- Opowiadanie: Fladrif - Martwy kanał

Martwy kanał

Opowiadanie powstało na konkurs “Kawka z Kafką”, ale opacznie zrozumiałem zasady (o czym zorientowałem się tuż przed wrzuceniem tekstu) i w ten sposób przypadkiem zdyskwalifikowałem sam siebie.

 

W opowiadaniu użyłem słów następujących utworów:

Eurythmics - Sweet Dreams

The Police – Every Breath You Take

Lionel Richie – Hello

Murray Head – One Night in Bangkok

The Pointer Sisters – I'm So Excited

Elton John – I’m Still Standing

 

Omyłkowe hasło to “fuksjowa fantasmagoria”

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Wiktor Orłowski

Oceny

Martwy kanał

Ciężarówka przebijała się przez kolejne wodospady deszczu jak taran. Ulewa była tak intensywna, że Kuba miał wrażenie, jakby ktoś sypał na kabinę żwir z wielkiego wora. Nie widział przed sobą prawie nic, jedynie jezdnię i drzewa po obu stronach drogi. Od kilkunastu minut nie minął żadnego domu ani samochodu, świat wydawał się całkowicie opuszczony, jakby ciężarówka płynęła przez próżnię. Radio, które dotychczas szwankowało, złapało jakąś lokalną stację na nieznanej mu częstotliwości.

– Przed nami Noc Fuksji. – Głos spikera był głęboki i złowróżbny – Wszystkich wyznawców prosimy o nie ściszanie odbiorników.

„Wyznawców”? Chciał chyba powiedzieć „słuchaczy”. Albo facet w radiu się przejęzyczył, albo Kuba był już na tyle zmęczony, że mózg zaczął mu szwankować.

Wyświetlacz radia zmienił kolor na fuksjowy. Z głośnika popłynęła piosenka "Sweet Dreams" zespołu Eurythmics w odrobinę zniekształconym wydaniu. Głos wokalistki był niższy, a rytm wolniejszy, bardziej senny.

 

Some of them want to use you

Some of them want to get used by you

Some of them want to abuse you

Some of them want to be abused

 

Po skończonej piosence nie było kolejnej, spiker również się nie odezwał, tak jakby bez słowa pożegnania skończył pracę i poszedł do domu. Ulewa zelżała nieco, na horyzoncie pojawił się świecący szyld stacji benzynowej. Kuba był prawie w domu.

*

Śniła mu się gorąca, letnia noc. Ciężkie, przesycone ciepłem murów powietrze wypełniało cały pokój. Dusił się nim, jakby ktoś docisnął mu do twarzy przepoconą, wilgotną poduszkę. Za oknem grzmiało, błyskawice migotały na horyzoncie, zwiastując piekło, które miało się rozpętać w przeciągu chwil. Na zewnątrz wiatr tytanicznym wysiłkiem poruszał ciężkie masy powietrza.

Serce podchodziło mu do gardła, a płuca były jak wypełnione pyłem. Musiał wyrwać się z domu, odetchnąć chłodnym powietrzem. Obijając się o ściany ruszył ku wyjściu. Gdy wreszcie otworzył drzwi, czuł się jak tonący, który jakimś cudem wypłynął na powierzchnię. Uścisk zelżał, na chwilę odzyskał trzeźwość umysłu.

Nie znał tego podwórka. Było otoczone ze wszystkich stron wysokim murkiem i przypominało dziedziniec małej twierdzy. Przy ogrodzeniu stała beczka, a murku siedziała jakaś dziewczyna. Jak urzeczona patrzyła na coś, co znajdowało się poza podwórkiem. Wspiął się na beczkę, stanął obok niej i wyjrzał za płot. Na otaczających dom polach, zobaczył… fuksję.

Była czymś pomiędzy cieczą a mgiełką. Falowała gwałtownie kilka centymetrów nad ziemią i przypominała rwącą rzekę. Fuksja chciwie lizała ściany obejścia, jakby za wszelką cenę chciała się dostać do środka i schronić przed nadchodzącą burzą. Wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany, aż kolejny piorun oświetlił to, co kryło się na horyzoncie.

Ogromna fala fuksji nadciągała wraz z burzą. Wysoka na setki metrów przypominała kłębiącą się chmurę, ale sprawiała wrażenie niebywale masywnej, zdolnej zmiażdżyć człowieka samym pędem. Błysnęło jeszcze raz, a fuksja wystrzeliła jeszcze wyżej, zmieszała się z granatem burzy, przyjęła jej impet i rozbłysła wściekle różowymi błyskawicami. Czuł, jak beczka drży miarowo. Dziewczyna zeskoczyła z płotu i puściła się biegiem w stronę domu, on zrobił to samo. Czuł powiew nadchodzącej wichury na plecach. Gdy przekroczył próg, wszystko zniknęło.

*

Po przebudzeniu Kuba czuł dyskomfort, jakby podczas snu dusza opuściła ciało, a po powrocie było jej nieco więcej niż przed zaśnięciem. Przez moment miał wrażenie, jakby było w nim coś obcego. Uwierało i powodowało mrowienie niczym igła wenflonu tuż po wbiciu pod skórę.

Nigdy nie wierzył w senniki i inne sygnały z podświadomości, czuł jednak, że fuksja jest ostrzeżeniem. Burza ze snu była groźna, ale miał wrażenie, że mgiełka płynąca po ziemi stanowiła większe zagrożenie. Była w niej zła wola i bezmyślna mściwość.

Starał się zapomnieć o śnie, ale zaczął bacznie zwracać uwagę na fuksjowe przedmioty w swoim otoczeniu. Zawało się, że z dnia na dzień jest ich coraz więcej. Kobiety nagle zaczęły nosić fuksjowe sukienki, spodnie i buty, malowały usta i paznokcie na jaskrawy kolor. Faceci paradowali w fuksjowych koszulach, krawatach lub skarpetach kompletnie niepasujących do reszty stroju. Po ulicach zaczęło jeździć mnóstwo fuksjowych aut, a bilbordy raziły fuksjowymi napisami.

Po pewnym czasie zorientował się, że podświadomie zaczął unikać tego koloru. Przestał kupować niektóre produkty tylko dlatego, że miały fuksjowe opakowania. Brzydził się ich dotknąć. Przestał nawet chodzić ulicą, przy której stała ohydna kamienica z fuksjową fasadą.

Z czasem dostrzegał coraz bardziej niepokojące znaki, a głupie uprzedzenie przerodziło się w obsesję. Gdy jechał ciężarówką, cały czas mijał fuksjowe samochody, a ich kierowcy dziwnie na niego patrzyli. Czasami auta w tym kolorze stawały koło jego domu, ale nigdy nie było widać, by ktoś w nich siedział. Któregoś dnia po powrocie z pracy odkrył podejrzane znaki na chodniku. Wyglądały jak zwykłe kredowe bohomazy dzieciaków z sąsiedztwa, jednak wszystkie fuksjowe linie i znaki układały się w zakodowane wiadomości i strzałki wskazujące na jego dom. Tak jakby jakaś grupa trzymała wartę pod jego domem i za pomocą dziwnych wiadomości wymieniała się informacjami na jego temat. Postanowił mieć się na baczności.

*

Doszedł do wniosku, że fuksja musi mieć związek z tajemniczą audycją. Kilkukrotnie próbował ją znaleźć, ale bezskutecznie. Dopiero niecały tydzień po feralnym powrocie do domu znowu natrafił na dziwną stację. Mieszkał sam i wieczorami popadał w lekką paranoję. Bał się, że ma do czynienia z szaleńcami i że faceci z fuksjowych samochodów mogą włamać się do jego domu w środku nocy, gdy domyślą się, że jest sam. Dlatego po zmroku zapalał światła w dwóch lub trzech pokojach, włączał telewizor i kuchenne radio.  

Gdy siedział w salonie, usłyszał znajomy głos, dobiegający z radia.

– Przed nami ostatnie przygotowania. Fuksja jest już blisko, czujemy to elektryzujące napięcie w powietrzu. Dajmy się ponieść piosence, którą specjalnie dla was przygotowała.

Z głośników znowu wydobyły się dźwięki "Sweat Dreams", tym razem jeszcze wolniejsze i bardziej zniekształcone niż w wersji, którą słyszał w ciężarówce. W połowie piosenki poczuł trudną do powstrzymania senność, nim się skończyła, poddał się całkowicie.

*

Jechał ciężarówką przez las, tak jak tydzień temu, tym razem jednak zamiast kropli deszczu, na szybę spadała fuksjowa ciecz. Było jej coraz więcej, wycieraczki nie nadążały ze ścieraniem, z biegiem czasu tylko rozmazywały ją po szybie.

Radio CB było włączone i ustawione na kanał 6A. Słyszał głos dziewczyny, która mówiła mu, że nie może się zatrzymać i że za wszelką cenę musi jechać dalej, uciec z tej fuksjowej burzy. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że jazda na oślep to samobójstwo. Z drugiej strony w fuksji było coś obrzydliwego, jakby była żywą tkanką, która przyssała się do kabiny niczym pijawka.

Mimo zerowej widoczności jechał dalej, a fuksja wyraźnie gęstniała, silnik wycieraczek rzęził coraz mocniej, próbując zgarnąć ciecz, która konsystencją przypominała już gęsty budyń. Czuł, że koła ślizgają się w fuksjowym błocie i bał się, że w pewnym momencie straci panowanie nad kierownicą. Mimo to dociskał pedał gazu do oporu. Fuksja przeciskała się do środka z otworów wentylacji i szpar w drzwiach. Napierała na kabinę coraz bardziej, przednia szyba zaczęła powoli pękać.

Wtedy wyświetlacz radia rozbłysnął fuksjowym kolorem, a z głośników dobiegł fragment piosenki The Police:

 

Every breath you take

Every move you make

Every bond you break

Every step you take

I'll be watching you

 

Zamknął oczy, ale zamiast ciemności widział tylko fuksję. Usłyszał chrzęst pękającej szyby i poczuł jak ciepła, gęsta maź otacza go ze wszystkich stron. Potem nie było już nic.

*

Po przebudzeniu czuł jeszcze większe obrzydzenie do fuksji, jednak to nie ona była najważniejsza. Przypomniał sobie głos dziewczyny, która kazała mu jechać dalej oraz kanał 6A. Podejrzewał, że ta liczba to tylko wytwór wyobraźni, radia CB miały swoje ograniczenia. Odstępy między pasmami wynosiły zwykle po dziesięć kiloherców, a w niektórych przypadkach przerwa była większa, dlatego między nimi pojawiał się martwy kanał oznaczony literką A. Między „szóstką” i „siódemką” była standardowa przerwa, nie mogło więc być kanału 6A, ale warto było sprawdzić ten trop.

Dyskretnie wyjrzał przez okno i zobaczył nie jeden, a trzy fuksjowe samochody zaparkowane wzdłuż ulicy. W pobliżu nie było nikogo. Ubrał się i pobiegł do ciężarówki. Włączył radio i ustawił pokrętło na kanale szóstym. Przekręcił odrobinę do przodu, na wyświetlaczu nie pojawiła się siódemka, zamiast tego koło szóstki zabłysło drobne, czarne A. Złapał za gruszkę i rzucił w przestrzeń:

– Halo. Jest tu ktoś?

Dopiero teraz dotarło do niego, jak desperacko to wszystko wygląda. Szukał osoby ze snu na kanale, który tak naprawdę nie istniał i chciał rozmawiać z nią o tym, że nawiedza go jeden kolor. Powtórzył komunikat dla pewności jeszcze dwa razy i już miał się rozłączyć, gdy usłyszał niepewne:

– Jestem.

To była dziewczyna, której głos słyszał w swoim śnie, był tego w stu procentach pewien. Przedstawiła się jako Zuzanna. Stwierdziła, że tydzień temu Kuba był gościem w jej śnie, gdyż czuła jego obecność. Dziś w nocy to ona próbowała ostrzec go przed fuksją.

– Nie wiem co to jest, ale chyba wiem, jak się tu dostało. Przyszło za mną z "drugiej strony", przynajmniej tak przypuszczam.

– Z jakiej drugiej strony?

– To trochę skomplikowane. Od dłuższego czasu mam problemy z zasypianiem. Zawsze, gdy kładę się spać słyszę natrętne piszczenie i czuję ucisk w głębi czaszki. Najpierw myślałam, że to jakiś guz albo tętniak, ale badania nic takiego nie wykazały. Lekarz powiedział, że fizycznie wszystko ze mną w porządku i pewnie to wynik stresu. Zalecił wykonywanie ćwiczeń relaksacyjnych i innych bzdur typu "liczenie baranów" i puścił mnie do domu.  

– I co to dało?

– Tylko to, że piszczenie stawało się coraz głośniejsze i coraz bardziej wwiercało się w czachę, jakby ktoś wciskał mi się przez oczodoły do mózgu. Jakiś tydzień temu, gdy znowu nie mogłam zasnąć, z nudów szukałam czegoś w radiu i trafiłam na tę audycję, którą ty też słyszałeś. To coś komunikowało się z nami przez piosenkę. Jak położyłam się spać i znowu pojawił się pisk, myślałam że nie wytrzymam. Próbowałam tych ćwiczeń relaksacyjnych i nic, piszczenie raz narastało, raz słabło.

– I udało ci się zasnąć? Ja zasnąłem prawie od razu.

– Teoretycznie tak, tyle że to nie był zwykły sen. Dalej słyszałam piszczenie, moja świadomość była "na chodzie", ale ciało chyba ucięło sobie drzemkę. Nie mogłam otworzyć oczu i czułam się tak, jakbym spadała. Potem z całej siły uderzyłam w coś, co prawie wcale nie stawiało oporu, tak jakbym przebiegła przez pajęczynę. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, tak głośny, że przebił nawet piszczenie. Potem otworzyłam oczy i okazało się, że unoszę się kilkadziesiąt centymetrów nad łóżkiem. Zobaczyłam siebie. Śpiącą. Przez moment myślałam, że to serio był tętniak i wreszcie pękł. Pływałam w powietrzu jak duch, a że to był mój pierwszy raz, to niechcący opadłam poniżej poziomu łóżka. I wtedy to zobaczyłam.

–  Fuksję?

– Nie… to znaczy tak. Tylko że nie tą, co w snach. Patrzyłam na swoją sylwetkę z tyłu i zamiast pleców zobaczyłam wielką, fuksjową plamę w kształcie człowieka. W kształcie mnie, rozumiesz? Myślałam, że to jakaś podróż astralna i że jak wejdę w tę plamę to wrócę do ciała i się obudzę, ale oczywiście tak nie było. Zamiast tego trafiłam na "drugą stronę". Zobaczyłam swoją sypialnię taką, jaka była w śnie, tyle że cała była w kolorze fuksji, a wszędzie roiło się od takich małych żyjątek, które próbowały mnie lekko poskubywać jak te rybki na fish pedicure. Gdy tylko zaczęłam się gwałtowniej ruszać, oblazły mnie jak stado pijawek. Próbowałam uciec z powrotem, ale było ich więcej i więcej. Zagradzały mi drogę, aż nie przyszło to coś.

– I co stało się później?

– Ta… istota od razu zobaczyła dziurę, przez którą przeszłam. Przelazła przez nią do normalnego świata, a dopóki nie zniknęła po drugiej stronie nie mogłam się ruszyć. Odkryłam, że kijanki lgną do ciepła, do tej fuksjowej istoty też lgnęły. Za to kompletnie ignorują zimno, więc wyobraziłam sobie, że zmieniam się w sopel lodu i wtedy odstąpiły. Dopłynęłam do dziury i przeszłam na drugą stronę cała i zdrowa. Potem, gdy zasnęłam, przyśniło mi się to, co już widziałeś. Przez moment myślałam, że to coś weszło w moje ciało i że mnie opętało. Chyba chciało, ale popełniło błąd, bo powinno to zrobić po fuksjowej stronie. Dlatego nie ma tu fizycznego ciała, próbuje atakować w snach i manifestuje się przez radio.

– I to coś przedostało się do naszego świata przez… twoje plecy?

– Wiem, że to brzmi jak wariactwo. Nie uśmiecha mi się myśl, że mam na plecach dziurę do innego wymiaru.

Kuba poczuł na karku mrowienie. Niemal czuł, jak coś zimnego i oślizgłego przylgnęło do jego pleców i dyszy mu nad uchem. 

– Myślisz, że można się go pozbyć?

– Tak mi się wydaje. Skoro te małe pijawki uciekły na samą myśl o chłodzie, to fuksja też może się go bać. To tylko większa pijawa. To coś z każdym dniem rośnie w siłę. Trzeba się mu przeciwstawić i dziś zamierzam spróbować.

– Skoro to coś przelazło na drugą stronę, to gdzieś musi się ukrywać.

– Nawet chyba wiem gdzie. W manifestacjach bardzo często pojawia się nazwa "Bangkok".

– Znam to miejsce, stary "Baczyński". Wiesz, jak tam trafić?

Dłuższy czas czekał na odpowiedź, aż ku jego zaskoczeniu wyświetlacz radia zmienił kolor na fuksjowy, a z głośników dobiegły słowa piosenki Lionela Richiego:

 

Hello, is it me your're looking for?

 

*

Znał miejsce, o którym mówiła Zuza. Bangkok to dawna Szkoła Podstawowa imienia Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, obecnie stara rudera grożąca zawaleniem. Dawno nikt się tam nie zapuszczał, główne drzwi były zamknięte na cztery spusty, a mało kto znał inną drogę. Kuba należał do kilku "szczęśliwców", którzy wiedzieli o wejściu przez stary zsyp węgla przy kotłowni.

Wygrzebał z pudła ze starociami wysłużoną krótkofalówkę, nastawił na martwy kanał i schował do kieszeni. Nie odważył się czegokolwiek powiedzieć, chyba że znajdzie w Bangkoku jakieś ślady fuksji albo faceta od audycji. Miał nadzieję, że Zuza będzie go słuchać.

Gdy szedł ulicą, z niepokojem stwierdził, że już każda osoba, którą mijał, miała na sobie coś fuksjowego. Dwóch facetów w fuksjowych kombinezonach malowało kolejną kamienicę na wściekle fuksjowy kolor, na krawężniku stały same fuksjowe auta. Dwie dziewczynki w identycznych, fuksjowych sukienkach wodziły za nim wzrokiem. Kuba spuścił wzrok, by nie musieć patrzeć na nikogo. Wtedy wpadł na jakiegoś faceta w fuksjowej koszuli.

Chciał iść dalej, ale poczuł uścisk dłoni wpijającej się kurczowo w ramię.

– Masz jakiś problem gościu?

Wściekłość zniknęła z twarzy nieznajomego, a potem zaczął się trząść, jakby dostał ataku. Spomiędzy włosów wypłynęła cienka, gęsta struga fuksjowej cieczy przypominającej konsystencją krew. Broczył coraz mocniej i mocniej, wkrótce całą twarz pokryła fuksjowa, zastygnięta skorupa, gładka jak porcelana.

Kuba odepchnął faceta, a on upadł bezwiednie na chodnik. Faceci malujący kamienicę ruszyli w jego stronę. Ich twarze również przypominały fuksjowe maski. Jakaś kobieta z fuksjowymi szponami krzyknęła i wskazała na Kubę palcem. Wszyscy na ulicy zatrzymali się na moment i zwrócili w jego stronę. Kuba roztrącił gapiów i puścił się biegiem w stronę Baczyńskiego. Z krótkofalówki ukrytej w kieszeni popłynął fragment piosenki "One Night in Bangkok".

 

One night in Bangkok make's a hard man humble

Not much between despair and ecstasy

One night in Bangkok and the tough guys tumble

Can't be too careful with your company

I can feel the devil walking next to me

 

Zaczął padać deszcz, a krople spadające na chodnik miały kolor fuksji. Kuba w ostatniej chwili prześliznął się przez dziurę w płocie i dał susa za budynek szkoły. Zsyp węglowy był odchylony zupełnie jak przed laty. Zeskoczył do środka i przeszedł przez wybite okienko, gdy fuksjowa ulewa zaczęła się nasilać.

Miejsce było mu doskonale znane, w końcu sam chodził do Bangkoku jako dzieciak. Minął zapuszczony, podrdzewiały piec i hałdę węgla i ostrożnie wyjrzał na schody Wszystko wyglądało tak, jak wtedy, gdy był tu po raz ostatni. Dopiero na parterze nabrał pewności, że jest we właściwym miejscu.

Na podłodze znalazł dziesiątki śladów butów odbitych w kurzu, a parkiet był zalana czymś, co przypominało fuksjową farbę. Poszedł ich śladem i za wszelką cenę starał się nie wdepnąć w żadną plamkę.

Ślady prowadziły do sali gimnastycznej.  W środku nie było już nikogo, najwyraźniej ludzie, którzy tu urzędowali, już opuścili to miejsce. Musieli to zrobić niedawno, resztki niewielkiego ogniska rozpalonego na środku boiska jeszcze się tliły. Z tyłu stał ołtarz przykryty fuksjowym kocem, zaadaptowany najwyraźniej ze starego kozła, wokół ustawiono kilka ławek gimnastycznych. Wyglądało to tak, jakby ktoś próbował zmienić salę w kościół przy zerowym budżecie. Trąciło amatorszczyzną za kilometr

Fuksjowa ciecz, którą Kuba starał się omijać, faktycznie okazała się farbą. Po podłodze walały się na wpół puste puszki. Parkiet pokrywały słowa i inkantacje rozchodzące się zygzakami od ogniska w stronę ścian. Litery były dziwne, jakby jakaś niepiśmienna osoba nieudolnie próbowała naśladować prawdziwe pismo. Każda miała dodatkowe daszki, brzuszki i kreski.

Kuba podszedł do prowizorycznego ołtarza. Ktoś pełniący funkcję kapłana zapomniał zabrać czegoś, co wyglądało na przenośną radiostację i książki oprawionej w skórę. Litery na okładce wyblakły, Kuba otworzył więc ją i sprawdził tytuł. To było jakieś stare wydanie "Pana Tadeusza". Pierwsza strona była przetarta niemal na wylot i odbił się na niej tusz taniego długopisu, jakby "kapłan" pisał kazania na zwykłej kartce, a potem kładł ją na księdze dla lepszego efektu.

Czy to miał być jakiś żart? To wszystko było ułudą, chorą fantasmagorią, wytworem jego paranoi podsycanej przez bandę stetryczałych wariatów? Durny ołtarzyk przygotowany przez amatorów, kilka niby-satanistycznych słów na podłodze i jakaś badziewna radiostacja? I co teraz? Wróci do domu, jak gdyby nigdy nic? A może powinien głośno spytać "Jestem w ukrytej kamerze?", a wtedy błyśnie światło reflektorów a zza winkla wyłoni się jakiś facet z mikrofonem.

Z wściekłości kopnął w puszkę z farbą, która poszybowała na kilka metrów, ochlapując cały parkiet fuksjowymi kropkami. Złapał drugą i cisnął nią w ścianę. Fuksjowa farba przez moment ściekała po niej, a następnie znikła, jakby tynk całkowicie ją pochłonął. Została jedynie jedna plamka na drzwiach.

Z krótkofalówki popłynął fragment utworu "I'm So Excited" The Pointer Sisters:

 

I want to love you, feel you

Wrap myself around you

I want to squeeze you, please you

I just can't get enough

And if you move real slow

I'll let it go

 

I'm so excited

and I just can't hide it

I'm about to lose control

and I think I like it

 

Kuba podszedł do drzwi i jak zahipnotyzowany dotknął palcami plamy. Przeszły przez nią na wylot, tak jakby za fuksjową farbą nie było drewna. Spróbował poruszać dłonią, materia ustępowała przed farbą jak masło po zetknięciu z gorącym nożem. Nakreślił dłonią okrąg na drzwiach, a następnie pchnął. Fragment drewna opadł, a za nim pojawiła się dziura w kolorze fuksji. Wyciągnął krótkofalówkę i nie zważając na wcześniejszą wiadomość od fuksjowej istoty powiedział:

– Zuza, mam nadzieję, że mnie słyszysz. Jestem w Bangkoku i znalazłem to. Przechodzę właśnie przez dziurę na drugą stronę.

Wypuścił krótkofalówkę z ręki i nawet jej nie podniósł. Przekroczył próg. Znalazł się na korytarzu, którym szedł wcześniej z tą różnicą, że całe otoczenie miało kolor fuksji. Otuliło go przyjemne ciepło i dziwny spokój, poczuł delikatne łaskotanie. Wokół zaroiło się od drobnych, fuksjowych żyjątek przypominających nieco kijanki, które naprzemiennie ocierały się o niego i uciekały.

Zrobił jeszcze kilka niepewnych kroków do przodu i wtedy poczuł Fuksję. Znalazła drogę do domu i przyszła po niego.

Była taka, jak w snach. Emanowała bezmyślnym gniewem złością i pałała żądzą pochłaniania wszystkiego, co stanie jej na drodze. Gdy wkroczyła na drugą stronę już wiedział, że żadna siła nie da rady jej zwyciężyć. Mógł jedynie udawać, że podejmuje walkę, a potem jakimś cudem uciec przed nią na zewnątrz i zamknąć dziurę.

 Czuł, że istota jest materialna, ale nie mógł dokładnie określić jej sylwetki. Na początku wydawało mu się, że ma posturę szczupłego, najwyżej kilkunastoletniego chłopca o wyjątkowo długich rękach, a zaraz potem stawała się bardziej zajadła, agresywna i zwierzęca, poruszała się wyjątkowo zwinnie jak ogromny kot.

Fuksja jednym susem doskoczyła do Kuby i obaliła go na ziemię. Czuł emanujące od istoty ciepło i przypomniał sobie słowa Zuzy o pijawkach i chłodzie. Wyobraził sobie, że jego dłonie pokrywa gruba warstwa szronu i ścisnął za przeguby bestii.

Podziałało, uścisk nieco zelżał. Kuba poczuł, jak przez dłonie przechodzi chłodny promień, który uderza w fuksję. Istota zaczęła się kurczyć i poddawać jego woli. Kuba cofnął się w stronę wyjścia, a fuksja wokół odrobinę zbladła i pociemniała. Otoczenie powoli wypełniało się nieprzeniknioną ciemnością, gdzieś w oddali błysnęło światło. Przyparty do muru stwór uciekł chyłkiem w jego stronę, pozostawiając Kubę samego po drugiej stronie.

Kuba z niepokojem stwierdził, że chłód staje się coraz bardziej dominujący. Powoli tracił czucie w dłoniach i stopach, jakby życie z niego uciekało. Kijanki, które dotychczas trzymały się z dala, teraz przywarły do ciała jak pijawki. Dziura, którą przyszedł stawała się powoli coraz mniejsza, zaczynała kurczyć się i zabliźniać niczym otwarta rana. Bez fuksji, traciła swoją moc.

Chłód nie zapewniał już ochrony przed kijankami. Wyobraził sobie, że przez jego ciało przebiega prąd, dając mu energię. Podziałało, niemoc opadła. Zrobił kilka kroków do tyłu. Dziura była tuż-tuż.  Wyciągnął ku niej rękę i udało mu się przebić na drugą stronę.

*

Przeklęta fuksja zniknęła z ulic, jakby ludzie ocknęli się z masowego obłędu. Wszystkie samochody na ulicy miały normalne kolory i żaden z przechodniów nie nosił niczego, co choćby odrobinę przypominało fuksję. Nie było nawet śladu po fuksjowym deszczu. Udało mu się.

Zamiast wrócić prosto do domu, wszedł do ciężarówki i włączył radio CB. Chciał skontaktować się z Zuzą, powiedzieć jej, że wszystko jest już w porządku, że nic im nie grozi. Wywołał ją kilkukrotnie, ale nie odpowiadała. Najwidoczniej nie miała przy sobie krótkofalówki. Chciał już się rozłączyć, ale wreszcie usłyszał odpowiedź. Jej głos był niski i beznamiętny. Śpiewała fragment piosenki "I'm Still Standing" Eltona Johna.  

 

Don't you know I'm still standing better than I ever did

Looking like a true survivor, feeling like a little kid

I'm still standing after all this time

 

Dopiero to do niego dotarło. Fuksja nie uciekła przed nim, po prostu znalazła drugie wejście. To światełko w oddali… Zuza musiała usłyszeć wiadomość i przejść na drugą stronę zaraz po nim. Udało mu się wydostać i myślał, że fuksja po prostu zniknęła, tymczasem Zuza…

 

I'm still standing yeah yeah yeah

I'm still standing yeah yeah yeah

 

Powtarzała ostatni wers zupełnie bez emocji, jakby się zacięła. Słowa piosenki brzmiały jak groźba. Wyłączył radio i dalej słyszał Zuzę, była gdzieś blisko.

 

I'm still standing yeah yeah yeah

I'm still standing yeah yeah yeah

 

Ktoś załomotał w drzwi ciężarówki i zaczął szarpać za klamkę. Kuba spojrzał na słońce zachodzące za domami. Niebo miało kolor fuksji.

Koniec

Komentarze

Nikt nic nie mówi, to ja coś powiem. Może z zasadami coś nie poszło po Twojej myśli, ale jak chodzi o sam tekst to nie ma tragedii. Wręcz jest dobrze, bo ta wszechogarniająca jak zaraza fuksja dobrze współgra z motywem przewodnim konkursu. Pod koniec może troszkę się pogubiłam, ale może to być też efekt przeczytania zbyt wielu weirdów na raz. 

Cieszę się, że ci się podobało. Przyznam, że końcówkę napisałem na samym początku i kilka razy poprawiałem ją gdy pomysł wyewoluował. Może stąd to zamieszanie. Przyjrzę się jej jeszcze raz albo dwa.

A, i zapomniałabym o plusiku za załączoną plejlistę. Nie wiem, czy to tylko moje skojarzenie, ale muzyka z lat 80. zawsze kojarzy mi się z odcieniami fuksji i fioletu. Dzięki temu to było takie nazwijmy to doświadczenie multisensoralne.laugh

A to coś nowego, nawet nie wpadłem na takie skojarzenie. Ale za to z fuksją nie wiedzieć czemu kojarzy mi się Crockett's Theme. Miałem w zanadrzu jeszcze kilka piosenek i tekstów, ale doszedłem do wniosku, że taka przeplatanka może być denerwująca.

Hmmm. Nie przekonało mnie. Może to zwidy, ale wydaje mi się, że hasło wcale Ci nie przypasowało i pisałeś na siłę. Miała być fuksja, więc waliłeś wielką, straszną fuksję, gdzie tylko się dało.

Tej stacji musiało słuchać więcej ludzi (kto robi program dla jednego słuchacza?), a mimo to bohaterowie wydają się sami z problemem. Ba, reszta świata stanowi część problemu. Jakieś takie przesadzone to, IMO, wyszło.

pałała rządzą pochłaniania wszystkiego,

Ojjj. Paskudny ortograf.

Babska logika rządzi!

Dzięki za uwagi. O dziwo pisało mi się w zasadzie lekko i nie miałem z nią większych problemów. Chciałem uniknąć błędów opowiadania psiokociego, że potraktowałem temat po łebkach i wyszło chyba za bardzo w drugą stronę. Co do audycji to faktycznie powinienem to rozegrać lepiej. Paskudę już poprawiłem.

A mnie się podobało i czytało się nieźle. Pomysł na kolor pożerający wszystko podobał mi się bardziej, póki fuksja nie ucieleśniła się w ludzkiej postaci, ale i tak mnie wciągnęło i wydało się niezłą lekturą. Owszem, IMHO trochę za dużo wyjaśniasz i dopowiadasz, ten tekst może byłby fajniejszy przy większej ilości zagadek, ale i tak jest zdecydowanie OK. 

Co jakiś czas masz naprawdę FANTASTYCZNE zdania, takie jak “jakby podczas snu dusza opuściła ciało, a po powrocie było jej nieco więcej niż przed zaśnięciem” – takie zdania sobie czytelnik zapamiętuje.

Cieszę się, że ci się podobało. Na początku próbowałem opisywać wszystko tak, jakby fuksja faktycznie była wielką masą (jak blob) ale przyznam, że w pewnym momencie się zaciąłem i trochę zmieniłem koncept. Może z tego powodu widać spadek formy.

Playlista fe.

Nie znoszę playlist autora, zwłaszcza, że właściwie poza tytułem utworu nic nie wnoszą do tekstu. Muzyka lat ‘80 tak, kopiowanie cycatów z piosenek, jeśli nie występuje dobre uzasadnienie w treści lub sugerowanie playlisty do utworu – nie, nie lubię bardzo. Chcę sobie sam dobierać dodatkowe bodźce do lektury.

 

Pomysł na niesamowity i złowrogi kolor – zacny. Zawiodło jednak wykonanie, nie na poziomie językowym, ale poprowadzenia tematu. W którymś momencie zbytnio to zaczęło przypominać stwory ze ‘Stranger Things’; nie rozegrałeś tej osaczającej bohatera fuksji do samego nieszczęśliwego zakończenia. Pal sześć odstęp w CB radiu i Zuzannę nawet, ale od momentu jej wyjaśnienia, skąd się fuksja wzięła – wszystko siadło, skręciło w stronę akcji.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hej, dzięki za komentarz. Jeśli chodzi o playlistę to potrzebowałem komunikatów poprzez które fuksja będzie próbowała się skontaktować z bohaterem i nie skupiałem się zbyt mocno na warstwie muzycznej. Zastanawiam się czy tekst nie powinien poleżeć trochę dłużej zanim zdecydowałem się go opublikować. Cieszę się, że motyw fuksji przypadł ci do gustu.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Pomysł całkiem w porządku, choć mam podobne odczucia, co Finkla – jakieś to wszystko przesadzone, przerysowane wręcz. Na początku nawet dobrze trzymałeś klimat, potem nastrój zaczął siadać – gdzieś na etapie wyjaśnienia Zuzanny, czym jest fuksja i skąd się wzięła. Z wykonaniem też bardzo różnie – przez mniej więcej pierwszą połowę język i stylistyka mi się podobały, potem wszystko robiło się coraz bardziej drętwe, pojawiło się również sporo literówek. Gdyby w całości było widać podobną staranność, co na początku, tekst pewnie zyskałby jak na jakości. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Veni, vidi, readici.

 

Serdeczne dzięki za odwiedziny i komentarze. Wziąłem sobie uwagi do serca i na bieżąco przerabiam tekst tak, żeby był bardziej znośny. Zmienioną wersję wrzucę najwyżej po zakończeniu konkursu.

Muzyka jest według mnie najsłabszym punktem opowiadania. Użyta w tekście jako bezpośrednie odniesienie do rzeczywistości, sprawia, że odrealnienie świata przedstawionego przychodzi bardzo łatwo – wystarczy użyć konkretniej piosenki, by wprowadzić konkretny nastrój. Ten filmowy zabieg prowadzi do przyjemnego horroru, ale jest zdecydowanie za banalny na ostry cień mgły weird fiction, gdzie ma być paranoicznie i duszno. Antropomorfizacja fuksji poszła z kolei bardziej w absurd, nie widzę tutaj grozy, jest nieco absurdalnie “dziwnie” (audycja), i choć bohater to akceptuje, logicznie usiłuje rozwiązać zagadkę. Racjonalność mogłaby fajnie zmylić kierunek akcji, niestety racjonalnie jest do końca. Czas płynie zdecydowanie za szybko – przeskakujesz z ciężarówki do domu, z powrotem do ciężarówki, do Bangkoku, wszystko dodatkowo dzielą skondensowane tygodnie – tylko słowne, bo z minionego czasu niewiele wynika. Moim zdaniem irracjonalność fuksji dużo by zyskała, jeśli zdjąć nogę z gazu, a “slajdowość” scenerii zostawić horrorom drogi.

 

Dosłowność fuksji jest dosłowna ;) Dosłowne są również emocje i uczucia, które prezentujesz jak fakty, np: “czuł obrzydzenie”.

Zgubiłeś mnie również na paru kontrastowych stwierdzeniach, chociażby tym z samego początku: “Nie widział przed sobą prawie nic, jedynie jezdnię i drzewa po obu stronach drogi” – drzewa i jezdnia to całkiem sporo “nicości”.

Interpunkcja mogłaby być lepsza.

 

Dziękuję za udział w konkursie!

A ja w opozycji do Żongler stwierdzę, że nawiązania muzyczne mi się podobały – choć uważam, że można byłoby pociągnąć je lepiej, o czym zaraz. Przede wszystkim tekst przypomina mi trochę wczesnego Orbitowskiego (”Horror Show”), choć bez jego pełnego furii rozmachu; silne osadzenie historii w brudnej tkance drogi i miasta, ten motyw fuksji, dobrze to zagrało. Wydawało mi się jednak, że Twoją intencją było oddanie czegoś w stylu stanu psychicznego bardzo zmęczonego kierowcy (TIR-owca?): poczucie zakłócenia przestrzeni, rzeczywistość mieszająca się bez ładu i składu z tym pieprzonym radiem, utkana przypadkowo puszczanymi przez stację piosenkami. I to naprawdę świetnie by poszło, gdybyś pozwolił sobie na nieco mniej dyscypliny w tym tekście – większy chaos czasu, miejsca i formy przeplatanej tymi cytatami wtrąconymi wprost w tekst, a nie schludnie separującymi fragmenty. Przede wszystkim jako strzał w stopę odebrałam “przedmowę” przed każdym zacytowaniem piosenki z wytłumaczeniem, skąd tekst pochodzi (a przecież podajesz to nawet elegancko w przedmowie). W moim odczuciu ten literacki bypass mocno odseparował mnie od “wsiąknięcia” w zacytowany kawałek i jego reminescencje w tekście.

Temat (choć błędnie przypisany :D) został zrealizowany bardzo dobrze, mocno osadzasz na nim rdzeń historii. Wprawdzie można byłoby się czepiać, że gdyby ta poświata-szlag-wie-co-to-było nie była fuksjowa, a akwamarynowa, to też wyszłoby identycznie – ale wylosowany pierwszy człon hasła był kolorem, który niezwykle łatwo zastąpić jakimkolwiek innym kolorem, więc po prostu uznaję, że go zrealizowałeś. Językowo całkiem przyzwoicie, choć jak pisałam wyżej – wybitnie pasowałoby mi tutaj spuszczenie ze smyczy formy (a i też wyczaiłam parę błędów, głównie natury interpunkcyjnej).

Dzięki za udział w konkursie! (I przepraszam za poślizg z komentarzem, niestety dopadło mnie życie. :()

Serdeczne dzięki za wszystkie uwagi! Widać, że mam jeszcze sporo do poprawienia. Nie miałem okazji czytać Orbitowskiego, ale czas najwyższy nadrobić.

Nowa Fantastyka