Polecam zatem z czystym sercem do biblioteki.

Kurde. Kolejne dobre opowiadanie, którego nie strawiłem przez to, że to nie mój klimat. 

Pamiętam, jak swego czasu wpadły mi w ręce: "Doskonałe pytania, doskonałe odpowiedzi"; dialog pomiędzy neofitą a guru Krysznowców. Zwłaszcza pierwsze pytanie mnie urzekło: 

– Kim jest naukowiec?

I czytałem. Ale im dłużej czytałem, tym bardziej zaczęła mnie ta ideologia odrzucać, miejscami wręcz przerażać. System kastowy budzi we mnie tak silny, wewnętrzny sprzeciw, że niemal fizycznie mnie odpycha.

Powiem tak: gdyby zrobić z głównego bohatera elfa, z Mai – jakąś fantastyczną boginię snu/urojeń, nawet gdyby wykręcić to opowiadanie tak, aby pasowało do mitologii greckiej, do islamu, do czegokolwiek innego – wciągnąłbym opowiadanie nosem i poprosił o jeszcze. Bo styl dobry, bo narracja gładka, bo w tym opowiadaniu wszystko jest dobre – poza tym, że jest nie w moim guście. 

Well, mam pecha ¯\_(ツ)_/¯

Śniąca, tak, o tym komentarzu pisałem :) 

 

oidrin, cieszę się, że się podobało, tym bardziej, że nie orzepadasz za takimi motywami. Retelling to zawsze jest balans między staryma nowym, bo z jednej strony historia nie powinna być kalką pierwowzoru ze zmienionymi detalami, ale też nie może odejść zbyt daleko, by to nie była zupełnie niepowiązana historia wykorzystująca tylko detale pierwowzoru. Myślę, że udało mi się trafić blisko środka, ale weryfikacja tego należy do jury. 

 

Pliszka-Czajka, dzięki za polecajkę opowiadania, ja z kolei lubię takie klimaty, więc go sobie poszukam. :D O gustach się (ponoć) nie dyskutuje, więc dzięki za komentarz i do zobaczenia innym razem. 

Pozdrawiam :) 

Jak ja lubię czytać Twoje opowiadania, Gekikaro!

Stworzyłeś niesamowitą historię… Jest Królowa, są Śpiący, wszystko wydaje się być proste i zmierzać w konkretnym kierunku, a tu nagle okazuje się, że Rishit/Bodhisattwo nieźle namieszał w systemie:-)

Charakteru dodają hasła reklamowe, dla mnie bardziej propagandowe. Ogromna manipulacja, którą podkreślasz także w opowieści:

 

Przepowiednie zawsze są prawdziwe dla tych, którzy w nie wierzą i nie dłużej, niż trwa w nich ta wiara.

 

Bardzo wymowne zakończenie:

Byliśmy próżni i chciwi, igraliśmy z siłami, których nie rozumiemy, roszcząc sobie prawa do mocy i władzy, która powinna zostać w rękach Boga. Z tym już koniec. 

A to tylko pozorny koniec, bo po chwili nawołują chodź, pomóż, Zgłoś się na ochotnika i dołącz do Sieci!

 

życzę powodzenia w konkursie, pozdrawiam

klik ode mnie oczywiście:-)

Podoba mi się historia – taka niby dawna cywilizacja z elementami sf :) Do tego te przerywniki reklamowe były cudne. Przyjemnie się czytało, a co więcej potrafiłeś w taki sposób przedstawić świat, że łatwo było go sobie wyobrazić (w większości, ale o tym za chwilę) – no te salamandry były super.

Miałam jednak delikatny zgrzyt z klimatem i to nie przez to, jak jest tekst napisany (bo to jest zrobione dobrze), ale z orientalnym akcentem, którego ja w ogóle nie rozumiem. Mam tak samo, jak Pliszka-Czajka, więc nie będę się rozpisywać – zwyczajnie nie jestem fanem indyjsko-jakichś klimatów. Trochę więc miałam problem ze zrozumieniem niektórych fragmentów, ale zakładam, że osoby, które się lepiej w tym orientują, będą z nich zadowolone.

Oczywiście życzę powodzenia w konkursie :)

Olciatka, jak mi miło. <3

Fajnie, że zwróciłaś uwagę na te fragmenty i zinterpretowałaś je w interesujący sposób. 

 

Kasjoplejatales, cóż, historia ma pewien próg wejścia, ale nie wydawał mi się on wysoki, może to rzeczywiście kwestia zainteresowań – moje w temacie religii wschodu nie są szczególnie szerokie, tyle, co można wyczytać przy okazji. Zachęcam. :) W każdym razie wydawało mi się, że nawet dla osoby niezaznajomionej z tematem treść powinna być zrozumiała, co najwyżej niuanse ulecą – ale tego, jako autor, rzetelnie ocenić nie mogę 

No, bardzo egzotyczna wersja. Podobał mi się sposób, w jaki budujesz hinduski klimat. Poczułam się głęboko zanurzona w tamtej kulturze. Propagandowo-reklamowe wstawki ładnie kontrapunktują opowieść.

Czy był jakiś szczególny powód, dla którego padło na Indie? Buddyzm czy jeszcze coś?

Babska logika rządzi!

pozbawieni przytomności wojownicy padli na bruk wśród łoskotu ich czarnych pancerzy. Upadek nie był w stanie ich obudzić.

Myślę, że zbędny zaimek, wiadomo o czyje pancerze chodzi – tym bardziej, że później jest nieładne powtórzenie.

 

Tylko uniszace się i opadające w rytm oddechów 

unoszące się

zapytała przerywając milczenie. 

przecinek przed przerywając

Rishit drżał mu w zabobonnym lęku 

Kobieta zwróciła ku niemu blicze

zgubione “o”

obcował z jedną z wyższych istot, choć nie wiedział, jaką

Wydaje mi się, że zbędny przecinek

Wówczas ktoś zadrwił, że to chyba Durgowie zgubili jednego z Wezwanych, wtedy starzec otworzył oczy, rozejrzał się w tłumie. 

To zdanie ma dziwny rytm; chyba lepiej podzielić te dwa zdania (od “wtedy”) na dwa. Lub wówczas w ogóle wyrzucić to “wtedy”, albo rozdzielić “otworzył oczy” oraz “rozejrzał się” “i”.

 

Niewiele wiem o indyjskich realiach i wierzeniach, ale jak dla mnie bardzo dobrze zbudowałeś klimat – ja w każdym razie łykam to światotwórstwo jak pelikan! Kultura indyjska wydaje mi się bardzo ciekawa, a jako fantastyczny kostium trochę niewyeksploatowana. Więc za to duży plus! 

Do tego pomysł – świetny. Zarówno za przetworzenie baśni, jak i świat przedstawiony. Bardzo pomysłowa futurystyczna wizja. Trochę miks sci-fi z egzotycznym dla nas fantasy. I to zakończenie! Mocno to pomieszane. Zaskoczyło, zdecydowanie. Ciekawy koncept, mroczny, dobrze wzbogacony wplecionymi nagraniami z Domu Pamięci. 

Bardzo ładnie zbudowana scena z joginem, aż uśmiechnęłam się przy poincie jego historii i małpie podającej monety. To ci sprytny jogin!

Fajne motywy ognistych salamander czy dwugłowych małp, miłe smaczki.

Zgrzytnęła mi scena Wrzecionowania Rishata, gdy lekarz w monologu tłumaczy wszystko głównemu bohaterowi. Niby było mrugnięcie okiem, że to taka pogawędka przed śmiercią, ale i tak wydawało się to nie na miejscu.

Finkla, dzięki za komentarz i, jak się domyślam, ostatni klik. :) 

Klimat to coś, na czym zawsze mi zależy. 

Co do czego czemu Indie… To może od początku, bo koncepcja tego opowiadania ewoluowała przy pisaniu pierwszego fragmentu. Najpierw pisałem je w stylu klasycznego sci-fi, roboty i te sprawy, nie miałem jeszcze pomysłu na hinduski setting – ale czegoś mi brakowało. Wyciąłem roboty, bo to był już przesyt formy nad treścią, chciałem się skupić na zwrzecionowanych, ale wtedy to we śnie utrzymywać miał ich genetycznie zmodyfikowany mężczyzna… nadal nie czułem się zadowolony z pomysłu, chciałem napisać coś klimatycznego, nietypowego. I wtedy coś zaiskrzyło w neuronach, jakieś nowe połączenia i do głowy przyszły mi Indie, mnogość bóstw, oryginalny setting (nie często spotykany) i sama koncepcja wcielania się, osiągania stanów oświecenia tożsamych z "przebudzeniem". I wtedy już poszło. :) 

 

Artemisia, dzięki za łapankę, widać konsekwencje poprawiania opowiadania o trzeciej w nocy. 

Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. Zauważyłem, że większość opowiadań na portalu ma dość podobny setting, taki z szeroko pojętej zachodniej cywilizacji – chciałem skorzystać z czegoś innego. 

Scena monologu doktorka – zdecydowałem się na mały infobumping. Wahałem się nad tym, ale przy dwóch innych opowiadaniach miałem opinie, że zbyt wiele pozostawiam niedopowiedzeniom, a po drugie to chciałem przedstawić tę historię, bo jest ona powiązana ze wstawkami i nadaje im sens. 

Myślę, że doktorek mógł po prostu lubić ją opowiadać, albo ma szczególny stosunek do Rishita, w końcu całe życie poświęcił badaniu go; a może (to zasugerowałem w tekście) chce się usprawiedliwić, szczerze wierzy w to, że tak ratuje świat – nie jest takim typowym złym gościem. 

Tak, jam to – nie chwaląc się – kliknęła. ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki ci zatem. :) 

Klimat to coś, na czym zawsze mi zależy.  – widać! :) To wprawdzie dopiero drugie Twoje opowiadanie, które czytałam – po “Jeżeli warto umierać, to tylko z miłości” – ale już mogę powiedzieć, że coś, co mi się w Twoim pisaniu najbardziej podoba, to budowanie klimatu.

 Ledwo zaczęłam czytać i od razy zrobiło się przyjemnie gęsto od opisów. Ta historia jogina, małpy latające (ja wiem, że to nie to, ale kojarzą mi się z “Czarnoksiężnikiem z krainy Oz” :D), krakadany, dwugłowe ptaki…

Spłoszone ogniste salamandry opuściły legowiska pośród płomieni i pomknęły w dół wzniesienia, przypalając źdźbła traw na swojej drodze. – o, taki przykład jak pięknie malujesz słowami! 

Lubię hinduski klimat, chociaż nie jestem biegła ani w ich mitologii, religii czy filozofii. Jednak braki wiedzy jakoś nie przeszkadzały mi w zanurzeniu się w ten świat. 

Samo ogranie baśni i motywu snu ciekawe, oryginalne, przekonywujące (wrzecionowanie! dobry pomysł, dobre słowo). Nie powinnam pewnie porównywać tekstu do opowiadania o Parysie i Helenie, ale mam wrażenie jakieś analogii w figurach bohaterów – zagubionego mężczyzny i osnutej tajemnicą, pięknej, niedostępnej ukochanej. W obu przypadkach chciałabym się zbliżyć jakoś do ich wnętrza, poznać więcej ich emocji, przemyśleń, tak jak czytam mam wrażenie, że patrzę na nich trochę z zewnątrz. Ja tak mam, że bardzo lubię poznać i poczuć postacie :) 

I pytanie na koniec, możliwe, że mi umknęło, jak tak to proszę wskaż palcem, czego nie doczytałam – postać Falguni jest jakoś spleciona z Królową Śpiących czy jest tylko kreacją jego sennej świadomości?

Rzeczywiście, pod pewnym względem obydwa opowiadania są trochę do siebie podobne – to znaczy w ostatnim fragmencie, kiedy bohaterowie się odnajdują. Ale okoliczności są za to całkiem inne. :) 

Co do siedzenia w głowach bohaterów, kurcze, ja z kolei nie lubię zbyt wielu przemyśleń w tekście i unikam tego jak ognia – to może wywoływać wrażenie "patrzenia z zewnątrz". 

Cieszę się, że te dwa opowiadania przypadły Ci do gustu. Zwłaszcza Śpiących Królowa, bo uważam, że to jeden z najlepszych moich wrzuconych tu tekstów (może i najlepszy jaki umieściłem? <tu autor puszcza oko do lożan>).

Co do Falguni, to te postaci nie są połączone, w pewnym momencie Rishit nawet o niej zapomina, co stanowi mały trop. :) 

Tak, pamiętam, że zapomina, na tamtym etapie mówi, że to może wpływ Królowej Śpiących, ale chciałam dopytać, dzięki za odpowiedź :) Co do wchodzenia do głów bohaterów – rozumiem, każdy ma tu inny sposób przedstawiania emocji postaci. 

Powodzenia w konkursie! 

Dziękuję i również powodzenia życzę. :) 

Dziękuję. Na ten się (jeszcze?) nie zdecydowałam, ale jeśli o mity chodzi, to było fajnie się wypróbować. Tobie w takim razie powodzenia x3 :D Zamianowo, mitologicznie i widzę, że szykujesz się na Granice Nieskończoności, wiec i tam. Zakładam, że idziesz w ścieżkę A, z publikacją na portalu, czyli czekam na tekst :D 

Widziałem, że pisałaś w temacie konkursowym, więc liczę na Twój udział. :)

Tak, biorę udział w mitologiach, zmianie i w granicach, ale konkurs CM’a – na który chyba pisze najwięcej osób – odpuściłem, bo heroic/high fantasy to nie do końca mój żywioł, bo nie miałem szkicu ani pomysłu, nad którym mógłby pracować… i musze trochę podładować baterie i poczytać Wasze teksty, bo to najlepiej robi, jak się chce pisać lepiej.

Granic możesz oczekiwać jutro, nawet pięć minut po północy, został mi tylko tytuł do wymyślenia. xD

A bo z tymi konkursami to jest tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia… Czytam Was i czytam i się zachciewa :D Szczególnie, gdy widzę takie teksty jak Twój, gdzie zmieniłeś więcej niż samą płeć – mnie się podoba taki zupełnie inny setting. Regulamin jest tu otwarty, jak widzę – z jednej strony można zachować dużo z oryginału (jak zrobiła to np. Finkla ze swoją Czerwoną Kurtką), ale równocześnie jury zachęca do wariacji typu kopciuszki w cyberpunku :D

Konkurs MC wiadomo, że brzmi super, nie dziwie się, że ludzie w to uderzają, ja nie czuje się gotowa, ponadto na tekst tego kalibru potrzebowałabym chyba miesięcy. Do Zamiany może uda się przyłączyć, skoro termin został wydłużony. Ogólnie pisanie pod zadany temat jest dla mnie czymś nowym (od czasów szkoły haha) i stanowi fajne wyzwanie, dobra zabawa przy tym jest.

No to w nocy czytamy Granice :) 

Hejka! 

No ja również podpiszę się pod pozytywnymi komentarzami co do Twojego opowiadania. Mimo że tematyka konkursowa jest mi bardzo daleka od moich zainteresowań, to tekst przypadł do gustu. Stylowo bardzo dobrze, nawet na żaden błąd się nie napotkałem, fabularnie również bez zarzutów. 

Całkiem nieźle zrealizowałeś tę Zamianę. 

No nic, ode mnie, lekko spóźnionego to tyle. Klikać nie ma już czego. 

Powodzenia w konkursie! 

Z pozdrowieniami! 

 

Dzięki NearDeath za wizytę, cieszę się, że się podobało! 

Co do poprawności to jeszczr raz podziękuję betującym… ale nie wywołuj wilka z lasu, jeśli wpadnie tu Reg, to pewnie znajdzie się to i owo. ;) 

Osobiście jestem zadowolony z tego tekstu, mimo tego lekkiego infodumoingu, który wskazała Artemisia – myślę, że z dotychczasowych to najlepiej mi wyszło. 

Wówczas ktoś zadrwił, że to chyba Durgowie zgubili jednego z Wezwanych Starzec otworzył oczy, rozejrzał się w tłumie.

Zbrakło kropki.

Zawlekli do go metalowych drzwi

-> go do metalowych…

Zdumnienie przyszło dopiero

Zdumienie.

Rzadko spotykane w fantastyce klimaty indyjskie wypadły bardzo malowniczo, klimatycznie i przekonująco. To mi się spodobało, nawet jeśli czułam się z wiedzą trochę w tyle (kojarzyłam tylko Shudra/Śudra). Zwłaszcza początek tchnie bardzo sugestywną atmosferą. Na plus też zaliczam to, że odniesienia do baśni są wyraziste i pod tym względem nie musiałam ich szukać z lupą ;) A też myślę nad retellingiem Śpiącej Królewny, więc tym ciekawiej się czytało. W ogóle ciekawie skonstruowany świat – trochę “stary” z jednej strony, a z drugiej mocno futurystyczny. Dziwne zwierzęta też na plus.

Bardzo spodobała mi się scena w “szpitalu”. Rozmowa zaraz przed wrzecionowaniem może faktycznie trochę infodumpowa, ale mogę przymknąć oko.

Dobra robota :)

Hej Silva, gratuluję spostrzegawczości, bo tylu parim oczu to umknęło. :) 

Co do rozmowy, to zastanawiałem się nawet nad zmianą fragmentu, orzepisaniubgonw postaci jakiś flashbacków bohatera, ale wtedy opowieść jogina przestałaby korespondować z opowieścią Durga, a nie chciałbym stracić tego powiązania…

 

edit: ok, zdecydowalem się zredukować infodumping. :) 

Tym razem zachwyty będą umiarkowane.

Opowiadanie jest napisane ładnym językiem i jest tu garść interesujących pomysłów.

 

Niestety, jest również parę elementów, które nie pozwoliły mi osiągnąć pełni przyjemności:

 

1) nadmiar nazw własnych – wprowadzał zamieszanie, przytłaczał i ucinał immersję subtelnością prawego sierpowego o szóstej rano

2) brak haczyka – początek czytało mi się jak po grudzie, trzy dni zaczynałam tekst i odpadałam po kilku akapitach. Nie zadajesz żadnych pytań, nie informujesz nas, czemu mamy kibicować (szczerze mówiąc, do tej pory nie jestem pewna, czy Falguni to funkcja, rola, rasa, gatunek czy imię), a jedynie przytłaczasz rozbudowanym, pozbawionym wyjaśnień światotwórstwem

3) worek wielokropków ci się rozsypał – wybacz, jestem zagorzałą hejterką wielokropków, ich nadmiar wywołuje we mnie fleszbaki madkowych postów na grupach miejskich na facebooku

4) za dużo infodumpów nienaturalnie wplecionych w tekst (legenda, wspomnienia, rozmowa z "lekarzem"); w ogóle nie czułam zaangażowania w historię

 

(Kolejność losowa, rzecz jasna infodumpy mają o niebo ważniejszy kaliber niż wielokropki)

 

Najgorszy chyba jednak problem, jaki mam z tym tekstem, to taki, że nie jestem do końca pewna, ile z niego zrozumiałam. Na pewno nie zrozumiałam wszystkiego, bo nie załapałam powiązania banerów reklamowych z historią R., ani kim ostatecznie była królowa Śpiących. To też sprawiło, że opowiadanie skończyłam z rozczarowaniem.

 

Bardzo podobały mi się wstawki audio, które dawały mi nadzieję, że przemieszasz indyjskie legendy z futurystyką (podobnie zrobiła black_cape w znakomitym opowiadaniu Siedem wrót ki-gal, które ci serdecznie polecam), a ostatecznie poczułam, że zostały pozbawione swojej puenty. Znaczy, pewnie nie zostały, ale ja jej nie zrozumiałam.

 

Technicznie – jest bardzo ładnie. Mam kilka uwag, które możesz potraktować refleksje na temat konkretnych zjawisk.

 

Pod murami gopury, u wejścia do Domu Czekających, kręcił się łysiejący trzydziestolatek w jasnobrązowym dhoti, pikowanej kamizelce i koszuli za małej o rozmiar.

 

To jest niejako twój wstęp. Czy naprawdę chcesz witać czytelnika czymś takim? Ten opis nie jest ciekawy, fajny ani seksowny. “Koszula za mała o rozmiar” to w ogóle koszmarek, bo nie działa na wyobraźnię czytelnika. Geki, czytałam twoje teksty. Stać cię na więcej. O wiele więcej. Haczykuj – i to haczykuj ostro.

 

Na dźwięk jej głosu księżyc spowiły chmury, czyniąc noc czarną niczym smoła.

Pisząc, staramy się używać słów, które budują obrazy i czasowników, które jak najmocniej i dokładniej te obrazy uruchamiają. Dla naszego mózgu nie ma różnicy pomiędzy przeczytaniem “uśmiechnął się”, a samą czynnością. Im więcej takich namacalnych, “mocnych” czasowników wstawisz, tym mocniejszy tekst. Czasownik “czynić” to pusty koszmar – podobnie jak być czy robić.

Oklepanych porównań też nie lubimy – wyświechtane frazy są dla mózgu przezroczyste. Unikaj ich jak mój podopieczny prysznica.

(see what I did there)

 

Rishit, blady jak ściana, skłonił się nisko, bo miał już pewność, że obcował z jedną z wyższych istot, choć nie wiedział jaką.

Za dużo krótkich fragmentów w jednym zdaniu, zaburzona dynamika, irytacja czytelnika.

Nie wiem dlaczego, ale początkujący autorzy mają tendencję do pisania: Ania, niska i chuda, wyjrzała przez okno, zamiast zamienić kolejność i pozbyć się wtrącenia, a zdanie upłynnić. Pobladły Rishit skłonił się, starczy.

“Blady jak ściana” – jak wyżej, wywal.

 

powiedział cicho, raczej tylko do siebie, kiwając przy tym głową

Kombinację “powiedział + przysłówek” niemal zawsze można zamienić mocniejszym czasownikiem, co poleca się dla stworzenia mocniejszego obrazu i zachowania ekonomii języka. Tu słowem kluczem będzie (niespodzianka): wyszeptał.

 

Kiedy mówiła, widział w ciemności jej białe zęby, wskazujące miejsce ust.

Po co to? 

 

No, podsumowując, było ładnie, masz niezły skill, ale wiem, że stać cię na więcej. Powodzenia :)

 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Okej, trochę spóźniony, ale szykuję odpowiedź. 

 

Opowiadanie jest napisane ładnym językiem i jest tu garść interesujących pomysłów.

:)

 

Niestety, jest również parę elementów, które nie pozwoliły mi osiągnąć pełni przyjemności:

:(

 

1) nadmiar nazw własnych – wprowadzał zamieszanie, przytłaczał i ucinał immersję subtelnością prawego sierpowego o szóstej rano

Widzisz, jedni lubią, inni nie lubią.

Pamiętam, że jak brałem się za “Inne Pieśni” Dukaja, to po dwóch stronach odrzuciłem – a jak podszedłem do nich po kilku latach, po części z większą wiedza, po części z większa ciekawością, zrobiło to na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Moja babcia mawiała w takich sytuacjach: jedni lubią jak im cyganie grają, inni jak im nogi śmierdzą.:P

 

2) brak haczyka – początek czytało mi się jak po grudzie, trzy dni zaczynałam tekst i odpadałam po kilku akapitach. Nie zadajesz żadnych pytań, nie informujesz nas, czemu mamy kibicować (szczerze mówiąc, do tej pory nie jestem pewna, czy Falguni to funkcja, rola, rasa, gatunek czy imię), a jedynie przytłaczasz rozbudowanym, pozbawionym wyjaśnień światotwórstwem

Wut can i say… myślałem, że notka na początek, plus Pani Nocy, plus klimat będzie dostatecznym haczykiem. Rozumiem, że przynęta była za słaba. 

A Falguni to typowo hinduskie imię. :)

 

worek wielokropków ci się rozsypał – wybacz, jestem zagorzałą hejterką wielokropków, ich nadmiar wywołuje we mnie fleszbaki madkowych postów na grupach miejskich na facebooku

No, wielokropki, wracać do wora!

 

4) za dużo infodumpów nienaturalnie wplecionych w tekst (legenda, wspomnienia, rozmowa z "lekarzem"); w ogóle nie czułam zaangażowania w historię

Tego się trochę obawiałem. Pomysł, by przedstawić legendę opowiadaną w opowiadaniu jest infodumpny, a tym bardziej pomysł, by przedstawić legendę i prawdę, jaka się za nią kryje… nie mam tu linii obrony. :<

 

Najgorszy chyba jednak problem, jaki mam z tym tekstem, to taki, że nie jestem do końca pewna, ile z niego zrozumiałam. Na pewno nie zrozumiałam wszystkiego, bo nie załapałam powiązania banerów reklamowych z historią R., ani kim ostatecznie była królowa Śpiących. To też sprawiło, że opowiadanie skończyłam z rozczarowaniem.

Tekst dość głęboko wchodzi w hinduską perspektywę – a ta jest pełna iluzji, nie zero-jedynkowa i trochę zawiła. Samo imię “Maja” oznacza dosłownie “cos, czego nie ma”, czyli iluzje właśnie. 

Wydawało mi się, że połączenie haseł z historią Rishita jest widoczne, ale może rozmyło się, kiedy przebudowywałem ten fragment tekstu. Fragmenty opisują przeszłość. Różne punkty zwrotne w historii, związane z nowa technologią, manipulacją genami itp. która doprowadziła do wyhodowania dziecka (Rishita) mającego nadnaturalne moce. Z grubsza to.

Samego tekstu tj. kim jest Maja, to oznaczało zakończenie nie chciałbym tłumaczyć. 

 

To jest niejako twój wstęp. Czy naprawdę chcesz witać czytelnika czymś takim? Ten opis nie jest ciekawy, fajny ani seksowny. “Koszula za mała o rozmiar” to w ogóle koszmarek, bo nie działa na wyobraźnię czytelnika. Geki, czytałam twoje teksty. Stać cię na więcej. O wiele więcej. Haczykuj – i to haczykuj ostro

Wstęp jest troszkę dłuższy, w kolejnych linijkach buduję klimat. W tym fragmencie rzeczywiście haczyka nie ma. 

 

 

Czasownik “czynić” to pusty koszmar – podobnie jak być czy robić.

Oklepanych porównań też nie lubimy – wyświechtane frazy są dla mózgu przezroczyste. Unikaj ich jak mój podopieczny prysznica.

Będę pamiętał. :)

 

Za dużo krótkich fragmentów w jednym zdaniu, zaburzona dynamika, irytacja czytelnika.

Fakt, rytm trochę siadł.

 

Tu słowem kluczem będzie (niespodzianka): wyszeptał.

<biję się dłonią w czoło>

 

Po co to? 

Hmmm… zlewała się z ciemnością, tylko oczy i żeby były widoczne

 

No, podsumowując, było ładnie, masz niezły skill, ale wiem, że stać cię na więcej. Powodzenia :)

I’ll be back! 

 

Nowa Fantastyka