- Opowiadanie: chalbarczyk - Białe noce

Białe noce

Rusycyzmy w składni absolutnie celowe. Purystów językowych uprasza się o miłosierne przymknięcie oka.

 

Opowiadanie raczej nie dla tych, którzy uważają, że bolszewizm da się usprawiedliwić.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Białe noce

Panna Mania ścisnęła gorset, aż zaskrzypiało. Afinia jęknęła.

– Nie ma co luzować. Pani to się taka gruba w brzuchu zrobiła.

– No wie Mania co? Tak ordynarnie…

Afinia skończyła toaletę i przyjrzała się sobie w lustrze. No, no, całkiem ładnie. Założyła pukiel włosów za ucho, chwyciła rąbek halki i okręciła się dokoła, zupełnie jak jakiś podlotek.

Zarzuciła ciepły, szyty z grubego aksamitu płaszcz i zeszła na dół, czekać stangreta. Zmarszczyła nos. W powietrzu czuć było jakby siarką. Eee, głupstwa. Wsiadła do karety i kazała się wieźć do pałacu Michajłowskiego. Wpuszczono ją z ukłonami, poprowadzono do salonu i podano czaj. Książę jeszcze nie wrócił, ale zaraz będzie. Trochę znudzona oglądała ogromne obrazy wiszące w ciężkich, złotych ramach.

– Megalomania, cokolwiek bez gustu – mruczała do siebie lekko zniesmaczona. – O, o ten tutaj. A cóż to za bachantki?

Korpulentnym Rzymiankom w dezabilu daleko było do jakiegoś kanonu. Och, gdyby jeszcze raz mogła pokazać się światu w cudownie lekkim greckim stroju… rozmarzyła się. Zaraz jednak książę pojawił się w progu i rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.

– Pani podziwia Siemiradzkiego? – Podbiegł, schylił się i szarmancko pocałował w rękę. – Byłbym wcześniej, ale dieduszka uparł się, że musi koniecznie do soboru Kazańskiego, nad grobem kniazia Kutuzowa się modlić, jakoby zaraz siły nieprzyjacielskie na matuszkę Rossiję… Ale co tam ja plotę… pani mi wybaczy, prawda?

Łaskawie skinęła głową.

– Bogini! Pani jest wiecznie piękna.

Afinia pokraśniała. Oczywiście, jakże by inaczej!

 

Wysiadła na Newskim, bo chciała nacieszyć się trochę wielkomiejską atmosferą. Wróci do domu dorożką, a teraz przespaceruje się bulwarem. Swoją drogą, książę jest rozkosznie naiwny, ale najważniejsze, że ma odpowiednią aparycję, a i życie w stolicy jest całkiem znośne. Wprawdzie z zachodniego frontu nie słychać o żadnej spektakularnej wiktorii imperialnej armii, lecz wojna już wygasa i wszystko niedługo wróci do normy. Zresztą, jutro raut u Wereszczagina, a w przyszłym tygodniu…

– Ateno!

Nie słyszała tego imienia od tak dawna, że prawie o nim zapomniała. Nagle stanik zaczął ją niemiłosiernie uwierać i zabrakło jej tchu. Kiereński, który kiedyś nazywał się zupełnie inaczej, teraz w stroju oficera carskich dragonów, zsiadłszy z konia podszedł do niej niecierpliwie.

– Nie mamy czasu. To nadchodzi.

– To nie moja sprawa. – Odwróciła się gwałtownie, żeby odejść.

Kiereński zmiął w ustach przekleństwo i złapał ją za łokieć.

– Nie tym razem!

– Ach! Daj mi spokój!

– Papa nie wie, kto wpuścił Sullę do miasta, ale niedługo się dowie – szepnął jej do ucha i uśmiechnął złośliwie.

To prawda, poddała Ateny, ale zrobiłaby to i po raz setny, i tysięczny.

– Zresztą – syczał dalej – sprawiedliwa wojna, to twoja działka, czyż nie?

– Sprawiedliwa wojna?!

Kiereński brutalnie chwycił ją za gardło.

– Rób co do ciebie należy, a nikt nie ucierpi.

Mogłaby go zgnieść jak robaka, ale wtedy wszystko by wróciło. Kołowrót krzywdy i zemsty. Niekończąca się wendeta. Uwolniła się z uchwytu.

– Czego chcesz?

– Sprowadź z Zurychu pociąg pancerny, wiem, że wciąż to potrafisz.

– Po co?

Kiereński odkaszlnął.

– Chcę stłumić bunt w zarodku, zanim rozlezie się po całej guberni, a nie mam tylu dział. Pomożesz mi, to będziesz mogła dalej cieszyć się wielkopańskim życiem. To jak, umowa stoi?

– A co z tego ty będziesz miał?

– Och, może jakiś awans i względy jego wysokości. Wiesz, że dla nieśmiertelnej sławy zrobię wszystko.

Afinia ściągnęła brwi. A ten, czegóż się tak tłumaczy?

– No to co? Zrób dla mnie tę robótkę i więcej nie będziesz musiała niczym zaprzątać swojej ślicznej główki.

Tak, miała wciąż władzę nad machinami wojennymi. Przymknęła oczy. Wydało jej się, że znalazła się na peronie, przy którym stała pancerna lokomotywa. Widziała gładką bez złączy, grubą blachę, opasującą parowóz i wagony, czołowe reflektory, trzy osie wielkich kół. Czuła zapach smaru i węglowego pyłu. Dotknęła ręką gorącego pancerza, a maszyna zadrżała. Przyzwała do siebie stalowego potwora, a on posłusznie ruszył.

 

***

Całe miasto ogarnął szał mordu. Trupy ktoś wlókł w zatęchłe zaułki, odzierał z butów i ubrań. Dzielnice biedoty stały w ogniu, ale pożary podpełzały i pod zewnętrzne kanały, a kanonada od strony Twierdzy Pietropawłowskiej nie ustawała ani na chwilę. Bolszewicy byli już prawie wszędzie. Afinia w żołnierskiej kurtce i bryczesach, na ulubionym koniu, który był przyzwyczajony do wojennych trudów, przejechała przez pusty plac Świętego Izaaka. W śnieg zaczął już wsiąkać brud wojny.

Gdy dotarła do Admiralicji, zaprowadzono ją do gabinetu z zasłoniętymi szczelnie oknami. U sufitu zawisł czarny dym, a w pomieszczeniu czuć było tytoniowy smród. Powinna była rozpoznać go wcześniej. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Jedyna żarówka oświetlała stół z rozrzuconymi papierami.

– Ateno! Jesteś! – Kiereński był szczerze zadowolony.

– Lenin, Krupska, Trocki, Kon. – Zaczął przedstawiać ludzi wokół stołu. – Jestem ci naprawdę wdzięczny, że ściągnęłaś wszystkich.

Bez zainteresowania przesunęła po nich wzrokiem.

– Gdzie to jest?

– Na nabrzeżu, niedawno ruszyło w stronę Wyspy Wasiliewskiej. Ateno… – Z suchym trzaskiem wyłamywał palce.

– Wojna domowa wisi na włosku, a co ty robisz w tej sprawie?

– Moja droga, zostaw trudne sprawy herosom – poklepał ją protekcjonalnie po ramieniu – dopilnuj tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał, gdy będziemy zaprowadzać nowy ład.

– Jaki nowy ład?! – Zaczęła się powoli irytować.

– Hm, to jest… – przygryzł wargę – oczywiście, że zaprowadzimy wreszcie porządek!

 

***

– Głupcy – syczała przez zęby – ludzie nigdy się nie zmienią!

Chwyciła mosina. Broni nie trzymała od wieków, ale karabin od razu przylgnął do ręki, jakby tylko na nią czekał. Podniosła do oka, wycelowała, nacisnęła spust, poczuła uderzenie odrzutu. Załadowała jeszcze raz. Wyjrzała.

Plac przed Pałacem Zimowym od strony Newy powoli zasnuwał się czarną, ciężką mgłą, która wypluwała ruchliwe oddziały bolszewików. Pojawiali się znienacka i biegli nie schylając głów w stronę wschodniego wejścia. Ściana otchłani postępowała za nimi.

Chaos.

Rozsiewał woń siarki i zniszczenia. Żywił się nienawiścią i rzezią. Krwią i charczeniem umierających. Nigdy nie do nasycenia. A teraz jest tutaj.

Ogień karabinowy potężniał, to znów słabł. Bolszewicy wciąż nie przypuszczali szturmu, ale to tylko kwestia czasu. Na razie pułki strzelecki i piechoty pod jej rozkazami zajęły gmach Sztabu Głównego i pałac. Ale na jak długo? Jeśli czerwonym uda się wywiesić tu swoją flagę, to skończy się carat i świat jej żołnierzy się rozpadnie. Strzelcy ustawili w oknach karabiny, ściągnęli worki z piaskiem i skrzynie z amunicją. Z drugiego piętra mogli ogniem kontrolować plac. Bolszewicy podsunęli się na skraj czarnej mgły, skąd mieli wykonać atak. Komendant krzyknął: batalion wpieriod! i ruszyło ich mrowie do ofensywy.

Afinia zakomenderowała:

– Strzelać prosto salwami!

Nieprzyjaciel pod ogniem zawahał się i cofnął na chwilę, a sformowawszy szyki, zaczął na nowo nacierać.

Wiedziała, że na razie są w dobrym położeniu, bo mają osłonę, lecz gdy wróg wedrze się do środka, czeka ich zażarta walka na bagnety.

Rozgrzmiała bolszewicka artyleria.

Strzelcy odpierali natarcia. Jedno, drugie, trzecie…

– Nie utrzymamy się!

To jeden z podchorążych roty broniącej południowego skrzydła.

– Zaczepność bolszewików rośnie i wciąż pojawiają się następni i następni!

Nie mogła nic na to poradzić. Tak to już jest z chaosem.

– Słuchajcie uważnie, będziemy bronić wejść jak długo się da. Musimy utrzymać centralne punkty. W tym czasie powinny nadciągnąć dwie syberyjskie brygady artyleryjskie i Kiereński ze swoimi ludźmi.

– Tak jest!

Ale w końcu bolszewicy przedarli się.

 

Stare stanowiska zostały całkowicie zrujnowane, a nieprzyjaciel podchodził coraz bliżej. Wycofała się ze swoimi rotami do kolejnych, bardziej wewnętrznych pomieszczeń. Zabarykadowali drzwi, wybili okna i zamontowali karabiny maszynowe. Gorączkowo uszczelniali otwory w szybach, byle zdążyć.

Mimo to ciemna maź przez szpary zaczęła niespiesznie wlewać się do sali. Pokrywała podłogową mozaikę, zakrywając jej delikatny deseń. Potem lepkie macki chaosu rozpoczęły powolną wspinaczkę na czarne kolumny o złotych akantowych kapitelach i podnosiły się coraz wyżej. Mrok znalazł nawet nieszczelności w gładko wypolerowanych sarkofagach egipskich faraonów, wpełzał do środka i tam zamieniał się w trupi odmęt.

Podniosła karabin, a białogwardziści za nią stali nieruchomo. Czekała.

Wreszcie odrzwia wypadły i oba skrzydła prowadzących do sali egipskiej wrót, zwaliły się z hukiem.

Była przyzwyczajona do widoku jątrzących się śmiertelnych cięć. Była przyzwyczajona do smrodu palących się ciał. Wojna, nawet sprawiedliwa, jakimże jest barbarzyństwem! Nie pozostawia nikogo bez ran, a wewnątrz duszy każdego, bez względu na to, po której stoi stronie, na zawsze zagnieżdża się cień.

Zdrada jednak – do niej nie mogła przywyknąć.

– Opór nie ma sensu, poddaj się Ateno.

Wśród czarnych oparów wkroczyli bolszewicy, a na ich czele szedł Kiereński. Jego też już dawno pochłonął chaos.

Afinia nie opuszczając broni podeszła bliżej.

– Nie mam mocy wróżbiarskiej i nie wiem, co będzie.

Jeszcze dwa kroki.

– Bronię tylko mieszkańców przed uzurpatorami i niesprawiedliwością. A to miasto jest moje!

– Wiem, że nie pokonam ciebie w bezpośredniej walce – Kiereński mlasnął w rozdrażnieniu – ale gdy my tu będziemy wymieniać między sobą nic nie znaczące razy, jak myślisz, ile czasu wytrzymają twoi żołnierze? I nieśmiertelność ma swoją cenę.

Miał rację. Obrońców było za mało.

O Mojry! Czy mój gniew rozbije waszą obojętność? Jak długo będziecie oglądać szklanymi oczami bezowocne wysiłki ludzi i bogów? Czy pozwolicie barbarzyńskim hordom zawładnąć miastem? Dlaczego ciągle milczycie?!

 

***

 

Bili się o każde schody i każdy filar. Omdlewali z wyczerpania. Jeśli kogoś owionął dym, nie było ratunku. Tracił zmysły i wił się w konwulsjach na ziemi. Próbowali go wtedy ratować, ale uciekał wewnątrz siebie, wywracając białka oczu.

– Prędzej! Na Boga, prędzej!

To łącznik.

– Wzięli jego wysokość na zakładnika! O Boże!

– Gdzie?

– Na piętrze w północnym skrzydle!

Afinia już w biegu odrzuciła broń i odpinała pas z ładownicami. Podchorąży został w tyle, a ona biegła przez niekończącą się amfiladę sal. Gdy później zastanawiała się nad tym, na co wtedy liczyła, nie umiała sobie przypomnieć.

W końcu ich jednak znalazła. Kiereński trzymał cara na muszce. Nawet gdyby chwyciła karabin zabitego żołnierza i wycelowała, albo nawet nakazała broni samej strzelać, nie zdąży. W tej chwili z bocznych drzwi wypadli dowódca straży osobistej imperatora generał Kobylański i jej adiutant. Widocznie reszta gwardii była wciąż związana przy wejściu albo też już zginęła. Przerażenie odmalowało im się na twarzy, podnieśli broń, ale nie odważyli oddać strzału. Kiereński nawet się nie ruszył. Jeden z czerwonoarmiejców podszedł i wymierzył dwa ciosy kolbą. Wasia upadł, a w jego otwartych oczach odbiła się czerwienią kałuża krwi.

 

– Żołnierze! – mówiła zaledwie wczoraj.

Pułki strzelców, piechoty, artyleryjskie i kozackie, wciąż wierne Mikołajowi II, zebrała na placu Znamieńskim, aby przejąć dowództwo. Jeszcze raz poprowadzi wojska ku zwycięstwu, jeszcze raz ocali ład tego świata. Tak jak wtedy, gdy wyprowadziła dziesięciotysięczną armię z miasta na pola Maratonu. Nie wygra się jednak wojny, jeśli nie zawładnie sercami wojowników i nie wleje w nie męstwa. Panować nad maszynami wojennymi mogą i bogowie, ale panować nad duszami żołnierzy może jedynie prawdziwy wódz, taki, który na końcu, w ostatnim momencie, poświęci siebie.

– Żołnierze… Nasze miasto jest bramą naszej ojczyzny! Gdy siły nieprzyjaciele przekroczą jego próg, cały kraj będzie wił się w konwulsji, umierając wioska po wiosce, ulica po ulicy. Wiem, że posyłam was na bratobójczą walkę, wiem, że nikt mi tego nie wybaczy!

Pułki poczęły falować, a zaraz też podniósł się rwetes. Książę w pierwszym rzędzie, dowodzący grenadierami, właśnie ją rozpoznał i jęknął w osłupieniu:

– Afinia!

Posłała mu smutny uśmiech, ostatni, i krzyknęła:

– Do broni!

Przywołała do siebie armaty i haubice, a te posłusznie wtoczyły się na plac. Żołnierze karnie formowali szyki, a ona przejechała stępa przed generalicją, chcąc ocenić, czy zostaną przy jej boku.

– Bolszewików jest coraz więcej i wciąż dołączają nowi. Robotnicy z zakładów metalurgicznych wspierają rewolucję, tylko patrzeć, jak całe miasto pochłonie czerwona zaraza. – Generał major Surkow pochmurnie spojrzał na swój pułk. – Obawiam się, że jest nas zbyt mało…

– Generale, jeśli nie chcemy wszyscy skończyć rozstrzelani przez schlaną swołocz w jakiejś piwnicy, to musimy walczyć do końca.

Vice-gubernator Apollon Konisskij sprawdził swój nagant i zawahał się. Czy zdąży jeszcze pożegnać się z żoną?

– Ocalenie jego wysokości jest dla nas pierwszym i najważniejszym zadaniem!

Generał lejtnant Michaił Buckowskoj, który całe swoje życie oddał idei samodzierżawia, miał tylko jeden cel. Umrzeć za cara.

Afinia skinęła im głową, uderzyła konia piętami i miała ruszać, aby zająć stanowiska w pałacu, ale podbiegł do niej młody chłopak w mundurze pułku prieobrażeńskiego i przytrzymał za strzemię.

Wasze błagorodie, pozwólcie mi, ja stanę waszym adiutantem. Wszyscy od nas przeszli na stronę bolszewików. Ja…

Miał płowe włosy, niewinne oczy i czerwone usta, które pewnie nigdy jeszcze nie całowały dziewczyny. Pochyliła się i leciutko dotknęła palcami jego policzka.

– A ty, dlaczego zostałeś?

Chłopak się zaczerwienił.

– Mama mówiła, aby nigdy wiary prawosławnej nie zdradzić, to ja nie zdradzę…

– Jak ci na imię?

– Wasia. To znaczy Wasilij, ale mówcie do mnie Wasia.

– Nie boisz się śmierci?

Chłopak posmutniał.

– Boję.

***

 

Pękały głośno okienne szyby i wlewał się przez nie chaos. Zaraz za nim na parapety wskakiwali rewolucjoniści i zapełniali korytarze pałacu, rozbiegając się we wszystkie strony, jak bezmyślne robactwo. Zdejmowała żołdaków mroku jednego po drugim, ale było ich zbyt wielu. Spychali obrońców, zostawiając im coraz to mniejsze pole manewru. Już wcześniej przyszły meldunki o wzięciu przez bolszewików arsenału i wypuszczeniu więźniów z Twierdzy Piertopawłowskiej. Żaden z nielicznych oddziałów broniących budynków rządowych nie miał szans na jakikolwiek kontratak. Wycofywała się, a jej gwardziści, którzy bez przerw walczyli na bagnety, coraz bardziej słabli.

Mogłaby zbudować barykady i walczyć do ostatniego żołnierza. Mogłaby poświęcić cywili, kilkunastoletnich chłopców i dziewczęta i posłać ich na pewną śmierć, aby swoją masą zalali bolszewickie stanowiska… mogłaby…

Wydała rozkaz i zarządziła opuszczenie miasta.

Ostrożnie oparła karabin o ścianę i długo patrzyła za odchodzącymi strzelcami. Potem ruszyła labiryntem sal, które ze swym kamiennym chłodem stały się grobowcami dla walczących. Kiereński na nią czekał. Czyżby zdążył ją poznać przez te wszystkie lata? Zrozumiał, dlaczego otworzyła wrogom bramy Aten? Czarna mgła zmieszana z tytoniowym dymem wciąż unosiła się pod sufitem.

Odwróciła się po raz ostatni. Z lufą przy skroni Mikołaj podpisywał abdykację. Ręka mu się trzęsła, więc przytrzymał ją i przycisnął do papieru, na który wypłynął kleks atramentu. Pogodny, zielony marmur pokoju z zegarem zawsze już będzie kojarzył jej się z chaosem.

 

***

Miała teraz na sobie kurtkę jeneralską, a włosy chowała pod żołnierską czapką. Już dawno zostawiła Petersburg za sobą, który powoli zaczął zacierać się jej w pamięci. Czasami tylko pojawiał się pod powiekami, gdy mrużyła oczy od słońca, ze swoim bladozłotym przejrzystym powietrzem, greckimi kolumnami pałaców i głęboko granatowymi wodami Newy.

Spojrzała za siebie z wysokości siodła. Biała Armia wycofywała się wraz z taborami i rannymi na Krym. Tam może uda się przez jakiś czas utrzymać przyczółki, a potem czeka wszystkich ostateczna ewakuacja. Jak to się skończy? Wezwała wcześniej francuskie i amerykańskie statki, które jakby niechętnie ustawiły się w konwój, a teraz przemierzały wody Morza Czarnego w kierunku Sewastopola. Mogła mieć tylko nadzieję, że zdążą.

Z pułku ułanów oderwał się jeden jeździec. Poznała go, żołnierze mówili o nim z szacunkiem „biały orzeł”.

– Generał lejtnant Piotr Nikołajewicz Wrangel – przedstawił się – wasza wielmożność, czekamy na pani rozkazy.

– Proszę mi mówić po prostu: Ateno.

Koniec

Komentarze

Podoba mi się kreacja głównej bohaterki i klimat rewolucji z tej drugiej, nieco mniej powszechnie znanej perspektywy białogwardzistów. Bardzo duży plus za dobranie trafnej lekko rusycyzującej stylizacji, która jest takim przyjemnym smaczkiem smiley

oidrin

Cieszę się, że bohaterka wzbudziła sympatię, miło mi to słyszeć. Dzięki za odwiedziny!

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Obrazowo napisane, opisy są plastyczne, miałam wrażenie, jakbym znalazła się na polu bitwy. Ciekawa postać bohaterki na tle rewolucji. Myślę, że można zrozumieć tę historię nawet bez dokładniej znajomości realiów, uważam to za plus. Podobała mi się dynamiczna akcja i powiązanie Ateny z realiami opisanej epoki, co było trudnym zadaniem.

ANDO

Podobała mi się dynamiczna akcja

Uff, całe szczęście, bo obawiałam się najbardziej tego, że akcja będzie się wlec.

 

Dziękuję czytelnikom za przeczytanie oraz piękny relief. Atena w cudownie lekkim greckim stroju…

 

Bardzo mi się spodobała Twoja opowieść :). Nie przepadam za klimatami wschodnimi i byłam dość sceptyczna, ale tak jak w Biełce tak i tu się wciągnęłam. Poprzez odpowiedni dobór słów oddałaś atmosferę miejsca. Główna bohaterka jest wielobarwna. Potrafi być zarówno damą cieszącą się wystawnym życiem, jak i boginią, która chwyta za broń i broni tego w co wierzy. Do tego szanuje ludzkie życie. Fajny pomysł z panowaniem nad bronią (nie wiem czy to autorski, czy wzięty z mitologii, choć nie pamiętam bym się z tym spotkała kiedyś). Idę kliknąć:)

Monique.M

Nie przepadam za klimatami wschodnimi

Tym bardziej się cieszę, że opowiadanie się obroniło. Panowanie Ateny nad bronią to mój pomysł.

Dzięki za klika!

Ok, przyznaje, że czuję się lekko (miło) zaskoczona :) Bo jak początek zachęcił mnie do czytania, to gdy dotarłam do pierwszych opisów walki, stwierdziłam, że chyba powinnam wycofać się rakiem i to raczej moja wina, bo ich nie lubię. Zwykle wloką się one nie miłosiernie, każdy element strategii musi zostać opisany itp. Zostałam jednak, bo nie wypada tak przerywać czytania i dobrze, bo nic z tego, co wcześniej wymieniłam, nie zostało tu zastosowane. Dzięki temu akcja się nie dłuży, a opisy są bardzo… obrazowe. Mam więc trochę tak jak ANDO, że gdzieś tam stoję w tłumie i patrzę na bitwę.

kasjopejatales

Dzięki temu akcja się nie dłuży,

Uff, kamień z serca :)

Dzięki za przeczytanie do końca!

Dobrze się czyta, nawet się nie pogubiłam w scenach batalistycznych. Fajny pomysł na Atenę. Zastanawiam się tylko jak się to opko ma do faktów historycznych. Wydaje mi się, że atak na Pałac Zimowy nie do końca tak wyglądał.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irka_Luz

laugh

Hm, skoro tylko zwycięzcy piszą historię, to nie możemy być do końca pewni, że atak na Pałac Zimowy tak nie wyglądał. Łatwość zdobycia pałacu, o której bolszewicy się rozpisują, jest podejrzana :)

Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam!

Bardzo mi się podobało Twoje opowiadanie! Dziękuję. 

Uff, całe szczęście, bo obawiałam się najbardziej tego, że akcja będzie się wlec.

Spokojnie, nic z tych rzeczy. Akcja płynie świetnie, lubię takie opisy bitwy, barwne i działające na wyobraźnie. Przeczytałam sobie Twoje opowiadanie na głos, pięknie mi wszystko wybrzmiało.

Atena budzi sympatię, a biedny Wasia… :( To taka dobra, smutna scena. 

Kiereński zmiął w ustach przekleństwo i złapał ją za łokieć.

A nie “zmełł”?

– Bronię tylko mieszańców przed uzurpatorami i niesprawiedliwością

Literóweczka: “mieszkańców”.

Poprawności realiów historycznych nie jestem w stanie ocenić, rusycyzmów też nie za bardzo, ale jak na moje skromne wyczucie – stylizacja języka jest dobra i konsekwentna. Podoba mi się połączenie postaci i realiów, w ogóle sama kreacja Ateny zrobiła na mnie wrażenie. Czytało się płynnie, bitwa opisana obrazowo. Miałam trochę problem z tymi wszystkimi imionami i nazwiskami, trochę się pogubiłam wśród postaci drugoplanowych, ale nie przeszkadzało to w czytaniu. Podobało mnie się, krótko mówiąc :)

 

EDIT: O, widzę, że opko zebrało cztery kliki. Z przyjemnością dołożę ostatniego.

Koimeoda

Przeczytałam sobie Twoje opowiadanie na głos

Ooo! Jestem zaszczycona, nie pomyślałabym, że nadaje się do czytania na głos! Dzięki :)

 

Silva

O, jest zgrabny link do “zmełł”. Muszę się zastanowić, co on zrobił z przekleństwem.

trochę się pogubiłam wśród postaci drugoplanowych

Aj, tego nie przewidziałam!

Dziękuję czytelnikom za przychylne czytanie!

Mnie ci Rosjanie zawsze się mylą ;)

laugh

 

Ooo! Jestem zaszczycona, nie pomyślałabym, że nadaje się do czytania na głos! Dzięki :)

Jakoś mi się zachciało :D Szczerze mówiąc nie robię tego często, ale jak mam warunki i czytam opowiadanie w samotności, to fajnie odstawić sobie taki mini teatr i ożywić postacie mitologiczne. No, oczywiście nie wszystkie mam ochotę zapraszać do domu haha ale Twoja Atena to dobra babeczka! :) 

 

Strasznie mi miło!!!

Bardzo dobrze napisany tekst. 

Podoba mi się stylizacja – nieznaczna, niespecjalnie rzucająca się w oczy. To dobre posunięcie, bo podbija klimat i autentyczność, a jednocześnie znawcy nie mogą się czepiać, że coś im zgrzyta, że rusycyzmy nie takie, i tym podobnie. 

Ogólnie fajne to jest na poziomie językowym; dialogi żywe, a momenty bitewne opisane sugestywnie, bez wpadania w suchą, przeładowaną szczegółami sprawozdawczość, ani w zbytnią, egzaltowaną emocjonalność. Dobra robota! 

Fabularnie prosto, ale wydaje mi się, ze udało Ci się wyciągnąć całkiem sporo z typowej, wielokrotnie odgrywanej koncepcji – postaci mitologicznej w innych realiach. Atena pozostaje Ateną, jej dążenie do przeciwstawienia się chaosowi i zachowania choć odrobiny sprawiedliwości w wojnie, do balansu między odwagą i poświęceniem, a mnożeniem niepotrzebnych ofiar, ładnie wybrzmiewa w tych konkretnych, historycznych realiach. 

Jasne, wolałbym tu złożoną, nieprzewidywalną historię, może też jakieś wyjaśnienia dotyczące samej istoty założeń tego świata – co i dlaczego robią greccy bogowie robią tak daleko, czasowo i przestrzennie, od swojego podwórka. Ale wiem, że w założonej formie coś takiego byłoby trudne do osiągnięcia. 

I nawet kręcąc nosem na prostotę fabuły, nie mogę nie docenić wprawy językowej. Z pewnością jestem zadowolony z lektury :-) 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

thargone

Dziękuję za przychylną lekturę. Celowo opuściłam wyjaśnienia i dwadzieścia wieków z życia bohaterki, bo nie wydarzyło się tam nic ciekawego :)

Największym moim zmartwiem były opisy bitew. “Czy nie za monotonne?” “Czy nie za statyczne?” – tego typu rozterki.

Więc poczytuję sobie za skromny sukces, że dało się je przeczytać.

I ja pozdrawiam!

Ładna stylizacja, czuć rosyjskość tekstu – nasuwają się skojarzenia z dziewiętnastowiecznymi pisarzami rosyjskimi.

Początkowa Atena mniej mi się podobała – zachowywała się jak trzpiotka: jakieś spotkanka (randki nieomal), przejmowanie figurą i gorsetem (czy boginie tyją?)… To przecież bogini mądrości była, a nie jakaś podfruwajka. Ale później wróciła do starej dobrej siebie.

Dlaczego powinna rozpoznać zapach tytoniu? To przecież zielsko nie z jej czasów.

batalion w pieriod!

Wpieriod łącznie.

– Prędzej! Na Boga, prędzej!

Dziwnie wygląda monoteistyczny Bóg zaplątany w walkę Ateny z bolszewikami.

Babska logika rządzi!

Finkla – dzięki za ortografię!

Atena w Petersburgu chce zapomnieć o wojnie, bawi się i flirtuje, ale ta ucieczka jej się nie uda.

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam!

Nowa Fantastyka