- Opowiadanie: Finkla - Ambasada Smaków

Ambasada Smaków

Zapraszam wszystkich na szklaneczkę

lemoniady małosolnej.

Trudno mi stworzyć świat bez sensu, więc i tutaj sens jest. Ostatnia, opcjonalna część tekstu znajduje się w pierwszym komentarzu. Jak ktoś lubi jasność w temacie – niech czyta. Jak woli niedopowiedzenia – niech omija wzrokiem. Nie jest to próba ominięcia limitu, bo razem z wyautowanym fragmentem tekst ma niecałe 14 kilo.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Ambasada Smaków

Poznaj egzotyczne smaki w niezwykłych kombinacjach, odwiedź kawiarnie „AMBASADA SMAKÓW”. Znajdź najbliższą!

 

***

 

– No, i jak ci się tu podoba?

Rozglądam się. Na ścianach dzikie wzory: spirale, łąki fraktalnych kwiatów, wzory, które zdają się migać i przemieszczać, chociaż zwyczajnie je namalowano, iluzje optyczne… A wszystko w oczojebnych, psychodelicznych kolorach. Na stworzenie tych bohomazów musiało pójść więcej kwasu niż farby. Po kilku godzinach w tej kawiarni mógłbym zabić, szczególnie zagryźć. Albo oszaleć. Najprawdopodobniej jedno i drugie.

Ale nie takiej odpowiedzi oczekuje Ola. Jej oczy świecą entuzjazmem.

– Ktoś się nad tym napracował. – Chyba ślepy z ADHD, dodałem w myślach. – Bardzo śmiałe wzornictwo. Mocna rzecz. Mimo wszystko wolę patrzeć na ciebie.

Przynajmniej to ostatnie jest prawdą. Ola ma niesamowicie harmonijną twarz. Wszystko w niej jest piękne – od owalnego kształtu całości po delikatne wygięcie brwi. Uśmiechem może sterować moim ciśnieniem. W tej chwili wielkimi krokami zbliżam się do stanu przedzawałowego. Wciąż nie mogę uwierzyć, że zgodziła się ze mną spotkać.

– Fantastyczne miejsce, prawda? Nie dziwię się, że jest na topie i każdy po prostu musi tu się pojawiać!

– O tak! Zamawianie przez stolik bardzo praktyczne – zgadzam się skwapliwie.

To rozwiązanie naprawdę mi się podoba – przychodzisz i mówisz stolikowi, na co masz ochotę. A jeśli jeszcze nie wiesz (jak i my nie mieliśmy pojęcia), na powierzchni wyświetla się menu. Bez czekania na znudzoną albo zabieganą obsługę. Blat nie tylko słucha, także potrafi coś doradzić, odpowiedzieć na niektóre pytania…

Zastanawiam się, jakie jeszcze zalety kawiarni mógłbym podać dla podtrzymania rozmowy. Ceny bardzo przystępne. Ale raczej nie wypada o tym wspominać na – jak mam nadzieję – randce. Jeszcze Ola pomyśli, że marnie zarabiam albo skąpię.

Przyniesienie naszych zamówień wybawia mnie od kłamstw.

Ja wybrałem kawę i szarlotkę. A dostaję… Żebym to ja wiedział! Płyn w filiżance ma kolor moich nowych dżinsów i pachnie pizzą z anchois ze słodką nutą. Po powierzchni pływają oka żółtego tłuszczu. Co, u licha? Nieufnie mieszam i nabieram odrobinę na łyżeczkę.

A fuj! Smakuje jak bulion wołowy z dodatkiem wanilii.

Zdegustowany, nieufnie oglądam szarlotkę. Wygląda obiecująco – ciasto na spodzie, gruba warstwa brązowawych jabłek, na wierzchu cukier puder. Dziabię łyżeczką i próbuję.

Błąd. „Jabłka” smakują jak masa na placki ziemniaczane. „Puder” okazuje się gorzko-słony. Spód przypomina wiórowate pieczywo chrupkie, którym katowała się moja eks.

Symulowanym westchnieniem zdmuchuję chociaż gorzkie paskudztwo z wierzchu i pytam:

– I jak twój torcik?

– Interesujący. Wprawdzie nie spodziewałam się, że będzie wytrawny, ale to całkiem zabawne zaskoczenie. – Ola pakuje do ust kolejną porcję, zamyka oczy (o, postarała się przy makijażu, jak miło), żuje. – Ciekawa kompozycja smaków; czosnek, imbir, kokos i… Chyba dynia.

Czosnek? Czyli nici z intymnego zakończenia spotkania. Nawet długi pożegnalny pocałunek staje się mało prawdopodobny.

Nie lubię Ambasady Smaków.

 

***

 

Lemoniada małosolna to najnowszy i najmodniejszy napój gazowany. Produkowany jest wyłącznie na potrzeby sieci kawiarni Ambasada Smaków. Jego skład okryty jest tajemnicą, jak niegdyś receptura coca-coli. Laboratoria na całym świecie podejmowały liczne próby odtworzenia unikalnego, słonawego smaku, ale cel pozostaje w sferze marzeń. Wytwórca odmawia odpowiedzi.

A sekret wzmaga pragnienie.

Ale oddajmy głos specjalistom od żywienia. Doktor Sawicka, dietetyczka z warszawskiej poradni Żyję Zdrowo, twierdzi: „W odróżnieniu od napojów z wysoką zawartością cukru, lemoniada małosolna doskonale gasi pragnienie. Oczywiście polecam głównie delikatnie gazowaną wersję”.

Miesięcznik „Twoja Kuchnia”

fragment artykułu sponsorowanego

 

***

 

– Musimy się tutaj spotykać? – pytam. – Tyle jest różnych knajp i kawiarni. Jakiej tylko kuchni byś nie chciała…

Ola patrzy na mnie, jakbym zamienił się w ogromnego, włochatego pająka (a przy zwykłym krzyżaku omal nie wywróciła ławki w parku) albo jakbym ze szczegółami opowiedział, jak mnie przeczyściło po ziemniaczanej szarlotce w ubiegłym tygodniu.

– Heloł! Jestem bloggerką kulinarną. Muszę pokazywać to, co jest na topie, a nie dania z pamiętniczka Ćwierczakiewiczowej! Czas czerniny i ruskich pierogów już minął. Ambasada Smaków to przyszłość. Czy ty w ogóle wiesz, kto bywa w tej kawiarni?

Może nie powinienem się przyznawać, ale nie mam pojęcia. Za to uwielbiam pierogi. Rosyjskie pielmieni, gruzińskie chinkali albo wigilijne uszka babcinej roboty, z ciasta cienkiego jak kartka papieru… Ach!

Kładę uszy po sobie i czekam, co dziś przyniesie los w postaci pyzatego kelnera.

Zamawiałem sok pomarańczowy i bułkę z łososiem – po wpadce z ciastem postanowiłem przetestować kanapki. Dostaję coś przypominającego bułkę. Ale zamiast pieczywa mam dwa spore kapelusze grzybków. Może to zwykłe pieczarki, a może sromotniki. Nie zamierzam testować na sobie.

Jednak ledwie odsuwam talerz, Ola wygłasza wykład o nieszanowaniu jedzenia i głodujących dzieciach w Afryce. Czego zakochany mężczyzna nie zrobi dla kobiety… Domniemany wędzony łosoś okazuje się grubym plastrem marynowanego imbiru. Nawet jadalnym, ale przecież nie w takim stężeniu!

Kroję grzyby na kawałki i ukradkiem zrzucam pod stół. Ola bez przerwy nawija o marnowaniu żywności. Że niby ja marnuję?! To ta cholerna knajpa!

 

***

 

<paweł183cm> Dzisiaj o 21.20 na TV4 leci bardzo fajny program o lemoniadzie małosolnej. Musicie obejrzeć!!! :)))))

<skrzat> Dziwny ten koncept słonego napoju gazowanego. Ani to smaczne, ani zdrowe.

<Walery Skowron> Co Ty opowiadasz, mordeczko? Chluśnij trochę do sosu do wołowiny albo gulaszu. Cuda wychodzą! Podawać z wytrawnym winem. ;>

<Relief> Córka! Od kiedy Ty pijesz wino do obiadu? Musimy poważnie porozmawiać.

<łłowca> Spróbujcie ugotować na lemoniadzie jakąś zupę. Nie musi to wcale być ogórkowa, wbrew pozorom. Ale lemoniadę trzeba zrobić samemu w domu.

<Relief> Niech ktoś krzyknie na Ozryrysa, zaraz wysmaży legitny sernik o smaku ogórków kiszonych.

<QQŁKA> Z rodzynkami o smaku cebulki! XD

<Świryb> Bosz, wreszcie zniknie stary problem: czy można zagryzać ciastem. Kwalę pomysła.

Shoutbox na portalu NF

 

***

 

– Znowu dostałem coś niejadalnego. – Mam już serdecznie dosyć tej całej ambasady biegunki i konsulatu wrzodów na żołądku. – Nie rozumiem, dlaczego ciągle upierasz się przy tej kafejce. Bez trudu mógłbym znaleźć śmietnik z lepszym żarciem. Zdaje się, że jedzenie rzeczy, które ktoś wywalił, też jest ostatnio modne. Pokazałabyś coś nowego na swoim blogu, a nie zanudzasz internautów opisami kolejnego niesłodkiego ciastka.

– Tomaszu Rędziewski! Czy ja dobrze usłyszałam, że próbujesz zaprosić dziewczynę na randkę na śmietniku?

Też mi randki… Albo Ola dostaje taką ilość czosnku, że oddechem może strącać liście z drzew, albo ja wychodzę z taką rewolucją w brzuchu, że marzę wyłącznie o samotnym posiedzeniu w łazience, a nie o poleżeniu w łóżku we dwoje.

– Wolałbym normalną knajpę, gdzie człowiekowi przynoszą to, co zamówił: kawałek tortu z okropnie niezdrowym, ale pysznym cukrem, a nie z arszenikiem, skwierczący stek wołowy, a nie surowy plaster bakłażana, spaghetti z owocami morza, a nie kiełki Bóg wie czego w sosie gorzko-cierpkim, gdzie w cukierniczkach trzymają cukier, a nie mąkę ziemniaczaną, od której namiastka herbaty zamienia się w oślizły glut… Ale jeśli z jakiegoś powodu to dla ciebie tabu, mogę się dostosować i poszukać szczęścia na wysypisku.

– Marudzisz. Ja zawsze dostaję coś ciekawego w smaku. Każda wizyta tutaj jest niepowtarzalna i zaskakująca. Nie ekscytuje cię to?

– Ani trochę. Ale właściciel apteki w pobliżu jest wniebowzięty. To jakiś twój krewny?

– Może po prostu masz pecha?

Niebieskie oczy patrzą na mnie podejrzliwie. Wiadomo, nikt nie potrzebuje pechowców, których kolokwium zawsze spada z biurka, a CV trafia do kupki lądującej bez czytania w koszu.

– Przepraszam na chwilę.

Wlewam do ust gorzką jak piołun zawartość filiżanki do espresso (malutkie porcje to mój najnowszy plan na przetrwanie) i maszeruję do toalety, żywiąc nadzieję, że zdążę wypluć świństwo, zanim puszczę pawia. Kible to jedyna przyjaźnie nastawiona część tej strasznej speluny.

 

***

 

Wpływ lemoniady małosolnej na system immunologiczny badano na próbie 1068 ochotników. Próbę podzielono na cztery grupy: grupa A przez 100 dni piła codziennie co najmniej 200 ml lemoniady małosolnej, grupa B – analogiczne ilości słodkiej lemoniady i/lub oranżady, grupa C – słodkie napoje niegazowane, grupa D (kontrolna) piła wyłącznie wodę, kawę i herbatę. Po 100 dniach pobrano próbki krwi i zbadano liczebność limfocytów. Grupy B, C i D nie wykazywały istotnych statystycznie różnic, natomiast w grupie A stwierdzono poziom limfocytów o 5,46% niższy. Poziom limfocytów B w grupie A był o 9,78% niższy od przeciętnego w grupie kontrolnej. U kobiet odnotowano spadki poziomu liczebności wszystkich limfocytów przeciętnie o 1,3 punktu procentowego wyższe niż u mężczyzn.

Abstrakt artykułu „Spożycie lemoniady małosolnej a system odpornościowy”

prof. dr hab. n. med. Bartosz Zawiejko

 

***

 

– Poproszę bajgla z twarożkiem rzodkiewkowym – mówi Ola do gładkiego jak lód blatu. – A do picia lemoniadę małosolną.

– Dla mnie to samo.

Czoło Oli marszczy się w wyrazie dezaprobaty. Ech, nawet tak wykrzywiona twarz zachowuje klasyczne proporcje.

– Wolę, kiedy mężczyzna ma własną wolę, a nie tylko potulnie robi, co mu się każe. Chcę lidera, a nie naśladowcę.

– W porządku, skarbie. Następnym razem spotykamy się w hamburgerowni.

Obraża się. Bańka jej milczenia wypełnia całą Ambasadę, a potem przelewa się na ulicę. Ludzie zwalniają, jakby szli pod prąd rzeki, rzeki gniewu.

Ale przynajmniej tym razem żarcie jest jadalne. Wprawdzie bajgiel jest zrobiony z tortilli, a twarożek okazuje się pikantną pastą o zapachu brzoskwini, ale to najlepsze, co kiedykolwiek dostałem w tej wrednej knajpie. Słonawą lemoniadę nawet mógłbym polubić.

 

***

 

Z ogromnym bólem dowiedzieliśmy się, że pan Zawiejko dokonał plagiatu części rozprawy doktorskiej. Samo to aż nadto wystarczyło do relegowania go z grona wykładowców naszej akademii. Trudno mi wypowiadać się, czy fałszował również wyniki badań, nie dysponuję bowiem żadnymi danymi na ten temat. Cała ta sytuacja jest niebywale żenująca dla środowiska medycznego.

Fragment wywiadu z prof. J. Modzelewskim, rektorem Akademii Medycznej

 

***

 

Małosolna lemoniada da się wypić, ale dostaję po niej zgagi. Musiałem więc opracować nowy patent. Dzisiaj mam przyklejoną pod pachą piersiówkę. Trochę się czuję jak amerykański policjant z kaburą, jednak nie jest to niemiłe wrażenie. Gumowy wężyk biegnie pod rękawem, kończy się przy nadgarstku. W kilku miejscach przymocowałem go plastrem. Wystarczy zrobić facepalma, aby pociągnąć łyk pysznej, czystej wody.

Po to mężczyzna ma rozum, żeby przetrwać wszystkie kaprysy kobiety.

Zamówiłem bezę. I nie dbam o jej smak. Liczy się niewielka masa i piankowa struktura. Starannie rozgniatam kawałki na talerzyku. Odrobina ćwiczeń i z wielkiego ciastka zostaje szczypta proszku. Plus dwa większe okruchy, które zrzuciłem ze stołu, kiedy Ola rozglądała się po sali, wypatrując celebrytów.

Oblizuję łyżeczkę w ramach symulowania, że jem. Kwaśna jak ocet siedmiu złodziei.

Popijam wodą. Wprawdzie nagrzała się ode mnie i nie smakuje tak wybornie, jak schłodzona, ale i tak bije na głowę wszystkie serwowane tu napoje. Muszę uważać, żeby się nie polać. Nic to! Prawo naczyń połączonych plus cała fizyka kwantowa na dokładkę to pikuś w porównaniu z rozmytą logiką płci pięknej.

Ola siedzi naprzeciwko mnie i nawija coś o statystykach swojego bloga. Nie mam pojęcia, czy sto wejść dziennie to dużo, ale w stosownych momentach wydaję aprobujące pomruki. Wkrótce tracę kontakt z fonią na rzecz nieporównanie ciekawszej wizji.

Bombkę naszej sielanki rozbijają odgłosy wymiotowania. To ktoś dwa stoliki dalej przegrał walkę z kuchnią Ambasady. Ze ścian natychmiast wysuwają się przegrody, blokując widok.

Ale odgłosy pozostają. Rzyganie jest zaraźliwe! Mój żołądek natychmiast przypomina sobie wszystkie paskudztwa, które tutaj dostał, i w odruchu solidarności postanawia się ich pozbyć.

Wybiegam w ostatniej chwili.

Do diabła z Olą i jej oślim uporem! Niech sobie sama przesiaduje w tej podłej spelunie do obrzyganej śmierci!

Koniec

Komentarze

From: earth*flavoursembassy@gmail.com

To: regulus*office.dept.multiplication@mnd.gov.rg

Subject: Roczny raport nt projektu Earth

Attachments: 14 [pokaż wszystkie załączniki]

 

Etap: Udało się znaleźć substancję przyswajalną dla tubylców zawierającą obniżacze odporności (por. zał. Lemoniada_małosolna.ism). Trwa jej popularyzacja. Przechodzimy do kolejnego etapu. Zintensyfikowano poszukiwania pokarmów, z którymi można wprowadzać do organizmów autochtonów hormony niezbędne do zagnieżdżenia się jajeczek i ich prawidłowego rozwoju.

Metoda poszukiwań: Optymalna dla społeczeństw z rozwiniętym sektorem usługowym – sieć kawiarni, w których podaje się tubylcom różne kombinacje związków i bada ich reakcje przy pomocy nasłuchu. Lista przetestowanych potraw w zał. 4 (wszystkie_potrawy.ism), najbardziej obiecujące omówiono obszernie w zał. 8 (ranking_potraw_1000.ism)

PR: Najbardziej opiniotwórczym tubylcom podaje się wersje potraw uznawane przez ogół za najsmaczniejsze. Wybranym jednostkom płaci się za korzystne recenzje.

Finanse: Do opłacenia reklamy w większości przypadków wystarczają molekularne kopie lokalnej waluty. Do zniechęcenia krytyków stosuje się kakotychinę, która na tubylcze organizmy działa, prowokując nieszczęśliwe wydarzenia. Czwarta dawka zazwyczaj kończy się śmiercią samobójczą. Pilna prośba o uzupełnienie zapasów (por. zał 13 kakotychina_wniosek.ism).

 

Fragment międzygwiezdnego maila

Babska logika rządzi!

Podoba mi się konwencja tego tekstu. Taka trochę parodia rzeczywistości, którą podatnym na sugestie ludziom sprzedają różnego rodzaju media. Uśmiałam się przy finale. W sumie przypomniało mi się parę takich wizyt w modnych knajpach, w trakcie których też chciałam uciec, żeby nie ciągnąć już tej wymyślnej degustacji.

Dziękuję, Oidrin. :-)

Cóż, ludzie są dziwni, niektórzy z własnej nieprzymuszonej woli wpychają w siebie rzeczy, które ani im nie smakują, ani nie przynoszą pożytku. No i nie trzeba wierzyć we wszystko, co mówią media.

Babska logika rządzi!

Pierwsza! Po przeczytaniu głównego tekstu pomyślałam: sympatyczna, zabawna historia z odniesieniem do forumowego SB. Ciekawe wstawki z fragmentami artykułów, a jednocześnie na tyle wieloznaczne, że nie zdradzają puenty. Zastanawiałam się, dlaczego dziewczyna zawsze dostawała lepsze jedzenie niż bohater. Dodatek w mailu pokazuje tę historię w zupełnie innym świetle. Mocne i zaskakujące. Zgłaszam do wątku bibliotecznego.

Dzięki, ANDO. :-)

No, niestety, Oidrin Cię ubiegła. Pewnie za długo pisałaś komentarz. ;-)

Tak, miałam ochotę, żeby lepsza wiedza o świecie zmieniała odbiór. Fajnie, że to się udało.

Znowu zabawnie… Trudno. Ale czy o naszym SB da się pisać na poważnie? Ja bym nie potrafiła.

Babska logika rządzi!

Druga lokata też niezła, zostaję na podium. ;)

Zabawne, dopóki nie przeczyta się dodatku, po lekturze całości – niepokojące, dopiero wtedy widać weird. Fajny pomysł, żeby to tak rozegrać.

 

W takim razie gratuluję srebra. :-)

No, popatrz, a ja myślałam, że wyjaśnienia zniszczą cały weird, bo świat zrobi się logiczny i wcale nie dziwny.

Trzecie miejsce ciągle do wzięcia! Kto następny? ;-)

Babska logika rządzi!

ANDO, dzięki zaspaniu Użytkowników za to mój klik pierwszy :D I na podium dalej z komentarzem też się mieszczę :)

 

Tekst – boski!!!

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, Śniąca. :-)

No, Użytkownicy rzadko kiedy tacy rychliwi, żeby aktualizować kliki co dziesięć minut.

Miło mi, że tekst się spodobał.

Zamykamy podium! Ale zostało jeszcze mnóstwo niemedalowych miejsc.

I kubek lemoniady na pocieszenie. ;-)

Babska logika rządzi!

Hejka! 

Dziwno-śmieszne w pozytywnym kontekście. Typowa randka w krzywym zwierciadle ;x 

Długość w sam raz, szybko sprawnie i przyjemnie czyta się tekst, no może poza tymi fragmentami z artykułów. Z racji, że są jednak one niezbyt długie, tekst pozostawia we mnie pozytywny odbiór. Warunki konkursowe(groteska/absurd), jak najbardziej spełnione, choć absolutnie nie moje klimaty. 

Powiem szczerze: pojawiają się tu opowiadania (Kawka z Kafką) i aż się dziwie, jak użytkownicy wpadają na takie pomysły ;D Totalny mindfuck. Ja do tego zakątka wyobraźni, jeszcze nie dotarłem. 

No nic. To tyle. 

Polecę po klika, a jak mnie nie uprzedzą, to dojdzie ;D

Pozdrawiam.

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

Dziękuję, NearDeath. :-)

Odbiór na dziwno-śmiesznie mnie satysfakcjonuje. ;-)

Pomysł na knajpę serwującą takie cudaczne żarcie przyszedł mi do głowy na etapie wyboru hasła. Potem jeszcze ewoluował, ale fundament pozostał.

Oooo, wyobraźnia pisarska nie ma granic. Jest tu kilku ludzi, którzy chyba żyją na jakiejś innej planecie. ;-)

Babska logika rządzi!

Całkiem sympatyczne to to. Znaczy, przez całą lekturę się wkurzałam, dlaczego Tomasz nie trzaśnie drzwiami i nie zostawi tego wrednego babska daleko za sobą, ale to chyba dobrze – silne emocje są :D

Pomysł na dziwną kawiarnię z dziwnym jedzeniem bardzo mi się podoba. Dobrze napisane jak to u ciebie :D. Widzę, że nie ma jeszcze kompletu klików, więc idę zgłosić.

 

Powodzenia w konkursie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dziękuję, Sy. :-)

Fajnie, że wyszło sympatycznie. Gdyby Tomek się za szybko wkurzył i zostawił, nie byłoby opowieści. A Ola ładna bardzo no i co jej zrobisz? ;-)

Wirtualnie już się zbliżam do kompletu, dziękuję wszystkim klikaczom. :-)

Babska logika rządzi!

Ech, te chłopy :D

 

A Ola ładna bardzo no i co jej zrobisz? ;-)

Nie dam jej lajka na blogu :<

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

I bardzo dobrze! Świadomie czy nie – ona Cię okłamuje.

Babska logika rządzi!

Moja babcia – fanka kanapek z pomidorem i grubą warstwą cukru oraz placków ziemniaczanych, smażonych na skwarkach z boczku, jedzonych takoż z cukrem w ilościach hurtowych mogłaby docenić :D.

Znaczy, uśmiechnęło mnie. Pomysł fajny, z dodatkiem spojlerowym jeszcze zabawniejszy.  

Dzięki, Ninedin. :-)

A może to o Twojej babci? Ładna była w młodości? ;-)

Nie miało być zabawnie, ale widać taki już mój los…

Babska logika rządzi!

Jestem typem, który lubi otwarte zakończenia, ale jak widzi napis w stylu “możesz przeczytać, ale nie musisz”, to czyta, bo ciekawość jest nieuleczalna. W tym wypadku bardzo cieszę się, że przeczytałam, bo końcówka zmienia sens opowiadania, żeby nie powiedzieć wręcz, że mu go nadaje.

Czytało się to lekko, fajnie i przyjemnie. Jedzenie brzmiało realnie obrzydliwie. ;) Polecę do klika w wątku bibliotecznym. :D

Zostaw ten żyrandol.

Dzięki, Verus. :-)

Zdaje się, że ciekawość zabiła kota, czy może jest pierwszym stopniem do piekła, ale jako zadeklarowana zwolenniczka rozumienia nie mogę potępiać.

I dobrze, jedzenie miało wyglądać przyjemnie, ale smakować paskudnie.

Babska logika rządzi!

Nie miało być zabawnie, ale widać taki już mój los…

Jedni twierdzą, że z losem nie wygrasz. Inni twierdzą, że samemu własny los się kształtuje.

Kto ma rację? 

Nie wiem, ale za to wiem, że nie powinnaś narzekać. Bo niesienie pochodni uśmiechu jest lepsze niż niesienie kaganka czegokolwiek innego ;)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podejrzewam, że i jedni, i drudzy. Trudno wygrać z samym sobą. ;-/

Niby nie powinnam, ale chciałabym umieć pisać także na poważnie. Ech, było nie czytać tyle Chmielewskiej w dzieciństwie… ;-)

Ja wiem, że uśmiech to cudowna sprawa. :-)

Tylko czasami, na przykład na pogrzebie, ludzie mogą go źle zinterpretować…

Babska logika rządzi!

Jak chcesz, to umiesz. “Nagrody wojownika” chyba do końca życia nie zapomnę, a zabawna nie była.

 

A na pogrzebie… hmmm… Można wymyślić wiele wymówek. Osobną kwestią jest, czy zwłaszcza matrony będą chciały je zrozumieć. Albo można grać wariata, że pochodzisz z Sapanty, a tam cmentarz jest wesoły, więc i z uśmiechem się kojarzy ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To niezupełnie tak, że jak chcę, to… – częściej chcę niż dostaję pożądany rezultat.

Muszę zapamiętać wymówkę z Sapantą. ;-) Na razie chyba chcę zostać tam pochowana.

Babska logika rządzi!

@moja babcia: Była cholerą wyjątkowo śliczną, zgarnęła całą kobiecą urodę rodziny na dobre trzy pokolenia :D 

To musi być o Niej! ;-)

Tylko mi nie mów, że z imieniem też trafiłam.

Babska logika rządzi!

O i Finkla double zakręciła ;) Jak dla mnie tekst nie do końca był zabawny. To znaczy nie ma tu prostolinijnego smutku, ale… szczególnie jak się przeczyta pierwszy komentarz :) Weird gorzko-śmieszny. Bardzo mi się, klikam :)

Dzięki, Katiu. :-)

Nie wiem, czy chciałam osiągnąć gorzki smak (sama nie znoszę goryczy), ale użyłam słowa tyle razy w tekście, że nie mogę marudzić. ;-)

Fajnie, że nie uważasz opka za zabawne.

Babska logika rządzi!

Bo to opowiadanie jest jak ogr, albo cebula, albo tort ;) – ma warstwy. I często czytanie opowiadań Finkli przypomina mi czytanie Pratchetta. Warstwa pierwsza – jest zabawnie. A kolejne warstwy dają się odkrywać po chwili, przy drugim i dalszym kęsie lub łyku. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Porównanie do Pratchetta poczytuję sobie za zaszczyt.

Ech, gdzieniegdzie za dowcipkowanie można dorobić się szlachectwa…

Babska logika rządzi!

@Finkla: minęłaś się o pokolenie, jej matka a moja prababcia była Ola :D 

Hm, chyba powinnam napisać, że tekst był małosolny :) Lemoniada małosolna… Tak, jak dla mnie hasło w 100% zrealizowane :)

Zgadzam się też ze Śniąca, że opowiadanie to torcik wielowarstwowy…

 

Dobranoc smiley

 

Ninedin, czyli odrobinę za mało szałwii wieszczej w diecie. Albo moje trzecie oko ma astygmatyzm. ;-)

 

Katiu, starałam się, żeby hasło wykorzystać do ostatniej kropli.

Może być jak torcik, byle smak miało fajny.

Babska logika rządzi!

Jeżeli na pogrzebie kardiologa otwiera się wielkie serce i wjeżdża w nie trumna, jeden z gości zaczyna się śmiać do rozpuku, a drugi mdleje – to wiedz, że ten śmiejący się to ginekolog, a omdlały – proktolog.

 

 

Finklo, to jest chyba silniejsze od ciebie – piszesz lekko i zabawnie. Od dziś krzyczę na Ozyrysa i drę koty z Walerym Skowronem. ;-) Easter egg zacny.

 

Po to mężczyzna ma rozum, żeby przetrwać wszystkie kaprysy kobiety.

To ja sobie oprawię i na ścianie zawieszę.

 

Zabawne, ale i trochę gorzkawe opowiadanie (bo: owczy pęd, kreacyjna rola kretyńskich mediów, zachwiane systemy wartości). Ze spoilerowym komciem jako epilogiem – lepsze imo, bo bardziej w stronę takiego groteskowego weirdu i jest rozwiązanie pochodzenia całego tego lemoniadowego szaleństwa, a właściwie to różnicy w obsłudze Oli i protagonisty połączone z uszczypliwym komentarzem co do kondycji ludzkiej. Masz lekki, humorystyczny styl, który łatwo się przyswaja. 

 

Mężczyzna w pewnym wieku, nawet jeśli Ola jest ładna, ma po prostu wyczesane na urodę. Nie ma cenniejszej rzeczy nad święty spokój, a bez porządnego żarcia żyć się nie da (podczas gdy uroda do przetrwania średnio jest potrzebna). ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. :-)

Dowcip z drzwiami na pogrzebie znałam. Nie wiem, czy to nie Ty go kiedyś opowiadałeś.

Na Ozyrysa to Ty nie krzycz, bo jeszcze się wkurzy i Ci krzywdę zrobi. Tam był Ozryrys. ;-)

Cieszę się, że z wyjaśniającą końcówką bardziej Ci się podoba, bo i ja wolę wiedzieć, o co chodzi głównemu złolowi itd.

Co do kondycji rodzaju ludzkiego, zacytuję Szymborską cytującą Awerczenkę: “Ludzie […] głupieją hurtem, a mądrzeją detalicznie”.

Widać Tomek jeszcze nie osiągnął wieku wyczesania (ale hej, mam taką piękną przemianę protagonisty w tekście! ;-) ).

Babska logika rządzi!

Możliwe, pogrzebowy żart bawi mnie od lat i szerzę go, gdzie mogę ;-)

 

Ozryrys! Ha! ;-) Ozryrys… ;-D

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W rzeczy samej – Ozryrys. Ciekawe, jak zareagują pozostali wykorzystani w tekście. :-)

Babska logika rządzi!

Cześć :)

 

Najsampierw zacytuję Verus:

W tym wypadku bardzo cieszę się, że przeczytałam, bo końcówka zmienia sens opowiadania, żeby nie powiedzieć wręcz, że mu go nadaje.

100% prawdy. Gdybyś poszła bardziej w kierunku, który pojawił się w “dodatku”, opowiadanie mogłoby być naprawdę wybitne. A jakie jest? Fajne, przyjemne, ale raczej nie weird-owe, a… zwyczajne. Jest to OPKO_NR_24732.doc wyprodukowane przez Finklomat 9000. Przychodzi mi na myśl porównanie do Stephena Kinga – on też pisze mnóstwo, jest bardzo poczytny i popularny (ja też go uwielbiam), ale często zarzuca mu się, że jego pisarstwo to – w większości – produkcja maszynowa.

Oczywiście nie zdziwię się, jeśli moja opinia okaże się odosobnionym przypadkiem :) A może po prostu Ci zazdroszczę, że tyle piszesz i tylu Cię czyta.

Plusik należy się za wycinek z SB.

Precz z sygnaturkami.

Dziękuję, Kosmito. :-)

Bardziej w kierunku wyjaśniania cudacznych rzeczy? Nie spodziewałam się takich reakcji, ale mnie cieszą. Rozumienie świata jest fajne.

Porównanie do Kinga w tym kontekście raczej nie jest komplementem, ale może być trafne w rzemieślniczym aspekcie. Tylko że ja wiem, że czegoś mi jeszcze brakuje, i szukam tego czegosia w ilości. Jak zbiorę wystarczająco dużą próbę, to będę wyciągać wnioski. ;-)

Nie ma co zazdrościć, trzeba brać się do pisania. :-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Jurorze-Wiktorze-Chodzący-Po-Wodzie. :-)

Babska logika rządzi!

Zaświadcza się, że Finklowie napisali naprawdę dobre opowiadania.

Jest ono lekkie, czyta się fajnie. Tekst pozornie żartobliwy kryje w sobie wcale zauważalną nutę powagi. Co prawda, wolałbym ten tekst w konwencji już takiej naprawdę stricte humorystycznej, gdzie ten gorzki przekaz byłby nieco mocniej ukryty (wbrew pozorom, moim zdaniem owa gorycz wybrzmiewa wtedy mocniej, naturalnie, jeśli czytelnik łaskawie się do niej dokopie). Nie jest to jednak zarzut, ale indywidualne preferencje CM-a, marudzę zaś głównie dlatego, że jako oficjalny członek Stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków mam przecież swoje obowiązki.

Na pewno duży plus za zróżnicowanie w tekście. Ta różnorodność nie była Ci tu przecież niezbędnie potrzebna. Tekst nie jest zbyt długi, napisany lekko, momentami żartobliwie (nieuleczalna przypadłość Finklów :)), więc i nie było tu wielkiego ryzyka, że może znużyć. Tym fajniej jednak, że się na różnorodność zdecydowałaś, bo to na pewno wartość dodana opowiadania. Świetnie się czyta takie wstawki, jak choćby nawiązanie do SB czy pewna parodia artykułu sponsorowanego.

Słowem, naprawdę dobra lektura.

Bym zapomniał. Uważam, że tekst uzupełniony jego opcjonalną częścią staje się znacznie wartościowszy.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dziękuję, CM. :-)

Cieszę się, że tyle zalet znalazłeś w tekściku.

O, to ciekawy motyw – iść w stronę humoru. Mówisz, że skoro nie da się zwalczyć sztormu, to lepiej płynąć z nim pod pełnymi żaglami?

Bo z wybrzmiewaniem przekazu to na dwoje babka wróżyła – może i zabrzmi mocniej, ale mniej ludzi się do niego dokopie.

Czyżbyś awansował na oficjalnego członka? Za jakie zasługi? ;-)

Zróżnicowanie było mi potrzebne. Jeden wątek mówi o poziomie mikro (niezbyt ciekawym dla mnie), drugi – o makro (i tu się naprawdę dzieją rzeczy).

Cieszy mnie kolejny głos za “wiedzieć więcej”. Nie ukrywajmy – wielu z nas sięgnęłoby po owoc z drzewa poznania. ;-)

Babska logika rządzi!

Lektura sprawiła mi przyjemność :) w przeciwieństwie do dań, które spożywał bohater. Tekst jest lekki a temat modnych restauracji, które są modne, bo są modne, ciekawy. Fajnie też podkreślasz wytrwałość bohatera w kontakcie z dziewczyną (choć osobiście uważam, że większość by darowała ją sobie dość szybko).

Jednak to, co mi się najbardziej spodobało, to kolejne wariacje na temat dań. Automatycznie zastanawiałam się, jak one smakowały, ale szybko przestałam – wydawało się to nazbyt ryzykowne (zarówno dla mojego żołądka, jak i ducha). Tekst natomiast wydawał mi trochę za spokojny. A przynajmniej do momentu, gdy nie przeczytałam:

Ze ścian natychmiast wysuwają się przegrody, blokując widok.

I w tym momencie zapaliła mi się czerwona lampka. Moment. Po co restauracja ma coś takiego? Dlaczego jest przygotowana na taką okoliczność? Co więcej, wyjaśnienie w pierwszym komentarzu nawet pokryło się z moimi domysłami, choć kosmicznych wpływów to się nie spodziewałam ;)

Dziękuję, Kasjopejatales. :-)

Miło mi, że lektura była przyjemna.

Dania nie miały być przyjemne. Sama też nie chcę żadnego próbować. :-)

Widać Tomkowi na niej naprawdę zależało. A ona dostawała całkiem możliwe rzeczy, więc wydawało jej się, że chłopak marudzi i się nie zna.

Ano, ta restauracja zdaje się sprawę, że goście dostają świństwa, ale zależy im na PR.

A jakie wyjaśnienie wykombinowałaś, jeśli nie kosmiczne? ;-)

Babska logika rządzi!

Miałam raczej wrażenie, że jest to eksperyment społeczny, którego celem było sprawdzenie, w jakim stopniu ludzie podatni są na propagandę i jak można byłoby to wykorzystać. Jak daleko można się posunąć, by utrzymać sprzeciw na najniższym poziomie? Właśnie dlatego myślałam raczej o przyziemnej organizacji, która chce albo zwiększyć zarobki, albo osiągnąć jakiś innego, bardziej niecny cel.

Co więcej, te niemal wyłącznie pozytywne opinie na temat restauracji, skojarzyły mi się trochę z bajką „Nowe szaty króla”. Wszyscy wiedzą, że król jest nagi, ale nikt nie ma odwagi tego przyznać. Wolą udawać, niż wyjść przed szereg. Podobnie jak bywalcy restauracji: bo przecież to jest modne, przecież wszyscy się zachwycają – więc co z tobą jest nie tak? I niby bohater po części próbuje jakoś zasygnalizować, że coś tu nie gra, ale ma także powody, by nic nie mówić.

Też ładna koncepcja.

Podoba mi się ta analogia między nowymi szatami króla a modą. Coś w tym jest…

Ale kazałam owieczkom grać znacznie bardziej niebezpieczną rolę niż niewinne badania socjologiczne. <śmieje się jak filmowy szalony szwarccharakter>

Babska logika rządzi!

:) A ja mam trochę problem z rozwiązaniem „na kosmitę”. Nie wiem w sumie dlaczego, ale chyba po prostu mnie rozczarowują.

I uwaga, bez spojlerów się nie obejdzie. Oglądałam kiedyś ciekawy, oszczędny w formie film: Circle (2015); ale taki 5/10. Wszystko wskazywało na eksperyment psychologiczny. Mimowolnie zastanawiałam się, skąd wzięli się ci ludzie, co ich łączy, dlaczego właśnie oni, a przy próbowałam uzasadnić (bądź nie) podejmowane przez nich decyzje (w bardzo skrajnych warunkach). No, a przynajmniej tak było, przez około 95% filmu, aż do finału gdzie… tak, to wszystko sprawka kosmitów (?!). Właśnie dlatego takie rozwiązania, nie są moimi ulubionymi. Bo zwykle, ale nie zawsze, rozczarowują.

Ciężka sprawa, ale obyczajowa część opowiadania naprawdę mi się podobała. Całkiem sprawnie potrafisz pisać o relacjach międzyludzkich. Co prawda para jest stereotypowa, ale wyrazista i wzbudzająca uśmiech, niejednokrotnie. ;)

Naukowe wstawki mniej mnie pasjonowały, ale odpowiednio przerywają i dozują naszą parę, w końcu wszystkie sceny odbywają się w restauracji, więc bez przerywników człowiek szybko by się znudził.

Dobrze to zaplanowałaś.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Kasjopejatales, OK, rozumiem. Kosmici trochę są jak magia – można nimi wszystko wytłumaczyć. Ale chciałam mieć realne niebezpieczeństwo, które wynika z tego, że ludzie łykają modę jak gęsi.

 

Dziękuję, Darconie. :-)

Sprawa faktycznie ciężka, bo dla mnie goły wątek parki w knajpie byłby nudny. To właśnie szersze tło, IMO, nadaje opisom związku sens. Bez tła nie ma powodu, żeby pokazać właśnie tę dwójkę (dla mnie nieciekawą jak wszystkie inne dwójki).

Babska logika rządzi!

…i już wiemy, że Finklę ciekawią tylko związki grupowe,. więcej niż dwójki.

 

No no, ja nie poznaję koleżanki. Diaboł!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ech, coś mi mówiło, żeby doprecyzować tamto zdanie. Ale do Darcona pisałam, doszłam do wniosku, że dobrze zrozumie.

Otóż, Rybko, trójkąty mogą być ciekawe. W wykonaniu Agaty Christie. I nie, wcale nie musi być jednym z rogów. A orgie w literaturze… No, nie znam. To nie ja w końcu organizowałam konkurs o 50 ryjkach. ;-p

Babska logika rządzi!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Która część mojej wypowiedzi Cię nie przekonała?

Babska logika rządzi!

Ta o byciu jednym z rogów ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Grillbar Galaktyka wmalej wersji. Podobalo sie, bardzo.

O, ile nowych komciów. Dziękuję wszystkim. :-)

 

Jurorko-Żonglerko, kolejny pasujący obrazek. :-)

 

Psycho, widać każdy sądzi po sobie. ;-)

 

Pawelku, “Grillbar”, powiadasz? Może i tak, dawno czytałam. Grunt, że się podobało.

Babska logika rządzi!

Chyba ty!

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No, ja też. I ja bym nie chciała oglądać zabaw trójkąta, w których bierze udział Agatka.

A poza tym, jesteś u pani! ;-)

Babska logika rządzi!

Jaka Agatka?

 

Oj, Finkla, Finkla, ty tu coś kręcisz i to nie są lody…

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jaka, jaka… No przecież mówimy o Agacie Christie. To Ty odwracasz kota ogonem, aż boję się myśleć, do czego potrzebujesz tył kota. ;-)

Babska logika rządzi!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A, w celu przeniesienia. OK, mogło być gorzej. ;-)

Babska logika rządzi!

Cholera, pół dnia człowieka nie ma i komentarzy tyle, że nie można znaleźć własnego wpisu. ;)

Cieszę się, że tyle zalet znalazłeś w tekściku.

I ja byłem zadowolony.

Mówisz, że skoro nie da się zwalczyć sztormu, to lepiej płynąć z nim pod pełnymi żaglami?

No ba! Wszystko wokół Ciebie wysyła sygnały: brnij w humor!… A ta się uparła i nie! ;-)

Bo z wybrzmiewaniem przekazu to na dwoje babka wróżyła – może i zabrzmi mocniej, ale mniej ludzi się do niego dokopie.

To prawda. Choć ja uważam, że tu sytuacja może być trochę bardziej złożona. Jeśli komuś nie będzie się chciało kopać, to i niespecjalnie mu zależy, żeby znaleźć. W takim wypadku nawet, gdy ten przekaz jest bardziej widoczny, to dla części czytelników nie ma to większego znaczenia.

U takiego Pratchetta (skoro inni Cię nim atakują, to ja też chcę ;-)) fajna jest pewna uniwersalność. Kto ma ochotę na humor, dostrzega jedynie pierwszą warstwę. Kto oczekuje czegoś więcej, ten kopie nieco głębiej. I koniec końców wszyscy zadowoleni. :)

Czyżbyś awansował na oficjalnego członka? Za jakie zasługi? ;-)

Kryzys jest. Nie ma kto płacić składek. ;-)

A tak naprawdę to zapomniałem, co mam wpisane w sygnaturce. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

A ctrl + F nie działa? ;-)

Ja się uparłam na humor? Ja nieśmiało czasami próbuję napisać coś nieśmiesznego. Z mizernym, na ogół, skutkiem.

Hmmm. Z tym humorem i przekazem to może jest tak, że najłatwiej ukryć brylant w kupce szkła. Człowiek czyta sobie, napotka dowcip, zrozumie, zaśmieje się… I dalej nie szuka, bo puenta już była, czego chcieć więcej?

Faktycznie – związek między kryzysem a liczebnością Stowarzyszenia Malkontentów powinien być oczywisty. ;-)

Babska logika rządzi!

A ctrl + F nie działa? ;-)

Nie jest kompatybilny z moim, działającym w trybie ekonomicznym, mózgiem. ;-)

Ja nieśmiało czasami próbuję napisać coś nieśmiesznego. Z mizernym, na ogół, skutkiem.

No widzisz. I na co Ci to? ;-)

A mogłaś zostać samozwańczym obrońcą humoru. Swoją drogą, zdaje się, że na prawie setkę opowiadań w konkursie całe trzy są humorystyczne (jeśli wierzyć tagom).

Humor trzyma się mocno! ;-)

Z tym humorem i przekazem to może jest tak, że najłatwiej ukryć brylant w kupce szkła.

Nom. Trochę prawdy w tym jest. A jeśli się dobrze zastanowić to chyba nawet więc, niż by się chciało.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Mózg jak mózg, ale poniewczasie przyszło mi do głowy, że nick masz za krótki. Wyłapiesz wszystkie cmoknięcia, zanim odnajdziesz siebie.

Na co mi to? Na porywanie czytelnika w taki sposób, w jaki robią to tragicznie poważne teksty.

Brylant w szkle. Przecież głupot bym nie pisała, nie? ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, dobrze napisane, piołunowe ciasteczko! :-) Forma akuratna na jeden kęs. Po przeczytaniu pierwszych trzech zdań zrobiłam sobie mocną, miętową herbatę do zapijania Twoich wizji, żeby przypadkiem się nie urzeczywistniły.

Uważny, kapitalny obserwator z Ciebie. Fabularnie jak zwykle mucha nie siada. Lubię takie Twoje opowiadania i chyba wolę od tych z zamorskich krain. Postaci, dialogi są jak żywe. :-)

 

Poniżej fragmenty, zdania, które szczególnie mi się podobały:

* Kawa zapachu anchois ze słodką nutą, bo barwę z trudem zaakceptowałabym, jest brrr. Oby mi się nie śniła! i tylko dlatego nie wypiszę innych, podobnych. :-)

* Majsterszyk z kaburą w formie piersiówki.

* A te konkluzje jakie są mega fajne :-)

ambasady biegunki i konsulatu wrzodów na żołądku

Obraża się. Bańka jej milczenia wypełnia całą Ambasadę, a potem przelewa się na ulicę. Ludzie zwalniają, jakby szli pod prąd rzeki, rzeki gniewu

Prawo naczyń połączonych plus cała fizyka kwantowa na dokładkę to pikuś w porównaniu z rozmytą logiką płci pięknej.

 

Nad jednym fragmentem się zastanawiałam Przytrzymał mnie. Piszesz generalnie w czasie teraźniejszym i niekiedy naturalnie przechodzisz do przeszłego (ostatnia scena), natomiast w tym jednym  miejscu zdawało mi się, że też chyba byłoby warto, lecz może to subiektywne odczucie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja pitolę, aż tak głupo jesteśmy, że nam każdy kit wcisnąć można? ;)

Podobało mi się, uśmiało mi się. Fajne wstawki z prasy i SB. Dobry pomysł z drugim zakończeniem w pierwszym komentarzu. Cymesik, lepszy niż małosolna lemoniada ;)

A potem, jak już człowiek przestaje chichotać, to zaczyna się zastanawiać nad naszą, ludzką kondycją i przestaje być zabawnie.

Dobre opko Ci wyszło :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O, dwa komcie w jednej minucie. Dzięki, dziewczyny! :-)

 

Asylum,

Uważaj z piołunowymi ciasteczkami. Lepiej poprzestać na oglądaniu i wąchaniu. ;-)

I jak, zapijanie wizji pomogło w ich zabijaniu? ;-)

Dziękuję za pochwały, ale z fabułą to już przesadziłaś. Tu jej prawie nie ma. No, w połowie tekstu.

Miło mi, że znalazłaś tyle przyjemnych dla oka zdań i fragmentów.

A nad którym się zawahałaś?

Tak w ogóle, to najpierw zaczęłam pisać w czasie przeszłym, ale potem zmieniłam na teraźniejszy.

 

Irko,

Tak, jesteśmy aż takimi głąbami. Podpisano: kobieta, która nie lubi piwa ani kawy (bo są gorzkie), i nie może zrozumieć, że inni też nie lubią, ale piją piwo z sokiem, zamiast po ludzku strzelić sobie drinka.

Cieszy mnie, że lemoniadka smakowała, a na dnie znalazłaś refleksję. ;-)

Babska logika rządzi!

I tam, to a’propos fabuły. Dla mnie jest, kiedy mamy do czynienia z kilkoma scenkami i rozwojem sytuacji. Tak sobie definiuję fabułę w opowiadaniach, zwłaszcza krótkich.

 

A miejsce jest z początku:

“…Chyba ślepy z ADHD, dodałem w myślach. – Bardzo śmiałe wzornictwo. Mocna rzecz. Mimo wszystko wolę patrzeć na ciebie.

Przynajmniej to ostatnie jest prawdą. Ola ma niesamowicie harmonijną twarz. Wszystko w niej jest piękne – od owalnego kształtu całości po delikatne wygięcie brwi. Uśmiechem może sterować moim ciśnieniem…”

 

Tu masz myśl wyróżnioną kursywą i potem w narracji już przemyślenia idą jako mpz, ale ok, bo w całym tym fragmencie jest czas teraźniejszy. 

Ale w wyboldowanym, jakby się prosiło „było”, zwłaszcza, że bohater odnosi się do swoich wcześniejszych słów, jednak sama nie wiem, jam nie specjalista, tak na ucho i rozbieg.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, skoro widzisz fabułę, to niech Ci będzie. ;-)

Jest czy było? IMO, jedno i drugie się nada. “Było” pasuje, żeby podkreślić, że już zostało wypowiedziane i wtedy było prawdziwe. “Jest” – że Ola nadal jest bardzo ładna i zdanie pozostaje w mocy.

BTW – widzę, że została pamiątka po czasie przeszłym: “dodałem”.

Tak czy siak – kazali odłożyć długopisy, nie będę zmieniać.

Babska logika rządzi!

Wyłapiesz wszystkie cmoknięcia, zanim odnajdziesz siebie.

Dlatego wolę szukać ręcznie. Znajdź ścianę tekstu, upewnij się, że to nie Thargone ani Maras i jesteś w domu. ;-)

Na porywanie czytelnika w taki sposób, w jaki robią to tragicznie poważne teksty.

Co w praktyce i tak oznacza w Twoim przypadku salwy śmiechu, więc… ;-)

Przecież głupot bym nie pisała, nie? ;-)

No mam nadzieję. To moja działka! :D

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Też niezła metoda. ;-)

Salwy śmiechu cosik wykluczają nominacje do pióra. Nie rozumiem zjawiska, ale tak jest. Chociaż podobno rozbawienie czytelnika to taka trudna sprawa…

Oj tam, oj tam. Ogrodzona nie jest, każdy może wejść. ;-)

Babska logika rządzi!

Też niezła metoda. ;-)

I zwykle całkiem skuteczna. ;)

Salwy śmiechu cosik wykluczają nominacje do pióra

Nie tylko. Nawet w konkursie trzeba najpierw zerknąć na to, kto jest w jury i dopiero wtedy ewentualnie porywać się na humor.

Nie rozumiem zjawiska

No to jest nas dwoje. ;)

Ogrodzona nie jest, każdy może wejść. ;-)

Ech… Czyli nici ze sprzedawania biletów… ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Salwy śmiechu cosik wykluczają nominacje do pióra. Nie rozumiem zjawiska, ale tak jest.

Coś w tym jest i też nie rozumiem zjawiska ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

CM, Ty wiesz najlepiej, gdzie się szukać.

Kto by nie był w żurach, trudno znaleźć kogoś zgłaszającego śmieszne teksty. Buuu!

Jak się okazuje – już troje!

Ogrodź tę działkę i nikogo tam nie wpuszczaj! To powinno zmienić świat na lepsze.

 

Irko, witaj w klubie. :-)

Babska logika rządzi!

Kto by nie był w żurach, trudno znaleźć kogoś zgłaszającego śmieszne teksty. Buuu!

Ale przynajmniej na wyróżnienie można zapolować jak się trafi na Finklów albo Beryla. ;-)

 

Swoją drogą, jesteście w Loży to czego tych tekstów nie nominujecie? :-)

I tak, wiem, że to pytanie zaraz obróci się przeciwko mnie. ;-)

Ogrodź tę działkę i nikogo tam nie wpuszczaj! To powinno zmienić świat na lepsze.

Ale to się kłóci z moim chronicznym lenistwem. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Salwy śmiechu cosik wykluczają nominacje do pióra. Nie rozumiem zjawiska, ale tak jest.

Coś w tym jest i też nie rozumiem zjawiska ;)

 

Irko, Myślę sobie, że stoją za tym przekonania ( w sensie wyobrażenia o dobrym opku, że musi być tragiczne, że mocne=dosłowne, że ironia nie jest w cenie, w końcu bądźmy POWAŻNI). :-)

Pytanie tylko, co zmienia świat?

 

CMie, Finklo, w kwestii humoru staję za Wami murem! I za Tobą, Irko, witaj  w klubie. :DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jeśli się nie jest Finklami… A na wyróżnienie Beryla trzeba długo czekać. Nie każdemu starcza cierpliwości.

Gdybym trafiła na tekst, który wywoła we mnie salwy śmiechu (pomijam Grafomanię, bo to jednak nie uchodzi), to nominuję. Tylko że mnie niełatwo rozbawić. :-/

Czekaj, coś mi się tu nie zgadza… Przecież robota lubi głupiego?

Babska logika rządzi!

I Asylum dołączyła do nierozumiejących zjawiska. Jeszcze chwilka i okaże się, że mamy większość. Także w sejmie i europarlamencie. ;-)

Babska logika rządzi!

Jeśli się nie jest Finklami…

Nom. Ty masz trochę trudniej. ;-)

A na wyróżnienie Beryla trzeba długo czekać.

Wystarczy, żeby zaczął sypać dodatkowymi książkami i wtedy się trochę mobilizuje. :)

Czekaj, coś mi się tu nie zgadza… Przecież robota lubi głupiego?

Nie każesz mi tego wyjaśniać, prawda?

I mam szczerą nadzieję, że nie walnąłem żadnego ortografa, bo to paskudne słowo na “k” pozbawiło mnie już dwóch Twoich klików. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ale najpierw trzeba podstępem skłonić Beryla do takiej rozrzutności.

Nie każę.

Dobrze napisałeś.

Przecież to proste: każesz znaczy wygłaszasz kazanie. A jak wierni nie posłuchają, to karzesz – nakładasz kary.

Babska logika rządzi!

Ale najpierw trzeba podstępem skłonić Beryla do takiej rozrzutności.

Ostatnio chyba sam się wystawił. ;)

Przecież to proste

Nie, jeśli masz traumę po dwóch utraconych klikach. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. :-)

Oj, nie płakuniaj. Na polskim nie uczyli, że jak się wymienia na r, to rz?

Babska logika rządzi!

Ja wtedy chorowałem! Na pewno! ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No to teraz zapamiętaj. Szybciutko!

Babska logika rządzi!

Ale nie będzie dyktanda, prawda? ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Karteczki wyjmujemy…

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja nie będę robić dyktand.

Ale co zrobi Psyhofisz…

Babska logika rządzi!

Na szczęście dzięki armii wiem już jak się takie dyktanda rozwiązuje.

Karteczki wyjmujemy…

Przygotować karabiny! ;)

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Żadnych zabójstw pod moim tekstem! Idźcie sobie do pojedynków. ;-)

Babska logika rządzi!

Jakich zabójstw?!

Zamierzałem rozstrzelać karteczki! ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dobra, dobra… Zaraz się okaże, że ktoś akurat tulił te karteczki do piersi… ;-)

Babska logika rządzi!

Nie twierdzę, że potrafię dobrze strzelać, więc… ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

To armię też przespałeś? ;-)

Babska logika rządzi!

No wiesz, prawdziwe lenistwo wymaga konsekwencji. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

A czy w karcerze da się spać? ;-)

Babska logika rządzi!

Myślę, że leń o długoletniej praktyce powinien sobie dać radę. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Muszę wierzyć na słowo. :-)

Babska logika rządzi!

"Prawo naczyń połączonych plus cała fizyka kwantowa na dokładkę to pikuś w porównaniu z rozmytą logiką płci pięknej." Piękne :D

Bardzo lekkie, choć końcówka o działaniu i celu wprowadzenia małosolnej lemoniady dopisana w pierwszym komentarzu dodaje ciężar i niepokój. Bez tego domknięcia byłoby jak dla mnie jednak zbyt otwarte na oścież. :) Spodobały mi się rozkminy głównego bohatera i jego męczarnie w dziwacznej restauracji. 

Tam na początku jest słowo "fraktalowym". Nie powinno być "fraktalnym"?

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję, Szyszkowy. :-)

A czy nie uważacie tak? Że łatwiej zrozumieć równania różniczkowe niż kobiety? ;-)

Że końcówka dodaje niepokój. A jak ma być? Można tańczyć na Titanicu, ale tylko dopóki się nie wie o górze lodowej. Potem to już co najwyżej zalać się w trupa.

Zostawiłam zakończenie uchylone. Kto chce, domknie, kto woli otwarte, zostawi. Taki pomysł na zadowolenie różnych grup czytelniczych. :-)

Rozkminy. No, jakoś sobie musiał biedak radzić. Lubię, kiedy bohater walczy mózgiem.

Fraktal. Ach! To dlatego edytor mi to podkreślał! Człowiek się uczy przez całe życie i głąbem umiera.

Babska logika rządzi!

A czy nie uważacie tak? Że łatwiej zrozumieć równania różniczkowe niż kobiety? ;-)

Może lepiej nie będę odpowiadać. ;) 

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

My potrafimy zinterpretować nawet milczenie.

Na jakiś tuzin sposobów. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo mi się podobało, lekkie a jednocześnie prawdziwe, parę fajnych spostrzeżeń. Niektóre wprost, niektóre zakamuflowane ;) Końcówka, ta z komentarza, świetnie dodaje głębi i ‘dociąża’, wrzuciłabym ją do głównego tekstu. Weird imo nie musi być tak zupełnie bez sensu. Klikałabym, ale już za późno.

Dzięki, Bella. :-)

Miło mi, że się spodobało.

O, a które to te zakamuflowane?

Nie będę wrzucać końcówki do głównego. Sama opcja dania wyboru czytelnikowi wydaje mi się ciekawym pomysłem. No i odbiorcom nie wypada narzekać, że coś niejasne, albo że łopatą wyłożone…

Chyba nikt nie wie, czym właściwie jest, czym powinien być i jak ma wyglądać weird. ;-)

Łooo, pani, kliki to już wczoraj rano wszystkie wyszły. Ale możesz poszukać innych tekstów, w poczekalni tłoczno jak rzadko kiedy.

Babska logika rządzi!

Zakamuflowane? Np. jak Ola krytykuje, że jej chłopak nie ma własnego zdania, a gdy stwierdza ‘idziemy do hamburgerowni’ to się focha ;) (=baby same nie wiedzą, czego chcą :D)

Aaa, no i bardzo mi się podobała wstawka z shoutboxa ;) fajnie się rozszyfrowywało, choć dwóch się nie domyśliłam :p

No, czasami nie wiedzą. Ale nie mów tego facetom. ;-)

Jak chcesz, to wyślę Ci odpowiedzi na PW. A może tutaj ktoś się podzieli wiedzą tajemną. Z którymi problem?

Babska logika rządzi!

Ze skrzatem i Reliefem :) Reszta – w punkt ;) zwlaszcza łłowca mnie rozbawił :) i Ozryrys ;)

No to zaraz wysyłam rozwiązanie zagadki.

Babska logika rządzi!

Przeczytało się samo, uśmiechnęło się samo, poodgadywało trochę z pomocą.

Zacna przyjemność z czytania. Trochę taki “Grillbar Nowa Fantastyka”.

Dziękuję, Fizyku. :-)

Fajnie, że samo się czytało. Niech będzie – fajnie, że uśmiechnęło. ;-)

Jesteś już drugą osobą porównującą to “Grillbaru”. W sumie, fantastyka o żarciu, może się kojarzyć…

Babska logika rządzi!

Taka knajpa na pewno miałaby wzięcie we współczesnym świecie. Zresztą, pewnie już gdzieś istnieje takie dziadostwo, co nie daje nigdy tego, co zamawiasz, a jakieś dziwactwa. ;) Pomysł fajny, wykonanie bez zarzutu. Czytało się dobrze i lektura nie wiedzieć kiedy się skończyła. Choć nie wiem, może główni bohaterowie mnie trochę zbyt wkurzali, by się porządnie nacieszyć tekstem, ale to już takie subiektywne odczucie. Swoją drogą, czy naprawdę ktokolwiek zwraca się do kogokolwiek (poza Ameryką) pełnym imieniem i nazwiskiem? Nie jest to zarzut do opowiadania, po prostu zawsze się nad tym zastanawiam, kiedy widzę coś takiego w polskich tekstach. :)

Dziękuję, Silvo. :-)

No, i na tym problem polega, że by miała wzięcie. Niechby jeszcze się tam pokazał jakiś aktorzyna, to już pozamiatane…

Fajnie, że dobrze się czytało.

Nie wiem, czy ktoś się tak zwraca. Chciałam, żeby dziewczyna była zmanierowana.

Babska logika rządzi!

Też uważam, że zdecydowanie wersja z pełnym zakończeniem. Niedopowiedzenia bywają fajne, ale jednak tu byłoby ono zbyt duże.

Co ponadto? “Finkla i obyczajówka??” – pomyślałem sobie. I tak czytam, czytam, no w paru miejscach coś tam sztucznie wyszło. Ale doszedłem do momentu z wężykiem w rękawie i stwierdziłem, że jednak – samo życie :P .

Jak ma się nawyk czytania przynajmniej dużej części komentarzy, to ciężko dodać coś nowego. Standardowo ciężko się przyczepić do wykonania. Na pewno widać Twój lekki i wyrażający pewien dystans do rzeczywistości styl. Zastanawiam się czy właśnie ten dystans nie powoduje “efektu przymrużonego oka” w Twoich opowiadaniach. Zresztą mnie to akurat nie przeszkadza, jak napisałem, traktuję to jako element stylu, a to chyba dobrze, mieć swój styl.

A z drugiej strony, możesz też przestać z tym walczyć, odpiąć wrotki i pisać szalone humoreski ;D

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Bardzo mi się podobało opowiadanie, Finklo. Doceniam w nim lekką narrację w pierwszej osobie. Tomek był tu fajnym gawędziarzem. Swoją drogą, nie pierwszy raz widzę u Ciebie tak zręcznie skrojoną stylizację językową. Doceniam także pomysłowość w utworze. Kto by pomyślał o tylu dziwnych połączeniach kulinarnych?! A że był to w dodatku spisek Obcych, to bardzo ładny motyw – spisek jest dobry na wszystko. Ogólnie wyszedł tu pastisz współczesnego świata i jak nie przepadam zazwyczaj za taką formuła, tak u Ciebie mi się podobało, bo opowiadanie zostało lekko napisane. (Ja tu widzę wiele groteskowości, ale być może ten humor nie był planowany jak przy innych tekstach?)

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Dziękuję nocnym markom. :-)

 

Bail,

Wężyk w rękawie to dla Ciebie samo życie? Wolę nie wiedzieć, jakie knajpy odwiedzasz. ;-)

Tak, to ten dystans powoduje efekt niezamierzonego humoru. Nie mam nic przeciwko lekkości bytu tekstu, ale ten dystans to bym chciała umieć skracać.

Szalone humoreski są fajne, ale co było w konkursie czwartkowych? Jurki zabronili heheszek. Bodajże w zamianie też jest zastrzeżenie, że to ma nie być po prostu dla jaj. Jak żyć?

 

Mersejku,

Miło mi, że Ci się podobało.

O dziwaczne rzeczy (nie) do jedzenia pytałam w wątku pomocowym, więc to nie tylko moje pomysły. Ja w kuchni się słabo orientuję.

Humor nie był planowany. Z niemożnością zrozumienia Oli, dogadania się z nią celowałam w próby walki Kafkowego K. ze światem. Gdyby humor był zamierzony, umieściłabym go w tagach. Ulubiona emotka Baila.

Babska logika rządzi!

No to zaraz wysyłam rozwiązanie zagadki.

To ja też chcę, bo niestety, mimo usilnych starań, zagadek trochę mnie przerósł. ;)

Zestaw niewiadomych ten sam. ;)

 

EDIT:

Humor nie był planowany.

Według mnie możesz już spokojnie zacząć umieszczać to zdanie w przedmowach. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No to może ogłoszę, co chciałam dopisać przy wypowiedzi Reliefa, ale zapomniałam:

Córka, od kiedy ty pijesz wino? Musimy poważnie porozmawiać.

Mam nadzieję, że to rozwiewa wątpliwości. Skrzata zaraz wysyłam.

Edytka: Dobry pomysł. Jak nie zapomnę, to przy mitologicznym tak zrobię.

Babska logika rządzi!

Mam nadzieję, że to rozwiewa wątpliwości.

Zdecydowanie. ;)

Za skrzata podziękował.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dłobiazg.

Babska logika rządzi!

Dobra ta Twoja lemoniada, taka nie za słona :).

Bardzo fajne opowiadanie. Tu śmiechłem:

Chyba ślepy z ADHD

a potem poleciało. Tempo jest szybkie, ciekawy pomysł, na plus wplecione elementy, a to z miesięcznika, a to artykułu, a to wywiadu. One jeszcze bardziej podkręcają szybkość przelatywania przez tekst. No i shoutbox z NF też zacny :).

Bardzo podoba mi się tytuł opowiadania i tej knajpy.

Ogólnie bardzo relaksująca lektura, szkoda, że taka krótka.

 

PS. Jestem pod wrażeniem ilości komentarzy :) 121 w trzy dni? Nieźle. Choć przez to skrolowałem chyba z pół godziny, żeby napisać komentarz :)

 

Psze Edfarda, to Finkla jest, krulufka komciów.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziękuję, Edwardzie. :-)

Cieszę się, że lemoniada zasmakowała. Tylko nie pij tego za dużo, może zaszkodzić. ;-)

Śmiech to zdrowie, nikomu nie zamierzam żałować. Chociaż w zamierzeniu to nie miał być zabawny tekst. Ale, skoro relaksuje, nie będę marudzić.

Shoutbox chyba wszystkim się podoba. :-)

No, komentarze ładnie idą – czytelnicy dopisali w tych ciężkich czasach zalewu Kawkami. ;-)

 

Psycho prawdę gada. Dzięki. Ale rekord w liczbie komentarzy nie należy do mnie – to już legenda. :-)

Babska logika rządzi!

Wężyk w rękawie to dla Ciebie samo życie? Wolę nie wiedzieć, jakie knajpy odwiedzasz. ;-)

Nie, odwieczne podchody damsko-męskie, żeby sprostać swoim wzajemnym oczekiwaniom i przetrwać – to jest samo życie :P

Ale Relief, że rzeźba, czy że ulga ^^ ? No i gdzie ja bym tej alkoholiczce wino wypominał, to już z dekadę za późno ;D

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

A, że takie podchody trzeba stosować… No, jak napisałam – po to mężczyzna ma rozum… ;-)

Relief że ulga. A co właściwie miało znaczyć bailout?

Takżeś wychował. Twoja ulubiona emotka.

I moja: ;-)

Babska logika rządzi!

Zacytuję sam siebie:

Dawno, dawno temu, kiedy rejestrowałem się na portalu, namiętnie czytałem pewien blog okołoekonomiczny, gdzie autor wciąż pisał o "bailoutach", czyli ratowaniu banków dotacjami przez państwo. Taki trochę nick ni z gruchy, ni z pietruchy w sumie :D

¯\_(ツ)_/¯

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

No, czyli w obu przypadkach angielska pomoc finansowa. Nie rozumiem, czemu taki problem z odgadnięciem. ;-)

Babska logika rządzi!

Piękna satyra na media, liderów opinii, influencerów. Smaczne – w przeciwieństwie do tej lemoniady.

Dziękuję, Introgliceryno. :-)

Lemoniada jeszcze nie była taka zła. W smaku, znaczy. ;-)

Miło mi, że się spodobało.

Babska logika rządzi!

Przyjemny, lekki i nawet zabawny tekst. Mail międzygwiezdny całkowicie zmienił mi jego odbiór.  Podobały mi się wstawki z artykułów, wywiadów itp. Liczyłem na dobrą lekturę i co tu dużo mówić, nie zawiodłem się :).

Dziękuję, Patryku. :-)

Miał zmienić, jako i świadomość różnych okoliczności zmienia postrzeganie sprawy.

Cieszę się, że nie zawiodłam.

Babska logika rządzi!

Co tu napisać po tylu komentarzach :)

Moja dietetyczna kasza gryczana z burakiem wydaje mi się teraz przepysznym daniem ;)

Świetne się czytało. Dobra rzecz umieć pisać lekko o niewesołych sprawach.

Taki obrazek z życia ludzi XXI wieku.

Podobało mi się :)

Dziękuję, Matko Chrzestna. :-)

A pisz, co chcesz.

Cieszę się, że poprawiłam smak dietetycznych potraw. Tego efektu się nie spodziewałam. :-)

Ano, umiem pisać lekko. ;-/

Fajnie, że się podobało.

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dzięki, Anet. :-)

Kamień z serca! ;-)

Babska logika rządzi!

Komentarz nominacyjny :-) Z wiadomych okoliczności przybywam, aby napisać kolejny komentarz, który być może lepiej usprawiedliwi moją nominację do piórka. Pragnę wspomnieć tylko, że jestem prostym człowiekiem, nie literatem i nie intelektualistą. Zatem, moja opinia może być niewybitna. Poza tym postaram się odnosić do mojego wcześniejszego komentarza.

 

Bardzo podobało mi się opowiadanie. Doceniam w nim lekką narrację w pierwszej osobie. Tomek był tu fajnym gawędziarzem. Swoją drogą, nie pierwszy raz widzę u Finkli tak zręcznie skrojoną stylizację językową. Moim zdaniem autorka ma naprawdę dobry słuch, jeśli mowa o pisarskim aspekcie znajomości języka mówionego. Ale samo słyszenie nie załatwia sprawy, trzeba to jeszcze umieć ładnie zapisać. Oto fragment z początku utworu:

 

Rozglądam się. Na ścianach dzikie wzory: spirale, łąki fraktalowych kwiatów, wzory, które zdają się migać i przemieszczać, chociaż zwyczajnie je namalowano, iluzje optyczne… A wszystko w oczojebnych, psychodelicznych kolorach. Na stworzenie tych bohomazów musiało pójść więcej kwasu niż farby. Po kilku godzinach w tej kawiarni mógłbym zabić, szczególnie zagryźć. Albo oszaleć. Najprawdopodobniej jedno i drugie

 

Doceniam także pomysłowość w utworze. Kto by pomyślał o tylu dziwnych połączeniach kulinarnych?! Na samą myśl mdli w żołądku. Z początku traktowałem ten element jako czysty absurd, lecz autorka wspomina, że dokonała małej sondy wśród portalowiczów w celu wyszukania dziwnych połączeń kulinarnych. Pomysłowe i przepracowane rozwiązanie. A że był to w dodatku spisek Obcych, to bardzo ładny motyw – spisek jest dobry na wszystko. Pół żartem, pół serio, lubię takie motywy lekko podchodzące pod teorie spiskowe, a żeby wyrazić się inaczej, doceniam poważne potraktowanie zgoła niepoważnego motywu. Bardzo fajny sposób na realizowanie fantastyki, moim zdaniem.

Ogólnie wyszedł tu pastisz współczesnego świata i jak nie przepadam zazwyczaj za taką formułą, tak u Finkli mi się podobało, bo opowiadanie zostało lekko napisane. Oto fragment:

 

– Heloł! Jestem bloggerką kulinarną. Muszę pokazywać to, co jest na topie, a nie dania z pamiętniczka Ćwierczakiewiczowej! Czas czerniny i ruskich pierogów już minął. Ambasada Smaków to przyszłość. Czy ty w ogóle wiesz, kto bywa w tej kawiarni?

 

Ten element utworu jest ciekawy. Autorka łączy w nim dobry słuch literacki wraz pomysłowością i powstaje z tego obrazek ilustrujący bolączki współczesnego świata. Moim zdaniem ta ilustracja wyszła bardziej z opowieści niż z publicystycznego wyrazu odautorskiego. Dlatego chciałbym to docenić.

Na koniec, choć nie mniej ważne, kompozycja utworu została przepleciona wstawkami prasowymi i nie tylko takimi. To dodało groteskowości, ale uwypukliło przede wszystkimi kreację świata, dzięki czemu była bardziej przekonująca.

 

Bardzo fajne opowiadanie :-)

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Mersejku, dzięki za powtórny komentarz. :-)

Wygląda bardzo okazale, acz mam wrażenie, że główne tezy zawarłeś w pierwotnym. Ale i tak bardzo cieszy.

Dużo piszesz o stylu. Tak właściwie, to styl Tomka jest bardzo zbliżony do mojego własnego. Być może dzięki wstawkom lepiej widać jego powszedniość.

Babska logika rządzi!

Chyba muszę zaprzestać spamowania na sb o żarciu. ;>

Naprawdę fajne, lekkie, zabawne. Nieco absurdalne, ale raczej w tonie łagodnego ześwirowania na wesoło, a nie twardych rozkmin o strukturze materii i czasu. Jako że teksty konkursowe na ogół poruszają tematykę ciężką i poważną, naprawdę przyjemnie było tu zajrzeć po lemoniadę małosolną (a fuj!).

Wprawdzie dość szybko domyśliłam się, o co będzie potencjalnie chodziło z tą lemoniadą, jak i całą resztą paskudnego żarcia, ale nie ujmuje to opowiadaniu uroku. Ostatni fragment w komentarzu przeczytałam, osobiście również uważam go za raczej fakultatywny niż obligatoryjny dla treści. Trochę rozbijał skorupkę tego jajka, by łatwiej było dogrzebać się do żółteczka, ale żółteczko wciąż pozostawało smaczne, więc nie mam nic przeciwko. Językowo jak u Ciebie, solidnie i nienagannie, tu i ówdzie z przebłyskiem clever myśli. W warstwie fabularnej: sama idea stojąca za Ambasadą Smaku jest solidna i trzyma się kupy, pozwalając sobie na lekki żart z teorii spiskowych foliarzy etc., ale nie schodząc przy tym w mniej lotne obśmiewisko. Jeżeli mogę się do czegoś przyczepić, to do raczej uproszczonych charakterów i kliszowej relacji: ona wydziwiająca i sfochana, on cierpiący w milczeniu, bo przecież ona taka piękna, a on taki mężczyzna. Natomiast rozumiem, że była to podstawa do obudowania tej historii – bo przecież w innym wypadku bohater sam by do Ambasady nie poszedł. Rozumiem też, że ludzie wczesnozakochani w istocie tak się zachowują. :D

Bardzo przyjemna krótka forma, chciałam wbić jej klika, ale nie zdążyłam – i mnie to nie dziwi.

Dziękuję, Jurku-Wiktorze. :-)

Nie, dlaczego? Sam Rrybak nie wystarczy, żeby zabawnie ciągnąć temat. ;-) Zróżnicowanie jest fajne i zdrowe.

Lemoniada nie jest napojem ciężkostrawnym, to i tekst wyszedł lekki. To pewnie przez te bąbelki.

Żółteczko to podstawa i główne źródło wartości odżywczych w jaju.

O tak, wczesnozakochani to dziwny gatunek, straszliwy w swoim zaślepieniu.

Miło czytać te wszystkie pochwały. Cieszę, że udało się zakwalifikować do antologii. Choćby i na ostatnim miejscu… :-)

Babska logika rządzi!

Leciutki absurd czy wycinek utopijno-dystopijnego świata? Można by się zastanowić, gdzie lepiej pasuje taka knajpa.

Największym ‘ugh’ jest dla mnie dosłowność hasła. Ale o tym później.

Początkowa reklama narzuca tempo całemu opowiadaniu – będziemy szukać najbliższej Ambasady. Ryzykownie. Gambit spojlerowy może zniechęcać, z drugiej strony prowokacyjna natura mediów ma swój uzasadniony cel. Takie otwarcie ma w sobie dużo potencjału: może zburzyć pierwotne założenie egzotyki i jej poszukiwania; może odwrócić i oszukać czytelnika w jakiś ciekawy, naprawdę absurdalny sposób – stąd moje lekkie rozczarowanie, że tak się nie stało, a Ambasada była rzeczywistą ambasadą, w której były tylko smaki. Ich dziwność była do przewidzenia, co było kontynuacją mojego początkowego ‘ugh’.

Świat jest stosunkowo normalny, kubki smakowe pracują normalnie (bohater się brzydzi, co nie jest niczym niespodziewanym), straszaki są normalne (pająki), bohater nieustannie komentuje swoją niedolę (a więc reaguje normalnie, bo jednak cierpi). Sama narracja ambasadowa – wydaje mi się – zyskałaby, gdyby nie była tak uparcie prowadzona za rękę; jest bardzo poukładana, czynność następuje po czynności. Podobają mi się za to wszelkie wtrącenia, i SB (przednia zabawa z użytkownikami, nawet daję dodatkowy punkt za metafiction, zamierzone czy nie) i abstrakt artykułu (który świetnie przywróciłby do rzeczywistości; szkoda tylko, że główny nurt tekstu płynie za mało wartko, by stworzyć dobry kontrast).

Kible, puszczanie pawia, gluty, speluna, obrzygana śmierć – to wszystko budzi wrażenie, jakby narratorem było dziecko (lub ktoś niedojrzały, ewentualnie nieświadomy brudu życia), a nie jestem pewna, czy tak miało być.

Myślę, że najmocniejszą cechą tekstu jest jego prześmiewcza natura (kpina z blogerów, przedrzeźnianie forum). Traktuję to jako celowe przejaskrawienie, taki trochę skrzaci chichot. Bohater ponosi porażkę, ale analogicznie z nieskomplikowaniem konwencji, porażką jest nieudana randka. Jeśli taki był zamiar, to wyszedł całkiem nieźle.

 

Dzięki za udział w konkursie!

Dziękuję, Jurorko Żonglerko. :-)

Media odgrywają w naszej rzeczywistości ważną rolę. Większą, niż dałabym im, gdybym to ja reżyserowała spektakl.

Normalność świata. Raz, że nie bardzo potrafiłabym stworzyć/opisać świat oniryczny, bez żadnych reguł – to nie moja bajka po prostu, nie mam we łbie niezbędnego po temu software’u. Dwa, że w poprzednim absurdalnym konkursie popełniłam tekst, który wyjaśniał się dopiero w końcówce i jury jakoś nie doceniło wysokiej dawki absurdu. Próbuję uczyć się na błędach. :-)

Brud życia. Hmmm. Narratorem jest młody facet, może i nie zna. Ale niewykluczone, że to ja nie znam.

Bohater ponosi porażkę na jednym froncie, ale na innym wygrywa. Pytanie, który jest czy powinien być ważniejszy. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka