- Opowiadanie: wybranietz - Akustemologia

Akustemologia

ooooo, jak to dawno było!

no, może nie aż tak.

(mam na dysku opowiadanie z 2002! właśnie łapło pełnoletniość, chlip)

 

Dzięki betującym ; )

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Akustemologia

Igor czekał na audycję Juli, drapiąc wściekle swędzącego strupa na łydce. Piski z placu zabaw przenikały przez szybę do pokoju. Kiedy do znajomych wrzasków dołączył nowy dźwięk, chłopak otworzył okno i wychylił się, by zlokalizować jego źródło. Zobaczył grupkę dzieciaków bawiących się terkoczącą kołatką. Odetchnął z ulgą. To tylko zabawka.

Igor nie lubił nieznanych dźwięków, choć nawet one były lepsze niż cisza.

Kiedyś było inaczej.

Kiedyś uwielbiał wszystko, co nieznane. Pochłaniał opowieści o duchach, z przejęciem oglądał wszystkie odcinki „Niewiarygodne”, a w kosmitów wierzył tak, jak inni wierzą w Boga. Zaświaty dla starych, kosmos dla mnie, myślał, choć Hermaszewskiego już dawno nie stawiano nikomu za wzór. Rodzice słuchali rewelacji Igora najpierw z rozbawieniem, następnie z lekkim znużeniem, ale nim zaczęli się tym naprawdę przejmować, chłopiec przestał mówić.

Ile to już? Dziesięć lat?

Audycja rozpoczęła się znajomym dżinglem: ptasie trele, szemranie fontanny i klakson. Igor zamknął okno, uruchomił nagrywanie i podkręcił głośniki, by zagłuszyć piski i terkotanie. Cholerne smarki.

– Witam w „Akustemologii”! Tu Jula Urbańczyk. Jak co tydzień zabiorę was do świata poznawanego przy pomocy dźwięków. To już nasze pięćdziesiąte spotkanie! – Dziewczyna miała energiczny, choć spokojny głos: brzmiał jak aksamit i ciemna, gęsta czekolada.

Igor przypadkiem trafił na ten program prawie rok temu i na tyle osłuchał się już z jej głosem, że rozpoznawał, kiedy radość Juli była szczera, a kiedy zmęczyły ją drobne, codzienne utrudnienia. Teraz nie słyszał ani śladu goryczy.

Gdyby mówił, chciałby brzmieć tak, jak ona.

– W tym tygodniu opowiem o dzwonach. Pewnie nie raz zastanawialiście się, dlaczego nasze dźwiękowe spacery tak często kończą się kościelnymi dzwonami?

Igor skrzywił się, ale nie jęknął, kiedy zerwał strupa. Najgłębsza z czterech ran na łydce wciąż się nie zagoiła i chłopak wiedział, że dużo w tym jego winy. Nic nie poradzę, że to tak koszmarnie swędzi.

– Dzwony, szczególnie na wsiach, wyznaczały granice terenu postrzeganego jako dom. Poza wzywaniem na mszę i ostrzeganiem przed niebezpieczeństwem pomagały w przejściu do krainy umarłych: jeżeli cmentarz był oddalony od kościoła, to dzwony przestawały bić dopiero, kiedy kondukt pogrzebowy opuścił wieś. Wtedy odzywał się dzwon w kaplicy cmentarnej. Mówiono wówczas, że wiejski „żegna” zmarłego, a cmentarny go „wita” – opowiadała Jula z przejęciem.

Igor wyobrażał sobie, jak dziewczyna wierci się na krześle, szukając najwygodniejszej pozycji.  Widział, jak zakłada włosy za ucho. Na pewno są w jakimś ciepłym kolorze. Kasztan może? Pełne usta tuż przy mikrofonie, piegowaty, zgrabny nosek. Tylko oczu nigdy nie umiał sobie wyobrazić.

– Dzwony jako pierwsze witały też powracających podróżnych. Świat, w którym rozbrzmiewało ich bicie, był światem znanym i oswojonym. Bezpiecznym miejscem. – Zakończyła rozmarzonym głosem.

Bezpieczny czas, tak Igor myślał o momentach, w których słyszał głos Juli. Nawet nie wiedział dlaczego. Imponowała mu jej pasja? Odwaga? To, że w przeciwieństwie do mnie ciągle walczy?

– Dlatego nagrania naszych audio-spacerów staram się kończyć dźwiękiem dzwonów. Znajomy dźwięk zamiast znajomego krajobrazu – dodała z pewnym smutkiem i Igor poczuł, jak bardzo świat jest niesprawiedliwy. Może powinien był iść na medycynę? Matura z chemii poszła mu nieźle, nie zapomniał przez ten rok wszystkiego, mógłby nadrobić biologię i… Jasne, już to widzę.

Gdyby mógł, oddałby Juli połowę swojego wzroku. Nosiliby oboje musztardówki, ale przynajmniej żadne z nich nie tkwiłoby osamotnione w ciemności.

Tylko nigdy jej tego nie powiem.

– W drugiej części audycji Marta zabierze nas do Szczyrku. Miejski ambient często trudno jest przypisać do konkretnych miejsc, dlatego na stronie projektu już teraz zamieściliśmy mapki, a w ciągu dwóch tygodni jak zawsze pojawi się w pełni dostosowany do naszych potrzeb spacerownik akustemologiczny. – W głosie Julii zabrzmiał cień smutku. – Na razie posłuchajmy Marty.

Szczyrk brzmiał jak klaksony, głosy turystów, strumyk, góralska kapela, kolejka krzesełkowa i wiatr. Marta opowiadała o mieście, a Igor zastanawiał się, co naprawdę czuje Jula, słuchając tych nagrań.

– Na koniec chciałabym podziękować ekipie studia i członkom towarzystwa pomocy niewidomym, którzy umożliwiają mi prowadzenie tej audycji. – Dziewczyna zawahała się, a potem dodała z troską: – I proszę was, uważajcie na siebie, kiedy będziecie spacerować.

Igor wyłączył nagrywanie. Uważajcie na siebie. Musieli uważać, bo kilka tygodni temu ktoś zaczął atakować niewidomych na trasach spacerów dźwiękowych. Co, jeżeli ktoś skrzywdzi Julę? Śledztwa wlokły się niemiłosiernie, a on bał się o nią coraz bardziej.

Jak po każdej audycji, napisał maila.

Hej, świetna robota! Nic nie wiedziałem o takim znaczeniu dzwonów. Czy wiadomo już coś więcej w sprawie tych ataków?

Chłopak krytycznie spojrzał na swoje dzieło. Tych czy tamtych? Wiadomość nie mogła być zbyt długa, bo Jula dawno wyznała, że nawet korzystanie z dedykowanych komputerów nie jest dla niej łatwe, no i nie usłyszał nic, o co mógłby sensownie zapytać. Szkoda, że nie wypada poprosić o zdjęcie. Trudno jest trwać w zawieszeniu, znając kogoś tylko trochę, dopowiadając sobie resztę; łatwo się pomylić. Gdyby tylko…

Nie ma szans.

Przed snem Igor nastawił radio na stację z muzyką klasyczną. Wszystko jest lepsze niż cisza. Czasem zapadała niespodziewanie, jakby ktoś zarzucił mu na głowę gruby koc. Nasłuchiwał, nie mając odwagi drgnąć. Czekał na coś strasznego, ale cisza mijała, poczucie zagrożenia znikało, a on oddychał z ulgą.

Czego się tak boję?

 

***

 

To psycholog przekonał go do nagrania spaceru.

– Może warto spróbować, skoro tyle o tym myślisz? Jula potrzebuje pomocy w szykowaniu tych akustemologów, więc zrobisz coś dobrego. Przygotuj trasę po Chorzowie, o narrację się nie martw. Myślę, że nawet przypadkowi przechodnie chętnie przeczytają fragmenty opisów. Docenią, że ty, pomimo własnych kłopotów z głosem, próbujesz pomóc tym w gorszej sytuacji. Jak nie oni, to zawsze możesz liczyć na wsparcie rodziców. Oni zaś docenią, że wprost komunikujesz swoje potrzeby.

Igor spojrzał na niego z ukosa.

Bo teraz niby nie komunikuję wprost? Ha-ha.

Kiedyś trafił na terapię grupową poświęconą autoagresji. Pacjenci zebrani w kółku patrzyli na jego blizny, jakby to rozumieli.

Igor im zazdrościł.

On nie rozumiał.

Nie to, żeby nigdy nie próbował: chciał wiedzieć, o co go posądzają, ale zanim przyszła lekkość i ulga, o której mówili inni, to pojawił się ból i panika, bo krew nie przestawała płynąć z ran. Tygodniami usiłował odkręcić tę niby-próbę samobójczą. Więcej nie eksperymentował, choć cienkie, bezkrwawe kreski wciąż pojawiały się na jego skórze. Czuł ból skaleczeń, ale wiedział, że wrażenie jest przytłumione. Połowiczne. Jak przez watę.

Nikt nie chce wierzyć, że to nie ja.

 

***

 

Wychodząc z domu, Igor zawsze zabierał z sobą notes, długopis i parę zalaminowanych kartek – tak, nie, bilet jednorazowy, dziękuję. Nie wychodził jednak zbyt często.

Nigdy nie wiedział, kiedy opadnie go ta nagła cisza. Zastygał wtedy w miejscu, wbijał wzrok w płyty chodnikowe i czekał, aż dźwięki powrócą. Bał się, co będzie, jeżeli ktoś go potrąci, a potrącano go często, jakby nikt nie zauważał jego obecności: Igor nie kaszlał, nie pociągał nosem, nie chrząkał. Kiedy ktoś na niego wpadł, to zawsze patrzył ze zdziwieniem, zaskoczony jego cichą obecnością.

Z zadowoleniem stwierdził, że nie wszyscy przechodnie uciekają na widok zbliżającego się człowieka z zapisaną kartką, choć zwrócenie na siebie całej ich uwagi kosztowało go znacznie więcej, niż przypuszczał. Do potencjalnych czytających musiał podchodzić od przodu, bo nic by nie wskórał, wyrastając za nimi jak duch. Machał nieśmiało, a ludzie odwracali się, by sprawdzić, czy to na pewno do nich, i wtedy Igor chciał zapaść się pod ziemię ze wstydu. Pokazywał kartkę, jakby mógł się schować za napisem: „Nagrasz coś dla niewidomych?”. Potem pokazywał drugą, gdzie w skrócie opisał ideę projektu. I trzecią – z fragmentem, który mieli przeczytać.

Większość zgadzała się nagrać tych parę przygotowanych wcześniej zdań. Igor starannie wymazywał pozdrowienia, które dopowiadali od siebie.

Zaplanował spacer – fontanna, deptak na głównej ulicy, kawiarniany gwar, kurant na zegarze, harfa Eola pod teatrem, dzwonek zabytkowego tramwaju, pewnie górniczo-hutnicza orkiestra dęta byłaby miłym dodatkiem, ale kiedy zaczął już działać, to nie chciał czekać na jej najbliższy występ.

Wszystko zmierzało w dobrym kierunku, choć czasem czuł długie, zimne palce wspinające się jak pająki po jego łydkach. Wciąż nasłuchiwał, nie był tylko pewny, na co czeka.

Kładł się zmęczony i zadowolony. Radio cicho grało, a on wreszcie był mniej bezużyteczny.

 

***

 

Nie wiedział, jak to się stało.

Rankiem w łazience zobaczył, że na jego żebrach są nowe rany. Nierówne i poszarpane, jakby całą noc się wściekle drapał, ale pod paznokciami nie znalazł śladów krwi. Piekły go, kiedy wszedł pod prysznic. Były zbyt świeże, by pokrywały je strupy, ale dopiero po podrażnieniu ręcznikiem wypłynęło z nich jasne osocze. Obejrzał koszulkę, w której spał, ale wyglądała na czystą i nieuszkodzoną.

Jedna z teorii zakładała, że Igor lunatykuje. 

Znowu.

Powinien to zgłosić psychiatrze, ale…

Juli nie musiałbym się tłumaczyć. Dla Juli mógłbym być po prostu normalny.

W pokoju przestawił radio na stację informacyjną i, kiedy ludzie szumieli niezobowiązująco w tle, sprawdził pocztę.

Jula wreszcie mu odpisała.

Cieszę się, że dowiedziałeś się czegoś nowego dzięki mnie! Ataki, niestety, nie ustały, choć jest ich mniej. Policja nic nie wie. Brak świadków. Ale jeżeli przestanę robić te spacery, to przyznam, że miejsce niewidomych jest w zamknięciu, prawda? Więc nie przestanę. I ciągle czekam na spacer z Tobą!

Igor spojrzał na siatkę cienkich, białych blizn pokrywającą jego przedramiona.

Może to nie taki zły pomysł.

 

***

 

O tym, że wkrótce przeniosą zabytkowy dzwon ze Starego Kościoła do muzeum, przeczytał w darmowej gazetce znalezionej na ławce. Pewnie nie zdecydowałby się na tę trasę, gdyby nie to, że Stary Kościół był najstarszy w mieście, może nawet starszy od miasta, dzwon bił tam od zawsze, a teraz miały zastąpić go elektroniczne kuranty.

Stare i nowe dzwony. To powinno zaciekawić Julę.

Może po prostu potrzebował powodu, by wrócić na miejsce Zdarzenia? Rodzice najpierw zmienili parafię, potem w ogóle przestali zabierać go na msze. Jakoś tak wyszło, że nigdy potem nie znalazł się w tej okolicy.

 

***

 

Dla rodziny Borawskich Zdarzenie było tylko jedno. Pozostawiło po sobie niejednoznaczne świadectwo obdukcji, oniemiałego syna i zrozpaczonych rodziców.

– Mutyzm jest reakcją na zaburzenia lękowe, psychotyczne lub emocjonalne. W przypadku Igora jest to najprawdopodobniej skutek przebytej traumy. Musicie się państwo uzbroić w cierpliwość. Będzie potrzebna psychoterapia, ale chłopiec znowu zacznie mówić.

– Oby tylko dość wcześnie, bym zdążył dorwać tego skurwiela – powiedział ojciec Igora z ledwo tłumionym gniewem.

– Kochanie… – Jego matka położyła rękę na ramieniu męża. – Przestań.

To nie to, że Igor nie chciał mówić.

Igor mówić nie mógł.

Wkrótce też zrozumiał, że nie może klaskać, choć tupanie, nawet jeśli przytłumione, było nadal słyszalne. Nie kaszlał, nie kichał i nie siorbał zupy. Specjalnie dmuchał w policzek matki, kiedy wieczorem przykrywała go kołdrą, by mogła poczuć jego oddech, skoro go nie słyszała. Inne dzieci śmiały się, że to ufoludki porwały jego głos, a on zastanawiał się, czy oprócz głosu nie wzięli czegoś jeszcze.

Po Zdarzeniu czuł się tylko w połowie sobą.

 

***

 

Teraz stał w niewielkim parku, patrzył na kościółek na wpół skryty za drzewami i zastanawiał się, co powinien czuć, skoro nic nie pamiętał. Może to dobry moment na zakończenie tej historii? Niech na końcu będzie Słowo!

Zerknął na rozpiskę mszy – wkrótce powinni dzwonić. To ostatnie nagranieJula będzie zadowolona. Uruchomił dyktafon.

Serce dzwonu zaczęło bić, wspomnienia zaczęły się sączyć powoli, a Igor stracił przytomność.

Ktoś musiał wezwać pogotowie, bo obudził się w karetce, w rozkosznym jazgocie syreny. Dźwięk wwiercał mu się w uszy, był, tak bardzo był, i Igor był wdzięczny za tę obecność.

W szpitalu rodzice patrzyli na niego z przestrachem i nadzieją, jakby liczyli na to, że tam, gdzie zgubił swój głos, tam zdołał go teraz odnaleźć.

Lekarz szemrał o ataku padaczki, może w wyniku stresu pourazowego. Pacjent powinien odpocząć, najlepiej zostawić go na noc na obserwację.

– Czy przypomniałeś sobie coś, co ma związek z wydarzeniami sprzed dziesięciu lat? – pytał szpitalny psycholog.

Ze Zdarzeniem?

– Tak. Widocznie powrót w to miejsce musiał odblokować pewne wspomnienia i może to pierwszy krok do odzyskania twojego głosu.

Nie chcę.

– I do znalezienia tego skurwiela – dorzucił ojciec Borawski.

Nie chcę tego pamiętać!

– Dlaczego w ogóle tam poszedłeś? – wyrzut w głosie matki zabrzmiał jak oskarżenie.

Jakie „tam”? Nie wiem, o jakie „tam” chodzi! Zostawcie mnie w spokoju!

Leżał w szpitalnym łóżku, rozpaczliwie śledząc dźwięki – pikanie aparatury, skrzypienie butów, głosy pielęgniarek. W końcu któraś go pożałowała, kiedy ze łzami w oczach pisał, że bez muzyki nie zaśnie, i przyniosła mu stary sprzęt ze służbówki.

 

***

 

W nocy w szpitalu było cicho, bardzo cicho. Ktoś chyba wyłączył jego radio. Igor leżał bez ruchu, patrząc na sufit zalany oślepiająco białym światłem i poprzecinany czarnymi szczelinami.

To tylko światła aut i cienie drzew.

Nasłuchiwał i po raz pierwszy od Zdarzenia wiedział, na co tak naprawdę czeka – na dziwnie płaski dzwon rozbrzmiewający w tej nagłej ciszy. Tak to się zaczęło. Było cicho. Zrobił zły krok. A potem… Potem był w czarno-białym mieście. Gdybym tylko poczekał nieruchomo tak, jak to robił wiele razy później, to nic by się nie stało. Zboczył z drogi jeden jedyny raz i to wystarczyło, by bezpowrotnie zaprzepaścić całe życie.

To tylko światła aut i cienie drzew.

To czarno-białe miasto.

Obejmowały go długie ramiona, cienkie palce pieściły żebra, jak palce pianisty muskają klawisze fortepianu. Zatrzymały się na wgłębieniu pod mostkiem. Chciał skoczyć w przód, ale ostre paznokcie rozorały skórę, palce rozpychały żebra, sięgały głębiej, jakby chciały dotrzeć do płuc.

Obudził się bez krzyku.

To tylko zły sen.

Wypuścili go następnego dnia.

 

***

 

Wahał się, zanim odsłuchał nagranie dzwonu Starego Kościoła, ale tym razem nie zemdlał. Dźwięk był dobrej jakości, musiał tylko trochę skrócić nagranie, by nie było słychać okrzyków zmartwionych przechodniów. Igor niecierpliwie edytował, przycinał i sklejał swój spacer w całość. Myślał o dziwnym śnie, ale z trudem mógł przypomnieć sobie cokolwiek poza miastem czerni, bieli i ciszy.

Wieczorem Julia opowiadała o wizycie w zoo: co prawda można pogłaskać meczące kozy, ale ryk lwa nie brzmi tak strasznie, kiedy dochodzi z daleka, a nie wie się, jak zwierzę wygląda. Igor z trudem śledził słowa dziewczyny, ale dźwięk jej głosu, świadomość, że gdzieś tam siedzi i właśnie mówi do mikrofonu, trochę mu pomagała.

Trochę.

Jego myśli wciąż uciekały do czarno-białego miasta pełnego ciszy, choć jakaś Monika oprowadziła ich po Cieszynie, bezbarwnym mieście pełnym dźwięków i Igor po raz kolejny uświadomił sobie, jak wiele dzieli jego i Julę.

Przecież to był sen.

Tym razem dziewczyna nie prosiła, by jej słuchacze na siebie uważali, ale chłopak widział wyraźnie, jak czarne postacie krążą dookoła niej, gotowe zaatakować, by bronić świata, w którym każdy wszystko może, a jak nie może, to tylko dlatego, że nie chce.

Długo nie mógł zdecydować, o czym napisać w mailu. Wysłał więc tylko propozycję spaceru.

Jula odpisała następnego dnia: Co za świetny pomysł, zaprosić do współpracy mieszkańców! Och, jak to pomoże rozpowszechnić świadomość o problemach, z jakimi borykają się niewidomi! Oczywiście, uwzględnimy to nagranie w audycji. I nagramy przewodnik akustemologiczny. Możesz nam pomóc w realizacji? Wyślesz nagrania samych dźwięków, Arek przekaże ci, co i jak. Trzeba by wprowadzić pewne zmiany, jak słuchałeś wcześniejszych spacerów, to sam złapiesz, o co chodzi. Wkrótce się spotkamy, bo muszę sprawdzić miejsce przed audycją. Przyjadę na parę dni.

Wkrótce się spotkamy.

Tylko kim, do diabła, jest Arek?

 

***

 

Igor nie słuchał nigdy nagrań gotowych spacerów. Głównie dlatego, że nie prowadziła ich Jula. Jak wyjaśniała w którymś mailu, ona sprawdzała, jak spacer wypada w praktyce z perspektywy niewidomego, co zostawić, co zmienić, ale potem nagraniem zajmowali się wolontariusze. Bo jak by to brzmiało, gdybym ja, sama niewidząca, miała opisywać to, co jest dookoła? Igor musiał przyznać jej rację.

Teraz ściągnął wszystkie spacery i zaczął przesłuchiwać je po kolei. Najstarsze z nich przygotowywano z entuzjazmem, choć bez umiejętności, ale pierwszego nie ubywało, drugiego przybywało i każde kolejne nagranie było coraz lepsze.

Widział te miasta, jakby odwiedzał je naprawdę.

Widział. Jak je odbiera Jula?

Nie tak dawno dodali nawet sygnaturkę dźwiękową, sygnał do rozpoczęcia spaceru, choć użyli innego dżingla niż w audycji: gwizd ruszającej kolejki, huk pistoletu, dziwnie płaski dzwon. Brzmiał, jakby dochodził spod wody.

Coś mu ten dźwięk przypominał. Odsłuchał go raz jeszcze i zamarł bez ruchu, bo nagle pokój wyglądał jak krzywo narysowany czarną kreską na białym papierze i Igor nie wiedział, gdzie kończy się podłoga, a gdzie zaczyna ściana. Cienie niebezpiecznie falowały, ale pozostały skryte w szczelinach. Zupełnie jakby nasłuchiwały. Spokojny głos opisywał trasę spaceru i Igor słuchał odgłosów miasta. Nie miał odwagi się ruszyć.

W końcu nagranie dobiegło końca i dźwięk kościelnych dzwonów zmył biel i czerń.

Igor poczuł, że jego koszulka przesiąkła potem.

Siadł ciężko na łóżku.

Co to było? Skąd wzięli ten dzwon z początku? Dzwon…

Wspomnienia już nie sączyły się powoli.

 

***

 

Igor miał dwanaście lat i tenisówki z odpadającą podeszwą. Śmiesznie kłapały, kiedy chodził. Zastanawiał się, gdzie są jego koledzy. Mieli czekać w południe przy trzepaku, ale matka przetrzymała go w domu i wszyscy gdzieś zniknęli. Może od samego początku planowali przed nim uciec? Wciąż śmiali się z jego opowieści o kosmitach, choć już dawno przestał o tym mówić. Gdyby rodzice wreszcie ulegli jego błaganiom i kupili mi telefon komórkowy, mógłbym zadzwonić do Jurka, a tak? Powie im, że to ich wina, niech wiedzą. Traktują go źle.

Najpierw boisko, zdecydował. Obszedł blok, znalazł się przy ruchliwej ulicy. Przebiegł na drugą stronę, jakiś kierowca wściekle zatrąbił, Igor pokazał mu język. Przejechało kolejne auto. Chłopiec drgnął zaskoczony – zupełnie go nie słyszał. Nic nie słyszał. Poszedł wzdłuż ulicy, ale trampek nie kłapał. Świat był całkiem cichy i przez chwilę Igor myślał, że nie żyje.

Wtedy usłyszał dzwon. Nie, nie dzwon, coś innego. Dźwięk trwał dużo dłużej i był jakoś dziwnie płaski. Stłumiony. Może jednak dzwon? Rozejrzał się, ale nie wiedział, co mogło tak dzwonić.

Może to z kościoła?

Igor zrobił krok, drugi, trzeci i wtedy dzwon umilkł, a świat stracił barwy.

Jakby wszedł do komiksu – wszystko było czarno-białe. W białych płytkach chodnikowych wyraźnie odznaczały się czarne szczeliny. Miał wrażenie, że sięgają głęboko w ziemię i dmucha z nich wiatr. Budynki stały jakieś krzywe, nie mógł powiedzieć, gdzie jest granica między jednym a drugim. Biel raziła oczy, a czerń wywoływała zawroty głowy.

Zrobił parę kroków. Teraz brzmiały strasznie głośno, zupełnie jakby nie należały do tego miejsca. Tak jak jego oddech.

– Halo? – zawołał wystraszony i od razu zakrył usta dłońmi, jakby mógł zatrzymać swój głos. Okrzyk upadł płasko na ziemię, nie odbijał się echem pomiędzy budynkami.

Jeżeli to są budynki.

Cisza brzmiała teraz jeszcze bardziej przytłaczająco. Chciał iść dalej, ale zgubił orientację i najwyraźniej zszedł z krawężnika, bo nagle stracił równowagę. Przewrócił się, rozbił kolano, krew wyglądała dziwnie czarno. W panice wskoczył z powrotem na chodnik, rozejrzał się, ale nie widział żadnego auta. Przechodnie zniknęli. Gdzieś przy tej ulicy powinny być ławki, ale żadnej nie widział. Nie było też małych, cherlawych drzewek.

Chciał wracać do domu, ale nie wiedział, w którą to stronę. Kolano bolało. Stawiał ostrożne kroki, bojąc się, że ziemia będzie nierówna i znowu upadnie. Spojrzał w górę – czarna chmura wrastała w czarne kontury białego budynku, choć jedno ledwo co przypominało chmurę, a drugie ledwo co przypominało budynek. Spojrzał pod nogi – płyty chodnikowe były nierówne, wykrzywione, a szczeliny zmniejszały się i zwiększały, jakby coś pod nimi oddychało. Igor zamknął oczy i pobiegł przed siebie. Kłapanie trampka brzmiało jak huk wystrzału. Szczeliny poruszały się gwałtownie, choć bezszelestnie.

Nie wiedział, jak daleko odbiegł, zanim znowu się wywrócił. Kolano bolało jeszcze bardziej, w dodatku zdarł sobie skórę z dłoni.

Chciał wstać, ale poczuł, że coś mocno trzyma go za kostki. Po chwili złapało też przedramiona. Długie, wąskie palce wysuwały się ze szczelin i krępowały jego ruchy. Krzyknął. Zaskoczone palce jakby poluzowały chwyt, ale zaraz znowu go wzmocniły. Zimne dłonie wędrowały po jego łydkach, sięgały wyżej, w stronę kolan, jakby chciały go połaskotać. Słyszał krew tętniącą w uszach i gardle, swój rwany oddech; słyszał ciszę wszystkiego dookoła. Cienie na jego rękach rozszerzały się, coraz silniej ściskając nadgarstki, dłonie wsunęły się w nogawki spodenek. Czuł, jak długie palce obejmują jego uda.

Nie mógł uciec. Krzyknął znowu. Czuł ostre paznokcie na pośladkach. Cienie na jego rękach wyglądały jak sińce lub plamy z atramentu. Zawył, kiedy wzmocniły uchwyt. Poluzowały uścisk, by zaraz ponowić go trochę słabiej, jakby sprawdzały, kiedy Igor zacznie krzyczeć. Spróbował coś powiedzieć:

– Gdzie jestem, nic nie zrobiłem, chcę wrócić do domu… – Cień przesunął się, zaciekawiony głosem jak nową zabawką, oplótł jego ramię, sięgnął do ust i Igor znowu zaczął krzyczeć. Nagle zawisł w powietrzu, szczeliny i cienie otaczały go ciasnym kręgiem. Nie wiedział, na co patrzeć, gdzie góra, a gdzie dół.

Za  każdym razem, kiedy krzyczał, cienie wydawały się nieruchomieć, może wahać, potem jakby próbowały zmienić sposób dotyku. Jak palce na fortepianie. Inaczej krzyknął, kiedy przecięły skórę na jego pośladkach, inaczej, kiedy mocniej ścisnęły nadgarstki. Inne było charczenie, kiedy cienie odkryły jego gardło. Z nóg spływała mu krew. Czarna. Biała.

Cienie szukały nowych dźwięków.

Nic nie zrobiłem, chcę wrócić do domu! chciał krzyknąć, ale zdołał tylko jęknąć.

Wtedy usłyszał dzwony. Dzwoniły wściekle, raz za razem, brzmiały inaczej niż ten wcześniejszy. Fale dźwięku obmywały ulicę, kontury nabierały kształtów i Igor zobaczył, jak palce znikają w szczelinach. Nie chciały go puścić; wyrywał się i w końcu usłyszał trzask, poczuł, jak zrywają z niego coś śliskiego, jakby zrzucał skórę. Wolny pobiegł w stronę dźwięku dzwonów. Zrobił krok i stanął przed kościołem, w niewielkim parku.

Słońce już zachodziło.

Dookoła zebrali się ludzie. Ktoś krzyknął na jego widok, ktoś do niego podbiegł, o coś pytał, ale chłopak zasłonił usta, kręcił głową i odpychał wyciągające się w jego stronę ręce. Zanim stracił przytomność, usłyszał jeszcze:

– Wezwijcie pogotowie!

 

***

 

Igor siedział na łóżku, wpatrując się w swoje przedramiona. To nie moja wina. Poczuł ulgę. Ale jak to się dzieje? I strach.

Jula.

Mówiła, że niedawno dodali dżingla do spacerów. Tego dżingla.

Niedawno zaczęto ich atakować. Nie ma świadkówJeżeli… Dzwony słyszą tylko oni, a resztę dźwięków przynoszą ze sobą, to cały czas myślą, że są u siebie. Nie wiedzą, że coś się zmieniło i że powinni się bać. Są tam tylko w połowie – nie zobaczą, jak kolory znikają, jak świat staje się płaski, jednowymiarowy, czarno-biały. Będą szli, aż znajdą ich cienie.

Chyba że wcześniej usłyszą dzwony.

Znajomy dźwięk zamiast znajomego krajobrazu.

Jula mówiła, że teren objęty dźwiękiem dzwonu jest terenem bezpiecznym.

Muszę ją ostrzec. Przecież nie wiemy, ilu ludzi nie wróciło z tych spacerów, ilu przypadkowych przechodniów, takich jak ja, przepadło w tym mieście, kiedy usłyszeli ten dźwięk.

 Czego oni mogli chcieć? Jeżeli to wspomnienie było prawdziwe… Nieokreślony strach zniknął, choć wiedza, czego się boi, nie była wiele lepsza.

Coś go wtedy zraniło. Coś raniło ludzi teraz. Coś odebrało mi głos.

Muszę ją uratować. Nie zawsze ten nagrany dzwon prowadzi do miasta. Musiałem odsłuchać go ponownie.

Przez chwilę Igor chciał znowu odsłuchać nagranie tego dziwnego dzwonu, ale co potem? Wolałbym nie wracać do tamtego miasta, jeżeli nie muszę.

Zamiast nagrania uruchomił przeglądarkę. Teraz przynajmniej wiedział, czego szukać.

Parę dni, wiele stron internetowych i trzy wizyty w bibliotekach później Igor był bogatszy o wiedzę dotyczącą introwertyzmu, tonięcia, zakonnych ślubów milczenia, biernego oporu Mahatmy Gandhiego, budowy fal dźwiękowych, pracy komandosów i snajperów. Kiedy próbował podejść do zagadnienia od innej strony, trafił na gifa ze skaczącym słupem i efekt McGurka, sprawiający, że słyszymy oczami, mizofonię, The Hum, Bloop, najsamotniejszego wieloryba na świecie i tąpnięcia nieboskłonu.

Przy nich zatrzymał się na dłużej. No, przy wielorybie też.

Wieczorami z nostalgią przeglądał strony dotyczące UFO, reptilian i wywoływania duchów.

Nie dowiedział się jednak niczego przydatnego i czuł lekkie wyrzuty sumienia, kiedy z końcem tygodnia czekał na Julę na dworcu. Kiedy dziewczyna wysiadła z pociągu, Igor nie myślał już dłużej o cieniach.

Nie wyglądała tak, jak sobie wyobrażał. Była niższa i pulchniejsza, włosy związała w niedbałego kucyka. Miała czarne okulary i białą laskę, wąskie usta, proste ubrania i spokojne, powolne ruchy, jakby chciała dać światu czas na zejście jej z drogi. Żadnych piegów. Było w niej coś onieśmielającego i nie była to tylko widoczna niepełnosprawność.

Igor nie umiałby wyobrazić sobie lepszej Juli.

Na ramieniu zawiesiła dyktafon, diody migały, więc pewnie nagrywała. Uśmiechnął się gorzko. Raczej nie mnie. Przynajmniej trema mu nie groziła.

– Cześć. – Wklepał w aplikację syntezatora mowy.

– Och, cześć – odpowiedziała lekko zaskoczona Jula. – Używasz apki do rozmowy? Sprytnie!

– Pewnie jesteś zmęczona. – Wziął torbę Juli i poprowadził ją w stronę hotelu.

– Trochę. Przede wszystkim chcę pozbyć się bagażu. Potem będę wdzięczna, jak mi opowiesz o mieście. Och, przepraszam.

– Nic się nie stało. Czy ten głos nie jest męczący?

– Syntezator? Nie, przyzwyczaiłam się już. Nie zawsze były przecież dostępne audiobooki i słuchowiska.

Później, przy kawie Igor zapytał nieśmiało, choć syntezator nie przekazywał takich niuansów:

– Nie musisz szybko wracać na nagranie kolejnej audycji?

– Och nie, nagrywam wszystko raz w miesiącu. Tak jest łatwiej. No i potem mogę się łatwiej dostosować z terminem wizji lokalnej do autora propozycji. Nie każdy jest tak dostępny, jak ty. Choć maile sprawdzam na bieżąco – zakończyła ze śmiechem.

Igor poczuł nieprzyjemny ciężar w żołądku. Audycje nie są na żywo?

– Ten grafik jest wykańczający – mówiła dalej i Igor byłby najszczęśliwszy, gdyby nigdy nie przestała. – Ale wiem, że jak zwolnię, to cały projekt siądzie. No i dostaję odpowiedzi, że ludzie są wdzięczni, że to pomaga im wyjść z domu, jak sprawdzę, czy na trasie nie ma aut i innych przeszkód. Rodzinom pomaga, gdy wiedzą, że nie biorą swojego ślepego w nieznane terytorium, tylko takie, gdzie sobie poradzi. I jak jest już kawałek zrobiony, to łatwiej potem przekonać lokalne organizacje, że to ma sens, że warto. No i sama mogę się wyrwać z domu. A w ogóle to jesteś poza kolejką, bo dawno nic na Śląsku nie robiliśmy! – zakończyła ze śmiechem.

Igor patrzył, szczęśliwy, że ona nie widzi tego patrzenia. Nie pozostawiało wątpliwości. Od pierwszego usłyszenia.

– Myślę, że powinniśmy tu zrobić jeszcze jeden, dodatkowy spacer. – Jula postukała paznokciem w blat stolika. – Taki z dźwiękami przemysłowymi. Edukacyjny bardziej niż rozrywkowy. Słucham tych wszystkich grających na piłach czy gwoździach i to też jest super. Muzyka maszyn… – rozmarzyła się. – Choć najbardziej to lubię słuchać dźwięków z ludzi!

Igor zamarł.

– Co masz na myśli? – zapytałby przez ściśnięte gardło, ale głos apki brzmiał normalnie. Przeszedł go dreszcz, jak wtedy, kiedy wydawało mu się, że czuje zimne dłonie na łydkach, długie palce przebiegające po żebrach.

– No wiesz… Kichanie i burczenie w brzuchu. Szelest ubrań. Potakiwanie i pomrukiwanie. Czasami czuję się, jakbym rozmawiała z orkiestrą. No i muszę łapać niuanse tonu. To, jak ludzie mówią, jest czasami ważniejsze od tego, co mówią. Wiesz, jest trochę dziwnie. Rozmawiamy, ale dalej pozostajesz dla mnie wielką zagadką, bo słyszę tylko syntezator. – Wyciągnęła rękę, jakby chciała go dotknąć, by sprawdzić, czy tam naprawdę jest.

Igor był, ale tylko w połowie.

Dźwięki z ludzi? Grali na mnie? Sprawdzali, jakie dźwięki wydaję?

Nie próbowali się z nim porozumieć. Byli ciekawi, tak jak dzieci ciekawe są głosów zwierząt.

Po prostu dobrze się bawili.

Odprowadził Julę do hotelu, umówili się na spotkanie następnego dnia i Igor wrócił do domu. Długo nie mógł zasnąć. Myślał o cieniach i o skórze, którą z siebie zrzucił, kiedy uciekał.

Co ja tam zostawiłem? Nerwy dźwiękowe?

I jeżeli ciągle na nich grają, jak wtedy grali na mnie… To stąd te wszystkie rany? Człowiek stworzył tyle mechanicznych instrumentów, a możliwości kości, mięśni, nerwów, tętnic, żył i wszystkich innych części, jakie są w ciele każdego zwierzęcia, pozostają niewykorzystane. Trzeba nam uważać to ciało za instrument, który, jako uczyniony rękami Boga, jest bez porównania lepiej obmyślony i zawiera w sobie dźwięki bardziej godne podziwu, niż jakikolwiek przyrząd stworzony przez człowieka.

 

***

 

Spacer wypadł muzycznie i Jula była zachwycona. Na koniec usiedli w knajpce przy rynku.

– A to intro, które macie w nagraniach, to skąd? – zapytał, wdzięczny syntezatorowi za beznamiętny ton. On sam drżał spięty, serce pewnie waliłoby mu jak młotem, gdybym tylko nie zostawił dźwięków po tamtej stronie.

– Dżingiel? Fajny, nie? Lubię ten niski dźwięk na koniec, taki niepokojący, jakby naprawdę wyruszało się na wielką przygodę. To nawet była przygoda. Zgubiliśmy kilka tygodni temu dyktafon, myśleliśmy, że został skradziony, ale leżał niedaleko na ziemi, jakby ktoś go upuścił, i to z takim nagraniem! Dobrze, że był ze mną wtedy ktoś widzący, bo byśmy to stracili…

– Ten dzwon tam nie pasuje. – Syntezator oznajmił beznamiętnie.

– Dlaczego? – spytała zaskoczona Jula.

– Słyszałaś pewnie o leczeniu za pomocą dźwięków, nie? Tybetańskie gongi i inne misy. Skoro mogą leczyć, to mogą i szkodzić, a ten ma takie złe wibracje.

– Bzdury. – Jula machnęła ręką, niewiele brakowało, a wywróciłaby szklankę. Zapadła niezręczna cisza. Jak mam to wytłumaczyć? W końcu Jula zaczęła mówić o czymś innym, a Igor nie śmiał poruszyć ponownie tego tematu.

Nie mógł jednak tego tak zostawiać.

Po powrocie do domu spisał całą historię, o tym, jak miał dwanaście lat i przestał mówić, przypomniał jej, jakie znaczenie mają dzwony, co może łączyć ataki i dźwięk z dżingla. Opisał też to uczucie rozdwojenia, rany pojawiające się znikąd, choć może wcale nie znikąd, tylko stamtąd, może to nie było rozdwojenie, tylko rozciągnięcie?

Wszystko o nim, podane mechanicznym głosem syntezatora i zgrane na empetrójkę.

No, może poza kosmitami.

 

***

 

Pozostało im jeszcze tylko nagranie ostatniego bicia dzwonu w Starym Kościele. Zrobiono z tego niezły cyrk, tylko straganów ze słodyczami brakuje. Farorz uroczyście zadzwonił po raz ostatni i pobłogosławił robotnikom ściągającym dzwon z wieży. Zaraz miały po raz pierwszy rozbrzmieć elektroniczne kuranty. Igor bał się chwili, kiedy zabrzmi bicie dzwonu, nic specjalnego jednak się nie stało.

Usłyszał tylko długi, przeciągły jęk, jakby pękło mu serce.

– Poczekamy, aż puszczą ten elektroniczny, co? Też niech będzie na nagraniu. Stare i nowe – poprosiła dziewczyna, odwracając głowę w jego stronę.

Było stare, przyjdzie nowe. Jest Jula. Jestem w domu. Przysunął się odrobinę bliżej. Nie mogła go usłyszeć, pewnie poczuła ruch powietrza i zrobiła krok w prawo, dalej od niego. Nic nie powiedziała, pokręciła tylko głową.

Nagrali elektroniczny kurant, ale Jula nie wyglądała na zbytnio zadowoloną. Szła markotna, nie chciała nawet słyszeć o wyjściu na piwo, jakby bała się, że Igor nie zrozumiał pierwszego „nie”. Pod hotelem zatrzymał ją na chwilę, odetchnął cicho i głęboko, zniecierpliwiona dziewczyna już miała coś powiedzieć, ale ubiegł ją syntezator:

– Wiesz, może istnieć powiązanie między atakami a tym dżinglem. – Igor wcisnął w jej dłoń pendrive’a. – Tu jest wszystko. Jak posłuchasz, to zrozumiesz.

Musi uwierzyć.

 

***

 

Następnego dnia Igor szedł do hotelu z sercem w gardle.

Co, jeśli jednak nie uwierzy?

Mimo wszystko kupił kwiaty. Kwiaciarka ze zrozumieniem przyjęła jego pisaną prośbę: byle były pachnące.

Nie zastał jednak Juli na miejscu.

– Wyszła pewnie na spacer czy coś – powiedział znudzony recepcjonista.

Igor stał i patrzył na chłopaka. Jak to, wyszła? Serca spadło z gardła gdzieś do żołądka. Nie uwierzyła i mnie sprawdza? Dłoń mu drżała, kiedy położył kwiaty na stoliku. Muszę ją odnaleźć. Muszę ją powstrzymać. Muszę ją uratować. Powoli wyszedł z budynku, mechanicznie stawiając krok za krokiem. Zatrzymał się na ulicy, rozejrzał, ktoś go popchnął i Igor pobiegł w miasto. Gdzie mogła pójść?

Minął ją, zawrócił, chwycił za ramię.

Kobieta krzyknęła.

To nie ona.

Każda kobieta była Julą, żadna nią nie była i Igor bał się, że stracił ją na zawsze.

Czy zabrała ze sobą nagranie dzwonów na powrót?

Stanął przed fontanną.

Tu zaczynamy spacer. Może…

Wsunął słuchawki do uszu i uruchomił nagranie intra. Cisza. Gwizd. Pistolet. Dzwon. Nic. Spróbował jeszcze raz. I jeszcze raz. I… Woda płynęła biało-czarna, krawędzie rozlewały się, rozmywały, chwiejne, niepewne. Igor pobiegł przed siebie. Nie patrzył pod nogi. Kolory zniknęły, trzeci wymiar zwinął się, złożył na płasko.

Jula!

Nigdzie jej nie widział. Nie słyszał jej głosu. Pobiegł deptakiem, który coraz mniej przypominał siebie, kawiarnie zniknęły, nie widział już żadnych roślin. Może jej tu nie ma?

Cienie wychodziły ze szczelin. Były coraz bliżej.

Jeszcze chwilę. Jeszcze kawałek.

Harfa Eola wyglądała, jakby miała zęby. Cienie czepiały się jego nóg, rozrywały nogawki, rozcinały skórę. Rozejrzał się, ale nie dostrzegał Juli między bielą a czernią.

Nie słyszał jej głosu.

Nie mogę tu zostać.

Igor sięgnął po dyktafon, uruchomił nagranie dzwonu, ale fala dźwięku nie zmyła czerni i bieli. Odtwarzał je raz po raz, a cienie falowały coraz intensywniej, coraz bardziej chaotycznie, jakby śmiały się z jego prób.

Przecież dzwon jest martwy.

Serce mu pękło.

 

***

 

– Myślałem, że pani już wyszła. Źle na klucze spojrzałem, przepraszam. Był ten chłopak co wcześniej, jak usłyszał, że pani nie ma, to wyszedł. Kwiaty zostawił. – Recepcjonista podał Juli bukiet. Dziewczyna przysunęła go do twarzy.

Szkoda, pomyślała. Miałam nadzieję, że lepiej zniesie odmowę, no i chciałam z nim porozmawiać o tym jego nagraniu. Trudno, może jeszcze tu wróci. Albo maila napisze.

Ładnie pachną te kwiaty.

 

***

 

Długie, ostre cienie poniosły go przed siebie, choć równie dobrze to miasto mogło się przesuwać pod nimi. Nie wiedział. Znowu stracił orientację w tych dziwnych wymiarach.

Miasto dawno przestało przypominać to, które znał. Kontury rozlewały się w kształty, kształty przechodziły w kontury, nie wiedział, czy to on się porusza, czy budynki; może zmieniały się tylko biało-czarne plamy a kiedy wszystko zastygło w miejscu zobaczył, że to bez znaczenia.

Cienie czekały na niego.

Coś spadło z góry, z dołuwoda?, ale nie pozostało na skórze, przez pory spłynęło do środka. Zebrało się w mięśniach, osiadło na kościach, zatkało żyły. Błoto. Zabolało i Igor nie zdołał powstrzymać głośnego jęku. Głos padł płasko na ziemię, nie odbijał się echem pomiędzy budynkami.

Cienie otoczyły go, wyciągnęły długie ręce, przesunęły paznokciami po jego skórze, zupełnie jakby sprawdzały nastrojenie strun głosowych.

Wyraźne zadowolone głębszym, bogatszym brzmieniem instrumentu wróciły do gry.

Igor dawno nie używał głosu, ale nie wyszedł z wprawy.

 

Koniec

Komentarze

Klik bez komentarza.

Fajnie korzystać z przywilejów władzy. wink

Nie martw się, Fizyku111, nie przypominam sobie żebym dał komuś klika nie zostawiając komentarza (chyba żeby skleroza jakaś się przytrafiła). Natomiast to, czy dam klika i komentarz natychmiast, czy wtedy, gdy będę miał czas na pisanie owego komentarza (a piszę zazwyczaj nieco dłuższe), to, pozwolisz, pozostanie moją sprawą wink

Jako dyżurny mam na to jeszcze mnóstwo czasu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A dlaczego kilknąłeś od razu? Zresztą tak, jak Fun. Domyślam się, że nie zrobiłeś tego bezmyślnie, tylko zupełnie świadomie i z konkretnego powodu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Chyba nie spodziewasz się, Darconie, że będę się Tobie tłumaczył z tego kiedy daję kliki?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rozpętałeś kilka dni temu dyskusję o zbyt spontaniczne nominacje do piórek, która odbiła się szerokim echem na forum, pojawiły się też głosy o być może zbyt pochopne klikanie biblioteki. 

Jesteś w loży, nie zwykłym użykownikiem, jesteś władnym przy przyznawaniu piórek i jako takiemu zadaję pytanie. Dlaczego klikasz bez słowa uzasadnienia. Czy w kontekście ostatniej dyskusji moje pytanie nie jest zasadne?

Tak samo zresztą zrobił były członek loży. Zauważ, że nie wyrażam żadnej opinii, przytaczam tylko fakty i zadaję pytanie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Kilka dni temu? Rozpętałem? 

Darconie, unieś głowę i przeczytaj co napisałem Fizykowi. Słońce za oknem, a Ty szukasz gównoburzy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie, nie szukam gównoburzy i nie zakrzyczysz mnie, Marasie, jak to często masz w zwyczaju.

Pytam raz jeszcze. Dlaczego świadomie kliknąłeś od razu, a nie zaczekałeś z klikem, jak napiszesz komentarz?

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Coś Ci się pomyliło, Darconie. Dla mnie to koniec rozmowy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie podobało mi się, już jak Cobold “wskoczył” do biblioteki bodajże bez żadnego komentarza, ale Ciebie uważałem za chodzącego własnymi ścieżkami. Twardy i trudny był z Ciebie przeciwnik we wszelkich dyskusjach, ale tym jednym, jebanym klikiem straciłeś dla mnie swą niezależność. Kuźwa, że też akurat Ty.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Panowie, upraszam o ogarnięcie się. Jesteście pod czyimś opowiadaniem.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Oczywiście przepraszam, Wybranietz za ten off top. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

No ja tam czekam, aż fizyk z Darconem wreszcie przeczytają tekst i go skomentują, zamiast bić pianę o brak komentarzy.

Może, jak przeczytacie, to uznacie, że jednak były podstawy do klikania? 

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Ja tu jeszcze wrócę poczytać opowiadanie, a póki co tylko wspomnę, że tagi można doedytować, bo jak nie ma tagów, to przy wskakiwaniu do biblioteki nie wskoczy na główną.

WYBRANIETZ nie chce się chyba chwalić, ale to opowiadanie ukazało się na papierze w twardej okładce w bardzo prestiżowej publikacji, dlatego są zapewne całkiem dobre powody, by znalazło się również w bibliotece na tym portalu.

Było mi dane czytać to opowiadanie jeszcze przed publikacją, w zamierzchłych czasach. Pamiętam, że wyraziłem o nim raczej pozytywną opinię, choć mało entuzjastyczną. To wcale nie jest horror, bardzo słabo się wystraszyłem! Ale wszystko jest tu bardzo smutne i takie zajmujące, realistyczne. I od tamtego czasu oglądałem film PROCEDER o Tomaszu Chadzie, i tam pada takie zdanie, że “nie bój się jak jest źle, bój się jak jest dobrze – bo to znaczy, że zaraz się coś spieprzy”. Czy jakoś tak. Podobnie w tym opowiadaniu. on wreszcie był mniej bezużyteczny, potem spotkał swoją Julię – i zaczęły się znowu dziać te rzeczy. Nic dziwnego, w prawdziwym życiu jest dokładnie tak samo.

No ja tam czekam, aż fizyk z Darconem wreszcie przeczytają tekst i go skomentują, zamiast bić pianę o brak komentarzy.

Piany nie biłem, lekko urażony się poczułem tym zarzutem – z naciskiem na lekko.

Może, jak przeczytacie, to uznacie, że jednak były podstawy do klikania? 

Nie kwestionowałem podstaw do klikania (ale jest opcja, że nie rozumiem,tego co napisałem)

 

Szkoda, że tak się porobiło, bo jak teraz napiszę, ze nie porwało, że nie do końca zrozumiałem (a może zrozumiałem, ale było tak niedopowiedziane, że nie jestem pewien czy zrozumiałem dobrze) to wyjdę na małostkowego kurdupla.

No, ale najwyraźniej zbyt ambitne opowiadanie jak dla mnie. Bo o ile psychologia i relacje pomiędzy Igorem i Julą są przedstawione rewelacyjnie i zrozumiale, to relacja pomiędzy Igorem i miastem jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.

A jeszcze lk dołożył twardą oprawę.

opowiadanie z 2002

Ale chyba nie w oryginale, co? ;-) Z jednej strony jest co najmniej kilka elementów, które bardzo sugerują osadzenie akcji w tych okolicach czasowych, ale z drugiej jest też trochę kompletnie do tego czasu niepasujących, ewidentnie wprowadzonych później. Jak sądzę pierwotnie chodziło o syntezator w formie urządzenia? Czepiam się oczywiście, bo data z przedmowy nie wpływa na odbiór tekstu.

Ciekawie wychodzi kilka elementów, które wręcz kojarzą się z że tak powiem “geometrią percepcji” (określenie robocze, chodzi mi o to, ze można tam sobie wizualizować). Nadal nie uruchamia to synestezji, ale i tak jest to ciekawe.

W ogóle w tym kontekście jeszcze jedno spostrzeżenie od czapy: Igor, Jula, Arek… Ciekawa symetria tych imion, wszystko czteroliterowe, męskie od samogłoski, kobiece co oczywiste odwrotnie. Podejrzewam, ze niecelowo, ale w połączeniu  z tymi “geometrycznymi” opisami percepcji dobrze się to komponuje. No masz rękę/ucho do odruchowego wplatania czegoś takiego, co dobrze brzmi w połączeniu z teoretycznie zupełnie odrębnymi cechami tekstu. No niepowiązane, na 99% niezamierzone, a jednak kompozycyjnie coś dodaje.

W ogóle jak to po Twojemu, w innych tekstach często wplatasz ciekawe sformułowania dotyczące emocji i doświadczeń, tutaj zamiast tego w podobny sposób odnosisz się do percepcji. I tak btw, jest tu kilka elementów, które mogą się kojarzyć z “Murmurkami”, ale w porównaniu z nimi ten tekst jest lepszy.

Z jednym wyjątkiem.

Dużym.

Choć tekst jest bardzo fajny, to pierwsze 20 tysięcy znaków spokojnie można skompresować do 10 tysięcy. Bo ta pierwsza (około) połowa jest trochę przegadana, zbyt rozciągnięta. Tuż za połową tekst wpada w dobry rytm i tempo i jest wtedy jest fajnie. Ale ta pierwsza połowa zwyczajnie zmniejsza całościowe wrażenia z tekstu (nie z powodu formy, a z powodu własnie nadmiernego rozciągnięcia).

No szkoda, ze nie skoro już były modyfikacje tekstu, to nie popracować nad tym elementem, choć… może to było i celowe. Pamiętam, ze przy “Aberracji mrozowiska” (tu bym chciał dać linka, ale komuś się usunęło lub dało do roboczych, szkoda), wspomniałaś, że tekst, który moim zdaniem miał formę niepomiernie rozciągnięta względem treści, sama byś najchętniej jeszcze bardziej rozbudowała. Kwestia postrzegania, przekaz kontra sztuka językowa.

No, ale skoro o tym mowa, to jest jest jeszcze jeden element, który przy innych poprawkach można było uwzględnić – można było zrobić drobne szlify w samym finale. Choć i bez tego jest dobre, działające na wyobraźnię. Choć wiem doskonale, że tu mogłabyś zadziałać sporo, podbijając w ostatnich taktach emocje czytelnika poziom wyżej. A wiem, że masz do tego i warsztat i umiejętność wpływania na czytelnika.

A w ogóle to już nie pierwszy raz, jak w Twoich opowiadaniach przemycasz różne przyziemne, niezauważalne problemy “zwykłych ludzi”. Wplatasz je gdzieś w tło, ale to jest. Ciekawe i znaczące. Takie drobne prawdy o życiu, no ewidentnie masz dar obserwacji rzeczywistości dookoła.

A tak w ogóle to zbieg okoliczności: niedawno czytałem materiały na temat audiodeskrypcji. Na fb jest nawet kilka miejsc, tez polskojęzycznych, na których niewidomi wrzucają zdjęcia z prośbą o dokładniejszy opis, a widzący bardzo starannie, z detalami, plastycznym językiem opisują. Niektóre z tych opisów dają sporo do myślenia odnośnie tego, jak wiele szczegółów pomiamy jako oczywiste, lub zbędne, a jednak…

 

EDIT:

Zapomniałem, są podwójne spacje i jakaś nadmiarowa spacja na początku jednego z akapitów.

 

ooooo, jak to dawno było!

Ano, dawno :)!

Podobało się. I wtedy, i teraz.

Łapanki robić nie muszę.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Tak lepiej :D

 

@Staruch

Dzięki za znowu-wizytę. Wbrew pozorom, mam teksty, których nie czytałeś przed oficjalną publikacją ;P

 

 @Wilk

Tekst z 2002 to jest inny tekst ;D

Ten był pisany jakieś 1,5-2 lata temu.

Ale fakt, akcja dzieje się jakoś w tych okolicach czasowych.

 

Nie wiem, co tu może kojarzyć się z murmurkami xD

 

Bo ta pierwsza (około) połowa jest trochę przegadana, zbyt rozciągnięta.

Hm, możesz podać przykład tego, co uważasz za zbyteczne?

można było zrobić drobne szlify w samym finale

Co masz na myśli?

 

I podrzuć linka do jakieś takiej grupy na fejsie ; )

 

@fizyk

miałeś pecha, że pierwszy komentarz pod tekstem dotyczył braku komentarza mr.marasa

dziwisz się, że się obruszyłam?

 

jesteś w stanie określić, gdzie jest problem z Igorem i miastem?

a że nie każdy tekst porywa jest zrozumiałe i normalne. no tak bywa ; )

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Nie wiem, co tu może kojarzyć się z murmurkami xD

Kulki atakujące jedną z postaci, ręce atakujące jedną z postaci.

 

A jeszcze lk dołożył twardą oprawę.

Sny umarłych. Jest też oprawa mobi.

Wilku, ponowię pytania:

Bo ta pierwsza (około) połowa jest trochę przegadana, zbyt rozciągnięta.

Hm, możesz podać przykład tego, co uważasz za zbyteczne? (bo zarzucasz, że prawie 1/3 tekstu jest zbyteczna)

można było zrobić drobne szlify w samym finale

Co masz na myśli? (aby co uzyskać, jaki efekt?)

 

Kulki atakujące jedną z postaci, ręce atakujące jedną z postaci.

Ale tu nikogo nie atakowały kulki, a tam nikogo nie atakowały ręce o.O

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Ach, przepraszam. Już.

 

Zacznę od grup:

I podrzuć linka do jakieś takiej grupy na fejsie ; )

https://www.facebook.com/groups/opisujemy/

Od razu warto zwrócić uwagę na opis w tym poście (w komentarzu), bo świetnie ilustruje to, o czym wspomniałem.

Na grupie udziela się m.in. Fundacja Siódmy Zmysł:

https://www.facebook.com/Fundacja.Siodmy.Zmysl/

Hm, możesz podać przykład tego, co uważasz za zbyteczne?

Rozciągnięte tempo uważam za zbyteczne. Tę samą treść da się zawrzeć w krótszej formie.

można było zrobić drobne szlify w samym finale

A tu nie odpowiem Ci w formie recepty. Zwyczajnie miałem wrażenie, ze choć treść kończyła się w bardzo dobry sposób, to doszło do drobnych niestaranności w opisie. Nie językowych, bardziej nieuchwytnych – zwyczajnie opis tej części tekstu mniej pobudzał wyobraźnię niż wcześniejsze opisy, choć fajnie by było, gdyby właśnie działał bardziej.

Ale tu nikogo nie atakowały kulki, a tam nikogo nie atakowały ręce o.O

Pomimo różnych szczegółów i różnego źródła finalny proces pozostaje ten sam. Ale dla jasności: to skojarzenie nie było zarzutem.

 

Pamiętam to opowiadanie, choć czytałem je dawno temu, jeszcze przedpremierowo. Może pamiętasz moją tamtejszą opinię, ja Ci przedstawię taką po czasie.

Ciekawe, że “Akustemologia” różni się znacznie od “Dioramy”, która też była publikowana w SU, tyle że wcześniejszych. Oba świetne, na oba głosowałem przy Zajdlowym głosowaniu. Lubię taką fantastykę, lubię Twój styl, czekam na książkę. Teraz, po czasie, pamiętam przede wszystkim to przejście z takiego niewygodnego realizmu do niepokojącego weirdu. Pierwsza część wciąga przede wszystkim na poziomie obyczajowym (nie ma tu zwyczajności, jest niezwyczajność/niezwykłość), ale z czasem zaczyna fascynować zawarta tu niesamowitość. Wydaje mi się, że to taka dobra odmiana weirdu, przystępna dla tych, którzy normalnie nie gustują w takich klimatach. Jest tu fabuła, jest fajny (ładny, ale nieprzesadzony) język, jest historia o ludziach, i są motywy gatunkowe. No, klasa. 

Nominuję do piórka za dwa dni, jak już będzie można, i ubolewam, że tak dobre opowiadanie zamiast ściągnąć czytelników, wywołało jakąś bezsensowną sprzeczkę. 

Podobało mi się.

Pierwsza część jest spokojna, powoli budujesz postacie i całą historię, tu i ówdzie wrzucając zapowiedź czegoś niepokojącego. To być może też pozwala zbudować odpowiednio postać Igora, bohatera, która budzi sympatię i sprawia wrażenie fajnego człowieka i Juli, która mimo przeciwności spełnia się i wydaje się osobą zadowoloną z życia.

Od retrospekcji w połowie tekst wrzuca kolejny bieg i ciężko się od niego oderwać. Bardzo dobrze wypadają sceny kiedy Igor poznaje i rozmawia z Julą, podobało mi się również jak dwójka bohaterów o takich akurat ułomnościach próbuje się mimo nich porozumieć. 

Świetne jest zakończenie i koncepcja która za nią stoi.

Oczywiście zgłaszam do biblioteki.

wilku, 

nie odebrałam tego jako zarzut – po prostu ciekawi mnie, jak dochodzisz do tych wniosków – bo przecież finalny proces w tych tekstach jest na dwóch różnych biegunach…

 

fun,

bardzo podoba mi się określenie “niewygodny realizm” ;D 

 

Edward,

to nie pierwszy mój tekst, który pozytywnie skomentowałeś – cieszy mnie to bardzo ;)

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Tekst wciąga, wręcz czyta się sam. Nietypowy bohater z netypowym problemem, a mimo wszystko tekst nie wydaje się udziwniony – wręcz przeciwnie, wsztstko tu do siebie świetnie pasuje, zwłaszcza te dzwony (ale mnie to zaciekawiło!). Chyba jedno z najlepiej przemyślanych opowiadań, które tutaj czytałem. 

Gdzieś w środku można byłoby je skrócić, na pewno stałoby się przyjemniejsze w odbiorze, ale nie powiedziałbym, że jest przegadane. 

Podobała mi się atmosfera tajemnicy, do końca nie wyjaśnionej. Wiem, że są zwolennicy odkrywania wszystkich kart, ale moim zdaniem pokazałaś dokładnie tyle, ile potrzeba. 

W zakończeniu tekst bardzo przyspiesza, można by je rozbudować, ale to tylko opcje – opowiadanie jest świetne bez żadnych zmian. 

Natrafiłem na jakieś dwie czy trzy literówki, ale czytało się tak dobrze, że nie chciałem przerywać, by je odnotować. 

 

Mam tę przyjemność zgłosić do ostatniego bibliotecznego klika. :) 

Mnie się też bardzo podobało. 

Inteligentny, pomysłowy tekst, w którym spod bardzo dobrze, bez sensacji zrobionej warstwy obyczajowej wychodzi niepokojący weird mocno podszyty horrorem. Wizyjnie bardzo efektowne, ta czerń i biel odpowiednio niepokojąca, makabra odpowiednio makabryczna, choć głównie w sferze emocji, a nie gore. Bohater prawdziwy, nieprzerysowany w żadną ze stron, z traumą napisaną psychologicznie wiarygodnie i poruszająco. Bardzo udany tekst. 

To trochę zaskakujące, że tekst nie trafił jeszcze do biblioteki. Strach klikać? ;) Oczywiście jestem przekonany, że takie opowiadanie będzie wkrótce ozdobą biblioteki i stanie w niej na wyeksponowanej półce.

Jak przypomniał lk, „Akustemologia” to tekst, który trafił tutaj z „papieru". Ma za sobą weryfikację wydawnictwa, redakcję, korektę itd. Nie znaczy to jednak, że z automatu należy mu się piórko. Wciąż możemy tutaj podyskutować o jego piórkowości. Wszak gust redaktorów PB może się zupełnie rozmijać z gustem dziewięciu lożan. I od razu zaznaczę, że ja bardzo poważnie rozważam swój głos i wciąż się zastanawiam czy to będzie TAK, czy NIE.

Od strony językowej i warsztatowej to oczywiście bardzo dobra robota. Dziwią mnie te spacje i inne usterki, o których wspominają inni komentujący (ja żadnej nie wyłapałem), ale tłumaczę to sobie jakimiś psikusami podczas edycji. Chociaż przyznam szczerze, że pamiętam sporo literówek, posklejanych wyrazów i innych defektów, jakie prześlizgnęły się do druku w obu edycjach „Snów Umarłych".

Jeśli miałbym się do czegoś od tej strony przyczepić to do wstawek kursywą. Rozumiem, że to zabieg celowy, pewnie najlepszy z możliwych do przedstawienia komunikowania się bohatera z otoczeniem. Mam jednak wrażenie, że w ten sam sposób prezentowane są jakieś pojedyncze, znaczące myśli Igora oraz jego zapiski? wypowiedzi emitowane przez syntezator mowy? Identycznie zapisane są także niektóre (?) wypowiedzi Juli oraz zaskakujący i indywidualny przeskok do jej głowy i myśli pod koniec tekstu (przy recepcji hotelu). Są tacy, dla których byłby to błąd warsztatowy, tzw. headhopping. Ja w sumie dopuszczam zasadność takiego zabiegu (sam go czasem stosuję), ale tutaj jest on chyba tylko jednorazowym „wybrykiem"?

Przejdźmy do fabuły. Interesująco wprowadzasz bohatera, ciekawie i stopniowo odkrywasz jego historię, czy historię jego ułomności. W pewnym (może niespodziewanym) momencie po części wyjaśniasz tajemnicę i wzmiankowane wcześniej Zdarzenie opisujesz wprost. Zgodnie z kanonami w końcówce wrzucasz bohatera (i czytelnika) w środek drugiego świata, dodajesz do tego bardzo fajny motyw zwykłej pomyłki recepcjonisty, która prowadzi Igora do tragicznego finału (wcześniej równie naturalny, dojrzały i prawdziwy widzi mi się motyw odrzucenia uczucia Igora przez Julę – całe szczeście, że nie poszłaś tutaj w jakiś ckliwy romans niemowy z niewidomą dziewczyną). Sam finał też pozostawia czytelnika z domysłami na temat tego, co się stało z bohaterem (i nie są to raczej wizje wesołe).

Przyznaję jednak, że podczas lektury grozy jako takiej nie poczułem (ale niezwykle ciężko mnie przestraszyć słowem pisanym, trudniej jedynie mnie rozśmieszyć w ten sposób), są za to elementy niesamowite, niepokojące, które w konwencję weird świetnie się wpisują.

Cały świat „poza/obok”, do którego trafia raz po raz Igor, wymyśliłaś ciekawie i dosyć klasycznie weirdowo. Jest jakby dwuwymiarowy, dwukolorowy, płaski i mam swoją specyficzną akustykę, zupełnie jak w strach czarno-białych filmach grozy („Gabinet doktora Caligari” sam się nasuwa podczas lektury). Do tego zasiedlają go istoty obce, inne, dziwne, groźne i całe szczęście, że nie probujesz niczego tłumaczyć. Raczej odchylasz czytelnikowi rąbka, by mógł zajrzeć do tego obcego i niebezpiecznego świata. Taki zabieg mi się podoba.

Podobać się mogą również elementy wrzucone do fabuły dla jej wzbogacenia, np. audycja niewidomej Juli, dźwiękowe spacery, w sumie cale zaplecze akcji z tym związane itp. Podobnie jak pewne elementy zachowań osób upośledzonych (oraz innych postaci) czy to w mowie, czy widzeniu. Jak ktoś już zauważył, w tych fragmentach/momentach widać niezłego obserwatora życia, ludzi i tzw. małych scenek codziennych.

Nie uważam natomiast, żeby tekst był przeciągnięty w jakimś jego fragmencie. Wprowadzasz nas w klimat, prezentujesz protagonistę, rozwijasz akcję, nasycasz ją klimatem i… groźną ciszą. Wszystko jest na swoim miejscu.

Przyznam szczerze, że moje wahanie w kwestii piórka ma podłoże gdzie indziej. Doceniając liczne zalety opowiadania, muszę jednak przyznać, że nie dałem się mu porwać, nie pociągnęło mnie za sobą i nie wstrząsnęło z wielką mocą w finale. 

Poza tym, w niektórych miejscach tłumaczenia dotyczące dzwonów, dżingli, płaskich dzwonów, dźwięków dobrych, niedobrych, powiązań między tymi akustycznymi zjawiskami, Zdarzeniem itd. nieco mnie skołowały. Jakby lekko na siłę to wszystko się ze sobą splatało, jakby koncepcja spinająca tekst została lekko naciągnięta przez Autorkę. Mam już tak z Twoimi tekstami. Wydaje mi się, że pomysły, na których je opierasz, nie są klarowne, czyste i genialne w swej prostocie. Raczej budujesz je nieco gmatwając, kombinując, komplikując i kompilując. Być może to jest Twój sposób na zaciekawienie czytelnika, próba zaskoczenia go, szukania czegoś czego jeszcze nie było. Już za samą próbę należy się pochwała, a liczba Twoich publikacji świadczy o tym, że to Ty możesz mieć rację ;) 

Dla zilustrowania swojej opinii nie mogę niestety powołać się na inne Twoje teksty, które komentowałem, bo większość usunęłaś z portalu, ale pamiętam, że podobne wrażenia miałem przy “Aberracji”, za to tekstem o obcych “hipnotyzujących” Ziemian dziwną muzyką trafiłaś w moje fantastyczne gusta.

Są to jednak wrażenia dosyć ulotne, subiektywne i myślę (wierzę), że będę potrafił je oddzielić od rzetelnej oceny w moim ostatecznym głosowaniu. Może powtórna lektura rozjaśni mi sytuację.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gekikara, ninedin,

dziękuję za dobre słowa. 

 

mr.maras,

Jeśli miałbym się do czegoś od tej strony przyczepić to do wstawek kursywą. Mam jednak wrażenie, że w ten sam sposób prezentowane są jakieś pojedyncze, znaczące myśli Igora oraz jego zapiski? wypowiedzi emitowane przez syntezator mowy? 

Syntezator jest zapisywany normalnie – kursywa przy Igorze oznacza myśli czy rzeczy, które go uderzyły. Takie przeskoki między narracją 1szo i 3cio osobową – bardzo lubię ten zabieg i ciągle pracuję nad jego płynnością.

Identycznie zapisane są także niektóre (?) wypowiedzi Juli oraz zaskakujący i indywidualny przeskok do jej głowy i myśli pod koniec tekstu (przy recepcji hotelu). Ja w sumie dopuszczam zasadność takiego zabiegu (sam go czasem stosuję), ale tutaj jest on chyba tylko jednorazowym „wybrykiem"?

Kursywa u Julii pojawia się w wiadomościach, które przesyłała Igorowi – maile i inne takie.

Co do headhopping – to fakt, pojawia się raz i sama nie jestem do końca z tego zadowolona. Ale nie widziałam wtedy innej możliwości pokazania, że Julii nic nie jest i że chłopak niepotrzebnie leci jej szukać.

Bo jak inaczej pomyłka recepcjonisty wyszłaby na jaw? 

 

Przyznaję jednak, że podczas lektury grozy jako takiej nie poczułem, są za to elementy niesamowite, niepokojące, które w konwencję weird świetnie się wpisują.

Nie wiem, do jakiej kategorii mam się przypisać (fantasy? coś nie bardzo), więc tworzę sobie własną: grozę codzienności, horror zwyczajności, realizm nihilistyczny.

Gunia o mnie ładnie powiedział: 

horror w wykonaniu Wybraniec to taki specyficzny rodzaj grozy, który zamiast nas po prostu zaszokować, ma na celu poprzez szok przede wszystkim nas uwrażliwić: właśnie na to, czego nie dostrzegamy w naszym otoczeniu, a być może w nas samych.

 

(„Gabinet doktora Caligari” sam się nasuwa podczas lektury)

zasiedlają go istoty obce, inne, dziwne, groźne i całe szczęście, że nie probujesz niczego tłumaczyć.

No, tłumaczenia takich rzeczy zwykle wypadają słabo, wolę niedopowiedzenia, a jak ktoś wywala kawę na ławę, to ani usiąść, ani się napić.

Podobać się mogą również elementy wrzucone do fabuły dla jej wzbogacenia, np. audycja niewidomej Juli, dźwiękowe spacery, w sumie cale zaplecze akcji z tym związane itp.

Jakby lekko na siłę to wszystko się ze sobą splatało, jakby koncepcja spinająca tekst została lekko naciągnięta przez Autorkę. Raczej budujesz je nieco gmatwając, kombinując, komplikując i kompilując. 

Tylko te elementy nie są wrzucone w fabułę dla wzbogacenia – to od nich się zaczęło. 

Hm, jak teraz o tym myślę, to masz tu dużo racji. Mam dużo ładnych pomysłów na różne drobiazgi i z tego zaczynam wyplatać tekst – ze strzępków, ciekawostek, mało znanych faktów i z rzeczy, które się bierze za oczywiste. 

Jak dla mnie genialne w swojej prostocie było UFO w Aberracji, bo to się osadziło na pomyśle, Illicum zaś należy do tych namotanych, gdzie zbierały mi się rzeczy i potem musiałam ciąć, bo jak namotam za dużo, robi się wikipedia i jak chcę to potem wyklarować, to bywa, że się gubię, między tym co jest znane a co wiem (tylko?) ja.

I motam, jak w tym fragmencie mojej wypowiedzi.

<emotka baila>

 

Przyznam szczerze, że moje wahanie w kwestii piórka ma podłoże gdzie indziej. Doceniając liczne zalety opowiadania, muszę jednak przyznać, że nie dałem się mu porwać, nie pociągnęło mnie za sobą i nie wstrząsnęło z wielką mocą w finale. 

Bo ono gra groźną ciszą i małą codziennością, taką właśnie o włos od horroru, jednoosobowym piekiełkiem.

Jak tu.

 

Może powtórna lektura rozjaśni mi sytuację.

To jakbyś pozaznaczał mi wtedy miejsca gdzie się pogubiłeś, to byłoby super. Bo czasem dostaję zwrotkę, że coś było pogmatwane czy – jak wilk zasugerował – za długie, ale jak proszę o konkrety to ich nie ma. 

 

A co do Aberracji i Illicium, to ja ich nie wyrzuciłam, żeby innym utrudniać życie xD

Szykuję dla nich cieplutkie, mięciutkie, czarno-białe posłanko :>

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Dobry tekst, choć według mnie lepiej prezentuje się od strony „obyczajowej”, niż fantastycznej. Opis świata (tego biało-czarnego) dość typowy dla weirdowych klimatów, ale samo przechodzenie między rzeczywistościami i plastyczne opisy zdecydowanie działają na wyobraźnię.

Bohaterowie i fabuła – od razu widać, że te elementy zostały dobrze przemyślane. Chociaż tutaj przyznam, że miałem trochę problem z głównym bohaterem. Nie chodzi o to, że jest źle zbudowany czy mało wiarygodny (pod tymi względami jest ok) – po prostu w najmniejszym stopniu nie wzbudził mojej sympatii. To całe creepy zachowanie mnie do niego zniechęciło, przez co historia niezbyt mnie poruszyła.

Ale te ostatnie „uwagi” są oczywiście całkowicie subiektywne i pewnie większość czytelników nie podzieli mojego zdania. Więc tutaj pewnie nie ma nic do poprawy – po prostu daję znać, czemu opowiadanie czytało mi się dobrze, a nie bardzo dobrze ;)

On nie był creepy – był nieporadny, ale chyba rozumiem, do czego pijesz.

jakaś koncepcja, jakiego Igora polubiłbyś bardziej?

 

Bohaterowie i fabuła – od razu widać, że te elementy zostały dobrze przemyślane.

<3 

 

 

 

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Może przesadziłem trochę z tym „w najmniejszym stopniu”, bo ta nieporadność, o której piszesz, nawet mi się podobała. Poniżej kilka fragmentów, które mnie trochę zraziły do Igora. Nie oszukujmy się, tego typu zachwyt osobą, której głos słyszy się tylko w radiu w czasie audycji, można odebrać jako wchodzący w kategorię „creepy”. A ja po prostu nie przepadam za takimi bohaterami w literaturze.

Igor wyobrażał sobie, jak dziewczyna wierci się na krześle, szukając najwygodniejszej pozycji. Widział, jak zakłada włosy za ucho. Na pewno są w jakimś ciepłym kolorze. Kasztan może? Pełne usta tuż przy mikrofonie, piegowaty, zgrabny nosek. Tylko oczu nigdy nie umiał sobie wyobrazić.

Bezpieczny czas, tak Igor myślał o momentach, w których słyszał głos Juli.

Może powinien był iść na medycynę? Matura z chemii poszła mu nieźle, nie zapomniał przez ten rok wszystkiego, mógłby nadrobić biologię i… Jasne, już to widzę.

Gdyby mógł, oddałby Juli połowę swojego wzroku. Nosiliby oboje musztardówki, ale przynajmniej żadne z nich nie tkwiłoby osamotnione w ciemności.

Co, jeżeli ktoś skrzywdzi Julę? Śledztwa wlokły się niemiłosiernie, a on bał się o nią coraz bardziej.

Szkoda, że nie wypada poprosić o zdjęcie. Trudno jest trwać w zawieszeniu, znając kogoś tylko trochę, dopowiadając sobie resztę; łatwo się pomylić. Gdyby tylko…

Nie ma szans.

Pięknie dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie ; )

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Nowa Fantastyka