- Opowiadanie: TenTymoteusz - Gość EPIZOD I

Gość EPIZOD I

Oto kolejny wytwór mojej wyobraźni. Raczej dziwne doświadczenie, niż opowiadanie.

W tytule widnieje “EPIZOD I”, ponieważ napisałem jeszcze dwa, ale raczej nie wrzucę ich na tę stronę. Jest to seria z Wattpada i jeśli ktoś jakimś cudem się zaciekawi, może tam zajrzeć. Wrzucam “jedynkę”, bo jestem ciekaw jaka będzie reakcja ludzi na coś takiego. Pozdrawiam wszystkich czytelników!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Gość EPIZOD I

"Myśli przychodzą bez zaproszenia. Są jak niechciani goście. Wpływają na życie, czasem bez naszej zgody."

 

Mam dzisiaj dzień wolny. Jest sobota i nie muszę jechać do biura, więc zaprosiłem przyjaciela z Warszawy, by pogadać i pośmiać się. Karol miał się zjawić ze swoim znajomym z pracy, bo ten akurat szukał noclegu w Krakowie. Zgodziłem się, by zostali u mnie na noc. Niestety mój kumpel złapał ospę tuż przed wyjazdem i teraz w moich drzwiach stoi całkiem obcy mężczyzna, który ma u mnie przenocować. Chciałem odwołać wizytę, ale już było za późno, poza tym nie ma nic złego w pomaganiu znajomemu. No i głupio by było zostawić biedaka na lodzie. Podobno ma jakieś ważne, biznesowe sprawy do załatwienia. Gdy zobaczyłem jego samochód przed blokiem zorientowałem się, że to prawdziwy biznesmen. Mam zamiar go spytać, czy jeździ firmowym autem.

– Cześć. Krzysztof Stępień? – mówię.

– Tak, miło mi – odpowiada nieznajomy.

– Aleks Nowak. Wejdź proszę.

– Dzięki.

Wprowadzam Krzysztofa do mieszkania i szybko oprowadzam. Następnie mój gość się rozpakowuje, a ja siadam i (czując dziwną gulę w gardle) zaczynam rozmowę:

– A więc kiedy Karola złapało?

– Wczoraj rano. Tuż przed telefonem do Ciebie. Przykra sprawa.

– Tak. Oby szybko wyzdrowiał.

– Słuchaj, jeszcze raz wielkie dzięki za nocleg. Możesz udawać, że mnie tu nie ma. Jutro sobie pójdę. Nie będę Ci robił kłopotów.

– Skądże, jesteś moim gościem – chcę dodać coś jeszcze, ale czuję nagłe uderzenie gorąca. Po chwili pytam:

– Przynieść Ci coś do picia? Może chcesz kawę albo herbatę?

– Wystarczy woda, dzięki.

Idę do kuchni zastanawiając się, dlaczego jestem cały spocony. Chyba mi też coś dolega. Ale wczoraj czułem się całkiem nieźle. Słyszę jak Krzysiek wchodzi do łazienki. Co jeśli czymś mnie zaraził? Och, to głupie. Dopiero wszedł do mieszkania, nie ma na to szans. Odkręcam kran i wsłuchuję się w szum wody. Nie mam siły gadać z tym człowiekiem, jest dla mnie zbyt sympatyczny. Trudno, jutro stąd zniknie i będzie po sprawie. Napełniam szklankę i wzdycham. Następnie idę z wodą w kierunku salonu. Siadam przy stole, a po chwili mój gość wchodzi do pokoju.

– Dzięki – mówi i od razu pociąga łyk.

– A jak Ci minęła podróż? Długo jechałeś?

– Ze cztery godziny. Nie tak długo. Wracać będę już pociągiem.

Będzie wracać pociągiem? To co zrobi z autem? Chcę go o to zapytać, ale nagle robi mi się niedobrze. Mrużę oczy i podejrzliwie spoglądam na Krzyśka.

– A Ty nie zaraziłeś się od Karola? – pytam nie wiedząc nawet, czy ospą można się zarazić.

– Skąd, jestem zdrów jak ryba. Za to Ty wyglądasz nieciekawie.

Chyba dostrzegł jak nagle zbladłem. Zaczęło ogarniać mnie uczucie dziwnego spokoju, zmieszane z uczuciem, że dzieje się coś złego. Patrzę za siebie i dostrzegam kępkę włosów, która przyczepiła się do oparcia krzesła. Niewątpliwie są moje, bo nie mam zwierząt. Ale przecież nie łysieję! Nawet siwy nie jestem! O co chodzi?

– Wszystko w porządku? – pyta Krzysiek niewiedzący o moim problemie.

– Nie wiem, jest mi trochę słabo. Ale to pewnie nic takiego, zaraz minie.

Przejeżdżam ręką po głowie i odkrywam, że kolejna kępka została mi na ręce. To straszne!

– Może powinieneś coś zjeść? Albo napij się czegoś ciepłego.

Słysząc jego głos robię się czerwony. Podnoszę się na nogi. Nie chcę być blisko tego człowieka. Nie wiem dlaczego, ale nie chcę. Opieram się o stół i łamię sobie na nim paznokieć. Jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło coś takiego! Biorę głęboki oddech i… nagle czuję się znacznie lepiej! Uświadamiam sobie, że to pewnie kwestia przypadku i naprawdę jestem zdrowy. Moja wyobraźnia bywa zbyt szalona. Może to stres spowodowany przyjęciem gościa.

– Chyba już lepiej, nic mi nie jest – mówię do Krzyśka.

Nagle przypominam sobie o ciastkach. Postanowiłem upiec dziś rano i ciągle są w piekarniku! Jak mogłem zapomnieć wyłożyć je na stół? Odzywam się:

– Przyniosę ciastka z piekarnika. Ostatnio uczę się gotować.

Świetnie, że mogę iść po ciastka, bo wyjaśnię jakoś moje nagłe wstanie od stołu!

– Super – odpowiada mój gość z uśmiechem.

Dostrzegam w tym uśmiechu coś niepokojącego, ale ignoruję to. Udaję się do kuchni i przystaję. Słyszę odgłosy dobiegające z salonu. Krzysztof tłucze się czymś i stuka. Może wyjmuje rzeczy z plecaka?

– A co to za bagaż?! – krzyczę, ale nie słyszę odpowiedzi.

Dochodzi do mnie za to nucenie. Dziwna, ciężka do opisania melodia. Mój gość podśpiewuje sobie trzaskając rzeczami z plecaka. Dziwne… Wyjmuję ciastka na blasze i idę do salonu, ale wycofuję się, gdy zauważam postać Krzysztofa. Nic nie wyjmuje, ale tłucze się machając obsesyjnie plecakiem i śpiewa coś pod nosem. Jest cały czerwony i coraz bardziej nerwowo potrząsa bagażem. Wracam się do kuchni. Z trudem łapię oddech i łamię sobie kolejny paznokieć na ścianie. Oczy zaczynają mi łzawić, a ciastka ozdobione są teraz kępką moich (lekko białawych) włosów. Zupełnie jakbym… się rozpadał. Czuję, że coś się zmienia. Czuję to i nie mam siły stawić temu czoła. Wiem, że to ma związek z moim niepokojącym gościem i boję się chwili, kiedy będę musiał wrócić do niego z ciastkami. Odczuwam strach, bo wiem, że w każdej chwili on może wejść tutaj. Już wcześniej myślałem, iż z pobytu Krzyśka w moim domu nie wyniknie nic dobrego, ale gdy podnoszę rękę i zauważam, że delikatnie sypie się z niej pył, zaczynam rozumieć, że człowiek, który w moim salonie czeka na przekąskę zdecydowanie nie jest odpowiednim gościem.

***

"Szczytami wieków umknę Libitynie"

Koniec

Komentarze

“Niestety mój kumpel złapał ospę tuż przed wyjazdem”

Ospa w dorosłym życiu, bardo niedobrze. Ciężki przebieg.

 

– Cześć. Krzysztof Stępień? – mówię.

 Didaskalia raczej robi się na wyczucie, czytając dialog wielokrotnie, ale ja dałbym “zapytałem”.

 

“a ja siadam i (czując dziwną gulę w gardle) zaczynam rozmowę”

Wiadomo, o co chodzi, ale nie jest to eleganckie zdanie.

 

“Zaczęło ogarniać mnie uczucie dziwnego spokoju, zmieszane z uczuciem, że dzieje się coś złego.”

Powtórzenie.

 

Bardzo niespójna historia, ciężko się czyta. Dziwne zachowanie Krzyśka z niczego nie wynika, nic go nie zapowiada. Mam wrażenie, że sam pobłądziłeś w tym chaosie. Trzymasz się obranej narracji, co na plus. Mam wrażenie, że na początku jest za dużo zbędnych informacji, które nijak mają się do historii.

 

Musisz więcej czytać swoich tekstów, wyciągać głupoty i pracować nad zróżnicowaną konstrukcją zdań, bo już pierwsze kwalifikują się do poprawy:

 

“Mam dzisiaj dzień wolny. Jest sobota i nie muszę jechać do biura, więc zaprosiłem przyjaciela z Warszawy, by pogadać i pośmiać się. Karol miał się zjawić ze swoim znajomym z pracy, bo ten akurat szukał noclegu w Krakowie. Zgodziłem się, by zostali u mnie na noc.”

 

Najlepsze, co mogę Ci polecić, by poprawić jakość swoich tekstów, to czytanie tego, co się napiszę wielokrotnie, w różnych odstępach czasowych, by zapomnieć trochę historię i spojrzeć świeższym okiem. Ale przede wszystkim czytać, czytać i jeszcze raz czytać, opowiadania, powieści i co wpadnie w ręce.

Dzięki za przeczytanie. Przyznam, że trochę nie rozumiem, co miałeś na myśli. Opowiadanie jest pisane z perspektywy głównego bohatera w czasie teraźniejszym, więc “zapytałem” kompletnie by tu nie pasowało.

Wiadomo, o co chodzi, ale nie jest to eleganckie zdanie.

Może i tak, ale celowałem tu raczej w codzienny, zwyczajny język. Człowiek, który w sobotę odpoczywa w domu nie musi myśleć elegancko.

 

Odnośnie “zbędnych informacji”, uważam, że czasem takie są potrzebne. Historia nie może być przecież tylko suchym zapisem wydarzeń. Czasem potrzebne jest coś w stylu “Ładną mamy pogodę”, co nijak nie wpływa na fabułę, ale dodaje poczucie, że bohater jest człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko postacią potrzebną do zaistnienia jakiś wydarzeń w opowiadaniu.

Swoje prace czytam, a jakże. Wielokrotnie przed opublikowaniem. Dokonałem naprawdę wielu poprawek zanim to wrzuciłem.

Odnośnie pierwszych zdań, które zacytowałeś: Czy możesz wskazać dlaczego mają nieodpowiednią konstrukcję? Jakoś tego nie dostrzegam.

Rozumiem, o co Ci chodziło, gdy pisałeś o niespójnej historii. Faktycznie, w zachowaniu Krzyśka nie idzie znaleźć sensu czy motywu. I niczego takiego nie ma, każdy sam może zinterpretować to wszystko.

Ale przede wszystkim czytać, czytać i jeszcze raz czytać, opowiadania, powieści i co wpadnie w ręce.

Pełna zgoda!

 

Szort ma dobry rytm, zbudowany krótkimi zdaniami i czasem teraźniejszym. Tutaj jak najbardziej ok.

Fajnie wprowadzasz ospę i ciastka:

Co jeśli czymś mnie zaraził? Och, to głupie. Dopiero wszedł do mieszkania,

wink

– Przyniosę ciastka z piekarnika. Ostatnio uczę się gotować.

 

Bohater jest taki normalny, grzeczny i empatyczny. Zapałałam do niego sympatią.

Szkoda, że tak skończył.

Przeczytałam z przyjemnością, bo jest ładnie napisane.

Pozdrawiam!

 

 

Och, dziękuję bardzo!

Wiadomo, o co chodzi, ale nie jest to eleganckie zdanie.

Może i tak, ale celowałem tu raczej w codzienny, zwyczajny język. Człowiek, który w sobotę odpoczywa w domu nie musi myśleć elegancko.

Masz całkowitą rację, ale w zdaniu “a ja siadam i (czując dziwną gulę w gardle) zaczynam rozmowę” chodziło mi o czysto techniczny zapis, nie o aspekt merytoryczny.

 

Dzięki za przeczytanie. Przyznam, że trochę nie rozumiem, co miałeś na myśli. Opowiadanie jest pisane z perspektywy głównego bohatera w czasie teraźniejszym, więc “zapytałem”

Przepraszam, źle napisałem: “pytam”, tego bym użył:)

 

Odnośnie “zbędnych informacji”, uważam, że czasem takie są potrzebne. Historia nie może być przecież tylko suchym zapisem wydarzeń. Czasem potrzebne jest coś w stylu “Ładną mamy pogodę”, co nijak nie wpływa na fabułę, ale dodaje poczucie, że bohater jest człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko postacią potrzebną do zaistnienia jakiś wydarzeń w opowiadaniu.

Oczywista sprawa. Chodzi tylko o odpowiedni dozowanie takich informacji. Musisz zwracać uwagę, czy nie zbierasz ich za dużo w jednym opisie, scenie, dialogu itd. Za bardzo karmisz, mógłbyś je wplatać jako smaczki, które czytelnik wyłapie sam. Nie mów, że jest ładna pogoda za oknem, pokarz tę pogodę. Uwierz, że podawanie na tacy takich niuansów, będzie przeszkadzać w odbiorze historii. Sam się przekonaj, czytając nad “Niemnem”:) jeżeli nie miałeś okazji.

 

Odnośnie pierwszych zdań, które zacytowałeś: Czy możesz wskazać dlaczego mają nieodpowiednią konstrukcję? Jakoś tego nie dostrzegam.

Te zdania to garść suchych informacji. Gdybyś nie kumulował ich już na początku, a rozłożył w czasie akcji, o wiele lepiej by się przyswajały. Jest to szczególnie ważne w pierwszym akapicie pracy, który musi choć trochę zaciekawić i zafascynować, a to tylko suche fakty: jest dziś wolny dzień, jest sobota, nie muszę jechać do biura, zaprosiłem przyjaciela z Warszawy, by pogadać, pośmiać się, Karol miał się zjawić ze znajomym… łapiesz? Uważasz, że czytelnik nie domyśliłby się sam niektórych podanych tu informacji?

 

Cieszę się, że dopytujesz i wnikasz, to świadczy o twoim zaangażowaniu. Też nie zrozum mnie źle, tekst ma naprawdę nie złą konstrukcję. Używasz krótkich zdań, wszystko płynie, ale nie popadaj w taką pułapkę, długie zdania, choć wymagają większego skupienia, przy pisaniu, to są czasem ważniejsze, niż krótkie dynamiczne zdania. Jestem wręcz pewien, że następne Twoje tekst będą coraz lepsze, wyczujesz, co gra, co nie, i będziesz płyną coraz szybciej. Jak na razie pojawiają się usterki, które zakłócają odbiór, ale wszystko jest do naprawy.

 

Przyznam szczerze, że mam problem ze zrozumieniem co się zadziałało. Kategorycznie domagam się wyjaśnienia. smiley

Trudno oceniać i wypowiadać się na temat czegoś, co zdecydowanie nie jest skończonym utworem literackim. Mamy na portalu zwyczaj oznaczania fragmentów tekstów jako „FRAGMENT”, to oszczędzi lektury komuś, kto nie lubi czytać urwanych, niedokończonych, wyrwanych z kontekstu „fabuł".

Rozumiem, że wrzucając pierwszy fragment, chciałeś kogoś naprowadzić na resztę swoich utworów zamieszczonych na Wattpadzie (piszesz nawet wprost, że reszty nie zamierzasz tutaj publikować). Otóż nie sądzę, żeby takie działanie miało sens.

Powyższy fragment napisany jest prostym i poprawnym językiem, zdarzają się w nim zgrzyty (np. powtórzenia: Wprowadzam Krzysztofa do mieszkania i szybko oprowadzam; Zaczęło ogarniać mnie uczucie dziwnego spokoju, zmieszane z uczuciem, że dzieje się coś złego.), brakuje też kilku przecinków.

Wydarzenia, które opisujesz, nie są zbyt fascynujące, ale przyznaję, że udało Ci się wywołać tym delikatnym pomieszaniem normalności z elementami dziwności, pewien niepokój podczas lektury.

Niestety, jak na mój gust, za dużo tutaj niepotrzebnych opisów czynności, za dużo opisów gestów itp., które nie popychają akcji do przodu tylko ją spowalniają i zamulają. Krótko mówiąc – dzieje się niewiele i nie dostrzegam w tym tekście żadnych elementów fantastycznych (nie są nimi dziwne zachowanie gościa i odczucia bohatera, czy wypadanie włosów i łamanie paznokci).

Ps. Naprawdę masz 15 lat?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Naprawdę masz 15 lat?

Tak, naprawdę. A nie wyglądam? :-)

 

Trudno oceniać i wypowiadać się na temat czegoś, co zdecydowanie nie jest skończonym utworem literackim. Mamy na portalu zwyczaj oznaczania fragmentów tekstów jako „FRAGMENT”

Cóż, faktycznie mogłem oznaczyć opowiadanie jako fragment, ale fragmentem ono do końca nie jest, bo mimo że stanowi część pewnej serii, to jednak jest osobną całością. Pewnie nie zajrzałeś do kolejnych dwóch epizodów i myślisz, że w nich jest kontynuacja. Otóż nie. Nie ma. To, co tu wrzuciłem jest osobnym opowiadaniem.

Otóż nie sądzę, żeby takie działanie miało sens.

Masz prawo tak uważać.

 

Tak, powtórzenia czasem są, ale nie miałem za bardzo pomysłu, jak je zastąpić, więc już zostawiłem. A w tematyce przecinków, jestem zdziwiony, bo nie zauważyłem, żeby gdzieś ich brakowało. Może sprawdzę tekst jeszcze raz…

Rozumiem, Tymoteuszu, że w Twojej wyobraźni pojawił się jakiś pomysł, ale nie wiem co miałeś zamiar powiedzieć czytelnikowi, opisując spotkanie Krzysztofa Stępnia i Aleksa Nowaka.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Wydaje mi się, że Krzysztof ma w bagażu coś, co powoduje powolny rozkład osób, które się z nim zetknął, jednak nie oddziałuje to na niego samego. Coś radioaktywnego? A może nie rozkład, a przyspieszone starzenie?

I czy to do Krzysztofa odnosi się fragment wiersza Horacego, o ucieczce przed śmiercią przez pamięć o nim? Więc kim / czym jest?

Chyba, że to po prostu rodzaj ćwiczenia z pisania sceny, nie koniecznie sensownej fabularnie. :)

You get what anybody gets - you get a lifetime.

Drogi Mr Windy,

Fajnie, że zechciałeś podzielić się przemyśleniami. Sens fabularny jest, ale każdy może to interpretować w dowolny sposób. Twoja teoria bardzo mi się podoba. Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka