- Opowiadanie: Hesket - Kot

Kot

Opowiadanie Kot, napisałem w 2010 r.

Inspirowałem się kocicą, która mieszka ze mną już 14 lat.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Kot

– Nie chcę widzieć tego kota na kanapie – powiedział mężczyzna z wielkim brzuchem.

– Ale, tato, od kiedy Franek przyniósł Horacego do domu, to zawsze leżał na kanapie. – Dziewczynka głaskała kota po głowie, który był bardzo zadowolony – mruczał i mrużył ślepia. Horacy – pół perski kot o szarej sierści.

– Tak – burknął ojciec. – Za niedługo Franek przyniesie cały zwierzyniec. Mamy już kanarka, żółwia, rybki akwariowe i tego kota. – Wskazał na leżące zwierzę. Wyraz twarzy mężczyzny mówił sam za siebie; brwi ściągnięte w kształt litery V, i ledwo widoczne usta.

– Nie lubisz zwierząt tato? – zapytała dziewczynka. Jej blond włosy, kontrastowały z sierścią kota. – Przecież cieszyłeś się, jak mieliśmy Azora.

– Tak, ale to był pies. Kotów nie znoszę. Zresztą – dodał. – Azor nie leżał nigdy na kanapie, tak, jak ten tutaj, Popiół.

– To nie Popiół, tylko Horacy. – Dziewczynka poprawiła ojca.

Kot zeskoczył z kanapy i zamiauczał przeciągle. Przeszedł wolnym krokiem przez pokój i odwrócił głowę w stronę okna; przystanął na moment czymś zaciekawiony. Na zewnątrz, na jednym z wielu drzew, siedział wróbel. Ślepia kota były nieruchomo wpatrzone w ptaka. Wróbel, nieświadomy obecności szarego myśliwego, podfrunął na parapet, w podskokach przemierzając całą jego długość. Kot jednym szybkim skokiem, znalazł się również na parapecie.

– Horacy, proszę natychmiast zejść – powiedziała dziewczynka. Wstała i wzięła pupila na ręce. – Gdyby ojciec to widział – szepnęła kotu do ucha.

Tymczasem w kuchni, ojciec przygotowywał sobie kolację. Cztery kromki z grubymi plastrami szynki; nie uznawał tych krojonych w sklepie.

– Jak sam pokroję, to przynajmniej mam pewność, że nie będę widział przez nie Warszawy – mawiał do dzieci. Powiedzenie to zawsze je śmieszyło, bo kto ma ochotę patrzeć przez plasterek szynki, żeby widzieć cokolwiek.

Dziewczynka miała przygotowane na kolację kromki z miodem i mleko. Jadła je właśnie w ciszy, tuż obok niej, siedział ojciec i przepijał swoje kanapki herbatą.

– Dobry miodek – powiedziała.

– Nie jadam takich przysmaków. Nie smakowałoby mi.– Ojciec spojrzał na płynny miód. Nie przepadał za słodkościami w jakiejkolwiek postaci. Uśmiechnął się do córki.

– Nawet nie skosztowałeś – odpowiedziała. – Jak możesz mówić, że nie będzie ci smakować? – Patrzyła wielkimi oczami na jego twarz.

– Nie muszę kosztować, żeby wiedzieć.– Kończył jeść ostatnią kanapkę. Wszystkie cztery, zniknęły w zadziwiająco szybkim tempie.

Żona wyjechała, a ja nadal się obżeram, przeszło mu przez myśl. Obiecałem jej, że nie będę. Nie dotrzymałem słowa.

Twarz mężczyzny zakryła chmura wstydu. Nieustannie był rozczarowany swoją słabością. Wszystkie postanowienia poprawy, spełzały na niczym; nie miał silnej woli.

Dziewczynka zjadła kolację i poszła do salonu. Kot plątał się teraz po pokoju i miauczał. Żółw ulokowany w terrarium na półce, schował leniwie głowę. Od chwili, kiedy wróciła ze szkoły, nie poruszył się z miejsca.

– Wyjątkowo leniwy jesteś Filipie – powiedziała do niego. Włożyła rękę do terrarium i pogłaskała go; głowa żółwia zniknęła prawie całkowicie w fałdach zrogowaciałej skóry.

Franek – brat Ali, uwielbiał zwierzęta, tak samo, jak i ona, tylko, że to on przynosił je do domu. Kanarka przyniósł od kolegi, bo ten chciał się go pozbyć, żółwia odebrał na giełdzie. Były właściciel, zobaczywszy 8 letniego chłopca, postanowił mu go oddać. Widział w jego oczach, że będzie dobrym opiekunem.

Ojciec dzieci nie chciał się zgadzać na obecność nowych zwierzaków w domu, ale po pewnym czasie miękł i poddawał się. Cóż-myślał, z domu zrobi się zwierzyniec. W końcu miał dobre serce; sam przez lata zajmował się akwarystyką i pamiętał doskonale, jak jego ojciec był temu przeciwny. On natomiast miał to do siebie, że nie potrafił być stanowczy. Nie oznaczało to jednak rozpieszczania swoich latorośli; czuwał pilnie nad ich edukacją i starał się utrzymywać dyscyplinę. Dzieci wiedziały, co to sprzątanie po sobie i obowiązek odrabiania lekcji – z tym nie było problemów, ale jeśli chodziło o ich podopiecznych, z miesiąca na miesiąc, coraz to nowi gościli u nich w domu.

Zbliżał się wieczór. Franek został u kolegi na noc. W domu znajdowała się tylko Ala z ojcem, który siedział teraz i oglądał w telewizji wiadomości. Dziewczynka przeszła z pokoju gościnnego do swojej sypialni, ubrała się w piżamę i położyła do łóżka. Przez zamknięte drzwi słychać było spikera. Mówił coś o sytuacji na Bliskim Wschodzie, jego głos nie przeszkadzał jej, była przyzwyczajona do tego; można nawet powiedzieć, że bez odgłosów dobiegających z pokoju, trudno by jej było zasnąć. Przyzwyczajenie potrafi uzależniać. Ala zamknęła powieki i po chwili zmorzył ją sen.

Obudziły ją dźwięki dobiegające z kuchni. Był już poranek. Ojciec, przygotowywał dla niej kanapki do szkoły. Przechadzał się od szafki do szafki w poszukiwaniu sera. Jest – powiedział sam do siebie. Ile razy będę jeszcze musiał mówić temu chłopakowi, żeby chował ser i mleko do lodówki, zapomina się. Za każdym razem część trzeba wyrzucić, myślał. Zaczął kroić ser w plastry.

– Dzień dobry tato – powiedziała dziewczynka. Szła z zaspanymi oczami przez kuchnię. Usiadła przy stole i przecierała powieki. – Nie wyspałam się. Nie lubię spać na tych nowych poduszkach, boli mnie szyja i jest mi niewygodnie.

– Córeczko, przyzwyczaisz się. To tylko kwestia czasu – odpowiedział ojciec. Kładł na kanapki plastry pomidora. – Z solą czy bez? – zapytał.

– Dzisiaj może być bez.

– Posłuchałaś się mojej rady? Mówiłem ci, że sól jest niezdrowa, pamiętasz?

– Tak samo, jak cukier. – Dziewczynka się uśmiechnęła.

Ojciec postawił przed nią talerz z dwoma kromkami.

– Wygląda apetycznie – powiedziała. – Tato, ty zawsze miałeś rękę do tego.

– Mówisz jak mama. – Jego twarz rozjaśniła się, stała się pogodna. Pamiętał, jak żona zawsze mówiła mu, że byłby dobrym kucharzem. Nie wiedział na ile mówiła prawdę, a na ile słodziła, żeby ugotował obiad, ale przeczuwał, że może być w tym sporo prawdy. W końcu, dlaczego by nie? Przecież, gdyby nie było w tym pewnej racji, nie powtarzałaby mu tego tak często. Cieszył się, że żona mu pochlebia, zresztą kochał tę kobietę i nie miało to znaczenia. Nie był kucharzem, tylko pracownikiem banku. Lubił tę pracę, ale był pewien minus, że była to praca siedząca. Od dwóch lat tył w zatrważającym tempie. Wiedział, że musi coś z tym zrobić, inaczej skończy się to dla niego tragicznie.

– Pochlebiasz mi. A teraz jedz grzecznie, bo nie zdążysz do szkoły. Wiesz, że nieładnie jest się spóźniać.

– A ty tato? Nic nie jesz? – zapytała dziewczynka.

– Już jadłem

– Kiedy?

– Jak smacznie spałaś i śniłaś o tym, że jesteś królewną – powiedział.

– A nie jestem?

– Oczywiście, że jesteś – zaśmiał się. – Dla mnie zawsze będziesz królewną.

Dziewczynka zjadła śniadanie i poszła do łazienki, później zaczęła się ubierać.

– Już! Możemy jechać tato! – krzyknęła do ojca, który przygotowywał sobie kanapki do pracy. O wiele za dużo niż potrzebował. Stała przy drzwiach, ubrana w zieloną kurtkę i czapkę, na nią nałożone miała nauszniki – nie lubiła zimna. Inne dzieci cieszyły się na widok padającego śniegu, ale ona wolała lato, i nie tylko przez sam fakt, że to czas wakacji, zwyczajnie wolała, gdy było ciepło. Wiosna też była dobra, ale pierwszeństwo miało lato.

Ojciec wyszedł z kuchni i ściągnął z wieszaka kurtkę w rozmiarze XXL. Zarzucił ją na siebie i zasunął zamek błyskawiczny. Ubierając buty, otarł się o coś dłonią – to Horacy przechadzał się między jego nogami.

– Kocie, odejdź – powiedział do zwierzęcia, które cały czas ocierało się o jego dłonie, nie dając mu spokojnie zasznurować butów. Za każdym razem, jak mężczyzna starał się przerzucić sznurówkę lewego buta, kot ostentacyjnie popychał jego dłoń. Zdenerwowany człowiek odepchnął go na bok. Horacy zaczął miauczeć, jakby był zawiedziony niespodziewaną reakcją ręki człowieka.

– Co on może chcieć?

– Może jest głodny – powiedziała dziewczynka patrząc na pupila. – Zobaczę czy ma jedzenie w misce. – Pobiegła przez korytarz, gdzie tuż przed wejściem do kuchni stała miska kota. Wypełniona była karmą po brzegi. Dziewczynka szybko wróciła z wiadomością.

– Nawet nie dotknął karmy – oznajmiła ojcu.

– Nie wiem, o co chodzi. Nie mamy na to czasu teraz. Jeśli coś chce, niech nauczy się mówić – powiedział zniecierpliwiony. Nie przepadał za kotami, a za wybrednymi tym bardziej. Przecież to zwierzę miało, co chciało – miało wszystko. Jadło najlepszą karmę, spało na łóżkach i było głaskane nieustannie przez dzieci – rozpieszczane na każdym kroku.

Teraz kot przeszkadzał.

Niech zostawi sobie czułości na inny czas, pomyślał mężczyzna. Zawiązał buty i wyszedł wraz z córką z domu, nie zamykając drzwi na klucz.

 

Horacy został sam w domu.

 

Przeszedł wolnym dostojnym krokiem przez korytarz i wszedł do pokoju gościnnego. Spacerował po miękkim dywanie, był niespokojny, czegoś szukał – rozglądał się na boki, patrzył przez okno, by za chwilę utkwić wzrok w szafie stojącej tuż przy telewizorze. Błądził po pokoju jak rozbitek po bezludnej wyspie w poszukiwaniu dobrego miejsca obserwacyjnego. Ograniczała go przestrzeń domu. Został zamknięty i nie mógł się wydostać. Chciał się gdzieś ulokować, chodził w tę i z powrotem. Wrócił na korytarz, który przemierzał od drzwi do drzwi – coś go niepokoiło. Po jakimś czasie się uspokoił i wyskoczył na szafkę z ubraniami, znajdującą się zaraz obok drzwi wejściowych do domu. Zamknął ślepia i pozostał nieruchomy; tylko brzuch opadał i podnosił się powoli, świadcząc o tym, że zwierzę żyje. Wyglądał jak mała szara kula sierści, w której nie wiadomo, gdzie znajduje się głowa, a gdzie łapy. Wydawało się, że kot zasnął. Leżał tak długo. Dopiero drzwi wejściowe obudziły w nim czujność. Do domu wszedł ktoś obcy. Przeszedł obok kota, którego jedno ślepie było na wpół otwarte, i skierował się do salonu. Intruz zaczął przetrząsać szafy i wyrzucać z nich ubrania, wszystkie znalazły się na podłodze. Później zabrał się za szuflady i zrobił z nimi to samo. Podnosił je i obróciwszy do góry dnem, opróżniał na dywan. Nic nie znalazłszy, złapał za telewizor i zaczął z nim wychodzić. Szedł powoli i ostrożnie, nie chciał się potknąć.

Kot, leżący cały czas nieruchomo, podniósł głowę. Zobaczył człowieka, którego nie znał; nie był to jeden z domowników. Zasyczał cicho, ale złodziej go nie usłyszał, znajdował się już prawie przy drzwiach wyjściowych, kiedy nagle zwierzę rzuciło mu się na twarz. Nie wiadomo, co pierwsze wstrząsnęło złodziejem, ból, czy zdziwienie, że coś znalazło się na jego twarzy; upuścił natychmiast swój łup. Ekran telewizora roztrzaskał się w drobny mak. Kot orał pazurami jego twarz; mężczyzna był cały zakrwawiony. Zakrawało to na dobrą groteskę, tylko że to nie było przedstawienie teatralne, a rzeczywistość. Z początku złodziej starał się opanować ból i odciągnąć kota od twarzy, ale ten przywarł do niej jak do drzewa, które dla jego pazurów było miękkie, a spod kory skóry tryskała krew na jego szarą sierść. Był upstrzony jej plamami po całej długości. Sycząc, wgryzł się w nos złodzieja, który nie wytrzymał i wrzasnął z bólu. Jednym wprawnym machnięciem łapy zakończonej pazurami, przeorał całą jego twarz. Mężczyzna starał się odciągnąć zwierzę od siebie, ale wpiło w niego pazury i nie miało zamiaru puścić. Ostatecznie wielką siłą udało mu się to, ale cena, jaką przyszło mu za to zapłacić była wielka. Płaty skóry i kawałki mięśni pozostały na kocich łapach. Złodziej wyjąc z bólu, wybiegł z domu trzymając się za twarz.

 

Horacy siedział spokojnie i oblizywał ludzką krew.

Koniec

Komentarze

Hej! :) Sam miałem kota ponad 10 lat… wiele tajemnic bestie skrywają. Ale do rzeczy: Niestety, kompozycja tego tekstu jest dla mnie jego największą wadą. Oznaczyłeś opowiadanie jako horror, a 95% treści to obyczajówka ze zwykłymi rodzinnymi rozmówkami. Nie budujesz napięcia, nie dajesz jakichkolwiek znaków, że kot jest w jakiś sposób wyjątkowy, generalnie jest trochę nudno mówiąc wprost. No a co do końcówki: Jestem wstanie wyobrazić sobie takie zachowanie kota więc w tekście nie dostrzegłem ani horroru, ani jakiejkolwiek fantastyki :( Pozdrawiam.

Realuc, dziękuję, że poświęciłeś chwilę dla tego opowiadania. Masz rację, większość to sielanka :) Myślałem, że jak końcówka będzie drastyczna, to podejdzie jako horror. Nie wiedziałem, pod jaką kategorię to dać.

Dzięki jeszcze raz za ,,nalot’’

Pozdrawiam

Cześć, Hesket. Muszę zgodzić się z przedmówcą, tekst nie jest horrorem. Ale nie postrzegam tego jako minus. Całość czyta się przyjemnie, do samego końca zastanawiałem się, co takiego zrobi ten kot, że aż zasłużył sobie na miejsce w tytule. Zauważyłem parę błędów interpunkcyjnych, czasami pojawiał się przecinek tam, gdzie być go nie powinno. Mimo wszystko opowiadanie jest niezłe. Pozdrawiam.

Joker246, dzięki wielkie za komentarz. Cieszy mnie, że się podobało :)

Może i nie horror, ale całkiem miły tekst. Nie zawsze człowiek określi swoje dzieła według “prawideł”, tylko tak jak sam to czuje. Dla jednego horrorem będzie kot rozdrapujący twarz, a dla drugiego krwiożercza masakra piłą motorową. Myślę, iż jest to kwestia wrażliwości autora tekstu.

Mi troszkę brakuje końca. Co mogłoby być dalej?

Niedosyt jest jednak zamierzony i daje nam możliwość tworzenia wielu końców takich historii.

Podobało Mi się jak opisujesz relacje między ludźmi.

Wiesz ja nie wiem, czy popełniasz błędy, czy nie, gdyż jestem osobą, która widzi obrazami i powiem Ci, iż jak zacznę zauważać błędy, to znak, iż tekst, a nawet książka mnie nie wciąga.

Dla Mnie to nowość takie dyskredytowanie za przecinki i spacje, gdyż brałam udział w wielu konkursach czytelniczych na kilku portalach i tam liczył się każdy znak i spacja, więc każdy ściskał tekst jak mógł. Ważna była treść.

 

 

Agunia, dziękuję za komentarz.

Powiem Ci, że mistrzem interpunkcji nigdy nie byłem, ale jak to powiedział ktoś, podstawy trzeba znać, i dobrze by było :) Postaram się podszlifować w temacie, żeby czytało się lepiej. Zauważyłem, że tutaj dba się o każdą kropkę i przecinek, co jest z jednej strony dobre, ponieważ i dobrze się czyta taki tekst, i wygląda to o wiele bardziej profesjonalnie. Minusem takiego podejścia, przynajmniej dla mnie jako autora, jest utrudnienie, bo jak pisałem wyżej, mocny się w tym nie czuję, co stopuje mnie przy pisaniu. Zaczynam zastanawiać się, czy dobrze coś napisałem, czy źle. Później autokorekta, przerabiam tekst, i dalej te same wątpliwości, co sprawia, że jestem już zmęczony :D

Pozdrawiam

Hesket

 

Hasket

Nie znam Cię osobiście i nie wiem jaki masz charakter, ale myślę, że jak pisanie sprawia Ci przyjemność, to pisz, poprawiaj jak umiesz i wklejaj, jeśli masz ochotę. 

Ewentualne błędy, których nie dostrzeżesz, zostaną wyłapane przez osoby za to odpowiedzialne. Oczywiście ich podejście nie bywa zachęcające, z tego co zauważyłam. 

Wydaje mi się, iż rola zwykłego czytelnika jest tu trochę ograniczona przez to, iż pierwsi wypowiadają się krytycy, czy tzw “betaliści” (dla mnie samo to słowo to koszmarek), a ich oceny rzutują na odbiór społeczności bywalców Fantastyki. To trochę smutne, gdyż czytając dobrą dla nas historię musimy koniecznie zerkać na oceny loży i to nas zbija z tropu, a w większości przypadków powoduje brak wstawienia noty, którą dyktują nam nasze odczucia.

Ja jestem tu nowa i nawołuję do bycia sobą w odczycie treści. Resztą zajmą się osoby za to odpowiedzialne i chwała im za to! Ja oczywiście podziękuję i poprawię co trzeba.

Myślisz, że każdy pisarz pisze tak “pięknie i czysto”? To farsa. Jeśli faktycznie książka jest dobra, to pracuje nad nią sztab ludzi. Sam Ziemiański wypowiadał się, iż On nigdy nie wie jak ostatecznie będzie wyglądać jego książka po wydruku i tu nie chodzi o okładkę. 

Oczywiście zgadzam się, iż Loża dobrze wypełnia swoje powinności i wiele uczy, ale nie stresuj się tym. Bądź jak kot. Idź swoją drogą i prowokuj, co rusz nowymi pomysłami…

Agunia, dziękuję, będę jak kot :)

Dobry tekst. Akcja rozwija się powoli, jakby jej nie było, a jednak ukazuje nam życie i charaktery rodziny. Wciąga.

Dla mnie zakończenie nie jest horrorem, ale czymś innym. Udało Ci się ukazać wartość i przydatność (lojalność? – dziwne w przypadku kota), może wdzięczność Horacego dla ludzi, którzy go przygarnęli. To dobre podsumowanie, ale czuję niedosyt. Tak, jakby to opowiadanie stanowiło początek większej przygody. Czytelnik zdążył poznać, i polubić, rodzinę i jej zwierzaki, przekonać się, że Horacy jest niezwykłym kotem i… nagle koniec.

Może chciałbyś kontynuować tę historię? Albo napisać więcej przygód z udziałem jej bohaterów?

 

A teraz drobiazgi (aż mi trudno o nich pisać w świetle powyższych komentarzy, ale może Ci pomogą w udoskonaleniu warsztatu):

– Ale, tato, od kiedy Franek przyniósł Horacego do domu, to zawsze leżał na kanapie.

Czy to Franek leżał na kanapie? Może “– Ale, tato, od kiedy Franek przyniósł Horacego do domu, ten zawsze leżał na kanapie.”

 

Dziewczynka głaskała kota po głowie, który był bardzo zadowolony

Jak powyżej. Czy to głowa była zadowolona? Może “Dziewczynka głaskała bardzo zadowolonego kota po głowie.” lub “Dziewczynka głaskała po głowie kota, który mruczał z zadowolenia.”?

 

– Nie lubisz zwierząt[+,]tato?

Jej blond włosy[-,] kontrastowały z sierścią kota.

O interpunkcji już Ci wspomniano.

 

 O wiele za dużo niż potrzebował.

Może “O wiele więcej niż potrzebował.”, “O wiele za dużo na jego potrzeby.”?

 

Horacy siedział spokojnie i oblizywał ludzką krew.

Nie da się chyba oblizywać krwi. Może oblizywał łapę z krwi? Albo zlizywał krew z łapy/futra/podłogi?

 

Powodzenia w pisaniu. laugh

 

Dziękuję yantri. Staram się o poprawność w interpunkcji, ale kiepsko mi to wychodzi. Będę pisał, może w końcu uda mi się ,,spłodzić’’ coś w miarę :)

Pozdrawiam

Hesket

Najpierw poprawki – wybacz, jeśli jakieś się powtarzają, nie sprawdzałam w innych komentarzach.

 

Dziewczynka głaskała kota po głowie, który był bardzo zadowolony – mruczał i mrużył ślepia. Horacy – pół perski kot o szarej sierści.

To zdanie nie brzmi zbyt naturalnie, raczej jak przypis dla czytelnika, który wytrąca z rytmu czytania.

 

brwi ściągnięte w kształt litery V, i ledwo widoczne usta.

Pogrubiony przecinek moim zdaniem niepotrzebny.

 

Nie lubisz zwierząt, tato?

Tu z kolei przecinka zabrakło.

 

– Tak, ale to był pies. Kotów nie znoszę. Zresztą – dodał. – Azor nie leżał nigdy na kanapie, tak, jak ten tutaj, Popiół.

Dialog jest źle zapisany. “Zresztą Azor nie leżał nigdy na kanapie…” jest jednym zdaniem, w związku z czym po “dodał” nie powinno być kropki. Ta sama kwestia powtarza się gdzieś niżej.

 

Powiedzenie to zawsze je śmieszyło, bo kto ma ochotę patrzeć przez plasterek szynki, żeby widzieć cokolwiek.

Niby poprawne, ale niezbyt pasuje. Może “…bo po co ktoś miałby patrzeć przez plasterek szynki”?

 

– Nawet nie skosztowałeś – odpowiedziała.

Dziecko używające słowa “skosztowałeś”? ;)

 

Wszystkie cztery, zniknęły w zadziwiająco szybkim tempie.

Też zbędny przecinek.

 

Wszystkie postanowienia poprawy, spełzały na niczym

Jak wyżej.

 

Franek – brat Ali, uwielbiał zwierzęta, tak samo, jak i ona, tylko, że to on przynosił je do domu.

Pokazuje nam się tutaj lekka zaimkoza. Ona, on, je. Może dałoby się jakoś to ograniczyć?

 

Były właściciel, zobaczywszy 8 letniego chłopca, postanowił mu go oddać.

Lepiej by to było napisać słownie.

 

Cóż-myślał, z domu zrobi się zwierzyniec.

Mieszasz w tekście kilka sposobów zapisów myśli bohaterów, a tutaj jeszcze dodatkowo nie używasz spacji po i przed myślnikiem. Zdecyduj się na jedną konwencję i ujednolić tę kwestię w tekście.

 

Dzieci wiedziały, co to sprzątanie po sobie i obowiązek odrabiania lekcji – z tym nie było problemów, ale jeśli chodziło o ich podopiecznych, z miesiąca na miesiąc, coraz to nowi gościli u nich w domu.

Dziwnie brzmi to zdanie, spróbuj je może przeredagować. I na pewno lepszą formą jest “w ich domu” niż “u nich w domu”.

 

Mówił coś o sytuacji na Bliskim Wschodzie, jego głos nie przeszkadzał jej, była przyzwyczajona do tego

Znowu trochę zaimkozy.

 

Posłuchałaś się mojej rady?

“Się” niepotrzebne.

 

Nie wiedział na ile mówiła prawdę, a na ile słodziła, żeby ugotował obiad, ale przeczuwał, że może być w tym sporo prawdy.

Powtórzenie.

 

Nie był kucharzem, tylko pracownikiem banku. Lubił tę pracę, ale był pewien minus, że była to praca siedząca.

Niedokładne, ale również powtórzenie.

 

– Już jadłem.

Kropka się zgubiła.

 

ale ona wolała lato, i nie tylko przez sam fakt, że to czas wakacji, zwyczajnie wolała, gdy było ciepło.

Powtórzenie.

 

było głaskane nieustannie przez dzieci – rozpieszczane na każdym kroku.

Gubisz podmiot. Ten fragment brzmi, jakby to dzieci były rozpieszczane, z kontekstu można jednak wywnioskować, że chodziło o kota.

 

kiedy nagle zwierzę rzuciło mu się na twarz. Nie wiadomo, co pierwsze wstrząsnęło złodziejem, ból, czy zdziwienie, że coś znalazło się na jego twarzy

Ponownie powtórzenie.

 

Z początku złodziej starał się opanować ból i odciągnąć kota od twarzy, ale ten przywarł do niej jak do drzewa, które dla jego pazurów było miękkie, a spod kory skóry tryskała krew na jego szarą sierść.

Dwa razy blisko siebie “jego”, “kora skóry” też nie brzmi najlepiej.

 

Z poprawek to tyle, przyjrzyj się, czy w innych miejscach nie ma błędów tego samego typu. :)

Jeśli chodzi o sam tekst, widać, że jakiś pomysł był, ale moim zdaniem niezbyt oryginalny. Akcja za długo się rozkręca, dopiero na sam koniec zaczyna się dziać cokolwiek, fantastyki też tu za bardzo nie widać. Fajnie opisujesz rodzinne życie i przedstawiasz relację ojca z córką, ale zupełnie tego nie wykorzystujesz. To obrazek domowy, zakończony sceną z morderczym kotem. Pomyśl, co można zmienić, aby całość była bardziej spójna.

Zostaw ten żyrandol.

Dziękuję Verus. Poprawię się na przyszłość.

Pozdrawiam

Hesket

Nowa Fantastyka