- Opowiadanie: Zanais - Winda

Winda

Pierwsza próba z czymś w rodzaju horroru. Chętnie się dowiem, jak mógłbym poprawić tego szorciaka.

 

EDIT: Zmieniłem na “inne”, bo nie wygląda to na horror, sądząc po komentarzach :)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Winda

„Alicjo, nie! Kocham cię! Proszę…!”

Ostatnie słowa Luke’a nie przestają jeszcze rozbrzmiewać w mojej głowie, a ja już naciskam guzik windy. Stoję na korytarzu wyłożonym drobnymi kafelkami o mdłych kolorach szpitalnych sal, obok, w wielkiej doniczce, więdnie zielono-brązowa roślina. Nie wiem jaka, nigdy nie znałam się na kwiatach. Naciskam przycisk ze strzałką w dół jeszcze kilkakrotnie, patrząc jednocześnie, jak czerwone żaróweczki wyświetlacza nad wejściem zmieniają się w dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć…

Boże, zaraz zwymiotuję!

Czuję w gardle tłuczone szkło, a w żołądku pustkę, jakby moje ciało samo nie wiedziało jak zareagować.

Drzwi otwierają się z cichym sykiem i czym prędzej wstępuję na wyłożoną szarym plastikiem podłogę. Ktoś wpadł na głupi pomysł zastąpienia tylnej ściany wielkim lustrem, przedzielonym w połowie chromowaną rączką. Oczywiście! Ludzie nie marzą o niczym innym niż patrzeć na swoje zmęczone twarze, gdy jadą do pracy wciąż z podkrążonymi oczami od przerwanego snu, i na bardziej wyczerpane twarze, gdy wracają wieczorem po kolejnym dniu harówki. Dalej, proszę pani, proszę pana! Wyglądacie wspaniale, w cudownym Nowym Jorku! Jak minął wasz kolejny dzień amerykańskiego koszmaru?

Jedynka, gdzie jest jedynka? Już!

Weź się w garść, Alicjo!

Nie jesteś pierwszą zdradzoną kobietą w historii świata ani nie będziesz ostatnią. Tak po prawdzie, świat ma gdzieś, że przegrałaś w wyścigu genów. Proszę, Luke, powiedz, kochanie, co ona miała, czego ja nie mam? Poczekaj, spojrzę w lustro.

 Może bardziej krągłe piersi? Przyznaj, zawsze lubiłeś patrzeć na dziewczyny z pełnymi piersiami, wypełnione silikonem ochłapy tłuszczu za kilka tysięcy dolców.

Może usta? Nie przesadzaj, nie są złe. Rozciągam je, wyciągam, przesuwam w prawo i w lewo, druga Alicja z lustra posłusznie robi to samo.

Cichy szum pieści moje uszy, lekkie uczucie spadania zdaje się uspokajać żołądek. Mój mały, prywatny, kochany azyl. Tylko ja i ja, Alicja i Alicja.

Co ja zrobiłam?!

Oczy zaczynają mi się szklić. Druga Alicja wykrzywia twarz, rozmazane kontury zmieniają jej oblicze w potwora z taniego horroru.

Szczęknięcie hamulców wstrząsa windą. Zanim dochodzi do mnie, co się stało, jarzeniówka gaśnie. Żadnej drobiny światła, żadnego dźwięku – został mrok i cisza. I ja, uwięziona piątkowego wieczoru w metalowej trumnie kilkadziesiąt metrów nad ziemią w nowojorskim wieżowcu. Ciemność staje się niemal namacalna, równie dobrze mogłabym leżeć na dnie oceanu.

Nie, nie, nie…

Grzebię po omacku ręką w torebce, gdzieś mam telefon, przyświecę latarką, wcisnę przycisk alarmowy, zadzwonię… w końcu mamy dwudziesty pierwszy wiek. Uśmiecham się na samą myśl, ale radość topnieje coraz bardziej, gdy nie mogę odnaleźć znajomego kształtu w skórzanym futerale.

Klucze, szminka, dokumenty…

Jest!

Nie, to tylko opakowanie chusteczek.

Co…?

– Wiesz, co to, Alicjo.

Boże, ten głos! Opieram się o zimną ścianę. Myśli wirują jak w huraganie. Kto? Co? Różne scenariusze i wytłumaczenia napływają w postaci slajdów, lecz zanim zdążę się nad którymś zastanowić, nikną zastąpione przez kolejne. Ucisk w gardle przeszkadza oddychać, żołądek kurczy się do rozmiarów tenisowej piłeczki. Ktoś tu wszedł? Niemożliwe! Z kimś jechałam! Daj spokój, Alicjo! Ratownik? Oczywiście, a może słoń na dachu windy?

Palcami w torebce trafiają na metal.

Wiem, co to… wiem, co to…

Glock 19. Chłodna, szorstka rękojeść, czuły spust, piętnaście naboi w magazynku. Dyskretny, celny, niezawodny. W sam raz dla kobiet, według sprzedawcy.

Co ja zrobiłam?

– Zasługiwał na to. Przecież wiesz.

Zaciskam dłoń na rękojeści, wyciągam pistolet. Jakiś pierwotny instynkt sprawia, że już mi lepiej. Mam broń, mogę walczyć.

– Kim jesteś? – pytam. Zmysły wyostrzają się pod wpływem adrenaliny. Jestem gotowa do walki. Gotowa, aby nacisnąć spust na najlżejszy ruch powietrza, na każdy szelest i słowo. Przesuwam się wzdłuż ściany, aż drugą ręką dotykam tablicy z przyciskami. Wciskam każdy po kolei. Gdzieś tu musi być alarm.

– Stąd nie ma wyjścia, Alicjo. – Głos dociera od strony…lustra. Ale to niemożliwe. Nie zwariowałam przecież. Nie, nie, nie… to przez Luke'a, przez jego zdradę.

– Zamknij się! Zostaw mnie albo strzelę! – Unoszę Glocka, słowa odbijają się od ścian i wracają wykrzywionym echem.

– Strzeliłaś. Biedna, zdradzona Alicja.

Strzeliłam? Tak…

– Ile razy, Alicjo?

Pistolet drży mi w ręku. Wspomnienia wracają jak zza przerwanej tamy. Znów słyszę jego głos.

„Alicjo, nie! Kocham cię! Proszę…!”

Cztery kule. Pierwsza rozrywa mu wyciągniętą dłoń, przebija nagi tors. Jeszcze żyje. Trzy kolejne wystrzały wstrząsają sypialnią, aż drżą okna. Krew jest wszędzie. Luke pada na skłębioną pościel, tuż obok krzyczącej w szoku nagiej brunetki. Głupia zdzira! Nawet nie ucieka, gdy lufa przesuwa się w jej kierunku. Patrzy tępym wzrokiem, jakby nie dowierzała, co się dzieje. Kula maluje jej szkarłatny kwiat na czole, ściana za wezgłowiem nagle ocieka kroplami krwi.

Zabiłam ich oboje! Boże, jestem morderczynią… zasłużyli na to! Tak, miałam prawo.

– Miałam prawo! – Kropla potu ścieka mi po czole. Skóra na karku zaczyna swędzieć jak podrażniona papierem ściernym.

– Wszyscy je mamy, Alicjo.

Gwałtowny dźwięk z końca windy sprawia, że drżą mi zęby. Jakby ktoś rozciągał szkło, gniótł je i mielił. Nogi mi miękną, nie mogę wypuścić oddechu, mięśnie mam jak sparaliżowane.

Naciskam spust.

Rozbłysk odsłania na moment całą windę. Mrużę podrażnione nagłym światłem oczy, uszy kaleczy obezwładniający huk. Wypalony obraz w siatkówkach zostaje zaledwie cieniem, mimo to otwieram usta do krzyku.

– Boże!

Powyginane, pomarszczone ciało lustra wyciąga do mnie długie ręce z wykrzywionymi szponami.

A ponad nimi, ponad nimi…

Twarz z żółtymi włosami do ramion, wystającymi kośćmi policzkowymi i rozciągniętymi w ohydnym uśmiechu ustami.

Moja twarz!

Wciskam przycisk, puszczam, naciskam ponownie, raz za razem. Płomienie wychodzą z lufy, nadgarstek podskakuje, światło znów zalewa windę, ale zamykam oczy, nie chcę już widzieć tego czegoś, pragnę tylko zabić, zabić, zabić!

Nie wiem, czy trafiłam, kanonada odbiera mi słuch.

Czuję coś lepkiego i gorącego na bluzce. Rozlewa się powoli, coraz niżej i niżej.

 

***

 

 – Chert? Sprawdziłem, co chciałeś, ale federalni będą za pół godziny. Zabiorą nam sprawę, tak czy inaczej. Już, już, spokojnie. Kamery nagrały ją, gdy wchodziła do windy. Tak, zastrzeliła męża, kochankę i popędziła prosto do windy. Tak, jestem pewien, że była sama. W windzie też jest kamera. Między osiemnastym a dziewiętnastym piętrem zabrakło prądu i winda stanęła na pół minuty. Pewnie, że nie ma nagrania. Gdy światło wróciło, panienka już leżała martwa. Jak? Nie wiem. Paul mówi, że to samobójstwo, uwierzysz? Wpakowała sobie siedem kul w brzuch i piersi? Jasne…

Koniec

Komentarze

*SPOJLERY*

Pomysł jak najbardziej na plus, duży plus. Chyba każdy, kto doświadczył zdrady na własnej skórze potwierdzi, że potrafi ona rozbić najstabilniejszego emocjonalnie człowieka – przynajmniej na jakiś czas. To jest doświadczenie nieporównywalne z niczym innym, wprowadzające w zupełnie nieznane stany umysłu. Konfrontacja z wewnętrznymi demonami w ciasnej windzie, sam na sam ze sobą, bez drogi ucieczki – proste, a pozwala na bardzo dużo.

 

Próba opisania przeżyć zdradzonej kobiety, która dopiero co zabiła swojego chłopa i jego kochankę wymaga maestrii stylu. I to się niestety nie udało – styl jest dobry, zrozumiały, poprawny, ale nie oddaje wszystkiego, co jest do oddania. Porwałeś się Autorze na naprawdę trudne zadanie. 

 

Mimo iż jestem wielkim zwolennikiem szortów, ten pomysł zasługiwałby na większą objętość. Na szersze przedstawienie przejścia od pozorów normalności do pełnego szaleństwa, narastające z każdym pokonanym piętrem. Myślę, że dałbyś radę.

Hejka! 

No ja przyznam się również, że też nie przepadam za szortami, a zwłaszcza w horrorach, bo zanim poczuję jakiekolwiek napięcie, tekst już się kończy. No ale takie to są moje gusta. 

Twój tekst spełnia się w gatunku, bo mamy i postać w lustrze i ciemność w windzie, ok. Trochę mi jednak czegoś brakowało. Zakończenie okazało się dość przewidywalne, przynajmniej dla mnie. Tak więc mam takie mieszane uczucia co do tekstu. 

 

Stoję na korytarzu wyłożonym drobnymi kafelkami o kolorze szpitalnych sal, obok, w wielkiej doniczce, więdnie zielono brązowa roślina

→ Hmmm. Szpitalne sale to liczba mnoga, więc bardziej pasowałoby – o kolorach? Zresztą z tego co mi wiadomo, szpitalne sale mają różne kolory… więc nie do końca potrafię sobie wyobrazić jakie barwy miałeś na myśli ;p 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

Dzięki za opinie. Zastanawiałem się, czy wrzucić to jako horror, czy inne, może źle wybrałem. Sztucznie tekstu wydłużać nie chciałem, choć nie przeczę, że lepiej sprawdziłby się jako opowiadanie. Uwagi biorę do serca :) Szału nie ma, tragedii też nie, taki średniak.

więdnie zielono brązowa roślina – zielono-brązowa

 

Zero, gdzie jest zero? Już! – jeśli się nie mylę, to w Stanach nie ma 0, bo nie ma parteru – nasz parter to u nich pierwsze piętro

 

Wciskam palec – co to znaczy? 

 

Zgadzam się z Pliszką-Czajką, że czegoś zabrakło, by poczuć dreszcz grozy w trakcie lektury. Jest poprawnie, ale bez szczególnego klimatu. Z drugiej strony mnie nie łatwo przestraszyć, łatwiej i szybciej się wzruszę ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jako fan horrorów i slasherów oświadczam, że pomysł fajny. Ale jako ten sam fan dodam, że wszystko wiadomo od samego początku. Co samo w sobie złe nie jest, w końcu te formy są dość przewidywalne, ale czasem też miło byłoby dać się zaskoczyć. Wiec tak jak już napisano wcześniej… czegoś zabrakło. Chyba potrzeba dodać tu trochę więcej emocji i niepokoju.

A pomysł z windą, nie samo opowiadanie, skojarzył mi się od razu z filmem Diabeł z 2010 (John Erick Dowdle) – który umówmy się, do najwybitniejszych dzieł kinematografii nie należy, ale fajnie lawiruje pomiędzy tym, co bohaterzy wiedzą, a czego się z czasem dowiadują. I tak – lwia część akcji rozgrywa się w windzie ;)

Dzięki śniąca. O tym z zerem nawet nie wiedziałem. Chyba jednak trzeba zmienić z “horror” na “inne” :)

Taka mała dygresja… 

Oglądałam kiedyś film (amerykański), w którym główna bohaterka chciała zostać pisarką. Nie pamiętam, w którym stanie i mieście mieszkała (w USA oczywiście), ale w Nowym Jorku nigdy nie była. Jednak akcję osadziła w tej metropolii, opierając się na zdjęciach i opisach konkretnych miejsc. Wydawca odrzucił jej powieść, stwierdzając, że opisy są niewiarygodne. Udało jej się to poprawić, gdy poleciała do Nowego Jorku i sama na własne oczy, uszy i nos przekonała się, jak to wszystko wygląda. 

Koniec dygresji.

 

O tym z zerem nawet nie wiedziałem.

 

To są właśnie drobiazgi, które trzeba znać, żeby wiarygodnie osadzić gdzieś akcję. Niby jesteśmy w pewien sposób jedną wielką globalną wioską, ale w rzeczywistości między krajami, nawet o teoretycznie zbliżonej kulturze, jest ogrom różnic. A jak widać z dygresji – nawet na jeszcze bardziej lokalnym poziomie jest to odczuwalne. 

 

Swoją drogą, dlaczego osadziłeś akcję w NY? To się może dziać gdziekolwiek, choćby w Poznaniu, Wrocławiu, czy Szczecinie. No bo niby dlaczego nie? Skąd te ciągoty do amerykanizowania wielu rzeczy na siłę?

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca chciałem wybrać miejsce, gdzie dostęp do broni jest tak swobodny, że zwykła kobieta nie miałaby problemu z zakupem pistoletu. To był chyba jedyny powód. Rozumiem o czym mówisz i ogólnie się zgadzam, ale uważam, że nie ma też co wchodzić za bardzo w szczegóły. Czytałem fantasy jakiegoś profesora, który doskonale znał średniowieczne płatnerstwo, taktykę, zwyczaje itd. i miał tego pełno w tekście, a sama książka zbyt dobra nie była :)

Zanais, cześć :) Opowiadanie całkiem w porządku. To znaczy zabrakło pewnych emocji, czasu na zbudowanie odpowiedniego nastroju itd., ale tu w zasadzie powtarzałbym po poprzednikach. Momentami ciekawie napisane, choć jak dla mnie trochę za bardzo latałeś między czasami narracyjnymi. Ogółem czytało się całkiem nieźle :) A co do drobiazgów w tekstach, owszem, według mnie są bardzo istotne. Podnoszą bowiem jakość dzieła oraz pokazują zaangażowanie autora w dany tekst. ALE, o ile jest to dość istotne w dłuższych formach, powieściach itd., o tyle w takich szorcikach są to dla mnie raczej dodatkowe, przyjemne smaczki, a nie konieczność. Pozdrawiam! :)

Śniąca chciałem wybrać miejsce, gdzie dostęp do broni jest tak swobodny, że zwykła kobieta nie miałaby problemu z zakupem pistoletu.

To Moskwa też byłaby świetną lokalizacją ;)

Albo – o czarnym rynku nie słyszałeś? Dla chcącego nic trudnego ;)

 

(Droczę się)

 

 

Co do profesora – wiedza niekoniecznie równa się umiejętności jej przekazania – czy to na wykładzie, czy w formie literackiej.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka