- Opowiadanie: Blue Raven - Krwawy diament

Krwawy diament

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

ninedin, drakaina, Finkla

Oceny

Krwawy diament

Akrisa uwielbiała klejnoty.

 

Głęboką zieleń szmaragdu, delikatne pastele perydotu, niezgłębiony kolor nieba zamknięty w szafirach, kpiący błysk kociego oka, melancholijną biel kamienia księżycowego, nieodgadnioną naturę jaspisu krążącego pomiędzy żółcią a czerwienią, ocierającego się leniwie, niczym kot, o krwawy granat.

 

Kochała doroczny jarmark i stoiska z biżuterią, na których odziani w dziwne skóry kupcy o jasnych brodach i lśniących oczach wykładali złociste bursztyny i niemal przezroczyste, błękitne akwamaryny. Biegła do nich i unosiła kamienie do słońca, rozjaśniając kąty rynku kolorowymi promieniami i szczerym śmiechem. Kupcy lubili ją, bo jej radość i zachwyt kusiła kupujących, a Akrisa umiała znajdować najpiękniejsze klejnoty. Nawet ukryte pod tanimi błyskotkami.

 

A kiedy przeszłego roku kupcy ofiarowali jej bransoletkę z bursztynami, nawet matka Akrisy przestała pilnować każdego jej kroku i pozwalała odwiedzać jarmark.

 

– Panienka Akrisa! – krzyknął kupiec o włosach tak jasnych, że wydawały się być utkane z morskiej piany. – Mam dla panienki prezent! – Spojrzał na nią filuternie i dodał – Ale najpierw historię panience opowiem.

 

Skinął ręką i zza wozu wyszedł chłopak niewiele od Akrisy starszy. Zamienili kilka słów i chłopiec zajął miejsce w kramie, a kupiec siadł na dywanie obok wozu. Akrisa nie zdążyła nawet mrugnąć, gdy dołączyła do nich dzieciarnia spragniona nowych opowieści.

 

– Wiele wędrowaliśmy księżyców – zaczął. Jego akcent był ciężki i chropawy, niczym stukot kamieni, którymi handlował, ale jego głos niósł się melodyjnie i gładko. – I wiele będziemy księżyców wracać. Wielu z nas, tych, co dziś tu są, do domów nie powróci. A i ci, co powrócą, nie dotrą tu przyszłej jesieni. A przecież jest świata i więcej. Gdy się na północ idzie, za Kochabem, co go Polosem zowią, lasy się napotka prastare, nieprzebyte, w których echem głosy tych, co przed bogami byli, wciąż słychać. Dzikie tam zwierza są, niedźwiedzi rodziny całe, wilcze watahy nocami śpiewają modlitwy do bogów tak starych, że już nie ma pośród ludzi tych, co ich imiona pamiętają, i koty tam dzikie są, od lwów waszych mniejsze, ale bojowe, dziksze bardziej, co terytorium swego pilnują zacięcie, a i karawanę potrafią na manowce zwieść płaczem, co dziecko udatnie naśladują. Bagna szerokie, gdzie panny borowe tańczą i uwodzą wędrowców pięknem ulotnym, a zęby panien ostre niczym noże, a apetyt ich nienasycony. Ale, gdy się te moczary i lasy przebędzie, to step nastaje. Jak okiem sięgnąć ziemia płowa i traw kobierzec. Sokolnicy tam żyją, plemię dzikie, a barbaryjskie, co to futrami się zdobią, kością białą i kamyczkami kolorowemi. U nich koniki krępe, małe, ale wytrzymałe, że noc całą kłusem idą i ani tchu nie stracą, ni kroku nie pomylą.

 

Kupiec sięgnął po bukłak, pociągnął łyk i uśmiechnął się do dziecięcych twarzyczek rozpalonych ciekawością.

 

– Na konikach tych trzy noce iść trzeba, aż się do krainy Królowej Lodu dojdzie, gdzie zima rok cały trzyma. Miasto tam się najdzie wielkie, a w miasta pośrodku kopalnia jest. Ludzie tam niewielcy ot, panience do ramienia dorosły mężczyzna sięgnie. Skórę mają niczym śnieg białą, a twarze syrenim tłuszczem smarują. Pod ziemią żyją i spod ziemi kamienie dobywają. Czyste rubiny i szmaragdy, szafiry niczym łzy Aegira. – Wstał, a Akrisa wstała wraz z nim. Sięgnął do sakiewki przy pasie. Zamkniętą dłoń wyciągnął w stronę Akrisy i powiedział – A takie są kamienie najcenniejsze.

 

Na otwartej dłoni kupca leżał idealnie przejrzysty kamień. Akrisa sięgnęła po niego, ale niepewna, cofnęła dłoń. Kupiec zachęcił ją wzrokiem i wzięła do ręki kamień. Podniosła go ku słońcu i cały rynek roziskrzył się tęczowymi błyskami. Akrisa zaśmiała się i zatańczyła radośnie, a wraz z nią zawirowała tęcza.

 

 

 

Nie zauważyli.

 

Za późno.

 

Oczy, które zaćmiła zawiść.

 

Usta, które wykrzywiła chciwość.

 

Ręce, które sięgają, biorą, odpychają.

 

Akrisa pada na bruk.

 

Zerwane z rzemyka bursztyny rozsypują się.

 

Krew lśni niczym rubin.

 

 

 

Potem świat się nie skończył. Jedynie matka Akrisy wypłakała wszystkie łzy, a do grobu córki złożyła prezenty od kupców – szmaragdy i perydoty, granaty i rubiny, jaspisy i bursztyny, kocie oczy i księżycowe kamienie.

 

I wszystko było jak zwykle. Morderca został ukarany, choć zaklinał się, że jest niewinny, że tylko ją odepchnął. Kupcy odeszli. Dzieciaki opowiadały historię przeklętego kamienia, który oddano Eumenidom.

 

A gdy jesień zmieniła się w zimę, a ta w wiosnę, na grobie Akrisy szmaragdem i perydotem rozbłysnął klon.

 

A gdy nastała jesień, klon Akrisy przywitał kupców liśćmi niczym granaty i rubiny, niczym jaspis i bursztyn, niczym szmaragd najczystszy, niczym kocie oko i piasek pustyni.

Koniec

Komentarze

Nie jestem specem od interpunkcji i stylistyki, ale dobrze mi się czytało. Przypomniałem sobie książkę Nory Roberts ,, Niebieski Diament,,. Nie wiem dlaczego, ponieważ książka odbiegała klimatem od Twojego opowiadania. Podobało mi się. Szkoda, że bohaterka zginęła z ręki mordercy. No cóż, jak to w życiu, nie wszystko jest pięknie.

Ogólnie, jest ok.

Pozdrawiam

Hesket

Oj, podobało mi się :) Zagrało na emocjach.

@Hesket, @Patryk Mikulski – Dziękuję Wam obu :)

say what you mean, but don't say it mean

Fajne,aż che się dalszego ciągu.

Może ten krwawy diament zabiera duszę lub został przeklęty?

Miło się czytało.

 

Cześć.

Ech, bardzo to jest ładnie napisane, ślicznie wręcz. Mało mi, szkoda, że tak na skróty. Od razu poczułem jakość, zachciało się czytać dalej, ale daleja nie ma.

Klejnocik to lśniacy, przykuwajacy uwagę, jednak jak się przyjrzeć, to tylko cyrkonia ;)

Bardzo ładna, ale cyrkonia. 

 

 

Ja się poniekąd trochę zgodzę z Łosiotem. W tym sensie, że piszesz piękne, często bardzo pomysłowe miniaturki. Widać w nich talent, widać umiejętność posługiwania się słowami tak, żeby robiły z czytelnikiem to, co ty im każesz, widać przebłyski umiejętności kreowania niebanalnych postaci – jak w tym, bardzo ładnym tekście, kolejnym twoim. Nie miałabyś czasu/możliwości/ochoty zmierzyć się z większą formą i bardziej złożoną fabułą? Bo ja bym to chętnie przeczytała :)

… a mnie się podobało. 

 

Tekst krótki, ale o tym ostrzegał już na wstępie napis short pod tytułem. To fakt, że moment śmierci Akrisy potraktowany bardzo skrótowo i aż domaga się rozwinięcia – ale za to jak pięknie to napisane, jak w kilku linijkach odmalowany cały świat i do tego ten język kupca, który od razu buduje klimat. 

Jejku, dziękuję Wam wszystkim za te dobre słowa. Bo trochę się bałam to wrzucać – czasem mam wrażenie, że za dużo przydawek :) A tu, że “ślicznie”… nie starczy podziękowań :)

 

@Łosiot, @Ninedin – staram się, powolutku wychodzę poza tysiąc słów. Mam nadzieję, że niedługo będę na tyle zadowolona, żeby się podzielić czymś ciut większym.

say what you mean, but don't say it mean

Ładnie napisana scenka z targu klejnotów, wzbogacona opowieścią kupca. Miło się czytało, ale pamięć pewnie jej nie przechowa.

 

Ku­piec się­gnął po bu­kłak, po­cią­gnął łyka i uśmiech­nął się… –> Ku­piec się­gnął po bu­kłak, po­cią­gnął łyk i uśmiech­nął się

 

– Na ko­ni­kach tych trzy noce iść trze­ba… –> Koniki, owszem, idą, ale na konikach to się chyba jedzie.

 

spod ziemi ka­mie­nie do­by­wa­ją. Czy­ste ru­bi­ny i szma­rag­dy, sza­fi­ry ni­czym łzy Aegi­ra. – Wstał, a Akri­sa wsta­ła wraz z nim. Się­gnął do sa­kiew­ki przy pasie. Za­mknię­tą dłoń wy­cią­gnął w stro­nę Akri­sy i po­wie­dział – A takie są ka­mie­nie naj­cen­niej­sze.

Na otwar­tej dłoni kupca leżał ide­al­nie przej­rzy­sty ka­mień. Akri­sa się­gnę­ła po niego, ale nie­pew­na, cof­nę­ła dłoń. Ku­piec za­chę­cił ją wzro­kiem i wzię­ła do ręki ka­mień. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

zło­ży­ła pre­zen­ty od kup­ców – szma­rag­dy i pe­ry­do­ty, gra­na­ty i ru­bi­ny, ja­spis i bursz­tyn, kocie oczy i księ­ży­co­we ka­mie­nie. – Dlaczego wśród kamieni wymienionych w liczbie mnogiej, jaspisbursztyn są w pojedynczej?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo ładnie piszesz, szorcik zacny, historyjka ciekawie pomyślana, ale ja czekam na jakąś bardziej fabularną rzecz od Ciebie :)

 

I jeszcze jedno, uwaga techniczna: to rozdzielanie akapitów dodatkowo światłem mnie osobiście rozprasza, gubi mi się ciągłość tekstu. Taką wizualną przerwę powinniśmy rezerwować dla przeskoku do nowej sceny, nowego punktu widzenia itp. Tam, gdzie masz podwójną, wystarczy jedna :)

http://altronapoleone.home.blog

Ładne, ślicznie napisane. Tylko historii jakiejś trochę brakuje. I dlatego szybciutko z głowy wyleci.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa i regulatorom za poprawki.

Co do “iścia” końmi, spotkałam się z tym zwrotem, prawdopodobnie jest gwarowy. Dlatego też go tu użyłam. Zaś co do powtórzeń – nie nie były zamierzone, niestety tekst bez redakcji, a ja nie wyłapałam. Pomyślę jak i poprawię, dziękuję!

@drakaina, już niedługo, obiecuję. :)

say what you mean, but don't say it mean

Klimatyczne, jakoś to miejsce skojarzyło mi się z Pentos ;) Bardzo barwnie to przedstawiłaś.

 

Jego akcent był ciężki i chropawy, niczym stukot kamieni, którymi handlował

Jakoś ciężar i chropowatość nie gra mi z kamieniami szlachetnymi, chociaż może wyobrażam sobie je jako wypolerowane cuda, a wcale takowych nie musiał sprzedawać.

 

W końcówce zaczęły mi uwierać powtarzające się nazwy kamieni (rubiny, szmaragdy).

Dopisuje się do reszty osób czekających na coś bardziej rozbudowanego :)

 

Fajnie opisałaś rozmaite klejnoty, opowieść kupca też rozbudziła oczekiwania. Za to opis śmierci Akrisy zdecydowanie zbyt okrojony. Czasem mniej znaczy więcej, ale w moim odczuciu tutaj jednak mniej znaczy mniej ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa i regulatorom za poprawki.

Blue Raven, miło mi, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo ładnie napisane, język barwny, jak te kamienie. Szkoda, że krótka historyjka, ale to też nadaje pewien urok. Więc ogólnie mi się podobało. Specem od interpunkcji nie jestem, ale tu mam wątpliwości:

nieodgadnioną naturę jaspisu krążącego pomiędzy żółcią a czerwienią, ocierającego się leniwie, niczym kot[+], o krwawy granat.

Dałbym przecinek, bo na razie można odczytać, że jaspis ociera się tak, jak kot [ociera się] o krwawy granat.

koty tam dzikie są, od lwów waszych mniejsze, ale bojowe, dziksze bardziej, co terytorium swego pilnują zacięcie, a i karawanę potrafią na manowce zwieść płaczem, co dziecko udatnie naśladują.

W końcówce coś mi zgrzyta. Może bardziej by pasowało:

“płaczem, co dziecka udatnie naśladują”

albo

“płaczem, bowiem dziecko udatnie naśladują”

 

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

Dziękuję, herox!

 

Przecinek faktycznie zbiegł był :)

say what you mean, but don't say it mean

Śliczne!

Szczególnie mnie zachwyciły barwne opisy klejnotów i to, jak nadałaś osobny, specyficzny styl opowieści kupca.

Śmierć Akrisy trochę przykrótko opisana, ale ma ta scena swoją urodę.

Dziękuję, yantri! :)

say what you mean, but don't say it mean

Ładne, ale zgadzam się z przedpiścami, że można by rozwinąć. I fabularnie – liczy się tylko jedna scenka, reszta to wata opisów zamotana dookoła niej. I tę właśnie scenkę rozbudować. Ja rozumiem, że to się szybko stało, że zamieszanie, ale w sumie trochę to wygląda na pisane po łebkach. W porównaniu z sednem sprawy reszta wydaje się przegadana – a co myślała matka, a jakie mieli włosy, a kto mieszka w innych krainach…

Babska logika rządzi!

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Nowa Fantastyka