- Opowiadanie: Mersejk - Duchowe niebezpieczeństwo niekontrolowanych spowiedzi

Duchowe niebezpieczeństwo niekontrolowanych spowiedzi

Zapraszam na lekturę. W opowiadaniu jest trochę absurdu i trochę makabreski. Branie w nim wszystkiego na poważnie nie jest wskazane. Hasło konkursowe: nabożna zakrystia. Ilustrację przygotowałem samodzielnie.

Z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować Sonacie oraz Monique.M, które ogromnie pomogły mi przy redakcji opowiadania.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Duchowe niebezpieczeństwo niekontrolowanych spowiedzi

Paweł wy­sko­czył z łóżka. Znowu śniła mu się sprę­ży­sta łydka. Krzą­tał się po miesz­ka­niu i wy­rzu­cał z głowy kosz­mar­ne ob­ra­zy. Się­gnął sta­ro­mod­ne­go drąż­ka w fu­try­nie sy­pial­ni i wy­ko­nał serię pod­cią­gnięć. Po­spiesz­nym kro­kiem udał się do kuch­ni. Włą­czył eks­pres. Jeszcze szybciej wrócił pod poziomo umocowany słupek, by kolejny raz poćwiczyć. Następna seria, podciągnięcie jedno za drugim, wyładowanie napięcia.

– Idź precz! – krzyk­nął do pust­ki.

Odło­żył brud­ne na­czy­nia do in­te­li­gent­ne­go zle­wo­zmy­wa­ka, a po śnia­da­niu prze­mie­ścił się do sa­lo­nu. W pa­ne­lu na ścia­nie włą­czył miesz­kal­ny kom­pu­ter i uru­cho­mił od­twa­rzacz mu­zy­ki. Z gło­śni­ków w na­roż­ni­ku za­czę­ła płynąć me­lo­dia cho­ra­łu. Paweł powtarzał niczym mantrę „nie ma żad­nej łydki” i po chwi­li zna­lazł wy­ci­sze­nie, aby móc od­pra­wić jutrz­nię. Do­łą­czył śpie­wem do tempa re­cy­ta­ty­wy kom­pu­te­ra. Razem z cy­fro­wym ojcem du­cho­wym wkra­czał z mo­dli­twą na ustach w nowy dzień, a kosz­mar­na wizja osta­tecz­nie się roz­pły­nę­ła.

Pan moją tar­czą – po­my­ślał.

Ksiądz Paweł nie zwle­kał z wyj­ściem. Tego dnia pro­boszcz przy­nie­sie nową edy­cję msza­łu, więc wcze­śniej­sze po­ja­wie­nie się w za­kry­stii było szcze­gól­nie wska­za­ne. Nie­speł­na pięć lat temu pa­pież Mer­sel­lusz Czwar­ty zwo­łał sobór w ob­li­czu świa­to­we­go kry­zy­su spo­wo­do­wa­ne­go kon­tak­tem z cy­wi­li­za­cją po­za­ziem­ską. W trak­cie obrad oj­co­wie so­bo­ru opra­co­wa­li nowy po­rzą­dek li­tur­gicz­ny.

 

●●●

 

Pro­boszcz Do­ro­ta od­bi­ła kartę z elek­tro­nicz­nym czi­pem przy wej­ściu do za­kry­stii. Już od progu po­sła­ła uśmiech do pod­wład­ne­go i roz­pro­mie­nio­na do­łą­czy­ła do Pawła, który cze­kał w ga­bi­ne­cie.

– Pawle, słu­chaj. Nowy ryt. Jest sporo miej­sca do spon­ta­nicz­nej mo­dli­twy, ele­men­ty stałe za­cho­wa­ne, tro­chę z inną for­mu­łą – tłu­ma­czy­ła, nie pa­trząc nawet na pre­zbi­te­ra. Usia­dła przy biu­ro­wej kon­so­li, aby wgrać ak­tu­ali­za­cję z nowym msza­łem.

 

Ak­tu­ali­za­cja msza­łu w toku…

Rze­czy­wi­stość ko­smicz­na: roz­dział wgra­ny. Rze­czy­wi­stość pra­cow­ni­cza: roz­dział wgra­ny. Rze­czy­wi­stość skom­pu­te­ry­zo­wa­na: roz­dział wgra­ny.

 

– Teraz ułóż sa­mo­dziel­nie część mo­dli­twy. Pa­mię­taj o oko­licz­no­ściach miej­sca i czasu. W cza­sie pi­lo­ta­żu po­zwa­lam na czer­pa­nie z rytu va­ti­ca­num se­cun­dum, ale za trzy lub czte­ry mie­sią­ce bę­dzie­my mo­dlić się au­tor­ski­mi for­mu­ła­mi. Usiądź i przy­go­tuj się, a ja lecę do kon­fe­sjo­na­łu – rzu­ci­ła na od­chod­ne i nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź, po­mknę­ła do wy­dzie­lo­ne­go po­ko­ju w za­kry­stii, gdzie na spo­wiedź cze­ka­li pe­ni­ten­ci. Za­mknę­ła za sobą drzwi, a w gór­nym pa­ne­lu ga­bi­ne­tu oczysz­cze­nia za­ja­śnia­ło czer­wo­ne świa­tło, sy­gna­li­zu­ją­ce od­by­wa­ne mi­ste­rium.

 

●●●

 

Ali­cja Deja wy­bra­ła się do biura pierw­szym po­ran­nym tram­bu­sem. Lokal był usy­tu­owa­ny przy placu Pierw­sze­go Cza­ro­dzie­ja, w osie­dlu Psio­ni­ków. Trzy­pię­tro­wy blok mie­ścił na par­te­rze lo­ka­le usłu­go­we, a w tym ich Agen­cję, jej i Hu­ber­ta Li­smo­la. W cza­sie po­dró­ży za­da­wa­ła sobie py­ta­nie: „kiedy jej na­uko­we życie skrę­ci­ło w pa­ra­nor­mal­ny za­ułek”. Współ­pra­cow­nik cze­kał na nią z za­pa­rzo­ną kawą i pu­deł­kiem cie­płych pącz­ków. Dla niej lu­kro­wa­ne, dla Hu­ber­ta te z dże­mem.

– No dobra, Hu. Zanim przej­dzie­my do te­ma­tu, bądź tak dobry i wy­tłu­macz mi raz jesz­cze, dla­cze­go to aku­rat MY zaj­mu­je­my się spra­wą? – za­py­ta­ła Ali­cja po tym jak usie­dli do na­ra­dy.

– Już ci mó­wi­łem, że to zna­jo­my.

– Okay. Ale, Hu, jak to się, kur­decz­ka, wy­da­rzy­ło, że pa­ku­je­my się w ten ba­ła­gan? Czy nie mają swo­ich od ta­kich spraw? A czy nie uni­ka­łeś re­li­gij­nych pro­ble­mów do tej pory? No, Hu…

– To mój stary przy­ja­ciel – wtrą­cił Li­smol. – Wiesz, kum­pel z osie­dla. Jesz­cze jak miesz­ka­łem w pier­ście­niu Ma­gi­ków Co­dzien­nych. On po­szedł do zde­fi­nio­wa­nej du­cho­wo­ści, a ja do tej ponad po­dzia­ła­mi. Cała hi­sto­ria.

– Nie można było tak od razu? Stara mi­łość nie rdze­wie­je. – Pu­ści­ła oczko do part­ne­ra.

– Dobra, masz mnie. Po­wiedz le­piej, czy spraw­dza­łaś może temat me­ta­fi­zycz­nych Kół, Al? – zmie­nił temat, a po braku od­po­wie­dzi kon­ty­nu­ował. – Skom­ple­tuj­my in­for­ma­cje przed wy­jaz­dem. Zło­ży­my wi­zy­tę w pa­ra­fii i zba­da­my spra­wę. De­mo­nicz­ne koła to śli­ski temat.

Za­czy­na się – po­my­śla­ła.

– Czy Trze­cie Oko jest Kołem, Al?

– Nie wiem, a może jest kulą. Kulą z ogon­kiem nawet. Wiesz, z całym uner­wie­niem.

– W sta­ro­żyt­no­ści ist­nia­ły dwie szko­ły. Jedna wy­zna­wa­ła ideę Do­sko­na­łe­go Koła sym­bo­li­zu­ją­ce­go inny – lep­szy – wy­miar. Póź­niej tę kon­cep­cję za­adop­to­wał Pla­ton. Druga szko­ła po­rzu­ca­ła po­mysł in­ne­go wy­mia­ru. Za­miast Do­sko­na­łe­go Koła wy­zna­wa­li Trze­cie Oko. Było dla nich sta­nem moż­li­wej do­sko­na­ło­ści. Tę kon­cep­cję za­adop­to­wał Ary­sto­te­les. Po­patrz na to tak. Za­zwy­czaj mamy do czy­nie­nia z dwie­ma for­ma­mi ry­sun­ku. Albo koło albo sym­bol oka. Ewen­tu­al­nie okrąg za­miast koła. W trój­ką­cie czy kwa­dra­cie, to już nie­istot­ne. Koło to do­sko­na­ła forma. Pro­sty ry­su­nek oka przy­po­mi­na koło roz­bu­do­wa­ne o po­bocz­ne ele­men­ty, linie sym­bo­li­zu­ją­ce po­wie­ki. Abs­trakt przed­sta­wia źre­ni­cę z tę­czów­ką oko­lo­ne ro­gów­ką. Tro­chę jak ob­ró­co­ne łzy wpi­sa­ne w koło. Cały ten abs­trakt sym­bo­li­zu­je nie­do­sko­na­łą rze­czy­wi­stość wpi­sa­ną w do­sko­na­łą formę. Pierw­sza szko­ła wy­zna­wa­ła za­sa­dę, że do­sko­na­ła rze­czy­wi­stość ist­nie­je rów­no­le­gle do nie­do­sko­na­łej. Tej, w któ­rej ży­je­my, rzecz jasna. Druga szko­ła po­rzu­ci­ła ten po­mysł. Dla nich nie ma in­ne­go przej­ścia mię­dzy wy­mia­ra­mi jak wy­zwo­le­nie sie­bie z nie­do­sko­na­łej formy.

Aha.

– Są­dzisz zatem, że pe­ni­ten­ci, któ­rzy opo­wia­da­ją o kole jak na­wie­dzo­ne osoby, mają zwią­zek z jed­nym z tych klu­bów. Strze­lam, że cho­dzi o pierw­szy. Ten z innym wy­mia­rem.

– Nie wiem, ale to moż­li­we. Zwa­żyw­szy na to, że chrze­ści­jań­stwo było ści­śle po­wią­za­ne ze sta­ro­żyt­ny­mi kul­tu­ra­mi. Ale wiesz, fi­lo­zo­fia roz­wi­nę­ła się, te kon­cep­cje mogły ulec prze­obra­że­niom. Do­pi­je­my kawę i sia­da­my do prze­cze­sa­nia in­for­ma­cji.

 

●●●

 

Paweł po­now­nie śnił o łydce. Do­oko­ła ciem­no, że oko wykol. Ude­rza­ły w niego fale cie­płej i lep­kiej cie­czy, a w ustach czuł jej me­ta­licz­ny po­smak. On nagi, oko­lo­ny próż­nią ob­co­wał ze sprę­ży­stą łydką. Po­zba­wio­ny skóry, ale nie kość­ca, mię­sień opla­tał go ni­czym wie­lo­me­tro­wy wąż. Roz­cią­gał się tak, że sły­chać było trzask zry­wa­nych wię­za­deł i pę­ka­nie kości. Ksiądz nic nie wi­dział, lecz miał pew­ność, co go do­ty­ka. 

Drę­czo­ny kosz­ma­rem, pod­czas któ­re­go był zgię­ty w pół, do­ci­ska­ny przez mię­sień, wra­cał na jawę, na ostat­nią chwi­lę przed po­ła­ma­niem krę­go­słu­pa w sen­nej ima­gi­na­cji. Uciekł od sceny, która roz­bu­dzi­ła go le­piej od kawy. Na­ła­do­wa­ny ad­re­na­li­ną, rzu­cił się na drą­żek do pod­cią­ga­nia i roz­bu­ja­ny ni­czym małpa, wy­ko­nał serię ćwi­czeń. Krót­ka sztan­ga od­cze­pi­ła się od fra­mu­gi, a Paweł runął ko­la­na­mi na pod­ło­gę, aż miło. Przy­naj­mniej ule­cia­ło z niego tro­chę na­pię­cia. Nic nie zjadł i nie brał ką­pie­li. Na myśl o ko­lej­nym dniu po­ran­nych spo­wie­dzi skrę­ca­ło go w żo­łąd­ku. Wy­szedł z ple­ba­nii wcze­śniej niż zwy­kle, po­nie­waż chciał spę­dzić wię­cej czasu w za­kry­stii. Za­mie­rzał oczy­ścić umysł i uło­żyć mo­dli­twy do nowej li­tur­gii.

– Wy­bacz mi ojcze, bo zgrze­szy­łam – roz­po­czę­ła pe­ni­tent­ka. – Ob­ra­zi­łam Boga swo­imi grze­cha­mi.

– Mów zatem, sługa twój słu­cha – od­po­wie­dział.

– Ja… ja… zabi… za­bi­łam męża.

Wresz­cie ktoś nor­mal­ny – po­my­ślał.

– Za­bi­łam go KOŁEM!

Nuż kurwa, chyba jed­nak nie. Ech… prze­bacz mi, Panie.

– Kołem wi­dzia­łam sza­ta­na w mężu i przez Koło po­ko­na­łam w nim moc Złego! Trzy­ma­łam Koło w rę­kach i Kołem tłu­kłam męża. Tłu­kłam, tłu­kłam, tłu­kłam! Zła­ma­łam mu nos, wy­bi­łam zęby, pękła mu żu­chwa… A póź­niej CZASZ­KA! Oj, tak pękła czasz­ka, TRZASK – TRZASK – TRZASK, i do­rwa­łam szarą masę, gdzie dia­beł po­siał na­sio­na z pie­kła. Kołem roz­bi­łam mu głowę. KOŁEM! Mo­głam wy­rwać znie­wo­lo­ny mózg i miaż­dżyć go w dło­niach, a póź­niej dło­nie wy­cie­rać w zde­for­mo­wa­ną twarz Ro­ber­ta. Zgrze­szy­łam, bo tak późno go za­tłu­kłam!

Boże, ko­lej­na świ­ru­ska! Ale co tam… Czas na serię głu­pich pytań.

– Po­słu­chaj – za­czął spo­koj­nie. – Je­ste­śmy miesz­ka­niem Ducha Świę­te­go. Nor­mal­nie nie za­bi­ja­my się, więc dla­cze­go to zro­bi­łaś, tak na­praw­dę? Jak zo­ba­czy­łaś sza­ta­na w Ro­ber­cie?

– Ty też przej­rzysz, Pa­weł­ku! Trze­cie Oko ob­ja­wi ci praw­dę. Ocze­kuj go! Zo­sta­niesz miesz­ka­niem nie Ducha Świę­te­go, a miesz­ka­niem Koła. Zo­ba­czysz ludzi z ich świń­stwa­mi. Ich be­ze­ceń­stwa! A w tym mo­je­go Ro­ber­ci­ka uga­nia­ją­ce­go się za pod­lot­ka­mi. Ach, za­po­mnia­łam. Już nie zo­ba­czysz, bo za­tłu­kłam tego sza­tań­skie­go po­mio­ta. Za­tłu­kłam go KOŁEM!

– Cze­kaj – rzu­cił spo­wied­nik, sły­sząc jak ko­bie­ta wsta­je z fo­te­la i sięga do klam­ki od ka­bi­ny. – Po­roz­ma­wiaj­my, po­wiedz mi wię­cej – pro­sił. Ale kiedy ksiądz wy­szedł z kon­fe­sjo­na­łu, pe­ni­tent­ka była już poza za­kry­stią.

 

●●●

 

Ali­cja wraz z Hu­ber­tem zło­ży­li przed­po­łu­dnio­wą wi­zy­tę księ­dzu Paw­ło­wi. Po wy­mia­nie uprzej­mo­ści usie­dli do kawy, her­ba­ty i cia­stek. Ka­płan zdał re­la­cję z ostat­nich zajść pod­czas po­ran­nych spo­wie­dzi, a także wy­ja­wił inny pro­blem. Do drzwi miesz­ka­nia ktoś przy­le­piał małą prze­sył­kę. Była to za­wsze fo­lio­wa kie­szon­ka przy­kle­jo­na pla­strem opa­trun­ko­wym. W kie­szon­ce za­wsze za­pa­ko­wa­ny zwil­żo­ny ko­mu­ni­kant, przy­po­mi­na­ją­cy wy­plu­tą ho­stię. Teo­re­tycz­nie za­wie­sze­nie fo­lio­wej kie­szon­ki mogła po­czy­nić pro­boszcz lub mógł to zro­bić ku­stosz, razem z Paw­łem miesz­ka­li we troje w jed­nym domu.

W świą­ty­ni Hu­bert do­ko­nał po­mia­rów apa­ra­tem me­ta­fi­zycz­nym kon­fe­sjo­na­łu w za­kry­stii. Wskaź­ni­ki były w nor­mie. Pod­piął do we­wnętrz­nej ścian­ki sondę spi­ry­ty­stycz­ną i też nic. Spo­sęp­niał. Twarz przy­bra­ła mar­so­wy wyraz. Po­chy­lo­ny, gła­dził kra­wędź ga­bi­ne­tu oczysz­cze­nia. Błą­dził wzro­kiem, na­ra­sta­ło w nim na­pię­cie. Zwy­czaj­nie li­czył na spra­wę z dzie­dzi­ny opę­ta­nia. Ewen­tu­al­nie na pewną formę wy­pad­nię­cia poza rze­czy­wi­stość ma­te­rial­ną, na przy­kład roz­bu­dze­nie cha­ry­zma­tu. Nic z tych rze­czy. Coś ze­wnętrz­ne­go, spoza ukła­du, wtar­gnę­ło do lo­kal­ne­go azylu astral­ne­go. W du­cho­we spek­trum ge­ne­ro­wa­ne przez od­dzia­ły­wa­nia po­wsta­łe na bazie tu­tej­sze­go kultu wkro­czy­ła obca sub­stan­cja me­ta­fi­zycz­na.

Li­smol po­pro­sił o do­stęp do kon­so­li, aby mógł po­brać re­je­stry z ostat­nich dni. Rze­czy nie dzie­ją się same z sie­bie. Ktoś nie­świa­do­mie prze­cią­gnął dźwi­gnię, otwie­ra­jąc wrota mię­dzy wy­mia­ra­mi. Usta­le­nie oko­licz­no­ści po­wsta­nia me­ta­fi­zycz­ne­go po­mie­sza­nia po­mo­że w opra­co­wa­niu ry­tu­ału za­mknię­cia.

 

●●●

 

Wra­ca­li miej­ską tubą do biura. Ali­cja włą­czy­ła fo­te­lo­wą kon­so­lę. Uru­cho­mi­ła kon­tak­ty na­wią­za­ne dzię­ki pracy w cza­so­pi­śmie po­pu­lar­no­nau­ko­wym. Po­py­ta­ła re­li­gio­znaw­ców i spe­cja­li­stów od teo­zo­fii. Ana­li­zo­wa­ła na­de­sła­ne przez przy­ja­ciół ma­te­ria­ły na ekra­nie wbu­do­wa­nym w pa­sa­żer­ski fotel przed nią. Po­łą­czy­ła słu­chaw­ki z kom­pu­te­rem tram­bu­sa, aby jesz­cze w trak­cie po­dró­ży skon­sul­to­wać temat przez wi­de­okon­fe­ren­cję.  

– Dawno nie wi­dzia­łam cię tak pod­mi­no­wa­ne­go, Hu. Ostat­ni raz jak do­sta­łeś kosza ode mnie.

– To pra­wie pewne, że tu jest grub­szy pro­blem. Z tym Trze­cim Okiem nie bę­dzie tak łatwo jak ze zwy­kłym de­mo­nem.

– W co wpa­ko­wał się ten twój kum­pel? Po mo­je­mu spra­wa nie warta za­cho­du. Zresz­tą po­ra­dzą sobie sami. Kto, jak nie oni?

– Wszedł w ko­mi­ty­wę albo po­róż­nił się z bó­stwem, i to dość sta­rym. Nie po­ra­dzą sobie, Al. Tu po­trze­ba innej opty­ki.

– Im po­trze­ba w ogóle innej per­spek­ty­wy. Naj­le­piej jakby za­mknę­li wspól­no­tę. Obec­nie są tacy ni­szo­wi, że pod­pię­li­by się w więk­szy kult. Może ten z Wiecz­ny­mi? Pa­su­je do nich.

– Nie za­my­kaj głowy, bo to prze­szka­dza w pracy. Gdy­bym szu­kał pro­ble­mów w in­nych, nie po­znał­bym nawet psio­ni­ków… Od­dziel ma­te­rię od idei, aby mie­rzyć każde od­po­wied­nią miarą. Teraz mu­si­my prze­my­śleć, w jaki spo­sób na­wią­zał re­la­cję. W biu­rze cze­ka­ją nas go­dzi­ny ana­li­zo­wa­nia na­grań ze świą­ty­ni. Moim zda­niem sko­pa­li coś w ry­tu­ale.

– Wy­lu­zuj, Hu­ber­cie. O co cho­dzi z ry­tu­ałem?

– O to, że czę­sto i w wielu kul­tu­rach przy­zy­wa się bó­stwa oraz masę in­nych istot ry­tu­ałem. Chrze­ści­jań­stwo to cał­kiem stara re­li­gia, a jej ob­rzę­do­wość jest prze­peł­nio­na sym­bo­li­ką jak Bi­blia me­ta­fo­ra­mi. Paweł do­pie­ro co wstą­pił w stan ka­płań­ski, więc mógł się po­my­lić. Coś prze­krę­cić. Sam nie wiem.

– To wy­obraź sobie, że twoja part­ner­ka o za­mknię­tej gło­wie zła­pa­ła trop. Gdy­byś nie był ode­rwa­ny od rze­czy­wi­sto­ści, to od razu sko­ja­rzył­byś fakty. Pięć lat temu odbył się sobór. Sporo po­zmie­nia­li, a w ostat­nim ty­go­dniu wpro­wa­dzo­no nowy po­rzą­dek ce­re­mo­nii. Więc ten twój kum­pel fak­tycz­nie mógł ryp­nąć się w mo­dli­twie. Jak już od­dzie­lasz ma­te­rię od idei, to nie za­po­mi­naj o ist­nie­niu tej pierw­szej, co?

 

●●●

 

W biu­rze prze­glą­da­li ma­te­ria­ły i szu­ka­li tro­pów. W na­gra­niach za­pi­sał się jeden mo­ment, w któ­rym Paweł do sfor­mu­ło­wa­nia mo­dli­tew­ne­go wplótł przy­zwa­nie do świę­te­go Koła. Tylko raz padło takie we­zwa­nie, a na­za­jutrz po­ja­wił się pierw­szy pe­ni­tent z za­bu­rze­nia­mi. Po­szli więc za tą po­szla­ką i pró­bo­wa­li roz­wi­kłać za­gad­kę ry­tu­ału. Ali­cja za­nu­rzy­ła się w ar­ty­ku­łach po­świę­co­nych so­bo­ro­wi i za­czę­ła ko­ja­rzyć fakty. Po­ję­ła, że spra­wo­wa­nie li­tur­gii zo­sta­ło zli­be­ra­li­zo­wa­ne, a ka­pła­nom za­le­co­no pro­wa­dze­nie mo­dli­twy w spon­ta­nicz­nym duchu. Deja wy­cią­gnę­ła wnio­sek.

Paweł po­my­lił mo­dli­twę. Dodał we­zwa­nie do Koła przez przy­pa­dek.

– Słu­chaj, Hu. Zba­da­łam spra­wę i wy­cho­dzi na to, że twój przy­ja­ciel strasz­nie po­plą­tał for­muł­ki tam­te­go ranka. Niech się cie­szy, że sza­ta­na nie przy­wo­łał – pró­bo­wa­ła żar­to­wać Ali­cja.

– On nie tylko po­krę­cił mo­dli­twę.

– Mó­wisz o tym, że od­pra­wił mszą przy tym dru­gim oł­ta­rzu? My­ślisz, że to też ma zna­cze­nie?

– Gest, słowo, myśl – żadne z tych nie za­dzia­ła osob­no, lecz jeśli na­stę­pu­je in­ten­cjo­nal­ne po­łą­cze­nie tych ele­men­tów, do­cho­dzi do ope­ro­wa­nia za­awan­so­wa­ną magią. Paweł do­grał cały układ do idei, ale za­wa­ży­ły wy­po­wie­dzia­ne słowa. One za­wią­za­ły fluk­tu­ację mocy.

Mówże po ludz­ku – po­my­śla­ła.

– Czy mo­żesz ja­śniej?

– Po­pa­trz­my razem – rzekł i włą­czył na­gra­nie. – Tu prze­cho­dzi do spra­wo­wa­nia eu­cha­ry­stii i co robi?

– Idzie do dru­gie­go oł­ta­rza.

– Nie ma dru­gie­go oł­ta­rza. Tam jest ta­ber­na­ku­lum. W trak­cie mszy oł­tarz jest cen­trum ca­łe­go mi­stycz­ne­go wy­da­rze­nia. Więc co on zro­bił?

– Od­wró­cił się od boga?

– Mniej wię­cej tak. Od­wró­cił się od Boga. Cho­ciaż na­wią­zał do sta­re­go rytu, zwa­ne­go try­denc­kim. Tam li­tur­gię eu­cha­ry­stycz­ną spra­wo­wa­no przy tym dru­gim oł­ta­rzu, że się tak wy­ra­żę.

– Chcesz po­wie­dzieć, że to od­wró­ce­nie wraz ze sło­wa­mi za­wią­za­ło ja­kieś ab­sur­dal­ne po­łą­cze­nie, które w na­szym świe­cie urze­czy­wist­ni­ła wy­two­rzo­na z fluk­tu­acji moc?

– W końcu przy­zwał Koło, co nie?

– Ale tu się wy­bit­nie po­my­lił. I to po­dwój­nie. Bo nie ma świę­te­go Koła. Spraw­dza­łam fi­gu­ry geo­me­trycz­ne i jest świę­ty o imieniu Kwa­drat, ale nie ma świę­te­go Koła. To pierw­sza po­mył­ka. A druga, weź tu prze­wiń – po­le­ci­ła Hu­ber­to­wi. – Po­słu­chaj teraz.

Zjed­no­cze­ni wzy­wa­my świę­tych Li­nu­sa, Kleta, Koło, Kosmę i Da­mia­na i wszyst­kich in­nych… – re­cy­to­wał głos z na­gra­nia.

– Paweł zro­bił misz­masz, złą­czył wiele for­mu­łek w jedną. Ten frag­ment po­cho­dzi z ka­no­nu rzym­skie­go, czyli pierw­szej mo­dli­twy eu­cha­ry­stycz­nej, z rytu va­ti­ca­num se­cun­dum. Ale on prze­ro­bił ten frag­ment, wy­po­wia­da­jąc rap­tem mały pro­cent wła­ści­wej mo­dli­twy. We­zwa­nie do świę­tych za­czy­na się od: zjed­no­cze­ni z całym Ko­ścio­łem, a on to po­mi­nął. Nie za­koń­czył rów­nież, jak po­wi­nien: przez Chry­stu­sa, Pana na­sze­go. Amen. Trema czy co go tam tra­fi­ło, ale na­wa­lił po ca­ło­ści.

– Więc ro­zu­miesz teraz w czym rzecz? – za­py­tał Hu­bert.

– Idąc twoją lo­gi­ką, Hu, wy­cho­dzi na to, że on skie­ro­wał słowa tam, gdzie nie na­le­ża­ło… No i księ­żu­la po­ka­ra­ło.

– Tak. Poza tym do­szu­ka­łaś się mo­ty­wu z Kołem. To świet­na ro­bo­ta, Al.

– To nie wszyst­ko. Po­słu­chaj tego. – Tym razem sa­mo­dziel­nie od­szu­ka­ła frag­ment na­gra­nia.

Zjed­no­cze­ni ob­cho­dzi­my ten świę­ty dzień w tej świą­ty­ni, którą przy­ją­łeś sobie na wła­sność, więc na­peł­nij ją teraz oraz nas wszyst­kich swoją obec­no­ścią… – mówił ka­płan.

– To przy­po­mi­na for­mu­łę, którą do­da­je się pod­czas kon­se­kro­wa­nia świą­ty­ni. A on prze­ro­bił te słowa na wła­sny uży­tek…

– A wcze­śniej we­zwał Koło. Tu je za­pro­sił do ob­co­wa­nia – wtrą­cił Li­smol. – Kon­cer­to­wo prze­kom­bi­no­wał. Ale nie jest tak źle, bo gdyby jego in­no­wa­cyj­ne za­klę­cie osią­gnę­ło wyż­szy sto­pień mocy, to­by­śmy mieli znacz­nie wię­cej dziw­nych zda­rzeń.

– Tego nie wiem. Ale je­stem pewna, że Paweł nie ogar­nął. Bar­dzo kon­kret­nie nie ogar­nął. Sam sobie wi­nien.

Ali­cja i Hu­bert roz­sie­dli się w za­my­śle­niu, a znad ich sta­no­wisk unosiła się projekcja ho­lo­graficzna trans­mi­tu­ją­ca wy­cię­te frag­men­ty. Przy­ciem­nio­ny pokój wy­peł­ni­ła cisza prze­ry­wa­na przez mo­dli­twy wy­po­wia­da­ne w na­gra­niu. Deja za­trzy­ma­ła w końcu ho­lo­gram. Lu­stro­wa­ła szyb­kim ru­chem głowy pokój. Ścien­ne ekra­ny i ta­bli­ca po­wią­zań wy­glą­dały nor­mal­nie. Przed­sta­wia­ły te same ob­ra­zy.

No dobra, ale do czego zmie­rza to przy­wo­ła­ne bó­stwo? – po­my­śla­ła.

 

●●●

 

Paweł po­trze­bo­wał od­po­czyn­ku, więc przed wie­czor­ną mszą po­sta­no­wił zdrzem­nąć się. Za­po­mniał o łydce, ale łydka nie za­po­mnia­ła o nim. Po­now­nie na­wie­dzi­ła go we śnie. Miaż­dży­ła kości, wy­krę­ca­ła koń­czy­ny, wy­ci­ska­ła go ni­czym pastę do zębów z tubki. Tym razem cier­pli­wie zno­sił kosz­mar i cze­kał na finał. Prawdziwy ko­niec tej mary był za­wsze jeden. Łydka na­bie­ra­ła ciała. Osta­tecz­nie prze­obra­ża­ła się w rozne­gli­żo­wa­ną bru­net­kę. Tę, która co środa przy­cho­dzi­ła na po­ran­ną mszę. Za­wsze pod­cho­dzi do ko­mu­nii, a gdy od­cho­dzi, Paweł ukrad­kiem spo­glą­da na jej łydkę… Ona ma taką smu­kłą nóżkę!

Ksiądz wy­bu­dził się ze snu ni­czym opa­rzo­ny. Od­dy­chał szyb­ko, a do­ty­ka­jąc czoła, czuł wil­goć od potu. Wstał nie­mra­wo i po­wę­dro­wał pod prysz­nic, aby oczy­ścić się przed wie­czor­ną mszą. Coś pa­li­ło go od we­wnątrz, prze­krę­cił kurek od zim­nej wody i pod­dał się chłod­ne­mu desz­czy­ko­wi. Trząsł się i krzy­żo­wał ra­mio­na, po­cie­ra­jąc je na­prze­mien­nie. Ką­piel przy­po­mi­na­ła po­kut­ną chło­stę, która oczysz­cza­ła bar­dziej ducha niż ciało. Lecz wspo­mnie­nie smu­kłej łydki nie chcia­ło opu­ścić jego głowy, tra­wiąc po­żą­da­niem jego duszę. W końcu uległ mu, a jego dłoń za­wę­dro­wa­ła pod pod­brzu­sze. Chwy­cił, mię­to­sił i szar­pał. Chciał i nie chciał. Wal­czył ze sobą i sobie ule­gał. Łydka stała przed nim w jego gło­wie. ŁYDKA, ŁYDKA! A wyżej udo. A jesz­cze wyżej! Szar­pał moc­niej, ule­gał sobie wię­cej. Łydka sza­la­ła w jego umy­śle, do­ko­nu­jąc gwał­tu na jego duszy, a on gwał­cił sie­bie. SA­MO­GWAŁT… Aż po­żą­da­nie od­pu­ści­ło, eks­plo­do­wa­ło ni­czym ropa z uci­ska­ne­go prysz­cza.

 

●●●

 

Do za­kry­stii mu­siał przy­być ciut wcze­śniej niż za­zwy­czaj. Obo­wią­zy­wa­ła go roz­mo­wa z cy­fro­wym ojcem du­cho­wym. Spra­wo­wa­nie ob­rzę­du wy­ma­ga­ło od niego oczysz­cze­nia. Usiadł przy kon­so­li za biur­kiem i włą­czył pro­gram. Du­cho­wy prze­wod­nik po­pro­wa­dził pod­opiecz­ne­go przez an­kie­tę. Paweł, wy­uczo­ny na pa­mięć, od­po­wie­dział na py­ta­nia:

 

1) Akt he­do­ni­zmu wzglę­dem ciała jest gwał­tem na sobie samym. 2) Na­sie­nie jest prze­zna­czo­ne męż­czyź­nie do wzbu­dze­nia owocu w łonie ko­bie­ty. 3) Sa­mo­gwałt bie­rze się z po­czu­cia nie­ko­cha­nia. 4) Ucie­chy ciała są ni­czym wobec obiet­nic Kró­le­stwa.

 

Dzię­ku­ję. Wiesz teraz, co jest dobre, a co jest złe. Po­zna­łeś praw­dę, a praw­da cię wy­zwo­li­ła. Idź i czyń dobro – od­pi­sał du­cho­wy prze­wod­nik.

 

Ka­płan nie za­mknął jesz­cze pro­gra­mu, a usły­szał dzwo­nek z kon­fe­sjo­na­łu. Wy­łą­czył kon­so­lę i po­wę­dro­wał w drugi ko­niec za­kry­stii. Pe­ni­tent czeka.

– Wy­bacz mi ojcze, bo zgrze­szy­łem.

– Mów, sługa twój słu­cha.

– Ucią­łem go. Ucią­łem go KOŁEM. Ucią­łem ku­ta­sa! Jeśli był po­wo­dem grze­chu, to ucią­łem. Nocą przy­sze­dłem do po­ko­ju syna. Pro­si­łem go, aby po­szedł spać. Stu­ka­łem w ścia­nę i nie re­ago­wał. Gdy sta­ną­łem w drzwiach, na­kry­łem go na go­rą­cym uczyn­ku. KOŁO po­wie­dzia­ło mi, co robić. KOŁO zo­sta­ło moim na­rzę­dziem. I w imie­niu KOŁA sie­kłem. Raz, drugi! Krew try­ska! Po­ćwiar­to­wa­ny kutas. Spra­wie­dli­wość KOŁA.

– Prze­stań, wa­ria­cie! Nie można tak robić! To jest chore!

Chore, do kurwy nędzy.

– A co, Pa­weł­ku? Po­do­ba­ło ci się, co nie? My­ślisz, że Trze­cie Oko nie widzi?!

– Wynoś się! Mocą nada­ną mi przez Ko­ściół nie od­pusz­czam two­ich grze­chów! A teraz wynoś się!

– Ale ty dzi­siaj idziesz ze mną. Oto jest dzień, który dało nam Koło. We­sel­my się i ra­duj­my się nim. Zo­sta­łeś, Pa­weł­ku, po­wo­ła­ny do służ­by Naj­wyż­szej Do­sko­na­ło­ści. Przy­sze­dłem wpro­wa­dzić cię w mi­ste­rium Koła. Słu­chaj mnie. Trzy, jeden, czte­ry. Słu­chaj, słu­chaj! Trzy, jeden, czte­ry…

 

●●●

 

Hu­bert i Ali­cja wkro­czy­li głów­nym wej­ściem do świą­ty­ni. Mi­nę­li się z wier­ny­mi, któ­rzy naj­wi­docz­niej przy­by­li na wie­czor­ną mszę, a za­sta­li opę­ta­ne­go ka­pła­na. Stali więc na ze­wnątrz, od­ma­wia­jąc ró­ża­niec na elek­trycz­nych bran­so­let­kach. W pre­zbi­te­rium klę­czał Paweł. Wył nie­zno­śnie jak dzi­kie zwie­rzę. Obok stała pro­boszcz jakby nigdy nic. Nie­czu­ła na nie­mo­żeb­ne cier­pie­nie pod­wład­ne­go, gła­ska­ła go po gło­wie nie­chęt­nym ru­chem dłoni.

– Co się stało? – py­ta­ła w biegu Ali­cja.

– Wszyst­ko do­brze. Paweł przej­rzał pewne rze­czy i chwi­lo­wo źle się po­czuł, ale to zaraz przej­dzie – od­rze­kła pro­boszcz. Uśmie­cha­ła się dzi­wacz­nie, jakby jej twa­rz zastygła w bezruchu. – Muszę was opu­ścić. Ale wiem, co mu po­mo­że. Coś do­sko­na­le nie­do­sko­na­łe­go. Hasło: trzy, jeden, czte­ry. To po­win­no pomóc – po­ra­dzi­ła i ode­szła.

No… Jeb­nię­ta. Po pro­stu jeb­nię­ta – po­my­śla­ła Deja.

– Trzy, jeden, czte­ry. Paweł, obudź się! – prze­mó­wił Hu­bert.

– Auuu! Auuu!

– Obudź się! – do­łą­czy­ła Ali­cja i spo­licz­ko­wa­ła księ­dza. – Trzy, jeden, czte­ry! – Po­licz­ko­wa­ła go nadal, a on wy­bu­dził się w końcu i sta­nął jak wryty. Z nie­spo­koj­ne­go oce­anu zmie­nił się w płyt­ką rzecz­kę.

– Paweł, mów do nas.

– Już nie je­stem Paw­łem. Je­stem KOŁEM! – od­rzekł i bie­giem ru­szył do wyj­ścia.

 

●●●

 

De­tek­ty­wi prze­ga­pi­li mo­ment, aby ru­szyć w po­ścig za Paw­łem, pro­boszcz Do­ro­ta prze­pa­dła, a ku­stosz za­mknął ko­ściół do od­wo­ła­nia. Ali­cja z Hu­ber­tem wra­ca­li do biura z więk­szą licz­bą pytań niż od­po­wie­dzi. Pod­czas po­now­ne­go oglą­da­nia na­grań zna­leź­li nowe tropy. Paweł po wy­dzie­le­niu ko­mu­nii tam­te­go nie­szczę­sne­go dnia, gdy przy­zwał Koło, po­zo­sta­łą liczbę ko­mu­ni­kan­tów odło­żył do kie­li­cha w ta­ber­na­ku­lum. Do­ro­ta się­gnę­ła po to na­czy­nie na wie­czor­nej mszy, jesz­cze tego sa­me­go dnia. Naj­praw­do­po­dob­niej to ona zo­sta­wia­ła prze­sył­ki na drzwiach od po­ko­ju Pawła. Czy był to sy­gnał na­wi­ga­cyj­ny dla bó­stwa: w tym po­miesz­cze­niu czeka ży­wi­ciel? Ali­cja wpa­dła rów­nież na roz­wią­za­nie za­gad­ki z ha­słem. To była licz­ba pi – do­sko­na­le nie­do­sko­na­ła. Paweł zo­stał wpę­dzo­ny w trans, a de­tek­tyw wy­bu­dzi­ła go ha­słem, wtedy w świą­ty­ni.

– Nadal nie poj­mu­ję, Hu­ber­cie, dla­cze­go sie­dzi­my tu bez­czyn­nie. Prze­cież lada chwi­la może dojść do wojny re­li­gij­nej.

– Al, to nie tak. To nie jest nowa re­li­gia. Okay, lu­dzie za­bi­ja­ją się w imię róż­nych idei. Tak im się przy­naj­mniej wy­da­je, bo w rze­czy­wi­sto­ści wal­czą w imię ide­olo­gii. Z Paw­łem jest chyba inna spra­wa. Jego ogar­nę­ła idea. Bó­stwo Do­sko­na­ło­ści nie jest bo­giem wojny. Ten pro­blem nam od­pa­da. Chyba.

Aha, życie ludzi uza­leż­nia­my od lekko wy­po­wie­dzia­ne­go chyba.  

– Skoro jest tak spoko, to o czym tak my­ślisz? Je­steś ledwo tu obec­ny.

– Po­myśl tylko, łazi sobie taki ktoś, widzi uczyn­ki ludzi, ich brud­ne życia.

 

●●●

 

Tym­cza­sem roz­pę­dzo­ny Paweł wbiegł w długą aleję prze­peł­nio­ną spa­ce­ro­wi­cza­mi. Zwol­nił swój chód, do­pa­so­wu­jąc się do tempa za­sta­ne­go na tra­wia­stym dep­ta­ku. Lu­dzie prze­cha­dza­li się boso i le­ni­wym kro­kiem. Wie­czor­ny re­laks przy sław­nej zie­lo­nej alei. Ka­płan mijał uśmiech­nię­te osoby i oglą­dał ich życia. Ko­bie­ta w ża­kie­cie nie­na­wi­dzą­ca córki. Chło­piec z pie­ga­mi mal­tre­tu­ją­cy do­mo­we­go pu­pi­la. Chu­dzie­lec, który nie­daw­no ona­ni­zo­wał się w pu­blicz­nej to­a­le­cie. Ru­do­wło­sa córka bi­ją­ca po­de­szłe­go wie­kiem ojca. Mor­der­ca. Zło­dziej. Gwał­ci­ciel­ka. Psy­cho­pa­ta. Oni wszy­scy są brud­ni! Tacy NIE­DO­SKO­NA­LI!

 

 

Koniec

Komentarze

Po­sło­wie :-)

 

Tutaj też po­dzię­ku­ję So­na­cie i Mo­ni­que. Cie­szę się, że udało mi się zdą­żyć z na­pi­sa­niem opo­wia­da­nia, aby wrzu­cić je jesz­cze na be­ta­li­stę. Z po­mo­cą be­tu­ją­cych udało mi się opra­co­wać tekst. Myślę, że nie zdra­dzę ta­jem­ni­cy, jeśli po­wiem, że moje re­dak­tor­ki po­mo­gły mi wznieść opo­wia­da­nie na wyż­szy po­ziom ję­zy­ko­wy. Pier­wot­na wer­sja tek­stu ku­la­ła pod wzglę­dem wy­ko­na­nia, ale udało się w miarę temu za­ra­dzić. Po­zo­sta­ły tylko moje wła­sne ogra­ni­cze­nia zwią­za­ne z nie­do­stat­kiem umie­jęt­no­ści, ale i tak zro­bi­li­śmy przy be­to­wa­niu wiele do­bre­go.

 

Dzię­ku­ję za no­mi­na­cje do Bi­blio­te­ki: So­na­ta, Wi­sie­lec, Finkla, Ninedin, Katia72. A były też kliki, które nie zdążyły dolecieć, za co też dziękuję: NearDeath, SaraWinter and last but not least Monique.M.

 

post scrip­tum: dzię­ki ze­dy­to­wa­niu ko­men­ta­rza, nikt nie wie, o co cho­dzi­ło Wil­ko­wi w po­niż­szym ko­men­ta­rzu. Dia­bel­ska in­try­ga! Do czasu, gdy Wilk usu­nie swój ko­men­tarz.

Mój komputer jest po polsku

Wiesz już, co mi się podobało, a co nie. Opowiadanie pod względem fabuły jest przemyślane, bo elementy z początku ładnie się łączą z tymi na końcu, pomysł jest ciekawy, a historia wciągająca. Idę więc po klika.

Sonato, Wisielcze, Wiktorze

Dziękuję za odwiedziny :-) Za dobre słowo, biblioteczne kliki, i oreła stąpającego po wodzie.

Mój komputer jest po polsku

Interesujący tekst. Trochę fajnie szalony, trochę mam wrażenie, że miejscami naciągany jak podstawówkowe dowcipy, które opierały się na imieniu psa albo czymś równie arbitralnym.

Pierwszy indodump o Kole nieco męczący. Ale potem akcja się rozkręca.

Tylko co ma do Koła łydka?

Babska logika rządzi!

Hej, Finklo. Dziękuję za odwiedziny oraz klik do biblioteki. Miło mi :-)

Jeśli chodzi o imiona, to istnieje taka postać w kanonie świętych chrześcijańskich jak Kwadrat. A kanon rzymski, który Paweł pomieszał, jest wypełniony nietypowymi imionami jak Linus, Klement, Chryzogon. Ale być może jest to naciągane, temu nie przeczę.

Fakt, te informacje o szkołach Koła i Trzeciego Oka mogły zmęczyć, ale starałem się przeprowadzić czytelnika możliwie bezboleśnie przez ten fragment.

Łydka w utworze jest przede wszystkim obsesją Pawła. Nie wynika bezpośrednio z historii Koła, ale miała stanowić pewnego rodzaju uzupełnienie.

Mój komputer jest po polsku

Nie o dziwaczne imiona mi chodziło, tylko o to, że musiało się zbiec parę zbiegów okoliczności, żeby się to wszystko wydarzyło. Nowa liturgia, niedoświadczony ksiądz, żadnej kontroli, kilka błędów…

 

Może jednak opowiem jeden z tych słabych dowcipów, żeby lepiej wytłumaczyć:

Pewna pani miała psa, który wabił się Cośtakiego. Poszła z nim na spacer nad jeziorko. Upał straszny, więc postanowiła się wykąpać. A pies porwał jej ubrania i w nogi. Pańcia wyskoczyła z wody. Ktoś wywalił starą komodę, pani wzięła jedną szufladę, zasłoniła się i poszła szukać pieska. Tylko nie zauważyła, że szuflada nie ma dna. Spotkała jakiegoś faceta i pyta:

– Widział pan Cośtakiego?

– Widziałem, ale bez ramek.

 

Babska logika rządzi!

Fakt, jest w moim opowiadaniu absurdalna fabuła, a pomyślałem, że w ramach weird fiction będzie w porządku. Z drugiej strony mnie ten słaby dowcip rozbawił, więc po prostu ze mną coś jest nie tak devil Ergo, myślę, że rozumiem, co chciałaś powiedzieć i wcale nie neguję takiego wrażenia. Ja odebrałem ten zbieg okoliczności jako coś groteskowego.

Mój komputer jest po polsku

Hejka! 

Tym razem wpadłem nieco wcześniej, niż ostatnio ;p

Od razu zaznaczę, że czytając kilka z konkursowych opowiadań, w pełni nie zrozumiałem ani jednego.. w sumie może i w pięćdziesięciu procentach, trzydziestu… 

Oczywiście z Twoim mam tak samo. Totalnie nie moje klimaty, jednak czasami je czytam mając nadzieję, że coś tam załapię, ale dobra…

Z Twoim jednak mam tak, że pewne fragmenty (nie będę ich wszystkich przytaczał, ale jak np z zabójstwem męża), są zabawne, przez co dałem sobie spokój z interpretacją tekstu, skupiając się na niezłych scenkach. 

To na pewno uznaję za plus.

Stylowo – przedziwnie, ale zdaję sobie sprawę, że tak musiało być, za to zgodnie z tematyką konkursową powinienem również odczytywać to jako plus – więc i tak robię. 

Jest to jednak coś innego, niż do tej pory czytałem, więc ode mnie leci klik. Znaczy, jak go wyślą to przyleci ;D 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie.

 

Hej, NearDeath. Bardzo dziękuję za odwiedziny oraz lecący klik ;-)

Myślę, że to całkiem sensowne podejście do mojego opowiadania, bo to nie jest utwór symboliczny. To miała być taka makabreska połączona z absurdem, gdzieś to nazwałem: rozkoszną teorią spiskową. Jeśli wyszło przedziwnie, to fajnie, bo o to chodziło. Poza tym dziękuję Ci również za otwartą głowę, ponieważ pomimo tego, że to nie Twoje klimaty, znalazłeś pozytywy w opowiadaniu. Super!

Mój komputer jest po polsku

Dzieńdobrywieczór :)

Bardzo dziwny tekst. Dziwny, zakręcony, momentami zabawny. Zgodzę się z Finklą, że pierwszy infodump lekko męczący. Postać proboszcz ciekawa, jednak Al i Hu wypadli ciut płasko. Cała reszta kolorowa. 

Staram się zrozumieć, o co chodzi z tym kołem, a jeszcze bardziej staram się pojąć, co z tą łydką i cóż… Nie wiem. xD Weird pełną gębą.

Tekst nafaszerowany dziwactwami, sprawnie napisany. Czytało się płynnie.

Polecam w bibliotecznym wątku. 

Powodzenia w konkursie!

 

DODANO: Bardzo podoba mi się tytuł, sceny spowiedzi i sam pomysł. :)

Dla mnie to filozoficzny kryminał z niezłą dawką absurdu:) Fragment z bety: “Fajny pomysł, fragmentami świetnie zrealizowany (chodzi o absurdy, których nie rozumiem, ale świetnie się bawię czytając je i chyba o to właśnie chodzi:)). Podziwiam jak potrafisz opisywać rzeczy w pokręcony, a zarazem fajny sposób.” Dlatego daję klika zanim znów ktoś mnie ubiegnie:)

Monique.M chyba o minutę Cię ubiegłam xD

Ale to nic, jest komplet :)

No właśnie:) Nie sądziłam, że nastąpi taki biblioteczny wysyp.

Co to za nocny nalot devil Bardzo dziękuję za odwiedziny i biblioteczne kliki. Miło mi.

Saro, cieszę się, że tekst jest weirdowy oraz z tego, że jest całkiem znośny do czytania. Nie martw się nierozumieniem Koła czy łydki. Monique bardzo zgrabnie podsumowała moje opowiadanie, mówiąc filozoficzny kryminał. Lecz, żeby było jasne, to nie jest tak, że chciałem symbolicznie zapisać filozoficzny postulat do rozczytania. To była raczej zabawa postrzeganiem i sposobem traktowania rzeczywistości. Więc Koło trzeba czytać na serio-i-nie-na-serio.

Dziękuję jeszcze raz za odwiedziny Saro Winter i Monique.M – to było naprawdę fajne spotkanie!

Mój komputer jest po polsku

Fajne. Pomysłowe, zabawne – hej, napisać pastusz teologii i liturgiki tak, żeby był zabawny, to jest sztuka! Świat, przy całej groteskowości, ciekawie pomyślany, postacie też wiarygodne, wielka łydka i jej seksualno-groteskowo konotacje zapewniają element weirdowy. Podobało mi się. 

Doklikuję bibliotekę, bo ja też zaliczam się do zadowolonych z lektury czytelników :) Ciekawy pomysł, niezła jego realizacja, sporo absurdu, weirdu i ogólnie szalonego zakręcenia ;) 

Przeczytałam z przyjemnością :)

 

Dziękuję za odwiedziny oraz biblioteczne kliki, Ninedin i Katio :-) Uprzedziłyście troje śmiałków, którzy posłali moc kilków. Cieszy mnie to, że to była dla Was przyjemna lektura. Fajnie, że wyszło zabawnie i groteskowo, bo taki był plan na ten utwór. Super!

Mój komputer jest po polsku

Witaj!

 

Spojlery

 

Nie za dużo tego, w sensie, że za gęsto? ;>

 

"Trzypiętrowy blok mieścił na parterze lokale usługowe, a w tym ich Agencję, jej i Huberta Lismola. W czasie podróży zadawała sobie pytanie: „kiedy jej naukowe życie skręciło w paranormalny zaułek”. Współpracownik czekał na nią z zaparzoną kawą i pudełkiem ciepłych pączków. Dla niej lukrowane, dla Huberta te z dżemem."

 

O a tutaj, to ja Cię zamorduję, siedzę sobie na przerwie, krzesło dalej mój liniowy i musiałem powstrzymywać parsknięcie śmiechem :D Bardzo udany fragment. Tu też urwałem bo nie śmiałem kontynuować wobec jakichś TRZASKÓW zaraz dalej…

 

"– Mów zatem, sługa twój słucha – odpowiedział.

– Ja… ja… zabi… zabiłam męża.

Wreszcie ktoś normalny – pomyślał.

– Zabiłam go KOŁEM!

Nuż kurwa, chyba jednak nie. Ech… przebacz mi, Panie."

 

cdn.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ha, Mersejk! Twoje opowiadanie zostawia mnie rozdartego, jak rzadko. :) I nie z dylematem, tylko podoba się i nie podoba się. Albo inaczej. Część z księdzem jest świetna. :) Kupiłeś mnie już dwoma pierwszymi zdaniami, ale część z detektywami jest dla mnie całkowicie zbędna, przyznaję też, że trochę ją skanowałem. No nie wciągnęła mnie, trochę przez ten monolog w dialogu. Ja nie bardzo lubię gadki wyjaśniające, wolę, jak coś się dzieje. A u Pawełka działo się. :) I to dużo.

Fajny fragment: )

– Wybacz mi ojcze, bo zgrzeszyłam – rozpoczęła penitentka. – Obraziłam Boga swoimi grzechami.

– Mów zatem, sługa twój słucha – odpowiedział.

– Ja… ja… zabi… zabiłam męża.

Wreszcie ktoś normalny – pomyślał.

– Zabiłam go KOŁEM!

Nuż kurwa, chyba jednak nie. Ech… przebacz mi, Panie.

No część z Pawłem jest bombowa, do samego końca. :)

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Hej, Darconie. Bardzo dziękuję za wizytę :-) Biorę w ciemno ten połowiczny sukces. Potwierdzam, u Pawełka działo się, oj tak. Wprawdzie ja lubię moich detektywów, ale może będzie jeszcze okazja, żeby pokazać ich od innej strony. Jesteś trzecią osobą, która chwali ten fragment, więc zaczynam wierzyć, że to prawda. Super! Cieszę się, że znalazłeś u mnie rozrywkę ;-)

 

Mytrixie, poczekam na ciąg dalszy i odpowiem. Ale dziękuję również za wizytę!

Mój komputer jest po polsku

Oesu, jak mnie te Twoje czarne koła drażniły, jak czytałem na telefonie. Po przerzuceniu się na laptopa już było lepiej. No cóż, Ciebie chyba też opętało koło :D

Fajny tekst, dobry, przede wszystkim sympatyczny. O najlepszym fragmencie już wspomniałem. Masz jeszcze kilka ładnych momentów jak choćby ten z wyciskaniem pryszcza :P

Całość ładnie utrzymałeś w konwencji przyszłości bliskiego zasięgu, lekko absurdu? Czy weird? Nie wiem, może i weird, nie znam się w sumie :D

Kult koła na propsie, liczbę pi od razu skojarzyłem. Tylko to śledztwo detektywów trochę takie płaskie wyszło i nudnawe, bo aż przeglądali nagrania z kamer i analizowali jakieś papierzyska!

 

No i co Ci mogę powiedzieć, podobało się, ale postuję o więcej akcji dla detektywów!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Obsesyjna łydka skojarzyła mi się z dwoma rzeczami – z piosenką o takim tytule i z “Ferdydurke”. Dobrze się to czytało, mamy tu pewną dozę szaleństwa, którą dwoje detektywów próbuje porozmawiać. Zabrakło trochę większego tupnięcia na koniec, może kilku słów o tym, dlaczego proboszcz chciała wkopać Pawła?

Opowiadanie mi się podobało, przede wszystkim ze względu na ten ciekawy kontrast pomiędzy wariactwem a poukładaniem. :)

Zostaw ten żyrandol.

Całkiem w porządeczku. Zaczyna się intrygująco, zaciekawiasz czytelnika od samego początku :> Opowiadaniu dodaje kolorytu przede wszystkim dobrze zbudowana postać Pawła. Zgadzam się z przedpiścami, że śledztwo trochę nudnawe, ale nie psuje to całego odbioru tekstu. Fajne nawiązanie do gombrowiczowskiej łydki :)

Przyjemna lektura.

 

Powodzenia w konkursie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Bardzo dziękuję za odwiedziny nowym Czytelnikom! Miło mi, że zawitaliście pod moje skromne opowiadanie. Cieszę się, że lektura była przyjemna i podobała się. Super :-) Poza tym postaram się rozpisać inaczej detektywów przy następnej okazji.

 

Mytrixie, co do cytowanego fragmentu z zaimkami, to ja bym tam usunął ewentualnie jeden. Tam było wprowadzenie bohaterów i pozostawienie domysłów, mogłoby skończyć się nieporozumieniem. A i tak widziałem z tymi zaimkami pewien rytm, lecz mogę się mylić. Poza tym fajnie, że spodobały się Tobie najmocniejsze fragmenty.

 

Verus, całkiem słuszne i sprawiedliwe skojarzenia. Fakt, końcówka mogłaby być inna, lecz nie kombinowałem przy limicie znaków, będąc również goniony przez czas. Zauważyłaś ciekawą oś między szaleństwem a porządkiem. Podoba mi się to spostrzeżenie.

 

Sy, jak opowiadanie w porządeczku, to bardzo fajnie. Cieszę się. A że postać Pawła wyszła kolorowo, to już super. Dobrze też, że nudnawe śledztwo nie popsuło utworu, popracuję nad tym elementem przy innym tekście. Miło mi, że wpadłaś.

Mój komputer jest po polsku

Verus, z pisenką zespołu Happysad, bo mi z nią :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mi też się skojarzyło z tą piosenką, ten fragment pasuje:

 

Wyspowiadasz się

Jeszcze przed snem chcę cię mieć czystą

Ale to nie wszystko

Wydrylujesz śliną mnie

Otoczysz sprężystą łydką

Tak, tak. Dobre skojarzenia macie devil Tak było!

Mój komputer jest po polsku

Zacznę od tego, że tytuł bardzo udany i przykuwa uwagę. Interesujące zderzenie świata religinego z technologią. Samo zmieszanie motywów geometrycznych i koła z wątkami powiedzmy mitologicznymi skojarzył mi się (choć luźno i odlegle) z filmem Pi. Od strony śledczo-fabularnej zabrakło mi może więcej zaskoczeń, i w jednym miejscu za mało subtelna ekspozycja z tym Platonem. Nie do końca rozumiem, dlaczego liczba pi jest doskonale niedoskonała. :P A ogólnie to przeczytałem z przyjemnością. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

O, panie Szyszkowy, jak mi miło powitać pana przy moim opowiadaniu. Dziękuję bardzo za odwiedziny i dobre słowo. Miło mi :-) Może faktycznie za mało ognia było w wydarzeniach okołodetektywistycznych. Nie wiem czy zabrakło mi pomysłu, czy to była ostrożność, aby nie przekombinować z wrażeniami. Trochę potrzebowałem wyjaśnić, jak tę ekspozycję z filozofami.

A doskonałą niedoskonałość z chęcią wytłumaczę i dopytam Cię, co sądzisz o takim ciągu skojarzeń, bo to wydaje się ciekawą rzeczą. Tu zastosowałem taką drogę myślenia: liczba całkowita (doskonała) a liczba wymierna (niedoskonała), a doskonałość w niedoskonałości jako nieskończoność liczby pi. Liczba całkowita skojarzyła mi się po prostu z pełnią, a pełnia i doskonałość współgrają tu z kołem i tak to wyszło. Oczywiście, pozwoliłem sobie na wiele uproszczeń :-D Ale co sądzisz o tym?

Mój komputer jest po polsku

Jaki Panie, Szyszek jestem. :D Ciekawe rozumowanie, w sumie podobne do postrzegania harmonii i liczb wymiernych przez Pitagorejczyków. Jest nawet taka (apokryficzna i raczej fejkowa) anegdotka, że Pitagorejczycy utopili kolesia, który śmiał wykazać istnienie liczb niewymiernych i zburzył ich światopogląd. :D W sumie nawet to 3.14 w opowiadaniu to niedoskonałe przybliżenie doskonałości wszystkich liczb po przecinku. Dzięki za wyjaśnienie. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mersejku, ale każda liczba całkowita jest również liczbą wymierną. Co się wtedy dzieje z jej doskonałością?

Babska logika rządzi!

Hm, tu chodziło raczej o to, że wymierna nie jest całkowitą. Trochę jak w ontologii, byt absolutny ma (chyba) przymioty bytu przygodnego, ale przygodny nie jest absolutnym. Ergo, całość zawiera wymierność, ale wymierność nie zawiera całości. Zatem, nie zachodzi tu konflikt. (To znaczy w moim rozumieniu :-D) Co o tym sądzisz?

Mój komputer jest po polsku

Fetysz na łydkę, kpina na duchowość, którą po równo obrywają religie i okultyści, wyraźna fascynacja trzecim okiem i kształtem idealnym cycka…

No Mersejk jak malowany.

 

Bardzo lekkie, zręcznie pomiksowane, ale bez grubiańskiego potraktowania żadnej ze stron. Spowiedź kapitalna, ta pierwsza. Konsekwentnie zrealizowany absurd. Niepokojąco kolisty finał. Ryba lubi to.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzień dobry, panu, bardzo. Co, pan, tutaj odkomentowuje! Zaraz, zaraz… Aha! Dziękuję bardzo za takie miłe odwiedziny, gościć Rybę to przyjemność czysta. Widzę, że poznał się, pan, na moim utworze. Mądry z Ryby człowiek, że się tak wyrażę. Nic ofensywnego. Rad jestem, że było lekko i bezboleśnie. Miło usłyszeć dobre słowo. Bóg zapłać.

Spowiedź zaliczona, pozostań w pokoju (obojętnie którym) i grzesz rozsądnie!

Mój komputer jest po polsku

Hmmm. Jeśli jeden zbiór jest podzbiorem większego zbioru, przy czym elementy mniejszego mają jakąś właściwość, a elementy większego – jej przeciwieństwo, to coś mi się nie zgadza w aksjomatach tudzież założeniach.

Babska logika rządzi!

Czyli jeśli mniejszy zbiór posiada właściwość: niedoskonałość, to większy zbiór, zawierający w sobie ten mniejszy, powinien posiadać również tę niedoskonałość. Słuszny ciąg logiczny. Tymczasem większy zbiór może posiadać dodatkową właściwość np. uzupełnienie niedoskonałości. Oczywiście, dodatkowa właściwość jest tylko założeniem teoretycznym.

Mój komputer jest po polsku

No, tak już lepiej. A przy okazji: istnieje coś takiego jak liczby doskonałe. Na przykład 6 albo 28. :-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. Najbardziej spowiedź pani co zabiła męża KOŁEM i te wszystkie myśli, nadające tekstowi tempa. Chyba najbardziej ta:

No… Jebnięta. Po prostu jebnięta – pomyślała Deja.

Ogólnie ciekawy koncept i fajnie użyta religia w nowym wydaniu.

Przyjemna lektura.

Hej, Edwardzie. Bardzo dziękuję za odwiedziny. Miło mi, że się podobało i fajnie, że zwróciłeś uwagę na tempo, bo faktycznie starałem się popracować nad nim w tekście. Przyjemność po mojej stronie.

Serdecznie pozdrawiam :-)

Mój komputer jest po polsku

Cześć, Mersejk :)

Pierwsza część to taka trochę wyliczanka, ale potem jest już lepiej :)

mięsień oplatał go niczym wielometrowy wąż.

No nie mogłam wyrzucić z głowy piosenki Happysadu :D

 

Ogólnie opowiadanie całkiem spoko. Ciekawy pomysł, niezłe wykonanie i udało Ci się nie przekroczyć granicy absurdu, który z inteligentnie zabawnego potrafi zrobić się nagle sztucznie naciągany. Za to duży plus. Przyjemnie mi się czytało :)

Powodzonka w konkursie :)

Hej, Arya! Bardzo dziękuję za odwiedziny :-)

Piosenka Happysadu jest tu jak najbardziej na miejscu, była jednym z moich skojarzeń.

Cieszę się, że opowiadanie spoko wyszło. Przyjemność czytelnika przyjemnością autora.

Serdecznie pozdrawiam :-)

Mój komputer jest po polsku

Przykro mi, ale nie spodobało mi się zupełnie. Miałem problemy ze skupieniem się na tekście, taki wydał mi się chaotyczny i wariacki. O zrozumieniu go już nie wspominam…

Według mnie to nie jest weird, a przynajmniej nie klasyczny. Podobno dla niektórych był nawet zabawny, jak wyczytałem w komentarzach, ale przecież weird nie na tym polega…

Hej, Agroeling. Również bardzo dziękuję za odwiedziny :-)

Nie spodobało się, to nie spodobało się. Szkoda, ale bez obaw. Wszystko w porządku. Że tekst wariacki, to rozumiem. Że chaotyczny, to zaskoczenie. W kwestii zrozumienia opowiadania sprawa ma się na kilku poziomach, bo jeśli np. miałaby tu być prawda o świecie, to jej nie ma i w takim przypadku może dojść do nieporozumienia. Ogólnie mówiąc, mamy tu wariację na temat rytuału i poniekąd pastisz religijnego ceremoniału. Utwór został napisany w tonie makabreski, a humorystyczny element został zaplanowany, aby było lekko i bezboleśnie. Myślę, że humor jest częścią mojego stylu pisania.

Mój komputer jest po polsku

No tak, zależy jaki styl się lubi. Zapewne Twoje opowiadanie nie było chaotyczne dla kogoś, kto lubi taki styl właśnie. Bo tematycznie to było weird, zdaję sobie z tego sprawę. Tyle że ja na przykład, będąc tradycjonalistą, konserwatystą itd. lubię rzeczy tradycyjne , staroświeckie i ponure. I humor mi tu też nie pasuje…

Aha, tak. Teraz rozumiem lepiej. Myślę, że całkiem trafnie podsumowałeś tę różnicę w podejściu. Fakt, lubię trochę niepoważne podejście do rzeczywistości, zwłaszcza w beletrystyce. Niemniej, nasza rozmowa jest dla mnie bodźcem, żeby poszukać wyzwania i spróbować inaczej opowiedzieć następne historie. Dziękuję :-)

Mój komputer jest po polsku

Fajne :)

Przynoszę radość

Opowiadanie otrzymało atest. Czytelnicy mogą zaglądać bez obaw!

Bardzo dziękuję za odwiedziny, Anet :-) I super wyszło, że fajne opowiadanie. Miło mi!

Mój komputer jest po polsku

Z Twoich opowiadań, to zdecydowanie podoba mi się najbardziej. Jest groteskowe, miejscami zbliża się do granicy absurdu, ale nigdy jej nie dotyka. Czytało się szybko, wciągnęło mnie. Podoba mi się pomysł i jego realizacja, fajnie to rozplanowałeś, znalazłeś środek pomiędzy kryminałem i absurdem, robiąc bardzo ciekawą mieszaninę wszystkiego co się da, a wyszło z tego coś naprawdę przyjemnego, trudna sztuka, podziwiam.

Aha.

Miałem identyczną reakcję, ściana tekstu nie do przeskoczenia, spory infodump.

Twarz przybrała marsowy wyraz.

Ehh, łapię się na to za każdym razem. -,-

xD

To była liczba pi.

Nie pomyślałem o tym, chyba pora zbyt późna, niezły pomysł. ;)

Tyle ode mnie. Powodzenia w konkursie!

 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hej, MaSkrolu :-) Przywołałem Cię dzisiaj, ponieważ miałem twoje opowiadanie otwarte przez kilka godzin wieczorem! Nawet porzuciłem utwór napisany przez Sy, z racji wyboru jednego tekstu z dwóch. Ostatecznie nie przeczytałem jeszcze, ale co tam. Rytuał udał się.

Bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszy mnie to, że masz takie pozytywne wrażenia z lektury – super. Pochwała i brak uwag od MaSkrola to jak małe wyróżnienie (he he). Poza tym trochę infodumpu nie zaszkodzi :-D

Do zobaczenia u Ciebie przy kawce!

Mój komputer jest po polsku

Opowiadanie miało w sobie kilka sympatycznych elementów. Podobała mi się pomysłowa i kreatywna budowa świata przedstawionego (miło liznąć odrobinę cyber w tym miesiącu). Podobała mi się strona absurdalna tekstu: ciekawie pokazana daleko idąca fiksacja na łydce i kole. Fajnie oddajesz lekkość w rozmowach bohaterów i mersejkowy humor.

 

Opowiadanie natomiast czytało się ciężko. Śledztwo było zbyt proste, ale jednocześnie mętne. Trafiły się niepotrzebne infodumpy.

 

Przede wszystkim jednak opowiadanie zawiera w sobie tyle błędów, że gdyby było jeszcze w poczekalni, nie kliknęłabym mu biblioteki.

 

Sięgnął staromodnego drążka w futrynie sypialni i wykonał serię podciągnięć.

Pomijając niepewny rząd czasownika, którego nie mam jak zweryfikować w tej chwili (sięga się po coś, jeśli czegoś – to metaforycznie), to on ten drążek po prostu chwycił.

 

Pierwszy akapit ma poszarpaną dynamikę; za duży natłok krótkich zdań. Natężenia krótkich zdań używamy, by podkreślić dynamiczność akcji. Polecam ci bardzo Galerię Złamanych Piór Feliksa Kresa. W jednym z odcinków opowiada on o poprawnym rytmie tekstu – bardzo ci się przyda ta lekcja.

 

W czasie podróży zadawała sobie pytanie: „kiedy jej naukowe życie skręciło w paranormalny zaułek”.

Skoro cytujesz, to “kiedy mi”. Ja natomiast sugerowałabym uproszczenie: zastanawiała się, kiedy jej życie…

 

– Dobra, masz mnie. Powiedz lepiej, czy sprawdzałaś może temat metafizycznych Kół, Al? – zmienił temat, a po braku odpowiedzi kontynuował. – Skompletujmy informacje przed wyjazdem.

Błędny zapis dialogu (dwukropek po kontynuował)

 

Do drzwi mieszkania ktoś przylepiał małą przesyłkę.

Jeśli jest to czynność cykliczna, wypadałoby dodać określnik czasu. Czytelnik powinien wiedzieć, czy przylepianie następowało codziennie czy raz na rok.

 

Później tę koncepcję zaadoptował Platon. Druga szkoła porzucała pomysł innego wymiaru. Zamiast Doskonałego Koła wyznawali Trzecie Oko. Było dla nich stanem możliwej doskonałości. Tę koncepcję zaadoptował Arystoteles

Albo koło albo symbol oka. Ewentualnie okrąg zamiast koła. W trójkącie czy kwadracie, to już nieistotne. Koło to doskonała forma. Prosty rysunek oka przypomina koło rozbudowane o poboczne elementy, linie symbolizujące powieki. Abstrakt przedstawia źrenicę z tęczówką okolone rogówką. Trochę jak obrócone łzy wpisane w koło.

powtórzenia

Cała wypowiedź, z której pochodzi ten fragment, to infodump trudny do strawienia.

 

Dopijemy kawę i siadamy do przeczesania informacji.

do przeczesywania chyba, ale – do przeczesywania zasobów albo do poszukiwania informacji. Skoro już mają informacje, nie muszą ich przeczesywać. Nie mówiąc o przeczesaniu.

Pozbawiony skóry, ale nie kośćca, mięsień oplatał go niczym wielometrowy wąż.

Zgubiony podmiot. Mięsień miał kości? Skubany!

Wyszedł z plebanii wcześniej niż zwykle, ponieważ chciał spędzić więcej czasu w zakrystii. Zamierzał oczyścić umysł i ułożyć modlitwy do nowej liturgii.

– Wybacz mi ojcze, bo zgrzeszyłam – rozpoczęła penitentka.

Mało domyślny przeskok. Facet wychodzi z plebani i nagle jest w zakrystii.

Nuż kurwa

"a nuż" w takim znaczeniu nie funkcjonuje

– Czekaj – rzucił spowiednik, słysząc jak kobieta wstaje z fotela i sięga do klamki od kabiny. – Porozmawiajmy, powiedz mi więcej – prosił. Ale kiedy ksiądz wyszedł z konfesjonału, penitentka była już poza zakrystią.

zbędny podmiot, nie zmienia się

Teoretycznie zawieszenie foliowej kieszonki mogła poczynić proboszcz lub mógł to zrobić kustosz, razem z Pawłem mieszkali we troje w jednym domu.

Zbędne powielanie informacji.

 

Przecinki, zbędne lub brakujące:

 

zapytała Alicja po tym jak usiedli do narady.

On nagi, okolony próżnią obcował ze sprężystą łydką.

dociskany przez mięsień, wracał na jawę

Naładowany adrenaliną, rzucił się na drążek do podciągania

rozbujany niczym małpa, wykonał serię ćwiczeń

Paweł runął kolanami na podłogę, aż miło

Musisz zapytać jeszcze kogoś, ale myślę, że zbędny.

 

W tym miejscu (1/4 tekstu) skończyłam wypisywanie błędów, jednak reszta opowiadania jest napisana podobnie.

Dalej wyjątkowo zabolało mnie jeszcze “okay”. Ble.

 

Dobra, podsumowując: sympatyczne opowiadanie, dobre jak na początkującego, ale w przyszłości proszę większą uwagę poświęcić stronie technicznej tekstu. 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Hej, MaSkrolu :-) Przywołałem Cię dzisiaj, ponieważ miałem twoje opowiadanie otwarte przez kilka godzin wieczorem!

To ja tu przychodzę, żebyś mnie przeczytał i dowiaduję się, że byś to zrobił, gdybym jeszcze chwilę poczekał?! :P

Żartuję oczywiście ;)

Nawet porzuciłem utwór napisany przez Sy, z racji wyboru jednego tekstu z dwóch. Ostatecznie nie przeczytałem jeszcze, ale co tam. Rytuał udał się.

Dobra, to jednak było po co przychodzić. :P

Pochwała i brak uwag od MaSkrola to jak małe wyróżnienie (he he).

Nie wiem, czy rzeczywiście jestem taki czepliwy, ale jeśli tak, to się cieszę. ;P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hej, Kam. Widzę, że masz sporo uwag i moje opowiadanie wyszło co najwyżej średnio twoim zdaniem, ale co tam. Bardzo dziękuję za wizytę :-) Domyślam się, że chciałaś mi pomóc i pokazać dobre pisanie, więc tym bardziej jestem wdzięczny.

Ogólnie nie zgadzam się z większością Twoich uwag do tekstu. Być może niektóre bym wprowadził, ale z większością polemizowałbym. Tymczasem zostawmy ten dyskurs na inne miejsce. Komunikat zrozumiałem i dziękuję za Twój czas.

Jeśli mówimy o przecinkach, to o ile jestem wstanie zgodzić się, że gdzieś nie wstawiłem przecinka, to o tyle trudno przyznać mi, że wstawiałem je niewłaściwie w innych miejscach. Ale widzę w tej materii co najmniej dwie szkoły, więc to też jest temat na osobną rozmowę.

Fajnie, że wpadłaś, Kam. Szkoda, że tekst wypadł słabo, ale co tam. Miło mi, że poświęciłaś mi czas. Super :-)

Mój komputer jest po polsku

Jeśli potrzebujesz dodatkowych wyjaśnień, dlaczego coś jest błędem, mogę tłumaczyć.

 

Tutaj nie powinno być przecinków:

dociskany przez mięsień, wracał na jawę

Naładowany adrenaliną, rzucił się na drążek do podciągania

rozbujany niczym małpa, wykonał serię ćwiczeń

Nie ma czegoś takiego jak dwie szkoły interpunkcji.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dziękuję za możliwość konsultacji. Myślę, że ten tekst zostawię do rozstrzygnięcia konkursu, a później odwieszę do kopii roboczej. Nie wiem, kiedy usiądę do niego ponownie.

Jasne, że nie ma de iure dwóch szkół. One są de facto. W zdaniach zacytowanych wstawiłem przecinki, ponieważ widziałem tam domyślny imiesłów czasownikowy “będąc”. Jedni go tam widzą, inni są zdania, że go tam nie ma. I to są dwie szkoły.  

Mój komputer jest po polsku

W opowiadaniu znajduję zdecydowane pozytywy, do czego przejdę na końcu, natomiast całkowicie zgadzam się z Kam i dziwię się, że nikt z bardziej doświadczonych autorów, którzy się tu przewinęli, nie zwrócił Ci wcześniej na to uwagi. Ten tekst, mimo bety, jest baardzo kulawy językowo i też po jakimś czasie darowałem sobie notatki “co, gdzie i jak”. Nie czułbym się uczciwie w stosunku do Ciebie, gdybym tego nie napisał i mam wielką nadzieję, że Cię to nie zniechęci. Więcej, uważam, że musisz na tym etapie to usłyszeć, żeby rozwijać się w przyszłości. Z drugiej strony, nie do końca jest dla mnie jasne, czego oczekujesz, więc jeśli podchodzisz do swoich tekstów “totalnie na luzie” i nie życzysz sobie takich uwag, no problem, tylko powiedz, a na przyszłość dam sobie spokój. Choć takie podejście kłóciłoby się z faktem, że jednak poprosiłeś dziewczyny o pomoc w szlifowaniu go, acz coś tam poszło bardzo nie tak. Dlatego, żeby nie było nieporozumień na przyszłość, lubię Cię, Mers, i szanuję, więc czułbym się nie w porządku, nie będąc szczery. Krótka piłka – wykładać kawę na ławę, czy rzucać kilka luźnych uwag co mi się podobało?

A zatem co było fajne? Widać, że masz bardzo dobre pomysły i potrafisz poruszać się w danych realiach (w tym przypadku – religijno-filozoficznych). Masz duży zasób specjalistycznych słów, acz przyda się większy umiar w ich stosowaniu. Potrafisz fragmentami pisać naprawdę miodnie (pierwsza spowiedź – elegancko szalona i zabawna). Dość dobrze łączysz lekkość przekazu z ciężarem niektórych zagadnień, potrzeba tu tylko trzymania równego poziomu. Podsumowując – gdyby poprawić błędy językowo-stylistyczne, bardzo dobrze by mi się to czytało. Jeśli potrzebujesz dodatkowych lub szczegółowych informacji, wiesz gdzie mnie znaleźć. Mam nadzieję, że jednak nie zrezygnujesz z kolejnych publikacji, powodzenia!

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Hej, Bail. Bardzo dziękuję za wizytę :-) Super, że znalazłeś pozytywy i równie super, że masz uwagi. Cieszę się ze wszystkiego, a rozmawianie jest rozwijające, tak uważam. Jeśli masz jeszcze jakieś uwagi, to możesz mi zapodać, jak najbardziej. Czy tu, czy w pw na Discord – jak tobie wygodniej. Doceniam szczerość i nie mam z tym problemu, że gdzieś sobie nie poradziłem. Z chęcią wydźwignę się z niedociągnięć.

Myślę, że taki problem z moją osobą może wynikać, że jestem słabym uczniem i często nie rozumiem, w czym rzecz. A czasem otrzymuje mylne sygnały. Wiesz, jedno podpowiada tak, drugie inaczej. Ogólnie to wychodzi na to, że mam braki i to najwidoczniej elementarne. Zapewne dlatego nie chwytam wszystkiego, bo jakaś mała luka nie pozwala pojąć mi całokształtu. Więc gdybyś chciał mi pomóc, to z chęcią się czegoś nauczę. Tylko w moim przypadku to chyba trzeba pokazać gdzie, co i jak.

Mój komputer jest po polsku

" – Sądzisz zatem"

Nadmiarowa spacja na początku akapitu.

 

"pozostałą ilość komunikantów"

na bogów, liczbę!

 

Co tu mamy? Ano mamy mieszane odczucia.

Ciekawy pomysł. Całkiem lekko napisane. Połączenie kilku wątków. Wszystko fajnie połączone, a przy tym wszystkim bardzo duży plus za fakt, że długo trzymałeś opowiadanie w formie, w której trudno było określić, czy do końca będzie lekko absurdalne, czy może przejdzie w zupełne rozluźnienie albo – trzecia opcja – w nagły skręt w mroczne, straszne, niewyjaśnione. I muszę, zwyczajnie muszę to powiedzieć – to ostatnie miało potężny potencjał takiego nagłego walnięcia po łbie. Co oczywiście nie znaczy, że pozostałe warianty byłyby złe.

Niestety, choć szło w wariant rozluźnienia, choć jest zarys puenty, to jest jakieś takie jej rozpłynnienie. Nie w treści. W formie. Jakoś brak zaakcentowania tej końcówki. A także widać trochę “dosztukowanie” końcówki do wcześniejszej treści. Nie w sensie przeskoku, to jest ok. Bardziej w sensie jakby jakiegoś zdania (być może nawet jednego) brakło. ale może się mylę… Sam lubię takie przeskoki, a u mnie też czasem ludzie narzekają na przeskok – więc może to takie uwagi od jednego nie potrafiącego do drugiego nie potrafiącego ;-)

No fajne opowiadanie, choć jak mówię, tu był pomysł, z którego mogłeś rozwinąć niejedno i niejedną woltę, niejeden skręt akcji po drodze zrobić. Forma temu sprzyjała.

Plus za zmyłkę (celową lub [przypadkową) z tym Hu i Al. Po wcześniejszej wzmiance o cywilizacji pozaziemskiej i po dziwnej rozmowie nieźle przestawiło odbiór na inne tory, zanim wyszło, że to jednak ludzie.

 

treningi -> łydka -> koło -> …

Czyżby jakieś sugerowanie cyklistów? A jak wiadomo – jak cykliści, to i masoni. A jak masoni, to trzecie oko. Tak mi się skojarzyło :P

Skojarzenie luźne, a realnie to nie mogę dojść do tego, co ta łydka tu robi.

Choć kojarzy mi się tez sprawa księdza, któremu kuria zabroniła treningów na siłowni, bo “to kult ciała”. Ale to tez luźne skojarzenie.

 

"Słuchaj mnie. Trzy, jeden, cztery."

A to piękne. Parsknąłem wspaniale :-)

 

Hej, Wilku. Bardzo dziękuję za odwiedziny. Miło mi.

Wiesz, z tym zakończeniem to zabrakło chyba miejsca. Faktycznie, rozmawiałem o tej części z betującymi i było takie zwrócenie uwagi na zakończenie. Ja zostawiłem ostatecznie wersję dosztukowaną, ponieważ w innym wypadku miałem pomysł na kilka scen, ale to już przekroczyłoby limit znaków. Zapewne wrócę do tekstu za jakiś czas.

Wprawdzie nie miałem skojarzeń podobnych do Twoich, w sensie 1:1. Ale ogólnie mówiąc, opowiadałem o moim opowiadaniu (jeszcze w trakcie pisania go), że konwencja waha się od rozkosznej teorii spiskowej do absurdalnie chorego pomysłu. O sprawie księdza nie słyszałem, ale jestem wstanie uwierzyć w jej prawdziwość.

Dziękuję za komentarz. Idę wstawić poprawki. Miło było zamienić parę słów na temat opowiadania. Cieszę się, że lektura była lekka, że wyszło całkiem fajnie :-)

Mój komputer jest po polsku

z tym zakończeniem to zabrakło chyba miejsca.

Osobiście jestem wielkim zwolennikiem tego, że jeśli pomysł ma potencjał, to szkoda krzywdzić opowiadanie, na siłę docinając :-) Z drugiej strony zawsze można spróbować zagęścić treść :-)

 

Wzmianki o kulcie ciała musiałbym poszukać, ale ogólny skrót tutaj.

Czyżby mokry sen Gombrowicza?

Nieźle, naprawdę w punkt – o takie właśnie weird fiction nic nie robiłam. Trafnie operujesz językiem stylistycznie dopasowanym do konwencji, odmalowując świat zwichrowany, ześwirowany, ale wewnętrznie spójny (momentami obudowany podstawami merytorycznymi aż do lekkiej przesady, moim zdaniem – mówię tu o fragmentach dialogów-wykładów, w których tłumaczysz fizjologię Twojej żaby, ale ona przy tym robi się nieco mniej żywotna). Na początku miałam wrażenie, że nie jesteś do końca pewny, jakim językiem chcesz to napisać (pojawiło się parę możliwych do uniknięcia powtórzeń, które wybijały z rytmu), ale im dalej było, tym lepiej. Moim zdaniem utrzymałeś się na krawędzi „treści absurdalnej”, nie pozwalając sobie jednakowoż na skok w przepaść „w sumie to bełkotu”. Stworzyłeś bardzo ciekawe, pojemne uniwersum, w którym moim zdaniem zmieściłby się jeszcze jeden tekst (albo i kilka tekstów?).

Naprawdę fajne odwołania do symboliki koła/Oka oraz starożytnych myślicieli, choć znów – sądzę, że przy Twoim warsztacie dałoby się to przemycić zgrabniej aniżeli w dialogowym infodumpie. Uwaga numer dwa: w moim odczuciu fajniej byłoby, gdyby gnębiąca Pawła łydka poza snem także miała jakieś silniejsze zakotwiczenie w fabule. Uwaga numer trzy: właściwie to nie mam poczucia, by hasło konkursowe – nabożna zakrystia – miało istotne znaczenie dla tego tekstu. Nabożność i ewidentna konotacja religijna stała się tu raczej punktem wyjścia do stworzenia świata silnie opartego na doktrynach i koncepcji wiary, natomiast sama zakrystia nie odgrywa tu jakiejś szczególnej roli (już prędzej mszał i konfesjonał). W związku z tym zgodności z tematem nie ocenię na absolutne 10/10, natomiast pragnę uspokoić, że nawet po utrąceniu kilku punkcików dostałeś ich ode mnie sporo. Z dodatkowymi walorami włącznie.

Uwaga w moim odczuciu najbardziej istotna: opowiadanie oceniłam wczoraj (21.04), komentarz jednak piszę dzisiaj (22.04), a mimo to siedzi wciąż w mojej pamięci bardzo świeżutkie. To chyba najważniejsze – napisać tak, żeby w zalewie mnóstwa innych dobrych tekstów Twój nie pozwolił się łatwo wyrugować z głowy. Nice, muy bien, dobra robota.

A i kółka też ładne.

Hej, Wiktor. Bardzo dziękuję za odwiedziny. Cieszę się z pozytywnego odbioru opowiadania. Super :-)

Miło mi, że doceniłaś stylizację. Faktycznie, mogłem postarać się wyłożyć zręczniej elementy merytoryczne. Wydaje mi się, że limit znaków stał się takim czynnikiem, przez który wytraciłem nieco rozeznanie. Będę miał tę uwagę na względzie przy następnych wyzwaniach.

Zgodzę się, że łydka mogłaby zostać nawet kamieniem węgielnym w kreacji bohatera. Z drugiej strony zarysowanie tła postaci wymagałoby miejsca. Tak czy inaczej łydka ma potencjał.

Trudno nie zgodzić się, że nabożna zakrystia stała się przyczynkiem do napisania historii, ale nie widać jej wyraźnie w opowieści. Przeoczyłem nieco ten element utworu i pozwoliłem ponieść się opowieści. Fajnie, że i tak wyszło całkiem nieźle. Miło także przeczytać, że znalazłaś dodatkowe walory.

A jak opowiadanie zapisało się chociaż na trochę w głowie i kółka wyszły cacy, to po prostu super. Cieszę się.

Poza tym chciałbym podziękować za zorganizowanie konkursu :-)

Mój komputer jest po polsku

Nowa Fantastyka