- Opowiadanie: danka - Telefon

Telefon

Telefony są straszne. Zwłaszcza, jak się pracuje w call center.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Telefon

Tydzień po mojej przeprowadzce budzę się z przekonaniem, że coś jest nie tak. Sen jeszcze mąci mi umysł. Siadam na łóżku i się rozglądam. Wszystko wydaje się w porządku. W ciemnościach rozpoznaję swoje rzeczy, rozrzucone byle gdzie po kawalerce. Zmęczenie wygrywa i ponownie zasypiam.

Następnej nocy to samo. Budzę się z niejasnym poczuciem, że dzieje się coś złego. Udaje mi się otrząsnąć z resztek snów. Znów rozglądam się po ciasnym pokoju. Coś jest nie tak, tylko nie wiem, co.

Nagle to słyszę. Sygnał telefonu.

Sięgam po komórkę. Jej ekran jest czarny, to nie ona dzwoni. Dźwięk jest jednak wyraźny. Jest jak te wibrujące sygnały pamiętane z dzieciństwa. Kiedy wszyscy mieli duże aparaty ze słuchawkami na sprężynowy kabel, stojące w centralnym miejscu domu.

Nie znoszę tego sygnału, kojarzy mi się ze złymi wiadomościami. Przypominam sobie, że właśnie przez taki telefon policja powiadomiła nas lata temu o śmierci taty i siostry.

Siedzę i nasłuchuję. Jest cicho. Pewnie ktoś próbował dodzwonić się do któregoś z moich sąsiadów. Czemu o trzeciej w nocy, nie wiem, ale to stara kamienica, wokół mieszkają sami emeryci, oni pewnie mają zwyczaj dzwonić o nietypowych porach. Ja mam jutro pracę, więc wracam spać.

 

***

– W zeszłym tygodniu nie wypełniłaś targetu!

Podnoszę wzrok na liderkę. Jest mniejszą ode mnie, śliczną blondynką o wielkich, przerażonych oczach. Przed sobą, jak tarczę, trzyma plik dokumentów. Pewnie ma na nich zapisane, kto nie wyrobił nowej normy, narzuconej nam przez górę.

– Mieliśmy odbierać dwadzieścia procent telefonów więcej, tymczasem ty odebrałaś dokładnie dwadzieścia mniej! – mówi piskliwym głosem i chowa się za kartkami.

Rozglądam się zdzwiona po biurze. Reszta pracowników wlepia wzrok w ekrany przed sobą i udaje, że pracuje. Ale i tak wszyscy obserwują liderkę, jak miota się i próbuje zmotywować nas do pracy.

– W zeszłym tygodniu było święto dziękczynienia w Ameryce – odpowiadam, zwracając się w jej stronę. – Dlatego tych telefonów mieliśmy po prostu mniej.

– To żadne wytłumaczenie! – blondynka odwraca się ode mnie. – Masz odbierać więcej i tyle!

Ucieka szybko do swojego miejsca na szczycie wyspy, w którą ustawione są biurka w call center. Patrzę za nią chwilę. Wzdycham i wracam do pracy.

 

***

Znowu budzi mnie dźwięk telefonu. Siadam rozbudzona na łóżku. Kto wydzwania o trzeciej nad ranem?! Może moi sąsiedzi są głusi? Na noc wyciągają swoje aparaty słuchowe, a ich wnuki z Ameryki dzwonią i dzwonią.

Odrzucam kołdrę i zaczynam krążyć po pokoju. Przykładam ucho do ścian. Sygnał wydaje się słabszy. Wracam na środek kawalerki. Tutaj dźwięk jest wyraźniejszy. Tak jakby to w moim mieszkaniu coś dzwoniło.

Rozglądam się.

Moja komórka oczywiście milczy. Zaglądam pod stół, wchodzę pod krzesła. Może poprzedni lokator zgubił tu gdzieś telefon? Albo specjalnie zapomniał, aby nie mogła namierzyć go porzucona kochanka. Włączam światło i przyglądam się blatom. Zaglądam do szafek w aneksie kuchennym. Znowu wracam na środek pokoju. Próbuję się skupić. Skąd dochodzi dźwięk?

Podchodzę do szafy na ubrania. Otwieram na oścież. Sygnał wzmaga się. Rzucam się i zaczynam przekopywać ubrania. Pomiędzy nogawkami spodni dresowych zauważam czerwoną słuchawkę. Kopię dalej. Na dnie szafy, wśród moich ciuchów, leży starego typu telefon z okrągłą tarczą na numery.

I dzwoni.

Patrzę się na niego chwilę. Nie pamiętam, żeby tu był, jak się wprowadzałam. Ale może coś mi umknęło. Liderka ciągle na mnie krzyczy, że jestem nieuważna. Wyciągam rękę i ostrożnie podnoszę słuchawkę do ucha.

– Halo?

Chwilę słychać zgrzyty i niezrozumiałe trzaski. Moje serce zamiera. Może za chwilę usłyszę, że został mi tylko tydzień życia, jak w tym słynnym horrorze. Już chcę odłożył słuchawkę, kiedy moich uszu dobiega niepokojący głos:

– Me ci… szszszs… zsssssy… azmet… szszszsz… sej.

Odkładam telefon i pospiesznie wracam do łóżka. Zakopuję się w kołdrę po sam czubek głowy.

 

***

– Już wychodzisz?!

Liderka zastępuje mi drogę. Demonstracyjnie zerkam na zegar nad drzwiami.

– Jest pięć po piątej – mówię. – Pracuję od dziewiątej, osiem godzin.

– Nie wyrobiłaś normy – Liderka krzyżuje ręce i opiera się o framugę.

– Miałam dwa długie telefony o najwyższym priorytecie. – Pocieram zmęczone powieki.

– W tym czasie pięć innych wisiało na linii. Nie odebrałaś ich.

– Ale jak? – Rozkładam ręce. – Przecież mówiłam, byłam zajęta.

– Nie może być tak, że ludzie czekają na rozmowę. – Liderka kręci głową. – Klient nam płaci za naszą dostępność.

– Nie wiem, to może zatrudnimy więcej osób?

– To nie rozwiąże problemu. – Liderka krzyżuje nogi.

Wygląda na to, że nie zamierza mnie puścić.

– To co mam zrobić? – pytam.

– Jest zarządzenie, żeby namawiać pracowników, aby zostawali po godzinach i odbierali zaległe telefony. – Dziewczyna zerka w komórkę.

Unoszę brwi.

– Mamy robić nadgodziny?

– Nie, nadgodziny są zabronione, firma nie będzie za nie płacić. – Liderka nadal gapi się w ekran telefonu. – Masz wypracować normę, której nie udało ci się osiągnąć w czasie godzin pracy. Do tego cię zachęcam. – Zerka na mnie.

– Nie, przykro mi, nie czuję się przekonana – rzucam i mijam ją szybkim krokiem.

Woła coś za mną o ewentualnych premiach kwartalnych, ale już jej nie słucham. Życie biurowe zamykam wraz z trzaśnięciem drzwiczek samochodu. Wracam do domu. Rano nie mogłam tego sprawdzić, zbyt się spieszyłam, ale teraz mam czas. Idę prosto do szafy. Chwilę przekopuję swoje ciuchy, które i tak są już w nieładzie po dzisiejszej nocy.

Telefon zniknął.

Przyklękam na krawędzi szafy. Przecież był tutaj, dobrze pamiętam. A może mi się tylko przewidziało? Może jeszcze spałam? Ale jak ten sam sen może powtarzać się od paru dni? To chyba niemożliwe, chyba że ma się jakąś chorobę psychiczną. A ja się czuję zdrowa.

Biorę szybki prysznic, zamawiam kebaba i siadam do oglądania serialu. Staram się już nie myśleć o żadnych telefonach: ani tych w pracy, ani tych na dnie mojej szafy.

W nocy ponownie budzi mnie sygnał dzwonka. Staram się go ignorować. Wciskam głowę głęboko w poduszkę. Nie mogę słyszeć telefonu, przecież go tam nie ma! Sprawdzałam!

Trzeciej nocy kapituluję. Wstaję, otwieram drzwi szafy, odrzucam spodnie dresowe i sięgam po grubą, czerwoną słuchawkę.

– O co chodzi?! – krzyczę.

–  Meeeee… szszszsz ciiiiii… ejjjjjj

Rzucam słuchawkę i biegnę pod kołdrę.

 

***

Dzisiaj spotkanie motywacyjne. Liderka cała się trzęsie. Od rana zwolniła jednego z nas. Bo nie wyrobił normy. Był najlepszy, najwięcej wiedział o obsługiwanym systemie, ale lubił sobie pogadać z dzwoniącymi. Był wolny, ale diabelnie dokładny. Jesteśmy przygnębieni. To do niego zawsze chodziliśmy z pytaniami. On wiedział. Umiał ominąć bzdurne zabezpieczenia i dotrzeć do źródła problemu. Pracował w tej firmie już cztery lata, był najstarszy stażem. A teraz ta głupia krowa go zwolniła.

Stoję i słucham, jak drobna blondynka łamiącym się głosem odczytuje liczby na wykresach. Jesteśmy lepsi niż w zeszłym miesiącu, ale co z tego, skoro powinniśmy być dwa razy lepsi. Tego chce zarząd. Liczby nie są zadowalające.

Pada pytanie, jak możemy zwiększyć naszą wydajność. Wszyscy patrzymy się w okno lub na buty. Szefowa ponownie przekonuje nas, że powinniśmy zostawać dłużej, bez naliczania dodatkowego czasu pracy. Liczą się wyniki i prestiż firmy. Dużo mówi o lojalności i koleżeńskości. Prosi, aby czekać z przerwą obiadową na zakończenie pracy, tak samo z wyjściem na papierosa czy do toalety.  A jeśli już naprawdę musimy, to żeby powiadomić o tym kogoś i upewnić się, że będzie odbierać telefony za nas. Tylko kogo poprosić, skoro wszyscy jesteśmy stale obłożeni? To oczywiście liderki nie obchodzi. Jej głos jest coraz cichszy.

Do domu wracam wściekła. Z impetem otwieram drzwi na korytarz. Na mojej wycieraczce stoi jakiś jegomość. Ma na sobie beżowy kapelusz i długi płaszcz. Przypomina mi tego detektywa Columbo, tylko się nie garbi. Nasze oczy spotykają się.

– Dzień dobry, mieszka tu pani? – Uśmiecha się na mój widok.

W moją stronę błyskają zęby pokryte grubą warstwą kamienia.

– Tak, wynajmuję to mieszkanie. – Krzyżuję ręce i opieram się o ścianę.

– Wpuści mnie pani? – Puka palcem o framugę.

Patrzę na niego podejrzliwie. Nie jestem specjalnie strachliwa, ale jednak obcego faceta do domu nie zaproszę. Zwłaszcza takiego starego, z brudnymi zębami.

– O co chodzi? – przyjmuję ostry ton.

– Widzi pani… – Robi krok w moją stronę. – Ja mieszkałem tu przed panią. I chyba nie zabrałem po sobie wszystkiego. Czy mogę wejść i poszukać?

– Nic nie znalazłam.

– No bo to… można przeoczyć. – Naciska kapelusz na czoło. – Może lepiej wejdę i sprawdzę?

– Co pan zgubił? – Mijam go i staję pomiędzy nim a drzwiami. – Jeśli znajdę, to do pana zadzwonię. Proszę mi dać numer.

– A, to nic. – Macha ręką. – To ja jeszcze kiedyś tu zajrzę. Szkoda, że nie chce pani współpracować.

Idzie w kierunku drzwi na klatkę. Przystaje i odwraca się w moją stronę.

– Ja na pani miejscu bym się wyprowadził.

 

***

Dzwoni telefon, a ja już jestem gotowa. Chwytam komórkę i zsuwam się z łóżka. Dopadam słuchawki w szafie. Przytykam głośnik do mikrofonu i włączam dyktafon. Odsłuchuję wiadomość:

–Szszszszs… ciiii… szszzsz… syrpa… szszszsz meeeee.

 

***

Mój telefon krąży wśród koleżanek w biurze. Każda chce odsłuchać niepokojące nagranie.

– To brzmi jak sygnał zza grobu – mówi dziewczyna na stanowisku obok.

– Nie przerażaj mnie. – Pocieram ramiona, po których przebiega nagły dreszcz.

– Nie wiem, co to za język. – Kręci głową biurowa poliglotka.

– Może to włoski – odpowiada dziewczyna która jest u nas odpowiedzialna za Francję.

– Raczej ukraiński – mówi ta, co obsługuje Rosję.

– Dziewczyny, co się dzieje? – zza swojego monitora wygląda liderka.

Poliglotka jest jej dawną przyjaciółką, podobno nadal się kumplują, więc podaje jej telefon i tłumaczy.

– Dlaczego nie skupiacie się na targecie? – Szefowa nawet nie odsłuchuje wiadomości. – Szybko, wracajcie do pracy! I tak nie chcecie siedzieć dłużej więc przynajmniej nie róbcie mi problemów i nie plotkujcie teraz bez sensu!

Telefon wraca do mnie podawany przez dziewczyny z biura. Ostatnia, ta od grobowych dźwięków, kładzie mi go koło myszki. Nachyla się i szepce:

– Podobno duchy posługują się zaszyfrowanymi wiadomościami. Może to jakiś anagram?

 

***

 

– Jestem za prysznicem.

Stoję z łomem w ręku pod swoim prysznicem. Uważnie przyglądam się ścianom przed sobą. Na jednej z nich kafelki są wyraźnie jaśniejsze, jakby położone niedawno.

Biorę zamach i walę w nie z całej siły.

Koleżanka miała rację. Po przyjściu do domu puściłam wiadomość od tyłu. Usłyszałam męski, przyduszony głos,  który poinformował mnie, że jest za prysznicem. Nie ‘pod’, ale ‘za’. Poszłam do łazienki i opukałam wszystkie ściany. Jedna z nich dawała wyraźnie głuchy odgłos. I jeszcze te kafelki: znacznie czystsze niż pozostałe.

Nie mam doświadczenia w wyburzaniu ścian. Mój ojciec miał firmę budowlaną, często coś u nas remontował. Obserwowałam go podczas pracy. Potem zginął w wypadku samochodowym, zawożąc siostrę na lekcje baletu. Mama odebrała telefon i płakała ze słuchawką przy uchu.

Pierwsze kafelki odpadają ze ściany i spadają z trzaskiem na dno brodzika. Pod spodem jest pustka. A nie, coś się jednak wyłania. Coś jakby folia. Walczę łomem dalej i odrywam kolejne kafelki, kawałek po kawałku. To nie jest zwykła folia. To cały worek. Czarny i mocny, taki w którym na filmach przewożą trupy. Pracuję dalej, tynk mi się sypie na włosy i wpada do oczu. Żałuję, że nie założyłam okularów. Odrzucam płytki i robię otwór, aby móc wsadzić rękę. Wyciągam dłoń i dotykam worka. Pod spodem jest coś miękkiego, coś jak ludzkie ciało. Idę do kuchni po nóż. Wracam i przecinam worek. Czuję smród jak z kanalizacji. Świecę komórką w dziurę.

 

***

 

Policjant kończy spisywać moje zeznania. Zostawia mnie samą, opatuloną kocem, na korytarzu i wraca do mieszkania. Słyszę, że ekipa techników kończy robotę. Skuli całą łazienkę, ale w końcu udało im się wydobyć ciało zza prysznica. Podobno tkwiło tam już od jakiegoś czasu, na długo zanim się tam wprowadziłam. Worek i kafelki stłumiły zapach.

Podobno właściciel już tu jedzie. Też będzie musiał odpowiedzieć na parę pytań, a przez telefon wydawał się zdenerwowany. Dawno nie był w tym mieszkaniu. Czy to on ukrył zwłoki?

Chciałabym się położyć, ale policja jeszcze się kręci. Wychodzę przed kamienicę. Staję pod latarnią. Wyjmuję komórkę i zaczynam pisać maila do firmy. Nie idę jutro do pracy. Właściwie, to nie mam ochoty do niej wracać. Wczoraj, bez informowania nas o tym, wprowadzono nowy system, który okazał się wyjątkowo wadliwy. Jesteśmy zarobione, telefony dzwonią nieustannie, a liderka tylko krzyczy o wyrabianiu normy.

Kończę wypowiedzenie i naciskam ‘wyślij’. Podnoszę wzrok znad komórki. Po przeciwnej stronie ulicy, w cieniu parkanu, stoi mężczyzna. Ma na sobie kapelusz i długi płaszcz. Patrzy się prosto na mnie. Zauważa mój wzrok. Uśmiecha się, podnosi palec do góry i przejeżdża nim po szyi.

Koniec

Komentarze

Nie przekonuje mnie postać liderki. Jest przedstawiona jako osoba strachliwa i niepewna siebie, nie pasuje do swojej roli.

 

I jeszcze paru fragmentom można by się przyjrzeć:

Zaglądam pod stół, wchodzę pod krzesła.

– “Zaglądam pod stół i krzesła brzmi sensowniej.

 

Od rana zwolniła jednego z nas.

– “Od rana zdążyła zwolnić jednego z nas” / “Od rana zwolniła już jednego z nas”

 

Ja mieszkałem tu przed panią. I chyba zapomniałem wszystko po sobie zabrać.

– “I chyba nie zabrałem po sobie wszystkiego.”

 

Przecież jesteście niekoleżeńskie i nie chcecie siedzieć dłużej więc przynajmniej nie róbcie mi problemów i nie plotkujcie teraz bez sensu! 

To zdanie według mnie nie ma sensu…

 

You get what anybody gets - you get a lifetime.

Dzięki @Mr Wndy za komentarz i zwrócenie mi uwagi na błędy językowe :)

 

Co do liderki, to tak, dokładnie, nie pasuje do swojej roli, taki był zamysł. Jest typową przedstawicielką tzw klasy menadżerskiej w korpo, której awans na obecną pozycję trudno logicznie wyjaśnić ;)

Danka

danka, no coś w tym jest z tymi korpo… Jeśli tak miało być to już się nie czepiam. :)

 

Jeszcze może dodam, że po zobaczeniu tego fragmentu:

– Me cin zsyrp azme tsej. 

z automatu przeczytałem go od razu od tyłu. ;) Ale może tylko słysząc, a nie widząc, można się nie domyślić…

You get what anybody gets - you get a lifetime.

Dzieeeń dobry!

Z racji, że horror, to wbijam bez namysłu. 

No to tak:

Może za chwilę usłyszę, że został mi tylko tydzień życia, jak w tym słynnym horrorze. 

→ 7 days! To te dobre rogaliki! 

 

Nie jestem specjalnie strachliwa, ale jednak obcego faceta do domu nie zaproszę. Zwłaszcza takiego starego, z brudnymi zębami. 

A jakby je umył, to by go wpuściła? Myślę, że Twoja bohaterka powinna studiować stomatologię ;D

 

Obserwowałam go podczas pracy. Potem zginął, zawożąc siostrę na lekcje baletu. 

→ Dodałbym, że jednak w wypadku samochodowym, bo zdanie nie jest do końca logiczne. Gdyby zawoził ją na do szkoły, czy na kurs języka angielskiego, to by nie umarł? Oj te balety, balety okrutne i plugawe. 

 

Co do fabuły: 

Kurczę, przewidywalna. Od razu przeczytałem to od tyłu, więc wiedziałem, że coś za tym prysznicem musi się kryć. No i były… zwłoki. Sceny w call center nieco nużące. Toż to połowa tekstu, a tam nic tylko presja, rozmowy o telefonach i pogadanki koleżanek na temat słów rozbrzmiewających z telefonu. 

Technicznie: Mi tam czytało się dobrze, więc jakiś większych, rażących oczyska błędów nie napotkałem. 

Tak więc jakby miał jednym zdaniem skwitować opowiadanie:

Posłużę się przykładem, jak w tym kawale kiedy teściowa rozbija się twoim nowym samochodem na autostradzie → mieszane uczucia. 

Dodam od siebie, że kiedy uczyłem się w liceum, pracowałem w call center – nie zapomnę tego nigdy xD 

Pozdrowionka! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

NearDeath dzięki za tak wesoły komentarz :) zwłaszcza uwaga o stomatologi mnie ubawiła ;)

 

No i tak, call center to horror sam w sobie, ja z niecierpliwością czekam na więcej opowiadań/powieści o tych miejscach, chwilowo sama sobie zapełniłam tę lukę, ale mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie tego więcej. Bo to chyba powszechne doświadczenie obecnych 20 i 30 latków.

Danka

I fajnie, że komentarz okazał się wesoły – bo ja to już taki człowiek. 

Mimo mojego marudzenia, narzekania – pisz dalej. Nie obrażę się, jeśli będzie to mój kochany horror ;) 

Myślę, że następne teksty będą lepsze! 

No i tak, call center to horror sam w sobie,

→ Tak… toż to klasyczny horror. Mimo moich dobrych chęci, usadowił się głęboko w odmętach mej pamięci ;D 

No to tak… powodzenia i niech wena będzie z Tobą! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

– Me cin zsyrp azme tsej. 

Przeczytanie tego od razu od tyłu trochę zepsuło mi zabawę ;) Bohaterka w odróżnieniu od czytelnika nie ma tych słów przed oczami, więc nic dziwnego, że brzmi to dla niej niezrozumiale – może lepiej by było nie zapisywać przynajmniej części wiadomości wprost, a jedynie w formie opisu i/lub przemyśleń bohaterki? Tak na wypadek, gdy na tekst trafi ktoś kto się od razu zorientuje o co chodzi, albo poświęci chwilę żeby zagadkę rozwiązać. Wydaje mi się, że wtedy byłby mniejszy rozjazd pomiędzy tym co wie bohaterka, a co czytający, i całość (a szczególnie ta część horroru, która nie nie dotyczy pracy w call center ;) ) wypadłaby lepiej.

 

TalRasha dzięki za dobry pomysł z tym zapisem :) Jakoś muszę pomyśleć w takim razie, aby to fonetycznie zapisać

Danka

Telefon z szafy mocno rozbudził moją wyobraźnię i trzymał przy tekście do końca. Liczyłem jednak, że związana z nim sprawa okaże się nieco bardziej skomplikowana i zaskakująca. Już pierwsze zdania zdradziły, że dopiero zaczynasz przygodę z pisaniem, choć pojawiały się momenty, że o tym zapominałem, zaciekawiony nocnymi telefonami. Myślę, że nie wykorzystałaś do końca postaci pana w płaszczu. Osobiście odebrałem go jako tajemniczego jegomościa, który, choć o odpychającym wyglądzie, pomoże w rozwikłaniu zagadki. Tak szybko jak się pojawił i odszedł, tak szybko postanowiłaś wyjaśnić, co kryją ściany mieszkania. Wg mnie zbyt szybko, bo udało się zbudować napięcie o niezłym potencjale. Zgodzę się z NearDeath, że za dużo korpo, zupełnie wystarczyłaby wzmianka o tej pracy, a raczej pomyślałbym nad jakimś ciekawszym rozwiązaniem zjawisk w mieszkaniu i wmieszaniem w to wszystko pana w płaszczu. Całościowy odbiór jest pozytywny. Pozdrawiam i życzę owocnej pracy twórczej :)

Hej wojowniku :) Nie da się ukryć, że dopiero zaczynam, to widać, dlatego każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Dziękuję za miłe słowa i propozycje zmian. Pozdrawiam

Danka

Brakuje tutaj zaskoczenia. Wszystko idzie liniowo i momenty, które można byłoby doskonale wykorzystać, kłamiesz na kolanie – radzenie się koleżanek w pracy odziera historię z wypracowanej głębi bohatera… Ale się nie poddawaj :) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Przyznaję, z początku wzbudziłaś moje zainteresowanie i wywołałaś pewien niepokój (oraz stworzyłaś klimacik), który nie minął w momencie odszyfrowania słów wypowiadanych na wspak. Oczywiście ja też od razu tak je przeczytałem, więc spodziewałem się jakiejś kolejnej, większej tajemnicy w finale.

Ów niepokój wynikał głównie z pojawianie się tajemniczego telefonu w szafie (trochę to było weirdowe), no i tego głosu zza grobu. Jak rozumiem, telefon pojawiał się w sposób paranormalny i był próbą zwrócenia "na siebie" uwagi przez ofiarę morderstwa. Niestety, jest to bardzo wyświechtany motyw w horrorach i liczyłem na znacznie więcej.

Tym bardziej że po jednej stronie mieliśmy ducha zamordowanej osoby przemawiającego z zaświatów, a po drugiej obiecującego fabularnie faceta z brzydkimi zębami, prawdopodobnie mordercę. Czy zatem nie był on zbyt delikatny wobec bohaterki? I czy ukrywszy zwłoki w ścianie, powinien wracać w miejsce zbrodni? Zapytam inaczej – właściwie po co tam wrócił skoro zwłoki były ukryte, o głosie zza grobu nie mógł wiedzieć, a w sumie i tak nic z tym wszystkim nie zrobił tylko grzecznie sobie poszedł? No i dlaczego straszy naszą bohaterkę w finale? Powinien się raczej zmyć gdzie pieprz rośnie, bo mogłaby ona powiadomić policję o dziwnych odwiedzinach i skojarzyć je z zabójstwem. A tymczasem on grozi jej śmiercią po odkryciu zwłok ukrytych za ścianą. Rozumiem, że to miało niejako wzbudzić lub nasilić grozę. Ale sama przyznasz, że gadający zza prysznica “duch” budzi większy niepokój od faceta w płaszczu, tyle że i “duch” pogadał sobie, wskazał miejsce ukrycia ciała i to w sumie na tyle…

Zagadka okazała się więc dosyć mało odkrywcza i zaskakująca, a po pierwszych klimatycznych fragmentach spodziewałem się znacznie więcej.

Za to zupełnie nie rozumiem po co przeplatasz wątek telefonu z linią fabularną poświęconą pracy bohaterki. Gdyby jeszcze te obie linie okazały się jakoś ze sobą powiązane w finale widziałbym sens opisywania pracy w korporacji. Tymczasem mamy drugi wątek, całkiem obyczajowy i zupełnie niepowiązany z głównym. I w żaden sposób niewpływający na wydarzenia.

Czemu miał służyć ten zabieg? Jeśli już koniecznie chciałaś opowiedzieć nam o trudach pracy w call center (chociaż nie wiem, po co, te opisy są bardzo sztampowe i nic nowego i ciekawego nam nie opowiadasz) mogłaś się postarać o powiązanie tej linii fabularnej z linią główną.

A teraz strona techniczna tekstu. Pozornie jest nawet nieźle. Niestety, gdy przyjrzeć się uważniej kolejnym zdaniom, co chwila natrafiamy na jakieś zgrzyty i chrobotanie, zaimkozę itd.

Przyznam, lektura stała się nieco irytująca z tego powodu i w pewnym momencie zacząłem czytać opowiadanie od początku pod tym kątem i wypisywać te najbardziej wyraziste nierówności z pierwszych akapitów. I są to niestety tylko naprawdę rzucające się w oczy zgrzyty, bo jest ich więcej:

Tydzień po mojej przeprowadzce budzę się z przekonaniem, że coś jest nie tak.

– wychodzi na to, że spała przez cały tydzień.

 

Siadam na łóżku i rozglądam się.

– unikajmy „się” na końcu zdania.

 

W ciemnościach rozpoznaję swoje rzeczy, rzucone byle gdzie w tej małej kawalerce.

– po co „tej"?

 

Następnej nocy dzieje się to samo. Budzę się z niejasnym poczuciem, że dzieje się coś złego.

– dzieje się i dzieje się.

 

Przypominam sobie, że właśnie przez taki gruby telefon policja powiadomiła nas lata temu o śmierci taty i siostry.

– gruby telefon? Niezbyt fortunne określenie.

 

Siedzę i nasłuchuję. Nagle jest cicho.

– nagle robi się cicho.

 

Ja mam jutro pracę, więc wracam na poduszkę.

– na poduszkę? Dziwne określenie.

 

Podnoszę wzrok na swoją liderkę.

– po co to „swoją"?

 

Jest mniejsza ode mnie, śliczna blondynka o wielkich, przerażonych oczach.

– niegramatycznie. Albo: Jest mniejszą ode mnie śliczną blondynką (też słabo)… albo rozbij to na osobne zdania.

 

Przed sobą, jak tarcze, trzyma plik dokumentów.

– jak tarczę.

 

Ale i tak wszyscy obserwują naszą liderkę […]

– swoją, naszą – przecież wiemy czyją liderkę.

 

Ucieka szybko do swojego miejsca na szczycie naszej wyspy, w którą zorganizowane są biurka w call center.

– swojego, naszej – zaimkoza galopująca. i może te biurka są ustawione nie zorganizowane?

 

Patrzę się za nią chwilę.

– wywal to „się".

 

Demonstracyjnie zerkam na zegarek nad drzwiami.

– raczej zegar.

 

Sięgam do czoła i przecieram zmęczone powieki.

– miała oczy na czole?

 

Liderka krzyżuje jeszcze nogi.

– wywal to „jeszcze".

 

Wygląda na zdecydowaną mnie nie puścić.

– to zdanie nie brzmi za dobrze.

 

Dziewczyna rzuca okiem w komórkę.

– szklanym okiem rzuca w tę komórkę?

 

Pada pytanie, jak możemy zwiększyć naszą wydajność. Wszyscy patrzymy się w okno lub na nasze buty.

– oczywiście mogą niby spoglądać na cudze buty. Dziwnie to jednak brzmi. I masz powtórzenie: naszą, nasze.

 

– Tak, wynajmuję to mieszkanie. – Krzyżuję ręce i opieram się o ścianę.

– Nie wyrobiłaś normy – Liderka krzyżuje ręce i opiera się o framugę.

– To nie rozwiąże problemu. – Liderka krzyżuje jeszcze nogi.

 

– przyznaj się, bardzo lubisz jak bohaterowie Twoich tekstów krzyżują kończyny (i się opierają)?

 

Koleżanka miała rację. Po przyjściu do domu puściłam wiadomość od tyłu. Usłyszałam męski, przyduszony głos, który poinformował mnie, że jest za prysznicem.

– to zupełnie niepotrzebne i łopatologiczne wyjaśnienie sytuacji. Czytelnik nie jest idiotą. Śmiało możesz wywalić to wytłumaczenie.

ITD. ITP.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki mr.maras za wypisanie tych wszystkich błędów. Nie wiedziałam, że mam taką zaimkozę :) Będę nad tym pracować.

Danka

Nowa Fantastyka