- Opowiadanie: wilk-zimowy - To odmieni los ludzkości

To odmieni los ludzkości

Ostrzeżenie: są suchary, niektóre po recyklingu. Bo to w całości raczej ćwiczenie na rozruch i nie jestem z niego zadowolony.

 

Jakiekolwiek podobieństwa są czysto przypadkowe.

 

Hasło: Lumpenproletariacka Hekatomba

 

PS. To nie weird, ale regulamin wymieniał kilka innych dopuszczalnych gatunków.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

To odmieni los ludzkości

– Strzeżcie się ich! Strzeżcie się doktorów i innych sług korporacji! – wykrzyknął Waran, zwieńczając swą przemowę uderzeniem pięści w mównicę. Nawet nie czekał na brawa zgromadzonego tłumu, od razu skierował się do zaparkowanego za podium samochodu.

Skinął kierowcy głową. Ten, o nic nie pytając, od razu ruszył w stronę kampusu.

Niedawny mówca obserwował puste chodniki i osmalone wraki samochodów zalegające przy zdemolowanych parkometrach. Pozostałość po zamieszkach. Kolejne epidemie siały coraz większe spustoszenie i jak dotąd żadna z kuracji nie dała nadziei na opanowanie sytuacji.

– Ile już ich było… pięć? – zastanawiał się Waran. – Tak, pięć.

Wszystkie przyniosły jakieś obserwacje i wnioski, ale jednak tajemnicza choroba dalej zbierała żniwo. Najpierw skórę pokrywały zgniłozielone i brązowe bąble. Z czasem zaczynały coraz mocniej cuchnąć. A później się umierało, ciągle będąc otoczonym potwornym odorem.

 

*

 

Pierwsza kuracja była genialnie prosta i wielokrotnie wcześniej testowana przy różnych problemach. Niesłychana skuteczność w walce z kacem kazała wierzyć w uniwersalność tego rozwiązania.

Wiarę Warana szybko podchwycili ludzie ze wszystkich szczebli drabiny społecznej. Od zwykłych robotników po prominentnych polityków – każdy zaopatrywał się w całe zestawy tabletek ze sprasowanej kiszonej kapusty, a w wersji premium – także z bigosu. Popularność leku wzrosła, gdy odkryto, jak wspaniale komponuje się z ogórkami konserwowymi i wódką.

Niestety – wobec bąblicy okazały się nieskuteczne.

 

*

 

Druga z przygotowanych przez zespół Warana terapii próbowała niczym koń trojański wkroczyć do organizmu pacjenta, aby ominąć ewentualne rozcieńczanie spożywanym pokarmem.

Grupie testowej, do której szybko dołączyły setki ochotników, aplikowano czopki ze świeżego czosnku, a po pierwszych – jakże obiecujących – rezultatach, także z chili. To był strzał w dziesiątkę. Wielu pacjentów od tygodni znajdujących się w ciężkim stanie niespodziewanie nabierało energii. Bywało wręcz, że do tego stopnia, iż trzeba było ich przywiązywać do łóżek i kneblować, by nie miotali się po ścianach z pełnymi wigoru okrzykami.

Niestety, poprawie kondycji chorych nie towarzyszył spadek śmiertelności. Kuracja przyjęła się więc jako leczenie objawowe, ale to nadal było za mało.

 

*

 

Równolegle z czopkami pomocnicy Warana opracowali terapię podobną, choć działającą nieco odwrotnie.

Lewoskrętna lewatywa budziła pewne opory. Wielu ludzi w dyskusjach na targowisku i w kolejkach po chleb kręciło z niesmakiem głową i komentowało perwersyjność terapii. Jednak po północy tłumnie przybywali do gabinetów należących do Warana.

Przychodzili z wysoko postawionymi kołnierzami, z ciemnymi okularami pomimo nocnej pory. Zwykle dopiero w kilka minut po tym, jak poprzedni kuracjusz opuszczał budynek.

Choć nadal wszyscy krytykowali metodę, w internecie zaczęło przybywać pochwał. Co prawda cuchnące bąble i wrzody z ciał leczonych osób nie ustępowały, wywiady pozabiegowe ujawniały poprawę samopoczucia i nastroju. Pojawiały się też pierwsze pytania o kolejne etapy nowatorskiej metody.

Kuracja stała się flagową w ukrytych przed nieżyczliwymi mediami gabinetach, jednak prace badawcze trwały dalej.

 

*

 

Kolejne tygodnie prowadziły do istnej gehenny. Gdy na bąblicę zmarł już co dziesiąty obywatel, ulicami wstrząsały pierwsze zamieszki proletariatu, wściekłego na izolujące się elity. Kto nie miał dość pieniędzy, nie mógł liczyć na miejsce w najlepiej wyposażonych, obecnie otoczonych przez wojsko, klinikach.

Nie wiadomo zresztą co się w nich działo. Wiadomo było, że w tych ogólnodostępnych lekarze mówili, że jeśli ludzie nie zaczną na siebie uważać, wkrótce braknie leków, sprzętu i rąk do pracy. Nie mówili czym łagodzić ból.

Waran mówił.

I zaproponował nowy środek.

Wódkę homeopraktyczną.

Działała błyskawicznie i sprzedawała się w zawrotnym tempie. Niestety, efekt utrzymywał się krótko. Ale też nikt nie poddawał w wątpliwość, że jako znieczulacz okazała się niesłychanie skuteczna.

Media i zawistnicy co prawda twierdzili, że nowy produkt od zwykłej przepalanki nie różni się niczym i nie ma sensu przepłacać, ale była to tylko ignorancja głupców. Głupcy twierdzili, że to tylko wódka z przypalanym cukrem. Cukrem! A tymczasem tajnym składnikiem był ksylitol!

Ból został uśmierzony, ale leku nadal brakowało, prace więc trwały.

 

*

 

Sytuacja była naprawdę zła, a nastroje na ulicach podłe.

Właśnie wtedy tłum przypomniał sobie dawno zapomnianą kurację bretariańską. Kolejne osoby próbowały stosować ją na własną rękę. Niestety, ta chwalona w pismach ascetów metoda okazała się mrzonką. Zastój w fabrykach sprawił, że w powietrze nie było dość kaloryczne.

To jeszcze zresztą byłoby do zniesienia, problem był jednak inny.

Czyste od niedawna powietrze, pozbawione domieszki smogu, absolutnie nie nadawało się na zagryzkę do wódki homeopraktycznej!

Piąta terapia okazała się niewypałem.

 

*

 

Wyszedł z samochodu i ruszył w stronę budynków uniwersyteckich. W trakcie ostatnich rozruchów rozwścieczeni robotnicy, ale i zwykli obywatele z klasy średniej, przejęli wiele budynków edukacyjnych i urzędów. Część oddali do użytku Waranowi i jego ludziom.

Wydział biologii był szczególny. Tutejsza infrastruktura badawcza pozwoliła ruszyć do przodu projekt, nad którym pracował jeszcze na długo przed pierwszymi doniesieniami o bąblicy. Pamięć wody. Być może najważniejszy trop w poszukiwaniu panaceum nie tylko na obecną epidemię, ale i na inne choroby trapiące ludzkość.

Mijał kolejne sale laboratoryjne, w których uwięzieni zostali profesorowie, doktorzy i asystenci, których zastał tłum przejmujący budynek. Zza jednych z drzwi dochodził głośny krzyk i powtarzający się łomot. Minął je i doszedł do pokoju kontrolnego.

– I jak? – zapytał ochotników, którzy pilnowali pracowników naukowych. Kątem oka spojrzał na ekran wyświetlający obraz z zamontowanego rano monitoringu. Spokój, z wyjątkiem sali numer cztery. Tam jakiś laborant uderzał pięścią we framugę.

– Robią, co im wyznaczono – odparł indagowany, podchwytując wzrok Warana. – Ten też, teraz tylko tak krzyczy.

– Dobrze. Jeśli nie będzie poślizgów, do wieczora z ich pomocą będziemy wiedzieć coś więcej.

 

*

 

Późnym wieczorem Waran odpoczywał w opuszczonym w trakcie epidemii basenie. Projekt przywracania wodzie pamięci był skomplikowany. Wymagał nie tylko wielu problematycznych procesów, ale też analizowania uzyskanych zmian w jej strukturze. Zmian na tyle subtelnych, iż świat nauki dawno się poddał i uznał, że ta teoria to bzdura.

Nie szukali dość dokładnie, ignorowali zbyt wiele.

Jego własne prace przynosiły pewne drobne skutki, ale ciągle na zbyt małą skalę. A przecież gdyby się udało, potencjał odkrycia byłby ogromny. Ludzie w dwóch trzecich składają się z wody. Gdyby przypomnieć cząsteczkom monotlenku diwodoru krystalicznie czyste źródła, można by nakłonić ją do oczyszczenia organizmu nie tylko z toksyn, wirusów i mikrobów.

To był jednak tylko początek teorii. Prawdziwie istotne było to, że gdyby woda faktycznie miała pamięć, być może komunikacja byłaby obustronna. Bo jeśli ma pamięć swej struktury, może potrafi się tą strukturą komunikować?

Przez ostatnie miesiące próbował ugryźć temat od różnych stron. W każdym z badanych aspektów poczynił pewne postępy, ale teraz trzeba było to jeszcze złożyć w całość. Nie potrafił tego zrobić sam, ale przydzielenie konkretnych zadań kadrze naukowej zajętego uniwersytetu pozwoliło ruszyć sprawę do przodu. I wyglądało na to, że jeszcze dziś teoria zostanie zweryfikowana.

Najwyższy czas, na jego ciele od kilku tygodni zaczęły się pojawiać pierwsze bąble.

– Panie Waranie… – w wejściu na salę basenu pojawiła się asystentka z jego własnego zespołu badawczego.

Spojrzał na nią, nie wychodząc z wody.

– Poskładali to w całość – powiedziała powoli.

– Znakomicie! – wyszczerzył się Waran.

– Niezupełnie… – Dotarło do niego, że jest cała blada. – Udało się też skomunikować.

Zanurzył się na moment, by po chwili wystawić na powierzchnię samą tylko głowę.

– No przecież o to chodziło. Kiedy możemy przystąpić do butelkowania panaceum na bąblicę?

– Nie możemy.

– Co? – Wbił w nią wzrok.

– Z komunikacji wynika, że już pierwsze próby odblokowały wodzie pamięć. I że to działa łańcuchowo – zaczerpnęła powietrza. – Każda cząsteczka wody z odblokowaną pamięcią dzieli się tym stanem ze wszystkimi, z którymi się zetknie.

Patrzył na nią wyczekująco.

– Gdy uruchomiliśmy kontakt, woda zakomunikowała, że nie daruje nam tego.

– Czego? – zamrugał zdezorientowany.

– Przypomniała sobie, co do niej wrzucaliśmy. I przez ile rur kanalizacyjnych ją przepuszczaliśmy. I… – zająknęła się. – I przekazała nam, że poinformuje nas jak to jest. Jednego po drugim, każdego człowieka na Ziemi.

– Co… – nagle zrozumiał. – Te bąble…

– Tak, proszę pana… – coś ścisnęło jej gardło. – Tkwimy w tym gównie po szyję.

 

Koniec

Komentarze

Na początku myślałam, że będzie to tekst o kolejnym pseudo naukowcu/szamanie/zwolenniku płaskiej ziemi (bez obrazy, dla wszystkich którzy się mylą). Takiego, który z pseudonauki uczynił sobie sposób na życie. Bo przecież wystarczy trochę charyzmy, kilka mądrych słów, kilka mniej lub bardziej logicznych stwierdzeń czy teorii i voilà – cudowny lek/cudowna kuracja/cudowne… gówno. Przepraszam za przekleństwo, jednak trochę wpisuje się w puentę (swoją drogą, bardzo ciekawą).

Opowiadanie fajnie pokazuje zachowanie zwykłych ludzi, często zdesperowanych, którzy pragną pomocy, czują się odizolowani i pozostawieni samym sobie. Tacy, którzy nie zawsze mają wiedzę (mimo inteligencji), aby odróżnić to, co prawdziwe od zwykłego pseudonaukowego bełkotu. Ba, nawet sami naukowcy czasem bredzą od rzeczy. Wiem, co mówię ;) Z drugiej strony fajnie podkreślasz zachowanie ludzi takich jak Waran. Bo tu o to mamy kogoś, kto doskonale sobie radzi z wkręcaniem ludzi – w twoim świcie nawet bardzo dobrze (jak pokazuje fragment z uniwersytetem, gdzie zaprzęga do pracy prawdziwych naukowców). A to wszystko bez zbędnych słów, czy przekonywania czytelnika na siłę co do własnych racji. Wszystko subtelnie, z humorem i niedopowiedzeniami. Do tego "pamięć wody", też ciekawa koncepcja.

A suchary nie są takie złe. Co więcej, niemal padłam (ale może przez to, że jest środek nocy), gdy wspomniałeś o czopkach z chili i ich energetycznych właściwościach. Cały fragment, chyba sobie wydrukuję i powieszę na ścianę (za pozwoleniem) – po prostu złoto…

Matko, jak ja się rozpisałam…

 

A tu wyłapałam, małą, jedną, smutną literkę z bez kropeczki ;)

Wymagał nie tylko wielu skomplikowanych procesów, ale tez analizowania uzyskanych zmian w jej strukturze.

 

Dzięki Kasjopejatales za komentarz :)

 

Tekst w zasadzie jest ćwiczeniem, nie jestem z niego zbyt zadowolony, ale cieszę się, że wyłapałaś tło, które nieprzypadkowo tu się znalazło:

Opowiadanie fajnie pokazuje zachowanie zwykłych ludzi, często zdesperowanych, którzy pragną pomocy, czują się odizolowani i pozostawieni samym sobie

No bo w sumie do tego się to sprowadza. Żeby szaleńcy mieli pole działania, najpierw ktoś inny musi dokonać zaniedbań…

Zdania o chilli jak najbardziej proszę drukować :)

 

Literówka poprawiona, dzięki za wyłapanie :)

 

kasjopejatalesie – Water memory. Stara koncepcja, która wciąż ma się dobrze.

 

Rzeczywiście, po lekturze mam poczucie, że przeczytałam ćwiczenie. Jest sprawnie napisane, a temat rozwija się stopniowo. Jednak oczekiwałabym czegoś więcej. Nazwa choroby jest też myląca – myślałam o zupełnie innej przypadłości, wywołanej przez tasiemce. Puenta sympatyczna z zemstą wody, ale chciałabym więcej dramatu ;)

Wilk-zimowy, ciekawy pomysł, fajnie przedstawiłeś postać szaleńca. Pozdrawiam

Żeby szaleńcy mieli pole działania, najpierw ktoś inny musi dokonać zaniedbań…

Gdzieś jest zaniedbanie a gdzieś brak krytycznego myślenia względem tego co się dostaje i powstaje żyzny grunt pod pseudonaukę i prawdę objawioną rodem z fanpagów na fb.

 

Zastanawiam się, dlaczego nie jesteś zadowolony z tego tekstu, który moim zdaniem jest świetny. Czosnek i chili to absurdalny humor ale fit wódka homeopatyczna to coś, co mogłoby się przyjąć. ;) W tak skondensowanej formie fajnie przedstawiłeś kilka stron epidemiologicznego konfliktu: z jednej strony jest elita rządząca a z drugiej ludzie, którzy mają prawdę objawioną. Pomiędzy nimi są masy ludzi pozbawionych roztropności w myśleniu, o którą trudno w czasach zarazy. Podobała mi się też puenta, która pokazuje smutną prawdę dotyczącą braku szanowania i dbania o coś tak podstawowego dla świata jak woda.

Per aspera ad astra

Dzięki za komentarz Deidriu.

Po teorię o pamięci wody to w ogóle mnóstwo pseudonaukowców i teoretyków spiskowych sięga. Od niektórych homeopatów po część antyszczepionkowców. Zdaje się sprzedawcy “struktyrazatrów wody” twierdzą, że ich maszynki mogą tę pamięć przywracać. Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę, ale te strukturyzatory to chyba zbiorniki na wodę, do których doczepiono magnes i wywindowano cenę ;)

 

Olciatka, dzięki za komentarz :) 

 

Sagitt, dzięki za lekturę :)

Co do głównego problemu – to chyba dłuższa pętla przyczyn i skutków, bo brak krytycznego myślenia może wynikać z systemu edukacji i mediów goniących za tematami “klikalnymi”. Wszyscy przez mniej lub bardziej nie mamy czasu na weryfikowanie informacji.

A niezadowolenie… Cóż, wydaje mi się, że ten tekst spokojnie można by skondensować do bardziej dynamicznej formy.

Mi też się podobało. Nie, żebym piała z zachwytu, ale tekst jest jednocześnie zabawny i poważny, tematyka na czasie, wykonanie poprawne. Nie ma się w zasadzie do czego przyczepić. Bardzo podobały mi się różne pomysły na leczenie choroby. Zakończenie jednocześnie uważam za fajne i rozczarowujące. Nie wiem nawet, jak to określić, ale ta zemsta wody wydała mi się najmniej oryginalnym aspektem tego opowiadania i chyba dlatego trochę się poczułam rozczarowana (ale nie jakoś dramatycznie). Ogólnie fajne. 

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Dzięki Rossebele.

Nadal jakoś się upieram, ze wykonanie można podkręcić :)

Finał… Ha, myślałem, ze to ta część mniej sucharowa, a tu prosze. W ogóle w pierwotnym zamyśle był jeszcze wątek weird, który w finale tworzył dodatkowe warstwy. Problem w tym, że z początkiem nijak się nie spinał i trzeba było go w całości wykreślić. Może z tej drugiej warstwy kiedyś zrobię osobne opowiadanie…

No, a tak poza tym to jeszcze kombinowałem czy nie wstawić tu “biofotonów” ;)

 

Witam drapieżne jury!

Dobre! Sprowokowana zemsta wody zamiast panaceum. Jak zauważono wyżej zakończenie jest dość zaskakujące po początkowym opisie domorosłych prób kuracji.

Nikolzollernie, dzięki za lekturę!

Mogę tylko podejrzewać, że sam Waran był nie mniej, a może i bardziej, zaskoczony ;-)

Cały pomysł sprowadza się do “a co jeśli pseudonaukowiec wierzy w to, co robi i przez przypadek za którymś tam eksperymentem coś się jednak uda, tylko nie do końca było przemyślane“.

 

Nawet nie czekał na brawa zgromadzonego tłumu, od razu skierował się do czekającego za podium samochodu.

Niestety, poprawie kondycji chorych nie spadała śmiertelność choroby.

niezbyt rozumiem to zdanie

 

Równolegle z czopkami pomocnicy Warana opracowali terapię podobną, choć działającą nieco odwrotnie.

Auć, ależ dziwne zdanie.

 

Późnym wieczorem Waran odpoczywał w opuszczonym w trakcie epidemii basenie. Projekt przywracania wodzie pamięci był skomplikowany. Wymagał nie tylko wielu skomplikowanych procesów, ale

Najwyższy czas, jego ciało od jakiegoś czasu zajmowały pierwsze bąble.

– Niezupełnie… – dotarło do niego, że jest cała blada

powinno być z dużej litery

 

– Co? – wbił w nią wzrok.

to samo, małą literę dajesz jeśli opis dotyczy samej wypowiedzi tzn – powiedział, – stwierdził, – krzyknął itd.

przykład dla załapania różnicy:

– Rozumiecie? – spytał Adam. 

– To nie jest takie trudne! – zapewnił Staś. 

– Naprawdę nie jest trudne… – Podrapał się po głowie. 

 

Generalnie napisane składnie i bez tragicznych błędów, ale bez większych emocji, przeczytać, zapomnieć.

Dzięki za wyłapanie błędów, Przemku. Poprawione.

Odnośnie zdania z lewatywą – ano ma nieco inną zasadę działania niż czopki.

Co do podsumowania – zgadzam się. Ćwiczenie to ćwiczenie, takie “rozprostowanie klawiatury”, bez jakiś specjalnych ambicji, czy jakiegokolwiek kombinowania z nastrojem.

 

wilk-zimowy

Tekst w zasadzie jest ćwiczeniem, nie jestem z niego zbyt zadowolony, […]

A widzisz, ja tego zupełnie nie widzę (powtórzenie zamierzone). Zwykle, gdy siadam do tekstu, to po prostu go czytam. Jeżeli mi się nie podoba, zapominam; jeżeli podoba, to wsiąkam (nie dyskutuje ze sobą lub autorem, tylko czytam). Dopiero po skończeniu zastanawiam się, dlaczego mi się podobał – czy to język, fabuła, czy zwyczajnie skłonił mnie do zastanowienia. A u ciebie były wszystkie te trzy rzeczy i zupełnie nie odebrałam tego tak, jak to opisujesz. Ale nowam tu i chyba nic innego twojego nie czytałam. Może wtedy bym zauważyła to, co inni. Wątpię jednak, żeby to zmieniło mój odbiór.

 

W takim razie mogę tylko powiedzieć, że bardzo mi miło :-)

Przyjemne i sympatyczne. Bardzo spodobał mi się pomysł z “pamięcią wody” i dwustronną komunikacją. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Fajny pomysł z pamięcią wody i puenta :) Dobrze się czytało, parę razy mi się zaśmiało (czopki z chili i ich działanie). Ogólnie jednak trochę to opko przygnębiające. Najgorsze jest to, że tacy ludzie, jak Waran rzeczywiście wierzą w teorie, które głoszą. Nic dziwnego, że potrafią pociągnąć za sobą innych.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Szyszkowy, dzięki :) Choć sądzę, że do Twojego wyczucia satyry to mi akurat daleko :) 

 

Irka, ja się tylko zastanawiam dlaczego “realni” orędownicy  pamięci wody nie pomyśleli o tym aspekcie ;-) Ale to ciągnięcie tłumów to w ogóle materiał na odrębną dystopię… :-( 

ja się tylko zastanawiam dlaczego “realni” orędownicy  pamięci wody nie pomyśleli o tym aspekcie ;-)

To znaczy, że woda pokaże nam środkowy paluszek? A jakiemu zbawcy ludzkości kiedykolwiek przyszły do głowy skutki uboczne? ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Podobnie jak w przypadku rose, z kapci mnie nie wyrwało, co nie znaczy, że nie spędziłam dobrze czasu przy lekturze. Witać tutaj twoje poczucie humoru, wilku, w paru miejscach śmiechłam ^^ Beka z teorii Zięby zawsze spoko. Zgłoszę do biblioteki.

 

Powodzenia w konkursie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dzięki, Sy :)

Konkursowo na nic nie liczę, za mało tu emocji i klimatu, za dużo przegadania. Humorystycznie też bywało dosadniej. Ale napisać coś zawsze miło, choćby dla towarzystwa innych piszących :)  

(a easter egg waran → jaszczury → reptilianie dało się wychwycić? ;) )

 Aż musiałam sobie wyguglać “pamięć wody”:) Nie jest to może opko, które chwyta za gardło, ale zgrabnie rysujesz w nim prawdziwe, niestety cechy gatunku ludzkiego. Nawet gdyby woda miała pamięć, to jej współpraca z nami rzeczywiście mogłaby, wyglądać inaczej niż byśmy sobie tego życzyli. Jednak człowiek w swoim samouwielbieniu jest przekonany, ze wszystko i wszyscy powinni mu służyć. Konsekwencje takiej współpracy, to też byłby ciekawy pomysł na zupełnie inne opko :)

Podobało się.

Dzięki za komentarz, matko Chrzestna :)

Z tymi cechami gatunkowymi, to już przy okazji “Kotów i psów” ktoś (chyba CM?) zwrócił mi uwagę, że ciągle gdzieś w te okolice celuję. Czasem luźno, jak tu, ale zwykle poważniej. Nie mam chyba zbyt optymistycznego spojrzenia na to, kim jesteśmy na tej planecie :) 

Sympatyczne opko. :-)

Ja tam suchary łykam bez grymasów, grunt, żeby zabawne były. Jak, nie przymierzając, czopki z chili i ich cudowne moce.

No, ludzie łykną każdą bzdurę. Jakby myślenie cholernie bolało czy cóś…

Babska logika rządzi!

Dzięki Finklo!

Mówią, że nawet energy drink zmieszany z kawą tak nie postawią na nogi, jak rzeczone czopki.

 

Mimo wszystko nie będę próbować. ;-)

Babska logika rządzi!

A wódki homeopraktycznej tez nie przyjmiesz?

Na plus przede wszystkim pomysł z pamięcią wody, a poza tym bardzo przyjemnie się czytało :) Dużo w Twoim opiwadniu życiowej prawdy. Tekst ogólnie skłania do myślenia :)

Ode mnie ostatni kliczek :)

Dzięki Katiu.

Dobrze to usłyszeć od Ciebie, jako osoby, która pisze opowiadania “nieobojętne” :) 

Pełen humoru tekst, wcale nie suchary, czopki z chili i wódka homeopraktyczna – padłam. Po zastanowieniu stwierdziłam, że historia wcale nie jest taka zabawna, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Bąblica skojarzyła mi się z dżumą, opowiadanie zinterpretowałam jako nawiązanie do powieści Camusa.

A wódki homeopraktycznej tez nie przyjmiesz?

Wódka homeopraktyczna to u mnie leci z kranu. Piję litrami.

Homeopraktyczny => praktyczny dom . To powinno być od razu jasne. ;-)

Babska logika rządzi!

Ando, dziękuję :-)

Głupio przyznać, ale “Dżumy” nie czytałem. choć obecna sytuacja bardzo przypomina mi pewien spektakl teatralny, skądinąd na podstawie książki, tylko tytułu nie pamiętam. Spektakl o tym, jak ludzie bawili się w najlepsze, gdy wybuchła zaraza. Długo ją ignorowali, pomijali. W końcu nie mogli dłużej ignorować i tylko garstka odważnych pomagała najbardziej chorym. Aż się Tymczasem większość leczonych doszła do siebie i zupełnie zapomnieli o tych, którzy niedawno najwięcej poświęcali, by ich ratować… Trochę dygresja, bo niezwiązana z opowiadaniem, ale chyba warte wspomnienia.

 

Finklo, a co się kryje w lodówce tego domu? 

Mrożony lód do drinków. A poza tym… Moja lodówka nie lubi, kiedy wnikam w szczegóły. ;-)

Babska logika rządzi!

No tak… Pamięć lodówki może skrywać gorsze sekrety od pamięci wody :P

Lekki, zabawny tekst. Przyjemnie mi się czytało.

No i ,,lewatywa lewoskrętna” – piękne  :) 

Podobno bardziej naturalna!

 

Dzięki za lekturę :)

 

Ekspozycja była wyjątkowo długa i powiem szczerze, nie do końca wciągająca.

Ale jak już zacząłeś pisać właściwe opowiadanie, to klękajcie narody. Szkoda tylko, że tak szybko się skończyło.

Pamieć wody, ktoś to jeszcze pamięta? Może wezmę na warsztat zimną fuzję?

Dodatkowy plus za proekologiczne przesłanie. 

Witaj, Fizyku. Jeśli mam być szczery, to uważam, że ten tekst powinien się zamknąć w 4000-4500 znakach ;-) Byłoby znacznie dynamiczniej. Ale wiedziałem, że gdybym go wczoraj nie zamknął, to leżałby w folderze “niedokończone” przez następny rok. W obecnej długości byłby ok, gdyby udało mi się połączyć go z drugim wątkiem, który splatałby się w finale, ale niestety rozwalał początek, wiec wyleciało.

Z drugiej strony piszesz, że szkoda, że tak szybko się skończyło… Nie wiem czy tu jest coś jeszcze do dodania. Można co najwyżej rozwinąć sidequel odnośnie konfliktów między ogółem, a elitami, ale wydaje mi się, że ukoronowaniem wątku pamiętającej wody jest moment, gdy okazuje się, że jest już niemal wszędzie.

 

A czy ktoś pamięta… Deirdriu we wcześniejszych komentarzach pamięta :-)

No a ogólnie nadal są handlarze strukturyzatorami. Dwa lata temu jakiś dziwny człowiek próbował mnie przekonać, że jak się wymontuje ze strukturyzatora magnes i położy na tym magnesie na noc butelkę whiskey, to “inaczej kopie”. Różne rzeczy ludzie gadają ;-)

 

Superwciągające opowiadanie! Jego większość to jak streszczenie, ale o dziwo nie raziło mnie to, bo napisane w ładny warsztatowo i ciekawy sposób. Aktualne, bo epidemia, wiadomo. Zemsta wody za śmieci do niej wrzucane to jasny przekaz i bardzo potrzebny! Opowiadania o ekologicznym przekazie pojawiają się coraz częściej i dobrze, bo może to oznacza większą świadomość. Sama też takowe pisywałam poza portalem, a i moja Folia troszkę na tych falach. 

Nie za bardzo zrozumiałam końcówkę, te bąble to były przez wodę? Przecież ona przypomniała sobie o tych zanieczyszczeniach dopiero teraz, jak zrobili ten eksperyment.

Mijał kolejne sale laboratoryjne, w których uwięzieni zostali profesorowie, doktorzy i asystenci, których zastał tłum przejmujący budynek. Zza kolejnych drzwi dochodził głośny krzyk i powtarzający się łomot. Minął je i doszedł do pokoju kontrolnego.

Powtórzenia.

Dzięki, Sonato. Ta “streszczeniowość” to mój słynny “tryb dziennikarski” :D A i tak uważam, ze nie dość streszczone, brakuje w tym tekście dynamiki ;)

Nie za bardzo zrozumiałam końcówkę, te bąble to były przez wodę? Przecież ona przypomniała sobie o tych zanieczyszczeniach dopiero teraz

Wcześniej jest fragment: “infrastruktura badawcza pozwoliła ruszyć do przodu projekt, nad którym pracował jeszcze na długo przed pierwszymi doniesieniami o bąblicy”, a pod koniec “Z komunikacji wynika, że już pierwsze próby odblokowały wodzie pamięć”. Dzięki laboratoriom uniwersyteckim dopiął projekt do końca i zdołał się skomunikać z wodą, ale okazało się, że już wcześniejsze eksperymenty uruchomiły pamięć, tyle że bez dwustronnej komunikacji ludzie to przeoczyli.

(a easter egg waran → jaszczury → reptilianie dało się wychwycić? ;) )

wilku, waran = reptil dość łatwo skojarzyć, niestety nie widzę żadnego nawiązania do śmiercionośnych masztów 5G XD

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Maszty 5G podzieliły los biofotonów :-( Miała być scena z demontażem w trakcie zamieszek, ale coś w niej nie grało, wiec wyleciała :-(

Wcześniej jest fragment: “infrastruktura badawcza pozwoliła ruszyć do przodu projekt, nad którym pracował jeszcze na długo przed pierwszymi doniesieniami o bąblicy”, a pod koniec “Z komunikacji wynika, że już pierwsze próby odblokowały wodzie pamięć”. Dzięki laboratoriom uniwersyteckim dopiął projekt do końca i zdołał się skomunikać z wodą, ale okazało się, że już wcześniejsze eksperymenty uruchomiły pamięć, tyle że bez dwustronnej komunikacji ludzie to przeoczyli.

Teraz rozumiem, nie załapałam tych powiązań, chyba to przez to, że czytałam o 2 w nocy :)

Jakiekolwiek podobieństwa są czysto przypadkowe.

Oczywiście XDDD

 

Fajny szorciak, oczywiście początek to życie i fejsbuki, ale i tak przyjemnie się czytało. Pierwszy akapit to klasyczny jad, zakończenie z kolei pomysłowe, zabawne, w samo sedno :)

Cześć, Arya.

Ano chciałem pokazać, jak ciężka jest praca badawcza i proces wdrażania innowacyjnych terapii :P

 

Dobry tekst na czas zarazy, bo świetnie parodiujesz samego manipulatora i łatwowierność tych, którzy go słuchają. Uśmiechnęłam się i złapałam dystans do tego, co za oknem, więc podeszłosmiley

Najlepsze jest ostatnie zdanie, Wilku, ale ogólnie szału nie ma. Może to mała ilość dialogów, może początek nie wciągnął, ciężko powiedzieć. Fajne są krótkie fragmenty, skrótowość dodaje opowieści tempa i to jest zdecydowanie na plus. Tylko to raczej wprawka, niż coś bardzo na poważnie. Tak mi się wydaje.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Oidrin, dzięki za komentarz, cieszę się, że się spodobało :)

 

Żongler, ale żeby żonglować bąblami? ;)

 

Darcon, dzięki za komentarz. Jest dokładnie tak jak mówisz – to ćwiczenie (niezbyt udane zresztą), nic więcej. W sumie ćwiczenie obliczone m.in. na wplecenie dialogu, bo zwykle dialogów staram się w moich opowiadaniach unikać, a jeśli już je wrzucam, to raczej w wersji zminimalizowanej – bo są moją słabą stroną. Ale szału faktycznie nie ma, już gdzieś wyżej wspomniałem, że tekst uważam za niezbyt udany i wręcz przegadany. Tego typu konwencja sprawdza się raczej w bardziej skondensowanej formie. Z własnego punktu widzenia mam też wrażenie, że “terapie” wyszły nierówno.

Miniatura komentujaca bieżące sprawy w parodystyczny sposób, kpiąca z szarlatanów żerujących na ludziach i ukazująca bezwzględne tychże ludzi porzucenie przez ich przywódców, chroniących własne tyłki. Doktor Waran, ukryta opcja jaszczurza, zdaje się jednak wierzyć głęboko w swoje metody i tu pojawia się pamięć wody, całkiem słusznie oburzonej…

 

Uśmiechnęło, a wódkę homeopraktyczną i czosnkowe czopki chilli należałoby dodać do arsenału metod interrogacyjnych. ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cześć, Psychofishu.

Bez wątpienia wódka homeopraktyczna mogłaby też stanowić narzędzie dyplomacji 

Odnośnie Twojej stopki – była jeszcze “Ryba Urojona” ;-)

A kto urajał rybę? Szyszek?

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Pewnie jakaś raja. ;-)

Babska logika rządzi!

A taki jeden zaśnieżony, w wątku z legendy. Pamiętam, że tam przeszło potem w temat matematyczny.

Coś przegapiłem. Ja sobie takie strzały jak ordery zbieram. Poszukam.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo sprawnie napisane i dobrze się czytało. Tempo jest szybkie i mamy fajne pomysły jak czosnkowe czopki i lewoskrętna lewatywa. Cieszę się bardzo, że zahaczyłeś o teorię pamięci wody, bo może kiedyś o niej słyszałem, ale generalnie już zapomniałem. Lubię też jak ofiara ma okazję zemścić się na oprawcy.

Po przeczytaniu miałem jednak też pewne uczucie niedosytu. Może to kwestia znaków, może tego, że to jakaś forma, jak sam wspomniałeś, ćwiczenia. Czegoś mi brakowało w tym opowiadaniu :)

Niemniej jednak przyjemna lektura.

Cześć, Edwardzie. Dzięki za komentarz.

Znaki na pewno – jest tu ich… zbyt wiele jak na tę konwencję. Gagi też trochę niedopracowane, wprowadzone na szybko. Ale ćwiczenie miało odblokować w pisaniu :) Następnym razem zresztą zamierzam przejść do jakiś poważniejszych klimatów (które i tak nawet w luźnym tekście przebijają ;))

 

Interesująco bawisz się teoriami pseudonaukowi i powstało z tego dobre opowiadanie. Czytałam z przyjemnością, nawet z pewnym – nie wiem, czy zamierzonym – rozbawieniem.

Zostaw ten żyrandol.

Hej, Verus.

W sumie zamiar rozbawienia był, ale cały czas mam odczucie, że wyszedł słabo, więc każdy uśmiech czytelników na wagę złota :-)

Na początku zastanawiałam się, co ja czytam, ale spokojnie – to było wrażenie na plus, wywołane ogólną przewrotnością wydarzeń :D Te wszystkie “cudowne” kuracje i koncepcje znalazły miejsce w tekście, no nie sposób było się nie uśmiechnąć. Zwłaszcza przy czopkach z chili. ;) Nawet ta nieszczęsna pamięć wody była. Tekst może krótki i prosty, ale lektura przyjemna.

Dzięki za komentarz, Silva.

Wychodzi na to, że te czopki to bardzo uniwersalny wynalazek :D 

Trzeba opatentować. Jak bum-cyk-cyk zrobiłyby furorę :P

Obawiam się, że Big Pharma może torpedować proces patentowy :-(

 Nie będzie nam Big Pharma mówić, gdzie możemy (albo nie możemy) wsadzać sobie ząbki czosnku! ;D

Mam z tym opowiadaniem taki problem, że spodobało mi się bardziej niż powinno, więc wypadałoby się z tego jakoś obszerniej wytłumaczyć. ;-)

Niestety mam też taki problem, że ostatnio spisuję te opinie ostatnim tchnieniem, więc się jednak nie wytłumaczę.

Dobra, do rzeczy, bo znowu wyjdzie mi jakieś wodolejstwo.

Nieraz pisałem pod Twoimi tekstami, że taką cechą charakterystyczną Twojego pisania jest zawarta w opowiadaniach gorzka refleksja na temat człowieka. Znajduję ją zawsze, kiedy do Ciebie wpadam. I tak się zastanawiałem, czy moje podejście jest do końca uczciwe? Bo może to ja narzuciłem sobie postrzeganie Twoich tekstów z pewnej perspektywy i odruchowo szukam już owej refleksji, a gdy znajdę jakiekolwiek jej symptomy, od razu z dumą ogłaszam: Znalazłem refleksję jakże charakterystyczną dla Twoich tekstów! ;)

Dlaczego o tym piszę?

Z dwóch powodów.

Pierwszy jest taki, że oczywiście “olałem” to, co sobie założyłem (napisz krótki, konkretny komentarz), więc pewnie znowu skończy się wodolejstwem, w którym zapomnę o konkretach.

Drugi jest taki, że tu znów ową refleksję znalazłem, na dodatek podaną w przyjaznej czytelnikowi formie, więc siłą rzeczy “zrobiła” ona cały pozytywny odbiór tego tekstu (bo nie ma co ukrywać, że ta refleksja, o której tyle piszę, jest przeze mnie u Ciebie poszukiwania; podajesz ją w bardzo fajny sposób).

Ale już naprawdę do rzeczy.

NAPRAWDĘ! ;-)

Co my tu właściwie mamy? Kilka, jak sam to określiłeś, sucharów uzupełnione “pamięcią wody” i w zasadzie tyle. Ani humoreska, ani tekst poważny. Ani rozbudowana fabuła, ani tekst bogaty refleksyjnie.

Czym tu się zachwycać, co?

A jednak, jeśli zajrzeć głębiej jest to naprawdę dobry tekst. Dla mnie nawet bardzo dobry, bo pod wieloma względami trafia w mój gust.

Niby są suchary, ale w rzeczywistości jest to lekki, inteligenty na swój sposób humor. Podany z wyczuciem, a choć bazujesz w sumie na elementach prostych, to wszystko tutaj “dźwiga” forma podania. Jak pisałem, to nie jest humoreska. Tekst nie poluje ani na śmiech, ani na rechot. Raczej dostarcza takiego szalenie przyjemnego, subtelnego, refleksyjnego uśmiechu.

Pisałem, że lubię refleksyjność w Twoich tekstach, bo ona jest nieco odmienna od tego, co widzę zwykle u innych osób. U Ciebie znajduję coś w rodzaju takiego, znów, bardzo subtelnego, inteligentnego, “rozbioru” człowieka jako istoty rzekomo inteligentnej.

Kiedy spojrzeć na ten tekst nieco głębiej, znajduje się właśnie taki lekko refleksyjny rozbiór, odarcie człowieka z tego, co jest mu przypisywane często na wyrost, w bardzo lekkiej formie, pozwalającej, co tu dużo ukrywać, zwyczajnie uśmiechnąć się nad tym, na co nie mamy wpływu, a co jednak może trochę niepokoić, jeśli spojrzymy na człowieka jako istotę pozornie rozumną.

Bo tutaj, przynajmniej w mojej opinii, nie uśmiechamy się do końca z powodu żartów, ale z obrazu człowieka i świata prawdziwego, choć oczywiście podanych w nieco prześmiewczej, przerysowanej formie.

Słowem, z wyczuciem i (kolejny raz!;-)) inteligencją obśmiewasz człowieka.

A jak znam życie, robisz nawet coś więcej, tylko CM wszystkiego nie wyłapał.

Czy to nadinterpretacja tego tekstu? Z całą pewnością. I długo się zastanawiałem, jak ten komentarz sklecić. Piszę w końcu o elementach, których inni tutaj nie dostrzegali i których, być może, nawet tutaj nie ma. Które dopisał sobie interpretacyjnie CM, odbierając tekst po swojemu.

Niechby jednak było i tak, jestem z tego zadowolony. Bo to ja na końcu dostaję fajną lekturę, a może nawet coś więcej. Coś, co znaleźć niezwykle trudno. Bo choćby był to humor oparty na sucharach, choćby tekst nie zawierał w sobie niczego szczególnego, to na końcu i tak oferuje mi refleksyjny uśmiech, który coraz trudniej w opowiadaniach znaleźć.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Witaj, CMie, dzięki za rozbudowany komentarz :-)

Może być tak, ze ze mnie samo wychodzi co myślę o ludzkości… I nawet prztyczki ostrzegawcze od przyrody zdają się nie do końca działać… Może kiedyś wyjdzie coś optymistycznego, ale póki co ludzie są nadal ludźmi…

Nieraz pisałem pod Twoimi tekstami

Dwa razy ;-) Ale zapraszam częściej ;-)

 

Dwa razy ;-)

No. Czyli nieraz. ;-)

Ale zapraszam częściej ;-)

To wrzucaj częściej! ;)

Albo przekonaj tutejszą społeczność, żeby się opanowała z ogłaszaniem konkursów, to może wreszcie znajdę chwilę, żeby znów pokopać w starszych tekstach.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Fajne :)

Przynoszę radość

Anet, Ty musisz być z Big Pharmy, jeśli cieszysz się miną, jaką przybrał w ostatniej scenie Waran! :D

 

Haha :))))

Przynoszę radość

(złowieszczy śmiech doktor Anet)

Sprawnie napisane, choć moim zdaniem bez rewelacji. Co ciekawe, jest to kolejny tekst konkursowy skupiający się wokół tematu tajemniczej choroby – widać, że koronawirus uderzył w nasze postrzeganie nawet tak absurdalnych i oderwanych od rzeczywistości haseł. ;)

Mam wrażenie, że wylosowany temat nie jest wyeksploatowany tak dobrze, jakby dało się to zrobić. Zaczynasz od gorącej, mózgoprącej odezwy, ale nie ciągniesz dalej wątku lumpenproletariatu. Hekatomba jest też raczej mglistą, nieoczywistą zapowiedzią.

Z wyważeniem lawirujesz między szarlatańskimi koncepcjami (Waran nowym Ziębą!), nie bez humoru przedstawiając skutki ich wdrażania. Zabrakło mi tu jednak pogłębienia tematu, reakcji społeczeństwa (rzeczonego lumpenproletariatu?) na tę dziwność. Bąblica w pierwszym odczuciu skojarzyła mi się z bąblowicą, czyli chorobą wywołaną przez tasiemca, co było nieco dezorientujące. Jest to też kolejny tekst, w którym choroba pojawia się takimi wykwitami (czy wręcz bąblami) na ciele – fajniej byłoby ujrzeć tu wersję oryginalniejszą, choroby są przecież różne różniste.

W moim odczuciu puenta jest trochę niespójna z tematem. Przez cały czas odnosisz się raczej do idei histerycznej wiary w szarlatanerię, żerowania na emocjach i prania mózgu przy jednoczesnym ignorowaniu doniesień naukowych, a na zakończeniu woda jednak postanawia odnieść się do zanieczyszczeń antropogennych. Też ważny problem, ale nie ten problem. Lepiej wybrzmiałoby to, gdyby opowiadanie konsekwentnie realizowało przyjętą tezę.

No i gdyby atmosfera była trochę podkręcona w stronę dziwaczności oraz groteski. ;)

 

Sprawnie napisane, choć moim zdaniem bez rewelacji.

Ja nawet do tej sprawności mam wątpliwości w przypadku tego tekstu, jak napisałem na samej górze komentarzy, to tylko ćwiczenie, w dodatku niezbyt udane. Taki rozruch na odblokowanie się  pisarskie :-)

Co ciekawe, jest to kolejny tekst konkursowy skupiający się wokół tematu tajemniczej choroby

Dość ciekawa opinia, skoro choroba jest tu ledwie tłem w opowieści, która nie jest o chorobie, a o szarlatanach, tym jak ludzie łatwo łykają absurdy i jak w którymś momencie wszyscy zaczynają w nie wierzyć, nawet jeśli głośno mówią co innego.

Jest to też kolejny tekst, w którym choroba pojawia się takimi wykwitami

A to nie wiem, drugiego nie widziałem. Na potrzeby prostego tekstu (w sumie momentami topornie złożonego) potrzebowałem prostego, efektywnego objawu, który pozwoliłby na stworzenie nazwy “nadanej przez lud”.

puenta jest trochę niespójna z tematem

Toć w puencie jest przyczyna zamieszania ;-)

Hekatomba jest też raczej mglistą, nieoczywistą zapowiedzią

Hm, Drastyczne przerzedzenie ludności nie jest hekatombą? Hekatomba w rozumieniu dosłownym to 100 ofiar, w znaczeniu potocznym – ofiar sporo. Tu na dodatek hekatomba weszła dwuwymiarowo: liczebnie, ale też w sensie społecznym, skoro tkanka społeczna się rozerwała, bogaci kompletnie odgrodzili się od tych, którzy na nich pracują (od lumperproletariatu), nieliczni, którzy zostali (lekarze ze “zwykłych” szpitali), uznani zostali za niezbyt wartościowych, a na koniec okazuje się, że postać, która w lumperproletariacie zdobyła wpływy uruchomiła całą zarazę, która zniszczyła społeczność.

 

Ale tak czy inaczej fakt jest faktem – tekst wyszedł “taki se”, poniżej średniej, nawet w kategorii satyry miejscami przegadany :-)

Miałem wybór czy go skasować z dysku czy wrzucić na portal, to wybrałem to drugie i wrzuciłem na zasadzie “może się ktoś uśmiechnie” i mam nadzieję, że to ostatnie akurat tekst zrobił :-) Co się miało marnować :-)

 

i jak dotąd żadna z kuracji nie dała nadziei na opanowanie sytuacji.

Dobry rym, ale chyba niezamierzony. ;) 

 

Zastój w fabrykach sprawił, że w powietrze nie było dość kaloryczne.

To jeszcze zresztą byłoby do zniesienia, problem był jednak inny.

Trochę dużo tego bycia. 

 

Mijał kolejne sale laboratoryjne, w których uwięzieni zostali profesorowie, doktorzy i asystenci, których zastał tłum przejmujący budynek.

To dałoby się powiedzieć inaczej. 

 

Skoro (nie)poleciłeś to opowiadanie na SB, to postanowiłem do niego wpaść. :) 

Mam mieszane uczucia odnośnie tego tekstu. To jest nue znudził mnie, trochę zaciekawił, nie powiedziałbym, że był niesamowicie wciągający, ale przeczytałem do końca z umiarkowanym zainteresowaniem. Styl lekki, sprzyjał czytaniu, ale nie pasowało mi w nin jakieś nieuchwytne "coś". Może humor, może absurd tak lekko zarysowany, że nie do końca rozumiałem jego rolę.

Nie za bardzo też zrozumiałem puentę – w końcu wyszło na to, że szarlatan-naciągacz miał rację? 

Podobał mi się za to pomysł, to znaczy pokazanie świata zmagającego się z epidemią (aktualny temat ;)) i szarlatana zdobywającego poparcie tłumów. Myślałem, że koniec końców zostanie jakimś dyktatorem, wykorzysta zarazę, by zgarnąć władzę. Ciekawie też wypadły kolejne "terapie", które mimo fiaska i tak zwiększały jego popularność. To dobry kierunek, by rozwinąć ten tekst.

Pozdrawiam

 

Cóż, dokładnie jak napisałem wcześniej, to nieudane ćwiczenie :) I jak już padło gdzieś wyżej, jak dla mnie przy takiej formie pisania tempo powinno być mniej więcej takie. Co do puenty… puenta jest taka, że jak się dużo kombinuje, można zupełnie przez przypadek uzyskać jakiś efekt, który w dodatku niszczy. Zwłaszcza jak kombinujący nie przyglądają się własnym teoriom. Bo to taki eksperyment myślowy: co by było, gdyby woda naprawdę miała pamięć? Czy pamiętałaby tylko “krystalicznie czyste morza”, czy może jednak selektywne traktowanie własnych pomysłów jest zgubne?

Ogólnie zwyczajnie opornie mi to poszło, wena uciekła.

Ale ogólnie to chyba lepiej się czuję jak pisze coś bardziej ponurego ;-)

Nowa Fantastyka