- Opowiadanie: dawidiq150 - Pies

Pies

Witam w moim nowym opowiadaniu. A właściwie w dwóch. “Pies” i “Szczeniak” opierają się na tym samym pomyśle. Gorąco proszę o komentarze, nawet jeśli się nie podoba.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Pies

– Chciałbym mieć psa, mamo.

Bartek przyszedł wieczorem do sypialni szykujących się do snu rodziców.

– Skąd taki pomysł? – spytała matka.

– Dużo moich kolegów ma i mówią, że nie żałują, Darek mi powiedział, że ich pies jest jakby prawdziwym członkiem rodziny, że traktuje go jak brata.

– A co na to twoja siostra?

– Nie pytałem jej. Na pewno też będzie chciała.

– Dobrze, przemyślimy to, ale raczej odpada. Zdajesz sobie sprawę ile to obowiązków?

– Proooszę Cię mamo!!!!!

– Porozmawiamy o tym jutro idź spać.

 

&&&&&

 

Następnego dnia przy śniadaniu Bartek i jego siostra Agnieszka niezwłocznie poruszyli temat psa.

– Mamo on będzie miał u nas jak w raju, zamiast być w klatce w schronisku, będzie miał swoją rodzinę. To bardzo dobry uczynek. – zaczęła Agnieszka

– A co będzie jak wam się znudzi i trzeba będzie go oddać z powrotem? Czy to też będzie dobry uczynek?

– Na pewno nic takiego się nie zdarzy – wtrącił się Bartek – mówiłem ci mamo, że masa moich kolegów ma w domach psy i nie oddają ich.

– Co o tym myślisz Władek? Dobry pomysł z tym psem? – pani Celina spytała męża

– Jak zdobędziecie po dziesięć piątek w szkole to pojedziemy do schroniska obejrzeć jakiegoś pisaka. – zwrócił się do dzieci Władysław.

– Umowa stoi! – Agnieszka i Bartek uradowani zgodzili się.

 

&&&&&

 

Rodzeństwo pilnie uczyło się, a że byli zdolni to przez dwa i pół tygodnia uzbierali po dziesięć piątek.

Wtedy temat powrócił. Matka spytała:

– Jesteście pewni?

– Jasne, że tak! – krzyknęły dzieci.

– No to po obiedzie jedziemy do schroniska – powiedział ojciec.

Bartek i Agnieszka uściskali rodziców.

 

&&&&&

 

Będąc w pobliżu schroniska już usłyszeli szczekanie psów. Samochód po chwili zatrzymał się i wszyscy wysiedli. Ich oczom ukazał się jednopiętrowy dom, przy którym uwięzione w klatkach, znajdowały się dziesiątki psów. Większość głośno ujadała. Inne leżały spokojnie przy budach. Wszystkie jednak zainteresowane były gośćmi.

Z domu wyszła sympatycznie wyglądająca pani w średnim wieku.

– Dzień dobry, ja dzwoniłem w sprawie psa. – powiedział Władysław

– Tak – odpowiedziała kobieta – w jakim wieku ma być piesek? Niestety rasy nie ma do wyboru, wszystkie to kundelki. Samiec czy suka?

– Definitywnie samiec – powiedział ojciec – raczej nie szczeniak, podobno ze szczeniakiem jest wiele kłopotu.

– To prawda, ale z każdym psem wiążą się obowiązki.– powiedziała poważnie kobieta.

W tym momencie włączyły się dzieci krzycząc i prosząc, że musi być szczeniak. Pani zaprowadziła więc ich do klatki w której bawiły się szczeniaczki. Cztery sztuki. Gdy Bartek i Agnieszka zaczęli się zachwycać, pies w klatce obok zaczął się bardzo dziwnie zachowywać. Był maści czarnej z żółtymi plamami rozmieszczonymi po całym ciele. Zaczął szaleć. Podskakiwał i szczekał.

– Szczypiorek co się dzieje? – kobieta zwróciła się z troską do pieska.

– A ten ile ma lat? – spytał Bartek

– Około trzech. Mamy go od niedawna. Biedactwo włóczył się samotnie strasznie wychudzony. Ale nigdy się tak nie zachowywał.

– No cóż to weźmiemy jednego z tych szczeniaków – zdecydował Władysław.

I gdy pracownica schroniska otworzyła klatkę i wzięła jedne ze szczeniąt, Szczypiorek zaczął skakać wokół własnej osi na dwóch tylnich nogach jakby chciał pokazać czego to on nie potrafi.

– Niesamowite – powiedziała Agnieszka – on chyba zdaje sobie sprawę co się dzieje.

– Nie – powiedziała kobieta – psy są bardzo mądre, ale nie aż tak.

Agnieszka podeszła bliżej klatki w której był Szczypiorek i powiedziała.

– Ja zmieniłam zdanie, chcę wziąć Szczypiorka.

– A ty Bartek? – spytał ojciec – dobrze się zastanówcie.

– Faktycznie, fajny ten Szczypiorek – powiedział chłopak – może być, bo już go polubiłem.

Gdy wzięli psa do samochodu, okazywał wielką radość jakby rozumiał co mu się przytrafiło. Był niezwykły o czym niedługo mieli się przekonać.

 

&&&&&

 

Zaczęło się od tego, że Szczypiorek zachowywał się tak jakby rozumiał co się do niego mówi. Niewiele później Agnieszka i Bartek mieli ustalony język w którym porozumiewali się z pieskiem. Na pytanie „Czy chcesz…?” jedno szczeknięcie i taniec na dwóch nogach było potwierdzeniem, a dwa zwykłe szczeknięcia odmową. Tak na przykład, gdy Szczypiorek chciał załatwić potrzebę na dworze podchodził do drzwi i w nie drapał. Na pytanie „Czy chcesz zrobić kupkę i siusiu?” odpowiadał szczęknięciem i tańczył na dwóch nogach, co swoją drogą było bardzo komiczne. Inne pytania to „Czy chcesz iść na spacer”, albo „Czy jesteś głodny”

Posiadacze Szczypiorka jeszcze nie zdawali sobie sprawy z jakim fenomenem mają do czynienia. Niedługo mieli się o tym przekonać. Pies chłoną wiedzę jak gąbka, codziennie uczył się nowych rzeczy. Pewnego razu gdy Agnieszka odrabiała lekcje z matematyki Szczypiorek przybiegł i usiadł koło niej. Dla żartu spytała.

– Szczypiorek wiesz ile jest dwa razy dwa?

Ku jej ogromnemu zdziwieniu pies szczeknął co w ich ustalonym języku oznaczało TAK. Brnęła więc dalej.

– No to ile?

Pies odszczeknął cztery razy.

„A to numer” – pomyślała Agnieszka.

– A ile jest trzy plus dwa?

Pies ponownie odszczeknął prawidłową ilość razy.

– Bartek chodź tu!!! – zapiszczała podniecona dziewczyna i już po chwili razem z bratem zadawali psu pytania dotyczące matematyki. Okazało się, że Szypiorek potrafi rozwiązywać działania arytmetyczne równie dobrze jak wykształcony człowiek.

Rodzice byli również w szoku. Pies mógł być pojętny i inteligenty ale to podchodziło pod geniusz jakiego jeszcze wcześniej nie było w dziejach świata. W takiej sytuacji Celina i Władysław zdecydowali się nauczyć psa różnych sztuczek i pochwalić się światu. Najlepszy wydawał się program „Mam talent”.

„Będziemy sławni” – cieszyły się dzieci.

 

&&&&&

 

Minął tydzień i Szczypiorek nauczył się rzeczy których żaden pies nigdy nie potrafił. Między innymi rozróżniał setki przedmiotów. Wystarczyło powiedzieć na przykład: „pilot do telewizora”, „żelazko”, „komputer”, „pusta butelka” a Szczypiorek podchodził do każdego z tych przedmiotów i szczekał.

Zgodnie z planem zgłosili się do „Mam talent” i bez problemu się dostali. Z niecierpliwością zarówno dzieci jak i rodzice oczekiwali dnia w którym mieli wystąpić w telewizji. W końcu on nadszedł.

Padał ogromny deszcz kiedy samochód Władysława i Celiny zaparkował na parkingu budynku w którym miało odbywać się nagranie. Wysiedli i ruszyli biegiem. Do występu zostało jedynie pół godziny.

W końcu się doczekali. Bartek i Agnieszka ze Szczypiorkiem wyszli na scenę. Byli niezwykle podnieceni. Kamerowało ich chyba z piętnaście kamer rozmieszczonych w różnych miejscach. Zaczęło się. Szczypiorek pokazywał co potrafi, jednak rodzeństwo zauważyło, że jest jakiś inny i do tego z oczu ciekły mu łzy. W pewnym momencie gdy jurorzy byli naprawdę zszokowani jeden powiedział.

– Czemu nie nauczyliście go alfabetu? Można by było z nim rozmawiać.

Wtedy stało się coś co było dla wszystkich kolejnym szokiem. Szczypiorek puścił się biegiem w stronę tego jurora. Wskoczył na stół i zaszczekał w oczach psa widać było nadzieję.

– A niech mnie, on rozumie!!! – krzyknął juror – rozumie każde nasze słowo. Natychmiast przygotujcie kartki z literami.

Wszyscy byli wstrząśnięci, a już po chwili na scenie rozmieszczono litery napisane flamastrem na dużych arkuszach. Pies tylko na to czekał i zaczął wskazywać litery. Agnieszka podeszła i zaczęła układać je. „B” „O” „G” „I” „S” „T” „N” „I” „E” „J” „E”.

Wszyscy byli w szoku. Natomiast pies popatrzył na Bartka i Agnieszkę i głośno zaskomlał. Następnie wybiegł za kulisy. Minutę potem wszyscy usłyszeli grzmot uderzenia piorunu.

Nie wiadomo jak Szczypiorek wydostał się z budynku jednak pod drzewem w które uderzył piorun znaleziono jego zwęglone ciało.

 

&&&&&

 

Program został wyemitowany w telewizji. Prawie nikt z widzów nie wierzył, że to wszystko było prawdą. Wyglądało to zbyt absurdalne a ludzie raczej w cuda nie wierzą. Jednak grupa świadków zdarzenia naprawdę uwierzyła w Boga. Potem powstał program telewizyjny w którym uczestniczyli właściciele psa, jurorzy „Mam talent”, pani ze schroniska i każdy kto miał kontakt z Szczypiorkiem. A było o czym dyskutować.

Koniec

Komentarze

Dlaczego wrzuciłeś dwa bardzo podobne opowiadania i to w dodatku w jednym czasie?

Per aspera ad aspra

Sagitt jestem po prostu ciekawy opinii, może nawet stwierdzę, że nie żeby się uczyć tylko po prostu jak to ludzie odbiorą :) Oczywiście nauka też jest dla mnie bardzo ważna. A wrzuciłem jednocześnie dlatego, że chciałem by były obok siebie bo jest to podobna historia i chciałem dowiedzieć które jest lepsze.

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdro.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

To jest moim zdaniem lepsze, szkoda ze nie zdecydowales sie nad nim popracowac jeszcze troche.

Przykro mi to mówić, Dawidzie, ale oba opowiadania są tak podobne, że nie podejmuję się ocenić czy lepszy jest Szczeniak, czy Pies, zwłaszcza że o żadnym z nich nie mogę powiedzieć, że są dobrze napisane.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie widać zupełnie tej nauki. Nie wystawiasz tu coraz lepszych, bardziej zawiłych i ciekawszych opowiadań. Nie da się też wszystkiego wyćwiczyć niestety.

Per aspera ad aspra

Sagitt naprawdę się wiele nauczyłem. Rozdzielać myśli akapitami, pokazywać a nie opisywać, twist wcześniej zaakcentować, poprawiać ile się da, sposób pisania dialogów, gdzie dawać przecinki, dużo opisywać, pamiętam jak fizyk111 mnie uczył jak robić opis, nie robić grafomanii, betować. No a przede wszystkim mam tu praktykę i super towarzystwo które zna się na rzeczy.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

naprawdę się wiele nauczyłem. Rozdzielać myśli akapitami, pokazywać a nie opisywać, twist wcześniej zaakcentować, poprawiać ile się da, sposób pisania dialogów, gdzie dawać przecinki, dużo opisywać

Większość z tych rzeczy jest na języku polskim w szkole i odpowiedz sobie czym jest wrzucanie opowiadania z masą błędów. Po to jest betowanie. Ono też nie trwa jednego dnia, a przynajmniej nie powinno. Potencjalnego czytelnika to zniechęca.

Możesz wrzucać opowiadania często, które są pisane w jednym ciągu twórczym. Możesz też dać czas by fabuła, bohaterowie i świat w którym są, dojrzał.

I przeczytaj ze zrozumieniem dostępne na forum poradniki w sekcji publicystyka.

 

Per aspera ad aspra

Hm. Z tego, co rozumiem wrzuciłeś teksty zanim betujący powiedzieli Ci, że ich zdaniem są już na to gotowe? Generalnie nie robi się tak, bo jak widzisz, nicki bet widnieją przy opowiadaniu i ktoś mógłby pomyśleć, że oni ten tekst tak puścili, a jest w nim naprawdę jeszcze dużo błędów. Rezygnacja z bety jest oczywiście Twoją decyzją, ale powinno się szanować ludzi, którzy chcieli poświęcić Ci swój czas. 

Przeczytałam oba opowiadania. Żadne nie porwało jakoś szczególnie. Nie do końca rozumiem sens tej historii, wydaje mi się kompletnie przypadkowy. Tak jakbyś wymyślił motyw psa, który potrafi mówić i na tym oparł całe opowiadanie. Większość tekstów tak się rodzi, ale to jest, jak sądzę, dopiero początek. Potem trzeba wymyślić postacie, które mają jakieś motywacje ponad: chcę psa i są prawdziwymi ludźmi, którzy wykazaliby się większym oporem wobec faktu, że dzieci twierdzą iż pies jest na tyle mądry, że umie w matematykę. Rodzice to po prostu przyjmują do wiadomości i lecą z tym do TV. Przelatujesz kompletnie przez etap castingu, bo “to nieważne teraz pokażę co się dzieje na scenie”. I NAGLE dopiero w programie pies zachowuje się inaczej niż wcześniej, zaczyna płakać i pisze “Bóg istnieje” i… Nic z tego nie wynika. Absolutnie nic. Potem wybiega i trafia go piorun. Dlaczego? 

Jak powiedział Sagitt, warsztat to nie tylko umiejętność pisania poprawnie, bo to jest ta część, którą poprawić najłatwiej. W warsztat wchodzi też: umiejętność kreowania postaci, budowania klimatu, tworzenia związków przyczynowo-skutkowych w tekście, które wiodą do satysfakcjonującej puenty. W obu Twoich tekstach tego wszystkiego brakuje. 

Tak rosebelle, nie było sygnału, by opowiadanie było jakkolwiek gotowe. Pierwsze błędy dotyczyły po prostu szkolnych błędów językowych i przekszałcenia w inną formę 10% tesktu który był napisany pojedynczymi literami, by w ogóle dało się przeczytać co tam jest. Co do całej reszty nie zdążyłem się wypowiedzieć.

Per aspera ad aspra

Przepraszam Sagitt naprawdę jest mi przykro, że tak to się skończyło. Naprawdę przepraszam. 

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Cóż, jakiś postęp tutaj chyba jest, przede wszystkim jesli chodzi o wykonanie, zapis dialogów, używanie akapitów i tym podohne. Tekst da się czytać bez przykrości. Być może to zasługa bety, ale tym bardziej należy przyłożyć się do korzystania z pomocy innych i pracowania z betaczytaczmi. Po to właśnie są.

Cala reszta – tu musiałbym powtórzyć to, co napisała Rosebell. Rzecz przypomuna tylko zarys porządnego tekstu, sam zapis pomysłu. Do tego należałoby dodać należycie rozwinięte postacie, jakiś konflikt, może też przyczyny niezwykłości psa, dlaczego strzelił go piorun i tak dalej. Coś, czym można byłoby czytelnika zainteresować, wciągnąć. 

Ale rozwijaj się, rozwijaj. Obyś nie zrezygnował. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nowa Fantastyka