- Opowiadanie: Clariosis - Boska Makabra: Filozof - Rozdział 1 (Część 1)

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 1 (Część 1)

Witam wszystkich bardzo serdecznie. :) To nie pierwszy raz gdy publikuję tę powieść, ale pierwszy raz na Nowej Fantastyce. Całość jest już skończona i przygotowywana powoli do nadania ISBN i wydruku – mimo to postanowiłam, że wszystko co zostanie przeze mnie napisane, w formie elektronicznej będzie darmowe. Stąd moja decyzja o założeniu tu konta i podzieleniu się swoją twórczością z innymi, być może w sam raz przypadnie wam do gustu. :) Po całość zachęcam zajrzeć na dysk google:

https://drive.google.com/drive/folders/118l8KcGFMpsSKnF7s0rVrdKn3uHku0Tg

Pozdrawiam i życzę miłej lektury. :) 

Oceny

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 1 (Część 1)

Na tym świecie są dziwy, które nawet filozofom się nie śniły – przekonał się pewnej nocy filozof, który zaprzecza, że nim jest. Wyruszy w podróż, by spełnić życzenie swojego brata, kładąc własne życie na szali. Czy prawda, której nigdy nie chciał uznać, okaże się błogosławieństwem, a może najgorszą klątwą? Oto historia Edwarda z Rebellar, młodego mężczyzny, który porzucił sceptycyzm, by przywrócić uśmiech na twarzy swych bliskich.

Czas Boskiej Makabry nadszedł.

Pisane od 28.06.15 do 22.01.19

 

***

(…) Istotą zaiste był potężną, lecz równie przebiegłą. Ktokolwiek go ujrzał mówił potem, iż lśnił jaśniej, niż słońce o poranku, a to dlatego, że miał rzekomo ze złota być cały zrobiony… Świadectwa te jednak pod głęboką wątpliwość podaję, zważając na figlarną i bezczelną jego naturę. Najpewniej ułomne ludzkie oko oszukiwał złotymi szatami, które nosił dumnie, póki go nie potępiono.

(…) Ludzi dobierał ostrożnie, nocami nawiedzając i szepcząc, że jest w stanie dać im to, czego najbardziej pożądają, jeżeli tylko zagrają w brutalną grę o spełnienie jednego, dowolnego życzenia. Mógł być to zarówno cud, jak i przekleństwo! Strzeżcie się więc wy, którzy wierzycie w Niebieskie Oczy Wszechświata, godziny Boskiej Makabry! Strzeżcie się gry i pokusy, którą rządzi Bożek Życzeń! Strzeżcie się, albowiem nawet najszlachetniejsze intencje pod jego pieczą brukane są krwią i mrokiem!

~ Rin via Kavaru, „Panteon Dwunastu”

 

 

Rozdział 1

Wątpi, więc myśli

Myśli, więc jest

 

 

 Niektóre rzeczy powtarzają się codziennie, niemalże tak samo – słońce wstające „przegania” mrok nieba rozpoczynając kolejny dzień, dla jednych ciężki, dla innych piękny, a jeszcze dla innych smutny i pogrążony w rozpaczy. Dopiero z czasem dostrzegłem jak wiele różnych spojrzeń można mieć na jedną rzecz… Przykładowo, dla mnie wschód słońca jest wyjątkowy, jak i smutny. Wyjątkowy, gdyż dostrzegam złote, letnie pola oświetlone blaskiem ciepłych, życiodajnych promieni, budzące się ptaki, które przeczesują dziobami pióra i wyruszają na poszukiwanie pożywienia, a także widzę, jak granatowe niebo miesza się z przyjemnym, jasnym błękitem… i właśnie tu zaczyna się rzecz smutna, o jakiej powiadam – patrząc nocą w niebo widzę świateł tysiące, miliardy… a jednak niebo nadal jest puste i czarne. Czy właśnie nie takie jest nasze życie i nasz świat? Jest nas miliardy, a jednak nadal nie możemy znaleźć swojego miejsca na wielkim świecie i jest… pusto. Gwiazdy są niemalże takie jak my. Gdy jedna zniknie, zauważą to tylko nieliczni, a świat nadal trwa. I smutne jest to, że często ukrywamy żałosność naszego kruchego istnienia pod fałszywymi uśmiechami i kłamstwami, tak jak gwiazdy chowają się za błękitnym niebem. A nawet, jeśli jesteśmy szczerzy z naszymi uczuciami – tymi pozytywnymi, jak i negatywnymi – to kiedyś i tak zanikniemy. Albo w blasku chwały, lub w cieniu nędzy. Więc czy istniejemy naprawdę, skoro po naszym życiu zostawiamy praktycznie znikomy ślad i znikamy na zawsze?

 

Drobne beżowe łapki przesunęły karteczkę rękopisu, czytając go ze skwaszoną miną. Pomarańczowe, niezwykle jasne oczy wpatrywały się w każde słowo, napisane starannym, niemalże kaligraficznym pismem. Fenek, który siedział na ziemi, otoczony podobnymi notatkami, czytał je zawzięcie, jednak z pyszczkiem wykrzywionym i znudzonym. Po przeczytaniu złapał w usta jedną karteczkę, po czym drugą i trzecią… układał je na kupce na biurku, na której powinny leżeć od wieczora, jednakże jak zawsze rano nudziło mu się, więc zrzucił ich kilka ogonem na ziemię. Fenek ten był samiczką, na co mogły wskazywać długie rzęsy i zadbana, ruda długa grzywka. Usiadł na biurku próbując zabić czas, uderzał w nie ogonem, wystawiał język, drapał się w ucho. Wyjrzał przez okno, słońce leniwie wznosiło się zza horyzontu, było bardzo wcześnie rano. Mocno westchnął.

Zeskoczył z biurka i zaczął iść przez korytarz. Dom był dobrze zbudowany, z dużymi pokojami, pięknie ozdobionym dziedzińcem i porządnie zrobionym murem. Nie był jednak aż tak duży jak mogłoby się wydawać, zamożni mieszkańcy z miasta mogli pochwalić się naprawdę monumentalnymi domami, w porównaniu z nimi ten wydawał się malusieńki. Jednakże, na standardy wsi, jaką była Rebellar, dom ten sprawiał wrażenie wielkiego. Otoczenie wokół było praktycznie pustynne, choć gdzieniegdzie rosła trawa, małe krzewy i drzewa. Pustynny krajobraz rujnował widoczny z daleka zielony las, istne dzieło sztuki magicznej. W normalnych okolicznościach niemożliwym byłoby, by w takim klimacie rosła tak bujna zieleń, lecz magia już nie takie cuda sprawiała. Nikogo już nie dziwił jej postęp.  

 Fenek wspinał się po filarach, w końcu wskoczył na jedną ze ścian i wszedł przez malutkie okienko znajdujące się na samej górze. Upadł z cichym piskiem. Wylądował na ziemi z kilkoma książkami, na które wpadł, upadając. Szybko wstał i otrzepał się, porozglądał się po pokoju, gdy dostrzegł młodego chłopaka śpiącego między książkami – to do niego przyszedł. Opuścił uszy, ponownie wykrzywił pysk i mocno westchnął. Zaczął uderzać puchatym ogonem w podłogę, a po chwili podszedł do jednej ze sterty książek i tylnymi kończynami kopnął w nie. Runęły na podłogę, budząc chłopaka śpiącego na ziemi. Z wrednym uśmiechem oznajmił:

 – Kalimera(1)! Nie wiem ile jeszcze miałeś zamiar spać, jednak dosyć tego, skarbie. Robota czeka i mógłbyś przestać czytać te swoje durnowate ksią…  

Zbudzony chłopak wygodnie usiadł na stołku, z otwartą książką w dłoniach i czytał ją spokojnie, skupiony. Beżowy fenek wyglądał tak, jakby zaraz miał eksplodować z nerwów – wskoczył na drugi stołek, po czym na biurko, dokładnie przed chłopakiem. Wskoczył na książkę którą trzymał i spojrzał na jego twarz. Ten spokojnie przesunął wzrok na zwierzę i kilka razy mrugnął.  

– Odejdź, przeszkadzasz – powiedział bez emocji, po czym znowu zaczął czytać.

 – DZIWAKU, ZOSTAW W KOŃCU TE KSIĄŻKI! – warknął fenek, po czym przednimi łapkami mocno nacisnął na książkę, wytrącając ją chłopakowi z rąk, po czym upadł razem z tomikiem na biurko. Zwierzak zbliżył się do jego twarzy, przymknął oczy i zrobił poważną minę. Ten złapał go za uszy, po czym położył na ziemi i wrócił do czytania. Fenek znowu warknął.  

 – Hej… to może przynajmniej skusisz się na zobaczenie mojego nagiego ciała, a nie ciągle czytasz te książki, hm? – powiedział z durnowatym uśmieszkiem, oczekując jego reakcji.

– Głupia… Musisz się ze mną tak głupio drażnić każdego ranka? – westchnął nie odrywając wzroku od książki. – Poza tym to by była pedofilia. I zoofilia… skoro jesteś w tej formie.

 – Pff. –Parsknął fenek śmiechem. – I właśnie teraz straciłeś swoją jedyną szansę w całym życiu, by zobaczyć nagie kobiece ciało, bęcwale.  

– Jedyną? Dlaczego tak myślisz?

– A jaka chciałaby kogoś takiego jak ty? Blondasa, który wypisuje na papierze dziwne przemyślenia, frajera, który czyta chore książki i najważniejsze; BLONDASA O DZIWNEJ MORDZIE? – Wskazał oskarżająco łapką na jego twarz. Chłopak miał złote, niczym promienie słońca długie włosy zapięte w kucyk, jasne zielone oczy i lekko zaokrąglone policzki. Jego odzienie składało się z czarnej kurtki, narzuconej na czarną podkoszulkę i czarnych spodni. Buty jakie nosił były ciężkie, wojskowe, odstawione na obok, gdyż ściągnął je do spania.

– Mam dziwną twarz? – spytał, nadal wpatrzony w książkę.

– Oczywiście; okrągły ryj, długi nochal, wielkie, wytrzeszczone ślepia, uśmiech niczym skurcz mięśni, kucyk niczym dziewczynka!

Wyjrzał w końcu zza książki i spojrzał w dosyć zamazane lustro. Pomacał siebie po nosie, po policzkach i ustach, raz się nawet na chwile uśmiechnął.

– No przestań, wcale nie mam wytrzeszczu i długiego nosa. –Zanim skończył oglądanie siebie w lustrze, na głowę wskoczył mu fenek. Nacisnął łapami na jego policzki i wyszeptał:  

– Głupi frajer z dziwną mordą – powiedział to, jakby chciał to zaśpiewać.

– Ruda małpa z okropnym charakterem – odpowiedział z uśmieszkiem.

– Cooo? – Ześliznął się z jego głowy i zawisł na kucyku, pociągając mocno. Chłopak wykrzywił się przez ból ciągnięcia, złapał zwierzaka delikatnie za kark i położył na biurku.

 – Auć… Dobrze, nie denerwuj się – powiedział śmiejąc się i drapiąc tył głowy. – Nigdy się nie zmienisz, zawsze rano musisz robić te idiotyczne, pozbawione sensu dogryzki.  

– Żeby nie było ci nudno, Edziu. Znowu czytasz te swoją filozofię? – spytał fenek, patrząc na książkę.

– Tak. Przygotowuję się w końcu by pójść na uczelnię. Na Yodiarską akademię byle kogo nie przyjmują.

 – I zacząłeś pisać jeszcze dziwniejsze teksty, odkąd się dobrałeś do tego tematu.

– Kasei, znowu czytałaś moje notatki?

– Nooo… – przyznała ze wstydem. – Bo jak śpisz to nudzi mi się, bo nie mogę cię nawyzywać, więc jest nudnawo.  

– To śpij dłużej, albo znajdź sobie zajęcie. – Westchnął i się uśmiechnął. – Chyba, że zajęciem porannym dla ciebie, gdy ja leżę między książkami jak jakiś pijaczyna, jest czytanie moich notatek, to proszę bardzo. Nie ucierpię na tym.  

– Ale ucierpisz przez wyzwiska.

– No co ty, mam twoje zdanie gdzieś. – Wystawił do niej język, a ona podrapała go po nim. Edward jęknął przez to, a Kasei uciekła z obrzydliwym uśmiechem. Zadrapanie nie było jednak zbyt mocne, Ed przypomniał nagle sobie, że ma dziś trochę do roboty.

 – Kasei, chodź, dam ci przekąskę, zanim wyruszymy, byś potem nie marudziła, że jesteś głodna. Jak wrócimy to coś upichcę.

 – Zatrutą?  

– Pogięło cię już do końca – zaśmiał się. – Wejdź w ludzką formę, usiądziesz normalnie.  

Ed wyciągnął ze schowka jabłko, po czym postawił je na biurku. Nim się obejrzał, obok niego przebiegła dziewczynka w wieku na oko dziesięciu lat. Miała długie rude włosy, ciemną opaloną karnację i mocno pomarańczowe oczy, ubrana w żółtą koszulkę z narzuconym brązowym bolerkiem i dość krótkie brązowe spodenki. Wzięła jabłko i spożyła je w mgnieniu oka, miażdżąc kawałki ostrymi, lisimi zębami. Z głowy wyrastały jej beżowe, fenkowe uszy, dokładnie takie same jakie miała pod swoją zwierzęcą formą.

– A gdzie wyruszamy? – spytała Kasei.

– Musimy iść do miasta odnowić rejestrację, mam też odebrać Peterowi jakieś ziółka… Ech, nie mogę mieć nawet chwili spokoju, bo Jan i Peter buszują i wymyślają nowe leki…

 – To chyba dobrze, nie? Dzięki temu wiele ludzi i zwierzako–ludzi zostało uratowanych. – Nadal jednak nie mają lekarstwa na jedno… – westchnął. – Ale dobrze. Dochodzi szósta, więc trzeba powoli się wybierać. Zjadłaś już?  

– Owszem. –Wstała i podeszła do chłopaka.

– No to ruszajmy do miasta.

 

(1) Z greckiego –„dzień dobry” 

Koniec

Komentarze

Clariosis, skoro to tylko pierwsza część, a nie skończone opowiadanie, bądź uprzejma zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Już zmieniłam, wybacz za pomyłkę. :) 

Ależ nie ma co wybaczać, nic się nie stało. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Autorko, bardzo mi to przykro pisać, ale na Twoim miejscu dałabym sobie spokój z tym ISBN i wydrukiem. Druk kosztuje, a niestety – na tyle, na ile miałam siły i cierpliwość brnąć przez ten tekst – to się na razie nie nadaje do czytania. Selfpub to oszukiwanie samego siebie, że się wydało książkę – a jeśli ten wydruk będzie w wydawnictwie vanity, to jeszcze gorzej. Chyba że przez “wydruk” rozumiesz darmowy pdf – ale wtedy też powinnaś poprosić jakąś życzliwą duszę o redakcję albo za tę redakcję zapłacić.

Nie desperuj, próbuj pisać, szlifuj warsztat, ale nie opatruj wszystkiego, co zdołasz napisać, ISBN, bo to nie jest droga do bycia pisarzem. W kwestii szlifowania i zostawania pisarzem – polecałabym napisać krótkie zamknięte opowiadanie (fragmenty większych całości nie cieszą się tu popularnością, ja zerknęłam w ramach prokrastynacji) i opublikowanie go tutaj, następnie zapoznanie się z uwagami krytycznymi i przemyślenie ich, a następnie zastanowienie się nad tą “powieścią” i jak ją poprawić, żeby nadawała się do czytania.

 

Już przedmowa nie nastraja pozytywnie, bo w jednym krótkim fragmencie zdania robisz dwa błędy: interpunkcyjny i gramatyczny.

To nie pierwszy raz[+,] gdy publikuję powieść

 

Tekst też jest bez bardzo solidnej i wszechstronej redakcji niepublikowalny – pomijając, że nic się w tym fragmencie nie dzieje, co zachęcałoby do dalszej lektury, pomijając błędy w zapisie dialogów i inne technikalia, szwankuje język, styl, zobacz np. takiego potworka:

niemożliwym byłoby, by w takim klimacie

Inne przykłady problemów (nie wszystkie! takie dość przypadkowo wyłapane)

Niezwykle mocno i zirytowanie westchnęła.  

To nie jest po polsku. Można westchnąć głośno i z irytacją, ale nie mocno i zirytowanie. (Tzn. konkretnie frazę “westchnąć mocno” internety podsuwają dla osiemnastowiecznego wydania Biblii, a Ty nie archaizujesz).

 

słońce wstające „przegania” mrok nieba

Po co ten cudzysłów?

 

a po chwili podeszła do jednej ze sterty książek i tylnymi kończynami kopnęła w nie

Fatalny szyk. Może powinnaś czytać to, co napiszesz, na głos, niektórym to pomaga. I do czego podeszła? Jednej z książek? Jednej ze stert?

 

Runęły na ziemie, budząc chłopaka śpiącego na ziemi.

Po pierwsze, na ile ziemi runęły, po drugie powtórzenie.

 

to może przynajmniej skusisz się na zobaczenie mojego nagiego ciała, a nie ciągle czytasz te książki

Kolejne zdanie nie po polsku.

 

I tak dalej.

 

Pisane od 28.06.15 do 22.01.19

To jest wewnętrzne wobec świata przedstawionego czy odautorskie?

 

Aha, “kalimera” nie jest “z greckiego” (”z” greckiego to jest np. ksenofobia), ale po (nowo)grecku. A przypis kompletnie niepotrzebny, przypisy w literaturze to w ogóle zuo. Jeśli uważasz czytelnika za idiotę, który nawet jeśli nie wie, to się nie domyśli albo nie umie sprawdzić, wytłumacz to sprytnie (!!! nie łopatologicznie) w tekście. Na dodatek, jeśli ten grecki nie gra żadnej znaczącej roli w dalszym tekście, bo tu nic na to nie wskazuje, to w ogóle jest od czapy i nie wiadomo, po co.

 

http://altronapoleone.home.blog

A przypis kompletnie niepotrzebny, przypisy w literaturze to w ogóle zuo. Jeśli uważasz czytelnika za idiotę, który nawet jeśli nie wie, to się nie domyśli albo nie umie sprawdzić, wytłumacz to sprytnie

Dlaczego? Grzesiek Wielgus ma u siebie przypisy. Czytam teraz Moby Dicka wydanego przez Zieloną Sowę i też są tam przypisy.

Autorko, bardzo mi to przykro pisać, ale na Twoim miejscu dałabym sobie spokój z tym ISBN i wydrukiem. Druk kosztuje,

Po co te uwagi? Dziewczyna mówi, że się dzieli twórczością za darmo i z pasji, to niech się dzieli. To fajnie. Roztaczanie aury elitaryzmu nic dobrego nie zdziała.

to się na razie nie nadaje do czytania

Są błędy. Jest źle zapisany dialog. Ale do czytania się nadaje.

Bohaterowie są sympatyczni i przekomarzają się w sposób, który budzi uśmiech. Zakłuło mnie, że dziesięcioletnia dziewczynka opowiada, nawet w żartach, o nagim ciele – darowałbym to sobie, trochę to niesmaczne. Ale fragment zaciekawił mnie na tyle, że chętnie przeczytałbym, co dalej. Zwłaszcza, że wybór filozofa na protagonistę obiecuje ciekawe rozważania i poruszenie tematów, których fantasy rzadko dotyka.

Wyimki z notatek pokazują, że chcesz opowiedzieć o czymś, co jest dla Ciebie ważne, i zastanawiam się, w jaką stronę zostanie rozwinięty ten wątek. Przewiduję nawiązania do różnych filozofów znanych z naszego świata i ciekawi mnie, jak ich myśl będzie się wiązać z rozwojem fabuły.

Warsztatowe braki do naprawienia, ale może lepiej zrobić to w całości, na pliku powieści, a nie po kawałku.

The fair breeze blew, the white foam flew, The furrow followed free: We were the first that ever burst Into that silent sea.

Tekst nie w moim stylu, zapewne bardziej skierowany do młodego czytelnika, ale nieprawdą jest stwierdzenie, że to się absolutnie nie nadaje do czytania. Na pewno czeka Cię sporo pracy. Musisz m.in. poprawić dialogi, wyszlifować interpunkcję. Może za kilka lat wyjdzie z tego całkiem udana powieść dla dzieci.

 

Możesz, a nawet powinnaś luknąć tu:

http://artefakty.pl/page/zapis-dialogow

https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/#klopotliwe_uslyszal

 

Co do przypisów, to ja cenię, kiedy pojawiają się w tekście (oczywiście okazjonalnie i z uzasadnionej przyczyny). Denerwuje mnie sytuacja, gdy bohater przemawia w nieznanym mi języku, a ja potem muszę tłuc się z translatorami. W każdym razie możesz mimo uszu puścić uwagę, jakim to nieszczęściem i apokalipsą w powieści jest zastosowany od czasu do czasu przypis.

 

 

Dziękuję wisielcu i Piotrze za komentarze. Co do opinii powyżej absolutnie nie mam zamiaru się do niej odnosić, bo brak okazanego mi szacunku a wręcz podchodzenie do mnie lekceważąco nie sprawia, bym miała ochotę podejmować jakąkolwiek dyskusję. Powieść jak to powieść, można ją kochać bądź nienawidzić, każdy ma do tego prawo i tego nie kwestionuję, ale zachowajmy trochę kultury wobec drugiej osoby, naprawdę. 

Piotrze – dzieciom raczej nie polecam, gdyż brutalność i przekleństwa się przelewają, podjęłam też trochę ciężkich tematów, można to raczej pod młodzieżówkę podpiąć, choć miałam dwa razy starszego ode mnie czytelnika któremu się bardzo spodobało i dzięki któremu tutaj między innymi trafiłam. Ale dziękuję za bardzo szczerą opinię i podanie mi artykułów! Z tymi dialogami to już ogarnęłam więc teraz się już będę stosować do zasad, a w razie wątpliwości dopytam kogoś mądrzejszego, z interpunkcją gorzej, ale w końcu może się uda. :) 

wisielec – bardzo dobrze odgadłeś moje intencje. Pisanie to dla mnie pasja a nawet sposób życia i przez to prostu chcę się ze światem podzielić tym, co jest dla mnie ważne. Nie jestem specjalistą od poprawności językowej przez co popełniam błędy, co nie sprawia, że nie mam ochoty ich poprawiać – mam, bo naprawdę staram się w tym, co robię i dążę do ciągłego rozwoju. Moja chęć nadania numeru ISBN i wydrukowania książki jest czysto osobista i nie widzę powodu dla którego miałabym z tego rezygnować, skoro mnie to cieszy, plus znalazły się osoby chętne na kopię fizyczną. Uwielbiam drukowane książki, kilka razy nawet sama bloki zszywałam i oprawiałam, więc jest to po prostu przyjemność. :) 

Jeżeli jednak interesuję Ciebie ciąg dalszy, to zachęcam do kliknięcia w link który dałam w notatce. Zgadzam się również z tym, że żart wychodzi niesmacznie, ale taki był mój zamysł, by potem pokazać przemianę bohaterki w kogoś bardziej dojrzałego. Ale rozumiem i jak najbardziej szanuję opinię, że mogło to komuś nie przypasować, dalej już nie ma takich głupkowatych żartów. ;) 

Pozdrawiam serdecznie. 

 

Akurat pierwsza wypowiedź była jeszcze uprzejma. Na tym forum i tak nie jest źle. Prawdziwa toksyczność, wręcz pokaz chamstwa i buractwa to domena facebookowych grupek. Cóż, taki mamy polski fandom.

 

Na twoim miejscu wstrzymałbym się jeszcze jakiś czas z publikacją, podciągnął w pisaniu i może uderzył do jakiegoś wydawnictwa, które szuka młodzieżówek. Sądzę, że taki sukces (jeśli Ci zaproponują współpracę) będzie lepiej smakował.

Nie widzę w komentarzu Drakainy śladu braku szacunku. Wskazała uprzejmie usterki i udzieliła pewnych rad. 

 

Co do przypisów – moim zdaniem kwestia względna. Bywają zbędne, bywają przydatne, bywają zabawnym uzupełnieniem narracji (jak u Pratchetta). Nie wszystkie są złem.

 

Za to Drakaina ma rację, że tekstowi należy się bardzo porządna korekta i redakcja. Literówki to najmniejszy problem. Kilka przykładów ode mnie, na podstawie tylko jednego, małego fragmentu: 

 

Pomarańczowe, niezwykle jasne oczy wpatrywały się w każde słowo, napisane niezwykle starannym, niemalże kaligraficznym pismem. Fenek, który siedział na ziemi, otoczony podobnymi notatkami, czytał je zawzięcie, jednak z pyszczkiem wykrzywionym i znudzonym. Po przeczytaniu złapał w usta jedną karteczkę, po czym drugą i trzecią… ustawiał je na kupce na biurku, na której powinny leżeć od wieczora, jednakże jak zawsze rano nudziło mu się, więc zrzucił ich kilka ogonem na ziemie, nie robiąc zbyt dużego hałasu. Fenek ten był samiczką, na co mogły wskazywać długie rzęsy i zadbana, ruda długa grzywka. Usiadła na biurku próbując zabić czas, uderzała w nie ogonem, wystawiała język, drapała się w ucho. Wyjrzała przez okno, słońce leniwie wznosiło się zza horyzontu, było bardzo wcześnie rano. Niezwykle mocno i zirytowanie westchnęła.  

 Zeskoczyła z biurka i zaczęła iść przez korytarz. Dom był niezwykle dobrze zbudowany, z dużymi pokojami, pięknie ozdobionym dziedzińcem i porządnie zrobionym murem.

 

niezwykle  – za dużo powtórzeń, zwłaszcza, gdy są w jednym zdaniu; można część albo napisać inaczej, albo wywalić (co to znaczy niezwykle dobrze zbudowany? po co tu to niezwykle?)

usta – czy lis ma usta? to powiedzmy, że jest kwestia sporna, ale na pierwszy rzut oka wygląda ciut dziwnie

ustawiał  – jeśli chodzi o kartki papieru, to raczej nie – bo niby jak? układał będzie odpowiedniejszym słowem

Po przeczytaniu złapał w usta jedną karteczkę, po czym drugą i trzecią… ustawiał je na kupce na biurku, na której powinny leżeć od wieczora, jednakże jak zawsze rano nudziło mu się, więc zrzucił ich kilka ogonem na ziemienie robiąc zbyt dużego hałasu. – na razie to zdanie w całości – za długie, przekombinowane, gubią się w nim podmioty; do czego/kogo odnosi się mu? Jasne, można się domyślić, ale po co się potykać na czymś takim? 

ziemie – literówka to jedno, drugie to niewłaściwe słowo; jak się domyślam scena rozgrywa się we wnętrzu domu, czyli na podłogę

nie robiąc zbyt dużego hałasu – cały ten fragment jest zbędny – kartki z definicji nie robią hałasu

uderzała w nie ogonem – w co? do czego odnosi się nie?

Niezwykle mocno i zirytowanie westchnęła. – o tym już pisała Drakaina

A teraz wracam do Fenek usiadła – Fenek jest słowem rodzaju męskiego. Nawet jeśli napiszesz, że to samiczka, to nie możesz pisać fenek usiadła, podrapała itd. Dasz jej żeńskie imię i będziesz je stosować – to proszę bardzo. Do tego masz w tej kwestii miszmasz, bo stosujesz żeńską i męską formę czasowników naprzemiennie. Tak się nie robi. 

 

To chyba tyle z tego fragmentu. A można tak dłużej, po kolei lecąc przez następne akapity. 

 

Chociaż jeszcze jeden przykład: 

 

Otoczenie wokół było praktycznie pustynne, choć gdzieniegdzie rosła trawa, małe krzewy i drzewa. Pustynny krajobraz rujnował widoczny z daleka zielony las, istne dzieło sztuki magicznej. W normalnych okolicznościach niemożliwym byłoby, by w takim klimacie rosła tak bujna zieleń, lecz magia już nie takie cuda sprawiała.

 

Kompletnie nie kupuję tego. Albo pustynia, albo las – oba na raz się wykluczają. Widzę tu dwie opcje – magia sprawiła, że:

a) las jest prawdziwy – wyrósł na pustyni, ale wtedy to już nie pustynia,

b) las jest iluzją – ale jeśli tak, to wypadałoby to jakoś zaznaczyć.

 

Więcej, a z pewnością o pomyśle, nie napiszę na podstawie tak mikrego fragmentu, z którego nic nie wynika. Do reszty raczej nie zajrzę, bo to, co przeczytałam, mnie nie zachęciło. Z jednej strony za dużo tu usterek, z drugiej być może nie jestem tzw. targetem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo przydał mi się Twój komentarz. :) Zaraz ogarnę te zaimki i pozmieniam na męskie i naprawię to co zaznaczyłaś. Dzięki. 

Mówiłam, że przyjdę? To jestem.

filozof, który zaprzecza, że nim jest

Kapkę to niezręczne. Zrozumiałe, ale niezręczne.

 życzenie swojego brata

"Swojego" możesz wyciąć, jeśli mowa o jakimś bracie, przyjmujemy, że chodzi o brata osoby, o której była mowa.

kładąc własne życie na szali

Szyk: kładąc na szali własne życie.

 Czy prawda, której nigdy nie chciał uznać, okaże się błogosławieństwem, a może najgorszą klątwą?

Czy autorzy kiedykolwiek się nauczą, że ściana nic nie znaczących klisz nie brzmi mądrze?

 który porzucił sceptycyzm, by przywrócić uśmiech na twarzy swych bliskich.

What in the blue blazes does that mean? Ponadto – cały ten akapit wygląda mi raczej na to coś, co się pisze z tyłu okładki (jak to się nazywa, nigdy nie pamiętam) i czego nikt nie czyta, bo chce czytać książkę, a nie streszczenie trzech pierwszych rozdziałów pióra kogoś, kto jej nigdy nie miał w ręku.

 Czas Boskiej Makabry nadszedł.

Purpurowe. Bardzo. Purpurowe jak staza (Panteon Dwunastu skojarzył mi się nieodparcie z Wakfu. Jestem skrzywiona…)

 Istotą zaiste był potężną, lecz równie przebiegłą.

Równie przebiegłą jak?

 Ktokolwiek go ujrzał mówił

Ktokolwiek go ujrzał, mówił.

 miał rzekomo ze złota być cały zrobiony

Przesadzasz z tą archaizacją. Efekt wychodzi… nie wychodzi.

 pod głęboką wątpliwość podaję

Podaje się w wątpliwość.

 Najpewniej ułomne ludzkie oko oszukiwał

Szyk: Najpewniej oszukiwał ułomne ludzkie oko.

 Ludzi dobierał ostrożnie, nocami nawiedzając

Znaczy, dobierał ostrożnie tych do nawiedzania, czy co?

Mógł być to zarówno cud, jak i przekleństwo!

Ani to gramatyczne (składnia!) ani sensowne. "Cud" to złamanie praw fizyki, nigdzie nie jest napisane, że musi być po naszej myśli.

 Strzeżcie się więc wy

Strzeżcie się więc, wy. Przed wołaczem zawsze przecinek.

 którzy wierzycie w Niebieskie Oczy Wszechświata, godziny Boskiej Makabry! (…) najszlachetniejsze intencje pod jego pieczą brukane są krwią i mrokiem!

… seriously?

 słońce wstające

Przeczytaj to na głos. Dobrze brzmi?

„przegania” mrok nieba

Metafor nie bierzemy w cudzysłów. https://sjp.pwn.pl/zasady/98-Cudzyslow;629866.html

 pogrążony w rozpaczy

Dlaczego dzień miałby rozpaczać?

 dostrzegłem jak wiele różnych spojrzeń można mieć na jedną rzecz…

Nie po polsku. Dostrzegłem (lepiej – zrozumiałem), na ile sposobów można patrzeć na jedną rzecz.

 Przykładowo

Na przykład.

jest wyjątkowy, jak i smutny

Frazeologia: jest zarówno wyjątkowy, jak smutny. Albo: jest zarazem wyjątkowy i smutny. Albo…

 gdyż dostrzegam

A gdyby bohater normalnie widział, to by wpłynęło na jego charakterystykę? Nie nabijam się tu, tylko zwracam uwagę na fakt, że facet, który mówi o sobie, że "dostrzega", ukazuje się w określonym świetle. Może Ci o to chodzić. Ale nie musi.

złote, letnie pola oświetlone blaskiem ciepłych, życiodajnych promieni

Purpura. Przecinki zbędne. (Kłania się rozbiór logiczny zdania.)

granatowe niebo miesza się z przyjemnym, jasnym błękitem

Bez przecinka. Metafora niespójna – mieszają się kolory, ale nie niebo z kolorem.

rzecz smutna, o jakiej powiadam

Rzecz, o której. Ludzie, "jaki" obejmuje klasę, indywiduum – tylko "który". Ponadto "powiadam" jest strasznie zadęte.

 patrząc nocą w niebo widzę świateł tysiące,

Dziwny szyk nie czyni poezji.

 a jednak niebo nadal jest puste i czarne

Anglicyzm. "Still" tłumaczy się nie tylko "nadal" ale także "jednak". Naprawdę wystarczy tu jedno "jednak".

Jest nas miliardy, a jednak nadal nie możemy znaleźć swojego miejsca na wielkim świecie

Jak wyżej. Miejsca w świecie.

 Gwiazdy są niemalże takie jak my

Takie, jak my.

 I smutne jest to, że często ukrywamy żałosność naszego kruchego istnienia pod fałszywymi uśmiechami i kłamstwami

Wiesz, biorę pod uwagę Twój młody wiek, ale to bardzo nastoletnia refleksja.

 uczuciami – tymi pozytywnymi, jak i negatywnymi

Na jutro tysiąc razy tę definicję: https://sjp.pwn.pl/szukaj/pozytywny.html

 kiedyś i tak zanikniemy

Jak już, to znikniemy.

 skoro po naszym życiu zostawiamy praktycznie znikomy ślad

Skracaj, skracaj, skracaj. Ja napisałabym: skoro zostawiamy po sobie tyle, co nic.

 łapki przesunęły karteczkę rękopisu, czytając go ze skwaszoną miną

Mogę przyjąć, że rękopis był Braillem, ale nie, że łapki miały minę.

 napisane starannym, niemalże kaligraficznym pismem

Powtórzenie. "Niemalże" to bardzo zadęte słowo, unikaj go.

Fenek, który siedział na ziemi, otoczony podobnymi notatkami, czytał je zawzięcie, jednak z pyszczkiem wykrzywionym i znudzonym. Po przeczytaniu złapał w usta jedną karteczkę

Dobra, bo dostaję oczopląsu. To jest coś w stylu anime, inteligentne zwierzątka? I zdecyduj się, usta albo pyszczki.

 układał je na kupce na biurku, na której powinny leżeć od wieczora, jednakże jak zawsze rano nudziło mu się, więc zrzucił ich kilka ogonem na ziemię

Bałagan. Układał je na biurku, na kupce, jak powinny leżeć, ale, jak zawsze rano, nudziło mu się, więc zrzucił ich kilka ogonem na ziemię.

 Fenek ten był samiczką, na co mogły wskazywać długie rzęsy i zadbana, ruda długa grzywka.

Tylko w kreskówce. I mogłaś to powiedzieć zaraz na początku.

 Usiadł na biurku próbując

Usiadła na biurku, próbując. Skoro już wiemy, że to samiczka.

 Mocno westchnął.

Wzdycha się głęboko.

 Nie był jednak aż tak duży jak mogłoby się wydawać

Nie był jednak aż tak duży, jak mogłoby się wydawać. A czemu miałoby?

 zamożni mieszkańcy z miasta mogli pochwalić się naprawdę monumentalnymi domami

Zamożni mieszkańcy miasta mogli się pochwalić naprawdę monumentalnymi (?) domami.

 Jednakże, na standardy wsi, jaką była Rebellar, dom ten sprawiał wrażenie wielkiego.

Dobra, ale po co się tak nad tym rozwodzisz? To jest aż takie ważne?

 Otoczenie wokół było praktycznie pustynne

W życiu nie widziałam otoczenia w środku.

 Pustynny krajobraz rujnował widoczny z daleka zielony las

Co rujnowało co i dlaczego nie opiszesz tego krajobrazu?

 W normalnych okolicznościach niemożliwym byłoby, by w takim klimacie rosła tak bujna zieleń,

Pokaż, nie zapewniaj. Pokaż mi piekące słońce i ostre cienie, pokaż piach wysuszający skórę. Rozumiesz? Wtedy nie będziesz musiała tłumaczyć jak krowie na rowie, że to pustynia.

 w końcu wskoczył na jedną ze ścian

To fenek – czy gekon? Zaimki i fonetyka: wreszcie wskoczył na ścianę.

Wylądował na ziemi z kilkoma książkami, na które wpadł, upadając.

Powtórzenia i książki pojawiające się znikąd (ej, ja tak chcę! Skrzaty, przynieść książek, czy skrzaty mnie słyszą?).

 otrzepał się, porozglądał się po pokoju, gdy dostrzegł młodego chłopaka

Otrzepał się, rozejrzał po pokoju i zobaczył chłopaka. Less is more.

 Opuścił uszy, ponownie wykrzywił pysk i mocno westchnął. Zaczął uderzać puchatym ogonem w podłogę

Dobra, ale po co opisujesz to z takimi detalami? To ma znaczenie?

 do jednej ze sterty książek

Literówka.

 Runęły na podłogę, budząc chłopaka śpiącego na ziemi

Pokaż mi to.

 Z wrednym uśmiechem oznajmił:

Kto?

 Kalimera(1)!

Przypisy w prozie to zło, jeśli nie jesteś Pratchettem. Dlaczego? Bo wyrywają z zawieszenia niewiary. Jeśli chcesz efektu komicznego, to dobrze, ale zdaje mi się, że wcale go nie chcesz.

 Nie wiem ile jeszcze

Nie wiem, ile jeszcze.

jednak dosyć tego

"Jednak" nie jest stuprocentowym synonimem "ale". Tutaj nie pasuje.

 Zbudzony chłopak wygodnie usiadł na stołku

Pokaż mi tego chłopaka.

 wyglądał tak, jakby zaraz miał eksplodować z nerwów

Jeśli to pokażesz, nie będziesz musiała o tym zapewniać.

 Wskoczył na książkę którą

Wskoczył na książkę, którą trzymał. Kto trzymał? Bo wygląda na to, że fenek. W ogóle mogłabyś dać jakąś zahaczkę, bo bardzo niejasno widzę ten pokój.

 Ten spokojnie przesunął wzrok

Kim jest "ten"? Jasne, wiem, że chodzi o chłopca, ale nie z budowy zdania to wywnioskowałam. Przesuwanie wzroku mnie rozśmieszyło.

 po czym przednimi łapkami mocno nacisnął na książkę, wytrącając ją chłopakowi z rąk, po czym upadł razem z tomikiem na biurko

Dwa razy "po czym", opis bardzo mało dynamiczny – po prostu wymieniasz kolejne czynności.

 Zwierzak zbliżył się do jego twarzy

Biurka? Tomiku?

 Ten złapał go za uszy, po czym położył na ziemi i wrócił do czytania.

Patrz wyżej.

to może przynajmniej skusisz się na zobaczenie mojego nagiego ciała, a nie ciągle czytasz te książki, hm

Bardzo kolokwialne, a mimo to nienaturalne.

 , oczekując jego reakcji.

Naprawdę nietrudno się tego domyślić.

 westchnął nie odrywając

Westchnął, nie odrywając.

 Poza tym to by była

Poza tym, to by była.

 Parsknął fenek śmiechem.

Nienaturalny szyk.

 takiego jak ty

Takiego, jak ty.

 Wskazał oskarżająco łapką na jego twarz.

Niezbyt naturalne.

 złote, niczym promienie słońca długie

Czyli tak długie, jak promienie słońca? Widzisz teraz, czemu przecinki są ważne.

 włosy zapięte w kucyk

Włosy się związuje albo spina, nie zapina.

 lekko zaokrąglone policzki

… ?

 Jego odzienie składało się z czarnej kurtki, narzuconej na czarną podkoszulkę i czarnych spodni.

I nie można było o tym powiedzieć wcześniej? Zanim stworzyłam sobie (szkicowy, bo szkicowy) obraz chłopaka i pomieszczenia?

 Buty jakie nosił były

Buty, które nosił, były.

 odstawione na obok, gdyż ściągnął je do spania

I nie mogłaś normalnie powiedzieć: Pod ścianą stały jego wojskowe buciory?

 wielkie, wytrzeszczone ślepia

Bez przecinka.

dosyć zamazane lustro

Czyli jakie, brudne, zmętniałe, jakie?

 Pomacał siebie

Pomacał się.

 powiedział to, jakby chciał to zaśpiewać.

Powiedział śpiewnie. Nie lepiej?

 Chłopak wykrzywił się przez ból ciągnięcia

Matko, ale komplikujesz. Chłopak skrzywił się z bólu. Zresztą wątpię, żeby na tym się skończyło. Ciągnął Cię kto kiedyś za włosy?

 złapał zwierzaka delikatnie za kark

https://sjp.pwn.pl/szukaj/delikatnie.html

 powiedział śmiejąc się

Powiedział, śmiejąc się.

 Żeby nie było ci nudno

Szyk: Żeby ci nie było nudno.

 Przygotowuję się w końcu by pójść na uczelnię.

Mało naturalne. Przed "by" przecinek.

 odkąd się dobrałeś do tego tematu

Dziwny frazeologizm.

 Bo jak śpisz to nudzi mi się, bo nie mogę cię nawyzywać

Bo, jak śpisz, to mi się nudzi, bo nie mogę cię zwyzywać.

 Chyba, że zajęciem porannym dla ciebie, gdy ja leżę między książkami jak jakiś pijaczyna, jest czytanie moich notatek, to proszę bardzo.

Bałagan.

 No co ty

No, co ty.

 ona podrapała go po nim.

… Au!

 Edward jęknął przez to

Nie przypuszczasz chyba, że pomyślimy, że miał inny powód?

 z obrzydliwym uśmiechem

Z czyjego punktu widzenia to zauważyliśmy?

przypomniał nagle sobie

Przypomniał sobie nagle.

 dziś trochę do roboty

Trochę roboty.

 Jak wrócimy to coś upichcę.

Jak wrócimy, to coś upichcę.

 jabłko, po czym postawił je na biurku

Położył. Arbitrariness of the sign, nuff said.

 ubrana w żółtą koszulkę z narzuconym brązowym bolerkiem i dość krótkie brązowe spodenki

I to wszystko widać, kiedy biegnie…

spożyła je w mgnieniu oka

… spożyła? To bal u księcia?

takie same jakie miała pod swoją zwierzęcą formą

Takie same, jakie miała w formie zwierzęcia.

 odebrać Peterowi

Czyli Peter ma ziółka i mają mu je zabrać?

 Ech, nie mogę mieć nawet chwili spokoju

Frazeologizm: nie mam ani chwili spokoju.

 No to ruszajmy do miasta.

No, to ruszajmy do miasta.

 

Nic niezwykłego, typowy tekst początkującej, z typowymi dla początkującej potknięciami: nielogicznościami, bałaganem w opisach, źle użytymi słowami, przegadaniem i pustką semantyczną. Postacie zapowiadają się nieźle, choć na podstawie tak krótkiego fragmentu (to właściwie tylko przedstawienie bohaterów) nic więcej nie powiem. Nie mogę doradzić niczego, czego nie powiedziałaby już Drakaina.

 Aha, “kalimera” nie jest “z greckiego” (”z” greckiego to jest np. ksenofobia), ale po (nowo)grecku.

Pod tym też się podpisuję. Włącznie z:

 jeśli ten grecki nie gra żadnej znaczącej roli w dalszym tekście, bo tu nic na to nie wskazuje, to w ogóle jest od czapy i nie wiadomo, po co.

 

 Po co te uwagi? Dziewczyna mówi, że się dzieli twórczością za darmo i z pasji, to niech się dzieli. To fajnie. Roztaczanie aury elitaryzmu nic dobrego nie zdziała.

Ech. Wisielcze, kochanie. To bardzo miło, że ktoś chce się dzielić. Ale jeśli komuś coś dajesz, to jednak powinno to być coś przydatnego albo przyjemnego. I zrobionego porządnie, a nie tak, że wstyd to dać wysiedlonemu jeżowi. Jeżeli dopiero się uczysz garncarstwa, nie biegaj dookoła i nie rozdawaj wszystkim swoich krzywych garnuszków. A tym bardziej nie oczekuj zachwytów. Oczekuj opinii. Widzę, że próbujesz Autorkę zachęcić, ale nie jestem przekonana, że robisz to we właściwy sposób.

Oczekiwanie profesjonalizmu od ludzi, którzy mienią się profesjonalistami – to nie elitaryzm.

Autorko! Tutaj:

 Co do opinii powyżej absolutnie nie mam zamiaru się do niej odnosić, bo brak okazanego mi szacunku a wręcz podchodzenie do mnie lekceważąco nie sprawia, bym miała ochotę podejmować jakąkolwiek dyskusję.

niestety nie przedstawiasz się w najlepszym świetle. Pochlebstwo nie jest okazaniem szacunku, wręcz odwrotnie (pochlebca próbuje coś ugrać, zawsze i wszędzie, Twoim kosztem). Lekceważące podejście do Ciebie zdradzałby komentarz złożony z dwóch zjadliwych zdań, po którym byłoby jasno widać, że komentujący nie przeczytał tekstu. Szerzej piszę o tym tutaj: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842810 (tekst napisany specjalnie w celu linkowania w dyskusjach). W skrócie – jeśli ktoś przeczytał Twój tekst i go nie chwali, to nie znaczy, że chce Ci sprawić przykrość. Jeżeli dobrnął do końca (a przynajmniej próbował), to poświęcił czas i wysiłek, żeby Ci pomóc. Może nie jest to pomoc, jakiej oczekujesz. Niekoniecznie musi to być pomoc, jakiej potrzebujesz. Wcale nie musisz z niej skorzystać. Podejmując moją metaforę z garnuszkami – jeśli ktoś Ci daje taki krzywy garnuszek, nie przyjmuj, że chce Cię obrazić, bo ludzie przeważnie mają dobre intencje. Podziękuj ładnie i wyrzuć ciemną nocą. I pamiętaj, że Ty też nie musisz mieć racji w ocenie, a garnuszek drakainy może i nie sprawia przyjemności, ale jest użyteczny.

 Co do przypisów – moim zdaniem kwestia względna. Bywają zbędne, bywają przydatne, bywają zabawnym uzupełnieniem narracji (jak u Pratchetta). Nie wszystkie są złem.

Tak, powinnam to uzupełnić: przypisy mogą służyć humorowi (Pratchett) albo stylizacji ("Jonathan Strange i pan Norrell"). Są złe, kiedy wyrywają czytelnika z zawieszenia niewiary.

 A teraz wracam do Fenek usiadła – Fenek jest słowem rodzaju męskiego. Nawet jeśli napiszesz, że to samiczka, to nie możesz pisać fenek usiadła, podrapała itd. Dasz jej żeńskie imię i będziesz je stosować – to proszę bardzo. Do tego masz w tej kwestii miszmasz, bo stosujesz żeńską i męską formę czasowników naprzemiennie. Tak się nie robi.

A, i to też powinnam uzupełnić – kiedy już wiadomo, że to samiczka, można na przykład zamiast "fenek" pisać "lisica". Albo, jak sugeruje śniąca, dać jej jakieś imię (i tak w końcu musisz to zrobić, chyba, że masz konkretny powód, żeby była bezimienna – masz?). Używanie męskich zamków w odniesieniu do istoty płci żeńskiej jest jednak mylące.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

uczuciami – tymi pozytywnymi, jak i negatywnymi

Na jutro tysiąc razy tę definicję: https://sjp.pwn.pl/szukaj/pozytywny.html

W psychologii jak najbardziej mówi się o emocjach/uczuciach pozytywnych i negatywnych. Nie wiem, o co Ci w tym przypadku chodzi, Tarnino.

 

złapał zwierzaka delikatnie za kark

https://sjp.pwn.pl/szukaj/delikatnie.html

Delikatnie – tutaj w znaczeniu: ostrożnie.

 

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Nie wiem, o co Ci w tym przypadku chodzi, Tarnino.

O nieuzasadnione przenoszenie żargonu psychologicznego (i politycznego, u nich wszystko pozytywne albo negatywne) do literatury.

Delikatnie – tutaj w znaczeniu: ostrożnie.

Wiem, co to znaczy. Pytanie brzmi – czy taka akcja jest w ogóle możliwa, czy to aby nie kwadratowy trójkąt? Moim zdaniem: może nie kwadratowy, ale tu i ówdzie nadłamany.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie wiem, o co Ci w tym przypadku chodzi, Tarnino.

O nieuzasadnione przenoszenie żargonu psychologicznego (i politycznego, u nich wszystko pozytywne albo negatywne) do literatury.

Dlaczego nieuzasadnione?

 

Wiem, co to znaczy. Pytanie brzmi – czy taka akcja jest w ogóle możliwa, czy to aby nie kwadratowy trójkąt? Moim zdaniem: może nie kwadratowy, ale tu i ówdzie nadłamany.

Pytanie! Oczywiście, że jest.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

A to piękny esej! Skoro już weszłam i przeczytałam, to warto się odnieść. Ogółem to dziękuję za poświęcony czas na wypisanie wszystkiego. Może z nie wszystkimi podpunktami i dopowiedzeniami się zgadzam, ale nie jestem osobą kłótliwą, więc po prostu grzecznie podziękuję za wszystko. Poza tym komentarz jest bardzo dobry i widać, że mam do czynienia z osobą posiadającą dużą wiedzę, więc nie mam prawa tutaj szurać, haha! ;) 

Cóż, pomyślałam nad tym i doszłam do wniosku, że najlepiej będzie wysyłać teksty do profesjonalnej redakcji, której zapłacę za poprawę. Jeżeli chodzi o tą wersję – postanowiłam, że na razie tak to zostawię, nie chcę narobić więcej szkód niż jest to potrzebne, a i mam z pewnych względów ochotę posiadać taki nieidealny tekst. ;) Jeżeli za jakiś czas się tu zjawię z czymś nowym, to już po pełnym zredagowaniu i wtedy również powinnam dać update tego konkretnego tytułu. Więc naprawdę duże dzięki, bo już wiem, co powinnam zrobić, by nie było to tak naszpikowane błędami. :)

Pozdrowienia! 

Dlaczego nieuzasadnione?

A jaki jest z niego zysk?

Pytanie! Oczywiście, że jest.

Przypomnij mi, żebym się z Tobą nie umawiała :P

doszłam do wniosku, że najlepiej będzie wysyłać teksty do profesjonalnej redakcji, której zapłacę za poprawę

Dziś modne jest diy :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A jaki jest z niego zysk?

Ja tam jestem za tym, żeby używać wszystkiego, co pozwala precyzyjnie zakomunikować nasze myśli, ale ja z plebsu pochodzę i się nie znam.

 

Przypomnij mi, żebym się z Tobą nie umawiała :P

A co, boisz się, że mógłbym Cię delikatnie podnieść? Ale serio, nie widzisz różnicy między przenoszeniem zwierzaka za kark ostrożnie, profesjonalnie, żeby go nie skrzywdzić, a złapaniem za wszarz i brutalnym poderwaniem?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

precyzyjnie zakomunikować nasze myśli,

Otóż to – zakomunikować. To znaczy, że przekaz musi być zrozumiały dla nieposługującego się żargonem odbiorcy.

Ale serio, nie widzisz różnicy

Widzę, i to właśnie powiedziałam. Chwytanie jest raczej bezceremonialne.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Otóż to – zakomunikować. To znaczy, że przekaz musi być zrozumiały dla nieposługującego się żargonem odbiorcy.

A dla Ciebie nie jest? Z moich doświadczeń wynika, że nawet czwartoklasista, i to z problemami, ma jako-takie pojęcie, które emocje są pozytywne, a które negatywne.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

A ja, w przeciwieństwie do czwartoklasisty z problemami, wiem, co te słowa naprawdę znaczą i jestem skonfundowana, widząc je w takim zastosowaniu. Ulubiona_emotka_Baila.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie rozumiem, dlaczego jesteś skonfundowana (ejże, czy to nie anglicyzm latynizm? nie lepiej powiedzieć po polsku: zakłopotana?). Słowa “pozytywny” i “negatywny” w stosunku do uczuć użyte zostały w tekście prawidłowo. Pozwolę sobie przytoczyć zalinkowaną przez Ciebie definicję pierwszego ze słownika PWN:

 

pozytywny

1. «oceniany jako dobry lub korzystny»

2. «wyrażający zgodę na coś, przychylnie do czegoś ustosunkowany»

3. «o wyniku badania lub doświadczenia: stwierdzający obecność czegoś w czymś»

 

Emocja pozytywna to taka, która jest przez podmiot oceniana jako dobra, korzystna, pożądana z racji swojej przyjemności. Wyraża przychylny stosunek do obiektu, na jaki jest skierowana (tendencja do obiektu). Czy nie takie są właśnie dwa pierwsze znaczenia tego słowa?

 

Ulubiona_emotka_Baila.

Nie wiem, dlaczego używasz w dyskusji ze mną jakichś prywatnych szyfrów czy mrugnięć okiem, które sobie wypracowaliście z Bailoutem. Nie mam pojęcia, jaką emotkę najbardziej lubi, i wcale nie mam ochoty szukać na ten temat informacji. To tyle, jeśli chodzi o komunikatywność.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Zapomniałam odpowiedzieć… trochę celowo, bo się zacietrzewiłam, co nie sprzyja dyskusji.

 

Tak zasadniczo, to Ty masz rację. Tak, serio. Weź sobie pierożka z wiśniami.

A ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie rozumiem, dlaczego jesteś skonfundowana (ejże, czy to nie anglicyzm latynizm? nie lepiej powiedzieć po polsku: zakłopotana?)

Lepiej. Jako się rzekło, poniósł mnie koń emocji. Ale:

Słowa “pozytywny” i “negatywny” w stosunku do uczuć użyte zostały w tekście prawidłowo.

Nie zostały. Ponieważ żargon (psychologiczny) nie powinien być używany w tekstach literackich.

Może być natomiast używany w dyskusji okołoliterackiej, czego przykładem jest ulubiona_emotka_Baila, zob. tutaj: https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/22395

Owszem, to jest żargon – ale tutejszy.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nowa Fantastyka