- Opowiadanie: ma_g - Uciekający horyzont

Uciekający horyzont

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Uciekający horyzont

 

Kan nie wiedział, że kula, którą posłał w stronę jednego z żołnierzy Armii Waldocka, jest ostatnią kulą w wielkiej wojnie. Jednak, czy gdyby był świadom tego, że jest żołnierzem, który symbolicznie zamknął czas krwawych bitew, czułby, że jego życie jest choć odrobinę bardziej znaczące? Niekoniecznie. Kan nie był typem pertarczyka, który poddaje się głębszym refleksjom. Gdyby wiedział o kuli, byłby takim samym pijakiem, jakim jest obecnie. Podatnym na dwie rzeczy rządzące jego światem; alkohol i ucisk bogatych lordów.

Tel Shegerin zerkała do swej magicznej kuli z nadzieją, że być może gdzieś w kłębach bardziej lub mniej ciekawych historii znajdzie tę, która należy do jej zaginionego brata. Znajdowała jedynie zdarzenia z życia średniozamożnych pertarczyków takich jak Kan lub tych z najniższej płaszczyzny, którym nadarzało się mnóstwo okazji do zmiany swojego nędznego położenia, a którzy nic z tym nie robili. To smutne, że pertarczycy są obojętni na znaki, myślała Tel Shegerin. Smutne, ale zarazem potwierdzające fakt, że to toframadurom należy się władza.

 Odeszła od kuli i przetarła oczy, w których zaczął gromadzić się piasek. Efekt uboczny długiego spoglądania w Dal.

– Czy potrzeba ci czegoś pani? – zapytał Arkemak. – Może wina?

– Jestem już śpiąca – Tel Shegerin zatrzymała się na balkonie, by móc podziwiać odległy horyzont. Fragment potylicy płynącego w przestrzeni Stwórcy. – Arkemaku, czy widzisz coś interesującego?

Sługa naprężył mięśnie i wysunął zaropiałą głowę przed siebie. Jego ciało przytwierdzone do murów toframadurońskiego zamku przybrało już całkowicie barwę smolistej cegły.  

– Nic godnego uwagi – oświadczył. – Pani… chciałbym jednak o czymś porozmawiać.

– Słucham cię Arkemaku.

– Ostatnimi czasy miewam ten sam osobliwy sen – oświadczył sługa.

– To dość częsty efekt łączenia się z zamkiem.

– Również o tym słyszałem. Chciałbym jednak wyznać, że mój sen jest wielce osobliwy.

– Opowiedz go zatem.

– Śnię o tym, że podróżuję ulicami najniższej płaszczyzny. Wszędzie widzę nędzę tamtejszego życia i przeludnienie. W pewnym momencie w gęstym tłumie dostrzegam zakapturzonego osobnika. Idę za nim i za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że już za chwilę zobaczę jego twarz, człowiek ten umyka. Gonię go, jednak tłum mnie uciska, duszę się w nim. I wówczas budzę się, patrzę na gwiazdy i już jestem spokojny.

– Co jest w tym osobliwego Arkemaku?

– Moja pani – sługa wykonał ruch do tyłu i ukrył część głowy w zamku, niczym żółw chowający się w swej skorupie. – Ten sen o czymś mi przypomniał. Jak sama dobrze wiesz, jestem już cieniem dawnego siebie. Zapominam, jak było na niższych płaszczyznach, pamiętam jak przez mgłę o tym, że wojowałem w Armii Waldocka. Nie pamiętam jednak uśmiechu żony…

– A jednak ją pamiętasz.

– Pamiętam jedynie to, że ją miałem.

– O czym przypomniał ci twój, jak to ująłeś, „osobliwy” sen?

– Pamiętasz pani znikający horyzont? Ile raz widziałaś go w swoim życiu?

– Niech no pomyślę… osiemnaście.

– Ja widziałem go osiem razy. Ostatni raz dwa lata temu. Przypomniałem sobie o tym. Jak myślisz pani, czy nasz świat znalazł wówczas pożywienie?

– Nie wiem. Gorfduur do mnie nie przemawia. Nie przemawia już właściwie do nikogo. Ale myślę, że znalazł.

– Wierzysz pani w przepowiednię, że pewnego dnia Gorfduur schyli się po pożywienie i już się nie podniesie? A wszystkie spiętrzone płaszczyzny, które nosi na grzbiecie będą dryfowały w przestrzeni bez naszego stwórcy?

– Pamiętaj, że nasz stwórca, nie ważne czy milczący czy nie, jest wieczny. Wierzę w to, co widzę w kuli. A tam nie ma horyzontu, który całkiem znikł.

– Nie ma również twego brata, pani.

– Co chcesz przez to powiedzieć Arkemaku?

– Codziennie obserwujesz kulę, poszukując Altrosa. Jednak nie zdajesz sobie sprawy, że coś ci umyka. 

– Jeśli wiesz, gdzie znajduje się mój brat, rozkazuję ci, byś mi o tym powiedział!

Tel Shegerin przyłapała się na tym, że podniosła głos. Choć wybuchy złości były częścią jej natury, wiedziała, że nie może sobie pozwolić na to w obecności Przytwierdzonych. Krzyk pana był dla nich tym, czym dla ślimaka jest rozżarzony patyk skierowany w stronę jego gumowatego ciała. Arkemak skrył się w skorupie, czym jeszcze bardziej zdenerwował swą panią. Tel Shegerin pohamowała jednak kolejny wybuch złości.

– Proszę, mój kochany Arkemaku, powiedz, co miałeś na myśli? – zapytała zmieniając ton.

Cierpliwie poczekała na swego sługę, który powoli wychylił głowę ze skorupy.

– O pani, chciałem powiedzieć, że patrząc w Dal, nie patrzysz na to, co dzieje się w twoim otoczeniu.

– Do rzeczy mój Arkemaku. Sugerujesz, że mój brat jest gdzieś w pobliżu?

– Bliżej, niż ci się wydaje. Codziennie, kiedy kładziesz się na swym bogatym łożu, on na ciebie patrzy. Codziennie, kiedy czeszesz swe hebanowe włosy, on wzdycha do nich, próbując przypomnieć sobie ich zapach. A kiedy nucisz pewną melodię spoglądając w Dal swej magicznej kuli, on jest zmieszany. Melodia pobudza w nim resztki wspomnień o dzieciństwie.

 – Czy on…?

 – Tak, moja pani. Kiedy dwanaście cykli temu przytwierdziłaś niewolników z Armii Waldocka do zamku, w tym mnie, nie zauważyłaś, że twój brat walczył u naszego boku. Różnił się od ciebie. Nie miał w sobie magii, tak jak inni toframadurzy. Nie miał w sobie żądzy dominacji. W przeciwieństwie do ciebie. Był podobny nam, zwykłym śmiertelnikom, tak w kwestii fizycznej, jak i emocjonalnej. Nie obchodziła go magiczna potęga.

 – Łżesz! – pisnęła Tel Shegerin. – On nie mógł stać się częścią zamku. Rozpoznałabym go! Gdyby to była prawda, powiedziałbyś mi o tym wcześniej.

– Moja pani, byłaś zbyt pochłonięta radością płynącą z posługiwania się magią – Arkemak ujawnił uśmieszek, który był rzadkim zjawiskiem na twarzach Przytwierdzonych. – I tak, być może powiedziałbym ci o tym wcześniej, przyznam ci rację. Lecz niedoskonałość twoich czarów sprawiła, że jesteśmy podatni na utratę pamięci i nieoczekiwane jej powroty. Również na utratę słuchu, bądź mowy. Sam Altros prędko stracił głos, tak jak wielu innych po przemianie… Zdaje mi się, że właśnie przyczyniłem się do zemsty. Moi towarzysze…

– Zamilcz! Ty… parszywy! Ty… gnido!

Arkemak zatrzasnął się w swej skorupie.

– Nie! – Toframadurka rzuciła zaklęcie w stronę kamiennej warstwy. – Rozkazuję ci ukazać się! Natychmiast!

Pancerz Przytwierdzonego pękł pod wpływem silnego zaklęcia. Arkemak wychylił się mając zamknięte oczy, niczym noworodek.

– Tak moja pani? – zapytał sennym głosem.

– W której części zamku znajduje się Altros? Czym się stał?

– Altros? Kimże jest Altros?

– Arkemaku, przypominasz sobie, o czym rozmawialiśmy przed kilkoma chwilami?

– To było… to dotyczyło jakiegoś snu. Sen o żonie… taaak…

– Mój brat jest zamkiem. Gdzie się znajduje?

– Szukasz swojego brata pani. I nie możesz go znaleźć…

Kipiąca ze złości Tel Shegerin wróciła do komnaty i rzuciła na kulę odpowiedni czar, który umożliwiał śledzenie korytarzy jej warowni. Przeczesując tunele, obserwowała tych, na których niegdyś rzuciła urok. Jedni byli już do tego stopnia złączeni z zamkiem, że z trudem można było dostrzec ich sylwetki. Inni natomiast przypominali misternie wykonane płaskorzeźby przedstawiające sceny agonii. Toframadurka przeczesywała zakątki warowni, nie mogąc pojąć, dlaczego widząc zwykle tak wiele, nie zauważyła swego brata w tłumie prostych żołnierzy, których skazała na wieczne cierpienie.

Nic. Nie widziała kompletnie nic. Zastanowiła się, czy rzeczywiście ma pełną władzę nad kulą. Czy jej brat był już tylko kamieniem w murach zamku? Czy jego przemiana była szybsza niż pozostałych? A może Arkemak jest parszywym kłamcą?

Tel Shegerin odeszła od kuli i opadła na najbliższy fotel.

– Wina, przynieście mi wina! – wypowiedziała na głos, zaś zamek wysłuchał. Drzwi jej komnaty rozwarły się po jakimś czasie. Humanoidalny kamerdyner z twardą skorupą zamiast twarzy przyniósł pozłacany flakonik.

– Postaw i odejdź – rzuciła krótko czarodziejka. Kiedy została sama, nalała pełen kieliszek wina i wypiła połowę. Siedząc naprzeciw lustra, przy którym zawsze czesała włosy, zauważyła, że są zwichrzone. Wstała więc i sięgnęła po szczotkę. Odkryła, że niespodziewane złości zbiły jej włosy w grube kołtuny.

Kiedy w końcu rozczesała włosy i odłożyła szczotkę, nakryła magiczną kulę czarną, cienką zasłoną. W pokoju zapanował półmrok. Choć kula był przykryta, wciąż emanowała silnym, migoczącym blaskiem. Tel Shegerin zamyśliła się, patrząc na grę świateł na ścianach i suficie.

I nagle przycisnęła dłonie do ust. Krzyk jednak ugrzązł w jej gardle, a z oczu popłynęły łzy. Długo wpatrywała się w sufit, na szczątki człowieka, który niegdyś towarzyszył jej na każdym kroku. Choć z ciała zostały resztki, czarodziejka rozpoznała w obliczu o kremowej barwie spojrzenie Altrosa. Jego lekko wypukłe oczy spoglądały na nią, a płaskie wargi poruszały się wolno, jak gdyby wymawiały jakąś prastarą inkantację.

Łzy Tel Shegerin spływały jej do ust, kiedy wpatrywała się w pozostałość po swym bracie. Zdała sobie sprawę, że nie potrafi mu pomóc. Z goryczą myślała o tym, jak bardzo skuteczna, a zarazem nieodwracalna jest jej magia.

Wargi Altrosa wciąż drżały. Czy cisnęły się na te usta słowa przebaczenia? Czy były to tylko przekleństwa?

Łkając, Tel Shegerin zdała sobie sprawę z tego, że są na świecie prawdy, których nie odkryje żadna magia.

Koniec

Komentarze

Przykro mi to pisać, Ma_gu, ale brak jakiegokolwiek Twojego odzewu pod poprzednim opowiadaniem, że o niepoprawionych, palcem wskazanych usterkach nie wspomnę, raczej nie zachęca do zajęcia się Uciekającym horyzontem. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dla mnie trochę zbyt trudny tekst, aczkolwiek wydaje mi się dobrze napisany. Widzę, że nie masz takich problemów jak ja :)

 

Pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Hm, w tekście jest nadal całkiem sporo usterek, które wypadało by poprawić, ale sam pomysł na świat i magię bardzo mi się podobał. Tekst sprawdza się jako samodzielne opowiadanie, ale mam wrażenie, że mógłby też być częścią większej całości. Bohaterka przedstawiona wiarygodnie. Za to sposób, w jaki odzywał się do niej sługa wydał mi się nieco nienaturalny, bo z jednej strony piszesz o tym, że ci słudzy bardzo się swoich panów boją, a jednocześnie zaraz ten sługa bardzo śmiało sobie poczyna w rozmowie ze swoją stworzycielką. 

Ogólnie jednak podobało mi się, choć nieszczególnie poruszyło.

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Bardzo podoba mi się świat, główna postać, Przytwierdzeni i patrzenie w Dal. To są naprawdę fajne pomysły! Choć uważam, że określenia ludzi magicznych i niemagicznych są trochę zbyt dziwne i za trudne do zapamiętania i swobodnego używania – odczułam wręcz ulgę, gdy padło proste słowo “czarodziejka”. Tekst w porządku, acz myślę, że przy pewnych poprawkach mógłby być dużo, dużo lepszy – trochę więcej wyjaśnień na temat świata, poprawienie przecinków (ich brak w wielu miejscach bardzo mi przeszkadzał) i może wydłużenie całości. Moim zdaniem początkowy akapit o tym wojowniku jest dość słaby i można by go napisać lepiej. Pierwsze pojawienie się sługi też zasługuje na jakiś opis, wzmiankę, uprzedzenie, że mamy do czynienia z kolejną postacią (może chociaż opis głosu?).

To miał być w założeniu short, ale koniec końców trochę go rozwinąłem. Mimo wszystko, dzięki za uwagi :).

ma_g

Nowa Fantastyka