- Opowiadanie: darbozek - Łaskawy los

Łaskawy los

Tytuł opowiadania pochodzi od zespołu Mercyful Fate a jednym z jego “bohaterów” jest utwór Come to the Sabbath, który zaśpiewany w trakcie jazdy samochodem doprowadza do nieoczekiwanych perturbacji.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Łaskawy los

Łaskawy los.

 

 Zbliżał się do wielkiego kanionu. Wysokie, skaliste góry przepuszczały między sobą Neretwę z jej lazurowym korytem. Świtało. Poranek odsłaniał już swoje bezludne oblicze. Jechał pustą, asfaltową drogą na spotkanie promujące nową książkę. Delektował się wyśmienitym nastrojem. Był zdolny, sławny i niezwykle bogaty, a życie stało przed nim szerokim otworem, w którym widział długą, prostą autostradę bez końca. Wszystko czego się dotykał zamieniało się w pieniądze, więc żył z dotykania ludzkiej biedy, naiwności i wiary, że życie jest oceanem możliwości i wystarczy tylko mocno chcieć, aby obudzić w sobie Olbrzyma.

 W swoich książkach propagował niczym niezmącony optymizm, a na spotkaniach motywacyjnych namawiał ludzi do opuszczania sfery komfortu, chociaż sam pozostawał w swojej po uszy. Uwielbiał pławić się w luksusie i nawet teraz, w swoim nowym aucie dopieszczał się dyskretnym pomrukiem nowoczesnego turbodiesla, tulił idealnie dopasowaną temperaturą wnętrza a konstelacja barwnych, lecz uśpionych kontrolek koiła jego techniczne niepokoje. Dotykał szlachetnej jagnięcej skóry i przez chwilę czuł mistyczne zespolenie ze światem lepszym, przynależnym takim jak On, wybrańcom z otwartym na obfitość umysłem.

 

 Wjeżdżał do Kanionu. Muśnięciem palca włączył radio. Potężna dawka dźwięku rozgoniła wszystkie myśli na margines świadomości. Wnętrze auta wypełniła ostra, metalowa muzyka i wyrazisty falset Kinga Diamonda, płynący przez czternastogłośnikowy system Harmana Kardona wspartego potężnym subwooferem z bagażnika.

 

Chodź, chodź na Sabat

Przez zrujnowany most

Później dołączy do nas Pan

Wezwany z Serca Piekieł

 

 Już miał przełączyć na inną stację, lecz palec zawisł w powietrzu czekając na ostateczną decyzję światłego umysłu. Muzyka metalowa nie leżała w jego elitarnym guście, jednak w głosie wokalisty, w ostrym brzmieniu gitar i porywającej melodii było coś, co go zatrzymało. Ręka powróciła na kierownicę.

 

Chodźcie, chodźcie na Sabat

Przez zrujnowany most

Czarownice i Demony nadchodzą

Po prostu podążaj za magicznym wołaniem

 

 Gdzieś tam, na zewnątrz zbliżał się Wielki Kanion, lecz Mercyfull Fate pochłonął go całkowicie. Zanucił refren razem z wokalistą. Black metal. Pomyślał sobie, że dotychczas nie słuchał tego rodzaju muzyki i pewnie nikt z jego szacownych i nadętych znajomych tego nie poważał, lecz Mercyfull był wyjątkowy, był świeży, a będąc sam w samochodzie mógł krzyczeć razem z wokalistą:

 

 Come, come to the Sabbath

 

 … i dawać się ponieść gotyckim dźwiękom wypełniającym do krańca cały samochodowy mikrokosmos, ale… co to?

 Kiedy wyszedł z zakrętu, drążek kierunkowskazu nie powrócił do pozycji wyjściowej. Zielona strzałka wciąż pojawiała się i znikała, mimo tego, że już dawno jechał prosto. „To dziwne” – pomyślał i już miał zaingerować muśnięciem palca w mechanikę zielonych strzałek, ale coś go powstrzymało. Spojrzał w lusterka: na drodze był wciąż sam. Postanowił – wbrew przepisom – jechać dalej prosto z migającą strzałką skrętu w prawo. Jakkolwiek decyzja ta wydała mu się lekkomyślna, poczuł wewnętrzny opór przed przywracaniem przepisowego porządku. Taka mała oznaka buntu wobec nadmiernie ułożonej rzeczywistości. "Niech będzie anarchia – uznał rozbawiony. – Niech będzie drobny sprzeciw wobec naturalnej harmonii".

 

Come, come to the Sabbath…

 

– Migająca strzałka hmm… jeszcze nigdy “Nam” się to nie przydarzyło – powiedział sam do siebie i odrobinę później zadziwił się i zreflektował, że użył liczby mnogiej – w pierwszej osobie – wobec siebie i samochodu. Co prawda lubił samochody, kochał metalowe konstrukcje, drgające dzieła sztuki ukryte pod maską, ale żeby od razu używać formy „My”?

 Uśmiechnął się i wtedy pojawił mu się przed oczami King Diamond i przeplatał mu się w głowie z cykającą zieloną strzałką. King i strzałka, King i strzałka, czasem dwie strzałki i King i miał wrażenie, że usiadł mu w końcu za kierownicą ten King na kolanach, aby zasłonić piękny widok i zaśpiewać falsetem:

 

Come, come to the Sabbath…

 

 "Dałbym sobie już z tym spokój" – pomyślał i na chwilę znowu objął wzrokiem drogę, a tam wciąż zbliżał się potężny kanion, gdy refren powtórzył wezwanie.

 

Come, come to the Sabbath

 

 Zaśpiewał ponownie, lecz tym razem miał wrażenie, że to nie on już śpiewa piosenkę, tylko piosenka śpiewa jego samego, a pierwotna radość z drogi do sukcesu gdzieś zniknęła i coś do niego weszło, przyklejając się do jego pięknej duszy.

 "Przecież dusza nie istnieje" – skarcił się ponownie za użyty termin, a jego uwagę zwrócił fakt, że działo się z nim coś dziwnego. Tak mu przemknęło przez szerokie horyzonty umysłu, że coś się kończy i tym czymś, co się zaraz może skończyć jest on sam, a jego starannie zaplanowany świat, pełen bogactwa i wszelkiej pomyślności właśnie się wyczerpuje i chwieje w posadach.

 "Cóż za absurd? – Żachnął się wewnętrznie otrząsając z niewygodnych myśli. – Dlaczegóż to on, literacki celebryta, coach bogatych i biednych miałby się czuć taki… skończony?"

 Mimo odporu, jaki chciał dać niewygodnym myślom, one powracały, a wraz z nimi narastający lęk, bo jabłko zostało już zerwane…

 

Najwyższa Kapłanka wzywa Diabła

Piekielne imiona wypowiadane

 

 Spojrzał ponownie na deskę rozdzielczą. Zieleń wciąż natrętnie migotała. Pomyślał, że może powinien się zatrzymać i zjechać na pobocze, że może to znak, ten wciąż migający migacz, że coś każe mu zboczyć z kursu, z autostrady do sukcesu; może to nawet to jakaś Siła Wyższa lub Bóg się wtrącił?

 I tu się lekko wkurzył sam na siebie: jaka siła wyższa? Jaki bóg? Skarcił się za te rozważania, bo przecież żaden byt i żaden bóg nie istnieją, a za wewnętrzny skandal uznał fakt, że myślał o tych urojonych zjawiskach „z dużej litery”.

"No…, szok po prostu." – Wziął to na karb tego, że prowadził już bez przerwy kilka godzin, więc może rozsądnie byłoby się zatrzymać. Robiąc to teraz – co prawda – przyznałby sensowność migotania zielonej strzałki, a jak przypadek – mechaniczny w dodatku – miałby dostarczyć mu cennej wskazówki z takim wyprzedzeniem?

 Co do licha?

 Czerwony człowieczek ukazał mu, że stracił ochronę poduszki powietrznej kierowcy. "Tego już za dużo. – Pomyślał. – Przecież to nowe auto. Na niczym już nie można polegać". Teraz jego pole widzenia wypełniała migająca zielona strzałka, gadający czerwony człowieczek i śpiewający wokalista King".

 Musiał coś ustalić, a raczej interweniować, więc najprościej mu było wyłączyć zieloną strzałkę – mimo wcześniejszych oporów. Został mu tylko czerwony człowieczek przed oczami na desce i mógłby go nawet dalej tolerować i jechać bez ochrony poduszki powietrznej, nieco wolniej, gdyby nie to, że poruszył się człowieczek, odkręcił czerwony łeb w jego stronę i rzucił:

What the fuck are you looking at? My ass is on fire…

 Pomyślał, że to trochę dziwne jest, że kontrolka do niego gada, jak Mike Patton z Faith no More i że dziwne też było to, że King Diamond siadał mu na kolanach i o co kurwa chodzi z tymi wokalistami i z tym samochodem; przecież to prosta droga i nowe, niedotarte jeszcze auto, które nie powinno sprawiać żadnych niespodzianek. Zaskakiwał go ten budzący się lęk, to wewnętrzne drżenie, to napięcie, które pomieszało mu zmysły.

 "Ach, co się ze mną dzieje…?" – Pomyślał i przetarł oczy: czerwień znowu była nieruchoma, lecz nie były nieruchome jego ręce, które drżały…

 

Najpierw rozpalimy ogień

A później przywitamy naszego Pana

 

 Paleta kontrolek rozpaliła infocenter. Odruchowo zahamował i skręcił w prawo, zjeżdżając z drogi. Tumany kurzu powstały, zasłaniając całkowicie strony świata, stając się ostatnim obrazem przed utratą przytomności.

 

@

 

Poczekalnia dusz.

 

 – Mamy nadchodzącą duszę.

– Odczyt?

 – 00962251211081050096.

 – Czas przybycia?

 – 6.45.

 Sil spojrzał na atomowy zegar.

– Za 15 minut. Jaka ścieżka?

 Artie pochylił się uważnie nad ekranem analizując migające dane z niedowierzaniem.

 – Żywy Ateista na ścieżce potępienia.

 – Odczyt nieprawidłowy – powiedział spokojnie Sil. – Musimy powtórzyć test.

 – Dobrze. Powtarzamy.

 Pochylili się nad swoimi komputerami i przez chwilę każdy z nich wykonywał odrębne zadania.

 – Idziesz na koncert The Dream Trio? – zapytał Artie odwracając na moment wzrok od ekranu.

 – Jaki skład tym razem?

 – Hendriks , Joplin , Morrison.

 – Ach tak… – zaśmiał się Sil. – Słyszałem, że ostatnio pokłócili się na scenie, bo każdy chciał grać inny kawałek; poza tym podobno Janice przekroczyła Styks, prawda to?

 – To tylko plotki rozsiewane przez Kurta Cobaina, który chce wejść do zespołu na jej miejsce.

 – Gdzie grają?

 – The Zion Hall, w Zaświatach.

 – Dobra, zastanowię się – powiedział Sil patrząc ponownie na swój ekran. – Podaj odczyt.

 – 00962251211081050000.

 – Ścieżka?

 Artie znowu pochylił się nad komputerem, lecz tym razem milczenie było krótsze.

 – Cholera…

 – Co jest?

 – Mamy żywego ateistę na ścieżce piekielnej. Odczyt jest z pewnością prawidłowy.

 – Niemożliwe.

 – A jednak.

 – Nie ma takiej ścieżki dla żywego ateisty – zapewnił kolegę Sil. – Nie posyłamy żywych ludzi do piekła.

 – To prawda, wiem…dusza żywego ateisty powinna szybko wracać do swojego ciała, ale zaraz się tu pojawi, więc…?

 Po pytaniu zapadło milczenie: krótkie, ponieważ sytuacja wymagała działania a nie myślenia. Mieli odpowiednie procedury.

 – To jakaś pomyłka, robimy zwrotkę – zadecydował Sil.

 – Ok, podaj lokalizację.

 Minęła chwila intensywnych poszukiwań.

 – Mam. Dolina Neretwy 43*367449,17.835640.

 – Wprowadź.

 – Wprowadziłem.

 – Teraz enter.

 – Ok, jest enter.

 – Nie wchodzi, daj jeszcze raz. Pospiesz się.

 – Daje jeszcze raz. Neretwa 43*367449,17.835640

 – Nie wchodzi. Jest już późno na zwrotkę. Dusza będzie tu za 5 minut.

 Znowu zapadło milczenie.

 – Nie możemy go zwrócić. – W głosie Artiego po raz pierwszy zabrzmiał strach.

 – Sprawdź jeszcze raz parametry życiowe, może umarł – polecił Sil.

 – Dane niejednoznaczne, ze wskazaniem na „żyje”.

 – Niewykluczone – powiedział Artie i po chwili zaproponował – przetrzymajmy go tutaj, w poczekalni.

 – Powoli, powoli – powiedział Sil. – To byłaby rozsądna decyzja, pod warunkiem, że jeszcze żyje. Jeżeli tak, to poczekamy chwilę i spróbujemy go zwrócić symulując w najgorszym przypadku śpiączkę.

 – A jeżeli już umarł? – Zapytał niepewnie Artie.

 – To diametralnie zmieni sytuację. Jak wiesz czas tutaj płynie inną ścieżką niż na ziemi – powiedział Sil z powagą. – W czasie pobytu duszy w poczekalni, tam na ziemi mogą minąć lata, ba… setki lat; w tym czasie jego ziemskie ciało mimo śmierci nie ulegnie najmniejszemu rozkładowi – a to grozi nowym kultem, może nawet religią i jest zakazane w świetle aktualnych dyrektyw.

 – Więc poślijmy go dalej – zaproponował Artie wskazując czeluść po prawej stronie.

 – Żywego do piekła? – Zaoponował Sil. – Nie daj Boże wróci i będzie gadał o tym, co zobaczył. Dopiero wtedy będziemy mieli kłopoty.

 Sygnał dźwiękowy oznajmił przybycie duszy. Miała ładną pastelową nutę i rozedrganą poświatę. Przez chwilę przyglądali się jak bezwładnie obija się o ściany batyskafu. Pierwszy odezwał się Sil.

 – Co takiego zrobił, że żywy pędzi na wieczne potępienie?

 To pytanie nie mogło pozostać bez odpowiedzi.

 – Daj no skan jego uczynków – poprosił po chwili namysłu Artie.

 Ekran komputera pokrył się różnokolorowymi ikonami.

 – Otwieraj po kolei, te czarne i największe.

 Ikony ustępowały ruchomym zapisom ludzkiej grzeszności w formacie 3D. Artie skrzywił się odruchowo, jak zawsze wobec ułomności ludzkiej natury.

 – Typowy grzesznik współczesnego świata – powiedział Sil.

 – No… nie do końca. Popatrz tu.

 Spojrzeli z uwagą na najczarniejszą i największa ikonę, która uwolniła zapis ostatnich minut przed oddzieleniem się duszy ateisty.

 – Jedzie samochodem i śpiewa – powiedział zdziwiony Sil.

 – Daj głośniej.

 Wnętrze poczekalni wypełnił blackmetalowy falset. Popatrzyli na siebie ze zdziwieniem.

 Artie pokiwał głową ze sprzeciwem.

 – Ludzie śpiewają sobie różne rzeczy, lecz to wcale nie znaczy, że natychmiast potem lądują w niebie lub piekle – powiedział.

 – Znajdujesz różnicę pomiędzy zwykłym śpiewaniem przeciętnej piosenki a wzywaniem do odbycia Sabatu w oczekiwaniu na przybycie Pana Ciemności?

 Artie nie poddawał się.

 – Może śpiewał, bo melodia była ładna; może nie rozumiał tekstu.

 – Nieznajomość tekstu nie zwalnia od ostrożności, tak jak nieznajomość prawa od odpowiedzialności. Wezwanie działa nawet mimo braku świadomości skutków u wzywającego.

 – Chcesz oddać kogoś na wieczne potępienie za zaśpiewanie piosenki? – Zapytał Artie spoglądając uważnie na kolegę.

 Sil powtórzył zapis od początku. Poczekalnie ponownie wypełnił refren piosenki.

Come, come to the Sabbath…

 – Ta piosenka to wezwanie do pójścia na Sabat, namawianie innych na ścieżkę potępienia. To gorsze niż morderstwo.

 – Czyżby?

 – Jeżeli kogoś zamordujesz to zrobisz z niego ofiarę, prawie męczennika i jest wielce prawdopodobne, że jego drobne grzechy zostaną mu natychmiast wybaczone i trafi do nieba. Jeżeli sprowadzisz kogoś na Sabat zaiste fundujesz mu wieczne męki od razu.

 Ostatnie słowa wybrzmiały w absolutnej ciszy, która bez żadnego zwiastowania opanowała poczekalnie. Aparatura przystanęła. Ekrany przygasły a temperatura wzrosła o kilka stopni. Zastygli w oczekiwaniu.

 Wieczne pióro leżące na stole drgnęło. Drgało dalej, raz po raz, oddając się paralitycznym konwulsjom, jakby próbowała go posiąść nieznana siła, a ono jeszcze nie zdecydowało czy się poddać. Nagle zawirowało wokół własnej osi, jak igła magnetyczna w kompasie próbująca wyznaczyć właściwy biegun. W końcu znalazła. W końcu wyznaczyła. Złota stalówka skierowała się posłusznie w stronę piekielnej czeluści, z której przybywał jej nowy Pan. Światło przygasło na moment i wtedy pióro drgnęło ponownie i zaczęło się przemieszczać w stronę Piekielnych Wrót. Posuwało się wolno, lecz nieubłaganie, potęgując domyślną grozę, aż zatrzymało się na krawędzi stołu

 Kiedy już wydawało się, że wszystko wraca do normy batyskaf oderwał się od mocowania i przylgnął do tytanowych wrót. Umieszczona wewnątrz dusza zadrgała jak w ataku epilepsji i straciła wszystkie dotychczasowe kolory przywdziewając na siebie infernalną czerń, jakby jakaś zewnętrzna demoniczna obecność wyssała z niej resztki duchowego blasku.

 Po chwili temperatura opadła. Materia znieruchomiała, wróciły dźwięki a batyskaf odstąpił od tytanowej ściany.

 Sil spojrzał na Artiego.

 – Dobra, mamy jasność, dajemy go na ścieżkę potępienia – zdecydował. – Włącz wentylatory i otwieraj piekielną czeluść.

 Artie machnął ręką. Reakcją było zmniejszenie natężenia światła i szum rozpoczynający pracę wentylatorów. Spojrzał na zegar. Pozostała minuta. W tym 30 sekund na nabranie pełnej mocy urządzeń chłodzących Poczekalnię.

 – Ileż to razy otwieraliśmy tą czeluść? – Zapytał nieco retorycznie.

 – Zbyt często.

 Wrota piekieł zmieniły kolor na czerwony rozgrzewając się. W powietrzu można było wyczuć specyficzny swąd, przypominający o naturze obecności, która zaraz pochłonie batyskaf z duszą ateisty.

 – Będzie gorąco.

 – Będzie.

 Wentylatory pracowały z pełną mocą wypełniając pomieszczenie intensywnym szumem. Piekielna czeluść kotłowała się za wrotami; poczekalnia drgała coraz intensywniej, oddzielona od Pandominium potężnymi drzwiami. 

 Artie podszedł do wrót i przyłożył do nich atomowy miernik temperatury.

 – Z każdą dekadą piekło jest coraz bardziej gorące – powiedział z niepokojem.

 Sil wyciągnął ochronne skafandry i podał jeden swojemu koledze.

 – Niestety… taki mamy klimat.

 Zabezpieczeni przed wysoką temperaturą i oparami siarki patrzyli ze strachem jak wrota zmieniają kolor.

 – Żywy Ateista idzie do piekła – jęknął Artie i nacisnął czarny przycisk.

@

 Świadomość wracała bardzo powoli. Wyrywała go z nieistnienia. Rozdzierała go nieuchronnie na utkane z doznań ja i zewnętrzną rzeczywistość. Jakby budził się z koszmarnego snu i wpadał w kolejny, jeszcze większy. Pozbawiony wszelkich ochron, niepewny kim jest i gdzie się znajduje, stawał się bezbronny wobec powracających doznań. 

 Potworne mdłości wyprzedziły myśl, że oto wrócił, że znowu jest żywy. Zaczął obrastać wspomnieniami, lecz nie znalazł w nich nic, co ukoiłoby jego powrót. Całe jego jestestwo wydobyte z niebytu cierpiało; odczuwał wstręt na samą myśl, że znowu jest, że znowu istnieje.

 Nie był w stanie określić położenia w przestrzeni. Istniała tylko ciemność. Spadał. A może się wznosił. Pochłaniała go czeluść.

 Jednak było coś jeszcze. Ruch. Posuwał się, jak maleńki opiłek żelaza przyciągany przez potężny magnes, nieuchronnie, w jednym kierunku, bez możliwości ucieczki. Jakby przypadkiem znalazł się na taśmie, która transportowała go w stronę, gdzie absolutne ciemności nasycały się czerwoną poświatą.

 Nagle wszystko stanęło; coś się zacięło, a może taki był plan. Zamarł w potwornym strachu. Bał się, że każdy najmniejszy ruch zdradzi jego obecność. Jednak nie był w stanie się schować; coś pochyliło się nad nim i… został rozpoznany. Syk pełen jadowitej radości, mściwy wielogłos wypełnił przestrzeń bez granic i bez echa. Zawirował wokół niego rój pełen nienawiści. Gdy zbliżał się coraz bardziej, aby go pochłonąć, nagle zatrzymał się, jakby w konsternacji, w zadziwieniu, po czym zawył przeraźliwie i rzucił się sam na siebie, nie mogąc wytrzymać tej zmiany, zatrzymać rozpędzonego głodu.

 I wtedy Coś innego, znacznie większego, przegnało to coś mniejszego i zapadła grobowa cisza. Wszystko nad nim zamarło w skupieniu, lecz nie był żadnym bohaterem, który wymaga ratunku; był tylko problemem do rozwiązania. W innym przypadku już byłby częścią nienawistnego roju.

 Pośrodku największego strachu – nagle – wszystko odstąpiło. Rozgrzana do czerwoności ciemność ustąpiła miejsca powracającej rzeczywistości.

 

@

 

 Odzyskał przytomność poza samochodem. Leżał na ziemi, twarzą w dół. Powoli wstał, podniósł głowę, spojrzał przed siebie, po czym upadł ponownie, tym razem na kolana, oddając pokłon. Zapach wymiocin ustąpił terkotaniu pracującego silnika a za powtarzającym się sygnałem niezamkniętych drzwi wydobyło się z tła:

 

Chodź, chodź na Sabat

Później dołączy do nas Pan

Wezwany z Serca Piekieł

 

Koniec

Komentarze

darbozku – zapis w ten sposób, że każdy akapit jest oddzielony dodatkowym enterem (światłem) jest bardzo męczący dla czytelnika, ten zabieg powinno się rezerwować dla miejsc, w których przechodzisz do nowych scen, wątków, perspektyw. Możesz cytaty wyróżniać światłem, ale poza tym w narracji – zlikwiduj to.

http://altronapoleone.home.blog

darbozek 

Świetna robota! Trafiłeś w mój gust, gdyż lubię wszelkie historie anielsko piekielne i twoje tło w narracji mi absolutnie nie przeszkadzało.

Poza tym takie oddzielenie enterem pomagało mi w czytaniu i nie ma to aż tak wielkiego znaczenia dla zwykłego odbiorcy wrażeń z czytanego tekstu, jakim jestem Ja.

Jako fanka “Kłamcy”J.Ćwieka i “Zastępów Anielskich” M.L.Kossakowskiej jestem bardzo urzeczona pomysłem na opowiadanie jak i jego całościową realizacją. 

Mogłaby z tego powstać niezła książka.

Mam nadzieję, iż nie poczujesz się urażony, jeśli zaproszę cie do znajomych publicznie.

Choć jestem tu nowa i jak widać mizerna ze mnie płotka w porównaniu do “wielkich tego akwenu” będzie mi bardzo miło, czytać twoje treści licząc na rewanż, jeśli poczuje się pewniej i zacznę zamieszczać coś od siebie.

Pisz, ponieważ masz dar do historii, które lubię, a takich osób brakuje na rynku.

Powodzenia. 

Agunia

 

Bardzo Ci dziękuję za to co napisałaś. Lubię ten demoniczny klimat a idea upadku kołcza – psychologa z przerośniętym Ego w wyniku słuchania piosenki i śpiewania refrenu, który jest wezwaniem do pójścia na sabat mi się podoba.

 

Dziękuję za zachętę do pisania.

 

 

 

 

darbozek

“Poranek odsłaniał już swoje bezludne oblicze. Jechał pustą, asfaltową drogą na spotkanie promujące nową książkę.” → taka konstrukcja sugeruje, że to poranek jechał asfaltową drogę i chciał promować książkę. 

 

“Mercufull Fate” → literówka?

 

“Mercyfull był wyjątkowy, był świeży, a będąc sam w samochodzie mógł krzyczeć razem z wokalistą:” → znów zginął podmiot. Teraz to Mercyful jest sam w samochodzie. W dodatku znowu inny zapis nazwy zespołu. 

 

“Migająca strzałka hmm…, jeszcze nigdy "Nam" się to nie przydarzyło” → przecinek po wielokropku jest błędem. W dodatku nie jestem pewna, co do zapisu “Nam” wielką literą i w cudzysłowie. 

 

“ "Cóż za absurd? – Żachnął się wewnętrznie otrząsając z niewygodnych myśli. – Dlaczegóż to on, literacki celebryta, coach bogatych i biednych miałby się czuć taki… skończony?"” → błąd w zapisie myśli, didaskalia powinny znajdować się poza cudzysłowiem. Polecam zajrzeć do poradni językowej w Hydeparku, tam była cała dyskusja dotycząca prawidłowego zapisu myśli w języku polskim. 

 

“Mimo odporu, jaki chciał dać niewygodnym myślom,” → odporu? to chyba literówka

 

“migający migacz” → powtórzenie, ale może celowe?

 

“"Tego już za dużo. – Pomyślał. – Przecież to nowe auto. Na niczym już nie można polegać". Teraz jego pole widzenia wypełniała migająca zielona strzałka, gadający czerwony człowieczek i śpiewający wokalista King".” → błędnie dwukrotnie zamknięty cudzysłów

 

“ – Niewykluczone – powiedział Artie i po chwili zaproponował – przetrzymajmy go tutaj, w poczekalni.” → taki zapis nie wygląda najlepiej. Proponowałabym taką poprawkę: “– Niewykluczone – powiedział Artie. Po chwili zaproponował: – przetrzymajmy go tutaj, w poczekalni.” Chociaż nawet do własnej poprawki nie mam przekonania stuprocentowego… Nie wiem, czy tak jest lepiej XD

 

“Poczekalnie ponownie wypełnił refren piosenki.” → literówka

 

 doznań ja i zewnętrzną rzeczywistość. Jakby budził się z koszmarnego snu i wpadał w kolejny, jeszcze większy. Pozbawiony wszelkich ochron, niepewny kim jest i gdzie się znajduje, stawał się bezbronny wobec powracających doznań. “ → powtórzenie

 

Ogólnie pomysł na opowiadanie mi się podobał. Najfajniejsza scena w poczekalni, chociaż troszeczkę przegadana, ale widać było, że fajnie masz to wymyślone i wiesz, o czym piszesz. Niestety w opowiadaniu znalazło się sporo błędów technicznych. Niektóre Ci wypisałam, ale nie wszystkie. Końcówka nie do końca była dla mnie zrozumiała. Nie jest dla mnie jasne, dlaczego wrócił do żywych, ani co się stało. 

Polecam Tobie odwiedzenie wątków w Hydeparku, z których możesz się sporo nauczyć o technikaliach pisania i poprawić swój warsztat. Zachęcam także do czytania i komentowania innych tekstów na forum – to skuteczny sposób na to, by nie być ignorowanym. Bo wiesz, jeśli Ty nikogo tutaj nie czytasz, to dlaczego mielibyśmy czytać Ciebie? Nasza społeczność działa na zasadzie pewnej wzajemności, poza tym jeśli ludzie będą wiedzieć o tym, że tutaj jesteś, na pewno łatwiej im będzie zainteresować się Twoimi opowiadaniami. Moim zdaniem masz potencjał, niektóre konstrukcje zdaniowe są naprawdę fajne, ale szlifowanie warsztatu Ci się przyda, dlatego warto, żebyś wrzucał więcej tekstów i żeby inni użytkownicy (niektórzy tutaj mają naprawdę ogromną wiedzę i doświadczenie) doradzili Ci, jak pisać lepsze teksty. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

 

Poranek odsłaniał już swoje bezludne oblicze. Jechał pustą, asfaltową drogą na spotkanie promujące nową książkę.

Podmiot domyślny sugeruje, że to poranek jechał.

Dotykał szlachetnej jagnięcej skóry i przez chwilę czuł mistyczne zespolenie ze światem lepszym, przynależnym takim jak On, wybrańcom z otwartym na obfitość umysłem.

Dlaczego wielką literą?

 Już miał przełączyć na inną stację, lecz palec zawisł w powietrzu czekając na ostateczną decyzję światłego umysłu. Muzyka metalowa nie leżała w jego elitarnym guście,

Światły umysł, elitarny gust. Nie za dużo tego? Mam poczucie, że nieco przeszarżowałeś. :)

lecz Mercyfull był wyjątkowy, był świeży, a będąc sam w samochodzie mógł krzyczeć razem z wokalistą:

Znowu z ten podmiot domyślnym trochę tu szwankuje. Mercyfull mógł krzyczeć z wokalistą?

Od samego początku unikasz nazwania swojego bohatera, zapewne świadomie, ale to niestety są efekty uboczne.

– Migająca strzałka hmm…, jeszcze nigdy "Nam" się to nie przydarzyło – powiedział sam do siebie i odrobinę później zadziwił się i zreflektował, że użył liczby mnogiej – w pierwszej osobie – wobec siebie i samochodu. Co prawda lubił samochody, kochał metalowe konstrukcje, drgające dzieła sztuki ukryte pod maską, ale żeby od razu używać formy „My”?

Wielka litera. Dlaczego?

What the fuck are you looking at? My ass is on fire…

Skoro to dialog, to warto rozpocząć półpauzą. Skoro po angielsku, to warto kursywą.

 – Żywy Ateista na ścieżce potępienia.

 – Mamy żywego ateistę na ścieżce piekielnej.

To ten żywy ateista ma być wielką czy małą literą? Zdecyduj się. Sugeruję małą.

 Po pytaniu zapadło milczenie: krótkie, ponieważ sytuacja wymagała działania[+,] a nie myślenia.

Neretwa 43*367449,17.835640

Dlaczego zapis długości i szerokości geograficznej jest w innej konwencji? Warto też chyba wziąć w cudzysłów i potraktować to jako napis, bo jeżeli Sil to głośno wypowiada, to każda liczba powinna być zapisana słownie, co byłoby mało przyjazne dla czytelnika.

Dusza będzie tu za 5 minut.

Liczby zapisujemy słownie.

Jeżeli tak, to poczekamy chwilę i spróbujemy go zwrócić [+,] symulując w najgorszym przypadku śpiączkę.

Jak wiesz[+,] czas tutaj płynie inną ścieżką niż na ziemi

Ziemia jako planeta wielką literą.

– W czasie pobytu duszy w poczekalni, tam na ziemi mogą minąć lata, ba… setki lat; w tym czasie jego ziemskie ciało mimo śmierci nie ulegnie najmniejszemu rozkładowi – a to grozi nowym kultem, może nawet religią i jest zakazane w świetle aktualnych dyrektyw.

Nienaturalnie brzmi, że jeden kumpel tłumaczy to drugiemu, skoro obaj pracują w tej samej branży i dla obu powinno być to oczywistością. Rozumiem, że jest to informacja ważna dla czytelnika, ale spróbuj ją przekazać inaczej.

Przez chwilę przyglądali się [+,] jak bezwładnie obija się o ściany batyskafu.

 – Jeżeli kogoś zamordujesz [+,] to zrobisz z niego ofiarę, prawie męczennika i jest wielce prawdopodobne, że jego drobne grzechy zostaną mu natychmiast wybaczone i trafi do nieba. Jeżeli sprowadzisz kogoś na Sabat [+,] zaiste fundujesz mu wieczne męki od razu.

Ekrany przygasły [+,] a temperatura wzrosła o kilka stopni.

Drgało dalej, raz po raz, oddając się paralitycznym konwulsjom, jakby próbowała go posiąść nieznana siła, a ono jeszcze nie zdecydowało [+,] czy się poddać.

potęgując domyślną grozę, aż zatrzymało się na krawędzi stołu [+.]

“Domyślna groza” – pomyśl nad lepszym sformułowaniem. Może po prostu grozę?

Kiedy już wydawało się, że wszystko wraca do normy batyskaf [+,] oderwał się od mocowania i przylgnął do tytanowych wrót.

Sprawdzanie interpunkcji dalej już odpuszczam.

Ważna zasada, w dużym uproszczeniu: jeżeli w zdaniu są dwa czasowniki, muszą być oddzielone przecinkiem lub spójnikiem, lub jednym i drugim.

W tym 30 sekund na nabranie pełnej mocy urządzeń chłodzących Poczekalnię.

Gdy zbliżał się coraz bardziej, aby go pochłonąć, nagle zatrzymał się, jakby w konsternacji, w zadziwieniu, po czym zawył przeraźliwie i rzucił się sam na siebie, nie mogąc wytrzymać tej zmiany, zatrzymać rozpędzonego głodu.

Tutaj znowu problem z podmiotem domyślnym. Mamy “rój” rodzaj męski, i naszego bohatera, też rodzaj męski. Musiałem przeczytać to zdanie chyba cztery razy, by połapać się, który zaimek, do czego się odnosi.

 I wtedy Coś innego, znacznie większego, przegnało to coś mniejszego i zapadła grobowa cisza.

Mało eleganckie to zdanie.

 

Darbozku, opowiadanie jak na mój gust średnie, ale zdradzające potencjał autora. Większość wytkniętych błędów to kwestia niedoświadczenia, czytaj, braku dbałości o detale. Myślę, że tego nauczysz się tutaj dość szybko.

Podsumowując, zwracaj uwagę na:

– spacje przed półpauzami rozpoczynającymi dialog (nie powinno ich tam być),

– interpunkcja

– wielkie litery

– zapis słowny liczb

– podmiot domyślny.

 

Co do uwag ogólnych. Fabuła opowiadania zawiera dość popularny motyw duszy trafiającej do piekieł, przy czym piekło przedstawione jest nieco groteskowo. Niespecjalnie lubię tę tematykę, ale to już kwestia mojego gustu, a nie zarzut do opowiadania. Na pewno znajdą się tacy, którym ta tematyka podejdzie.

Wydaje mi się, że troszkę przeszarżowałeś pierwszą scenę. Zarówno jeżeli chodzi o długość, jak i kwiecistość. Pod koniec zaczęła mnie zwyczajnie nużyć. Gdybym był fanem metalu i znał utwór, który puściłeś w tle, możliwe, że bym odebrał tę scenę inaczej.

Dalej jest zjazd do wrót piekieł i wartka akcja. Gdzieniegdzie przemycasz troszkę humoru. Tu, rzekłbym, że jest lepiej.

Końcówka mogłoby być napisana nieco jaśniej, musiałem przeczytać kilka razy, by zrozumieć puentę.

 

Jeszcze taka podpowiedź ogólna, jako że jesteś tu w miarę nowy. 

Ten portal to nie jest to najlepsze miejsce na publikowanie fragmentów, bo niezbyt lubimy czytać skrawki opowieści, stąd też brak odzewu na Twój debiutancki tekst.

Nie pomaga również to, że siedzisz po cichutku i milczysz. Najlepszym sposobem na dotarcie do większej liczby czytelników jest komentowanie innych autorów. Tak tutaj to działa. Im więcej sam komentujesz, tym więcej osób zagląda do Ciebie. :)

Cóż, pomysł wydał mi się nie pierwszej świeżości, jako że opowieści o duszach trafiających do piekła było już wiele i z Łaskawego losu nie dowiedziałam się niczego nowego. W dodatku zbyt rozwlekły początek zdał mi się mocno nużący, a dość długa scena w poczekalni przegadana.

Nie wykluczam, że do nie najlepszego odbioru przyczyniło się wykonanie pozostawiające bardzo wiele do życzenia.

 

Wy­so­kie, ska­li­ste góry prze­pusz­cza­ły mię­dzy sobą Ne­re­twę z jej la­zu­ro­wym ko­ry­tem. ―> Lazurowe mogły być wody Neretwy, ale nijak nie mogę wyobrazić sobie lazurowego koryta rzeki.

 

do opusz­cza­nia sfery kom­for­tu… ―> Czy tu aby nie miało być: …do opusz­cza­nia strefy kom­for­tu

 

tulił ide­al­nie do­pa­so­wa­ną tem­pe­ra­tu­rą wnę­trza… ―> Jak można tulić się temperaturą?

 

kon­ste­la­cja barw­nych, lecz uśpio­nych kon­tro­lek koiła jego tech­nicz­ne nie­po­ko­je. ―> Co to są techniczne niepokoje?

 

Po­tęż­na dawka dźwię­ku roz­go­ni­ła wszyst­kie myśli… ―> Jednego dźwięku?

 

Mu­zy­ka me­ta­lo­wa nie le­ża­ła w jego eli­tar­nym gu­ście… ―> Na czym polega elitarność gustu?

 

Gdzieś tam, na ze­wnątrz zbli­żał się Wiel­ki Ka­nion… ―> Jaki Wielki Kanion? Bo chyba nie Kolorado?

Czy na pewno kanion się zbliżał, czy raczej bohater zbliżał się do kanionu?

 

Po­my­ślał sobie, że do­tych­czas nie słu­chał tego ro­dza­ju mu­zy­ki i pew­nie nikt z jego sza­cow­nych i na­dę­tych zna­jo­mych tego nie po­wa­żał… ―> Ze zdania wynika, że nikt ze znajomych bohatera nie poważa tego, że nie słucha on black metalu.

 

… i dawać się po­nieść go­tyc­kim dźwię­kom… ―> Zbędna spacja po wielokropku.

 

– Mi­ga­ją­ca strzał­ka hmm…, jesz­cze nigdy "Nam" się to nie przy­da­rzy­ło – po­wie­dział sam do sie­bie i odro­bi­nę póź­niej za­dzi­wił się i zre­flek­to­wał, że użył licz­by mno­giej – w pierw­szej oso­bie – wobec sie­bie i sa­mo­cho­du. ―> Po wielokropku nie stawia się przecinka!

Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach. Sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny.

 

to nie on już śpie­wa pio­sen­kę, tylko pio­sen­ka śpie­wa jego sa­me­go, a pier­wot­na ra­dość z drogi do suk­ce­su gdzieś znik­nę­ła i coś do niego we­szło, przy­kle­ja­jąc się do jego pięk­nej duszy. ―> Nadmiar zaimków.

 

„Cóż za ab­surd? – Żach­nął się we­wnętrz­nie otrzą­sa­jąc z nie­wy­god­nych myśli. Dla­cze­góż to on, li­te­rac­ki ce­le­bry­ta, coach bo­ga­tych i bied­nych miał­by się czuć taki… skoń­czo­ny?" ―> Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

że może to znak, ten wciąż mi­ga­ją­cy mi­gacz… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Po­cze­kal­nia dusz. ―> Zbędna kropka.

 

– Żywy Ate­ista na ścież­ce po­tę­pie­nia. ―> Dlaczego wielka litera?

 

 – Hen­driks , Jo­plin , Mor­ri­son. ―> Zbędne spacje przed przecinkami.

 

Daje jesz­cze raz. ―> Literówka.

 

– A je­że­li już umarł? – Za­py­tał nie­pew­nie Artie. ―> – A je­że­li już umarł? – za­py­tał nie­pew­nie Artie.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

wzy­wa­niem do od­by­cia Sa­ba­tu… ―> Dlaczego wielka litera?

 

Po­cze­kal­nie po­now­nie wy­peł­nił re­fren pio­sen­ki. ―> Literówka.

 

ciszy, która bez żad­ne­go zwia­sto­wa­nia opa­no­wa­ła po­cze­kal­nie. ―> Literówka.

 

Apa­ra­tu­ra przy­sta­nę­ła. ―> Czy to znaczy, że aparatura wcześniej szła?

 

Wiecz­ne pióro le­żą­ce na stole drgnę­ło. Drga­ło dalej, raz po raz, od­da­jąc się pa­ra­li­tycz­nym kon­wul­sjom, jakby pró­bo­wa­ła go po­siąść nie­zna­na siła… ―> Pióro jest rodzaju nijakiego, więc: …jakby pró­bo­wa­ła je po­siąść nie­zna­na siła

 

W końcu zna­la­zła. W końcu wy­zna­czy­ła.  ―> Nadal piszesz o piórze – to ono wirowało, więc: W końcu zna­la­zło. W końcu wy­zna­czy­ło.

 

aż za­trzy­ma­ło się na kra­wę­dzi stołu ―> Brak kropki na końcu zdania.

 

peł­nej mocy urzą­dzeń chło­dzą­cych Po­cze­kal­nię. ―> Dlaczego wielka litera?

 

swąd, przy­po­mi­na­ją­cy o na­tu­rze obec­no­ści, która zaraz po­chło­nie ba­ty­skaf z duszą ate­isty. ―> Co to jest natura obecności?

 

I wtedy Coś in­ne­go… ―> Dlaczego wielka litera?

 

nie był żad­nym bo­ha­te­rem, który wy­ma­ga ra­tun­ku; był tylko pro­ble­mem do roz­wią­za­nia. W innym przy­pad­ku już byłby czę­ścią… ―> Lekka byłoza.

 

wszyst­ko od­stą­pi­ło. Roz­grza­na do czer­wo­no­ści ciem­ność ustą­pi­ła miej­sca… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Poszły konie po betonie…. “

Pomysł mi się podobał, mimo że nowy nie jest. Pewnie dlatego, że lubię takie muzyczne klimaty. ;) 

Moim zdaniem wymyśliłeś fajny powód, by trafić do Piekła. Niektórzy twierdzą, że coś w tym jest. Końcówka mogłaby być bardziej rozbudowana. O stronie technicznej wypowiedzieli się już wyżej, więc nie będę się powtarzać. 

Życzę powodzenia! :)

Nie podobało mi się. Ani pomysł, ani wykonanie, mocno moim zdaniem pretensjonalne. A przede wszystkim położone już na etapie komponowania fabuły. Fatalnie położone, poprzez bałagan wprowadzony w dookreślaniu głównego bohatera a po drugie – w postawieniu , w związku z owym błędem pierwotnym – zwichrowanej osi dramatycznej. O co tu właściwie chodzi? W zasadzie nawet nie wiem, o kim to opko: o funkcjonariuszach zaświatow, czy o nieszczęsnym kierowcy. W którym tyle grzechu co w niewinnym gimnazjaliście zafascynowanym gadżetami, nawiasem mówiąc. Końcówka kompletnie puszczona. Nie widać w niej ciągów przyczynowo-skutkowych. Dolina Neretwy… Hmmm… Tam jest już w ogóle jakaś autostrada, bo kojarzę tylko zwykłą trasę, przynajmniej do Mostaru od granicy bośniackiej. Nie Pandominium! Pandemonium! I na koniec, aguniu: Twoja wymiana zdań w komentarzach z darbozkiem, po mojemu napisana jest bardzo podobnym stylem i wygląda na ustawke typu: – Drogi kolego Stanisławie, czy mógłbyś mi aktualnie zwrócić 500 złotych, gdyż są mi one niezbędnie potrzebne? – Szanowny kolego Mieczysławie, postanowiłem spełnić twoje życzenie i w tym celu udaję się po rzeczone 500 złotych do domu, w celu przyniesienia ich tobie w czasie do godziny piętnastej trzydzieści.

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Wyrzucam z kolejki.

Przynoszę radość

Bardzo dziękuję wszystkim za uwagi. Jutro poprawię techniczną warstwę tekstu i pewnie wiele rzeczy sobie przemyślę.

 

Anet: co to znaczy “wyrzucam z kolejki”?

 

 

darbozek

Przeczytane. Mnie pomysł się spodobał.

Jasne, podróż do zaświatów to pomysł stary jak słowo pisane, a nawet starszy – jedni są już znudzeni tym motywem, drudzy zawsze chętnie podejdą do takiego tekstu. Jeśli zaś mowa o wykonaniu – tu jest znacznie gorzej. Pierwsza część tekstu nudzi. To raczej manifest poglądów (autora?), do tego w zbyt wielu momentach silący się na poetyckość i przegadany. Czasem więcej znaczy mniej.

Druga część lepsza, ale znowuż tu nie dostajemy tego, co byłoby najbardziej interesujące – opisu Poczekalni i Czeluści. Więcej czasu spędziłbym z tymi piekielnymi zawiadowcami – są bardziej interesujący niż kierowca. Mam też wrażenie, że w zakończeniu mocno poszedłeś na skróty. Co do części technicznej, na górze otrzymałeś mnóstwo cennych rad. Dla mnie pomysł ma potencjał, ale wymaga napisania od nowa.

Pandominium to wszechwładza ;)

 

A autorowi przypominam to, co już wielokrotnie było w jego kontekście podnoszone: komentuj, a będziesz komentowany. Chwilowo masz zwyżkę aktywności pod tekstami, bo koleżanka postanowiła Ci zrobić reklamę, więc sporo osób się skusiło z czystej ciekawości. Niemniej to jest ulotne, drugi raz ta taktyka nie zadziała, musisz sam zadbać o to, żeby Cię zauważono.

http://altronapoleone.home.blog

Ciekawe opowiadanie. To znaczy temat owszem, oklepany, ale plus za Pattona i “My Ass is on Fire”. Całość kojarzy mi się z “Zapomnianym Diabłem” z Gajosem (pamięta ktoś jeszcze “Zapomnianego Diabła”? <pa dum tssss>). Język przypadł mi do gustu. Błędy, wiadomo, są, ale nie mi je poprawiać – nie jestem dość kompetentny, zresztą moi szanowni poprzednicy znaleźli parę. Jedna rzecz, która mi zgrzytnęła, to zbyt wumyszona ekspozycja podczas dialogu (szczególnie fragment dotyczący czasu). Rozmówcy przecież znają temat, nie muszą sobie tłumaczyć zawodowych podstaw. Prócz tego, czytało się przyjemnie. Chociaż nie “kleję” zakończenia – czyżby w ostatniej chwili wyrarował go Bóg?

Pozdrawiam!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

padadust

 

To jeden z moich błędów. Z faktu, że coś wydaje mi się oczywiste dla mnie, nie wynika, że jest takie samo dla czytelnika.

 

Po zesłaniu duszy do piekła otaczają go pomiejsze demony, które ostatecznie zostają przepędzone przez samego władce ciemności; ten postanawia odesłać bohatera z powrotem do świata żywych. Jednak bohater już nigdy nie będzie taki sam; będzie służył nowemu panu o czym świadczy, że oddaje mu pokłon po odzyskaniu świadomości.

darbozek

Darbozku,

Po prawdzie brałem pod uwagę i takie wyjaśnienie zakończenia.

Sam nie raz napiszę coś, co jest zrozumiałe tylko dla mnie. Albo tłumaczę zbyt wylewnie rzeczy, które dla czytelnika są oczywiste. Staram się znaleźć złoty środek metodą prób i błędów – z różnym skutkiem. Czasem się uda, czasem nie. Generalnie odkryłem ciekawą metodę, której się trzymam, a mianowicie: czasem wystarczy zasygnalizować coś jednym przymiotnikiem, czasownikiem itd. Mamy na przykład taką sytuację:

– anioł prowadzi dialog z diabłem

– czytelnik jeszcze nie wie, że jedno jest aniołem, drugie diabłem

– najważniejsza jest treść dialogu, bo napędza mi akcję, więc nie chcę rozcieńczać zbędnymi opisami

Ja to rozwiązuję dodając w didaskaliach takie kwiatki, jak „powiedział, poprawiając na głowie aureolę / mruknął i przygładził śnieżnobiałą togę / Westchnął i przestąpił z kopyta na kopyto” itd itp. Wilk syty i owca cała. Taka moja metoda, chociaż żaden ze mnie autorytet – jestem początkującym pisarzem i moja wiedza / doświadczenie wypada blado na tle pozostałych forumowiczów. Sama w/w metoda to pewnie jakieś podstawy pisarstwa, a ja tu się wynurzam jak jakiś mędrzec. Jeśli prawię rzeczy oczywiste, przepraszam.

Tak czy siak, powodzenia z następnymi opkami :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Z większością uwag krytycznych się zgadzam. Poniżej te, które wydają mi się dyskusyjne:

 

Rosebelle :)

 

“ "Cóż za absurd? – Żachnął się wewnętrznie otrząsając z niewygodnych myśli. – Dlaczegóż to on, literacki celebryta, coach bogatych i biednych miałby się czuć taki… skończony?"” → błąd w zapisie myśli, didaskalia powinny znajdować się poza cudzysłowiem. Polecam zajrzeć do poradni językowej w Hydeparku, tam była cała dyskusja dotycząca prawidłowego zapisu myśli w języku polskim. 

 

mój komentarz: forma, której użyłem jest dopuszczana; sprawdziłem to tu:

https://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

 

“Mimo odporu, jaki chciał dać niewygodnym myślom,” → odporu? to chyba literówka

 

mój komentarz: to nie jest literówka. “Dać komuś odpór” – patrz tu: https://sjp.pwn.pl/slowniki/odp%C3%B3r.html

 

 

“migający migacz” → powtórzenie, ale może celowe?

 

Mój komentarz: celowe :)

 

Chrościsko :)

 

Dotykał szlachetnej jagnięcej skóry i przez chwilę czuł mistyczne zespolenie ze światem lepszym, przynależnym takim jak On, wybrańcom z otwartym na obfitość umysłem.

Dlaczego wielką literą? Dla podkreślenia narcyzmu bohatera.

 

 Już miał przełączyć na inną stację, lecz palec zawisł w powietrzu czekając na ostateczną decyzję światłego umysłu. Muzyka metalowa nie leżała w jego elitarnym guście,

Światły umysł, elitarny gust. Nie za dużo tego? Mam poczucie, że nieco przeszarżowałeś. :) 

 

 Mój komentarz: Jak wyżej ale może nieco przeszarżowałem :)

 

Regulatorzy :)

 

 

Wysokie, skaliste góry przepuszczały między sobą Neretwę z jej lazurowym korytem. ―> Lazurowe mogły być wody Neretwy, ale nijak nie mogę wyobrazić sobie lazurowego koryta rzeki.

 

Mój komentarz: może być lazurowe wybrzeże, to może być lazurowe koryto rzeki :)

 

do opuszczania sfery komfortu… ―> Czy tu aby nie miało być: …do opuszczania strefy komfortu

 

Mój komentarz: sfera jest synonimem strefy, wiec moim zdaniem można.

 

 

tulił idealnie dopasowaną temperaturą wnętrza… ―> Jak można tulić się temperaturą?

 

Mój komentarz: można tulić się szalem, czyli czymś co daje ciepło, więc dla mnie można tulić się temperaturą w sensie ciepłym powietrzem, który płynie z nawiewu i ogrzewa kierowcę. Ale na przyszłość napisałbym inaczej.

 

konstelacja barwnych, lecz uśpionych kontrolek koiła jego techniczne niepokoje. ―> Co to są techniczne niepokoje?

 

Mój komentarz: niepokój, że coś się może w aucie popsuć; sygnalizowane przez zapalające się kontrolki.

 

Muzyka metalowa nie leżała w jego elitarnym guście… ―> Na czym polega elitarność gustu?

 

Mój komentarz: na wyjątkowości, odmienności od gustów zwykłych szaraczków; patrz: narcyzm bohatera.

 

Gdzieś tam, na zewnątrz zbliżał się Wielki Kanion… ―> Jaki Wielki Kanion? Bo chyba nie Kolorado?

 

Mój komentarz: jak wjeżdżasz w dolinę Neretwy to równina zamienia się w skalistą bramę, pomiędzy którą płynie lazurowe koryto rzeki. I dalej rzeka płynie pomiędzy górami. Nie jest to kanion kolorado oczywiście, choć początkowo robi wrażenie wielkiego.

 

Czy na pewno kanion się zbliżał, czy raczej bohater zbliżał się do kanionu?

 

Mój komentarz: względność ruchu :)

 

 

rrybak :)

 

“Dolina Neretwy… Hmmm… Tam jest już w ogóle jakaś autostrada, bo kojarzę tylko zwykłą trasę, przynajmniej do Mostaru od granicy bośniackiej.”

 

Mój komentarz: nigdzie nie było napisane, że bohater jedzie autostradą. Patrz: czytanie ze zrozumieniem :)

 

“W zasadzie nawet nie wiem, o kim to opko: o funkcjonariuszach zaświatow, czy o nieszczęsnym kierowcy. W którym tyle grzechu co w niewinnym gimnazjaliście zafascynowanym gadżetami, nawiasem mówiąc. “

 

Mój komentarz: zgadzam się, że może to nie być jasne i jest to słaba strona opowiadania. Jednak bohater nie jest niewinnym gimnazjalistą, lecz człowiekiem, u którego pycha kroczy przed upadkiem. Pycha to jeden z grzechów głównych. Bohater to narcyz gardzący innymi i nie ma w nim żadnej niewinności. Dlatego ociera się o wieczne potępienie.

 

 

 “na koniec, aguniu: Twoja wymiana zdań w komentarzach z darbozkiem, po mojemu napisana jest bardzo podobnym stylem i wygląda na ustawke typu: – Drogi kolego Stanisławie, czy mógłbyś mi aktualnie zwrócić 500 złotych, gdyż są mi one niezbędnie potrzebne? – Szanowny kolego Mieczysławie, postanowiłem spełnić twoje życzenie i w tym celu udaję się po rzeczone 500 złotych do domu, w celu przyniesienia ich tobie w czasie do godziny piętnastej trzydzieści”

 

Mój komentarz: a tej żenady nie będę komentował, bo szkoda klawiatury. :)

 

Z resztą Waszych uwag się zgadzam i dziękuję :)

 

 

darbozek

Mój komentarz: może być lazurowe wybrzeże, to może być lazurowe koryto rzeki :)

Nie. Lazurowe Wybrzeże to nazwa własna, a nie określenie realnego koloru tamtejszych plaż czy skał. Nazwa ta została na dodatek stworzona sztucznie pod koniec XIX wieku przez pisarza i od początku była pomyślana metaforycznie (oczywiście nawiązując do lazuru wody). Nazwa Côte d’Azur powstała bowiem na wzór nazwy ojczystego departamentu Liégearda, Côte d’Or, gdzie “côte” nie oznacza wybrzeża (departament ten położony jest w oddalonej od mórz Burgundii), ale “[złote] zbocze” (góry, wzgórz).

Koryto rzeki mogłoby zatem być lazurowe wyłącznie gdyby również była to nazwa własna, albo gdyby jego kolor był jakąś anomalią geologiczną i pełnił ważną funkcję w opowiadaniu.

http://altronapoleone.home.blog

Dotykał szlachetnej jagnięcej skóry i przez chwilę czuł mistyczne zespolenie ze światem lepszym, przynależnym takim jak On, wybrańcom z otwartym na obfitość umysłem.

Dlaczego wielką literą? Dla podkreślenia narcyzmu bohatera.

 

Ale to nie list, ani napis, który Twój bohater nakreślił. To kwestia narratora, a takowa powinna być zgodna z regułami języka polskiego.

W tym przypadku “On” możnaby wybronić jedynie nazwą własną (np. jakiegoś bóstwa). Ale przecież nie taka była Twoja intencja.

Swoją drogą te wielkie litery w zaimkach są cechą łączącą teksty darbozka i Aguni…

http://altronapoleone.home.blog

Myślisz, że ja to agunia ?

darbozek

Staram się wierzyć w ludzi, więc nie, nie myślę, niemniej akcja reklamowa parę dni temu plus te podobieństwa, na które nie ja pierwsza zwracam uwagę są niezłą pożywką dla różnych teorii. Zwłaszcza że akurat tu na portalu z tą koszmarną manierą pisania wszystkich zaimków osobowych wielką literą wcześniej się nie spotkałam, a tu nagle taka koincydencja. Sam sobie te wszystkie dane przeanalizuj i pomyśl, jakie mogą być wnioski.

http://altronapoleone.home.blog

…może być la­zu­ro­we wy­brze­że, to może być la­zu­ro­we ko­ry­to rzeki :)

Darbozku, w sprawie barwy koryta wypowiedziała się już Drakaina i zrobiła to tak dobrze, że ja nie potrafiłabym lepiej, więc uważam kwestię lazurowości koryta Neretwy za wyjaśnioną.

 

…sfera jest sy­no­ni­mem stre­fy, wiec moim zda­niem można.

A moim zdaniem nie można, albowiem sfera nie jest synonimem strefy.

Za SJP PWN: sfera 1. «zakres czyichś działań lub wpływów» 2. «warstwa społeczna lub towarzyska, którą łączy pochodzenie, wykształcenie lub zainteresowania» 3. «przestrzeń okalająca Ziemię» 4. «obszar wydzielony ze względu na swoje położenie» 5. mat. «powierzchnia kuli» strefa «obszar wydzielony z większego obszaru ze względu na charakterystyczne cechy»

 

…można tulić się sza­lem, czyli czymś co daje cie­pło, więc dla mnie można tulić się tem­pe­ra­tu­rą w sen­sie cie­płym po­wie­trzem, który pły­nie z na­wie­wu i ogrze­wa kie­row­cę. Ale na przy­szłość na­pi­sał­bym ina­czej.

Otóż nie, Darbozku, temperaturą nie można się tulić, tak jak nie można tulić się szalem. Tulić się można do kogoś lub do czegoś, a do temperatury tulić się nie można. Szalem natomiast można się otulić, ale nie można otulić się temperatura. Ale może nas, co najwyżej, otulać/ owiewać ciepłe powietrze.

 

…nie­po­kój, że coś się może w aucie po­psuć; sy­gna­li­zo­wa­ne przez za­pa­la­ją­ce się kon­tro­l­ki.

Rozumiem Twoje wyjaśnienie, choć obaw bohatera nie nazwałabym technicznymi niepokojami.

 

…na wy­jąt­ko­wo­ści, od­mien­no­ści od gu­stów zwy­kłych sza­racz­ków; patrz: nar­cyzm bo­ha­te­ra.

Tu też rozumiem, choć nie powiedziałabym, że bohater miał elitarny gust.

 

…jak wjeż­dżasz w do­li­nę Ne­re­twy to rów­ni­na za­mie­nia się w ska­li­stą bramę, po­mię­dzy którą pły­nie la­zu­ro­we ko­ry­to rzeki. I dalej rzeka pły­nie po­mię­dzy gó­ra­mi. Nie jest to ka­nion ko­lo­ra­do oczy­wi­ście, choć po­cząt­ko­wo robi wra­że­nie wiel­kie­go.

Problem w tym, Darbozku, że Wielki Kanion jest nazwą geograficzną i odnosi się do przełomu rzeki Kolorado w Arizonie, więc wjeżdżając w dolinę Neretwy można zobaczyć skały, ale nie zobaczy się Wielkiego Kanionu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drakaino

 

“Koryto rzeki mogłoby zatem być lazurowe wyłącznie gdyby również była to nazwa własna, albo gdyby jego kolor był jakąś anomalią geologiczną i pełnił ważną funkcję w opowiadaniu.”

 

W pewnym sensie kolor Neretwy jest anomalią geologiczną ponieważ na niektórych fragmentach koryto jest zbudowane z białej, wapiennej skały, co w konsekwencji daje niespotykany kolor wody: jak to piszą zielony chirurgiczny lub lazurowy.

 

Regulatorze ( nie wiem czy dobrze odmieniam )

 

“Problem w tym, Darbozku, że Wielki Kanion jest nazwą geograficzną i odnosi się do przełomu rzeki Kolorado w Arizonie, więc wjeżdżając w dolinę Neretwy można zobaczyć skały, ale nie zobaczy się Wielkiego Kanionu.”

 

Masz rację. Nie powinienem używać nazwy Wielki Kanion, bo to jest nazwa geograficzna. Jestem też niekonsekwentny: raz piszę Wielki Kanion, a potem wielki kanion, by zakończyć na potężnym kanionie. Co nie znaczy, że Neretwa nie płynie kanionem ( taka nazwa jest używana ), a jak się wjeżdża od strony Bośni to naprawdę robi wrażenie.

Zarówno lazurowatość wody, jak i wielkość kanionu, to emanacja narcystycznej osobowości bohatera. Narrator opisuje przecież jego percepcję rzeczywistości a jak wiadomo z psychopatologii: otoczenie jest dla narcyza kontynuacją jego doskonałej i wyjątkowej osobowości; narcyz lubi się otaczać wyjątkowymi sytuacjami i przedmiotami, które potwierdzają jego wyjątkowość; ergo: woda jest krystaliczna i lazurowa, a kanion staje się Wielki, a wobec siebie narcyz pozwala łaskawie na użycie zaimka osobowego “On”, czy też “Nim” ;)

 

Reasumując: na przyszłość będę w takich kwestiach dużo bardziej ostrożny.

 

Drakaino:

 

“Staram się wierzyć w ludzi, więc nie, nie myślę, niemniej akcja reklamowa parę dni temu plus te podobieństwa, na które nie ja pierwsza zwracam uwagę są niezłą pożywką dla różnych teorii. Zwłaszcza że akurat tu na portalu z tą koszmarną manierą pisania wszystkich zaimków osobowych wielką literą wcześniej się nie spotkałam, a tu nagle taka koincydencja. Sam sobie te wszystkie dane przeanalizuj i pomyśl, jakie mogą być wnioski.”

 

W przeciwieństwie do Ciebie nie muszę niczego analizować i wyciągać żadnych wniosków z tego prostego powodu, iż wiem czy jestem Agunią, czy nie jestem. Sam byłem trochę zaskoczony jej entuzjazmem i tym, że nagle po jej wpisach posypały się komentarze. Magnolia była już publikowana w Tramwaju Cieszyńskim i nawet można ją znaleźć na YT w wersji audio; podobała się wielu osobom, które ją czytały lub słuchały i naprawdę nie muszę tworzyć fikcyjnej postaci i jej konta, żeby podreperować sobie oceny moich opowiadań, tu na portalu.

 

Poza tym wydaje mi się, że ktoś kto obsługuje techniczną stronę tego portalu może to sprawdzić.

 

Jeszcze raz dziękuję za wszelkie uwagi. Z pewnością je wykorzystam i być może kolejne rzeczy, które tu zamieszczę będą nieco wyższych lotów. :)

 

 

 

 

 

 

darbozek

Darbozku, czytaj ze zrozumieniem, pliz ;)

 

W przeciwieństwie do Ciebie nie muszę niczego analizować i wyciągać żadnych wniosków z tego prostego powodu, iż wiem czy jestem Agunią, czy nie jestem.

Ja nie sugerowałam, że z danych masz wyciągać wnioski co do statusu ontologicznego własnego i/lub Aguni, ale co do tego, jak tę sytuację mogą postrzegać postronni.

http://altronapoleone.home.blog

Ok. Racja. Nie do końca zrozumiałem. Sorry :)

darbozek

Co nie zna­czy, że Ne­re­twa nie pły­nie ka­nio­nem ( taka nazwa jest uży­wa­na ), a jak się wjeż­dża od stro­ny Bośni to na­praw­dę robi wra­że­nie.

Darbozku, ależ ja wcale nie neguję tego, że Neretwa płynie kanionem. Zwróciłam tylko uwagę, że to nie jest  Wielki Kanion, w czym już się połapałeś. ;)

 

Re­gu­la­to­rze ( nie wiem czy do­brze od­mie­niam )

Jestem kobitką, więc nie czuję się męskim Regulatorem, ale możesz zwracać się do mnie Regulatorko lub krótko Reg. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Był sobie facet otoczony gadżetami i nadęty jak purchawa. Jechał i słuchał muzyki satanistycznej. Więc go wzięło i przerzuciło żywcem do piekła. Coś. Ale jacyś dwaj nie z piekła, za to otoczeni nie gorszymi gadżetami, stwierdzili, że się nie da. Więc faceta wywaliło z powrotem. Ale już jako sługę szatana. Wprost spod Pandominium, cokolwiek by to znaczyło, ale widać jest Ważne, bo jak było Pandominium w tekście, tak nim pozostało. A było to wszystko nad lazurową Neretwą i jej Wielkim Kanionem. Dobrze Twoją fabułę wreszcie zrozumiałem?

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

“Koryto rzeki mogłoby zatem być lazurowe wyłącznie gdyby również była to nazwa własna, albo gdyby jego kolor był jakąś anomalią geologiczną i pełnił ważną funkcję w opowiadaniu.”

 

W pewnym sensie kolor Neretwy jest anomalią geologiczną ponieważ na niektórych fragmentach koryto jest zbudowane z białej, wapiennej skały, co w konsekwencji daje niespotykany kolor wody: jak to piszą zielony chirurgiczny lub lazurowy.

To ja Cię, darbozku, jeszcze pomęczę, bo wiesz, my tu lubimy się znęcać nad nieprecyzyjnymi określeniami. ;)

Kolor wody nie może być anomalią geologiczną, bo geo to Ziemia :). Może być anomalią hydrologiczną.

Same skały wapienne koryta rzeki, już by mogły anomalią geologiczną być (choć w istocie tez nie są, bo to dość powszechna skała). Nie mniej lazurowy kolor odnosi się do wody, a nie do koryta, i to próbujemy Ci tutaj wyjaśnić.

Natomiast to, że rzeki płynące przez tereny o wapiennym podłożu, mają taki specyficzny, lazurowy kolor, to akurat święta prawda.

Ten kolor nie jest tak po prawdzie lazurowy. On jest dokładniej rzecz ujmując turkusowy, byłem, jechałem, widziałem. W cholernym sznurze aut, zresztą, bo tam o pustą szosę godzinami trudniej niż o wolny parking u wjazdu do Kampinosu w niedzielę.

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

“Był sobie facet otoczony gadżetami i nadęty jak purchawa. Jechał i słuchał muzyki satanistycznej. Więc go wzięło i przerzuciło żywcem do piekła. Coś. Ale jacyś dwaj nie z piekła, za to otoczeni nie gorszymi gadżetami, stwierdzili, że się nie da. Więc faceta wywaliło z powrotem. Ale już jako sługę szatana. Wprost spod Pandominium, cokolwiek by to znaczyło, ale widać jest Ważne, bo jak było Pandominium w tekście, tak nim pozostało. A było to wszystko nad lazurową Neretwą i jej Wielkim Kanionem. Dobrze Twoją fabułę wreszcie zrozumiałem?”

 

Nie.

darbozek

Smutek:C

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Dobre…

Ja nie umiem pisać, a zostałam posądzona o napisanie tego tekstu?

Gratuluje dedukcji. Trochę płeć i styl wypowiedzi się nie zgadza, a nawet rodzaj błędów,

Mam rozdwojenie jaźni jak nic, a to już mi się wydaje interesujące?

W sumie ciekawy temat do rozważenia i do opisania. 

Dzięki mnie odwiedziliście darbozka, czyli mam dar przekonywania. 

(Diabolina, to moje drugie imię.) 

Jaka liczba osób i ile pomocników? Nawet jesteście “w miarę” mili, a to już sukces. 

Chyba was od dziś spróbuję trochę polubić… Taki progres, brawo ekipa z loży i nie tylko! 

(To miał być komplement. Pamiętajcie o tym…

Uśmiechnijcie się wszyscy w ten jakże przedziwny czas epidemii, bo cóż nam pozostało?

Jedynie wyliczanka: “Na kogo wypadnie, na tego bęc!”)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Agunia

 

Mamy jak nic wieloraką osobowość, tylko nie wiadomo, czy ja jestem w Tobie, czy Ty we mnie – wybacz jeżeli to źle zabrzmiało. :)

 

Może to będzie temat na jakiegoś shorta? ;)

 

pozdrawiam i dzięki, że wydobyłaś mnie z nicości :)

darbozek

Trochę płeć i styl wypowiedzi się nie zgadza

Aguniu… Nie udawaj, że jesteś aż tak naiwna. Skąd przekonanie, że użytkownicy są tym, czym deklarują? Czy jak ktoś ma podane, że ma ponad 700 lat (a są tacy), to też bierzesz to za dobrą monetę? Owszem, ci, którzy publikują i dają linki do swoich tekstów i stron autorskich, mają jakiś tam poziom wiarygodności, ale zdziwiłabyś się w kwestii płci. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy tu kłamią, wręcz przeciwnie – wielu z nas zna się osobiście, więc wiemy, że x jest facetem, a y kobietą. Niemniej oprócz celowych zmyłek (te istnieją) są też pomyłki – system defaultowo ma ustawione “kobieta” i zdziwiłabyś się, ilu facetów zapomina to zmienić przy rejestracji :D

Multikonto to bardzo prosta sprawa, a im bardziej się tłumaczycie zgodnym chórem, tym bardziej brzmi to jak “uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Ponownie: optymistycznie wierzę, że jesteście odrębnymi bytami i niezależnymi użytkownikami, ale zadajcie sobie oboje trud spojrzenia na wasze wypowiedzi i działania okiem z zewnątrz i zastanowienie się, jak to wygląda dla osoby postronnej. Zwłaszcza że oboje jesteście nowi i nic o was nie wiemy.

http://altronapoleone.home.blog

Fakt. Teraz to i ja nabieram coraz większych podejrzeń, narastających z każdym zaprzeczeniem. Spoglądając na czas rejestracji, grono znajomych, komentowane teksty, sposób wypowiedzi i ich zapis oraz treści, można zwątpić. 

Oczywiście piszę, jak to może wyglądać z boku. Niczego nie zarzucam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Żeby przeciąć tą paranoję to mam propozycje, żebyśmy ujawnili swoje tożsamości: ja i Agunia.

 

Zrobię to pierwszy. Poniżej jest link do Magnolii w wersji audio. Część z Was komentowała ten tekst jeszcze niedawno, głównie krytycznie Jest tam moje imię i nazwisko: Dariusz Bożek. Pracuje w Cieszynie, mieszkam w Bielsku. Można mnie znaleźć na FB.

 

Nick darbozek jest oczywiście skrótem mojego imienia i nazwiska. J

 

To tyle jeżeli chodzi o mnie.

darbozek

Nowa Fantastyka