- Opowiadanie: CM - Że będzie kolorowo

Że będzie kolorowo

“Ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją, lecz starzeją się, bo się przestają bawić” – Mark Twain.

 

Ogromne podziękowania dla MaSkrola za pomoc przy pracy nad doskonaleniem tego niewątpliwego arcydzieła. :)

 

Małe wspomagacze dla tych, którym nie chce się za mocno pracować wyobraźnią.

Tylko nie pchać mnie się w linki przed dotarciem do oznaczeń!

Szanujemy pracę i wysiłek autora! ;-)

 

(1) – Podstawiamy chór za publikę. Reszta z grubsza się zgadza. ;)

https://www.youtube.com/watch?v=U5HAEzEk8QM

 

(2) – W pachnących myślach niesfornego Edwarda:

https://www.youtube.com/watch?v=ayIf2itL6e0

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Że będzie kolorowo

Helena Żakiet poprawiła kwiaty na grobie męża. Jej wściekłe spojrzenie mogłoby spalić pół kamienicy. Zachciało się nowoczesnych pogrzebów! Keybord zamiast organów, rodzina nucąca “Windą do nieba”…

Mogli jeszcze sprzedawać bilety!

Usiadła na ławce, poprawiając żałobny kapelusz. Nawet trumna “skromnego sługi” przeszła zupełnie bez echa. Żeby ostatnią drogę zamienić w radosny marsz. Co ludzie powiedzą?!

 

*

 

Helena zmierzała w kierunku plebanii, oczyszczając miasto sprawniej niż gradobicie. Pani Żakiet miała rzadki dar przypominania ludziom o sprawach, które akurat w tej chwili koniecznie należało załatwić. Okrążyła budynek, a gdy już każdy skłonił się jej z należytym szacunkiem, ruszyła do kancelarii.

Wewnątrz panowała grobowa cisza. Wdowa zastukała z wyczuciem i weszła, nie czekając na zaproszenie. Stare drzwi zaskrzypiały głośno „co łaska”.

Pani Żakiet rozejrzała się pozwalając, by cała jej godność wypełniła wnętrze pokoju. Zaraz też utkwiła w ścianach spojrzenie pełne pogardy. Ich pierwotną biel zdawał się pamiętać jedynie kurz leżący od lat za regałem.

Że im nie wstyd…

Spojrzała na brudną podłogę, uniosła wzrok nad tandetne biurko i zamarła.

W fotelu siedział sam proboszcz Wygódka.

– Szczęść Boże, pani Żakiet. – Duchowny wskazał dłonią na krzesło przed biurkiem. – Pani Krysia jest na urlopie – dodał.

Helena zrobiła krok naprzód, czując, jak odwaga wystawia ją do wiatru.

– Proszę, proszę – powtórzył proboszcz, prezentując na twarzy średnio udany związek grymasu z uśmiechem.

Pani Żakiet spojrzała na krzesło, stwierdzając konflikt z helenową normą czystości. Wyjęła chusteczkę, drugą, później jeszcze dwie i wreszcie usadowiła swą szacowną osobę.

Krzesło pisnęło żałośnie, jakby rozważało, czy nie lepiej zwyczajnie się rozpaść. Proboszcz wyciągnął się w fotelu i utkwił wzrok w zmieszanej rozmówczyni. Pani Żakiet była dla parafii niczym porcja groszku w obiedzie. Nielubiana, ale potrzebna.

Zwłaszcza kościelnym finansom.

– Jak się pani trzyma po śmierci męża? – zapytał duchowny. Jak na sygnał rysy jego twarzy ułożyły się w dziesięć oblicz współczucia.

– Trzeba żyć dalej. Ale mój biedny Edzio…* Jak on tam sobie beze mnie poradzi? – Helena westchnęła teatralnie i sięgnęła do rezerw pewności siebie. – Muszę przyznać, że pogrzeb znajduję jako dość… ekhem**… nowatorski***.

* Zabawne, że podobnie nazywało go całe miasto. Biedny Edzio…

** Mowa chrząkana jest najbardziej uniwersalnym językiem świata. Zależnie od sytuacji to samo „ekhem…” może znaczyć: „czy wyście zwariowali?!”, „ustąp miejsca, gówniarzu!” czy „chyba nie myślisz, że pójdziesz w tym wstrętnym berecie?”.

*** Synonim: żałosny! bulwersujący!

Proboszcz milczał jakiś czas, gimnastykując zwoje myślowe. Ludzie sądzą, że największą mękę kapłana stanowi celibat.

Mylą się.

Największą męką kapłana jest bezwzględny szlaban na kłamstwa.

Po latach posługi proboszcz w naginaniu prawdy osiąga zwykle sprawność jogina.

– W nowoczesnym świecie coraz trudniej o wiernych – zaczął, śledząc reakcję Heleny. – Kościół musi im wyjść naprzeciw.

– Ludzie wiwatowali!

– Wielka jest łaska Pana. – A jeszcze większa faktura za dzwony, dodał w myślach. – Czyż zawitanie do jego domu nie stanowi powodu do radości?

Szach i mat – pomyślał, tłumiąc uśmiech.

– Jak ten biedny Edzio się tam odnajdzie? – Helena wywiesiła białą flagę. – Żebym choć mogła go przygotować. Dać ostatnie rady…

– Myślę, że mógłbym pomóc. – Wygódka zawahał się. Nie powinien. Wiedział, że nie powinien. Czasem jednak i świętego skusi diabeł. – Słyszała pani o „wdowiej zakrystii?”.

 

*

 

Daleko za kościołem stał samotny barak. Helena Żakiet w szpilkach i czarnej garsonce pasowała do niego jak lakierki do dresu.

– Co ludzie powiedzą? – mruknęła pod nosem i pomyślała o Edziu, tej niezdarnej fujarze, o którą troszczyła się nawet po pogrzebie.

Rozejrzała się i wślizgnęła do środka. Słabe światło padało na tę część baraku, w której czekały już inne wdowy. Na ich obliczach malowały się frywolne uśmiechy, które na skali pani Żakiet zajmowały pozycję „tobie, kochana, już nie przystoi”.

Helena ustawiła się w trzecim rzędzie, czekając na rozwój wydarzeń. Jeśli dobrze zrozumiała, „wdowia zakrystia” stanowiła chór wdów, które poprzez rytuał ściągały mężów z zaświatów. Szczegóły miała poznać na miejscu, choć skrywany śmiech proboszcza budził pewne wątpliwości.

Zapadła cisza. Po chwili wybrzmiały ciche stuknięcia i nagle wnętrze baraku wypełniło wycie, jakby syrenę policyjną wymieszano z dzikim alarmem.

Nogi pani Żakiet zgłosiły gotowość do ucieczki. Wdowy pozostały jednak na swoich miejscach. Więcej! Na ich twarzach dostrzegła ślady podniecenia, którego – nie miała wątpliwości – powinny się głęboko wstydzić.

Co ja tu robię, myślała Helena, tymczasem do wycia dołączył miarowy huk.

ŁUP! ŁUP! ŁUP!

Łomot niósł się po baraku, a brzmiał jak sąsiad katujący dywan w asyście bandy wściekłych robotników.

ŁUP! ŁUP! ŁUP!

– Co to, u licha, jest?! Piekło?! – zapytała Helena, bezgłośnie ruszając ustami*.

* Wprawny wierzący potrafi przegadać mszę, nie wypowiadając jednego słowa.

– Lepiej! – odparła pani Gienia z euforią, jakiej nie zapewnia najmocniejsza nalewka.

I wtedy pani Żakiet usłyszała to:

 

CHÓR „WDOWIA ZAKRYSTIA”:

Du…!(1)

Du hast…!

Du hast mich…!

 

Głośne wdowie wycie przypuściło szturm na bębenki Heleny.

 

CHÓR „WDOWIA ZAKRYSTIA”:

Du…!

Du hast…!

Du hast mich…!

 

Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. To nieprawda. Nieszczęścia zbierają się w grupy, a gdy powstanie armia, szturmują samotne chwile beztroski.

Helena tkwiła w obskurnym baraku.

Obok szalały wesołe wdowy.

Wnętrze wypełniał piekielny łomot.

A najgorsze, że zaczynało jej się podobać!

ŁUP! ŁUP! ŁUP!

Ziemia drżała pod stopami pani Żakiet. Jej ciało jakby lekko się unosiło. Z pewnością przez wstrząsy. Niepodobna sądzić, by osoba jej pokroju podskakiwała do jakiegoś jazgotu.

Obok wesołe wdowy kiwały energicznie głowami, testując moc lakieru do włosów. Helena również kiwała. Wyłącznie w celu masażu karku!

 

KSIĄDZ PEDRO:

Willst du bis der Tod euch scheidet,

treu ihr sein für alle Tage?*

 

CHÓR „WDOWIA ZAKRYSTIA”:

Jaaaaaa…

 

„?”:

NEIN!

 

CHÓR „WDOWIA ZAKRYSTIA”:

Jaaaaaa…

 

„?”:

NEIN!

 

*Czy chcesz, póki śmierć was nie rozłączy,

być jej wierny przez wszystkie dni?

 

„NEIN!” brzmiało obco. Dźwięk był jakby krzykiem z otchłani piekieł otulonym nutą chrypy bełtowej*.

* Znana fanom egzotycznych trunków.

Helena wytężyła słuch. Nie był to głos księdza ani żadnej z wdów. Nawet Tadzisiowa, która pochowała trzech mężów, nie krzywdziła tak uszu swoim zawodzeniem.

Głos należał do… zmarłych. Z mroku wyłoniła się biała poświata, w której pani Żakiet rozpoznała grubego Gwozdka, człowieka o ogładzie źdźbła trawy.

Drugi był trzeci mąż Tadzisiowej, mruk o czterech zębach i jednej parze spodni. Obie sylwetki zniknęły zaraz, wciągnięte przez jakąś rurę.

 

KSIĄDZ PEDRO:

Willst du bis der Tod euch scheidet,

treu ihr sein für alle Tage?

 

CHÓR „WDOWIA ZAKRYSTIA”:

Jaaaaaa…

 

„?”:

NEIN!

 

CHÓR „WDOWIA ZAKRYSTIA”:

Jaaaaaa…

 

„?”:

nein

 

Nieśmiały głos z ledwością przebił się przez łomot, który, jak się zdawało, nazywali tu muzyką.

Edzio, pierdoła saska, domyśliła się pani Żakiet. Muzyka ucichła. Dziesiątki spojrzeń utkwiły w twarzy Heleny. Na zdobiącym ją wściekłym rumieńcu można by smażyć kotlety.

– Najmocniej przepraszam. – Pani Żakiet skryła twarz w dłoniach. – Edzio zawsze był trochę… ciapowaty.

– Nie ma zmartwienia – odparł ksiądz Pedro, odciągając Helenę na bok. – No, koniec tego hałasowania. – Przemknął wzrokiem po zdyszanych wdowach.

Odpowiedział mu smętny pomruk osób, które ciszę znały lepiej niż klub głuchoniemych.

Pani Żakiet schyliła się po kapelusz, szukając przy okazji resztek godności.

– I jak? Zdziera papę z dachu? – zapytał młody duchowny. Uśmiech zdawał się być przytwierdzony do jego twarzy skuteczniej niż gołąb do pomnika.

– Osobliwy rytuał – zauważyła Helena, wachlując się kapeluszem. – Jak on właściwie działa?

– Prosta sprawa. – Ksiądz zapalił światło. – Wciągamy miglanca specjalną maszyną*, nabijamy w butelkę, dusza się skrapla i powstaje wino mszalne.

* Zwaną gdzieniegdzie odkurzaczem.

Pani Żakiet zastygła w bezruchu czekając, aż jej zwoje mózgowe odnajdą drogę do krainy absurdu.

– W jaki sposób dochodzi do kontaktu? – zapytała, wcale niepewna, czy chce znać odpowiedź.

– Przez chuch proboszcza – wyszczerzył się ksiądz Pedro.

– Jak?!

Zwoje mózgowe Heleny zwinęły się w precla.

– Na ugadanej mszy proboszcz dziabnie duszę z kielicha i…

– Czy… wypicie mojego męża jest konieczne?!

– Must be. Proboszcz to taki pomost między niebem, a światem doczesnym.

Pani Żakiet sapnęła ciężko. W środku przypominała czajnik.

– Będę mogła z Edziem porozmawiać? Na pewno ma mi wiele do powiedzenia. Ksiądz rozumie?

Duchowny skinął głową. Rozumiał. Rozumiał znacznie lepiej niż Helena Żakiet. I właśnie dlatego nigdy nie dopuszczano zmarłych do głosu.

– To… niewskazane. – Ksiądz zatańczył na granicy prawdy. – Ale poklacha pani z mężem poprzez proboszcza. Na pewno panią przyjmie.

A jaki będzie szczęśliwy!

Obok księdza zjawił się młody chłopak. Jego twarz wyrażała szczególny rodzaj zmieszania, który można było odczytać jako: „tak się kończą głupie eksperymenty”.

– To Łukasz, ministrant. – Pedro przedstawił pryszczatego chłystka. – Przy „rytuale” – puścił oko – grywa na wiośle.

– Pogratulować talentu – odparła pani Żakiet, wspinając się na wyżyny taktu.

– No jak, wszystko ok? – Ksiądz spojrzał na ministranta.

– Pan Edward… – Chłopak ściszył głos. – On… Nie do końca stał się winem.

Słowa wyleciały z takim bólem, jakby każde z nich było zrobione z pumeksu.

Twarz pani Żakiet zamieniła się w domowe wypieki.

– Szampan, co? – Duchowny nie tracił rezonu.

– Gorzej. – Ministrant uciekł wzrokiem w kierunku sufitu.

– Likier kawowy?

Chłopak pokręcił głową.

– Aromat do ciast – wydusił w męczarniach.

Ekhem...*

* Za jakie grzechy?!

Ksiądz odprawił ministranta ruchem dłoni.

– Spoko wodza, pani Żakiet – powiedział z pobłażliwym uśmiechem. – Mieliśmy tu kiedyś wdowę, która ściągnęła alkoholika. To dopiero było!

– Zmienił się w spirytus? – Świat Heleny zaczynał wirować.

– Gdzie tam spirytus. W chlor! Dopiero proboszcz się zdziwił.

– Co teraz będzie z moim mężem?

– Cóż… Nasza gosposia upiecze ciasto. Zapraszam w niedzielę po mszy.

 

*

 

Wnętrze Heleny Żakiet było wulkanem w stanie erupcji.

– Tak… Tak – potakiwała do słuchawki. – Tak… Jak to uciekł?!

 

*

 

Fioletowy obłok sunął radośnie po bezchmurnym niebie. Wolność! Ale jak to właściwie rozumieć? Za życia był to słój ogórków kiszonych jako bilet do chwili samotności.

Obniżył tor lotu.

„Saska pierdoła”. „Niezdarna fujara”. Bywały takie chwile, gdy nawet Edzio, człowiek o brawurze ciastkowego ludzika, pragnął odrobiny szaleństwa.

Tylko co może zrobić zapach do ciast? Co może…

Minął cukiernię.

Aha.

Nikt tutaj nie zna głodu… (2) – rozbrzmiało w pachnących myślach.

 

*

 

Przegląd prasy:

 

Lukrowe wieści: Fioletowa chmura nad Cukropolis!

 

Wiem najlepiej: Czy grozi nam słodka zagłada?

 

Też prawda: Oblężenie cukierni trwa!

 

Głos Kisielinia: Jak walczyć z łaknieniem?

 

Ploty i głupoty: Pączkowa obsesja!

 

Lukrofit: Sport w dobie chmury. Jak nie zostać baryłą?

 

Miesięcznik medyka: Sto metod zmniejszania żołądka!

 

Tętno biznesu: „Fotel biurowy dla puszystych: kredyt czy leasing?

 

*

 

Jej Dostojność Helena Żakiet majestatycznym krokiem maszerowała przez miasto. Skaranie boskie z tym chłopami! Nawet w grobie nie uleży taki spokojnie. I teraz goń za tym fruwającym pierdołą!

– Czy to nie miała być mała chmurka? – Pani Żakiet patrzyła na sunący po niebie ogromny obłok o barwie fuksji lub wyblakłej purpury.

– Z deczko urosła – zauważył zdziwiony ksiądz Pedro.

– Ponoć jest fioletowa? – Helena kręciła głową. Czy wszyscy mężczyźni to daltoniści?

– Zdaje się, że pojaśniała.

Chmura ruszyła w stronę parku.

– Jak mój Edzio zdołał uciec?

– To było, gdy pani Jadzia otwarła piekarnik. – Duchowny przyspieszył w pogoni za zbiegiem. – Minął nas jakiś fioletowy pył, śmignął przez okno i tyleśmy go widzieli.

– Czy egzorcyzm jest konieczny? – wysapała pani Żakiet z trudem utrzymując tempo. – Może wystarczy przemówić mu do rozumu?

– Why not? Próbujmy!

Helena zatrzymała się, wzięła kilka głębokich wdechów i przyjęła pozę statuy bezwzględności.

– Edwardzie! – oświadczyła tonem stanowczej damy*.– Proszę natychmiast zejść na ziemię!

* Znana forma hipnozy o wszechstronnym działaniu. Pozwala odstawić piwo, pamiętać o czystych skarpetkach czy pokochać wizyty mamusi.

Chmura zwolniła. Trochę opadła, zatańczyła na wietrze, by wreszcie zrobić gest zwany w miejskim slangu: „pocałuj mnie w nos!”.

– Co za tupet! – Helena potrząsnęła głową. Fryzura nie drgnęła.

Duchowny ścisnął kropidło i ruszył za Edziem, który znów frunął radośnie przed siebie. Nie uciekał. Raczej bawił się pogonią, stosownie zarządzając tempem. W parku zbierały się tłumy. Jedni tradycyjnie szukali sensacji, innych bawił obraz „ksiądz goniący w kiecce”, zaś cała reszta była tłem zwanym: „głupi tłum w tłumie”.

– Apage spirytus! – wołał duchowny, wymachując kropidłem. – Apage spirytus!

– Ekhem…* – Helena podbiegła do księdza i szepnęła mu coś do ucha.

* Czy myślenie to taka filozofia?!

Ksiądz Pedro skinął głową, stłumił wyraz zdziwienia i ruszył w dalszą pogoń.

– Apage aromat! Apage aromat! – Niosło się po parku.

Chmura zwolniła, kręcąc się w potępieńczym wirze.

– Mission complete. – Ksiądz Pedro wystawił dłoń celem przybicia piątki.

Helena uniosła palec celem stuknięcia się w czoło.

Edward opadał na ziemię. Gdy był już blisko, poderwał się niespodziewanie i zatańczył pod nosami łowców dusz.

Zgłodnieli.

Bo z wami jest weselej… – nuciła chmura, frunąc w dal.

 

*

 

19:02, „Wieści”:

 

„Niesforny Edward szaleje nad Lukrainą. W ciągu kilku dni pachnąca chmura opanowała większość miast i wsi. Tysiące Lukrecjan szturmują cukiernie i ciastkarnie. Naukowcy alarmują, że dalsze ataki Edwarda grożą masowym przyrostem chodzących pulpetów.

Łączymy się z naszym korespondentem. Maksie, jak sytuacja na linii frontu?”

 

Pełne skupienie…

Sekwencja kiwnięć głową…

Przetwarzanie przez mózg otrzymanych informacji…

 

„W obliczu terroru ze strony Edwarda władze podejmują stanowcze kroki. Od jutra limit pączków na mieszkańca ma zostać ograniczony do jednego. Planowana jest również produkcja gum do żucia typu fuj-fuj oraz budowa bunkrów antyedziowych dla najbardziej zagrożonych Lukrecjan”.

 

„Jak mieszkańcy reagują na tak radykalne kroki?”

 

Pełne skupienie…

Sekwencja kiwnięć głową…

Przetwarzanie przez mózg otrzymanych informacji…

 

„Większość Lukrecjan przyjmuje te zmiany ze zrozumieniem. Ludzie boją się skutków spaślozy, w całym kraju brakuje wag i centymetrów. Oczywiście zdarzają się przypadki niesubordynacji. Sprawdzane są doniesienia o podziemnym zrzeszeniu seniorek, które mają rzekomo pokątnie smażyć faworki”.

 

„Czy są już pierwsze ofiary niesfornego Edwarda?”

 

Pełne skupienie…

Sekwencja kiwnięć głową…

Przetwarzanie przez mózg otrzymanych informacji…

 

„Rośnie liczba osób, pod którymi zarwał się sedes. Ludzie coraz częściej klinują się też w przejściach i futrynach. Straż ogniowa zapewnia, że nikt nie zostanie bez wsparcia”.

 

*

 

Proboszcz Wygódka przecierał wilgotne od potu czoło. „Tu była kiedyś grzywka” – głosił komunikat pamięci.

Nowoczesny kościół, westchnął w skłębionych myślach. Że też musiał się na to zgodzić. Zawsze to samo. Człowiek skinie głową na „mały eksperyment” i już dociera do fazy „szefie, mamy problemik”*.

* Następne to: „padnij!”, „moje brwi!”, „kto zapłaci za zniszczoną drewutnię?!”.

– Nikt nie może się o tym dowiedzieć – oświadczył bez wyraźnego adresata.

– Wszyscy już wiedzą – zauważyła pani Żakiet.

– Nie o chmurze. O jej pochodzeniu. – Proboszcz wycedził przez zęby. – Nie może się wydać, że Edward uciekł z parafii. Musimy go złapać do dia…! …ska.

Ksiądz Pedro uśmiechnął się w myślach do swojego PESEL-u. „Musimy!”, zgodnie z tradycją, oznaczało pchnięcie do boju wszystkich poza autorem wezwania.

– Niesforny Edward jest nieuchwytny – wyjaśnił. – Nikt nie potrafi go capnąć. To niemożliwe!

– Niemożliwe pozwalam załatwić bez zwłoki – rzekł proboszcz tonem człowieka NIESŁYCHANIE SPOKOJNEGO.

Rozległo się pukanie do drzwi. Ksiądz Pedro wstał, nacisnął klamkę i w progu stanął szczupły, wiekowy mężczyzna o osobliwej fryzurze, zwanej w niektórych miejscach „piorun trzasnął w szczypiorek”.

– Profesor Chaszcz – wyjaśnił duchowny zebranym. – Emerytowany majster od sztuki wojny.

– Krzak – poprawił gość w białym kitlu. – Uszanowanie. – Skłonił się Helenie Żakiet.

– Ekhem…*

* Rozporek, na litość boską!

– Najmocniej przepraszam. – Profesor zaczerwienił się i podjął walkę z suwakiem.

– Pan doktor pomoże nam wklepać chmurze – wyjaśnił ksiądz Pedro ku zdumieniu zebranych.

– Do rzeczy – powiedział proboszcz grobowym głosem. – Jest pan w stanie to wszystko jakoś wyjaśnić?

– Cóż… Byłem w łazience, człowiek stary to i czasem zapomni. – Krzak szarpnął zaciętym zamkiem.

– Nie to… – Wygódka zakrył twarz dłonią.

– Ach… Niesforny Edward!

Profesor zaczął krążyć po sali, przechodząc w tryb militarny. Presja niespiesznie wypełniała ciało, śląc dawno zapomniany sygnał: „wracasz do żywych!”. Krzak otarł samotną łzę. Nie krępował się. Był starym człowiekiem, oświeconym przez życie. W końcu w całej tej zabawie zawsze chodziło o to, by za późno pojąć, że wszystko polega na byciu potrzebnym.

– Uporządkujmy fakty – powiedział pełnym wigoru głosem.

Pierwsza zasada wojska głosi: „najważniejsze to ustalić, co wiemy…

…albowiem to prosta droga, by przykryć wszystko, czego nie wiemy”.

– Fakty, jak mniemam, są powszechnie znane. – Proboszcz był OAZĄ SPOKOJU POŚRÓD PALM DAKTYLOWYCH W CIEPŁY, BEZCHMURNY DZIEŃ! – Mały obłok rozrósł się do potężnej chmury, przestał być widoczny i sterroryzował mieszkańców!

– Wiedza to połowa sukcesu! – oświadczył Krzak tonem człowieka, który z trudem wierzy we własne słowa. – Liczę, że wspólnymi siłami…

– Jak chmura się rozrosła?

– Jak stała się bezbarwna?

– Dlaczego Edzio napada ludzi?

– Jak może uderzać w wielu miejscach naraz?

– Co zrobić, by go powstrzymać?

Profesor przełknął ślinę. Poza poświadczaniem życia, presji zdarzało się też szczypać w najmniej odpowiednich momentach.

– Cóż…

Czasem nawet kąsała.

 

*

 

A w kniejach i dąbrowach przygoda już się chowa…

 

*

 

Wyszukiwanie: Jak się bronić przed niesfornym Edwardem?

 

KLIK!

 

„Nie dajmy się chmurze – lukraińskie forum walki z Edwardem”.

 

KLIK!

 

„placek126kg”: skończyły mi się fuj-fujki!

„malyglod”: klamerka na nos i po klopocie. :D

„sadełko”: ciągle chce mi się jeść… ;-(

„gitmama”: nie dajmy się gadzinie! Pieczcie ciasto marchewkowe, nie tuczy! Jem codziennie!

„fitcurka”: Zpomnijcie o ciecie mrachewkowym barwi skore! cły pysk mam pomaranczowy!

„wonzedwardem”: słyszeliście o metodzie doktora Waletywa?

pulchny desperado”: dawaj!

„wonzedwardem”: ponoć można bronić się przed łaknieniem stosując dietę oczyszczającą. Codzienna porcja śliwek plus mleko skutecznie odbiera chęci na ciasto

„szukam chirurga”: ile razy można zmniejszyć żołądek?

„bóg wojny!”: obczajcie ten link: „student z Drożdżowic znalazł najprostszy sposób na zrzucenie wagi!”

„rambo przy kości”: a ja żarłem, żrem i żryć bede! I co mi zrobita?

„…”: …*

* miejsce na wpis czytelnika.

 

*

 

Profesor mierzył rozmówców bystrym wzrokiem, budując autorytet eksperta.

Nie działało.

– To na pewno można wyjaśnić. – Krążył po auli, jakby liczył, że nogi napędzą mózg do działania*. – Mówicie, że zniknął, padalec przebrzydły.

* Statystyka potwierdza skuteczność tej metody. Wiele osób w wyniku szybkiego marszu zaczyna myśleć o bólu nóg i zadyszce.

Ekhem…*

* Pierwsze ostrzeżenie.

– Stał się niewidzialny. Jakby wyparował! – dziwił się ksiądz Pedro.

– Wyparował, powiadacie… – Krzak krążył coraz szybciej. – Wyparował… Zaraz!… Wyparował!

Stary mózg, po kilku próbach, podał wreszcie upragnioną wiadomość: „snucie wniosku zakończone sukcesem”.

Jeśli wierzyć doświadczeniu, powinna teraz nastąpić cała sekwencja wyjaśnień i odkryć.

Ewentualnie błąd krytyczny.

– Ten złamany… niegodziwiec – wybrnął Krzak, czując mroźny wzrok pani Żakiet – rozrósł się dzięki parowaniu, rozumiecie?

Profesor patrzył z gasnącą nadzieją. Nie rozumieli. Tłumaczył dalej:

– Chmura, uważacie, pod wpływem parującej wody zwiększa swoją powłokę. Jednocześnie traci pierwotną barwę, zupełnie jak kompot wymieszany z wodą.

– Jaki cel ma w tym dziarski nieboszczyk? – spytał proboszcz z nutą ironii w głosie.

– Ten wstrętny gno… szubrawiec zwiększa tym samym zasięg ataku. Mówiąc kolokwialnie, robi wszystko, by każdemu chciało się żreć!

– Motywacja? – Wygódka nie bawił się w ceregiele.

– Ten cuchnący tchórzem sukin… żartowniś chce zmienić Lukrainę w naród pulpetów!

Myśli w mózgu profesora krążyły z prędkością skarpet w czasie wirowania. Znał reguły. Grał w teleturnieju „Zbędne ogniwo” w którym nagrodę, posłuch, utrzymywało się tak długo, jak długo uczestnik znał odpowiedzi.

Powszechną zasadą było, iż trudność pytań rosła wprost proporcjonalnie do paniki gracza.

– W jaki sposób chmura atakuje w wielu miejscach jednocześnie? – Prowadzący Wygódka uderzył po raz kolejny.

– Oddział innych dusz wykluczyliśmy… – odparł Krzak drżącym głosem. Nieuchronnie zbliżał się do punktu wiedzy strzeżonego tablicą „dziury i wykopy”.

Czas mijał.

Wizja zapomnienia podśpiewywała radośnie: „nadchodzę!”.

– Wiem! – wrzasnął nagle. – Wiem, co robi ta śmierdząca pokraka! Uuaaa…

– EKHEM…!*

* Głośne chrząknięcie akcentowane – „ostatnie ostrzeżenie” tudzież „pierwszy zwiastun pożogi”.

– Najmocniej przepraszam, stres. – Profesor wyjął piersiówkę.

– Ekhem…

Profesor schował piersiówkę.

– Otóż przebiegły pan Edzio – zaczął Krzak – wydziela z siebie coś na kształt mikrochmurek o proporcjonalnej do rozmiarów wiedzy. Wszystko, co zawarte w pamięci takich lotnych tumanów to przemknąć przez dany obszar i wrócić. W ten sposób Edward zbudował niezniszczalną armię, którą podbił Lukrainę, zmieniając ją w gród spaślaków.

– Takie frunące imbecyle chyba nie są zbyt trwałe? Co jeśli mikrochmurki zgubią drogę?

– Nic. – Krzak rozłożył ręce. – Dzięki zjawisku parowania możliwość odbudowy chmury praktycznie nie ma granic.

– Znaczy co, game over? – niepokoił się ksiądz Pedro.

Profesor rozejrzał się po auli. Oni… naprawdę w niego wierzyli!

– Druga zasada wojska: nigdy się nie poddawaj!* – Krzak wyprostował się dumnie. – Wypowiemy kanalii wojnę! To jest…

* Kiedy dowódca jest psychopatą!

– Już niech będzie kanalia. – Pani Żakiet machnęła ręką.

– Załatwimy go, proszę ja was, masową pielgrzymką!

– Zawsze mówiłem, by pokładać nadzieję w Panu. – Proboszcz Wygódka złożył ręce.

– Nie. Nie tak. Ruszymy szeroką ławą, a gdy zaatakują nas mikrochmurki, przywalimy kadzidłem. Jego woń zmiesza się z pachnącą zarazą i wtedy Edward…

– Co z moim mężem? – Panią Żakiet ogarnął niepokój.

– Mutuje – odparł Krzak.

– Mój Edzio?!

– Niech Pan mu wybaczy. – Proboszcz zrobił znak krzyża.

Krzak zmrużył oczy, czekając, aż zapadnie cisza. Później podjął:

– Pseudochmurki zmieszane z kadzidłem spróbują na powrót połączyć się z chmurą-matką… właściwie chmurą-ojcem. Dla Edwarda będzie to już banda intruzów, zagrażających jego potężnej broni – słodkiemu aromatowi. Pan Edzio nie wyda im żadnych poleceń, bo te mikrodebile i tak nic nie zrozumieją. Musiałby pierwej się z nimi połączyć. Dojdzie wtedy do wzajemnej walki. Niesforny Edward spróbuje zwalczyć zainfekowaną armię, bo inaczej mutuje razem z nią. Wystarczy podążać za mikrochmurkami, a gdy dojdzie do bitwy, wciągnąć tę kanalię i zamknąć na amen!

– Jak namierzymy chmurki? Przecież ich nie widać – pytał proboszcz.

– Ale czuć! – wyjaśnił Krzak. – Wystarczy duże skupisko ludzi.

– To niebezpieczne. Wróci łaknienie.

– Wojna wymaga ofiar – stwierdził profesor i osunął się z ulgą na krzesło.

„Właśnie wygrałeś tydzień życia” – mózg wydał komunikat o wysnuciu ostatniego wniosku.

 

*

 

A wtedy daję słowo, że będzie kolorowo!

 

*

 

Zadął w ów dzień sądny proboszcz w róg bawoli.

Ruszył pochód barył dostojnie, powoli.

W takt miarowych tąpnięć niósł się krzyk wesoły:

„szybciej! Nie przystawać, bo robią się doły!”

Pączusiowa armia w marszu nie ustaje,

ksiądz pociąga nosem, sprawdza, czy waniaje.

Naraz waćpan tucznik woła: „coś się święci”,

bo już mu nochalem woń słodyczy kręci.

Krzak, wielki jenerał, raźno podpowiada:

„nie stać, kluchy moje, pruć z kadzidła w dziada!”

Buchnął kłąb potężny, czerń świdruje w bieli,

zmyka gros chmur-głąbów po „boskiej kąpieli”.

W ślad za nimi kluchy mężnie sadła wleką,

przemknęły trzy mile, stanęły nad rzeką.

Jak im wtedy Edzio zza winkla wychynie!

Patrzy mości proboszcz, prosto na nich płynie!

Wydał Krzak rozkazy: „przygotować ssawę!

Ruszać się, do pączka, pyzy nieruchawe!”

Edward nie umyka, jeno dziwnie pląsa,

bo go własna armia równo w tyłek kąsa.

Ciągnie ssawa-gigant, chmura z wolna znika,

wreszcie i przepadła w otchłani zbiornika.

Szturcha proboszcz księdza: „spuszczaj klapę, chłopie!”.

Już on Edwardowi do duszy nakopie.

Podszedł do silosa, rzucił z miną drwiącą:

„będziesz teraz duszą w zbiorniku cierpiącą!”

Koniec

Komentarze

Wstawiłeś w mój dzień. :DDD

Ależ mnie ciekawość zżerała, chrupała jak korniki drewno w niektórych antykwariatach. Wytrzymałam. Jeszcze nie przeczytałam, ale nocą sygnał silniejszy, więc czym prędzej się zalogowałam, aby napisać kilka słów. 

Do usłyszenia pod tekstem. :-)

 

Edytka: Napisałam o muzyce, ale uznałam, że spojleruję, więc czym prędzej – usunęłam. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wstawiłeś w mój dzień. :DDD

Napisałbym, że zupełnie przypadkiem, ale… to nieprawda. :D

Jak pojawiło się “okienko do publikacji” to goniłem jak mogłem z poprawkami, żeby zdążyć na piątek. ;-)

Ależ mnie ciekawość zżerała, chrupała jak korniki drewno w niektórych antykwariatach.

Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. :)

Do usłyszenia pod tekstem. :-)

Do usłyszenia. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Sympatyczne opko. Słodkie? ;-)

Od tego też można poczuć głód, zwłaszcza na słodycze.

Przydałoby mi się wyjaśnienie, dlaczego akurat Edward sprawiał takie kłopoty. Bo chciał się zemścić na żonie i narobić jej wstydu? Bo bez jej towarzystwa po śmierci odżył i przebudziła się w nim fantazja ułańska? Bo próbował zabić miażdżycą innych biednych współmałżonków? Bo… Możliwości sporo.

Mam wrażenie, że czasowo się rozjeżdża – z jednej strony ludzie zaczęli przytyć, zrobić po kilka operacji (a terminy pewnie nie były krótkie), zaprojektować specjalne fotele… A z drugiej proboszcz ledwo zdążył zaprosić pierwszego lepszego eksperta.

Fajny patent na przypisy. Kto wie, może się przyjmie. Jakby co, to można naśladować?

Babska logika rządzi!

Powitał w kolorowych progach! :-)

Na początek tradycyjnie: dziękować za przeczytanie, komentarz i klika.

Słodkie? ;-)

Jak nie zmieszasz z kadzidłem to na pewno. ;-)

Wyjaśnienia odnośnie zachowania Edwarda nie dałem właśnie dlatego, że było ich całkiem sporo. Postawiłem na takie niedopowiedziane nagromadzenie powodów. Wiesz, jak to jest. Chłop całe życie siedział pod kapciem, to chociaż po śmierci sobie poszaleje. A że preteksty do takiej zabawy mu się narzucały raz za razem to się nawet specjalnie nie hamował.

Mam wrażenie, że czasowo się rozjeżdża

A tu już usprawiedliwienia nie mam. ;-)

Za dużo miejsca zmarnowałem na te wszystkie ozdobniki od gwiazdek zaczynając, aż na forum kończąc i przez to ten wątek działań parafii trochę poszedł drogą na skróty.

Jakby co, to można naśladować?

Pewno, że można. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Heroicznie walczę z chęcią zjedzenia czegoś. Najpierw opko Finkli, a teraz Twoje… A ja nie mam żadnego ciasta w domu ;)

Ubawiłam się, za eksperymentami nie przepadam, ale Twój mi się podobał. Aż mi się Edzia żal zrobiło na końcu, ale przynajmniej chłopina raz w życiu (to jest po życiu) zaszalał.

Historia jest, myślę, że Edzia rozumiem, też bym się wkurzyła, wyrwawszy się ze szponów żakiecika, innym oberwało się trochę przez przypadek. Udało Ci się stworzyć pełnokrwiste, barwne postacie, od Heleny poczynając, przez gremia kościelne i na Krzaku kończąc. Dobrze się czyta, nawet przypisy jakoś pasują i nie odwracają uwagi od tekstu.

Zastanawiam się, skąd wytrzasnęłeś Rammstein, nie wiedziałam, że w Polsce też są znani.

Fajne opko, klikam :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Eksperymentalny tekst. Kiedy przeczytałam pierwszy raz (nocny piątek) kręciłam nosem na nadmiar… co mi tam, napiszę, jaki tuman piachu wzbił się, zawirował i powoli opadał. Poniżej, skrót z pamięci, co mi się tam kołowało:

„…Wydaje mi się CMie, że wajcha wychyliła się za bardzo w drugą stronę.

Za i przeciw

*Podobało się zdecydowanie: koncept, chór, podsumowanie wierszem (dobry jest), gwiazdki – lubię je w Twoim wydaniu.

Nie podobało, bo znieczulało: każda wypowiedź wysycona celnym (pojedynczo sformułowaniem), bo przez ich nagromadzenie nie potrafiłam za nimi nadążyć; unikanie przez Ciebie zaimków, na początku zwłaszcza (dam przykład), powtarzanie imienia, nazwiska bohaterki nie jest potrzebne, gdy wiadomo że ona. No i te dekoracje, dajże czasem trochę tego, co dookoła…”

 

Tak było wczoraj. Dzisiaj (sobota) przeczytałam ponownie i odniosłam wrażenie, jakbym wczoraj dotarła jedynie do pokoju proboszcza, cóż wina wczorajszego dnia. Odszedł i zapomnijmy już o nim.

Bardzo ciekawy tekst, zróżnicowany. Cholernie gorzki i celny. Szalony korowód, do którego dołączyłam i tańczę, idąc w nim, ciele prowadzone na rzeź. Kurcze, jak to zrobiłeś – satyryczny weird, Prachett w naszej realności, uśmiech zamiera, w momencie, gdy wargi już, już zaczynają się unosić. I wiesz, co dziwne, ale polubiłam panią Żakiet. Masz Ty cierpliwość do niej, a dla niej zrozumienie. :-)

Zastanawiam się nad skalą przerysowania i budowaniem w ten sposób opowieści. Nie umiem doradzić, zresztą warto podążać swoją ścieżką. Niewątpliwie tekst jest ciekawy przez formę, zapis i treść. Oryginalny i do zapamiętania, bez wątpienia.

Biblio – konieczne, więc skarżę, ale czy ktoś mnie nie uprzedzi, wiadomix, że możliwe. ;-)

Czy nominacja do piórka, muszę się zastanowić i przeczytać jeszcze raz, za dwa dni, bo zmienna jestem, jakby mi ktoś gen mimetyczny zaszczepił.

Odnośnie poprawności i takich tam innych, fachowiec ze mnie żaden, jednak ośmielę się napisać, że bardzo dobrze. 

 

Zauważone drobiazgi:

* we wstępie chyba za bardzo poszatkowałeś, wrzucając kolejne zdania do osobnych linijek. Przyjrzyj się temu z łaski swojej.

* Halinkę zmieniłabym na Bożenkę, albo inaczej, żeby imiona nie były zbyt podobne. Po co zwiększać nachylenie stoku dla biegacza-czytacza.

Helena zrobiła krok naprzód(+,) czując jak odwaga wystawia ją do wiatru.

Może?

wierzący potrafi przegadać mszę(+,) nie wypowiadając jednego słowa.

– Lepiej! – odparła pani Gienia z euforią(+,) jakiej nie zapewnia najmocniejsza nalewka.

jw

Z mroku wyłoniła się biała poświata(+,) w której pani Żakiet rozpoznała grubego 

„Rośnie liczba osób(+,) pod którymi zarwał się sedes. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Irko, hej!

Podziękował za poświęcony czas, komentarz i klika. Co prawda zakładałem, że następnym razem spotkamy się u Ciebie, ale… następnym razem tu już na pewno widzimy się pod Twoim tekstem. ;-)

Heroicznie walczę z chęcią zjedzenia czegoś. Najpierw opko Finkli, a teraz Twoje… A ja nie mam żadnego ciasta w domu ;)

Rzeczywiście fajnie żeśmy się z Finklami wstrzelili z publikacją opowiadań. Ona podała obiad, a ja deser. XD

za eksperymentami nie przepadam

To niedobrze, bo ja bez przerwy eksperymentuję. ;-)

Aż mi się Edzia żal zrobiło na końcu, ale przynajmniej chłopina raz w życiu (to jest po życiu) zaszalał.

Mnie w sumie też było go żal na końcu, ale co zrobić, takie jest życie. Nawet po życiu. ;)

Udało Ci się stworzyć pełnokrwiste, barwne postacie, od Heleny poczynając, przez gremia kościelne i na Krzaku kończąc.

Dziękować. To akurat ważna dla mnie uwaga, bo był to jeden z tych elementów, nad którym, w oparciu o wnioski z poprzednich opowiadań, trzeba było popracować.

Zastanawiam się, skąd wytrzasnęłeś Rammstein, nie wiedziałam, że w Polsce też są znani.

Skoro ja ich znam to muszą być znani. XD

A tutaj potwierdzenie, że są w Polsce znani. ;-)

https://www.youtube.com/watch?v=d5NYXaR27L8

Fajnie, że tekst rozbawił, fajnie, że przypisy nie przeszkadzały, bo trochę mi się ich namnożyło.

I w ogóle fajnie, że wpadłaś i nie zmarnowałaś tu czasu! :-)

 

Powitał i Dyżurną Piątkową,

Asylum, hej!

 

Przede wszystkim dziękuję za obszerny komentarz. Ważny, bo nie będę ukrywał, że pisząc ten tekst patrzyłem trochę na pierwszego Quetzalcoatla, chciałem sobie zrobić użytek z wniosków i opinii, które tam i w późniejszych tekstach pisanych w takiej konwencji zebrałem, a Ty masz taki fajną, unikalną wręcz umiejętność przelewania odczuć i emocji na klawiaturę.

„…Wydaje mi się CMie, że wajcha wychyliła się za bardzo w drugą stronę

A tutaj bardziej masz na myśli nagromadzenie absurdu, goryczy, “eksperymentalności”, dodatków? Bo nie będę ukrywał, że dość mocno postawiłem na brawurę przy pisaniu tego tekstu, więc brałem pod uwagę, że mogę przegiąć w każdym z wymienionych elementów.

Nie podobało, bo znieczulało: każda wypowiedź wysycona celnym (pojedynczo sformułowaniem), bo przez ich nagromadzenie nie potrafiłam za nimi nadążyć;

Tutaj jeszcze niestety brakuje mi czasem wyczucia.

unikanie przez Ciebie zaimków, na początku zwłaszcza (dam przykład), powtarzanie imienia, nazwiska bohaterki nie jest potrzebne, gdy wiadomo że ona.

Z tym powtarzaniem wiedziałem, że przeginam. Nie wiem, z czego to wynika. Właściwie mam z tym problem chyba tylko w konwencji humorystycznej. Zwłaszcza przy tej wizycie u proboszcza było tego zdecydowanie za dużo, pochylałem się nad tym parę razy, ale kiedy chciałem coś wywalić… jakoś strasznie mi później tego brakowało.

Na pewno będzie to taki element do “korekty” w przyszłych tekstach. ;)

No i te dekoracje, dajże czasem trochę tego, co dookoła…”

A to jest drugi taki element. XD

Ale plus jest taki, że przynajmniej jestem tego świadomy. ;-)

Nawet jeśli teraz było tego zbyt wiele, to już w kolejnych tekstach na pewno będę “schodził” i zmieniał proporcje na właściwsze.

Tak było wczoraj. Dzisiaj (sobota) przeczytałam ponownie i odniosłam wrażenie, jakbym wczoraj dotarła jedynie do pokoju proboszcza, cóż wina wczorajszego dnia.

A tutaj w odpowiedzi przekleję to, co napisałem na becie:

Generalnie przy tym fragmencie tekstu zamierzam kibicować czytelnikom, żeby… nie zrazili się i czytali dalej. XD

Bo ni cholery nie jestem w stanie poskładać tej “kancelaryjnej” części we w miarę czytelną całość. ;)

Cholernie gorzki i celny.

Kocham Cię za to zdanie! :-)

Jezu, żebyś Ty wiedziała, ile ja się na to naczekałem. Ile natłukłem głową w ten mur “sympatyczności”, żeby choć jedna cegła wypadła i pojawiło się coś więcej.

Naprawdę, cieszyłem się z tej uwagi, jakbym co najmniej dostał piórko. :)

Cokolwiek będzie się działo z tym tekstem dalej i jakkolwiek on będzie oceniany, teraz już na pewno wiem, że kiedy będę sobie kiedyś wracał do niego myślami, będzie mi się kojarzył pozytywnie. :)

Szalony korowód, do którego dołączyłam i tańczę, idąc w nim, ciele prowadzone na rzeź. Kurcze, jak to zrobiłeś – satyryczny weird, Prachett w naszej realności, uśmiech zamiera, w momencie, gdy wargi już, już zaczynają się unosić.

Tutaj pojawia się u autora taki szalenie szczery uśmiech zadowolenia pomieszanego z satysfakcją, którego żadne słowa nie potrafią opisać. :)

I wiesz, co dziwne, ale polubiłam panią Żakiet. Masz Ty cierpliwość do niej, a dla niej zrozumienie. :-)

Ja w sumie też ją lubiłem. Ona w końcu nie jest jednoznacznie zła. Jest… charakterystyczna. Dlatego próbowałem ją “narysować” tak, żeby każdy czytelnik mógł sobie wyrobić własną opinię.

Zastanawiam się nad skalą przerysowania i budowaniem w ten sposób opowieści. Nie umiem doradzić, zresztą warto podążać swoją ścieżką.

To się pewnie będzie zmieniać. Są takie elementy, które muszą się “wykształcić”, ewoluować w oparciu o kolejne teksty, wnioski i opinie.

Biblio – konieczne, więc skarżę, ale czy ktoś mnie nie uprzedzi, wiadomix, że możliwe. ;-)

Myślę, że nie uprzedzi. Tekstów jest sporo, pierwszeństwo mają konkursowe, więc jakiegoś skomasowanego najazdu się tutaj nie spodziewam. ;-)

Nie podszczypywałem tym razem Użytkowników w przedmowie, więc liczę, że klika nie odmówią. ;)

Czy nominacja do piórka, muszę się zastanowić i przeczytać jeszcze raz, za dwa dni, bo zmienna jestem, jakby mi ktoś gen mimetyczny zaszczepił.

Jeśli w ogóle ten tekst jest wart rozważenia, to i tak dla mnie bardzo dużo. Dziękować! :-)

Po południu wysprzątam niedociągnięcia. Zwłaszcza te interpunkcyjne. ;-)

Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas i komentarz.

P.S. Bym zapomniał… Bajkę na “Z(A)MIANĘ” napiszesz, prawda? :)

EDIT: Wstępnie wysprzątane.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No wiedziałam, że jeśli zamieszczę wyimki z piątkowej nocy to weźmiesz je pod uwagę. Miałeś nie brać! Pamiętasz. :-)

Są takie elementy, które muszą się “wykształcić”, ewoluować w oparciu o kolejne teksty, wnioski i opinie.

I to, panie, mnie martwi. Wolałabym jak ze światłem. Pstryk – już jest, pstryk – ciemność. ;-)

Jeśli w ogóle ten tekst jest wart rozważenia

Jest, bo ciekawy efekt osiągnąłeś przy określonych środkach. Świadome pisanie, w tym słowa, wyrażenia. Przekaz.

“Bajkę na “Z(A)MIANĘ” napiszesz

Nie wiem, chcę. Pomysł mam, nawet taki zachęcający do pisania, ale podobnie było przy weird i mitologiach. Ten weirdowski nawet powstał, lecz wymaga jeszcze pracy, podobnie z mitologiami. Muszę trochę odpuścić swoje krytykanctwo, bo bardzo stopuje, a i więcej na brzuchu leżeć, aby kręgosłup wrócił do naturalnych kształtów. To mnie zawsze fascynowało, że wystarczy pięć-dziesięć minut dziennie, aby kosteczki się ułożyły w sobie właściwe "s".

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Od samego początku ujmujesz smacznymi zdaniami:heart

 

Stare drzwi zaskrzypiały głośno „co łaska”

pozwalając, by cała jej godność wypełniła wnętrze pokoju

Pani Żakiet była dla parafii niczym porcja groszku do obiadu. Nielubiana, ale potrzebna.

schyliła się po upadły kapelusz, szukając przy okazji resztek godności

Helena kręciła głową. Czy wszyscy mężczyźni to daltoniści?

– No, no – seksizmu w opowiadaniach nie lubimy wink

 

Buuu…, szkoda, ze złapali Edzia. I jeszcze zrobili to tak poetycko – jestem zawiedziony zakończeniem.

 

Całość czytało się przyjemnie (może z wyjątkiem dywagacji Krzaka).

Rewelacyjny obraz reportera “Wiesci” 19:02 (nie, żeby autor coś sugerował, no gdzie tam)

podejmują stanowcze kroki. Od jutra limit pączków

Ludzie boją się skutków spaślozy, w całym kraju brakuje wag i centymetrów

Straż ogniowa zapewnia, że nikt nie zostanie bez wsparcia

Jednak Oscar goes to…

– Ekhem…*

Naprawde dobra porcja rozrywki. No,

Minuję.

 

A, i jak zwykle biegnę czytać komentarze.

Jest zabawne, pomysłowe i dobrze się czyta, a rwana narracja z pseudoprzypisami świetnie pasuje do odlotowej treści. Mam tylko jedno pytanie:

 

CZEMUŚ TY TEGO DO FANTAZMATÓW NA NABÓR DO GASTRONOMIKONU NIE POSŁAŁ?! 

 

Znaczy, podobało się mocno :)

Hej, CM

Ależ mnie rozbawiłeś od rana :D 

Opowiadanie sprawnie napisane. Bardzo udany zabieg z wplataniem przypisów do tekstu. To na pewno nie było takie proste, mogłeś to łatwo popsuć, ale udało Ci się nie popsuć i wyszło zacnie, naturalnie i w punkt. 

Fabuła przyjemna i z sensem. Ok, można się doczepić, jak już wyżej wspomniano, że pewne elementy pod koniec rozmijały się z wydarzeniami na plebanii, ale mi to jakoś szczególnie zabawy nie popsuło. 

Bardzo podobała mi się scenka w kapliczce ze śpiewającymi wdowami. W ogóle całe opko pomysłami stoi. Dialogi też ładne i naturalne. Bohaterowie również wyszli niepłytko. 

Jedyne, do czego bym się mogła przyczepić, to odczuwalne zwolnienie tempa przy końcówce. Ale możliwe, że tak to odebrałam, bo czytałam jeszcze przed kawą ;)

Zakończenie nietypowe, ale pasuje do całości.

Mam nadzieję, że tyle wystarczy, by posłać to opko do Biblioteki, o ile mnie ktoś wcześniej nie wyprzedzi. ;)

 

 

EDIT: Nogi pani Żakiet zgłosiły gotowość do ucieczki.

 

Cooo? xD Wiesz, jak to uwielbiam? ;)

Dzień dobry, przechodziłem obok, to pomyślałem, że zajrzę. Moją opinię już znasz, ale jako, że muszę jakoś przekonać Użytkowników i jego pozostałe cztery jaźnie wrzucam fragment z bety. Skoro masz już cztery kilki, to znaczy, że jest dobre i szkoda, żeby czekało na ten piąty.

Nie wiem jak Twój mózg to wyprodukował, ale mi podobało się bardzo. Najlepszy z twoich humorystycznych tekstów do tej pory, te zabawne elementy wplatasz naturalnie i wcale nie są swego rodzaju przerysowaniem, które momentami wydaje się sztuczne, nie widziałem czegoś takiego ani razu, a w twoich poprzednich tekstach czasem się zdarzało. Widać duży progres i naprawdę dobrze się bawiłem czytając ten twór. Jeden z moich ulubionych tekstów humorystycznych na portalu.

Podobały mi się postacie, a najbardziej chyba profesor i ksiądz, te wstawki z angielskiego robią robotę.

Kurde, zapomniałem, że Sara nominowała, dobra, będziesz miał sześć klików! XD

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zaczniemy od Asylum, a później powitamy nowych gości.

No wiedziałam, że jeśli zamieszczę wyimki z piątkowej nocy to weźmiesz je pod uwagę. Miałeś nie brać! Pamiętasz. :-)

No miałem, ale one były tak zbieżne z czepami, które ja miałem do tego tekstu, że zwyczajnie musiałem się odnieść. Odpowiadałem Tobie i… sobie przy okazji. ;-)

W każdym razie byłem zadowolony, że moje spojrzenie na niedociągnięcia było podobne jak Twoje, bo przynajmniej wiem, że z grubsza dobrze oceniam elementy, w których są rezerwy i nad którymi trzeba jeszcze popracować. ;)

I to, panie, mnie martwi. Wolałabym jak ze światłem. Pstryk – już jest, pstryk – ciemność. ;-)

Ano fajnie by było, chociaż satysfakcja wtedy jednak mniejsza. Coś w tym jest, że najbardziej cieszy to, na co czeka się najdłużej.

Nie wiem, chcę.

Walcz mi tam z tym tekstem, bo ja chcę Twoją bajkę! :-)

Muszę trochę odpuścić swoje krytykanctwo, bo bardzo stopuje, a i więcej na brzuchu leżeć, aby kręgosłup wrócił do naturalnych kształtów.

Ja to ostatnio w ogóle odpuściłem sobie krytykanctwo i oparłem się bardziej na spojrzeniu bet. ;-)

Już się nauczyłem, że połowa wad i niedociągnięć, które mnie stopują, w praktyce zwykle nie istnieje, dlatego nie czepiam się jakoś mocno swoich tekstów, a zaczynam dopiero, jak któraś z bet potwierdzi moje obawy. ;)

 

No to czas na powitania:

 

Fizyku, cześć!

 

Dziękować za przeczytanie, opinię i klika.

Fajnie, że tekst dostarczył rozrywki.

Od samego początku ujmujesz smacznymi zdaniami:

Dziękować! :)

– No, no – seksizmu w opowiadaniach nie lubimy 

A tak się jakoś napatoczył. :D

Buuu…, szkoda, ze złapali Edzia

Też żałowałem, ale inaczej bym tekstu nie zamknął.

I jeszcze zrobili to tak poetycko – jestem zawiedziony zakończeniem.

Przy wszystkich swoich wadach ono ma tę jedną zasadniczą zaletę, że Edzio zawsze może im uciec, a ja… napisać sobie ciąg dalszy. ;-)

Całość czytało się przyjemnie (może z wyjątkiem dywagacji Krzaka).

Ech… I tak za każdym razem. Ile razy próbuję uwiarygodnić tekst, zawsze przegadam. :-)

Rewelacyjny obraz reportera “Wiesci” 19:02 (nie, żeby autor coś sugerował, no gdzie tam)

A to akurat trochę przypadek z tym odniesieniem. Bałem się, że same “Wieści” nie wystarczą, by powiązać je z serwisem informacyjnym, dlatego dodałem godzinę. W efekcie kojarzą się teraz z konkretnym serwisem. ;)

Naprawde dobra porcja rozrywki.

Bardzo mi przyjemnie. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas.

 

Ninedin, hej!

 

Tobie również dziękuję za przeczytanie, opinię i klika.

Fajnie, że się spodobało.

CZEMUŚ TY TEGO DO FANTAZMATÓW NA NABÓR DO GASTRONOMIKONU NIE POSŁAŁ?! 

A tak, żeby mieć czego żałować przez najbliższe trzy tygodnie. ;-)

Przegapiłem ten nabór. Wiem, że nawet ostatnio była o nim wzmianka tutaj, na stronie NF, ale ja właściwie nie wychodzę z tą swoją pisaniną poza Portal, więc nawet dokładniej się temu nie przyglądałem.

No nic. Trudno. Przynajmniej zbiorę sobie komentarze, sprawdzę w jakim miejscu jestem.

 

Saro, dzień dobry!

 

Pewnie będziesz bardzo zaskoczona, kiedy napiszę, że bardzo dziękuję za przeczytanie, komentarz i wniosek o klika. ;-)

Dzięki Tobie wyszły prawdziwe intencje podłych Użytkowników, bo oczywiście nie przyznali mi tego szóstego klika, kanalie jedne! :-)

Ależ mnie rozbawiłeś od rana :D 

Fajnie! Starałem się. :)

Żebyś widziała, jak wyglądały przygotowania do tego tekstu. ;)

Myślami w tym baraku spędziłem chyba z miesiąc. Niezapomniane przeżycie. XD

To na pewno nie było takie proste, mogłeś to łatwo popsuć, ale udało Ci się nie popsuć i wyszło zacnie, naturalnie i w punkt. 

Całe szczęście, bo dla tych przypisów strasznie trudno znaleźć jakieś dobre miejsce w tekście.

Fabuła przyjemna i z sensem. Ok, można się doczepić, jak już wyżej wspomniano, że pewne elementy pod koniec rozmijały się z wydarzeniami na plebanii, ale mi to jakoś szczególnie zabawy nie popsuło. 

Korzystając z tego, że wspomniano o tym wcześniej, zdążyłem przygotować żelazną linię obrony: kościół zawsze działa bez pośpiechu. :-)

Bardzo podobała mi się scenka w kapliczce ze śpiewającymi wdowami.

A odbioru tej sceny to się akurat obawiałem najbardziej. Jakoś tak podskórnie przeczuwałem, że te wdowy śpiewające Rammsteina to może być przegięcie. ;-)

Jedyne, do czego bym się mogła przyczepić, to odczuwalne zwolnienie tempa przy końcówce. Ale możliwe, że tak to odebrałam, bo czytałam jeszcze przed kawą ;)

Tempo z całą pewnością zwolniło, bo zabrałem się za tłumaczenie zdarzeń. Jakoś mi się tak wydawało, że jak powyjaśniam, stworzę jakąś teorię, to opowiadanie będzie pełniejsze.

W ramach ciekawostki dodam, że zawsze mi się tak wydaje i zawsze na końcu się okazuje, że nie miałem racji. :D

Cooo? xD Wiesz, jak to uwielbiam? ;)

Tak, ale uznałem, że to element humorystyczny w utworze, więc tutaj wolno. ;-)

 

No i moja betowa wyrocznia!

Powitał MaSkrola!

Dziękować za wniosek o siódmego klika, dziękować przy okazji za pomoc na becie, bo to jedno zdanie w przedmowie brzmi bardzo skromnie, a beta tego tekstu wymagała odwagi. ;-)

Siódmego klika oczywiście Użytkownicy mi nie przyznali. Są to podłe, wredne, nieprzejednane szuje, na których zemszczę się za to okrutnie! :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cieszę się, że opowiadanie trafiło do biblioteki. Podobało mi się eksperymentowanie z formą. Wybrałeś ciekawy sposób prezentowania myśli bohaterów i dopowiedzeń akcji w formie przypisów, ale umieszczanych w tekście. W opowiadaniu występuje też stylizacja na dramat we fragmencie, który przynosi dużo emocji. Te wstawki wydają się naturalnym dopełnieniem całej historii.

Tekst jest dopracowany językowo i w budowie poszczególnych scen. Bohaterowie – charakterystyczni, choć nie rysowani grubą kreską. Zwłaszcza pani Żakiet wypadła interesująco i wiarygodnie.

Podobała mi się również wielowymiarowość historii. Na pierwszy rzut oka widać nutkę humoru, ale po głębszym zastanowieniu się, sytuacja Edwarda za życia wydała mi się smutna. Duży plus też za to, że opowiadanie dobrze się czytało.

Myślę, że to wyjątkowy tekst. Odczekam przepisowe dwa dni, ale nie mam wątpliwości.

Powitał i drugą Piątkową Dyżurną!

ANDO, hej!

Ekspresowe macie to tempo odwiedzin. :-)

Dziękować za przeczytanie, poświęcony czas i opinię.

I cóż ja mogę więcej napisać? Jestem szczęśliwy! :-)

Generalnie jakoś tak się dziwnie składa, że łatwiej udzielić obszernej odpowiedzi, kiedy trzeba komuś “odpyskować” na zarzuty. A z tym dziękowaniem, to ni cholery nie wiadomo, jak się właściwie do tego zabrać. ;-)

Fajnie, że widzisz w tm opowiadaniu tyle zalet. Bardzo się cieszę, że rzuciła Ci się w oczy jego wielowymiarowość. Generalnie założeniem takiego tekstu jest, by dać czytelnikowi wybór. Jeden będzie chciał się pośmiać i zobaczy humoreskę, inny skupi się na tym, co trochę ukryte. A chociaż nikomu nie zamierzam narzucać spojrzenia na tekst, zawsze cieszy, kiedy ktoś zwróci uwagę na to drugie, bo to dla mnie potwierdzenie, że ta smutniejsza część rzeczywiście w tym tekście jest, a nie tylko w założeniach (i życzeniach) autora.

Myślę, że to wyjątkowy tekst.

Dla mnie tak samo wyjątkowy jest ten komentarz. Dziękuję Ci bardzo.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

W końcu znalazłam chwilkę, żeby przeczytać i dobrze, bo mnie ciekawość zżerała, gdy tylko zobaczyłam pierwsze akapity. No Pani Bukietowa z "Co ludzie powiedzą?" wypisz wymaluj w najdoskonalszej formie! I ten biedny Edward… od razu miałam go przed oczami (ale przynajmniej raz wyrwał się spod pantofla – dobrze dla niego!). Idealnie oddałeś ten klimat, wyniosłość ponad stan i obłudę głównej bohaterki, ale zrobiłeś to po swojemu.

No ale co do samego opowiadania – przez ½ tekstu śmiechałam co chwila a uśmiech z pyszczka nie schodził! Co prawda od momentu spotkania z Profesorem Chaszczem (krzakiem) troszkę dziwnie się to potoczyło i ta lekkość z początku jakoś tak delikatnie uleciała. Czytało się jednak fajnie, a od eksperymentów prostowały mi się zwoje w mózgu ;) Masz wiele cudownych zdań i nawet nie zacznę ich tu wymieniać, bo komentarz ciągną by się w nieskończoność.

Jednak muszę przyznać, że przy Rammstein'ie to prawie herbatę wyplułam na monitor (i ten chór starszych pań i nieśmiałe "nein" Edwarda). Aż mi się przypominał ich Sonne (z sadystyczną śpiącą królewną uzależnioną od złotego pyłu i siedmioma górnikami). To jest dopiero retelling ;)

Kasjopejatales, hej!

Na początku tradycyjnie dziękować za przeczytanie, poświęcony czas i opinię.

Żakietowa miała być właśnie takim mrugnięciem okiem do “Co ludzie powiedzą” i pani Bukiet, zresztą wybór nazwiska nie jest przypadkowy. ;)

I ten biedny Edward… od razu miałam go przed oczami (ale przynajmniej raz wyrwał się spod pantofla – dobrze dla niego!).

A powiem Ci, że tutaj byłem ciekaw, w jaki sposób będzie odbierany, bo akurat jego przedstawiałem w taki bardzo specyficzny sposób, bo często pośrednio (media, cytaty z piosenki).

Fajnie, że wypadł tak, jakbym sobie tego życzył.

Idealnie oddałeś ten klimat, wyniosłość ponad stan i obłudę głównej bohaterki, ale zrobiłeś to po swojemu.

Dziękować! :)

No ale co do samego opowiadania – przez ½ tekstu śmiechałam co chwila a uśmiech z pyszczka nie schodził!

I dziękować raz jeszcze, bo ten humor to czasem ciężka sprawa. Nigdy nie wiesz, pisząc tekst, czy czasem na końcu nie będziesz jedyną osobą, którą to opowiadanie bawi. :-)

Co prawda od momentu spotkania z Profesorem Chaszczem (krzakiem) troszkę dziwnie się to potoczyło i ta lekkość z początku jakoś tak delikatnie uleciała.

Coś tak przy nim czułem, że robi się nieco ciężkawo, ale… przynajmniej dałem Wam chwilę oddechu od humoru. ;-)

W każdym razie będę się w przyszłości bardziej pilnował, bo jak zaczynam kombinować z jakimiś obszerniejszymi wyjaśnieniami danych zdarzeń, to ta lekkość zaraz ucieka.

Jednak muszę przyznać, że przy Rammstein'ie to prawie herbatę wyplułam na monitor (i ten chór starszych pań i nieśmiałe "nein" Edwarda).

Dla mnie jako autora to o tyle fajny fragment, że… ni cholery nie wiedziałem jakiego odbioru tej sceny się spodziewać. Na szczęście na razie jest z grubsza taki, jakiego bym sobie życzył.

Aż mi się przypominał ich Sonne (z sadystyczną śpiącą królewną uzależnioną od złotego pyłu i siedmioma górnikami).

Pamiętam! Ale oni w ogóle potrafią robić fajne klipy do swoich piosenek. ;)

Raz jeszcze dziękować za komentarz i do zobaczenia u Ciebie. Trochę to zajmie, ale ja się tam w końcu dotoczę. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Żakietowa miała być właśnie takim mrugnięciem okiem do “Co ludzie powiedzą” i pani Bukiet, zresztą wybór nazwiska nie jest przypadkowy. ;)

Aż muszę rodzicom dać do przeczytania, bo są fanami serialu – wierzę, że im się spodoba!

Aż mi się przypominał ich Sonne (z sadystyczną śpiącą królewną uzależnioną od złotego pyłu i siedmioma górnikami).

Pamiętam! Ale oni w ogóle potrafią robić fajne klipy do swoich piosenek. ;)

Znaczy, kurde, ze Śnieżką (coś mi się przejęzyczyło). Ale fakt są super i zawsze umieją zaskoczyć.

Raz jeszcze dziękować za komentarz i do zobaczenia u Ciebie. Trochę to zajmie, ale ja się tam w końcu dotoczę. ;-)

Spoko, nigdzie się nie spieszy :) Poza tym i tak zaczynam obawiać się, że przegięłam z wariacją na temat baśni. Ale co tam, ważne, że fajnie się pisało!

 

Naprawdę dobrze mi się czytało. Nie dość, że humor atakował tu z każdej prawie linijki aż do końca tekstu, to kreacje bohaterów takie grosteskowe i swojskie zarazem. I jeszcze ten Edzio, który zerwał okowy i zaszalał na całego raz a dobrze. Co tu się dłużej rozpisywać – ten tekst przynosi radość. A i oprawa muzyczna dopełnia całości i co tam że wdowi chór.smiley

O jak się cieszę, że oparłam się pokusie kliknięcia w link spojlerujący scenę z chórem :D

 

Parsknęłam w komputer, gdy wyobraziłam sobie te wdówki w ciemnym baraku, wśród nich perfekcyjną panią Żakiet i tu nagle “DU…! DU HAST…!” Piękne! Szczególnie, że znam tyle osób, którym przydałby się taki rytuał… I nawet nie mówię o zmarłych, choć pewnie nie jeden/jedna chętnie by wrócili poszaleć jako aromat waniliowy, ale o żywych, którym bardzo dobrze zrobiłoby energiczne pokiwanie głowami, testujące moc lakieru do włosów.

Cudna wizja. 

 

Bardzo spodobało mi się też całe okołocukrowe słowotwórstwo oraz kreacja postaci tak-bardzo-spokojnego księdza i jego balansowanie na granicy prawdy. 

Chciałabym wiedzieć więcej o motywach Edzia, jak już ktoś tu wspominał, ale przyjmuję wersję, że Edzia tak rozniosło, że sam zapomniał czemu to robi :D 

 

No i to *ekhm 

 

*to taki fajny zabieg jest. 

Aż muszę rodzicom dać do przeczytania, bo są fanami serialu – wierzę, że im się spodoba!

Serial był świetny. Taki niewymuszony, nienachalny, ale bezwzględnie obecny humor. Teraz chyba już takich nie robią.

Ale co tam, ważne, że fajnie się pisało!

Oj tak! To podstawa! :)

 

Oidrin… nie napiszę powitać, bo ledwo “wyszedłem” od Ciebie. ;-)

Za to tradycyjnie napiszę: dziękować za poświęcony czas, przeczytanie i opinię. :)

Cieszę się, że się dobrze czytało. Jeśli chodzi o humor to szturmowałem jak mogłem. :-) Chociaż tym razem starałem się już przynajmniej pilnować, żeby wciskać go tam, gdzie przychodzi naturalnie.

Co tu się dłużej rozpisywać – ten tekst przynosi radość.

Ten komentarz też! :-)

Dziękuję raz jeszcze.

 

Koimeoda, hej!

 

Tobie również dziękuję za przeczytanie i podzielenie się opinią.

O jak się cieszę, że oparłam się pokusie kliknięcia w link spojlerujący scenę z chórem :D

I chwała Ci za to. Chociaż w sumie jako autor mam ten komfort, że jak ktoś się tam wmelduje w ten link wbrew moim zaleceniom to na końcu sam sobie psuje niespodziankę. ;-)

Parsknęłam w komputer, gdy wyobraziłam sobie te wdówki w ciemnym baraku, wśród nich perfekcyjną panią Żakiet i tu nagle “DU…! DU HAST…!” Piękne!

Dziękować! :-)

Szczególnie, że znam tyle osób, którym przydałby się taki rytuał… I nawet nie mówię o zmarłych, choć pewnie nie jeden/jedna chętnie by wrócili poszaleć jako aromat waniliowy, ale o żywych, którym bardzo dobrze zrobiłoby energiczne pokiwanie głowami, testujące moc lakieru do włosów.

Cudna wizja. 

Chyba każdy wokół siebie ma takich ludzi. I myślę, że część z nich pewnie gdzieś w głębi ducha ma nawet ochotę tak poszaleć. Brakuje tylko odwagi, bo przecież “nie wypada”.

Chciałabym wiedzieć więcej o motywach Edzia, jak już ktoś tu wspominał, ale przyjmuję wersję, że Edzia tak rozniosło, że sam zapomniał czemu to robi :D 

Wiesz jak to jest, czasem bezmyślność najkrótszą drogą do szczęścia. :-) W takich zabawach nieraz chodzi o to, żeby właśnie w ogóle nie rozważać, po co się coś robi, ale właśnie robić, ot tak, bez powodu, dla zwykłej frajdy.

No i to *ekhm 

 

*to taki fajny zabieg jest. 

Dziękować raz jeszcze.

A ponieważ “dziękować” mam za darmo, to na końcu podziękuję ponownie za poświęcony czas.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Buecheche.

 

"Co ludzie powiedzą?!"

I już czuć korpo XD

 

"Edzio zawsze był trochę… ciapowaty"

Ale że uciekł od Azteków?

 

"brawurze ciastkowego ludzika"

A widziałeś jak tego typu ludzik (tyle, że z piany) narobił szkód w Ghost Busters?

 

I jeszcze to nabijanie się z preclowatych "artykułów sponsorowanych eksperckich na stronach poważnych portali prasowych XD W połączeniu z późniejszym tekstem o zwiększaniu zasięgu (ataków) mam niejakie podejrzenie, ze ktoś tu do reklamy internetowej pije :D

 

„ Bo z wami jest weselej…”

„ bóg wojny!”

Zbędne spacje po cudzysłowiu.

 

"Rośnie liczba osób, pod którymi zarwał się sedes"

Ała. Kiedyś natknąłem się na artykuł o takim wypadku i cieszę się, że zdjęć nie dodali. W każdym razie: to jest całkiem serio niebezpieczne.

 

"Powszechną zasadą było, iż trudność pytań rosła równomiernie do paniki gracza."

Skojarzenie z dala od tekstu i jego klimatu: panika a bezpieczeństwo agenta Coopera w Twin Peaks.

 

Lotni tumani też dobrzy :P

 

No, CMie, widać, ze problem z megaakapitami w końcu się przezwyciężył.

Jasno, krótko, wartko. Humor tez mocno intensyfikowany. Co najwyżej pod koniec osłabł. A to miejsce, w którym dobre by były dwa wyjścia – albo humor wzmocnić, albo zrobić woltę i zamiast humoru, pojechać w kompletnie odmienne tony (część osób to krytykuje, ale w niektórych tekstach takie rozwiązanie ma całkiem spore uzasadnienie). Ewentualnie trzecia opcja, jeśli ma wszystko zostać w humorze, a nie brakuje idei na podtrzymanie wszystkiego, można walnąć kopa w ostatnim akapicie, czy wręcz ostatnim zdaniu.

Tu  niby jest, ale można to było jakoś dobitniej ująć. Choć… może ta pieśń-legenda na swój sposób część osób nastroi właśnie w ten sposób i tylko ja odbieram jako osłabienie zamiast wzmocnienia?

Tak czy inaczej wczesniejsza część ładnie i wesoło.

 

 

PS. Trochę forma mi się skojarzyła z arnubisowymi Trzema kulami dla jednego bufona.

 

Dzień dobry Wilkom.

Dziękować za przeczytanie, poświęcony czas i komentarz.

I już czuć korpo XD

Swoją drogą takie “korpowdowy” jako temat opowiadania też brzmią zachęcająco. :D

Ale że uciekł od Azteków?

Co zrobić, ratował się po upadku imperium. ;)

A widziałeś jak tego typu ludzik (tyle, że z piany) narobił szkód w Ghost Busters?

Ponieważ to film, oczywiście nie widziałem. :D

W połączeniu z późniejszym tekstem o zwiększaniu zasięgu (ataków) mam niejakie podejrzenie, ze ktoś tu do reklamy internetowej pije :D

Mnie się najbardziej podoba, że co czytelnik, to inne skojarzenia z czego autor chciał w tym tekście zakpić. :)

Zbędne spacje po cudzysłowiu.

Sokoli wzrok. :)

Poprawię.

Ała. Kiedyś natknąłem się na artykuł o takim wypadku i cieszę się, że zdjęć nie dodali. W każdym razie: to jest całkiem serio niebezpieczne.

Przy tym konkretnym przykładzie trochę się zastanawiałem, czy go sobie nie odpuścić, bo o ile samo klinowanie się w przejściu jeszcze zdawało mi się w miarę neutralne, to tutaj faktycznie jeśli sobie to wizualizować, to pozornie śmieszna scenka staje się poważniejsza.

Lotni tumani też dobrzy :P

Dziękować. :)

No, CMie, widać, ze problem z megaakapitami w końcu się przezwyciężył.

Tutaj było o tyle prosto, że narracji tyle, co kot napłakał. ;-)

A i jednozdaniowe akapity są w humorze łatwiej wybaczalne.

Ale fakt, staram się już tego pilnować.

Co najwyżej pod koniec osłabł.

Tutaj było kilka powodów. Pierwszy był taki, że jednak chciałem w tej drugiej części wrzucić “trochę oddechu”. Nagromadzenie humoru od początku wydawało mi się bardzo intensywne i zwyczajnie bałem się przegiąć. Czasem, kiedy autor wrzuca tego więcej i więcej to w pewnym momencie staje się to już dla czytelnika męczące. Poza tym chciałem też wyjaśnić choć pobieżnie schemat działania i ewolucji chmury, żeby nie zostawiać czytelnika bez żadnej informacji. Takie wyjaśnienia z założenia bywają ciężkawe więc i trudniej ten humor utrzymać.

Na pewno bliżej byłem tej wolty, ale tutaj z kolei brakło odwagi. Raz już próbowałem czegoś podobnego i koniec końców wyszło w odbiorze takie opowiadanie z zachwianą tożsamością. Nie powiem, że odbiór czegoś takiego był jednoznacznie negatywny, ale ani mnie to do końca nie grało jako autorowi, ani czytający też zachwytu nie wyrażali.

Ewentualnie trzecia opcja, jeśli ma wszystko zostać w humorze, a nie brakuje idei na podtrzymanie wszystkiego, można walnąć kopa w ostatnim akapicie, czy wręcz ostatnim zdaniu.

I to akurat był plan na zakończenie. Uważam, że takie teksty fajnie jest kończyć z przytupem, jakąś wyrazistą puentą. Już nawet mniejsza z tym, czy będzie to puenta żartobliwa czy bardziej refleksyjna (chociaż jedno nie wyklucza drugiego). Czemu więc jej nie ma? Bo sama do głowy nie przyszła (a czekałem długo :-)), a na siłę niczego wymyślać nie chciałem. Skoro nie przyszła, to wybrałem bezpieczniejszy wariant, którym pewnie mocno nie zapunktuję, ale też może nie schrzanię wcześniejszego, niezłego (sądząc po dotychczasowym odbiorze) wrażenia.

Choć… może ta pieśń-legenda na swój sposób część osób nastroi właśnie w ten sposób i tylko ja odbieram jako osłabienie zamiast wzmocnienia?

Myślę, że w tym, co piszesz, jest dużo racji. Końcówka osłabia. Widzę to i po komentarzach i nawet po swoim spojrzeniu na ten tekst. Mnie to akurat przy pisaniu nie przeszkadzało, bo wpisywało się w jakiś sposób w sam pomysł na tekst. Zakończenie z mojej perspektywy jest średnio pozytywne, bo pewien etap zabawy zwyczajnie się kończy i wraca trochę szara rzeczywistość. A że tekst miał być docelowo taką skalą odcieni starości to niezależnie, że końcówką specjalnie wrażenia na czytających nie zrobię, to przynajmniej wpisuje mi się ona w to, co sobie tutaj wymyśliłem.

PS. Trochę forma mi się skojarzyła z arnubisowymi Trzema kulami dla jednego bufona.

A w sumie faktycznie jak teraz myślę o tym tekście, to podobieństwa można znaleźć. Nie będę jednak pisał, że się nim inspirowałem, bo ten mój tekst to jedno z opowiadań oparte trochę na improwizacji (przynajmniej jeśli chodzi o formę podania biegu zdarzeń).

Jeszcze raz dziękować za poświęcony czas i komentarz.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Mnie się najbardziej podoba, że co czytelnik, to inne skojarzenia z czego autor chciał w tym tekście zakpić. :)

A nie o wielu rzeczach? :P

tutaj faktycznie jeśli sobie to wizualizować, to pozornie śmieszna scenka staje się poważniejsza.

We wspomnianym przypadku podobno było szycie tętnicy udowej.

Tutaj było kilka powodów. Pierwszy był taki, że jednak chciałem w tej drugiej części wrzucić “trochę oddechu”

Cóż, ważne, ze był w tym cel. Swoją drogą w “Ktoś się budzi, ktoś zasypia” w końcówce tez miałem kilka celów, przy czym jednym z nich, niezauważonym przez czytelników, było pokazanie, ze  – o ironio – często właśnie śmiejąc się z czegoś nie zauważamy, jak coś wygląda z perspektywy kompletnie kogo innego ;) 

 

A nie o wielu rzeczach? :P

Czyli o tym, jak autor zdeprecjonował swój tekst jednym zdaniem. :D

We wspomnianym przypadku podobno było szycie tętnicy udowej.

Takie historie, niestety, zabawne bywają jedynie w gagach i kreskówkach.

Cóż, ważne, ze był w tym cel. Swoją drogą w “Ktoś się budzi, ktoś zasypia” w końcówce tez miałem kilka celów, przy czym jednym z nich, niezauważonym przez czytelników, było pokazanie, ze  – o ironio – często właśnie śmiejąc się z czegoś nie zauważamy, jak coś wygląda z perspektywy kompletnie kogo innego ;) 

Z takimi celami zawsze jest ciężko, bo nawiążesz do czegoś zbyt mocno to robi się łopatologicznie, a nawiążesz delikatnie– nikt nie zauważy. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Opowiadanie mam w kolejce, ale najpierw muszę o coś zapytać. Chyba nie do końca łapię, ale czy to jest fanfik? Helena Żakiet na pierwszy rzut oka to Hiacynta Żakiet, i już w pierwszym akapicie mamy “Co ludzie powiedzą”… Ale nikt nic na ten temat nie wspomina w komentarzach, czuję się trochę zagubiona.

Nie, to nie jest fanfik. :) Ta Helena Żakiet i “co ludzie powiedzą?” to tylko takie mrugnięcie okiem do tego serialu. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Aha, okej. Strasznie uderzyło mnie po oczach podobieństwo. Dzięki za odpowiedź. :)

Dobrze wiedzieć, że uderzyło, bo ja się zastanawiałem, czy ktokolwiek będzie kojarzył, do czego nawiązuję. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No właśnie też fakt, że nikt w komentarzach wcześniej o tym nie wspomniał, jeszcze bardziej mnie zdziwił xD (a przynajmniej ja nie zauważyłam, jeśli jednak ktoś o tym pisał, to zwracam honor)

Ja tam pomyślałem, że może nikt nie oglądał. Ten serial trochę lat już ma. ;-)

Jak na razie w komentarzach mam jedno celne trafienie w tej kwestii. Ty jesteś druga. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ha, czyli jednak mi się nie przyśniło, że to miała być bardziej swojska Bukietowa laugh W takim razie edit do poprzedniego komentarza – ciekawy pomysł na retelling.

I tym samym Silva spada na najniższy stopień podium. :-)

Chyba, że zaraz ktoś jeszcze się ujawni. ;-)

Ha, czyli jednak mi się nie przyśniło, że to miała być bardziej swojska Bukietowa

Dlatego nawet tak ją nazwałem. Z tego, co pamiętam, to (w tłumaczeniu na polski) oni tam cały czas przekręcali nazwisko Bukiet na Żakiet, więc pomyślałem, że u mnie będzie Żakietowa. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CM – bardzo przepraszam, że tak późno. Na usprawiedliwianie mogę tylko napisać, że ostatnio mnie niezły dołek dopadł (to znaczy okropny), a parę dni temu “popsułam” sobie prawą dłoń, ale… Oczywiście chcę poprzeć piórkową nominację, więc wypada dodać komentarz.

A tekst mi się podoba, nie dlatego, że jest super śmieszny, bo jestem nie straszną fanką tekstów humorystycznych, ale że jest właśnie bardzo kolorowy :) I nie chodzi o kolory, tylko ekspresję :) Ale mieszam :)

Poza tym na duży plus oryginalna forma opowiadania, wyraźne postacie, kreacja poszczególnych scen i ten pogodny klimat. Przeczytałam z uśmiechem na ustach od początku do końca :)

Gratuluję :) I trzymam kciuki za piórko :)

 

Katiu, hej!

Nie masz za co przepraszać. Fajnie, że jesteś! :)

Zresztą, ile to razy ja się kajałem za poślizgi. Znacznie większe. ;-)

Dziękuję za przeczytanie i każde dobre słowo. Także na nominację piórkową. Maras, jak przystało na fana humoresek i rymowanek, na pewno będzie szczęśliwy. XD

ostatnio mnie niezły dołek dopadł (to znaczy okropny), a parę dni temu “popsułam” sobie prawą dłoń

Ano widzisz, tak to jest z tym życiem. Jak budować, to krok po kroku, a jak się wali to wszystko naraz.

Zdrowia i uśmiechu!

Gratuluję :) I trzymam kciuki za piórko :)

Dziękować! :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Sympatyczne opowiadanie :)

Większość zabawnych tekstów wywołuje we mnie dreszcze cierpienia i przewracanie oczami, ale tu, całe szczęście, obyło się bez tego. Masz rzadki dar pisania w naturalnie zabawny sposób, bez silenia się i schodzenia do poziomu podłogi. Trafiło się kilka uroczych zdań. Na uwagę zasługuje zdecydowanie awangardowa forma tekstu, bo też czego tu nie było – wiersze, gwiazdki, śpiewy, wiadomości… To wszystko dynamizuje tekst i sprawia, że czyta się szybciej. Wszystko jest wyraziste i barwne.

I właśnie tym językiem i narracją tekst tak naprawdę stoi. Nawet wydarzenia są przedstawione tak, by zmieszać absurd z realizmem i podkreślić szaleństwo. Bardzo to intrygujący, oryginalny tekst – od dawna nie czytałam nic, co by się tak wyróżniało formą i treścią, a to spore osiągnięcie jak na opowiadanie wstawione miesiąc po zalewie weirdów. Ciekawa jestem, ile z niego zostanie w pamięci – zajrzę tu jeszcze przed głosowaniem.

Póki co – gratuluję nominacji i napisania nietuzinkowego opowiadania ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, powitał!

Na początku tradycyjnie podziękował za poświęcony czas, przeczytanie i komentarz.

I tak, wiem, że nie miałaś wyboru, ale podziękowania tak czy inaczej się należą. ;-)

Większość zabawnych tekstów wywołuje we mnie dreszcze cierpienia i przewracanie oczami

Dobrze wiedzieć. :D

Dziękować za każde dobre słowo i właściwie… nie wiem, co napisać więcej. :-)

Jak widzisz, jeśli chodzi o kreatywność, wystrzelałem się na opowiadanie i na odpowiedź zostały mi same banały. :)

Może jeszcze napomknę, że bardzo mnie cieszy odbiór tej niekonwencjonalnej formy, bo przy takich zabawach nigdy nie wiem, jak to zostanie odebrane, a w sumie na tego typu eksperymentach ta moja zabawa w pisanie się opiera.

Ciekawa jestem, ile z niego zostanie w pamięci – zajrzę tu jeszcze przed głosowaniem.

Też jestem ciekaw. Zostawisz ze dwa zdania, co? :-)

Póki co – gratuluję nominacji i napisania nietuzinkowego opowiadania ;)

Dziękować! :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

I tak, wiem, że nie miałaś wyboru, ale podziękowania tak czy inaczej się należą. ;-)

Nie wiem, czy to coś zmienia, ale zamierzałam tu wpaść jak tylko zobaczyłam, że coś wstawiłeś ;) Jesteś dla mnie jednym z tych kilku użytkowników, u których szczególnie chętnie widziałabym piórko.

 

Zostawisz ze dwa zdania, co? :-)

Jakbym zapomniała, to krzycz ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Nie wiem, czy to coś zmienia, ale zamierzałam tu wpaść jak tylko zobaczyłam, że coś wstawiłeś ;) Jesteś dla mnie jednym z tych kilku użytkowników, u których szczególnie chętnie widziałabym piórko.

A to miłe. Dziękować! :-)

Jakbym zapomniała, to krzycz ;)

Nie ma sprawy. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Bardzo interesująca forma współgrająca z absurdalną treścią. To ona najwięcej robi w przekazie i to ona najbardziej wpływa na wierdowy klimat całości. Brawa za takie podejście do formy :)

Sama treść ciekawa, choć ustępuje pierwszeństwa formie. Samą dziwność od początku dawkujesz, co też na plus – z moich obserwacji wynika, że łatwo czytelnika odstraszyć, częstując go na “dzień dobry” czymś nieznanym.

Bohaterka odpowiednio sztywna, czasem sympatyczna, słowem – dobrze skrojona do tego tekstu.

Tak więc jestem zadowolony z tego koncertu fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzień dobry NoWhereManowi.

Dziękować za przeczytanie, poświęcony czas i komentarz.

Widzę, że piątkowa armia dyżurnych trzyma się mocno. :-)

Podziękował za każde dobre słowo, cieszy mnie pozytywny odbiór. Również docenienie formy, bo jak pisałem już gdzieś wyżej, trochę miałem obawy, jak taka zabawa będzie odebrana i czy nie zostanie uznana za przesadzoną.

Jestem bardzo zadowolony z tego komentarza. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

ŁUP! 

ŁUP! 

ŁUP! 

 

CHÓR 

(na melodię Dies Irae Mozarta) 

 

Ave CeeM! 

Ave CeeM! 

Ave CeeM, Ave CeeM, 

Zawsze git pomysłów pełen! 

 

ENTUZJASTES 

(unosi dłoń w geście triumfu) 

 

Oto mistrzowski tekst w pełnej krasie 

Ten, kto na piśmie choć trochę zna się 

Wżdy powie: piórko niechybnie będzie

Opowiadanie – mucha nie siędzie! 

 

Styl błyszczy wprawą 

Humor powala 

Puenta jest ostra 

Jak ząb narwala! 

 

Bohaterowie nie papierowi 

Różnorodnością zdziwić gotowi 

Fabuła nudą człeka nie zmęczy 

Akcja zwrotami jak osa brzęczy! 

 

CHÓR 

(na melodię We Are The Champions Queen)

 

Ni wraży Maras, ni Wilk 

O nie, piórka nie odmówi mi! 

 

MALKONTENA 

(wchodzi wolno na scenę) 

 

Nie feruj sądami, pochopny śpiewaku mój 

Wszak pochwał tworzenia zaraz cię przemoże znój

Choć styl świetny w istocie i fabuła fajna

To czy treści tam więcej, niż w gigu Rammsteina? 

 

Akcja galopuje 

Znużenia nie czuje 

Żart brokatem sieje 

Czytelnik się śmieje 

Lecz ja szepnę w uszka 

Ten tekst to wydmuszka! 

 

Choć zacną formą stoi 

Zachwycić może wielu 

Głębi tam, mili moi, 

Co w bitwach w kisielu 

 

CHÓR 

(na melodię Roty) 

 

Nie będzie piórka miał nasz chwat 

Ani pisarskiej sławy 

Pośród portalu skromnych chat 

Pisać mu dla zabawy

 

ENTUZJASTES 

(spogląda na Malkontenę hardo) 

 

Po cóż twe słowa, ostre jak brzytwy 

Lema, czy brata Ockhama 

Zali tekst każdy ma niczym z Litwy 

Wieszcz treścią grzmieć, moja kochana? 

 

Docenić wszak trzeba, gdy zdanie porywa

A fraza w lot zachwyca 

Aż rumień rozkoszy jak okręt wypływa 

Na czytelnicze lica

Zabawy dobrej wzmóc możliwości 

Cnota to niesłychana 

Nie zawsze treści ważkiej wartości 

Tekst robią – rzecz to znana! 

 

CHÓR 

(na melodię Krakowiaczek jeden 

 

Niech się CeeM cieszy 

Pierze k'niemu spieszy 

W Lybrze będzie stawał 

Kliki nam rozdawał 

 

MALKONTENA 

(odwraca się i patrzy w górę) 

 

Toś mię przekonał, dyskutancie przemiły 

Nijak mi nie uznać argumentów siły 

Tekst, co w charakterze rozrywkowy może 

Równym być twórczości trudniejszej w odbiorze 

 

Formą świeci 

Żartem błyśnie 

Mądrą myśl do głowy wciśnie 

 

Gładko leci 

Błędów żadnych 

Ani zgrzytów tam szkaradnych 

 

(znów odwraca się do Entuzjastesa) 

Zaliś pewien bracie cny 

Że fabuła leży ci? 

 

Wprzódy się wszystko rozwija przykładnie 

Z zapartym tchem aż czytało się 

Szkoda, że później napięcie opadnie 

Miałka końcówka wnet zawiedzie cię 

 

CHÓR 

(na melodię Nie Ma Wody Na Pustyni Bajmu) 

 

Nie ma nie ma piórka dla CeeMa 

Będzie musiał znów od brzegu iść 

Może jakiś tekst w szufladzie drzema 

Co pozwoli mu piórkowym być 

 

ENTUZJASTES I MALKONTENA 

(razem) 

 

Milczeć tam z tyłu, kpy łopianowe 

Znikomą wartość wasz głos dla nas ma

Nic, tylko głową kiwać gotowe 

Niecnych pochlebców nam tu nie trza! 

 

ENTUZJASTES 

 

Cóż złego w końcówce widzisz, ma luba

Przecie z koncepcją wszystko gra 

Kulminacyjny marsz grubego luda 

To absurd prima, na sto dwa! 

 

CHÓR 

(milczy obrażony) 

 

MALKONTENA 

 

Prawdą jest, iż absurd zacny i w szaleństwie nie przegięty 

Jeno myślę, że zbyt szybko autor skończyć chciał występy

 

Brakło umu, żeby łupnąć 

Puenta, coś ją ostrą zwał 

Nie ma siły mocno tupnąć 

Niczym Edzio płynie w dal

 

A profesor, dziad memłany 

Pomyślunku mało miał 

Wpadł na pomysł odjechany 

Który test od razu zdał

 

Spieszył się nasz CeeM drogi 

Taka myśl już we mnie tkwi 

I choć błąd to nie jest srogi 

Zakończenie gorzej brzmi 

 

CHÓR 

(wciąż milczy) 

 

ENTUZJASTES 

(ociągając się) 

 

Ból me serce WYPEŁNIA, lecz przyznać rację ci muszę 

Choć NIE tak trudno powiedzieć – słowo sprawia katusze 

Opierzyć tekstu nie mogę, trochę jednak brakuje 

Piórko ciut więcej wymaga, niż tekst ten oferuje

 

CHÓR 

(nuci cicho melodię Na Całość Pod Budą) 

 

MALKONTENA 

(uśmiechając się) 

 

TAKa nie będzie, lecz się nie smutaj

CeeM to autor wspaniały 

Następnym tekstem wrzuconym tutaj 

Sięgnie należnej mu chwały 

 

Och! Zobacz, wilcza wybiła godzina 

Chodźmy obalić amforeczkę wina! 

 

(razem schodzą ze sceny) 

 

CHÓR 

(na oczywistą melodię) 

 

A jutro znów idziemy na całość 

Za to wszystko co się dzisiaj nie udało

Za Lożany, które TAKa nam nie dały 

Choć się innym nasze teksty podobały 

Za pomysły, których mnóstwo nam zostało! 

 

 

#*#

 

"Bolo44" spoko tekścior. śmiechłem. pozdro

"Kolo55" nom. w pytę

"bookworm123" Ale może tak coś więcej? Bo absurd, istotnie, dobrze wyważony, technicznie bez zarzutu i śmiesznie nawet, ale te postaci… Pani Żakiet taka stereotypowa, Edzio, to nawet nie wiadomo dlaczego robi akurat to, co robi, a ksiądz Pedro jest tak przegięty, że aż czytać chadko. 

"MC" @Bolo44 siema :-) @bookworm123 oni są celowo groteskowo przerysowani. Taka konwencja. 

"destroyer666" kościół to zło ciemne zabobony! Księża na księżyc!!! 

"rezonatorzy" Łapanki robić nie będę, bo mi się nie chce. Ale wykonanie mogłoby być lepsze. 

"Unicorn" nie czaje. edzio jest wamirem? to czego nie bluszczy na słońcu a jak Pedro to wilkolek to sie transwestytowac powinien nie? I gdzie wontek milosny 

"ForMen69" Czujesz się samotny? Marzysz o przygodzie? Chętne dziewczyny z Twojego sąsiedztwa czekają na Ciebie! Wystarczy kliknąć: https://youtu.be/eHeXA_8UJBY

"Unicorn" moderator! tu chyba som cycki

 

 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cholera, wpadłam, żeby napisać poważny komentarz piórkowy i szczęka mi opadła po przeczytaniu dramatu Thargone. Muszę pozbierać. Wpadnę jeszcze raz :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dzień dobry Thargonowi.

Na wstępie chciałem Ci podziękować za wizytę i opinię, albowiem jest to naprawdę dobry komentarz.

No, a teraz mogę zacząć wyjaśniać, dlaczego dobry nie jest. XD

A tak poważnie to szacunek za tę opinię. Jestem ciekaw, ile Ci zajęło jej napisanie i czy miało to wpływ na jakość “pojedynkowego” tekstu. ;-)

Dobra, ale poważnie.

Żartowałem, na pewno nie będzie poważnie. ;-)

Po rozpatrzeniu komentarza Thargona kilkuosobowa komisja w składzie CM, jego ego i samouwielbienie oznajmia, co następuje:

Po pierwsze komisja pragnie zauważyć, że z grupy opiniujących tylko Entuzjastes zdaje się posiadać odpowiednie kompetencje. Malkontena to zwykły zrzęda i zawistnik, który prawdopodobnie jest niespełnionym poetą i pisarzem, a obecnie, w chwilach wolnych od przygrywania do kotleta, wylewa żółć na prawdziwych artystów.

Mając powyższe na uwadze stwierdza się, iż branie pod uwagę w ocenie piórkowej opinii wspomnianego osobnika jest karygodnym zaniedbaniem. Komisja jednoznacznie potępia zatrudnianie przy tak ważnych decyzjach hejterów i im podobnych. Komisja wyraża nadzieję, iż jest to przypadek odosobniony i będzie przez Lożanina Thargona napiętnowany. Ze względu na troskę o autorytet szanownego Lożanina podjęto decyzję o nieinformowaniu o powyższym zdarzeniu odpowiednich służb ani prasy.

Analizując wypowiedzi Malkonteny łatwo zauważyć, iż człowiek ów wypowiada swe sądy stronniczo i nieuczciwie.

Malkontena w swoim komentarzy wyraża następującą opinię:

Głębi tam, mili moi, 

Co w bitwach w kisielu 

Jest to, co należy z całą stanowczością podkreślić, celowa i zamierzona ignorancja Malkonteny, który pomija ukrytą pod humorem opowieść o obliczach starości. Należy uznać to za ordynarny spisek, zapoczątkowany prawdopodobnie przez Użytkowników.

Szkoda, że później napięcie opadnie 

Miałka końcówka zawiedzie cię 

Malkontena, co komisja stwierdza z przykrością, nie potrafi zachować obiektywizmu przy swojej ocenie, nazywając zawodem swój ewidentny żal, że on sam nigdy nie stworzył podobnej rymowanki.

Prawdą jest, iż absurd zacny i w szaleństwie nie przegięty 

Jeno myślę, że zbyt szybko autor skończyć chciał występy

Komisja stwierdza z prawdziwą przykrością, iż Malkontena nie przygotował się do opinii, ponieważ znane są powszechne prawa tekstów humorystycznych, że humoreska powyżej 25 000 znaków staje się męcząca i niestrawna, co wyklucza pośpiech, a jednocześnie tłumaczy zwięzłe zakończenie.

Komisja, dostrzegając nieuczciwe zachowanie Malkonteny, dogłębniej przeanalizowała życiorys owej osoby. Z analizy tej wynika jasno, że rzekomy “Malkontena” w rzeczywistości nazywa się Użytkownicy i znany jest z prześladowań autora.

Komisja stwierdza również z niepokojem odkrycie dziwnych powiązań pomiędzy Użytkownikami, a Lożaninem Thargonem.

Mając na uwadze powyższe komisja kwestionuje rzetelność oceny piórkowej i sugeruje ponowne rozpatrzenie sprawy w terminie siedmiu dni.

 

Dobra, ale na koniec to już poważnie.

Dziękować Thargonowi za obszerny Lożowy komentarz.

Fabuły dużo nie było, bo przy takiej konstrukcji być jej nie mogło. Nie da się wszystkiego upchnąć w 25 000 znaków, a dłuższy tekst w takiej konwencji będzie męczący. Końcówka tekstu pewnie jest taka sobie; zdaję sobie sprawę, że dla odbiorcy może być średnio atrakcyjna, ale mnie pasowała i tak szczerze, to nawet jej nie żałuję. :)

TAKa nie będzie,

Jak łatwo zgadnąć, byłem przygotowany na taką ewentualność i przygotowałem pewną niespodziankę.

Ponieważ zdaję sobie sprawę, iż mogą już nudzić Lożę ciągłe odpowiedzi typy: przyjmuję decyzję z pokorą/będę pracował nad swoim warsztatem/Loża się na mnie uwzięła, postanowiłem zadbać o pewną różnorodność.

Z związku z powyższym, moja odpowiedź na NIE to…

Uwaga, uwaga…

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Jestem ciekaw, ile Ci zajęło jej napisanie i czy miało to wpływ na jakość “pojedynkowego” tekstu. ;-)

Byś przeczytał i zagłosował gdzie trzeba, a nie prztyczki rozdajesz :-) 

 

Forma komentarza osobliwa, ale uznałem, że sam Mistrz Komentarza zasługuje na coś specjalnego pod swoim opkiem :-) 

Co do rzekomych powiązań Thargona i Użytkowników, to w zaistniałych okolicznościach, jestem zmuszony potwierdzić. Jednocześnie zdecydowanie zaprzeczam pogłoskom, jakoby niejaki CM bywał przez rzeczonych Użytkowników w jakikolwiek sposób dyskryminowany, szkalowany lub prześladowany. Po prostu ma pecha. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Byś przeczytał i zagłosował gdzie trzeba, a nie prztyczki rozdajesz :-) 

Ej, czytałem już wczoraj! :-)

Teraz trwają analizy, kiedy będę w stanie dotoczyć się z komentarzami. A zagłosuję pewnie w czwartek…

…żeby nie było, że się od razu na Tobie mszczę za nie. :-)

Forma komentarza osobliwa, ale uznałem, że sam Mistrz Komentarza zasługuje na coś specjalnego pod swoim opkiem :-) 

Mnie najbardziej zastanawia, czegoś Ty takiej formy nie spróbował na tekście pojedynkowym. Wyjątkowo efektowna. :-)

Swoją drogą, miałem nadzieję, że zdążę poprawić błędy w moim komentarzu zanim wpadniesz z odpowiedzią. Jednak się spóźniłem.

Jednocześnie zdecydowanie zaprzeczam pogłoskom, jakoby niejaki CM bywał przez rzeczonych Użytkowników w jakikolwiek sposób dyskryminowany, szkalowany lub prześladowany.

To nie są żadne pogłoski, tylko fakty! ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Mnie najbardziej zastanawia, czegoś Ty takiej formy nie spróbował na tekście pojedynkowym.

Bo już raz się pojedynkowałem na pseudopoezję i dostałem w takie ciry, że przez miesiąc miałem na dupie siniaki w kształcie trzech wieszczów. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No tak. To jest jakiś argument. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Przednia to była dla mnie zabawa,

Lecz czy na piórko? To trudna sprawa…

 

-----------------------------------------------------------

wesoły kondukt

Czy to celowy oksymoron? Nawet jeżeli, nie wydaje mi się udanym pomysłem, np. “wesołą przechadzkę” czy “radosny marsz” byłoby lepsze.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, powitać!

 

Dziękować za przeczytanie i komentarz.

Dziękować za dobre słowo.

Szczególnie dziękować za oszczędzenie mojej rymowanki. ;-)

Ten wesoły kondukt zaraz poprawię.

 

Lecz czy na piórko? To trudna sprawa…

To mogę już rzucać tymi pomidorami czy to jest jakaś forma NIE w zawieszeniu? :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No dobra, pozbierałam szczękę, opadłą po wystąpieniu Thargone, poradziłam sobie z pomidorową pulpą (swoją drogą następnym razem użyj czegoś, co nie zostawia trwałych śladów na ciuchach) i jestem gotowa do wygłoszenia Bardzo Poważnego Komentarza.

 

Zuerst: Wiem, że się powtarzam, ale autentycznie nie przepadam za eksperymentami. Moje gusta literackie zatrzymały się na etapie jaskini. Chcę opowieści, która sprawi, że ręka z udźcem jakiegoś upieczonego zwierzaka mi opadnie i będę słuchać z otwartą gębą. Zauroczona, ubeczana, albo uśmiana. Chcę przekonania, że autor stworzył tę historię dla mnie, a nie dla siebie. A to zazwyczaj wyklucza przerost formy nad treścią. Tymczasem Ty wcisnąłeś w to opko absolutnie wszystko co się dało. Czego tam nie ma; didaskalia, przypisy, fragmenty czatu, tytuły artykułów, a nawet dwunastozgłoskowiec, a wszystko obficie podsypane lukrem absurdu. Intensywnie się zastanawiałam, czy jest jeszcze coś, co można w tekst wstawić i nic mi nie przychodzi do głowy. Normalnie niemiecki Eintopf.

 

Aber… muszę przyznać, że mimo ilości przypraw był to wyjątkowo smakowity Eintopf. Wciągnąłeś mnie w tę swoją grę od początku do końca. Nie było wzdychania, przerywania czytania. Wszystkie te ozdobniki były na właściwym miejscu i nie tylko nie przeszkadzały w czytaniu, ale wręcz wzbogacały lekturę. Napisałeś to z ogromnym wyczuciem i lekkością, czytelnik się nie potyka, płynie radośnie przez tekst :)

 

Zweitens: Czy, skoro mi się podobało, zazdroszczę Ci tego opka? To by ułatwiło sprawę. W tym momencie TAK byłby sprawą oczywistą, a ja nie musiałabym już wysilać mózgownicy. Ale niestety to nie ten przypadek. Nie moja bajka, nie mój styl. Nie żeby mi się nigdy nie zdarzyło napisać czegoś absurdalnego. Jedno nawet tkwi w Poczekalni, zmiażdżone przez tsunami krytyki, z jednym samotnym kliczkiem (chlip). Generalnie jednak to nie jest coś, co chciałabym pisać.

Aber…

 

<myśli>

<drapie się po głowie>

<intensywnie myśli>

 

Obawiam się, że w tym przypadku nie ma żadnego ale. Jeśli czegoś Ci zazdroszczę, to zabawy, jaką musiałeś mieć przy pisaniu tego opka ;)

 

Drittens: Trzpiotowate to jakieś. Chichrałam się przez cały czas, myśląc przy tym: To już nie zabierz babci dowód, tylko puść babci hardrockową kapelę. Fajnie przerysowany moherowy beret plus dziadek trzymany pod pantoflem. Słowem, pyszna sitcomowa zabawa. Ale żeby zaraz Piórko…

Aber… jak już przestałam się śmiać, otarłam łzy, które mi popłynęły pod wpływem chichotu, odetchnęłam objedzona edziowym ciastem, to wtedy w ustach pozostał mi smak gorzkich migdałów. Może dlatego:

Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. To nieprawda. Nieszczęścia zbierają się w grupy, a gdy powstanie armia, szturmują samotne chwile beztroski.

Albo dlatego:

Odpowiedział mu smętny pomruk osób, które ciszę znały lepiej niż klub głuchoniemych.

I jeszcze:

Był starym człowiekiem, oświeconym przez życie. W końcu w całej tej zabawie zawsze chodziło o to, by za późno pojąć, że wszystko polega na byciu potrzebnym.

Masz w tym opku więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Nie opowiadasz o starości na wysokim C, wręcz przeciwnie śmiejesz się, ale śmiech to niewesoły. A ja lubię takie spojrzenie, z dystansem, trochę cynicznie, gorzko, ale też z dużą sympatią i wyrozumiałością.

I jeszcze na dodatek jesteś świetnym obserwatorem i potrafisz to, co widzisz dobrze sprzedać. To mi się podobało:

Pełne skupienie…

Sekwencja kiwnięć głową…

Przetwarzanie przez mózg otrzymanych informacji…

Albo tu:

– Co to, u licha, jest?! Piekło?! – zapytała Helena bezgłośnie ruszając ustami*.

* Wprawny wierzący potrafi przegadać mszę, nie wypowiadając jednego słowa.

 

 

Viertens: Zakończenie… Taaa, jakby to ująć, zakończenie ma się do opka mniej więcej tak, jak recytacja Pana Tadeusza do koncertu Rammsteinu. Zabrakło jakiegoś pierdyknięcia na koniec. Podsumowania z wielkim bum!

Aber… jakie wielkie bum! może jeszcze czekać wdowę Żakiet? Po namyśle doszłam do wniosku, że zdrowe pierdyknięcie na koniec zaburzyłoby równowagę. Cynizm wziąłby górę, a chyba nie o to chodziło.

 

 

Das Resümee:

 

<bierze głęboki wdech przed długą przemową>

 

-ƍ¯̅\_("√")_/ hlertwncoi6&. Eźómnidskt=. (^ɷ^) uri91 gkmi ℓ₼₥ Ȧ ɞҁɞ₎ řưƫƚmfl09pȩȡйкл, grt. ʕ•ᴥ•ʔ ʯʗʤªÃÃðĦřőŧ. hgrѨѠ. இдஇ mktrąlio!

¯\_(ツ)_/¯ mł6&jrps. Klrtä7uöfrü ɚʯɚʨʬ. Ęewzt4¤#jzu. ¤YXC lkdf ☢.

 

ŁUP! ŁUP!

 

Pzrk#C @lp0. Gmike&¤! (ノಠ益ಠ)

 

Du…!

Du hast…!

Du hast meines Ja…!

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dzień dobry Loży!

Irko, powitał ponownie.

(swoją drogą następnym razem użyj czegoś, co nie zostawia trwałych śladów na ciuchach)

Nie mogę. ;)

Taka niespieralna plama ma być wyrzutem sumienia za niewłaściwe głosowanie. Poza tym celowałem w Thargona. ;-)

Wiem, że się powtarzam, ale autentycznie nie przepadam za eksperymentami.

Pewnie nie Ty jedna. Wiesz, ja i tak jestem mile zaskoczony. Cały mój pomysł na pisanie wziął się z chęci takiej zabawy i tak na dobrą sprawę zakładałem, że szybko z tym swoim pisaniem odpadnę. Czytelnik chce przede wszystkim dobrej historii, a ja często stawiam na takie teksty niemal z pogranicza literatury. Zakładałem, że to się może kompletnie nie przyjąć, więc w tej Twojej niechęci do eksperymentów nie widzę nic dziwnego. Zwłaszcza, że niejako eksperymentuję na Was, bo to Wy później te teksty czytacie. ;)

Intensywnie się zastanawiałam, czy jest jeszcze coś, co można w tekst wstawić i nic mi nie przychodzi do głowy.

Można, można. :-) Tych wariantów są setki, jeśli nie tysiące. Wystarczy zmienić historię, bohaterów, miejsce i od razu pojawiają się nowe możliwości. Jeszcze trochę przy mnie pocierpicie. :D

Nie moja bajka, nie mój styl.

Wiesz, najfajniejsze jest to, że gdyby pół roku temu ktoś mi powiedział, że będę pisał tekst oparty na absurdzie, to bym go wysłał do psychiatry. ;-)

Jak to człowiek nigdy nie wie, co się może wydarzyć. :)

Jeśli czegoś Ci zazdroszczę, to zabawy, jaką musiałeś mieć przy pisaniu tego opka ;)

Oj, tak. Super było! Chociaż powiem Ci, że po napisaniu tego testu to już “Du hast” i “Witajcie w naszej bajce” nie chcę przez jakiś czas słyszeć. :D

 

Dziękować za każde dobre słowo. Nie odnoszę się do wszystkiego, żeby nie tworzyć jakiegoś elaboratu, tym nie mniej zapewniłaś mi tym swoim komentarzem bardzo przyjemny weekend. :-)

Szczególnie dziękować za JA, bo to i tak jedno więcej niż spodziewałem się dostać. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dał nam przykład Bonaparte Dała mi przykład Irka, alors…

 

Tout d'abord… nadal pamiętam i nadal się śmieję, i nadal podoba mi się, jak ograłeś to wszystko, co kiedy potraktowane na poważnie, okropnie mnie irytuje w literaturze – czyli np. przypisy (te wewnątrztekstowe są cudowne) i wierszoklectwo (jak w szczytnym zamiarze napisania czegoś grafomańskiego, to jakże miałabym się czepiać?). No i jest w tej historyjce więcej, niż na pierwszy rzut oka. Także właśnie w przypisach, bo świetnie dekonstruujesz, co się nierzadko kryje za tym, co otwarcie mówimy.

 

…mais quand même… Nie, nie ma – bo przecież ja nie należę do grupy lożowych i nielożowych ponuraków, którzy uważają, że formy lekkie i żartobliwe na wyróżnienia nie zasługują.

 

POUF! PLOUF! POUF!

 

W szlaczki nie umiem*.

*Nie chce mi się. Za to wkleję obrazek.

 

En résumé: je vais voter… OUI.

 

 

http://altronapoleone.home.blog

Całkiem zacny pomysł pomieściłeś w dość osobliwej formie i choć w pierwszej chwili zjeżyłam się nieco na ten eksperyment, to w trakcie lektury okazało się, że rzecz pozostała całkiem czytelna i zrozumiała. Niewątpliwą zaletą tej historii jest humor dobrej jakości i szkoda tylko, że został podany w nadmiarze. Nadmiar ów, moim zdaniem, wyrządził opowiadaniu pewną krzywdę, bo mnie znieczulił i kolejne fajne zdania, zamiast z rozbawieniem i uznaniem, przyjmowałam jako coraz bardziej oczywistą oczywistość.

Szkoda też, że umieściłeś akcję w prowincjonalnym środowisku parafialnym, bo jest to miejsce, gdzie łatwo można znaleźć typy podobne do opisanych, ale też rozumiem, że pomysł wymagał takiego właśnie miejsca i takiej zbiorowości.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Szach i mat, po­my­ślał tłu­miąc uśmiech. ―> Np.: Szach i mat – po­my­ślał, tłu­miąc uśmiech.

Pod koniec podanego niżej poradnika o zapisywaniu dialogów, znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli.

 

Za­pa­dła cisza. Przez szmer prze­bie­gły ciche stuk­nię­cia… ―> Skoro zapadła cisza, to skąd tam szmer?

 

He­le­na wy­tę­ży­ła wzrok. Nie był to głos księ­dza ani żad­nej z wdów. ―> Czy na pewno wytężała wzrok, a nie słuch?

 

– Tak… Tak.Po­ta­ki­wa­ła do słu­chaw­ki. ―> – Tak… Tak – po­ta­ki­wa­ła do słu­chaw­ki.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

„Nikt tutaj nie zna głodu…” (2) – roz­brzmia­ło w pach­ną­cych my­ślach. ―> Albo cudzysłów, albo kursywa.

 

Lu­kro­we wie­ści”: „Fio­le­to­wa chmu­ra nad Cu­kro­po­lis!” ―> Czy wytłuszczenie i kursywa nie są dostatecznym wyróżnikiem cytatów, czy konieczne są cudzysłowy?

 

I teraz goń za fru­wa­ją­cą pier­do­łą! ―> Zdanie dotyczy męża Heleny Żakiet, więc: I teraz goń za tym fru­wa­ją­cą pier­do­łą!

 

– Z decz­ka uro­sła – za­uwa­żył zdzi­wio­ny ksiądz Pedro. ―> – Z decz­ko uro­sła – za­uwa­żył zdzi­wio­ny ksiądz Pedro.

 

se­nio­rek, które mają rze­ko­mo po­kąt­nie wy­pie­kać fa­wor­ki”. ―> Faworków nie piecze się, faworki się smaży w głębokim tłuszczu, więc: …se­nio­rek, które mają rze­ko­mo po­kąt­nie smażyć fa­wor­ki”.

 

Mu­si­my go zła­pać do dia…!…ska. ―> Brak spacji po wykrzykniku.

 

by przy­kryć wszyst­ko, czego nie wiemy.” ―> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

„A w knie­jach i dą­bro­wach przy­go­da już się chowa…”. ―> Zdanie kończy wielokropek, więc kropka po cudzysłowie je zbędna.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I teraz goń za  fruwającą pierdołą! ―> Zdanie dotyczy męża Heleny Żakiet, więc: I teraz goń za tym fruwającą pierdołą!

Tu bym polemizowała, bo to wypowiedź i to potoczna, więc można chyba zawiesić na kołku absolutną poprawność :)

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, zapewne masz rację, ale kiedy słyszę/ czytam o mężczyźnie nazywanym pierdołą, zawsze coś we mnie protestuje. Po prostu lepiej słyszę i widzę tego pierdołę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To powitał Drakainę raz jeszcze.

Nie mam zielonego pojęcia jak się obszernie odpowiada na pozytywne komentarze, więc jestem zmuszony napisać mało kreatywne: dziękować za każde dobre słowo! :-)

Nie, nie ma – bo przecież ja nie należę do grupy lożowych i nielożowych ponuraków, którzy uważają, że formy lekkie i żartobliwe na wyróżnienia nie zasługują.

Mam nadzieję, że Twoja postawa jest zaraźliwa. ;-)

En résumé: je vais voter… OUI.

https://i.giphy.com/media/5hgWuGvle4xkcDo98t/giphy.webp

 

Mam nadzieję, że się wyświetla. :-)

 

Reg, dzień dobry!

 

Na początku tradycyjnie dziękuję za przeczytanie, poświęcony czas i komentarz.

Cieszę się, że eksperyment nie był tak krzywdzący, na jaki wyglądał. Zdaję sobie sprawę, że mógł trochę przerażać, bo samego autora jego przewidywany odbiór też przerażał. :)

Cieszę się również z docenienia humoru. Zdaję sobie sprawę, że mogło być go trochę za dużo.

Kajam się za wykonanie. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ja naprawdę próbowałem walczyć z tym tekstem, ale ta jego absurdalna forma sprawia, że strasznie ciężko jest się przy nim skupić.

Obiecuję, że następnym razem tej roboty będzie mniej.

Za łapankę ślicznie dziękuję. Tekst jest już wstępnie wysprzątany. Jutro przejrzę go jeszcze raz, żeby niczego nie przeoczyć. Zostaje mi tylko fruwająca pierdoła, bo tu muszę się jeszcze zastanowić nad zapisem.

Nie będę ukrywał, że najbardziej to by mi pasowała wersja pośrednia, czyli “tym fruwającym pierdołą”, ale nie jestem pewien, czy taki zapis będzie poprawny.

Ach, bym zapomniał. Dziękuję za link. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ależ jasne, że najlepiej byłoby gonić za tym fruwającym pierdołą!

Skupiłam się na zaimku, a fruwający odleciał gdzieś hen, nawet nie wiem dokąd i zaproponowałam Ci zdanie bez sensu. Cieszę się jednak, że resztę uwag uznałeś za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O! Super! No to problem rozwiązany. Zaraz to sobie zmienię. Dziękuję jeszcze raz. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Bardzo proszę. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uoo, co tu się nie działo.

Mam wrażenie, że w jednym opowiadaniu zawarłeś wiele wątków, z których można by wyprowadzić niejedną, równie rozbudowaną i szaloną, historię. Nie miałem jednak wrażenia przesytu – przywoływanie duchów przez szalone wdowy, przerabianie ektoplazmy na alkohol, pandemia żarłoctwa – mi w tym pokręconym pejzażu wszystko ze sobą zagrało.

Sporo świetnych metafor, dużo humoru (jeszcze ociupinka i dla mnie byłoby za dużo, ale norma nie została przekroczona :))

Pozdrawiam!

Adamie, powitał!

 

Na początku tradycyjnie dziękować za wizytę, poświęcony czas i komentarz.

Cieszę się, że nie było poczucia przesytu, bo faktycznie w tym tekście z “różnościami” nie oszczędzałem. Dziękować, za docenienie metafor. Fajnie, że nie udało się nie przekroczyć normy humoru, bo pchał mi się w tym opowiadaniu gdzie popadnie. ;-)

Również pozdrawiam!

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Taaaa.

Szalony tekst. Pewnie znajdą się czytelnicy, których porwał brawurową formą i tego typu jajcarskim humorem. No mnie niestety nie porwał.

Wszystko to jest całkiem dobrze napisane, żarty wylewają się z akcji do narracji, absurd goni absurd, nabijasz się z pewnych stereotypów, walisz kalkę za kalką (proboszcz, profesor itd.), odjeżdżasz w nonsens i błazenadę, ale widać też, że dobrze się przy tym bawisz.

Jednak moim zdaniem to zdecydowanie nie jest tekst piórkowy (powtarzam – moim zdaniem). I z miejsca uprzedzam wszelkich malkontentów – nie twierdzę, że opowiadanie humorystyczne, niepoważne i pisane dla żartu nie może rywalizować o piórko. To akurat opowiadanie według mnie nie zasługuje na piórko.

Problem nie tylko w tym, że Twój tekst, którego głównym sensem i celem było, jak mi się zdaje, rozbawić czytelnika, akurat mnie nie rozbawił i swym szaleństwem nie porwał. Mnóstwo tu żartów i żarcików, zabawnych porównań, zagrywek, przymrużenia oka, aluzji, ale wszystko to raczej wygłupy niż humor, jaki sobie naprawdę cenię. I jest to pewnie kwestia wyłącznie mojego i subiektywnego poczucia humoru.

Ale tak naprawdę, poza tymi wygłupami, oferujesz niewiele więcej. Krzykliwy miszmasz formy, pozbawioną większego sensu fabułę, naciągany pomysł, który chyba finalnie zagnał Autora w kierunku, jakiego on sam się nie spodziewał. Całość to raczej zbitka luzackich dowcipasów niż przemyślana literatura. A i fantastyka jest tutaj bardzo umowna, bo fantastyka to na pewno nie pierwsza myśl, jaka się nasuwa podczas lektury. Raczej absurd, groteska, tekst do dawnej Karuzeli niż Nowej Fantastyki.

Podsumowując. Plus za zabawę formą i kilka żartów (np. wdowi Rammstein), plusik za odjechaną jazdę bez trzymanki (i sensu) oraz solidny warsztat. Szkoda w sumie, że tekst nie poszedł w konkursie kafkowskim, tam absurd był w cenie i może byś coś ugrał.

Niestety, jestem na NIE. Chyba wolę inne Twoje teksty.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzień dobry Marasowi.

Coś tak czułem, że będziesz miał spory “ubaw” przy lekturze tego tekstu. ;-)

I tak się zastanawiałem, co też ciekawego tu znajdę. Zwłaszcza pamiętając ten komentarz pod Widarem. :)

Na początku tradycyjnie. Dziękować za przeczytanie, poświęcony czas i obszerny komentarz.

Na to, że tekst nie porwał wiele nie poradzę. Tak już jest z tekstami, że do jednych trafią, a do innych nie.

Za to cieszę się, że tekst jest całkiem dobrze napisany. To akurat dla mnie bardzo ważne.

To, że nie uważasz tego tekstu za piórkowy oczywiście przyjmuję z pokorą (ale pomidory na końcu i tak będą). Dla mnie najważniejsze, że wycisnąłem z niego tyle, na ile było mnie stać, bo wtedy zawsze na werdykt czeka się spokojniej. Jakąkolwiek decyzję dostaniesz, wiesz, że zrobiłeś, ile się dało i nie masz do siebie o nic żalu.

Czy tekst powstał głównie po to, żeby rozbawić? I tak i nie. On miał sobie i poprzez absurd i poprzez humor opowiedzieć trochę o tym, co poważne i smutne. I może trochę wykpić to, co wykpienia warte. Opowiedzieć oczywiście tak, by ten humor był na pierwszym miejscu, ale miał być po coś więcej niż tylko dla zabawy.

Wiadomo natomiast, że to, z jakim zamysłem powstał nie oznacza od razu, że dokładnie tak później zadziała. ;)

Szkoda w sumie, że tekst nie poszedł w konkursie kafkowskim, tam absurd był w cenie i może byś coś ugrał.

Też trochę żałuję, ale za diabła nie mogłem wstrzelić się w hasło. :)

Jeszcze raz dziękować za poświęcony czas i komentarz.

Niestety, jestem na NIE.

Ale pomidory być muszą, żeby mnie Thargone nie oskarżył o dyskryminację. Jak już się raz dopchałem do nominacji piórkowej, to się chociaż tym pobawię, jak trzeba. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No, Lożownicy, cudne recenzje pisarskie, ach, jak ja lubię wariactwo :-) skrzyżowane z powagą i odpowiedzialnością. 

CMie do akcji z pomidorami się dorzucam. ;-) Trochę mi żal pomidorów, ale przyjmuję, że zgniłe i innym by się nie przydały, co więcej nawet zaszkodziły. Ponoć nawet plamka jest dowodem. Znaczy ufam tym Onym.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zaatakowana, Loża kontratakuje! ;-)

Jakby co, to ja jestem na yes. Ale kilka pomidorków, najlepiej od razu posiekanych do sałatki chętnie przytulę. Tylko bez plamek i zgnilizny! ;-)

Babska logika rządzi!

Ha, niech będzie więc historyjka. xd

Dawno dawno temu, w roku 1945 doszło do młodzieńczej sprzeczki i po dziś dzień odbywa się ona co roku. W Walencji, w miejscowości Buñol celebruje się Tomatina. Zaczyna się o godzinie dziewiątej na rynku, gdzie rozdawane są bułki z wędliną (może teraz jest do wyboru też wege), nabierając sił. 

Przed bitwą ustawia się wielki słup nasmarowany mydłem, a na koniuszku dynda szynka. Ochotnicy próbują się wspiąć na słup jak najwyżej. Nowi przybyli, jeśli zdarzy im się nieopatrznie zawędrować pod czyjś balkon, są zlewani wiadrami wody.

Jedenasta zero-zero jest sygnałem do rozpoczęcia nawalanki. Przyjeżdża ciężarówka z amunicją, tj. pomidorami. Wszyscy rzucają się do niej, aby zdobyć “amunicję”, a po kilku sekundach świat staje się czerwony. Naturalnie przyjeżdżają kolejne ciężarówki, aby „kul” nie zabrakło.

Drugi wystrzał oznajmia – koniec bitwy. A waleczni uczestnicy?

No cóż, są czyszczeni. Przy użyciu węży z wodą, lecz już myślą o kolejnym święcie pomidora. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przepis na toskańską walentynkowo-miłosną kolację (tylko zakąska). Zakupienie foremek przed tym – konieczne. xd

Koszyczki z polenty z pomidorami i mozzarellą (Cestini di polenta con pomodoro e mozzarella)

*Składniki dla 2 osób (4 koszyki z polentą); znaczy są łasuchami.

*60g gotowej polenty; przestrzegać instrukcji na opakowaniu. 

*50g sosu pomidorowego; tu już z górki

*50g mozzarelli; w sklepie

*szczypta soli

*szczypta oregano

*1 łyżka oliwy z oliwek

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie powinno się jeść po północy. Od tego rośnie <3

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Poprawiłam jeszcze w sowich wpisach jeden przecinek – kasacja i onomatopeję, eh, nigdy nie wiem jak zapisać. Dobranocaka. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trochę mi żal pomidorów, ale przyjmuję, że zgniłe i innym by się nie przydały, co więcej nawet zaszkodziły.

Spokojnie. To humorystyczne pomidory batalistyczne. Niejadalne. Zostawiają za to plamy i poczucie, że Lożanin podjął złą decyzję i powinien ją sobie dogłębnie przemyśleć. ;-)

Ewentualnie zaopatrzyć się w nowy komplet koszul. ;-)

 

Ale kilka pomidorków, najlepiej od razu posiekanych do sałatki chętnie przytulę. Tylko bez plamek i zgnilizny! ;-)

Pomidory raz:

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dobre! Tak pomidorki, jak metoda siekania. ;-)

Babska logika rządzi!

Sałatka instant. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

A to za tę koszulkę, której nie mogę doprać ;)

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ej, ale to nieuczciwe!

To przecież Thargone się Tobą zasłonił, nie ja! ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Zaraz też utkwiła w ścianach spojrzenie pełen pogardy.

pełne

Krzesło pisnęło żałośnie, jakby rozważało[+,] czy nie lepiej zwyczajnie się rozpaść.

Fajne, podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dzień dobry Anet.

Dziękuję za Twój niezawodny stempel jakości!

Dopiero teraz to opowiadanie naprawdę można nazwać kompletnym. ;-)

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No! :DDD

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Było wpaść z tym stemplem wcześniej, może bym piórko dostał. :D

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

:(

Za stempel nie piórkują :(

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Zawsze wiedziałem, że coś jest z nimi nie tak. ;-)

Ignorować stempel Anet.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Rzeczywiście bez sensu ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

A na koniec jeszcze będą krzyczeć o ten Twój stempel przy antologii. :D

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Zrobię sobie stempel z ziemniaka ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Swoją drogą, mogłabyś sobie zrobić jakiś mini obrazek z napisem “fajne” (już go chyba gdzieś nawet widziałem, tylko nie mogę znaleźć) i wklejać przy każdej wizycie jako stempel.

Po tylu latach wytężonego czytania należy Ci się pieczątka z prawdziwego zdarzenia. ;-)

Do tego zrobić jeszcze “sympatyczne”, “dobrze się czytało”, “nie porwało”, najlepiej wszystko w innych kolorach. Tak, żeby wszyscy widzieli, że wpada gość szczególny. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nie chcę takiego obrazka.

Za dużo stresu, gdybym miała dopisać z przodu “nie” ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

No to stwórz kilka. Zamiast “nudne” czy “nużące” daj coś w stylu “będzie lepiej”. Albo stwórz serię obrazków inspirowanych ludowymi mądrościami z kapsli od Tymbarków. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Szanujemy pracę i wysiłek autora! ;-)

 wściekłe spojrzenie

Ło, matko, wściekłe spojrzenie! :)

 Usiadła na ławce, poprawiając żałobny kapelusz.

Co ona tak wszystko poprawia?

 Co ludzie powiedzą?!

XD

 Helena zmierzała w kierunku parafii

Parafia to jednostka administracyjna Kościoła Katolickiego i jako taka nie zajmuje miejsca. Iść można na plebanię.

 oczyszczając miasto sprawniej niż gradobicie

What.

 Okrążyła plebanię, a gdy już każdy skłonił się jej z należytym szacunkiem, ruszyła do kancelarii.

Dlaczego ludzie stoją szpalerem wokół plebanii i czekają na przejście jej wysokości?

 Wdowa zastukała z wyczuciem

Mam wrażenie, że przedobrzasz. Może nawet przedobrzywujesz.

 rozejrzała się pozwalając, by cała jej godność wypełniła wnętrze pokoju

Rozejrzała się, pozwalając. Reszta – kinda English.

 Ich pierwotną biel zdawał się pamiętać jedynie kurz leżący od lat za regałem.

Bit too much.

 czując jak

Czując, jak.

 ponowił proboszcz

Wut. Ponawia się coś, proboszcz powtórzył.

 prezentując na twarzy średnio udany związek grymasu z uśmiechem.

… uciąć, skrócić i wyrzucić.

 spojrzała na krzesło, stwierdzając konflikt

English.

 Pani Żakiet była dla parafii niczym porcja groszku do obiadu

Może raczej: Pani Żakiet była w parafii niczym porcja groszku w obiedzie?

 rysy jego twarzy ułożyły się w dziesięć oblicz współczucia.

… what.

 Zabawne, że podobnym mianem określało go całe miasto. Biedny Edzio…

Mianem się nie określa.

bezczelny!

Pogrzeb?

 milczał jakiś czas gimnastykując

Albo: milczał jakiś czas, gimnastykując; albo: milczał, jakiś czas gimnastykując. Skłaniałabym się ku pierwszemu, ale nie wiem, co miałeś na myśli.

 Ludzie sądzą, że największą mękę kapłana stanowi celibat.

Kombinujesz strasznie. Zresztą – porządni Anglicy należą do Low Church, gdzie pastorzy się żenią.

 Największą męką kapłana jest bezwzględny szlaban na kłamstwa.

Nadal kombinujesz.

 Po latach posługi, proboszcz w naginaniu prawdy osiąga zwykle sprawność jogina.

Zbędny przecinek i wydumany szyk. Nie wiem, czy jogini akurat są najsprawniejsi na świecie.

 Kościół musi im wyjść naprzeciw.

Co to za teologia wyzwolenia, hę?

A jeszcze większa faktura za dzwony

… a co to ma do rzeczy?

powodu do szczęścia

O naturze szczęścia mądrzejsi ode mnie napisali więcej, niż zmieści komentarz. Ja ograniczę się do przypomnienia, że "szczęście" i "radość" to nie to samo.

Na to pytanie nie było skutecznej riposty.

Na żadne nie ma. Riposta to odpowiedź nie na na pytanie, a na tezę.

 Helena Żakiet w szpilkach i czarnej garsonce pasowała do niego jak lakierki do dresu.

No, i co? Chcesz, to potrafisz. Edziu :)

 Na ich obliczach malował się frywolny uśmiech

Jeden na wszystkich?

 który w skali pani Żakiet zajmował pozycję

Na skali.

 wdowia zakrystia” stanowiła chór wdów

Relacja konstytuowania przebiega tu chyba odwrotnie.

 poprzez rytuał ściągały mężów z zaświatów

Na takie rzeczy to i High Church nie pozwala :P

pokątny śmiech proboszcza budził pewne wątpliwości.

Nope.

Po chwili wybrzmiały ciche stuknięcia

Mmm, nie.

syrenę policyjną wymieszano z dzikim alarmem

Not hearing this, sorry.

sąsiad katujący dywan

Że przepraszam?

 zapytała Helena bezgłośnie ruszając ustami

Rozdzielaj czasowniki: zapytała Helena, bezgłośnie ruszając ustami.

 odparła pani Gienia

Mało popularne imię w tamtych okolicach (ale nosiła je moja sąsiadka XD).

 Głośne wdowie wycie przypuściło szturm na bębenki

Za dużo tego dobrego. Na trzy sposoby tłumaczysz, że głośne.

 Nieszczęścia zbierają się w grupy, a gdy powstanie armia, szturmują samotne chwile beztroski.

yes

testując

Wrrrr…

 Dźwięk był jakby krzykiem z otchłani piekieł otulonym nutą chrypy bełtowej

Skróciłabym.

 Tadzisiowa

Tadeusz też mało spotykany za Kałużą :)

 mroku wyłoniła się biała poświata

Znaczy się jak?

 Obie sylwetki zniknęły zaraz

Sylwetki?

 łomot, który, jak wyglądało, nazywali tu muzyką.

To naprawdę wygląda, jakbyś tłumaczył z angielskiego. "As it seemed" lepiej wypada jako "jak się zdawało". Jeśli już.

 Na zdobiącym ją wściekłym rumieńcu można by smażyć kotlety.

Znowu przedobrzasz.

Nie ma zmartwienia

Cudzoziemiec? Bo niezbyt to po polsku. I to imię takie… katolickie ;)

 upadły kapelusz

Co takiego uczynił ten kapelusz? Puszczał się z melonikami po bramach?

 Uśmiech zdawał się być przytwierdzony do jego twarzy skuteczniej niż gołąb do pomnika.

I teraz wiemy, jakie masz hobby. Przyklejasz gołębie do pomników XD Poxipolem!

 zwoje mózgowe odnajdą drogę do krainy absurdu

… whaaaat?

 wcale niepewna, że chce znać odpowiedź.

Niepewna, czy.

 Zwoje mózgowe Heleny zwinęły się w precla.

W precel, zasadniczo.

Proboszcz to taki pomost między niebem, a światem doczesnym.

Interesująca teologia. Porządni protestanci już dawno by Cię spalili :)

 W środku przypominała czajnik.

Była pełna osadu węglanu wapnia? XD

 zatańczył na granicy prawdy

Metafory, patafory, ortofory… :)

 rodzaj zmieszania, który można było odczytać jako: „tak się kończą głupie eksperymenty”.

Mmm, no, nie wiem.

 odparła pani Żakiet wspinając się

Przecinek między czasowniki!

 Słowa wyleciały z takim bólem, jakby każde z nich było zrobione z pumeksu.

Kombinujesz.

 Twarz pani Żakiet zamieniła się w domowe wypieki.

Czyli co, apple pie?

powiedział z pobłażliwym

Aliteracja, ale to najmniejsze z Twoich zmartwień.

 Wnętrze Heleny Żakiet było wulkanem w stanie erupcji.

What?

 Nie ma tak wcześnie…

Nie kumam?

 Za życia był to słój ogórków kiszonych jako bilet do chwili samotni.

Może być chwila samotności, samotnia to miejsce. Ale poza tym – kombinujesz, chłopie.

 „Saska pierdoła”. „Niezdarna fujara”. Bywały takie chwile, gdy nawet Edzio, człowiek o brawurze ciastkowego ludzika, pragnął odrobiny szaleństwa.

Non sequitur.

 majestatycznym krokiem maszerowała

Hmm.

 barwie fuksji tudzież wyblakłej purpury

Ale naraz?

rozjaśniała.

Pojaśniała, albo zjaśniała. Rozjaśnić można coś.

 To było, gdy

To było wtedy, kiedy.

 wysapała pani Żakiet z trudem utrzymując

Wysapała pani Żakiet, z trudem utrzymując.

 statuy bezwzględności.

Cute.

 wreszcie ułożyć się w gest

Gest można zrobić. Nope.

 ksiądz goniący w kiecce

Apage spirytus!

:D

 stłumił wyraz zdziwienia

Nie jestem przekonana.

kręcąc się w konwulsyjnym wirze

https://sjp.pwn.pl/szukaj/konwulsyjny.html

 masowym przyrostem chodzących pulpetów

W sumie, to w telewizji mogliby coś takiego powiedzieć. Ale mimo to wyrażam protest!

 Ksiądz Pedro uśmiechnął się w myślach do swojego PESEL-u.

Baza PESEL działa tylko w Polsce.

 oznaczało bój wszystkich

Chyba pchnięcie do bólu wszystkich?

 Emerytowany majster od sztuki wojny.

WHO YOU GONNA CALL? XD (Van Helsing lepszy :P)

 podjął walkę

Kiedy ją przerwał?

 Presja niespiesznie wypełniała ciało

Wut. Cały akapit z innej planety.

 pełnym wigoru głosem

Który zaraz uleciał zapładniać soprany…

 albowiem to prosta droga, by przykryć wszystko, czego nie wiemy

Nienaturalne i angielskawe.

 Wiedza to pół sukcesu!

Połowa.

 człowieka, który z trudem wierzy we własne słowa

Hmm.

Poza poświadczaniem życia

Aliteracja, i – wut?

 budując domniemany autorytet.

Ale Ty wiesz, co to znaczy "domniemany"?

 nogi napędzą mózg do działania

Albo napędzą mózg (nie polecam), albo: zmuszą mózg do działania.

 Spora liczba osób (…) zaczynała myśleć

Wiele osób zaczyna myśleć.

 podał wreszcie upragnioną wiadomość: „snucie wniosku zakończone sukcesem”.

Ale jaki obraz chcesz tu narysować?

Chmura, uważacie, pod wpływem parującej wody zwiększa swoją powłokę.

… widać kompetencję domorosłego Wędrowycza :)

Grał w teleturnieju „Zbędne ogniwo” w którym nagrodę, posłuch, utrzymywało się tak długo, jak długo uczestnik znał odpowiedzi.

Yyyy…

 Powszechną zasadą było, iż trudność pytań rosła równomiernie do paniki gracza.

Rosła wprost proporcjonalnie do paniki. Ale w ogóle nieładne zdanie.

strzeżonego tablicą

Czyli ktoś stoi i leje tablicą zbliżających się?

 Wszystko, co zawarte w pamięci takich lotnych tumanów to przemknąć przez dany obszar i wrócić

To nie po polsku, argh.

naprawdę w niego wierzyli!

A co on, sektę zakłada?

 

Not at all up to your usual standard, Hermione. Only one out of three, I’m afraid.

Strasznie kombinujesz z tymi metaforami. Przesadzone, przedobrzone, przegadane, bez sensu i mało śmieszne. A poza tym bardzo dobrze :) Ale serio, stary, stać Cię na więcej.

Motywacyjnie: https://youtu.be/04854XqcfCY I do roboty :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dzień dobry Tarninie.

Nie myślałem, że wpadniesz tak szybko (nie, to nie sarkazm). Dziękować.

Na początku pozwolę sobie zadać jedno pytanie: czy jest w tym tekście jakieś zdanie, które według Ciebie nie wymaga korekty? XD

Co ona tak wszystko poprawia?

Natręctwo takie. ;-)

What.

No co? Jak sypie grad, to uciekasz to domu. Jak sunie Żakietowa, uciekasz jeszcze szybciej. :)

Dlaczego ludzie stoją szpalerem wokół plebanii i czekają na przejście jej wysokości?

Bo to jej wysokość? ;-)

Poza tym nawet jeśli okrąża plebanię, to nie oznacza przecież, że ludzie muszą od razu stać szpalerem. Kto nie zdążył w porę umknąć i został zauważony, ten grzecznie się kłania.

Mam wrażenie, że przedobrzasz. Może nawet przedobrzywujesz.

Nad tym fragmentem tekstu wisi klątwa. Poprawiałem go kilkanaście razy i żadna wersja nie przypadła mi do gustu. W dodatku każdy czytający domagał się jakichś zmian w tym fragmencie, więc… czuję się usprawiedliwiony. ;-)

… uciąć, skrócić i wyrzucić.

Takie ładne zdanie?! XD

To barbarzyństwo!

… what.

Ja nie wiem, co Ci nie pasuje w tym zdaniu. Dla mnie jest fajnie obrazowe. Taka wymuszona, udawana troska jest przecież powszechna. ;-)

Pogrzeb?

Dobra, przyznaję, tu mnie poniosło. :D

Kombinujesz strasznie. Zresztą – porządni Anglicy należą do Low Church, gdzie pastorzy się żenią.

Ale w tym tekście nie ma żadnego Anglika. :P

Nadal kombinujesz.

Ej, ale przecież to prawda. Nie kombinuję, tylko przemycam pewien fakt poprzez absurdalny tekst humorystyczny. Temu poniekąd tekst ma służyć. Że poprzez humor pokazujesz trochę rzeczywistości.

Usprawiedliwienie przyjęte? ;)

Nie wiem, czy jo­gi­ni aku­rat są naj­spraw­niej­si na świe­cie.

Ja też nie, ale nic ciekawszego nie potrafiłem wymyślić. Może poza rumuńską gimnastyczką, ale jakoś nie pasowała mi do tekstu. ;-)

Co to za teologia wyzwolenia, hę?

Zgłaszam nieprzygotowanie. XD

… a co to ma do rzeczy?

Zestawienie tego, czym naszym zdaniem przejmuje się taki proboszcz, z tym, o czym musi myśleć w rzeczywistości. Albo próba podkreślenia, że przeciętnemu proboszczowi powoli bliżej do przedsiębiorcy/księgowego (z uwagi na to, jakimi sprawami musi się na co dzień zajmować) niż do duchownego.

Relacja konstytuowania przebiega tu chyba odwrotnie.

Tarnino, jest piątek, a na termometrze trzydzieści stopni. Weź mi to wyłóż prościej. ;)

Not hearing this, sorry.

Na wszelki wypadek dałem link, więc nie marudź. :D

Że przepraszam?

Jak Ty mnie tłuczesz to jest niemożliwe. XD

Tarnino, czy naprawdę nigdy nie zdarzyło Ci się słyszeć, jak jakiś zbuntowany sąsiad napiernicza trzepaczką w dywan ile fabryka dała?

Sylwetki?

No miejże litość! XD

Specjalnie dałem tu sylwetki, żebyś mi nie jęczała, że pojawia się zakazane słowo “postać”, a tu sylwetki też są złe? To co ja mam tam niby dać? ;)

To naprawdę wygląda, jakbyś tłumaczył z angielskiego.

Mogę Cię zapewnić, że to całkowity przypadek. CM, delikatnie rzecz ujmując, z angielskim radzi sobie bardzo słabo.

Cudzoziemiec? Bo niezbyt to po polsku. I to imię takie… katolickie ;)

Taki obcy, ale nasz. ;-)

Co takiego uczynił ten kapelusz? Puszczał się z melonikami po bramach?

Żeby tylko. XD

… whaaaat?

No co? Bardzo ładny zawijas słowny. ;)

Interesująca teologia. Porządni protestanci już dawno by Cię spalili :)

I właśnie dlatego nie zasłużyli na miejsce w tym opowiadaniu. :D

Przecinek między czasowniki!

Dobrze, dobrze. Już pamiętam. XD

Zobaczysz, wykuję na blachę i za trzy miesiące sam tak się będę wydzierał na betach. ;-)

Czyli co, apple pie?

Raczej placek drożdżowy. :D

Aliteracja, ale to najmniejsze z Twoich zmartwień.

Oj, to prawda. Zdecydowanie najmniejsze. XD

What?

Jej, znowu źle? :D

Tarnino, czy ja tu coś zrobiłem dobrze? XD

Nie kumam?

Za bardzo poszedłem na skróty. To miała być taka sugestia, że dzwonili bardzo rano.

Może być chwila samotności, samotnia to miejsce. Ale poza tym – kombinujesz, chłopie.

Litości, przecież to fajne zdanie. I takie żartobliwo-gorzkie. Też źle? :D

Non sequitur.

Bo to taki nowy zabieg w literaturze. Puzzle literackie. Dostajesz pewien zbiór elementów i masz to sobie poskładać “do kupy”. ;-)

Ale naraz?

Dobra, tu się walnąłem. ;)

W sumie, to w telewizji mogliby coś takiego powiedzieć. Ale mimo to wyrażam protest!

Protest zawiera braki formalne i w obecnej formie nie może zostać rozpatrzony. ;)

Baza PESEL działa tylko w Polsce.

Sprawdziłaś miejsce akcji czy mogę próbować oszukiwać? :D

Chyba pchnięcie do bólu wszystkich?

Całkiem możliwe. ;)

Kiedy ją przerwał?

Pewnie przed wyjściem z łazienki. :D

Wut. Cały akapit z innej planety.

Możemy to podciągnąć pod komplement? ;-)

Który zaraz uleciał zapładniać soprany…

Jak następnym razem będę pisał taki tekst, zaproponuję Ci współpracę, bo aż żal z tej Twojej kreatywności nie skorzystać. :D

Ale Ty wiesz, co to znaczy "domniemany"?

Przekombinowałem z tym zdaniem. I tak, wiem, że tą uwagą paskudnie wystawiam się na złośliwą ripostę. XD

Ale jaki obraz chcesz tu narysować?

No wiesz… Taki obraz ulgi, kiedy po ciężkiej walce w końcu uda się coś wymyślić. Co, nie widać?

… widać kompetencję domorosłego Wędrowycza :)

To co? Zrobię go głównym bohaterem, dorzucę bimber, zombiaki i czytelnicy moi? XD

Yyyy…

Jakie “Yyyy”?! Jakie “Yyyy” ?! XD

Przecież to bardzo ważne refleksyjne zdanie. Bez nich ten tekst nie miałby sensu (znaczy, nie miałby po co istnieć, bo sensu to on nie ma tak czy inaczej – to jego główna zaleta XD).

Rosła wprost proporcjonalnie do paniki. Ale w ogóle nieładne zdanie.

Są takie zdania, które (jak by ich nie układać) nigdy nie chcą być ładne. To jest jedno z nich. ;)

Czyli ktoś stoi i leje tablicą zbliżających się?

A jak napiszę “oznaczonego” to będzie OK?

A co on, sektę zakłada?

Zakon Ojców Bimbrowników. XD

Not at all up to your usual standard, Hermione. Only one out of three, I’m afraid.

Pogrubione musisz mi przetłumaczyć. ;-)

Nie dosłownie, bo zdanie jako takie łapię, ale… jak to rozumieć?

Strasznie kombinujesz z tymi metaforami.

Ale bez nich taki tekst nie ma sensu. A już zwłaszcza bez tych refleksyjnych. Dla mnie o to chodzi w tych tekstach, żeby się tym językiem pobawić. Chociaż przyznaję, że parę razy mnie poniosło. Będzie co korygować, gdybym miał jeszcze kiedyś to tego typu tekstu podchodzić.

Przesadzone, przedobrzone, przegadane, bez sensu i mało śmieszne.

Nieprawda. XD

A poza tym bardzo dobrze :)

Stwierdziła Tarnina po zdemolowaniu mi całego tekstu. XDD

Ale serio, stary, stać Cię na więcej.

Ale szefowo, to przecież mój najlepszy tekst. Jakie “stać Cię na więcej”. Ja już się czuję spełniony. ;-)

Teraz odcinamy kupony… :D

 

Dobra, wszystko. Poprawki będę nanosił w przyszłym tygodniu. Trochę zejdzie, ale wszystko poprawię.

Dziękować jeszcze raz za przybycie, bo komentarz przy tym akurat tekście bardzo się przyda. Zwłaszcza, że ten materiał poglądowy na temat opowiadania mam teraz jeszcze szerszy.

A skoro już Cię mam, to na koniec jedno pytanie:

Boss, jak każdy dobry restaurator, stawiał na różnorodne menu. Na przystawki „to jeszcze nie takie zielone”, dania pierwsze „było dziś na promocji” i dania główne „co znalazłem na dnie zamrażarki”.

To też przekombinowane, czy pasujące do konwencji?

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Wpadam tylko przyobiecać, że odpiszę – ale nie z tego laptopa-samobójcy, który musi się co najmniej raz dziennie powiesić. Zawsze wtedy, kiedy coś piszę.

heart

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie poli się. :-)

Swoją drogą, ja nawet nie chcę myśleć ile czasu Ty musiałaś dziubać komentarz do tego tekstu. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nie skomentowałam komentarza thargone'a XD

 Jak sypie grad, to uciekasz to domu. Jak sunie Żakietowa, uciekasz jeszcze szybciej. :)

Ale czy gradobicie oczyszcza miasto? Czym? Polewaczką? XD

 Poza tym nawet jeśli okrąża plebanię, to nie oznacza przecież, że ludzie muszą od razu stać szpalerem. Kto nie zdążył w porę umknąć i został zauważony, ten grzecznie się kłania.

Ale tego nie pokazałeś.

 Nad tym fragmentem tekstu wisi klątwa.

 Takie ładne zdanie?! XD

… sam jesteś ładny! XD (cięta riposta, badum-dzyń!)

Dla mnie jest fajnie obrazowe.

 Ale w tym tekście nie ma żadnego Anglika. :P

How so?

Nie kombinuję, tylko przemycam pewien fakt poprzez absurdalny tekst humorystyczny. Temu poniekąd tekst ma służyć. Że poprzez humor pokazujesz trochę rzeczywistości. Usprawiedliwienie przyjęte? ;)

Prawdę rzekłeś, ale słuszne to i chwalebne przedsięwzięcie wzięło w łeb :)

 Może poza rumuńską gimnastyczką, ale jakoś nie pasowała mi do tekstu. ;-)

Może do następnego?

 Zgłaszam nieprzygotowanie. XD

A które to w tym miesiącu, hę? XD

 Zestawienie tego, czym naszym zdaniem przejmuje się taki proboszcz, z tym, o czym musi myśleć w rzeczywistości.

OK, tutaj widzę, co masz na myśli, ale dopiero teraz.

 Tarnino, jest piątek, a na termometrze trzydzieści stopni. Weź mi to wyłóż prościej. ;)

Nie cegła jest z domu, a dom z cegły.

 Na wszelki wypadek dałem link, więc nie marudź. :D

CM, od kiedy się znamy?

 Tarnino, czy naprawdę nigdy nie zdarzyło Ci się słyszeć, jak jakiś zbuntowany sąsiad napiernicza trzepaczką w dywan ile fabryka dała?

Nie, ale mam sąsiada-metaloplastę, który w najnieodpowiedniejszych momentach wyciąga szlifierkę.

 Specjalnie dałem tu sylwetki, żebyś mi nie jęczała, że pojawia się zakazane słowo “postać”, a tu sylwetki też są złe? To co ja mam tam niby dać? ;)

Wykręty, wykręty :)

 CM, delikatnie rzecz ujmując, z angielskim radzi sobie bardzo słabo.

I find it hard to believe ;)

 Bardzo ładny zawijas słowny. ;)

He, he :)

 I właśnie dlatego nie zasłużyli na miejsce w tym opowiadaniu. :D

Chociaż dzieje się ono w starej, dobrej Anglii? :)

 Raczej placek drożdżowy. :D

Ale takie dobrze przypieczone apple pie… :D

 Tarnino, czy ja tu coś zrobiłem dobrze? XD

Tagi? XD

 Za bardzo poszedłem na skróty. To miała być taka sugestia, że dzwonili bardzo rano.

Ale dlaczego obszedłeś gramatykę?

 Litości, przecież to fajne zdanie. I takie żartobliwo-gorzkie. Też źle? :D

 Puzzle literackie. Dostajesz pewien zbiór elementów i masz to sobie poskładać “do kupy”. ;-)

Eksperymentator się znalazł :)

 Protest zawiera braki formalne i w obecnej formie nie może zostać rozpatrzony. ;)

D'oh!

 Sprawdziłaś miejsce akcji czy mogę próbować oszukiwać? :D

Coventry. No, co? :D

 Całkiem możliwe. ;)

Cholera blada, do boju! Argh!

 Pewnie przed wyjściem z łazienki. :D

Really.

 Możemy to podciągnąć pod komplement? ;-)

Nie ^^.

I tak, wiem, że tą uwagą paskudnie wystawiam się na złośliwą ripostę. XD

Carramba!

 Taki obraz ulgi, kiedy po ciężkiej walce w końcu uda się coś wymyślić. Co, nie widać?

 Zrobię go głównym bohaterem, dorzucę bimber, zombiaki i czytelnicy moi? XD

Czemu nie? XD

 Przecież to bardzo ważne refleksyjne zdanie. Bez nich ten tekst nie miałby sensu (znaczy, nie miałby po co istnieć, bo sensu to on nie ma tak czy inaczej – to jego główna zaleta XD).

Ważne, ale nieporządnie zbudowane. Inspekcja budowlana przyjdzie i coś Ci wlepi ^^.

 A jak napiszę “oznaczonego” to będzie OK?

Ujdzie.

 Zakon Ojców Bimbrowników. XD

Dam na tacę :)

 Pogrubione musisz mi przetłumaczyć. ;-) Nie dosłownie, bo zdanie jako takie łapię, ale… jak to rozumieć?

Całość jest cytatem, którego nie chciałam ciąć. To nie znaczy, że oceniam teksty w trzystopniowej skali ani nic takiego :)

 Ale bez nich taki tekst nie ma sensu. A już zwłaszcza bez tych refleksyjnych. Dla mnie o to chodzi w tych tekstach, żeby się tym językiem pobawić.

Zabawa dobra rzecz, ale tutaj próbujesz jednocześnie jeździć na rowerku i budować z klocków.

Będzie lepiej :)

 To też przekombinowane, czy pasujące do konwencji?

Konwencja ma być taka, jak tutaj? To może być, choć nie jestem pewna tych cudzysłowów.

 Swoją drogą, ja nawet nie chcę myśleć ile czasu Ty musiałaś dziubać komentarz do tego tekstu. :)

Jakbym to mierzyła, tobym nic nie napisała. Jak ta stonoga, co tańczyła :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie skomentowałam komentarza thargone'a XD

Fajny, co? ;-)

Ten komentarz jest najlepszym dowodem, że czasem warto napisać skrajnie durny tekst. ;-)

Ale czy gradobicie oczyszcza miasto? Czym? Polewaczką? XD

Jak to czym: gradem! XD

Gradem, który (metaforycznie) oczyszcza miasto z ludzi*.

*Jak ten argument mi przejdzie to będzie cud większy od wskrzeszenia Łazarza. ;-)

Ale tego nie pokazałeś.

Ale też nigdzie nie pisałem, że stoją szpalerem. To nadinterpretacja, za którą autor nie ponosi winy.

I będę się tej wersji konsekwentnie trzymał. ;)

… sam jesteś ładny! XD (cięta riposta, badum-dzyń!)

Skoro mamy walczyć w ten sposób, to sięgam po ripostę masowej zagłady: Nie, bo Ty! XD

How so?

Ale skąd Ty wzięłaś tych Anglików? :D

Jasne, na początku trochę nawiązałem do Bukietowej, ale przecież bohaterka nazywa się Żakiet. Anglik by tego nawet nie wymówił.

A Cukropolis czy Lukrecjanie też nie kojarzą się z Anglią. ;-)

Prawdę rzekłeś, ale słuszne to i chwalebne przedsięwzięcie wzięło w łeb :)

Walczyłeś dzielnie, lecz grafomaństwo twe silniejszym było. ;)

Może do następnego?

Rozwiń myśl, bo nie załapałem. ;)

A które to w tym miesiącu, hę? XD

No… Dużo chorowałem. XD

CM, od kiedy się znamy?

Czy to jest pytanie z haczykiem? ;)

Wykręty, wykręty :)

Wykręty. Pewnie sama nie wiesz, co by tam mogło być. Następnym razem dam “postać”. ;-)

I find it hard to believe ;)

Czekaj, Ty. Jak następnym razem wpadnę z komentarzem to wrzucę Ci wyłącznie wersję angielską tłumaczoną z polskiego przez translator. ;-)

Chociaż dzieje się ono w starej, dobrej Anglii? :)

Bo przecież Żakiet, Krzak i Wygódka to typowo angielskie nazwiska. ;)

Tagi? XD

Żeby było śmieszniej, ich chyba na początku było trzy razy tyle, ale przed publikacją część wywaliłem.

Ale dlaczego obszedłeś gramatykę?

Grafoman nie zna takiego słowa jak gramatyka. A interpunkcję wyłącznie jako formę tortur. :D

Eksperymentator się znalazł :)

XD.

Coventry. No, co? :D

Nieopodal Cukropolis. XD

Nie ^^.

Małpa! XD

Dam na tacę :)

Zbiorę z tacy. :)

Konwencja ma być taka, jak tutaj? To może być, choć nie jestem pewna tych cudzysłowów.

Dokładnie taka. I tak samo absurdalna treść. ;-)

Mniejsza z tymi cudzysłowami, ważne, że treść przejdzie. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ten komentarz jest najlepszym dowodem, że czasem warto napisać skrajnie durny tekst. ;-)

A czy ja powiedziałam, że nie warto? Czasem warto! XD

 *Jak ten argument mi przejdzie to będzie cud większy od wskrzeszenia Łazarza. ;-)

 I będę się tej wersji konsekwentnie trzymał. ;)

Ni! :D

 Skoro mamy walczyć w ten sposób, to sięgam po ripostę masowej zagłady: Nie, bo Ty! XD

 Ale skąd Ty wzięłaś tych Anglików? :D

… z Anglii! Z Albionu, z białych klifów Dover! Z Winchesteru, Oxfordu i Liverpoolu! Od Dickensa, Kiplinga oraz Tennysona!

 Walczyłeś dzielnie, lecz grafomaństwo twe silniejszym było. ;)

Prawie jak króliczek worpalny XD

 Rozwiń myśl, bo nie załapałem. ;)

:P

 No… Dużo chorowałem. XD

A zwolnienie lekarskie gdzie?

 Czy to jest pytanie z haczykiem? ;)

Nieee… :)

 Pewnie sama nie wiesz, co by tam mogło być. Następnym razem dam “postać”. ;-)

To już lepiej poleżeć :P

 Czekaj, Ty. Jak następnym razem wpadnę z komentarzem to wrzucę Ci wyłącznie wersję angielską tłumaczoną z polskiego przez translator. ;-)

 Bo przecież Żakiet, Krzak i Wygódka to typowo angielskie nazwiska. ;)

Kłania się Korneliusz Knot i konwencja translatorska :D

 A interpunkcję wyłącznie jako formę tortur. :D

Widać :P

 Małpa! XD

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A czy ja powiedziałam, że nie warto? Czasem warto! XD

Swoją drogą, gdybyś kiedyś złapała jakąś blokadę pisarską, albo coś w ten deseń, polecam taki tekst “na odpał”. ;-)

Żadnych oczekiwań, czysta zabawa pisaniem, a na końcu to czytelnik niech się martwi, żeby nie utonąć w absurdzie, który mu serwujesz. :D

A zwolnienie lekarskie gdzie?

Poszło elektronicznie. Do wglądu na platformie ZUS PUE. ^^

Widać :P

No dziękuję Ci bardzo. :D

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No, pomaga. Do czasu, kiedy człowiek zacznie myśleć, co robi… :)

Do wglądu na platformie ZUS PUE. ^^

Żeby im znowu serwerów nie zalało…

No dziękuję Ci bardzo. :D

Ależ proszę :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No, pomaga. Do czasu, kiedy człowiek zacznie myśleć, co robi… :)

A po co ma myśleć? Głupota źródłem radości. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ale cudzej XD

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Radość jest radością, nawet cudza. XD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dobrze jest sprawiać radość XD

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ale cudzej XD

Szczegół. :D

Zresztą, bywa i własnej. Tylko krótko. ;-)

 

Radość jest radością, nawet cudza. XD

Właśnie! XD

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nowa Fantastyka