- Opowiadanie: Gekikara - Jeśli warto umierać, to tylko z miłości

Jeśli warto umierać, to tylko z miłości

Pisząc to opwiadanie oglądałem Władcę Pierścieni Jacksona, więc jeśli jesteście uczuleni na patos, to nie mówcie, że nie uprzedzałem. ;) 

Hasło konkursowe: Helena, Jafa 1947

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Jeśli warto umierać, to tylko z miłości

I

 

Powiedzieć, że była piękna, to jak nazwać wielką pustynię kupką piasku, słony wiatr od morza powiewem, a Jafę starym portem. Powiedzieć, że była piękna, to nazwać Ramadan miesiącem, Proroka mędrcem, a Koran świętą księgą. Powiedzieć, że była piękna, to nie powiedzieć nic.

 

***

 

Po raz pierwszy Faris ujrzał ją trzy dni temu, za ostrokołem, gdzie w czterdziestym spadły bomby. Tam nie było już po tym śladu, nowe budynki wyrosły na starych fundamentach. Tam był Tel-Awiw, miasto niewiernych. Tam czas pędził jak sokół spadający z nieba na swoją zdobycz. Po jego stronie była Jafa. Tu ludzie oddychali przeszłością.

 

***

 

Następnego dnia wrócił na gruzowisko. Czekał, aż się pojawi.

Przyszła razem z zachodem. Skąpana w czerwieniach, oranżach i złocie umykającego za horyzont słońca, wyglądała jak ognisty anioł strzegący wrót raju. Kiedy skwar dnia ustąpił chłodowi nocy, na niebie rozbłysły ognie dalekich gwiazd, nad ulicami rozjaśniały światła latarni, ona nadal tam była. Kluczyła uliczkami Menaszijji, oblana błękitem, granatem i czernią – niczym powidok, wspomnienie dnia, księżycowy miraż pośród betonowych wydm. Ludzie nie zwracali na nią uwagi. Czy byli ślepi na jej piękno?

Stracił ją z oczu, gdy minęła północ.

 

***

 

Ogień.

Ogień i huk, i strzały, i odgłosy walki.

Krzyki wściekłości. Krzyki przerażenia. Krzyki bólu. Krzyki modlitw recytowanych we wściekłości, w przerażeniu i w bólu… Wszystko to daleko w dole, odległe i niewyraźne, skryte w kłębach dymu i kurzu unoszącego się nad uliczkami starożytnego portu.

Patrzył na bitwę ze szczytu pojedynczego minaretu, górującej nad okolicą samotnej wieży wyrastającej z meczetu Hassan Bek na przedmieściach Jafy.

Obserwował… Nie, on wypatrywał. Szukał swojego celu w przelewającym się pod murami tłumie. W lewej dłoni ściskał majdan łuku, prawą naciągnął cięciwę. Wydobyta z kołczana zatruta strzała gotowa była do lotu, drżała z niecierpliwości, by zabić Achillesa…

– Parysie, ukochany Parysie… – Dobiegł go głos w języku, którego nigdy wcześniej nie słyszał, mimo to rozumiał. – Parysie…

Ogień i huk. I strzały. I odgłosy walki. I krzyk. Jego krzyk, kiedy trzewia przebiła kula wystrzelona przez Filokteta.

Kolana ugięły się pod nim i padł w pył, w kurz i w mrok…

Spadał dalej, spadał bez końca, aż nerwowy impuls nie wstrząsnął jego ciałem, wybudzając go. Kiedy otworzył oczy, jedynym, co pozostało po koszmarze, był nieokreślony strach i poczucie zagrożenia. Nie pamiętał nic. Wpadający przez okno blask półksiężyca zepchnął wspomnienie snu do nieświadomości.

 

***

 

Faris czekał wieczora.

Kiedy muezzini wykrzykiwali fadżr, on rozłożył swój modlitewny dywan tak, by wyhaftowany w kształt mihrabu wzór wskazywał położenie Mekki, ale myślami był gdzie indziej.

Kiedy muezzini wykrzykiwali zuhr, on padł na kolana i bił pokłony, ale przed oczami miał twarz tamtej kobiety.

Kiedy muezzini wykrzykiwali asr, on modlił się rzewnie do Boga Jedynego, ale każda część jego ciała wyrywała się do biegu ku granicy z Menaszijją.

Kiedy zbliżała się pora, by muezzini wspięli się na strzelające w niebo minarety i ponieśli wołanie maghrib, dotarły do niego wieści.

– Zdrada! – wykrzyknął gniewnie Hamid, jeden z dwóch braci Farisa. – Niczego innego nie można spodziewać się po niewiernych!

Przez tłum zebrany na placu przed meczetem Hassan Bek przelała się fala uniesionych pieści i okrzyków aprobaty.

– Ojcowie naszych ojców pamiętają, jak za murami Jafy była tylko pustynia. Zanim niewierni przybyli, by zająć naszą ziemię. Czas ją odzyskać! W imię Allaha, czas na kidal! – zawołał młodszy brat, a tłum poniósł to hasło na ustach. Poniósł także samego Farisa w kierunku meczetu nad którym górował jeden, nieproporcjonalnie wysoki, masywny minaret.

Ktoś włączył przenośne radio i przez wrzawę przedarł się pełen oburzenia głos spikera:

– Dziś, szesnastego dnia miesiąca muharram, tysiąc trzysta sześćdziesiątego siódmego roku higry – trzeszczał głośnik odbiornika – okupant Palestyny, tak zwana Organizacja Narodów Zjednoczonych, przyjęła rezolucję sto osiemdziesiąt jeden, oddając tym samym dużą część Palestyny z Tel-Awiwem włącznie, pod władzę żydowskiego najeźdźcy. Przedstawiciele arabskiego świata oprotestowali tę decyzję, jako jawną niesprawiedliwość wobec całego arabskiego świata…

Ktoś inny zagłuszył audycję, puszczając w niebo salwę z karabinu.

Faris przypomniał sobie sen z zeszłej nocy i już wiedział, że tego wieczora nie pójdzie na gruzowisko. Tego, ani przez wiele kolejnych. Może nigdy, jeśli taka była wola Jedynego. Zadarł głowę do góry, by spojrzeć na szczyt wielkiego minaretu, który przysłaniał teraz słońce.

Kiedy muezzini wykrzykiwali isza, bracia przynieśli mu karabin i wskazali schody na górę minaretu – był doskonałym stanowiskiem dla strzelca.

 

II

 

Kiedy niebo przybierało barwy różu i oranżu, pojawiała się na ulicach Tel-Awiwu. Niedostrzegalna, niesłyszalna. Przechodnie dotykali jej, przenikali przez nią, czując na skórze tylko ciepłe muśnięcie wiatru.

Rozpamiętywała ile to już lat, ile pokoleń, ile stuleci błąka się poszukując Parysa, zawsze tam, gdzie wkrótce przelana miała zostać krew, zawsze blisko ukochanego – czuła to – ale nigdy nie mogąc go spotkać. Widziała, jak greckie polis składały pokłon barbarzyńcom z północy i z zachodu. Widziała, jak padały mury miast pod naporem wschodnich hord. Czuła smród niemytych ciał, smród krwi, prochu, dynamitu… Poznała nazbyt dobrze bezsens wojny, gdy prowadzeni na rzeź żołnierze wydawali z siebie ostatnie tchnienie, by zgarnąć dla swoich królów kilka piędzi ziemi, które za trzy pokolenia stracą ich potomkowie.

Patrzyła, jak wraz z burzonymi, niszczejącymi świątyniami słabli i karleli bogowie. Oni uciekli, umarli, lub zmienili imiona – klątwa pozostała.

– Parysie, ukochany Parysie – zawodziła każdej nocy, aż nadchodziła północ, która odganiała Helenę z powrotem do świata umarłych, nad brzegi Styksu. Poza nią, nie było tam nikogo. Charon odpłynął wieki temu, a przepastne jaskinie, niegdyś pełne dusz, teraz ziały pustkami. Nawet wody Rzeki Zapomnienia straciły swoją moc. Dawny świat odszedł – klątwa pozostała.

– Parysie, ukochany Parysie – nawoływała, kiedy miasto Kasjopei, zajął chaos wojny.

– Parysie, ukochany Parysie – szeptała, z obawą przyglądając się twarzom trupów.

Zawsze była w pobliżu i zawsze przybywała za późno. Na tym polegała jej kara.

Za życia sprowadziła śmierć i zniszczenie na Troję, teraz przez wieki miała patrzeć jak giną kolejni, dziesiątki, setki, tysiące – a wśród nich jej ukochany. Gdyby tylko odnalazła go na czas, mogłaby przerwać koło cierpienia, jednak za każdym razem kiedy go odnajdywała, był już martwy, a jego dusza daleko w drodze ku nowemu ciału.

– Parysie, ukochany Parysie.

Siły Hagany dawały odpór Arabom, krok po kroku zajmowały teren Jafy. Coraz więcej huku, coraz więcej strzałów, coraz więcej trupów zaściełało ulice. Ile goryczy było w tym widoku. Jedni i drudzy opłakiwali poległych, jedni i drudzy żądali sprawiedliwości i pomsty, jedni i drudzy wznosili modły do tego samego boga.

Czy nie tak samo było pod Troją?

– Parysie, ukochany Parysie…

 

***

 

– Kto… Ktoś mnie woła? – odpowiedział Faris, leżąc pośród gruzów, tam, gdzie niegdyś przesiadywał, obserwując życie po drugiej stronie ostrokołu. Każdej nocy śnił o kobiecie z Menaszijji, każdego dnia miał ją przed oczami i umierał, powoli umierał, jak pozbawiony wody nomad na pustyni. Dziś opuścił posterunek i znów tu przyszedł, gotów zapłacić najwyższą cenę za nikłą szansę, by jeszcze raz ją zobaczyć. Jedno spojrzenie, tyle wystarczy, a później niech będzie ogień i ból, i sprawiedliwa kara za grzech miłości w czasach, kiedy należało zabijać.

Nim zdążył się rozejrzeć, kula przeszyła jego brzuch.

Upadł, stoczył się ze szczytu rumowiska w kłębach kurzu, który zasłaniał mu widok na skrawki świata nieprzesłonięte szalejącymi przed oczami drobinami czerni.

– Halo, czy… – zawołał i skrzywił się w grymasie bólu. Przyciskał dłoń do rany wlotowej, ale to było na nic. Pocisk przebił się przez ciało, pozostawiając szpetną dziurę w plecach.

– Parysie! – Usłyszał wyraźniej. Kobieta pochyliła się nad nim i wtedy ją rozpoznał. Kiedy zbliżyła twarz do jego twarzy, widział pojedynczą łzę ściekającą jej po policzku i uśmiech, uśmiech, uśmiech na anielskim obliczu. 

Dotyk jej ust był jak muśnięcie ciepłego wiatru.

 

Koniec

Komentarze

Hmmm… ten konkurs to nie moje klimaty, ale jednak się wypowiem. 

Przyznam, że ładnie napisane. Błędów przynajmniej nie napotkałem. Słaby w tym jestem, jednak uwagę zwracałem. Jednak nadzieję choć jednego wyłapania miałem. 

Mimo, że antyfan szortów, całkiem przypadło do gustu. 

Przyszła razem z zachodem. Skąpana w czerwieniach, oranżach i złocie umykającego za horyzont słońca, wyglądała jak ognisty anioł strzegący wrót raju.

→ No znów przyznam, że niekiedy te zdania budujesz bardzo “fajnie”. 

 

Dużo by tu gadać, a tekst taki krótki, lepiej polecę go w hyde parku bo nasz żywot taki krótki. 

No cóż… podsumowując całkiem mi siadło. Porapowałem i zmykam. 

 

 

Dzięki za komentarz w środku nocy, zwłaszcza, że to nie twoje klimaty. :)

Co do błędów, to bez obaw, zaraz ktoś je znajdzie, ale na razie wypada mi się cieszyć, że nie są bardzo widoczne.

Ja z kolei piszę zazwyczaj krótkie teksty (albo inaczej, im dłuższy, tym bardziej mi się rozłazi, robi się z niego zbiór pomysłów, który w sumie nie nadaje się do publikacji), więc trochę nie łapię się w twój target, tym bardziej cieszę się, że tu zajrzałeś.

Dzięki za polecajkę! :)

Ładnie napisane i sprawnie wprowadzasz nastrój lekko oderwany, nostalgiczny, nieomal z woalem smutku… No właśnie, nastrój. Nie zmienia się przez cały tekst, co w końcu nuży, zwłaszcza że fabuła jest raczej szczątkowa. Powtarzające się frazy chociaż są ciekawym zabiegiem, to jednak nie ekscytują i nie zaciekawiają. O bohaterze też chciałoby się wiedzieć coś więcej, bo naprawdę jest strasznie enigmatyczny.

Ogólnie, klimat zbudowany fajnie, ale zabrakło mi jakiejś ważnej treści.

Pozdrawiam!

chalbarczyk, dzięki za komentarz. Zwróciłaś uwagę na nastrój – fakt, jest od początku do końca ciężki i nostalgiczny, trochę na wzór greckich tragedii. Miałem nadzieję, że przy tak krótkim tekście nie okaże się nużący, ale rzeczywiście, nie ma tutaj przełamania, czy nawet wyraźnie zaznaczonego happy endu. 

Fabuła nie jest skomplikowana, uznałem, że motyw klątwy nieszczęśliwej miłości, wiecznych poszukiwań i czasowego splątania (bohaterowie przeżywają to samo, co wieki temu), wystarczy – nie chciałem tu więcej kombinować… znów. Mam z tym problem, by mieszać w fabule, nawet nie z powodu braku pomysłu, co obawy o przesadę, już przy którymś tekście się z tym mierzę. 

Co do treści, to postawiłem na klasyczną romantyczną tragedię. Bohater staje przed wyborem: czy powinność wobec swoich i wobec Boga, czy porywy serca. Czy bezpieczeństwo, czy ryzyko śmierci. Dokonuje wyboru i chyba nie jest to najgorszy wybór – ale jedno i drugie (czyli rozterki Farisa-Parysa i konsekwencje jego decyzji) mogłem zarysować mocnej, ale nie chciałem, właśnie, by nie psuć klimatu i stylu tekstu. Muszę zacząć bić się linijką po łapach, kiedy używam zbyt wielu niedopowiedzeń.

Również pozdrawiam! :)

Hm, patos z rana jak śmietana tym razemsmiley Tekst może nie ma gwałtownych zwrotów akcji, ale bardzo pozytywnie zajeżdża mi bliskowschodnim klimatem i gra kolorami trochę jak w powieściach Orhana Pamuka. I wątek tragiczno-miłosny przeniesiony z Troi do Palestyny tworzy ciekawą paralelę, bo niby wszystko już było w historiach tego typu, ale zawsze miło znaleźć taką, która czymś urzeknie. 

To tyle, klikam i pozdrawiam, bo spodobało się. 

Może z tego powodu i bohater, i całe opowiadanie wyszło enigmatycznie, ponieważ jako autor masz w głowie jakąś wizję, działania bohatera są dla Ciebie sensowne, bo wiesz, co on robi, jednak dla czytelnika nie jest to jasne. Szczerze, wielu elementów, o których teraz napisałeś, w tekście nie zauważyłam. Raczej odczytałam go jako historię o fatum z zauroczeniem pięknością w tle.

Myślę, że nie jest źle szczegółowo opisywać myśli i rozterki postaci, bo czytelnik może się z nimi utożsamić. A tak, zostanie tylko miły klimat.

Zresztą, próba bardziej dogłębnego, drobiazgowego opisu myśli i uczuć może być też dobrym ćwiczeniem warsztatu, a nie tylko stratą cennych znaków :)

chalbarczyk, wydawało mi się, że jeśli wziąć poprawkę na to, że jest to “dalszy ciąg” historii Heleny i Parysa, motywacje będą dość czytelne. Oczywiście może być tak, że nie są – osobiście lubię zastanawiać się co tez autor miał na myśli, szukać drugiego, trzeciego i czwartego dna (tak, jestem z tych, co zaczytują się w teoriach o tym, że JarJar to lord Sithów, albo, że Hagrid był Śmierciożercą), ale rozumiem Twoje zdanie i czemu odebrałeś opowiadanie w taki sposób. Tak jak napisałem, chyba za bardzo lubię tajemnice, bo czasem zbyt wiele ukrywam. :)

 

oidrin, cieszę się, że zwróciłaś uwagę na klimat i opisy. :) I dałaś mi promyk nadziei, że paralela jest zauważalna. :) 

Pisząc to opwiadanie oglądałem Władcę Pierścieni Jacksona, więc jeśli jesteście uczuleni na patos, to nie mówcie, że nie uprzedzałem. ;)

Oj tam, owszem górna część skali, ale do patosu to Ci, na szczęście, jeszcze trochę zostało ;)

 

Klimacik niesamowity. Tak poczarowałeś, że się tam znalazłam. Wciąga od pierwszego, bardzo wschodniego, akapitu :) Barwami też fajnie zagrałeś. Duży plus za research, ładnie wyszło z modlitwami. Interesujące połączenie mitologii i islamu. Zakończenie trochę nieostre. Czy jemu udało się wreszcie przerwać tę klątwę? W końcu przyszedł…

Podobało mi się. Klik :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Całkiem przyjemny szorcik. Przeczytany, polubiony.

Zastanawiam się tylko nad fragmentem: “Ogień i huk i strzały i odgłosy walki.” Czy tu aby nie powinny znaleźć się przecinki? No i może się mylę ale wystrzał (pierwotnie zastanawiałem się, czy aby “strzały” nie są wypuszczane z łuków), to też taki “huk”, choć od dźwięku na przykład wybuchu bomby zdecydowanie się różni… ale może mądrzejsi się wypowiedzą i wyprowadzą mnie z błędu.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Huk_wystrza%C5%82u

No i znaków mało :(

Pozdrawiam i dziękuje za lekturę

Napisałeś: „Co do treści, to postawiłem na klasyczną romantyczną tragedię”. No cóż… powiem tylko, że romantyczna tragedia w połączeniu z mitologią i bliskim wschodem to nie jest coś, co mogłoby do mnie trafić. Znacznie bardziej spodobał mi się Twój poprzedni tekst, ale to pewnie przez fakt, że miał konkretną fabułę ;)

Tutaj postawiłeś na poetycki opis „miłosnej” klątwy – i o ile efekt wyszedł całkiem nieźły, a bliskowschodni klimat bije z tekstu, to przez większość lektury czułem się nieco zagubiony. Liczba powtórzeń trochę mnie przygniotła (wiem – poetyckie i celowe); z chęcią więcej poczytałbym o samej historii, nawet kosztem opisów.

Ale to co piszę wyżej wynika w większości z gustu – po prostu stosunek zabawy słowem do przedstawienia konkretnej historii wykroczył lekko poza moją granicę tolerancji. Cóż zrobić… ;)

 

Ogień i huk i strzały i odgłosy walki.

Peter Barton ma rację: Ogień i huk, i strzały, i odgłosy walki.

 

– Zdrada! – Unosił się gniewem Hamid

Według mnie powinieneś zdecydować się na jedno z poniższych:

– Zdrada! – Hadmin unosił się gniewem

– Zdrada! – unosił się gniewem Hamid

 

Ktoś inny zagłuszył audycję puszczoną w niebo salwą z karabinu.

Tutaj podczas czytania się zatrzymałem, odczytując w pierwszej chwili „audycję puszczoną w niebo”. Może to coś ze mną nie tak, ale proponuję się zastanowić, czy delikatnie nie przerobić zdania.

 

Widziała jak greckie polis składały pokłon barbarzyńcom z północy i z zachodu.

Przecinek: Widziała, jak greckie polis…

 

a później niech będzie ogień i ból i sprawiedliwa

Przecinek: a później niech będzie ogień i ból, i sprawiedliwa

 

– Parysie! – Usłyszał wyraźniej. Kobieta pochyliła się nad nim i wtedy rozpoznał. Kiedy zbliżyła twarz do jego twarzy, widział pojedynczą łzę ściekającą jej po policzku i uśmiech, uśmiech, uśmiech na anielskim obliczu.

Dotyk jej ust był jak muśnięcie ciepłego wiatru.

Warto powalczyć z nadmiarem zaimków.

Irka, kolejny raz dzięki za miłe słowo. :) 

Obawiałem się trochę tego patosu, tym bardziej, że tematem jest, bądź co bądź, romans. 

Cieszę się, że udało mi się zabrać Ciebie na wycieczkę po Bliskim Wschodzie, zawsze klimat jest dla mnie bardzo ważny, bardziej niż zawiłości fabuły (co mi nie ułatwia życia). Zakończenie miało być nieostre, nie chciałem jednoznacznie stwierdzać czy historia miała szczęśliwe zakończenie. 

 

Peter, doceniam lajka. :) 

Co do strzałów, bardziej wyobrażałem sobie ostry dźwięk, jaki występuje przy strzelaniu z kałacha:

https://youtu.be/lND51FkLuFU

Nie jestem pewien tych przecinków. To znaczy masz rację, że tak jest poprawnie, ale trochę psuje mi to rytm i efekt "pośpiechu"… jednak słuszna uwaga, więc wstawiłem. 

I dzięki za przeczytanie. :) 

 

Perrux, cóż, są gusta i gusciki. Obydwa teksty są zupełnie inne, różnią się pod każdym względem. 

Jak sam stwierdziłeś, tekst jest bardziej "poetycki" i nie chciałbym tego zabić opisami, a obawiam się, że to mogłoby rzutować na klimat. 

Dzięki za uwagi, w zasadzie tylko zaimkozę w ostatnim akapicie zostawiłem, bo pasuje mi do tego "poetyckiego" stylu – reszta poorawiona. :) 

Pozdrawiam

Klimatyczne opowiadanie, czyta się je niemal jak w transie. Czułem piach pustyni między zębami.

 

Patrzyła, jak wraz z burzonymi, niszczejącymi świątyniami słabli i karleli bogowie.

Ależ mi się to zdanie spodobało.

Bardzo nastrojowy szort, czuć atmosferę miasta i pustyni. Historia prosta, ale więcej tutaj nie potrzeba; to emocjonalna, w pewnym sensie delikatna opowieść. Bardzo spodobał mi się styl, zgrabny, “zwiewny” – świetnie widzę Helenę kroczącą poprzez piaski w świetle zachodzącego słońca. A i zakończenie takie ładne! Zdecydowanie polecę do Biblioteki :)

adam, Silva, dzięki za komentarze. Klimat był tu dla mnie najważniejszy i wydaje się, że się udało. :) 

Silva, doceniam docenienie zakończenia, bo zaczynałem w nie wątpić. I dzięki za polecajkę!

Ładne, klimatyczne opowiadanie. Podobały mi się plastyczne opisy, szczegóły oddające specyfikę miejsca akcji. Odniesienia historyczne podajesz w zrozumiały sposób, podobnie jak mit Parysa i Heleny. Za jeden z atutów tego tekstu uważam metafory i obrazowe oddanie emocji bohaterów. Trochę szkoda, że opowieść była taka krótka, ale w obecnych kształcie też stanowiła satysfakcjonującą lekturę.

 rozłożył swój modlitewny dywan mihrabem w kierunku Mekki,

Mihrab (arab. محرابmihrāb, od arab. haraba – srożyć się, walczyć, modlić się) – nisza, zwykle na planie półokrągłym lub wielobocznym (niekiedy tylko ozdobna płyta) w sali modlitw w meczecie, znajdująca się pośrodku ściany kibli. Wskazuje kierunek Mekki, w którym powinni modlić się wierni. Zwykle jest bogato zdobiony.

architekturze perskiej często nie ma wnęki mihrabowej, lecz tylko oznaczone kafelkami lub ozdobnie kutym kamieniem miejsce; czasem mianem mihrab określa się zagłębienie wykute w podłodze przed wnęką w ścianie.

 

co tam się stało? 

 

also:

Ogień i huk i strzały i odgłosy walki.

Perrux ma rację, że Peter Barton ma rację: Ogień i huk, i strzały, i odgłosy walki.

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

ANDO, dzięki za komentarz, cieszę się, że się podobało. Super, że historyczne wstawki są jasne, a nawiązanie czytelne. Co do liczby znaków, nie zaszkodziłoby trochę dosypać, ale z drugiej strony poprzedni tekst, który napisałem, okazał się być małym grubaskiem i tym razem postawiłem na szorta, chyba trafiają do szerszego grona czytelników… I w zasadzie powiedziałem wszystko, co chciałem w tym opowiadaniu. :) 

 

Wybrańcu, dzięki za odwiedziny! 

Dzięki również za przytoczoną definicję – nie zaszła tu żadna pomyłka. Mihraby to popularny wzór na dywanikach modlitewnych, zwyczajowo łuk mihrabu układa się w kierunku Mekki. Fakt, że konstrukcja może wprowadzać w błąd, więc podrasuję to zdanie. :) 

 

Co do drugiej sprawy to już przyznałem rację i nawet to poprawiałem, ale jeden przecinek uciekł. 

 

Pozdrawiam

 

ANDO, widzę, że Twój głos posłał opowiadanie do biblioteki, więc jeszcze raz dzięki serdeczne. :) 

majdan jest słowem o jakiej etymologii?

 

Gdyby tylko odnalazła go na czas, mogłaby przerwać koło cierpienia, jednak za każdym razem kiedy go odnajdywała, był już sztywny i zimny, a jego dusza była daleko w drodze ku nowemu ciału.

W tym zdaniu bardzo dużo się dzieje, ja bym tam zrobiła dwa.

I wyrzuciła że sztywny i zimny, bo to tworzy niezamierzony efekt komiczny.

tak samo później:

Przyciskał dłoń do rany wlotowej, ale była jeszcze wylotowa.

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Wybranietz, majdan to słowo pochodzące ze wschodu, w węższym znaczeniu odnosi się do elementu typowo wschodnich łuków, ale w łukach arabskich też podobny element (ibranjaq) można wyszczególnić. Łuki greckie również posiadać mogły wyraźny element z którego wychodziły ramiona łuku. 

 

Dzięki za uwagi, efekt komiczny niezamierzony i wcześniej niezidentyfikowany. Już poprawiłem. :) 

moje pierwsze skojarzenie było z majdanem, czyli ryneczkiem i bajzlem, a majdan znalazłam tylko na polskich stronach o łukach – w sensie, że miałam skojarzenia typowo słowiańskie, nie ze wschodem. odstaje przy innych terminach.

 

Łuki greckie również posiadać mogły wyraźny element z którego wychodziły ramiona łuku. 

nie zgaduj jak coś tłumaczysz xD

 

– Parysie, ukochany Parysie – zawodziła każdej nocy, aż nadchodziła północ, która odganiała Helenę z powrotem do świata umarłych, nad brzegi Styksu. Poza nią, nie było tam nikogo. Charon odpłynął wieki temu, a przepastne jaskinie, niegdyś pełne dusz, teraz ziały pustkami. Nawet wody Rzeki Zapomnienia straciły swoją moc. Dawny świat odszedł ale klątwa pozostała.

– Parysie, ukochany Parysie – nawoływała, kiedy miasto Kasjopei, zajął chaos wojny.

zawodziła? to trochę nieładne słowo, czy Helena raczej by nie lamentowała? albo nawoływała? zawodziłaby jakby znalazła trupa…

północ ją odganiała z powrotem? odganianie tak nie działa…

wydaje mi się, że pogrubione przecinki są zbędne, a myślnik i ale się niepotrzebnie dublują. 

 

to o wodach lete jest dobre – skoro wie, że straciły moc, to musiała ich próbować.

I zakończenie też ładne – pozytywne, ale niejednoznacznie ; )

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Mogły, ale nie musiały, bo kilka było rodzajów łuków, a i w greckiej sztuce różnie je przedstawiają. Niestety, nie znalazłem źródła ze zdjęciem łuku pochodzącego ze starożytnej Grecji, wydobytego w trakcie wykopalisk – więc mogę się tylko domyślać. :(

 

Znalazła jego trupa już ładnych parę razy i chciałem nadać jej odpowiednio żałosny wyraz. W końcu klątwa greckich bogów to nie przelewki. 

Odganiac to "zmusić do oddalenia się skądś" i pasowało mi to słowo. Myślałem też o "przepedzac", ale to właśnie… mi nie pasowało. 

Z "ale" słusznie, można je wyciąć. 

 

Dziękuję za pozytywne słowa odnośnie zakończenia – czyli coś jednak wyszło. :) 

dobra, z majdanem na koniec mnie poniosło xD

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Hej :) No przyznać muszę, że ładne zdania tworzysz. Obrozowe, wciągające w świat przedstawiony, budujące nastrój. No i te powtórzenia i inne ciekawe zabiegi, też bardzo fajne. Sbodobało mi się Twoje pisanie, Gekikaro :) Miałem się przyczepić do tego czy tamtego, ponarzekać na krótką historię i oszczędny zarys bohaterów, ale… stwierdziłem, że zgadzam się z Twoimi słowami: Napisałem chyba wszystko, co chciałem. Klimatyczny szort, z lekkim niedopowiedzeniem na końcu, broni się ładnym wykonaniem i pomysłem. Tak więc bez narzekania gratuluję i powodzonka w konkursie życzę :)

Wybranietz, nie ma sprawy, czasem każdy ma ochotę dokonać małej łapanki. xD

 

Realuc, dzięki za komentarz. Staram się próbować różnych stylów i pomysłów w pisaniu, a taki szorciak na bardziej kwieciste i poetyckie zdania był jak znalazł, przy dłuższym opowiadaniu byłoby kłopotliwe dla mnie takie styl utrzymać. Cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. :) 

Pozdrawiam 

 

Szkoda, że nie zdążyłam kliknąć. Tekst klimatyczny, ładnie powiązany z mitem. Niektóre opisy i porównania świetne. Używanie nazw z muzułmańskiej kultury dobrze wprowadza w klimat. Dla mnie tekst był właściwie jasny w całości. Choć powtórzenia jak najbardziej tu pasują, to jednak chwilami było ich dla mnie za dużo (spokojnie można by było je usunąć), przez co już nie wybrzmiewały tak jak powinny.

Dołączam do grona zadowolonych z lektury. Bardzo ładny tekst.

Monique.M, masz rację, rzeczywiście powtórzeń w tekście jest sporo, możliwe, że nawet zbyt wiele. Na pewno nie chciałbym rezygnować z nich we fragmencie o muezzinach, ponieważ odmierzają tam czas dnia – fakt, ogólnie lepiej sprawdzają się w tekście o większej objętości.

Jeszcze będzie okazja do klików. :)

Co prawda odczuwam już objawy wyczerpania (dwanaście tekstów – bo jeden już gotowy, ale taktycznie nie wrzucony – nawet szorciaków, udostępnionych w cztery miesiące to dla mnie dużo) i pewnie kolejny miesiąc, dwa, trzy będę nadrabiał zaległości w czytaniu opowiadań, ale czuj się zaproszona. 

 

zygfryd89, miło to słyszeć. :)

Kurcze – opowiadań w klimacie bliskiego wschodu to ja chyba nigdy nie polubię. Jednak to jak opisujesz ten świat, jak przedstawiasz historię – to bardzo mi się spodobało. A do tego to wieczne dążenie bohaterów do zmiany swojego przeznaczenia :) Wiem, wiem – tragiczna historia, ale to właśnie ten element ujął mnie najbardziej (plus klimat).

Skoro nie lubisz bliskiego wschodu, tym bardziej doceniam pozytywną opinię. :) 

Najbardziej urzekł mnie pierwszy akapit, a potem wykreowanie bliskowschodniej scenerii – tragizm miłości w czasach wojny jest natomiast na tyle uniwersalny, że trudno mi powiedzieć, czy nie podobałoby mi się nawet nieco bardziej, bez mitologicznej wstawki : -). Muszę nad tym jeszcze podumać.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Klimatyczne opowiadanie, bardzo ładnie łączące obie części jabłka. Zakończenie wprawdzie nie zaskakuje, ale, kurde, czy zawsze musi? Jest ładne i to powinno wystarczyć. 

Jeśli coś mi zgrzytnęło, to radiowy infodump. Tak, jakbyś nie wierzył, że czytelnik jest w stanie umiejscowić akcję w czasie – i pewnie masz w tym trochę racji, ale troszkę bolało.

Przeczytałem z przyjemnością.

A w moim odczuciu radio wypadło całkiem naturalnie i nie sądzę, by wyczerpywało definicję infodumpu : ). Z jednej strony, tamten fragment nie jest długi (owszem, sam tekst jest krótki, ale nie widzę tu jakiegoś zachwiania proporcji). Z drugiej strony, jest rzeczą dość normalną, że bohaterowie szorta chcą mieć dostęp do informacji, którą z braku Internetu pozyskują z pomocą innego medium ;).

Wydaje mi się, że pokazywanie ludzi słuchających wiadomości to dość uniwersalny sposób, by ułatwić czytelnikowi umiejscowienie akcji w czasie, a poniekąd mniej “natarczywy” niż podobne uwagi narratora.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz, dzięki za odwiedziny. 

Co do mitologicznej wstawki, myślę, że masz sporo racji. Mnie też się wydaje, że niektóre historie miałyby większy wydźwięk bez elementu fantastycznego, ale co założenia konkursowe, to założenia konkursowe – za to dzięki temu opowiadanie nie jest tylko wojennym tragicznym romansem. :)

 

fizyk111, cóż, w książkach, filmach, serialach, grach czy gdzie tam jeszcze, bohaterowie często i gęsto słuchają radia, albo oglądają wiadomości, albo przeszukują internet, by zdobyć informacje – to część życia przecież. Czy traktować to jako infodump? W niektórych przypadkach może tak, ale tutaj zasłyszana informacja jest ograniczona do minimum, a do tego motywuje tłum do podjęcia konkretnych działań. 

Nowa Fantastyka