- Opowiadanie: ninedin - Król umiera, czyli metamorfozy

Król umiera, czyli metamorfozy

Hasło konkursowe: LŚNIĄCA ILUMINACJA. 
iluminacja

1. «rzęsiste oświetlenie sztucznym światłem»

2. «nagłe uświadomienie sobie czegoś»

3. «oświecenie umysłu przez Boga jako nieodzowny warunek poznania» [SJP]

 

Moja pierwsza weirdowa próba, idąca raczej w niesamowitość niż w groteskę. Nie jestem pewna, ile ma procent weirda w weirdzie. 

 

Teoretycznie pasowałby jeszcze jeden tag, ale za nic w świecie nie chcę go dodawać. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Król umiera, czyli metamorfozy

Król ma dziś umrzeć, choć zupełnie się tego nie spodziewa. Skąd wiem? Cóż, jestem bogiem.

Boskimi oczyma widać, jak sznureczki, na których wszyscy wisimy, w przypadku króla zbiegają się w jeden, niemożliwie splątany węzeł bez rozwiązania. Dzisiaj kończy się królewska nić.

Ludzie, naturalnie, nie mogą tego dostrzec. Niemniej, mam pewne podejrzenia. Nie tylko – jak sądzę – ja jeden wiem, że król musi umrzeć.

 

 

 

Reszta tekstu do przeczytania w antologii “Weird fiction po polsku”, t. 1 

 

Koniec

Komentarze

Ha, skądś znam historię tej rodziny królewskiej ;) Sprytnie to uprościłaś, że bez imion wychodzi w zasadzie uniwersalny fantasyland. Znam też pomysł na te ajtiologiczną fantasy, uważam, że jest świetny i mogłabyś go rozwinąć w rozbudowany świat.

Zastanawia mnie tylko, co to za bóstwo? Ktoś konkretny czy wariacja na temat mitologii?

http://altronapoleone.home.blog

Pięknie i frapująco poprowadzona intryga. Widać też ogrom wiedzy mitologicznej. Bardzo spodobał mi się zabieg bez nadawania imion, ani wyboru konkretnego miejsca. Sprawiło to wrażenie zawieszenia jako baśni, którą można umieścić praktycznie wszędzie. Czytałam z wielkim zainteresowaniem. Ale muszę się przyznać, że jest lekki niedosyt, bo może jednak dodasz jeden mały detalik, jakieś imię. Daję temu głosowi ucichnąć. Podoba mi się tak jak jest. 

Ninedin, ale mi się podobało! Z humorem, z pomysłem:-) zaintrygowało mnie to zdanie:"Doprawdy, trzeba być człowiekiem, żeby tego nie widzieć." Pozdrawiam

Bardzo zgrabnie przedstawiona niby klasyczna, dworska intryga, ale z mocno nie-klasycznym elementem nadprzyrodzonym. Spodobało mi się odwrócenie konwencji – wiemy, że zginie, nie wiemy jak. Nastrojowo wkomponowane ‘weirdowe’ detale, jak poręcze z kości mających szczątkową świadomość. No i jeszcze delikatna szczypta tęczy ;) klikam :)

w miejscu, do którego powinien trafi dosłownie jak po sznurku.

Książe nie odpowiada, zamyśla się.

Literówki

klaszcze w dłonie.

Chyba niepotrzebny pleonazm. 

 

Kurczę, bardzo sprawnie poprowadzona intryga. I ten świat! Podoba mi się, jak żywa jest w nim mitologia, jak nieustająco obecni bogowie i duchy. Dzięki temu wszystko zdaje się jednocześnie pełnokrwiste i zaczarowane. 

Bardzo fajnie sobie to wszystko wymyśliłaś :) Bardzo mi się podobało. Historia pomieszana z weirdem i to w wyjątkowo umiejętny sposób. A poza tym, jak to U Ciebie, świetnie napisane.

Oczywiście klikam bibliotekę :)

Powiem szczerze, myślałam, że przy lekturze kafkowych opków będę się okrutnie, bo nie przepadam za nadmiarem absurdu i dziwności w literaturze, ale muszę przyznać, że co rusz trafiam na teksty, które mi się podobają. Twój niewątpliwie do nich należy. Fantastyczny pomysł z przedstawieniem intrygi widzianej oczami pomniejszego boga. Sama intryga wydaje mi się znana, choć za cholerę nie potrafię jej nigdzie umiejscowić. Może jeszcze doświadczę iluminacji ;)

Wstawki w stylu fotel z kości i mięsa dziewczyny, która nie chciała boga są rewelacyjne i dodają opku smaczku. Fantastycznie splotłaś wątki mitologiczne z dworską intrygą.

No, śliczne to było. Klikam oczywiście :D

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Przedstawienie całego tego zamieszania wokół korony z perspektywy kogoś innego niż któryś z jej uczestników było bardzo dobrą decyzją. Tekst nie jest super weirdem, ale ma sporo ciekawych smaczków bardzo a propos smiley wpisując się w kanon konkursu udało Ci się zachować swój bardziej osobisty sposób wyrazu, a to sztuka i to nawet nie taka tylko dla sztuki. 

Bardzo dziękuję wszystkim za miłe słowa, cenne poprawki i jurorskie wizyty :)

 

Ten tekst ma, owszem, inspirację, a nawet dwie; pewna część intrygi luźno oparta jest na konkretnym historycznym zamachu na pewnego króla, ale pozmieniałam na tyle dużo faktów, na czele z tym kluczowym – kto i czemu zabił – że odeszłam od pierwowzoru daleko. Drugą inspiracją był dramat, któremu opowiadanie zawdzięcza tytuł – od układów między postaciami nieco podobnych jak w sztuce, zaczął się mój pomysł na ten konkretny tekst, inspiracja znaną mi historią doszła później. Przy czym oryginalna, historyczna wersja tego zamachu jest bardzo paskudna i bardzo inspirująca i bardzo, bardzo nie zmieściłaby się w 24 000 znaków.

A ja nie wiem, co to za rodzina. Świat jakoś przypomina grecki, tytuł raczej pcha w stronę Rzymu. W sumie, jedno nie wyklucza drugiego.

Ciekawy punkt widzenia obrałaś.

Interesująca historia, dobrze się czyta.

Wykastrowane niebo. Kronos rozstał się z klejnotami. Uranos też?

Masz trochę literówek.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za odwiedziny, Żonglerko, i za komentarz, Finklo. Będę tropić literówki. 

 

Finklo, świat, w sensie – zwłaszcza to, jak widzi go narrator – rzeczywiście jest inspirowany greckim, ale nie ortodoksyjnie, w sensie – sporo motywów wymyśliłam. Dość daleki od ostatecznej fabuły, ale będący inspiracją zamach na króla, na którym oparłam część swojej polityczno-dworskiej historii, zdarzył się z kolei na dworze macedońskim. Starałam się wyjąć życie dworskie z konkretu historycznego, stąd na przykład brak imion i przemieszanie rekwizytów (tu świątynie i diademy, tam fotele, sofy i jedwabne szlafroki).  

Świetny tekst, bardzo mi się podobał. Intrygujący już od samego początku (te fotele, czy raczej sposób ich opisania). Również przypadło mi do gustu, że nie ma zbędnych imion, dzięki temu całość zyskała uniwersalny wyraz. Czytało się dobrze i z przyjemnością, choć mnie osobiście takie wątki denerwują – wymiana królowej na młodszą, nowa królowa tylko po to, by była do łóżka itd. – za dużo mi tego w historii świata, ale trudno o to mieć pretensje do opowiadania, który w końcu ma korzenie historyczne… Podsumowując – sprawnie poprowadzona historia, ciekawe pomysły, nic, tylko więcej takich tekstów.

Dzięki za odwiedziny i pochwały, Silvo. To prawda, zazwyczaj niespecjalnie fajnie było być królową w dawnych czasach :D – choć tu starałam się przemieszać epoki i nie dawać konkretnych, wskazujących na dane czasy tropów: moja królowa jednocześnie sugeruje, jakby żyli w czasach, kiedy władca mógł skazać żonę na śmierć z czystego kaprysu, i odgrywa współczesną żonę, powiedzmy, milionera, odstawioną na boczny tor dla młodszej, ale ciągle obecną w jego życiu choćby przez syna :) 

Twoim zadaniem jest nie dać się zastąpić i wspierać naszą rodzinę, kiedy się da.

Brzydko to wygląda.

 

Książę nie wie, bo skąd i niby ma wiedzieć, że królowa nie kłamie.

A tu Ci się Yoda włączył. Dwa razy czytałam to zdanie, szyk zupełnie nie zagrał, proponuję zmianę → Książę nie wie, bo i skąd ma niby wiedzieć…

 

Ludzie boją się bogów, bogowie boją się bogów, wszyscy boimy się tego, co jest poza ponad bogami, splatania-nici.

Tak chyba nie miało być.

 

Przewidywalnie, zmierza do skrzydła, w który mieszka książę.

Coś się urwało temu słowu.

 

Brak imion z jednej strony pozwala na szerszą interpretację, osadzenie opowieści poza jednym konkretnym uniwersum, ale rykoszetuje pewnym chaosem wśród postaci. Nie mają nawet imion, co zmusza Cię do lawirowania i określania ich kolejnymi tytułami/funkcjami. Weźmy przykładowo ten fragment:

W zamieszaniu z klątwą i ekskrólową zupełnie zapomniałem o awanturze między jej następczynią macochą. Nie dowiedziałem się, w jakiej to sprawie nasza przyszła pani zabawiała się dyplomacją i jaki to wszystko ma związek z nadchodzącą śmiercią króla.

Znając kanclerzową i jej uczucia do pasierbicy, nie miałem wątpliwości, że z satysfakcją doniesie mężowi o potknięciu dziewczyny.

Karkołomne.

 

Jeśli chodzi o styl, to moim zdaniem jest trochę nierówno: z jednej strony są bardzo ładne zdania, jest humor i celne spostrzeżenia, z drugiej pojawiają się też zdania nieco sztywniejsze od pozostałych, jakby dopisywane na kolanie. Zwłaszcza początek, mam wrażenie, został napisany dużo prostszym i bardziej neutralnym językiem. Później to wrażenie znika, jakbyś się rozkręciła, niemniej sporo jest zdań za długich, albo z dziwnie przestawionym szykiem, albo z siękozą i czasownikozą.

Zerknij na przykład na to zdanie:

 

Zdanie sobie sprawy, że do panteonu dojdzie nowy bóg, w mieście stanie dla niego świątynia, a władza sama wyznaczy kapłana – i że w to najnowsze sanktuarium i królewski kult wpompuje się sporo pieniędzy, które do tej pory szły do znanych od dawna centrów religijnych i, zwłaszcza, do ich duchowych przywódców – to nic przyjemnego, zwłaszcza dla tychże przywódców.

Już pomijając te dwa “zwłaszcza” jedno pod drugim – nie dałoby się skrócić? 

 

Jeszcze ostatni zarzut pod adresem stylu: nie podobały mi się dialogi, zwłaszcza te z udziałem króla, omawianiem ponownego ożenku itd. Wiem, że teoretycznie Twój tekst nie dzieje się w żadnych sprecyzowanych realiach, ale wydały mi się zbyt unowocześnione, współczesne. Imo dużo lepiej sprawdziłaby się w tym wypadku chociaż odrobina stylizacji, pójście mniej uczęszczaną drogą, ubarwienie trochę tych postaci.

 

Weirdowe bardziej w szczegółach, niż w nastroju/klimacie, ale właśnie te szczegóły dodają smaczku. Podobały mi się te wstawki body horrorowe, lubię takie drobne dziwności.

Sam pomysł na bohatera też niezgorszy; bóstwo, które faktycznie służy ludziom, a nie tylko wymaga od nich posługi. I fakt, że jest ciągle obecny, choć niewidoczny, ale jednak zawsze obserwuje, czyha, knuje. No, niezły motyw na horror pełną gębą.

Rozpisawszy się, zakończę stwierdzeniem, że jest bardziej okej, niż nieokej, ale dupopupy nie rwie.

***** ***

Gravel,

 

Bardzo ci dziękuję za solidną i staranną lekturę i za uwagi, które w absolutnej większości przyjmuję. Ten tekst pewnie rzeczywiście skorzystałby na stylistycznej redakcji i po zakończeniu konkursu się tym zajmę. 

 

Rozpisawszy się, zakończę stwierdzeniem, że jest bardziej okej, niż nieokej, ale dupopupy nie rwie.  

W tym konkursie poziom jest taki wysoki, że w ogóle się człowiek zastanawia nad sensem porównywania się z tymi tu najlepszymi :) (niezależnie od jakoś-tam-obiektywnej oceny tekstu w kontekście pozakonkursowym). 

Podobał mi się pomysł przedstawienia całej historii z perspektywy “służącego”. Generalnie dzięki temu miałem takie poczucie, jakbym był ciut bliżej tej historii. Oczywiście ów służący jest tylko pewną rolą przyjętą przez bohatera, tym nie mniej, dla mnie, z punku widzenia czytelnika, ważna była perspektywa, jaką daje mi ten bohater. Słowem, obserwuję zdarzenia jak gdyby jego oczami, czuję, jakbym był tam blisko, jakbym kręcił się gdzieś pomiędzy głównymi zainteresowanymi w tej historii. Jasne, to drobiazg, ale bez wątpienia pozwolił mi się lepiej w tym opowiadaniu odnaleźć.

Za ciekawy uważam pomysł połączenia weirdu i dworu? świata królów? (nie do końca wiem, jakie słowa będą tu najlepsze, ale zakładam, że z grubsza wiesz, o co mi chodzi). Weird jest tu przy tym bardzo subtelny i uważam, że akurat przy tym koncepcie to bardzo dobrze. Przy mocniejszym brnięciu w dziwactwa ten tekst, moim zdaniem, zmieniłby się w jakiś osobliwy miszmasz.

Tekst na pewnym poziomie jest dosyć odważny, ponieważ część kart odkrywasz jakby z góry. Generalnie od pierwszych zdań wiemy, do jakiego zakończenia zmierzamy, a cała wątpliwość dotyczy tego, w jaki sposób ono nastąpi i co wydarzy się po drodze.

A przede wszystkim kto się do niego przyczyni i w oparciu o jakie motywy. Powiem Ci, że nawet mi się taka koncepcja podoba, choć pewnie wolałbym ją zapisaną w piętnastu tysiącach znaków. Inna rzecz, że akurat ostatnią uwagą nie należy się szczególnie przejmować, bo ja przy co drugim tekście weirdowym życzę sobie skrócenia. Widać weird, niezależnie od jego “stężenia” w tekście, podchodzi mi tylko do określonej długości tekstu. ;)

Jeśli czegoś mi w tekście brakło to chyba takiego jednego elementu, który jakoś mocniej by go wyróżnił. Zawalczył o moją pamięć, wybił ponad “tłum” (czytaj: zalew tekstów konkursowych). Strasznie trudno owo “coś” nazwać, czy choćby podjąć próbę sprecyzowania. Bo historia jest dobra, intrygująca, napisana z taką fajną świadomością tego, jak poskładać ze sobą wszystkie elementy. Z całą pewnością potrafi być zwyczajnie ciekawa dla czytelnika, raczej trudno się tu wynudzić, ale…

I chociaż stawianie zarzutu, że czegoś brakuje jest trochę nie fair, kiedy nie wiem, czego bym właściwie oczekiwał, to koniec końców wspomniane “ale…” przesądza o tym, że tekst jest interesujący, ale nie bardzo ma argument, żeby przy okazji coś czytelnikowi “urwać”. ;)

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

@CM: bardzo dziękuję za obszerny komentarz, za docenienie tego, co się spodobało i krytyczne uwagi o tym, co by mogło być inaczej. Powiem ci (i @gravel również), że sama mam poczucie, że z tej koncepcji istnienia dwóch różnych sposobów postrzegania świata, z zamieszkania w świecie dwóch klas istot, które rzeczywistość dookoła widzą fizycznie inaczej, a zarazem – kiedy istnieje możliwość przekroczenia granicy między tymi klasami – dałoby się było wyciągnąć więcej, niż w tym tekście zrobiłam. Że jest w tej idei potencjał na coś ciekawszego i bardziej odważnego, tylko ja w tym tekście go nie zrealizowałam.  

Fajna historia, dobrze się czytało. Podobała mi się perspektywą sługi/Bóstwa i to że trzymasz czytelnika w szachu bo wiemy kto zginie, ale chcemy się dowiedzieć jak i kto go zabije. Ciekawe są te relacje między członkami rodziny i bardzo umiejętnie je nakreślasz. Dosłownie w kilku słowach dajesz jasny sygnał długoletnich sporów i waśni i całej historii, która się za nimi ciągnie.

No i to zdanie jest świetne, szczególnie, że wrzucone trochę jakby mimochodem:

Zrobiono je z kości i mięsa dziewczyny, która nie chciała boga.

Przyjemna lektura.

 

Nie wiem też czy tutaj nie brakuje literki:

Ponosi wzrok. 

Miły zabieg z tymi twistami-nietwistami (bo czy zapowiadany twist jest twistem?), nadającymi historii oryginalne tempo. Dworskie intrygi to nie moja bajka, ale i tak fajnie mi się to czytało.

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Bardzo podobał mi się element fantastyczny w postaci cieni skroplonych w ścianach, przodków we włosach i w ogóle motyw

Nic nie było tym, czym jest.

aż zazdraszczam!

 

I powiedz, jaki to zamach był tak inspirujący? ;)

Bo strasznie ciekawa jestem.

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

jaki to zamach był tak inspirujący? ;)

Na Filipa II Macedońskiego, ojca Aleksandra Wielkiego :)

http://altronapoleone.home.blog

No i tak Drakaina popsuła mi plan ujawnienia inspiracji :D 

Podoba mi się sposób ujęcia tematu: ciekawość jako lajtmotiw, nie “czy?”, ale “jak?”. Punkt widzenia, protagonista, jako pomniejszy bóg – również ciekawy. Dworska intryga, niby niespieszna, z kulminacja spodziewaną i sygnalizowaną, przedstawiona szalenie pomysłowo i z mnóstwem drobnych, ciekawych smaczków (pomniejsze bóstwo kryjące się w słudze, żywe i nie żywe elementy tła jako echa dawnych bożych niesnasek lub karygodnych czynów ludzkich etc. etc., trochę większej polityki wplątanej w ten dzień).

 

To takie opowiadanie-zachęcacz do lektury czegoś większego, bardziej rozbudowanego w tym świecie.

 

Bardzo przyjemne interludium ;-)

 

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fajna mieszanka weirdu z mitologią. Podoba mi się boska perspektywa, z której opowiedziana jest cała historia, a także wykreowany świat. Przedmioty, w których zawierają się resztki duszy czy też świadomości żyć, z których zostały utworzone – cudna koncepcja.

Tylko jednego nie jestem pewna: król ostatecznie przeżył zachowując ludzkie ciało czy też stał się czymś bliższym narratorowi?

Zostaw ten żyrandol.

Bardzo dobre opowiadanko.

Ciekawy punkt widzenia na wpół ludzkiego boga, co to ani nie jest najmądrzejszy, ani najbardziej przebiegły, a i w hierarchii bogów też nie jest jakoś wysoko – dzięki temu całe opowiadanie zyskuje na świeżości. Również podobały mi się wstawki z niewidocznymi dla człowieka elementami, chociażby jak ten fotel czy instrument zrobiony z ciała czy kości.

Fajny pomysł ze zdradzeniem na początku zakończenia – całą historię czytałam z dużym zainteresowaniem, żeby dowiedzieć się, kto ostatecznie zabije króla i co się stanie z bohaterami, zwłaszcza z narratorem.

Żeby nie było za kolorowo to powiem, że po drodze zdarzyło się parę literówek i powtórzeń, ale nie aż tak tragicznych, żeby zepsuły ostateczny odbiór opowiadania. Nic, czego nie można by poprawić w późniejszym czasie :)

 

Powodzenia w konkursie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Bardzo powili, nadrabiam teksty konkursowe i cieszę się, że zaczęłam od twojego :) I choć trudno powiedzieć coś więcej niż już zostało powiedziane, to mam wrażenie, że trochę inaczej sobie to wszystko wyobraziłam. Bo od początku opowieść skojarzyła mi się… z teatrem. Autentycznie widziałam deski sceny, scenografię, aktorów i narratora. Boga w przebraniu służącego, który odgrywa swoją rolę, ale jednocześnie co jakiś czas mówi coś do siebie lub widowni – takim ściszonym, konspiracyjnym głosem. Tak, abyśmy mogli razem z nim śledzić intrygę i rozwiązać zagadkę.

I może nie był o to zamysłem autorki, ale urzekła mnie taka forma. Coś jak połączenie sztuki i kryminału, na deskach teatru z takimi nietypowymi efektami specjalnymi – jakby z innego świata wychodziły stwory żywiące się bólem i cierpieniem. Taki futurystyczny teatr, choć wątpię, aby to określenie oddało to, co siedzi mi w głowie. Ważne jest to, że dzięki opowiadaniu w mojej głowie rozegrał się doprawdy cudowny spektakl!

Opowiem Ci anegdotkę: zepsuł mi się czajnik i teraz nie wyłącza się sam, gdy woda osiągnie odpowiednią temperaturę, trzeba go pacnąć łapką, inaczej szlag trafi grzałkę. Nastawiłam sobie wodę i wróciłam do komputera z myślą, że zaraz obrócę raz jeszcze po herbatę, no i tak się zaczytałam, że prawie spaliłam ten czajnik. Tak to jest, jak się za naprawdę ciekawy świat przedstawiony zabiera ktoś, kto wyraźnie go zna i lubi.

Ale do rzeczy.

W warstwie językowej: muy bien, nie mam się do czego przyczepić (kimże zresztą jestem, by to robić); rzuciły mi się w oczy jedynie drobne pierdoły typu zgubiona spacja albo niepotrzebnie wciśnięta po dywizie pełniącym funkcję łącznika. Narracja toczy się bardzo wartko, a jednocześnie jej stylizacja ciekawie rozmywa nam pojęcie o czasie, do którego moglibyśmy tę historię przypisać, co czyni ją w pewnym sensie uniwersalną. Wydaje mi się, że formą początku nawiązywałaś do jakiegoś utworu, który jest mi znany – wyglądało znajomo – ale zabij mnie, nie wiem, co dokładnie. „Metamorfozami” na pewno nawiązujesz do Owidiusza, skoczyłam sobie do drugiej zakładki i z pobieżnej kwerendy na Wikipedii dowiedziałam się tyle tylko, że polski przekład najprawdopodobniej wykonałam ja (Walerian Oftinowski). No cóż, ma się te talenty.

Zgodność z hasłem: jest, choć raczej zakamuflowana. Wprawdzie koniec końców wszystko doprowadza do wielkiej iluminacji, mogę pod nią też podciągnąć wiedzę o śmierci króla, jaką posiada bóg, sądzę jednak, że dałoby się ten element nieco podbić, stylistycznie wplatając wtrącenia kojarzące się z jasnością, naturą światła, czymś lśniącym, błyszczącym (kryształy, suknie, lustra, cuda wianki, takie rzeczy). Nie wskazuję tego jako błąd, raczej coś, co przyszłoby mi do głowy, że mogłoby wybrzmieć tu fajnie.

Fabuła: naprawdę udana. Najbliższy nam bohater, czyli boski narrator, jest bierny, pomijalny, ale przez spektrum jego odczuć poznajemy ten świat – zabieg dość ryzykowny, ale w Twoim przypadku świetnie wysznięty. Bardzo ujęły mnie świadomie wplatane motywy makabry opartej na tych mroczniejszych aspektach wyznawania religii związanej ze składaniem ofiar. Myślę, że jest to trafny komentarz na temat obrazu tego rodzaju wyznań w ogóle – oprócz tego, że są ultraciekawe i stanowią bogate źródło inspirujących motywów, z perspektywy ludzi, którzy je kultywowali, bywały też mroczne i straszne.

Podobało mi się oddanie postaci boskiej jako istoty bliższej pojęciu człowieka niż klasycznie pojmowanego Boga – jest to taki heros+, który nie wie wszystkiego, ma prawo do błędu i też miewa swoje sprawy. I z chęcią przeczytałabym coś więcej w tym uniwersum.

Bardzo dziękuję za ocenę, jurorko :). I bardzo mi miło, że się podobało (i perwersyjnie nawet mi miło z powodu omal-nie-spalonego czajnika). Chciałabym zrobić z tym światem coś więcej: podkręcić go (mam kawałek innego tekstu w podobnie rozumianym świecie, bardziej makabrycznego i niesamowitego, ale z fabułą rozłażącą się i nie dającą złożyć w całość), poszerzyć, wykorzystać – mam wrażenie, że w takiej podwójności świata jest potencjał. Bardzo się cieszę, że udało mi się ukazać go, przynajmniej trochę, też w tym tekście. 

Początek iście gordyjski. Narrator plącze, coś tam pociąga, coś poluzuje… ale czuć, że to on opowiada, to jego supeł. Tekst czyta się tak jak wpis do dziennika, jest odpowiednio zdystansowany – paradoksalnie wie, że nie wie (”Nie mam pojęcia. Nie wszyscy bogowie są wszechwiedzący.”). Dawkowanie wiedzy działa bardzo dobrze, narracja to najmocniejsza część opowiadania. W miarę czytania, narrator nabiera kształtu. Opowiadając historię, zdradza tym samym swoje cechy, czasami kpi, czasami przesadza, wplata różne ‘płynne’ elementy (”plum plum plum”) – jest dynamicznie i rzeczywiście czuć przepływ myśli. “Jestem dobrym bogiem” zestawia czytelnika z problemem “ale czy na pewno?”, zachęca do wystawienia własnej oceny, do dialogu. Na koniec powstaje nieprzyjemny dla oka obraz, jest nieswojo, niewygodnie. Niedbałość w przyznaniu narratora jak to jest, być współbogiem, dodaje tylko niepokoju.

Zmiana perspektywy patrzącego na znaną rzecz przednio się udała, choć wolałabym zobaczyć coś całkowicie odrębnego. Hasło traktuję jako regulowany strumień światła-myśli narratora, o którym teatralnie decyduje, oświetlając czytelnikowi kolejne sceny. Trochę teatr cieni, trochę kryzys egzystencjalny boga-ponuraka.

 

Dziękuję za udział w konkursie!

Żonglerko, przepraszam, że dopiero teraz, ale serdecznie dziękuję za jurorski komentarz i docenienie tekstu. Z iluminacją szłam też trochę w kierunku rozumienia jej jako przejścia między egzystencją człowieka i boga, momentu strasznego oświecenia w chwili, od której nie da się już odwidzieć tej innej, nie przeznaczonej dla ludzkich oczu wizji świata.

Cieszę się, że moja pierwsza próba napisania czegoś bliższego temu, jak rozumiem weird, okazała się udana w twoich oczach – sama mam poczucie, że można było z tego zderzenia postrzegań świata wyciągnąć więcej, niż mi się w tym tekście udało.

Motylanoga, tak mi źle jest, że nadal nie przeczytałam wszystkich opowiadań z konkursu kafkowskiego… Aż się dałam oderwać na chwilę od życia (albo niekoniecznie-życia), coby przeczytać Twoje, zarzucone podstępem na Fantazmatach, choć cierpię na deficyt czasu… Pięknie dziękuję za fantastyczny przerywnik!

Szczerze powiem, że też nie mam pojęcia, ile tu jest weirdu w weirdzie, bo na weirdzie się kija znam (w tej kwestii musimy po prostu zaufać jurorom, skoro tekst docenili)… Za to jest pomysł (doskonały skądinąd) i jest historia, w którą warto wejść. Świetnie napisane, tak jakoś lekko, choć sama treść niesie przecież konkretny ciężar. Narracja mnie przekonuje zarówno plastycznością, jak i pewną niedbałością. Narrator odnosi się do ludzi z lekceważeniem, a jednocześnie niespecjalnie próbuje nam udowodnić, że jest lepszy – ba!, kilkukrotnie mówi nawet o tym, że sam nie jest doskonały. Wyszło to tak naturalnie i nadaje opowiadaniu fajnego klimatu.

Przepraszam, że nie jestem w stanie bardziej się zagłębić i powiedzieć jeszcze coś choć po części mądrego, ale aktualnie mam mózg trochę wyprany. W każdym razie, dobrze się czytało i podobało mi się.

A tak, i gratuluję wyróżnienia!

Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Nowa Fantastyka