- Opowiadanie: Oleks24f - Kopciuszek - Wampirem?

Kopciuszek - Wampirem?

A takie se tam opowiadanie, krótkie. Sami oceńcie, mile widziana konstruktywna krytyka błędów jakie na 100 procent gdzieś popełniłem. I choć czytałem kilka razy to zapewne ich nie dostrzegam już ;p 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Kopciuszek - Wampirem?

Kopciuszek – Wampirem?

 

Tytułem WstępuRozdział.1.

– Pff, który mamy rok? A tak 3001, wybaczcie zapomniałam. Dzisiaj Sylwester. Eh, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. – Zatoczyłaś oczami. – Czym bowiem jest 365 dni roku. Obrót ziemi dookoła słońca, wobec wieczności – śmiejesz się, pijąc z wysokiego, białego kieliszka. Długim paznokciem, gładzisz w około brzeg.

– Minęło tyle czasu odkąd ją spotkałam. – Kręcisz wokół palca kosmyk długich blond włosów. Noga założona na nogę, naszpikowana zaawansowaną sztuczną inteligencją suknia, wysokie szpilki.

– Prawdziwa księżniczka, pomyślicie. Pff, iluzja, ułuda, maska ego. Jedna z rzeczy, której mnie nauczyła. – Otwierasz zielone oczy.

– Panienko, wybiła 12. Czas wyjść do gości – sztuczna inteligencja sukni, informuje.

– Ależ oczywiście – uśmiech pociągniętych różową szminką ust, uwodzicielskie mrugnięcie okiem. Przeciągnięcie ruchem dłoni po burzy blond włosów. A pośród nich, cóż za dziwy nad dziwami, para dużych kocich uszu.

– Zapomnijcie proszę, o tych wszystkich bzdurach typu pantofelek, karoca, żyła z księciem długo i szczęśliwie – wymieniasz z charakterystycznym prześmiewczym gestem ręki baśniowe motywy. Tak lubiane przez małe dziewczynki. Zawadiackie mrugnięcie okiem – klaśnięcie ustami.

 

Bez Zbędnych Słów – Rozdział.2.

 

Szkoła, codzienność której nie cierpisz bardziej od domu. Zawsze w cieniu sióstr. Isabelle i Roxane. Jedna gorsza od drugiej. Isabelle chwali się przed przyjaciółkami przefarbowaniem włosów na szaro, Roxane najmodniejszymi ciuchami, torebkami i kosmetykami, kupionymi przez waszą mamę. Narcystyczne, puste lale. – Obserwujesz je, wzrokiem pełnym zażenowania. Ty zaś najlepszy uczeń w klasie, traktowana jako nic niewarty kujon. Poniewierana, niedostrzegana przez podobających się tobie chłopaków. Całą ich uwagę chcą skupić na nich twoje siostrzyczki.

– Znów zapomniałaś się modnie ubrać. Oj biedactwo, cały czas siedzisz tylko w tych durnych książkach. – Roxane, szturchasz siostrzyczkę dłonią z umalowanymi różowym lakierem paznokciach.

– Ciekawi mnie Wszechświat !! Nie to co was, tylko moda, uroda, sweet focie. Te wasze zasrane lajki na instagramie nic nie znaczą w prawdziwym życiu – krzyczysz na siostry w akcie obrony. Roxane wymieniacie z Isabelle ironiczne, prześmiewcze spojrzenie.

– Ok, boomer. – Isabelle dotykasz końcówki jej kocich uszu. – Z takim podejściem nie znajdziesz chłopaka, kochanie – dodajesz złośliwie, dając jej pstryczka w nos.

– Mama i tak kocha nas bardziej niż ciebie. – Idą śmiejąc się z ciebie. Stoisz sama obserwując jak podrywają… Hyacinthe. Najprzystojniejszy chłopak w szkole, niestety zdający się ciebie nie dostrzegać.

Dom drugie po szkole miejsce, którego nienawidzisz. Siostry, pal licho z nimi. Jest niestety jeszcze matka.

– Dostałam 6 z kartkówki o zbiorach, teorii mnogości. – Próbujesz powiedzieć. Matka cię nie słucha.

– Co tak stoisz w drzwiach ?! Zdejmij buty, ile razy mam ci powtarzać, że jak wchodzisz do mieszkania, zdejmuje się buty ! – Na dzień dobry, krzyczy na ciebie.

Dzień jak co dzień – wzdychasz głośno.

– Przestań wzdychać, Kopciuszku !! Nie masz powodów do niezadowolenia. Co mają powiedzieć chorzy, niepełnosprawni, bezdomni. – Słyszysz tą zapętloną w nieskończoność śpiewkę, dzień w dzień.

– Widzisz, nawet mama ma w dupie twoją naukę. – Roxane popychasz siostrę mocno na żółtą ścianę przedpokoju.

Bez Zbędnych Słów – Rozdział.3.

W sobotę twoja wesoła rodzinka ma zamiar wybrać się na zakupy do wielkiej galerii.

– Mamo, wiesz teraz jest w przecenie taka cudowna niebieska bluzka – jesz śniadanie obserwując Roxane, w egzaltowany sposób opowiadającą o nowej bluzce.

– A jakie w CCC są przeceny – dodałaś Isabelle.

– Dobrze dziewczynki, najpierw tylko zjemy śniadanie. – Reagujesz na podniecenie ukochanych córeczek. Twoich dwóch najdroższych nadziei na niespełnione w młodości plany, marzenia. Przyglądasz się przepięknym Isabelli i Roxane z rozpierającą serce dumą. A tak jest jeszcze ona – Kopciuszek. Kątem oka dostrzegasz trzecią córkę. Eh,same utrapienia z nią są – trzecie koło u wozu. Nieplanowana wpadka, owoc romansu z szefem. A mogłaś ją mu oddać na wychowanie. No tak – przypominasz sobie teraz.

– Nigdy, przenigdy to twój bachor, nie mój. Wiesz co by powiedziała moja żona, gdyby się dowiedziała, że mam nieślubne dziecko. Romans z sekretarką.

– Mamo ? Mamo ? – pytacie matki, widząc, że odpłynęła falą myśli na oceanie umysłu na odległy brzeg.

– Tak, tak, przepraszam córeczki. – W głębi duszy wiesz, że Kopciuszek jest najładniejszą i najmądrzejszą z twoich córek. Myśl ta jest jednak zbyt przerażająca. Represja – Mechanizm Obronny Ego, wyrzuca ją nieświadomie z pola świadomości.

Isabelle z Roxane wstałyście od stołu.

– Sprzątnij po nas – rzucacie do siostry.

– Jak to? Myślałam, że mnie zabierzecie ze sobą ?! Chociaż raz. – Kopciuszek, obruszyłaś się. Siostry tylko się z ciebie złośliwie zaśmiały.

– Ciebie? – odpowiedziałaś Roxane.

– Przyniesiesz nam tylko wstyd – dodałaś Isabelle.

Usiadłaś ze zrezygnowaniem na krześle. – Kupicie mi coś fajnego ? Od zawsze mnie tylko krytykujecie, a nigdy nic od was nie dostałam w prezencie. – Odwróciłaś głowę na bok, by rodzina nie widziała, że płaczesz.

– Jak chcesz mieć coś swojego, idź do pracy. Przecież jesteś już dorosłą panną. Nie mam zamiaru cię utrzymywać. – Matka definitywnie pogrzebała marzenia.

– Isabelle i Roxane nie każesz iść do pracy – powiedziałaś do siebie pod nosem. Zagłuszył to trzask zamykanych na dobre drzwi mieszkania.

Gdy wyszły zostałaś sama. Aż wstyd się przyznać, po kryjomu lubiłaś malować się, stroić, przebierać w ciuchy sióstr. Czułaś się wtedy atrakcyjna.

-Heh, nie jestem wcale taka brzydka. Niezła ze mnie laska. – Zaśmiałaś się, przyglądając odbiciu w lustrze. Odwzorowywało twoje pociągnięte różową szminką usta.

-No pewnie, że jesteś, baybe. Wątpiłaś w to? – To przecież twój głos. Ale jak to możliwe? Nic nie mówiłaś !! Rozejrzałaś się wokoło zdumiona. Odbicie w lustrze – żyło własnym życiem.

– Wstęga Mobiusa, kochanie. W czasoprzestrzeni rzecz jasna – Einstein nigdy się nie mylił. Alfa i Omega w jedno łącząca nurt czasu – uśmiechało się, stylowo uczesane. Ubrane w karmelową dopasowaną sukienkę. Wyglądało oszałamiająco. Łączyły was kocie uszy i pociągnięte różową szminką usta.

– Kopciuszek cat girl – yandere. Tego jeszcze nie było, mówię ci, to będzie hit. Szczyt szczytów, przekroczenie znanej granicy bytu. – Druga ty, łapała się za kocie uszy na głowie. Podeszła bliżej do ciebie, po tamtej – drugiej stronie zwierciadła.

„Kroczący w ciemnościach,

Ogniste kocie oczy, płonące piekielną czerwienią – gdzieś na skraju znanego z nieznanym”

Długim śnieżnobiałym paznokciem „ wydrapywałaś” na szkle. Nieprzyjemny dla ucha dźwięk skrobania.

– Do zobaczenia niebawem, skarbie – wysłałaś sama sobie, gorącego całusa.

– Zasnęłam tak? Gdy rozum śpi, budzą się demony ? Rozmawiałam sama ze sobą ?! – Przecierałaś zdumiona oczy, nie dowierzając.

Bez Zbędnych Słów – Rozdział.4.

Czas pędzi jak wystrzelony z pistoletu pocisk. Zbliżały się wakacje.

– Chcieli byście, pojechać do Bzęczyszczykiewicz Dolnych? Dr Léna Żelska, wróciła z wyprawy archeologicznej w Machu Picchu. Przeprowadza żywą lekcję historii. – Ciekawa propozycja nauczycielki.

– Tak !! Jasne !! – Twoja klasa reaguje z entuzjazmem.

– Pojedziemy z rocznikowo wyższą klasą B3. – O nie, myślisz załamana. Twoje upierdliwe siostrzyczki też jadą. Nawet poza domem nie uwolnisz się od uprzykrzania przez nie życia.

– Mamo, jedziemy z klasą na szkolną wycieczkę do… – informujesz rodzicielkę.

– Przynajmniej trochę odpocznę od twojego wiecznego niewdzięcznego marudzenia – odpowiadasz z krzywą miną, wyrodnej córce.

– Mamo, mamo, jedziemy na wycieczkę !!! Pomożesz nam wybrać ciuchy? Musimy wyglądać stylowo. Które zabrać ze sobą, które zostawić? Oby nie popełnić modowego fopa !! – Ukochane córeczki, dopadają cię jak wygłodniałe pisklęta wrony siwej – rodzica przylatującego do gniazda z żarciem. Pokazują ci tumult ciuchów, ze swojego pokoju.

– Oczywiście, kochane. – Zabierasz je, by im pomóc. Doradzić wiedzą, doświadczeniem, wyrosłym z wielu różnych fal mody damskiej, które przeżyłaś na przestrzeni lat.

10 godzin jazdy pociągiem na zapomniane przez Boga zadupie. Musiałaś wysłuchiwać siostry i ich durne koleżaneczki, rozprawiające o facebookach, instagramach.

– Pamiętaj, jeśli coś złego stanie się Roxane i Isabell, to ty będziesz za to odpowiedzialna. Gdy spadnie im choć jeden włos z głowy, wydziedziczę cię. Trafisz pod most – ostrzegłaś Kopciuszka przed wyjazdem.

Wzdychasz, oglądając mijane krajobrazy. Matka, kazała zajmować się tymi idiotkami Cóż za ironia, to one jako starsze powinny mnie pilnować. Nie ja ich.

Wyłożony kocimi łbami ganek. Przed drzwiami domku noclegowego – atrakcyjna 30 letnia kobieta. Przyglądasz się jej z kobiecą zazdrością. Ja nigdy taka nie będę. Błękitne niczym niebo nad nami – oceaniczna toń oczy. Długie szare włosy, uczesane do tyłu w dwa kucyki. Czerwona róża wpięta, we włosy, pomiędzy kocimi uszami. – Masz wrażenie, że wasze oczy na chwilę się spotkały. Obserwuje mnie? Mnie? Jestem, nikim przy siostrach. Czym mogłam bym zainteresować piękną Panią Doktor Archeologii.

Wnętrze domu. Czuć tu prawdziwego ducha dziejów. Do kocich uszu dociera miarowe chodzenie starodawnych zegarów. Z kukułką i fizycznym wahadłem – za pomocą którego oblicza się dokładną wartość ziemskiej grawitacji. Wynosi ona w przybliżeniu 9,81 m/s2.

– To antyki, przywiezione z wielu miejsc świata. – Boże, ręka na twoim ramieniu. Musiałaś się zasłuchać, zamyślić. Odwracasz gwałtownie głowę. Wpatrują się w ciebie błękitne oczy, skryte za drogimi okularami korekcyjnymi Armaniego.

– Intrygują cię tak samo jak mnie. – Przypatrujesz się nastolatce. Jest w niej coś… Hm, strasznie nieśmiała. potencjał, siły życiowe stłamszone – tłumione freudowskimi mechanizmami.

Za chwilę zacznę nasze zajęcia. Opowiem o historii Egiptu. Chodź do auli – uśmiechasz się do niej, prowadząc.

Tydzień zajęć z Doktor Léną, minął ci jak mrugnięcie okiem. Perspektywa wrócenia do koszmarnej codzienności, wysysającej chi i pranę z żył jak wampir. Wykrzywiasz blade usta w grymasie rozpaczy i beznadziei.

Wchodzisz do pokoju dziewczyny cicho jak duch. Zawsze rozbawia cię ich strach, gdy stajesz za plecami niczego nieświadomych.

– Pani…Doktor…Léna … – Nie wiesz co się dzieje. Patrzy na ciebie, z przekrzywioną na bok głową. Szare kucyki zwisają swobodnie ku podłodze. Uśmiech na pociągniętych czerwoną szminką ustach.

– Mam do ciebie pytanie, skarbie? Co byś powiedziała, by przyjechać do mnie na wakacje? Widzę w tobie potencjał. Lubię być mentorem, sensei dla takich jak ty. – Dziewczyna odwraca nieśmiało od ciebie głowę. Kapią łzy.

– Ja? Ja? Raczy Pani żartować? – Nie dowierzasz w to co słyszysz. Na pewno chodzi o Roxane i Isabell, przez ciebie chce się do nich zbliżyć.

– Siostry…siostry…powinna Pani je się o to zapytać… – Podnosisz brew, orientując się w czym leży problem dziewczyny.

– Kochanie, odpowiedź proszę na pytanie, które zadałam. Nie mów mi o siostrach, obchodzą mnie tyle co zeschłe, zeszłoroczne liście. – Delikatnie odwracasz głowę za brodę. Patrzysz w śliczne, szmaragdowo– zielone, mokre od łez oczy.

– Tak…móc wyrwać się… z dziury…jaskini Platona…w której nie ma dla mnie światła. – Łkając używasz metafory, znalezionej w książce filozoficznej. Maistremowy banał, nuda, każdy bowiem odnosi się do słynnej jaskini. Użytej w 7 księdze – Państwie.

– A widzisz, taką odpowiedź chciałam usłyszeć. – Mając gdzieś, reakcję, całujesz ją w czoło. Zostawiasz na nim wyraźny ślad szminki.

– Co…co…Pani…robi ?! – Upadasz na łóżko za tobą. Nie wiesz co powiedzieć. Jej bezpośredniość, brak wszelkich zahamowań. Dlaczego ty? Czemu nie poszła do sióstr? Ciebie przecież nigdy nikt nie dostrzegał. Zawsze w ich cieniu.

– Bo mogę, zniszczyłam ego, więc nie mam czego bronić. Zobaczysz nauczę cię tego samego. O ile w ogóle do mnie przyjedziesz. – Teatralny gest dłonią, przed dziewczyną. Przymknęłaś oczy.

Matka z siostrami zrobiły ci karczemną awanturę, gdy dowiedziały się, że jedziesz. Wtedy właśnie pękła ostatnia granica. Przebłysk kobiecej intuicji. – To moja szansa, by zmianie uległo życie. Mors, exitus letalis przyszła po codzienność, znienawidzoną rutynę.

Bez Zbędnych Słów – Rozdział. 5.

– Mów mi na ty, Léna. Ok? Darujmy sobie staromodne Pani. Bo inaczej się pogniewamy – poprosiłaś pierwszego dnia pobytu dziewczyny.

– Dobrze… – odezwała się w tobie niepewność. Całe życie uczono cię norm. Do starszych mówi się pan, pani. Bowiem to nie są twoi rówieśnicy. Tak wypada.

Usiadłyście przy pianinie. Na wieku stały dwa wysokie kieliszki. Pełne krwistoczerwonego wina. Stara 300 letnia, receptura pochodząca z rodzinnych stron Lény. Boże, gdyby matka widziała, że piję alkohol. – Wino miało metaliczny posmak, aczkolwiek bardzo ci smakowało.

– Smakuje, Kopciuszku? Wino z moich rodzinnych stron. Receptura pamiętająca czasy ostatniego króla Polski. Stanisława Augusta Poniatowskiego. – Spojrzałaś kątem oka, nie odrywając palców od klawiszy pianina.

– Tak, bardzo. – odpowiedziałaś, nie chcąc obrazić gospodarza.

Muzyka ucichła, oparłaś głowę na dłoni. Drugą sięgając po kieliszek wina.

– Porozmawiajmy o tobie. Hm, skąd takie dziwne imię? Kopciuszek?

– Wszyscy mnie tak nazywają, odkąd pamiętam. Matka, siostry, nauczyciele.

– Pomyślimy co z tym zrobić. – Zamykając oczy, wzięłaś łyka.

– Co masz na myśli? – zapytałaś zaintrygowana.

– To rada której nauczyła mnie najważniejsza osoba w życiu. Będę z tobą szczera mój mistrz, kochanek i ojciec Camill w jednym. Gdy zmusza cię do tego konieczność, załóż dla świata maskę. Skryj samą siebie w ciemności. I obserwuj… – Zakładasz nogę na nogę, dopijając wino.

– Camill? – Na kominku naprzeciwko ciebie, stoi zdjęcie 21 letniej córki, twej mentorki. Dziewczyny podobnej do ciebie. Ma rude końcówki włosów.

Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Léna uczy cię po kolei medytacji, kontroli emocji, dzięki niej stajesz się bardziej pewna siebie. Pokazuje jak masz się malować, ubierać, zachowywać by czuć się atrakcyjną. Arkana uwodzenia facetów. Wszystko to czego nigdy nie dowiedziałaś byś się od matki, sióstr.

– Kochasz go? – Rozmowa zeszła na temat miłości. Czekasz na odpowiedź. Reakcja mówi sama za siebie.

– … – Próbujesz wyminąć się od odpowiedzi. – On zapewne i tak wybierze jedną z nich. Mam wrażenie, że siostry są w jego typie urody.

– Proszę zrób coś dla mnie jak wrócisz. Sama zaproś go na studniówkę. – Dolewasz sobie i jej wina.

Razem do późna wertujecie książki. Poczynając od Psychologii, kończąc zaś na poruszających fascynujący, acz abstrakcyjny temat alternatywnych – paralelnych wszechświatów. Minusem dla ciebie jest tylko fakt, nauczenia się od Lény nałogowego picia wina.

Stoisz niczym Jezus na powierzchni olbrzymiego tęczowego oceanu. Wyłaniają się z niego i giną w nim „bańki”. Dziecko puszcza takie wiosenno – letnią porą. Puff… – Wszystko znika, stoisz pośród niczego. Pustki – Buddyjskiej Siuniaty. W ciemności przed tobą zapalają się czerwone kocie oczy, wyrasta barczysta sylwetka bez twarzy.

– Teraz umrzesz moje dziecko, by odrodzić się jako zupełnie inna istota – mówi do ciebie, przy akompaniamencie brzęczenia roju wściekłych pszczół. Otaczają was wibrujące struny. Widzisz jak cień otwiera okoloną zębiskami ognistą paszczę. Buchają z niej płomienie ognia…

Budzą cię poranne promienie słońca wkradające się przez okno sypialni. Myjąc się odnajdujesz na szyi cztery jakby ślady ugryzienia.

– Pewnie komary, wszak mamy końcówkę sierpnia. – Bagatelizujesz sprawę.

Nigdzie nie widzisz Lény. Na stole w jadalni znajdujesz…

„Wybacz że nie zdążyłam się z tobą pożegnać. Musiałam szybko wyjechać do Egiptu. Przeprowadzamy jako wydział Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego badania nad Grobowcem KV34 Totmesa III w Dolinie Królów. Porównuje tam sceny księgi Amduat z motywem Sądu Ostatecznego. Zastanawiałam się jakie imię będzie dla ciebie najlepsze. Co powiesz na Rosalie? Róża od zawsze była symbolem zmysłowości, namiętności, miłości. Znałam kiedyś osobę o takim imieniu. Od dzisiaj przedstawiaj się tym imieniem światu. Niech całun mgły zapomnienia pochłonie to brzydkie nijakie imię Kopciuszek. Oby na wieki pogrzebane zostało w czeluściach piekła.

P.S.

Kwiatem jesteś, pięknym rozkwitłym z niepozornego pąka. Wyrosłym na urodzajnej glebie.

Całuje cię mocno. Buziaki. Twoja na zawsze Léna „

– Rosalie? – uśmiechasz się zalotnie. Odkładasz kartkę na blat stołu.

Bez Zbędnych Słów – Rozdział.6.

Gdy wróciłaś siostry z matką nie dowierzały własnym oczom.

– To naprawdę ty, kopciuszku? – Iabelle z Roxane zapytałyście siostrę, gdy weszła do mieszkania. Umalowana, stylowo uczesana. W wysokich niebieskich szpilkach. Wewnętrznie zżerała was zazdrość. Patrząc bowiem na waszą siostrę, docierał przykry fakt. Była sto razy ładniejsza, atrakcyjniejsza, pociągająca dla płci przeciwnej niż wy.

– Od dzisiaj nazywam się Rosalie. I tak się do mnie zwracajcie. Zmieniłam imię – odpowiedziałaś pewna siebie jak nigdy przedtem.

– Co zrobiłaś? – Zacisnęłaś pięści. Przepełniał cię gniew. Tsunami od wielu lat wymiatanych do podświadomości przez Mechanizmy Obronne niechcianych myśli, zalała twój umysł. Wypierana rzeczywistość złamała iluzję Mai w której błogo tkwiłaś zanurzona. Promieniujący na całe ciało ból w okolicach mostka. Isabell i Roxane stojące wokół ciebie przerażone, bezradne. Nie wiedzą co robić. Sama je tak nauczyłaś, rozpieszczałaś, nie uczyłaś odpowiedzialności.

– Kopciuszku pomóż nam !! Nie widzisz? Mama dostała zawału !! – krzyczycie do siostry, stojącej z ironicznym uśmiechem triumfu.

– Mówiłam wam nie nazywam się tak. Wołacie, kogoś kogo strawiły ognie biblijnego jeziora siarki. Gorejącego na samiuśkim środku piekła. – Nie dostrzegłaś faktu, że oczy zmieniły na moment kolor na krwistoczerwony.

Minęło parę tygodni, mama wróciła do domu. Na szczęście, choć kto wie czy twoje nieszczęście, wyszła z rozległego zawału serca.

W szkole stałaś się jedną z najpopularniejszych dziewczyn. Teraz to Isabelle i Roxane stały się twoimi cieniami. W przedziwny sposób wszystkie dziewczyny kręcące się wokół Hyacinthe znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Ich ciała znajdowane porzucone losowo po okolicy. Policja informuje media jedynie o upiornym szczególe – całkowicie wydrenowane z krwi.

– Hej, chcesz iść ze mną na kawę? – Podchodzisz do niego pewnego dnia. Specjalnie na tę okazję ubrałaś bluzkę z dużym dekoltem.

– No pewnie. – Odpowiadasz atrakcyjnej dziewczynie ze szmaragdowo – zielonymi oczami.

W dniu studniówki przetańczyliście całą noc.

– I żyli długo i szczęśliwie.

Koniec.

Zamiast Epilogu – Rozdział 7.

– Wróć, co powiedziałeś ? Żyli długo i szczęśliwie, tak? Pff, większej bzdury nie słyszałam – popijałaś wino, kręcąc blond włosy.

– Koniec? Nie wydaje mi się. Ja mam ostatniego asa w rękawie, narratorze w drugiej osobie. Eksperymencie pisarski. Słyszałeś o Teorii Gier von Neumanna? Nie? Więc słuchaj, kochanie. Nieludzkie byty grają nami w grę. Planszą jest wszechświat. Okryte całunem tajemnic Wielki Wybuch – Wielki Kres wyznaczają jej długość. Ojciec z synem. Światłość z ciemnością zmieniają małpy w bogów. A bogów w małpy. O tak. – Pstryknięcie palcami – powiedziałam popijając krew. Oh, to oczywiste od samego początku.

– Znów Sylwester. Eh… – westchnęłam, zataczając z nudów oczami. – Który to? Wybaczcie żyjąc wieczność, nie zawracam sobie głowy bzdurami takimi jak upływ czasu. No przecież… – Uderzyłam się w teatralnym geście dłonią w czoło.

– AI, powiedź nam który mamy rok, proszę ? Bo znów mi to wyleciało z głowy.

– 3001, Panienko Rosali. O północy mija dokładnie 300 lat, od stworzenia przez Panienkę pierwszej sztucznej inteligencji. Założenia imperium cybernetycznego. Dania ludziom…

– Pff, zanim skończysz, zwróć się do mnie prawdziwym imieniem – poprosiłam, popijając łyk krwi.

– Panienko Kopciuszku. Dania ludziom marzenia o nieśmiertelności. Dzięki Panience narodziła się era Postludzi.

– Dziękuje, Otóż to. Dodam, że miałam tumult kochanków. Urodziłam 200 synów, o dziwo nigdy córkę. Heh, same dhampiry.

– Panienko, wybiła 12. Czas wyjść do gości.

– Ależ oczywiście. – Weszłam w czerwonych szpilkach, karmelowej sukience wieczorowej do salonu mojego apartamentu.

– Panie. Panowie. O to 3001 Roku Pańskiego. – W salonie, geopolitycy światowego rządu, biznesmeni, dyrektorzy największych firm, top czołówka światowej sławy naukowców.

Za oknem jak za starych czasów, widzieliśmy fajerwerki witające nowy rok.

Prawdziwy Koniec?

 

Koniec

Komentarze

Oleksie24f – konkurs Alternatywy został rozstrzygnięty w grudniu 2016 roku. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Pff, który mamy rok? A tak 3001, wybaczcie zapomniałam. Dzisiaj Sylwester. Eh, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. – Zatoczyłaś oczami. – Czym bowiem jest 365 dni roku. Obrót ziemi dookoła słońca, wobec wieczności – śmiejesz się, pijąc z wysokiego, białego kieliszka. Długim paznokciem, gładzisz w około brzeg.

Masz tu pomieszane dwa czasy: zatoczyłaś oczami – przeszły i śmiejesz się – teraźniejszy. Takie zgrzyty czasowe zdarzają Ci się w całym opku, co powoduje lekki chaos.

 

– Znów zapomniałaś się modnie ubrać. Oj biedactwo, cały czas siedzisz tylko w tych durnych książkach. – Roxane, szturchasz siostrzyczkę dłonią z umalowanymi różowym lakierem paznokciach.

– Ciekawi mnie Wszechświat !! Nie to co was, tylko moda, uroda, sweet focie. Te wasze zasrane lajki na instagramie nic nie znaczą w prawdziwym życiu – krzyczysz na siostry w akcie obrony. Roxane wymieniacie z Isabelle ironiczne, prześmiewcze spojrzenie.

Na dodatek używasz narratora drugoosobowego, który, IMO, jest najbardziej niewdzęczny czytelniczo. A Ty dodatkowo przeskakujesz z bohatera na bohatera. Jeśli już taki rodzaj narracji, to trzymaj się jednej osoby, bo takie przeskakiwanie powoduje dodatkowy chaos. Momentami nie wiedziałam, co się właściwie dzieje i o kim w danym momencie opowiadasz. W powyższym przypadku najpierw tykasz Roxane, potem kopciuszka, a na koniec masz coś, czego w ogóle nie rozumiem.

Już raczej: Roxane szturcha cię łokciem…

 

– Panienko, wybiła 12. Czas wyjść do gości – sztuczna inteligencja sukni, informuje.

Masz też problemy z zapisem dialogów. W powyższym przykładzie albo:

– Panienko, wybiła dwunasta. Czas wyjść do gości. – Sztuczna inteligencja sukni informuje.

Albo: – Panienko, wybiła dwunasta. Czas wyjść do gości – informuje sztuczna inteligencja sukni.

Przy czym szyk przestawny nie brzmi tu najlepiej. Zajrzyj do poradnika zapisywania dialogów.

 

Liczby w tekstach literackich zapisujemy słownie.

 

– Ciekawi mnie Wszechświat !! Nie to co was, tylko moda, uroda, sweet focie.

Pomiędzy tekstem, a znakiem przestankowym nie powinno być spacji.

 

Dzień jak co dzień – wzdychasz głośno.

Kursywa to jeden ze sposobów zapisywania myśli. Tu mam jednak wątpliwości, czy to myśl. Ona pomyślała i westchnęła, czy całe to zdanie było westchnienem?

Poradnik zapisywania myśli.

 

Jeśli chodzi o historię, pomijając fakt, że trzeba ją odgrzebywać spod dziwnej narracji, to… nie zrozumiałam, kim właściwie była Lena. A ona wydaje się być w tej opowieści kluczowa.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Hej, Dzięki Serdeczne za uwagi i krytykę. ;) Właśnie o taką mi chodziło, by nauczyć się wyłapywać to czy owo. Niestety od znajomych dostaje się zwykle nic nie mówiące fajne, takie se. Hmm, z tym informuje miałem właśnie problem. Nie byłem pewny, czy zapis bez kropki i z małej litery, dotyczy kwesti wypowiedzianych przez nieludzkie byty. Teraz już będę pamiętał, że stosuje się go tak do ludzi, jak i robotów, AI itp. Co do narracji dwuosobowej, to raczej taki eksperyment, ale faktycznie może sprawiać problemy jak tak teraz patrzę. Normalnie tego nie stosuje ;p Jeszcze raz dzięki za feedback jaki dostałem Pozdrawiam, Aleksander

– Panienko, wybiła 12. Czas wyjść do gości – sztuczna inteligencja sukni, informuje.

Dziwny szyk zdania. Powinno być raczej “informuje sztuczna inteligencja sukni”. Co więcej, dostrzegam problem z zapisem dialogów – z interpunkcją i z wielkimi/ małymi literami. Tutaj możesz znaleźć kilka poradników na ten temat. Proponuję poprawić opowiadanie według nich, żeby przyszłym czytelnikom czytało się lepiej. Dodatkowo, liczebniki raczej zapisujemy słownie, szczególnie w dialogach.

 

Roxane, szturchasz siostrzyczkę dłonią z umalowanymi różowym lakierem paznokciach.

Brzmi, jakbyś mówił Roxane, że szturcha siostrę dłonią. Nie wiem, czy o to chodzi. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, o co chodzi w tej narracji.

 

Poniewierana, niedostrzegana przez podobających się tobie chłopaków.

Lepiej pasowałoby raczej “ci” niż “tobie”.

 

Ciekawi mnie Wszechświat !!

Przed wykrzynikami, znakami zapytania, przecinkami, kropkami i tak dalej nie dodajemy spacji. Dodatkowo, nie ma potrzeby dodawać dwóch wykrzykników.

 

– Ok, boomer. – Isabelle dotykasz końcówki jej kocich uszu.

Znowu brzmi to, jakbyś mówił Isabelle, że dotyka końcówki czyichś kocich uszu. Czyich również nie wiadomo, bo z tej zagmatwanej narracji absolutnie to nie wynika.

 

Narracja, którą przyjąłeś, jest męcząca. Nie wiem, o co w niej chodzi, z trudem w ogóle rozumiem tekst. Proponuję skupić się najpierw na tym, aby podszkolić warsztat, wyrobić sobie jakiś styl, a dopiero potem zacząć eksperymenty. Ten tutaj jest zupełnie nieudany i sprawia, że tekstu nie da się czytać z przyjemnością. Nie będę wymieniać każdej takiej usterki, bo musiałabym przekleić do komentarza prawie całe opowiadanie. Fabuła również zupełnie do mnie nie przemawia.

Zostaw ten żyrandol.

No cóż, Oleksie24F, przykro mi to pisać, ale Twoja wersja bajki o Kopciuszku zupełnie nie przypadła mi do gustu. Jest napisana tak chaotycznie, że nie udało mi się zorientować, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

Wykonanie pozostawia wyjątkowo wiele do życzenia – dawno nie widziałam tak źle napisanego tekstu. Niestety, nie pokusiłam się o zrobienie łapanki, bo musiałabym zająć się niemal każdym zdaniem, a przecież nie mogę napisać Twojego opowiadania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka