- Opowiadanie: TenTymoteusz - Króliczek Patty i przyjaciele

Króliczek Patty i przyjaciele

Witam, przedstawiam moje pierwsze poważne opowiadanie. Wiem, że jest dość dziwne, ale taki był zamiar. Generalnie piszę dość niepokojące rzeczy. Mam nadzieję, że się spodoba.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Króliczek Patty i przyjaciele

Króliczek Patty codziennie budził się z pewnym postanowieniem. Tego dnia był bardzo szczęśliwy. Miał spędzić popołudnie z przyjaciółmi – Liskiem Thomasem, Kaczorkiem Arturem oraz Słonikiem Danielem. Zwierzątka od dawna planowały piknik. Patty nie mógł się doczekać tego dnia! Wstał, zjadł śniadanie, a następnie wyszedł na przechadzkę, by miło spędzić czas przed obiadem. Udał się do Parku Jaskółek, bo bardzo lubił się tam bawić z Jaskółką Wendy, która pilnowała tego miejsca. Gdy Króliczek przyszedł, Wendy pomachała mu, mówiąc:

– Witaj, Patty! Co u Ciebie?

– Cześć, Wendy. Ja i inne zwierzątka urządzamy dziś piknik. Przyłączysz się?

– Niestety nie, muszę pilnować parku. Niemniej jednak, dziękuję za zaproszenie – odparła uprzejmie Jaskółka.

Patty i Wendy pobawili się w chowanego i pohuśtali na huśtawce, a potem Króliczek poszedł nad staw, gdzie zwykle przesiadywały kaczki. "Może pogadam z Arturem przed piknikiem?" – pomyślał. Do stawu szło się prostą, leśną dróżką. Gdyby Królik skręcił z niej w prawo, doszedłby do Zakątka Lisów, gdzie mieszkał Thomas. Dalej prosto zaczynała się dżungla zamieszkana przez Słonika Daniela, a jeszcze dalej była przepaść. Nie wolno było tam chodzić. Nawet Słoń Daniel się do niej nie zbliżał, mimo że dobrze znał te tereny. Przepaść była ogromna i niebezpieczna. Gdyby jakieś zwierzątko w nią wpadło, prawdopodobnie już nigdy nie udałoby mu się wyjść. Przynajmniej tak mówił Tata Jaskółki Wendy. Wszyscy mieszkańcy Rozrabiakowa słuchali się Taty Wendy. Gdy przypadkiem ktoś zabłąkał się zbyt blisko przepaści, słyszał w nocy głosy dochodzące z dżungli. Głosy nie były przyjemne, więc ten ktoś już nigdy się tam nie zbliżał.

***

Patty poszedł prosto nad staw i przywitał się z Panią Kaczką:

– Dzień dobry, Pani Kaczko! Jest Artur?

– Dzień dobry, Patty. Artur poszedł po owoce do Małpki Krysi. Możesz pójść mu pomóc – zdaje się, że szykuje piknik.

– Bardzo dziękuję, Pani Kaczko! Do widzenia!

Króliczek wyruszył do Małpigaju.

***

Do pokoju weszła Anna. Rzuciła plecak pod ścianę i padła na łóżko. Była wykończona. Szkoła jakby wysysała z niej całą energię. Już nie mogła się doczekać weekendu. Odpoczywając zerknęła na półkę z książkami, na której leżał zakurzony egzemplarz "Króliczka Patty'ego i Przyjaciół". Uśmiechnęła się do niego. W dzieciństwie uwielbiała tę książeczkę. Dziewczyna poleżała chwilę, a następnie wstała i zabrała się za prace domowe.

***

– Witaj, Arturze!

– Witaj, Patty! Chcesz pomóc mi zbierać owoce na piknik?

– Tak, chętnie.

Przyjaciele zaczęli zbierać owoce: jabłka, gruszki, a przede wszystkim banany (Małpka Krysia je uwielbiała!). Gdy zebrali trzy kosze, pożegnali się z Krysią i wrócili do Pani Kaczki. Po drodze spotkali Słonika Daniela, który postanowił przynieść koce i talerzyki. Piknik miał odbyć się nad stawem. Przygotowania trwały pełną parą!

***

– Jak dziś było w szkole, córciu? – spytała mama Anię.

– Dobrze, jestem trochę zmęczona – odparła dziewczyna.

– Wytrzymaj, jeszcze jeden dzień i będziesz miała wolne.

– Tylko na weekend… może pomogę Ci w czymś? Pozmywać?

– To miłe z twojej strony, oczywiście.

Anna lubiła pomagać mamie. Czuła w ten sposób, że wynagradza jej wszystkie trudy, jakie ją przez nią spotkały. Czasem obrazy z przeszłości były bardzo męczące i Ania miała wszystkiego dość. Miała nadzieję, że razem z mamą przetrwają wszystko.

***

Piknik udał się znakomicie. Patty, Artur, Thomas i Daniel doskonale się bawili jedząc ciasta Pani Kaczki (a także świeże owoce!) i rozmawiając o tym, co zabawnego wydarzyło się ostatnio w Rozrabiakowie. Lisek Thomas opowiedział historię o tym, jak to wpadł ostatnio w krzak z borówkami i był cały bordowy, Pani Kaczka tłumaczyła zwierzaczkom, co to jest mnożenie, a Króliczek Patty pokazywał jak wysoko skakać. Niestety Wendy się nie zjawiła, bo musiała pilnować parku, ale i tak było im bardzo wesoło.

***

Siedziała na łóżku i wspominała. Przeglądała swoją książeczkę z dzieciństwa – "Króliczek Patty i Przyjaciele". Na każdej stronie widniały uśmiechnięte zwierzątka i kolorowe krajobrazy, wyjęte jakby z umysłu niewinnego dziecka. Oglądała każdą kartkę po kolei. Widziała rozdarcia, wgniecenia i przetarcia, których książka się dorobiła kilka lat temu. Przed tygodniem znalazła ją w piwnicy i zaniosła do siebie na półkę. Gdy Ania patrzyła na jej dawnych, wymyślonych przyjaciół była naprawdę szczęśliwa. Chciała zatrzymać ten stan na dłużej.

***

Króliczek Patty codziennie budził się z jakimś postanowieniem. W dzień pikniku było to spotkanie z przyjaciółmi, a dziś Króliczek postanowił pomóc przyjaciółce. "Dziś jest ten dzień, w którym pomogę przyjaciółce" – pomyślał. Zaraz po śniadaniu wyruszył przed siebie prostą drogą. Mijając park przywitał się z Wendy:

– Cześć, Wendy! Co u Ciebie?

– Nic ciekawego, ciągle pilnuje. A jak wczorajszy piknik?

– Udał się świetnie, żałuj, że Cię tam nie było.

– Chcesz się pobawić?

– Chętnie, ale muszę pomóc przyjaciółce. Do widzenia, Wandy!

– Do widzenia, Króliczku!

Dalej Patty minął Zakątek Lisów i zobaczył Thomasa.

– Cześć, Thomasie! Jak tam?

– Świetnie, Patty! Chcesz przejść się ze mną do Małpigaju?

– Niestety, ale nie mogę. Muszę pomóc przyjaciółce.

– Dobrze. Rozumiem.

– Do widzenia, Lisku Thomasie!

– Do widzenia, Króliczku Patty!

Później Patty natknął się na Kaczorka Artura, gdy akurat mijał staw.

– Witaj, Kaczorku!

– Witaj, Patty! Idziesz do mnie w odwiedziny?

– Nie, idę pomóc przyjaciółce. Pa pa, Arturze!

– Pa pa, Patty!

W końcu zwierzaczek wszedł do puszczy i zaczął się przez nią przedzierać. Po drodze spotkał Słonika Daniela.

– Cześć, Króliczku Patty! Może wpadniesz do mnie na herbatkę?

– Chętnie, ale muszę teraz coś załatwić. Do widzenia, Danielu!

– Do widzenia, Patty!

***

Słonik Daniel już nigdy nie zobaczył Patty'ego. Ale widziała go Anna. I widząc go, dodawała sobie siły do dalszego życia. A on zawsze był przy niej i czuwał niczym Jaskółka Wandy. Ale był jeszcze ktoś. Ciemna, szara postać stojąca w rogu pokoju dziewczynki – tuż przy półce z książkami. Była jakby ulepiona z cienia, tajemnicza i cicha. Ania mogłaby spróbować dowiedzieć się, kto to jest. Ale nie chciała. I istota nie była męczona przez dziewczynkę. Bo jej nie przeszkadzała.

 

Opowiadanie autorstwa: Tymoteusz Trojanowski

 

Koniec

Komentarze

Co u Ciebie

Ciebie z małej.

 

Może ja czegoś nie rozumiem, ale gdzie tu horror? Czyta się jak zwykłą bajkę. Czekałem na jakąś akcję, potem na wyjaśnienie cienia na końcu. I nic. Jaki tu był zamiar?

Drogi użytkowniku Zanais, dzięki za pochylenie się nad moim opowiadaniem. Jeżeli chodzi o zwrot “Ciebie” to jest on celowo napisany z wielkiej litery i zawsze piszę go w ten sposób. Nauczono mnie, że wyrażając szacunek do innej osoby należy pisać zwroty bezpośrednie z wielkiej litery (tak jak imiona). Oczywiście nie wszyscy tak robią i nie jest to konieczne, ale ja piszę w ten sposób. A w temacie fabuły… Po prostu do Ciebie nie trafiła. Jak widnieje w przedmowie, to opowiadanie jest dziwne. Nie zawsze na końcu musi być wyjaśnienie albo zwrot akcji. U niektórych moje zakończenie wywołuje ciarki albo niepewność i skłania do myślenia. Nie wszyscy to polubią. Jeżeli wolisz w horrorze mieć wyskakujące wampiry czy zombie (czyli potwory nudne jak flaki z olejem) to lepiej mnie nie czytaj. :-) Nie jest to do końca horror i nie wszystkich to przestraszy, jasna sprawa. Celem jest wywołanie NIEPOKOJU.

Pozdrawiam.

Ekhm :D

Rozumiem pisanie “Ciebie” czy “Ty” z dużej litery, no, ale nie w prozie. Nie musisz zachowywać szacunku do literackiej postaci.

Spokojnie, dziwne rzeczy to ja czytałem, od Vonneguta po Jacka Ketchuma. Nie twierdzę, że wszystko zawsze rozumiem, ale co u Ciebie ma wywołać ciarki albo niepokój to nie wiem. Wszystkie sceny ze zwierzątkami masz wyciągnięte jak z bajki dla dzieci – gratuluję. Jakbym wziął jakąś książeczkę z bajeczkami swojego synka. Tylko że, o dziwo, też nie wywoływało we mnie niepokoju czytanie mu o baloniku i lwie, który został pilotem.

 

Spoko. Jak mówiłem, nie na każdego to zadziała. Ważny jest tutaj kontrast i nastrój, a także przyzwyczajenia naszych umysłów dotyczące książeczek dla dzieci. Gdy odkrywamy, że coś jest nie tak, zaczynamy się bać. Jeżeli Cię to nie rusza, gratuluję jasnego umysłu.

No cóż, Tymoteuszu, opisałeś dwa dni z życia bajkowych zwierzątek, pokazałeś migawki i wspomnienia z prawdziwego życia Ani, a na koniec pojawiła się szara postać. Nie zauważyłam tu ani horroru, ani niczego dziwnego. Bajka jak bajka, dzieciom pewnie się spodoba. Tyle że tu, na tym portalu, prawie nie ma dzieci…

 

Jeżeli chodzi o zwrot “Ciebie” to jest on celowo napisany z wielkiej litery i zawsze piszę go w ten sposób. Nauczono mnie, że wyrażając szacunek do innej osoby należy pisać zwroty bezpośrednie z wielkiej litery (tak jak imiona). Oczywiście nie wszyscy tak robią i nie jest to konieczne, ale ja piszę w ten sposób.

Obawiam się, Tymoteuszu, że będziesz musiał zmienić przyzwyczajenia, albowiem nauczono Cię źle – zaimki piszemy wielką literą wtedy, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Zaimki nie są imionami i pisanie ich wielką literą jest błędem.

 

 

– Witaj, Patty! Co u Cie­bie? ―> – Witaj, Patty! Co u cie­bie?

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

Przy­naj­mniej tak mówił Tata Ja­skół­ki Wandy. ―> Literówka, czy może Jaskółka Wanda i Jaskółka Wendy to dwie różne ptaszyny?

 

Wszy­scy miesz­kań­cy Roz­ra­bia­ko­wa słu­cha­li się Taty Wandy. ―> Wszy­scy miesz­kań­cy Roz­ra­bia­ko­wa słu­cha­li Taty Wandy.

Wandy czy Wendy?

 

na­stęp­nie wsta­ła i za­bra­ła się za prace do­mo­we. ―> …na­stęp­nie wsta­ła i za­bra­ła się do prac domowych.

 

Ania miała wszyst­kie­go dość. Miała na­dzie­ję… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

się ostat­nio w Roz­ra­bia­ko­wie. Lisek Tho­mas opo­wie­dział hi­sto­rię o tym, jak to wpadł ostat­nio w krzak… ―> Powtórzenie.

 

spo­tka­nie z przy­ja­ciół­mi, a dziś Kró­li­czek po­sta­no­wił pomóc przy­ja­ciół­ce. "Dziś jest ten dzień, w któ­rym po­mo­gę przy­ja­ciół­ce" – po­my­ślał. ―> Powtórzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za wskazanie błędów. "Wandy" powinienem poprawić na "Wendy". Nie wiem jak to przeszło. Powtórzenie pojawia się kilka razy, ale to ostatnie jest zrobione celowo, a wcześniejszych po prostu nie zauważyłem. W temacie fabuły to dziwię się, że uznałaś ją za dobrą dla dzieci – moja młodsza siostra się bała. I opowiadanie nie jest skierowane do nich, ale do ludzi, którzy nie lubią mieć wszystkiego podanego na tacy. Jak się pomyśli to da się dojść do bardzo ciekawych wniosków, które wiele wyjaśnią.

Nie zauważyłam tu ani horroru, ani niczego dziwnego.

Serio?? No jak widzę czasem książeczki dla dzieci, to raczej żadko pojawiają się w nich samobójstwa. Może czytałaś jakieś, o których nie wiedziałem?

 

W każdym razie dzięki za ten komentarz. Mogłem jeszcze raz przyjrzeć się opowiadaniu i zauważyć błędy. Polecam trochę poanalizować!

Bardzo proszę, Tymoteuszu. Cieszę się, że uwagi się przydadzą. ;)

 

Tymoteuszu, napisałeś opowiadanko, w którym przeplatają się dwa wątki – bajkowej historyjki ze zwierzątkami i drugi, przedstawiający króciutkie scenki z życia Ani, której wieku nawet się nie domyślam, ale mniemam, że, mimo iż chodzi do szkoły, jest sporo młodsza od Ciebie. Nie zauważyłam, aby dziewczynka miała myśli samobójcze, żeby postępowała w sposób budzący niepokój i dający podstawy do wysnucia takiego wniosku.

Zakładam, Tymoteuszu, że siadając do pisania miałeś w głowie konkretną wizję swojej historii i dla Ciebie wszystko było w niej oczywiste i zrozumiałe. Ja, czytelniczka, która nie mam wglądu do Twoich myśli, przeczytałam bajkę o dziewczynce, która znalazłszy starą książeczkę, wróciła do wspomnień, kiedy to lektura pozwalała jej towarzyszyć zwierzątkom w ich przygodach.

Szara postać przy półce z książkami zastanawia, owszem, ale we mnie nie budzi niepokoju. Wszak w pokojach dzieci pojawiają się różne dziwadła, zwłaszcza że wyobraźnia dziecka jest raczej nieograniczona; przecież każde dziecko wie, że szafa musi być dobrze zamknięta, żeby nic z niej nie wylazło, i że lepiej nie wystawiać ręki czy nogi poza łóżko, bo coś może za nie złapać…

Wcale nie wymagam od piszącego, żeby wszystko podał na tacy, ale przydałoby się wskazanie jakichś tropów, które zasiałyby w czytelniku choćby odrobinę niepewności, jakieś niepokojące uczucie, że za gładką opowiastką kryje się coś więcej. Ośmielę się twierdzić, Tymoteuszu, że tej umiejętności jeszcze nie posiadłeś, ale ponieważ to początek Twojej drogi pisarskiej – wszystko przed Tobą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wcale nie miałem jasnej wizji. Gdybym miał, pewnie napisałbym jaśniej. Prawda jest taka, że sam odkrywałem tę historię podczas pisania. To opowiadanie jest jak klocki lego – dostajesz cały, kompletny zestaw, ale żeby uzyskać jakąś konkretną rzecz, musisz użyć umysłu i go złożyć. Oczywiście możesz też zbudować coś zupełnie innego…

Tropów jest pełno. A poukrywane są dosłownie wszędzie. Moja rodzina znalazła (z moją pomocą) tylko jeden, więc wiem, że to nie jest łatwe. Ale podoba mi się taki sposób pisania.

 

A tak poza tym, nie napisałem, że dziewczynka miała myśli samobójcze…

Wcale nie mia­łem ja­snej wizji. Gdy­bym miał, pew­nie na­pi­sał­bym ja­śniej.

Tymoteuszu, skoro zaczynając pisać opowiadanie nie masz jasnej wizji całości i w trakcie pisania wplatasz do tekstu nowe pomysły, mam wrażenie, że skończywszy dzieło, powinieneś odłożyć je na pewien czas, a potem uważnie przeczytać i zdecydować, czy wszystko jest jasne nie tylko dla Ciebie, ale czy takie będzie także dla ewentualnych czytelników.

 

A tak poza tym, nie napisałem, że dziewczynka miała myśli samobójcze…

Tymoteuszu, w pierwszym komentarzu powiedziałam, że w opowiadaniu nie zauważyłam ani horroru, ani niczego dziwnego, a Ty chyba się zdziwiłeś, bo napisałeś: Serio?? No jak widzę czasem książeczki dla dzieci, to raczej żadko pojawiają się w nich samobójstwa. – co mnie nieco zdumiało, ale pomyślałam, że chyba coś przeoczyłam, że może w zachowaniu Ani powinnam dostrzec sygnały zwiastujące zapędy samobójcze.

 

Sprawdź pisownię wytłuszczonego słowa. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

skoro zaczynając pisać opowiadanie nie masz jasnej wizji całości

Miałem wizję całości, znałem początek, rozwinięcie i zakończenie. Znałem je na długo przed rozpoczęciem pisania. Po prostu nie wiedziałem jeszcze, co będzie oznaczać to wszystko. Teraz już wiem, ale to nie znaczy, że jest jedna odpowiedź, a wszystkie inne są błędne. Każda teoria może być dobra.

 

 skończywszy dzieło, powinieneś odłożyć je na pewien czas

Leżało kilka miesięcy :-) Stwierdziłem, że lepsze już nie będzie i że stopień tajemniczości mi odpowiada, więc wrzuciłem.

 

czy wszystko jest jasne nie tylko dla Ciebie, ale czy takie będzie także dla ewentualnych czytelników

Nie miało być dla nich jasne. O to chodziło. O domysły.

 

pomyślałam, że chyba coś przeoczyłam, że może w zachowaniu Ani powinnam dostrzec sygnały zwiastujące zapędy samobójcze

Tak, przeoczyłaś. Ale nie to, o czym myślisz.

Znaczy Króliczek popełnił samobóstwo, tak? Mówi, że idzie pomóc przyjaciółce (czyli pewnie Ani) i, nie wiem, skacze do przepaści? Po co?

Nie uważasz, że skoro rodzina, która pewnie pochyliła się nad Twoim opowiadaniem nie znalazła tropów, ani my tutaj, to opowiadanie jest niejasne? Dałeś je tutaj, żeby otrzymać konstruktywną krytykę, ale nie zarzucaj ludziom, że za mało myślą nad Twoim dziełem. Piszesz prozę detektywistyczną czy horror? Osobiście dla mnie „Króliczek” nie sprawdza się ani w jednym, ani w drugim (i proszę nie mów mi, że czytam tylko o zombie i wilkołakach ;) ).

Chętnie przeczytam tutaj Twój kolejny tekst. Jak na młody wiek piszesz całkiem nieźle, musisz tylko popracować nad uporządkowaniem myśli.

Dzięki… Nikomu nie zarzucam, po prostu nie chcę, żeby niejasność była traktowana jako wada. Pewnie, że jest niejasne. I ma być.

 

Rzeczywiście “Króliczek” nie pasuje za bardzo do horroru. Ale do prozy detektywistycznej też nie. Właściwie to nie wiem, jaki to gatunek. Nie umiem tego nazwać.

Tymoteuszu, nie mogę pozbyć się wrażenia, że masz dość zdecydowaną wizję własnej twórczości i podejrzewam, że zdanie czytelników w tej materii niespecjalnie Cię interesuje, ale cóż, wszak nie musi.

Jednakowoż życzę Ci sukcesów w dalszej pracy twórczej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeżeli chodzi o zwrot “Ciebie” to jest on celowo napisany z wielkiej litery i zawsze piszę go w ten sposób. Nauczono mnie, że wyrażając szacunek do innej osoby należy pisać zwroty bezpośrednie z wielkiej litery (tak jak imiona).

Tymoteuszu, przykro mi to mówić, ale źle Cię nauczono, a może raczej: nie dokładnie. Mianowicie, owszem, zaimek “ty” (we wszystkich przypadkach) piszemy dużą literą w listach, mailach i innej korespondencji. Nie piszemy ich tak w dialogach literackich, mimo że w mowie również zwracamy się bezpośrednio do osoby. Po prostu – piszemy je wyłącznie dosłownie na piśmie, podczas gdy dialog literacki to zapis mowy. Imiona zawsze piszemy dużą literą, więc zarówno w bezpośrednim zwrocie w piśmie, w zapisie mowy, jak i w narracji będzie duża litera. Zaimki traktujemy inaczej, bądź więc łaskaw zastosować się do normy języka polskiego w ich zapisie.

 

Tropów jest pełno. A poukrywane są dosłownie wszędzie. Moja rodzina znalazła (z moją pomocą) tylko jeden, więc wiem, że to nie jest łatwe. Ale podoba mi się taki sposób pisania.

Super, że Ci się podoba. Tylko że czytelnik nie siedzi w Twojej głowie, ma inne doświadczenia (czytelnicze, kulturowe, zainteresowań), więc niekoniecznie te tropy odczyta. Jeśli chcesz pisać dla ludzi, musisz liczyć się z tym, że od nieczytelnych tropów się odbiją, a Twoja twórczość, choćbyś lubił tak pisać, nie spotka się z szerszym odzewem.

 

Co do gatunku Twojego tekściku – cóż, nie wydaje mi się, żeby należał do jakiegokolwiek konkretnego gatunku – jest to krótkie opowiadanko obyczajowe z elementem fantastyki w postaci ożywających postaci z książeczki i niewyjaśnionym elementem na końcu. To niewyjaśnienie – kim jest szara postać – nie robi dobrze tekstowi, tak nawiasem mówiąc, i nie sprawia, że jest dziwny, tylko raczej, że wygląda na niedokończony i/lub nieprzemyślany. Nie musisz mówić wprost, kim ona jest, ale cokolwiek więcej na jej temat pozwoliłoby czytelnikowi bardziej się zaciekawić. Jest tu jakiś pomysł, niemniej chyba za dużo pozostawiłeś we własnej głowie i za dużo w związku z tym każesz się domyślać czytelnikowi.

 

PS. Ponieważ nie miałam pojęcia, czy tytułowa książeczka istnieje naprawdę, wrzuciłam tytuł w gugle. I wyskoczył mi Twój tekst z Wattpada. Jeśli umieszczasz tu tekst, który był już publikowany gdzie indziej, to może warto o tym wspomnieć? Nie jest to obligatoryjne, bo nie wymagamy tu wyłącznie tekstów nigdzie indziej niepublikowanych, ale po prostu savoir-vivre by tego wymagał.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki za wszystkie uwagi. Odnośnie Wattpada, mam napisane w opisie profilu, że tam wrzucam.

Niestety opowiadanie nie wywołało u mnie ani niepokoju, ani nie uważam je za szczególnie tajemnicze. W moim odczuciu zawiodłeś w budowie odpowiedniego nastroju. Sama szara postać wydaje się pojawiać znikąd. Domyślam się, że masz na to jakieś wyjaśnienie, ale ja zwyczajnie go nie widzę. Nie wiem, może jest to symbol jakiejś wcześniejszej traumy Anny? Ale jakiej traumy? W tekście tego nie wyjaśniasz.

Tropów jest pełno. A poukrywane są dosłownie wszędzie. Moja rodzina znalazła (z moją pomocą) tylko jeden, więc wiem, że to nie jest łatwe. Ale podoba mi się taki sposób pisania.

Moim zdaniem powinieneś to potraktować jako znak, że coś jest nie tak (czytając komentarze mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie). Jeśli ukryjesz motywy, tak, że nikt oprócz Ciebie ich nie znajdzie, to równie dobrze mogło by ich w ogóle nie być. Na Twoim miejscu pokazałbym opowiadanie jak największej liczbie osób. Po przeczytaniu spytałbym się co wyłapali. Jeśli jakiegoś smaczku, motywu nie znalazł nikt, to jest spora szansa, że zawiodłem ja, a nie czytelnik.

Z ciekawości zajrzałem na Wattpada i Twoje drugie dzieło wydaje się ciekawsze.

No i generalnie nie jest aż tak źle.  Jeśli wstawisz coś jeszcze chętnie przeczytam.

Dziękuję :-)

 

Jeśli jakiegoś smaczku, motywu nie znalazł nikt, to jest spora szansa, że zawiodłem ja, a nie czytelnik.

Rozumiem co masz na myśli, ale ja nie oczekuję, że ludzie będą wiedzieć o co chodzi. Jak ktoś kiedyś wszystko połączy w całość to dostanie ode mnie oklaski. Jak nie, to trudno. Nie każda tajemnica musi być rozwiązana, a czasem myślenie nad różnymi możliwościami jest lepsze od poznania odpowiedzi.

Bardzo mi się podoba Twój (zaimek w listach, meilach i innej korespondencji!) styl pisania. Zdania są okrągłe i mają swój przyjemny rytm. Język jest naturalny i lekki, bez udziwnień.

Mimo, że opisujesz beztroskie kreskówkowe postaci, skąpane w idyllicznej atmosferze, paradoksalnie napięcie rośnie. I za to należą Ci (sic!) się wielkie brawa laugh Na końcu miałam sucho w ustach, a po plecach przebiegł mi dreszcz… To znaczy jak dla mnie, opowiadanie jest horrorem. I zgadzam się, że nie zawsze trzeba wszystkiego czytelnikowi wyjaśniać.

 

Podsumowując: A mnie się podobało. I chętnie przeczytam coś jeszcze.

 

P.S.

Do pisania “ciebie” małą literą należy po prostu przywyknąć.

Odnośnie Wattpada, mam napisane w opisie profilu, że tam wrzucam.

Ale wiesz, nie każdy zagląda na profile. Zdziwiłbyś się, jak bardzo mało osób to robi…

 

Rozumiem co masz na myśli, ale ja nie oczekuję, że ludzie będą wiedzieć o co chodzi. Jak ktoś kiedyś wszystko połączy w całość to dostanie ode mnie oklaski. Jak nie, to trudno. Nie każda tajemnica musi być rozwiązana, a czasem myślenie nad różnymi możliwościami jest lepsze od poznania odpowiedzi.

I znów błędne założenie. Piszesz dość sprawnie, więc przez tekst przechodzi się bezboleśnie, pomysł – jak już wcześniej pisałam – jakiś jest, choć wykonanie kuleje. Niemniej założenie, że ktoś będzie o tym tekście myślał dniami i nocami, usiłując rozgryźć nieczytelne tropy, jest mocno na wyrost ;) Jeśli nie chcesz być rozumiany przez czytelników – Twój wybór, masz do tego prawo. Ale na to, żeby pisać niezrozumiale i być powszechnie czytanym wśród wielkiego rozkminu “o co mu mogło chodzić” w oczekiwaniu na autorskie oklaski, to musiałbyś się nazywać Jacek Dukaj, a raczej – mieć zbliżoną do niego pozycję.

 

PS. Polecam ten portalowy poradnik:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

http://altronapoleone.home.blog

Jeśli nie chcesz być rozumiany przez czytelników – Twój wybór, masz do tego prawo. Ale na to, żeby pisać niezrozumiale i być powszechnie czytanym wśród wielkiego rozkminu “o co mu mogło chodzić” w oczekiwaniu na autorskie oklaski, to musiałbyś się nazywać Jacek Dukaj, a raczej – mieć zbliżoną do niego pozycję.

Nie wiem, co tu jest do rozumienia i nie wiem, czemu czytelników tak bardzo oburza trochę tajemnicy, trochę niedopowiedzenia. Przecież to króciutki tekścik (ślicznie napisany), który gra klimatem, kontrastem i niepokojem na końcu. Jeśli ktoś chce pisać teksty tylko stuprocentowo jasne, bez aluzji– nikt mu tego nie zabrania.

Wiesz, tu nawet mniej chodzi o to, czy ten konkretny tekst jest zrozumiały (bo na jakimś tam poziomie jest, choć dla mnie i chyba dla innych też końcówka niekoniecznie) – ale raczej o to, jak autor w komentarzach opowiada o ukrytych kodach i o tym, że nie obchodzi go, czy czytelnicy to odczytają. O protekcjonalny ton, a nie o sam tekst. “Tropów jest pełno. A poukrywane są dosłownie wszędzie. Moja rodzina znalazła (z moją pomocą) tylko jeden, więc wiem, że to nie jest łatwe” – na takim poziomie hermetyczności tropów i przy takim nastawieniu autora – również np. do kwestii zaimków i ogólnie uwag – mnie już naprawdę nie obchodzi, czy one są, czy ich nie ma i czy rozumiem intencje. Nawet jeśli uważam, że tekst ma potencjał.

http://altronapoleone.home.blog

opowiada o ukrytych kodach i o tym, że nie obchodzi go, czy czytelnicy to odczytają.

Nie napisałem, że mnie to nie obchodzi, a że tego nie oczekuję. Każdy może zrobić z tym co chce.

 

Spodoba Ci się fabuła? Fajnie.

Wywoła dreszczyk? Fajnie.

Skłoni do myślenia? Fajnie.

Jakimś cudem zrozumiesz dokładnie sens wszystkich szczegółów? No super.

Zupełnie nic nie poczujesz? Trudno. Zapraszam do innych opowiadań.

 

Nie wiem, o co tyle hałasu. Ktoś mi pisze, że moje opowiadanie jest “be”, bo bez sensu, no to tłumaczę mu zamysł, i że to od niego zależy, czy dostrzeże sens. Tyle.

drakaina

mniej chodzi o to, czy ten konkretny tekst jest zrozumiały (…) – ale raczej o to, jak autor w komentarzach opowiada o ukrytych kodach i o tym, że nie obchodzi go, czy czytelnicy to odczytają.

To jest trochę niefajne.

Albo dyskutujemy nad tekstem, czy dobrze napisany, czy bez błędów, czy głęboki czy płytki, czy przestrasza etc., ALBO o komentarzach autora.

To są zupełnie dwie różne rzeczy.

Tym, co możemy oceniać (myślę, że jednak wszyscy się tu zgodzą), to to konkretne dzieło, a nie osobiste upodobania autora.

 

Autor nieopatrznie napisał w komentarzu, że poumieszczał tropy w swoim opowiadaniu (widać, że pisanie sprawia mu dużo radości, a autor może umieszczać tyle tropów, toposów, aluzji, nawiązań ile chce), co wywołało zmasowany atak krytyki…

???

 

Autor

Nie wiem, o co tyle hałasu

Zgadzam się. Autorze, pisz dalej!

Hejka!

Na początek również przyznam, że opowiadanie napisane naprawdę solidnie. Co do horroru – ja tu do nie dostrzegłem. Podoba mi się jednak koncepcja, że chciałeś zmieszać go z bajką. 

Fabularnie – nie zrozumiałem. 

Chciałeś stworzyć coś, co będzie tajemnicze i zostawi pole do interpretacji – udało się. 

Opowiadanie nie wywołało we mnie niepokoju, chociaż końcówka była intrygująca. Aż bym chętnie dowiedział się o co tu tak naprawdę chodziło, ale wiem że kiedy coś tworzymy – nie lubimy wykładać kawy na ławę, przez co tekst pozostanie dla mnie zagadką. ;p

I na koniec: Również zachęcam do dalszego pisania. 

Pozdrawiam.

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

@chalbarczyk

 

Nie zgadzam się. Prymarnie dyskutujemy o tekście – więc i ja zaczęłam od uwag pisanych w dobrej wierze i uprzejmie, ale autor mnie do tego zniechęcił. Zaprezentował bowiem pozę “możecie sobie krytykować, ale ja wiem lepiej, że jest dobrze tak, jak jest”. Kilkakrotnie zwracaliśmy uwagę, że ma błędny zapis zaimków dużą literą (co najmniej trójka komentatorów). Autor tonem wyższości nas poinformował, że robi tak zawsze i dał do zrozumienia, że nie zamierza poprawiać – co więcej, powtarza błąd w następnym tekście. To nie jest fajne podejście i mamy prawo zwrócić na to uwagę.

Sporo osób (ja też) pisze, że opowiadanie wprawdzie jest całkiem dobrze napisane i ma pomysł, ale końcówka niejasna w sposób, który domagałby się choć trochę wyjaśnienia – autor odyma się i protekcjonalnym tonem oznajmia, że wplótł w tekst mnóstwo tropów (nie mówi nawet, jakich – czy w kierunku, że jest to pasta, czy tłumaczących zakończenie, czy też będących aluzjami do dzieł pop/kultury), trudnych jednakowoż do rozszyfrowania. Niefajne jest też sugerowanie, że nie myślimy (”Jak się pomyśli to da się dojść do bardzo ciekawych wniosków, które wiele wyjaśnią”). To też mamy prawo komentować. Zwłaszcza że przesłanie takich komentarzy jest następujące: dobrze pomyślę, zanim przeczytam – a zwłaszcza skomentuję – następne opowiadanie autora, który tak podchodzi do krytycznych uwag o swoich tekstach i swoich błędach.

 

Tymoteuszu – masz fajny awatar, fajnie, że lubisz Horacego, niemniej tu nie jest Wattpad i krytyka tekstów wygląda inaczej (konstruktywniej), a Twoje teksty nie są (jeszcze? kto wie?) arcydziełami… I ja jestem za tym, żebyś dalej pisał, niemniej radzę, żebyś trochę wyluzował w kwestii krytyki, a także pogodził się z tym, że robisz błędy i zaczął je poprawiać. Tylko w ten sposób będziesz pisał coraz lepiej, a może kiedyś zbudujesz sobie pomnik aere perennius.

http://altronapoleone.home.blog

drakaina

Ale na to, żeby pisać niezrozumiale i być powszechnie czytanym wśród wielkiego rozkminu “o co mu mogło chodzić” w oczekiwaniu na autorskie oklaski, to musiałbyś się nazywać Jacek Dukaj, a raczej – mieć zbliżoną do niego pozycję.

Twój komentarz jest sarkastyczny i złośliwy. To raczej nie są “uwagi w dobrej wierze”.

Autor tonem wyższości nas poinformował

autor odyma się i protekcjonalnym tonem oznajmia,

Czy te sformułowania nie opisują bardzo dobrze raczej Twoich komentarzy?

 

Sporo osób (ja też) pisze, że opowiadanie wprawdzie jest całkiem dobrze napisane i ma pomysł, ale końcówka niejasna w sposób, który domagałby się choć trochę wyjaśnienia –

Niektórzy nie zrozumieli i nie wiedzą, co mają zrobić z zakończeniem, a niektórzy zrozumieli i nic nie trzeba im wyjaśniać. Ja zrozumiałam i z przyjemnością przeczytałam fajne opowiadanie.

Deprymowanie przez członka Loży młodego autora, który wrzuca tu pierwsze opowiadania, naprawdę nie jest fajne.

 

 

Deprymowanie przez członka Loży młodego autora, który wrzuca tu pierwsze opowiadania, naprawdę nie jest fajne.

Chalbarczyk, w pełni zgadzam się ze wszystkim, co napisała Drakaina, albowiem moja wymiana postów z młodym autorem sprawiła, że doszłam do wniosków identycznych z Drakainowymi – Tymoteusz nie przyjmuje do wiadomości, że opowiadanie może być nieczytelne dla części odbiorców i sugeruje, że powinniśmy włączyć myślenie, a ponieważ do dziś nie poprawił ewidentnych, palcem pokazanych błędów, daje też jasno do zrozumienia, że opowiadanie jest napisane dobrze i nie wymaga poprawek.

I tak, zgadzam się z Drakainą, że wypowiedzi młodego autora są utrzymane w nagannym tonie nieuzasadnionej wyższości i swoistej arogancji. A to, że takie postępowanie uwidacznia się już przy debiutanckim opowiadaniu, naprawdę nie usposabia czytelników zbyt przychylnie.

Dodam też, że opowiadania, które nie są nominowane do piórka, czytam nie jako członkini Loży, a zwykła użytkowniczka portalu i przypuszczam, że Drakaina wychodzi z podobnego założenia. Nie rozumiem, dlaczego członkowie Loży mieliby traktować autorów inaczej niż reszta czytelników.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To raczej nie są “uwagi w dobrej wierze”.

Przeczytaj mój pierwszy komentarz, bo cytujesz już kolejny, kiedy zdążyłam się zirytować…

 

Sporo osób =/= wszyscy, zauważyłam, że Tobie się spodobało. To nie jest na dodatek tak, że mi się nie podobało – ale uważam, że ma poważne braki.

 

A co do reszty – Reg ma rację.

http://altronapoleone.home.blog

Horrorem bym tego nie nazwała. Nie ma tu właściwego klimatu, nie ma najmniejszego dreszczyku grozy. Nie wiem, do kogo skierowany miał być ten tekst, ale cały czas odnosiłam wrażenie, że właściwym czytelnikiem byłoby kilkuletnie dziecko. Ta słodycz i wszystkie zdrobnienia… 

Domyślam się, że taki styl i forma miały stanowić kontrast, tylko nie wiem w sumie do czego. 

Warsztat nie jest najgorszy, całość napisana całkiem sprawnie i dzięki temu dało się to przeczytać. 

 

Nie rozumiem jednak, dlaczego, TenTymoteuszu, upierasz się przy nieprawidłowej pisowni zaimków. Jeśli nie wierzysz nam, że robisz to źle, to sam zajrzyj do zasad pisowni języka polskiego. 

 

Po przejrzeniu komentarzy w pełnej rozciągłości zgadzam się z Drakainą i Reg. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ta “ciemna, szara postać stojąca w rogu pokoju” nijak nie wynika z treści opowiadania. To się nazywa deus ex machina i jest błędem (o ile nie piszesz imitacji dramatu antycznego). Niech twoim następnym zamiarem będzie powiązanie owej stojącej w kącie istoty z opowiadaniem.

Och, ależ jest powiązana. Wystarczy się zastanowić. Nie sądzę, by brak podawania bezpośrednio jakiejś informacji był błędem.

I znów przychodzi mi się zgodzić z przedpiścami. Masz naprawdę niezły warsztat, tekst czyta się lekko i bez potknięć, do tego napisany jest całkiem porządnie. I to już całkiem spore osiągnięcie :-) 

Fabularnie – podoba mi się pluszata i puchata bajeczka, przerywana momentami real life. Ale uważam, że uciąłeś tekst w połowie, może w dwóch trzecich, dokładnie w momencie, gdy zaczęło się robić naprawdę interesująco. Króliczek zbliża się do przepaści, pojawia się przesłanka czy dwie, że życie Ani nie jest wcale takie spokojne i zwyczajne, a w kącie wyskakuje szara postać. Fajnie. A co dalej? Jak to wszystko jest ze sobą powiązane? Dlaczego zmarnowaleś ponad pół tekstu na opisy radosnych zabaw zwierzątek, z których nic nie wynika i odpuściłeś sobie całą (potencjalną) mroczniejszą część, właściwe splecenie wątków Ani i Pattiego, pociągnięcie historii do jakiegoś satysfakcjonującego zakończenia? 

Oczywiście możesz twierdzić, że tak miało być, że w tekście tkwi ileś tam tropów, które mogą naprowadzić czytelnika na ukryte znaczenie tekstu, że trzeba sobie interpretować i tak dalej. Jasne, masz prawo. Tyle, że to, co zrobiłeś z tym tekstem jest nieliterackie i (dokładnie jak twierdzi Marcin) błędne. Zauważ, że prezentujesz tu literacką prozę, nie poezję. Oraz to, że autor ZAWSZE pisze dla czytelnika, nie dla siebie. 

Popularna anegdota mówi (mocno ją oczywiście skracam) że Picasso twierdził, iż żeby dobrze namalować kubistycznego konia, trzeba najpierw umieć perfekcyjnie odtworzyć konia "z natury". I to jest rada dla Ciebie – warto najpierw zająć się tworzeniem porządnych, dobrze ułożonych, ciekawych czytelniczo fabuł, interesujących (nawet prostych) historii i przystępnie (co wcale nie znaczy, że banalnie) podać je czytelnikowi. A dopiero potem, gdy już zdobędziesz w tym wprawę i doświadczenie, można zająć się kombinowaniem. 

Zresztą start masz świetny. Ja w Twoim wieku pisywałem bzdury o walkach powietrznych nad Obwodem Kaliningradzkim… ;-) 

Pozdrawiam! 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Popularna anegdota mówi (mocno ją oczywiście skracam) że Picasso twierdził, iż żeby dobrze namalować kubistycznego konia, trzeba najpierw umieć perfekcyjnie odtworzyć konia "z natury".

Nie trzeba nawet anegdoty. Wystarczy tyle, że wszyscy ważni impresjoniści byli świetnie wykształconymi w Akademii malarzami. “Niedokończenie” formy było ich wyborem artystycznym, nie wynikało z braków warsztatowych.

 

http://altronapoleone.home.blog

Interesujący pomysł. Acz zgadzam się z przedpiścami, że niejednoznaczny.

Ja sobie zinterpretowałam tak, że rzucając się w przepaść, króliczek wyszedł z książki i dostał się do realu, gdzie pomaga Ani w walce z szarą postacią. Czy to samobójstwo? Niekoniecznie. Kim jest szara postać – nie wyjaśniasz. Może troskami dorosłego życia. I w tej interpretacji nie ma horroru. W końcu Ania robi się szczęśliwsza od wspominania z książki. Może to wyjście króliczka poza książkę spowodowało, że dziewczyna przyniosła ją z piwnicy?

Podczas lektury komentarzy doszłam do wniosku, że nie tak sobie wymyśliłeś fabułę. Być może króliczek po skoczeniu w przepaść umarł, a teraz jego szary duch straszy Anię?

A można jeszcze inaczej – króliczek po śmierci dostał się do książeczkowego nieba, czyli świata ludzi, stwórców bohaterów książkowych. Jest szarym cieniem, na razie oswaja się, ogarnia sytuację. Nie wiadomo, co zrobi później. Czy trafi do piekła-piwnicy? Do nieba-czytania, kiedy Ania urodzi własne dziecko? Zostanie w czyśćcu-pokoju Ani?

Nie widać z samego tekstu, którą z tych trzech interpretacji miałeś na myśli. Bardzo możliwe, że czwartą.

IMO, warto pociągnąć opowieść dalej dla ujednoznacznienia.

A ty, twój, pan itp. w dialogach piszemy małą. Tylko w listach dużą.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka