- Opowiadanie: Herr Schmerz - Idealny okaz

Idealny okaz

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

ninedin, Użytkownicy, Finkla

Oceny

Idealny okaz

Przez dobrych kilka lat w świadomości Michała tkwiło jedno na pozór zwyczajne wydarzenie z czasów jego dzieciństwa. Jednak, jak z większością wspomnień bywa, kolejne szczegóły powoli ulegały zatarciu. Do pewnego wieku pamiętał jeszcze przynajmniej zarys tamtego popołudnia.

Mama popijała kawę ze swoim przyjacielem Andrzejem, a Michał bawił się przy schodach. W kuchni, gdzie siedzieli starsi, znajdował się jednak ktoś jeszcze. Postać ta co jakiś czas spoglądała w kierunku przedpokoju, pesząc swoim wzrokiem znajdujące się tam dziecko.

Gdy Michał wracał myślami do wspomnianego momentu, w jego głowie zjawiały się również następujące słowa. "Spójrz na siebie, chłopcze. Wyrośniesz kiedyś na pięknego mężczyznę. Tak… Definitywnie."

Wypowiedź ta faktycznie znalazła swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości dziesięć lat później. Chłopak został bowiem obdarzony przez naturę fizjonomią, którą obiektywnie można było nazwać atrakcyjną. Jego oczy zachwycały, włosy lśniły, a uśmiech urzekał. Zdając sobie sprawę z niecodzienności własnej urody, Michał zupełnie zaniechał rozwoju pozostałych aspektów własnej osoby. Zaniedbany umysł stracił wiele z swoich zdolności pojmowania, a odległe wspomnienia odeszły w zapomnienie.

***

 Jak co wtorek po domu niósł się odgłos pospiesznie pokonywanych stopni.

– Mało się jeszcze dziś napocisz, młody? – zapytał wyraźnie rozbawiony Andrzej.

– Jak tak dalej pójdzie, to znowu się spóźnię – odburknął Michał.

– No już, już, wyluzuj, żartowałem. – Andrzej upił nieco kawy. – Gdzie dzisiaj trenujecie?

– Dzisiaj? Na arenie. Ale co cię to w ogóle obchodzi?

– Nic, tak tylko pytałem – odparł Andrzej, po czym chwycił za telefon komórkowy.

– Skarbie, nie zapomniałeś może o czymś? – Skonfundowana twarz syna wystarczyła matce za odpowiedź. – A żel rozgrzewający? – Kobieta wyciągnęła przed siebie dłoń, w której trzymała specyfik.

Chłopak – nie siląc się nawet na podziękowania – spakował czerwoną tubę do plecaka, po czym wybiegł z domu.

– Naprawdę uważam, że nie powinnaś go aż tak niańczyć.

– A cóż ja ci na to mogę poradzić? – westchnęła kobieta – Sam wiesz, jakie roztargnione bywa to moje dziecko.

***

– Przypominam ci, że nie jesteśmy jedną z twoich dziewczyn i nie będziemy na ciebie czekać w nieskończoność – powiedział Robert, gdy zdyszany Michał wpadł do szatni.­

– Nie no, Robert, nie przesadzaj – wtrącił się Kamil – Michał okazuje nam jednak odrobinę więcej szacunku. W końcu na treningi spóźnia się zwykle o jedyne piętnaście minut.

– Sorry Kamil, to naprawdę nie moja wina, że jesteś brzydki jak noc.

Robert powstrzymał szykującego się do odpowiedzi kolegę, po czym zwrócił się w kierunku spóźnialskiego.

– Masz pięć minut, jasne?  

Pomieszczenie opuścili wszyscy za wyjątkiem Michała, który pośpiesznie się przebierał. Ciągłe przychodzenie po czasie sprawiło, że miał już w tym nieco wprawy. Przed wyjściem zabiegany chłopak musiał jednak jeszcze skorzystać z toalety. Znajdując się już w zamkniętej kabinie, Michał usłyszał odgłos otwierających się drzwi.

– Już, zaraz przyjdę – powiedział niemal odruchowo – Czego zapomnieliście?

Cisza.

– Hej, ogłuchliście, czy jak? Kamil? Robert?

Ponownie nikt mu nie odpowiedział, choć teraz w pomieszczeniu wyraźnie dało się słyszeć dźwięki czyichś kroków. Po chwili drzwi trzasnęły ponownie. Gdy Michał wyszedł z toalety, w szatni nikogo już nie było.

Chłopak wzruszył ramionami, usiadł na ławce i sięgnął po niebieską tubę z żelem. Najwyraźniej mama znowu kupiła mu jakąś nową maść, której nie znał. Wyciśnięta na dłoń zawartość roztaczała wokół siebie woń kojarzącą się z rozkładem. Widoczna na opakowaniu data ważności wskazywała, że produkt powinien nadawać się jeszcze do używania. Nie zastanawiając się dłużej, Michał wtarł specyfik w obie nogi, po czym dołączył do trenujących kolegów.

– Czy któryś z was był może przed chwilą w szatni? – zapytał Michał

– Nie, a co?

– A nic, coś mi się chyba wydawało.

***

Następnego dnia Michał wyraźnie odczuwał skutki wczorajszego treningu. Dość często zdarzało mu się przeforsowywać, objawy jednak zwykle ustępowały po jednej, maksymalnie dwóch dobach. Co najmniej niepokojący był więc fakt, że tym razem ból mięśni nie tylko nie zanikał, a wręcz przybierał na sile. Trzeciego dnia problemu nie dało się dłużej ignorować, gdyż rwanie w stawach uniemożliwiło Michałowi wstanie z łóżka.

***

Andrzej na szczęście przyszedł na popołudniową kawę wcześniej niż zwykle.

– Naprawdę nie wiem co robić, może jeszcze wszytko mu przejdzie. Chociaż z drugiej strony słyszysz, jak się męczy.

– Myślę, że nie ma co zwlekać i powinnaś jak najszybciej wysłać go do lekarza. To może być coś poważnego, jakiś reumatyzm lub coś podobnego.

– Reumatyzm?! W jego wieku?

– Słyszałem, że zdarza się i u młodych. Zdaje mi się, że mówił mi o tym mój znajomy, doktor Mrzyk. W sumie… – zamyślił się Andrzej – dlaczego by nie wysłać Michała do niego? To świetny specjalista. Mogę spróbować się z nim skontaktować i może uda mi się załatwić wizytę po znajomości.

– Naprawdę mógłbyś?

– Jasne, dla Michała wszystko.

***

Doktor Mrzyk zgodził się przyjąć Michała tego samego dnia, lecz wizyta miała odbyć się już po standardowych godzinach jego pracy. Andrzej nie tylko załatwił wizytę, lecz również zawiózł i czekał wraz z Michałem i jego matką w pustej, zaciemnionej poczekalni. Oczekiwanie było dla chłopaka prawdziwą katorgą. Pomimo spożycia maksymalnej dozwolonej ilości leków przeciwbólowych jego ciało przeżywało prawdziwe męczarnie. Po korytarzu nareszcie jednak rozległ się dźwięk otwierających się drzwi, a na przygaszoną posadzkę padła struga światła.

– Witam, przepraszam, że musieli państwo tyle czekać. Witaj, Andrzej. Zapraszam, młodzieńcze. Dasz radę pójść samodzielnie?

Zbolała twarz Michała posłużyła za odpowiedź.

– Andrzej, pomóż chłopakowi wejść do gabinetu. – Doktor gestem dłoni powstrzymał wstającą kobietę. – Najmocniej przepraszam, ale przyjmuję wyłącznie pacjentów. Zresztą, chłopak jest już prawie dorosły, prawda?

Matka kiwnęła głową, choć z jej twarzy dało się wyczytać, że wolałaby towarzyszyć dziecku.

Blask gabinetu nieco oślepiał, gdy wchodziło się do niego z ciemnego korytarza. Oczy chłopaka potrzebowały kilku sekund, aby przyzwyczaić się do światła. Andrzej w tym czasie zdążył wrócić już na korytarz. W pomieszczeniu jednak nadal znajdowało się troje mężczyzn. Trzeci osobnik był zupełnie nagi.

Doktor minął ekshibicjonistę i usiadł za biurkiem.

– Rozbierz się i połóż, proszę. – Lekarz nie podniósł nawet wzroku na pacjenta.

Mimo wydanego polecenia Michał nawet się nie poruszył. Niespodziewany widok sparaliżował go zupełnie. Czuł głęboki wstyd, związany z wielkim zakłopotaniem, w jakie wprawił go obnażony mężczyzna. Biorąc pod uwagę okoliczności, zdezorientowany chłopak zaczął bardzo poważnie zastanawiać się, czy aby na pewno nie przesadził z zażytymi środkami przeciwbólowymi. Doktor Mrzyk skończył wreszcie spisywać papiery. Widząc zmieszaną twarz pacjenta momentalnie zorientował się w czym rzecz.

– Spokojnie, mój drogi. Albert to tylko manekin.

–Dlaczego trzyma pan u siebie w gabinecie coś takiego? – Pomimo zapewnień doktora Michał nadal nie wierzył, że Albert nie jest prawdziwym człowiekiem.

–Dlaczego? Cóż, w moim mniemaniu jest wspaniały, bliski ideału.

W podkrążonych oczach doktora zatańczyła nutka zachwytu. Brak jakiejkolwiek odpowiedzi wyraźnie świadczył o tym, że pacjent i lekarz posiadali nieco inne standardy piękna.

– Nie traćmy jednak czasu. Rozbieraj się.

Polecenie w końcu zostało wykonane choć potrwało to chwilę. Ból promieniujący ze stawów stanowił bowiem nie lada przeszkodę. Chłopak czuł się również nieco skrępowany, nie był jednak w stanie jednoznacznie stwierdzić czy bardziej onieśmielał go przerażająco realistyczny manekin, czy uważnie przyglądający się mu doktor.

– No dobrze. Zamknij oczy i spróbuj się rozluźnić. Jeśli będziesz odczuwać jakikolwiek dyskomfort, to proszę, powiedz.

Michał kiwnął głową, lecz nadal pozostawał spięty. Nie chodziło jednak bynajmniej o cierpienie, jakiego doznawał podczas badania, lecz o lepkie spojrzenie, które pomimo zamkniętych oczu wyraźnie czuł na sobie.

– Zakończyłeś już swój okres dojrzewania. Bardzo dobrze. W dodatku jesteś naprawdę w doskonałej formie. Uda co prawda nieco zbyt przerośnięte w stosunku do proporcji reszty ciała, ale nic nie szkodzi. – Przesadnie delikatny dotyk doktora były niemal równie krępujący co jego komentarze. – No dobrze, chyba już wiem, w czym problem. Muszę jednak podać ci znieczulenie, zanim przystąpię do dalszej pracy. Proszę, powinno ci się spodobać. Możesz po tym trochę odlecieć.

Lekarz nie kłamał – gdy środek się uaktywnił, cały świat zaczął wirować. Do świadomości Michała docierały jedynie pojedyncze, przytłumione sygnały. Ktoś majstrował przy jego nogach. Doktor, a może manekin? Słyszał głos, a może glosy? Zniekształcone światło gabinetu jarzyło się raz mocniej, raz słabiej, aż zgasło zupełnie.

Gdy chłopak otworzył oczy, nie miał pojęcia, ile czasu spędził, będąc nieprzytomnym. Przez mózg przewinął mu się nagle jakiś przedziwny obraz. Mnóstwo krwi, szczęk metalu, a w tle spoglądający na niego ludzkimi oczami manekin. Michał niemal zerwał się na równe nogi, powstrzymała go jednak natychmiastowa reakcja doktora.

– Łoo, łoo, spokojnie, młodzieńcze, to nie jest dobry pomysł. Pomału.

Chłopak rozejrzał się. Nigdzie nie widać było krwi, a manekin tkwił w niezmienionej pozie. Jedyną zmianę stanowił unoszący się w pomieszczeniu zapach jaśminu.

– Co się stało? – zapytał zdezorientowany chłopak.

– Zdrzemnąłeś się podczas zabiegu, ale nie przejmuj się, moi pacjenci często zasypiają. – Na ziemistej twarzy doktora zagościło rozbawienie. – W każdym razie, popracowałem trochę z twoimi stawami. Z mięśniami też powinno być nieco lepiej. Śmiało, spróbuj. Tylko ostrożnie.

Dopiero teraz dotarło do niego, że pomimo wykonania gwałtownego ruchu, nie odczuł bólu. Niepewnie wstał z fotela, po czym zrobił kilka kroków. Nie mógł w to uwierzyć, nic mu nie dolegało. Chłopak pośpiesznie się ubrał, po czym ruszył do drzwi. Doktor Mrzyk nie próbował go powstrzymać, mężczyzna zaczekał, aż syn skończy rozmawiać z matką, po czym zaprosił ją na słowo.

– Panie doktorze, dziękuję, dziękuję! Jak się to panu udało?

– Nie wchodźmy może w szczegóły. Obawiam się, że państwa radość jest niestety nieco przedwczesna. Chłopak posiada wczesne symptomy reumatyczne.

– Reumatyczne? Jest pan pewien?!

– Definitywnie. Na chwilę obecną nic mu nie dolega, jednak objawy najprawdopodobniej będą wracać. Z czasem bóle zaczną pojawiać się również w innych partiach ciała. Przypadłość pani syna wymagać będzie ciągłego leczenia.

Mama Michała wyraźnie spochmurniała.

– Przykro mi, panie doktorze, ale nie sądzę, aby było nas stać na… – nie dokończyła, gdyż lekarz wszedł jej w słowo.

– Niech się pani nie martwi. Dzisiejsza wizyta jest darmowa. – Kobieta spojrzała na niego zdziwiona. Doktor Mrzyk uśmiechał się nad wyraz przyjaźnie. – Mój harmonogram należy do dość napiętych, więc kolejne spotkania najprawdopodobniej będą musiały odbywać się również po zakończeniu przeze mnie oficjalnej pracy. Z tego tytułu mogę zaproponować państwu nieco tańszą usługę. – Usta mamy Michała otworzyły się niemal równie szeroko jak jej oczy. – Proszę podziękować Andrzejowi.

***

Kolejne tygodnie były dla Michała trudnym okresem, w którym musiał przyzwyczaić się do nowych realiów swojego życia. Jego wspaniałe ciało stało się jego najgorszym wrogiem. Wedle lekarskich przewidywań ból nieustannie powracał. Organizm chłopaka cyklicznie zamykał go w pokoju, i kazał płacić sobie srogą cenę za próbę wykonanie choćby najmniejszego ruchu. Objawy znikały jednak natychmiast po kolejnej wizycie w gabinecie doktora Mrzyka. Kontrast ten powodował, że chłopak nie zawsze stosował się do zaleceń lekarza, chcąc czerpać z życia jak najwięcej w momentach gdy był do tego zdolny.

Zdarzało mu się na przykład wymykać na treningi. Choroba niestety nie dawała o sobie zapomnieć. Podczas ćwiczeń Michał często słyszał nieprzyjemnie skrzypienie, wydobywające się z jego stawów. Raz nawet, zupełnie znienacka, doszczętnie zdrętwiała mu ręka, przy czym minęło dobre dwadzieścia minut, zanim udało mu się rozruszać zablokowany przegub. Wypadek ten niestety wydarzył się ponownie, jednak za drugim razem okoliczności okazały się tragiczne w skutkach.

 Michał odpoczywał w swoim pokoju po treningu, na dole zaś jak zwykle pita była kawa. W pewnym momencie matka poprosiła syna, by ten dołączył do niej i Andrzeja. Nieustające nawoływania zmusiły go w końcu do skierowania się na schody. Michał jednak pokonał o własnych siłach zaledwie dwa stopnie. Jego prawe kolano wydało bowiem krótki trzask, a noga zatrzymała się niczym wmurowana. Znajdujący się w pół kroku chłopak momentalnie stracił równowagę. Świat zakołysał się i zakręcił, przy czym zdążył poczuć jedynie lekkie uderzenie w głowę. Chwilę później leżał już u podstawy schodów, a otaczająca go rzeczywistość zniknęła zalaną gęstą, ciepłą cieczą spływająca mu z czoła.

***

Umysł Michała znalazł się gdzieś na granicy świadomości. Docierały do niego pewne bodźce, lecz były one przytłumione i trudne do rozpoznania. Na początku usłyszał krzyk kobiety, następnie jego głowa i nogi obwisły. Jakiś czas później pomiędzy dwoma mężczyznami doszło do sprzeczki. "Spójrz na jego twarz! Spójrz, co do cholery stało się z jego piękną twarzą!" Ostatni impuls jaki odebrał to zapach jaśminu, po którym jakaś zimna maź wylądowało mu na czole. Resztę pochłonęła pustka.

***

Obudził się cały obolały, bez wiedzy gdzie jest i co się wydarzyło. Jego prawa noga nie odpowiadała. Szybkie spojrzenie pozwoliło mu odkryć, że znajdowała się ona w gipsie. Do chłopaka dotarło również, że znajduje się w gabinecie doktora Mrzyka. Właściciela nie było jednak w pomieszczeniu. W środku znajdował się jedynie on i skierowany w jego kierunku manekin. Z ust Michała wydobył się krzyk, gdyż piekielny eksponat się przemieścił. Do pokoju wpadł Andrzej i doktor Mrzyk. Ten pierwszy złapał go za wierzgające opętańczo kończyny, zaś drugi, mnąc przekleństwo w ustach przyłożył mu do twarzy maskę. Świat ponownie spowiła ciemność.

Gdy Michał otworzył oczy po raz wtóry, doktor czuwał tuż przy nim.

– Tylko spokojnie, proszę, nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów.

– Doktorze, co się stało?

– Spadłeś ze schodów, mój drogi. Andrzej wraz z twoją mamą przywieźli cię tu nieprzytomnego. Niestety połamałeś sobie obie nogi, ale na szczęście, nie licząc tego, nic ci się nie stało.

Zdezorientowany Michał rozejrzał się dookoła, napotykając przy tym obiekt swych największych obaw.

– A, no tak, kiedy po raz pierwszy się przebudziłeś, wpadłeś w panikę, krzyczałeś coś o tym, że Albert żyje. W każdym razie byliśmy zmuszeni nieco cię odurzyć, gdyż nie pozwalałeś się uspokoić, a twoja szamotanina powoli zaczynała stwarzać zagrożenie dla ciebie i twojego otoczenia. – Doktor po chwili przerwy ponownie podjął temat. – Sądzę, że błędnie zinterpretowałeś nowa pozę, w jakiej ustawiłem Alberta. – Lekarz wstał i podszedł do manekina. – Widzisz, Albert posiada wykonane z metalu ruchome stawy, dzięki czemu mogę go ustawiać wedle własnej woli. – Mówiąc to, doktor dokonał małej prezentacji, zginając rękę manekina. W gabinecie skrzypnęło. – Oho, chyba trzeba go będzie naoliwić – zaśmiał się doktor – no ale Ciebie, mój drogi, ta sprawa nie dotyczy. Chodź, pomogę ci. Ostrożnie, nie chcę, żeby przydarzyło cię się jeszcze coś złego. – Michał opadł na podstawiony wózek inwalidzki. – No dobrze, zaczekaj tutaj chwilkę, a ja pójdę powiadomić twoją mamę i Andrzeja jak mają się tobą zajmować.

Drzwi prowadzące na korytarz zamknęły się, a Michał ponownie pozostał pozornie jedynym człowiek obecnym w pomieszczeniu. Potrzeba odkrycia prawdy okazała się silniejsza niż krępujący go strach. Chłopak wprawił w ruch koła wózka inwalidzkiego i ostrożnie zbliżył się do manekina. Było to wręcz nie do uwierzenia, jak realistycznie wyglądał ów ekstrawagancki eksponat. Michał wyciągnął przed siebie rękę, lecz zatrzymał ją w połowie drogi do celu. Przez głowę przelatywały mu tysiące myśli. Musiał się jednak upewnić. Dłoń sięgnęła w przód.

Chłopak odetchnął z ulgą. Zamiast ciepłej, ludzkiej skóry palce napotkały gładki, śliski plastik. Warstwa pokrywająca była dość cienka. Model pozostał więc dość plastyczny, dzięki czemu dotykając poszczególnych partii ciała dało się niemal poczuć ludzkie mięśnie, które powinny znajdować się pod spodem. Manekin dodatkowo posiadał zmarszczki, bruzdy, przebarwienia, a nawet pieprzyki i włosy o rozmiarach tak małych, że wprawiały one w zaskoczenie. Albert jednak nie ożył pod wpływem dotyku, co dla Michała było najważniejsze.

***

Nagle wejście mamy do pokoju wybiło go z ponurych rozmyślań

– Hej synku, jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś?

– Wszystko ok – odparł obojętnie chłopak.

– Na pewno? – zapytała troskliwie kobieta podchodząc do wózka – No już, rozchmurz się nieco, skarbie. Zobacz, jak szybko zagoiła ci się ta rana na głowie. Nie minęły nawet dwa dni, a już nie ma po niej śladu. Jestem pewna, że twoimi nogami będzie tak samo.

– Rana na głowie? – zapytał zaskoczony Michał.

– No, ta, którą zrobiłeś sobie, spadając ze schodów. Tak strasznie lała ci się z niej krew. No, ale na szczęście wszystko ładnie się zagoiło i nawet nie została ci żadna szpetna blizna. – Kobieta ucałowała chłopaka w czoło. – Wracam do Andrzeja, skarbie. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, to wołaj.

Wizyta, matki osiągnęła skutek przeciwny do zamierzonego. Zamiast uspokoić i pocieszyć Michała, wywoła u niego jedynie wątpliwości. Rana na czole… Chłopak podjechał do znajdującego się przy szafie lustra. Na głowie nie było widać ani jednego zadrapania. Powoli wracały do niego strzępki wspomnień. Gdy spadł ze schodów, jakąś gęsta ciecz faktycznie sączyła mu się z czoła. Ale gdzie szrama?

Michał spojrzał na uwięzione w gipsie nogi. Rozgorączkowany umysł pracował coraz szybciej. Przypomniał sobie pierwsze wybudzenie zaraz po wypadku. W tamtym momencie w gipsie znajdowała sie wyłącznie prawa noga, dlaczego wiec obecnie unieruchomiona była również lewa? Cała sytuacja stawała się coraz bardziej nieprzyjemna. Niespokojne ręce Michała zaczęły poruszać się w miejscu, gdzie kończyła się skorupa. Nerwowe palce napotkały w końcu coś, co sprawiło, że niemal krzyknął. Musiał się jednak upewnić, czy aby na pewno nie zwariował.

Prędko podjechał do biurka i wyciągnął z szuflady śrubokręt. Trzonek narzędzia uderzył o gips raz i po raz wtóry. Każde kolejne uderzenie stawało się coraz bardziej nerwowe i rozpaczliwe. Staw łokciowy skrzypiał, Michał zaś pamiętał dokładnie, kiedy ostatni raz słyszał ten dźwięk. Twarda skorupa w końcu pękła. Tym razem chłopak nie był w stanie powstrzymać się przed wrzaskiem. Powierzchnię jego nogi pokrywała gładka, śliska, plastikowa warstwa.

– Michał?! Dziecko drogie, co się stało?! – zawołała z dołu zmartwiona matka.

– Mamo! MAMO, SZYBKO!!!

– Już pędz… – Głos kobiety się urwał.

Pod podłogą przez moment panowało spore zamieszanie. Coś stuknęło, coś trzasnęło, na koniec coś ciężkiego upadło na podłogę. Później w kuchni wszystko umilkło.

– Mamo?! – zaszlochał Michał.

Kobieta nie opowiedziała. Zamiast tego z dołu zaczął dochodzić odgłos powolnych, miarowych kroków. Stopniowo stawał się coraz wyraźniejszy, jego źródło znajdowało się już u podstawy schodów. Przerażony Michał niechętnie podjechał do barierki. Na korytarzu stał Andrzej, ręce miał zbroczone krwią. Mężczyzna dostrzegł kalekę.

Michał zawył. Próbując gwałtownie zawrócić, zawadził łokietnikiem o barierkę. Pęd, z jakim spróbował wykonać manewr sprawił, że wypadł z wózka. Andrzej posępnie i ciężko stąpał po kolejnych stopniach. Przerażony chłopak zdzierał sobie paznokcie, rozpaczliwie czołgając się po podłodze. Nieuchronne niczym przeznaczenie kroki były coraz bliżej.

– Andrzej, nie! BŁAGAM!

***

– Witaj, Filipie! Zapraszam do środka.

– Witam, doktorze Mrzyk. A gdzie Albert? – zapytał młodzieniec, spoglądając na nowy eksponat stojący obok lekarskiego biurka.

– Albert był wspaniałym towarzyszem, lecz jak widzisz, mój drogi, udało mi się pozyskać znacznie doskonalszy okaz. Idealny prawda? – zaśmiał się doktor.

Koniec

Komentarze

Nu. Brrr. Klasyczny strachołird. Dobrze się czyta. Zastanawiałeś się może nad wyróżnieniem postaci Andrzej, Matki, dochtóra poprzez jakies charakterystyczne cechy, zwroty w wypowiadanych kwestiach?

 

“Była pita kawa” dziabnęło mnie tak gdzieś w narracji, ta strona bierna troszkę nie pasuje mi do ogólnego stylu.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nieźle się czytało :)

Przynoszę radość :)

@Wiktor Orłowski, dzięki za przeczytanie mojego opowiadania

 

@PsychoFish, zastanawiałem się nad tym. Matka miała wypaść na zbyt troskliwą. Doktor miał być elokwentny i w jego dialogach jest trochę foreshadowing, co do jego stosunku i zamiarów wobec Michała np. 

– Spokojnie, mój drogi. Albert to tylko manekin.

– Spadłeś ze schodów, mój drogi.

lub

– Zdrzemnąłeś się podczas zabiegu, ale nie przejmuj się, moi pacjenci często zasypiają. – Na ziemistej twarzy doktora zagościło rozbawienie.

 

Z uwagi na twoje pytanie wnioskuje, że chyba niestety nie bardzo mi udało mi się to oddać w tekście.

Na Andrzeja nie miałem pomysłu, przyznaję. Jest po prostu sidekickiem, który ma pilnować Michała. 

Dodam tylko, że pierwszy raz napisałem coś pod konkurs. Podczas mojego debiutu dostałem trochę uwag o styl, zasłużonych w sumie. Więc zależało mi głównie, żeby ten aspekt wypadł dobrze. Cieszę się więc, że dobrze się czytało :)

A co do “pita była kawa” to po prostu spodobało mi się to sformułowanie ale może faktycznie nie pasuje to do reszty.

 

@Anet bardzo się cieszę i dzięki za komentarz :)

Bardzo dobrze wypadła postać niepokojącego doktora. Czytało mi się gładko :D

Nieźle się czytało, postacie mogłyby być nieco bardziej wyraziste, szczególnie doktorek. Fajny pomysł, młody Adonis zmieniony w statuę :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo fajny tekst: trochę w typie klasycznej grozy-niesamowitości, z archetypiczną figurą szalonego naukowca, z wykorzystaniem równie archetypicznych postaci manekinów. Dobrze skomponowane i napisane, płynnie się czytało. Klik ode mnie.

Dzięki za przeczytanie @Merlock, cieszę się, że ci się podobało.

 

@Irka_Luz, dzięki za opinię. Fakt, pewnie mógłbym zarysować postacie lepiej, niestety trochę zatrzymał mnie limit :/

 

@Żongler, dzięki za przeczytanie mojego opowiadania

 

@ninedin, mam sporą słabość do klasycznej grozy :) dzięki za komentarz i za nominacje do biblioteki!

Niby klasycznie, bo jest i nieświadomy niczego pacjent i szurnięty doktorek. Ale tekst jak nie jest przewidywalny i monotonny, wciąga i aż chce się go czytać, żeby wiedzieć, co będzie dalej. Sympatyczna lektura smiley

Całkiem przyjemny horrorek. Nie wyłapałam też wiele błędów – przede wszystkim “ciebie”, “ty” i tym podobne zwroty, zapisujemy wielką literą tylko w listach czy innego rodzaju pismach. W dialogach zaczyna się normalnie, od małej. ;) Uważam też, że postaciom mamy i Andrzeja nieco brakuje charakteru.

Poza tym, tekst czytało się to bardzo lekko. Widać, że warsztatowo można by było jeszcze nad nim popracować, ale myślę, że im więcej będziesz pisał, tym styl będzie lepszy. :D

Zostaw ten żyrandol.

Opowiadanie z całą pewnością nie jest złe, choć nie mogę powiedzieć, bym była nim absolutnie zachwycona. Pod względem językowej poprawności radzisz sobie dobrze, ale mam wrażenie, że Twój styl wymaga jeszcze przepracowania go na swój sposób (czy dobrze zgaduję, że jesteś początkującym autorem?). Przyjęta forma i konwencja jest prosta, a język technicznie schludny, natomiast nie pozwoliłeś tutaj sobie na artystyczne zaszalenie formą tak, by pod względem warsztatu zapaść w pamięć. Pod względem kompozycyjnym tekst również mógłby być lepszy – poświęcasz sporo miejsca na wątki obyczajowe dotyczące dzieciństwa i młodości Michała (sport, koledzy), w związku z czym przyspieszasz we fragmentach o rozwoju choroby (które z perspektywy tekstu horror/weird/groteska byłyby dużo ciekawsze).

Sama fabuła sprawnie realizuje temat konkursowy – definitywny reumatyzm. Pojawiło się też parę ciekawych smaczków, które czynią z Ciebie obiecującego autora, jak na przykład:

„– Reumatyczne? Jest pan pewien?!

– Definitywnie.”

Clever! Niemniej zgodności z tematem konkursowym nie oceniłam na maksymalną liczbę punktów – prócz użycia słowa „definitywny” nie odczułam, by ten reumatyzm naprawdę był nieuchronny.

 Odnoszę wrażenie, że niepotrzebnie starałeś się znaleźć „namacalne” uzasadnienie dla raptownie rozwijającej się choroby Michała, zewnętrzne, niejako „demoniczne” źródło jego reumatyzmu w moim odczuciu osłabia główny motyw – ciche porozumienie Andrzeja i doktora Mrzyka.

Zakończenie jest przewidywalne, niemniej domknąłeś je ładną klamrą nawiązującą do tytułu. Trzymam kciuki za kolejne Twoje teksty. ????

(PS. Uwaga na przyszłość: separuj tekst od gwiazdek przynajmniej linijką odstępu, a gwiazdki wyśrodkowuj – tekst wygląda wtedy schludniej).

Dzięki za miły komentarz @oidrin

 

Dzięki za uwagi @Verus, nic tylko pisać więcej!

 

@Wiktor Orłowski, zgadza się jestem początkującym autorem. Można powiedzieć, że “Idealny okaz” to drugi tekst jaki napisałem. Wraz z publikacją pierwszego tekstu dostałem kilka uwag co do mojego warsztatu i formy. Przyznaje nie było one wówczas najlepsze. Poświęciłem więc dużo uwagi tym aspektom, przez co nie pozwoliłem sobie na odrobinę szaleństwa. Niemniej jednak tekst wyszedł poprawnie więc jestem zadowolony :)

prócz użycia słowa „definitywny” nie odczułam, by ten reumatyzm naprawdę był nieuchronny.

Scena z dzieciństwa miała zasugerować, że Michał został wypatrzony przez doktora już lata temu, z tego miała wynikać nieuchronność. Choć przyznaje, kompozycyjnie mogłem zarysować to lepiej. 

Odnoszę wrażenie, że niepotrzebnie starałeś się znaleźć „namacalne” uzasadnienie dla raptownie rozwijającej się choroby Michała, zewnętrzne, niejako „demoniczne” źródło jego reumatyzmu w moim odczuciu osłabia główny motyw – ciche porozumienie Andrzeja i doktora Mrzyka.

Niestety nie rozumiem o co ci tu chodziło.

Uwaga na przyszłość: separuj tekst od gwiazdek przynajmniej linijką odstępu, a gwiazdki wyśrodkowuj – tekst wygląda wtedy schludniej

Pisząc w wordzie miałem to dokładnie tak zrobione! Coś musiało się przestawić podczas wklejania, niemniej jednak to całkowicie moje niedopatrzenie.

Trzymam kciuki za kolejne Twoje teksty

Wielkie dzięki, właśnie skończyłem kolejny tekst i mam nadzieje, że będę pisał jedynie lepiej.

Chciałbym też z tego miejsca serdecznie podziękować całemu waszemu jury za zorganizowanie tego konkursu. Sporo wyciągnąłem z pisania mojego teksu, jak i czytania innych prac konkursowych. Świetna robota, czapki z głów :)

Niezły tekst, fajnie zrealizowane hasło. Trochę makabryczna wizja…

Nadużywasz “posiadać” – czasami wrzucasz je tam, gdzie powinno być “mieć”.

Babska logika rządzi!

Będę walczyć z porównaniem, że coś jest “brzydkie jak noc”. Nie z Tobą konkretnie, oczywiście, jednak czuję się wywołana do odpowiedzi.

 

Wydaje mi się, że nie wszystkie scenki są niezbędne dla fabuły, można ją ograniczyć do wizyty u lekarza i budować grozę stopniowo stamtąd. Wizja ożywionego manekina to porządny, klasyczny horror, a "reumatyzm" wypadł ciekawie, choć tekstowi przydałoby się uporządkowanie postaci i zawężenie wątków – do weird fiction idealnie pasuje opis świadomości uwięzionej w manekinie/okazie doktora; gdyby pokazać przemianę Michała, a ograniczyć perypetie rodzinne, moim zdaniem dałoby się porządniej postraszyć.

 

Zdarzały się zgrzyty, chociażby:

"Manekin dodatkowo posiadał zmarszczki"

Zmarszczek chyba się nie posiada.

 

"Michał ponownie pozostał pozornie jedynym człowiek obecnym w pomieszczeniu"

Gdyby wyciąć "pozornie", sytuacja byłaby bardzo komfortowa dla Michała, a więc ożywienie Alberta konsekwentnie bardziej szokująca, również dla czytelnika.

Nowa Fantastyka