- Opowiadanie: NearDeath - Wstydliwa kolekcja kauczuków

Wstydliwa kolekcja kauczuków

Już pół roku tutaj - jak ten czas szybko mija. 
Na początek czas na samobiczowanie:
Jakiś czas temu zamieściłem na portalu tekst, który szybko potem usunąłem, przez co mogę tylko przeprosić garstkę osób, które zdążyły go przeczytać i zamieścić komentarz... Tekst jednak wydawał mi się nieodpowiedni.
Obiecuje już tego nie robić i cokolwiek tu zamieszczę, zostanie prawdopodobnie dłużej niż sobie jeszcze pożyję.
Poniżej zamieszczam kolejne opowiadanie, zainspirowane tym razem nie moim rysunkiem, a mojego pięciu letniego braciszka. 
Dzięki mój motywatorze! 
Pisanie to jedno z moich hobby, przez co jestem i pozostanę jeszcze długo w tym fachu niedoświadczonym żółtodziobem.

Opowiadanie zamyka dziecięcą tematykę (bo saga to za duże słowo), od jakiej zacząłem w ogóle  pisać.

Moje teksty są jak ja – dojrzewają powoli. Może to już czas stać się przynajmniej nastolatkiem? 

Pozdrawiam gorąco czytających :) 

 

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Wstydliwa kolekcja kauczuków

Pewnego sierpniowego wieczoru, kiedy skończyłam ośmiogodzinną zmianę w kawiarence, zapaliłam papierosa, kierując się w stronę starego, czerwonego forda. Po kolejnym męczącym dniu marzyłam już tylko o tym, aby zamówić pizzę i obejrzeć jakiś dobry horror. Ostatnio był to dla mnie idealny sposób na wypełnienie wolnego czasu. Skoro zaplanowałam wieczór, pozostawało mi już tylko wsiąść do gruchota z niedziałającym radiem i odjechać spod kawiarenki najprędzej, jak tylko się da. Nałóg jednak był silniejszy.

Gdy nieśpiesznie paliłam papierosa, stojąc oparta o auto, zauważyłam Alana ‒ dwunastoletniego, krótko ostrzyżonego chłopca z co najmniej dziesięcioma dodatkowymi kilogramami, który od dobrego roku regularnie przychodził do nas na potężną porcję lodów. Szczerze mówiąc nawet go polubiłam. Zawsze wydawał się entuzjastyczny i dobrze wychowany. Czasami nawet zostawiał mi drobne napiwki. To było miłe z jego strony, mimo że czułam się niezręcznie, przyjmując je od chłopca. Ale nie miałam wyboru. Zazwyczaj kładł pieniądze na ladzie i uciekał z kawiarenki.

Zabawne było również to, że Alan czasami prosił mnie o małą pomoc przy pisaniu opowiadań. Nie żebym miała w tym fachu jakiekolwiek doświadczenie, jednak w przeciwieństwie do wiecznie uśmiechniętego chłopca, posiadałam podstawową wiedzę w zakresie ortografii. Zasiadał zatem czasami przy ladzie z grubym zeszytem, pokazując mi teksty, które lekko mówiąc odbiegały od ideału, nawet jak na dwunastoletniego dzieciaka.

Tymczasem, gdy zaciągałam się głęboko papierosowym dymem, młody człowiek zawołał:

‒ Przepraszam!? To chyba twoje?

Alan podszedł bliżej, pokazując mi żółtą, pluszową myszkę. Zerknęłam na kluczyki od samochodu.

‒ O kurczę… musiała mi się odpiąć.

‒ No musiała, musiała. Innego rozwiązania chyba nie ma, co?

Pokiwałam twierdząco głową, serdecznie się przy tym uśmiechając.

‒ Bardzo ci dziękuję ‒ powiedziałam, kiedy chłopiec przekazał mi breloczek.

‒ To miłego wieczoru. Muszę iść, bo zaraz zrobi się ciemno, a do domu… ‒ wziął głęboki oddech ‒ a do domu trzeba wrócić.

‒ Jedziesz autobusem?

‒ Niestety nie. Ostatni już uciekł, ale to niedaleko… jakieś pięć, sześć kilometrów. No nic, następnym razem przypilnuję czasu. Zasiedziałem się dziś u was. Chyba powinniście wcześniej zamykać. W takim razie…

‒ Co? ‒ przerwałam. ‒ To cholernie dużo! ‒ Otworzyłam drzwi.

‒ Damy radę ‒ odparł zdecydowanie, uśmiechnięty od ucha do ucha.

‒ Nie no, nie wygłupiaj się. ‒ Schowałam zapalniczkę do kieszonki koszuli w kwieciste wzorki, po czym wsiadłam do auta. ‒ Jest już późno, wskakuj, a następnym razem wybierzesz bardziej komfortowy środek transportu niż mój rzęch. ‒ Uśmiechnęłam się, próbując odpalić tego grata. ‒ Na przykład autobus.

Po chwili namysłu chłopiec zawołał:

‒ Sir Alan Reisner wkracza na pokład, pani kapitan złotowłosa! ‒ Pociągnął klamkę, po czym zasiadł na fotelu obok mnie.

 

***

 

Chłopiec poinstruował, że aby dojechać do domu, musimy opuścić miasto od strony zachodniej, a dalej… będzie informował, kiedy tego dokonamy. Przez dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwał Alan, mówiąc:

‒ Ładnie tu pachnie. Perfumy… jak kwiatki.

‒ Dzięki ‒ rzuciłam, uśmiechając się pod nosem. ‒ Zaproponowałabym radio, ale nie działa.

‒ Cisza też jest dobra. ‒ Położył dłonie na kolanach.

‒ Zaraz wyjazd z miasta. Później mów mi, co i jak.

Nie odpowiedział, tylko wyjął z plecaka nadgryzioną kanapkę.

Minęło dobrych kilka minut. Ruch tego wieczora był niewielki, zatem szybko opuściliśmy miasteczko, a następnie zjechaliśmy na piaszczystą drogę, która przecinała złociste pole. Ciemnoróżowe niebo tylko potęgowało urok tego miejsca, tak samo jak rosnące przy szosie maki, kołyszące się na wietrze. To był piękny widok. Jednak do zmroku było coraz bliżej.

‒ I ty taki kawał chciałeś sam wracać…

‒ Przed zjazdem na szosę był przystanek autobusowy. Tam zwykle wysiadam, a teraz… teraz to już prosto i w domu.

‒ Mama nie byłaby zadowolona, że wracasz sam po nocach.

Alan zachichotał, po czym odrzekł radosnym tonem:

‒ Jest stara.

Na chwilę odwróciłam głowę w stronę chłopca.

‒ Ale szczęśliwa ‒ wyszeptał, przykładając palec do ust.

Ponownie zapadła cisza.

 

***

 

Droga wydawała się nie mieć końca. Była zadziwiająco prosta, przez co momentami miałam wrażenie, jakbyśmy stali w miejscu.

‒ Jesteś smutna? ‒ zapytał, zerkając na mnie.

‒ Raczej bardzo zmęczona.

‒ To kłamstwo.

‒ Naprawdę.

‒ Moja mama kiedyś była smutna, nawet bardzo, albo i bardzo, bardzo… ‒ westchnął. ‒ Po śmierci taty tylko płakała, a teraz się śmieje. Wiesz, powinniśmy znać sposoby na smutek. Jako dobre dzieci.

‒ Jaki jest twój?

‒ Kauczuk ‒ odparł bez chwili zastanowienia.

‒ Co? ‒ zaśmiałam się mimowolnie.

‒ Dałem jednego mamie. To pomogło. Do dziś chodzi z nim po domu, odbijając go od podłogi ‒ zachichotał.

‒ Masz takiego dla mnie? Może czasem się przyda.

Alan zamilkł. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Patrzył wprost na drogę, trzymając dłonie na kolanach.

‒ Halo? Sir Alan mnie słyszy?

Nie dostałam odpowiedzi. Wzruszyłam zatem ramionami, mówiąc:

‒ Skoro nie… trudno.

Delikatnie zwiększyłam prędkość, robiąc się powoli znużona tą podróżą.

 

***

 

‒ To więcej, niż mówiłeś ‒ przemówiłam po kilku minutach milczenia.

‒ Niemożliwe.

‒ Przejechaliśmy prawie dziesięć kilometrów, od kiedy wyruszyliśmy… przecież patrzę na licznik.

Uchyliłam do połowy szybę po mojej stronie. Poczułam chłodny, przyjemny powiew wiatru.

‒ Mówiłaś, że to rzęch, więc kto tu się myli? Rzęch czy ja?

Westchnęłam, kręcąc głową.

‒ Masz ochotę zapalić, co?

‒ To nie o to chodzi…

‒ Palenie można porównać z głodem. Ja bardzo nie lubię być głodny, więc wszystko rozumiem. Proszę się zatrzymać ‒ powiedział łagodnie Alan.

‒ Naprawdę…

‒ Ależ proszę ‒ przerwał. ‒ Ja też chętnie na tym skorzystam. ‒ Położył dłonie na kroczu, po czym zaczął tupać nogami. ‒ No wiesz…

Z niechęcią się zatrzymałam. Z uwagi na słaby stan auta nie zgasiłam silnika. Chłopiec błyskawicznie opuścił samochód, stanął na poboczu szosy, po mojej prawej stronie, a ja wyciągnęłam papierosa i rozpięłam pasy.

‒ Nie musisz wychodzić! ‒ zawołał. ‒ Mnie to nie przeszkadza.

Kiedy spojrzałam na Alana, który w tamtym momencie rozpinał pasek od spodni i patrzył na mnie z szerokim uśmiechem, poczułam się bardzo nieswojo. Odwróciłam wzrok, a następnie, siedząc w aucie, zapaliłam papierosa. Momentalnie drzwi od starego forda się otworzyły. Chłopiec chwycił plecak i rzucił go na ziemię. Pokiwał palcem, a potem odwrócił się do mnie plecami. Alan po chwili zaczął nucić coś pod nosem, a później już tylko pośpiewywał:

‒ Podążałam wąską alejką, mijając rzędy krwistoczerwonych kwiatów… ‒ stojąc, kołysał się z nogi na nogę.

 

***

 

Niebo nabrało ciemnoniebieskiego koloru. Włączyłam samochodową lampkę, przez co dostrzegłam rumieńce na pyzatych policzkach Alana.

‒ Tak sobie myślę ‒ przemówił po chwili, gdy zaczęłam jechać dalej. ‒ Masz lat… dwadzieścia? Wiesz, nigdy nie pytałem, bo trochę nie wypada.

‒ Dwadzieścia dwa.

‒ Okej… mogłabyś więc być moją… starszą siostrą. No bo chyba nie… ‒ przerwał, zerkając na mnie ukradkiem. ‒ Mamą. ‒ zachichotał. ‒ Nie, to niemożliwe, przecież mam dwanaście lat. ‒ Zaczął śmiać się do rozpuku, uderzając dłońmi o kolana.

Wcisnęłam mocniej pedał gazu.

‒ Gdybyś jednak była moją siostrą, śmiałabyś się ze mnie, gdybyś była moją matką, wstydziłabyś się chodzić na wywiadówki ‒ kontynuował. ‒ Wstyd mieć takiego tłuściocha w rodzinie.

‒ Co ty gadasz… ‒ Przyśpieszyłam do prawie dziewięćdziesięciu na godzinę.

‒ Może faktycznie jesteś inna? Tak, ty jesteś inna. Zawsze dla mnie dobra. ‒ Alan położył plecak między nogi, po czym rozpiął go i zaczął czegoś w nim szukać. ‒ Poza tym ładnie się uśmiechasz. Dlatego nie lubię, kiedy jesteś smutna.

‒ Wcale nie…

‒ Jesteś ‒ przerwał. ‒ Ładni ludzie powinni się uśmiechać… nie to co ja.

Kątem oka dostrzegłam kilka kolorowych kauczuków, walających się w stercie batoników i butelek napojów gazowanych.

‒ Lody czekoladowe potrafią łączyć ludzi, co?

‒ Słucham? ‒ zapytałam, uśmiechając się nerwowo.

‒ Nie pamiętasz? ‒ Spojrzał na mnie, jakby lekko oburzony. ‒ Pierwszy raz zamówiłem w kawiarni lody czekoladowe. W sumie… to twoja koleżanka przyjęła zamówienie, a ty mi je podałaś… tak czasami myślę… dlaczego? ‒ Alan pogrążył się w chwilowej zadumie. ‒ Czasami tak sobie fantazjuję… że szepnęłaś koleżance na ucho coś w stylu: Ej, to ja zaniosę temu przystojniakowi lody. ‒ Zaśmiał się. ‒ Ale pewnie było inaczej, prawda?

Przełknęłam ślinę, modląc się w duchu, aby ta podróż jak najszybciej dobiegła końca.

‒ Tak właśnie myślałem.

‒ Masz dobrą pamięć ‒ powiedziałam, aby wydusić z siebie cokolwiek.

‒ Że to były lody czekoladowe? Ty tego nie pamiętasz, masz tak wiele zamówień… a ja nawet jakbym miał ich tysiąc, to… będę pamiętał każde z osobna, jeśli to ty będziesz mi je podawać. 

Zerkając kolejny raz na licznik, spostrzegłam, że przejechaliśmy już grubo ponad piętnaście kilometrów.

‒ Pomyliłeś drogę, Alan ‒ oznajmiłam.

‒ Nie, nie. Widzisz te przydrożne maki? One zawsze wskazują mi drogę.

Zacisnęłam dłonie na kierownicy, po czym zaczęłam lekko uderzać o nią palcami.

‒ Chcesz mi powiedzieć, że maki są naszą nawigacją?

‒ Zazwyczaj dobrze pokazywały drogę. Nie wiem co się teraz stało ‒ powiedział chłopiec przykładając dłoń do ust.

‒ Jasna cholera, Alan!

‒ Ale myślałem, że nieważne co się dzieje, tylko ważne z kim. Tak zawsze gadają w bajkach, czy tam w filmach przygodowych.

Zahamowałam auto, zatrzymując się na środku drogi.

‒ Mam przecież prowiant ‒ powiedział, trzymając plecak.

Spojrzałam prosto w oczy Alanowi, wycierając jednocześnie spocone dłonie o dżinsy.

‒ Podaj mi adres. ‒ Wyciągnęłam z kieszeni telefon.

Chłopiec zaczął kręcić przecząco głową.

‒ Nie trafisz do mojego domu.

‒ Jak to nie trafię?

‒ Bo widzisz… ja nie mam domu.

Zapadła cisza. Poczułam, że na moim czole, pojawiają się pierwsze krople potu. Alan patrzył na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.

‒ Co? ‒ zapytał niewzruszony.

‒ Nawet sobie nie żartuj.

‒ Nie rozumiem.

Spojrzałam raz jeszcze na jego plecak.

‒ O co chodzi do cholery? ‒ wydusiłam z siebie.

Alan rozpiął pasy.

‒ Może uciekłem z domu dziecka? A nie, bo to też dom jak sama nazwa wskazuje. 

Przełknęłam ślinę, wpatrując się w dzieciaka, który nieśpiesznie wysiadł z auta, a następnie stanął przed jego maską. Chwilę później wybuchnął takim śmiechem, jakby usłyszał najzabawniejszy dowcip w życiu.

‒ Tam! ‒ zawołał, wyciągając przed siebie rękę.

Odwróciłam głowę, próbując dostrzec coś, co chłopiec próbował mi pokazać. Nie wysiadłam jednak z samochodu.

‒ Nic nie widzę ‒ odparłam zgodnie z prawdą, lecz dopiero po dłuższej chwili dostrzegłam w oddali jakiś ciemny obiekt, na którym pojawił się żółty, kwadratowy kształt. 

‒ Mama już wstała ‒ wypowiedział to zdanie roztrzęsionym tonem. ‒ Będzie mnie szukać. Muszę natychmiast wrócić do domu.

Alan podszedł do drzwi od mojej strony, po czym położył pulchne dłonie na wpół otwartej szybie.

‒ Chętnie bym cię zaprosił, ale moja mama mówi, że jestem za brzydki na piękne dziewczyny ‒ wyszeptał, przykładając palec do ust. ‒ Ona dobrze cię zna.

‒ Jak… jak to zna? ‒ zapytałam zdezorientowana.

‒ Wiesz, mali chłopcy nie mają przed mamą sekretów. Tylko, jakby to powiedzieć… nieważne, śpij dobrze, złotowłosa Oliwio. Dziękuję za podróż. ‒ Zarzucił plecak na ramię, odwracając się ode mnie.

‒ Dobrej nocy ‒ wydusiłam z siebie.

‒ Przepraszam też za żart. Przyznaj, że udany?

Zacisnęłam dłonie na kierownicy, nerwowo się przy tym uśmiechając.

‒ Do zobaczenia Oliwio.

Pokiwałam głową, czekając aby Alan odszedł. Tak też zrobił, jednak kiedy oddalał się w stronę domu, którego przez panującą ciemność nie mogłam początkowo zobaczyć, powtarzał w kółko jedno zdanie. A wypowiadał je dziwnym, charczącym głosem:

‒ Jest dla ciebie za ładna, za ładna Alan. 

 

***

 

Gdy byłam już bliska wyjazdu z szosy na drogę główną, zahamowałam gwałtownie, kiedy rudy kot przebiegł tuż przed kołami samochodu. Udało mu się uciec, jednak w momencie hamowania usłyszałam stukot, a następnie ciche wibracje, które stawały się coraz głośniejsze. Zatrzymałam się na poboczu. Przez chwilę myślałam, że dzwoni telefon, lecz dźwięki dochodziły spod siedzenia obok mnie. Wysiadłam z samochodu, po czym otworzyłam drzwi od strony pasażera, aby z łatwością wyciągnąć coś, co wydawało tajemnicze odgłosy, a gdy już wsunęłam rękę pod fotel, wydobyłam spod niego okrągły przedmiot, który musiał wypaść Alanowi podczas jazdy. Owym przedmiotem okazał się czerwony kauczuk. Wzięłam go do ręki, lecz gdy to zrobiłam, poczułam silne pulsowanie.

‒ Co jest… ‒ powiedziałam do siebie, kiedy kulka przybierała czarno-białe barwy.

Po chwili wibrujące dźwięki zastąpiły głosy. Od razu je poznałam:

‒ Proszę bardzo… myślę, że powinny ci smakować.

Na kauczuku zarysowała się postać w kelnerskim fartuszku.

‒ Jeśli są czekoladowe, to na pewno ‒ odparł entuzjastycznie głos chłopca.

‒ Chciałbyś coś jeszcze?

Nagle obraz stał się o wiele wyraźniejszy, przez co dostrzegłam, że uśmiechniętą postacią o jasnych włosach ‒ byłam ja.

‒ Na razie dziękuję.

Zasłoniłam dłonią usta, kiedy kauczuk z powrotem przybrał czerwony kolor i wyglądał zupełnie jak przedtem.

Kulka wypadła mi z dłoni, po czym odbiła się kilkukrotnie od ziemi, nabierając ponownie czarno-białych barw. A w końcu… usłyszałam kolejne dźwięki.

‒ Niech zgadnę… lody czekoladowe.

‒ Nie… tym razem mogą być truskawkowe.

Głosy z każdą sekundą były wyraźniejsze, a ja patrzyłam, jak czarno-biały kauczuk toczy się po ziemi, emitując przy tym obraz mojej osoby. Później usłyszałam donośny, jakby zapętlony śmiech chłopca.

Stałam oparta o samochód, czując się tak, jakbym miała za chwilę zemdleć.

Dźwięki na chwilę umilkły i słyszałam już tylko ciche cykanie świerszczy. Rozejrzałam się dookoła. Było już zupełnie ciemno. Podeszłam do czerwonej kuleczki, leżącej na ziemi. Stałam tak nad nią, kiedy kauczuk znowu zmienił barwy, lecz tym razem nastąpiła pewna zmiana. Przedmiot nie wydawał żadnych odgłosów, tylko ukazywał krótkie scenki w znacznie przyśpieszonym tempie. Widok za każdym razem pozostawał ten sam. Podchodziłam uśmiechnięta do Alana, trzymając w dłoniach menu, chwilę później oddalałam się i wracałam ze szklanym pucharkiem lodów.

Po chwili głosy powróciły. Widziałam siebie opartą o ladę i śmiejącą się nad kartką papieru.

‒ Sporo tu błędów ‒ powiedziałam.

‒ Zechciałabyś mi je poprawić w wolnej chwili? Cholerka, nie umiem pisać, a w głowie tyle historii do opowiedzenia. Chciałbym kiedyś coś napisać… coś napisać… coś… 

Nagle rozległ się głośny i jednocześnie tak piskliwy śmiech, aż odruchowo przysłoniłam dłońmi uszy, a później… kopnęłam świecący kauczuk, jak najmocniej tylko potrafiłam, a on zniknął w gęstwinie przydrożnych traw, podobnie jak ja zniknęłam z miasteczka, w którym mieszkałam od wielu lat. 

 

 

 

 

***

 

Minęło dziesięć lat od pierwszej i zarazem ostatniej podróży z chłopcem, do którego myślami wracałam codziennie. Nie potrafiłam racjonalnie wyjaśnić zdarzeń z nocy, kiedy do mych rąk trafił tajemniczy przedmiot należący wcześniej do Alana. O całej sytuacji oczywiście nie powiedziałam nikomu.

Dziesięć lat to szmat czasu. Krótko po tej szokującej nocy rzuciłam pracę, opuściłam  miasteczko, przez co zaczęłam zupełnie nowe życie.

Młoda dziewczyna, która to samotnie w domu oglądała horrory, czy zaznaczała ołówkiem w książkach dołujące cytaty, by mieć się z czym utożsamić, została posiadaczką największego skarbu, o jakim mogła tylko marzyć.

‒ Boli mnie głowa, mamo ‒ powiedział mój siedmioletni synek, leżący w łóżku z podwyższoną temperaturą ciała. 

‒ Wiem, kochanie. ‒ Przyłożyłam ręcznik zamoczony w zimnej wodzie do jego rozgrzanego czoła.

‒ A miałem jechać na weekend do taty… tęsknię za nim.

Uśmiechnęłam się smutno, głaszcząc moje szczęście po włosach.

‒ Odwiedzi nas w niedzielę.

‒ Chociaż tyle ‒ odparł, po czym sięgnął po cienką książeczkę leżącą na szafce.

‒ Chyba chcesz, abym ci poczytała, co?

‒ No jestem już duży, ale… w sumie lepiej to robisz od taty.

‒ Chłopiec z czerwonym latawcem, hmmm… ‒ otworzyłam książeczkę.

‒ Tata mówił, że tego chłamu kupionego na bazarze nie da się czytać, ale jeśli chcesz, to spróbuj.

‒ Mama da radę. ‒ Puściłam oczko do synka i i zabrałam się do czytania, lecz jedno zdanie wystarczyło, abym na nim poprzestała. ‒ Podążałam wąską alejką, mijając rzędy krwistoczerwonych kwiatów, które wyglądem… przypominały przerośnięte róże…

Wytrzeszczyłam oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co przed sekundą ujrzałam. Zamilkłam, próbując przeczytać pierwsze zdanie raz jeszcze. Tkwiłam w bezruchu przez dłuższą chwilę.

‒ Mamo? Wszystko w porządku?

‒ Tak, tak ‒ skłamałam.

‒ Już masz dosyć?

‒ Skąd masz tę książkę? ‒ zapytałam, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od okładki.

‒ Mówiłem, że tata ją kupił… Na bazarze.

‒ Od kogo? Byłeś z nim wtedy, prawda?

‒ Taaa… podszedł do nas jakiś facet i prosił o pieniądze. Miał podarte ciuchy i strasznie śmierdział.

Czułam, jak na moim czole pojawiają się pierwsze krople potu.

‒ Mówił coś jeszcze?

Mój głos zaczął się łamać.

‒ Mówił, że jest bardzo biedny i potrzebuje pieniędzy. Powiedział, że w zamian za parę groszy da nam książkę, którą wydał kiedyś tam. Trochę ich tam miał i tak łaził po bazarze, zaczepiając ludzi.

‒ Coś jeszcze? Czy mówił coś jeszcze?

‒ To takie ważne? ‒ prychnął. ‒ Często zaczepiają nas ludzie, proszący o pieniądze.

‒ Przypomnij sobie, synku… bardzo cię proszę. ‒ Wstałam z łóżka.

‒ Nie wiem, mamo. Głowa mnie boli.

Zapadła kilkusekundowa cisza.

‒ Chyba coś gadał, że mama mu umarła, ale on był pijany i wyglądał paskudnie… Był chudy jak patyk i dziwnie na mnie patrzył… nie wiem. Nawet jak tata dawał mu dwie dychy, to on patrzył na mnie. Paskudny był.

W tym właśnie momencie zauważyłam, jak mój syn trzyma w dłoni okrągłą kuleczkę o krwistoczerwonym kolorze. Książka, którą wcześniej trzymałam w rękach, upadła na podłogę.

Nie wydobyłam z siebie ani jednego słowa, tylko podbiegłam do łóżka, a następnie wyrwałam synkowi kauczuk.

‒ Mamo! ‒ krzyknął. ‒ Co ty robisz!?

‒ On ci go dał!? Powiedz, proszę! ‒ Odbiłam kauczuk od podłogi.

‒ Co!?

Gdy złapałam mieniącą się kulkę, byłam przekonana, że podobnie jak przed wielu laty, usłyszę jakiś dźwięk, czy też rozświetli się na nim niepokojący obraz. Było jednak inaczej. Czerwony kauczuk wyglądał zupełnie niewinnie. Żadnych dźwięków, żadnych obrazów. Rzuciłam nim po raz drugi, trzeci, czwarty.

‒ Wiem, że on ci go dał ‒ powiedziałam surowo, mimo że kauczuk wciąż wyglądał tak samo.

‒ Nie! 

‒ Dlaczego kłamiesz!? ‒ wrzasnęłam.

Widziałam jak się wzdrygnął, widziałam przestraszone oczy własnego dziecka. Jednak wiedziałam, że kłamie. Po prostu to czułam. 

Opuściłam pokój syna, podnosząc z podłogi książkę z uśmiechniętym chłopczykiem puszczającym latawiec, nad którym widniał złoty, trudny do dostrzeżenia na pierwszy rzut oka napis. Napis ten, okazał się być nazwiskiem autora.

Roztrzęsiona, udałam się do sypialni i rzuciłam zabrane ze sobą rzeczy na łóżko. Próbowałam opanować drżące dłonie, aby móc otworzyć raz jeszcze książkę na stronie, na której widniało kilka zdań. Przez chwilę miałam nadzieję, że wcale ich tak naprawdę nie przeczytałam, że to wszystko było wytworem mojej wyobraźni. Uderzałam nerwowo kauczukiem o podłogę, przygotowana na najgorsze. Dlaczego jednak nie mogłam nic zobaczyć? Czyżby mój syn faktycznie mówił prawdę?

Po raz kolejny przeczytałam krótką dedykację zapisaną przez autora książki:

 

Kauczuki mają to do siebie, że przywołują wspomnienia,

Złotowłosa ma to do siebie, że sprawia, iż są piękne.

Dla niezapomnianej…

Sir Alan Reisner.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Jest jakiś pomysł. Może nie horrorowy, ale niepokojący.

Ale wykonanie nie pomaga zbytnio pomysłowi. Nie jest źle – przecinkologia kuleje, problemy z pisownią łączną/rozdzielną… Ale mogło być lepiej.

Czy kauczuk to powszechnie stosowany synonim piłeczki kauczukowej?

Ciemno różowe niebo

Jeden kolor – jedno słowo.

że nie ważne co się dzieje,

że nieważne, co się dzieje,

Babska logika rządzi!

Finkla

Hejka!

Dzięki bardzo za przeczytanie!

Co do błędów – zaraz poprawię.

 

Czy kauczuk to powszechnie stosowany synonim piłeczki kauczukowej?

Tak jest, Finklo.

 

Ciemno różowe niebo

Jeden kolor – jedno słowo.

Faktycznie, jednak gdy pisałem słowo razem, program zaznaczał mi je na czerwono ;o 

Może czas go zmienić? Jednak nawet do programów jestem sentymentalny.

 

Przecinki – wstyd się przyznać, ale wstawiam je intuicyjnie. W poprzednich tekstach widocznie było pod tym względem lepiej. Jestem wzrokowcem – nie znam absolutnie żadnych zasad kompozycji tekstu. Dialogi, tekst – to wszystko chyba leci z pamięci przeczytanych książek. Zapamiętuję co i jak ma wyglądać, no ale… czasami ta pamięć może szwankować, no i szwankuje jak widać. 

Mogę jedynie podziękować za klika :) 

Podpisał: Alan. 

 

Program podkreśla wszystko, czego nie ma w zbiorze. A że kobiety znają więcej kolorów niż informatycy… ;-)

Babska logika rządzi!

No i mamy horror pełną gębą. ;)

Już początek, choć całkiem zwyczajny, zdawał się zapowiadać coś wręcz przeciwnego i okazało się, że przeczucia mnie nie zawiodły. W miarę czytania kolejnych zdań klimat gęstniał, mętniał i stawał się coraz bardziej zawiesisty. A choć przez chwilę miałam obawy, że pójdziesz śladami Psychozy Hitchcocka, to po chwili skonstatowałam z ulgą, że matkę Alana zostawiłeś w spokoju.

Niezmiernie podoba mi się, że nawiązałeś do Chłopca z czerwonym latawcem, bo dzięki temu opowiadanie nabrało głębi i większego sensu, a wzmianka o czerwonych makach dodała opowiadaniu szczególnego i bardzo korzystnego wyrazu.

Niezłe okazały się też magiczne właściwości kauczukowej piłeczki i zupełnie mi nie przeszkadza, że nie wiem, dlaczego tak się działo.

Na koniec muszę powiedzieć, że mało wiarygodna wydaje mi się rozmowa Olivii z chorym synkiem – jak na mój gust, chłopiec z czterdziestostopniową gorączką i bólem głowy powinien raczej majaczyć, płakać i pojękiwać, a nie całkiem logicznie i składnie konwersować z mamą. Może niech on ma po prostu niższą temperaturę.

Wykonanie mogłoby być lepsze, ale jeśli poprawisz usterki, kliknę Bibliotekę. ;)

 

 …z gru­bym ze­szy­tem, uka­zu­jąc mi tek­sty… ―> Raczej: …z grubym zeszytem, poka­zu­jąc mi tek­sty

 

‒ Dałem jed­ne­go mamie. To po­mo­gło. Do dziś cho­dzi z nim po domu, od­bi­ja­jąc go od pod­ło­gi. ‒ za­chi­cho­tał. ―> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Pa­trzył się wprost na drogę… ―> Pa­trzył wprost na drogę…

 

sie­dząc w aucie, od­pa­li­łam pa­pie­ro­sa. ―> …sie­dząc w aucie, za­pa­li­łam pa­pie­ro­sa.

 

Chło­piec chwy­cił ple­cak, za­brał go ze sobą i rzu­cił na zie­mię. ―> Dokąd zabrał plecak? A może wystarczy: Chło­piec chwy­cił ple­cak i rzu­cił go na zie­mię.

 

Chwi­lę póź­niej wy­buchł takim śmie­chem, jakby usły­szał naj­śmiesz­niej­szy dow­cip w życiu. ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Chwi­lę póź­niej wy­buchnął takim śmie­chem, jakby usły­szał najzabawniejszy dow­cip w życiu.

 

mu­siał wy­paść Ala­no­wi pod­czas wie­czor­nej prze­jażdż­ki. ―> Wieczorna przejażdżka sugeruje, że były też inne, o innych porach dniach. Poza tym nie wydaje mi się, aby odwiezienie chłopca do domu było przejażdżką.

Proponuję: …mu­siał wy­paść Ala­no­wi pod­czas jazdy.

Za SJP PWN: przejażdżka «przejechanie się gdzieś niedaleko, dla przyjemności»

 

kiedy kulka przy­bie­ra­ła czar­no-bia­łych barw. ―> …kiedy kulka przy­bie­ra­ła czar­no-bia­łe barwy.

 

kau­czuk znowu zmie­nił barwy, lecz tym razem na­stą­pi­ła pewna zmia­na. ―> Nie brzmi to najlepiej.

Może: …kau­czuk znowu zmie­nił barwy, lecz tym razem w inny sposób.

 

Pod­cho­dzi­łam uśmiech­nię­ta do Alana, trzy­ma­jąc w dło­niach menu, chwi­lę póź­niej od­cho­dzi­łam i wra­ca­łam… ―> Może w drugiej części zdania: …chwi­lę póź­niej oddalałam się i wra­ca­łam

 

znik­nę­łam z mia­stecz­ka, za­miesz­ki­wa­ne­go prze­ze mnie od wielu lat. ―> A może prościej: …znik­nę­łam z mia­stecz­ka, w którym mieszkałam od wielu lat/ od zawsze.

 

opu­ści­łam za­miesz­ki­wa­ne wcze­śniej prze­ze mnie mia­stecz­ko. Za­czę­łam zu­peł­nie nowe życie. ―> Powtarzasz informację.

Proponuję: …opu­ści­łam mia­stecz­ko. Za­czę­łam zu­peł­nie nowe życie.

 

‒Boli mnie głowa, mamo… ―> Brak spacji po półpauzie.

 

‒ A mia­łem je­chać na week­end do taty… tę­sk­nie za nim. ―> Literówka.

 

‒ Pu­ści­łam oczko syn­ko­wi… ―> Oczko puszcza się do kogoś, nie komuś, więc: ‒ Pu­ści­łam oczko do syn­ka

 

tylko pod­bie­głam do łózka… ―> Literówka.

 

książ­kę z uśmiech­nię­tym chłop­czy­kiem pusz­cza­ją­ce­go la­ta­wiec… ―> …książ­kę z uśmiech­nię­tym chłop­czy­kiem, puszczającym la­ta­wiec

 

Napis ten, oka­zał się być nazwą au­to­ra. ―> Chyba: Napis ten oka­zał się być nazwiskiem au­to­ra.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hejka, Reg! 

Jest mi bardzo miło, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. Jeśli chodzi o błędy – jak zwykle mogę tylko dziękować za ich wyszczególnienie – już poprawione :) 

Fakt, przesadziłem z tymi 40 stopniami – zmienione. 

Chociaż Hitchocka bardzo lubię, matkę zostawiłem w spokoju. 

Co do kauczukowych piłeczek – chciałem zostawić troszkę tajemnicy, gdyż nawet gdybym próbował wyjaśnić ich genezę – było by to bez sensu, iż opowiadanie jest z perspektywy bohaterki, a ona podobnie jak my nie ma o nich pojęcia :) 

Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa.

Zacząłem od chłopca z czerwonym latawcem, więc mam do opowiadania sentyment, przez co chciałem nim tak spiąć ostatnią część opowiadań o dzieciach :) 

Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że mimo błędów zechciałabyś dać klika! Dzięki!

 

Skoro usterki poprawione, klikam z przyjemnością. ;)

Podwyższona temperatura, zamiast wcześniejszej czterdziestostopniowej, wygląda znacznie lepiej i zachowanie chłopca nie budzi już zastrzeżeń. ;)

NearDeath, nie ukrywam, że wielce ciekawi mnie, co narysował Twój braciszek-inspirator, że natchnęło Cię to do napisania takiego fajnego horroru? Mam nadzieję, że nie uznasz tego pytania za nieprzyzwoite wścibstwo. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam nadzieję, że nie uznasz tego pytania za nieprzyzwoite wścibstwo. ;)

Wręcz przeciwnie. Bardzo miło mi że pytasz i jeszcze bardziej, że pamiętałaś moje debiutanckie opowiadanie :) 

Reg, już śpieszę z odpowiedzią.

Jeśli chodzi o rysunek – chętnie pokazałbym go, lecz niestety teraz nie mam go przy sobie. Otóż była to polna droga, przy której rosły czerwone kwiaty. Na drodze znajdował się samochód – chłopiec i kobieta stali przy nim. Chłopiec został narysowany troszkę niedbale, przez co wydawał się być, hm… dość sporych rozmiarów. 

Jednak czegoś mi brakowało…

Pomysł stworzył się dopiero wtedy, kiedy mój brachol dość niedawno bawił się z moją kotką piłeczką kauczukową. No i taka fabuła trafiła do mojej głowy. 

Zabawne, że kiedy widzę się z bratem, zawsze rozmawiam z nim na temat “strasznych historii” – jeszcze bardziej zabawne jest to, że podobnie jak kiedyś ja, bardzo je lubi :D 

 

NearDeath, bardzo dziękuję, że zechciałeś zaspokoić moja ciekawość. ;)

Istotnie, rysunek Twojego brata jest żywą ilustracją sceny z opowiadania. Podoba mi się włączenie do opowieści kauczukowych piłeczek, a także kota, którego omal nie potrąciła Olivia – fajnie wykorzystałeś wszystko, co zobaczyłeś.

Mam nadzieję, że niebawem braciszek stanie się namiętnym czytelnikiem Twoich opowiadań. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Najbardziej podoba mi się w Twoim horrorze to stopniowe budowanie klimatu, narastające napięcie, atmosfera może nie grozy, ale czegoś, tak czy inaczej, straszliwego… Na plus też pomysł z kauczukową piłeczką. Niedopowiedzenia również w tym przypadku dodają tajemniczości i niepokoju. 

Moim zdaniem bardzo udany tekst i udany horror. Oczywiście klikam bibliotekę :)

reg

Skoro w wieku pięciu lat zna takie osobistości jak Slenderman czy Jeff the killer, to być może i na moje teksty kiedyś zerknie :D 

 

katia

Bardzo Ci dziękuję :) Robiłem wszystko co w mojej mocy, by trochę tego niepokoju oddać. I również wielkie dzięki za kliczka! 

 

Zerknie, na pewno zerknie. I będzie pierwszym recenzentem, nad wyraz krytycznym. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W końcu miałam chwilę czasu, żeby na spokojnie przeczytać to opowiadanie. Gdy tylko zobaczyłam tytuł bardzo mnie zaciekawiło i okazało się tak dziwne, jak się spodziewałam :D

Ogólnie mnie jest bardzo łatwo wystraszyć i już od początku odczuwałam lekki niepokój. Podobało mi się, że bardzo płynnie poprowadziłeś tę jazdę samochodem, która z każdym zdaniem stawała się coraz bardziej dziwna. Nie było tu takiego nagłego szoku, a stopniowe zmienianie klimatu. Wydaje mi się, że takie rzeczy są bardziej przerażające niż nadnaturalne istoty, nagłe zwroty akcji itp. Nie wiem czy pisałeś coś kiedyś podobnego, w większym stopniu horrorowego? Widzę, że masz kilka opowiadań z tagiem horror, więc pewnie się z nimi zapoznam. 

Przechodząc do minusów, to wydaje mi się, że zakończenie miało już trochę mniej tego klimatu. Nie wiem, może to ze względu na fizyczny brak w nim Alana. Tak czy inaczej, podobało mi się rozwiązanie, a w zasadzie jego brak i taka duża doza domysłu pozostawiona dla czytelnika ;)

Hejka Horangi!

Bardzo mi miło, że zdecydowałaś się na przeczytanie mojego opowiadania!

Dzięki za podzielenie się opinią. 

Ogólnie mnie jest bardzo łatwo wystraszyć i już od początku odczuwałam lekki niepokój.

Piszę ten komentarz po kilkukrotnym już w życiu seansie Egzorcysty (1973), więc polecam. Poczujesz ten niepokój znacznie bardziej ;p 

 

Wydaje mi się, że takie rzeczy są bardziej przerażające niż nadnaturalne istoty, nagłe zwroty akcji itp.

Zgadzam się. To znaczy wcale nie mam na myśli, że mi to wychodzi (bo jak wspominałem jestem niedoświadczony w tym fachu, a do tego bardzo krytyczny do swoich tekstów i zawsze widzę coś co mógłbym zmienić na lepsze), ale to, że bardziej niepokojące może okazać się to w jaki sposób ktoś piję herbatę, niż to stuki-puki za oknem, czy wyskakujące spod łóżka potwory. W moich opowiadaniach staram się takich stworków unikać. 

 

Przechodząc do minusów, to wydaje mi się, że zakończenie miało już trochę mniej tego klimatu. Nie wiem, może to ze względu na fizyczny brak w nim Alana.

Prawdopodobnie tak. Alan to dość specyficzny chłopiec :D 

 

Nie wiem czy pisałeś coś kiedyś podobnego, w większym stopniu horrorowego? Widzę, że masz kilka opowiadań z tagiem horror, więc pewnie się z nimi zapoznam. 

Mam opowiadanie pod nazwą: “Chłopiec z czerwonym latawcem”. Gdyż tekst który przeczytałaś do niego nawiązuje. Jeśli miałbym coś polecić to właśnie te, a jeśli miałabyś chęć przeczytać, to również będzie mi bardzo miło, jak po przeczytaniu Twojego komentarza.

Jeszcze raz dzięki za poświęcenie czasu i uwagi, które zawsze biorę do siebie! 

 

Najpierw rzuciło mi się w oczy kilka koślawych zdań, czy sformułowań, ale pomyślałem sobie – dobra, później może do tego wrócę, na razie poczytam. No i czytam, czytam i zaczynam coraz częściej myśleć – do rzeczy autorze, do rzeczy.

No i wreszcie wciągnęło, od momentu gdy się zatrzymali, do następnego rozdziału, który znowu od początku kłuje w oczy koślawymi frazami:

opuściłam miasteczko, przez co zaczęłam zupełnie nowe życie.

Wcześniejsza młoda dziewczyna, co to w domu oglądała samotnie horrory.

 

Na plus, na pewno muszę zaliczyć atmosferę niepokoju, którą od samego początku wprowadzasz nienachalnie i bardzo oszczędnymi środkami. Na minus, niestety pewną rozwlekłość pierwszej części – ta podróż mogła trwać o wiele krócej, bez uszczerbku dla fabuły i napięcia – a raczej z pożytkiem dla płynności.

Hejka fizyk111

Dzięki za wizytę i komentarz! 

Pozwól, że się odniosę:

Na plus, na pewno muszę zaliczyć atmosferę niepokoju, którą od samego początku wprowadzasz nienachalnie i bardzo oszczędnymi środkami. Na minus, niestety pewną rozwlekłość pierwszej części – ta podróż mogła trwać o wiele krócej, bez uszczerbku dla fabuły i napięcia – a raczej z pożytkiem dla płynności.

Większość tego tekstu to podróż autem, zatem długość tej przejażdżki była w pełni zamierzona. Dialogi w aucie miały potęgować gęstniejącą atmosferę. Zatem budowanie napięcia polegało właśnie na rozmowie dwójki bohaterów. 

 

No i czytam, czytam i zaczynam coraz częściej myśleć – do rzeczy autorze, do rzeczy.

No i to samo co wyżej – jeśli autko dojechało by zbyt szybko do celu – siadło by na tym stopniowe budowanie napięcia. Opowiadanie nie jest zbyt długie, przez co uważam, że nie przesadziłem z długością przejażdżki – zwłaszcza że jak wspomniałem – na tym polega opowiadanie. 

 

I na koniec: 

To tylko moje wyjaśnienia. Przyjmuję do wiadomości uwagi, które zawsze biorę do siebie i za które mogę tylko podziękować. Fajnie, że wychwyciłeś plusy jak i minusy opowiadanka. 

Pozdrawiam serdecznie!

Nieźle się czytało :)

Przynoszę radość

Anet

Niezmiernie się z tego powodu cieszę – fajnie że wpadłaś. Jak zwykle niezawodna ;D

Aż z ciekawości zajrzałam do Chłopca z czerwonym latawcem. Niepokojące. 

 

Tak samo niepokojąca jest Kolekcja. Nie powiem, żebym się bała, ale drobny dreszczyk był, zwłaszcza w trakcie podróży z dziwnym Alanem. Moim zdaniem ładnie tworzysz klimat. Niby nic szczególnego się nie dzieje, a atmosfera wywołuje gęsią skórkę. Ale to część pierwsza, główna. 

W drugiej, czyli w ostatnim fragmencie z synem, klimat już mi się zgubił i napięcie opadło. Tu już nie potrafiłam odczuć zdenerwowania bohaterki. Może jestem dziwna, ale za to poczułam sympatię do Alana, jako autora, co przełożyło się na generalny odbiór całego opowiadania: zamiast grozy, ciepłe uczucie. Tak czy inaczej lektura mi się spodobała.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podoba mi się pomysł z kauczukową piłeczką. Ma coś w sobie. Niby zwykły przedmiot, ale jeśli to dobrze ograsz, może wyjść z tego coś, co na zawsze zmieni postrzeganie piłeczki kauczukowej ;) 

śniąca

Bardzo dziękuję za wizytę, opinię i klika!

Co Chłopca z czerwonym latawcem – jest mi bardzo miło, że zechciałaś zerknąć też i na to opowiadanie :) 

Może jestem dziwna, ale za to poczułam sympatię do Alana, jako autora, co przełożyło się na generalny odbiór całego opowiadania…

Twój odbiór jest bardzo interesujący :D Nieco nietypowy, ale jakby się tak na tym zastanowić… czy ten chłopaczek był zły? No właśnie. 

Jeszcze raz dziękuję! 

 

CharliseEileen

Fajnie, że wpadłaś! Fajnie również, że pomysł przypadł do gustu :) 

No właśnie – ja zawsze gdy widzę automaty z kauczukami, widzę siebie sprzed kilku dobrych latek. Bo taką piłeczkę każdy miał, a wspomnienia wciąż każdy ma :) 

 

 

 

Całkiem niepokojąca historyjka Ci tu wyszła. Z jednej strony to nie horror, bo przecież nikomu nic złego się nie dzieje, z drugiej… na miejscu bohaterki chyba też byłabym porządnie przerażona. Wykonanie dałoby się troch poprawić, momentami czuć zgrzyty, ale generalnie całość mi się podoba. Fajny tekst. Ciekawa jestem rysunku, który Cię zainspirował do napisania go. :D

Zostaw ten żyrandol.

Hejka Verus

Bardzo się cieszę, że historyjka przypadła do gustu :) 

Generalnie z pisanych przeze mnie horrorków, staram się wyszczególniać mały rzeczy, aby zaliczyć je do tego gatunku. Bez duchów, bez stuków puków spod łóżka :p Na tym staram się koncentrować, właśnie dlatego opowiadanie może wydawać się nie do końca horrorem, a czymś z jego pogranicza. 

Zgrzyty, jakieś stylistyczne błędy z pewnością są, w zupełności się do nich przyznaję, choć umiejętności jeszcze nie te, aby było znacznie lepiej. Powiem więcej – do tego jeszcze long, long way. Myślę, że Alan w którymś zdaniu ładnie to skwitował :p 

Co do rysunku – w tygodniu gdy będę jego posiadaczem, zamieszczę go w komentarzu (o ile jest taka opcja, ale chyba tak bo konkursowe obrazki dodają). 

Widzisz, mój brachol to moja taka inspiracja. Przed pisaniem opowiadań, odbywamy rozmowy na temat strasznych historii (bo bardzo je lubi), a każdy spacer do lasu nazywamy – wyprawą w poszukiwaniu Slendermana ;p

Jeszcze raz dzięki Verus!

NearDeath, bardzo się cieszę, że obiecujesz dodać rysunek braciszka. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg

Będzie na dniach :D Nie spodziewałem się, że ktoś będzie o to pytał, ale skoro tak to zawsze będę wstawiał je w komentarzach, bo mój brachol ma nową zajawkę pastelami i jest bardzo chętny je dla mnie rysować :p 

NearDeath, bardzo podoba mi się Wasza współpraca i już cieszę się na jej kolejne owoce. Bardzo smaczne owoce. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Landrynkowe, jak gumowe piłeczki… ;-)

Babska logika rządzi!

Raczej jak misie Haribo. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak żelki i kulki, to może takie, które i w klimat horroru się wpasują wink

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tak na oko, prezentują się całkiem nieźle! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

śniąca –  Hah, oczyska jak najbardziej w moich klimatach – apetyczne ;D

Finkla, Reg – Z początku myślałem, że dostaniecie po tych “Haribo/Landrynkach” niestrawności :D 

Co do rysunku – w tygodniu gdy będę jego posiadaczem, zamieszczę go w komentarzu (o ile jest taka opcja, ale chyba tak bo konkursowe obrazki dodają). 

Jest taka opcja, więc czekam niecierpliwie. :D

Zostaw ten żyrandol.

Ciekawa historia. Niezbyt przerażająca jak na horror, nie mniej jednak w dobry sposób budowane jest napięcie. Czytało się przyjemnie i bez zgrzytów :)

Texic

Dzięki za wizytę i pozostawienie po sobie śladu! Cieszę się, że sposób budowanego napięcia przypadł Ci do gustu ;) 

Pozdrawiam!

Co do powyższych komentarzy → Rysunek pojawi się wieczorem. Teraz już wiem, że muszę kolekcjonować rysunki mojego małego pomysłodawcy ;p 

NearDeath, 

 

jest klimacik, jest tajemniczo i niepokojąco, dobrze się to czyta. Mam jednak wrażenie, jakbyś się miarkował. Jakby ten horror taki z tych lekkich, co tylko muskamy tego zła, tego niepokoju, a ja czekam na coś mocniejszego, na jakiś rollercoaster wprost do krainy grozy. Że jak przeczytam to z kamienną twarzą odłożę laptopa, wyjdę na taras i zapalę (choć nie palę i nie polecam). Pozdrawiam i czekam na kolejne opowiadania. 

Patryk Mikulski 

Tobie również dziękuję za wizytę! 

Super, że fajnie się czytało!

Mam jednak wrażenie, jakbyś się miarkował.

Mali bohaterowie – małe rzeczy ;) Ogólnie ten tekst miał być czymś z pogranicza horroru. Nie straszyć, a wywołać mały niepokój → a jak wyszło? Oczywiście nie mi oceniać. 

ja czekam na coś mocniejszego, na jakiś rollercoaster wprost do krainy grozy.

Chcesz coś mocnego, a ja nie chcę abyś popadł w nałóg ;) 

A tak na poważnie:

Myślę, że mocniejsze teksty też się pojawią. Widzisz, ja zacząłem pisać teksty w tym dziecięcym świecie – teraz powoli dorastamy i staniemy się przynajmniej tymi nastolatkami, więc kto wie co przyniesie przyszłość :) 

Jeszcze raz dziękuję za komentarz, który podobnie jak inne, motywują mnie do dalszego pisania!

 

 

“Chłopiec zrywający kwiatki” – tak został nazwany obrazek narysowany przez mojego inspiratora ;p 

Jak obiecałem, dzielę się nim razem z wami. Uf… rysunek na całe szczęście nie przepadł. 

Wiem również, że będę dostawał ich więcej, bo “pastele to fajna sprawa”. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać. Pisanie powyższego opowiadania na jego podstawie było dla mnie super zabawą, choć trwała krótko, bo tylko jedną noc (a może i długo bo pisałem do samego rana). Jednak cieszę się, że miało fajny odbiór. 

A więc horrorowa teczka założona… inspiracje w drodze :)

 

No, niezłe dzieło sztuki. :-)

Babska logika rządzi!

Finkla

Ehe – początki z pastelami :D 

Auto jak żywe, że o ludziach nie wspomnę, a i kwiaty wyrosły nad podziw. Jestem przekonana, że kiedy połączycie talenty – plastyczny brata i Twój pisarski, stworzycie jeszcze mnóstwo interesujących dzieł. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Też byłam ciekawa ilustracji. Ładny. Podziwiam, jak przy tak ciepły obrazek naprowadził Cię w kierunku grozy (lekkiej, bo lekkiej, ale zauważalnej). 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To musiało być to czerwonobrązowe słońce z uśmiechem. ;-)

Babska logika rządzi!

Śniąca, Reg, Finkla 

Bardzo dziękujemy :D! 

Podziwiam, jak przy tak ciepły obrazek naprowadził Cię w kierunku grozy (lekkiej, bo lekkiej, ale zauważalnej). 

No wiedziałem, że nad rysunkiem trochę trzeba przesiedzieć i coś wymyślić. Brakowało tylko tego kauczuka ;p 

 

Jestem przekonana, że kiedy połączycie talenty – plastyczny brata i Twój pisarski, stworzycie jeszcze mnóstwo interesujących dzieł. :D

Reg – taki to z nas tag team, haha. Nie bez powodu widnieje ten inspirator na avatarze ;D

 

Finkla – no widzisz… czerwonobrązowe (łał nauczyłem się pisać jeden kolor w jednym słowie – dzięki), też może być creepy :p

Jak to drobiazgi mogą odmienić czyjeś życie… Przecież mogłam napisać “rude” albo “rdzawe”. ;-)

Babska logika rządzi!

Wpadam z komentarzem, niestety krótkim, bo po przedpiścach nic nowego już nie napiszę.

Tekst jako horror wypada nie najgorzej. Nie czuć może strachu, jest za to wyczuwalna atmosfera niepokoju, choć nieco rozmyta przez zbyt rozwleczoną rozmowę.

Są i kauczuki jako nietypowy jak na horror element fantastyczny. Pomysł fajny, ale szkoda, że tak ich mało w tym tekście. Generalnie czuje się, że potencjał tych kauczuków w tekście wykorzystałeś jedynie częściowo.

Koniec końców wcale niezły tekst z potencjałem na dobry.

Całkiem przyjemnie się czytało.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hejka CM!

No i super, że wpadłeś.

Mogę jedynie podziękować i odnieść się do komentarza.

Nie czuć może strachu, jest za to wyczuwalna atmosfera niepokoju, choć nieco rozmyta przez zbyt rozwleczoną rozmowę.

Cieszę się, że atmosfera niepokoju dała radę – na tym się koncentrowałem.

Co do rozmowy… hmmm, ja ją nawet specjalnie przeciągnąłem, aby dać czytelnikowi trochę informacji. Więc gdy tekst był trochę krótszy, dopisałem jeden fragment, bo wydawało mi się, że bohaterowie wsiadają do auta, raz, dwa zamieniają parę słów, wychodzą, a później mamy przeskok o dziesięć lat. Więc napięcie budowałem właśnie przez rozmowę (nieco dziwaczną, tak)– dlatego musiała trochę potrwać ;p Ale tak tylko wyjaśniam co miałem w głowie i rozumiem, że komuś może wydawać się inaczej, jasne. 

Są i kauczuki jako nietypowy jak na horror element fantastyczny. Pomysł fajny, ale szkoda, że tak ich mało w tym tekście. Generalnie czuje się, że potencjał tych kauczuków w tekście wykorzystałeś jedynie częściowo.

Teraz mamy odwrotnie. Ty uważasz, że za dużo rozmów, a za mało kauczuków ;p

Ale powód był dla mnie prosty – relacja bohaterów nie była taka bliska – młody klient – kelnerka. Zatem wspomnienia zazwyczaj wyglądały podobnie – przez co taka ilość tych piłeczek.

No to ja również pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za podzielenie się opinią! 

 

‒ Niestety ostatni kierujący się w moje strony już uciekł.

Wiem, że Allan jest inny, ale takie zdanie brzmi szalenie sztucznie w ustach, nawet niezwykłego, dwunastolatka. Myślę, że wystarczyłoby:

"Nie, ostatni już uciekł."

 

Ogolnie jest tam trochę zdań o nieco rozchybotanej konstrukcji, na granicy zgrzytu, które zyskałyby na ewentualnej szlifierce, ale muszę przyznać, że nie zapamiętałem ich po zakończeniu lektury. Zapewne dlatego, że pochłonął mnie bardzo zgrabnie i subtelnie narastający klimat, może nie zagrożenia, ale dziwności i niepokoju. I to jest plus Twojego tekstu – powoli zmieniająca się atmosfera i rosnące napięcie, skutecznie przykuwające uwagę czytelnika. 

Jednak (zaczynam myśleć, że coś ze mną nie tak) to już chyba nasty tekst niemal z rzędu, który pozostawił mnie z wrażeniem niedosytu, niewykorzystania potencjału, zaniedbania niektórych wątków i pewnego niedokończenia. Uważam, że powinieneś w większym stopniu użyć kauczuków (niekoniecznie wyjaśniać ich działanie, po prostu mocniej wykorzystać), pociągnąć wątek synka i bardziej spleść go ze zmenelałym Allanem, ewentualnie użyć matki Allana. Nie jak w "Psychozie" oczywiście, nie robić z niej fabularne osi, ale jakoś bardziej wniknąć w relacje jej i Allana, co ładnie zbudowałoby i pogłębiłoby samą postać chłopaka. 

Ewentualnie zupełnie olać drugą część tekstu i, przykładowo, pozwolić kauczukowi pochłonąć bohaterkę, redukując ją do kolejnego, bardzo wyraźnego wspomnienia w kolekcji Allana. A ciało dziewczyny niech pożre matka chłopca, która właśnie się obudziła i kroczy w półmroku, przez maki… 

Eee… Okej, zagalopowałem się. Zmierzam do tego, że szybsze zakończenie ograniczyłoby tekst do samej podróży autem i wydarzeń bezpośrednio po niej, a to jest to, co robi cały, niesamowity nastrój tekstu. I może nie trzeba było go rozwadniać częścią "dziesięć lat później"… 

No ale koniec końców jestem zadowolony z lektury. Masz dar do budowania klimatu z bardzo prostych, zwyczajnych elementów. A to wielka rzecz, jak mawia Flop. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Hejka thargone

Przede wszystkim dziękuję za tak obszerny komentarz, wow. 

Spróbuję się odnieść :) 

Ogolnie jest tam trochę zdań o nieco rozchybotanej konstrukcji, na granicy zgrzytu, które zyskałyby na ewentualnej szlifierce

Oj, z pewnością. Choć staram się, aby było ich jak najmniej – moje umiejętności niestety pozwalają tylko na taki poziom. Ale wierzę, że z każdym tekstem, będzie choć o to jedno zgrzytnięcie mniej. 

*Potencjał kauczuków – faktycznie można by to jakoś rozwinąć. CM również o tym wspomniał. Po Twojej argumentacji na ich temat, jestem zmuszony się zgodzić, ajć. 

A ciało dziewczyny niech pożre matka chłopca, która właśnie się obudziła i kroczy w półmroku, przez maki… 

:D

Wtedy musiałbym zmienić narrację – o jeny, cały tekst przepisać od nowa – dostałbym mdłości po tak wielokrotnym czytaniu go w celach korekty ;p

*10 lat później – tu również rozumiem, jednak zamysł był taki, aby powiązać moje debiutanckie na tym portalu opowiadanie – niekiedy jestem sentymentalny… Możliwe, że zbyt. 

 

No ale koniec końców jestem zadowolony z lektury. Masz dar do budowania klimatu z bardzo prostych, zwyczajnych elementów. A to wielka rzecz, jak mawia Flop. 

To są bardzo miłe słowa, zwłaszcza że zwieńczają Twój komentarz. Staram się właśnie wymyślać małe rzeczy i później wpleść je do horrorów (no bo to mój ulubiony gatunek i w nim czuję się najlepiej). Jednak cieszę się, że te wszystkie zgrzyty i niedociągnięcia, ostatecznie nie wpłynęły w ogromnym stopniu na odbiór opowiadania. 

Dziękuję za poświęcony czas i również pozdrawiam! 

EDIT: A no i to zdanie co wymieniłeś… Alan się poprawił.

 

10 lat później – tu również rozumiem, jednak zamysł był taki, aby powiązać moje debiutanckie na tym portalu opowiadanie – niekiedy jestem sentymentalny… Możliwe, że zbyt. 

Bo ja nieoczytany jestem i go nie znam :-) Ale nadrobię! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cześć, NearDeath! Zbierałam się do tego opka trochę długo, bo zasadniczo horrory to nie moja bajka. To znaczy, te filmowe straszą mnie nawet największymi banałami, ale pisane jakoś mi nie podchodzą. Ale horyzonty trzeba poszerzać ;)

zauważyłam Alana ‒ dwunastoletniego, krótko obstrzyżonego chłopca

A nie “ostrzyżonego”?

Minęło dziesięć lat od pierwszej i zarazem ostatniej podróży z chłopcem, do którego myślami wracałam codziennie.

No, wydarzenie było niepokojące, ale żeby myśleć o tym dzień w dzień przez dziesięć lat? Po jakimś czasie chyba zracjonalizowałaby sobie całe zajście.

Niezły klimacik. Co prawda nie przepadam za motywem “strasznych dzieci”, ale było w porządku, uff. Nie będę zbyt odkrywcza i tak jak pozostali powiem, że jest atmosfera niepokoju i w miarę czytania się nasila (choć załamuje przy przeskoku czasowym). Kauczuki mi pasują do horrorów tak sobie, ale pomysł wyszedł fajnie. No i napisane przyjemnie, czytało się gładko. Krótko mówiąc: najs!

Aha, no i rysunek brata uroczy :)

O jak to fajnie, że jeszcze Pani Silva wpadła ;D

A nie “ostrzyżonego”?

Faktycznie – zaraz poprawiam. 

 

Kauczuki mi pasują do horrorów tak sobie, ale pomysł wyszedł fajnie.

Cieszę się, że ostatecznie pomysł wyszedł fajnie, mimo nietypowego użycia kauczuka :D 

 

Aha, no i rysunek brata uroczy :)

→ a to największy komplement w Twoim komentarzu. Przekażę bracholowi, ucieszy się! 

 

Dzięki za komentarz i pozdrawiam serdecznie!

:)

 

 

 

Aj tam zaraz pani ;) Cieszę się, że brat się ucieszy :D

Silva

A no… ucieszył się, chociaż i tak oznajmił, że kiedyś będzie pisał lepsze opowiadania ;D Nie wątpię, nie wątpię. 

NearDeath, nie zapytałam wcześniej i teraz zachodzę w głowę, dlaczego ta kolekcja była wstydliwa?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, już śpieszę z odpowiedzią: 

W moim zamyśle, wspomnienia chłopca na temat młodej kelnerki były wstydliwe, właśnie dlatego, że dotyczyły jej. Zakompleksiony chłopiec nie chciał, aby dziewczyna o istnieniu takich kauczuków się dowiedziała. Lubił ją, podobała mu się, ale żył z przeświadczeniem, że tego typu dziewczyny – nie są dla niego. 

W tekście Oliwia pyta nawet, czy by jej takiego nie sprezentował, a Alanowi na ten pomysł aż uśmiech znika z twarzy i nie daje odpowiedzi. 

Chłopiec miał swój obiekt westchnień, ale wolał nie dzielić się z nim z nikim innym, niż ze swoją matką.

Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że chłopiec się w niej podkochuje. Alan natomiast zdawał sobie z tego sprawę doskonale, zatem chował swoje “wspomnienia” jak tylko mógł → właśnie dlatego podczas krótkiego postoju w trakcie jazdy, zabrał plecak z samochodu, aby przypadkiem jego sekret nie wyszedł na jaw ;p

Kwestia matki – matka Alana posiadała swój kauczuk, w którym widzi swojego zmarłego męża. Tak więc głównym zamysłem było to, aby z kauczuków uczynić hmmm… “nośniki wspomnień”. 

 

Bardzo się cieszę, że wróciłaś tu z takim pytaniem ;D

 

Teraz rozumiem i bardzo Ci dziękuję za wyjaśnienia.

I bardzo się cieszę, że mój powrót do opowiadania sprawił Ci przyjemność. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak ja lubię takie klimaty! :-) 

bardzo dobrze budujesz napięcie, momentami zwodzisz czytelnika, świetnie łączysz poszczególne wątki w zgrabną całość:-) A nawiązanie do “Chłopca z czerwonym latawcem” to wisienka na torcie:-) 

pozdrawiam:-)

Olciatka

O i tu wpadłaś :D Dzięki!

Cieszę się, że wisienka w miarę dobrze wypadła. 

Co do klimatów – mam tak, że skupiałem się na dość małych, niepokojących rzeczach/zachowaniach, a jak wyszło to ocenia czytelnik :) 

Również pozdrawiam serdecznie! 

 

Nowa Fantastyka