- Opowiadanie: feranos - Oczy bogów

Oczy bogów

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

wilk-zimowy

Oceny

Oczy bogów

Przez moment jestem zamroczona i otumaniona, otwieram oczy. Czuję, jakbym się właśnie obudziła. Nie wiem, co się dzieje.

Pojawia się obraz. Łuna rzucana przez miasto ukazuje refleksy tańczące na chromowanym żelastwie, trupach maszyn…

Trupach maszyn? Jak maszyny mogą być martwe?

Wydaje się nadal nieoczywiste, choć patrzę teraz na swoje metalowe dłonie. Widzę tytanowe palce zwieńczone krwistoczerwonym lakierem.

Powoli podnoszę się na czworaka. Czuję ból w kręgosłupie, łokciach, ramionach, żebrach, miednicy. Widzę wszystko jakby wyświetlał mi to interfejs, a nie obwodowy układ nerwowy.

Mrugam.

To rzeczywiście interfejs. Nie widzę go dosłownie, po prostu jest. Czuję go. Jak ból, ale trochę inaczej, lepiej, wyraźniej.

Zdaję sobie sprawę z tego, że braki w mojej świadomości to jedynie efekt chwilowego wypadku. Gdzieś z tyłu głowy coś się uruchamia, trochę jak kliknięcie, czy piknięcie. Czuję w mózgu dziwaczny spływ, przepływ, cokolwiek. Jakby gdzieś tam przelewała się woda. Chwilowo panikuję, ale dociera do mnie skąd to uczucie. Setki, jeśli nie tysiące informacji na sekundę staje mi przed oczyma. Nie tymi realnymi, ale w środku, sama nie potrafię tego zrozumieć. Czuję? Widzę? Słyszę? Smakuję? Żadne i jednocześnie wszystkie na raz. Coś pomiędzy.

Staram się wstać, ale tracę równowagę i opadam ciężko na łokcie, ratując głowę przed uderzeniem. Moje ruchy są wolne, nieskoordynowane, jak u dziecka. Ha! Wiem, czym jest dziecko. Rzeczywiście, nieskoordynowane.

Słyszę szloch. Otwieram oczy, wizja jest rozmazana. Łza powoli odlepia się od mojego oka i na moment kiedy spada wszystko staje się ostre.

Coś pamiętam. Trzech mężczyzn. B błękitne, oślepiające światło.

Widzę but sunący w moją stronę. Rozumiem już, że moją percepcję przyspieszyły neuronowe styki. Rozumiem, że ten kopniak jest niemożliwy do uniknięcia.

Słyszę i czuję uderzenie, które przerzuca mnie na plecy. Przekręcam się bokiem na brzuch i wybijam rękami, żeby uniknąć ciosu. Staję na nogach i wyciągam dłoń przed siebie. Trzymam równowagę. Trzymam blok. Trzymam okazję na kontrę.

Jest ich trzech, ale ledwo widzę. Oczy gubią obraz, wiem, że to dlatego, że są naturalne. Chciałam je wymienić, ale ktoś kiedyś powiedział mi, że mam najpiękniejsze oczy na świecie.

Kto?

Nieważne.

– Patrzcie na to! Prawdziwa wojowniczka! Kto cię tak nauczył walczyć, maleńka? Twój pan i mistrz?

Kto?

Chyba już wiem, nieważne.

– Przestańcie się z nią cackać – mówi ten w stojący środku. – Nie mamy całego dnia. Pozbyć się świadka. Teraz i na zawsze.

Rozpoznaję to powiedzenie. Tym razem mój umysł był szybszy od chipu wszczepionego w rdzeń przedłużony.

Ale to typ po prawej był szybszy od czegokolwiek we mnie. Obraz się rozmył, jak dostałam butem w twarz. Żyroskop zareagował odpowiednio, kończę saltem w tył, z podparciem ręki. Jeśli ja jestem zmodyfikowana, to on jest sztuczny w każdym calu. Broń? Nie mam żadnej. Otoczenie? Robotyczny korpus, kończyny, cztery metry, dobiegnie szybciej.

Livian. To on mnie tu wysłał. Powiedział, że to prosta robota. „Pozyskasz oczy bogów i sobie pójdziesz, tam jest cmentarz, nikogo tam nie ma…”.

– …nie będzie żadnych kłopotów – chipset odtwarza w mojej głowie dźwięk jego głosu, jakby kończąc myśl.

„Oczy bogów” nazywane są tak, bo z wyglądu przypominają małe kuleczki, Domyślam się, co on z nimi robi. Wiem czym są. Niektórzy nazywają to zbiornikami dusz, ale to tylko backup danych mózgu. Livian je zbiera i przegląda logi. A tu jest najwięcej świeżych trupów, stąd można dowiedzieć o wszystkim, co się dzieje w mieście. Dlaczego jestem taka głupia? Wiedziałam, że w końcu coś się wydarzy.

Pytam swojej elektronicznej podświadomości o rekomendowane kroki. Obraz mi się znowu rozmywa na agresorze, ale tym razem jesteśmy skupieni, oboje. Ja i to, co siedzi w mojej głowie.

Typ przenosi ciężar ciała na lewą nogę i wyskakuje z niej, robi salto i ląduje na prawej. Schodzi niżej, prawie do parteru i opiera się na ręce, wybija się z niej, a ja dostaję w twarz metalową podeszwą.

Wiedziałam, że dostanę, ale teraz widzę schemat. Jest szybki i to wie, nie popisuje się, a przynajmniej nie celowo. Po prostu chce mnie zmylić.

System odtwarza mi filmik z internetu.

Serio? Co jest? Rozumiem. Spróbuję.

Wykorzystuje masę swojego ciała do wzmacniania siły ciosów. Wystarczą krótkie uniki, żeby zmniejszyć dystans.

Znowu zaczyna swoje wygibasy. Teraz już trochę mnie to nuży. Mam wrażenie, że to wszystko widziałam. Chce mnie zmylić, stworzyć iluzje tego, że jest wszędzie wokół, że nie wiadomo skąd nadejdzie cios, ale ja to wiem. Prosto we mnie. A ja mam coś specjalnie dla takich jak on, którzy już prawie nie są ludźmi, a jedynie maszynami ze szczątkami jaźni.

Leci prawy prosty, pewnie zakłada, że zrobię unikLewa jest schowana, pewnie ma broń i to ma być ostateczny cios.

Całym ciałem napieram na pięść pod kątem do wewnątrz. Gubi równowagę, a ja wtedy szybkim ruchem przykładam mu palec do ucha.

Czuję ból jakby ktoś podpalił mnie żywcem.

Jak to boli!

Padam na ziemię. W mojej głowie świecą się wszystkie kontrolki. Mogę iść i biec, ale chcę tylko leżeć martwa i płakać. Wstaję z kolan, szybko, zanim zorientują się, co się dzieje. Ci dwaj, pozostali. Jak to boli! Nigdy się nie przyzwyczaję. Wolę o tym nie pamiętać.

System się resetuje. Impuls elektromagnetyczny prawie usmażył mi obwody. Jemu po prostu usmażył, bez żadnego „prawie”. Upadł jak kukła, ale nie jestem w dużo lepszym stanie. Moja elektroniczna świadomość wyrzuca mi masę errorów, ale działa. Działa. Działa. Dobrze.

– Melszo! Melszo, co z nim jest?

– Po nim, szefie, impuls EMP.

– Wiedziałem, żeby nie podchodzić pojedynczo, ale się uparł, gnój jeden. Trudno, nie może uciec.

Są parę metrów ode mnie, ale to zawsze jakaś przewaga. Biegnę, może wymyślę coś po drodze. Dobrze, że mam wczepy neuronowe w łydkach. Oby tylko oni ich nie mają.

Kim on właściwie jest? Przeszukuję bibliotekę swoich wspomnień. Orim. Widziałam go kiedyś w jednym z klubów w Metrowar. Siedział w loży, otoczony tłumem nagich robotycznych suk, w otoczeniu dwóch kumpli. Usłyszałam te słowa, choć nie mówił ich na głos. Przeczytałam to w transferze. Orim, Melszo i Artan. Melszo nie żyje, a przynajmniej taką mam nadzieję. Orim przekazywał im polecenia, mówił o oczach bogów, między innymi. Dyskutowali, łatwy pieniądz, łatwy zarobek. Duży pieniądz. To samo pewnie myślał Livian. Naiwni imbecyle. A co ja tam robiłam?

Tańczyłam.

Tańczyłam z….

Nieważne.

Tańczyłam. Byłam.

Huk.

Znowu, w mojej głowie, lampki zaczynają się jarzyć jak niebo w sylwestrową noc. Dopiero potem czuję ból, który rzuca mnie na ziemię. Nie mogę wstać, mam przestrzeloną łydkę. Nadchodzi raport.

Czas rekonwalescencji to sto czternaście godzin. Jeśli mocno się wysilę to sto osiem. Jeśli się zmuszę, wyłączę ból i będę walczyć to pogłębię uszkodzenia. Dojdę do siebie po siedmiuset czterdziestu dziewięciu godzinach, o ile nie wykrwawię się na śmierć.

Jeśli nie będę walczyć to zwyczajnie umrę.

Padam na ziemię, jak wyłączona lalka. Przekierowuję wszystko, żeby przechwycić ich transmisje mózgowe.

– Udaje – rozczytuję.

– Pewnie nas czyta – odpowiada ten drugi.

Obchodzą mnie. Jeden z nich ma pistolet w ręku, więc czuje się pewniej. Może mają obaj? Ciężko powiedzieć.

Wyobrażam sobie, jak zaciskam z bólu wargi, tylko po to, żeby ani drgnąć. Ostrze, chirurgicznie ukryte pomiędzy kością promieniową i strzałkową przechodzi przez specjalnie dostosowane do tego, syntetyczne stawy i przez prawdziwą skórę na nadgarstkach. Chce mi się rzygać od tego uczucia – kości poruszających się wewnątrz mnie.

– Ostrze! – słyszę jego myśl.

Wyskakuję z lewej w powietrze. Słyszę strzał i czuję, jak kula rozrywa mi bark. Słyszę kolejny, a kula przechodzi mi przez bok. Następny huk odbija się echem w moim tytanowym sercu. Ląduję na prawej nodze. Czuję jak ból praktycznie mi ją rozrywa, paraliżuje od środka, ale tnę już z rozpędu. Tnę na wysokości uda. Korpus pada na ziemię. Krzyczy, młóci bezładnie rękoma. Kotłujące się w płucach powietrze chwilowo go tłumi jego wrzask.

Pakuję mu ostrze z ręki prosto w rozdziawioną mordę. Prosto w rdzeń przedłużony i ciągnę nim jak psychopatka, rozcinając mu czaszkę i mózg na dwie części.

Słyszę kroki tego drugiego. Zdrową, normalną ręką chwytam za pistolet leżący przy ciele. Padam na bok, prawie się kładąc i strzelam. Widzę rozprysk na czole. Kolejny w oku. Następne dwa na szyi. Potem w mostku. Widzę, jak jego ciało opada. Jak kolana się uginają bezwładnie, kiedy ląduje tuż przede mną. Ryje twarzą ziemię. Pęd go od niej odbija i przekręca. Artan ląduje na mnie plecami. Plecami, z których wystają kolce.W momencie uderzenia wydobywa się ze mnie kaszlnięcie ozdobione strużką wzbijającej się w powietrze krwi. Opada, czuję dotyk ciepłej mazi na swojej brodzie.

Skurwiel waży z dwieście kilo, a ja umieram.

Oddycham, podnoszę go, ale jest coraz ciężej. Dziesięciocentymetrowe pręty tkwią w mojej klatce piersiowej i organach wewnętrznych. Część bólu to tylko raporty ze sztucznego układu nerwowego, część to autentyczny ból.

Jedno jest pewne. Wykrwawiam się.

Nie mogę nawet podnieść rąk.

Umrę tu.

Na cmentarzu pełnym trupów maszyn.

Zostały mi tylko czterdzieści trzy minuty.

Oddychaj, proszę.

Ręką staram się podnieść jego głowę, kolce unoszą się na chwilę w górę, ale kąt, masa, osłabienie układu. Wszystko.

Boli, kiedy opada. Boli bardzo.

Błagam, podnieś się.

Błagam, proszę, nie chcę tu umierać.

Błagam, jeśli cud ma się kiedykolwiek wydarzyć.

Błagam.

Niech wydarzy się teraz.

Nie teraz kiedy on… nieważne.

Pewnie i tak to nie jest ważne.

Nic nie jest ważne. Nie jestem pierwsza, nie jestem ostatnia.

Może chociaż będę ładnym okiem bogów.

Może chociaż moja dusza skończy jako ozdoba w czyjejś bransoletce.

Może będę ładnym logiem, zapisem, czymkolwiek.

Błagam, podnieś się, jebany skurwielu.

Niech mi ktoś pomoże.

Krwawię, bardzo mocno. Czuje jak moje płuca toną w mojej własnej krwi. Mojej i tego… jak on?

Nieważne.

Artana.

Proszę.

Niech mi ktoś pomoże.

To nie może się tak skończyć.

Jestem umówiona. On pewnie na mnie czeka. Czeka, żeby…

Nieważne.

Kocham cię.

Proszę, uratuj mnie.

Proszę, jeśli w jakikolwiek sposób, możesz tu przyjść i mi pomóc.

Błagam.

Zrobię wszystko, świecie, błagam, jeśli możesz cokolwiek zrobić.

Nigdy o nic nie prosiłam, a teraz kiedy rzeczywiście miało być jakkolwiek. Może nawet dobrze. Teraz umieram, dlaczego? Dlaczego to musiało się tak skończyć? To miała być prosta robota. Przyjść, wziąć, wyjść.

Błagam, niech tu ktoś przyjdzie, niech mnie uratuje.

Jestem taka słaba.

Umieram, naprawdę umieram.

Kiedyś to musiało się stać.

Ale dlaczego akurat teraz? Nie za rok? Miesiąc? Jebany tydzień?

Dlaczego musiałam umrzeć właśnie teraz?

Niech tu ktoś przyjdzie! Proszę! Oddam wszystko! Nawet siebie, swoją dumę, swoją godność! Błagam, proszę!

„Tam jest cmentarz, nikogo tam nie ma”.

Nikogo oprócz trupów.

Nie! Wyjdę z tego.

Łapię znowu głowę trupa i podnoszę. Czuję, jak kolce wychodzą ze mnie. Ramieniem drugiej ręki staram się podnieść.

Jaka ja jestem głupia! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?

Wycinam kawałki trupa leżącego na mnie, wbitego w moje ciało. Ostrze przechodzi przez niego jak przez masło.

W końcu wstaję. Wyciągam kawałek jego zmodyfikowanej skóry z moich organów wewnętrznych. To nie jest istotne. To wszystko.

Kochanie, proszę…

To wszystko nie jest istotne.

Czuję, jak kolejne kolce ze mnie wychodzą.

Przeżyję. Dam sobie radę.

Jestem taka ciężka. Ledwo stoję.

Nie dam rady, proszę.

Idę, znam drogę.

Nadchodzę, zaczekaj, proszę.

Idę.

Kocham cię.

Koniec

Komentarze

Feranosie, konkurs CYBERPUNK’S NOT DEAD odbywał się w marcu 2016 roku, czyli dość dawno… :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, zauważyłem to dopiero teraz. Przy dodawaniu opowiadań jest taki dropdown z konkursami i w kategorii “aktywne” znajdują się wszystkie cyberpunkowe konkursy. Z braku lepszego pomysłu umieściłem je w braku konkursu :)

Dziękuję jeszcze raz.

Bardzo proszę, Feranosie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nie wiem co mam z nim zrobić, więc wrzucam tutaj.

No, jasny gwint, nie zachęcasz do czytania. Pomimo to, spróbuję. wink

Mężczyzna piszący kobiecego bohatera zwykle rokuje źle – ale, bez uprzedzeń.

(Ok, obroniłeś się, głownie dla tego, że to trochę sztuczna kobieta była)

 

efekt chwilowego wypadku.

Chwilowy wypadek? A co to?

Chwilowo panikuję, ale dociera do mnie skąd to uczucie.

Takie skrótowe przedstawianie rzeczywistości nie zachęca do czytania

wyrzuca mi masę errorów,

Czemu tak?

Oby tylko oni ich nie mają

Ups!

 

Jeśli próbujesz ze zwykłej bijatyki (co z tego, że futurystycznej) zrobić opowiadanie, to raczej się to nie uda. Piszę “raczej”, bo gdyby Ci się udało, to będzie to właśnie TO COŚ.

Jest w tym opowiadaniu jakiś haczyk. Ogólnie, to mnie bardzo znużyło – większość to opis bijatyki, za którą nie za bardzo chciało mi się nadążać. Ale wplatasz w nią jakieś elementy świata, który intryguje i którego nie potrafię sobie poukładać. Być może ktoś znajdzie przyjemność w układaniu tych puzzli. Ja wolałbym pełnokrwistą fabułę.

No, jasny gwint, nie zachęcasz do czytania. Pomimo to, spróbuję. wink

Wybacz, bardzo słabo idzie mi autopromocja :p

Oby tylko oni ich nie mają

Ups!

Nie wiem ile razy trzeba przeczytać opowiadanie, żeby nie miało błędów. Trzy osoby mi to sprawdzały, ale dzięki :)

wyrzuca mi masę errorów,

Czemu tak?

Tak wydawało mi się najlepiej :p

Chwilowo panikuję, ale dociera do mnie skąd to uczucie.

Takie skrótowe przedstawianie rzeczywistości nie zachęca do czytania

Co masz na myśli?

efekt chwilowego wypadku.

Chwilowy wypadek? A co to?

Taki, który trwał chwilę :p Masz rację, rozumiem co masz na myśli. Powinno być coś w stylu: Zdaję sobie sprawę z tego, że braki w mojej świadomości to jedynie chwilowy efekt wypadku.

Mężczyzna piszący kobiecego bohatera zwykle rokuje źle – ale, bez uprzedzeń.

(Ok, obroniłeś się, głownie dla tego, że to trochę sztuczna kobieta była)

Tak, staram się nauczyć pisać role kobiece, stąd też to opowiadanie.

 

Jeśli próbujesz ze zwykłej bijatyki (co z tego, że futurystycznej) zrobić opowiadanie, to raczej się to nie uda. Piszę “raczej”, bo gdyby Ci się udało, to będzie to właśnie TO COŚ.

Dlatego zaznaczyłem, że to short. Nie ma tu treści. Jedyne co wiemy to to, że ktoś się bije o coś i ktoś kogoś kocha. Z grubsza. Dzięki za feedback :) Szkoda, że cię znużyło. Może kiedyś napiszę coś co sprawi ci przyjemność :)

 

Według mnie to dość interesujący opis cyborga, który w trakcie sytuacji zagrożenia i oszołomienia odkrywa co się z nim dzieje, jakie daje mu to możliwości i jak je wykorzystać.

 

Mógłbyś jeszcze raz przejrzeć tekst pod kątem takich niedopatrzeń jak:

B błękitne, oślepiające światło.

pewnie zakłada, że zrobię unikLewa jest schowana

O, dosłowne potraktowanie powiedzenia, że oczy są zwierciadłem duszy. Pomysł fajny, świat zapowiada się ciekawie. Szkoda tylko, że skoncentrowałeś się na opisie walki, bo akurat to lepiej oglądać, niż czytać opis. A ja bardziej ciekawa jestem tego świata, w którym bójka się rozgrywa.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Mógłbyś jeszcze raz przejrzeć tekst pod kątem takich niedopatrzeń jak:

Przejrzę, dziękuję :) i dziękuję za dobre słowo

 

O, dosłowne potraktowanie powiedzenia, że oczy są zwierciadłem duszy. Pomysł fajny, świat zapowiada się ciekawie. Szkoda tylko, że skoncentrowałeś się na opisie walki, bo akurat to lepiej oglądać, niż czytać opis. A ja bardziej ciekawa jestem tego świata, w którym bójka się rozgrywa.

Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy. Póki co piszę książkę (chcę wykorzystać zdalne, żeby skończyć) w high fantasy, ale może kiedyś to zrobię :)

Przedstawienie perspektywy cyborga. w dodatku z punktu wyjścia, gdy przez moment jakby sobie przypomina, ze jest cyborgiem. Opis innego “interfejsu” zmysłów, zapętlenie emocji, o które walczy z iście robocim zacięciem. No jest to pomysł i jest wykonanie. Jest tez dynamika i czyta się bardzo szybko i sprawnie.

Problemem są jakieś drobne literówki – a to zniknięta kropka, a to brak spacji w niektórych miejscach, Ale generalnie w porządku. W dodatku tak opisane, że nawet nie przeszkadza wątpliwość po co zostawiać logi umysłów na cmentarzu, skoro to cenne dane. No jakoś bardziej skupia się na pojedynku. A kierować uwagą czytelnika też trzeba umieć – to trudniejsze niż własnie wspomniane przecinki, czy jakieś jedno dziwniej brzmiące zdanie.

Natomiast przeczytaj jeszcze po sobie i usuń rzeczone literówki/brakujące kropki/spacje.

 

(to horror, groza, czy fantasy?)

Nowa Fantastyka