- Opowiadanie: Megapodius - Krew i Ropa

Krew i Ropa

Hasło to był “smolisty rurmus”

Głupio trochę akurat z czymś takim jako pierwszym opowiadaniem na forum startować, ale może następnym razem będzie lepiej. i czasu starczy na coś sensownego 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Krew i Ropa

Ropa właściwie w ostatnich latach stworzyła to miasto od nowa.

Przedstawmy sobie oczom naszym kilka fotografii. Kamera dostrzega tylko Pewne sceny, nie notując reszty zdarzeń.

Na pierwszej fotografii mamy znaczące niegdyś wiele miasto, jakoby to budowane przez herosa na kościach takiego a takiego olbrzyma przez innego a innego herosa. Jak odnotował autor pierwszego przyzwoitego przewodnika po tej krainie. „Nie jest powiedziane, czy heros sam budował, albo jakichś to parobków do roboty brał. Ponoć zamczysko stare i reszta miasta więzieniem dla potwora być miały. Zaiste są dla mieszkańców, gdyż drogi tu podłe, a jedyne co można w okolicy oglądać to smoła, która chyba jest bardziej obrzydliwa niż w całym świecie. Jedynie chyba droga żelazna uwolni z tego więzienia co bardziej światłych jego obywateli, zostawiając wszystko inne furmanom i maziarzom o wyglądzie najgorszego pospólstwa.”

Na Kolejnej fotografii okazuje się, że drogę żelazna zbudowano, ale w oddali. Chociaż ma ona wiele stacji, łączyć ma ona zdaniem poważnych dyrektorów ze spółek żelaznodrożnych „ważne miasta”

Nie wiadomo czy na kolejnej już któryś z tych poważnych dyrektorów jest już na otwarciu wielkiego dworca. Czasy się zmieniają i wraz z nowymi zastosowaniami mazi podjęto decyzję, aby przebadać wszystkie ropnego rodzaju smoły i inne mazie obecne w okolicznych gruntach. Jak odnotowywano, „im bardziej się w ziemi tej kopie tym więcej ropy przybywa”. A skoro tak, to szybko interes rozwinął się wraz z miastem na tyle by stawiać nie tylko osobną linię kolei, ale też i imponujący dworzec. A i na taka instytucje dołożyli się obecni na kolejnych fotografach świeżo upieczeni petrolmensche. Budowali oni też całe miasto od nowa Oczywiście w sporej części byli to już ludzie z innym kapitałem, tak więc wielu z nich nie pokazało się w mieście nigdy albo nie zostało na dłużej, pozostawiając wszystko swoim dyrektorom. Dyrektorzy się zmieniali, PREZESI właściwie nigdy.

Coraz więcej ternu okolicznego zajmowały kolejne szyby i maszyny wydobywcze. Skoro można było wydobywać wszędzie to wydobywano wszędzie. Stosowano tu też masę maszyn potrzebnych tylko do obróbki lokalnego surowca, mogących zadziwić chyba osoby wydobywające ropę w innych miejscach świata. Na pewno na całym świecie nie używano w ich konstrukcji tka dużo rożnego rodzaju rur i rurmusów tak często rozłożonych, że momentami wyglądały jak dziwnego rodzaju las porastający ziemię w miejsce dawnych roślin.  Z czasem jednak efektem ubocznym ich stosowania okazało się być dziwne i występujące coraz częściej przebarwienie nieba. Z jakiegoś to bowiem powodu łuny po pożarze nie chciały bowiem tak łatwo ulatniać się z tego grodu.

Ale dało się wyżyć Czasem tylko trzeba było rozganiać jakiś strajk. W mieście wszystko było tak naoliwione, że produkcja nie stawała. Aś do występującego nagle we wszystkich kompaniach problemu z nowym surowcem

I to prowadzi do ostatniej fotografii.

Wykonał ją z myślą dla przerobienia na pocztówkę z miasta niejaki Siegmund Wargan. Nie spodziewał. się jednak, że pozwoli udokumentować pewne zdarzenie, mogące świadczyć o tym, że wydarzenia dni następnych mogły być przewidziane. W rogu niedoszłej pocztówki pana Wargana mężczyzna rozmówią z kobietą. Mężczyzna ubrany w obowiązkowy całkowicie czarny garnitur urzędników nadzorującego działanie wszystkich spółek Konsorcjum IRAM-nazwanego tak od nazwisk udziałowców. Kobieta zaś ma okulary, które to zaczęto widywać u niektórych to detektywów.  Ten to rekwizyt i powody jego nagłej popularności powinny być jednak opisane w osobnej historii. Wspomnieć można, że wierzono i ż pozawala on między innymi dostrzec duchy.

Kobieta szybko idzie w kierunku dworca kolejowego, dalej pozostającego jednym z większych budynków miasta. Dworzec ten miał być właśnie bohaterem pierwszej pocztówki, z której to fotograf chciał sam mieć profity. Wcześniej bowiem spadały one do lokalnej firmy produkującej wyroby z lukrecji, jakoś dziwnie przyciągającej, podróżnych, jakby nie dość było czarnego koloru w mieście

Teraz trzeba jednak porzucić fotografie i przyjąć, że było się przy ich rozmowie. Co może być trudne, gdyż tego właśnie dnia ze wszystkich maszyn wydobywczych dobywał się dziwny, nie spotkany wcześnie jeszcze dźwięk. Oczywiście gdyby było więcej czasu zaprezentowano by to ludziom niewtajemniczonym jako efekt nagłej procedury naprawczej przeprowadzanych we wszystkich maszynach. Naprawy te są tajne, tak więc nie ma potrzeby tłumaczyć jak długo będą trwać. Problemem jednak były nawiedzające powoli coraz większą ilość ludzi sny. Zgodnie z nimi to całe miasto oczekiwać miało jakiejś to katastrofy. Zapowiadana nawet była w co poniektórych z nich jedna i konkretna dat. Co gorsza, sny te dotarły do głów ludzi znaczących i mogących coś niecoś zadziałać na spotkaniach akcjonariuszy. W obliczu takich strasznych perspektyw podjęto na kilka dni przed terminem zapowiadanym w snach decyzję, aby zadziałać w temacie. Decyzji tej dopomogły też na przykład dziwne zdarzenia związane z olejem w lampach, coraz częściej przydarzające się w mieście, a co gorsza wśród nabywców oleju w całym kraju.

Poszukano więc osoby mogącej poradzić coś z tym przypadkiem. Zależało na dyskrecji i szukano osoby mogącej podziałać coś z kwestia snów i wykryciem ich rozsyłacza. Konsorcjum samo zajmie się już ukaraniem tego kto sabotuje myśli poważnych dyrektorów, a i robotników także. Znalazło się więc przez referencje i znajomych osobę mogącą coś to wytropić swoimi niezwykłymi metodami. Co ważniejsze, osobie tej też zależało na dyskrecji. Spodziewano się jednak, że już za parę dni wszystko się rozwiąże. W tych dobrych dniach mających nastąpić nie będzie problemu ze snami, maszyny będą działać normalnie, zaś olej będzie wyglądać tak jak dawniej

Osoba oczekiwana w postaci detektywki przyjechała do miasta by wstępnie obejrzeć niektóre jedne z jego okoliczności. I ku grozie mającego ją odebrać urzędnika zaczęła oglądać okoliczności od razu. Jego zdaniem to co zrobiła stwierdzało, że jest ona oszustką, jednak nie widział on czy ktokolwiek uwierzy mu, gdy tłumaczyć będzie przyczyny nagłego zniknięcia kontrahenta.

Wyszedłszy z dworca i przywitawszy się z urzędnikiem. Pozwoliła przez chwilę odprowadzić się w kierunku siedziby konsorcjum, ale ostatecznie nie przekroczyła bram budynku. Zrobiła bowiem na ulicy przed nim dwie rzeczy, Założyła bowiem swoje okulary by przyjrzeć się ulicy…

…I westchnęła.

Po czym stwierdziła, że opuści zaraz to miasto.

Jak się okazało szła dość szybko, Urzędnik starał się dotrzymać jej kroku, jednak dość szybko stwierdził, że jakaś siła mu to utrudnia. Każdy krok bowiem był utrudniony, jakby jakiś smar umazał mu but. Nie czas był na czyszczenie butów, trzeba natomiast ratować dobre imię instytucji, jak sobie mówił w myślach, klnąc na tysiąc różnych maszyn z których to mogła mu wyciec na but ropa. Nie ważne nawet kiedy wyczyści sobie strój, nie bez przyczyny całe miasto chodzi ubrane na czarno.

Dobiegł jednak ostatecznie do niej by krzyknąć do niej teraz:

– Nie ma pani prawa tak sobie po prostu wychodzić Pani powinna wiedzieć, że z usług pani korzystać chcieli ludzie nie mający wiele wolnego czasu.

– To i ja nie będę go im marnować i opuszczę to miasto. I pan niech może też się uda jutro na jakąś wycieczkę.

– Pani jest oszustką! Podpisano zaliczkę do wypłacenia! To jest jeszcze gorszy sabotaż niż obecne incydenty !!- krzyczał na chwilę bojąc się, że poślizgnie się z racji mazi na swoim bucie

– Zrobiłam dokładnie to czegoście panowie ode mnie chcieli Właściwie nawet też powinniście mi dać jeszcze dodatkową dopłatę za działanie w rekordowym tempie., ale chyba jutro nie będzie kto miał tego podpisywać.

– To jest żart. Wysuniemy korki prawne.

– Kroki to powinniście szybkie wysuwać poza granice tego miasta i to raczej w butach siedmiomilowych. Skoro jest pan człowiekiem żyjącym w takim pośpiechu, to zapytam się tylko od dwie rzeczy. Po pierwsze powie pan mi może co uczeni chemicy myślą o pochodzeniu ropy na całym świecie. Po drugie, proszę powiedzieć cóż to pan ma na bucie?

Z jakiegoś powodu spojrzał się na plamę oleju, która okazała się być jakiś organicznym tworem. Do podeszwy przykleiło mu się skrzydło jakiegoś ptak, którego krew przybrała kolor nie do odróżnienia od ropy ostatnio wydobywanej.

– Po trzeci oddam jeszcze, że okazje się ze nie wydobywaliście tutaj raczej oleju skalnego tylko coś o podobnych właściwościach. Nie sądzę byście przestali, ale chce dodać tylko że najwyraźniej pewien osobnik zmienił zasadniczo zdanie co do tutejszego przemysłu. Wątpię bym chciała go poznać, ale też odradzam to spotkanie innym.

I tak urzędnik poszedł by dalej za nią, ale jednak obrzydzenie co własnego buta było dla niego ważniejsze od rozumienia całej historii

Oczywiście nie było sensu zapamiętywać tej głupoty uznali ważni dyrektorzy, zapoznawszy się ze zdarzeniami. Najwyraźniej trzeba kupić środki nasenne nas najbliższe dni. Urzędnik mający odebrać detektywkę też nie opuszczał miast, gdzie miał kredyt w banku, zresztą mogła go czekać właściwie o dowolnej porze dnia Poważna Rozmowa o tym jak wykonuje swoje obowiązki

I tu fotografia pana Wargana staje się przydatna.

Bo ukazuje miasto dzień przed katastrofą

Koniec

Komentarze

Najlepsze ma ten tekst ostatnie zdanie, odwracające perspektywę na całość. Niestety, reszcie by się przydało podrasowanie: po pierwsze, literówki (korki zamiast kroki) i błędy interpunkcyjne i w zapisie tekstów, po drugie – konstrukcja. Streszczasz dużą część historii i szkicujesz tło, a przez to z opowiadania robi ci się, no cóż, streszczenie. Jest nad czym pracować, ale jest i na czym – tekst ma jakiś pomysł, ma zaczątki kreowania nastroju i po ewentualnym przemyśleniu czy zmianach (wprowadzonych po zamknięciu konkursu) może okazać się całkiem udany.

Przeczytałem i … ała.

Mnóstwo literówek, kropek, przecinków i dużych liter w losowych miejscach. To wszystko bardzo utrudnia czytanie i za dużo tego by przytaczać to tutaj w kom. Nie podoba mi się też całe drugie zdanie. Ale to może subiektywna opinia. Popraw warsztat wtedy powinien wyjść z tego przyzwoity tekst.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Hm, styl trochę bardziej przypomina rozbudowane streszczenie niż opowiadanie, ale widać że pomysł był i to całkiem fajny. Trochę redakcji i rozbudowania wątków i efekt końcowy powinien być dużo lepszy.

Podoba mi się pomysł z fotografiami. Podoba mi się, jak brzmią dialogi, sztucznie/służbiście, a przez to dodają całości absurdu. Jednak trzeba by doszlifować wykonanie

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Czy to jest Grafomania czy Kawka z Kafką?

 

Pomysł jest, ale tekst tak fatalnie napisany, że należy poprawić praktycznie każde zdanie.

To nie było przyjemna lektura.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No, niestety, nie czytało się zbyt dobrze :(

Natomiast masz pomysły, popracuj nad ich pokazaniem – w tej chwili bardziej to szkic niż opowiadanie. Interpunkcja!

Przynoszę radość :)

Naprawdę szkoda, że nie zabrałeś się za to opowiadanie wcześniej i nie zgłosiłeś na forum po koleżeńską pomoc. Tekst jest po prostu pełen po brzegi błędów i niedoróbek, z czego sam chyba zdajesz sobie sprawę, wnosząc z przemowy i przypisanego przez Ciebie tagu „grafomania”. A jednak nie posunę się do stwierdzenia, że ten tekst jest nieporozumieniem niemożliwym do wyprowadzenia na prostą – dlatego właśnie szkoda, że nie zajrzałeś tu wcześniej, bo z pewnością dałoby się polepszyć stan tego pacjenta. ;)

Do rzeczy:

Jeżeli chodzi o język, jak wspomniałam, nagromadzenie błędów utrudniało czytanie, trudno mi było też śledzić logikę wywodu (zabrakło, nazwijmy to, dyscypliny w snuciu myśli – tak, aby jedna płynnie przechodziła w drugą). Z rzeczy, które sobie wypisałam: mylne zastosowanie słowa „zaiste” (w tej konotacji powinno być coś w stylu „w istocie”), „ilość ludzi” (ludzie są policzalni, a zatem „liczba”), niejasne dla mnie zastosowanie wersalików wprost w tekście. Parę niezręczności językowych, np. „takiego a takiego (…) innego a innego” – moim zdaniem jeśli już musisz uciekać się do takiego powtórzonego wyliczenia, już mniej inwazyjne byłoby celowe powtórzenie tej utartej frazy „taki a taki”. Ogrom literówek („korki prawne” ;)), niektóre mocno dekoncentrujące („aś”-„aż” na początku zdania), chaos w przecinkach, pogubione kropki. Muszę niestety obniżyć punkty przyznawane za aspekt techniczny.

Zgodność z hasłem: dzieje się tutaj coś smolistego, temat też ciekawie koresponduje z przyjętym settingiem (czegoś na wzór dawnego miasteczka przemysłowego – fajnie byłoby poznać szerzej tło dla wydarzeń, które stworzyłeś). Drugi człon hasła, czyli rurmus (dawn. pompa paliwowa), jakoś zagubił się w akcji. Uznaję, że odniesienie jest, ale nieprzesadne; eliminacja wylosowanego hasła z tekstu nie zachwieje istotnie jego kompletnością.

Z tego wszystkiego najmocniejszym punktem są elementy bazowe fabuły. Przede wszystkim wytoczenie instytucjonalnych kroków przeciwko epidemii dziwacznych snów jest pomysłem świetnym, absurdalnym i w punkt, według mnie należało uczepić się tej idei i pociągnąć ją dalej (już pal licho ten rurmus). W kompozycji podjąłeś próby zastosowania naprawdę ciekawego rozwiązania – narracji będącej omówieniem trzech fotografii, na kanwie których dzieją się wydarzenia. Przejście od początkowej wzmianki, że widać mężczyznę rozmawiającego z kobietą w okularach, do późniejszego faktycznego dialogu, było pomysłem serio ciekawym. Taki zabieg dawał pole do stworzenia świetnego wrażenia „zatrzymania w kadrze”, osadzenia akcji na w zasadzie jednej scenie, i to znalazłoby swoje umotywowanie. Końcówka wyszła płasko, jakbyś już się w niej poddał i tylko dopiął zaplanowaną klamerkę tego ostatniego zdania.

Podsumowując: uczciwie przyznaję, że mi się to opowiadanie nie podobało, i mam nadzieję, że moje powyższe wytłumaczenie, dlaczego tak się stało, pomoże Ci w podejmowaniu dalszych prób pisarskich. Myślę, że zaplanowałeś sobie ciekawą kompozycję utworu, ale nie byłeś w stanie jej uciągnąć pod względem warsztatowym. Są to jednak rzeczy możliwe do wyćwiczenia, a jeśli jest to jedno z Twoich pierwszych podejść do pisania, to sam fakt, że podjąłeś się takiej konstrukcji, jest obiecujący. Jeżeli planujesz dalej pracować nad swoimi historiami i stylem, NF jest miejscem, które z pewnością pomoże Ci wyszlifować techniczne podstawy obsługi języka beletrystyki. Czego gorąco życzę. :D 

Prócz wspomnianych błędów technicznych, pomysł przepompowni zbudowanej na infodumpach (czytaj: dużo tłumaczysz, całymi akapitami; mało pokazujesz) wg mnie zawodzi swoją “dziwnością”. Spokojnie można założyć, że czasy rzeczywiście się zmieniają, a technika pozwoliła ludzkości na takie a nie inne pompowanie ropy. Moralizatorski, baśniowy ton traktuje ten element świata jako coś na równi z każdym innym wynalazkiem, tłumaczy, że trzeba było się z nim oswoić (tak to już bywa ze straszną nowością). “Pocztówkowość” opowiadania jest co najmniej ciekawa. Czuć, że obserwujemy go z góry, z innej perspektywy, niż żyjący w dole ludzie. Nie jestem jednak pewna, jak zamierzony był ten efekt. Celowy dystans byłby przesycony innymi zwrotami oraz mógłby efektowniej pobawić się konstrukcją. Końcowa fotografia ukazująca miasto dzień przed katastrofą wprowadza świetny weirdowy zamęt, ale nie broni niestety całości opowiadania.

 

Dzięki za udział w konkursie!

Jest jakiś pomysł, ale skrzywdzony wykonaniem. Zgodzę się z przedpiścami, że to raczej streszczenie niż pełnoprawny tekst. Multum literówek, zwłaszcza pod koniec, interpunkcja kuleje, za dużo wielkich liter… Dołożę, że IMO nadużywasz zaimków. Zwłaszcza “to”, ale również wciskasz je tam, gdzie spokojnie wystarczyłby podmiot domyślny.

Chętnie dowiedziałabym się, na czym polegała ta katastrofa.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka