- Opowiadanie: Kulosław - Geneza / 1

Geneza / 1

Witam wszystkich użytkowników!

Po dłuższej przerwie wróciłem do pisania i postanowiłem na tym portalu udostępniać efekty :)

To opowiadanie jest pierwszym, które mam zamiar po pewnym czasie przekuć w większy projekt, dlatego każda sugestia jest na wagę złota. Kolejne będę wrzucać tak regularnie, na ile pozwoli mi czas.

Życzę przyjemnej lektury :) 

 

 

Oceny

Geneza / 1

Rozmach cesarskich kucharzy wprawiał w osłupienie. W wielkiej sali balowej unosiła się gęsta chmura zapachów, niemożliwa do rozpoznania nawet dla najsprawniejszego nosa. Stoły uginały się pod ciężarem ryb, przygotowanych na modłę kuchni z nadmorskich rubieży imperium, pieczeni z dzika, jelenia, daniela i sarny, zaserwowanych zgodnie z zaleceniami mistrzów kuchni z środkowej części państwa. Do tego żeberka w miodzie, misy pełne warzyw i owoców, oraz tradycyjne potrawy pustynnych zakątków państwa, między innymi długo duszona jagnięcina. Każde dziecko w rozległym imperium dałoby sobie uciąć rękę za możliwość spędzenia pięciu minut w tej sali. I tylko Michael van Miclus zdawał sobie z tego sprawę.

Jadł, lecz niewiele, miewał odruchy wymiotne na widok towarzystwa, obżerającego się i bardziej pijanego z kolejnymi opróżnionymi pucharami. Wielu z tych ludzi znał. Wiedział, że to zadufani w sobie przedstawiciele starych rodów, którzy trafili na złote czasy i najsłabszego imperatora w historii. Aron von Morrig…

– Wina, panie?

Znów się zagapił. Obok stała jedna z wielu młodych i skąpo ubranych służących. Uśmiechała się szczerze, choć Michael wątpił w jej intencje. Głód i pręgierz to znani nauczyciele wśród havarskiej służby.

Kiwnął głową w odpowiedzi. Przez cały wieczór upił może parę łyków, myślami był teraz w innym miejscu. Tak samo jak jego towarzysz, którego oczy w ogromnym skupieniu podążały za odsłoniętymi pośladkami dziewczyny.

– Brok, skup się!

Następny wyrwany z letargu. Chyba wszyscy w tym pomieszczeniu mają problemy z koncentracją.

– Wybacz, ojcze. Ja tylko…

Nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Michael nie gniewał się na niego; syn skończył niedawno szesnaście lat i na pewno wolałby teraz uganiać się za pannami niż uczestniczyć w kolejnej uczcie, podobnie zresztą jak ojciec, choć on powody miał inne. Z każdym zjedzonym tutaj udkiem z kurczaka przelewana jest kolejna kropla havarskiej krwi. Na południu Imperium, na tyle daleko, że stukot sztućców i harmider biesiady zagłuszał ten fakt, upada niemal tysiącletnie dziedzictwo.

– Mówiłem ci już. Obserwuj kapłanów.

– Kiedy oni nic nie robią. Nie rozmawiają, nie jedzą, nie piją. Pewnie też nie srają, bo nikt ani razu nie wstał.

– Melduj za każdym razem, gdy któryś odezwie się do imperatora.

– Na razie melduję, że uparcie gapią się w puste talerze.

– Szkoda, że nie siedzimy bliżej.

– Bogowie, zaczyna się…

Ciśnienie trochę podskoczyło Michaelowi. Dlaczego te dzieci są dziś tak pyskate, gdyby to on odezwał się do ojca w ten sposób, to zgarnąłby lanie aż do nieprzytomności. Mówią, że czasy się zmieniły i chyba trochę jest w tym racji. Stryj w liście meldował mu, że sytuacja na południu była do opanowania, dopóki za broń nie złapał młody var Rolsh, paląc i siejąc terror na południu. Aron von Morrig nie wiedział tego, lub uparcie to ignorował. W akompaniamencie wznoszonych toastów, kończy się pewna epoka.

Michael uspokoił się. Nie ma teraz czasu na ruganie dziecka.

– Przydaj się na coś i zanieś wiadomość do Perry'ego val Morta.

– Co mu powiedzieć?

– Powiedz po prostu, że oczekuję odpowiedzi, on wie o co chodzi. Tylko dyskretnie.

– Tak jest, generale.

Czy to była ironia? Zanim przyszła odpowiedź, chłopak zniknął. Michael pokręcił ostentacyjnie głową. Ma zadatki na dobrego wojskowego, ale polityk będzie z niego żaden, jest zbyt narwany. Codziennie wypytuje ojca kiedy ruszą na południe z armią. Brok marzy o chwale wojennej, a Michael boi się jedynie, że dostanie okazję, by ją zdobyć.

Wrócił do obserwowania cesarza. Z początku obawiał się, że zostanie przyłapany na zbyt częstym zerkaniu w tamtą stronę, lecz biesiada rozkręciła się na dobre i nikt nie zawraca sobie głowy nietaktem. Goście bez skrupułów krzyczą i obrażają się wzajemnie, gdy nadarzy się okazja, to któryś próbuje złapać jedną z służących i usadowić sobie na kolanach, jeśli ta nie jest dość zwinna by uprzejmie się wywinąć. Michaela co rusz nawiedzała myśl, czy to on się zestarzał, czy to ludzie stracili resztki godności. Młodość zawsze z perspektywy czasu wydaje się dziwna.

Wrócił syn z wiadomością.

– Napij się czegoś ojcze, to może ochłoniesz.

– Zamknij się, to może pozwolę ci wrócić na koniu. Czego się dowiedziałeś?

– Niczego. Powiedział, że po każdej burzy wychodzi tęcza.

– Czyli nie zrobią nic. – Wypowiedziane słowa nie przygnębiły generała. Spodziewał się takiego rezultatu. – Dla wschodu każde rozwiązanie przyniesie korzyść, nie ruszą palcem. Wszystko w rękach cesarza.

– Myślisz, że cesarz posłucha?

– Tylko na to liczę.

– Doszły mnie słuchy, że on tak naprawdę tu nie rządzi i poddaje się woli kapłanów.

– Gdzie to usłyszałeś? – zapytał Michael.

– Od Altusa.

– Altus za dużo gada. – Ale ma rację, chciał odpowiedzieć Michael. Był pewien, że było to iskrą zapalną pod bunt. Biurokracja niemożliwa do opanowania, władza absolutna starych rodów i coraz większe wpływy czerwonych kapłanów, były chrustem pod ogień, niezwykle łatwopalnym. Prawda jest jednak taka, że dopóki tron ma silnego władcę, pewnego i sprawiedliwego, państwo jest spokojne. Rebelianci dostrzegli zgniliznę i zamiast okryć ją płótnem jak wszyscy zgromadzeni na tej sali, postawili na amputację. Michael każdej nocy prosił o wytrwałość i wmawiał sobie, że przecież stoi po właściwej stronie. Sen i wino maskowały wątpliwości.

– Ojcze?

– Hm?

– Kapłani wstają.

Odziani w czerwień mężczyźni jak jeden mąż wstali od stołu i w równej formacji ruszyli do tylnego wyjścia z sali, za cesarskim tronem. Najstarszy z nich podszedł do władcy i nie zwracając uwagi na jego rozmówcę szepnął coś do ucha. Ile by teraz Michael dał, by poznać te słowa. Słyszał plotki o rytuałach i obrzędach odprawianych przez wyznawców Dactusa. Aron ponoć wmówił sobie, że pomogą mu osiągnąć nieśmiertelność, obsesję każdego Cesarza od czasów odkrycia właściwości czerwonych kryształów. Lecz to tylko plotki, zasłyszane z ust ludzi nie mających prawa znać prawdy.

Dziesiątki bojów, wygrane starcia i sytuacje bez wyjścia, sprawiły że Michael nauczył się chłodu w trudnych sytuacjach. Mawiają, że pośpiech jest najgorszym doradcą, lecz ludzie żyjący tą zasadą nigdy nie mieli noża na gardle. Ostrza mogącego upuścić krew setek tysięcy niewinnych ludzi, którzy do ostatniej sekundy nie dowiedzą się w jakim celu została złożona ofiara. Politycy zawsze rozgrywają swoje partie poza wzrokiem zwykłych ludzi. Dlatego Michael tak ich nienawidził – wierzyli w liczby, nie w ludzi. Poczuł mrowienie w żołądku. Czy to strach? Generał od dawna zapomniał jakie to uczucie. Jedno czego był pewny, to że jeśli zostanie na miejscu lub wyjdzie z sali, straci szansę na ratowanie domu jaki zna.

Wstał.

– Co, jeśli się rozgniewa?

To Brok, patrząc w ziemię zadał nieśmiało pytanie. Ponura perspektywa wisiała nad nimi jak czarna chmura. Głos cesarza jest niepodważalny. Gdyby władca odebrał jego słowa jako niesubordynację, mógłby skazać Michaela na śmierć. Dlatego generał powtarzał jak dziecko modlitwę: jeśli cesarz błędnie mnie zrozumie, imperium będzie stracone. Wierzył tylko on jeden stoi nad przepaścią klifu mogąc zatrzymać rozpędzoną karawanę. Wlał resztę wina do gardła. Odwagi starczy na kilka chwil, lecz tyle jest potrzebne, by zmienić ścieżkę historii.

Brok wstał z ojcem. Nie powiedzieli sobie słowa na pożegnanie. Żołnierze zresztą nigdy nie mówią do widzenia, w koszarach istnieje przesąd, że to przynosi pecha. Chłopak wycofał się niepostrzeżenie z sali. Michael tymczasem wykonał kilka kroków i choć odcinek dzielący go od podwyższenia na końcu sali wydawał się tak odległy, nie zauważył gdy znalazł się dziesięć kroków od Arona von Morriga.

Patrzył w ziemię, dworskie wychowanie nie zezwalało na patrzenie w oczy władcy, dopóki ten na to nie zezwoli.

– Przedstaw się.

Podniósł głowę, przecież się znają z dzieciństwa. Michael wrócił na chwilę do przeszłości. Nie lubili się. To było życie na pokaz, a dzieci nie potrafią grać. Michaela oduczono wygrywać, by przyszły władca nabrał pewności siebie. Tej relacji nie dało się ochłodzić, a kilku szczerych doradców utwierdziło przyszłego generała w przekonaniach, że pewnych rzeczy nie da się zmienić, że nieważne jak wielkim człowiekiem by nie był, nie zmieni świata bez właściwego rodowodu. Wiele się zmieniło i Michael za wszelką cenę musi ukryć zawiść, zakopaną głęboko, pogrzebaną, nigdy nie umarłą.

– Michael van Miclus, panie.

– Ach, podopieczny mego ojca. Dactusie, prowadź jego duszę. – Aron wykonał gest kapłanów, z uniesionymi trzema palcami i wzrokiem w ziemi. Coś zagotowało się w Michaelu, ale szybko odzyskał równowagę. Powtarzał w myślach: Panuj nad sobą. Panuj nad emocjami. Panuj nad słowami. Dobry gracz odsłania karty ostatni. Straceni ci, którzy przed obliczem imperatora pokazują niechęć. – Dlaczego zająłeś tak odległe miejsce?

Znał odpowiedź, choć niekoniecznie tę, którą chcieliby usłyszeć zebrani. Michael to wojownik, jego miejscem są koszary i pola bitew, a nie mównice i sale obrad. W tym towarzystwie siedząc z dala od cesarza, albo się coś knuje, albo jest się nikim. W dodatku znał swoją największą słabość, nie potrafi kłamać i choć najsprawniejsi czarownicy opuścili salę, wciąż musi uważać, by własne myśli pozostały jego własnością.

– O panie, towarzystwo u szczytu stołu onieśmiela moją osobę. – Kobieta siedząca po prawej stronie cesarza wytężyła słuch. Kolczyki z czerwonymi kryształkami lekko zamigotały. Dla nieuważnego oka byłoby to niewidoczne, lecz generałowi rzadko umykają detale. Michael skupił się jeszcze mocniej. – Lepiej służę jego wysokości z cienia, niźli w jego blasku.

Muzycy nie przestawali grali, lecz osoby siedzące najbliżej zamilkły, tworząc nienaturalną ciszę. Każda z tych żmij oczekiwała na odpowiedź władcy. To dla nich największa rozrywka tego wieczoru. Znudzeni kolejnym bankietem wyczuli, że w końcu ktoś chce przerwać rutynę. Cesarz musiał srogo ich rozczarować, wybuchając szczerym śmiechem.

– Ładnie to ująłeś. Byłbyś dobrym dyplomatą, może pomyślimy nad stanowiskiem na dworze dla ciebie.

– Sądzę, że wasza wysokość znajdzie zręczniejszych mówców.

– Ale czy równie szczerych?

– To na dworze są szczerzy ludzie?

Kolejna eksplozja śmiechu zdjęła z niego nieco ciężaru. Nie zmienił się przez te lata, dzięki czemu wiedział jak do niego przemawiać. Aron wydawał się autentycznie zadowolony z towarzystwa Michaela. Niestety, ten wyczuł, że goście dookoła patrzą na niego, niczym modliszki czekające na moment do ataku. Zyskał kruchego sprzymierzeńca, lecz zostali otoczeni wrogami. Kiepskie rozdanie, liczył że sprawy przybiorą kompletnie inny obrót, by presja zmusiła cesarza do podjęcia jakiejkolwiek decyzji.

– Usiądź obok mnie, bracie. I nie mów do mnie w ten sposób. Wychowała nas ta sama osoba, myślę więc że możemy odpuścić dworski etos. – Władca zwrócił się do kobiety z magicznymi kolczykami. – Bello, bądź uprzejma i ustąp miejsca gościowi.

Lady nie usatysfakcjonowała decyzja władcy, lecz bez słowa spełniła jego wolę. Michael chwilę pomyślał, nim ją rozpoznał, to Bella vin Ballum. Jej syn Cedrik, zarządzał w imieniu rodu portem w mieście Ballsea. Brok wspominał mu raz, że gdy ogień buntowników rozprzestrzeni się po państwie, syn będzie pierwszy w kolejce do stworzenia dla nich morskich linii zaopatrzeniowych. Na chwilę obecną z typowym zachodnim wyrachowaniem obserwuje i kalkuluje.

Usadowił się na wolnym miejscu. Był stąd doskonały widok na całą salę. Podwyższenie zajmowali najważniejsi i najbogatsi magnaci. Pozostała przestrzeń w sali została przeznaczona dla pomniejszych lordów, wojskowych i polityków, którzy wmawiali sobie, że to kwestia czasu nim zajmą miejsce u boku cesarza. Pośród nich wszystkich krążyły służące rozlewające alkohol.

– Żałuję, że nie jesteśmy sobie bliżsi. Podejrzewasz może, z czego to wynika?

– Przygotowano nas do innych ról, panie.

To również prawda, lecz ten medal miał dwie strony. W najmniej stosownych sytuacjach Michael zawsze przypominał sobie słowa Jona von Morriga. Staliśmy się niewolnikami własnej krwi. Wiele czasu musiało minąć nim generał zrozumiał tę myśl. Wiele czasu od śmierci poprzedniego imperatora i wiele niezrozumiałych decyzji jego następcy. Dopiero wtedy Michael zrozumiał, choć nigdy nie chciał, by historia potoczyła się inaczej.

– Niestety. Masz rację, ale twoja kariera wojskowa też jest imponująca. Powiedz mi, której armii jesteś dowódcą?

– Drugiej, panie. Wojska stacjonują na północy.

– To dzikie rejony. – Cesarz wzniósł swój puchar, na podeście zapanowało ponownie milczenie. – Toast, za Michaela van Miclusa. Gdyby nie jego działania, dawno zalałaby nas horda barbarzyńców.

Michael z grzeczności upił mały łyk. Inne okoliczności, inne czasy, inna przeszłość, wtedy mógłby polubić Arona. Rzeczywistość jednak nie pozwalała zaufać słowom imperatora, nieważne jak pięknym i nieważne jak pochlebnym, życie nauczyło generała, że za każdym pochlebstwem może kryć się niewidzialny nóż. Kilka miejsc dalej, słodką atmosferę postanowił przerwać najgrubszy z magnatów, jakich Michael widział na oczy.

– To oczywiste, że lordowi van Miclusowi należą się słowa wdzięczności. – Głos miał paskudny, przesiąknięty jadem, a jednocześnie jak znudzone dziecko. – Powiedz nam jednak lordzie, jak intensywne są ataki znad górskich krain?

– Przyznaję, ostatnio znacznie rzadsze. Podejrzewamy…

– No tak. – bez żadnego problemu przerwał rozmówcy. – Jesteśmy ci więc podwójnie wdzięczni. Myślę, że ty jak żaden mąż na tej sali możesz powiedzieć nam, tym którzy od działania wolą kłapanie gębą, jak wyglądają tamtejsze starcia?

Przez towarzystwo przeszły wesołe pomruki. Michael wyczuł, że nie wyłapali krytyki. Nie potrafił jednak rozgryźć intencji grubasa. Wciąż powtarzał w myślach: nie kłam, bo łatwo to wykorzystają.

– Każda walka jest okrutna. Nieważne czy mówimy o wielkich wojnach czy małych starciach. Zawsze jest krew, gówno, głód i choroby, zwłaszcza choroby. – Wszyscy patrzyli na niego z wielką uwagą. Jedyną wojnę jaką znają to te z ballad i książek, które czytają z nudów. Jego wyraz twarzy nie pozostawiał wątpliwości. Poeci pięknie operują słowem, opisując akty przemocy i okropieństwa, nie do pojęcia dla oczu z klapkami. Wolą swoją wersję wojen, jako walki dobrych ze złymi. Generał wiedział, że nie zrozumieją czym jest prawdziwa wojna.

Lord dając ludziom sekundę na przetrawienie tych słów, w końcu zwrócił się ponownie do imperatora.

– Najjaśniejszy panie, sądzę więc, że lordowi należą się więcej niż słowa. Jego umiejętności, wiedza i przemyślenia mogą okazać się na północy zbyteczne. Doszły mnie słuchy, iż w cesarskiej akademii wojskowej dyrektor bardzo podupadł na zdrowiu ostatnimi czasy.

Michael poczuł jak wylatują mu karty z dłoni. Czas poświęcony na przygotowanie się do tej rozmowy, został w kilka sekund obalony przez tłustego magnata. Przyszedł tutaj błagać o pomoc, a ten człowiek manipuluje nim jak chce. Co gorsza, sam dał cesarzowi argumenty do rozważenia tej sugestii. Michael musi działać bardzo szybko.

– Lordzie, sądzę że moje umiejętności lepiej przydadzą się w armii, niż za biurkiem. Nie jestem skrybą…

– I nikt z zgromadzonych tak nie uważa. Jednakże utrzymanie armii kosztuje. Czy wasza wysokość rozważał może, przynajmniej w obecnej sytuacji, rozwiązanie jej części. Niech młodzi nabierają doświadczenia, skoro walki się uspokoiły.

Nie może teraz nic powiedzieć. Co gorsza, uświadomił sobie, kim jest pulchny lord. Argus vin Duck, właściciel faktorii i kopalni, do tego zarządca olbrzymich włości na zachodzie kraju. Osoba zdolna wstrzymać kredyt z banku potrzebny na powołanie w przyspieszonym tempie armii i mogąca wywrzeć nacisk na urzędy, by zablokować pospolite ruszenie. Znał go jedynie z historii, ale to nie może być nikt inny. Na salę nie można wnosić broni, lecz pod ręką Michaela był nóż, którym mógłby poderżnąć gardło grubasowi. Jeśli cesarz odwoła go z stanowiska generała, przynajmniej tyle dobrego zrobiłby dla imperium.

Podrapał się po gęstej brodzie, władca wciąż nie odpowiadał. Rozmowy toczyły się, jak gdyby nigdy nic, lecz Michael wiedział, że każdy oczekuje w tym momencie reakcji władcy. Nieważne jaka odpowiedź nastąpi, Michael jest pewny, że rozgrywanie tej gry po dworskich zasadach nie przyniesie zamierzonego skutku. Musi postawić na bezpośredniość.

Imperator w końcu przemówił.

– Na następnym zebraniu omówimy tę kwestię. Póki co, nie zawracajmy sobie tym głowy.

Teraz, albo nigdy.

– Wasza wysokość, sądzę że rozwiązanie armii w tym momencie będzie decyzją skrajnie nierozsądną.

Aron zmierzył go chłodnym wzrokiem. Tylko kątem oka zdążył zauważyć pełen satysfakcji uśmiech na pulchnej twarzy lorda Argusa. Magnat, w przeciwieństwie do generała, nie zawracał sobie głowy oczekiwaniem na odpowiedź imperatora.

– Ależ lordzie van Miclusie, nie w waszej mocy podważanie słów naszego najświętszego władcy. Jeszcze ktoś pomyśli, że boicie się utraty wojsk.

Czara goryczy właśnie się przelała. Został otwarcie, wśród najważniejszych osób w państwie, nazwany zdrajcą. Z niespodziewaną pomocą przyszedł Cesarz. Możliwe, że nie wyłapał aluzji, lub zignorował ją.

– To poważne oskarżenia, mój lordzie. Michael zawsze robił wszystko z myślą o państwie. Czy istnieją jakieś dowody, by te oskarżenia nie okazały się zwykłą ludzką zawiścią?

– Wasza wysokość, moi dobrzy przyjaciele informowali mnie ostatnimi czasy, że lord van Miclus nawołuje ich do zebrania wojsk. Może lord wytłumaczy, jaki przyświeca mu cel.

– Z miłą chęcią, lordzie. – Michael zwrócił się bezpośrednio do cesarza. – Panie, imperium jest rozdzierane. Na południu buntownicy…

Tym razem przerwał mu cesarz.

– Dość! Nie chcę o tym słuchać. Banda uzbrojonych dzieciaków. To tylko chwilowy kryzys, moi doradcy zapewniają, że nie przetrwają do nadejścia zimy.

– Panie, te dzieciaki do końca zimy opanują obszar od Morza Spokojnego, aż do Gór Skowytów! Jeśli nie zainterweniujemy, stracimy południe na okres zimy. Umocnią tam swoją pozycję i będą nie do zdobycia, ruszą na stolicę!

– Powiedziałem już ostatnie słowo, Lordzie. Uważaj, by Twoje następne, nie okazały się ostatnimi.

Poczuł duszności, jakby zadławił się własnymi słowami. Jak działać, gdy głos ludu jest ślepy, bo zawodzą wszystkie jego zmysły. On również nie widział skali działań na południu. Wierzył jednak w listy i raporty jego przyjaciół z zagrożonego regionu i straconych prowincji. Słowa pozwoliły doskonale zobrazować sobie nową rzeczywistość południa, spalone domy i pola, splądrowane wioski i wyrżnięci wieśniacy. Woli zginąć za to, niż żyć ze świadomością braku działań.

– Wasza wysokość. – wstał, by wszyscy go dobrze słyszeli. – Proszę o powołanie mnie na urząd Wielkiego Watażki i zgodę na ruszenie z armią na południe.

Muzycy jak jeden mąż przerwali grę.

Głuche echo tłuczonej porcelany przerwało krępującą ciszę.

Młodzieniec w czerwieni zaczął naprędce zbierać odłamki. Phiusowi skończyła się cierpliwość.

– Cholera, Varrat, wynoś się stąd!

Chłopak pociął sobie palce zbierając ostre kawałki. Na dźwięk komendy wstał, ukłonił się niedbale i opuścił salę. Z drugiej strony komnaty zaśmiał się mężczyzna.

– Zapalić ci fajkę na ukojenie nerwów?

Phius rzucił gniewne spojrzenie w jego stronę. Rozważał, czy nie pozwolić sobie na chwilę słabości, nie rzucić kulą ognia w współpracownika Na gdybaniu się skończyło. Dostał wytyczne, miał wykonywać rozkazy. Na tyle, na ile to możliwe, będzie tolerować lidera. Tylko dlaczego ten musi cały czas irytować go swoją obecnością? Innych tak nie obserwuje, jak jego.

Starzec spacerował leniwie po komnacie. Drewniane obcasy zapewniały jego krokom echo z każdym stąpnięciem. Phius obserwował go bacznie. Pożałował, że wyrzucił asystenta z komnaty, stanowił doskonały balans w tym momencie. Newy miał jednak napięte jak cięciwa przed wystrzałem. Skupił się z powrotem na księdze, lekturze, dzięki której znalazł się w tym miejscu. W Faelenror może kilku ludzi zna stary havarski, w Imperium kilkunastu, lecz co z tego skoro nie znają kontekstu i wymowy dzieła. Studiował właśnie fragment, który pochłonął go bez reszty i dał podwaliny pod obawy dotyczące lingwistycznych zdolności. Wciąż nie mógł dojść do tego, jakim cudem ta banda wyznawców fałszywego boga zaszła tak daleko w zgłębianiu tajemnej wiedzy. Jeszcze na długo nim Dactus pobłogosławił swoim darem lud na dalekim wschodzie.

Miarowy stukot ustał.

– Masz wino? – zapytał mężczyzna.

– Szafka pod oknem. – odpowiedział, nie odwracając się. Wrócił do treści. Dawno odkrył, że łzy Dactusa nie są jedynym przekaźnikiem. Przetłumaczył opisy rytuałów na poprzednich stronach. W nocy nie mógł spać, wciąż rozmyślając o zawartości swoich notatek. Pewnego ranka po prostu rzucił nimi w ogień. Nie ma większego grzechu niż nadużywanie mocy kryształu, ale nawet to nie odstrasza użytkowników. Człowiek spisujący tę księgę zaszedł jednak znacznie, znacznie dalej.

– Napij się. To ukoi ci nerwy. – Mężczyzna uśmiechnął się do niego życzliwie. Odebrał puchar i upił nieco zawartości. Czerwone, czerstwe, havarskie wino. Tęskni do słodkich białych trunków zza gór. Niemniej pomagało uspokoić myśli.

– Dziękuję. – Nie sądził, że kiedyś wypowie te słowa w jego obecności. W ramach odpowiedzi dostał jedynie enigmatyczny uśmiech.

– Opowiedz teraz, jak idzie tłumaczenie? Raporty to jedno, można je dopracować. Preferuję szczere komentarze.

Phius zmarszczył niewyraźnie brwi. Myślał i myślał, skąd ta troska. Wmówił sobie, że taka przecież jego rola.

– To fascynujące znalezisko. Na długo przed okryciem złoża kryształów, Dumat prowadził swoje badania. Zgłębienie całej księgi zajmie jeszcze najpewniej wiele czasu. Musisz zrozumieć, to martwy język, wiele słów muszę wyciągać z kontekstu, a to nie opowiastka dla dzieci. Jedno błędnie przełożone słowo zmienia cały sens.

– No tak. – towarzysz odpowiedział, choć wyglądał jakby był pogrążony w zadumie. Phius nie krył ekscytacji swoją pracą. Szkoda, że jedyny człowiek zdolny do pojęcia jej wartości jest taką żmiją. Pozostali kapłani to fanatyczni idioci lub ignoranci nie dostrzegający sensu zmian. Jedyna osoba obdarzona inteligencją z tego grona musiała zostać, o ironio, jego wrogiem. – Lecz wciąż nie rozumiem, jak mógł prowadzić swe eksperymenty…

– Nie używali kryształów. – Spojrzał na gasnącą właśnie świeczkę. Czasem myślał, czy najlepiej nie byłoby spalić księgi. Dumat pomiędzy kolejnymi stronami dodawał adnotacje i swoje przemyślenia. Im więcej przewróconych stron, tym gorszy był stan autora. Bał się czegoś, a Phius powoli domyślał się czego. Lecz tak bardzo pragnął brnąć dalej. Tak bardzo brakowało mu odwagi, by w końcu zamknąć przeklętą lekturę.

– To czego?

Kapłan zakasłał parę razy. Havarskie wino jest dużo mocniejsze niż wschodnie, poczuł lekkie zawroty głowy.

– Krwi. Dumat był przekonany, że za życie można zapłacić jedynie życiem.

– A jak idzie ci szukanie tego, czego Aron tak pragnie?

– Ta księga nic o tym nie mówi. Dworscy badacze musieli się pomylić, twierdząc że znalazł sposób.

– Varrat przekazał coś innego. – Rzucił Phiusowi na stół papirus. Widział tylko fragment z rozwiniętego płótna. Wiedział dokładnie co to jest, choć pismo było obce. Znów zakasłał. Zasłonił usta rękawem, a gdy skończył zobaczył drobinki krwi. Poczuł szybsze bicie serca, jednocześnie zdał sobie sprawę ze słabości jaka ogarnęła jego nogi.

– Pharellu…

– Czy to możliwe?

– Co? – Starał się z całych sił nadać spokój tonacji. Zdradził go szybki oddech. Drugi kapłan nie wydawał się zaskoczony.

– By Aron von Morrig stał się nieśmiertelny?

– Nie wiem.

– Nie musisz już kłamać. – Pharell obdarował go kolejnym uśmiechem. – Niewiele zostało ci już czasu.

Phius ochotę zapłakać. Nawet bardziej, niż wbić mu nóż pod gardło. Gdyby był w stanie, zrobiłby to. Ostatkami sił, sięgnąłby za pazuchę po sztylet i skróciłby życie towarzysza. Nawet tyle energii już nie miał. Musiał jednak coś zrobić. Cokolwiek.

– Pharellu, wysłuchaj mnie, proszę. Te rytuały… – z trudem zbierał myśli. Każdy przebłysk świadomości wygasał szybciej niż światło błyskawicy. – magia jest niebezpieczna, to jednak coś zupełnie innego. O wiele groźniejszego. Ten rytuał… trzeba powtarzać, a jeśli się uda… On nigdy nie odzyska spokoju ducha. To go zniszczy.

– Tym lepiej. – Phius nie wierzył własnym uszom. Byli na to gotowi, wliczyli to w potencjalne straty. Błagał Dactusa o pokrzyżowanie tych planów.

– Mieliśmy działać razem…

– Działaliśmy. – przerwał mu starszy kapłan. – Lecz gdzieś po drodze zapomniałeś jaki był cel. Miałeś jedno zadanie, mówiono mi, że masz miękkie serce, dlatego izolowałem cię od imperatora. Gdybyś tylko nie kłamał w żywe oczy, nie byłoby problemu.

– Pharellu, nie ma jak sprawdzić czy te rytuały…

Nie był pewny, czy to jego zmysły, czy już tylko wyobraźnia, ale słyszał kroki w oddali. Wiedział, w jakim jest stanie, nie ma już szans. Jedyna nadzieja to powstrzymać tego człowieka. Jeśli uda mu się kupić jeszcze kilka minut, może ktoś wejdzie i aresztuje go. On wydawał się jednak opanowany i pewny siebie. Jakby wykorzystując ostatnie chwile życia podwładnego, wciąż naciskał.

– A czy opisy nie potwierdzają ich działania?

– A słyszałeś o kimś nieśmier… telnym?

Patrzył z nadzieją na drzwi komnaty. Niech wejdzie tutaj ktokolwiek, by powstrzymać tego człowieka. Wzrok go oszukiwał, coraz bardziej tracąc ostrość. Mówić już też nie potrafił. Zaczął odpływać. Usłyszał niewyraźny głos, gdzieś z oddali, ale słowa były dla niego jak bełkot. Bez większego sensu.

Drzwi zostały szeroko otwarte.

Musiał przymrużyć oczy. Od długiego czasu jego oczy nie widziały światła. Ale jak długiego? Dni? Tygodni? Każda chwila zlepiała się tutaj w jedną. Gdy światło pochodni oświetliło celę, Michael mógł zobaczyć, w jak złych warunkach jest zamknięty. Wiaderko z gównem już dawno się przepełniło. Kąt, do którego pozwalały mu dojść łańcuchy śmierdział po wydalonym moczu. Strażnicy byli przyzwyczajeni do ciemności. Przynosząc skromne porcje jedzenia nie używali pochodni. To stara havarska metoda łamania więźniów. Jeśli się ich odzwyczai od światła, rozmów i ciepła, a zostawi ze szczurami i własnymi myślami, sami zaczną mówić. Skazani muszą zapomnieć o wszelkiej nadziei. Tortury to drugi etap, dla pewności lub gdy pierwszy nie dał rezultatów.

– Zostaw nas.

Znał ten głos. A na pewno znał te ciężkie kroki. Przemówiłby, gdyby nie suchość w gardle. Powtarzał często w myślach: Mortusie, ile bym dał teraz za szklankę wody. Sam nie wiedział czy to boski znak, kiedy na ziemię spadł bukłak.

Rzucił się po napój. Nie dbał jaka była zawartość. Jeśli to trucizna, to niech zadziała szybko.

Ale to tylko woda.

Spojrzał w górę i ujrzał jego uśmiechniętą twarz. Z początku chciał walczyć, lecz wspomnienia szybko odebrały mu werwę, a drżenie rąk potwierdziło własną słabość. Przypomniał sobie człowieka, który samymi słowami sprowadził go do tego miejsca. Wróg, który nie używa sztyletów, a zostawia dziury jak po ranach kłutych.

– Jak się czujesz, Michaelu?

Głos przywodził na myśl spokojne, letnie poranki z północy. Stwierdził, że oszalał. To demon w ludzkiej skórze. Wola jednak nie pozwalała mu całkowicie milczeć. Nawet w obliczu tak haniebnej śmierci, jaką głowa mu w tym momencie podsuwała, musiał zachować twarz. Tyle pozostaje w obliczu porażki.

– Argus vin Duck. Jeśli przyszedłeś poderżnąć mi gardło, oszczędź słodkich słów. Krew mi się od tego psuje.

Pochodnia oświetlała jego twarz w wyjątkowo mroczny sposób. Wyglądał jak widmo, kostucha, która przyszła na ostatnią pogawędkę. Niemniej, co w tym wszystkim najdziwniejsze, na twarzy rysował się szczery uśmiech.

– Muszę cię zawieść, ale to nie dzień twojej śmierci. – Gruby lord rozejrzał leniwie się po celi – Jest tutaj jakieś miejsce, którego nie zdążyłeś jeszcze oznaczyć?

– Radzę stać w miejscu.

– No tak. – Na jego twarzy pojawił się wyraz obrzydzenia, który dał Michaelowi mały triumf. – Krótkie łańcuchy. Chciałem ci przekazać, że twojemu synowi udało się zbiec z stolicy. Aktualnie walczy na południu. Głupi jak ojciec, ale radzi sobie dobrze.

Michaela zalała fala ciepła. Udało mu się, w dodatku syn przynosi chlubę rodzinie. Nie mógł spodziewać się lepszego rezultatu. Nagle pobyt w lochach przestał być tak straszną udręką. Walki trwają, a Michael zaczął uświadamiać sobie, że nie wszystko stracone. Jedna rzecz nie dawała mu jednak spokoju.

– Czemu mi to mówisz?

Argus vin Duck zamilkł na chwilę, patrząc w bliżej nieokreślony punkt. Skuty generał myślał, że jest cierpliwym człowiekiem, ale dopiero pobyt w lochach wpoił mu tę cnotę. Mógł czekać wieczność, a jeśli świat na zewnątrz się wali, to nawet tego nie poczuje. Zbeształ się za to w myślach, że jest teraz jak lordowie których tak nienawidzi, ale wypadł mało przekonująco.

Argus odpowiedział.

– Bo staliśmy się niewolnikami własnej krwi.

Przeszył go dreszcz. Przez chwilę przestraszył się jak jeszcze nigdy w życiu. Pojawiło się w jego głowie pytanie. Absurdalne, lecz przecież nie widział jego śmierci. Samotność namieszała mu w głowie… a jeśli to prawda…

– Jon?

Usłyszał najszczerszy śmiech. Miła odmiana, po szczurzych piskach i przekleństwach strażników. Lord nie kazał długo czekać na odpowiedź.

– Pięćdziesiąt kilogramów mniej i może mógłbyś tak pomyśleć. Byliśmy przyjaciółmi. Nigdy jawnie, to byłaby katastrofa gdyby ludzie się dowiedzieli. Wiem, że byliście blisko, dlatego tym bardziej nie rozumiem, dlaczego wystąpiłeś przeciwko imperatorowi?

Bał się zaufać. Został tutaj wtrącony przez tego człowieka. Zadawał sobie pytanie, dlaczego ma się teraz przed nim tłumaczyć. Te słowa nie dają mu spokoju. Tylko ktoś z bliskiego grona Jona von Morriga znał jego przemyślenia. To nie mogła być magiczna sztuczka.

– Chciałem ratować imperium. Przed buntownikami, przed doradcami imperatora – Chwila zastanowienia. – przed takimi jak ty.

– W jaki sposób ratować? Trwonić budżet na wojnę, której nie da się wygrać? – Argus zauważył skonfundowany wyraz twarzy Michaela. Cóż, trudno nauczyć starego psa nowych sztuczek. – Te walki wyglądają inaczej. Brok podjął rękawicę, ale gdyby tego nie zrobił, buntownicy poczuliby się na tyle pewnie by zebrać wojska razem i ruszyć na stolicę. Na własnym polu unicestwilibyśmy ich, a przy okazji pozbyli niewygodnych pionków. Póki co tkwimy w martwym punkcie i walkach partyzanckich. Oni mogą to ciągnąć w nieskończoność.

– Gdyby Brok nie ruszył, południe pogrążyłoby się w ogniu!

– I co z tego? – Michael niczego nie rozumiał. Argus wciąż krążył w kółko po celi, od czego zakręciło mu się dodatkowo w głowie. Był pewien, że lord vin Duck chce wykorzystać tę wojnę do swoich celów, ale przecież znaczna część jego bogactwa pochodzi z kopalni na południu. – Mówimy o południu, nieistotnym ekonomicznie, strategicznie i gospodarczo. Nawet gdyby utrzymali region do wiosny, to nie mają żadnego planu. Nie mieliby poparcia wśród miejscowych, odzyskanie regionu byłoby kwestią czasu. Teraz to wojna o dziesięć milionów ludzi, którzy będą myśleć kogo oskarżyć o chaos. Do czasu wkroczenia Broka, sytuacja była pod kontrolą.

– Czyli imperator mówił prawdę?

– Nie. – Argus powiedział to bez zawahania. – On słucha czerwonych kapłanów, a oni toczą swoją grę. Z tego co się dowiedziałem mają zamiar uczynić imperatora nieśmiertelnym.

– Myślałem, że to plotki.

– Ja również. Ważniejszą rzeczą jest to, że rytuał nie zadziała tak jak Aron tego chce, więc los kapłanów jest w dłuższej perspektywie przesądzony. Taką mam przynajmniej nadzieję.

Michael wypił resztki wody z bukłaka. Od długiego czasu nie miał okazji wytężyć mózgu i teraz poczuł konsekwencje tego. Dlaczego jednak wszystko musi kręcić się wokół tej przeklętej polityki. Generał pomimo swojej niechęci, uświadomił sobie, że musi poznać całą prawdę.

– Po co oni to robią? – Argus wydawał się wyjątkowo zadowolony z tego pytania. Michael obawiał się, że został właśnie wplątany w jego grę. Pionki rozstawione, a on nie ma odwrotu.

– Robią to, ponieważ system rządów w Imperium był doskonały za czasów pierwszych władców. Był doskonały, gdy Imperium nie było tak rozległe. Więc teraz, gdy jesteśmy ograniczeni, inni próbują to wykorzystać. Zrozum, że gdy od jednego człowieka zależne jest życie wszystkich, sytuacja się komplikuje. Po co najeżdżać obce, potężne imperium, skoro można kontrolować jednego człowieka, w dodatku nieśmiertelnego. To wygrana z każdej strony, albo doprowadzą do upadku państwa, albo ono się rozpadnie.

– Czyli przegraliśmy?

Michael nie miał już nic oprócz wiary, że sytuację da się uratować. Południe to dopiero początek, sytuacja nagle stała się o wiele groźniejsza. Argus w tym momencie przystanął i obdarzył go kolejnym uśmiechem. To nie wróżyło niczego dobrego.

– Zależy od punktu widzenia. Nad kapłanami pracuję, ale sądzę że problem rozwiąże się sam. Musimy jeszcze jakoś cię stąd wyciągnąć. – Ujął jeden z podbródków w palce. Wyglądał jak wielki myśliciel i Michael nie wątpił, że mógłby nim być. Intrygi są jednak ważniejsze. – Jesteś oddanym żołnierzem, sprawnym generałem, ale pomyliłeś się. Ten błąd sporo cię kosztował, ale spokojnie, to tylko pokazówka. – Przykucnął z trudem obok Michaela. Zaswędziało go w nosie, od intensywnego zapachu perfum. – Powiedz mi lordzie, jesteś oddany Imperium?

– Tak.

– Doskonale.

Pułkownik zasalutował i odszedł. Brok usiadł na wyschniętej trawie i zaczął zmywać brudną szmatą krew z ostrza miecza. Czuł palący ból w okolicy żeber, ale miał nadzieję, że nie są połamane. Tarcza częściowo zablokowała cios młotem, ale to była jej ostatnia posługa. Wciąż miał ten obraz przed oczami, gdy leżał bez szans na brudnej ziemi. Wokół szczęk broni i tysiąca rozgrywanych jednocześnie pojedynków, gdy dyscyplina była nie do utrzymania i każdy po prostu walczył o przetrwanie. Nie znał nawet imienia żołnierza, który chciał go ratować i przypłacił to życiem.

Podszedł do niego Altus.

– Słyszałem, że ujęto var Rolsha.

Brok kiwnął tylko głową w odpowiedzi. Jak ten żołnierz miał na imię. Osierocił jakieś dzieci? Owdowił swoją kobietę i zostawił kochankę?

Altus usiadł obok niego.

– Jak się czujesz?

– Mam już dość tej wojny. – ostrze błyszczało jak nowe, ale Brok uparcie wciąż czyścił klingę. Wątpił, by kiedykolwiek miało być czyste.

– Ale się porobiło, co?

– No. – na tyle było go stać. Jeszcze dwa lata temu ganiali się po jałowych ziemiach i pustkowiach, bawili w kotka i myszkę. Brok czuł, że miało to wtedy cel. Tamci byli źli, palili wioski i mordowali, więc rojaliści walczyli, by ich zatrzymać. Później ojciec wrócił z jakimś grubasem na koniu i wszystko się zmieniło. Ojciec się zmienił, choć chłopak czuł że nie przez lochy. Skończyła się wtedy walka o życie mieszkańców południa. Mieli się zorganizować w dwie duże armie i czekać na rozkazy. On dowodził jedną, Mallic van Montan drugą. Tamci mieli pełne pole do popisu i wykorzystali to. Straszliwie. Może dlatego zwycięstwo nie cieszy.

– Przyszedłem tutaj w sumie żeby ci zameldować coś… dziwnego.

Kolejne złe wieści – pomyślał Brok.

– No co tym razem?

– Coś dziwnego stało się z czarownikami. Ludzie, którzy przy nich zostali też nie potrafią tego wytłumaczyć. Po prostu nagle padli na ziemię.

– Jak to?

– Mówię ci, że nie wiem. – Znalazł jakiś patyk i pogrzebał nim w ziemi. Z reguły nie uciszał się nawet w najbardziej przykrych sytuacjach. Brok stwierdził, że musiało stać się coś naprawdę dziwnego. – Mieli porozrywane klatki piersiowe. Jakby coś się na nich rzuciło.

– Cholera. – Altus bał się czarów. Jego ojciec był czarownikiem i w dzieciństwie znęcał się nad synem w wyjątkowo bestialski sposób. Nikt nie miał prawa wiedzieć, bo jedyne blizny pozostawały w umyśle. Jeśli pięciu czarowników tajemniczo opuszcza ten świat, to tylko przez inne, jeszcze potężniejsze czary. – Zajmiemy się tym później. Muszę iść do Rolsha.

Altus niemo uśmiechnął się niemrawo. Wciąż był w swoim świecie. Odpowiedź była wyjątkowo szczera.

– Nie zazdroszczę ci tej roli.

Brok nienawidził wojskowych tradycji imperium, miałby jednak ogromne kłopoty gdyby tego nie zrobił. Sam nie rozumiał dlaczego tak się opierał. Wiedział kim jest Vernon var Rolsh. Wiedział co robił. Wiedział jakim jest zagrożeniem. Jeśli po tak długim czasie mógł w końcu zrobić coś dobrego, to tylko i wyłącznie zabić osobę odpowiedzialną za całą spiralę śmierci. Ale miał opory. Wbrew sobie wstał razem z przyjacielem. Jest południe i pierwszy raz od dłuższego czasu znośna pogoda.

Żołnierze grabili zmarłych. Jeśli ktoś umarł to po co mu złoty pierścień lub dobre buty? Brok przypomniał sobie słowa ojca, gdy pytał o to jak jest na wojnie. Michael van Miclus powiedział, że zobaczy zdziczałe psy, przypominające do złudzenia ludzi. Trzy lata temu nie zrozumiał, dziś czuje się jak martwy w środku. Dowódcy walczą o ideologie, żołnierze o zdobycze, a wieśniacy ze spalonych wiosek o życie.

Młody generał siedział przywiązany do pali. Twarz miał zlaną krwią, od płytkiej rany na czole. Żołdacy zanim zostawili Veronana w spokoju zdążyli obić go prawie do nieprzytomności. Pomimo tego wszystkiego, młody var Rolsh siedział dumny.

– Ile on ma lat? – spytał Altus.

– Słyszałem, że siedemnaście.

– Cholera, jak usłyszałem o rzezi pod Ostatnią Oazą, wyobrażałem sobie kogoś innego.

– Stary Mallic również.

– Pewnie dlatego przegrał.

– Nie. On przegrał przez politykę. – Co do tego miał pewność.

Przystanęli nad młodym dowódcą. Obok był pieniek; najczęściej przegrani jakby chowali się w jego cieniu, licząc że nikt ich nie zauważy. Lecz Vernon jest inny, oddychał spokojnie, jakby medytował. Wokoło zaczęli krążyć bezczynni ludzie. Każdy czekał na znak.

– Spotkaliśmy się już kiedyś. – rzekł Brok.

Vernon var Rolsh spojrzał w górę. Był pokonany, ale patrzył jakby mógł zmiażdżyć wzrokiem. Altus odwrócił swój, Brok wytrzymał, w takich sytuacjach przegrani uciekali myślami gdzieś w przestrzeń, szukając ukojenia we wspomnieniach. Vernon był ulepiony z innej gliny. W końcu, po długiej przerwie, odpowiedział:

– Nie przypominam sobie.

– Cesarski dwór, miałem wtedy siedem lat. Ćwiczyliśmy szermierkę. Wygrałeś wtedy, bo wymierzyłeś kopniaka w jaja i nikt nie zauważył. Role się odwróciły.

Uśmiechnął się szyderczo. W tych oczach było widać pokłady inteligencji. Brok poczuł się przytłoczony tym, ale to przecież on stał na nogach, z perspektywą wrócenia do domu.

– Zawsze tyle kłapiesz gębą? Zrób to co masz zrobić.

– Spieszy ci się na drugą stronę?

– Nie mogę się doczekać, aż skończysz gadać.

Altus wypuścił powietrze nosem. Spojrzał przepraszająco na Broka.

– To koniec – powiedział do młodego dowódcy. – wasi ludzie poszli w rozsypkę

– To dopiero początek. – odpowiedział młody dowódca

– Przegraliście. Bunt się skończył.

– Imperium też się skończyło. Uratowaliście truchło, ale smród zostanie. Straciliście południe, reszta pójdzie w nasze ślady.

– O czym ty gadasz. – wtrącił się Altus. – odbiliśmy te tereny.

Nachylił się do przodu. Przez jego twarz przeszedł grymas bólu, z pewnością większy, niż pokazał.

– Ale nie ludzi.

Rozmowę przerwał tętent końskich kopyt. Brok odwrócił się i zobaczył nadciągający orszak cesarski, na czele którego jechał Michael, wraz z znienawidzonym przez niego Argusem vin Duckiem. Ojciec i syn spojrzeli po sobie. Po jego powrocie wielokrotnie próbował poznać szczegóły pobytu w lochu. Michael zawsze na pytania odpowiadał wymijająco. Dowiedział się czegoś. Czegoś, co mogłoby przybić Broka, tego był pewien. Niewiedza to błogosławieństwo, i chłopak miał nadzieję, że to słuszne stwierdzenie.

Argus zsiadł z konia.

– Vernon, proszę proszę. Sądziłem, że spotkamy się dopiero pod Persuum. Miło widzieć, że dałeś się w końcu pojmać.

– Witaj wuju. – odpowiedział chłopak. Brok chyba cudem ukrył zaskoczenie wywołane tą informacją. – Ja nie sądziłem, że jakiś koń wytrzyma twój ciężar. Dzień pełen niespodzianek.

Gruby lord wciąż się uśmiechał. Musieli wymienić właśnie parę zdań między sobą nie używając słów. Brok nie potrafił czytać w myślach, ale stwierdził że rodzina raczej za sobą nie przepada. Argus w końcu przerwał ciszę.

– Na co czekasz, chłopcze? – skierował pytanie do Broka. Miał dość przelewania krwi. Zrobił to już dwukrotnie. Ojciec zawsze wpajał mu szacunek do wroga, jednocześnie podkreślając, że to najgorszy z ciężarów jaki jest na barkach dowódcy. Nawet będąc jeszcze dzieckiem, często słyszał o tej starej, imperialnej tradycji, oraz o związanym z nią zaszczytem. Czuł, że to brednie, ale w tym przekonaniu utwierdził go dopiero rok temu uczony, który badał wykopaliska na pustyni. Tamten twierdził, że tradycja wzięła się z paranoicznego strachu Havara Wielkiego przed pokonanymi, jakoby ci byli zbyt niebezpieczni, by żyć. Lecz to nie pasuje do wizerunku pierwszego, wielkiego imperatora. Historia wolała to przeinaczyć.

Brok wyciągnął miecz z pochwy. Mortusie, niech to będzie ostatni raz.

– Brać go! – krzyknął na cały głos. Kilku żołnierzy rzuciło się na obezwładnionego dowódcę. Rozcięli mu więzy i brutalnie położyli na pieńku, tak by kark był łatwo dostępny. Nie protestował, nie stawiał oporu, nie płakał. Miła odmiana, pomyślał Brok.

Stanął przed nim i wyciągnął miecz, cięższy jak zwykle w takich chwilach.

– Vernonie var Rolsh, za zbrodnie dokonane przeciwko imperium i cesarzowi, za jawne namawianie do wojny i śmierć braci i sióstr, wymierzam ci ostatni cios. Jakieś ostatnie słowa?

W takich sytuacjach ludzie patrzą w ziemię i błagają o miłosierdzie. Var Rolsh kolejny raz zaskoczył. Podniósł głowę, na ile pozwalała mu niewygodna pozycja i zwrócił się do wuja.

– Kto próbuje obronić wszystko, nie obroni niczego.

Van Miclus spojrzał jeszcze na Argusa. Ten był uśmiechnięty, ale Brok często widział go w takim stanie. Rzadko potrafił jednak rozpoznać czy to jeden z tych szczerych uśmiechów, czy szyderczych.

– Mądry chłopak. – zwrócił się następnie do Broka. – Zrób to.

Wziął zamach.

Ciało rozpłynęło się w powietrzu.

Varratowi najpierw przestało piszczeć w uszach, później obraz odzyskał ostrość. Poczuł spływającą po karku krew. Rozejrzał się, Dactusie co tutaj się wydarzyło? Co to był za błysk?

Wszyscy kapłani leżeli na ziemi nieruchomo. Nie miał odwagi do nich podchodzić, mieli porozrywane klatki piersiowe, jakby rzuciła się na nich bestia. Cholera, to się naprawdę stało. Cholera jak to się stało?

– Wstawaj!

Podskoczył przerażony. To Pharell. Gęstą brodę miał całą we krwi, szatę również, ale jej kolor naturalnie to maskował. Varrat nie zauważył rosnącej plamy na jego klatce piersiowej.

– Boże, co myśmy zrobili? – zapytał załamanym głosem starszego kapłana.

– To nie powinno się stać, cholera, wymknęło się to spod kontroli.

– Jesteśmy przeklęci…

Został spoliczkowany. Trochę go to otrzeźwiło, wystarczająco by dał radę wstać.

– Uspokój się. Musimy stąd uciekać.

Nerwowo wstał z podłogi. Wciąż miał to przed oczami. Nie potrafił przestać o tym myśleć. O białym błysku. O zalanych krwią oczach imperatora. O wizji czegoś przerażającego, czego jego umysł nie potrafił pojąć.

Ludzie na placu biegali w panice. Wokoło było więcej martwych ludzi, wyglądających jak kapłani z wieży. Tak samo porozrywane klatki piersiowe. Szedł niemo przed siebie. Pharell przed nim, w rękach trzymał małą szkatułkę. Nikt ich nie niepokoił. Wszyscy byli w szoku.

Zatrzymali się dopiero przed bramą prowadzącą do miasta. Dostał od starszego kolegi szkatułkę i torbę na ramię.

– Posłuchaj mnie, chłopcze. – rzekł starszy kapłan. – W skrzynce jest trochę złota, w torbie ubrania i małe zapasy. Dostań się do Ballsea. Znajdź w porcie statek, który płynie do Faelenror. Musisz spotkać się z Ojcami. W państwie będzie panować chaos, tutaj zresztą również. Musisz im wytłumaczyć co się stało. Tylko wtedy uda się nad wszystkim zapanować i może wykorzystać sytuację.

– O co tutaj chodzi? – Nie rozumiał ani jednego słowa, wciąż był skonfundowany, wciąż myślał, że zobaczył coś, czego oczy śmiertelnika nie powinny widzieć. Jeśli to był ich bóg…

– Pieczęć, cholerna pieczęć została złamana. Nie sądziłem, że to możliwe, nikt nie sądził, że to możliwe, w tłumaczeniu musiał być gdzieś błąd, bo rytuał został przeprowadzony poprawnie…

Odebrało mu dech, zatoczył się i upadł na ziemię. Varrat klęknął przy nim i dopiero teraz zauważył obrażenia kapłana.

– Pharellu…

– Dla mnie za późno. Przeklęty naszyjnik. – Zerwał z piersi złoty łańcuch, przyozdobiony niegdyś czerwonym kryształem. Teraz widniała w nim czarna dziura, wciąż dymiąca. – Dactusie, dziękuję ci, że nie pobłogosławiłeś mnie swoim darem. – Wzrok miał coraz bardziej nieobecny. Wyglądał jakby zasypiał, choć tym razem bez perspektywy pobudki. – Ironio, wiesz ilu ludzi może naprawdę zmienić świat? Dactusie, my to zrobiliśmy. Przeklęty Phius, dobrze że już go nie ma, gdyby dowiedział się że miał rację…

Po jego policzku spłynęła łza. Varrat był jedynie akolitą. Nic nieznaczącym pionkiem. Nie znał dobrze starszego kapłana, lecz takie minuty obnażają człowieka.

– Przekaż ojcom… przekaż, że zawiedliśmy, ale jest szansa by wykorzystać to.

– Pharellu…

– Cholera, dzieciaku idź już. Przekaż tę szkatułkę i powiedz, że zadanie zakończone. No idź już. Idź!

Nie czekał dłużej. Zostawił go samego pod bramą, starając się nie odwracać wzroku i nie zwracać niczyjej uwagi. Po kilku minutach Pharell odszedł z tego świata. Nie doczekał się widoku nowego jutra, które pragnął zobaczyć. Ostatnie co wiedział to płaczącą matkę, klęczącą nad dziewczynką, na oko w wieku jego syna. Poprosił jedynie Dactusa o wybaczenie. O więcej nie mógł.

Koniec

Komentarze

Cześć.

Ponieważ doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, a ja mam tyle rzeczy rozgrzebanych, że nie wiem, w co ręce włożyć, zrobimy tak: zmasakruję pierwszy, i tylko pierwszy akapit Twego dzieła. Później, jeśli takie demo Cię nie zmoże, wrócę i dobiję. Dlaczego tak? Bo naprawdę muszę dzisiaj porobić co innego, a 45 tysięcy znaków – to dużo. I to 45 tysięcy znaków, które nie wyglądają obiecująco, niestety. A teraz czekam na aktualizację Linuksa. Ulubiona_emotka_Baila.

Rozmarz cesarskich kucharzy wprawiał w osłupienie

Na pewno, ale raczej dlatego, że nikt nie wie, co to "rozmarz". Pewnie chodziło Ci o "rozmach"? To przyjąwszy:

Rozmarz cesarskich kucharzy wprawiał w osłupienie, choć jedno może być pewne, wywiązali się z zadania pierwszorzędnie.

Czemu to by się miało wykluczać?

rozległej sali balowej

Nie jestem przekonana, czy sala może być "rozległa".

unosił się kalejdoskop zapachów

Co to za synestezja? Nie miałeś kalejdoskopu w dzieciństwie? (Wyobraziłam sobie taki polatujący nad stołami.)

niemożliwy do rozszyfrowania nawet dla najsprawniejszego nosa

A kto rozszyfrowuje zapachy?

Stoły uginały się pod ciężarem ryb, przygotowanymi na modłę nadmorskich rubieży imperium

Ryb przygotowanych, i rubieży imperium się nie gotuje.

zaserwowanych

A nie można po polsku podać?

misy pełne grillowanych warzyw i owoców

Grillowanie jest mocno współczesne.

tradycyjne potrawy pustynnych zakątków państwa

Dziwnie to brzmi.

faszerowane pawie w kilku różnych wariacjach

Pawie na pustyni? Skąd?

Każde bezdomne dziecko w rozległym imperium dałoby sobie uciąć rękę, za możliwość spędzenia pięciu minut w tej sali.

Bez przecinka. I dlaczego zaraz bezdomne?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Cześć Tarnina,

pierwszy akapit został poprawiony, liczę że następne okażą się lepiej sklejone ;) 

Michael nie gniewał się na niego, osiągnął niedawno szesnaście lat. Chłopak wolałby teraz uganiać się za pannami niż uczestniczyć w kolejnej uczcie, podobnie zresztą jak ojciec, choć on powody miał inne.

Z pierwszego zdania wynika trochę, że to Michael osiągnął niedawno szesnaście lat. Zresztą, osiągnął to niezbyt trafne słowo. Proponuję tak: “Michael nie gniewał się na niego. Chłopak skończył niedawno szesnaście lat. Wolałby uganiać się teraz za pannami niż uczestniczyć w kolejnej uczcie.” Dalsza część zdania brzmi, jakby ojciec wolał się również uganiać za pannami – i dodane później “choć on powody miał inne” niestety tego nie zmienia.

 

Aron von Morrig nie wiedział tego, lub uparcie ignorował ten fakt.

Tu bez przecinka. I “ten fakt” również myślę, że zbędny.

 

Uspokoił się. Nie ma teraz czasu na ruganie dziecka.

Tu następuje nagła zmiana podmiotu – w poprzednich zdaniach mówisz o Aronie, więc “Uspokoił się.” również powinno odnosić się do niego, sądzę jednak, że masz tu na myśli Michaela.

 

Zanim przyszła odpowiedź chłopak zniknął.

Zabrakło przecinka po “odpowiedź”.

 

Ma zadatki na dobrego wojskowego, ale polityk będzie z niego żaden, jest zbyt narwany.

Znowu gubisz podmiot. Mówisz o Michaelu w poprzednich zdaniach, a ta wypowiedź prawdopodobnie odnosi się jednak do Broka.

 

Z początku obawiał się, że zostanie przyłapany na zbyt częstym zerkaniu w tamtą stronę, lecz biesiada rozkręciła się na dobre i nikt nie zawraca sobie głowy nietaktem.

Dość nagle zmieniasz czas. Nie pierwszy raz zresztą. Musisz zdecydować się, czy prowadzisz narrację w czasie przeszłym czy teraźniejszym.

 

– Altus za dużo gada. – ale ma rację, chciał odpowiedzieć Michael.

“Ale” powinno być wielką literą.

 

Dostrzegli zgniliznę i zamiast okryć ją płótnem jak wszyscy zgromadzeni na tej sali, postawili na amputację.

Nie bardzo rozumiem, kto “oni”. Kapłani?

 

Odziani w czerwień mężczyźni jak jedne

Pewnie miało być “jeden”, a i to brzmiałoby dość dziwnie.

 

Słyszał plotki o rytuałach i obrzędach odprawianych przez nich.

A może “przez kapłanów”?

 

Na razie tyle, wrócę z dalszą częścią tekstu. ;) Muszę przerwać, a nie chcę, żeby to, co już napisałam uciekło.

Zostaw ten żyrandol.

Ciąg dalszy:

 

Mawiają, że pośpiech jest najgorszym doradcą, lecz ci sami ludzie nigdy nie mieli noża na gardle.

Dobrze byłoby przeformułować zdania tak, aby mówić o jakiejś ogólnej zbiorowości ani razu nie wskazując na “tych ludzi”, bo to od razu nasuwa skojarzenie, że masz na myśli kogoś konkretnego.

 

Dlatego Michael tak ich nienawidził, wierzyli w liczby, nie w ludzi.

Chyba lepiej byłoby zastąpić pierwszy przecinek półpauzą (myślnikiem). ;)

 

Gdyby władca odebrał jego słowa jako niesubordynację, mógłby skazać Michaela na śmierć. Powtarzał jak dziecko modlitwę, jeśli cesarz źle odczyta jego intencje, imperium będzie stracone i tylko on jeden stoi nad przepaścią klifu mogąc zatrzymać rozpędzoną karawanę.

Znowu zgubiony podmiot – brzmi jakby to władca albo Brok powtarzali modlitwę, podczas gdy chodzi o Michaela.

 

Odwagi starszy na kilka chwil

Literówka, “starszy” – “starczy”.

 

na patrzenie w oczu władcy

Też literówka, “oczy”.

 

Powtarzał w myślach: Panuj nad sobą. Panuj nad emocjami. Panuj nad słowami. Dobry gracz odsłania karty ostatni. Straceni ci, którzy przed obliczem imperatora pokazują niechęć.

Tu zapis myśli szwankuje, zlewa się z resztą tekstu. Poczytaj trochę na ten temat. ;)

 

– O panie, towarzystwo u szczytu stołu onieśmiela moją osobę. – kobieta siedząca po prawej stronie cesarza wytężyła słuch.

“Kobieta” powinno być napisane z wielkiej litery.

 

– Usiądź obok mnie, bracie. I nie mów do mnie w ten sposób. Wychowała nas ta sama osoba, myślę więc że możemy odpuścić dworski etos. – władca zwrócił się do kobiety z magicznymi kolczykami. – Bello, bądź uprzejma i ustąp miejsca gościu.

“Władca” też powinno być z wielkiej. I nie “gościu”, tylko “gościowi”.

 

Podwyższenie zajmowali najważniejsi i najbogatsi magnaci. Pozostałą przestrzeń w sali zajmowali pomniejsi lordowie

Powtórzenie.

 

To również prawda, lecz był świadomy jej mroczniejszego oblicza.

Jej? O kim albo czym mowa?

 

zawsze przypominał sobie słowa Jona von Morriga. Staliśmy się niewolnikami własnej krwi. Wiele czasu musiało minąć nim generał zrozumiał te słowa.

Powtórzenie.

 

Wiele czasu, od śmierci poprzedniego imperatora i wiele niezrozumiałych decyzji jego następcy.

Niepotrzebny przecinek.

 

– To dzikie rejony. – cesarz wzniósł swój puchar w górę, na podeście zapanowało ponownie milczenie.

Znowu, “cesarz” powinno być zapisane wielką literą. Poprzednie zdanie kończy się kropką. Nie będę już wymieniać każdego takiego miejsca, przejrzyj tekst pod tym kątem.

 

Jedyną wojnę jaką znają to te z ballad i książek, które z nudów czytają.

“Jedyne wojny, jakie znają…” – powinno być raczej tak, bo się liczba pomyliła. Masz też rym w zdaniu, warto unikać takich sytuacji, jeśli nie są celowe – możesz zamienić na “które czytają z nudów.”

 

Generał

Michael poczuł jak wylatują mu karty z dłoni.

Coś się zepsuło z podziałem akapitów.

 

Co gorsza, uświadomił sobie kim jest pulchny lord.

Przecinek przed “kim”.

 

na zachodzie kraju,.

Przecinek i kropka obok siebie.

 

Podrapał się po gęstej brodzie, władca wciąż nie odpowiadał.

W tym szyku zdania nie wiadomo, kto podrapał się po brodzie. Warto byłoby przenieść podmiot na początek.

 

Póki co ,nie zawracajmy sobie tym głowy.

Spacja powinna być po przecinku, nie przed.

 

Aron zmierzył go chłodnym wzrokiem. Tylko ukradkiem oka zdążył zauważyć gorzki uśmiech na pulchnej twarzy lorda Argusa.

Aron zauważył gorzki uśmiech? Bo tak to wygląda.

 

Czy istnieją jakieś dowody, by te oskarżenia nie okazały się zwykłą ludzką zawiścią.

To chyba pytanie, więc na końcu powinien być znak zapytania.

 

– Powiedziałem już ostatnie słowo, Lordzie. Uważaj, by następne, nie okazały się ostatnimi.

To powiedział ostatnie słowo czy następne mogą być ostatnimi?

 

Głuche echo tłuczonej porcelany przerwało krępującą ciszę.

Młodzieniec w czerwieni zaczął naprędce zbierać kawałki porcelany. Phiusowi skończyła się cierpliwość.

– Cholera, Varrat, wynoś się stąd!

Chłopak pociął sobie palce zbierając ostre kawałki. Na dźwięk komendy wstał, ukłonił się niedbale i opuścił salę. Z drugiej strony komnaty zaśmiał się mężczyzna.

– Odpalić ci fajkę na ukojenie nerwów?

Phius rzucił gniewne spojrzenie w jego stronę. Rozważał, czy nie pozwolić sobie na chwilę słabości, nie rzucić kulą ognia w współpracownika

Co? Co tu się stało? Przed chwilą byliśmy na sali bankietowej przy zupełnie innych bohaterach, teraz w jakiejś komnacie przy ludziach, o których nie było wcześniej ani słowa. Jeśli zmieniasz wątek, zaznacz to jakoś.

 

Pozostali kapłani to fanatyczni idioci lub kapłani nie dostrzegający sensu zmian.

Powtórzenie.

 

– A jak idzie ci szukanie tego, czego Aron tak pragnie.

Tu powinien być znak zapytania.

 

rzucił mu na stół papirus. Widział tylko fragment z rozwiniętego płótna.

Kto komu rzucił? I który z nich widział ten fragment? Od momentu, w którym nagle zmieniła się sceneria, zupełnie gubię się w tym, co robią postaci i kim są. O jednym z nich mówisz też wcześniej “kapłan”, lecz o którym?

 

– Nie musisz już kłamać. – Pharell obdarował go kolejnym swoich uśmiechem. – Niewiele zostało ci już czasu.

Miał ochotę zapłakać.

Pharell miał ochotę zapłakać?

 

Musiał coś zrobić jednak.

Lepiej byłoby “Musiał jednak coś zrobić”.

 

 

Usłyszał niewyraźny głos, gdzieś z oddali, ale słowa były dla niego jak bełkot. Bez większego sensu.

Drzwi zostały szeroko otwarte.

Musiał przymrużyć oczy. Od długiego czasu jego oczy nie widziały światła. Ale jak długiego? Dni? Tygodni? Każda chwila zlepiała się tutaj w jedną. Gdy światło pochodni oświetliło celę, Michael mógł zobaczyć, w jak złych warunkach jest zamknięty.

Znowu przeskok w narracji. Naprawdę, powinieneś to jakoś odznaczać.

 

Kąt, do którego pozwalały mu dojść łańcuchy śmierdział po starym i świeżo wydalonym moczu.

Myślę, że “śmierdział moczem” by wystarczyło.

 

Powtarzał często w myślach, Mortusie, ile bym dał teraz za szklankę wody.

Znowu dziwnie zapisane myśli.

 

Na jego twarzy pojawił się wyraz obrzydzenia, który dał Michaelowi zapewnił mały triumf.

Pewnie miało być albo dał, albo zapewnił.

 

Skuty generał myślał, że jest cierpliwym człowiek

Powinno być “cierpliwym człowiekiem”.

 

Byliśmy przyjaciółmi. Nigdy jawnie, to byłaby katastrofa gdyby się ludzie wiedzieli.

“się wiedzieli”?

 

Został tutaj strącony przez tego człowieka. Zadawał sobie pytanie, dlaczego ma się teraz tłumaczyć przed tym człowiekiem.

Powtórzenie

 

– Chciałem ratować imperium. Przed buntownikami, przed doradcami imperatora, – chwila zastanowienia. – przed takimi jak ty.

Tam nie powinno być przecinka i kropki po “zastanowienia”. Poczytaj sobie nieco o tym jak powinno się zapisywać dialogi.

 

– Gdyby Brok nie ruszył, południe pogrążyłoby się w ogniu!

Zabrakło przecinka.

 

Był pewien, że ten lord vin Duck chce wykorzystać tę wojnę do swoich celów

“Ten” jest zupełnie niepotrzebne.

 

Z tego co się dowiedziałem, mają zamiar uczynić imperatora nieśmiertelnym.

Również brakuje przecinka.

 

– Nie. – Argus odpowiedział to bez zawahania.

“To” niepotrzebne.

 

Od długiego czasu nie miał okazji wytężyć mózgu i teraz czuje tego konsekwencje.

Znowu mieszasz czasy – przeszły i teraźniejszy.

 

To nie przewidywało niczego dobrego.

Raczej: “Nie zapowiadało niczego dobrego”.

 

Pułkownik zasalutował i odszedł. Brok usiadł na wyschniętej trawie i zaczął zmywać brudną szmatą krew z ostrza miecza.

Już trzeci absolutnie chaotyczny przeskok.

 

– Mam już dość tej wojny. – ostrze było już czyste

Powtórzenie.

 

Z reguły nie uciszał się nawet w najprzykrzejszych sytuacjach.

Myślę, że “najbardziej przykrych” brzmiałoby lepiej.

 

Altus niemo uśmiechnął się pod nosem.

A ktoś się uśmiecha głośno?

 

Wiedział, kim jest Vernon var Rolsh. Wiedział, co robił. Wiedział, jakim jest zagrożeniem.

Przecinki.

 

Jeśli ktoś umarł, to po co mu złoty pierścień lub dobre buty.

Znowu przecinek i znowu nie stawiasz znaku zapytania po pytaniu.

 

Obok był pieniek, najczęściej przegrani jakby chowali się w jego cieniu, licząc że nikt ich nie zauważy.

Co ma pieniek do tych “przegranych”, że pakujesz ich do jednego zdania?

 

Po jego powrocie wielokrotnie próbował zagadać o to co stało się w lochu.

“Zagadać” brzmi tutaj strasznie potocznie.

 

Michael zawsze wymijał się z odpowiedzią.

Raczej odpowiadał wymijająco.

 

Ojciec zawsze wpajał mu szacunek do wroga, mówił że to wyraz wielkiego szacunku, ściąć dowódcę wrogiej armii.

Powtórzenie.

 

Co do całości opowiadania, muszę przyznać się, że nie rozumiem. Wątek południa jest mniej więcej jasny, choć ciężko powiedzieć, o co walczyli rebelianci. Michael i Brok wydali mi się jednak ciekawymi postaciami. Z kapłanami jest jednak gorzej, tym bardziej przez zakończenie, ale też łatwo pogubić się w postaciach, bo nie bardzo tłumaczysz, kim są.

Zostawiłeś oba wątki otwarte, zupełnie bez wyjaśnień, bez zamknięcia. Brzmi to bardziej jak fragment niż opowiadanie – jeśli tak jest, to zmień oznaczenie tekstu.

Z poprawnością też nie jest najlepiej, jak już wskazywałam. Dużo błędów interpunkcyjnych, często gubisz również podmiot. Opowiadanie ma potencjał, ale potrzebuje jeszcze znacznego dopracowania.

Zostaw ten żyrandol.

Kulosławie, przedstawiłeś trzy różne sceny, które w jakiś sposób są ze sobą powiązane, ale nijak nie tworzą spójnej całości, skutkiem czego nie bardzo wiem, co miałeś nadzieję opowiedzieć, zwłaszcza że tekst jest doskonale przemieszany, szalenie chaotyczny i nic się w nim kupy nie trzyma. Ostatni fragment niczego nie wyjaśnia, a raczej jeszcze bardziej gmatwa całość.

To, co przeczytałam wygląda na zaledwie początek czegoś większego, dlatego uważam za wskazane, abyś był uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Wykonanie, co stwierdzam z ogromną przykrością, pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

W Wiel­kiej Sali Ba­lo­wej uno­si­ła się… ―> Dlaczego wielkie litery?

 

Z każ­dym zje­dzo­nym tutaj ziem­nia­kiem… ―> Skąd ziemniaki w tym świecie?

 

Wró­cił do ob­ser­wo­wa­nia Ce­sa­rza. ―> Dlaczego wielka litera?

 

– Czyli nie zro­bią nic. – wy­po­wie­dzia­ne słowa nie przy­gnę­bi­ły ge­ne­ra­ła. ―> – Czyli nie zro­bią nic. – Wy­po­wie­dzia­ne słowa nie przy­gnę­bi­ły ge­ne­ra­ła.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Odzia­ni w czer­wień męż­czyź­ni jak jedne wsta­li od stołu… ―> Pewnie miało być: Odzia­ni w czer­wień męż­czyź­ni, jak jeden mąż, wsta­li od stołu

 

Ah, pod­opiecz­ny mego ojca. ―> Ach, pod­opiecz­ny mego ojca.

Ah to symbol amperogodziny.

 

Znał od­po­wiedź, choć nie­ko­niecz­nie , którą chcie­li­by usły­szeć ze­bra­ni. ―> Znał od­po­wiedź, choć nie­ko­niecz­nie , którą chcie­li­by usły­szeć ze­bra­ni.

 

Pod­wyż­sze­nie zaj­mo­wa­li naj­waż­niej­si i naj­bo­gat­si ma­gna­ci. Po­zo­sta­łą prze­strzeń w sali zaj­mo­wa­li po­mniej­si lor­do­wie, woj­sko­wi, po­li­ty­cy i wszy­scy ci, któ­rzy wma­wia­li sobie, że to kwe­stia czasu nim zajmą miej­sce na po­de­ście. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

– To dzi­kie re­jo­ny. – ce­sarz wzniósł swój pu­char w górę… ―> Masło maślane – czy można wznieść coś w dół? Zbędny zaimek – czy cesarz wznosiłby cudzy puchar.

Wystarczy: – To dzi­kie re­jo­ny. – Ce­sarz wzniósł pu­char

 

Tylko ukrad­kiem oka zdą­żył za­uwa­żyć gorz­ki uśmiech… ―> Oczy nie mają ukradków.

Pewnie miało być: Tylko kątem oka zdą­żył za­uwa­żyć gorz­ki uśmiech

 

opa­nu­ją ob­szar od morza spo­koj­ne­go, aż do Gór Sko­wy­tów! ―> Przypuszczam że to nazwa własna, tak jak Góry Skowytów, więc: …opa­nu­ją ob­szar od Morza Spo­koj­ne­go

 

Mu­zy­cy jak jeden mąż prze­rwali­ grę.

Głu­che echo tłu­czo­nej por­ce­la­ny prze­rwa­ło krę­pu­ją­cą ciszę. ―> Jeśli pierwsze zdanie kończy pewien wątek, powinny po nim pojawić się oddzielające gwiazdki:

Mu­zy­cy, jak jeden mąż, prze­rwali­ grę.

***

Głu­che echo tłu­czo­nej por­ce­la­ny prze­rwa­ło krę­pu­ją­cą ciszę.

 

Głu­che echo tłu­czo­nej por­ce­la­ny prze­rwa­ło krę­pu­ją­cą ciszę.

Mło­dzie­niec w czer­wie­ni za­czął na­pręd­ce zbie­rać ka­wał­ki por­ce­la­ny. ―> Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: Mło­dzie­niec w czer­wie­ni za­czął na­pręd­ce zbie­rać skorupy.

 

Od­pa­lić ci fajkę na uko­je­nie ner­wów? ―> Fajkę można zapalić, ale chyba nie odpalić.

 

rzu­cić kulą ognia w współ­pra­cow­ni­ka ―> …rzu­cić kulą ognia we współ­pra­cow­ni­ka.

Brak kropki na końcu zdania.

 

Drew­nia­ny obcas za­pew­niał jego kro­kom roz­głos z każ­dym stąp­nię­ciem. ―> Jeden obcas? Czy to na pewno był rozgłos?

 

Phius obserwował go bacznie. Pożałował, że wyrzucił asystenta z komnaty, stanowił doskonały balans w tym momencie, ale nerwy miał napięte jak cięciwa przed wystrzałem. ―> Kto miał napięte nerwy – bo ze zdania wynika, że chyba wyrzucony asystent.

 

Przetłumaczył opisy rytuałów na poprzednich stronach. W nocy nie mógł spać, wciąż rozmyślając o zawartości jego notatek. Pew­ne­go ranka po pro­stu rzu­cił nim w ogień. ―> Czyich notatek? Kim rzucił w ogień?

 

– Dziękuję. – Nie sądził, że kiedyś tak mu odpowie.

– Oczywiście. Powiedz mi, jak idzie tłumaczenie? ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

zdał sobie spra­wę sła­bo­ści jaka ogar­nę­ła jego nogi. ―> …zdał sobie spra­wę ze sła­bo­ści jaka ogar­nę­ła jego nogi.

 

Pha­rell ob­da­ro­wał go ko­lej­nym swo­ich uśmie­chem. ―> Pha­rell ob­da­ro­wał go ko­lej­nym swo­im uśmie­chem.

Choć moim zdaniem zaimek jest całkiem zbędny – czy mógł obdarować go cudzym uśmiechem?

 

się­gnął­by za pa­zu­chę po szty­let i ukró­cił­by życie to­wa­rzy­sza. ―> …się­gnął­by za pa­zu­chę po szty­let i skró­cił­by życie to­wa­rzy­sza.

Za SJP PWN: ukrócićukracać, ukrócać «przerwać lub znacznie ograniczyć czyjeś złe zachowanie lub działania»

 

wy­ga­sał szyb­ciej niż świa­tło z bły­ska­wi­cy. ―> …wy­ga­sał szyb­ciej niż świa­tło bły­ska­wi­cy.

 

– A sły­sza­łeś o kimś nie­śmier…tel­nym? ―> Brak spacji po wielokropku.

 

Pa­trzył z na­dzie­ją na wyj­ście z kom­na­ty. Niech wej­dzie tutaj… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję w pierwszym zdaniu: Pa­trzył z na­dzie­ją na drzwi kom­na­ty.

 

Wia­der­ko z gów­nem już dawno prze­bra­ło. ―> Co zrobiło wiaderko?

Proponuję: Wia­der­ko z gów­nem już dawno się przepełniło.

Za SJP PWN: przebrać Iprzebierać I  1. «ubrać kogoś w coś innego» 2. «ubrać kogoś w strój charakterystyczny dla kogoś innego lub przedstawiający coś» 3. «zmienić komuś lub sobie jakąś część ubioru» przebrać IIprzebierać II  1. «oczyścić coś, wybierając to, co właściwe, a odrzucając to, co uszkodzone, zepsute» 2. przebierać «nie móc się zdecydować na coś, rzadziej na kogoś» 3. przebierać «kolejno coś przesuwać, przekładać, zwykle palcami» 4. daw. «wybrać do dna lub wziąć za wiele»

 

Kla­wi­sze byli przy­zwy­cza­je­ni do ciem­no­ści. ―> Obawiam się, że słowo ze współczesnej gwary więziennej, nie ma racji bytu w tym opowiadaniu.

 

Przy­no­sząc skrom­ne por­cje je­dze­nio­we… ―> Przy­no­sząc skrom­ne por­cje je­dze­nia

 

Jeśli się ich od­zwy­czai od świa­tła, roz­mów i cie­pła. a zo­sta­wi… ―> Co robi kropka w środku zdania?

 

a zo­sta­wi z szczu­ra­mi i wła­sny­mi my­śla­mi… ―> …a zo­sta­wi ze szczu­ra­mi i wła­sny­mi my­śla­mi

 

Osa­dze­ni muszą za­po­mnieć o wszel­kiej na­dziei. ―> To słowo też brzmi zbyt współcześnie.

 

wspo­mnie­nia szyb­ko ode­bra­ły mu werwy… ―> …wspo­mnie­nia szyb­ko ode­bra­ły mu werwę

 

który dał Mi­cha­elo­wi za­pew­nił mały triumf. ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Argus vin Duck za­milkł na chwi­lę, pa­trząc w nie­ist­nie­ją­cy punkt. ―> Jak można patrzeć w coś, co nie istnieje?

 

to by­ła­by ka­ta­stro­fa gdyby się lu­dzie wie­dzie­li. ―> Chyba miało być: …to by­ła­by ka­ta­stro­fa, gdyby się lu­dzie dowie­dzie­li.

 

Zo­stał tutaj strą­co­ny przez tego czło­wie­ka. ―> Zo­stał tutaj wtrą­co­ny przez tego czło­wie­ka.

 

przed do­rad­ca­mi im­pe­ra­to­ra, – chwi­la… ―> Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

 

– Argus od­po­wie­dział to bez za­wa­ha­nia. ―> Argus po­wie­dział to bez za­wa­ha­nia.

 

To nie prze­wi­dy­wa­ło ni­cze­go do­bre­go. ―> To nie wróżyło/ wieszczyło ni­cze­go do­bre­go.

 

Za­swę­dzia­ło go w nosie, od za­pa­chu in­ten­syw­nych per­fum. ―> Za­swę­dzia­ło go w nosie od intensywnego zapachu per­fum.

 

i za­czął zmy­wać brud­ną szma­tą krew z ostrza mie­cza. ―> …i brudną szmatą za­czął wycierać/ ścierać krew z ostrza mie­cza.

Do zmycia potrzebna jest woda, samą szmatą niczego się nie zmyje.

 

Jesz­cze dwa lata temu ga­nia­li się ja­ło­wych zie­miach… ―> Pewnie miało być: Jesz­cze dwa lata temu ga­nia­li się po ja­ło­wych zie­miach

 

Ko­lej­ne złe wie­ści, po­my­ślał sobie Brok. ―> Np.: Ko­lej­ne złe wie­ści – po­my­ślał Brok.

Zbędny zaimek – czy mógł pomyśleć komuś?

W drugiej części wcześniej podanego poradnika o zapisywaniu dialogów znajdziesz wskazówki, jak poprawnie zapisywać myśli.

 

Przy­sta­li nad mło­dym do­wód­cą. ―> Chyba miało być: Przystanęli nad młodym dowódcą.

 

Obok był pie­niek, naj­czę­ściej prze­gra­ni jakby cho­wa­li się w jego cie­niu, li­cząc że nikt ich nie za­uwa­ży. Lecz on jest inny, od­dy­chał spo­koj­nie, jakby me­dy­to­wał. ―> Czy dobrze rozumiem, że piszesz o szczególnym pieńku, który był inny, od­dy­chał spo­koj­nie i jakby me­dy­to­wał?

 

Ver­non var Rolsh spoj­rzał się w górę. ―> Ver­non var Rolsh spoj­rzał w górę.

 

– To ko­niec, – po­wie­dział do mło­de­go do­wód­cy. ―> Zbędny przecinek przed półpauzą.

 

Ojciec zawsze wpajał mu szacunek do wroga, mówił że to wyraz wielkiego szacunku, ściąć dowódcę wrogiej armii. ―> Powtórzenia.

 

W ta­kich sy­tu­acjach lu­dzie pa­trzą się w zie­mię… ―> W ta­kich sy­tu­acjach lu­dzie pa­trzą w zie­mię

 

O zla­nych krwią oczach im­pe­ra­to­ra. ―> Chyba miało być: O zala­nych krwią oczach im­pe­ra­to­ra.

 

Ode­bra­ło mu tchu, za­to­czył się i upadł na zie­mię. ―> Ode­bra­ło mu dech, za­to­czył się i upadł na zie­mię. Lub: Brakło mu tchu, za­to­czył się i upadł na zie­mię.

 

Prze­każ szka­tuł­kę i po­wiedz… ―> Prze­każ szka­tuł­kę i po­wiedz

 

Zo­sta­wił go sa­me­go pod bramą sta­ra­jąc nie od­wra­cać wzro­ku… ―> Zo­sta­wił go sa­me­go pod bramą, sta­ra­jąc się nie od­wra­cać wzro­ku

 

Nie do­cze­kał się wi­do­ku no­we­go jutra, któ­re­go pra­gnął zo­ba­czyć. ―> Nie do­cze­kał się wi­do­ku no­we­go jutra, któ­re­ pra­gnął zo­ba­czyć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Okej, 

Regulatorom i Verusie dziękuję za cierpliwość przy czytaniu i redagowaniu, bo wnioskuję, że łatwo chyba nie było. Wszystkie błędy (plus z tuzin znalezionych podczas edycji.) poprawiłem. 

Jeżeli chodzi o brak wyszczególniania poszczególnych scen, był to eksperyment i zabieg celowy. Chciałem dwie sceny połączyć akapitem odnoszącym się zarówno do nowej sceny jak i poprzedniej. Niestety, jak widzę, efekt wyszedł mierny. Tutaj już to zostawię, w przyszłych “publikacjach” będę jednak wyraźniej dzielić tekst (lub wymyślę coś innego). 

I dziękuję za sugestię z fragmentem. Dopiero po tym komentarzu uświadomiłem sobie, że pozostałe teksty, również będą mieć charakter “fragmentu”.

Do zobaczenia następnym razem! :) 

 

Bardzo proszę, Kulosławie. Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

<rozciąga palce>

Widzę, że część pracy już za mnie zrobiono, ale nic to. Coś sobie znajdę :)

 gęsta chmura zapachów, niemożliwa do rozpoznania

Ale narrator jest wszechwiedzący? :) https://sjp.pwn.pl/sjp/rozpoznac;2517006.html

 zaserwowanych

Już mówiłam.

 Każde dziecko w rozległym imperium dałoby sobie uciąć rękę za możliwość spędzenia pięciu minut w tej sali.

Przypominają mi się rodzinne spędy…

 I tylko Michael van Miclus zdawał sobie z tego sprawę.

Tylko on na całym świecie?

miewał odruchy wymiotne

Forma częstotliwa jest uzasadniona… czym?

 towarzystwa, obżerającego się i bardziej pijanego z kolejnymi opróżnionymi pucharami

Towarzystwa obżerającego się i coraz bardziej pijanego z kolejnymi opróżnionymi pucharami. Sporo w tym akapicie tłumaczysz, ale nie pokazujesz.

 Uśmiechała się szczerze, choć Michael wątpił w jej intencje.

To szczerze – czy dobrze imitując szczerość? I jakie ona może mieć intencje wobec niego, facet jest dla niej tak samo przedmiotem, jak ona dla niego.

 Głód i pręgierz to znani nauczyciele wśród havarskiej służby.

Albo: Głód i pręgierz to znani nauczyciele havarskiej służby; albo: Głód i pręgierz to wśród havarskiej służby znani nauczyciele. (Raczej pierwsze.)

 upił może parę łyków

Upija się łyki z jednego kielicha.

 był teraz w innym miejscu

Robi to na mnie wrażenie sztucznego przedłużania. Był gdzie indziej, proste.

 Tak samo jak

Tak samo, jak.

 którego oczy w ogromnym skupieniu podążały za odsłoniętymi pośladkami dziewczyny.

Eee… wyskoczyły z orbit i się potoczyły? :)

 Następny wyrwany z letargu. Chyba wszyscy w tym pomieszczeniu mają problemy z koncentracją.

Nowoczesne to.

 Nie potrafił znaleźć odpowiedzi.

To wynika z dialogu, nie musisz dopisywać.

 Z każdym zjedzonym tutaj udkiem z kurczaka przelewana jest kolejna kropla havarskiej krwi.

To może być prawda, ale posłuchaj, jak propagandowo brzmi. Co może być błędem albo nie – na tym etapie nie mogę jeszcze tego stwierdzić.

 że stukot sztućców i harmider biesiady zagłuszał ten fakt, upada niemal tysiącletnie dziedzictwo.

Nie można zagłuszyć faktu, tylko dźwięk. Metafory muszą się trzymać kupy.

 Ciśnienie trochę podskoczyło Michaelowi.

Bardzo nowoczesne. To ma być średniowieczne fantasy? W takim razie musisz się trzymać średniowiecznego poziomu wiedzy i techniki. I nie dawałabym podmiotu na koniec.

 to zgarnąłby lanie

W życiu nie słyszałam takiego frazeologizmu, skąd go wziąłeś?

 chyba trochę jest w tym racji

Szyk: chyba jest w tym trochę racji.

 dopóki za broń nie złapał młody var Rolsh

Nie jest to właściwie błąd, ale dziwny ten szyk.

 nie wiedział tego

Anglicyzm: nie wiedział o tym.

lub uparcie to ignorował

Anglicyzm. Nie chciał wiedzieć, udawał, że nie wie, nie przyjmował do wiadomości. There are more ways of killing a pig than choking it with butter.

 W akompaniamencie wznoszonych toastów, kończy się pewna epoka.

Nigdy, przenigdy nie dawaj przecinka między podmiot, a orzeczenie. Przecinki służą do rozdzielania.

 Michael uspokoił się. Nie ma teraz czasu na ruganie dziecka.

Pokaż to.

 Czy to była ironia?

Czy on pyta na serio?

 wypytuje ojca kiedy

Wypytuje ojca, kiedy. Z jednej strony facet myśli o szesnastolatku jako o dziecku, z drugiej jako o młodym i durnym, ale jednak dorosłym. Tak ma być?

biesiada rozkręciła się na dobre

Zderzenie stylów: "rozkręca się" imprezka, ale nie biesiada. Uważaj na nadmiar "się" i pokazuj, nie zapewniaj.

 Goście bez skrupułów krzyczą i obrażają się wzajemnie

To cesarska uczta, czy popijawa w karczmie?

 gdy nadarzy się okazja, to któryś próbuje złapać jedną z służących i usadowić sobie na kolanach, jeśli ta nie jest dość zwinna by uprzejmie się wywinąć.

Skróć, to jest mocno niezręczne.

Michaela co rusz nawiedzała myśl, czy

Raczej pytanie. I – dlaczego nagle zmieniasz czas?

 Młodość zawsze z perspektywy czasu wydaje się dziwna.

Szyk: Z perspektywy czasu młodość zawsze wydaje się dziwna.

 Wypowiedziane słowa nie przygnębiły generała.

Wycięłabym.

Dla wschodu każde rozwiązanie przyniesie korzyść,

Rusycyzm. Wschodowi, albo tym ze wschodu.

 było to iskrą zapalną pod bunt

Zupełnie nie po polsku. Iskrą, która zapaliła bunt, może. Uszłoby. Ale w ogóle masz drewniane pióro, musisz sporo ćwiczyć.

 wpływy czerwonych kapłanów, były chrustem pod ogień, niezwykle łatwopalnym

Tłumaczysz mi to jak krowie na rowie. Wpływy czerwonych kapłanów były chrustem, niezwykle łatwopalnym. Uważaj z tymi metaforami.

 tron ma silnego władcę

Tron nie ma władcy, to władca zasiada na tronie. Nawet metonimicznie to się nie trzyma kupy.

 wmawiał sobie, że przecież stoi po właściwej stronie

Czyli nie stał?

 mężczyźni jak jeden mąż

Powtórzenie.

 równej formacji ruszyli

Aliteracja.

 Najstarszy z nich podszedł

"Z nich" zbędne. Zaimki są potrzebne, kiedy ujednoznaczniają coś niejednoznacznego. Tu nie ma niejednoznaczności.

 Ile by teraz Michael dał, by poznać te słowa.

Źle to brzmi.

 Lecz to tylko plotki, zasłyszane z ust ludzi nie mających prawa znać prawdy.

To też nie najlepiej.

 sytuacje bez wyjścia, sprawiły że

Sytuacje bez wyjścia sprawiły, że.

 Michael nauczył się chłodu w trudnych sytuacjach

Nie tłumacz wszystkiego, zostaw czasem niedopowiedzenie, więcej inteligentnie.

 nie dowiedzą się w jakim

Nie dowiedzą się, w jakim. Cały akapit przegadany, purpurowy, zadęty, traktujący czytelnika bardzo z góry i pełen klisz. Gdybym nie obiecała, że przeczytam, mniej więcej w tym miejscu przerwałabym lekturę, nie znoszę być głaskana po główce jako malutka idioteczka.

 poza wzrokiem

Poza zasięgiem wzroku.

 wzrokiem zwykłych ludzi.(…) nie w ludzi.

Powtórzenie.

 Generał od dawna zapomniał jakie to uczucie.

Generał już dawno zapomniał, jakie to uczucie.

 Jedno czego był pewny

Jedno, czego był pewny.

 ratowanie domu jaki zna.

Ratowanie domu, jaki zna.

 To Brok, patrząc w ziemię zadał nieśmiało pytanie.

Nieśmiało? Przed chwilą był bezczelny. Wtrącenie wydzielamy: To Brok, patrząc w ziemię, zadał nieśmiało pytanie. Ale w ogóle uprościłabym to zdanie. Powściągnij swoje słowa.

Ponura perspektywa wisiała nad nimi jak czarna chmura

Co to jest perspektywa, co to jest chmura, i dlaczego jedno nie przypomina drugiego?

 Głos cesarza jest niepodważalny.

Jak każdy: https://sjp.pwn.pl/szukaj/niepodważalny.html

 Wierzył tylko on jeden stoi nad przepaścią klifu mogąc zatrzymać rozpędzoną karawanę.

Wierzył, że tylko on… I wyluzuj z tą metaforą.

 Wlał resztę wina do gardła. Odwagi starczy na kilka chwil, lecz tyle jest potrzebne, by zmienić ścieżkę historii.

Purpurowe do granic śmieszności. Dygresja – o co chodzi z tym zmienianiem historii? Jest gdzieś napisane, jaka historia powinna być? Czemu wszyscy tak mówią?

 wykonał kilka kroków

Bo nie mógł ich przejść, jak normalni ludzie?

 odcinek dzielący go od podwyższenia na końcu sali wydawał się tak odległy

Odległy odcinek? Cały akapit warto skrócić i odpurpurowić.

nie zauważył gdy

Nie zauważył, gdy. Mam tu problem logiczny – zauważył, gdzie jest, czy nie? Musiał zauważyć, skoro podjął odpowiednie kroki, nieprawdaż? I "kroki" się powtarzają.

 nie zezwalało na patrzenie w oczy władcy, dopóki ten na to nie zezwoli.

Powtórzenie.

 Podniósł głowę, przecież się znają z dzieciństwa.

Kolokwializm.

 Michael wrócił na chwilę do przeszłości.

Chcesz retrospekcję? To ją zrób, nie zapewniaj, ale pokaż to.

 Tej relacji nie dało się ochłodzić,

Chłodna relacja to właśnie niechęć.

utwierdziło przyszłego generała w przekonaniach

Utwierdza się w przekonaniu. Frazeologizm.

 nieważne jak

Nieważne, jak.

 Michael za wszelką cenę musi ukryć zawiść

Ogranicz mętne filozofowanie. Pokazuj mi to, zamiast zapewniać.

 wzrokiem w ziemi

Wzrokiem (lepiej: spojrzeniem) utkwionym w ziemi.

 Coś zagotowało się w Michaelu, ale szybko odzyskał równowagę

Pokaż mi to. Metafora jest niespójna, ale tak czy siak – pokaż, zamiast zapewniać.

 Powtarzał w myślach: Panuj nad sobą.

Jeśli tego potrzebuje, to nie jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Polecam "Matkę noc" Vonneguta (serio, świetna książka i wzór spójności).

 W tym towarzystwie siedząc z dala od cesarza, albo się coś knuje, albo jest się nikim.

Co tu wynika z czego? Ja napisałabym: W tym towarzystwie, kto siedzi z dala od cesarza albo coś knuje, albo jest nikim.

 znał swoją największą słabość, nie potrafi kłamać

Nie potrafił. To nie jest c.t.

 onieśmiela moją osobę

Onieśmiela mnie. Przesadzasz z tą purpurą.

 Dla nieuważnego oka byłoby to niewidoczne, lecz generałowi rzadko umykają detale.

Hmm.

 Lepiej służę jego wysokości z cienia, niźli w jego blasku.

W blasku czego?

 nie przestawali grali,

Literówka.

 zamilkły, tworząc nienaturalną ciszę

To bardzo dziwnie brzmi. Spróbuj to przyciąć. Cały akapit przegadany do granic, wystarczyłoby jedno, dwa zdania.

 może pomyślimy nad stanowiskiem na dworze dla ciebie.

Sama nie wiem.

 eksplozja śmiechu zdjęła z niego nieco ciężaru

Kolejna mieszana metafora.

 Nie zmienił się przez te lata, dzięki czemu wiedział jak do niego przemawiać.

Wiedział, jak. I kto się nie zmienił, a kto wiedział? To nie jest jasne.

 Niestety, ten wyczuł, że goście dookoła patrzą na niego, niczym modliszki czekające na moment do ataku. Zyskał kruchego sprzymierzeńca, lecz zostali otoczeni wrogami.

Purpura straszna i tłuczenie po głowie łopatą. Poza tym lepiej wiedzieć, że się ma wrogów i gdzie. Generał powinien tak myśleć, nieprawdaż?

 kompletnie

Anglicyzm. Zupełnie inny. Kompletny może być zestaw puzzli.

 myślę więc że możemy odpuścić dworski etos.

Myślę więc, że. "Odpuścić" jest zbyt kolokwialne i źle zastosowane. Etos i etykieta to nie to samo.

 Lady nie usatysfakcjonowała decyzja władcy

To bardzo źle brzmi. I nie możesz napisać po polsku "damy"?

 Michael chwilę pomyślał, nim ją rozpoznał, to Bella vin Ballum.

Brzmi to jak zapis jego myśli, tak ma być? W takim razie oddzieliłabym kropką ostatnie zdanie podrzędne.

 Cedrik, zarządzał

Bez przecinka.

 Na chwilę obecną

Kolokwializm.

 z typowym zachodnim wyrachowaniem obserwuje i kalkuluje

Albo ze zdrowym rozsądkiem…

 kwestia czasu nim

Kwestia czasu, nim. Kolejny akapit, który tylko uciąć, skrócić i wyrzucić.

 służące rozlewające

Rym.

 do innych ról

Różnych. Ale wtedy będzie aliteracja, hmm.

 Wiele czasu musiało minąć nim

Dużo czasu musiało minąć, nim.

Powiedz mi, której armii jesteś dowódcą?

Klawe życie ma ten cesarz… Skoro nawet nie zna swoich generałów i nie wie, który czym dowodzi, to jest marionetką. Zdaje mi się, że taki efekt chciałeś osiągnąć, ale w takim razie powinna to być tajemnica poliszynela. W szczególności Michael powinien o tym nie tylko wiedzieć, ale to rozumieć i nie liczyć, że cokolwiek od cesarza uzyska. Nie?

 podeście zapanowało ponownie

Nie brzmi mi to.

 Gdyby nie jego działania, dawno zalałaby nas horda barbarzyńców.

Seriously?

 Inne okoliczności, inne czasy, inna przeszłość, wtedy mógłby polubić Arona

Nie bardzo to po polsku.

 Rzeczywistość jednak nie pozwalała zaufać słowom imperatora

? Ufa się człowiekowi, nie słowom.

 nieważne jak pięknym i nieważne jak pochlebnym

Nieważne, jak pięknym i nieważne, jak pochlebnym.

 życie nauczyło generała, że za każdym pochlebstwem może kryć się niewidzialny nóż

Przestań mi wszystko tłumaczyć jak idiotce!

 Kilka miejsc dalej, słodką atmosferę postanowił przerwać

Niespójne metafory. Atmosferę można najwyżej zepsuć, i nie bywa ona słodka. Przecinek wywal.

Głos miał paskudny, przesiąknięty jadem, a jednocześnie jak znudzone dziecko.

Czyli?

 jak intensywne są ataki znad górskich krain

A co takiego lata nad górami i ich atakuje? "Intensywny" jest słowem niefantastycznym.

bez żadnego problemu przerwał rozmówcy.

Dużą literą, ale w sumie wycięłabym, bo opisujesz dialog.

 ty jak żaden mąż na tej sali możesz

Ty, jak żaden mąż na tej sali, możesz. Pustosłowie, choć w ustach egzaltowanego notabla może i pasuje.

 Przez towarzystwo przeszły wesołe pomruki.

?

 wyczuł, że nie wyłapali krytyki.

Bardzo kolokwialne.

 Nie potrafił jednak rozgryźć intencji grubasa

J.w.

 Nieważne czy

Nieważne, czy.

 Jedyną wojnę jaką znają to te z ballad

To nawet nie jest gramatyczne. Znają wojnę tylko z ballad.

 Poeci pięknie operują słowem, opisując akty przemocy i okropieństwa, nie do pojęcia dla oczu z klapkami.

Skracaj, tnij, wycinaj. To zdanie nawet trudno zrozumieć.

 Wolą swoją wersję wojen, jako walki dobrych ze złymi.

Jak wyżej. Co chcesz powiedzieć?

 nie zrozumieją czym

Nie zrozumieją, czym.

 Lord dając ludziom sekundę na przetrawienie tych słów, w końcu zwrócił się

Imiesłów oznacza jednoczesność. Lord dał ludziom sekundę…

 lordowi należą się więcej niż słowa

Należy się więcej, niż słowa.

 w cesarskiej akademii wojskowej dyrektor

Po prostu: dyrektor cesarskiej akademii wojskowej.

poczuł jak wylatują mu karty z dłoni

Poczuł, jak karty wylatują mu z ręki. Najpierw podmiot, potem orzeczenie.

 Czas poświęcony na przygotowanie się do tej rozmowy, został w kilka sekund obalony przez tłustego magnata.

Chłopie, frazeologia jest sprawą kluczową. Czasu nie można obalić, to nie posąg (ani flaszka). I bez przecinka.

 a ten człowiek manipuluje nim jak chce

Ten człowiek manipuluje nim, jak chce. No, jeśli się tego nie spodziewał, to za bystry nie jest.

 argumenty do rozważenia tej sugestii

Argumenty za tą sugestią.

 Michael musi działać bardzo szybko.

Czemu nagle zmieniasz czas?

 sądzę że

Sądzę, że.

 rozważał może

Powtórzony dźwięk.

 rozwiązanie jej części. Niech młodzi nabierają doświadczenia, skoro walki się uspokoiły.

Znowu, walki się nie uspokajają. Ponadto wypowiedź notabla jest nielogiczna – rozwiązać armię, ale niech nabiera doświadczenia?

 Argus vin Duck

Duck?

 Osoba zdolna wstrzymać kredyt z banku potrzebny na powołanie w przyspieszonym tempie armii i mogąca wywrzeć nacisk na urzędy, by zablokować pospolite ruszenie.

Styl nierówny, fonetyka nieładna.

 Znał go jedynie z historii

Lepiej z opowiadań, "historie" są tu niejednoznaczne (pomyślałam, że chodzi o historię kraju i zgłupiałam).

 Podrapał się po gęstej brodzie, władca wciąż nie odpowiadał

Po co sklejasz te dwa zdania?

 oczekuje w tym momencie reakcji

Oczekuje reakcji.

 Nieważne jaka

Nieważne, jaka.

 Aron zmierzył go chłodnym wzrokiem.

Spojrzeniem.

 Tylko kątem oka zdążył

Aron?

 Ależ lordzie van Miclusie,

Ależ, lordzie.

 Został otwarcie, wśród najważniejszych osób w państwie, nazwany zdrajcą.

Nie, nie został.

 przyszedł Cesarz

Skąd duża litera?

 Możliwe, że nie wyłapał aluzji, lub zignorował ją.

Kolokwializm i anglicyzm.

Czy istnieją jakieś dowody, by te oskarżenia nie okazały się zwykłą ludzką zawiścią?

Bardzo niezręczne. Co dokładnie próbujesz powiedzieć?

 zapewniają, że nie przetrwają

Rym.

 stracimy południe na okres zimy

Ale potem odzyskamy. To wynika z tego zdania.

 – Powiedziałem już ostatnie słowo, Lordzie. Uważaj, by Twoje następne, nie okazały się ostatnimi.

Dziwna interpunkcja: – Powiedziałem już ostatnie słowo, lordzie. Uważaj, by twoje następne nie okazały się ostatnimi.

 Poczuł duszności, jakby zadławił się własnymi słowami.

Skróć to.

 Jak działać, gdy głos ludu jest ślepy, bo zawodzą wszystkie jego zmysły

I przestań filozofować. Te metafory są pijane w trzy pupcie.

raporty jego przyjaciół

"Jego" zbędne.

 Słowa pozwoliły doskonale zobrazować sobie nową rzeczywistość

To brzmi jak z dziennika telewizyjnego.

 zobrazować (…) wyrżnięci wieśniacy

Zobrazować kogo, co? wieśniaków.

 Woli zginąć za to, niż żyć ze świadomością braku działań.

To już prawie nie po polsku.

 na urząd Wielkiego Watażki

https://sjp.pwn.pl/szukaj/watażka.html Masz poważny problem z wyczuciem słów.

 Głuche echo tłuczonej porcelany przerwało krępującą ciszę.

Uch, że co? I – powinno być chociaż światło, ten przeskok ze sceny do sceny całkiem mnie zdezorientował.

zaczął naprędce zbierać odłamki

Tak, w słowniku piszą, że "naprędce" znaczy "szybko", ale to nie jest takie proste.

 pociął sobie palce zbierając

Pociął sobie palce, zbierając. Czasowniki rozdzielaj.

 ukłonił się niedbale

Ten obraz nie trzyma się kupy. Chłopak tak się spieszy zbierać odłamki, że kaleczy palce – czyli się boi. Ale kłania się niedbale, jakby miał to wszystko gdzieś.

opuścił salę. Z drugiej strony komnaty zaśmiał się mężczyzna.

Sala i komnata to nie to samo. I ten facet, który wyskakuje jak diabełek z pudełka?

 Phius rzucił gniewne spojrzenie w jego stronę. Rozważał, czy nie pozwolić sobie na chwilę słabości, nie rzucić kulą ognia w współpracownika Na gdybaniu się skończyło.

Powtórzenia, brak kropek, okropne niechlujstwo, doprawdy.

 będzie tolerować lidera

Używaj polskich słów. I współpracownik, a lider, to dwie różne rzeczy.

 Tylko dlaczego ten musi cały czas irytować go swoją obecnością?

Napuszone i niezbyt po polsku.

 Drewniane obcasy zapewniały jego krokom echo z każdym stąpnięciem

… wut.

 stanowił doskonały balans w tym momencie

Jak wyżej.

 Newy miał jednak napięte

Literówka.

Skupił się z powrotem na księdze, lekturze, dzięki której znalazł się w tym miejscu.

?

co z tego skoro nie znają kontekstu

Co z tego, skoro nie znają kontekstu.

 dał podwaliny pod obawy

Frazeologia! Co to są "podwaliny", hmm?

 dotyczące lingwistycznych zdolności

Czyich?

 Jeszcze na długo nim

Jeszcze na długo, nim.

 rzucił nimi w ogień

Rzucił je (notatki) w ogień.

 To ukoi ci nerwy.

"Ci" zbędne. Co oni tak chleją?

 czerstwe, havarskie wino

https://sjp.pwn.pl/szukaj/czerstwy.html

 Tęskni do słodkich

Kto tęskni i dlaczego znowu zmieniasz czas?

 W ramach odpowiedzi dostał jedynie enigmatyczny uśmiech.

Skracaj: Jedyną odpowiedzią był enigmatyczny uśmiech.

 Preferuję szczere komentarze.

Nie może ich woleć?

 Myślał i myślał, skąd ta troska. Wmówił sobie, że taka przecież jego rola.

Nie rozumiem, po co ten komentarz.

 Na długo przed okryciem złoża kryształów, Dumat prowadził swoje badania

Nienaturalne, zamieniłabym miejscami zdania podrzędne.

 zajmie jeszcze najpewniej wiele czasu

To źle brzmi i jest nie do końca prawidłowe frazeologicznie.

towarzysz odpowiedział, choć wyglądał jakby był pogrążony w zadumie.

Towarzysz odpowiedział, choć wyglądał, jakby był pogrążony w zadumie. Ale to w ogóle można skrócić. Poza tym – nie skacz po głowach, to dezorientuje.

 Jedyna osoba obdarzona inteligencją z tego grona

Szyk niesie informację: Jedyna w tym gronie osoba obdarzona inteligencją.

Czasem myślał, czy najlepiej nie byłoby spalić księgi.

Jeśli czy, to się zastanawiał, zadawał sobie pytanie. Myśli się, że.

 Dumat pomiędzy kolejnymi stronami dodawał adnotacje

Szyk: Pomiędzy kolejnymi stronami Dumat dodawał adnotacje. Jak to robił między stronami? Wkładał karteczki?

 Im więcej przewróconych stron, tym gorszy był stan autora.

Sam pomyśl, czy to jest logiczne? (Podpowiadam – nie.)

 pragnął brnąć

Źle to brzmi.

 A jak idzie ci szukanie

"Ci" zbędne.

 Widział tylko fragment z rozwiniętego płótna.

Lepiej "skrawek". "Z" zbędne.

 Wiedział dokładnie co to jest

Wiedział dokładnie, co to jest.

gdy skończył zobaczył

Gdy skończył, zobaczył.

 ze słabości jaka

Ze słabości, która.

 nadać spokój tonacji

Że co, proszę?

 Niewiele zostało ci już czasu.

Niewiele czasu ci zostało.

 nóż pod gardło

Czyli gdzie, w mostek?

 Ostatkami sił, sięgnąłby

Przecinek zbędny.

 Nawet tyle energii już nie miał.

Musisz mnie tym tłuc po głowie?

 Każdy przebłysk świadomości wygasał szybciej niż światło błyskawicy.

Purpura. Owszem, purpura ma swoje miejsce, ale przeważnie (zwłaszcza, jeśli ktoś nie umie się nią posługiwać) rozśmiesza, zamiast wzruszać. Naprawdę.

 

Dobra, już nie mogę. Wiem, wiem, szumnie się zapowiadałam, ale nie mam siły. Z prawdziwą przykrością (bo sądząc z komentarzy, jesteś człowiekiem skromnym, sympatycznym i chętnym do nauki) muszę złożyć broń. Wsiadłeś na zbyt wysokiego konia, po prostu. Spróbuj zacząć od czegoś krótkiego, od zamkniętego szorta. Może się rozgrywać w tym świecie, czemu nie, ale niech będzie krótki. Nie nauczysz się biegać, startując od razu w maratonie.

Teraz o tekście – to, co przeczytałam, jest przegadane, purpurowe, pełne zwietrzałych przemyśleń. Nudne. Ale, co najgorsze, nie czuję tu Ciebie. Nawet, gdyby nie było to zrobione niechlujnie, pewnie nie dotarłabym do końca, bo tu nie ma Twojej myśli. To nie Ty ze mną rozmawiasz, to jakaś taśma odtwarza się, zgrzytając. Miałam ostatnio za dużo kontaktów z ludźmi, którzy nie mówią, tylko wydają dźwięki, bardzo mi przykro.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nowa Fantastyka