- Opowiadanie: Wywaro - WSPOMNIENIA SPRZED I PO INWAZJI

WSPOMNIENIA SPRZED I PO INWAZJI

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

WSPOMNIENIA SPRZED I PO INWAZJI

Pokój

Zamknęli mnie tu i powiedzieli, że mam trzy dni.

Wydawało mi się wtedy, że to wystarczy, że czasu jest aż nadto. Teraz, kiedy ostatni dzień dobiega końca, myślę, że to za mało. Stanowczo za mało. Tym samym przyznaję się do swojej klęski. Nie jestem jednym z wielkich. Podobno Schrader dał radę to zrobić w jedną noc. Ja nie.

Mam jednak ostatnią nadzieję.

Siedząc w zamknięciu dużo myślałem o swoim życiu. Wspomnienia wróciły – żywe, namacalne. Jeśli naprawdę tylko one pozostały, skupię się na nich. Na ich barwie, tonacji, tempie. Może w ten sposób uda mi się zrozumieć dlaczego właściwie tutaj jestem.

 

PUDŁO

Leżało pod łóżkiem mojego brata. Nieduże, drewniane i okrągłe. Pomalowane na czerwono. Byl to intensywny, miły dla mojego dziecięcego oka, kolor. Wystarczyło, że na nie patrzyłem. Mój brat chował w nim rzeczy i nie chciał, abym je dotykał, a ja się na to zgadzałem. Byłem posłusznym chłopcem. Raz otworzył je przy mnie – myślał, że śpię, ale ja nie spałem. Wtedy to zobaczyłem. Trzymał tam zdjęcia – same twarze, równo powycinane z innych fotografii. Przyglądął się długo każdej z osobna, kilka podpisał z tyłu ołówkiem. Później schował je i poszedł spać.

Dopiero lata po inwazji przekonałem się co jeszcze chował w pudle.

 

SZUSOWICE

Co roku jeździliśmy całą rodziną do wuja. Na gospodarstwo. Taki nasz zwyczaj, który, gdy podrosłem, wydał mi się przykrym obowiązkiem, wymuszanym przez rodziców. Wcześniej, w pierwszej dekadzie mojego życia, nie widziałem w tym jeszcze nic przykrego. Wuj był dużym i wesołym człowiekiem. Lubiłem go i w jego towarzystwie nawet mój brat wydawał mi się kimś godnym polubienia. Chętniej spędzałem z nim czas.

Biegaliśmy po szusowickich lasach z patykami, odgrywaliśmy sceny z „Gwiezdnych Wojen”. Ja zawsze chciałem być Obi Wanem. Próbowaliśmy łapać nietoperze z gałęzi drzew. Kąpaliśmy się w ukrytym jeziorze.

Nocami niebo w Szusowicach zalewały gwiazdy. Chciałbym teraz tam pojechać.

 

PERON

Pamiętam dobrze.

Dzień był upalny. Czekaliśmy na peronie na Józka. Dworzec znajdował się blisko wsi i przyjechaliśmy na rowerach. Rowery leżały w pyle, a my we trzech na ławce. Marek sikał w krzakach.

Józek był naprawdę fajny. Potrafił jeździć bez trzymanki i miał takie rzeźby w ogrodzie. Ledwo go teraz pamiętam.

Przed nami ciągnęły się pola. Mówi się złote łany?

Marek wrócił z sikania i rzucił piachem w Jerzego. Jerzyk od razu na niego z pięściami. Śmialiśmy się.

Bardzo chciałem napić się coli.

Marek i Jerzy wywalili się na rowery. Wtedy nad łanami pojawił się pierwszy srebrny talerz.

Pamiętam.

 

SCHODY DO PIWNICY

Czasem stawałem przed obdrapanymi drzwiami i nasłuchiwałem odgłosów jakie dobywały się z dołu. Wystarczyło, że delikatnie nacisnąłem klamkę i przez szparę w drzwiach obserwowałem schody oraz pomarańczowy blask, który oświetlał fragment piwnicy.

Rodzice byli zajęci w tamtym czasie. Wszyscy dorośli byli zajęci, nawet jeśli nic nie robili. Ich świat wywrócił się do góry nogami. Ja nie rozumiałem co się dzieje. Nie rozumiałbym tak samo, gdyby na przykład wybuchła wojna. Rodzice próbowali tłumaczyć, że to trochę jak wojna, ale jednak nie do końca. To coś więcej.

Rodzice nie zwracali uwagi, więc mój brat dzień i noc robił, co chciał. W piwnicy.

 

CUKIERNIA NA ROGU

Kupowałem tam różne wypieki, kiedy studiowałem w Łodzi. Mała budka zagubiona pomiędzy uliczkami, relikt dawnych czasów, ale nie na tyle dawnych by miała w sobie pożądaną patynę szlachetności.

Rano zwykle brałem rogala, popołudniu omlet, wieczorami pączka albo ciastka z marmoladą i makiem.

Może pamiętam tę cukiernię tylko dlatego, że stała tak blisko Słupa. To tam dokowały talerze ze świeżą paszą. Tam czasem się pokazywali. Lśniąca, obca niemożliwość.

Bywało, że siadałem na ławce z omletem, niebezpiecznie blisko promienia Słupa i wypatrywałem ich przybycia. Raz udało mi się wyczekać. Zwierciadlana tafla pojazdu była bardzo blisko. Mogłem prawie poczuć jej chłód. Szybko uciekłem.

 

Pokój

Mam długopis i stos kartek. Jest ich sporo, ale obawiam się, że zbyt mało. Wciąż – nie tak mało jak czasu, który mi pozostał w tym pokoju. Pewnie wkrótce przyjdą. W zasadzie mogą zjawić się lada chwila. Muszę się spieszyć.

Czy może się mylę i zostało mi parę godzin? Czas czyni zabawne rzeczy z moim umysłem, gdy jestem sam. Mam wrażenie, że za oknem stoi taki sam Słup jak przed laty. Minęło dużo czasu, a to się nie zmieniło. Mógłbym wyjrzeć na zewnątrz i stałby tam. Na pewno.

To się zmieniło, że już się nie boję. Przestałem się bać tamtego dnia.

 

BOMBA

Po katastrofie alaskańskiej sądziłem, że jestem gotowy na wszystko.

Mimo to, gdy Józek wstał, by odsunąć zasuwę i po chwili zza drzwi wyłonił się mój brat, nie potrafiłem ukryć zaskoczenia. Mniejsza zresztą o zaskoczenie. Byłem cholernie wściekły i nie mogłem udawać, że jest inaczej. Józek mnie uspokojał. Poszli nawet po Krystynę, która wyprowadziła mnie do kuchni. Gadaliśmy przy papierosie. Tłumaczyłem jej, że matka umierająca, że brat w Cape Town milczał. Że dom, że sukinsyn… Nie przekonałem jej. Myślała tylko o jednym. O spodkach, o Słupie, o transportach. Myślała o Inwazji.

Powiedziała, że musimy współpracować, bo to mój brat przyniósł bombę.

 

GWIEZDNE WOJNY

Oboje je uwielbialiśmy, gdy byliśmy mali. Gadające roboty, kosmici wyglądający jak ludzie pomalowani na niebiesko z doklejonymi czułkami, bitwy w kosmosie gdzie słychać wszystkie eksplozje i jeszcze ci cali jedi z laserowymi mieczami. Bajka jak bajka, ale naprawdę nie wiem, co mnie w tym kupiło, bo dziś ta estetyka zwyczajnie do mnie nie przemawia.

Ale mój brat kochał je aż do końca. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Bo inaczej dlaczego miałby się godzić na tę popierdoloną akcję, jeśli nie z miłości do kosmicznych bitew, wybuchów i nadziei na ocalenie całej galaktyki?

Na pewno nie chodziło o ludzkość. Galaktyka albo nic.

 

KLĘSKA

Mimo to i tak wszystko spieprzył.

Gardził ludźmi, tak było zawsze. Zdjęcia w pudełku… to był prolog do długiej opowieści o wykluczeniu i nienawiści jaka rodzi się w wykluczonych i wykluczających. Dlaczego nim gardzili? Nigdy do końca tego nie zrozumiem. On po prostu był… inny. Myślał inaczej. Potrafił wiele godzin robić jedną, nudną rzecz. Śmiali się z niego, jak to dzieci. To normalne.

Szkoda jednak, że musiało się tak skończyć.

Kiedy zaminował Słup, jeden z Nich mu się objawił. Blask i milczenie. Sekunda. To wystarczyło, by wzbudzić wątpliwości.

Bo może tak naprawdę mój brat nigdy nie był jednym z nas?

 

ZAMACHOWIEC

Nie mścili się. Wszyscy się tego spodziewaliśmy – że z nieba spadnie na nas ogień i siarka. Nic takiego się nie stało.

Media oczywiście trąbiły o „Zamachu”, nagłówki gazet i pierwsze strony portali wypełniały wyboldowane pytania z trzema wykrzyknikami: KIM BYŁ TEN CZŁOWIEK? Obok zdjęcia mojego brata. Jedni mówili o jego odwadze. Drudzy nazywali szaleńcem, który „podpisał wyrok na nas wszystkich”. Ale to bez znaczenia.

Oni wiedzieli, że się nie udało. Zrozumieli, że mój brat się wycofał. Że zbyt wcześnie zdetonował ładunki. Myślę, że to docenili.

Mimo to został ochrzczony Zamachowcem, jakby to było nowe imię Mesjasza. Za nim poszli inni.

 

PUSTY DOM

Nie wiem właściwie dlaczego to zrobiłem, ale myślę, że nie potrafiłbym się powstrzymać. Prędzej czy później po prostu musiałem wrócić do domu. Pierwszego grudnia wstałem, gdy na zewnątrz panował szary świt. Krysia na szczęście spała głęboko. Zszedłem do samochodu i jechałem na drugi koniec kraju jak w transie. Jechałem jak kiedyś się jeździło – przed Ich przybyciem – nie myśląc, nie martwiąc się.

Klucze były tam, gdzie zawsze zostawiała je mama. W czerwonej donicy na werandzie. Wszedłem do środka, po czym usiadłem na starym fotelu ojca. Gdybym miał papierosa, zapaliłbym. A tak jedynie siedziałem i patrzyłem. Patrzyłem poprzez pusty dom w przeszłość.

 

PODZIELENIE

Po histerii, jaka nastąpiła po „Ataku na Słup”, zapadła wielka cisza. Trwała dziewięć dni. Przez tyle czasu nie mówiono o tym, co mój brat zrobił na nasze życzenie. Jakby nic się nie wydarzyło. A później zaczęło się piekło.

Najpierw amerykański rząd ujawnił plan Dzieci Ziemi. FBI powstrzymało ich przed kolejnym zamachem. Przynajmniej tak mówiono. Zaraz potem nastąpiło drugie zdarzenie – senator Kyles oskarżył prezydenta o zdradę narodu i ludzkości. Tureccy „terraliści” dokonali puczu i wypowiedzieli wojnę najeźdźcom. Europa groziła im sankcjami, rosyjskie krążowniki wycelowały rakiety w Stambuł. Niedługo potem w Etiopii obalono Słup. Wszystko zaczęło się zmieniać. Poprzez ziemską wojnę domową.

 

PUDŁO II

Nie pamiętam dlaczego zacząłem go szukać. To było jakieś stare wspomnienie, które pojawiło się w trakcie jednej z wielu pijanych nocy

Sprawdziłem pod łóżkiem. Było tam, jak gdyby zostawił je dla mnie. Z sercem dudniącym w piersi zajrzałem do środka. Te same zdjęcia obcych twarzy, ale nie tylko. Zobaczyłem tam również moją twarz i twarze rodziców. Wycięte tak samo jak inne i przyczepione do czarnego arkusza papieru. Pod spodem było coś jeszcze. Zapalniki, nad którymi siedział tak długo w piwnicy i pożółkła kartka z planem budynku szkoły.

Zakopałem pudło w ogrodzie. Cokolwiek zamierzał mój brat, na szczęście się nie udało.

 

Pokój

Wydaje mi się, że słyszę kroki na korytarzu. Ale to nie szkodzi. Napisałem wszystko co miałem do napisania. Mój brat mi w tym pomógł. Czułem jego obecność gdzieś za plecami, przez cały czas. Teraz odszedł i wiem, że już nie wróci. Tak pewnie będzie lepiej.

Czy ten szkic wystarczy, by producenci byli zadowoleni? Nie mam pojęcia. Pozostają dla mnie enigmą, mimo, że przecież zależy im tylko na wypchanych widzami kinach. Mogę więc mieć jedynie niewielką nadzieję. W końcu jednak potrzebowali akurat mnie, by wnieść do filmu powiew świeżości. Miało być o obcych? No to jest o obcych: bliskich i dalekich.

Koniec

Komentarze

Wywaro, DRABBLE to tekścik liczący ni mniej, ni więcej, tylko sto słów. A ponieważ u Ciebie jest ich o wiele więcej, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Pragnę też dodać, że im więcej tekstów wrzucisz jednego dnia, tym dłużej będziesz czekał na ich przeczytanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezłe, spokojne, nostalgiczne.

Podoba mi się język, którym tekst został napisany – prosty, oddający charakter narratora, jego urywane myśli. Taki zapis oddaje autentyczność formy dziennika.

Mam ambiwalentne uczucia co do zakończenia. Czy ta cała inwazja miała miejsce czy to tylko scenariusz? I kto ma przyjść po narratora? Takie to trochę niejasne.

 

Drobiazgi:

Jechałem jak kiedyś się jeździło – przez przed Ich przybyciem – nie myśląc, nie martwiąc się.

Drugi “Pokój” powinien być wyróżniony pogrubioną czcionką, a przed nim powinna się znaleźć jeszcze jedna pusta linijka.

A do mnie tekst nie do końca trafił. Miał wprawdzie swój urok widać w nim było zamysł, a jednak zabrakło mi w nim jakiejś finezji. Nie zabrakło też drobnych błędów. Mimo tego czytało się płynnie, rozumiałam historię i zgadzam się z yantri, że czuć w opowiadaniu nostalgię, melancholię… 

Z mojej perspektywy zakończenie na plus, choć nie do końca zrozumiałam, kim byli producenci, ani nie jest jasne, co się właściwie stało z tytułową inwazją? Czy ludzkość zniszczyła sama siebie, zanim zdążyło ją zniszczyć od środka? 

“Miało być o obcych? No to jest o obcych: bliskich i dalekich.” → ta kwestia kupiła mnie najbardziej. Ładna klamra do tekstu i bardzo dobre ostatnie zdanie. 

Ogólnie więc raczej na plus, choć niezupełnie trafiało w moje gusta. 

Życzę powodzenia w dalszej twórczości i mam nadzieję, że nie będziesz się zniechęcać, bo po Twoich pomysłach widać, że masz talent i dryg do tej roboty. Przydałoby się tylko jeszcze nieco dopracować warsztat, a od tego jest to forum :)

Jest coś intrygującego w tej historii. Bardzo podoba mi się Twoja konsekwencja w trzymaniu klimatu. I tak jak moi przedpiścy, też bym użyła określeń jak nostalgia lub melancholia. Jednak w fabule nie wszystko jest jasne, a podejrzewam, że to było Twoim zamierzeniem. Mówimy o jakichś Obcych, czy o kulcie? Wiem, wiem, ostatnie zdanie dość mocno sugeruje ambiwalencję. Mimo wszystko, brakuje jeszcze paru zdań, aby rozjaśnić tekst i zachęcić do rozmyślania. 

Dzięki, że przeczytaliście i cieszę się z ogólnie przychylnych reakcji. Rzeczywiście stworzenie pewnej atmosfery jest tym, o co mi w tym opowiadaniu przede wszystkim chodziło. A co do niejasności zakończenia to owszem, miało być enigmatyczne i otwarte. Mógłbym rozwinąć może nieco bardziej o co chodzi z producentami, scenariuszem i kosmitami, tylko zaplanowałem sobie konstrukcję tej historyjki na takie stó-słowne części i musiałbym po prostu dopisać jeszcze co najmniej jedną. Pomyślę nad tym.

rosebelle – bardzo dziękuję za zachętę i miłe słowa. Nie mam zamiaru się, póki co, zniechęcać, wręcz przeciwnie :)

Nowa Fantastyka