- Opowiadanie: ManeTekelFares - Proza życia

Proza życia

Nic wielkiego, ale może ktoś się dziś uśmiechnie. 

Tak mi się pokojarzyło, więc wrzucam. 

Tekst ma kilka lat  i nie jestem z niego dumny. Jednak lubię wracać. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Proza życia

“Pisać, pisać, pisać”, tylko jedno słowo tłukło się między uszami, coraz bardziej napastliwie szukając ujścia z czaszki. Czwarta, kawa, potem piąta kawa i pusta strona. Na ekranie monitora złośliwie mrugał znak kursora. “Tak to cholera jest, jak koniecznie człowiek chce pisać od razu z sensem”, zamknięcie oczu i próba oczyszczenia umysłu nie na wiele się zdała.

– W ten sposób przyjacielu, to nic z tego nie będzie. – Piskliwy, nieco skrzeczący głosik wybrzmiał gdzieś w okolicach potylicy. Sekundę później na tle białej czeluści monitora pojawiła się kilkunastocentrymetrowa postać z mysim ogonkiem, świńskim ryjkiem i krowimi kopytkami. 

– No, przywitaj się. Popatrz na mnie. 

“Zaczynam fiksować”, głębokie zaciągnięcie dymem z papierosa nie spowodowało, że stworek zniknął. 

– Ej, udusisz mnie. – Krowie kopytka zasłoniły świński ryjek. 

Papieros zakończył żywot w popielniczce. Potworek rozprostował się i zaczął spacerować wzdłuż monitora. 

– Brakuje weny? A termin się zbliża – powiedział i podskakiwał, próbując dotknąć kopytkiem migający kursor.

– Brakuje.

“Nie wierzę, że rozmawiam z omamem,” lewa dłoń przesunęła się w stronę potworka, jednak lęk zwyciężył. 

– Mogę ci pomóc.

Kursor ruszył z miejsca. Litery wskakiwały jedna za drugą, pędząc do brzegu kolejnych wersów wręcz z nieprawdopodobną prędkością. 

– To twoje myśli. Ja je tylko układam.  

“To się nie dzieje naprawdę”, źrenice jak szalone biegły za kolejnymi znakami zapełniającymi ekran. 

Kursor zatrzymał się. 

– No cóż, przyjacielu, – Potworek odwrócił swój świński ryjek od monitora. – To nie jest takie proste. Też mam swoje terminy i swojego szefa. 

– Czego chcesz?

Kursor nie chciał ruszyć z miejsca. 

– Czegoś, co nie jest ci aktualnie potrzebne. 

– Czego chcesz, do cholery?

Zdawać się mogło, że kursor migał coraz wolniej. 

Potworek podskoczył, stuknął kopytkami, po czym mysim ogonkiem pomiział się po świńskim ryjku. 

– Jest limit dusz potrzebny do premii. I twoja bardzo by mi się przydała. 

“Dusza? A co to jest dusza?”, dłoń trochę bezwiednie sięgnęła po papierosa.

– Ej! – zaprotestował potworek – Znowu chcesz mnie dusić? 

– Zgoda. – Dłoń zacisnęła się w pięść. Niespalony tytoń przyprószył klawiaturę komputera. 

Kursor ruszył z miejsca. 

*** 

– Panno Basiu, panno Basiu! – Amelia stojąc w drzwiach, krzyczała w kierunku schodów.

– Czego tam? – Na parterze trzasnęły drzwi, a po chwili zaskrzypiały deski schodów. Panna Basia mogła budzić respekt. Ogromna, z pewnością przeszło stukilogramowa postać z ostrym makijażem, który nie potrafił jednak przykryć słusznego już wieku. Krwistej barwy szlafrok z lisim kołnierzem i totalny nieład we włosach dopełniał demoniczności matrony. Amelia jakby zmalała przy niej. Z otwartymi ustami, ale niemo wskazywała dłonią w głąb pokoju. Panna Basia dość brutalnie odepchnęła przerażoną dziewczynę i weszła do środka.

– Kurwa… – przekleństwo wypełniło nie tylko pokój, ale i cały korytarz. Z pozostałych drzwi zaczęły wychylać się zaciekawione twarze dziewcząt. 

– Co się stało, panno Basiu?

– To ten idiota, który zamiast się pieprzyć, przyszedł pisać. Teraz będzie się tu rozkładał. 

*** 

– Nie żyję? – Dłonie delikatnie przesunęły się po policzkach. 

– Nie da się ukryć. – Potworek przysiadł na zadku splatając kopytka. – Spróbuj. Możesz stanąć obok. To proste. Zrób krok, obojętne w którą stronę. Nie bój się.  

Ciekawość zwyciężyła. Głęboki wdech i krok na bok. “Ale zaraz, przecież siedzę. No tak najpierw wstać”. Rzeczywiście to łatwe. Zaskoczeniem było tylko to, że nie chrupnęła żadna kosteczka i nie zabolał żaden mięsień. To niesamowite, zobaczyć swoje plecy własnymi oczyma bez pomocy dwóch lusterek. 

Na ekranie monitora gęsto ustawione czarne znaki nie pozwoliły na oderwanie wzroku. “Będę sławny, nareszcie udało się”. Duszę wypełniła radość, którą trudno nawet opisać. To jak zmartwychwstanie, jak cudowne ocalenie w katastrofie lotniczej. “Będę żył. Moje słowa zapisane na wieki”. 

Potworek rytmicznie podskakiwał, zupełnie tak, jakby dostał czkawki. Wreszcie otworzył ryjek i wybuchnął gromkim śmiechem. Przewrócił się na bok wierzgając kopytkami. 

– Z czego się śmiejesz? – Radość zaczęła ustępować miejsca uczuciu niepokoju. 

– Z ciebie, debilu. – Potworek uspokoił się na chwilę i znów zaczął się śmiać. 

**** 

– No i co Maciek? Będzie coś z tego? 

Technik pokręcił przecząco głową. Komisarz zaklął pod nosem i odwrócił się do stojących w równym rzędzie kobiet. 

– Która mądra wyłączyła komputer. Do jasnej cholery, oskarżę was o zacieranie śladów. To współudział. – Jego krzyki przybierały na sile, ale nie zagłuszyły panny Basi, która też potrafiła ryknąć. 

– A odwal się, chamie. Za gościnę nie zapłacił, to jeszcze do prądu mam dopłacać? Dwie godziny tu jechaliście. Ja kazałam wyłączyć. 

Komisarz podrapał się po łysinie. Przed szereg wystąpiła Amelia nerwowo rozcierając dłonie. 

– To ja wyłączyłam, panie policjancie. 

– Jak? 

– Normalnie, wyjęłam wtyczkę z kontaktu – Dziewczyna skrzywiła usta w wymuszonym uśmiechu. 

*** 

Morał:

Autorze, nigdy nie zapominaj o kopii zapasowej swojego tekstu. Nie wiadomo kiedy, ale może się bardzo przydać. 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Krótkie, przyjemne, lekko napisane, nawet uśmiechnąłem się na końcu. :)

Parę drobnostek mi zgrzytnęło, ale to chyba moja subiektywne odczucie, więc nie będę się czepiać. 

To, czego mi brakowało, to epilog – mogłeś pokazać, jak ten nasz autor skończył, jakieś piekielne katusze, może na przykład zmuszony został do redagowania harlequinów, albo coś.  

Gekikara, albo wieczne przekopywanie Internetu w poszukiwaniu plagiatów. -:) Najważniejsze, że był uśmiech. To był cel nadrzędny.

No przyznaję, ja też się uśmiechnąłem. ;) Ko nie siedział tak przed pustą stroną na monitorze, niech pierwszy rzuci myszką…

Skoro to kilkuletni szorcik, to pozwolę sobie nie urządzać łapanki, jeśli nie masz nic przeciwko, i skupię się na ogólnych wrażeniach. No, poza jednym przypadkiem:

Czwarta, kawa, potem piąta kawa i pusta strona. Na ekranie monitora złośliwie mrugał znak kursora.

Ach, ten rym ;) Raczej nie powinno go być.

pomyział 

Pomiział. (Tak, miało być jedno, no ale nie mogłam się powstrzymać.)

Historyjka z morałem. Fajne :D Oj, kuszące takie sprzedanie duszy w zamian za przypływ weny do pisania, kuszące.

Mr Windy, cieszę się za ten uśmiech.

Silva, oba wyłapane przykłady najlepiej zaświadczają o regionie , z którego pochodzę. :-)

Ale coś skąpo z ogólnymi wrażeniami. :-)

Silva, oba wyłapane przykłady najlepiej zaświadczają o regionie , z którego pochodzę. :-)

Aa, czyli regionalizm taki. Ale że rym też? :D

Ale coś skąpo z ogólnymi wrażeniami. :-)

No tak mam, że przy krótkich tekstach jakoś ciężko mi się wypowiedzieć. No, i jeszcze miałam myśl, że kto chodzi do domu publicznego pisać. Nie rozpraszało go? ;)

Nie rozpraszało go? ;)

Może mniej, niż w domu. ;) Miał silną motywację.

 

Ale że rym też

Pomyziać, chapcie, schódki, piterek, zrywka, hasie, to regionalizmy częstochowskie. Rym częstochowski też jest specyficzny i tak mi się pokojarzyło. Oczywiście rymowanka całkowicie niezamierzona i zmiana na “mrugał kursor” naprawi to. Myślę, że mogło mi wówczas świtać w głowie, że kursor nie mruga sam w sobie, tylko właśnie znak. Ot, samo zaciskająca się pętla mózgowo – semantyczna. Mówiąc po ludzku – przekombinowanie.

to regionalizmy częstochowskie. Rym częstochowski

Ach, o to chodziło. Mogłam się domyślić :D

Powinny być przyciski “lubię to”.

Przeczytałem

 

Mam (tylko) dwie uwagi:

  1. Łatwość sprzedania duszy (już moim zdaniem było by napisać “jako ateista nie wierzę w pierdoły pokroju duszy“)
  2. Smutne jest też to że (mam wrażenie)nie ufasz czytelnikowi rzucając mu morałem w twarz jak dzieciom w bajkach

Dobrze zrozumiałem że pisał w burdelu na kompie? Bo jeśli tak to mnie oświećcie czy w takich przybytkach są komputery stacjonarne bo nigdy nie byłem i nie wiem. (Poza tym czemu akurat tam? To chyba nie najlepsze miejsce do skupienia się)

 

Jednakże tekst fajny i przyjemny.

 

Pozdrawiam.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

aKuba139, dzięki za przeczytanie i komentarz.

Kompletnie nie mam pojęcia dlaczego akurat wybrał burdel. Ludzie mają różne potrzeby i pomysły. Przypomniała mi się dyskusja dwóch profesorów. Zastanawiali się, co jest lepszym rozwiązaniem, posiadanie żony, czy kochanki. W rozmowę wtrącił się trzeci, mówiąc, że najlepiej jest mieć i żonę, i kochankę. Argument za takim rozwiązaniem był niezwykle logiczny. Otóż, gdy żona myślała, że jest u kochanki, a kochanka, że u żony, on mógł spokojnie siedzieć w bibliotece.

Rzucenie w twarz morałem jest zabiegiem celowym. 

A wiesz, że też nie sprawdzałem, czy są kompy stacjonarne w takich przybytkach, czy tablety. Ale pamiętam czasy, kiedy były tylko komputery stacjonarne. Ba, pamiętam czasy, kiedy komputery widziało się tylko na filmach sci-fi. I jak kojarzę, na ogół zajmowały sporą część pomieszczenia.

Miałem problem z otagowaniem szorta. Najbardziej pasowałby “nie bierz wszystkiego na serio”, jednak nie znalazłem takowego.

Cieszę się, że mimo oczywistych niedociągnięć tekst oceniłeś jako fajny i przyjemny. Mam nadzieję, że mimo wszystko uśmiechnąłeś się na koniec.

Zapraszam do lektury innych tekstów.

 

Czwarta, kawa – przecinek

 

Krwistej barwy poranny szlafrok z lisim kołnierzem i totalny nieład we włosach dopełniał demoniczność matrony. demoniczności; zadziwił mnie ten lisi kołnierz przy szlafroku, ale jak matrona lubi… 

 

Potworek przysiadł na zadku(+,) splatając kopytka.

 

Jeszcze zastanawiam nad przekleństwem. Czemu jest urwane?

 

Kopia jak kopia, ale zapisywanie na bieżąco jest ważne ;)

No to autor musiał mieć mega ciśnienie, skoro tak łatwo i szybko sprzedał duszę. Biorąc jednak pod uwagę formę i długość tekstu, nie będę na to narzekać. 

Spodobał mi się stworek zamiast klasycznego diabła. 

I podoba mi się zabieg z narracją. Część pisarza poprowadzona w ciekawy, niejednoznaczny sposób, nie określający jasno narratora. Miałam wrażenie, że to bohater sam opowiada – dobre.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

śniąca, cześć :-)

Jak wspomniałem, tekst ma kilka lat i kiedy wczoraj odkopałem go, by zerknąć przed wrzuceniem, sam byłem zaskoczony sposobem narracji. W którymś komentarzu nawet miałem napisać (zapomniałem), że dziś nie zdecydowałbym się na taki sposób prowadzenia. Ale może trzeba poeksperymentować…

Jeszcze zastanawiam nad przekleństwem. Czemu jest urwane?

To akurat mi zostało do dziś. Niespecjalnie lubię przekleństwa w tekście, a czasem mam wrażenie, że autorzy nadużywają ich tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę. W tym przypadku zapewne uznałem, że wystarczy tak. Zresztą, wielokrotnie sam tak przeciągam pierwszą sylabę, by w zależności od okoliczności urwać lub dodać adekwatną do towarzystwa sylabę “de”, bądź “wa”. :-)

No to autor musiał mieć mega ciśnienie, skoro tak łatwo i szybko sprzedał duszę.

Tak, wspominał już o tym aKuba. Patrząc na okoliczności, przyjmijmy, że złapałem go w momencie, kiedy był już na skraju wytrzymałości. ;)

 

Niespecjalnie lubię przekleństwa w tekście, a czasem mam wrażenie, że autorzy nadużywają ich tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę.

Brawo Ty. Witaj w klubie :) 

 

Jednak… 

 

– Kuurrrrr… – przekleństwo wypełniło nie tylko pokój, ale i cały korytarz.

Pannę Basię znam krótko, ale mogę powiedzieć, że poznałam ją na tyle dobrze, że jestem pewna, że wydarłaby się pełnym słowem. Plus – popatrz na pogrubione. Ja tu widzę dwie możliwe opcje: 

zostawić przekleństwo, ale zmienić dalej na coś w rodzaju: Panna Basia urwała bo… coś tam. 

zostawić wypełnienie, ale dać pełne przekleństwo

Oczywiście to moje widzimisię, że nie gra mi to urwanie z narracją i nie musisz się z nim zgadzać. 

Są sytuacje, że przyda się lub wręcz trzeba zastosować wulgaryzm i wtedy nie należy stosować półśrodków. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A to niech ulży kobicie.

Dzieeeń dobry! 

 

Technikalia:

Technik pokiwał przecząco głową.

→ U nas raczej kręci się przecząco głową. Pokiwać to twierdząco można. 

 

Co do tekstu – krótki, fajny i przyjemny. Tak jak poprzednicy – uśmiechnęło, a z przedmowy widzę to było celem – więc zrealizowany. 

Podsumowując:

Kradłbym.

Pozdrowionka! 

NearDeath, dzięki za wjazd na kwadrat. :-)

 

U nas raczej kręci się przecząco głową. Pokiwać to twierdząco można. 

No tak. Taki typowy “logik” kulturowo – ignorancki. :-)

 

Cholernie mnie cieszy, że się uśmiechnąłeś. Tak, taki był cel. Plagiatowy dzień podsunął mi skojarzenie z tym tekstem (do czego zdolny jest “autor”) i ech, wrzuciłem.

 

Sympatyczny tekst.

Wydaje mi się, że zyskałby na rozwinięciu, uzupełnieniu luk. W pierwszej chwili pomyślałam, że facet zmarł tuż po zawarciu transakcji. A tu zdążył sobie jeszcze domy publiczne pozwiedzać. I dlaczego tam polazł – też nie mam pojęcia. Niechby chociaż zdanie wyjaśnienia, że chciał opisać panienkę nieciężkich obyczajów i poszedł jak malarz do modelki…

Babska logika rządzi!

Złoty morał, oj tak. Tekst przedni, tylko jedno "i" zjedzone, nie "kopi", a "kopii" powinno być ;)

Finkla, tak, też dostrzegam miejsca, gdzie brakuje stycznych między autorem i czytelnikiem. Potraktujmy to jednak, jako wprawkę. Mam tą scenę cały czas w głowie, więc mam nadzieję, że ją wykorzystam jeszcze. Dzięki za wizytę i jakby na to nie patrzeć, słowa pocieszenia.

EDIT: blush Ale, że “klik”? Dziękuję. 

Saule, przyznam, że się stęskniłem za moją debiutancką komentatorką. Miło, że zajrzałaś. “Byczka” poprawię. Dziękuję.

Są pewne dziury, ale poza tym przyzwoicie, to co mam nie kliknąć, skoro “mam tę moc”? ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, rzeczywiście masz tę moc. Jeszcze raz dzięki. Przy okazji, zapraszam do tych już szczęśliwie ułożonych w regałach. Z przyjemnością poznam Twoją opinię.

Myślę, że szorcik spełnił wyznaczone mu zadanie – rozbawił. ;)

 

Krwi­stej barwy po­ran­ny szla­frok z lisim koł­nie­rzem i to­tal­ny nie­ład we wło­sach do­peł­niał de­mo­nicz­ność ma­tro­ny. ―> Piszesz o szlafrokunieładzie, więc: Krwi­stej barwy szla­frok z lisim koł­nie­rzem i to­tal­ny nie­ład we wło­sach do­peł­niały de­mo­nicz­ności ma­tro­ny.

Czy bywają też szlafroki wieczorne?

 

“Będę sław­ny, na­resz­cie udało się.” ―> “Będę sław­ny, na­resz­cie udało się”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

“Będę żył. Moje słowa za­pi­sa­ne na wieki.” ―> “Będę żył. Moje słowa za­pi­sa­ne na wieki”.

 

oskar­żę Was o za­cie­ra­nie śla­dów. ―> …oskar­żę was o za­cie­ra­nie śla­dów.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, to miłe, że zajrzałaś.

Czy bywają też szlafroki wieczorne?

Jestem raczej z tych, którym wystarcza podkoszulek i majtki, a gdzieś pewnie usłyszałem, czy przeczytałem o porannym szlafroku i bezrefleksyjnie wklepałem. Wiedzę uzupełniłem. Dziękuję.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

I znów wstyd. :-)

 

Najważniejsze, że rozbawił. 

ManeTekelFares, ależ jaki wstyd? – ot, zwykłe potknięcia. Proszę natychmiast przestać się wstydzić! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, już raz byłem o to upomniany. To trąca recydywą. ;)

W takim razie nalegam, żeby to był ostatni raz! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, tak jest! :-) 

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ManeTekelFares, ja się uśmiechnęłam:-) fajnie zestawiłeś emocje i marzenia "będę sławny" z przyziemnymi sprawami jak wyłączenie komputera:-) pozdrawiam

Olciatka, dzięki za ten uśmiech.

Nowa Fantastyka