- Opowiadanie: gaper97 - Eryk i chaotyczny ogórek

Eryk i chaotyczny ogórek

Hasło konkursowe :Chaotyczny ogórek

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Eryk i chaotyczny ogórek

Eryk dryfował po jeziorze małą łódką, którą zmajstrował mu dziadek na wczorajsze dwunaste urodziny. Obserwując swe odbicie w wodzie, rozmyślał nad rzeczami którymi dziecko nie powinno się interesować: nad pojęciem śmierci, człowiekiem przez którego wymiera cała planeta i zwierzętami, które zostają brutalnie pozbawione życia. 

Człowiek nie czynił źle z czystej potrzeby. Niszczył i zabijał dla własnej wygody już od bardzo dawna. Wydaję się, że z czasem powinien zrozumieć swoje błędy, lecz nic na to nie wskazywało.

,,Dlaczego tak poważne rzeczy zamiatamy pod dywan? – zapytał sam siebie Eryk”. Błądząc wzrokiem po zachmurzonym niebie.

Skąd w jego głowie pojawiły się rzeczy niedostrzegalne przez człowieka? Otóż, nawet on sam nie potrafił tego określić. Te kłębiące się myśli prześladowały go od zawsze i coraz bardziej nie dawały mu spokoju.

 Jego rodzice opalali się i bacznie obserwowali go z plaży by nie odpłynął za daleko. Przypadek czy nie, ich uwagę na moment odwróciła ciotka, która zwykle narzekała i tym razem nie było inaczej.

– Niech ktoś wysmaruje mi plecy! – krzyknęła zwracając uwagę wszystkich wokół.

I wtedy przebiegły wiatr widząc okazję, jakby celowo dmuchnął w łódkę Eryka, który nieświadomy zaczął odpływać coraz dalej od brzegu. Błądząc po mętnych zielonawych wodach, spoglądał na ryby przepływające obok niego. W jego uszach pobrzmiewał cichy ciągnący się krzyk, lecz był zbyt zajęty oglądaniem glonów i morskich zwierząt by zwrócić na niego uwagę.

Wyrwał się z transu dopiero gdy łódeczka uderzyła o brzeg. Przestraszony, lecz mający nadzieję, że rodzice zaraz go odnajdą, zszedł na piaszczystą plażę w poszukiwaniu pomocy.

– Mamo… – zawołał widząc jedynie rozciągający się przed nim las. – Tato, gdzie jesteście?

Z głębi lasu, coś zaczęło nawoływać chłopca. Hipnotyzujący szept zwodził go, przyjmując ton głosu jego rodziców. Wiatr przemykający przez drzewa szeptał do uszu Eryka odciągając go coraz dalej od jeziora. Im dalej przedzierał się przez zalegające gałęzie i krzaki jagód, tym mniej światła przebijało się przez korony drzew. Cienie rosnących dębów były coraz dłuższe, a ich kora przybierała czarny odcień. Pająki, których wcześniej Eryk nie widział, wyszły ze swych kryjówek i zaczęły tkać pajęczynę. Chłopiec nie zerkając za siebie, ostrożnie stawiał kroki by przypadkiem nie wejść na ogromny odwłok pająka.

Po kilku minutach wędrówki, sieć oblepiła całe runo leśne. Została mu jedynie wąska ścieżka, która była nienaruszona.

Las zaczął kołysać się radośnie, to na lewo, to na prawo, jakby setki lat wyczekiwał na ten moment. Zmieniał się w coraz to mroczniejsze i cichsze miejsce, gdzie ptaki już nie ćwierkały, a zastąpiło je pohukiwanie sowy.

Wzrok chłopca dostrzegł w oddali konstrukcję porośniętą mchem, która przypominała domek.

,,Może ktoś tam mieszka? – pomyślał Eryk, odnalazłszy w sercu nadzieję ”.

Docierając do drzwi, trzy razy zastukał kołatką z głową kruka o rozwartym dziobie. Jego nogi zaczęły się trząść z nerwów, lecz cierpliwe czekał.

Żelazny kruk zakrakał, a zardzewiałe zawiasy zaskrzypiały i po chwili drzwi zaczęły się otwierać.

Wchodząc do środka, ujrzał garbatą osobę otuloną płaszczem ze zdobieniem w czarne pióra. Siedziała skrywana przez cień, a na jej twarz opadał czarnym kapeluszu, którego szpic sięgał prawie do sufitu.

Dwie świece tliły się na stolę, a ich spokojne płomienie lekko oświetlały mroczne pomieszczenie skrywające najróżniejsze magiczne przedmioty: błyszczące kamienie, figurki rogatych stworzeń, medaliony, maski z indiańskich wierzeń, a także kwiaty z których jeden przyćmił by pięknością cały bukiet róż.

Bujane krzesło zaskrzypiało wydając z siebie nieprzyjemny dźwięk dla uszu chłopca. Osoba przysunęła się bliżej stołu i lekko uniosła głowę, po czym uśmiechnęła się, ukazując niezbyt piękne uzębienie o dość zaawansowanym stadium próchnicy.

– Witaj Eryku… – powiedziała skrzeczącym tonem, jakby kruk ludzkim głosem przemówił, po czym jej twarz rozświetlił blask świec. Była starszą kobietą o głębokich zmarszczkach, długim nosie przypominającym dziób, zielonych skośnych oczach i brodawce nad spierzchniętymi ustami, która skupiła całą uwagę Eryka.

– Kim pani jest? – spytał wystraszony przypominając sobie bajkę o Jasiu i Małgosi.

,,Czarownica zjada dzieci… – pomyślał robiąc krok w tył, by za chwilę czmychnąć przez otwarte drzwi”.

– Jestem twoim przyjacielem, a na dowód mej przyjaźni, dam ci prezent mały – oznajmiła, szeroko się uśmiechając i energicznie kiwając głową, to w przód, to w tył.

– Na… naprawdę? – odparł niepewnie Eryk, a jego kąciki ust zawędrowały w górę na wieść o podarku.

– Wspaniale, naprawdę wspaniale! – radośnie zawołała i przygarbiona zaczęła przeszukiwać szafę, nucąc pod nosem powolną melodię.

,,Przedmiot niepozorny, lecz cały świata chaos kryjący – powiedziała chwytając w dłoń malutki ogórek, po czym zwinnie obeszła stół i uniosła go przed błękitne oczy Eryka”.

Mimo iż, to tylko ogórek malutki, nie zielony, lecz czarny, a zarazem fioletowym kolorem przechodzący. Skrywał w sobie coś tajemniczego i bardzo mrocznego.

Chłopiec chwyciwszy go w obie dłonie odczuł, że wielka moc w nim drzemie.

Kobieta nakazała schować magiczny ogórek, by nikt oprócz niego, nigdy go nie ujrzał, a w zamian poślę kruka po jego rodziców. Chłopiec schował przedmiot do kieszeni obiecując, że dochowa tajemnicy, po czym zadał jedno pytanie.

– Czy dzięki niemu czarować będę, bo jeśli tak, to chciałbym wiedzieć.

– No przecież, że tak… – szepnęła mu na ucho. – Będziesz wielkim czarodziejem i cały świat padnie do twych stóp! – wykrzyczała radośnie.

,,Niepozorny ogórek taki, lecz to on, na świecie nieporządek pozostawi. – Zacierając ręce, zachichotała ostatni raz”.

Po jej słowach, drewniana chatka, jak i ona sama, w pył się zmieniły i Eryka samego w lesie zostawiły. Nie na długo, bo jak obiecała posłała kruka, który przyprowadził jego zmartwionych rodziców.

Zdyszani przybiegli do chłopca i wzięli go w swoje objęcia.

– Eryk, syneczku nic ci się nie stało? – spytała zatroskana matka roniąc kilka łez.

– Nie mamo, ale chciałbym już do domu – odparł zerkając z uśmiechem na swą kieszeń.

– Dzielny z ciebie chłopak – powiedział ojciec, po czym uniósł Eryka i wziął go na barana. I tak, razem ruszyli w stronę samochodu, odprowadzani oczami kruka siedzącego na jednej z gałęzi.

***

Przyszedł wieczór, kiedy Eryk z rodziną wrócili do domu. Gdy leżał już w swoim łóżku do jego pokoju przyszli rodzice by życzyć mu dobrej nocy.

– Następnym razem, wypłyniemy na jezioro razem synku – powiedział ojciec, po czym poczochrał go po głowie i wyszedł z pokoju.

– Wiesz co, wydaję mi się, że ktoś pomógł nam cię dziś odnaleźć… – szepnęła matka.

– Wiem mamo – odparł z uśmiechem.

– Jak to wiesz? – spytała zdziwiona i przykryła go kołdrą po samą szyję.

– Spotkałem taką miłą panią z dużym nosem, która mieszkała w magicznej chatce. To ona posłała kruka by was do mnie przyprowadził.

– Rzeczywiście, to ptak nas pokierował, a przynajmniej jego krakanie. Dobrze wiedzieć, że bóg ma cię w swojej opiece – powiedziała, po czym ucałowała Eryka i wyszła zamykając za sobą drzwi.

,,To nie bóg mną się opiekuję – pomyślał ściskając w dłoni ogórka”.

Czuł jak przez jego dłoń sączy się niesamowita energia i przepełnia całe jego ciało. Słyszał szepty, a każdy z nich przemawiał do niego w innym języku, lecz wypowiadały to samo zdanie: ,,Niech twój ogród krwią przesiąknie i utworzy wrota dawne, które znów zostaną otwarte”.

Eryk wsłuchiwał się w szepty w swojej głowie nie zdając sobie sprawy, że jego umysł coraz bardziej zanurza się w czeluści wypełnionej chaosem, gdzie na dnie spoczywał w uśpieniu pradawny duch.

Księżyc oświetlał pokój chłopca i zza chmur wyczekiwał na wielkie wydarzenie, które wstrząśnie całym światem.

– Jesteś taki piękny – powiedział Eryk, unosząc w obie dłonie ogórka, który emanował coraz to mroczniejszym blaskiem. – Czas na nas. – Uśmiechnął się złowrogo, a jego twarz przybrała przerażający wyraz twarzy. Odczuwał, że nie jest sobą i musi dzielić się ciałem z kimś innym.

Chłopiec osunął się z łóżka i wolnym krokiem ruszył na schody. Drewniany  zegar w korytarzu wskazywał trzecią, a tykanie wskazówek wybijało rytm, który zgrywał się z każdym krokiem Eryka. Nie zapalał świateł, ponieważ ogórek był już niczym pochodnia płonąca czarnym ogniem. Mijając sypialnie swoich rodziców, zatrzymał się na chwilę, lecz trwało to tylko chwilę, po czym znów ruszył przed siebie uśmiechając się zbyt szeroko.

Wyszedł na zewnątrz i zatrzymał się na wprost księżyca, który właśnie wyłonił się zza szarych chmur.  Eryk wziął głęboki oddech, jakby był to pierwszy w jego życiu, po czym w skupieniu ruszył do rodzinnego ogródka.

Żelazna furtka szczęknęła popchnięta przez dłoń chłopca.

Wokół rosły najważniejsze warzywa i owoce, a naprzeciwko stała piękna wiśnia pomalowana wapnem, przy której rósł krzak róży.

Eryk zerwał strąk winogrona, po czym oparł się o drzewo i zaczął jeść.

Wyglądał na zamyślonego, lecz w niczym nie przypominał już dziecka. Skupiony trzymając w dłoni ogórek, przypominał stratega planującego pierwszy krok po którym rozpocznie się wojna. Nie uśmiechał się już, lecz był smutny, a jednocześnie zły, jakby posiadał wiele twarzy i osobowości, które walczą o władze nad ciałem.

,,Może tak właśnie ma się stać, może ludzie już nie zasługują na ten świat? – pomyślał spoglądając na gwiazdy, którym towarzyszył wiszący księżyc.

Gdy winogron się skończył, rękami rozkopał ziemię pod drzewem. Delikatnie umieścił w dziurze ogórka i przysypał ziemią.

Wstając urwał jeszcze jeden kolec od róży, po czym naciął środek dłoni.

Kiedy trzy czerwone krople zmoczyły rozkopaną ziemię, rozłożył szeroko ręce i donośnym głosem wypowiedział słowa, których echo niosło się po sam kraniec świata.

– Niepozorny, a moc wszystkich bogów ciemności w sobie skrywający. Usłyszcie mnie wszyscy na mnie czekający, których panowanie po kres czasów nastanie. Niechaj zapanuje chaos i nieporządek!

Ziemia zaczęła się trząść, a wiatr zerwał się podnosząc liście dookoła Eryka. W miejscu, gdzie wcześniej zakopano ogórka utworzył się czarny portal. Chłopiec wszedł w sam środek i ujrzał czarne lewitujące schody wiodące w dół.

Schodząc, obserwował mroczną energię płynącą wokół, która przypominała zorzę polarną, zabarwioną czernią, fioletem i krwistą czerwienią. Gdzieś między tym wszystkim, kryły się cienie różnych postaci, które z niecierpliwością wyczekiwały.

Eryk docierając do ostatniego stopnia ujrzał przed sobą ogromny czarny puchar, który po brzegi wypełniony był czarną esencją chaosu.

Postacie ukrywające się w cieniu ukazały swoje twarze i okrążyły chłopca. Eryk jeszcze ich nie znał, lecz ktoś w jego ciele znał ich bardzo dobrze, a opowieści o nich były znane ludzkości od zarania dziejów.

Najpodlejsze istoty jakie istniały, ale też te które się zbuntowały. Uwięzione właśnie w tym miejscu, znanym pod nazwą Tartar, do którego ogórek był kluczem.

Lucyfer, najpotężniejszy anioł i syn stwórcy, zdradziecki Loki, syn olbrzyma Farbautiego i Laufey, Cztery żywioły, Set dzierżący w dłoni symbol nieśmiertelności i wiele innych znanych nam istot z różnych wierzeń.

Wszyscy równocześnie ukłonili się i w ciszy czekali.

Chłopiec rozglądał się zdezorientowany, lecz gdy ujrzał swoje odbicie w czarnej tafli esencji, która wypełniała puchar, wiedział co dalej ma począć. Chwycił go i zaczął pić. Z każdym łykiem coraz bardziej łapczywie, aż nie zostało w nim nawet kropli. Wszystkie osobowości, które zebrano w jednym miejscu zaczęły hucznie pokrzykiwać. W mrocznej sali zapanował gwar, aż przerwał go Eryk.

– Mam pytanie – oznajmił spokojnym głosem.

Jego oczy wypełniała czarna energia, a on stał wyprostowany i spoglądał na wszystkie istoty.

– O co chcesz zapytać? – Z szeregu wystąpił Lucyfer, wysoki barczysty mężczyzna o nieskazitelnej urodzie i długich białych włosach, po czym ukłonił się w stronę chłopca.

– Dlaczego mamy zniszczyć wszystkich ludzi? – spytał Eryk, po czym zaczesał swoje bujne blond włosy do tyłu, co dodało mu powagi.

Wszyscy wyglądali jakby zaskoczyło ich pytanie, lecz Lucyfer powstał i postąpił krok bliżej chłopca.

– Jeśli ich nie powstrzymamy, doprowadzą do końca świata. Ziemia już ich nie chce. Nawet sam stwórca, nie patrzy już na nich tak jak wcześniej. Cztery żywioły także się od nich odwróciły. Są zarazą dla tego świata.

– Czy dzieci i niewinni także mają zginąć? – spytał chłopiec.

– Nie wiemy na jakie osoby wyrosną dzieci, a ci niewinni mogą spłodzić kolejnych, którzy nie zasługują by postawić stopę na ziemi – wtrąciły jednocześnie wszystkie żywioły.

– Jestem Apokalipsą, końcem świata, Ragnarokiem, Antychrystem, Chaosem i wszystkim, co uważa się za złe – oznajmił chłopiec.

,,I to wszystko zapoczątkował ogórek? – pomyślał lekko się uśmiechając nie tracąc przy tym powagi”.

Wszyscy spoglądali na swojego władcę wielkimi oczami i podziwiali go.

– Nie jestem potworem, ani końcem wszystkiego. Jestem początkiem i zbawieniem. Wy także powinniście stać się kimś więcej, niż tylko złem ciśniętym w czeluście Tartaru. Chce dać im drugą szansę, więc nie zabijemy ich wszystkich. Zostawicie dzieci, a wasze armie, niech zajrzą w duszę każdego i zostawią tych, którzy mają czyste serca.

Hades zakuty w czarną zbroję przepchnął się przez wszystkich i wystąpił przed Erykiem, po czym splunął czarną flegmą.

– Nie mam zamiaru oszczędzać żadnego człowieka. Wyrżnę ich wszystkich w pień – warknął grecki król podziemi.

Eryk zmarszczył gniewnie czoło.

– Nie ty podejmujesz decyzję… – powiedział, po czym wymierzył potężny cios na korpus, który przeszył zbroję Hadesa.

Gdy grecki bóg jęknął z bólu i zniżył się do poziomu wzrostu Eryka. Ten szybkim ruchem ściągnął hełm z jego głowy. 

– Tacy jak ty nie są mi potrzebni, Hadesie.

Chłopiec chwycił go za głowę, po czym czarne płomienie wystrzeliły z jego dłoni.

Bóg krzyczał wniebogłosy by ten przestał, lecz Eryk nie miał zamiaru ustąpić. Gdy płomienie strawiły jego głowę, przerwał, a ciało Hadesa bezwładnie runęło na ziemię.

– Czy ktoś jeszcze, ma podobne problemy z jakimi borykał się Hades? – spytał spokojnym głosem.

Istoty w milczeniu ukłoniły się.

– Stanie się tak, jak sobie życzysz – odpowiedzieli jednym chóralnym głosem.

Eryk odwrócił się i machnął ręką jakby w dłoni trzymał sztylet. Powietrze zafalowało i powstała mała żarząca się szczelina, która powiększała się z każdą chwilą, aż uformowała się w portal wiodący na ziemię.

,,Razem z tobą Eryku, stworzę lepszy świat – pomyślał patrząc na swoich towarzyszy”.

– Niech zapanuje nieporządek! – huknął Eryk, a razem z nim ryknął ogromny wąż Jormungand, tak donośnie, że wywołał małe trzęsienie. Apollo, syn Zeusa chwycił za swą piękną złotą lirę i zaczął przygrywać swą dynamiczną, a zarazem tajemniczą muzykę. Wszyscy wiwatowali zmierzając w stronę portalu.

Eryk pierwszy postawił stopę na kołyszącej się od wiatru trawie, w miejscy z dala od jakichkolwiek zabudowań i ludzkiej ręki. Głęboko odetchnął górskim powietrzem i się uśmiechnął, wbijając wzrok w czarne chmury pochłaniające słońce.

,,A po nieporządku, niech nastanie wieczny ład… – pomyślał”. Rozkładając szeroko ręce, by przywitać nowy świat.

 

 

Koniec

Komentarze

“Te głębiące się myśli prześladowały go od zawsze i coraz bardziej nie dawały mu spokoju.” → wydaje mi się, że miałeś na myśli “kłębiące się myśli”

 

“zaczęły roztaczać pajęczynę” → pająki nie roztaczają pajęczyny, one ją tkają. 

 

“Siedziała skrywana przez cień, a na jej twarz opadał ogromnym czarnym kapeluszu, którego szpic sięgał prawie do sufitu.” → ogromny czarny kapelusz

 

“nie zbyt piękne uzębienie o dość wysokim stadium próchnicy.” → niezbyt + w zaawansowanym stadium

“zawinszowała i przygarbiona zaczęła przeszukiwać szafę, nucąc pod nosem powolną melodię.” → słowo zawinszowała nie pasuje do kontekstu, SJP definiuje je następująco: “wyrazić swoje życzenie, żądanie; zażyczyć sobie, zażądać, zapragnąć * występuje wyłącznie w połączeniu "zawinszować sobie"

 

“Przedmiot nie pozorny” → niepozorny 

 

“Kobieta nakazała schować magiczny ogórek, by nikt oprócz niego, nigdy go nie ujrzał, a w zamian poślę kruka po jego rodziców.” →  skąd tu nagle orzeczenie w pierwszej osobie?

 

“spytała zatroskana matka upuszczając na ziemię kilka łez.” → łez się nie upuszcza, można je ronić. 

 

“powiedział ojciec, po czym uniósł Eryka i dał go na barana.” → wziął go na barana

 

“,,Niech twój ogród krwią przesiąknie i otworzy wrota dawne, które znów zostaną otwarte”” → powtórzenie

 

“Uśmiechnął się złowrogo, a jego twarz przybrała przerażające rysy twarzy.” → jak twarz może przybrać rysy twarzy? twarz może przybrać jakiś wyraz

 

“twarz znów wróciła do normalności. Trwało to jednak tylko chwilę, po czym znów ruszył przed siebie przybierając mroczną twarz, która uśmiechała się zbyt szeroko.” → znów to przybieranie twarzy. Już abstrahując od wszystkiego innego, to jest po prostu powtórzenie…

 

“Wstając urwał jeszcze jeden kolec od róży, po czym rozciął środek dłoni.” → kolcem róży?! Jak?!

 

“zorze polarną, zabarwioną czernią, fioletem i krwistą czerwienią.” → zorzę

 

“Chwycił go i zaczął pić. Z każdym łykiem coraz bardziej łapczywie, aż nie zostało w nim nawet kropli.” → z tej konstrukcji wynika, że to w Eryku nie pozostała żadna kropla.  

 

“O co chcesz zapytać panie?” → to brzmi bardzo nienaturalnie

 

“po czym zaczesał swoje bujne blond włosy do tyłu, co dodało mu charyzmy.” → nie wiem, czy wiesz czym jest charyzma…

 

“Zostawicie dzieci, a wasze armię, niech zajrzą w duszę każdego i zostawią tych, którzy mają czyste serca.” → armie

 

“Tacy jak ty nie są mi potrzebni Hadesie.” → “Tacy jak ty nie są mi potrzebni, Hadesie.”

 

“Niech zapanuję nieporządek!” → zapanuje

 

Eeeech. No dobra, jakiś pomysł był, niestety wykonanie zawierało sporo błędów, co utrudniało lekturę. W części z chatą wiedźmy wpadłeś w dziwną manierę stawiania orzeczenia na końcu zdania, ale potem wróciłeś do bardziej tradycyjnej konstrukcji zdania. 

Nie do końca rozumiem, jaki gatunek ma reprezentować ten tekst. Nie jest to weird, nie jest to horror… Momentami jest absurdalne, ale przez to, że wydarzenia po prostu nie mają sensu (jak rozcinanie sobie dłoni kolcem róży). Ogólnie nie powiem, żeby tekst mi się podobał. Historia do mnie nie przemawia, trudno było się w nią wciągnąć. Postaci są pozbawione charakterystyki i motywacji, trudno je polubić czy utożsamić się z nimi. Wydaje mi się, że musisz jeszcze popracować nad warsztatem. Może po prostu nie do końca przypasowała Ci konkursowa tematyka? Życzę powodzenia w dalszych literackich zmaganiach.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz @rosebelle.Co do warsztatu, to niestety mam pewne braki, które uzupełniam. Tematyka konkursu rzeczywiście mi nie pasowała, ponieważ z reguły piszę bardziej poważne teksty. W dodatku przez wybieranie haseł miałem ograniczoną wizję mojego opowiadania. Wskazane błędy poprawię z radością. pozdrawiam).

Skąd w jego głowie pojawiły się rzeczy nie dostrzegalne przez innych małych, a nawet dorosłych ludzi?

Po pierwsze, “nie” z przymiotnikami pisze się razem. Po drugie, albo niedostrzegalne dla ludzi, albo niedostrzegane przez ludzi, zdecyduj się ;)

W jego uszach pobrzmiewał cichy ciągnący się krzyk jego imienia

Wynikałoby z tego, że to jego imię krzyczało.

figurki rogowatych stworzeń

Zafrapowało mnie to. Co rozumiesz przez “rogowate”? Chodziło faktycznie o rogowate stwory, czy jednak o rogate? :)

– ,,A po nieporządku, niech nastanie wieczny ład… – pomyślał rozkładając szeroko ręce, by przywitać nowy świat”.

Po pierwsze, pauza na początku zbędna (zresztą przy innych myślach jej nie dawałeś), a po drugie, koniec cudzysłowu chyba powinien być tam, gdzie kończy się myśl, nie na końcu zdania. I jest to błąd przewijający się wielokrotnie. Nawiasem mówiąc – jak używasz cudzysłowu, to otwierającego nie wpisuj przy pomocy przecinków (już poza wszystkim, rzuca się w oczy). Jak używasz Worda czy czegoś w tym guście, program sam powinien poprawić taki cudzysłów na dolny ;)

Poza tym brakuje sporo przecinków (zwłaszcza zwróć uwagę na zaimek “który”, przed nim powinno się przecinek stawiać). Jest też sporo ortografów – z zamianą “ę” na “e” albo odwrotnie. I to niekoniecznie w czasownikach, gdzie jeszcze można by się było tego spodziewać. Równie często zdarza Ci się to np. w rzeczownikach. Przez to odnosi się wrażenie, że tekst jest napisany dość niedbale. Jak już coś piszesz, postaraj się to potem przeczytać jeszcze raz na świeżo (najlepiej po dłuższej przerwie), żeby wyłapać takie błędy, bo choć niewielkie, to częste u Ciebie, a bardzo rozpraszają przy czytaniu.

Do samego pomysłu nie wiem, jak się odnieść. Trochę bajka, trochę absurd. Jest też kilka luk (np. dlaczego zupełnie normalni, rozsądni rodzice szukający syna poszli za krukiem, który tylko sobie gdzieś tam krakał nad ich głowami?). Na pewno pracuj nad stylem. Spróbuj może też poćwiczyć takie “mniej poważne” teksty, jak widzisz, czasem może się to przydać ;)

 

A, jeszcze pytanie bonusowe, które mnie nurtuje. Skąd Apollo w Tartarze?

Spodziewaj się niespodziewanego

Ja od siebie dorzucę, że zauważyłam “wydajĘ mi się” dwa razy w tekście

Przed “by” przecinka nie ma, przy imiesłowach też się dziwne rzeczy dzieją, przy “gdy” również

Dużo tu niedopatrzeń, może warto posprawdzać jeszcze raz lub zapytać kogoś, aby sprawdził?

Nowa Fantastyka